Wątki na forum
Strona główna forumRegulamin forum
- Lubię muzykę. Polecam muzykę. Posłucha... (169)
- Związki i relacje (70)
- Błędy w pracy (1)
- Zaburzenia koncentracji u dziecka (5)
- Potrzebuję oceny sytuacji (125)
- Święta (6)
- Trójkąt dramatyczny Karpmana. (2)
- Problemy psychiczne, dziwne stany i OC... (16)
- Tak tylko (21)
- Tutaj są rozmowy o wszystkim i o wszys... (1462)
- Co kochani u was nowego? (69)
- Odcięłam się od toksycznych rodziców (3)
- Mam 33 lata i jestem emocjonalnie wyko... (8)
- Mimo kwalifikacji nie mogę znaleźć pra... (2)
- Molestowanie seksualne a trudności w r... (1)
- Łuszczyca skóry głowy a stres (1)
- Powracający sen (4)
- Czy mój były mnie naśladuje? (3)
- Badanie dotyczące cyberprzemocy (1)
Reklamy
Forum dyskusyjne
- Autor: nika1111 Data: 2025-12-07, 22:10:26 Odpowiedz
Hej,
pisząc tu całą historię mogłabym Wam zająć całą noc na czytanie... więc będzie krótko i na temat tylko jednego wydarzenia.
Napisałam dzisiaj do męża, że mi ciężko dźwigać wiele rzeczy w życiu. Wymieniłam je - i wśród nich też wspomiałam, że czuję się samotna w naszej relacji, brakuje mi dialogu i realnego wsparcia. Napisałam to wszystko używając "komunikatu ja", pisząc z własnej perspektywy.
W odpowiedzi otrzymałam to:
"Rozumiem, że jest Ci ciężko. Czy mogę coś zrobić żebyś się lepiej poczuła, nie biorąc przy tym na siebie odpowiedzialności za wszystkie Twoje nieszczęścia? Wiesz, że z wieloma rzeczami się nie zgadzam."
Mam swoje odczucia względem tego tekstu, ale chciałabym poznać Wasze. Jak byście odebrali te słowa?
- Autor: fatum Data: 2025-12-08, 17:03:56 Odpowiedz
Na początek podziękowałabym za odpowiedź. Następnie bym go poprosiła o czas, w którym pomyślę nad jego wypowiedzią_odpowiedzią. I następnie w zeszycie zapisałabym swoje przemyślenia, które się mi nasunęły po przeczytaniu jego odpowiedzi. To tyle narazie. Napisz, czy moja podpowiedź ma dla Ciebie sens_wartość? Pozdrawiam. P.S. interesujące jest moim zdaniem zdanie Twojego męża."Wiesz, że z wieloma rzeczami się nie zgadzam". To zdanie jest moim zdaniem interesujące,ciekawe i możliwe,że nawet kluczowe w Waszych relacjach małżeńskich. Tak uważam.
- Autor: nika1111 Data: 2025-12-08, 19:13:55 Odpowiedz
Hej, dziękuję za odpowiedź.
Ja jestem otwarta na informację zwrotną. Ale słowa "wszystkie Twoje nieszczęścia" odbieram jako lekceważący. Niesłusznie? - Autor: mimbla1 Data: 2025-12-08, 18:47:34 Odpowiedz
Jako bardzo istotne informacje zwrotne, podane sensownie, kulturalnie i w sposób otwierający możliwość porozmawiania i istotnych sprawach dotyczących waszej relacji.
Czyli "są problemy" ale jednocześnie " warto i chcę rozmawiać". - Autor: nika1111 Data: 2025-12-08, 19:15:23 Odpowiedz
Hej, dziękuję za odpowiedź.
Ja jestem otwarta na informację zwrotną, zresztą przegadaliśmy na temat naszych relacji wiele godzin (jesteśmy razem 30 lat). Ale słowa "wszystkie Twoje nieszczęścia" odbieram jako lekceważący. Niesłusznie? - Autor: mimbla1 Data: 2025-12-08, 19:27:48 Odpowiedz
Nie ma "słusznie" i "niesłusznie" :) jakoś odbierasz, emocjonalnie. Jak się uprzeć da się w tym może i coś dostrzec nie tyle lekceważenie ile bardziej chyba minimalizację czyli nie docenienia wagi Twojego problemu. Jakiegoś, iluś, w jakiejś sferze? Czyli co dla jednego duży problem, dla drugiego nie i weź wytłumacz... ale to nie jest stricte lekceważenie, bo lekceważenie jest zdecydowanie bardziej świadome.
Podtemat do rozmowy.
Jeśli coś jest dla kogoś dużym problemem, a dla mnie nie max. możliwości to "będę pamiętać, że to dla ciebie duży problem", ale współgrania emocjonalnego osiągnąć się nie da.
- Autor: nika1111 Data: 2025-12-08, 21:59:54 Odpowiedz
Dziękuję za odpowiedź... No dobrze, to chyba muszę dodać trochę tła....
Mój związek przez wiele lat był związkiem przemocowym (przemoc psychiczna, nie fizyczna, oparta na kontroli, krytyce, tak w dużym skrócie). Gwoli ścisłości, tak ten związek nazwał terapeuta, u którego spędziliśmy sporo czasu (uprzedzając - terapeuta po studiach psychologicznych, kursie psychoterapii i wielu latach pracy terapeutycznej, pracuje też jako konsultant - to żeby wyjaśnić ewentualne wątpliwości co do jakości terapii).
Mąż zrozumiał, że jego postępowanie nie było ok, dużo zmienił, ale lata funkcjonowania w tej relacji zbudowały we mnie ogromny mur obaw, lęków, żalu, dystansu itd. W efekcie jestem mocno wycofana, poraniona, reaguję pewnie nadmiarowo. Stąd to moje pytanie dzisiaj.
Mąż wiele zmienił, ale i dzisiaj potrafi mnie potraktować bardzo niefajnie - na przykład powiedzieć mi, że jestem psychiczna, że powinnam się leczyć itp.
Mam do niego żal. Nie wiem, co zrobić - czy jednak odejść, czy próbować się poukładać. Jak mam uwierzyć w jego zmianę, skoro potrafi się tak zachować? Jak mam się otworzyć, skoro on nie potrafi zrozumieć, że jeżeli te zachowania będą się powtarzać to ja zamknę się jeszcze bardziej?
On ma do mnie z kolei żal, że jestem zamknięta i że on nie będzie wiecznie pokutował za swoje grzechy, za które już wcześniej przeprosił. Jak twierdzi "nie cofnie czasu i ja się mam określić czy potrafię z tym iść dalej".
Jak mam potrafić, skoro potrafi się do mnie tak zachować w związku z czym mu nie ufam i mam żal? - Autor: Bastia12 Data: 2025-12-08, 19:45:43 Odpowiedz
"Rozumiem, że jest Ci ciężko. Czy mogę coś zrobić żebyś się lepiej poczuła, nie biorąc przy tym na siebie odpowiedzialności za wszystkie Twoje nieszczęścia? Wiesz, że z wieloma rzeczami się nie zgadzam."
A chcialabys, zeby czul sie za wszystko winnym?
- Autor: nika1111 Data: 2025-12-08, 22:02:18 Odpowiedz
Nie, chciałabym by w ogóle obchodziło go to, co czuję...
Potrafi mnie ignorować przez wiele tygodni, albo wychodzić w trakcie mojej wypowiedzi oświadczając, że "już to słyszał".
- Autor: laleczka58 Data: 2025-12-08, 19:29:25 Odpowiedz
W odpowiedzi otrzymałam to:
"Rozumiem, że jest Ci ciężko.- CUDOWNE WSPARCIE i zrozumienie.
Czy mogę coś zrobić żebyś się lepiej poczuła - CHĘĆ POMOCY , empatia
nie biorąc przy tym na siebie odpowiedzialności za wszystkie Twoje nieszczęścia? - NIE JESTEM cudotwórcą :)
Wiesz, że z wieloma rzeczami się nie zgadzam." - MA PRAWO się nie zgadzać . - Autor: nika1111 Data: 2025-12-08, 22:07:35 Odpowiedz
Ma prawo, oczywiście.
A czy ma prawo powiedzieć mi, że jestem psychiczna, że powinnam się leczyć?
Czy ma prawo powiedzieć mi "To jest taka sama głupota jak wszystko co mi tłumaczysz."
Tak, to cytaty....
Dlatego - mając świadomość, że jestem w jakiś sposób uwarunkowana w odbiorze, pytam, jak to odbierać... już nic nie wiem.
Gdzie kończą się granice tolerancji?
Czy jak ktoś mówi mi coś takiego jw. to jest już powód do odejścia, czy jeszcze nie...?
- Autor: laleczka58 Data: 2025-12-08, 22:52:20 Odpowiedz
To jest taka sama głupota jak wszystko co mi tłumaczysz."
tłumaczysz ...to nie brzmi jak rozmowa dorosłych ludzi, może za dużo tego tłumaczenia.
Zbudowałaś mur obaw, lęków, żalu, dystansu to też w jego stronę przemoc psychiczna.
A może brać życie na wesoło i na powiedzenie jego , że jesteś psychiczna zrobić jakieś tiki okiem potwierdzające jego spostrzeżenie. :):)
...ale też jak emocje opadną u Ciebie to powiedzieć ,że nie bardzo podobają się Tobie takie uwagi. I żyje się dalej nie roztrząsając ,bo życie jest jedno i od nas zależy czy pozwolimy sobie na bycie szczęśliwym. - Autor: nika1111 Data: 2025-12-08, 23:11:43 Odpowiedz
Ty tak serio?
Nie pytam złośliwie, żeby było jasne.
Mam zaakceptować fakt, że partner w złości mówi mi, że jestem psychiczna?
Może ja jestem z innej bajki, ale jakoś nie umiem przyjąć takiej formy komunikacji za normalną.... - Autor: nika1111 Data: 2025-12-08, 23:14:59 Odpowiedz
Krótko mówiąc zachowajmy status quo...
On nadal będzie mnie traktował z buta, a ja będę udawać, że mi to nic nie robi, bo to w jego stronę przemoc psychiczna...
No to chyba faktycznie powinnam odejść, bo ten układ jakoś mi się zupełnie nie widzi...
Gdzie w tym wszystkim jest szacunek? - Autor: fatum Data: 2025-12-08, 23:40:14 Odpowiedz
Wiesz nika1111 znam podobny do Twojego przypadek. Więc Ci powiem to,co tam było mówione. Powinniście się faktycznie rozejść na jakiś czas. 2-3miesiące. Okres 3miesięcy to idealny czas,aby pobyć samej i pozbierać myśli swoje. Poukładać je i zwyczajnie zatęsknić za partnerem,mężem. Oddalenie fizyczne ma sens. Tylko,czy Ciebie stać na taką odwagę? Wiesz, tutaj odważnie piszesz,to przypuszczam,że poradzisz sobie sama przez te 3miesiące. C.d.b.,jeśli tego sama chcesz. Pozdrawiam. Jesteś uparta moim zdaniem. Mocno uparta.-:)
- Autor: nika1111 Data: 2025-12-09, 00:16:03 Odpowiedz
Czy jestem uparta... nie wiem tak do końca. Bywa różnie.
Już się raz wyprowadziłam na tydzień, musiałam wrócić z powodów niezależnych ode mnie. Poważnie myślę o wyprowadzce na dłużej.... Problem w tym, że nie za bardzo mam możliwości finansowe...
Czasami w akcie desperacji mam myśli, żeby po prostu skonczyc z tym życiem.... Jestem tak zmęczona tym wszystkim... W swoim zdroworozsądkowym podejściu mam świadomość, że to niczego nie rozwiąże.... Że tylko spowoduje cierpienie u dzieci...
Skąd wziąć siłę żeby odejść i wytrwać w tym? - Autor: mimbla1 Data: 2025-12-08, 23:15:28 Odpowiedz
Nika, rozważania, co kto "ma prawo" to niedobry kierunek...
Tak sądzę. Powód do odejścia każdy dobry. Jeśli się odejść chce. Ty siedzisz okrakiem na płocie.
Masz (uzasadnioną i zrozumiałą) pewną nadwrażliwość na jego słowa czy tam masz swoje uwarunkowania. Masz. Chcesz to zmienić? No to "temat dla Ciebie", do pracy własnej. Próbujesz zmienić coś w sobie albo nie. Musu nie ma, możliwość przynajmniej teoretyczna jest.
Trochę jakbyś nas na forum pytała, czy już mogę się z nim rozstać? No my Ci prawa do rozstania się z nim dać nie mamy mocy. Tego albo Ty chcesz albo nie. Albo nie wiesz w tej chwili, czego chcesz.
On nadal, z tego co piszesz, puszcza jakieś teksty, które spokojnie można zakwalifikować jako przemocowe. Wydaje się, że wykonał ogromna pracę, żeby się zmienić, ale...ale idealne to to nie jest, być może nigdy nie będzie.
Gdzie się kończą granice tolerancji? A zależy czyjej i na co. Ty jesteś Ty, zatem gdzie się kończą Twoje sobie usiłujesz odpowiedzieć. A łatwe to nie jest.
Trwa to małżeństwo 30 lat czyli młódką nie jesteś.
Pora na bilans? Wypisz sobie na kartce, czasem pomaga podjąć decyzję.
Wersja 1 - rozstajecie się. Coś zyskasz, coś stracisz.
Wersja 2 - zostajecie razem - jak wyżej.
Wariant do rozważenia - terapia indywidualna dla Ciebie, krótkoterminowa , taka kryzysowa. Pogadać z kimś fachowym, skupić się na rozwiązaniu aktualnego ewidentnego kryzysu, na tym, czego Ty chcesz.
Z jednej strony Cię rozumiem. Z drugiej powiedzmy jestem w stanie pojąć, że on już nie wyrabia psychicznie tego Twojego żalu wieloletniego, co Ci się ulewa, czuje się "odpowiedzialny za wszystko złe" nawet jeśli tego wprost i tymi słowami nie mówisz.
Spróbuj może odpowiedzieć na to jego pytanie - co on faktycznie może zrobić, zmienić - ale przy założeniu, że w komunikacji werbalnej ideałem nigdy nie będzie. Co może zrobić i czy w ogóle może.
- Autor: mimbla1 Data: 2025-12-08, 23:51:22 Odpowiedz
"Mam zaakceptować fakt, że partner w złości mówi mi, że jestem psychiczna?
Może ja jestem z innej bajki, ale jakoś nie umiem przyjąć takiej formy komunikacji za normalną...."
Od strony czysto teoretycznej jest i taka możliwość, że słów rzuconych ewidentnie w złości się pod uwagę za bardzo nie bierze. Może nie że się je akceptuje, ale toleruje bez wielkiego bólu.
Przykład z krańca skali "Ja cię kiedyś zabiję" nie zawsze oznacza grożenie komuś śmiercią. "Ja się zabiję" nie zawsze oznacza faktyczne myśli samobójcze. Innymi słowy od Ciebie zależy, jak coś rzuconego w złości potraktujesz.
"Jesteś psychiczna i powinnaś się leczyć" jako takie, literalnie i bez żadnego kontekstu sytuacyjnego, jest paskudne. Ale w określonej sytuacji może (nie musi) oznaczać "mam dość, przestań!" na przykład. Albo "przestań mi całą przeszłość wypominać kolejny raz". Albo i co innego. Czyli komunikat nie wprost, który być może powinien inaczej być odczytywany w kontekście całej rozmowy, relacji itd.
- Autor: nika1111 Data: 2025-12-09, 00:06:07 Odpowiedz
Terapeuci (byłam w kilku terapiach) powtarzali mi, że powinnam przestać go tłumaczyć, bo to bije we mnie. Bo ja go zawsze potrafiłam jakoś wytłumaczyć z tego co robił i mówił.
Jak przestałam go tłumaczyć, a smutek z powodu jego zachowania zastąpiłam złością, to się zaczęły jazdy bez trzymanki.
Jak chciałam odejść (było tak dwa razy) to za mną biegał z kwiatami, wysyłał dedykacje, przywoził lunche do pracy i zostawiał kwiatki za wycieraczka auta na parkingu. Osaczał mnie, kontrolował, non stop dzwonił. Buntowałam się, w nerwach - raz w życiu - kazałam mu się nawet odpier.....ć, to dzisiaj mi to wypomina. Ten jeden raz. Podczas gdy ja jego podobnych tekstów mam w kolekcji setki, jak nie tysiące....
Nie potrafię tak dłużej... - Autor: nika1111 Data: 2025-12-08, 23:58:42 Odpowiedz
Nie oczekuję ideału. Do tego to nam obojgu daleko, problem w tym, że z mojej strony jest akceptacja dla jego "wad", pod warunkiem, że nie manifestują się brakiem szacunku w stosunku do mnie. Niestety w drugą stronę to nie działa.
Terapeuta nieraz nam powtarzał, że w związku oprócz jego i mnie jest jeszce takie coś jak "my" i że to powinno być ważne dla nas. On - mąż - nieraz mi to powtarzał. Tyle, że jakoś nie widzę tego po jego stronie. Dla niego "my" jest ważne wtedy, gdy jest to z korzyścią dla niego.
Ja też jestem w stanie zrozumieć, że mu się "ulewa". Tyle, że chciałabym widzieć jakąś zmianę. To by mi dało nadzieję, że może być inaczej. Że jestem ważna dla niego.
Tymczasem on mi potrafi powiedzieć cytuję "jesteś pierdoln.....ta", "potrafisz spierd....ć każdą miłą sytuację, bo taka po prostu jesteś", albo podczas mojej wypowiedzi ostentacyjnie założyć na uszy słuchawki... W podobny sposób zachowuje się do nastoletniego syna, który z ojcem już nawet za bardzo nie chce rozmawiać.
Trudno mi się z tym wszystkim pogodzić.
Na terapię na chwilę obecną niestety mnie nie stać. - Autor: mimbla1 Data: 2025-12-09, 00:04:57 Odpowiedz
Terapia kryzysowa na NFZ jest darmo i nie czeka się długo, bo jest kryzysowa czyli o ile pomnę 12 spotkań.
Ma ten mąż jakoweś zalety?
Gdybyś nie była ważna to by ani na tą terapię nie chodził ani nic w sobie nie zmienił. Wielu takich jest. Ten chodził i zmienił, sama pisałaś. Wszystkiego nie, ale że sporo zmienił to Twoje słowa.
Możliwe, że tego "my" on nie widzi po Twojej stronie...i robi się pat. - Autor: nika1111 Data: 2025-12-09, 00:10:27 Odpowiedz
Dzięki za podpowiedź. Zorientuję się w terapii na NFZ, nigdy nie korzystałam...
Mnie najbardziej boli to, że on robi cały czas to samo. Teoretycznie się zmienił, w praktyce jak przychodzi co do czego, to jest jak było.... - Autor: mimbla1 Data: 2025-12-09, 00:26:42 Odpowiedz
To, o czym pisałam to jest NFZ w Ośrodkach Interwencji Kryzysowej, nie taka zwykła terapia na NFZ. Masz przemocowego męża i zastanawiasz się nad odejściem - zasadniczo powinnaś się załapać.
Co do reszty - zrób bilans. Serio. Czasem napisanie w punktach takich za i przeciw pomaga ogarnąć wewnętrzny chaos.
A jak z tymi jego zaletami? Ma jakoweś? Tak na teraz?
- Autor: nika1111 Data: 2025-12-09, 00:59:18 Odpowiedz
Ma wiele zalet. Problem w tym, że nie rekompensują wad. :(
Co do zalet - jest inteligentny, wykształcony, ogarnięty zawodowo, wierny (przynajmniej do tej pory nie miałam podstaw sądzić, że jest inaczej), przedsiębiorczy, dużo potrafi zrobić w domu własnymi rękami (chociaż rzadko robi, bo jest pracoholikiem), tolerancyjny społecznie, ma poczucie humoru (chociaż niekoniecznie na własny temat). Jest dobrym organizatorem, ogarnia wyjazdy wakacyjne. Dobry mówca, fajnie się go słucha jak gada na on line w kwestiach zawodowych.
Z bardziej przyziemnych rzeczy - jest przystojny, atrakcyjny, dobry kierowca, potrafi ugotować obiad i nieraz to robi, robi zakupy, sprząta kuchnię.
- Autor: fatum Data: 2025-12-09, 11:11:57 Odpowiedz
nika1111 no, ja Ciebie chyba "pobiję".-:) Masz idealnego męża. Jak byś stała teraz obok mnie,to serio tak bym wrzasnęła na Ciebie głośno, że byś się wreszcie ogarnęła. Ty jesteś wymagająca od innych. Może zapytajmy się Ciebie o Ciebie. Masz jakieś osiągnięcia zawodowe? Masz? Co robisz fajnego dla Rodziny? A w ogóle to lubisz siebie? Człowiek lubiący siebie jest bardziej wyrozumiały dla innych. I na koniec napiszę Ci, że widzę w Twoim myśleniu takie myślenie zerojedynkowe. Poczytaj o tym. Pozdrawiam.
- Autor: nika1111 Data: 2025-12-09, 13:38:18 Odpowiedz
Fatum nie znasz mnie wcale, więc mnie nie oceniaj.
Mam sporo osiągnięć i zawodowych i nie tylko.
Mam wysoką samoświadomość i "ogarnięte" poczucie własnej wartości.
Ale Ty chyba nie, skoro próbujesz mnie dyskredytować. :) - Autor: mimbla1 Data: 2025-12-09, 14:20:06 Odpowiedz
Czyli wydaje się, że utknęłaś w sytuacji takiej, że jest zbyt źle, żebyś się czuła szczęśliwa, ale zbyt dobrze, żebyś miała silnego emocjonalnego kopa do odejścia. Pytasz, skąd wziąć siłę itd - zwykle ona idzie z emocji. Jak się potwornie boisz, jak jesteś kosmicznie wściekła, rozum racjonalny idzie w odstawkę i wiejesz. Ty nie jesteś, Tobie jest tylko albo aż niemiło, niezbyt wygodnie, niefajnie czyli temperatura emocji umiarkowana, bardzo dużo za to wiedzy, rozumu racjonalnego. A sam intelekt motorem do działania jest słabym w takiej sytuacji. Trochę jak z leczeniem zębów - jak ząb boli to lecisz do stomatologa, bo wytrzymać nie idzie, ale jak lekko ćmi i nie bez przerwy to wizytę odkładasz, choć racjonalnie wiesz, że powinnaś iść i wyleczyć. Z zębami o tyle prościej, że wiadomo, jak jest ubytek i ćmi to lepiej nie będzie, a z drugim człowiekiem tak jednoznacznie nie jest.
Wrócę do tego tekstu z pierwszego posta.
Wiesz, z czym on się nie zgadza? Tak konkretnie?
Ten fragment "co mam zrobić...itd" ciekawy jest, taki psychologicznie idealny, jakby się podręcznik czytało, no nie spał mąż na terapii, uczył się, ewidentnie.
Masz jakiś pomysł, co on by mógł zrobić?
Moim zdaniem skoro ma być robienie, a nie krytykowanie go i powtarzanie, czego ma nie robić to niech na przykład zacznie werbalizować Twoje zalety oraz mocne strony i mówić ci, co robisz dobrze, za co Cię ceni, co Ci się wspaniale udaje - taka odwrotność krytyki. Codziennie, w ramach normalnego funkcjonowania. Ludzie tak czynią, jasne że nie bez przerwy ale zwyczajnie mówią sobie co w drugiej osobie lubią, cenią, co im się podoba. Skoro związek był "oparty na krytykowaniu" to należy to zbilansować. Krytykował werbalnie - niech werbalnie dowartościowuje oraz chwali i docenia. Byle uczciwie i najlepiej nie ogólnie ale na konkretach. Dla takich wiecznie krytykujących to straszliwie trudne jest, za to bywa twórcze. Dla nich też, się czasem potrafią przeuczyć.
Jak czytam, że mąż co stwierdza "wszystko potrafisz spi...olić, bo taka jesteś" jest idealny, to nóż mi się w kieszeni otwiera, no też mi ideał...dobrze, że zalety posiada, ale koło ideału to on nie stał nawet.
@fatum jest co najmniej kontrowersyjna, taki eufemizm. Poczytaj inne wątki z jej udziałem, sama zauważysz. To użytkowniczka bardzo wysokiego stopnia ryzyka w rozmowie, powiedzmy trudna i na pewno nie dla wszystkich.
- Autor: nika1111 Data: 2025-12-09, 17:29:26 Odpowiedz
Hej. Dzięki wielkie za odpowiedź. :)
Kiedyś tak samo nazwała to moja terapeutka: zbyt źle by zostać, zbyt dobrze by odejść. Tak, masz rację z tą temperaturą emocji. Ja, mimo że jestem bardzo wrażliwa i emocjonalna, to jednak podejmując decyzje kieruję się przede wszystkim racjonalnym osądem. A ten mi mówi, że może coś z tego będzie, jeżeli obie strony będą się starać i wzajemnie podejdą z akceptacją i zainteresowaniem do emocji drugiej osoby. Tyle, że trwa to już tyle lat, że naprawdę powinnam chyba odpuścić. A jednocześnie bardzo mi szkoda naszego dorobku, marzeń, nie wiem też czy w ogóle mam siłę, by ten proces przeprowadzić.
Co do Fatum, to tak, znam ją z wcześniejszych wątków. :) Miałam już kiedyś przyjemność pisać tutaj, wtedy również bardzo mi pomogłaś, za co bardzo Ci dziękuję również i teraz. Tylko wtedy pisałam pod innym loginem.
Siebie mam przerobioną we wszystkie możliwe strony, psychologia zawsze była moim konikiem, więc przerobiłam wiele rzeczy. A od ponad roku studiuję psychologię, wróciłam do marzeń. I te studia też popychają mnie, by jakoś tę sytuację wreszcie rozwiązać: albo niech wreszcie będzie dobrze, normalnie, albo pora odejść. Piszę tutaj, ponieważ nie jestem pewna, czy mój odbiór zachowania męża nie jest nadmiarowy. No bo z racji uwarunkowań jakie mam z przyszłości pewnie może być.
Z drugiej strony rozumiem też to że mojemu mężowi trudno znosić moje "czepianie się", bo on w taki sposób postrzega moje stawianie granic.
Mimbla, tak z ciekawości - czy Ty jesteś terapeutką? - Autor: mimbla1 Data: 2025-12-09, 20:37:17 Odpowiedz
Od końca - nie, nie byłam, nie jestem ani nie zamierzam być terapeutką:). Jeśli już rozmawiałyśmy, a pisałaś pod innym nickiem to wybacz, nie pomnę. Jeśli pomogłam - cieszę się.
Napisałaś, że czujesz się wykorzystana i mało istotna...to tak się czujesz, poniekąd da się to nawet jakoś tam uzasadnić racjonalnie. Jak do tego dodać to wchodzenie w rolę "terapeutki" wychodzi trochę efekt skądinąd znany, czyli utknięcie w roli ofiary. Wewnątrz nadal wydajesz się być tą słabą, traktowaną źle i nie umiejącą się obronić "dziewczynką do bicia", nadal mentalnie tkwisz w przeszłości, nie w "tu i teraz". Przypuszczam, ze to z Ciebie emanuje. No silna się nie czujesz, jakbyś się czuła to byś nie pisała i pewnych dylematów zwyczajnie nie miała.
To Ci bodaj Laleczka kilka postów wcześniej sugerowała, że przeszłości nie zostawiłaś za sobą.
Pytanie otwarte, czy jest to zostawienie przeszłości możliwe bez odejścia od całkiem konkretnego człowieka?
Problem w tym między innymi, że odejście nie gwarantuje niczego w tej sprawie. Jego konkretnego nie będzie, ale życie dalej się toczy, samotne albo ktoś nowy...już się boisz, już czujesz, ze musiałabyś potencjalnego kogoś innego prześwietlić zanim cokolwiek - to nie rokuje. Bo to nie jest zdrowe, jeszcze nie. W trybie zdrowym przymusu dokładnego prześwietlania hipotetycznego i potencjalnego następcy jeszcze aktualnego męża się nie rozważa. Nadal masz lęki, a na lęku się nie da budować niczego sensownego.
Żadne wyjechanie na jakiś czas sprawy nie załatwi. Moim zdaniem. Bo pewne rzeczy dzieją się w Tobie, w Twojej głowie - a głowę jak wiadomo gdzie byśmy nie pojechali zabieramy ze sobą.
Jasne - możesz sobie emocje podkręcić, wprowadzić w stan "nienawidzę tego przemocowca" sama albo z pomocą czy to ludzi czy terapeuty i na fali wzbudzonego wkurzenia odejść, ale to by było zwyczajnie sztuczne, nie Twoje. Ktoś by Cię z płotu zepchnął.
Być z nim dalej i się męczyć? No tu Ci powiem, ze czy się męczysz czy nie w pewnym stopniu zależy od Ciebie.
Pada od niego jakiś tekst - jak go odbierzesz to jest coś, co w Tobie tkwi. Poczujesz się zraniona albo i nie. Możesz się poczuć zirytowana (nudne, znowu to samo), możesz mieć wywalone totalnie, możesz się wkur...ić i zaatakować go w odwecie za ten tekst i przy okazji wszystkie z przeszłości albo i co insze też możesz, zaśmiać się też możesz, tu wariantów jest wiele czyli tekst pada ten sam, ale o tym, jak go odbierasz już Ty decydujesz.
Wiem , dziwnie brzmi. Ale mi się przypomniała moja własna "iluminacja nad garnkiem z zupą", sprzed lat wielu. Stałam, mieszałam zupę, padł do mnie tekst co to wiadomo, walnie we mnie bo mi się przeszłością i przemocowym domem rodzinnym niczym czkawka odbije, sam w sobie przemocowy plus bagaż przeszłości. I w tym momencie uświadomiłam sobie, że to są słowa, a ja decyduję czy mnie zranią czy wcale nie. I poczułam w sobie niesamowitą siłę, ja tą przeszłość wtedy po raz pierwszy wzięłam pod kontrolę, miałam wybór. Euforyzujące doświadczenie, trwało sekundę może, takie olśnienie "kurczę, to JA DECYDUJĘ" .
- Autor: nika1111 Data: 2025-12-09, 23:58:21 Odpowiedz
Rozmawiałyśmy, ale oczywiście mnie nie skojarzysz, bo nick inny, problem zresztą też (chociaż nie do końca).
Wiem, że wybór, jak odbiorę należy - teoretycznie - do mnie. Tylko wiesz co? Nie mam pojęcia jak mogłabym zareagować na taki tekst inaczej.
Wku....ć się? Oj, nie lubię tego stanu. Zwłaszcza że z moim mężem ciężko się sensownie pokłócić (zaczyna generalizować, stereotypizować, manipulować wypowiedziami aby tylko odciągnąć od głównego wątku).
Śmiać się? Hm... teoretycznie też możliwe, bo ja generalnie lubię się śmiać, mam dystans do siebie... tylko - chyba właśnie odkryłam coś nowego - brakuje mi tego dystansu w relacji konkretnie z nim. To, co w przypadku obcego człowieka bym, kolokwialnie mówiąc, olała, tu nie potrafię.
Jestem dobra w złośliwościach i ironii, ale on tego nie znosi (jemu generalnie brakuje dystansu do siebie, nie tylko w relacji ze mną), więc kiedy tego użyję zaraz będzie awantura.
Co odpowiedziałaś wtedy znad tego garnka z zupą? Jeżeli w ogóle coś.
Jesteś nadal z tym kimś?
Mam pomysł.
Powieszę w kuchni tablicę korkową. Z przypiętą kartką z cytatami tekstów męża do mnie i dzieci z danego tygodnia. Tak, żeby mogli ją wszyscy czytać. 😆 Myślę, że już po jednym dniu zacznie gryźć się w język. 😆
A jak nie, to może mu to coś uświadomi...?
- Autor: mimbla1 Data: 2025-12-10, 00:18:43 Odpowiedz
Ten wybór należy do Ciebie, tylko jeszcze nie masz do niego dostępu :)
Brak Ci dystansu w kontakcie z mężem? I właśnie to odkryłaś? Czyli rozmowa na forum ma sens. Coś odkryłaś. Coś, czego, przynajmniej teoretycznie możesz się nauczyć? to nie do końca właściwe słowo, ale lepszego chwilowo nie znajduję.
Garnek z zupą zapamiętałam z powodu tego przebłysku iluminacji, samego tekstu już nie pamiętam, sytuacji za bardzo też. Miałam jeszcze kilka takich przebłysków, uświadamiania sobie, że "o kurczę, to ja decyduję", przypływy poczucia własnej siły, sprawczości, wyboru w jakichś tam sytuacjach. Całość była lata temu. Człowieka zabrała nieuleczalna choroba kilka lat temu, długo po tych moich iluminacjach.
Ten Twój pomysł z tablicą wredny jest bardzo. Tak potraktowana poczułabym się okropnie upokorzona. Najgorsze szkolne wspomnienia, "tablica hańby" z wypisanymi "najgorszymi łobuzami" z podstawówki w ramach "działań pedagogicznych".
Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę, że to byłby akt ewidentnej agresji w stronę męża? Tym razem agresji z Twojej strony.
Sorki, tak to widzę. - Autor: nika1111 Data: 2025-12-10, 07:00:46 Odpowiedz
Przykro mi z powodu straty.
Co do wyboru - nie wiem, jak sobie "udostępnić" ten wybór. :(
Co do tablicy - ja z tą tablicą to tak nie do końca poważnie, ale tak czy inaczej to nie wredota tylko bezsilność... Ale z drugiej strony - przecież to jego własne słowa, jego własne teksty... Nie mam pomysłu co jeszcze mogłabym zrobić, żeby to, co mi tym robi, do niego dotarło...
Jest mi cholernie ciężko z tym wszystkim.
Tekst, który mu wysłałam, a od którego zaczął się ten forumowy wątek, rozpoczął cały ciąg zdarzeń.
Mąż jest obecnie na wyjeździe, zwiedza pewne miejsce, które jest dla niego atrakcyjne. Wyjazd organizowany z budżetu pewnej organizacji.
Ja miałam / mam depresję. Kilka, właściwie prawie 10 lat był spokój. Ale od paru miesięcy jest trudno. Spadło na mnie z wielu stron dużo rzeczy, już nie wchodząc w szczegóły. Problemy z dziećmi, problemy z rodzicami, którzy sobie nie radzą i trzeba im pomagać, z finansami, z pracą, którą mam i dobrze płatną, ale która mnie wypala, niestety nie mam możliwości ani jej szybko zmienić ani zrezygnować. Praktycznie wszystko "wisi" tylko na mnie, mąż nie ma jakiejś szczególnej relacji z dziećmi, one ze wszystkim przychodzą tylko do mnie. Ostatnie miesiące ledwo daję radę, a mój związek zamiast mnie wspierać zabiera mi resztkę siły.
W weekend miałam totalny kryzys, do tego stopnia, że miałam myśli o zakończeniu swojej egzystencji. Na razie są to takie przebłyski, ale wcześniej ich nie było. Można powiedzieć, że oswajam się z tą myślą...
Napisałam mu o tym wszystkim, napisałam mu też, że od wielu lat brakuje mi wsparcia po jego stronie.
On mi odpisał wtedy tym właśnie tekstem, który jest na początku wątku.
Poczułam się tak, jakby ktoś kompletnie umniejszył to, z czym się zmagam.
Od słowa do słowa usłyszałam między innymi, że jestem egoistką, nie chcę, żeby miał z życia przyjemność, jestem infantylna, "dziecko oczekuje dowodu miłości", "postanowiłam mu spieprzyć coś tak ważnego (ten wyjazd) swoim tupaniem"..... "niszczę wszystko co robi się dla niego ważne...."
Ja mu piszę, że jego słowa mnie bolą, ranią... a on w tym samym czasie wstawia kolejne relacje na FB z wyjazdu, uśmiechnięty od ucha do ucha...
Zastanawiam się. może - oprócz depresji - faktycznie coś ze mną nie tak?
Intuicja podpowiada mi, że niezależnie od tego, gdzie bym była i co bym nie robiła, chyba bardziej bym się przejęła stanem bliskiej osoby.... Ale może faktycznie jestem egoistką i oczekuję atencji... sama już nie wiem... - Autor: Bastia12 Data: 2025-12-10, 09:25:46 Odpowiedz
Nika, wybacz, ale jak zona zaczyna przeszkadzac to jest cos nie tak. Machnij na niego reka i tak jestes ze wszystkim sama.
- Autor: Bastia12 Data: 2025-12-10, 11:47:46 Odpowiedz
nika, pedem do lekarza po pomoc.
- Autor: fatum Data: 2025-12-10, 12:02:02 Odpowiedz
nika1111 ja na Twoim miejscu, to bym zajęła się tylko swoją depresją. Inne sprawy na bok. I ja bym się leczyła prywatnie i u profesora. Mówię bardzo serdecznie i poważnie. W depresji trzeba dobrać najlepsze antydepresanty i taka prawda. Moi znajomi też to wiedzą i tak robią jak Ci piszę z serca. Depresja prowadzi często do śmierci. Przemyśl moje słowa. Są życzliwe i prawdziwe,bo z życia wzięte. Pozdrawiam cieplutko. Ty uparciuchu. Ty.-:)
- Autor: mimbla1 Data: 2025-12-10, 14:16:37 Odpowiedz
Nika
W tym momencie to egocentryzm staje się Twoim drugim imieniem, masz prawo oraz OBOWIĄZEK zająć się sobą, nie zabawiać w psychologiczne dywagacje.
Zasuwaj do lekarza, natychmiast. Bez zwłoki oraz na cito!
Teraz niestety czasu nie mam, rozwinę wieczorem.
Jedno masz dziś do zrobienia - umówić się do lekarza. Natychmiast!
- Autor: nika1111 Data: 2025-12-10, 15:21:56 Odpowiedz
Hej,
tak, umówię się, sama czuję, że powinnam.
Na razie to są takie myśli "a co gdybym", póki co nie traktuję tego jako zagrożenie, to (jeszcze?) nie ten etap, mam zresztą mega wysokie poczucie odpowiedzialności za innych i wiem, że jestem potrzebna dzieciom i rodzicom.
Ale pojawiają się, a to dla mnie info, że przestaję sobie z tym radzić...
Czekam, aż rozwiniesz. Twoje przemyślenia dużo mi dają.
Dzisiaj mąż wrócił, na moje słowa o tych myślach, o tym wszystkim powiedział, że "sama chciałam", że "przecież sama mu kazałam się zająć jego życiem, no więc się zajął, a ja się mogę zająć swoim", że "ma serdecznie dość moich pretensji", "połowa tego, co mu piszę, to jest wzięta z dupy", a "takie myśli jak moje to on ma od dawna, tylko o tym nie mówi".
Zupełnie już nie wiem, jak na to zareagować.
Przejąć się tym, co mówi? Doradzić lekarza?
Postrzegać jako manipulację?
Czuć się źle z powodu jego stosunku do mnie?
Olać? Chyba do tego musiałabym przestać kochać...
I nie wiem też, jak to się ma do "czy mogę coś zrobić, żebyś się lepiej poczuła" z początku tego wątku, który sugeruje, że przecież on taki wspierający i zaangażowany, nawet już pomijając zwrot o "wszystkich moich nieszczęściach". - Autor: fatum Data: 2025-12-10, 15:41:59 Odpowiedz
nika1111 3osoby Tobie napisały,że powinnaść zająć się swoim zdrowiem psychicznym. To rób to. Mimo wszystko nie możesz się tylko opierać na informacjach od ludzi anonimowych z Netu. Nazwa Portal psychologiczny nie ma nic wspólnego z psychologami. Zatem zajmij się sobą na poważnie. I nie żałuj kasy na prywatne leczenie. Jak stracisz zdrowie, to po co Ci kasa? Wyłączam się już z Twojego wątku. Powiedziałam wszystko co jest ważne. Pozdrawiam. Powodzenia.
- Autor: Bastia12 Data: 2025-12-10, 16:46:38 Odpowiedz
nika, bedac w depresji nie jest wskazane podejmowac jakakolwiek decyzje. Dlatego wazne jest aby zajac sie soba, a reszte zostawic na pozniej. Z tym rozkladaniem na czynniki pierwsze tylko sobie szkodzisz. Twoje zycie jest zawladniete myslami o nim. Uzalezniasz swoje zycie, swoje samopoczucie od niego. To blad. Przeciez nie jestes kobieta bluszczem.
Wiesz, stracilam bardzo kochana osobe przez depresje.
Jak sie umiera to sie tylko umiera, ale inni musza z tym zyc.
- Autor: nika1111 Data: 2025-12-10, 18:31:33 Odpowiedz
Bardzo mi przykro z powodu Twojej straty.... :(
- Autor: Magdasienudzii Data: 2025-12-10, 21:26:58 Odpowiedz
Ale sie wkrzylam teraz!!!!!!!
Najpierw rzucajac psu patyka, nie wiem jakim cudem celnelam facetowi jakiemus w plecy, a teraz napisalam posta jak za dawnych lat i zadowolona z siebie wciskam ENTER....
I posta wywalilo w Kosmos, w eter internetu lub poszedl sie kochac, noooo powiedzmy kochac:))
Sprobuje strescic to co z zamachem, niczym zamach poatykiem w plery, napisalam.
Zabawilam sie w adwokatke diabla.
Ale, najpierw napisze ze jesli, Nika1111, pojawiaja sie u Ciebie mysli samobojcze to koniecznie trzeba do specjalisty.
Kochana dziewczyno, Ty masz dla kogo zyc.
Dla dzieci, dla siebie dla swiata!
A teraz sie przebieram w toge z zielonym zabotem i na chwilke wchodze w ta role adwokatki diabla;)
Nie wolno nam drugiego czlowieka maltretowac wlasnymi lekami, zmorami, traumami....
Wedlug mnie gdy facet jest na wyjezdzie, to nie jest to odpowiednia pora na takie wywody.
Tak, to jest zepsucie komus wyjazdu.
Ja, przypuszczam, ze po prostu oczekujemy od czlowieka z ktorym dzielimy zycie, wsparcia, otuchy i pomocy.
Ale, wymuszanie tego, szarpanie za rekaw i uprzykrzanie sie - to nie jest konstruktywne anie dobre.
Ani to dobre dla Niki ani dla partnera.
To powinno byc samoistne, taki akt serca i woli.
Tego wymusic sie po prostu nie da.
I zeby nie bylo, moja opinia to gdybanie, taki subiektywny odbior.
A wlasnie co do subiektywnosci, to Mimbla, fajnie napisala:
"Być z nim dalej i się męczyć? No tu Ci powiem, ze czy się męczysz czy nie w pewnym stopniu zależy od Ciebie.
Pada od niego jakiś tekst - jak go odbierzesz to jest coś, co w Tobie tkwi. Poczujesz się zraniona albo i nie."
Nika, twoje emocje pokazuja "stan rzeczy".
TYLKO TWOJE.
Jesli czujesz sie poniewierana, ponizana i nieszczesliwa, to odchodzac z takiego zwiazku sobie samej mozna argumentowac "nie, bo nie".
Tu intelektualizowanie (nam nadzieje ze istnieje taki wyraz), nic ni da.
Emocje, odczucia i poszucie szanowania NIE UZYWAJA LOGIKI.
Bo, jej nie znaja;)
Na razie koncze, bo sie boje ze znow ten post pojdzie w tango:))
- Autor: Magdasienudzii Data: 2025-12-10, 21:45:06 Odpowiedz
Musze cos dodac, bo jak zwykle zrobilam skrot myslowy, tak za bardzo na sracalam.
Emocje, owsze nie emojonuja sie logicznie i gdy sie pokazuja to sa i wez im nadmuchaj:))
Ale, ale jednak jestesmy homo sapiens, wiec ....
Wiec, jesli czujemy ze nie jestesmy szanowani, ze jest nam zle i czujemy sie nieszczesliwe to LOGICZNYM jest wtedy dzialanie na wlasne dobro.
Rano myjac zeby, malujac usta i szykujac sie "na zycie", co widzimy w lustereczku?
Siedem nieszczesc?
Widzimy kobiete ktora smutnymi oczami mowi"tu jest zle, chodzmy stad...".
No chyba ze to kombinatorka, ktora tak jak Mimbla pisala, bedzie robic rachunki "czy sie opyla":))
Wtedy...cdn;) - Autor: nika1111 Data: 2025-12-10, 22:21:07 Odpowiedz
Muszę sobie to przetrawić.
Może moje podejście wynika z faktu, że z reguły nie byłam dla niego szczególnie ważna... Musiałabym tu napisać całą epopeję, żeby to wykazać, ale może uwierzysz mi na słowo.;)
Nie robię rachunku, czy "się opyla".
Po prostu szkoda mi tego wszystkiego, tej wspólnoty, marzeń, planów, dorobku, a żyć w takim układzie nie bardzo potrafię.
Ale dojrzewam do tego, żeby zmienić podejście. - Autor: mimbla1 Data: 2025-12-10, 22:30:14 Odpowiedz
Nie byłaś dla niego ważna czy nie czułaś się ważna? To dwie trochę różne rzeczy.
- Autor: Magdasienudzii Data: 2025-12-10, 22:45:21 Odpowiedz
Nika:
"Ale dojrzewam do tego, żeby zmienić podejście."
Przede wszystkim trzeba stawiac granice.
Ostatnio, chyba w nawiazaniu do filmu "Dom Dobry", sluchalam jakiegos podcastu o przemocy psychocznej.
To bardzo skomplikowany temat i trudny.
Dokladnie dlatego subiektywnosc gra tu duza role.
Ale, jak dla mnie brak szacunku czyli odzywki typu "jestes pier...ta" jest juz faktem.
Wiadomo ze odejsc to nie taka prosta sprawa, bo dzieci....wspolne lata itp.
Ale, nie tylko przemocowca sie ulewa...i dzialaja. - Autor: nika1111 Data: 2025-12-10, 23:00:58 Odpowiedz
Jedno i drugie.
Sam to przyznał, że zachowywał się strasznie.
Może tak - on pewnie powiedziałby, że byłam ważna. Ale to, jak mnie traktował, mimo moich wielokrotnych próśb, wyjaśnień, informacji zwrotnych itp. - jest raczej dowodem, że faktycznie nie byłam ważna. - Autor: mimbla1 Data: 2025-12-10, 23:37:30 Odpowiedz
A to, że sam ocenił swoje zachowania jako straszne i to, że w tej terapii uczestniczył oraz wiele w sobie zmienił spokojnie można uznać za dowód, że ważna byłaś. Tym sposobem można długo, nika. Taka swoista pułapka psychologicznego podejścia.
Z tymi granicami to jest straszliwie indywidualne. Oraz subiektywne. Tu moim zdaniem każdy powinien samodzielnie, co jemu pasuje.
Na mnie tekst "jesteś pier...nięta" mógłby w określonej sytuacji wcale nie zrobić wrażenia, raczej akurat na takie odporna jestem nad wyraz, nic a nic bym się mogła zraniona nie poczuć i zapewne bym się nie poczuła. I nie zawsze bym tekst odebrała jako brak szacunku do mnie. U mnie kierunek interpretacyjny jest raczej "ale się wku...wił" niż "on mnie nie szanuje". Nie ze to obowiązkowe i jedyne prawidłowe, różni jesteśmy.
Jakoś ja osobiście bardziej chyba oceniam działania niż słowa. Może dlatego, że mój eksio, czyli pierwszy mąż, (czasy niemal prehistoryczne) mówić pięknie to akurat umiał... gorzej mu szło z czynami. Ale o uczuciach, emocjach, drgnieniach duszy subtelnych mówił , a jakże ...godzinami umiał, pięknie, spójnie, z wyczuciem. Jak przyszło życie to jakby te słowa wagę straciły, bo jednak życie to nie gadanie, w każdym razie nie tylko.
RE: Potrzebuję oceny sytuacji mimbla1
Autor: fatum Data: 2025-12-11, 00:16:23 OdpowiedzTy miałaś męża? Ty?-:)
- Autor: mimbla1 Data: 2025-12-10, 22:11:26 Odpowiedz
No to tak, Nika.
Lekarz jest priorytetem. Nie, że "czuję, że powinnam", odkładanie na później i czekanie na cud. Sorki za apodyktyczność, ale tak rozum racjonalny mówi. To jest na już, wręcz "na wczoraj". Miałaś już z tego co piszesz epizod depresyjny zatem wiesz, że czekanie pomocne nie jest.
Poczucie odpowiedzialności za innych winno obejmować coś podstawowego czyli poczucie odpowiedzialności za siebie i swój stan. Jak w tą depresję wjedziesz głębiej to z całą pewnością bardziej się w wydolna nie staniesz, już nie bardzo masz z czego dawać i dzieciom i rodzicom, a z pustego wiadomo, nie nalejesz.
TD zauważyła, że ta odpowiedź Twojego męża jest taka poprawna, ze aż sztuczna. Podobnie to widzę, jakby z jakiegoś poradnika cytował.
Empatia...takie modne słowo, taka ważna w relacjach. No dobra, ważna to jest, ale realistycznie nierówno jesteśmy obdzieleni już przy urodzeniu, do empatii zdolne są już niemowlaki, ale jedni są mniej zdolni do naturalnego empatyzowania, inni bardziej, w jakimś stopniu to jest dar, cecha indywidualna, podobna do słuchu muzycznego czy talentu malarskiego. Oczywiście to, co dane z urodzenia potem się rozbudowuje, usprawnia, dochodzi intelekt, moralność, wychowanie i bagaż dzieciństwa i masa innych rzeczy i jako dorośli "w sprawie empatii" jesteśmy bardzo zróżnicowani. Co jednym przychodzi łatwo, naturalnie i wychodzi im dobrze dla innych jest czymś obcym, trudnym i nawet jeśli usilnie pracują to efekty mają mierne, no wielkim wysiłkiem dochodzą do poziomu "empatia poznawcza" zakres umiarkowany, podobnie jak z człeka o słabym słuchu wirtuoza nie uczynisz, talentu brak, wielkim wysiłkiem dojdzie do poziomu rzemiosła, a i to bez gwarancji.
Czemu tak przydługo? Możliwe, ze Twój mąż jest z tych, co się urodził bez daru empatyzowania, potem tego niewiele co miał z urodzenia nie rozwijał ani nie pielęgnował (tak się wychowywało chłopców, żeby z nich "baby"nie wyrosły jak on dzieckiem był) i efekt jest, jaki jest. Teoretycznie wyuczył się czego mógł, ale dalej to nijak, nie czuje o co biega, jak mu nie wskazać paluchem konkretu to nie łapie, nie czuje i ma wrażenie, ze to jakieś dziwactwa. No dobra, ja słuch mam umiarkowany i nie szkolona w muzyce jestem, nie dla mnie subtelności, że X wykonuje utwór jakoś, a Y jakoś i dyskusje, które wykonanie lepsze, co X powinien zmienić, żeby było lepiej itd. Powiedzmy odróżnię fałszowanie w utworze prostym i znanym plus, całkiem niefachowo, odbieram muzykę emocjonalnie.
Możliwe, ze ten Twój mąż jest zaangażowany na maksimum swoich możliwości, że on ma tak z emocjami jak ja z muzyką. A Ty masz z emocjami jak ludzie z doskonałym słuchem i muzycznie wykształceni. Ty najdrobniejsze subtelności wyczuwasz, a on nawet nie zawsze słyszy, że fałszuje.
Co, żeby nie było, nie usprawiedliwia tekstów typu "zawsze wszystko spi...lisz, bo taka jesteś", żeby nie było że go bronię. Ale, być może, coś tam w jakimś zakresie wyjaśnia.
Powiedziałaś " zajmij się swoim życiem" ? Wziął to jak usłyszał i wykonał polecenie. I znowu źle? On może tego zwyczajnie nie łapać, czemu źle? Tak, jak ja nie łapię, że tempo wykonania utworu nie takie albo coś tam w ktorymś momencie zagrano pół tonu niżej być powinno. Są rzeczy, których zwyczajnie się nie da wytłumaczyć, bo ni rozum ni wola tu w grę nie wchodzą.
Tak mi się skojarzyło z osobami ze spectrum autyzmu, obecnie już sporo o tym wiadomo, ale to nowa sprawa, masa nie zdiagnozowanych dorosłych po świecie chodzi - oni z emocjami mają inaczej niż tak zwani neurotypowi i święty Boże nie pomoże, nie da się z tym wiele zrobić, czują inaczej , świat emocji jest dla nich słabo dostępny. A to neurologia jest, nie ich wybór czy wola. Nie znam Twojego męża, ale teoretyczna możliwość taka też istnieje.
Są też ludzie, co wprawdzie nie łapią się na diagnozę "spectrum autyzmu", wszystkich kryteriów nie spełniają, ale są blisko. Funkcjonują, żyją, wchodzą w związki ale z tymi emocjami słabo kojarzą, często sprawiają wrażenie takich, co to oczywistości nie pojmują. Tak mi się odlegle skojarzyło z tym cytowanym "połowa z tego, co mi piszesz jest wzięta z du.y", bo to jakby info, że "kompletnie nie pojmuję, o czym ty piszesz". Istnieje możliwość, ze on mianowicie nie pojmuje naprawdę. I nie pojmie, co najwyżej rozumem racjonalnym i psychologicznie opisane przyjmie do wiadomości, ale nie złapie, nie wyczuje, nie jest w stanie współgrać.
Chwilowo i na teraz raczej się zajmij swoją depresją, nie przejmuj się tym , co mówi, nie doradzaj mu lekarza tylko sama idź ze swoją depresją, zapomnij o manipulacji i nie drąż w tym kierunku i ogólnie spróbuj nie wchodzić w psychologiczne zawiłości, bo teraz to moim zdaniem tylko Ci to może zaszkodzić. Psychologia jak nóż, może chleb ukroić, ale może skaleczyć.
- Autor: mimbla1 Data: 2025-12-10, 22:14:49 Odpowiedz
Magda, ja Twojego posta nie wykasowałam, jakby co. Słowo honoru! :)
- Autor: nika1111 Data: 2025-12-10, 23:19:03 Odpowiedz
Wysłałam mu zrzut graficzny z Twojej odpowiedzi, z zapytaniem, czy by się pod tym podpisał. Z założeniem, że może powinnam na to spojrzeć inaczej, że może ja za dużo od niego wymagam w obszarze emocji, pełna dobrej woli.
Wysyczal do mnie, że ja nic nie zrozumiałam z tej Twojej odpowiedzi, on nie będzie ze mną dyskutował na tematy psychologiczne, a ja go próbuję gdzieś zaciągnąć jak kozę na sznurku.
Ja pasuję. Nie mam już siły. - Autor: mimbla1 Data: 2025-12-10, 23:42:15 Odpowiedz
Nika, ja pisałam do Ciebie.
Do niego to bym zupełnie inaczej pisała, nawet gdybym mu chciała tą samą treść przekazać, przy założeniu, że w ogóle chciałby ze mną rozmawiać na wasze prywatne tematy. On ma zdaje się po kokardę wszystkiego, co psychologią pachnie, a Ty mu teksty jakiejś obcej babki z neta na jego temat podsyłasz...no weź, na jego miejscu bym się wściekła. Serio - Autor: nika1111 Data: 2025-12-11, 00:15:12 Odpowiedz
Zrobiłam to w dobrej wierze.... Przesłałam sam tekst, z pytaniem, czy może tak być. Licząc na jakąś przestrzeń do rozmowy.
Czuję się bezsilna. Bezradna. Odbijam się od ściany.
Gdyby mi na kimś zależało, nie traktowałabym tak tego kogoś. To rani.
Nie wiem, może ze mną jest zwyczajnie coś "nie teges"...
Dzięki za chęć pomocy. Naprawdę doceniam.
- Autor: mimbla1 Data: 2025-12-11, 00:52:39 Odpowiedz
Nika, skarbie - on tego nie chce, tego rozmawiania. Ja stąd gdzie siedzę dostrzegam, jak bardzo on ma tego dosyć. Jasno Ci to mówi. Spróbuj może na początek uszanować ten jego komunikat? Odpuść to przynajmniej w realu. Na powiedzmy miesiąc? Tak po prostu mu odpuść rozmawianie, totalnie. Dasz radę? Może być Ci trudno, ale to może wiele zmienić.
Człowiek czasem jest bezsilny, często w poczuciu bezsilności bywa też agresywny, niczym zwierzak w pułapce. Tej swojej agresji może nie dostrzegać, bo będąc w pułapce sam się czuje zagrożony.
Są rzeczy, które zmienić można, są takie, których zmienić nie można. Sztuką jest odróżnić jedne od drugich. Nie że ja to wymyśliłam.
I jeszcze takie, co to się przekonałam - zmienić to ja mogę siebie. Co do drugiego człowieka to co najwyżej może być tak, że zmiana we mnie może spowodować zmianę w tym drugim kimś czyli spowodować, że on się zmieni.
Odpuść mu to rozmawianie, więcej z tego szkody będzie niż pożytku.
Idź do lekarza z tą depresją.
I pisz, nie znikaj, please :)
- Autor: nika1111 Data: 2025-12-11, 01:11:59 Odpowiedz
Ja to wszystko wiem..... to co napisałaś teraz i to, co wcześniej.
Wiem to.
Próbuję z tym coś zrobić od niemal 30 lat.
Przerobiłam siebie we wszystkie możliwe strony. Wszystko wiem.
Ale nie wiem, jak to jest możliwe, żeby człowiek, który twierdzi, że mu zależy, że kocha, zachowywał się w ten sposób.
Spróbuję odpuścić. Ale spodziewam się jedynie efektu takiego, że to moje uczucie do niego odejdzie. Bo dla mnie miłość, relacja, to coś więcej niż posiadanie kogoś na kanapie obok...
I może tak będzie lepiej... - Autor: mimbla1 Data: 2025-12-11, 01:31:52 Odpowiedz
W jaki konkretnie sposób się zachowywał, Niki?
Trochę mi się zaczyna wydawać, że kochasz to Ty nie tego człowieka jakim jest, z wadami ale i zaletami, ile bardziej swoje wyobrażenie o nim, jakim "być powinien", jakoś tak...
Piszesz, że wiesz...wiedzieć to jedno, wdrożyć w praktykę życia drugie.
Skoro wiesz, że zmienić możesz siebie to poszukaj tego, co ty możesz zmienić w sobie, nie tego, co mąż powinien zmienić w sobie.
Lubisz siebie? wiem, standardowe pytanie ale...lubisz? Fajna z ciebie kobieta?
Na razie tak z tego co piszemy trochę mi wychodzi, że masz podejście "ja jestem OK, on jest nie-OK".
- Autor: nika1111 Data: 2025-12-11, 02:00:52 Odpowiedz
W jaki?
Przykładowo - Podnosił głos, był wulgarny, do syna zwracał się per "tępaku", "kretynie" (syn jest głębokim dyslektykiem, z zaburzeniami koncentracji uwagi i przetwarzania słuchowego). Moja mama ma w wywiadzie głęboką depresję, ze stanami urojeniowymi, ten tekst, że jestem "psychiczna" był poparty dalej "argumentem" , że "tak jak moja matka", co jednak nie przeszkadzało mu swego czasu w pozostawianiu naszych dzieci pod jej opieką.
Mama jest od lat na lekach, funkcjonuje normalnie.
Synowi kiedyś powiedział, że jak się rozwiedziemy to będzie to jego wina.
Mi po porodzie zabronił korzystać z pomocy bliskich, a sam wracał z pracy o 1 w nocy, z pretensjami, że w kuchni nie jest posprzątane.
Mam dalej wymieniać? Mogę tak długo...
Lubię siebie, lubią mnie ludzie, mam wielu znajomych, parę bliskich przyjaciół. W pracy mam fajne relacje, wykształcenie kierunkowe, dobre stanowisko, chociaż sama praca zaczyna mnie przerastać.
Potrafię bardzo wiele zrobić, z różnych dziedzin, taka Kwiatkowska, co się żadnej pracy nie boi.
Mam wiele zainteresowań,
Żeby było śmieszniej, odnośnie tej metafory muzycznej - mam również wykształcenie muzyczne i bardzo dobry słuch, gram, śpiewam, komponuję...
Nie boję się wyzwań, potrafię przenosić góry, tylko w związku tak to wygląda jak wygląda...
Ja nie jestem w stanie z nim nawiązać dialogu w żadnej sprawie, nawet w prozaicznych kwestiach. Nawet jak coś się uda ustalić to potem i tak on robi co innego.
Mi nie chodzi o to, żeby on się zmienił, tylko żeby był na tyle świadomy siebie i asertywny, żeby była przestrzeń do ustaleń. Nie mam problemu żeby robił co chce, nie oczekuję atencji (to raczej on tego oczekiwał), ja chcę po prostu dialogu dwojga dorosłych ludzi.
Dzieci niemal z niczym do niego nie przychodzą, bo ich traktuje podobnie jak mnie. Nieraz proszą mnie, żebym coś załatwiła z tatą dla nich - a jak pytam dlaczego, to słyszę, że "nie chcą dzwonić do taty bo będzie krzyczał".
Syn kiedyś powiedział mi z płaczem (miał wtedy jakieś 10-11 lat), że on uważa, że tata go nie kocha i że wg taty on jest jego porażką życiową....
Mam udawać, że tego nie było? - Autor: Magdasienudzii Data: 2025-12-11, 09:38:50 Odpowiedz
Nika:
"Dochodzę do wniosku, że muszę sobie pozwolić na to, żeby moje uczucie do niego umarło."
A ja sie tak zastanawiaam czy ty masz uczucie do meza takim jaki on jest, czy jakim on powinien byc - twym zdaniem.
Im bardziej naciskasz, tym bardzies bedzie sie oddalal, bo zwyczajnie czuje sie osaczony.
Tak, Mimbla, ma racje.
Zajmij sie soba, bo zmieniajac, czy "ulepszajac" siebie, to z pozoru swiat wokol sie nie zmienia, a tak naprawde Twoj swiat zmienia sie radykalnie.
Radykalnie na pepszy:)) - Autor: nika1111 Data: 2025-12-11, 10:39:36 Odpowiedz
Ok, rozumiem.
A jak ocenisz to, co napisałam Mimbli w odpowiedzi? O tym jak mnie traktował? - Autor: mimbla1 Data: 2025-12-11, 11:58:00 Odpowiedz
A źle Cię traktował, Nika. To wiemy i to nie budzi niczyich wątpliwości. On sam to przyznał czyli to rzecz ustalona i oczywista. Nie sądzę, żeby ktokolwiek na forum uznał, że on traktował Cię wspaniale, przynajmniej w zakresie komunikacji werbalnej, bo co do działań to zdaje się źle wcale nie było ani nie jest. Sama wymieniłaś te jego pozytywne działania, zakładam, że prawdę piszesz. U niego wydaje się istnieć spory rozziew między czynami i słowami, czyli gada wrednie, a w działaniu wydolny na przyzwoitym poziomie.
Teraz pytanie - jakiego czasu dotyczy to, co napisałaś? Tu i teraz czy przeszłości, czy pomieszane?
On Ci zarzuca między innymi to, że choć przyznał i przeprosił oraz stara się zmienić Ty nadal wyciągasz przeszłość. Obawiam się, że może mieć rację, bo poród to chyba nie sprawa z tu i teraz? Nawet jeśli jemu tego wprost nie wypominasz, w Tobie to nadal żyje i działa na emocje.
Magda napisała, ze go osaczasz. Ja się z nią zgadzam, klimat osaczania czuję silnie. Ścigasz go tą psychologią, zmuszasz do pewnego rodzaju rozmów i rozważań, choć wiele razy wprost mówił, że nie chce takich rozmów. Teraz wyjechał i co - nie odpuściłaś, maila napisałaś, odpowiedział asertywnie, nie odpuściłaś, przesłałaś mu mój tekst na jego temat, żeby "się zapoznał i zastanowił" - toż on wyjechał odpocząć, Nika. Zająć się sobą. Ma do tego prawo.
Nie jesteś w stanie z nim nawiązać dialogu? Nie jesteś. Jedną z przyczyn tego stanu rzeczy jest to, że Ty nie jesteś w stanie dostosować się do niego. Dla Ciebie "dialog" ma tylko jedną wersję, Twoją. Ona tak nie chce, nie umie, psychologii ma po kokardę? Nic to, kontynuujesz wedle swojej wersji.
Jak w komunikacji werbalnej ktoś ma większe umiejętności, a ktoś mniejsze to kto się ma do kogo dostosować celem skutecznego porozumienia? Ten, co jest lepszy, wydolniejszy, sprawniejszy się dostosowuje. Chcesz się z nim dogadać? Dostosuj się do niego, bo on do Ciebie nie jest w stanie. Albo odpuść całość i nie zadręczaj go.
Ty zamykasz przestrzeń do ustaleń. Co najmniej w takim samym stopniu, jak on, tylko w inny sposób.
Podobnie jak z agresją słowną - jego jest prosta, wyraźnie widoczna, ewidentna niczym kij bejsbolowy. Twoja jest ukryta, nie tak jasna dla niewprawnego oka, niczym elegancka szpada albo niewielki ale ostry sztylecik, on nie jest jedynym agresorem werbalnym w tym waszym małżeństwie.
Chcesz, by on był asertywny - a jak jest z Twoją asertywnością względem niego? Szanujesz go? Nie naruszasz jego psychicznego terytorium, nie atakujesz jego granic?
Powiesz, że "za co mam go szanować, traktował mnie ohydnie przecież". No traktował. Twoje prawo odejść. Nawet jeśli coś pojął i się stara zmienić. Bagaż może być zbyt duży, związek nie do uratowania.
Ale zdaj sobie sprawę, że akurat nauczycielką asertywności to dla niego być nie jesteś w stanie - bo sama w relacji z nim asertywna nie jesteś. Chciałabyś dialogu dwojga dorosłych ludzi - Ty nadal rozmawiasz z nim z pozycji skrzywdzonego dziecka, poranionego i cierpiącego.
Jeśli już mnie znielubiaś, trudno :(. Napisałam jak pewne rzeczy widzę na podstawie tego, co opisałaś. Mogę napisać dokładniej, co mi z czego wynika, ale ani nie wiem, czy chcesz, ani czy ma to sens. Tu wedle życzenia. Nie wychodzi mi z tej naszej rozmowy obrazek "on zły, ona dobra" tylko smutny obrazek dwojga ludzi, którzy niszczą się wzajemnie i przestać nie umieją. Przyczyny - po obu stronach.
- Autor: fatum Data: 2025-12-11, 12:30:33 Odpowiedz
Chociaż nie przepadam za Tobą mimbla1, ale masz rację. On i ona są osobami poranionymi. Zmęczonymi sobą. I chyba wygasła między nimi miłość. To tak na szybko. Poza tym w depresji nikt nie myśli o seksie. Nikt! A taka nika1111 tego nie pamięta i zarzuca mężowi bardzo dużo. Ja go lubię. Jest fajny,przystojny i ładnie gada. A ja takich mężczyzn lubię. A co.-:) Pojadę do niej zabiorę jej męża i zobaczymy jej wymądrzanie się. Idę.
- Autor: nika1111 Data: 2025-12-11, 13:27:24 Odpowiedz
Dziękuje za obszerną odpowiedź.
Po kolei...
Gdyby to była wyłącznie przeszłość, to pewnie bym się z tym poukładała - niestety, to są przykłady w dużej mierze z ostatnich tygodni.
Największy żal mam do niego o to, jak traktuje syna.
O porodzie napisałam, żeby dać przykład z czym musiałam się zmierzyć. Zostawiłam to za sobą. Chyba.
"U niego wydaje się istnieć spory rozziew między czynami i słowami, czyli gada wrednie, a w działaniu wydolny na przyzwoitym poziomie."
Tak, to prawda.
Co do osaczania - ale ja się z tym zgadzam. Zresztą sama mu jakiś czas temu napisałam i powiedziałam, że mam świadomość, że sama zaczynam się zachowywać w sposób przemocowy. I że nie lubię siebie takiej. Tyle, że człowiek pod ścianą broni się czym może. Co mam zrobić, skoro nic nie działa? Serio, nie mam pomysłu.
Co mam zrobić, jeżeli setki razy powtarzam mu, że boli mnie jego generalizacja, oceny wzięte z sufitu, jego obojętność, wręcz wrogość wobec syna, a on nadal robi to samo? Syn sam jest w terapii i powiedział ostatnio, że on relację z ojcem skreślił, spisał na straty. I ok, pewnie tu już nie ma wiele do zrobienia czy uratowania (chociaż mnie to boli).
Jak zaakceptować brak bezwarunkowej miłości ojca mojego dziecka do tego dziecka? Nie wiem. Bo umówmy się, ale nazywanie syna "kretynem" raczej pod tę miłość się nie da podciągnąć.
"Bagaż może być zbyt duży, związek nie do uratowania."
Być może. Nie wiem. Wydaje mi się to być mega niesprawiedliwe. Nawet wiem co napiszesz - że życie nie jest sprawiedliwe. Tak, to też wiem. Ale sądzę, że jak ktoś kogoś bardzo skrzywdził, to przynajmniej mógłby chcieć jakoś zaopiekować się emocjami tej osoby, jeżeli już chce z nią zostać.
Mój mąż przypomina mi osobę, która zepsuła jakiś wartościowy przedmiot, doszła więc do wniosku, że kupi sobie nowy, a ten wyrzuci do kosza. Tyle, że ja nie jestem przedmiotem. Mam tylko jedno życie. I mega to trudne, że on to tak traktuje. Ooops, zje....ło się, no trudno. Będzie drugie.
Nauczycielką asertywności nigdy być nie chciałam, sama miałam duży problem z asertywnością, nad którym pracowałam dużo. Jednak prościej się jest komunikować z ludźmi asertywnymi. Oni mówią wprost, ale jednocześnie nie biorą przeciw sobie. To daje przestrzeń do dialogu.
Nie znielubiłam Cię, doceniam szczerość. Uważnie wczytuję się w Twoje widzenie tej sytuacji. Wydaje mi się jednak, że patrzysz na to dość jednostronnie - i to ze strony mojego męża. Gdzie w tym wszystkim jest miejsce dla mnie? Ja mu mam dać prawo do przestrzeni, do odmowy rozmowy, do braku angażu, mam go nie osaczać próbami nawiązania porozumienia, nawiązania dialogu, mam się do niego dostosować... A gdzie jest w tym wszystkim miejsce na związek? Na mnie i moje potrzeby, lęki, deficyty, prawa?
Jestem gotowa na dalsze rozwinięcie tego tematu, bo - tak jak pisałam na samym początku - jestem też otwarta na informację zwrotną. Lubię rozumieć co się dzieje, a że nie wiem, co robić, to szukam odpowiedzi... Tyle że mam wrażenie, że dla mnie tu nie ma miejsca. Ja mam być idealna, to mój mąż ma mieć przestrzeń, żeby czuł się dobrze. Czyli jak zwykle...
- Autor: fatum Data: 2025-12-11, 14:32:49 Odpowiedz
nika1111 łatwiej jest użalać się nad mężem niż zająć się swoją chorobą,depresją. Ty po prostu wciągasz ludzi w swój świat i taka prawda. Wątpię,aby mimbla1 była taka słaba i dała się złapać na Twój haczyk. Nie podejrzewam jej o to. Moim zdaniem to owszem jesteś pacjentką,ale cwaną. Nikogo nie szanujesz. Nikogo. Siebie też nie szanujesz. W ogóle moim zdaniem masz problem z szacunkiem. Nie szanujesz cudzego zdania, czasu, wiedzy,doświadczenia,itd. A depresja robi z Tobą co robi. Teraz wciągasz jeszcze syna i to jest zwyczajnie horror. Pewnie chcesz,abyśmy zmusili Twojego męża do takich zachowań,które sobie wymyśliłaś? A może syn nie spełnia oczekiwań ojca? Wyzwiska nie biorą się z sufitu. Może syn jest leniem patentowym? To są gdybania,ale mam do nich prawo. Skąpy materiał. Tylko Twoja słowa są. Syn i mąż nie mogą się bronić! Sytuacja patowa. Ty serio manipulujesz cokolwiek to znaczy! I na moją kawkę nie zareagowałaś,bo....))))Tak sądzę. Serio. Pa.
- Autor: nika1111 Data: 2025-12-11, 16:03:51 Odpowiedz
Fatum, nie wiem, gdzie Ty tu widzisz brak szacunku z mojej strony, ale chyba nie będę tego zgłębiać.
I po namyśle reszty Twojej odpowiedzi też nie będę komentować. - Autor: fatum Data: 2025-12-11, 18:06:18 Odpowiedz
Prawda boli? Jesteś cwana,ale gubi Ciebie pycha i zazdrość. Tak. Jesteś zwyczajnie zazdrosna o męża sukcesy. Zatem faktycznie, po rozwodzie udowodnisz swoją Wielkość. I ja na pewno płakać nad Tobą nie będę. Jesteś przebiegła jak lisica. Jednak bez męża jesteś nijaka. I dobrze,że dojdzie do rozwodu. Założysz nowy wątek o swoich dokonaniach życiowych. I z radością opiszesz "smutne" życie męża. Mimo tego,chętnie poczytam o Twoich sukcesach i o porażce męża.-:)Kobieto jesteś .....)))). Napiszę już w Twoim 2wątku o porażce męża. A Twoim Wielkim osiągnięciu życiowym. Komedia.
- Autor: nika1111 Data: 2025-12-11, 18:19:32 Odpowiedz
Skąd pomysł, że ja nie mam osiągnięć życiowych?
Naprawdę sądzisz, że buduję sobie na nim swój wizerunek?
Gdybym chciała rozwodu dawno bym się rozwiodła. Powiem więcej - bez orzekania o winie.
Gdybym faktycznie podjęła decyzję o rozwodzie, to wątku by w ogóle nie było, bo moje dylematy nie wynikają z niewiedzy jak wziąć rozwód tylko z niewiedzy jak go nie brać.
Przykro mi, że się nie wpisuję w Twoją narrację, ale nowego wątku nie będzie. :))))
Z budowania poczucia własnej wartości czyimś kosztem dawno wyrosłam.... Twojego podejścia chyba już dalej komentować nie muszę, wszystko można wyczytać między wierszami :))) - Autor: fatum Data: 2025-12-11, 19:00:35 Odpowiedz
Wyobraź sobie,że jestem wyjątkowo bystra w czytaniu pomiędzy wierszami. Jestem też Osobą sensytywną [ tego daru sporo ludzi zazdrości]. I na koniec wklejam Tobie wiadomości_informacje o Piotrze Mosak, którego tutaj zareklamowałaś. I mimbla1 nie usunęła. A zawsze reklamy wywala. Ty też szybko zrób screena z tego co zaraz wkleję o Piotrze Mosak. To prawda, niemożliwe jest, aby jakikolwiek psycholog, a zwłaszcza osoba publiczna taka jak Piotr Mosak, miał wyłącznie pozytywne opinie. Opinie krytyczne i negatywne istnieją i można je znaleźć na tych samych platformach, co pozytywne recenzje.
Zgodnie z wcześniejszym opisem, krytyczne głosy zazwyczaj dotyczą:
Roli telewizyjnej: Widzowie często wyrażają swoje niezadowolenie z konkretnych decyzji eksperta w programie "Ślub od pierwszego wejrzenia", kwestionując jego metody doboru par.
Wypowiedzi medialnych: Niektóre publiczne wypowiedzi Piotra Mosaka na tematy społeczne czy relacyjne wywołują kontrowersje i krytykę w komentarzach w mediach społecznościowych.
Indywidualnego dopasowania: Wśród opinii pacjentów (na portalach typu ABCZdrowie czy ZnanyLekarz) zdarzają się oceny niższe niż maksymalne, gdzie osoby wskazują na brak chemii z terapeutą, odczucie braku zaangażowania lub poczucie, że terapia nie spełniła ich oczekiwań. P.S. zdążyłaś?-:) przed kosą?-:) - Autor: nika1111 Data: 2025-12-11, 20:51:39 Odpowiedz
Widzisz Fatum, ja akurat Piotra Mosaka znam osobiście. :) Bardzo mi w życiu pomógł.
Także opinię mam własną :)))
Bardzo Cię proszę, przestań już do mnie pisać. - Autor: fatum Data: 2025-12-11, 23:10:28 Odpowiedz
Chyba żartujesz! Bezczelnie reklamujesz Piotraj Mosaka i śmiesz mnie pouczać co i komu mam pisać? Jak coś bedzie nie teges z mojej strony,to mimbla1 z radością wywali. Zaczęłaś skromnie,a potem szydło z wora wylazło. Ona zna Piotra Mosaka,ale przyszła na Forum po pomoc. Już dawno nie czytałam takiej ...))). Nie napiszę,bo wiem,że mądry zakuma. I wciągasz ludzi w swój świat i to jest porażające. Ale powtarzam. Cieszę się, że lepiej poznałam prawdziwego pacjenta. Ciebie nika1111
- Autor: nika1111 Data: 2025-12-11, 23:22:41 Odpowiedz
Gratuluję. Rtg w oczach. Bo przecież wszystko o mnie wiesz, mimo że nic nie wiesz.
Jednak Twoja opinia jest tylko.... Twoją opinią. Więc ja sobie zabierz, bo ja jej od Ciebie nie potrzebuję.
Postawiłam Ci granicę - poprosiłam, żebyś już więcej nie pisała do mnie. Postanowiłaś to zignorować, więc ją zignoruję Ciebie. To jest moja ostatnia odpowiedź do Ciebie.
Spokojnej nocy. - Autor: mimbla1 Data: 2025-12-11, 15:52:28 Odpowiedz
Tym niemniej - pomieszałaś przeszłość z teraźniejszością. Z mojego punktu widzenia - zamęt. Ja tego oddzielić nie umiem.
Sprawę dzieci chwilowo odłożę, to pewien podtemat, nie że nieistotny ani że nie boli, ale podtemat. Braku bezwarunkowej miłości do dzieci akceptować nie musisz, ale to jest relacja jego z dziećmi czyli jak sobie pościele tak się wyśpi. Jego relacje i jego problem. Za jego relacje z dziećmi Ty odpowiedzialna nie jesteś.
Jeśli ktoś kogoś skrzywdził to powinien zaopiekować się emocjami tej osoby - błąd w myśleniu.
Zaopiekować się czyimiś emocjami albo się umie albo nie. To jest dar, tego się nie da wyuczyć niczym tabliczki mnożenia. Dlatego między innymi chadzamy do terapeutów, oni się naszymi emocjami opiekują fachowo i uczą nas, jak się samemu tymi swoimi emocjami zaopiekować oraz do kogo w życiu się zwrócić, żeby skuteczne takie zaopiekowanie w realu uzyskać. W relacjach męsko/damskich bardzo często (uwarunkowania kulturowe i osobnicze predyspozycje) mężczyzna tego akurat robić nie umie. Chcesz zaopiekowania się Twoimi emocjami - zrób to sama, nie dajesz rady idź pod stosowny adres. Podobnie jak z opiekowaniem się chorymi - nie każdy jest w stanie zrobić to dobrze i skutecznie i nie jest to wada do wyplenienia tylko cecha osobnicza. Można się nauczyć nie popełniania kardynalnych błędów, ale nie skutecznego zaopiekowania czyimiś emocjami zgodnego z potrzebami osoby wymagającej zaopiekowania nie da się nauczyć. Sorki, taki real. Nie każdy może być dobrą pielęgniarką, także taką "od emocji".
Możliwe, że on już nie chce z Tobą zostać, może nawet jest na granicy wytrzymałości psychicznej? Napisał Ci, że ma myśli samobójcze tylko Ci o tym nie mówi. Ale jak to widzisz - najpierw Cię krzywdził, a teraz ma Ci powiedzieć "Rozwiedźmy się bo mam dość"? Najpierw dręczył, a potem porzuca? No weź... jeśli rozstanie, to powinna być Twoja inicjatywa. Masz pełne prawo nie chcieć dalej, i z tego co pisałaś on się z tym liczy i gotów jest godnie sprostać. Inicjatywa z jego strony to by było kolejne świństwo, a w każdym razie akcja wątpliwa, przynajmniej w ocenie obserwatora zewnętrznego. To by było to, co opisałaś jako "zepsuł i chce wyrzucić". Tkwi i się męczy. Bo ze się męczy na kilometr widać. Nie chcesz wziąć na siebie odpowiedzialności za decyzję o rozstaniu? Niech on wyjdzie z inicjatywą, niech on zdecyduje, a Ty wtedy będziesz mogła mieć do niego kolejne pretensje, że zniszczył i polazł nowego szukać?
Oczywiście, że piszę może nie tak zupełnie jednostronnie, ale usiłuję pokazać to, czego (być może) nie widzisz czyli trochę wchodzę w buty męża. Przyjęcie jego perspektywy Cię ewidentnie przerasta. Co poniekąd zrozumiałe. Ale jak się mówi o związku, to warto przynajmniej spróbować spojrzeć z obu stron. Usiłuję też znaleźć to, co moim zdaniem można jeszcze zrobić czy zmienić. Nie zamierzam iść na łatwiznę i spychać Cię z płota pod hasłem "rzuć tego ohydnego i niereformowalnego przemocowca" czyli przyjąć Twojej perspektywy ani jej wzmacniać.
Dobra, wracamy do dialogu czyli skutecznej komunikacji.
Mąż z tego co piszesz jest ewidentnie prosty, tak językowo. Ty bardzo rozbudowana, rozwinięta, elokwentna. Masz tu solidną przewagę techniczną, sprawniejsza jesteś. Oraz, równolegle - masz swoje emocjonalne obciążenia.
Komunikacja zawsze jest z kimś. Masz partnera technicznie słabszego. Chcesz mu coś skutecznie przekazać - dostosuj się do jego możliwości, w drugą stronę nie pójdzie. Gdybyś miała podobny do niego poziom to masy problemów w komunikacji moglibyście w ogóle nie mieć, wy mówicie innymi językami i to się raczej nie zmieni.
Wyobraź sobie taki dialog
On: wszystko sp...lisz, bo taka po prostu jesteś
Ona: odp...się ode mnie, ty to niby nic nigdy nie sp...liłeś? W ogóle o co ci , k...wa chodzi, z czym masz ten jeb...ny problem?
On : tępa babo, (tu wyłuszcza, o co mu chodzi i co go zirytowało).
Ciąg dalszy może być różny, ale przynajmniej mówią tym samym językiem i szanse na porozumienie mają spore.
Nie że ja Cię zachęcam do tego poziomu komunikacji, ale zrozum, z nim najprawdopodobniej trzeba bardzo prostym językiem, dawać krótkie komunikaty odtąd- dotąd, a nie prowadzić wielogodzinne rozmowy i psychologiczne analizy. Nawet jeśli to trochę zadziałało to już tu się możliwości wyczerpały, on tego ma dość i już.
Jak się za skomplikowanie robi w rozmowie to on czuje się atakowany, ucieka, broni się uogólnieniami niczym maczugą. Co masz zrobić, jak setki razy powtarzasz...przestać powtarzać, na początek. Zrobić zauważalną i odpowiednio długą przerwę w powtarzaniu.
Gdzie jest miejsce dla Ciebie w tym wszystkim? Może obok.
Na razie to Ty mu pewnych praw nie dajesz, nie jesteś w stanie. Być może nie będziesz. Ale nie dajesz.
Twoje potrzeby - można by uznać, ze niektóre możesz zaspokajać w innych niż te z mężem relacjach. Twoje lęki i deficyty? Od tego ma się innych, nie partnera, to są zaszłości. Nikt w związku nie wyrobi stale uzupełniając deficyty partnera. Z lękami może ciut łatwiej, ale też "moje lęki to mój problem" jako zasada. Jeśli akurat partner jest stałym generatorem lęków to trza się ewakuować, ale i lęki i deficyty zwykle mają więcej źródeł niż tylko zachowanie partnera. Partner nie terapeuta. Twoje prawa? W związku zawsze pojawia się punkt, w którym moje słuszne prawa wchodzą w kolizję z równie słusznymi prawami partnera... w każdym związku. Są Twoje prawa i są jego prawa.
Ja mam być idealna, on ma się czuć dobrze...no kurczę, pachnie mi klimatem starszym niż małżeństwo, domem rodzinnym. Taka postawa, nawet jeśli się umocni w związku, musi mieć podatny grunt. Tego to on Ci nie wrył w mózg, tu przyszedł na przygotowane wcześniej i co najwyżej umocnił, nieświadomie.
- Autor: nika1111 Data: 2025-12-11, 16:43:07 Odpowiedz
Hm...
Dom rodzinny - oboje mieliśmy trudne domy. On przemocowy i bez bezwarunkowej miłości, ja - to nawet trudno określić, bo tu była miłość i to bezwarunkowa, ale było mnóstwo innych problemów. Jedna z terapeutek bardzo trafnie to podsumowała, że się do siebie dopasowaliśmy idealnie i korespondujemy ze sobą deficytami.
Musiałabym opisać tu całą naszą historię, a tego nie chcę robić, bo po pierwsze nikomu na to nie wystarczy zasobów by to przeczytać :) a po drugie stalibyśmy się rozpoznawalni, czego oczywiście bym nie chciała.
Nie jestem odpowiedzialna za jego relację z dziećmi, ale jestem odpowiedzialna za dzieci i ich dobrostan. I lata temu jedna z terapeutek doradzała mi poważnie rozważyć odejście, żeby "mąż nie niszczył poczucia wartości dzieci". Niestety nie odeszłam. Piszę "niestety" ponieważ rzeczywiście dzisiaj dzieci maja swoje problemy z jego właśnie powodu. I za to już jestem odpowiedzialna -bo powinnam była ich na to nie narażać. Ale mleko już się wylało. Dzisiaj też wiem, dlaczego wtedy nie odeszłam. Bo byłam współuzależniona od całej tej sytuacji (i to też wiem z terapii).
Co do jego chęci, to on mi parę jak nie paręnaście razy groził rozwodem. Tyle, że to jest takie gadanie. U niego w domu też tak było - najpierw się nawyzywali, potem wszyscy siadali do obiadu i udawali, że nie było tematu. Nieraz mi mówił, że on chce ze mną być, że mnie kocha, że chce się ze mną zestarzeć, a za chwilę słyszałam to, co opisywałam wcześniej. A potem udawał, że nie było tematu. Z czasem zaczęłam się dostosowywać, taka sinusoida, jak mi złość przeszła i trochę ogarnęłam przykrość, to wracałam "do normalności" no bo trzeba było jakoś funkcjonować.
Ja się domyślam, że on się męczy, no ale sorry, mogło być inaczej. Jak poszliśmy na jedną z terapii, całkiem niedawno, to terapeuta powiedział, że "siadamy i ustalamy warunki funkcjonowania", w sensie podziału obowiązków, bo u nas nawet to właściwie nie funkcjonuje - skończyło się na gadaniu, że tak, oczywiście trzeba to zrobić - i na "trzeba" się kończy.
Nie zgodzę się z tym, że on jest prosty w komunikacji - absolutnie nie jest. Musiałabym Ci powiedzieć co robi zawodowo, ale nie ma możliwości poradzić sobie z tym, co robi, mając prostą komunikację. Musisz mi uwierzyć na słowo. Jego praca wymaga też rozumienia związków przyczynowo - skutkowych, zależności między pewnymi zjawiskami - zwłaszcza jak się pracuje, tak jak on, między innymi nad konstruowaniem strategii postępowania z tymi zjawiskami (i tak, chodzi o zjawiska z zakresu psychologii społecznej).
Napisałaś, że wchodzisz w jego buty próbujesz mi pokazać jego perspektywę, która "ewidentnie mnie przerasta" - tymczasem ja od lat nic innego nie robię, tylko próbuję zrozumieć jego perspektywę, żeby jakoś do niego dotrzeć. I nawet terapeutka mi powiedziała, żebym przestała to robić, bo tłumacząc sobie jego zachowania, że "przecież taki i taki miał dom czy doświadczenia, w związku z czym to trzeba zrozumieć i wybaczyc" - działam przeciwko sobie, bo on robi to, co robi, krzywdząc mnie, a ja go usprawiedliwiam, bo przecież on taki biedny i pokiereszowany. Na boga, przecież on nie jest psem ze schroniska, który gryzie, bo nie rozumie, że próbuje się mu pomóc. To jest dorosły człowiek, który 30 lat temu wyszedł z domu rodzinnego ("pozdrowiony" przez ojca słowami "jak ci się nie podoba to wypier.....j") i miał te 30 lat na to, żeby ogarnąć swoje deficyty przynajmniej na tyle, żeby dało się na tym budować relację z drugą osobą.
Powiedz mi Mimbla - a gdyby, hipotetycznie, mój mąz niszczył mnie psychicznie, to też powinnam się zastanawiać, co ze mną nie tak? No bo do tego trochę się to sprowadza...
Dlaczego nie spojrzysz na to też z mojej perspektywy, skoro to ja piszę tu i pytam co z tym wszystkim zrobić?
Wiesz gdzie mój mąż jest prosty językowo? W kontakcie z najbliższymi. Wobec obcych jest inteligentnym, mega elokwentnym gościem, występującym publicznie, mającym setki, jak nie tysiące relacji zawodowych, prowadzącym szkolenia - nie zgadniesz - z relacji biznesowych i - uwaga - również z wywierania wpływu.
I co Ty na to?
Mój mąż nie jest biednym poranionym człowiekiem którego żona tłamsi. Mój mąż odtwarza w naszej relacji swój dom rodzinny, gdzie najbliżsi byli od kopania i budowania sobie ich kosztem poczucia własnej wartości, a obcy od budowania sobie odpowiedniego wizerunku...
Tak, to ten przypadek - "jacy oni szczęśliwi, ogarnięci, tyle lat razem, dom, dzieci, dobre życie". "Nie pije, nie bije, to o co ci chodzi kobieto..."
Ja nie twierdzę, że on chce źle. Wręcz przeciwnie, wierzę, że chce dobrze. On sam tak twierdzi. Tyle, że żeby z kimś budować świadomie relację trzeba tylko i aż słuchać czasami tej drugiej osoby.
Polecam zresztą podcasty Piotra Mosaka - na temat relacji właśnie i roli skutecznej komunikacji. I co jest wg niego najważniejsze.
Widzisz, pojawia się kolejne tło całej tej histori... Może jednak nie jest tak, że mój mąż jest taki prosty i biedny ze mną, która go przerasta poziomem i osacza... Ja raczej nie mogę się pozbyć wrażenia, że on faktycznie ma dosyć, ale na zagłębienie się w temat nie tyle nie ma umiejętności, ale ochoty i walczy zwyczajnie o święty spokój...
Tak, ja wiem, ze to tylko forum i Ty i pewnie nikt na tym wątku nie jest terapeutą, ale i tak warto też spojrzeć głębiej. Wiesz czego między innymi nauczyłam się w terapii? Że jak chcesz coś wiedzieć - pytaj, to Ci otworzy nową perspektywę, zanim coś ocenisz. - Autor: mimbla1 Data: 2025-12-11, 17:33:07 Odpowiedz
Dużo nowych danych i nowy obrazek ...
Piszesz: Powiedz mi Mimbla - a gdyby, hipotetycznie, mój mąz niszczył mnie psychicznie, to też powinnam się zastanawiać, co ze mną nie tak? No bo do tego trochę się to sprowadza...
Owszem powinnaś. Co ze mną nie tak, że na to pozwalam? Co mnie zmusza do zabijającej mnie walki? I nie pisz, że go kochasz, please. Nie masz 15 lat.
Skoro on na zagłębianie się w temat nie ma ochoty, a nie możliwości intelektualnych - odpuść. Idź do dobrego prawnika od rozwodów i zrób mu z d... jesień średniowiecza albo alternatywnie wymiksuj się byle skutecznie nie bawiąc się w wykazywanie, kto winny.
Mając kontrolnie w odwłoku całą jego trudną przeszłość.
I dobrze się do rozwodu przygotuj, i do podziału majątku też - bo przy takich jego możliwościach jak opisałaś prawdopodobne, że jego tekst "jestem w stanie zrozumieć, jak odejdziesz" między bajki można włożyć.
I tyle.
Od człowieka z takim dzieciństwem oczekiwać, że się zaopiekuje Twoimi poranionymi emocjami to jak cudu oczekiwać, i przyznam, cud wydaje się bardziej prawdopodobny. - Autor: mimbla1 Data: 2025-12-11, 19:29:34 Odpowiedz
Niki, zajrzałam sobie do tego pana Mosaka i wiesz co, jak się ma do czynienia z manipulatorem to rady p. Mosaka więcej szkody niż pożytku przyniosą. Ja jestem ostrożna w przypinaniu komuś obcemu łatki "manipulator", ale w kontekście tej dwoistości Twojego męża , rodzaju jego pracy połączonej z tym, co w było jego domu rodzinnym wychodzi mi to jako opcja więcej niż prawdopodobna, niestety.
Wygląda na to, że cię wkręcił i nadal trzyma, umiejętnie i skutecznie. Używając między innymi narzędzi z zakresu "psychologia". Skoro robi w strategiach i psychologii społecznej ... nie ma zmiłuj, umie z narzędzi manipulacyjnych korzystać, w tym musi być dobry i nie wykluczone też szkolony.
W tym momencie ten pierwszy super- poprawny jego tekst, co to prosiłaś o opinię sorki, wygląda inaczej.
Zbyt książkowy i idealny może być jak się ktoś uczy komunikacji prawidłowej i korzysta z gotowca bo sam nie umie, dopiero się uczy. Ale skoro wiem, że ktoś umie (praca zawodowa) to zostaje wariant drugi, "idealnego tekstu" używa w celu czyli wie co robi i po co. Żebyś mianowicie nadal ratowała.
Obie wersje pasują do jakiegoś obrazka, ale są to dwa bardzo odmienne obrazki.
Na to, że on Tobą manipuluje żaden terapeuta nie wpadł? Nie sugerował? Czy sugerował a Ty uznałaś, że to niemożliwe i ta wersja relacji drążona nie była?
- Autor: nika1111 Data: 2025-12-11, 21:21:13 Odpowiedz
Mimbla, Piotra Mosaka znam osobiście, mąż też. Był jednym z naszych terapeutów. I był w tym świetny. Dużo rzeczy nam poukładał. W dużej mierze to on wpłynął na zmiany w mężu. Niestety teraz jest dla nas za drogi.
Co do manipulacji - myślę, że jeżeli nawet mną manipuluje, to raczej niezamierzenie. Ale może robić to intuicyjnie, bo on to czuje. Obiektywnie on ma za sobą naprawdę trudna przeszłość. Ja również. To nam oczywiście nie ułatwia komunikacji. A dodatkowo im dalej w las, tym więcej drzew. Kolejne scysje budują kolejne mury.
No chyba, że jest socjopatą i od lat się maskuje, a ja próbuję go bez sensu zmieniać ;) chociaż ten scenariusz nie wydaje mi się prawdopodobny.
Tak serio, to sądzę, że w środku jest mocno poranionym dzieckiem, które bardzo potrzebuje akceptacji, uznania, docenienia, bardzo tego mało miał w dzieciństwie, właściwie wcale. Ale zanim zorientował się, jak strasznie mnie traktował, zdystansował mnie już tak bardzo, że ja mu nie potrafię tego dać, a na pewno nie w takiej ilości jak jest mu potrzebne.
Jak nie wytrzymywałam i chciałam odejść, to mnie osaczał, zalewał miłością, gdyby mógł to by się ze mną skleił - a ja miałam dosyć, chciałam spokoju, czasu, poukładania ze sobą, to właśnie wtedy powiedziałam mu, żeby się zajął swoim życiem, co on mi do dzisiaj wypomina, że "chcialam to mam".
Niemniej zdystansował mnie jeszcze bardziej.
Gdyby on był dla mnie inny to z czasem pewnie bym się otworzyła i dostałby to, co chce. Ale on nie widzi odcieni szarości między sklejeniem się z drugą osobą, a totalnym odcięciem. Mam poczucie, że teraz próbuje mnie (nieświadomie) "ukarać" za to, że się zdystansowałam.
A ja po prostu chciałabym normalności, dialogu....
Kocham go, bo generalnie jest dobrym człowiekiem tylko w mojej ocenie strasznie w sobie pogubionym. Ale nie chce nic z tym zrobić. Swoimi "naciskami" próbowałam go skłonić do autorefleksji, zastanowienia się nad tym wszystkim, nad naszą relacją. Ale bezskutecznie. Chęci po jego stronie brak.
Wiem, że macie rację, muszę odpuścić. Bałam i boję się tego, bo zwyczajnie spodziewam się, że jeżeli odpuszczę to przestanę go kochać.... I już nie będzie odwrotu... - Autor: Bastia12 Data: 2025-12-11, 22:59:37 Odpowiedz
nika, Ty masz partnera a nie dorosle dziecko do wychowania.
Masz jakies zapedy ;)
Uogolnie troche, ale mezczyzni nie lubia zrzedzacych kobiet. Nie sa w stanie przetrawic tego potoku slow ;))
- Autor: nika1111 Data: 2025-12-11, 23:03:20 Odpowiedz
Gdyby mnie traktował po ludzku to bym nie zrzędziła :))))
- Autor: Bastia12 Data: 2025-12-11, 23:35:09 Odpowiedz
"Gdyby mnie traktował po ludzku to bym nie zrzędziła :))))"
Widzialy galy co braly ;)))
Tak na serio, dzieci podrosly to zabralas sie za wychowanie meza. Pustke trzeba czyms wypelnic. Ty czujesz sie samotna w Twoim malzenstwie i zebrzesz o okruchy uwagi.
Ale mnie nie sluchaj ;) bo ja juz mam drugiego meza :))
- Autor: nika1111 Data: 2025-12-11, 23:57:50 Odpowiedz
No średnio widziały, bo miały 15 lat wtedy :)
Co do pustki, to raczej kwestia rozdźwięku pomiędzy naszym - jego i moim - postrzeganiem rzeczywistości... RE: Potrzebuję oceny sytuacji Bastia12
Autor: fatum Data: 2025-12-12, 11:23:00 Odpowiedz2masz męża? -:) Nieźle.-:)
RE: Potrzebuję oceny sytuacji Bastia12
Autor: Bastia12 Data: 2025-12-13, 15:38:01 OdpowiedzTak fatum, mam nowego meza ;) bo ten poprzedni byl niestrawny:)) Za chlole.re nie chcial sie zmienic ;)
RE: Potrzebuję oceny sytuacji Bastia12
Autor: fatum Data: 2025-12-14, 15:22:36 OdpowiedzA Niemiec to posłuszny jest jak baranek? Komedia.-:) I pewnie w seksie wyluzowany? Masz farta.-:)
RE: Potrzebuję oceny sytuacji Bastia12
Autor: Bastia12 Data: 2025-12-14, 22:43:02 Odpowiedzfatum, trafil mi sie fajny czlowiek. Partner do tanca i rozanca :) Nie chcialabym miec meza poslusznego jak baranek.
Moglby mi sie znudzic ;)) Moj eks byl toksyk, a ja tez, bo inaczej nie bylabym z nim te pare lat.
RE: Potrzebuję oceny sytuacji Bastia12
Autor: fatum Data: 2025-12-15, 11:32:26 OdpowiedzA co się stało,że tak prawie, że normalnie ze mną piszesz? Powiesz prawdę?-:)
RE: Potrzebuję oceny sytuacji Bastia12
Autor: Bastia12 Data: 2025-12-15, 18:30:33 Odpowiedzfatum, traktuje ludzi tak jak mnie traktuja :)) Zadna tajemnica :)
RE: Potrzebuję oceny sytuacji Bastia12
Autor: fatum Data: 2025-12-15, 18:56:03 OdpowiedzZdrowych,pogodnych Świąt B.N. życzę Tobie i Twojej Rodzinie.
RE: Potrzebuję oceny sytuacji Bastia12
Autor: Bastia12 Data: 2025-12-15, 19:24:19 Odpowiedzfatum, dziekuje, ale ja bardziej poganka :))
Niech Ci sie i Twojej rodzinie wiedzie na tym swiecie.
Zycze pokory, bo i tego czasami mi tez brakuje.RE: Potrzebuję oceny sytuacji Bastia12
Autor: TresDiscret Data: 2025-12-15, 19:00:34 Odpowiedz"fatum, traktuje ludzi tak jak mnie traktuja :)) Zadna tajemnica :)"
Dziwne, bo mam wrażenie, że ten akurat przypadek potraktowałaś nadto łaskawie. Mnie cisnęłoby się na usta coś w rodzaju: "Jeśli jesteś tak niezdrowo zainteresowana czyimś życiem prywatnym, a szczególnie seksualnym, jakbyś własnego nie miała, proponuję popytać wśród współparafian zaraz po mszy."RE: Potrzebuję oceny sytuacji Bastia12
Autor: Bastia12 Data: 2025-12-15, 19:17:56 OdpowiedzTD :)) Ja jestem czasami tez i laskawa. Zdarza mi sie nawet nastawic drugi policzek zanim strace cierpliwosc :) To zalezy od sytuacji. Kurcze ze mnie bylaby dobra katoliczka ;)
A chodzi ktos jeszcze do Kosciola poza starowinkami? Kogo bym nie znala to sa rozczarowani ta instytucja.
RE: Potrzebuję oceny sytuacji Bastia12 TD
Autor: fatum Data: 2025-12-16, 00:11:50 OdpowiedzPrzykro mi, że Bastia12 zawiodła Ciebie. A ja jestem zadowolona,że Bastia12 potrafi normalnie już pisać. Wielka rzecz. Może i Ty TD weź przykład z Bastyjki? Potrafisz? Może za 3lata uda się Tobie?Hej!
RE: Potrzebuję oceny sytuacji Bastia12 TD
Autor: TresDiscret Data: 2025-12-21, 08:59:42 Odpowiedz"Przykro mi, że Bastia12 zawiodła Ciebie."
Przykro ci, że coś ci się w główce uroiło.
" A ja jestem zadowolona,że Bastia12 potrafi normalnie już pisać."
Jakie "już"? Nie przypominam sobie, żeby Bastia pisała kiedykolwiek nienormalnie.
"Wielka rzecz"
Zwykła rzecz.
"Może i Ty TD weź przykład z Bastyjki? Potrafisz?"
Nie potrafię. Jesteś zbyt obleśna światopoglądowo i masz mnóstwo przywar, których nie jesteś świadoma, żeby traktować cię normalnie w moim rozumieniu normalności. Zasługujesz najwyżej na sarkazm.
RE: Potrzebuję oceny sytuacji Bastia12 TD
Autor: fatum Data: 2025-12-21, 10:43:01 OdpowiedzTD w takim razie Ci powiem. Za 3lata tutaj! przeprosisz mnie publicznie! Tylko to chcę Ci napisać. Pamiętaj! Zrób sobie zdjęcie tego, ważnego dla Ciebie wpisu! Będzie dla Potomnych informacją i przestrogą! Do..za 3lata! ((((((.
RE: Potrzebuję oceny sytuacji Bastia12 TD
Autor: TresDiscret Data: 2025-12-21, 11:44:01 OdpowiedzOczywiście z tą wróżbą będzie tak samo, jak z całą resztą twoich śmiesznych przewidywań - nie zauważasz, że się nie spełniają i dalej tkwisz w przekonaniu o własnych wróżbiarskich zdolnościach.
Jakieś pięć lat temu na innym forum pewien jegomość o uroczym nicku Judas widział w swojej szklanej kuli moją śmierć, jako skutek zaszczepienia przeciwko covid. Do końca 2024 miało mnie nie być już wśród żywych.
Zatem: tak jak było oczywiste, że nie umrę, tak jest oczywiste, że przed kimś twojego pokroju kajać się nie będę.
RE: Potrzebuję oceny sytuacji Bastia12 TD TD
Autor: fatum Data: 2025-12-22, 00:05:38 OdpowiedzCzasami silny wstyd lub duma blokują zdolność do okazania skruchy. Zamiast zmierzyć się z trudnym uczuciem winy, osoba wybiera postawę obronną.
RE: Potrzebuję oceny sytuacji Bastia12 TD TD
Autor: TresDiscret Data: 2025-12-22, 09:41:28 Odpowiedz"osoba wybiera postawę obronną"
To by wyjaśniało to publiczne rzucanie się niczym wesz na grzebieniu i ciskanie w innych mało pozytywnymi wróżbami i groźbami.RE: Potrzebuję oceny sytuacji Bastia12 TD TD
Autor: fatum Data: 2025-12-22, 10:06:58 OdpowiedzTeż publicznie o mnie piszesz nieprawdę i sądzisz,że to Ci ujdzie na sucho? Bastia12 pokazała Ci, że można być milszą. Dotarło?
RE: Potrzebuję oceny sytuacji Bastia12 TD TD
Autor: TresDiscret Data: 2025-12-22, 13:14:54 OdpowiedzAle że poniosłam lub poniosę jakieś dotkliwe konsekwencje za to, że uważam, iż bycie miłą dla rozpieszczonej i rozhisteryzowanej baby, która nie jest w stanie przetrwać bez nieustannego oceniania wszystkich i wszystkiego, bez prowokowania, otrzymywania pochwał za swoją charytatywną pomocową, profesjonalną działalność tutaj;) i skupiania na sobie uwagi, nie jest konieczne, czy o co chodzi? :) Czy że ja też się domagam bycia miłą dla mnie??? Serio nie kumam :)
Nie widzę powodu, żeby na kpinę w twoim wykonaniu lub inne głupie uwagi reagować pozytywnie. Albo adekwatnie negatywnie, albo wcale (do czego zresztą wrócę za chwilę). Ale to tylko moje zdanie, a nie nakaz naśladowania mnie. Jeśli ktoś woli inaczej i uważa to za słuszne, to jego wybór. Nie mój.
I to by było na tyle. Nie ma co zanudzać innych sprowadzaniem każdego wątku do tematu fatum. Jednakże super byłoby, gdyby fatum ignorowana nie zaczepiała, nie prowokowała, nie łasiła się i nie dostawała wścieku macicy, kiedy nikt nie zwraca na jej pitolenie uwagi.
RE: Potrzebuję oceny sytuacji Bastia12 TD TD
Autor: fatum Data: 2025-12-22, 16:48:14 OdpowiedzTo było niemiłe, nie życzę sobie takich komentarzy.
- Autor: nika1111 Data: 2025-12-11, 23:16:33 Odpowiedz
Gdyby mnie traktował po ludzku to bym nie zrzędziła :))))
- Autor: fatum Data: 2025-12-11, 23:26:39 Odpowiedz
: Potrzebuję oceny sytuacji
Autor: nika1111 Data: 2025-12-11, 23:16:33
Gdyby mnie traktował po ludzku to bym nie zrzędziła :)))) Komedia. !!!! - Autor: mimbla1 Data: 2025-12-12, 17:33:34 Odpowiedz
Niki, czy Ty w tej relacji jesteś od lat nastoletnich? Mąż to Twój "pierwszy i jedyny"? Tak w nawiązaniu do tego , że gały miały 15 lat , jak brały?
Czy mówi Ci coś trójkąt Karpmana?
- Autor: mimbla1 Data: 2025-12-12, 18:51:39 Odpowiedz
@fatum
skasowałam, albowiem wkleiłaś słowo w słowo "przegląd od AI". Sprawdziłam to przed skasowaniem.
- Autor: nika1111 Data: 2025-12-12, 22:26:32 Odpowiedz
Tak.
i
Tak.
:)
Tak, trójkąt Karpmana jest mi doskonane znany. - Autor: mimbla1 Data: 2025-12-13, 16:41:59 Odpowiedz
Nika -
ad. 1 - sporo mi ta informacja wyjaśniła.
Ad. 2 - tak przypuszczałam. Rzecz jasna widzisz to w swoim małżeństwie. Czy uważasz, że jest możliwe przekształcenie tego, co jest, w związek innego typu?
- Autor: nika1111 Data: 2025-12-13, 19:53:31 Odpowiedz
Hej,
Ad. 1. Powiedz coś więcej. :)
Ad. 2. Tak, widzę. Próbuję. Ale bez dojrzałej komunikacji z dwóch stron nie mam szans. - Autor: mimbla1 Data: 2025-12-13, 20:59:36 Odpowiedz
ad. 1 Zobaczyłam coś w sumie rzadko spotykane w realu : to, że Ty w ogóle nie masz porównania, jak jest być w bliskiej relacji z jakimkolwiek innym mężczyzną niż ten konkretny.
Nastolatka, którą wtedy byłaś w tej części życia w pewnym sensie nie dorosła, nie miała szans.
Dorośli nawiązują relacje, zakochują się, są ze sobą ale i się rozstają, szukają, ponoszą porażki, które uświadamiają im, że porażka w związku to nie koniec świata. Ty tego nie znasz, ni w ząb. Nie zaistniał bardzo ważny etap w Twoim życiu. Dla Ciebie stan "jestem singielką" musi być zdecydowanie trudniejszy nawet do wyobrażenia sobie, bo nigdy nią nie byłaś. Dla Ciebie brak męża to jak usunięcie czegoś, co całe życie było i podporą i jednocześnie elementem kształtującym Ciebie - dorosłą. Podporą krzywą, niewygodną - ale podporą.
On Cię ukształtował "pod siebie" również dlatego, że zwyczajnie był i istniał w codzienności, a Ty porównania nie miałaś i nie masz, innego stanu rzeczy nie znasz.
Przez te lata, to, co wniosłaś czyli "bycie Ratowniczką" jako model osobowości umocniło się, ugruntowało i powiązało z konkretnym człowiekiem. Samo bycie Ratowniczką już czyni człeka dysfunkcyjnym, bo ono jest niczym innym niż bardzo silnym wzmocnieniem dobrych i pożądanych cech do stopnia, w którym one stają się już szkodliwe i niszczące dla wszystkich, bo i dla Ratownika i dla jego bliskich.
Co widać idealnie na Twoich dzieciach. "Ratowanie" męża uczyniło ich dzieciństwo ... no obaj synowie ucierpieli, i to zauważalnie. Za to jesteś współodpowiedzialna. Wybrałaś "ratowanie" męża, dzieci za to już płacą i płacić będą.
Całe Twoje życie dorosłe jest ustawione pod "uratuję męża".
Prawidłowej komunikacji nie ma ani z jego strony, ani, paradoksalnie może, także z Twojej. Komunikacja to nie tylko słowa. Komunikujemy też działaniem, zaniechaniem.
Aż się prosi zapytać - jak z seksem? Pytanie intymne, nie za bardzo na forum. Ale gdybym się dowiedziała, że on od lat miewa kochanki, o których nie wiesz, nie byłabym zdziwiona. Bo nie wygląda na to, że euforyzujący seks was silnie wiąże.
ad.2
Próbujesz od 30 lat. Efekty - sama widzisz jakie. Koszt - sama widzisz, jaki. Ty w fatalnym stanie psychiki, a tematu dzieci wolę za bardzo nie rozwijać, bo tu jestem mocno emocjonalna i takich tekstów, jak cytowałaś, zwyczajnie bym nie zdzierżyła, gdyby do mojego dziecka poleciały.
Jeśli ktoś mi dowala powiedzmy moja sprawa, mój wybór, mój ból i moja przykrość. Ale bezbronne dziecko? Moje dziecko? Za które jestem odpowiedzialna, bo samo się nie obroni?
- Autor: nika1111 Data: 2025-12-11, 01:38:24 Odpowiedz
Ja to wszystko wiem..... to co napisałaś teraz i to, co wcześniej.
Wiem to.
Próbuję z tym coś zrobić od niemal 30 lat.
Przerobiłam siebie we wszystkie możliwe strony. Wszystko wiem.
Ale nie wiem, jak to jest możliwe, żeby człowiek, który twierdzi, że mu zależy, że kocha, zachowywał się w ten sposób.
Spróbuję odpuścić. Ale spodziewam się jedynie efektu takiego, że to moje uczucie do niego odejdzie. Bo dla mnie miłość, relacja, to coś więcej niż posiadanie kogoś na kanapie obok...
I może tak będzie lepiej... RE: Potrzebuję oceny sytuacji nika1111
Autor: fatum Data: 2025-12-11, 11:55:10 OdpowiedzSkoro mimbla1 pisze do Ciebie skarbie,to i ja jeszcze pobędę w tym wątku.-:) Popatrz na to zdanie. Upewnij się, że Twoje poczucie własnej wartości nie zależy od tego, czy postrzegasz kogoś innego jako "nie okej". Jak się poczułaś czytaj to konkretne zdanie? Podwójny skarbie?-:)^^^^
- Autor: fatum Data: 2025-12-11, 11:49:46 Odpowiedz
Przejście od osądu do ciekawości i empatii to proces, który wymaga pracy nad sobą, ale prowadzi do zdrowszych i bardziej satysfakcjonujących relacji.P.S. tego uczą na terapii.
- Autor: nika1111 Data: 2025-12-11, 00:19:46 Odpowiedz
Dochodzę do wniosku, że muszę sobie pozwolić na to, żeby moje uczucie do niego umarło. Broniłam się przed tym bardzo długo, bo mam świadomość, że to droga w jedną stronę.
Ale chyba nie mam wyboru... - Autor: Bastia12 Data: 2025-12-09, 17:35:35 Odpowiedz
"Mam wysoką samoświadomość i "ogarnięte" poczucie własnej wartości."
No coz, Ty poszlas dalej. Teraz na sile probujesz zmienic meza, zeby dotrzymal Ci kroku. Nie baw sie w jego terapeutke i nie analizuj caly czas jego zachowania. Nic tak nie wkurza jak upier...liwosc ;)) Wiem wiem, brzydkie slowo ;))
Skoro chcesz sie rozstac to zyj juz tak, jakby bez niego.
Ale jedno musisz wiedziec, ze za zakretem nie zawsze czeka bialy rycerz na koniu ;)
- Autor: nika1111 Data: 2025-12-09, 17:54:18 Odpowiedz
Hej, dzięki za wiadomość :)
Wiesz, dużo generalnie racji w tym co piszesz, bo ja rzeczywiście wiele lat "bawiłam" w terapeutkę męża, ale już mi przeszło. On na tym zresztą skorzystał (sam to stwierdził, zresztą potem potwierdził to też terapeuta), tyle że raczej nasza relacja nie skorzystała.
Jest mi trudno zrezygnować z niego, bo go kocham, ale chyba jeszcze trudniej jest mi znosić to, co robi i mówi.
Wydaje mi się to być niesprawiedliwe (tak, wiem, że to nieracjonalne), że ja przez lata byłam w porządku, a on mnie ranił, potem "zrozumiał" i nadal w wielu sytuacjach robi to samo, ale jednocześnie oczekuje ode mnie, że zapomnę o przeszłości. Bo, jak sam to stwierdził, on się poukładał z tym jaki był i jeżeli będzie musiał ponieść konsekwencje w postaci mojego odejścia, to on jest z tym ok.
Czuję się wykorzystana, mało istotna... ot, Murzyn zrobił swoje, Murzyn może odejść...
Nie liczę na rycerza :) myślę, że dużo musiałoby czasu upłynąć abym odważyła się z kimś związać. Musiałabym go najpierw dobrze "prześwietlić", żeby nie popełniać starych błędów. - Autor: Bastia12 Data: 2025-12-09, 18:26:41 Odpowiedz
Skoro kochasz, to nie ma innego wyjscia jak jemu wybaczyc przeszlosc. Jak wiesz to wplynie na Twoje ozdrowienie.
A wiec oplaca sie :))
Tyle sie poswiecalas, a on nie docenia? Jak wiesz, zadosuczynienie nie bedzie. I co zrobisz?
Znasz to przyslowie? Masz miekkie serce musisz miec twarda pupe ;))
Pewnie zapomnialas juz jak sie czlowiek fajnie czuje wyluzowany?
- Autor: nika1111 Data: 2025-12-10, 00:05:16 Odpowiedz
Problem w tym, że ta przeszłość mnie dosięga codziennie na nowo...
Mąż zrozumiał, że takie teksty nie są Ok, ale nie przeszkadza mu to ich do mnie stosować...
To trochę tak, jakby ktoś miał drugi związek na boku, został przyłapany, potem przeprosił, obiecał, że to skończy, partner wybaczył, a ten ktoś nadal raz na jakiś czas kogoś tam "puknie" na boku, a jak wpadnie to tłumaczy, że przecież to ktoś przypadkowy, a nie stały romans, więc w czym problem...? - Autor: fatum Data: 2025-12-09, 18:14:36 Odpowiedz
nika1111 pisałam, bo mogę jeszcze pisać. Ty możesz nie brać nic dla siebie z tego co pisałam. Poza tym skoro mnie znasz z innych wypowiedzi, to powinnaś uczciwie zaznaczyć,że nie chcesz,abym pisała w Twoim wątku. Logiczne? Nie będziesz dobrym psychologiem, bo jesteś uwarunkowana swoim widzimisię. Ja nie żałuję swojego czasu tutaj. Uczę się, jak przebiegli mogą być pacjenci. A wiedzy nigdy za dużo. Tyle.
- Autor: nika1111 Data: 2025-12-10, 00:00:11 Odpowiedz
Fatum, ale ja nie mam problemu z Twoim pisaniem :) Chcesz, to pisz. Czasami biorę z Twoich wypowiedzi coś dla siebie, chociaż generalnie oceniający i kategoryczny ton większości komentarzy mnie denerwuje. :)
RE: Potrzebuję oceny sytuacji nika1111
Autor: fatum Data: 2025-12-10, 11:51:30 OdpowiedzChyba się posikam ze szczęścia. Osoba potrzebująca pomocy napisała mi tak: "
RE: Potrzebuję oceny sytuacji
Autor: nika1111 Data: 2025-12-10, 00:00:11
Fatum, ale ja nie mam problemu z Twoim pisaniem :) Chcesz, to pisz. Czasami biorę z Twoich wypowiedzi coś dla siebie, chociaż generalnie oceniający i kategoryczny ton większości komentarzy mnie denerwuje. :)
P.S. klękajcie narody. nika1111 pisze, że czasem z moich wypowiedzi bierze sobie coś dla siebie. No, się wzruszyłam. Jednocześnie ta sama nika1111 pisze, ze woli pisanie mimbli1. Ech! Jestem zaaaadoooowooooloooonaaa. Na Forum są ludzie,którzy coś sobie biorą ode mnie. Jestem raaaadooosnaaa. Idę na kawkę. Idziesz nika1111 ze mną?-:) Dam Ci...-:)więcej cukru.-:^^^RE: Potrzebuję oceny sytuacji nika1111
Autor: fatum Data: 2025-12-09, 23:07:28 OdpowiedzPisałam do_dla Ciebie,ale mimbla1 usunęła. Chcę,abyś to wiedziała. Po prostu. I samodzielnie myślała o mnie. Bo mimbla1, to wiadomo jaka jest. W stosunku do mnie oczywiście.
RE: Potrzebuję oceny sytuacji nika1111
Autor: mimbla1 Data: 2025-12-09, 23:22:08 OdpowiedzKasuje posty nie na temat, taka jest. A że akurat twoje? Zacznij na temat pisać, nie ma temat mimbli tylko wątku.
- Autor: fatum Data: 2025-12-09, 11:20:06 Odpowiedz
nika1111 Celem terapii jest nauczenie pacjenta dostrzegania szerszego spektrum możliwości, akceptacji niejednoznaczności i bardziej realistycznej oceny sytuacji.
- Autor: TresDiscret Data: 2025-12-10, 17:10:20 Odpowiedz
"W odpowiedzi otrzymałam to:
"Rozumiem, że jest Ci ciężko. Czy mogę coś zrobić żebyś się lepiej poczuła, nie biorąc przy tym na siebie odpowiedzialności za wszystkie Twoje nieszczęścia? Wiesz, że z wieloma rzeczami się nie zgadzam."
Mam swoje odczucia względem tego tekstu, ale chciałabym poznać Wasze. Jak byście odebrali te słowa?"
Brzmi bardzo poprawnie, przez co sztucznie jednocześnie. Jakby ktoś dokładnie wiedział, co odpowiedzieć, ale tego nie czuł. Taka trochę wyuczona empatia.
Ale to tylko moje pierwsze odczucie i odbiór przez pryzmat własnej nadwrażliwości. - Autor: nika1111 Data: 2025-12-10, 18:29:00 Odpowiedz
Hej, dzięki za odpowiedź.
Trudno mi to skomentować, bo w sumie tego nie wiem... w sensie na ile wyuczona, a na ile faktyczna. Ale zgadzam się, że tak to brzmi i w sumie to by też dużo tłumaczyło. Bo sam fakt, że wyuczona, to pewnie jeszcze nie problem. Tylko gdyby była naturalna, to pewnie wielu innych tekstów, które się przewijają i tu w tym wątku pewnie by nie było, nasz związek byłby na zupełnie innym poziomie... RE: Potrzebuję oceny sytuacji TD
Autor: fatum Data: 2025-12-11, 10:17:17 OdpowiedzWyuczona empatia" sama w sobie nie jest zła. Sposób, w jaki jest stosowana i intencje osoby ją praktykującej, decydują o jej wartości. Jest to narzędzie, które może służyć do budowania mostów i niesienia pomocy, lub, w skrajnych przypadkach, do manipulacji.
RE: Potrzebuję oceny sytuacji TD
Autor: fatum Data: 2025-12-11, 10:27:29 OdpowiedzWyuczona empatia" sama w sobie nie jest zła. Sposób, w jaki jest stosowana i intencje osoby ją praktykującej, decydują o jej wartości. Jest to narzędzie, które może służyć do budowania mostów i niesienia pomocy, lub, w skrajnych przypadkach, do manipulacji.P.S. lepsza taka niż żadna. I od czegoś zacząć trzeba TD. A nie od razu myśleć o manipulacji. Może by tak więcej pozytywności dawać ludziom? Jak Ty TD myślisz?-:) I nie martw się tą Twoją nadwrażliwością. W moim odczuciu nadwrażliwość jest ok. Po prostu.
- Autor: Julia9 Data: 2026-01-01, 16:25:34 Odpowiedz
Cześć Nika,
Napisałaś bardzo ogólnie i nie wiem z jakiego powodu czujesz się przeciążona w relacji.
Natomiast odnosząc się do komunikatu twojego męża odczytałabym to w sposób, że on Cię dostrzega i chciałby Ci ulżyć w twoich problemach ale potrzebuje konkretnej instrukcji od Ciebie jak ma to zrobić. Może być też tak, że jednoczesnie sam czuje się przytłoczony sytuacją między wami. My kobiety często oddajemy odpowiedzialność za nasze własne poczucie szczęscia tej drugiej osobie zapominając, że każdy z nas powinien najpierw potrafić zopiekować się sobą i zadbać o swój dobrostan, bo przecież znamy siebie i swoje potrzeby najlepiej. Kiedy my czujemy się dobrze sami ze sobą nasze relacje też kwitną.
Mam nadzieję, że moja perspektywa będzie przydatna.
Życzę Ci wszystkiego dobrego:)
