Forum dyskusyjne

Sortuj:     Pokaż same tytuły wpisów w wątku
  • Dziwna, patologiczna relacja

    Autor: franciszka92   Data: 2019-10-15, 22:40:05               Odpowiedz

    Witam,

    Zarówno ja jak i mężczyzna który stanowi problem w moim życiu jesteśmy dorosłymi ludźmi, po 30.
    Poznalismy sie kiedy obydowje bylismy w zwiazkach, on spróbował mnie poderwac, odpowiedz z mojej strony była jasna - nie zdradzam mojego partnera i nie toleruje zdrady, wiec temat sie urwał.
    Po jakims czasie los chciał, że rozstałam sie z moim wieloletnim partnerem - ot, wypalenie, uczucie miedzy nami wygasło, bez wiekszych dramatów.
    Jednak zmiana jak to zmiana, jakis kryzys wymagała - kiedy po wielu latach całe zycie zmienia sie całkowicie to jednak łatwe nie jest. I tu znów powrócił ON. Zupełnie przypadkiem, w czasie jakiegos wyjscia na piwo wywiazała sie rozmowa dotyczaca rozstania. Okazało sie ze mamy dosc podobne doswiadczenia z przeszłosci, podobne spojrzenia na wiele spraw, on mne próbował pocieszyc i doradzic jak przejsc przez ta sytuacje, opowiadała o swoich trudnych moemntach. Jednoczescie zaczał sie zalic na swój obecny zwiazek, jak to z jednej strony chciałby sie ustatkowac a z drugiej jednak czuje ze to nie do konca to, ale na podstawie swoich doswiadczen wie ze lepszej dziewczyny nie trafi, wiec pewnie sie oswiadczy. Po czym potrafił dodac ze tak naprawde zawsze marzył o kobiecie z takim charakterem jak ja i szkoda ze sie nie poznalismy wczesniej.
    Nie musze chyba mówic co było potem... duzo znaczacych spojrzen, coraz wiecej rozmów, pisania, zwierzania sie itd. Coraz wiecej wspólnych tematów. Po alkoholu zawsze ta sama kwestia - jestes kobieta moich marzen, mój zwiazek jest fikcyjny.
    Ale ja mimo wszystko byłam uparta - Twój zwiazek nie jest fikcyjny, bo jednak jest. Ja nie toleruje zdrady i nigdy nei wezme w czyms takim udziału. Jednoczesnie podkreslałam ze nie widze szansy na relacje miedzy nami bo oprócz tego ze nie potrafiłąbym zaufac człowiekowi który podrywa mnie bedac w zwiazku, to i bez tego wiem ze nigdy bysmy nei stworzyli dobrego zwiazku bo on ma w głowie nei prawidłowy obraz mnie a ja tez juz zauwazyłam pare istotnych kwestii które byłyby dla mnie nei do przeskoczenia.

    Co jakis czas nastepował przestój w kontaktach (teraz juz wiem, ze próbował sie ode mnie odciac zeby nie psuc swojego zwiazku i maksymalnie ograniczyc kontakt), ale za kazdym razem wracały ze zdwojona intensywnoscia. I tu niestety musze przed sama soba przyznac ze mi coraz bardziej zalezało na powrocie tych kontaktów bo jednak za dobrze sie rozumielismy i moglismy gadac godzinami. W pewnym momencie po kolejnej próbie wymuszenia na mnie zezwolenia na jakakolwiek relacje, wyznał mi miłosc po czym poprosił o miesiac na zakonczenie biezacego zwiazku zebysmy mogli zaczac nowe zycie razem. Nie potraktowałam tego powaznie ale stało sie - my coraz wiecej pisalismy i rozmawialismy, az pewnego dnia jego partnerka znalazła jakies wiadomosci... Wiadomosci nigdy nie przekraczały zadnej granicy, ale trzeba byc głuchym i slepym zeby mimo wszystko nei zauwazyc ze była to dosc bliska emocjonalnie relacja. Przyznał sie jej ze nawiazał bliska relacje z kims ale jej nigdy nie zdradził, że ich zwiazek nie ma przyszłosci itd. Ona potwierdziła ze czuła od dłuzszego czasu i sie tego spodziewala. Rozstali sie w zgodzie ale nie bez dramatów, natomiast on błyskawicznie zaczał nowa relacje ze mna...

    Relacja trwała jakies 2,5 mca. Ja nie chciałam sie wiazac bo uwazałam ze to nie człowiek dla mnie, ze to nie przetrwa. Zamierzałam to zakonczyc w miare szybko. Ale jednoczesnie z kazdym dniem odkrywałam jak bardzo do siebie pasujemy. Obydwoje bylismy w szoku widzac ile nas łaczy bo nigdy sie tego nie spodziewalismy. Od bajecznego seksu po wielogodzinne rozmowy - kto by pomyslal ze mozna to poczuc po 30?
    Tyle ze pojawiły sie tez czarne strony. Otóz odkrywalismy w sobie cechy które jednak wymagały mocnego dotarcia a były w nas obojgu na tyle zakorzenione ze dosc ciezko było cos z tym zrobic bo zadne nie chciało sie zgodzic na zmiane swoich wartosci. Nie mozna powiedziec ze sie ciagle kłócilismy - dorosli, dojrzali ludzie działaja inaczej, były to raczje trudne rozmowy które zdarzały sie coraz czesciej - srednio raz w tygodniu, raz na 2 tygodnie - tak, przy takim stażu nie było ich za wiele
    Pod koniec tego okresu obydwoje, jak sie okazało, tego samego dnia podjelismy taka sama decyzje i postanowilismy porozmawiac o tym zeby to zakonczyc.
    Tu pełna zgoda i radosc, on stwierdził ze po prostu nie potrafi sie zaangazowac, ja ze od poczatku nei chciałam i tyle. Padł pomysł zebysmy przeistoczyli to znajomych w Friends with benefits bo skoro i w łózku jest dobrze i przyjazn spoko to po co to tracic? mielismy sie nie widziec przez jakis czas i dac sobie czas na przemyslenie i zdecydowanie czy zrywamy relacje czy decydujemy sie na FwB.
    O zgrozo, co sie wtedy mojej głowie działo! z przerazeniem odkryłam ze juz dawno przestałam to kontrolowac i oszukiwałam sama siebie mówiac o braku zaangazowania. Bo po prostu sie zakochałąm w tym człowieku. Po tych 2 tygodniach przerwy okazało sie, że on widzac ze jednak jestem zaangazowana uznał ze FwB nie wchodzi w gre bo bedzie mnie ranic. Wiec została opcja spróbujmy sie zaprzyjaznic.... Przy pierwszym spotkaniu przyjacielskim przy drinku i tak sie ze soba przespalismy.
    Przy kolejnym przyznał sie ze zaczał sie z kims spotykac, bez zobowiazan. Mowa była o wspolnej znajomej. Twierdził ze ona wie o tej relacji ale ze jeszcze z nia nie spał, ze to nic dla niego nie znaczy, bardziej zabawa.

    Zanim przejde do dalszej historii wspomne o kilku kwestiach: chłopak pochodził z niepełnej rodziny, kazde z jego rodziców ząłozyło nowe rodziny. Poza tym miał (ma) problemy z wytryskiem (a w zasadzie jego brakiem) i płodnoscia, jednoczesnie twierdzi ze jest niestabilny emocjonalnie i nie potrafi nikogo pokchac ani sie zaangazowac i sam czesciowo tłumaczy czesc tych problemów faktem ze nie osiaga orgazmu.

    I teraz ciag dalszy: sytuacja zakonczyłą sie wielkim dramatem, zerwałam kontakt bo nie byłam w stanie sobie poradzic ze swiadomoscia ze widuje ta druga kobiete ani z mysla ze kiedy on sie nie odzywa to mzoe byc z nia. Było to zbyt trudne. Kobieta zreszta dbała tez o to zeby mocno zaznaczyc swój teren.
    Po 1,5mca walki ze soba, próbowałam też konsultacji z psychologiem, uznałam ze jestem gotowa na utrzymanie z nim kontaktu na stopie przyjacielskiej, ze sie uwolniłam i ułozyłam sobie w głowie. Przyczyna było tez po czesci to ze po drodze stworzylismy grupe znajonych, dosc blisko ze soba zwiazanych i nei chciałam tej grupy rozwijac, a jednoczesnie brakwało mi tego wsparcia emocjonalnego jakiego od dawna juz mi udzielał w ramach przyjazni przed czy w trakcie naszej relacji.
    Nie bedzie zaskoczeniem jak powiem ze bardzo szybko wrócilismy do siebie, on twierdził ze zakonczył relację z tamta kobieta i była pełania szczescia. Czas który obydwoje mielismy na przemyslenia okazał sie pozytywny, nie było wczesniejszych tarc, zrozumielismy bezsensownosc niektórych z naszych kłótnie i nauczylismy sie znalezc wspólne rozwiazania które jest satysfakcjonujacce dla obu stron.
    ale tym razem idylla trwała tylko kilka tygodni... Tamta kobieta nawiazała ze mna kontakt. Okazało sie ze zerwanie z nia kontaktu polegał na tym ze... po prostu zapadł sie dla niej pod ziemie. przestał odpisywac, oddzwaniac. zniknał. Domysliła sie z czego to wynikało wiec postanowiła ze mna porozmawiac zeby zrozumiec skoro z nim sie nie dało.
    Okazało sie ze jego nagła decyzja o rozstaniu wynikała z tego ze mnie z nia zdradził. Ona wtedy nie wiedziała o naszej relacji, powiedział jej dopiero po i zerwał kontakt, potem ten kontakt z nia odnowił, ale dopiero kiedy faktycznie ostateznie sie rozstalismy. Przedstawiła mi tez kilka inncyh faktów, w tym to jak sie o mnie wypowiadał i jak przedstawił nasza relacje.
    Po tej rozmowie byłam przekonana ze chce zakonczyc relacje z nim, jednak po długich przemysleniach postanowłam dac mu szanse sie wypowiedziec. Przyznał sie do zdrady, nie musiałam pytac, przyznał sie do tego ze zamiast szczerze wyjasnic kobiecie sytuacje po prsotu zniknał a mnie okłamał,. Zaprzeczył jednak temu co rzekomo mówił o relacji ze mna. I tu mu uwierzyłam - przez rok przyjazni zauwazyłam ze słowa które rzekoma padły z jego ust to nie sposób w jaki on sie o kimkolwiek wypowiada a juz na pewno nie o byłych partnerkach.
    Chciałam dac mu szanse i wybaczyc pod warunkiem ze pojdzie na terapie, ale... on z tej szansy nie chciał skorzystac. Powiedział ze powinnismy sie rozstac, ze on sie nie nadaje do zwiazku, ze jestem za dobra i nei chce mnie krzywdzic a niestety wie ze by to zrobił po raz kolejny wiec woli sie wycofac.
    Podjelismy decyzje o utrzymaniu przyjazni przynamnej tymczasowo zeby nie rozbijac grupy przyjaciół przez nasze historie.
    Na poczatku nie było łatwo, zdarzyło sie ze ze soba sypialismy ale finalnie po pół roku jestesmy bardzo bliskimi przyjaciółmi. Przestalismy ze soba sypiac na podstawie jego decyzji - ja pewnie sama nigdy bym jej nie podjeła i mimo próby inicjatywy z mojej strony był konsekwetny wiec postanowiłam szanowac jego decyzje.
    On twierdzi ze w jego zyciu nie ma zadnych kobiet, bo nie chce nikogo krzywdzic z powodu swojej niestabilnosci i skupia sie na innych priorytetach. I wierze bo poza wyznaczonymi celami wiekszosc czasu spedza ze mna lub naszymi wspolnymi przyjaciółmi. Nietypowe jest to jednak na czym polega nasza przyjazn: otóz ja nadal go kocham i wylądowałam w przedziwnym friendzone. W czasie wyjazdów zawsze przytulamy sie i spimy w jednym łózku, wszyscy nowo poznani ludzie mysla ze jestesmy para - podobno na podstawie tego jak rozmawiamy i patrzymy na siebie i jak sie w stosunku do siebie zachowujemy. Nasi wspólni znajomi w zasadzie traktuja nas jako pare. Zdarzyło sie ze wyjechalismy na weekend tylko we dwoje bo akurat nikt z paczki nie mógł dołaczyc. Poza tym on dobrze wie o moim uczuciu, cąły czas powtarza ze zadnych kobiet w jego zyciu. Ale jednoczesnie okazuje mi dosc duzo czułosci - oprócz przytulanai w czasie wspólnego snu sa to np buziaki w policzek, ale tez w czoło czy w ramie, troszczy sie o mnie i martwi sie moimi problemami ze zdrowiem. Jest bardzo opiekunczy, pojawia sie gdy widzi ze mam problem i wyczuwa na podstawie mojego zachowania ze jest zle i tak naprawde jest przy mnie zawsze gdy potrzebuje pomocy czy wsparcia. Ja po drodze tez spotykałam sie z kims, chodziłam na randki - po alkoholu powiedział mi o swojej zazdrosci. Jednak innym razem na trzezwo zaprzeczył bo niby czemu miałby byc zazdrosny. Ale w kwestii moich potencjalnych partnerów jest dosc krytyczny - kazda moja randka została przez niegho skrytykowana jako niespełniajaca kryteriów które mogłaby dac mi szczescie. Powtarza ze powinnam sobie znalezc porządnego faceta, ale jednoczescie w jego oczach zaden facet nie jest dla mnie wystarczajaco porzadny,
    Niestety im lepiej go poznaje, im wiecej o nim wiem, tymbardziej upewniam sie ze to człowiek którego kocham i chce kochac i ze mimo wszystko byłabym w stanie podjac kolejna próbe zeby mu zaufac i spróbowac zbudowac zwiazek. Zapytałam go czy nie mozemy byc razem tylko ze wzgledu na jego niestabilnosc i problem z zaangazowaniem czy ze wzgledu na to ze po prostu totalnie do siebie nie pasujemy, mozemy byc swietnymi przyjaciółmi ale nigdy nie stworzylibysmy dobrego zwiazku nawet gdyby był stabilny emocjonalnie. Powedział ze opcja 1 bo wg niego nei da sie ukryc ze bylibysmy idealna para gdyby tylko on potrafił sie zaangazowac.

    A ja mam mętlik w głowie... Z jednej strony kocham i chce go zatrzymac w moim zyciu jak najdłuzej, podswiadomie chyba po prostu próbuje doczekac do momentu w którym on dorosnie do zwiazku, zwłaszcza ze on tez nie ukrywa ze chce mnie w swoim zyciu zatrzymac i ze zalezy mu na mnie jako człowieku/ przyjaciółce.
    Ale z drugiej strony zastanawiam sie ile jeszcze jestem w stanie w tym wytrwac? i co jesli pewnego dnia on pozna kobiete w której sie zakocha, albo nawet zdecyduej sie spotykac z kims bez zobowiazan? jak sobie wtedy poradze? czy uschne z zazdrosci? jak bardzo bede cierpiec?
    I czy sama bede w stanie ułozyc sobie zycie majac tego czowieka cały czas w swoim otoczeniu ? odciecie sie jest trudne nie tylko dlatego ze wiazałoby sie z zerwaniem bardzo bliskiej przyjazni, ale bo jednoczenie któres z nas musiałoby zerwac kilka innych przyjazni i wycofac sie całkowicie z grupy....



    • RE: Dziwna, patologiczna relacja

      Autor: fatum   Data: 2019-10-15, 22:49:19               Odpowiedz

      Komu by chciało się/chce się czytać tak długiego posta?Nikomu moim zdaniem.Napisz od początku i najlepiej w pkt.I mądrze.



      • RE: Dziwna, patologiczna relacja

        Autor: APatia   Data: 2019-10-16, 11:36:04               Odpowiedz

        Ja przeczytałam i miałam wrażenie że czytam o sobie.
        Mi w tej sytuacji pomogło jedno. Całkowite zerwanie kontaktu z tym człowiekiem.
        Ponad pół roku cierpienia, płaczu, problemów ze snem i koncentracją. Ale przynajmniej nie marnuję więcej życia.



        • RE: Dziwna, patologiczna relacja

          Autor: fatum   Data: 2019-10-16, 11:54:14               Odpowiedz

          Ten wątek jest skopiowany z kilku innych starych wątków.Sprawdziłam i nie żałuję,że sprawdziłam dowcipnisia.Przykrzy są tacy dowcipnisie.Bardzo przykrzy.A Ty APatia to już przechodzisz samą siebie.Już Ci pisałam,że ciągle potwierdzasz opisy zaburzonych osób i mówisz,że i tak u Ciebie było.To jest psychiatryczne jak na moje oko.Kiedy pogadasz z psychiatrą Pati?!



          • RE: Dziwna, patologiczna relacja

            Autor: TresDiscret   Data: 2019-10-16, 18:48:18               Odpowiedz

            Które konkretnie fragmenty z których konkretnie wątków zostały skopiowane, pani detektyw?



          • RE: Dziwna, patologiczna relacja

            Autor: franciszka92   Data: 2019-10-16, 19:06:36               Odpowiedz

            Bardzo chciałabym, żeby ta opowieśc była zmyslona albo skopiowana... ale niestety dla mnie nie jest...
            Jest to drugie forum na którym ją zamieszczam, ale zamieszczam pod tym samym nickiem.



          • RE: Dziwna, patologiczna relacja

            Autor: fatum   Data: 2019-10-16, 21:44:07               Odpowiedz

            "Jest to drugie forum na którym ją zamieszczam, ale zamieszczam pod tym samym nickiem." I oczywiście tam pisałaś inaczej?-:)Pękam ze śmiechu.Ciekawe kiedy ten sam tekst zamieścisz na innym,może czwartym Forum.A powiedz mi czemu nie dostałaś pomocy na pierwszym Forum?,mimo,że miałaś nick: franciszka92?



          • RE: Dziwna, patologiczna relacja

            Autor: APatia   Data: 2019-10-17, 01:01:08               Odpowiedz

            Fatum
            Pragnę zauważyć, że utożsamiam się tylko z jednym powtarzającym się wątkiem dotyczącym związku z socjopatą. Bo facet z którym autorka ma do czynienia jest socjopatą.
            I u mnie było podobnie. Byliśmy przyjaciółmi. On był w związku, ja byłam. On chciał zdradzić, ja nie. Potem nasze związki się rozpadły i zeszliśmy się ze sobą. Potem on zdradził, ja wybaczyłam. Było dobrze jakiś czas, a potem nagle oświadczył że znalazł sobie młodszą.
            Ten sam schemat.



      • RE: Dziwna, patologiczna relacja

        Autor: TresDiscret   Data: 2019-10-16, 18:44:36               Odpowiedz

        Ja przeczytałam i ani razu nie pomyślałam, że mnie ta opowieść nudzi. Wręcz przeciwnie. Po tobie spodziewałam się uznania jej za zmyśloną, podczas gdy dla mnie jest ona bardzo prawdopodobna.



        • RE: Dziwna, patologiczna relacja

          Autor: fatum   Data: 2019-10-16, 18:56:56               Odpowiedz

          Dziewczyny to na co czekacie?Pomagajcie!Bzdury pisać to każdy może,ale pomóc?,to z tym to już gorzej!Forum jest dla Wszystkich i miejsca jest dużo.Ale łatwiej jest pisać bzdury niż coś pomocowego.Wniosek?Detyktyw tym razem nie pomoże,bo nie chce pomóc!Zaczeka,aż inni pomogą.Będzie frajda i dla mnie pisać w tym temacie.Życzliwi piszcie.Pomagajcie.Też chętnie sobie Was dla odmiany poczytam.Mam do tego prawo?Mam!



          • RE: Dziwna, patologiczna relacja

            Autor: TresDiscret   Data: 2019-10-16, 19:16:33               Odpowiedz


            Co z tymi fragmentami skopiowanymi z innych wątków, panno pomagająca paplaniną z przerostem formy nad treścią?

            Nigdy nie miałam ambicji pomagania na forum. Wystarczą mi rozmowy z koleżankami i przyjaciółką.

            Dlaczego chcesz autorkę karać brakiem swojej nieocenionej pomocy za to, co ja piszę?



          • RE: Dziwna, patologiczna relacja

            Autor: fatum   Data: 2019-10-16, 22:01:04               Odpowiedz

            "Nigdy nie miałam ambicji pomagania na forum. Wystarczą mi rozmowy z koleżankami i przyjaciółką." To zrób wyjątek i pomóż autorce tego wątku.Tym samym nie ukażesz jej za to,co ja tutaj piszę.-:)Wierzę w twoją nieocenioną pomoc.A rozmawiać zawsze możesz ze swoją przyjaciółką i z koleżankami.Chyba wiedzą,że jesteś tutaj?I co?Popierają twój wybór bycia na tym Forum?Zapytaj je o to.Serio.Może ci coś mądrego powiedzą?A ty o tym tutaj napiszesz i zabłyśniesz jak Gwiazda?Chcesz?Nie zaprzeczaj!Nikt ci nie uwierzy i tak.Trzeba mieć to coś,co ja mam.-:)Dobrej nocy.P.S. to pomożesz tej biednej autorce wątku?Zatem będziesz ją miała na sumieniu,niestety!



    • RE: Dziwna, patologiczna relacja

      Autor: franciszka92   Data: 2019-10-16, 19:20:39               Odpowiedz

      Niestety zerwanie kontaktu jest trudne ze względu na to, że nalezymy do tego samego grona znajomych. Bliskich znajomych, przyjaciół. Wpspólne plany, wyjazdy zaplanowane daleko wprzód które nie zawsze da sie i w sumie nie chce odwołać.
      Ale w zwiazku z najświezszymi wydarzeniami, nieopisanymi wyżej jest na etapie porzadkowania tej relacji i ograniczenia kontaktu, przynajmniej na jakis czas. Raz pomogło mi wyjsc na prosta, licze ze i tym razem sie uda. Nie chce stracic najlepszego przyjaciela jakiego miałam w zyciu. Dlatego za wszelka cene próbuje wyleczyc duszej z tej bezsensownej miłosci, zeby móc docelowo, nawet po jakiejs przerwie, utrzymac relacje przyjacielska.

      Jedyne czego nie potrafie zrozumiec to to co sie stało z moja intuicja... Moja intuicja przez całe zycie była zabójczo niezawodna. W nawet najbardziej absurdalnych sytuacjach potrafiłam bezbłednie zinterpretowac intencje drugiej strony. Przyjaciółki zawsze śmiały sie ze mam jakies urojenia i interpretuje wszystko tak, jak chciałabym zeby było i sobie to wmawiam. Niestety nigdy sie nie pomyliłam w tym. Zawsze okazywało sie ze miałam rację.
      W tym jednym przypadku nie rozumiem co sie stało: moja intuicja od poczatku kazała mi wierzyc w to co mówił o uczuciu do mnie. Wiem, ze to mogła byc naiwnosc ale jego zachowanie w wielu kwestiach to pokazywało i pokazuje nadal. Jego troska o mnie w wielu kwestiach nei wyglada jak troska zwykłego kolegi, jest naprawde szczera ale przekracza granice standardowej troski. Moja intuicja mimo jego deklaracji ze nikt do mnie nei czuje bo nie potrafi kochac i jestem tylko bliska przyjaciółka, kazała mi wierzyc ze prawda jest inna. Że to co kiedys mówił pod wpływem ze kocha i chce byc ze mna ale sie boi ze mnie skrzywdzi i dlatego woli to rozegrac inaczej, jest prawda, mimo tego ile razy pozniej temu zaprzeczał. Mój mózg czyta tą relacje z jego strony jako miłosc, z która on nie potrafi walczyc a jednoczesnie nie potrafi byc ze mna bo ma lek przez zwiazkiem wiec próbuje mnie zatrzymac w swoim zyciu jako przyjaciółke jednoczesnie wmawiajac mi ze nic nie czuje.

      I teraz problem: albo moja intuicja po raz pierwszy zawiodła i to tak na całej linii, i w rzeczywistosci wszystko co on mówi jest prawda a ja zostałam jakas wariatka z obsesja na jego punkcie (chociaz na poczatku to on miał obsesje na moim punkcie, przez długi czas znajomosci dopóki nie zdecydowałam sie zaczac relacji), która on sie okrutnie bawi. Tylko w tej kwestii problem - jaka korzysc miałby z bawienia sie w taki sposób moimi uczuciami? musiałby byc rzeczywiście bardzo chorym człowiekiem jesli to dawałoby mu satysfakcje... Chociaz ja nie wyczuwam tu zadnej próby manipulacji... we wszystkim co robi wyczuwam szczerosc... zreszta nie tylko ja ale i wspolni znajomi, którzy na nas patrza czy obcy ludzie którzy zawsze sa przekonani ze jestesmy para...
      albo moja intuicja jednak po raz kolejny wykryła najbardziej absurdalna historie o jakiej słyszałam a ten człowiek ma niesamowicie silna wole i jest niesamowicie konsekwetny w swoich decyzjach i dlatego zawziecie zaprzecza i oferuje uciecie kontaktu jesli to mi pomoze.



    • RE: Dziwna, patologiczna relacja

      Autor: KarenW   Data: 2019-10-17, 09:14:00               Odpowiedz

      Na tej str.od jakiegoś czasu są teksty pisane jedną ręką w taki sam sposób. Kiedyś były fajne teksty prawdziwe ludzi autentycznych, którzy po dziś dzień poza forum mają ze sobą kontakt.

      A wracając do tematu.......oczywiście ludzie paplają się w dziecinnych relacjach jak 4l.dzieci w piaskownicy nazywając romanse przyjaźnią. Tego typu osoby powinny się zastanowić w jakim celu wtrącają się w cudze związki; chcą poczuć się lepsze........
      A odpowiedzi dlaczego należy szukać w domu rodzinnym.



      • RE: Dziwna, patologiczna relacja

        Autor: fatum   Data: 2019-10-17, 10:16:45               Odpowiedz

        A tutaj zauważ KarenW jakie inne spojrzenie ma Kobieta:MAMA&M "" Po 10 latach wspólnego życia z Panem Mężem wiem, że dom rodzinny ma ogromne znaczenie w budowaniu własnej rodziny, ale dzieciństwo i jego jakość nie jest jedynym warunkiem szczęścia w dorosłym życiu. Nie wiem, czy zmieniłabym swoje najmłodsze lata na inne, dom na inny... chyba nie... to spowodowało, że dziś jestem silna, bardzo odporna na krytykę i wiem, kiedy zasygnalizować, a nawet powiedzieć wprost, że czegoś sobie nie życzę, kulturalnie (jak teść) i mniej kulturalnie (jak ojciec).""



      • RE: Dziwna, patologiczna relacja

        Autor: fatum   Data: 2019-10-17, 10:26:32               Odpowiedz

        """A tutaj zauważ KarenW jakie inne spojrzenie ma Kobieta:MAMA&M "" Po 10 latach wspólnego życia z Panem Mężem wiem, że dom rodzinny ma ogromne znaczenie w budowaniu własnej rodziny, ale dzieciństwo i jego jakość nie jest jedynym warunkiem szczęścia w dorosłym życiu. Nie wiem, czy zmieniłabym swoje najmłodsze lata na inne, dom na inny... chyba nie... to spowodowało, że dziś jestem silna, bardzo odporna na krytykę i wiem, kiedy zasygnalizować, a nawet powiedzieć wprost, że czegoś sobie nie życzę, kulturalnie (jak teść) i mniej kulturalnie (jak ojciec)."""



      • RE: Dziwna, patologiczna relacja

        Autor: APatia   Data: 2019-10-17, 11:56:45               Odpowiedz

        Bardzo często romanse zaczynają się między ludźmi, których na początku łączy aż przyjaźń.
        Potem nie jest to już przyjaźń tylko coś silniejszego. Dla niektórych jest to miłość, dla innych coś pomiędzy miłością i przyjaźnią.
        Tego typu osoby nie zawsze wtrącają się w cudze związki. Ja np.sie nie wtrącałam. Chyba że wtrącaniem się nazywamy rozmowy dwóch przyjaciół na temat ich związków. Opowiadanie sobie o problemach i radościach. Słuchanie porad drugiej strony.



        • RE: Dziwna, patologiczna relacja

          Autor: fatum   Data: 2019-10-17, 15:53:53               Odpowiedz

          I ciągłe spoglądanie w kierunku rozporka.Baby samotne są tak odrażające,że szkoda mi słów.Normalnie włażą same do krocza męskiego i udają/rżną głupa na całego.Świat idzie w kierunku przepaści.Masakra!



          • RE: Dziwna, patologiczna relacja

            Autor: TresDiscret   Data: 2019-10-17, 18:49:00               Odpowiedz

            1. Takie generalizowanie jest krzywdzące dla samotnych kobiet.
            2. Nawet jeśli w większości przypadków masz rację, nie powinno cię to obchodzić. W żaden sposób cię to nie dotyczy.
            3. To naturalne, że ktoś samotny usiłuje wypełnić brak.
            4. Mimo, iż jestem samotna, nie flirtuję na forach.
            5. Z powodu sporego (czasem zbyt duzego) zainteresowania ze strony mężczyzn i z paru innych istotniejszych powodów narzuciłam sobie pewne zasady, których się trzymam niczym święta Cecylia.
            6. Jakieś jeszcze uwagi i głupawe uogolnienia na temat ludzi, o których nie masz zielonego pojęcia, moralizatorko - teoretyczko?
            7. Twoje wścibstwo, czyli powód dla którego przesiadujesz tu, z lubością wkładając nochal w najintymniejsze sprawy ludzi chwilowo pogubionych i szukających odpowiedzi, jest więcej niż odrażające.



          • RE: Dziwna, patologiczna relacja

            Autor: fatum   Data: 2019-10-17, 19:27:43               Odpowiedz

            Skoro wspominasz świętą Cecylię to sądzę,że będziesz od teraz,aż do końca swoich szarych dni tylko i wyłącznie szanowała Rzeczywistość ściśle związaną ze świętą Cecylią.Oczywiście musisz temat przemyśleć,by nie obrazić świętej Cecyli.Zatem weź się do rzetelnej roboty fizycznej,psychicznej i Duchowej!!!!!!!!!



          • RE: Dziwna, patologiczna relacja

            Autor: fatum   Data: 2019-10-17, 19:40:45               Odpowiedz

            P.S. będę napominać te wszystkie wstrętne baby,które czepiają się cudzych rozporków i z lubieżnością patrzą w męskie krocza.Koniec z tym i kropka.Trzeba nareszcie oczyścić Atmosferę brudnych myśli,pragnień,zachowań.I tyle w temacie samotnych Kobiet.Będę je napiętnowała.Mogę to akurat robić i to robię.



          • RE: Dziwna, patologiczna relacja

            Autor: TresDiscret   Data: 2019-10-17, 20:02:59               Odpowiedz

            Hmmm... Może jako kobieta niebędąca obecnie w związku, dla której zajęci mężczyźni są aseksualni i absolutnie niezdolnam do wykrzesania z siebie w ich kierunku uczuć głębszych niż sympatia, powinnam piętnować flirtujące zamężne kobiety?.... Hmmm.... Eee, nie, to nie moja sprawa.

            Jako że odbiór masz tu raczej mizerny, proponuję sporządzić transparent i raźno wyruszyć w teren celem oczyszczania atmosfery z brudnych, ludzkich myśli.

            Dość zabawna z Ciebie istota.



          • RE: Dziwna, patologiczna relacja

            Autor: APatia   Data: 2019-10-17, 20:17:12               Odpowiedz

            Uffff całe szczęście, że jestem babą bez faceta, a nie babą samotną. Strach pomyśleć ile mogłabym męskich kroczy odwiedzić gdybym była samotna ;-)



          • RE: Dziwna, patologiczna relacja

            Autor: fatum   Data: 2019-10-17, 21:11:37               Odpowiedz

            APatia to dopiero niewiniątko.Chodzi na imprezy i flirtuje na maksa i tylko zerka,by ktoś nie zauważył jej "absolutnej niewinności".Pozwala się obmacywać i potem rżnie głupa,że jest jej strasznie przykro,że jakiś napity popapraniec mówi jej "pijackie" słowa.Ale i tak APatia jest szczęśliwa z tych odpadków.Tutaj robi z siebie osobę,która omija łukiem męskie krocza.Boki zrywać.




          • RE: Dziwna, patologiczna relacja

            Autor: fatum   Data: 2019-10-17, 21:17:00               Odpowiedz

            P.S. Adamos325 powinien zabrać głos w ważnym społecznie temacie.Wiem.Nic na siłę,ale Etyka wzywa!



          • RE: Dziwna, patologiczna relacja

            Autor: APatia   Data: 2019-10-17, 23:16:53               Odpowiedz

            Ależ ty masz fantazję :-D
            Ja i imprezy! Haha. I jeszcze POZWALAM się obmacywać! Boki zrywać.