Forum dyskusyjne

... spał z inną, żeby zrozumieć, że to mnie kocha

Autor: Bezibezi   Data: 2019-07-21, 08:23:14               

Dzień dobry,

zacznijmy od tego, że jestem młodą osobą, która nie była w wieloletnim związku, to jednak bardzo intensywnym - mieszkaliśmy ze sobą, żyliśmy, a początek związku traktujemy, jako odbudowanie swoich charakterów - oboje pojawiliśmy się w swoim życiu niczym zbawienni rycerze na białym koniu, ale to całkowicie odmienna historia.

Chciałabym opowiedzieć o swoich uczuciach, które przez długi czas będą zalegały na sercu jak głaz, siały destrukcje, odcinały dopływ tlenu.

Rozstaliśmy się, ponieważ coś zaczynało się zmieniać w naszym związku, nie umieliśmy złapać wspólnego języka, nasze towarzystwo powoli wyniszczało obie ze stron, w końcu nadszedł moment na rozmowę, która miała wszystko przesądzić. W owej rozmowie ze strony pana X usłyszałam o przerwie, dwumiesięcznej - jako że pomyślałam wtedy, że jeżeli naprawdę kocha, będzie walczył do upadłego, zaryzykowałam i powiedziałam: "Nie ma przerwy, jeśli naprawdę żywisz do mnie silne uczucia, nie pozwolisz mi odejść. Albo ze mną kończysz teraz - albo walczysz".

Powiedział, że wybiera zerwanie związku...

Rozstaliśmy się w zgodzie.

Poczułam cios, czułam jak świat wiruje, załamałam się, serce pękło na dwoje, niemniej zachowałam zimną krew. Tej samej nocy odwiózł mnie do domu, płaczą potokiem łez na widok mojego odejścia. Ale nie poddawałam się, kochałam i kocham nadal, dlatego walczyłam o niego, jak tylko zrozumiałam, że i ja nie zachowałam się fair przy tej ostatniej, decydującej rozmowie.

Na początku rozmawialiśmy jakby nic się nie stało, miotały nami wybuchy emocji, aż w końcu pan X stwierdził, że nie czuje się, jakby rozmawiał z koleżanką, bo jeszcze przez lata bedę w jego oczach kimś więcej. Zerwaliśmy więc kontakt ponownie, tylko od czasu znów ze sobą rozmawiając i dając złudne szanse. Pewnego dnia napisałam do niego, że wszystko mi się w nim kłóci, że nie wytrzymuje wewnętrznej walki ze sobą, która sprawia, że nikomu nie powiedziałam złego słowa o nim, bo go kocham, kochałam i kochać bedę, bo to szczera, prawdziwa miłość. Odpowiadał mi wtedy, że nie jest dobrym człowiekiem, że nie zasługuje na mnie i nie ma uczuć. Nie rozumiałam tego... do czasu.

Tydzień po tym napisał mi krótką wiadomość: Żałuję.

Żałował popełnionych błędów oraz zerwania. Myślałam, że to krok do naprawy wszystkiego. Znów próbowaliśmy ze sobą rozmawiać. Nie umieliśmy o sobie zapomnieć.

Po dwóch tygodniach zobaczyliśmy siebie na festiwalu, na którym byliśmy razem przez dwa lata. Zobaczył przy mnie znajomego, o którego zaczął być zazdrosny, wyzwał mnie wtedy od najgorszych, jakby przed oczami miał obraz igraszek łóżkowych.

Pobiegłam za nim, ponieważ wiedziałam jakim jest facetem i chciałam go ocalić od takich myśli, był w furii, choć zamknięty w sobie nie umiał nic powiedzieć, prócz tego, że jeśli jeszcze nie wylądowałam w łóżku tego kolegi, na pewno zrobię to po alkoholu.

Nie mogłam tego słuchać, więc uciekłam do niego, kuląc się w sobie i plącząc na festiwalu, w kącie, ponieważ od chwili zerwania nie przeszłoby mi przez myśl, że ktoś inny, niż on sam, mógłby mnie dotknąć...

Pożegnał się ze mną, ale niezupełnie zarazem, ponieważ w dalszym ciągu prowadziliśmy rozmowę. Kiedy przestał odpisywać, wydawałoby się, że to milczenie na zawsze, ale istniało tylko do następnego dnia... Rozmiawialiśmy telefonicznie półtorej godziny, zrozumiał, że pekło mu serce i czuł złość, ponieważ mnie kocha, ale zachowuje się jak hipokryta. Wybaczyłam mu ten błąd, jako że jesteśmy słabym gatunkiem ludzi o kruchej psychice.

Rozmawialiśmy ze sobą dzień w dzień, aż do wczoraj. Okazało się, że może około miesiąca po rozstaniu zagubił sie i przespal z inną kobietą... uznał, że to dlatego powtarzał, że na mnie nie zasługuje, dlatego czasem znikał, nie potrafiąc ze mną rozmawiać, dlatego nie umiał mi spojrzeć w oczy...że chce dla mnie wszystkiego, co najlepsze, że tęskni za całą mną i kazdą cząstką z osobna... zrozumiał nie tylko błąd, ale i to, że nikt mu mnie nie zastąpi. Kocha, ale nie umie ze mną być, bo nie wie, jak naprawić tak kolosalny błąd (kiedyś mu powiedziałam, że najgorsze co może zrobić, to dotknąć ciała innej kobiety, jako że stanie się dla mnie śliskim, brudnym, skażonym potworem). Ciągle miał to w pamięci. Uparcie powtarza, że bardzo mnie kocha, że byłam i jestem ideałem kobiety, z którą potrafiłby założyć rodzinę i już wie, że nie ma takiej drugiej na całym Bożym świecie. (Od chwili zerwania często powtarzał: że to co chciał, już miał i nie będzie szukał miłości). Niestety, zaprzepaścił to wszystko... ponieważ jak każdy facet kierował się popędami seksualnymi, choć sam sex nie dał mu ani przyjemności, ani satysfakcji, był żenujący, a on ciągle myslał o mnie, czym doprowadził się na przepaść egzystencjalną, bo miał wszystko, a teraz nie ma nic, bo owo wszystko już nie wróci...

Nie wiem co robić. Kocham go mimo to, to bardzo inteligentny facet, o przeogromnym sercu, dlaczego więc tak postąpił? Dlaczego musiał przespać się z inną kobietą by zrozumieć jak bardzo kocha i zobaczyć mnie u boku innego faceta, by jego serce zaczęło rozumieć jak wielką miłością mnie darzy?

Każda cząstka mnie pragnie pana X, ale niektóre atomy mojego ciała czują, że ten facet jest brudnym, śliskim potworem...

Bardzo cierpię i czuję się zagubiona.

Odpowiedz


Sortuj:     Pokaż treść wszystkich wpisów w wątku