Artykuł

Andrzej Augustynek

Andrzej Augustynek

Franz Anton Mesmer prekursorem hipnozy, psychoterapii czy też medycyny niekonwencjonalnej (bioenergoterapii)?


Wśród historyków hipnozy istnieją kontrowersje, od kiedy rozpoczyna się historia naukowych badań hipnozy. Zdaniem wielu z nich okres ten zapoczątkował Franz Anton Mesmer (1734 - 1815). Tak na przykład pisze o nim L. Chertock (1969, s. 16): „Mesmer, pierwszy wiedział już o istnieniu zjawiska hipnozy, ale nad nim się nie zatrzymał. Chciał pozostać w dziedzinie fizjologii. I w nim można widzieć inicjatora kierunku fizjologicznego wyjaśniania hipnozy”.

Jest to dla mnie zaskakujące stwierdzenie gdyż Mesmer, moim zdaniem, nigdy hipnozy nie stosował, a w jego teorii nie było w ogóle miejsca dla zjawisk psychologicznych.

Franz Anton Mesmer, syn dworskiego myśliwego, urodził się w 1773 roku w małej austriackiej wiosce Isnang. Początkowo przygotowywał się do stanu duchownego w jezuickim gimnazjum Po jego ukończeniu zmienił plany i studiował w Uniwersytecie Wiedeńskim prawo, filozofię, teologię, a następnie medycynę. Jak pisał w swoich pamiętnikach, przyczyną tej zmiany było pewne wydarzenie. Mając 19 lat był obecny przy tym, jak jednemu z drwali drzewo zmiażdżyło nogę. Gdy przesuwał ręką ponad raną, ta przestawała krwawić.

Stopień doktora nauk medycznych uzyskał na Uniwersytecie Wiedeńskim w roku 1766 za pracę pt. Disseratio Physico – Medica de Planetarum Influxu, w której zajął się fizycznymi efektami wywoływanymi w ciele ludzkim przez siły grawitacji planet (zwłaszcza Słońca i Księżyca, które ówcześnie określano mianem planet). Zafascynowany odkryciami Newtona (prawa grawitacji i teoria pływów), twierdził, że w atmosferze istnieją pływy powodowane przez te same siły grawitacyjne, które są źródłem odpływów i przypływów morskich. Jego zdaniem, dwukrotnie w ciągu doby powietrze jest przyciągane do góry i ta okresowa zmiana musi wpływać na ludzkie ciało. Zarówno pływy morskie, jak i powietrzne miałyby być silniejsze w okresach pełni Księżyca.

Jednak nie są to oryginalne pomysły Mesmera. Idea pływów atmosferycznych była centralnym tematem pracy R. Meada (1704) De imperiosolic ec lunae in corpora humana et morbis inde oriundis. Mead dowodził w niej, że pływy atmosferyczne wywołują zmiany w grawitacji, elastyczności i ciśnieniu i że zmiany te wpływają na ludzkie ciało zarówno w stanie zdrowia, jak i choroby. Mead przytoczył też opisy przypadków cyklicznych zmian w przebiegu chorób w zależności od różnych faz Księżyca.

Dysertacja Mesmera była w dużym stopniu plagiatem pracy Meada. W części teoretycznej skopiował jej obszerne fragmenty. W części klinicznej przejął aż 22 z 23 opisanych przypadków. Do tez Meada Mesmer dodał jednak kilka tez własnych. Uważał, że wpływ grawitacji na ciało ludzkie może być bezpośredni, nie modulowany przez właściwości powietrza. Jako pośredni dowód tego twierdzenia przytaczał fakt wyższego poziomu soków w roślinach podczas pełni Księżyca. Siłę tę nazywał za Meadem grawitacją zwierzęcą.

W 1774 r. Mesmer zaczął leczyć ludzi, przykładając do ciała magnesy dostarczane przez ich wytwórcę, Maximiliana Hella (1720 - 1792), jezuitę, astronoma w wiedeńskim obserwatorium. Po osiągnięciu dobrych rezultatów z innymi pacjentami Mesmer zaczął opisywać swoją metodę, twierdząc, że w swojej pracy doktorskiej nazwał „tę właściwość ciała zwierzęcego, dzięki której ma miejsce powszechne przyciąganie: gravitas animalis albo magnetismus animalis”. Twierdzenie to nie jest całkowicie prawdziwe, bo określenie magnetismus pojawia się w tej pracy tylko raz, w długim zdaniu będącym prawie cytatem. W późniejszych pracach Mesmer nigdy nie użył terminu „gravitas”, posługując się terminem „magnetyzm zwierzęcy”.

Mesmer wierzył, że magnes leczy choroby, wytwarzając w ciele „sztuczny przypływ i odpływ”, a także korygując nierównomierne rozłożenie fluidów nerwowych i ich pomieszany ruch, a więc prowadząc do „harmonii nerwowej”. Pacjent odczuwał efekt działania magnesu tylko w tej części ciała, w której harmonia była zakłócona. W momencie przykładania magnesów pacjenci dostawali przeważnie konwulsji. Mesmer był pod wrażeniem relacji swych pacjentów, w których opisywali oni falujące doznania bólowe przesuwające się z miejsca na miejsce. One to stały się podstawą jego wiary w „sztuczny przypływ i odpływ” tworzony przez magnes.

Pacjenci doświadczający takich doznań i ataków, (które przeważnie wywoływały lęk u obserwatorów) po prostu poddawali się pośrednim i bezpośrednim sugestiom. W sytuacji, gdy parę lat później członkowie królewskiej komisji lekarskiej sprawdzając „magnetyzm zwierzęcy”, potajemnie zastępowali magnes stalowy przedmiotem o podobnym kształcie, ale drewnianym, pacjenci zachowywali się identycznie. Nie zostało to nigdy zaakceptowane przez Mesmera, który odrzucał wszystkie psychologiczne aspekty procesu leczenia przy użyciu magnetyzmu zwierzęcego. Dla niego efekty te były skutkiem procesu fizycznego. Jeżeli okazywało się, że pacjent reagował w równym stopniu na ludzi, filiżanki, chleb, drewno, które zostały dotknięte przez magnes, to uważał, że energia magnetyczna została tym obiektom przekazana. Ludzie, jego zdaniem, różnili się znacznie w swej zdolności gromadzenia magnetyzmu. Niektóre osoby absorbowały go bardzo dobrze, gdy inne w ogóle nie wchłaniały magnetyzmu.

Pod koniec 1775 r. Mesmer prawie zupełnie zaniechał używania magnesów, ponieważ zauważył, że wystarczy głaskać ciało pacjenta lub wykonywać nad nim ruchy (tzw. „passy”), by spowodować takie same konwulsje i doznania. Wierzył, że w ten sposób przekazuje własny magnetyzm zwierzęcy swym pacjentom i że ta jego siła może być też magazynowana w różnych obiektach, jeżeli on ich dotknie. Obiekty te mogły z kolei przekazywać magnetyzm zwierzęcy pacjentom.

W 1977 r. Mesmer prowadził terapię (prawdopodobnie również romansował) 18-letniej Marii Theresy Paradis, która oślepła w wieku trzech lat. Zabrał dziewczynę do swego domu i wkrótce zapewnił, że uważana za nieuleczalną ślepota dziewczyny została wyleczona. Początkowo lekarze zgadzali się z Mesmerem, ale w końcu kilka największych autorytetów wiedeńskiej medycyny zaprzeczyło, jakoby dziewczyna odzyskała wzrok. Jeśli nawet dziewczyna chwilowo odzyskała wzrok, (co jest wątpliwe), to utraciła go ostatecznie i do końca życia pozostała niewidoma.

Gdy Mesmerowi nie udawało się wyleczyć chorych, tłumaczył to tym, że w ciałach niektórych ludzi występuje nieokreślona siła neutralizująca, przeciwstawiająca się magnetyzmowi zwierzęcemu.

Jednak nie teoria była głównym osiągnięciem Mesmera, lecz jego metoda leczenia, a także jej oprawa. W prowadzonej indywidualnie terapii chorego umieszczano w dużym cebrzyku wypełnionym wodą, opiłkami żelaza, butelkami i kawałkami drewna. Następnie przykładano choremu metalowe pręty do bolących miejsc. Zabiegi te Mesmer wykonywał w długiej jedwabnej szacie. Otoczenie cebrzyka było bogato udekorowane, słychać było też spokojną muzykę (Mesmer, przyjaciel Mozarta, wsławił się także tym, że używał podczas seansów oryginalnych, skonstruowanych przez siebie instrumentów: szklanej harmonijki i szklanego bębenka).

Na ogół kilka seansów wystarczyło do uzyskania wyraźnego efektu. Wielu pacjentów twierdziło wręcz, że widzieli wypływające z rąk i z oczu Mesmera fluidy, które następnie wnikały w ich ciała; nie byli jednak zgodni, co do koloru. Jedni twierdzili, że były białe, inni, że czerwone, jeszcze inni, że niebieskie. Do Mesmera płynął również obfity potok złota i sławy.

Metody, jakimi posługiwał się Mesmer, miały nawet w tamtych latach posmak herezji. A gdy zajął się on jeszcze okultyzmem i na dodatek ożenił się z bogatą wdową, reakcje lekarzy używających tradycyjnych metod stały się tak ostre, że w efekcie doprowadziły do wyjazdu Mesmera z Wiednia, nie była to jednak ucieczka jak w wielu publikacjach się twierdzi, lecz zmiana miejsca działania. Po przykrych przejściach związanych z leczeniem panny Paradise, cesarzowa Austrii poprosiła go o zaniechanie praktyki. Mesmer jeszcze przez 6 miesięcy przebywał w Wiedniu, spędzając czas wraz ze swoją żoną na niekończących się balach w ich nowo wybudowanym pałacu, (co pochłonęło prawie całą fortunę jego małżonki). Gdy w końcu wyjechał z Wiednia do Paryża, otrzymał od ministra spraw zagranicznych listy polecające adresowane do królowej Francji i ambasadora Austrii w Paryżu. Po przyjeździe do Francji od razu zwrócił się do króla Ludwika XVI o podarowanie mu jednego z zamków, aby mógł w nim leczyć pacjentów.

Mając czterdzieści pięć lat zamieszkał w Paryżu i zdobył od razu dużą popularność. Leczenie u niego stało się wręcz modne.

Wzrastająca liczba pacjentów skłoniła Mesmera do wprowadzenia terapii grupowej. Zabiegi wykonywano w obszernym holu, którego okna były zasłonięte grubymi kotarami. W środku stała słynna bagne – otwarta wanna wysokości jednej stopy, tak duża, że mogło stać wokół niej trzydziestu pacjentów. Napełniona była wodą, w której znajdowały się opiłki żelaza, zmielone szkło, butelki. Wszystko to było ułożone w tajemniczy wzór. Wanna częściowo zakryta była drewnianymi deskami z otworami, przez które przechodziły połączone ze sobą żelazne pręty. Pacjenci przykładali te pręty do chorych miejsc. W czasie zabiegu pacjentów obowiązywała absolutna cisza. W odpowiednim momencie zjawiał się Mesmer i przechodząc koło pacjentów „ujarzmiał” ich wzrokiem, przesuwając równocześnie dłońmi po ich ciałach i dotykając ich długą żelazną laseczką.

Mesmerowi udało się zjednać tylko jedną ważną osobę z kół lekarskich - Charlesa d’Elson, brata lekarza królewskiego. D’Elson, na zmianę współpracujący i spierający się z Mesmerem, w późniejszym okresie założył własną klinikę leczącą magnetyzmem. Namówił on Mesmera do napisania książki (Memoirre de sur la decouverte du Magnetisme animal), która ukazała się ostatecznie w 1779 r. i była głównie opisem jego trudności, wrogich mu intryg oraz niezwykłych przypadków z lat 1774-79.

W sześć lat po przybyciu Mesmera do Paryża rozgorzał pomiędzy nim, a niektórymi jego uczniami spór na temat prawa do publicznych wykładów i ujawniania tajemnic magnetyzmu zwierzęcego. W spór ten wmieszał się rząd francuski, wyznaczając w roku 1784 komisję medyczną do zbadania słuszności zarzutów Mesmera. Składała się ona z dziewięciu wybitnych naukowców, wśród których byli astronom Bailly, chemik Lavoisier, a którym przewodniczył B. Franklin. Ponadto król powołał drugą komisję medyczno - etyczną do zbadania również moralnych aspektów metod stosowanych przez Mesmera. Komisje pracowały niezależnie i przygotowały odrębne sprawozdania.

Ku niezadowoleniu Mesmera badano magnetyzm zwierzęcy w formie, jaką praktykował M. d'Eslon. Mesmer ostro przeciw temu protestował, twierdząc, że d’Eslon jest zwykłym nowicjuszem (pomimo, że studiował u Mesmera od roku 1780). Ważną rolę w pracach komisji odegrał Benjamin Franklin (l706 - l790), fizyk, wynalazca piorunochronu, czołowy polityk Stanów Zjednoczonych, współautor deklaracji niepodległości, pełnomocnik rządu amerykańskiego we Francji od dnia 3 grudnia 1776. Pierwszy kontakt Franklina z Mesmerem miał miejsce, gdy spotkali się, aby obserwować użycie szklanej harmonijki wynalezionej przez Mesmera. Jednak Mesmer bardziej był zainteresowany w przedstawieniu swojej teorii magnetyzmu zwierzęcego, niż w dyskusji na temat harmonijki. Po tym spotkaniu B. Franklin zaczął zbierać informacje i opinie o Mesmerze. Na ich podstawie mógł w jednym ze swych listów (19 marca l784), napisać: „...Pragnie Pan mojej opinii w sprawie uzdrowień dokonywanych przez Mesmera. Sądzę, że choroby, których przyczyną są różnorakie obstrukcje, mogą być skutecznie leczone elektrycznością. Jeżeli zaś idzie o magnetyzm zwierzęcy, muszę wątpić w jego istnienie. Jest tyle dolegliwości, które leczą się same z siebie, a w ludziach istnieje taka skłonność do oszukiwania samych siebie i innych, że nie pozostaje mi nic innego jak obawa, że korzyści tej metody są jedynie iluzją. Ta iluzja może przynieść w pewnych przypadkach określone korzyści, na pewno większe niż puszczanie krwi przy byle dolegliwości, czego doświadczył mój wnuk podczas swojej choroby w Anglii.”

Od początku dla członków komisji, której przewodniczył Franklin, było oczywiste, że wiara i nadzieja odnoszą ogromne terapeutyczne skutki. Z drugiej jednak strony wiedzieli, że popieranie publiczne tej nienaukowej metody mogło prowadzić do szerzenia się szarlatanerii medycznej. Członkowie komisji przeprowadzili szereg kontrolowanych eksperymentów. I tak, w sytuacji, gdy potajemnie zastępowano magnes przedmiotem drewnianym o podobnym kształcie, pacjenci zachowywali się identycznie. Na przykład, jeżeli chłopiec bardzo podatny na magnetyzm zwierzęcy został poinformowany, że określone drzewo w sadzie zostało namagnesowane przez d’Eslona – dostawał on konwulsji po jego dotknięciu, nawet, jeżeli w rzeczywistości d’Elson nie dotykał drzewa. Jeżeli odwrotnie, d’Elson namagnetyzował drzewo, ale chłopiec o tym nie wiedział – po dotknięciu nie następowały żadne konwulsje.

W końcowym raporcie członkowie komisji stwierdzili: „Pacjenci odczuwają wpływ magnetyzmu dopiero wtedy, gdy wiedzą, że zostali poddani zabiegowi. Jedna pacjentka odczuwała ciepło, kiedy ręka Mesmera zbliżała się do jej ciała. Kiedy zawiązano jej oczy, przestała odczuwać ten efekt. Wyobraźnia niezależnie bowiem od magnetyzmu tworzy cały efekt terapeutyczny. Natomiast nie ma niczego, co by mogło potwierdzić istnienie, a tym bardziej nic, co by potwierdzało leczniczy wpływ magnetyzmu zwierzęcego” (Paryż, 1784). Benjamin Franklin w swoim komentarzu do raportu napisał: „To, co zaobserwowali członkowie komisji, to tylko naśladownictwo osób otaczających ludzi w transie. Im bardziej podatny jest na sugestię człowiek, z tym większym przekonaniem modeluje samego siebie według otaczających go przykładów”.

Werdykt ten nie został nigdy zaakceptowany przez Mesmera. Dla niego efekty terapii były skutkiem procesu fizycznego. Jeżeli okazywało się, że pacjent reagował w równym stopniu na filiżanki, chleb, drewno, ludzi po dotknięciu ich przez magnes, to uważał, że energia magnetyczna została tym obiektom przekazana. Ludzie różnią się, zdaniem Mesmera, znacznie w swej zdolności gromadzenia magnetyzmu. Niektóre osoby absorbowały go bardzo dobrze, gdy inne w ogóle go nie wchłaniały. Gdy Mesmerowi nie udawało się wyleczyć chorych, tłumaczył to tym, że w ciałach niektórych ludzi występuje nieokreślona siła neutralizująca magnetyzm zwierzęcy.

Także raport komisji medyczno - etycznej był niekorzystny dla Mesmera. Członkowie tej komisji sporządzili tajny raport dla króla. Stwierdzili w nim, że ponieważ ciało magnetyzera wchodzi w kontakt z ciałem kobiety, stosowanie magnetyzmu zwierzęcego jest zagrożeniem dla cnoty kobiecej (Paryż, 1784 r.).

Raporty te położyły kres karierze Mesmera. Zakazano mu prowadzenia praktyki. Rozgoryczony, opuścił wkrótce Francję, wywożąc przy tym kufry pełne złota.

O atmosferze sporów wokół Mesmera świadczy pewien obraz z tamtych czasów, zatytułowany: „Le Magnétisme Dévoilé” („Magnetyzm zdemaskowany”). Przedstawia on trzymającego raport Franklina, otoczonego przez członków komisji. Promienie światła emanują z raportu, w głębi sali widać baque, z której wypada prawie naga kobieta z zawiązanymi oczyma, publiczność ucieka w popłochu, a Mesmer i d’Eslon unoszą się w powietrzu na kijach od miotły. Mesmer ma oślą głowę, d’Eslon ośle kopyta (osioł był wtedy symbolem szarlatanerii).

Do końca swojego życia Mesmer twierdził, że odkrył niezwykłą siłę leczniczą. Zwracał się do akademii wielu krajów, domagając się uznania swoich zasług. „Kiedy Galileusz – pisał w roku 1805 do Królewskiego Kolegium Medycznego w Londynie – był prześladowany za to, że chciał, by jego współcześni zrozumieli, że Ziemia kręci się, nie potępiali go astronomowie ani filozofowie, ale kapłani pełni uwielbienia dla Pisma Świętego... Skazanie tego filozofa ukazuje ignorancję i barbarzyństwo tamtej epoki”. W dalszej części listu Mesmer przedstawia koleje losu swojego odkrycia, odrzuconego przez Akademię Francuską.

Mesmer utworzył w 1774 roku Towarzystwo Harmonii dla popierania magnetyzmu zwierzęcego. Członkostwo w nim wymagało wpisowego w wysokości 100 ludwików oraz zobowiązania do cnotliwego życia i abstynencji od tabaki. Po krótkotrwałym okresie powodzenia towarzystwo rozpadło się. Zagorzałym wielbicielem Mesmera, a zarazem członkiem towarzystwa był, G. La Fayette. Chciał on zrealizować wielkie marzenie Mesmera o spopularyzowaniu magnetyzmu zwierzęcego w Ameryce. W tym celu 14 maja 1784 r. napisał do George’a Washingtona: „Niemiecki lekarz o nazwisku Mesmer uczynił ogromne odkrycie na polu magnetyzmu zwierzęcego, które jest, może być Pan pewien, wielkim filozoficznym odkryciem”.

Jednak, gdy La Fafayette zwrócił się do króla Ludwika XVI o zgodę na promowanie mesmeryzmu w Ameryce, ten mu odmówił, zadając retoryczne pytanie: „Cóż pomyślałby Washington, kiedy dowiedziałby się, że stał się pan pierwszym chłopcem na posyłki Mesmera?”. Ze względu na ten zakaz La Fayette ograniczył się jedynie do krótkiej rozmowy i przekazania listu Washingtonowi od Mesmera. Washington odpowiedział listem z dnia 25.XI.1784 r.: „Markiz de Lafayette uczynił mi zaszczyt przekazania Pańskich pozdrowień z 16 czerwca oraz jednoczesnego wprowadzenia mnie w pewne zagadnienia związane z siłami magnetyzmu, ujawnienie których jeżeli okaże się tak zbawienne, jak to jest przedstawione, musi być niewątpliwie szczęściem dla ludzkości, a jednocześnie z pewnością przyniesie ogromny zaszczyt temu geniuszowi, któremu zawdzięcza swoje odkrycie. Za zaufanie, jakim obdarzyło mnie Towarzystwo Harmonii, które Pan stworzył w celu rozpowszechnienia wszelkich oczekiwanych dobrodziejstw i za Pańskie życzliwe dla mnie słowa dopraszam się łaski i przyjęcia moich podziękowań”.

Z polecenia prezydenta Washingtona 9 sierpnia 1784 roku Tomasz Jefferson przybył do Paryża jako przedstawiciel rządu amerykańskiego do współpracy z Franklinem i pozostał w Paryżu przez 8 miesięcy. Gdy wrócił do Stanów, przywiózł kopie sprawozdań królewskich komisji d/s Mesmera. Sprawił, aby były szeroko dostępne. Uczynił tak, by zapobiec wpływom mesmeryzmu w Ameryce. Sprawozdania komisji sprawiły, że zarówno we Francji, jak i w Ameryce stosunek do Mesmera zmienił się z pełnego poparcia do lekceważenia i pogardy.

B. Franklin w liście do swojego wnuka tak to skomentował: „Niektórzy sądzą, że raporty te położą kres mesmeryzmowi. Ale jest przecież ogromna ilość łatwowierności w świecie, a oszukaństwa dają sobie radę przez wieki drwiąc sobie z nauki”.

Mimo że wpływ Mesmera zmalał znacznie po opublikowaniu raportów, to jego Towarzystwo Harmonii prosperowało znakomicie, zajmując się jednak polityką rewolucyjną, a nie magnetyzmem zwierzęcym. Tuż po śmierci B. Franklina w 1791 roku Jefferson skomentował jego zaangażowanie w poznanie prawdy o mesmeryzmie: „Magnetyzm zwierzęcy tego maniaka Mesmera otrzymał śmiertelną ranę z jego ręki, kiedy w połączeniu z innymi członkami uczonej komisji doprowadzili do odsłonięcia tego połączenia szalbierstwa i szaleństwa”.

Niewątpliwie Jefferson przesadził w swojej ocenie. Jak wynika z listów samego B. Franklina, podchodził on do mesmeryzmu równocześnie z naukowym sceptycyzmem i zarazem z życzliwą tolerancją. Od początku istnienia komisji noszącej jego imię przejawiał zrównoważoną mieszankę naukowej logiki i klinicznego uznania czynników psychologicznych, które wpływają na przebieg choroby. B. Franklin niewątpliwie zdawał sobie sprawę z faktu, że wiara i nadzieja odnoszą ogromne lecznicze skutki, (chociaż sam Mesmer podczas swoich publicznych wystąpień odżegnywał się od wpływu sugestii, podkreślając wyłącznie fizykalny charakter magnetyzmu zwierzęcego).

F. A. Mesmer osamotniony zmarł niedaleko Berlina w Merseburgu, pod koniec 1815 roku. Jedynym wiernym przyjacielem, który towarzyszył Mesmerowi w jego ostatnich dniach, był kanarek.

Nie ulega wątpliwości, że w wielu przypadkach Mesmer uzyskał zdumiewające efekty leczenia swoją metodą. Np. major piechoty Charles du Husser złożył pod przysięgą następujące oświadczenie: „Po czterech latach bezskutecznej kuracji u innych lekarzy poszedłem do Mesmera. Głowa trzęsła mi się bezustannie, a szyja pochylała się do przodu. Zaognione oczy wychodziły mi z orbit. Plecy zaś prawie zupełnie były sztywne. Z trudem tylko mogłem mówić. Wybuchałem śmiechem wbrew woli i bez istotnego powodu. Oddech miałem ciężki i odczuwałem silne bóle między łopatkami. Drżałem na całym ciele. Chodząc zataczałem się. Przeszedłem u Mesmera serię zabiegów. W czasie ich trwania czułem, jak gdyby lód wychodził z moich członków, po czym robiło mi się bardzo gorąco. Teraz po czterech miesiącach jestem całkowicie wyleczony” (Mesmer, 1781).

Znany historyk hipnozy A. Moll (1904 r.) tak pisze o Mesmerze: „Wbrew ogólnej opinii na temat jego chciwości stwierdzam, że zarówno w Wiedniu, Paryżu, a potem w Merseburgu zawsze bezinteresownie pomagał biednym ludziom. Wierzył, że potrafi uleczyć przy pomocy magnesu, a potem przy użyciu wewnętrznej siły przeniesionej poprzez niego do baque. Wielu pacjentów uważało, że Mesmer osiągał swoje rewelacyjne wyniki przy pomocy nadprzyrodzonych sposobów. Zaczęła się stopniowo tworzyć legenda, że Mesmer posiada jakąś cudowną właściwość, której nie chce ujawnić. A on sam to, co wiedział i czym leczył, wielokrotnie omawiał na licznych publicznych wykładach. A to, że zarabiał? Był to jego zawód, który przyniósł mu pieniądze i sławę.”

Mesmer łączył w sobie cechy szarlatana i osoby starannie wykształconej. Był znakomitym obserwatorem i eksperymentatorem. Prawdopodobnie nigdy nie dowiemy się, czy wierzył w głoszone przez siebie teorie, czy stanowiły one dla niego tylko wygodną nadbudowę stosowanych przez niego metod.

W roku 1825 Francuska Akademia Medyczna powołała nową komisję, która przez pięć lat starannie badała obszerne materiały, przeprowadzała liczne eksperymenty i na koniec zmieniła opinię komisji sprzed czterdziestu lat. Zdaniem członków komisji potwierdzono istnienie magnetyzmu zwierzęcego. Ponadto w raporcie odczytanym przez znanego profesora medycyny D. Hussena znalazły się między innymi takie stwierdzenia: „Aby ocenić właściwie związek między sztuką leczenia a magnetyzmem, należałoby przeprowadzić badania na bardzo znacznej liczbie przypadków. Komisja zaś musi się ograniczyć do wypowiedzenia na podstawie tego, co widziała w przypadkach zbyt nielicznych dla wydania ogólnego sądu. Niektórzy nie odczuli żadnego polepszenia. Inni otrzymali mniej lub bardziej znaczną ulgę, mianowicie: jednemu wróciły siły, drugiemu ustąpiły zadawnione bóle, trzeci miał przerwę kilkumiesięczną w napadach epileptycznych, czwarty został uleczony zupełnie z ciężkiego i dawno trwającego sparaliżowania i wreszcie piąty, który wprawdzie nie doznał ulgi w cierpieniach, ale za to potrafił, co do minuty określić termin swoich przyszłych ataków histerycznych w okresie kilku najbliższych miesięcy. Magnetyzm, więc z jednej strony jako czynnik zjawisk fizjologicznych, z drugiej jako środek terapeutyczny powinien zająć odpowiednie miejsce w szeregach nauk lekarskich.”

Z prawdziwym zdumieniem zgromadzeni wysłuchali tej konkluzji. Ale nie był to jeszcze koniec badań i publicznych dyskusji na temat mesmeryzmu. W Polsce jego wielkim propagatorem był Ignacy E. Lachnicki, żyjący w latach 1793 - 1826, doktor chemii, statystyk, redaktor i wydawca kwartalnika „Pamiętnik Magnetyczny Wileński”. Zamieszczał w nim artykuły poświęcone magnetyzmowi, a także wskazówki praktyczne w sprawach gospodarskich i tzw. medycyny ludowej.

Przed odkryciem znieczulenia chemicznego bardzo wiele uwagi poświęcono wszelkim sposobom uśmierzania bólu przy zabiegach chirurgicznych i dentystycznych. Znaczne zainteresowanie wzbudzały więc oświadczenia magnetyzerów, którzy głosili, że magnetyzm jest skutecznym sposobem anestezji. W związku z tym powołano następną komisję (rok 1837), która zbadała dowody mające świadczyć o występowaniu znieczulenia oraz niestety, także jasnowidzenia i telepatii pod wpływem magnetyzmu, jak również zdolności do wykonywania innych paranormalnych działań. Przedmiotem badań komisji była między innymi zdolność osób namagnetyzowanych do widzenia przez ciała nieprzezroczyste. Wyznaczono 3000 franków nagrody temu, kto przeczyta pismo umieszczone w żelaznej, opieczętowanej kasetce. Zjawili się liczni kandydaci i oczywiście ponieśli klęskę. Skromny zapas cierpliwości członków komisji wyczerpał się wtedy i 1 października 1840 roku wydali opinię: „cały magnetyzm jest tylko czczą chimerą, na kwestię zaś dotyczącą przedmiotu Akademia już nigdy odpowiadać nie będzie”.

Jednak nawet ten raport niewiele zmienił sytuację. W wiele lat po śmierci Mesmera w całej Europie magnetyzerzy święcili sukcesy na licznych pokazach (oraz w licznych przypadkach uzdrowień). Metoda Mesmera bardzo odpowiadała wielu szarlatanom, którzy jako magnetyzerzy polecali swoje usługi. Wielu z nich oświadczało, że dysponuje siłami nadprzyrodzonymi. Do częstych należały diagnozy typu: „Żołądek chorego jest pełen pryszczy”, „widzę kłąb włosów zatykający kiszki”. Ale i wśród przedstawicieli świata lekarskiego metoda Mesmera znajdowała zwolenników. W Stanach Zjednoczonych ośrodkiem magnetyzerów stał się Nowy Orlean. Natomiast lekarze berlińscy wystawili Mesmerowi pomnik na jego grobie.

Z czasem zwolennicy magnetyzmu zwierzęcego, aby się uwspółcześnić i nadążyć na odkryciami naukowymi, zmienili nazwę na elektrobiologów. Np. Ida Rolph uważała, że w mięśniach ludzkich zamrożona jest pewna ilość energii będącej śladem naszych dotychczasowych przeżyć. Sytuacje konfliktowe w postaci zmian wtórnych można poprzez działanie uzdrowiciela odblokować, uwalniając zawartą w nich energię.

W ostatnich latach uzdrowiciele występują pod nazwą bioenergoterapeutów. Duży rozgłos w naszym kraju zyskali Clive Harris i nieżyjący już Stanisław Nardelli. Zarówno ich teoria, chociaż używająca współczesnego języka naukowego, jak i metody terapii w zasadzie nie różnią się od metod Mesmera. Można się o tym przekonać chociażby poprzez lekturę książki Stanisława Nardellego: „W kręgu biopola” (1986 r.).

Twierdzi on w niej, że: „... Jestem podczas energoterapii głównym dawcą bioenergii. Działam na zasadzie generatora specyficznych fal elektromagnetycznych. W bioenergoterapii wykorzystuje się zjawisko biopola. Leczenie dokonuje się poprzez przekaz bioenergii zasilającej biopole chorego, dokonującej korekcji jego systemu energetycznego. Fluidy życiowe uzdrowiciel przekazuje nieświadomie. Biopole chorego człowieka gubi swój rytm i częstotliwość, natomiast kontakt z uzdrowicielem dostraja to uszkodzone biopole, odzyskuje ono właściwy rytm. Gdy jestem syty i wypoczęty, oddziałuję słabiej. Gdy, przeciwnie, słaniam się na nogach, efekty są często natychmiastowe i zdumiewające”.

Aby uwiarygodnić i nadać pozory „naukowości”, każde zjawisko należy mierzyć. I w tym przypadku dokonano takich pomiarów: „Pan Stanisław Nardelii posiada tzw. długość fali białą, tj. falę życia. Podobną falę posiada również pan Clive Harris. Pomiary na biometrze wskazują, że biopole mgr Stanisława Nardellego jest 400 razy większe niż normalnego człowieka i 15 razy większe niż u C. Harrisa”.

Następne pokrewieństwo z metodą Mesmera to możliwość przekazywania energii uzdrowiciela na różne przedmioty: „Prowadziłem również wstępne badania wody poddanej działaniu biopola St. Nardellego. Woda ta już po krótkim czasie uzyskuje falę białą, tj. „ożywia się”.

Sukcesy terapeutyczne skłoniły Mesmera do podjęcia bardziej wydajnej – zbiorowej metody leczenia. Podobną drogą podążyli również współcześni bioenergoterapeuci. Harry Edwards uzdrawiał na estradach, Katorym Kulman, Clive Harris, Stanisław Nardelli uzdrawiali wielotysięczne tłumy zgromadzone na stadionie sportowym. St. Nardelli twierdził, że im więcej jest na raz pacjentów, tym szybciej potrafi ich nasycić bioenergią.

Nieodłącznym elementem towarzyszącym omawianym metodom jest ich pokrewieństwo ze spirytyzmem lub parapsychologią. Zacytujemy znowu S. Nardellego: „Poza dwunastoma technikami bezpośredniego przekazu stosuję także dwie techniki zdalnego przekazu bioenergii – teletechniczną (poprzez kontakt telefoniczny z chorym) i teleradiacyjną (poprzez fotografię chorego lub, jeżeli znam osobę, wizerunek kontemplacyjny i atlas anatomiczny)”.

I wreszcie ostatnia z głównych cech łączących magnetyzm zwierzęcy z jego późniejszymi wcieleniami: niedocenianie roli sugestii. „Nie potrzebuję kontaktu psychicznego z pacjentem. Pomagam ludziom nieprzytomnym, psychicznie chorym, małym dzieciom i oseskom. Mogę pomóc zwierzętom, nawet jednokomórkowcom. Nikt nie jest tego w stanie mierzyć, fotografować, przedstawić na przeźroczach. Jest to na pewno jakiś rodzaj energii, a nie wpływ wiary pacjenta w uzdrowiciela czy też sugestii”.









Oceń artykuł:


Ten artykuł nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Skomentuj artykuł