Porady psychologiczne

Czy odstawienie alkoholu może być niebezpieczne?

Mój mąż (50 lat) ma problem alkoholowy. Dobrze zarabia i od wielu lat często pije w pracy z kontrahentami. Złe samopoczucie skłoniło go ostatnio do odstawienia butelki. Po dwóch dniach dostał jednak poważnej arytmii serca, drgawek i wymiotów. Kardiolog powiedział, że to z powodu gwałtownego przerwania picia. Dodał, że mąż może mieć objawy majaczenia i powinien odstawiać alkohol powoli, pod kontrolą. Jestem zdziwiona taką diagnozą, tym bardziej, że mąż traktuje ją jak usprawiedliwienie dla powrotu do nałogu. On często majaczy po pijanemu, więc dlaczego lekarz twierdzi, że to bardziej niebezpieczne niż samo picie?

odpowiada Sławomir Wolniak, lekarz psychiatra Sławomir Wolniak, lekarz psychiatra

Kardiolog nie miał prawdopodobnie na myśli potocznego pojęcia "majaczenie", które kojarzy się z nielogicznym tokiem wypowiedzi. Mówił raczej o najczęściej spotykanej psychozie alkoholowej, która występuje u ok. 5% osób uzależnionych i należy do alkoholowego zespołu abstynencyjnego (AZA). Pojawia się on po kilku- lub kilkunastu godzinach od zaprzestania picia, kiedy znacząco spada stężenie alkoholu we krwi. Objawia się bezsennością, niepokojem, lękiem, zaburzeniami świadomości, omamami wzrokowymi i słuchowymi. Często towarzyszą im inne zaburzenia somatyczne - bóle i drżenie mięśni, uczucie wyziębienia czy wymioty. Pozostawienie chorego bez odpowiedniej opieki medycznej może doprowadzić do padaczki, niewydolności krążenia, arytmii serca i zgonu. Do niedawna śmiertelność w tej grupie chorych szacowana była na ok. 20%. Dziś, dzięki postępowi w leczeniu i lepszemu zrozumieniu istoty choroby alkoholowej, ocenia się ją na 1%.

Wiele osób podejmuje próby wyjścia z nałogu na własna rękę. Po prostu odstawiają wódkę czy inne napoje i próbują poradzić sobie z głodem alkoholowym, jak ze zwykłym, codziennym kacem. Większość z nich przechodzi AZA bez powikłań. Jednak znaczna część, bo blisko 15%, zagrożona jest wystąpieniem ostrych objawów abstynencyjnych, takich jak drgawki, majaczenia i inne. Wbrew powszechnym przekonaniom, zagrożenie to dotyczy nie tylko osób często upijających się. Jeden z moich podopiecznych - młody lekarz, wypijał dwa piwa lub kilka drinków na dobranoc. Kiedy postanowił zmienić te przyzwyczajenia, doznał wszystkich objawów delirium i trafił na oddział intensywnej opieki medycznej.

U większości osób, pijących nieprzerwanie od lat, występują również liczne schorzenia spowodowane zatruwaniem organizmu, niehigienicznym trybem życia i urazami. Wyniszczony organizm, który jest w szoku chemicznym po odstawieniu trucizny, może zareagować w sposób nieprzewidywalny dla chorego i jego rodziny.

W przypadku Pani małżonka, zalecałbym fachową detoksykację zaraz po podjęciu decyzji o przerwaniu picia. Pod kontrolą specjalisty chory będzie poddany leczeniu, które polega na uzupełnieniu niedoborów elektrolitowych, witamin z grupy B, oraz podaniu leków zmniejszających zagrożenie wystąpienia padaczki, drgawek czy arytmii. Choroba alkoholowa - a wnioskuję, że na taką cierpi Pani mąż - jest nie tylko chorobą woli. Jest również uzależnieniem chemicznym. Przy silnej motywacji człowiek może kierować swoją wolą, ale chemią - niestety nie. Dlatego w takim przypadku niezbędna jest pomoc farmakologiczna, dla ochrony jego zdrowia, a nawet życia. Wydaje się, że ten pierwszy krok powinien skłonić małżonka do podjęcia dalszego leczenia i powrotu do trzeźwego życia. Wymaga to jednak wiele konsekwencji, cierpliwości i poznania problemu. Przede wszystkim zaś - niezgody na alkohol w Waszym życiu.





Inne porady