Artykuł

Zbigniew Grochowski

Zbigniew Grochowski

Przed alkoholem


Dominujące obecnie poglądy na temat przyczyn uzależnienia opierają się na założeniu, że osoby zdrowe piją alkohol z tych samych powodów, co osoby, które w przyszłości się uzależnią, oraz, że częste i nadmierne spożywanie alkoholu przez osobę uprzednio zdrową prowadzi do uzależnienia.

Czy tak jest na prawdę? Czy są to ludzie zdrowi od samego początku? Zawsze miałem duże wątpliwości w tej kwestii. Postanowiłem sprawdzić to w dostępnej literaturze i znalazłem odpowiedź. To zaś, co znalazłem - potwierdziło moje własne spostrzeżenia, które czyniłem od dawna.

Pierwszy, który opisał szeroko swoje wspomnienia z lat poprzedzających pierwszy kontakt z alkoholem był William Griffith Wilson, znany jako "Bill W" - współtwórca Alkoholików Anonimowych. W jego biografii znalazłem zapisane jego własne wspomnienia pierwszego spotkania z alkoholem. Było to w czasie przyjęcia, na które był zaproszony. Opowiadał o tym tak :
    Otóż, tak jak wtedy sam siebie pojmowałem, musiałem po prostu ten "drink" wypić. Więc wypiłem go i następny i oto patrzcie, cud! Ta dziwna bariera, która znajdowała się między mną i wszystkimi mężczyznami oraz kobietami (na przyjęciu, gdzie wypił po raz pierwszy - przyp. autora) zdała się natychmiast opaść. Czułem, że znalazłem swoje miejsce tam, gdzie byłem; miałem swoje miejsce w życiu; miałem swoje miejsce we wszechświecie; w końcu stałem się częścią zdarzeń. Och, czar tych pierwszych trzech czy czterech "drinków"! Stałem się duszą przyjęcia; nagle goście czuli się przyjemnie w moim towarzystwie; mogłem mówić bez skrępowania, z własnej woli; mogłem się poprawnie wyrażać. Ludzie ci stali się nagle dla mnie bardzo atrakcyjni i zaproponowano mi całą serię spotkań. Lecz myślę, że nawet tego pierwszego wieczora upiłem się kompletnie i w podczas następnego lub kolejnego razu upiłem się do zupełnej utraty przytomności. Ale, że wszyscy pili "ostro", nic wielkiego z tego nie robiono.

Znaczna część pierwszego i drugiego rozdziału biografii Billa W. - książki "Pass it on" jest poświęcona jego wspomnieniom o sposobach radzenia sobie z tymi samymi przykrymi emocjami przed okresem używania alkoholu. Niezwykle ciekawa i pouczająca lektura. Gorąco polecam.

Następnie kilka innych fragmentów zapisanych w tak zwanej "Wielkiej Księdze" Alkoholików Anonimowych (wypowiedź kilkunastoletniej dziewczyny):
    Swój pierwszy kieliszek wypiłam, kiedy miałam piętnaście lat i mój "alkoholiczy" potencjał rozdzierał mnie do punktu, w którym ucieczka stała się koniecznością. Potrzebowałam alkoholu poczynając od tego wieczoru i z kolei on używał mnie, kierując moim życie przez trzy lata.
    Nigdy nie piłam towarzysko, piłam tak często i tak wiele ile tylko mogłam. W końcu moim celem było zapicie się na śmierć. Wydawało mi się, że całe moje życie spędziłam zaglądając z zewnątrz do środka. Bywałam niezadowolona, samotna i wystraszona przez tak długi czas, że odkrycie alkoholu wydało się odpowiedzią na wszystkie moje problemy.
Wypowiedź kobiety, pochodzącej z Europy:
    Mój alkoholowy problem zaczął się znacznie wcześniej niż moje picie. Odkąd sięga moja pamięć, moja osobowość była doskonałym materiałem dla kariery alkoholika. Zawsze byłam w niezgodzie z całym światem, aby nie powiedzieć - z wszechświatem. Byłam w niezgodzie z życiem, ze swoją rodziną, z ludźmi w ogólności. Starałam się kompensować to przez nierealne marzenia i ambicje, które to były wczesnymi formami ucieczki. Wewnątrz, bardzo szybko stałam się mieszaniną nieprzyjemnego litowania się nad samą sobą, mdlącego niepokoju i napełniającego obrzydzeniem samoponiżania.
    Myślę, że od samego początku miałam fizyczne uczulenie na alkohol. Kieliszek nigdy nie dawał mi normalnego, przyjemnego ciepła. Zamiast tego było to jak puknięcie w głowę niewielkim drewnianym młotkiem. Byłam troszkę "trącona". Dokładnie tego chciałam. Straciłam swoją nieśmiałość.
Wypowiedź farmera z południa Stanów Zjednoczonych:
    I oto spotkałem "Jana Jęczmienne Ziarno". Potężny facet, który uwolnił mnie od lęku i poczucia niższości.
Osoby, które nie mają "problemu alkoholowego" (nie "uzależniają się") piją dla euforyzującego efektu alkoholu przez całe ich życie. Bill Wilson pił by "unieść obcą mu barierę", która dzieliła go od świata zewnętrznego, czuć się tak, jak przedtem nie był w stanie i robić rzeczy, których przedtem nie był zdolny robić. Psychoaktywne działanie alkoholu spowodowało natychmiastową zmianę w jego już a priori zniekształconym obrazie świata, otoczenia i samego siebie. Umożliwiło mu też funkcjonowanie w tym nowopoznanym świecie. Od pierwszego kieliszka aż do ostatniego pił właśnie w tym celu! Pozostałe wypowiedzi dowodzą dokładnie tego samego.

Nieraz miałem okazję słyszeć podobne wypowiedzi przez pełne dziewięć lat w Stanach Zjednoczonych. Ponieważ wszystkie wypowiedzi na mityngach A.A. są spontaniczne, a nie kierowane, każdy z mówiących opowiadał o sobie to, co uważał wtedy za najistotniejsze. Nie zawsze wspominali oni swoje wewnętrzne stany ducha z okresu przed pierwszym spotkaniem z alkoholem. Jednak wspominali je często, wystarczająco często, aby zostawiły one w mojej pamięci trwały ślad.

Słyszałem wspomnienia wielu uczestników grup A.A. sięgające do wczesnego dzieciństwa. Były to zdania: "I was an 'instant alcoholic' from birth. I just had to add the booze." Znaczenie tego zdania jest trudne do zrozumienia, jeśli nie zna się jego genezy. Powstało ono prze analogię z kawą rozpuszczalną, zwaną w U.S.A. "instant coffee" ("kawa w proszku" - rozpuszczalna) do której trzeba dodać wody, aby uzyskać gotową kawę. Zdanie to brzmi po polsku: "Byłem "alkoholikiem w proszku" od urodzenia. Potrzebowałem tylko dodać alkoholu". Albo: "Odkąd tylko pamiętam, czułem się jakbym nie pasował". Słowo "pasował" jest tłumaczeniem angielskiego słowa fit, które nie oznacza w tym kontekście fizycznego "dopasowania", a raczej psychiczną kompatybilność z resztą. Słyszałem też, jak opowiadający o swoim dzieciństwie wspominali głębokie przekonanie, że byli dziećmi adoptowanymi, mimo, że było to zupełnie nieuzasadnione. Albo jeszcze inna wypowiedź: "Całe moje życie było niekończącym się wpasowywaniem sześciennego klocka w okrągłą dziurę" - (porównanie do zabawki, która polega na wpasowywaniu przez dziecko brył o różnych kształtach w odpowiadające im otwory). Inne jeszcze zdanie dotyczy sposobu przedstawiania się na mityngach AA przed rozpoczęciem wystąpienia. Na ogół każdy, kto przemawia na mityngu, przedstawia się według powszechnie przyjętego schematu: "imię i problem". Na przykład: "My name is Dick and I am an alcoholic" - "Mam na imię Dick i jestem alkoholikiem". Jednak słyszałem też odmianę tego: "I am an alcoholic and my problem is Dick" czyli: "Jestem alkoholikiem, a mój problem to Dick".

Większość moich amerykańskich znajomych nigdy nie spotkała się z terapią uzależnień, stanowiła więc "dziewiczy materiał". Cytowane wyżej wypowiedzi są niewątpliwie ważnym sygnałem, że coś znaczącego się u nich działo na długo przed pierwszym kontaktem z alkoholem. Wiem, że jestem jednym z niewielu w Polsce, którzy takie wypowiedzi słyszeli i na razie chyba jedynym, który zwrócił na nie uwagę, wyciągnął wnioski i postanowił je opisać. Najczęściej wymieniane odczucia to:

  • bliżej nie określone stany dyskomfortu psychicznego, drażliwość,
  • poczucie braku przynależności do grupy, rodziny (niesłuszne mniemanie o byciu dzieckiem adoptowanym),
  • okresy obniżonego nastroju,
  • ucieczka w marzenia,
  • myślenie życzeniowe,
  • nieśmiałość,
  • niepewność,
  • wstydliwość,
  • niepokój,
  • stany lękowe bez wyraźnej przyczyny,
  • łatwe zniechęcanie się,
  • łatwe wpadanie w konflikty z otoczeniem,
  • pamiętliwość, myśli o zemście lub rewanżu,
  • rozpamiętywanie niepowodzeń i strat, nieadekwatne do przyczyn.

Psychoaktywne działanie alkoholu u osób później nazywanych "alkoholikami" już od pierwszego kontaktu skutecznie znosiło te właśnie przykre stany i pozwalało im na przeżycie jednego dnia we względnym komforcie. Potem w przebiegu choroby pozwalało im na przeżycie w ogóle i dlatego używali go i nadużywali. Często musieli wybierać: "albo śmierć teraz, albo później". To nie były łatwe wybory. "Później" stawało się coraz bliższe

Ludzie którzy się nie uzależnią, piją aby uzyskać przyjemny stan euforii ("rausz"), czasem też aby się odprężyć, czasem aby uwolnić się od przykrych doznań. Alkohol bywa przez te osoby nadużywany sporadycznie i wyłącznie w sytuacjach nadzwyczajnych. Ludzie, którzy mają problem z nadużywaniem alkoholu, od samego początku piją z innych powodów, niż osoby bez tego problemu.

Moment powstania zaburzeń poprzedza znacznie pierwszy kontakt z alkoholem. Wynika to jednoznacznie z prezentowanego materiału. W wyniku konfrontacji między obrazem siebie i otoczenia wytworzonym przez chorego a rzeczywistością powstaje wewnętrzny konflikt, który generuje stres, nazwany tutaj "stresem pierwotnym". Z kolei stres ten wywołuje dyskomfort i silną potrzebę uzyskania ulgi. Od początku świadomego funkcjonowania chorych - ewidentnie "uzależnionych" istnieją u nich zaburzenia postrzegania siebie i otoczenia oraz znamiona wewnętrznego konfliktu między własnym obrazem siebie i otoczenia a rzeczywistością (na przykład: wypowiedź kobiety pochodzącej z Europy). Konflikt ten nie zawsze jest widoczny. Nawet gdy nie jest wyraźny, można go odkryć dokładnie zebranym wywiadem. We wszystkich przedstawionych wypowiedziach widać jego ślady, których można się dopatrzyć w doznaniach nieśmiałości, niepewności, poczuciu niedostosowania, poczuciu niższej wartości, poczuciu braku przynależności. Obniżenie nastroju, rozpamiętywanie niepowodzeń i strat, zniechęcanie się, niepokój i bliżej nieokreślone lęki wydają się być raczej wynikiem stresu pierwotnego. Cały ten proces odbywa się w strukturach JA.

Istnienie wewnętrznego konfliktu i pierwotnego stresu można zawsze stwierdzić, jeśli się wie o co pytać. Żaden pacjent nie zdaje sobie sprawy z tego, że ma zaburzone postrzeganie siebie i otoczenia. Pomimo to, gdy zostanie dokładnie dopytany, opowie nam o swoich odczuciach i emocjach a także o zaburzeniach funkcjonowania z czasów na długo przed alkoholem! Podobnie jak daltonista, który nigdy nie widział zielonego i nigdy tego koloru nie zobaczy. Nie będzie on miał nigdy ani prawdziwego obrazu zieleni i nigdy o zieleni nam nie opowie, choć bardzo byśmy tego chcieli. Będzie miał za to konflikty na przykład przy przedszkolnej grze "w zielone", czy przechodzeniu przez ulicę - do czasu, kiedy nauczy się, że "zielone to jest to światło z dołu". Ale kiedy zacznie opowiadać o swoich problemach, od razu zorientujemy się, o co chodzi. I to w zasadzie jest podstawą rozpoznania tego defektu.

Alkohol jest jednym z wielu pochodzących z zewnątrz środków, które przez chwilowe uwolnienie od stresu w ogóle, umożliwiają osobie chorej przystosowanie się do otoczenia i zaakceptowanie siebie w stopniu umożliwiającym w miarę poprawne funkcjonowanie. To funkcjonowanie i tak nie satysfakcjonujące w pełni, jest później dodatkowo zaburzane przez negatywne efekty długotrwałego używania specyficznych sposobów radzenia sobie z pierwotnym stresem - zachowań przystosowawczych. Zachowania przystosowawcze są zachowaniami prawidłowymi pod względem jakości i spotykanymi na codzień, jednak pod względem ilościowym są nadmiarowe, co w ogólnym rozrachunku czyni je nieprawidłowymi. Jednym z nich jest spożywanie alkoholu przechodzące w jego nadużywanie, co powoduje określone skutki.

Zachowania przystosowawcze poprzez swoją "nadmiarowość" doprowadzają w końcu do dodatkowych, nieraz bardzo poważnych zakłóceń funkcjonowania osobniczego i społecznego stosującej je jednostki. Ponadto powodują zaburzenia somatyczne i psychiczne. Nieraz rozgraniczenie ich od już "a priori" istniejących zaburzeń jest trudne. Wywołują przez to także różnie nasilony stres, który dla odróżnienia od "stresu pierwotnego", nazwałem "stresem wtórnym". Na dodatek zdrowi i chorzy są tak samo narażeni na stres pochodzący ze spotkania z otoczeniem.

Ciekawa jest rola "zaprzeczenia", które obserwujemy zawsze w tej chorobie. Służy ono pierwotnie ochronie pozytywnych efektów zachowań przystosowawczych na psychikę chorego, które u każdego występują od samego początku jako jedyne. Z czasem, gdy pojawiają się efekty negatywne - rozciąga się też i na nie, chroniąc całości efektów zachowania przystosowawczego bez możliwości ich oceny i rozróżniania. Zostaje ono bowiem uruchamiane wyłącznie przez pozytywne efekty tego zachowania, których broni. Każde zagrożenie pozytywnych efektów zachowania przystosowawczego (w tym także przez uwidocznienie efektów negatywnych) jest natychmiast eliminowane. Jest też obecne i obserwowane silne działanie wszystkich psychologicznych mechanizmów obronnych, współdziałających w tym samym celu z mechanizmem zaprzeczenia.

Występujące w tej chorobie znaczne zubożenie duchowości nie wydaje się wynikać z pierwotnej przyczyny choroby - zaburzonego postrzegania siebie i otoczenia. W wyniku działania pierwotnego stresu następuje hamowanie potrzeb duchowych chorego. Wtórny stres w przebiegu choroby dodatkowo je hamuje. Tak więc sama duchowość (zaspokajanie potrzeb duchowych) nie jest uszkodzona. Raczej spełnianie potrzeb duchowych jest hamowane. Poprawa w zakresie duchowości u zdrowiejących wskazuje na "zawieszenie" istniejących potrzeb duchowych na czas działania stresu niż na trwałe uszkodzenie duchowości. Osoba cierpiąca na długotrwały i nawet niezbyt silny ból zęba nie myśli o uciechach życia doczesnego, cierpliwie oczekując wizyty u dentysty.

Co było do tej pory opisywane jako progresja "uzależnienia", może być przedstawione jako "błędne koło" następujących zdarzeń:

Zaburzone pojmowanie siebie i otoczenia - wewnętrzna konfrontacja - wewnętrzny konflikt - pierwotny stres - konieczność uzyskania ulgi - uruchomienie zachowań przystosowawczych - wtórny stres - następne uruchomienie zachowań przystosowawczych - i tak dalej...

Zaburzone pojmowanie siebie i otoczenia istnieje od początku świadomego funkcjonowania chorego i trwa przez całe życie. Wydaje się być niezmienne i stale napędza "błędne koło choroby". Obserwowana progresja choroby to nasilanie się i kumulowanie negatywnych psychosomatycznych efektów długotrwałego i częstego stosowania zachowań przystosowawczych na dodatek do efektów stresu pierwotnego i wtórnego.

Ciężkość obserwowanych zmian zdaje się być wprost proporcjonalna do ciężkości zaburzenia pojmowania siebie i otoczenia. Występuje ono w różnym nasileniu wśród ludzi nim dotkniętych. Przed okresem rozwinięcia się skutecznych zachowań przystosowawczych, pochodzący z zewnątrz duży stres często może zakończyć się śmiercią (niewyjaśnione i niespodziewane samobójstwa wieku dziecięcego - tak silnie nagłaśniane w amerykańskich mediach z początkiem lat dziewięćdziesiątych). W okresie późniejszym, przy zbyt silnym lub długotrwałym stresie kompensacja poprzez zachowania przystosowawcze nie zawsze wystarcza do przeżycia. Śmierć samobójcza wśród tych ludzi jest częstsza niż wśród populacji zdrowej.

Jeśli pierwotna przyczyna jest nieodwracalna i trwa stale, co można w tym przypadku zrobić? Ruch Anonimowych Alkoholików dowiódł, że jednak można coś zrobić w tej, zdawałoby się beznadziejnej sytuacji. Po pierwsze, rozerwali oni (przynajmniej częściowo) "łańcuch wtórnego stresu" powstającego w wyniku negatywnych efektów zachowania przystosowawczego ("stabilizacja") poprzez wymuszenie zaprzestania tego zachowania. Po wtóre, utworzyli przyjazne i bezpieczne środowisko dla chorego, w którym bez dodatkowych obciążeń mógł się on podzielić swoimi problemami z innymi. Jest to prototyp "debrifingu" - psychologicznej prewencji PTSD . Gdy zdarza się to codziennie tak jak jest zalecane, dość skutecznie i wystarczająco rozładowuje na bieżąco każdy powstający stres. Reszta należy już do chorego. Zamienia on zachowanie przystosowawcze, którego efekty są ryzykowne i uszkadzające na inne (lub kilka innych) mniej ogólnie szkodliwe, aby radzić sobie z ciągle obecnym stresem pierwotnym przy ustaniu (likwidacji źródła) stresu wtórnego. Do jego rozładowania wystarczą inne zachowania przystosowawcze, niekoniecznie te preferowane poprzednio. To tylko bardzo ogólna próba analizy jednego z wielu pozytywnych aspektów A.A. Jestem przekonany, że jest ich więcej.

Dlaczego więc najczęściej nie słyszymy tego od naszych pacjentów? Możliwych jest kilka przyczyn :
  • Wśród całej populacji (także u samych chorych) panuje przekonanie, że picie jest przyczyną powstawania "uzależnienia" i wszystkich wynikłych z tego nieszczęść - nikt nie szuka innych przyczyn.
  • Personel medyczny oraz terapeutyczny działając w dobrej wierze i w przekonaniu o słuszności założeń teoretycznych swoich poczynań również upewnia chorych, że ich choroba bierze początek w długotrwałym i nadmiernym piciu alkoholu. Podanie przez autorytety gotowych rozwiązań skutecznie odbiera chorym szansę przypomnienia sobie istnienia podobnych doznań na długo przed okresem używania alkoholu.
  • Sami chorzy najczęściej nie są zdolni do poprawnej identyfikacji, oceny i nazwania ich własnych doznań sprzed okresu używania zachowań przystosowawczych.
  • Do tej pory nikt nie zwracał uwagi na związek doznań z okresu przed używaniem alkoholu z późniejszym nieprawidłowym piciem. Nie było żadnych doniesień i nie ma metod do ich diagnozowania - w wyniku tego nikt o te doznania nie pyta uznając, że "przed alkoholem" nic ważnego się nie dzieje.
  • Proces choroby odbywa się w podświadomości, w strukturach JA i uświadamiane są tylko nieliczne, nieprzyjemne odczucia i emocje. Na pierwszy plan wysuwają się i są najbardziej widoczne negatywne efekty zachowań przystosowawczych - one są obiektem zainteresowania oraz poczynań terapeutycznych.

A jeśli mimo wszystko niektórzy o tym wspominają, czy my słuchamy ich wystarczająco uważnie? Jeśli nawet czasami słyszymy, czy przywiązujemy do tego wagę?

Na zakończenie pragnę dodać, że bez spisanych wyznań Billa Wilsona i innych a także bez relacji zasłyszanych od Anonimowych Alkoholików, moja wiedza o tej chorobie byłaby niepełna. Z tymi wiadomościami mogłem w końcu złożyć wszystkie znane mi elementy w jedną całość we właściwej kolejności. Do tego potrzebowałem rozróżnienia istniejącego pierwotnie stresu - "stresu pierwotnego", od stresu powstałego w wyniku używania substancji psychoaktywnych lub innych zachowań przystosowawczych - "stresu wtórnego". Tak też postanowiłem je nazwać. Ponadto wszyscy jesteśmy eksponowani na działanie stresu powstającego przy naszych kontaktach z nie zawsze przyjaznym nam otoczeniem. Ponieważ spożywanie alkoholu jest zachowaniem i służy w wypadku tej choroby przystosowaniu się do otoczenia w takim stanie, w jakim chory jest, nazwałem to zachowanie "zachowaniem przystosowawczym". Bez tych określeń całościowa interpretacja zjawisk zachodzących w tej chorobie nie byłaby możliwa.

Przystosowanie (jakkolwiek przez nas oceniane) nie jest uzależnieniem. Te dwa terminy nie mają z sobą nic wspólnego. Termin "przystosowanie" jest wynikiem całościowej obserwacji przyczyn i zachodzących dalej zjawisk. Termin "uzależnienie" jest wynikiem błędnej interpretacji obserwowanych zdarzeń w późniejszym okresie stosowania zachowania przystosowawczego, kiedy już widać jego negatywne efekty, w tym postępujące nadużywanie tego zachowania. Wynika on z nieprawdziwego założenia, że wszystkie osoby z początku piją z tych samych powodów a niektóre w trakcie picia się uzależniają i jest zgodny z tą koncepcją, zupełnie pomijając znaczenie zmian już istniejących. W tym artykule termin "uzależnienie" nie służy niczemu ważnemu. Z tego powodu używam go wyłącznie w cudzysłowie.

W wyniku prezentowanych materiałów i obserwacji nasuwa się wniosek, że istnieje jedna wspólna jednostka chorobowa, którą postanowiłem nazwać "Zespołem niedostosowania z zachowaniami przystosowawczymi". Etiologia tej jednostki pozostaje dotychczas nieznana. Charakterystyczną cechą są istniejące od początku świadomego funkcjonowania chorego do końca jego życia zaburzenia postrzegania siebie i otoczenia, powodujące problemy w adaptacji do tego otoczenia i generujące stres. Charakterystycznym jest zazwyczaj jedno wiodące zachowanie przystosowawcze i współistniejące dość liczne, ale niezbyt wyraźnie zaznaczone inne zachowania przystosowawcze, które czasami przejmują rolę wiodącego. Ten zespół chorobowy trwa przez całe życie chorego i jego przebieg bywa "modelowany" przez uboczne skutki długotrwałego stosowania zachowania przystosowawczego. Daje to złudzenie odmienności przyczyn różnych uzależnień.

Mam nadzieję, że moje spostrzeżenia przyczynią się do dalszego postępu wiedzy o chorobie, co zaowocuje lepszymi i bardziej specyficznymi sposobami pomagania tym, których ciągle nazywamy "alkoholikami".

Dla mnie w tej chwili jedno jest pewne. Chorzy wymagają przede wszystkim stałej opieki do końca życia. Jeśli nawet z przyczyn technicznych ciągła opieka w naszym ośrodku nie jest możliwa, pacjent musi trafić do kompetentnych, dobrych grup samopomocowych i musi być upewniony, że w razie jakichkolwiek problemów czy potrzeb zawsze będziemy dla niego dostępni. Efekty wszystkich naszych działań są bowiem doraźne, a nie trwałe. Można się o tym łatwo przekonać sprawdzając odległe wyniki terapii w nieco szerszym zakresie niż tylko picie, czy abstynencja. Wtedy można dostrzec natychmiastowe zastępowanie jednych zachowań przystosowawczych innymi, trzeba tylko chcieć i umieć to zobaczyć. Wiem, że nie jest to przez terapeutów powszechnie dostrzegane. Na ogół jest raczej lekceważone, wypierane lub minimalizowane. Przecież "ostateczny i nadrzędny cel - abstynencja" został osiągnięty. Po co więc szukać dalej? - a może jednak warto.



    Z przyczyn technicznych w publikacji internetowej pominięto przypisy.






Oceń artykuł:


Skomentuj artykuł
Zobacz komentarze do tego artykułu