Artykuł

Adam Kadmoński

Fobie postępowe i reakcyjne


Jak wiadomo jakiś czas temu lewica zwinęła sztandar z napisem „Postęp”, a wyciągnęła sztandar z napisem „Prawa”, można to zresztą zrozumieć, pod sztandarem „postępu” nawyczyniano takich brewerii, że słówko to mocno się zużyło, „prawa” są w lepszym stanie, można z nich czas jakiś korzystać. Pomysł jest prosty: taki czy owaki postulat, na spełnienie którego mamy ochotę, nazywamy „prawem”, i – dopóki nie dostaniemy, czego chcemy – krzyczymy, że „odmawia się nam naszych praw”. W ten sposób postulaty wolnej aborcji i refundacji środków antykoncepcyjnych stały się „prawami reprodukcyjnymi”, a postulat wprowadzenia „małżeństw” monopłciowych zyskał ponętny kształt „praw gejów i lesbijek”.

Jest to rzecz prosta intelektualny terroryzm, o postulatach można dyskutować jak równy z równym, no, ale gdy ktoś „odmawia praw”, to już zupełnie co innego, o prawa się walczy, i tak właśnie wygląda dziś lewicowa retoryka – lewica „walczy o prawa”, zwłaszcza o prawa kobiet i homoseksualistów, równie zaciekle jak niegdyś o „postęp”. Kobiety, a raczej feministki, i homoseksualiści pojawiają się tu nie od rzeczy, na wymianie sztandaru bowiem się nie skończyło, lewica zmieniła też obiekt działań wyzwoleńczych – dziś na topie są kobiety i geje. A co z robotnikami, żeby już nie mówić o chłopach-biedniakach? Ano – nic. Wielkoprzemysłową klasę robotniczą pozostawiono samą sobie, bo też ostatnio jakby straciła na znaczeniu, zupełnie jakby nie wiedziała, że Marks wieszczył co innego, zresztą – bądźmy szczerzy – czy nie przyjemniej wyzwalać gejów i kobiety? Robotnicy są brudni, piją tanią wódkę, nie czytują modnych filozofów, homoseksualistów nie lubią, poglądy na stosunki damsko-męskie mają patriarchalne, wolny czas spędzają przed telewizorem, albo w obskurnych knajpach, słowem, są dość odrażający, nie to, co geje i feministki! Geje zadbani są od zawsze, a feministki od pewnego czasu, to jest od chwili, gdy uznały, że depilacja i kosmetyki to nie tylko opresyjne narzędzia patriarchalnego systemu, ale też coś, co może sprawiać kobiecie przyjemność, byle używać tego świadomie, do tego feministki i gejowscy aktywiści bawią się w dobrych lokalach, a przy tym są wprost napompowani najmodniejszymi teoriami, takimi, o jakich właśnie dyskutuje się w paryskich i nowojorskich salonach, jest więc o czym pogadać, robotnicy ani się do nich umywają.

Dawniej lewicy było trudniej, Jacek Kuroń pierwszego robotnika, z którym mógł pogadać spotkał gdzieś tak około 1978 roku, a i ten – jak się okazało - nie był szczerym proletariuszem, tylko współpracownikiem tajnej policji, więc i to się chyba nie liczy. By dowieść wyższości nowej lewicowości, dość powiedzieć, że kwaterę główną warszawska Nowa Lewica założyła sobie w „Le Madame” – lokalu prowadzonym przez ciemnoskórego (!), homoseksualnego(!!) górala (!!!), ponoć jest to najmodniejsza knajpa w stolicy, to tak, jakby przedwojenni komuniści zbierali się w „Adrii”, zamiast męczyć się po ciasnych mieszkaniach, postęp jest tu niewątpliwy, wyzwalanie zrobiło się przyjemniejsze i jakieś takie bardziej rozrywkowe, aż zazdrość bierze, i zaczyna się człowiek rozglądać za jaką bliższą prawicy, a dyskryminowaną grupą o której prawa dałoby się powalczyć, choćby gwałtem.

I rzeczywiście, jest taka grupa – kler. Jakże to? – zakrzykniecie – to kler jest dyskryminowany? A jest. Nie mniej niż homoseksualiści przynajmniej. Bo też zastanówmy się: homoseksualiści przez prawo dyskryminowani nie są, to, co nazywają „dyskryminacją” sprowadza się do tego, że, po pierwsze, chcieliby mieć pewne przywileje - takie, jakimi cieszą się małżeństwa – oraz, po drugie, nie podoba im się to, że są tacy, co homoseksualistów nie lubią, i czynnie to okazują. Te dwa powody wystarczają w zupełności, by protestować przeciw dyskryminacji, a w ten sposób, jak łatwo zauważyć, dyskryminowani są wszyscy, bo każdy chyba jest nie od tego, by nie chcieć jakiego przywileju, a też i nie ma takich, których wszyscy lubią. Rudych poniżają, bo są rudzi, grubych bijają za tuszę, z wysokich się śmieją, bo są za wysocy, z niskich, bo są za niscy, z okularników, bo noszą okulary, a i antyklerykałów - skoro już o klerze mowa - nie brak. Sytuacja kleru jest zresztą nawet gorsza, niż homoseksualistów, bo o ile nie ma pism specjalizujących się w homofobii, to pisma antyklerykalne, owszem - są, by wymienić tylko „Nie”, czy „Fakty i mity”.

Dobrze – powiecie – mniejsza już o przywileje, ale może homoseksualistów nie lubi się jakoś bardziej? Czy, gdyby policzyć akty dyskryminacji, to nie okazałoby się, że tych wymierzonych w homoseksualistów jest najwięcej? Odpowiadam: nie mam pojęcia. Nikt chyba takich rachunków nie prowadzi, może więc w grę wchodzi po prostu stopień zorganizowania środowiska? O homoseksualistach słyszy się najwięcej, bo najgłośniej krzyczą, albo mają największe wpływy w mediach?

We Francji na przykład jest urząd pełnomocnika do spraw osób starszych, pełnomocnik, rzecz prosta musiał uzasadnić potrzebę istnienia swojego urzędu i policzył ilu jego podopiecznych spotykają różne przykrości. Wyszło mu, że w 2002 roku jakieś 800 tysięcy staruszków było „maltretowanych”, idę o zakład, że – nawet po uwzględnieniu różnic procentowych, w końcu staruszkowie ciągle jeszcze przeważają chyba liczebnie homoseksualistów – było tego więcej niż aktów czynnej homofobii, a przecież Pismo nakazuje starszych szanować, a homoseksualistów kamienować, a nie odwrotnie, więc może ten wynik, to efekt francuskiej laicyzacji, o której tyle się mówi? Mniejsza już o to, wracajmy do rzeczy, to jest do dyskryminacji kleru, no więc, gdyby tak policzyć ile mamy rocznie antyklerykalnych wyskoków, to może nie byłoby tego mniej, niż różnych anty-gejowskich psikusów? Diabli wiedzą, tak czy owak, coś by się tam uskładało.

Pomysł na jakiś przywilej dla kleru też dałoby się znaleźć, oczywiście w formie żądania praw, niechby to było i prawo do adopcji, bo to modne, a przy tym można przechwycić całą gejowską argumentację i wołać: „chyba lepiej, żeby się dzieciak chował przy jakiej plebani, niż męczył w ponurym domu dziecka”, dodajmy do tego demonstracje przeciw szalejącym antyklerykałom, i już mamy walkę z dyskryminacją, może by Unia Europejska przyznała na to jakiś grant, więc gra jest warta świeczki.

A gdyby kler nie chciał, żeby o jego prawa walczyć? Bądźmy poważni, a który z bojowników dba o takie szczegóły? Czy komuniści pytali robotników, czy życzą sobie zostać wyzwolonymi? Czy feministki pytają o to kobiety? Wyzwala się przemocą i podstępem, dla dobra wyzwalanych i cześć, a kler jest dyskryminowany i trzeba coś z tym zrobić.

Widzę zresztą dalsze cele. Oto dowiaduję się, że niejaki profesor Dunbar z Uniwersytetu Kalifornijskiego pragnie wpisać homofobię, definiowaną jako „silne uprzedzenia wobec homoseksualistów” na listę chorób i zaburzeń psychicznych, basuje mu pani Chaiken (?) z kalifornijskiego wydziału karnego, twierdząc: „traktujemy rasizm i homofobię jak zaburzenia urojeniowe”. Medykalizacja oponenta ma długą tradycję, jeszcze w czasie wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych diagnozowano u lojalistów rodzaj gorączki przejawiającej się wiernością Koronie, w Związku Sowieckim pakowano dysydentów do szpitali psychiatrycznych z diagnozą schizofrenii objawiającej się krytycyzmem w stosunku do radzieckiej rzeczywistości, wpisuje się więc prof. Dunbar w pewne tradycje, wpiszmy się i my przy okazji, bo czyż antyklerykalizm, czyli „silne uprzedzenie wobec kleru” nie przypomina wypisz wymaluj homofobii?

Oczywiście – przypomina. Kler w antyklerykale, podobnie jak gej w homofobie budzi poczucie zagrożenia i agresję, a poza tym i tu i tu mamy do czynienia z odrazą do zwyczajów seksualnych. Kto nie wierzy, niech poczyta, co antyklerykałowie mają do powiedzenia o celibacie. Krótko mówiąc antyklerykalizm jest zaburzeniem urojeniowym nie gorszym niż homofobia, i skoro na liście chorób i zaburzeń psychicznych homofobia zmieścić się może, to i dla antyklerykalizmu miejsce się znajdzie, jeśli się koło tego dobrze zakręcić, jest więc o co powalczyć. Zatem – do dzieła!






Sonda

Czy pary homoseksualne powinny mieć prawo do adopcji dzieci?





Oceń artykuł:


Ten artykuł nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Skomentuj artykuł