Forum dyskusyjne

Muszę się komuś wyżalić... problemy rodzinne.

Autor: Panna0nikt   Data: 2019-11-19, 00:16:19               

Hej. Powiedzmy, ze nazywam się Paulina i mam skończone 24 lata. Mam ogromny problem w relacjach z moją mamą i chyba od dłuższego czasu towarzyszy mi cicha depresja. Postaram się skrócić swoją wieloletnią historię do minimum. Zawsze byłam pogodnym, uśmiechniętym dzieckiem. Moja mama związała się z moim tatą po swoim poprzednim małżeństwie z którego mam przyrodnią, starszą siostrę (a w zasadzie to siostry, gdyż tata również był żonaty) Mama jest żywiołową, pełną energii lecz wybuchową i bardzo charakterną kobietą. Nie znosi niewygodnych dyskusji. Tata to zupełne przeciwieństwo, od zawsze byłam jego ukochanym dzieckiem do którego miał najwiecej cierpliwości i miłości, z moją wzajemnością. Problemy zaczęły sie gdy zaczęłam dorastać. Mama nie chciała ze mną wchodzić w dyskusje ani brać pod uwagę mojego zdania, chciała abym ją naśladowała i postępowała według zasad, które wyznacza. Moja starsza siostra w pewnym momencie podświadomie zaczęła nastawiać mnie przeciwko mamie, zauważyła iż mamy konflikt i zaczęła mnie wykorzystywać. Z biegiem czasu dowiedziałam się ze moja siostra jest kleptomanką uzależnioną od hazardu (wcześniej nie rozumiałam dlaczego również ma konflikt z mamą) W domu odkąd pamietam musiałam mieć tajemnice i kłamać aby mieć "spokój" od kłótni z mamą. Np ze 100zl od taty jest na książki do szkoły a nie na wyjście ze znajomymi. Mama po prostu by mi nie dała, nadgorliwie chciała uczyć mnie szacunku do pieniędzy których i tak nigdy nie miałam w zwyczaju wydawać jak jakaś zakupoholiczka, a z jej strony tak to właśnie wyglądało. Dodam, ze mama ciepło, aczkolwiek smutno wspominała swoje czasy z dzieciństwa. Dziadek był wojskowym, twardym facetem a babcia nie miała czasu na sentymenty. Jako nastolatka przeszłam ogromną fazę buntu, miłość z nienawiścią mieszała się w moim sercu w stosunku do mamy, miałam do niej żal o brak zrozumienia - a ona do mnie o brak szacunku. Byłyśmy skłócone do tego stopnia, ze mama zabrała mnie do jakiejs psycholożki u której pamietam ze bardzo się otworzyłam i z każdym slowem łkałam jak niemowlak... na co usłyszałam iz wszystko jest moją winą i powinnam być wdzięczna za każdy gest mojej mamy. Czułam się bardzo poniżona, gdyż nigdy nie chodziło mi o dobra materialne a o akceptację, której nigdy z niewiadomych przyczyn nie dostałam. Im byłam starsza tym bardziej sie uspokajałam, towarzystwo które źle na mnie wpływało coraz mocniej odstawiałam w tyle, lecz z biegiem czasu mama coraz mocniej wypominała mi popełnione błędy. Do dnia dzisiejszego nie potrafi zamknąć przeszłości. I choc bardzo staram się odkupić/ naprawic krzywdy wyrządzone to zawsze cos musi przekreślić moje starania. Mama zawsze mnie kochała, ale czuje jakbym od tamtego czasu musiala sobie na jej miłość zapracować. Od 2015 między nami dzieje się jedna wielka sunosoida, jest świetnie albo tragicznie, lecz ostatnio smak goryczy przelały moje tatuaże. Mama ich nienawidzi, lecz ja uwielbiam. Lubie wyrażać się w taki sposób. Uwielbiam kultury międzynarodowe i to wlasnie sobie tatuuje na ręce. Mama weszła do mojego pokoju ( nigdy nie puka, zawsze o to byla wojna, ostatnio jednak krzyczy ze wchodzi - jak sama mi mówiła - ona jest u siebie, a ja u niej, zarobie to będę miala ) tak jestem na utrzymaniu rodziców * i zobaczyła nowy tatuaż. Wściekła się do tego stopnia ze kazała mi się wy.... prowadzić i wiele innych epitetów rzuciła w moim kierunku. Takich kłótni w moim domu było bardzo duzo, zawsze straszyła mnie wyrzuceniem, wiec tym razem pod wpływem emocji wyprowadziłam się do narzeczonego. Ale bardzo cierpię. Rodzice są wiekowi i wiem, ze nie mam tyle czasu na spędzenie z nimi życia co moi rówieśnicy. Czuje się jakby umarli, albo jakby mi ktoś ich zabil. Chyba jak dotąd tylko tak przeżywałam zerwanie ze swoim pierwszym chłopakiem z którym na start w nastoletnim życiu byłam 4 lata....naprawdę bol jest nie do opisania. Nie rozumiem tego, gdyż zawsze chciałam mieszkać z narzeczonym, ale nigdy w taki sposób. Jest mi żal tego najbardziej, ze wierzyłam iz mama mnie w końcu doceni, zaakceptuje, ze zrekompensujemy sobie te wszystkie lata walk między sobą. Dodam tylko, ze moja starsza siostra zawsze była faworyzowana i mama bardzo często zarzucała mi zazdrości nią czym jeszcze bardziej podsycała mój gniew i żal. Na początku jest ogromny gniew, który wypala gardło.
Potem ogromny smutek, łzy potrafią lecieć strumieniami przez cały dzień, a potem już tylko żałość i leżenie bezczynnie w łóżku wyobrażając sobie życie które nigdy nie będzie realne. Mam tate który oddałby za mnie wszystkie palce u rak i mame, która mimo dobrego serca ( bo wrażliwa jest) nie potrafi otworzyć się przed własną córką. Proszę tylko Was o jedno, powiedzcie mi szczerze, mnie i tak już nic oprócz siebie samej nie zabije - czy to rzeczywiście ja spowodowałam iż moja mama ma mnie tak mocno dosyć? czy faktycznie zasłużyłam na to? Czuje się jak w platonicznej miłości, gdzie dwie osoby które kochają mocno równie silniej walczą ze sobą o pozycje w rodzinnym stadzie. Tylko o co tu walczyć, gdy rodziną jesteśmy My sami?

Odpowiedz


Sortuj:     Pokaż treść wszystkich wpisów w wątku