Forum dyskusyjne

Problem związkowy

Autor: camburada13   Data: 2019-09-03, 16:11:24               

Trzy miesiące temu poznałam swojego chłopaka, nazwijmy go Paweł. Właściwie od razu znaleźliśmy wspólny język i zaczęliśmy się świetnie dogadywać. Jest troskliwy, opiekuńczy, ma podobne poczucie humoru, itd., itp., no sielanka.

Zanim go poznałam, spotykałam się przez parę miesięcy ze Słowakiem (precyzuję narodowość, żeby ich rozróżnić). Było nam ze sobą dobrze, ale zakończyliśmy to w związku z moim powrotem do Polski. Teoretycznie moglibyśmy to ciągnąć dalej na odległość, ale był prawie 10 lat starszy ode mnie, wciąż studiował i nie pracował. Te wszystkie okoliczności skłoniły mnie do refleksji, że średni byłby z niego kandydat na poważny związek. Dosyć istotne w tym wątku jest to, że było nam wspaniale w łóżku.

Paweł jak się okazało był prawiczkiem, ale w ogóle mi to nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie. Problemem jednak okazały się być jego problemy z erekcją, które mimo upływu czasu wciąż nie znikają, a ja mam dosyć duże potrzeby seksualne. Obiecał, że uda się z tym do specjalisty w najbliższym czasie. Nie ukrywam jednak, że jestem dosyć sfrustrowana jego niedyspozycją i niestety w takich chwilach często myślę o Słowaku, który zapewniał mi całkowite spełnienie w tej dziedzinie.
Brak wzwodu u Pawła podbija moje kompleksy, chociaż wiem, że to nie moja wina (powtarza mi ciągle, że mu się bardzo podobam, a ja naprawdę robię co mogę, żeby go jakoś podniecić). Czasami mamy fajny seks, ale często kończy się to na niczym.

Kolejnym problemem jest to, że ma zapalenie jelita grubego, więc musi uważać na dietę i unikać stresów, bo inaczej może dostać rozstrojenia i nawet wylądować w szpitalu. Miesiąc temu przeraźliwie się przestraszyłam, że mogę być w ciąży, bo znacząco spóźniała mi się miesiączka. Zaczęłam trochę panikować, a on zamiast mnie jakoś wesprzeć to skupił się na tym, że go rozbolał brzuch. Już nie wspominam o tym, że pokłóciliśmy się o światopogląd, bo jasno dał mi do zrozumienia, że w razie czego byłby za aborcją.

Przedwczoraj byliśmy jeszcze na wczasach i trochę się między nami popsuło, bo dwa dni z rzędu znów miał problemy z erekcją, przez co byłam trochę markotna, a ponadto ciągle wydzwaniała do niego mama, co też było dosyć irytujące. Przyznaję, że może zareagowałam zbyt histerycznie, ale spędziłam ten wieczór sama na plaży, bo wolałam pobyć sama. Ostatecznie jakoś się pogodziliśmy i wydawało się, że wszystko jest okej.

Dzisiaj się okazało, że znowu dostał rozstrojenia, przez co nie poszedł do pracy i musi łykać jakieś dodatkowe tabletki. Twierdzi, że to wina właśnie tej naszej kłótni. Zarzucił mi, że go nie wspieram.

Wiem, że to dosyć chaotyczne i nikt nie powie mi, co mam zrobić. Ale po prostu zastanawiam się, czy jestem w stanie trwać w związku, w którym muszę obchodzić się z facetem jak z jajkiem (wiem, że to strasznie egoistyczne podejście, ale ja sama jestem dosyć niestabilna i potrzebuję silnego ramienia). A jeszcze do tego wszystkiego dochodzą te problemy łóżkowe.

Nie jestem w stanie w 100% odpowiedzieć na pytanie, czy go kocham, bo w moim życiu takie uczucie zdarzyło się chyba tylko raz, przy moim pierwszym chłopaku. Na pewno mi na nim zależy i za nim tęsknię, kiedy nie ma go blisko.







Odpowiedz


Sortuj:     Pokaż treść wszystkich wpisów w wątku