Artykuł

Karolina Korbut

Karolina Korbut

O tym, czego najbardziej potrzebują kobiety, a mężczyźni naprawdę chcą


Zgodnie z zarysowaną już przeze mnie we wstępie do cyklu nową tendencją, dzisiaj żony nie odchodzą od mężów bo ci ich nie utrzymują, lecz dlatego, bo nie odnajdują z nimi zaspokojenia emocjonalnego i romantycznej fascynacji. Natomiast powodem opuszczania kobiet przez mężczyzn nie jest nagłe wygaśnięcie miłości, lecz nieumiejętność ich uszczęśliwienia. Dla mężczyzny bowiem sprawą pierwszej wagi jest właśnie zaspokojenie partnerki, więc porażka na tym polu jest dla niego powodem wystarczającym do zakończenia związku. Nasuwający się wniosek ponownie mówi nam, że "mężczyźni nie rozumieją potrzeb kobiet, a kobiety nie rozumieją, czego mężczyźni naprawdę chcą i jak im to dać". Swoją analizę rozpocznę więc od głębszego wyjaśnienia, dlaczego współczesne kobiety są nieszczęśliwe, a mężczyźni rozczarowani oraz jak te stany pogłębia klasyczne zachowanie każdego z partnerów.

Tak naprawdę nigdy dotąd w historii od kobiet nie oczekiwano tak wiele - po ośmiogodzinnej batalii w miejscu pracy wracają do domu, gdzie czeka ich "sprzątanie, gotowanie, pranie, gdzie także muszą kochać i troskliwie opiekować się dziećmi, a na dodatek dogadzać z uszczęśliwioną miną mężowi i być gotową do erotycznych zbliżeń (czyli coś, co dawniej zajmowało kobiecie cały dzień, dziś jest zmuszona wykonywać w parę godzin). I choć tekst ten nawet moim zdaniem brzmi nieco nad wyraz szowinistycznie, to czyż nie taka jest wciąż ta kobieca codzienność(?) I nawet, jeśli część mężczyzn, w imię szerzącego się równouprawnienia decyduje się pomagać swym kobietom i dzielić z nimi domowe obowiązki, to robi to nieudolnie (nie celowo oczywiście), pogłębiając tylko zupełnie nieświadomie kobiecą dyssatysfakcję, o czym w dalszej części cyklu. Jak bowiem można od razu, bez nauki, zacząć robić dobrze coś, czego nigdy wcześniej się nie robiło? (i nie chodzi tu o naukę perfekcyjnego sprzątania). Wracając do kobiecego obciążenia, nie dziwne, że bywa to ponad ich siły i wywołuje nierzadko frustrację a juz na pewno woła o więcej wsparcia ze strony towarzysza domowego ogniska. Jeśli zaś chodzi o mężczyznę, to małżeństwo nigdy wcześniej nie było dla niego tak trudne jak obecnie. Tradycyjnie otrzymywane od partnerek uznanie, podziw, podbudowywanie wartości, brutalnie zostało zastąpione przez niedocenienie i poczucie przegrania. Przejdźmy więc do wgłębienia się w to, czego potrzebuje współczesna kobieta do pełni szczęścia i dlaczego mężczyźnie tak trudno jest jej to dać.

Dawno temu, gdy podstawowym i jedynym, a i tak wystarczająco wyczerpującym zajęciem kobiet było dbanie o rodzinne ognisko, mogły one cieszyć się wsparciem innych kobiet, z którymi spełniały swoją istotną potrzebę rozmowy, pogawędek, zwierzania - wszystko to realizując jednocześnie w duchu współpracy, a nie tak powszechnego dziś i koniecznego często współzawodnictwa. Taki system, jak ujmuje to Gray, "sprzyjał kobiecej duszy i rozniecał miłość w jej sercu". Konfrontując to z dzisiejszymi czasami, wyraźnie uderza nas raczej promęska rzeczywistość, która brutalnie odbiera kobiecie tak jej niezbędne wsparcie opiekuńcze i kobiece środowisko. Konsekwencja tego przedłużającego się i stającego chronicznym stanu wydaje się być oczywista: kobiety tracą kontakt z własną kobiecością, gubią w sobie kobiecy pierwiastek, tracą orientację w tym, kim i jakie naprawdę są - w zderzeniu z oczekiwaniami, by były silne, przebojowe i pewne siebie w pracy, a równocześnie kobiece, czułe i delikatne w domu. Domyślamy się więc, że główną umiejętnością, w której posiadanie wejść winien mężczyzna jest umiejętność podtrzymywania jej - tak zaniedbywanego na każdym polu - kobiecego aspektu, o czym dalej.

Przyjrzyjmy się teraz również i mężczyźnie, którego sytuacja wcale nie jest lepsza, co znacznie utrudnia mu danie wsparcia swej kobiecie. Mianowicie, od wieków, osobnik płci męskiej wracający do domu z polowania spotykał się z kobiecym podziwem i uznaniem. Jednak ów podziw i uznanie otrzymywał od partnerki, która cały dzień miała możliwość pielęgnowania swej kobiecości. Dziś, kobieta wraca do domu przepracowana, zmęczona, często niezadowolona, a na dodatek ze świadomością, że w domu czeka na nią kolejna praca. Zrozumiałym jest więc, że nie ma ona już siły i energii, aby dać mężczyźnie ten podziw i uznanie, którego on tak łaknie. Taki mężczyzna, przekraczając próg domu, staje więc w obliczu klęski, a nie-jak dawniej - zwycięstwa, bowiem niezadowolenie jego partnerki odbiera jako sygnał, że do niczego się nie nadaje i jest niepotrzebny.

Ważnym jest także, by mieć świadomość, że stresy związane z pracą zawodową mają bardziej toksyczny wpływ właśnie na kobiety, gdyż owe napięcia stanowią dla nich stres dodatkowy, obok jej tradycyjnego obciążenia pracą w domu. Kobieta bowiem została - jak to nazywa Gray - tak zaprogramowana, że po powrocie do domu wciąż słyszy głos wewnętrznego przymusu (który tak naprawdę jest głosem jej natury), by dalej robić i więcej dawać: "jeszcze ugotuj, posprzątaj, kochaj więcej, zwierzaj się ze swoich uczuć, opiekuj się, troszcz, więcej dawaj, więcej rób". Zdecydowanie więc kobiety muszą nabyć nowe sposoby radzenia sobie z ich obecną sytuacją, a mężczyźni opanować nowe metody wspierania ich. Jeśli zrozumiemy, że - jak pisze Gray - dla mężczyzny dom jest miejscem wypoczynku, gdzie od wieków spotykał się z miłością i troskliwością partnerki, a na którą wcale nie musiał zasłużyć; natomiast dla kobiety jest najważniejszym miejscem pracy - uczynimy pierwszy, ważny krok do wprowadzenia tych sposobów w nasze życie i ubogacenia go.

Charakterystyczną różnicą między Marsjanami a Wenusjankami, od której przyjęcia również należałoby wyjść, jest fakt, że mężczyźni dają z siebie wszystko w pracy, by w domu wszystko brać, natomiast kobiety dają i biorą równocześnie - ich dawanie winno więc być równolegle "doładowywane" emocjonalnie przez mężczyznę. Problem w tym, że kobietami i mężczyznami wciąż kierują przestarzałe "programy" nakazujące kobiecie dawać i robić wciąż więcej i więcej, a mężczyźnie przyjąć taki stan za słuszny i obarczyć kobietę odpowiedzialnością za to robienie w domu. Podobnie trudno więc jak kobiecie jest odpuścić sobie i się odprężyć, mężczyźnie jest zebrać siłę, energię i motywację, by jej pomóc. Kluczowym dla rozwiązania tego problemu jest, w pierwszym rzędzie, by dojrzeć i uznać, że nikt nie ponosi tutaj winy - ani mężczyzna ani kobieta; następnie można rozpocząć pracę nad zmianą utartego wzorca przy użyciu nowych metod. Przy tym należy tutaj zaznaczyć, iż nie chodzi o sprawienie, by kobieta robiła mniej (dawanie jest wrodzonym i nieodłącznym elementem kobiecej natury, pielęgnującym jej tendencję do kochania), lecz o dostarczenie jej wsparcia emocjonalnego przez mężczyznę. Tak naprawdę problemem nie jest więc, jakby się mogło pozornie wydawać, nadmiar obowiązków nakładanych sobie przez kobiety i ich bezwarunkowe dawanie, bo to stanowi ich naturalną skłonność i kobieta zawsze robiła będzie tyle, ile zdoła. Zatroszczenie się o jej kobiecość oraz zadbanie, by w pracy i związkach międzyludzkich dostawała troskę i opiekę są tym, czego jej potrzeba. Mając jakiekolwiek wątpliwości czy zastrzeżenia do tak zarysowanego stanu rzeczy, do zaprezentowanych porad, Gray nawołuje do odwołania się do dawnych czasów, do odwiecznych prawd, które zawsze zapewniały poczucie pełni tak kobietom jak i mężczyznom. Skoro więc tak funkcjonując, nasi przodkowie byli szczęśliwi, może warto pójść w ich ślady i spróbować robić dokładnie to, co oni.

Jak to wygląda w praktyce? Mężczyźnie uda się wzmocnienie kobiecego aspektu psychiki partnerki, jeśli przede wszystkim zrozumie, jak jest to ważne, wczuje się w nią, postara utożsamić oraz powstrzyma się od zachęcania kobiety, by robiła mniej, jak również od niedoceniania tego co robi (np. poprzez słowa: "niepotrzebnie tak się przepracowałaś"). Gray podaje przykładowe wypowiedzi, które mężczyźni dość często stosują - w dobrej wierze, lecz nieświadomi tego, jak odczytuje to kobieta swym mózgiem Wenusjanki - a których unikanie pozwoli kobiecie poczuć się kobieco i zaopiekowaną. Jest bowiem tak, że intencja z jaką coś wypowiadamy nie zawsze bywa właściwie odczytywana przez druga stronę, a w przypadku Marsjan i Wenusjanek staje się to jeszcze bardziej wyraziste, w obliczu dzielących ich, naturalnych różnic z racji płci i inności mózgów. Mężczyzna więc często mówi coś, z dobrą intencją, a kobieta odczytuje to swym własnym kodem, słysząc tym samym coś zupełnie innego niż ten miał na myśli. Oto przykłady takich kombinacji:

  1. Mężczyzna mówi: "Nie przejmuj się tym"; ma na myśli: "Troszczę się o Ciebie i jestem gotów ci pomóc, jeśli sobie nie poradzisz."
    Kobieta słyszy: "Przejmujesz się bzdurami"; i myśli: "Nie obchodzi go to, co dla mnie jest ważne"
  2. Mężczyzna mówi: "Wzięłaś sobie za dużo na głowę"; ma na myśli: "Zasługujesz na pomoc."
    Kobieta słyszy: "Poświęcasz mi za mało czasu"; i myśli: "On źle ocenia to, co robię i chce, żebym się bardziej przykładała."
  3. Mężczyzna mówi: "Nie musisz się tak zapracowywać"; ma na myśli: "To, co robisz dostarcza mi tyle wsparcia, że nie oczekuję już od ciebie więcej."
    Kobieta słyszy: "To, co robisz jest zbędne. To strata czasu"; i myśli: "Jeśli nie ceni tego, co robię, to nigdy w zamian nie dostanę takiego wsparcia, jakiego mi trzeba."
  4. Mężczyzna mówi: "Jeśli nie masz ochoty, nie rób tego"; ma na myśli: "Dajesz z siebie tak wiele. Nie wymagam od ciebie więcej. Zasługujesz na to, żeby dostawać więcej tego, co chcesz dostać."
    Kobieta słyszy: "Gdybyś mnie kochała, robiłabyś to z ochotą"; i myśli: "On uważa, że jestem egoistką i że nie mam prawa odpocząć, ani zadbać o siebie."

Idąc dalej, co jeszcze może zrobić mężczyzna, by pomóc wracającej z pracy kobiecie lepiej poradzić sobie ze stresem, jakiego tam doświadczyła i tym samym uwolnić się spod dominacji męskiego pierwiastka, jaki była zmuszona tam uaktywnić, jest rozmowa. Często, mam wrażenie, bagatelizujemy jej znaczenie we współczesnej erze zabiegania i zdawkowości, a jeśli już zdoła ona wkraść się w nasz cenny czas to zazwyczaj jest ona prowadzona w jakimś celu. Tymczasem kobiecie potrzebna jest właśnie taka bezcelowa rozmowa, rozmowa dla samej rozmowy, podczas której będzie ona mogła zrzucić balast ciężkiego dnia, bez konieczności rozwiązania żadnego problemu czy osiągnięcia rezultatu. I tuta - co ważne - kobieta będzie mówić o swoich problemach, a mężczyzna zamiast - co dla niego znamienne - brać się za ich rozwiązywanie i udzielanie rad, winien po prostu ją wysłuchać i dać jej się wygadać. Bo kobieta, paradoksalnie i w przeciwieństwie do mężczyzny, zapomina o swych troskach właśnie wtedy, kiedy o nich pamięta i gdy może się z nich wygadać. Mężczyzna więc winien nauczyć się słuchać, a stanie się to, jeśli spotka się z uznaniem i zachętą ze strony kobiety. W rezultacie obydwoje partnerów dostają to, czego pragną: mężczyzna - okazję do zadowolenia kobiety, a kobieta - możliwość wygadania się i uwolnienia od problemów z pracy, co otworzy ją na docenienie mężczyzny, również tak mu potrzebne. I choć na początku cierpliwe, acz aktywne słuchanie może wydawać się dla mężczyzny trudne, z czasem nauczy się on robić to przy niewielkim wysiłku, kontaktując się z nabytą za pradawnych czasów i wykorzystywaną choćby podczas łowów umiejętnością, doskonaloną ponadto przez tysiące lat.

Na koniec, postarajmy się obudzić w sobie świadomość kolejnej, kluczowej różnicy pomiędzy mężczyznami a kobietami: Marsjanin podoła stresowi w pracy, jeśli wie że uszczęśliwia swoją partnerkę, gdy czuje jej uznanie i podziw dla swojej pracy; natomiast gdy przepracowana Wenusjanka wróci do szczęśliwego mężczyzny, nie pomoże jej to w niczym, jej skrzydeł doda jedynie zrozumienie, wysłuchanie i troskliwe, opiekuńcze wsparcie. "Jeżeli zrozumiemy i uszanujemy to, że mężczyzna rozkwita w atmosferze pochwał, a kobieta w efekcie porozumienia się, komunikacji - uzyskamy wiedzę i silę, które pozwolą stworzyć związek, w którym obie strony odnajdą pełnię".



    Autorka jest absolwentką pedagogiki ze specjalizacją w terapii pedagogicznej. Ukończyła także roczne szkolenie "Psychoterapia i poradnictwo" organizowane przez Polski Instytut Psychoterapii Integratywnej w Krakowie.



Bibliografia


  • Gray John, Marsjanie i Wenusjanki zawsze razem, Warszawa 1996.




Opublikowano: 2010-07-22



Oceń artykuł:


Skomentuj artykuł
Zobacz komentarze do tego artykułu