Forum dyskusyjne

Zazdrość?

Autor: Ellipsis   Data: 2019-11-05, 12:13:15               

Raz już próbowałam się odciąć od tej koleżanki, ale ona wraca zawsze jak bumerang... Poznałam ją jako skromną dziewczynę, fajną, otwartą, sympatyczną. Po kilku latach przelotnej znajomości (różnie bywało) zmieniła się w zazdrośnicę, wiecznie niezadowoloną z życia, narzekającą, jak to ma w życiu ciężko i pod górkę, komentującą wygląd innych dziewczyn, ich status materialny... Mówiła: "ta to się ustawiła..." albo "ta sobie znalazła bogatego męża, widać powinnam wziąć z niej przykład...". I wzięła. Znalazła sobie (a raczej może on ją znalazł). Pracują razem, zresztą ja też, w tej samej na nieszczęście branży i firmie. Zwlekał z oświadczynami więc zaszła z nim w ciążę. Teraz ma być szybki ślub i wesele, na którym mam być gościem... Ostatnio powiedziała mi, nie wiem po co, ile zarabia jej przyszły mąż. Wiedziałam, że jego zarobki są duże, ale chyba nie aż tak. Trochę mi się zrobiło przykro. Mój kochany mąż w życiu tyle nie zarobi, choć pracuje bardzo ciężko, jest bardzo dobrze wykształconym, mądrym człowiekiem, ale jakoś bez smykałki do biznesu. Powiedziała mi o tym taka podekscytowana, zadowolona... Jakby długo na to czekała. A za chwilę dodała, że jej woda sodowa do głowy nie uderzy itp.
Nie wiem, po co mówi mi takie rzeczy-jakim samochodem jeździ, jakie ma mieszkanie, zaczęła teraz się tym chwalić - wcześniej niespecjalnie miała czym, żyła na przeciętnym poziomie, miałyśmy raczej podobne problemy. Denerwuje mnie to. Mąci mój spokój. Nie chcę być już gościem na jej weselu, nie chcę przebywać wśród tego "bananowego" towarzystwa, które stać na wszystko, oprócz kultury (wiem, jak się potrafi zachować czasem taka osoba w pracy, mam do czynienia z ludźmi tego typu). Jestem zazdrosna czy co? Czy po prostu ona chce mi coś pokazać? Udowodnić, że jest w czymś lepsza? Dowartościowuje się w ten sposób? Wcześniej liczyła każdą złotówkę, nie można było pójść z nią na kawę bo skąpiła, ciągle oszczędzała. Teraz wielka pani doradza mi, żebym wzięła sobie "panią do sprzątania", tak jak jej chłopak, jak powiedziałam, że mam w domu bałagan, bo pracuję, mam dziecko i nie mam czasu sprzątać... Jestem zażenowana. Chodzę jak struta, źle na mnie wpływa ta osoba, unikałam jej dłuższy czas, udawało się, potem odnowiła ze mną znajomość, a ja dałam się w to znowu wkręcić. Żałuję bardzo. Znowu muszę się wyplątać z tego.
Mam jej szczerze powiedzieć co myślę i nie pójść na ten ślub tym razem ucinając znajomość kompletnie? Nawet nie mam na to ochoty przebywać wśród tych ludzi na jej weselu. Dla mnie to ten typ kobiety, której jedynym celem w życiu stało się posiadanie bogatego męża i jest dla mnie prawie oczywiste, że to nie była wielka miłość, tylko chłodna kalkulacja... Stronię od takich kobiet, drażnią mnie, próbują błyszczeć w blasku swoich mężów, dodając sobie wartości... Jest atrakcyjną kobietą, podoba się mężczyznom, ale ja też podobno jestem atrakcyjna, nie zwracałam na to raczej nigdy uwagi, mam "męski"styl, nie noszę sukienek, spódniczek, nie doczepiam sobie rzęs... Jestem inna, takie kobiety też lubię. Mam silne poczucie niezależności, również finansowej. Ona jest moim przeciwieństwem. Czy takiej osobie w ogóle jest sens tłumaczyć dlaczego chcę się od niej odciąć? Czy po prostu lepiej przestać odbierać telefony i odbierać wiadomości... A może ja jestem jakaś oderwana od rzeczywistości? Pieniądze są ważne, ale nie najważniejsze. Szukałam mądrego człowieka, z którym spędzę resztę życia. Ale widzę, że świat stoi na czym innym...

Odpowiedz


Sortuj:     Pokaż treść wszystkich wpisów w wątku