Forum dyskusyjne

Trudny chłopak

Autor: Laluna   Data: 2019-12-02, 08:15:45               

Witajcie! Proszę kogoś o poradę, bo prawdę mówiąc nie wiem czy sobie czegoś nie wmawiam czy widzę faktyczny problem. Chodzi o chłopaka z którym jestem od 5 lat. Nagle uznał, że mnie nie kocha. Pierwsze pytanie - czy jestem to możliwe? Jeszcze kilka tygodni przed mówił, że mnie kocha i nie może żyć bez mojej osoby. Jednak z dnia na dzień zmienił zdanie. Uznał, że chce utrzymywać kontakt ale na poziomie koleżeńskim. Chce codziennie sie spotykać tylko nie jako para. Co jest dla mnie dziwne, bo tak jak juz mu powiedziałam - nie potrafię przestać traktować go jak chłopaka zwłaszcza gdy wszystko by wyglądało tak samo... Sytuacja gdzie codziennie spotyka sie była para jest nieco dziwna. To nie ma sensu by codziennie razem chodzić na siłownie, spotykać sie ze znajomymi i jeździć na różnie wypady i wycieczki. Zerwał ze mną bo uznał, że to już najwyższą pora na ustaktowanie się. Podczas gdy ja od jakiś 3 lat spodziewam się od niego jakiegoś kroku dalej. Może faktycznie coś do niego dotarło jednak zachowuje się dziwnie. Zaczynam mieć podejrzenia, że jest jakiś zagubiony, a czasami to mam nawet wrażenie, że ma jakieś delikatne rozdwojenie jaźni. Ciagle wysyła mi sprzeczne sygnały. Ogólnie ta cała sytuacja w której jesteśmy jest chora. Dał nam szansę jednak uznał, że to nie ma sensu. Raz zachowuje się jakby był ze mną na siłę a raz sam powiedzmy że mnie "zaczepia". Miał do mnie żal ze ma tyle i tyle lat i powinien już myśleć żeby się ustatkowac. Ostatnio powiedział mi że będzie ze mną do czasu aż do mnie nie dotrze, że to nie ma sensu albo sobie kogoś nie znajdę. Nie rozumiem tego poświęcenia... Skoro sie nie chce z kimś być to się z nim nie jest... Ciągle próbuje z nim porozmawiać by się otworzył ale nie powiedział mi nic prosto, że mnie nie kocha ani nic. Nawet powiedziałam mu, że jak powie mi prosto z mostu, że mnie nie kocha to skończymy ten związek, tak jak sobie życzy. On nic... jakby się bał albo tak jak ja sądze - chyba sam nie jest pewny tego co robi. Ostatnio uznał , że jednak nie chce mieć dzieci. Pytając się go czy to kwestia tego, że nie chce mieć ich ze mną odpowiedział, że nie chce ich w ogóle, chyba że sytuacja by go do tego zmusiła - wpadka.... Podczas gdy dzień wcześniej mówił że chciałby w ciągu najbliższych 4 lat mieć pierwsze dziecko. Jakiś miesiąc wcześniej sam mi rzucał jakieś podteksty o ciąży itp. Czy przypadkiem nie jestem i czy ma się czegoś spodziewać gdzie nawet nie było do tego podstaw. Postanowiłam, że będę brała tabletki. Ucieszył się bo przecież dzieci mieć nie chce, a ja też nie wyobrażam sobie sytuacji posiadania dziecka z taką osobą i przy takich okolicznościach . Kiedy zaczęłam je brać on zmienił zdanie o 180 stopni. Teraz uważa, że nie powinnam ich brać. Jednak to moja decyzja więc nic mu do tego. Moje zaloty olewa. Próba przytulania go skończyła się odrzuceniem podczas gdy on sam potrafi się do mnie zbliżyć. Rozmawiałam z nim na ten temat, że skoro serio chce to skończyć na normalnym poziomie to niech nie daje mi sprzecznych sygnałów. Przytulanie mnie i całowanie, a potem odrzucanie moich względów miażdżą mi mózg. Sama głupieje. Wydawało mi się, że zrozumiał ale na drugi dzień sam złapał mnie za udo i szczypał po czym zaprosił mnie na kolację. Chyba właściwie odebrałam to jako zaloty... Może on oczekuje, że będę o niego zabiegać? Był chory więc zaproponowałam, że wstąpię do niego ale napisał mi "nie trzeba". Zrobiło mi się przykro i odpisałam mu że chciałam się z nim spotkać po czym odpisał mi z wielką łaską "jak chcesz". Olałam temat i napisałam mu że nic na siłę. Zaczął do mnie pisać że niby jak potem od niego wroce itp. Doszłam do domu i w domu jeszcze raz się odezwałam, że mogę przyjechać przecież sama i wziąć laptopa i coś obejrzymy - nie chciał. Tak więc tym razem temat olałam już całkiem. Dostałam po jakimś czasie sms bym jednak do niego przyjechała. Ostatnia sytuacja - poinformowałam go że na siłownie nie idę więc może przyjść do mnie jeśli ma ochotę. Odpowiedział mi, że on myślał nad jego domkiem żeby spotkac sie jeszcze ze znajomymi. Napisałam że ok. Jednak on uznał że to nie ma sensu bo ja rano muszę wstać i nie będę się zrywać. Mówiłam mu, że nie ma problemu. Bez różnicy czy wyjade od siebie czy od niego ale jak chce. Tak więc skończyło się na tym, że wychodzimy na miasto. Wybral lokal po czym zmienili na inny. Zapytałam sie zwyczajnie czemu akurat ten (zawsze na niego narzekal) Uznał że tam jest jednak ok jedzenie więc tam, a po spotkaniu może pójdziemy do znajomych. Napisałam mu, że nie wiem czy pójdziemy, bo ja rano wstaje by się tak nie nastawiał. Wybuchła awantura... zaczął się rzucać ze wcale nie muszę iść, ze marudzę, że strzelam fochy. Mnie wryło. Próbowałam mu wytłumaczyć, że tu tylko chodzi o to, że chce wcześniej wrócić bo rano wstaję. Nagle sam zaczął pisać że może do mnie przyjść, zamówimy pizze i posiedzimy u mnie. Kazała mu wyluzować ze przecież nic się nie stało że jak się umówiliśmy to idziemy po czym on powiedział, że już wszystko odwołał. Jak mam ochotę to może do mnie przyjść i przestał się do mnie odzywać. Zadzwoniłam w końcu do niego co robimy, bo już sama nie wiedziałam . Rozmawiał ze mną jakby tej całej sytuacji nie było i że jedziemy przecież na miasto . Po ok. 2 minutach zadzwonił, że już mogę po niego jechać. Oczywiście atmosfera była potem jak na stypie i żałowałam że tam pposzłam.Caly wieczór był dziwny. Byłam z nim przez 5 lat, a teraz nie poznaje człowieka... Ja też przestaje widzieć w tym związku sens, to już jest toksyczne ale potrzebuje opinii innej osoby. Gnębi mnie to, że nie mogę go rozgryźć, a mam wrażenie że on potrzebuje jakiejś pomocy. Jest sprzeczny w tym co robi i tym co mówi. Miałam wrażenie że specjalnie wywołał ten dym pod takim pretekstem, bo chyba mu sie cos odwidziało i chciał jednak przyjść do mnie i pobyć sam na sam. Czy może sobie tylko to wmawiam? Może on faktycznie nie chce ze mną już być a ja na siłę doszukuję się jakiś dowodów ?

Odpowiedz


Sortuj:     Pokaż treść wszystkich wpisów w wątku