Artykuł

Agata M. Aleksińska

Agata M. Aleksińska

Padaczka w gabinecie psychoterapeuty


Jakie sytuacje spotykają epileptyka? Czy psychoterapeuta może pomóc człowiekowi, który z powodu epilepsji doświadcza trudności życiowych? Jaka postawa psychoterapeuty w takiej sytuacji jest pożądana? Poniżej przedstawiam zapis rozmowy, która nawiązuje na powyższych pytań.

Sesja 1


- Potrzebuję od Pani pomocy.
- Co się stało?
- Ostatnio znalazłem wymarzony etat. Wszystko było w porządku do momentu, kiedy poszedłem na badania profilaktyczne [silne poruszenie].
- To znaczy?
- Nieopatrznie przyznałem się do tego, że choruję na padaczkę i dowiedziałem się, że nie wiadomo, czy będę mógł wykonywać swój zawód.
- O jej
- No właśnie!
- [ zakłopotanie terapeuty] Opowie mi Pan od początku jak to się stało?
- Bardzo żałuję, że przyznałem się do tego, iż choruję na padaczkę. Nie spodziewałem się, że mogą z tego wyniknąć takie nieprzyjemności. Mam świadomość, że jest to poważna choroba, natomiast byłem przekonany, że w dzisiejszych czasach epileptyk nie spotyka się ze swoistym „napiętnowaniem”. Pielęgniarka w dużym zamieszaniu zadawała mi pośpiesznie pytania, jedno za drugim. Kiedy zapytała mnie o to, czy chorowałem na epilepsję przyznałem się bez wahania. W tym samym momencie przyszło do mnie opamiętanie. Niestety pielęgniarka, choć bardzo życzliwa, nie była skora do poprawek w karcie chorego. Zacząłem się jej subtelnie pytać o to, jakiej postawy lekarza mam w tej chwili się spodziewać. Nie zignorowała moich pytań, ale też nie udzieliła odpowiedzi. Zasugerowała, że być może będzie potrzebne zaświadczenie mojego neurologa. Potem przeszedłem do gabinetu lekarza. Skoro i tak miałem już napisane w karcie, to uprzedziłem go i od razu przeszedłem do sedna.
- Czyli powiedział Pan o padaczce.
- Tak.
- I co lekarz na to?
- No właśnie [irytacja, rozżalenie]. Zaczął dopytywać się o szczegóły. W bardzo dyskretny sposób zachowała się pielęgniarka, która zadbała o zamknięte pomieszczenie. Uderzył mnie natomiast stosunek lekarza do mnie.
- To znaczy?
- Zaczął się dopytywać. Oczekiwać szczegółów dotyczących przebiegu ataków. Miałem mu dokładnie powiedzieć jak zachowuje się moje ciało. Tylko, że ja sam do końca tego nie wiem, przecież jestem wtedy nieprzytomny. Lekarz zadawał intymne pytania o to, czy popuszczam mocz, czy przygryzam język zębami, itp. Czułem się bardzo zakłopotany. Nie byłem w stanie mu tego powiedzieć. Tym bardziej, że w całym swoim życiu miałem zaledwie trzy epizody. Wiem, że zaczyna się to potwornym bólem głowy, mdłościami, wkrótce potem tracę świadomość. Wracam do siebie po długim śnie. Te informacje jednak nie wystarczały. Najbliżsi współdomownicy nigdy nie relacjonowali mi tego, co się dzieje ze mną z fizjologicznego punktu widzenia. Zresztą czy to ma znaczenie?
- Słyszę, że te dopytywanie zirytowało Pana?
- Tak, zdecydowanie tak.
- Dlaczego?
- Nie rozumiałem jakie znaczenie ma przebieg ataku z punktu widzenia medycyny pracy. Czułem się przez lekarza bardzo naciskany w tym temacie. Uderzał mnie dodatkowo sposób w jaki lekarz ze mną rozmawiał, dopytywał, bo rozmową to tego raczej nie można nazwać.
- A w jaki sposób?
- Na jego twarzy zobaczyłem niechęć do mojej osoby, kiedy pytał o objawy fizjologiczne, kiedy naśladował przygryzanie języka [silne poruszenie, płacz].
- No, wyobrażam sobie, to chyba nie było przyjemne.
- Kiedy próbowałem zrozumieć, chciałem, by wyjaśnił mi jakie znaczenie ma obraz ataku dla lekarza medycyny pracy lekarz komentował tylko, że mamy problem. Jest jeszcze jedna rzecz.
- Jaka?
- Oprócz tego, że lekarz mnie dopytywał, że robił to w specyficzny sposób - nie wierzył mi.
- To znaczy?
- Każdą informację, którą ode mnie słyszał na temat mojej epilepsji komentował i notował w karcie: „Pacjent twierdzi, pacjent uważa”, a ja nic nie twierdziłem, nic nie uważałem, ja mówiłem prawdę.
- A jaka jest prawda?
- Ostatni atak miałem rok temu. Mam bardzo dobrze dobrane leki. Ostatnie eeg mam w granicach normy. Badania: rezonans magnetyczny i tomograf nie wykazują zmian.
- A jak to brzmiało z ust lekarza?
- Pacjent uważa, że eeg ma w granicach normy. Podaje, że miał robione badania: rezonans i tomografię, wyniki według jego relacji są poprawne. Bierze dwa razy dziennie leki. Twierdzi, że jemu pomagają.
- Dla mnie to tak brzmi, jakby lekarz traktował z dystansem Pana słowa.
- No właśnie.
- Rozumiem Pana, Pana irytację. Można by zastanowić się dlaczego lekarz miał taką postawę.
- Nie wiem [cisza] może zakłada z góry, że pacjent to człowiek, który oszukuje, zataja prawdę, kłamie. Skoro ja nie skłamałem, skoro przyznałem się do choroby może stwierdził, że moja padaczka musi mieć rzeczywiście poważny obraz kliniczny? Stąd mnie tak dopytywał? A skoro nie otrzymywał w moich odpowiedziach potwierdzenia swojej hipotezy to założył, że zacząłem go kłamać?
- Może podsumujmy: przyznał się Pan pielęgniarce do chorowania na padaczkę. Lekarz w nieprzyjemny dla Pana sposób zaczął dopytywać się o szczegóły choroby. Z dystansem traktował Pana informacje o przebiegu choroby. Mówiła Pan również, że komentował: „mamy problem”. Co było dalej?
- No właśnie. Słowa: „mamy problem” potwierdzały moje obawy o to, czy pozwoli mi wykonywać zawód. Bardzo zdenerwowałem się. Przestraszyłem. Przyjąłam postawę osoby, która tłumaczy się, prosi [zasmucenie, cisza]. Zacząłem kontrargumentować. Lekarz z coraz większą irytacją, zaczął powtarzać, że nie wie czy da mi pozwolenie na wykonywanie zawodu. Dał mi skierowanie do lekarza neurologa z prośbą o opinię. Kiedy powiedziałem, że przyniosę opinię swojego neurologa prowadzącego, już nieco agresywnym tonem, zaznaczył, że nie interesuje go inna opinia, niż opinia neurologa z poradni badań profilaktycznych. Ostatnie zdanie jakie od niego usłyszałem przed wyjściem brzmiało: „Nawet jak lekarz neurolog nie będzie widział przeciwwskazań to nie wiem, czy wyrażę zgodę na wykonywanie zawodu”.
- O jej, zabrzmiało dla mnie bardzo kategorycznie.
- Ja pomiędzy wierszami usłyszałem – "Jak będę chciał, to i tak nie dam Pani pozwolenia na wykonywanie zawodu, wszystko zależy ode mnie".
- Co to dla Pana oznacza?
- To, że człowiek ten stał się panem i władcą sytuacji. Najgorsze jest to, że ja nie dowiedziałem się dlaczego fakt chorowania na padaczkę może stanowić przeciwwskazanie do wykonywania zawodu. Przecież padaczka padaczce nie równa, różne są też zawody. Prawda?
- Nie jestem zorientowana jak fakt chorowania na padaczkę ma się do wykonywania zawodu w świetle przepisów, formalnych rozporządzeń. Gdybym chorowała na padaczkę to chyba pojawiałyby się we mnie podobne pytania i potrzeba wyjaśnienia na poziomie logicznej argumentacji. Irytacja. Rozżalenie. Rozumiem Pana. No dobrze, co teraz? Otrzymał Pan skierowanie do neurologa. Był Pan już u niego. Na jakim etapie mają się sprawy?
- Jeszcze nie byłem. Pielęgniarka od razu zasugerowała mi, że akurat lekarz neurolog w tej chwili przyjmuje. Jednak nie poszedłem. Skoro ostatnio zapłaciłem cenę za swoją spontaniczność, teraz wolałem zadziałać z rozmysłem.
- Ma Pan na myśli fakt, ze przyznał się do padaczki pielęgniarce?
- Tak.
- Co teraz? Jakie ma Pan plany?
- Chciałbym otrzymać pozwolenie na wykonywanie zawodu. Chciałbym mieć to z głowy. Jestem zmęczony.
- Wiem, że jest Pan zmęczony, to dodatkowe zamieszanie, ale chyba jest o co walczyć? Jak zamierza Pan to osiągnąć?
- No jest, fakt. Nie wiem jak to osiągnąć [cisza]. Potrzebuję Pani pomocy.
- Pomocy w zaplanowaniu skutecznych działań?
- Tak
- Naszym, Pana celem jest otrzymanie pozytywnej opinii lekarza medycyny pracy. Jakim działaniem można zwiększyć prawdopodobieństwo pozytywnej opinii lekarza medycyny pracy?
- Pozytywną opinią neurologa z poradni medycyny pracy.
- W jaki sposób można otrzymać pozytywną opinię neurologa z poradni?
- Nie wiem. Może przyjdę do niego z opinią mojego neurologa prowadzącego?
- Co to da?
- Lekarz neurolog z poradni mnie nie zna. Ja go nie znam. Jeśli zobaczy pozytywną opinię mojego neurologa prowadzącego będzie bardziej skory do wystawienia swojej dobrej opinii.
- Czyli jakie działania przed Panem?
- Muszę skontaktować się ze swoim lekarzem prowadzącym i poprosić o opinię.
- Rozumiem, że Pana czuje, że prowadzący neurolog nie będzie sprawiał trudności i jego opinia będzie pozytywna?
- Tak. To bardzo życzliwy człowiek i lekarz. Tylko jest inny problem. Do niego są bardzo duże kolejki. Mogę mieć trudności z takim natychmiastowym umówieniem na wizytę.
- Co można na to poradzić?
- Jeśli Pani w rejestracji odmówi mi zapisu. Pojadę tam, ustanę przed drzwiami gabinetu i wejdę bez numerka.
- Innym pacjentom może to się nie spodobać. Nie wiadomo co na to Pani w rejestracji i sam lekarz.
- Nie mam negatywnych intencji. Po prostu moja sprawa jest bardzo ważna, bardzo pilna i ja muszę ją załatwić. Muszę mieć pozytywną opinię swojego neurologa.
- Pojawiła się w Panu energia do działania. Słyszę to w głosie i widzę w postawie ciała. To ważne. Jeszcze przed chwilą mówił Pan, że jest zmęczony. Jak Pan myśli co takiego sprawiło, że teraz jest inaczej? To ważne. Warto wiedzieć co takiego pozytywnie wpływa na naszą energię.
- Nie wiem. Może fakt, że problem zmienił się w konkretne zadania do zrealizowania? Może fakt, że Pani mi pomaga, że mogłem zwierzyć się i obgadać problem z Panią?
- Powstaje pytanie, czy z kimś innym, niż ja potrafiłby Pan zwierzyć się i zaplanować zadania. Można przypuszczać, że samotność w rozwiązywaniu problemu sprzyja zmęczeniu, wycofywaniu się. Powróćmy do planowanych zadań. Podsumujmy: Pana celem jest uzyskanie pozytywnej opinii lekarza medycyny pracy. W związku z tym najpierw Pan pójdzie do swojego neurologa. Następnie z pozytywną opinią uda się Pan do lekarza neurologa z poradni. Jeśli opinia neurologa z poradni będzie przychylna uda się Pan do lekarza medycyny pracy. A co jeśli lekarz medycyny pracy pomimo pozytywnych opinii wyda negatywną?
- Nie wiem. Ale ma do tego formalnie prawo? Przecież neurolog jest lepszym specjalistą w dziedzinie epilepsji, niż on.
- Nie wiem.
- Musiałbym poszukać w przepisach.
- A jeśli ma?
- To ja chyba również mam prawo odwołania. To też musiałbym sprawdzić w internecie, w przepisach. Może zapytam o to swojego neurologa, poproszę o poradę.
- Czy są jeszcze jakieś pytania, refleksje, które trzeba zweryfikować?
- Nie wiem. Muszę się zastanowić.
- Będziemy już kończyć. Jestem ciekawa z czym Pan kończy dzisiejszą sesję?
- Z konkretnymi zadaniami do realizacji, z planem działania. Bardzo pomogło mi również to, że mogłem Pani zwierzyć się, odreagować trudne emocje. Chyba bez tego trudniej byłoby mi zaplanować zadania.
- Do zobaczenia.
- Do widzenia.

Sesja 2


- Witam serdecznie.
- Dzień dobry.
- Ostatnio omawialiśmy sprawę badań profilaktycznych. Jestem ciekawa czy udało się zrealizować zadania? Jak się Pan czuje? Jak sytuacja wygląda obecnie?
- Byłem u swojego neurologa. Byłem u neurologa z poradni. Nie byłem jeszcze u lekarza medycyny pracy.
- Rozumiem, że uzyskał Pani pozytywne opinie od lekarzy?
- Tak.
- Czyli udało się Panu dostać do swojego lekarza pomimo tego, że nie był Pan zapisany? Bardzo skutecznym, dobrym okazał się Pana pomysł przedstawienia opinii swojego neurologa obcemu neurologowi. Bardzo się cieszę. Czy udało się zweryfikowanie pytań?
- Tak. Niestety lekarz medycyny pracy ma prawo wydać negatywną opinię, ale ja mam prawo w terminie 7 dni napisać wniosek do Wojewódzkiego Ośrodka Medycyny Pracy z prośbą o ponowne badanie, nową opinię. Przepisy nie precyzują jak się ma padaczka do mojego zawodu. Nie odnalazłem takich.
- Czyli jest plan działania w razie najgorszego scenariusza. Będzie Pan pisać wniosek.
- Tak. Jestem już przygotowany na to psychicznie. Oswoiłem się z tą myślą. Skoro mam dwie pozytywne opinie neurologów mam podstawy merytoryczne do odwoływania się.
- Dlaczego nie był Pan jeszcze u lekarza medycyny pracy?
- Nie wiem. Chciałem jeszcze przedtem z Panią się spotkać.
- W jaki sposób mogę Panu pomóc w tej sprawie jeszcze? Czego Pan ode mnie potrzebuje?
- Nie wiem. Wsparcia. Boję się. Póki nie idę do lekarza to jeszcze sytuacja jest w zawieszeniu. Jak pójdę to sprawa się rozstrzygnie. Ja nie chcę negatywnego rozstrzygnięcia. Dlatego to odwlekam.
- Mówił Pan, że zamierza się odwoływać. Zatem negatywna opinia lekarza medycyny pracy nie będzie rozstrzygająca. Ostatecznie problem rozstrzygną lekarze z wojewódzkiego ośrodka. Pragnę zwrócić Panu uwagę, że takie odwlekanie, z jednej strony daje nadzieję, z drugiej jednak przedłuża napięcie, którego Pan doświadcza.
- Wolałbym uniknąć procedury odwoływania się.
- Czy są jakieś inne rozwiązania?
- W pewnym momencie pojawił się we mnie pomysł, aby procedurę badań profilaktycznych od nowa rozpocząć u innego lekarza i tym razem zataić fakt choroby. Tyle, że mam już pozakładane karty. Inny pomysł jest taki, że pójdę do swojego nowego dyrektora i przedstawię mu w zaufaniu jak się sprawy mają. Wiem, że mu bardzo zależy na mnie. Może by coś podpowiedział. Pomyślałem jednak, że on mógłby to źle odebrać. Jest przychylnie nastawiony do mnie, ale tak naprawdę ja go nie znam.
- Czyli?
- Czyli pozostaje pójść do lekarza medycyny pracy z opiniami neurologów i z przygotowanym odwołaniem w razie czego. Boję się. Bardzo się boję.
- Ma Pan dwie pozytywne opinie lekarzy specjalistów w dziedzinie epilepsji, w tym jedną od swojego neurologa prowadzącego, profesora. Ma Pan pozytywne wyniki badań. Na ile uważa Pan, że jest prawdopodobne, że lekarz medycyny pracy wystawi negatywną opinię wobec dwóch pozytywnych? Proszę określić to w procentach?
- No nie wiem. Może tak się zdarzyć. Życie bywa zaskakujące. Nie wiem na ile. Boję się.
- Rozumiem. Dobrze. Załóżmy zatem, że lekarz medycyny pracy dał negatywną opinię. Na ile prawdopodobne jest, że wojewódzki ośrodek wyda negatywną opinię mając jedną negatywną i dwie pozytywne, w tym od lekarza prowadzącego, profesora?
- Nie wiem.
- Załóżmy, że rzeczywiście wojewódzki ośrodek dał negatywną opinię i nic już nie można zrobić. Co wtedy?
- Wtedy będzie mi bardzo przykro. Będę czuł się pokrzywdzony.
- A co będzie Pan robić?
- Będę szukać nowej pracy.
- Czyli ma Pan plan działania w tej najgorszej sytuacji również?
- Można tak powiedzieć.
- Jeśli opinia ośrodka wojewódzkiego nie będzie przychylna i będzie Pan zmuszony szukać nowej pracy, czy można w tej sytuacji pomimo wszystko znaleźć jakieś plusy?
- No nie wiem.
- Jakie warunki płacowe przewiduje etat? Jak daleko od miejsca Pana zamieszkania jest nowa praca? Jakie obowiązki ma Pan wykonywać? Z kim ma Pan współpracować?
- No fakt, zawsze mogę znaleźć pracę lepiej płatną. Mam niebanalne doświadczenie.
- Czy można powiedzieć, że plusem tej trudnej sytuacji byłoby to, że wraz z szukaniem nowego etatu pojawiłaby się nadzieja na wyższą pensję?
- Można.
- Życie ma to do siebie, że daje nam różne doświadczenia i te dobre i te trudne. Jak każdy człowiek na pewno doświadczył już Pan w życiu różnych trudnych sytuacji, wydarzeń. Ewentualna negatywna opinia ośrodka byłaby kolejną, jedną z tych trudnych. Gdyby Pan zestawił je z dotychczasowymi czy będzie ona tą najtrudniejszą? Najgorszą jak do tej pory w Pana życiu?
- Będzie trudną, ale bywały gorsze.
- Na przykład?
- Ciężka choroba i strata bliskiej osoby.
- Poradził sobie Pan z tym?
- Tak. Choć nie było łatwo. To wymagało czasu.
- Jeśli sprawy nie potoczą się po Pana myśli to będzie to dla Pana kolejne, nowe, trudne wydarzenie w życiu. Będzie Pan potrzebować czasu, by poradzić sobie z nim. Na poprzedniej sesji wspominaliśmy również o tym, że łatwiej jest, gdy problem przekształca się w zadania do realizacji oraz, kiedy towarzyszy nam ktoś bliski. Jak się Pan czuje?
- Mam poczucie, że jestem przygotowany na najgorsze.
- A ja mam poczucie, że jest Pan przygotowany na najgorsze, ale przede wszystkim, że zakładany czarny scenariusz się nie spełni. Tego Panu życzę i będę trzymać kciuki.
- Dziękuję.
- Do zobaczenia.
- Do widzenia.

Sesja 3


- Udało się. Lekarz medycyny pracy, kiedy zobaczył dwie pozytywne opinie, napisał swoją przychylną.
- Bardzo się cieszę. Gratuluję Panu skuteczności w działaniu. Jestem ciekawa czego się Pan nauczył? Jaka nauka życiowa z tego dla Pana płynie?
- W sytuacji problemu pomocne jest analizowanie go w kategoriach zadań do zrealizowania, pomocne jest planowanie, przewidywanie i obecność kogoś bliskiego.
- Co by Pan zrobił, gdyby mógł cofnąć czas do momentu wejścia do gabinetu pielęgniarki?
- Chyba bym nie przyznał się do choroby.
- Mimo wszystko?
- Tak.
- Dlaczego?
- To bardzo krzywdzące i nieprzyjemne spotkać się z taką postawą lekarza. Problemy są po to, by je rozwiązywać, ale lepiej ich unikać.
- Brzmi to dla mnie rozsądnie. Padaczka może być problemem?
- Tak, w pewnych sytuacjach tak, jak widać.
- Co by Pan chciał powiedzieć innym chorującym na tę chorobę?
- Że ich rozumiem, że ważne jest rozeznanie merytoryczne i wytrwałość w działaniu, wiara w to, że problemy związane z chorobą można korzystnie dla chorego rozwiązać.
- A co jako osoba chorująca na padaczkę chciałby Pan powiedzieć lekarzom medycyny pracy?
- Żeby nie ograniczali możliwości aktywności zawodowej chorym na padaczkę. Należałoby wręcz wspierać takie motywacje chorego. To chyba dobrze, że ktoś pracuje, jest aktywny, a nie siedzi bezczynnie w domu na rencie. Dodatkowo chciałem zaznaczyć, że każdy przypadek epilepsji wymaga indywidualnego traktowania. Nie można wszystkich wrzucać do jednego worka. Wiem, że są osoby, które mają często ataki, zdarza się to również czasami w pracy. Personel wie, jak reagować. Nie jest to żaden problem dla pracodawcy, kolegów. Lekarz badań profilaktycznych, jak sama nazwa wskazuje, ma dbać o moje zdrowie, również samopoczucie życiowe, zdrowie psychiczne, być moim sprzymierzeńcem, a nie wrogiem. Lekarzowi również może się zdarzyć atak padaczki, a w tym przygryzanie języka, czy mimowolne oddawanie moczu.
- Zaznacza Pan szacunek do pacjenta. Czy to nie jest uogólnienie?
- Ma Pani racje, jest. Na szczęście są lekarze z innym podejściem, na przykład mój neurolog prowadzący.
- O czym jeszcze dziś porozmawiamy, czym zajmiemy się ? [...].

Komentarz


Terapeuta rozpoczął pomoc od stworzenia możliwości do odreagowania emocji. To dało przestrzeń do dalszej pracy. Następnie skoncentrował uwagę pacjenta na szukaniu rozwiązań. Istotnym punktem wyjścia była zmiana sposobu myślenia – problem został przeformułowany na cel, kolejne zadania do zrealizowania. Wykorzystana była technika „realnej oceny sytuacji”. Choć pacjent miał wyraźne trudności z określeniem w procentach prawdopodobieństwa, to jednak został zmotywowany do refleksji w tym zakresie. Na plan pierwszy w rozmowie powracał lęk. Pacjent został oswojony z najgorszym możliwym scenariuszem. Ważne miejsce zajęło usytuowanie problemu wśród dotychczasowych doświadczeń życiowych pacjenta - mógł zyskać dystans. Pojawiły się także wątki do pracy terapeutycznej na „meta-poziomie”, swoisty „wgląd”. Pacjent uświadomił sobie, że jego nastrój, motywacja są uzależnione od obecności innych ludzi w jego życiu, oraz od jego podejścia do trudności życiowych.

W jaki sposób terapeuta powinien potraktować postawę lekarza? Czy powinien wierzyć relacji pacjenta, czy tak jak lekarz zachować dystans? Czy jest to potrzebne? Wyrazem profesjonalizmu psychoterapeuty jest zachowanie obiektywizmu i postawy nie oceniania, nie wartościowania. Według mojej opinii są jednak sytuacje w kontakcie psychoterapeutycznym, kiedy słuszne, zasadne i leczące jest jednoznaczne opowiedzenie się po stronie pacjenta. Jakie? Czy ta sytuacja do takich należy? Pytanie pozostawiam otwarte.



    Autorka jest psychologiem, Pracuje w szpitalu psychiatrycznym, oraz w przyszpitalnej poradni, udziela także konsultacji na oddziale pediatrycznym oraz realizuje projekt "Aktywnej Integracji" osób bezdomnych. Jest w trakcie szkolenia przygotowującego do certyfikatu psychoterapeuty PTP.




Opublikowano: 2008-12-13



Oceń artykuł:


Skomentuj artykuł
Zobacz komentarze do tego artykułu