Forum dyskusyjne

brak emocji

Autor: mysecka   Data: 2019-07-25, 09:22:38               

Hej wszystkim, długo nosiłam się z zamiarem wygadaia się gdzieś, komuś...
Mam 27 lat, mieszkam w Irlandii Północnej od 9 lat i od tylu lat jestem też w związku. Mamy dwoje dzieci. Gdy byłam nastolatka mocno kogoś zraniłam, w srórcie to skończyło sie tak że pewna osoba chciała wymusić na mnie zwiazek przez próby samobujcze...to też w znaczny sposób zmieniło mnie i obiecałam sobie nigdy więcej nie zranić kogoś, prędzej poświęce siebie. I tak o to znalazłam się w związku z wyboru. Przez 2 lata mocno walczyliśmy ze sobą, już mieliśmy się rozstać gdy okazało się że jestem w ciąży. Dla dobra dziecka, spróbowałalismy. Każde z nas odpuściło i jakoś nam to szło. Z upływem czasu pojawił się 2 syn. I gdzie zaczyna się problem... Mój partner od początku umiał skłonić mnie do zachowania się tak jak on tego chce poprzez kłótnie, wywoływanie poczuć winny itp. Zawsze gdy działo się coś dla mnie ważnego czy sprawiało mi radość on niszczy te chwile kłótnia czy psuciem mi celowo humoru.Przyłady?!
- zdałam prawko , odrazu po egzaminie zadzwoniam do niego i sie pochwaliłam, i potem zadzwoniłam do brata, przyjacióki itp. Zrobił mi kłótnie że za krótko z nim rozmawiałam...
-wyszłam do kina z przyjaciółką, i poszłyśmy potem coś zjeść, kłótnia o to że wróciłam 30 minut pózniej niż mówiłam
-za długo robie zakupy, 4 sklepy typu tesco, mięsny, polski sklep 1,5h ale to za długo
- dogryzanie i kłotnie o to że lubie czytać
jest tego wiele wiecej....
Rodzina, znajomi i inni zawsze się go pytali po co on mnie celowo złości "bo lubię" taka pada odpowiedź. Z czasem zauważyłam że sprawia mu to przyjemność, gdy jestem wesoła to jego to wręcz drażni. Kiedyś byłam wesoła, pełna uczuć, byłam zupełnie inna. Teraz nie czuje nic, nie ma szczęścia, nie ma smutku, nie ma strachu. Jestem pusta, w środku już nic nie zostało. Uśmiecham się sztucznie i na pokaz. Jedynie moi chłopcy i książki w które uciekam sprawiają że coś mogę poczuć. Nie mam depresji, to nic z tych rzeczy. Ale gdy partner robi kłótnie, czy robi coś miłego dla mnie to bez różnicy. Nie złoszczę się, nie płacze od 6 lat. Czy to normalne że nie płacze gdy ktoś umiera? Że nie czuję smutku gdy myślę że on może odejść czy mnie zdradzić? Co jest nie tak ze mną?! Kiedyś czułam dużo, teraz nic.... Nie mogę odejść, raz on na to nie pozwoli, nie mam dokąd,choruje na stawy i on wykorzystuje, w kótni wszystko jest jego, a ja też pracuje na pół etatu ale jednak pracuje, w domu wiekszość ja ogarniam , chodz on też posprzata,no i są chłopcy, nie mogłabym im tego zrobić, on jest super tata. Czy to możliwe że tak blokowalam emocje by mnie nie ranił że zablokowałam się całkiem? Czuję się jak pusta skorupa... Nawet nie wiem czy go kocham czy nie bo nie czuje nic... Troche sie rozpisałam....

Odpowiedz


Sortuj:     Pokaż treść wszystkich wpisów w wątku