Forum dyskusyjne

Dziwna, patologiczna relacja

Autor: franciszka92   Data: 2019-10-15, 22:40:05               

Witam,

Zarówno ja jak i mężczyzna który stanowi problem w moim życiu jesteśmy dorosłymi ludźmi, po 30.
Poznalismy sie kiedy obydowje bylismy w zwiazkach, on spróbował mnie poderwac, odpowiedz z mojej strony była jasna - nie zdradzam mojego partnera i nie toleruje zdrady, wiec temat sie urwał.
Po jakims czasie los chciał, że rozstałam sie z moim wieloletnim partnerem - ot, wypalenie, uczucie miedzy nami wygasło, bez wiekszych dramatów.
Jednak zmiana jak to zmiana, jakis kryzys wymagała - kiedy po wielu latach całe zycie zmienia sie całkowicie to jednak łatwe nie jest. I tu znów powrócił ON. Zupełnie przypadkiem, w czasie jakiegos wyjscia na piwo wywiazała sie rozmowa dotyczaca rozstania. Okazało sie ze mamy dosc podobne doswiadczenia z przeszłosci, podobne spojrzenia na wiele spraw, on mne próbował pocieszyc i doradzic jak przejsc przez ta sytuacje, opowiadała o swoich trudnych moemntach. Jednoczescie zaczał sie zalic na swój obecny zwiazek, jak to z jednej strony chciałby sie ustatkowac a z drugiej jednak czuje ze to nie do konca to, ale na podstawie swoich doswiadczen wie ze lepszej dziewczyny nie trafi, wiec pewnie sie oswiadczy. Po czym potrafił dodac ze tak naprawde zawsze marzył o kobiecie z takim charakterem jak ja i szkoda ze sie nie poznalismy wczesniej.
Nie musze chyba mówic co było potem... duzo znaczacych spojrzen, coraz wiecej rozmów, pisania, zwierzania sie itd. Coraz wiecej wspólnych tematów. Po alkoholu zawsze ta sama kwestia - jestes kobieta moich marzen, mój zwiazek jest fikcyjny.
Ale ja mimo wszystko byłam uparta - Twój zwiazek nie jest fikcyjny, bo jednak jest. Ja nie toleruje zdrady i nigdy nei wezme w czyms takim udziału. Jednoczesnie podkreslałam ze nie widze szansy na relacje miedzy nami bo oprócz tego ze nie potrafiłąbym zaufac człowiekowi który podrywa mnie bedac w zwiazku, to i bez tego wiem ze nigdy bysmy nei stworzyli dobrego zwiazku bo on ma w głowie nei prawidłowy obraz mnie a ja tez juz zauwazyłam pare istotnych kwestii które byłyby dla mnie nei do przeskoczenia.

Co jakis czas nastepował przestój w kontaktach (teraz juz wiem, ze próbował sie ode mnie odciac zeby nie psuc swojego zwiazku i maksymalnie ograniczyc kontakt), ale za kazdym razem wracały ze zdwojona intensywnoscia. I tu niestety musze przed sama soba przyznac ze mi coraz bardziej zalezało na powrocie tych kontaktów bo jednak za dobrze sie rozumielismy i moglismy gadac godzinami. W pewnym momencie po kolejnej próbie wymuszenia na mnie zezwolenia na jakakolwiek relacje, wyznał mi miłosc po czym poprosił o miesiac na zakonczenie biezacego zwiazku zebysmy mogli zaczac nowe zycie razem. Nie potraktowałam tego powaznie ale stało sie - my coraz wiecej pisalismy i rozmawialismy, az pewnego dnia jego partnerka znalazła jakies wiadomosci... Wiadomosci nigdy nie przekraczały zadnej granicy, ale trzeba byc głuchym i slepym zeby mimo wszystko nei zauwazyc ze była to dosc bliska emocjonalnie relacja. Przyznał sie jej ze nawiazał bliska relacje z kims ale jej nigdy nie zdradził, że ich zwiazek nie ma przyszłosci itd. Ona potwierdziła ze czuła od dłuzszego czasu i sie tego spodziewala. Rozstali sie w zgodzie ale nie bez dramatów, natomiast on błyskawicznie zaczał nowa relacje ze mna...

Relacja trwała jakies 2,5 mca. Ja nie chciałam sie wiazac bo uwazałam ze to nie człowiek dla mnie, ze to nie przetrwa. Zamierzałam to zakonczyc w miare szybko. Ale jednoczesnie z kazdym dniem odkrywałam jak bardzo do siebie pasujemy. Obydwoje bylismy w szoku widzac ile nas łaczy bo nigdy sie tego nie spodziewalismy. Od bajecznego seksu po wielogodzinne rozmowy - kto by pomyslal ze mozna to poczuc po 30?
Tyle ze pojawiły sie tez czarne strony. Otóz odkrywalismy w sobie cechy które jednak wymagały mocnego dotarcia a były w nas obojgu na tyle zakorzenione ze dosc ciezko było cos z tym zrobic bo zadne nie chciało sie zgodzic na zmiane swoich wartosci. Nie mozna powiedziec ze sie ciagle kłócilismy - dorosli, dojrzali ludzie działaja inaczej, były to raczje trudne rozmowy które zdarzały sie coraz czesciej - srednio raz w tygodniu, raz na 2 tygodnie - tak, przy takim stażu nie było ich za wiele
Pod koniec tego okresu obydwoje, jak sie okazało, tego samego dnia podjelismy taka sama decyzje i postanowilismy porozmawiac o tym zeby to zakonczyc.
Tu pełna zgoda i radosc, on stwierdził ze po prostu nie potrafi sie zaangazowac, ja ze od poczatku nei chciałam i tyle. Padł pomysł zebysmy przeistoczyli to znajomych w Friends with benefits bo skoro i w łózku jest dobrze i przyjazn spoko to po co to tracic? mielismy sie nie widziec przez jakis czas i dac sobie czas na przemyslenie i zdecydowanie czy zrywamy relacje czy decydujemy sie na FwB.
O zgrozo, co sie wtedy mojej głowie działo! z przerazeniem odkryłam ze juz dawno przestałam to kontrolowac i oszukiwałam sama siebie mówiac o braku zaangazowania. Bo po prostu sie zakochałąm w tym człowieku. Po tych 2 tygodniach przerwy okazało sie, że on widzac ze jednak jestem zaangazowana uznał ze FwB nie wchodzi w gre bo bedzie mnie ranic. Wiec została opcja spróbujmy sie zaprzyjaznic.... Przy pierwszym spotkaniu przyjacielskim przy drinku i tak sie ze soba przespalismy.
Przy kolejnym przyznał sie ze zaczał sie z kims spotykac, bez zobowiazan. Mowa była o wspolnej znajomej. Twierdził ze ona wie o tej relacji ale ze jeszcze z nia nie spał, ze to nic dla niego nie znaczy, bardziej zabawa.

Zanim przejde do dalszej historii wspomne o kilku kwestiach: chłopak pochodził z niepełnej rodziny, kazde z jego rodziców ząłozyło nowe rodziny. Poza tym miał (ma) problemy z wytryskiem (a w zasadzie jego brakiem) i płodnoscia, jednoczesnie twierdzi ze jest niestabilny emocjonalnie i nie potrafi nikogo pokchac ani sie zaangazowac i sam czesciowo tłumaczy czesc tych problemów faktem ze nie osiaga orgazmu.

I teraz ciag dalszy: sytuacja zakonczyłą sie wielkim dramatem, zerwałam kontakt bo nie byłam w stanie sobie poradzic ze swiadomoscia ze widuje ta druga kobiete ani z mysla ze kiedy on sie nie odzywa to mzoe byc z nia. Było to zbyt trudne. Kobieta zreszta dbała tez o to zeby mocno zaznaczyc swój teren.
Po 1,5mca walki ze soba, próbowałam też konsultacji z psychologiem, uznałam ze jestem gotowa na utrzymanie z nim kontaktu na stopie przyjacielskiej, ze sie uwolniłam i ułozyłam sobie w głowie. Przyczyna było tez po czesci to ze po drodze stworzylismy grupe znajonych, dosc blisko ze soba zwiazanych i nei chciałam tej grupy rozwijac, a jednoczesnie brakwało mi tego wsparcia emocjonalnego jakiego od dawna juz mi udzielał w ramach przyjazni przed czy w trakcie naszej relacji.
Nie bedzie zaskoczeniem jak powiem ze bardzo szybko wrócilismy do siebie, on twierdził ze zakonczył relację z tamta kobieta i była pełania szczescia. Czas który obydwoje mielismy na przemyslenia okazał sie pozytywny, nie było wczesniejszych tarc, zrozumielismy bezsensownosc niektórych z naszych kłótnie i nauczylismy sie znalezc wspólne rozwiazania które jest satysfakcjonujacce dla obu stron.
ale tym razem idylla trwała tylko kilka tygodni... Tamta kobieta nawiazała ze mna kontakt. Okazało sie ze zerwanie z nia kontaktu polegał na tym ze... po prostu zapadł sie dla niej pod ziemie. przestał odpisywac, oddzwaniac. zniknał. Domysliła sie z czego to wynikało wiec postanowiła ze mna porozmawiac zeby zrozumiec skoro z nim sie nie dało.
Okazało sie ze jego nagła decyzja o rozstaniu wynikała z tego ze mnie z nia zdradził. Ona wtedy nie wiedziała o naszej relacji, powiedział jej dopiero po i zerwał kontakt, potem ten kontakt z nia odnowił, ale dopiero kiedy faktycznie ostateznie sie rozstalismy. Przedstawiła mi tez kilka inncyh faktów, w tym to jak sie o mnie wypowiadał i jak przedstawił nasza relacje.
Po tej rozmowie byłam przekonana ze chce zakonczyc relacje z nim, jednak po długich przemysleniach postanowłam dac mu szanse sie wypowiedziec. Przyznał sie do zdrady, nie musiałam pytac, przyznał sie do tego ze zamiast szczerze wyjasnic kobiecie sytuacje po prsotu zniknał a mnie okłamał,. Zaprzeczył jednak temu co rzekomo mówił o relacji ze mna. I tu mu uwierzyłam - przez rok przyjazni zauwazyłam ze słowa które rzekoma padły z jego ust to nie sposób w jaki on sie o kimkolwiek wypowiada a juz na pewno nie o byłych partnerkach.
Chciałam dac mu szanse i wybaczyc pod warunkiem ze pojdzie na terapie, ale... on z tej szansy nie chciał skorzystac. Powiedział ze powinnismy sie rozstac, ze on sie nie nadaje do zwiazku, ze jestem za dobra i nei chce mnie krzywdzic a niestety wie ze by to zrobił po raz kolejny wiec woli sie wycofac.
Podjelismy decyzje o utrzymaniu przyjazni przynamnej tymczasowo zeby nie rozbijac grupy przyjaciół przez nasze historie.
Na poczatku nie było łatwo, zdarzyło sie ze ze soba sypialismy ale finalnie po pół roku jestesmy bardzo bliskimi przyjaciółmi. Przestalismy ze soba sypiac na podstawie jego decyzji - ja pewnie sama nigdy bym jej nie podjeła i mimo próby inicjatywy z mojej strony był konsekwetny wiec postanowiłam szanowac jego decyzje.
On twierdzi ze w jego zyciu nie ma zadnych kobiet, bo nie chce nikogo krzywdzic z powodu swojej niestabilnosci i skupia sie na innych priorytetach. I wierze bo poza wyznaczonymi celami wiekszosc czasu spedza ze mna lub naszymi wspolnymi przyjaciółmi. Nietypowe jest to jednak na czym polega nasza przyjazn: otóz ja nadal go kocham i wylądowałam w przedziwnym friendzone. W czasie wyjazdów zawsze przytulamy sie i spimy w jednym łózku, wszyscy nowo poznani ludzie mysla ze jestesmy para - podobno na podstawie tego jak rozmawiamy i patrzymy na siebie i jak sie w stosunku do siebie zachowujemy. Nasi wspólni znajomi w zasadzie traktuja nas jako pare. Zdarzyło sie ze wyjechalismy na weekend tylko we dwoje bo akurat nikt z paczki nie mógł dołaczyc. Poza tym on dobrze wie o moim uczuciu, cąły czas powtarza ze zadnych kobiet w jego zyciu. Ale jednoczesnie okazuje mi dosc duzo czułosci - oprócz przytulanai w czasie wspólnego snu sa to np buziaki w policzek, ale tez w czoło czy w ramie, troszczy sie o mnie i martwi sie moimi problemami ze zdrowiem. Jest bardzo opiekunczy, pojawia sie gdy widzi ze mam problem i wyczuwa na podstawie mojego zachowania ze jest zle i tak naprawde jest przy mnie zawsze gdy potrzebuje pomocy czy wsparcia. Ja po drodze tez spotykałam sie z kims, chodziłam na randki - po alkoholu powiedział mi o swojej zazdrosci. Jednak innym razem na trzezwo zaprzeczył bo niby czemu miałby byc zazdrosny. Ale w kwestii moich potencjalnych partnerów jest dosc krytyczny - kazda moja randka została przez niegho skrytykowana jako niespełniajaca kryteriów które mogłaby dac mi szczescie. Powtarza ze powinnam sobie znalezc porządnego faceta, ale jednoczescie w jego oczach zaden facet nie jest dla mnie wystarczajaco porzadny,
Niestety im lepiej go poznaje, im wiecej o nim wiem, tymbardziej upewniam sie ze to człowiek którego kocham i chce kochac i ze mimo wszystko byłabym w stanie podjac kolejna próbe zeby mu zaufac i spróbowac zbudowac zwiazek. Zapytałam go czy nie mozemy byc razem tylko ze wzgledu na jego niestabilnosc i problem z zaangazowaniem czy ze wzgledu na to ze po prostu totalnie do siebie nie pasujemy, mozemy byc swietnymi przyjaciółmi ale nigdy nie stworzylibysmy dobrego zwiazku nawet gdyby był stabilny emocjonalnie. Powedział ze opcja 1 bo wg niego nei da sie ukryc ze bylibysmy idealna para gdyby tylko on potrafił sie zaangazowac.

A ja mam mętlik w głowie... Z jednej strony kocham i chce go zatrzymac w moim zyciu jak najdłuzej, podswiadomie chyba po prostu próbuje doczekac do momentu w którym on dorosnie do zwiazku, zwłaszcza ze on tez nie ukrywa ze chce mnie w swoim zyciu zatrzymac i ze zalezy mu na mnie jako człowieku/ przyjaciółce.
Ale z drugiej strony zastanawiam sie ile jeszcze jestem w stanie w tym wytrwac? i co jesli pewnego dnia on pozna kobiete w której sie zakocha, albo nawet zdecyduej sie spotykac z kims bez zobowiazan? jak sobie wtedy poradze? czy uschne z zazdrosci? jak bardzo bede cierpiec?
I czy sama bede w stanie ułozyc sobie zycie majac tego czowieka cały czas w swoim otoczeniu ? odciecie sie jest trudne nie tylko dlatego ze wiazałoby sie z zerwaniem bardzo bliskiej przyjazni, ale bo jednoczenie któres z nas musiałoby zerwac kilka innych przyjazni i wycofac sie całkowicie z grupy....

Odpowiedz


Sortuj:     Pokaż treść wszystkich wpisów w wątku