Forum dyskusyjne

Problem w związku, strach

Autor: tomek54   Data: 2019-07-16, 13:34:41               

Cześć. Piszę, ponieważ samemu jest mi ciężko uporządkować myśli. Mam nadzieję, że ktoś z Was wie, dlaczego dzieje się tak, jak się dzieje i doradzi jakieś wyjście. Przez prawie cztery lata spotykałem się z dziewczyną. To była moja pierwsza, licealna miłość. Moi znajomi w trakcie tego związku nazywali mnie "pantoflarzem", po rozstaniu zrozumiałem dlaczego. Na początku związku miałem znajomych, ona również. Kiedy zaczęliśmy dłużej ze sobą "chodzić", wówczas powiedziała mi, żebym zakończył znajomość z moją przyjaciółką jeszcze z czasów podstawówki. Zrobiłem to, by byłem tak zaślepiony. Ogólnie z perspektywy czasu widzę, że robiłem wszystko ku jej zadowoleniu. Między nami było uczucie, przez niemal cały czas czułem te tzw. motyle w brzuchu. Ja nalegałem na spotkania, skakałem wokół niej - dosłownie. Kiedy widziałem tylko choć fragment niezadowolenia na jej twarzy, od razu dopytywałem, pocieszałem. Ona na samym początku naciskała na kontakt fizyczny, w końcu stał się on nieodłączny, jak to ma zwyczaj w związku, choć teraz wydaje mi się, że było to dla mnie za wcześnie. Jestem wrażliwym gościem, który był wtedy nieco fizycznie "wykorzystany". Przez pierwsze dwa lata było świetnie, później zacząłem mieć dylematy czy to na pewno to, czego chcę od swojej dziewczyny/kobiety. Nie zgadzaliśmy się w kwestiach światopoglądowych itd., ale bylilśmy związani ze sobą. Byłem w stanie porzucić swoje pasje, dla niej <cieszę się, że tego nie zrobiłem>. Byłem w stanie ominąć urodziny mojej mamy czy dziadków, byle tylko ona była zadowolona i siedzieć z nią nawet, gdy ona stroiła fochy. Później byłem rok na studiach - przez cały rok omijałem wszystkie imprezy i jeździłem do naszego miasta, żeby się z nią spotykać. Jednym słowem ominęło mnie wiele. Ona wtedy przeżywała najmocniejszy czas zakochania we mnie, czułem to, a to przez to, że wszyscy znajomi się rozjechali i zostałem jej tylko ja. Kiedy zaczęła studia w innym mieście niż ja, już na drugim roku, szybko znalazła sobie chłopaka, okłamując mnie że to jej przyjaciel. Ja, wierny jak pies zawsze jej ufałem. w końcu po niemal 4 latach zerwała ze mną przez telefon. Straciłem zaufanie nie tylko do kobiet, ale też do ludzi, bo zostałem nieludzko zdradzony.Od tego czasu minął ponad rok. Zdałem sobie sprawę, że na moim piedestale przez ostatnie lata cały czas była ona i ułożyłem sobie w głowie na nowo, że to ja muszę być dla siebie najważniejszy. Z czasem, kiedy byłem sam, zaczęły przychodzić mi do głowy myśli, że jestem nic nie warty i nikogo nie interesuję (moja ex mówiła mi często, że nie jestem atrakcyjny itd.). W końcu po niemal roku spotkałem dziewczynę, która dzieli moje zainteresowania. Zafascynowałem się nią, wtedy czułem te motyle, na nowo. Wszystko zaczęło mnie cieszyć, bo czułem, że miłość wypełnia moje serce. Okazało się, że z wzajemnością. Miałem ochotę spędzać z nią każdą chwilę. Czułem, że ją kocham, więc jej to powiedziałem. Ona odwzajemniła te słowa. Po paru tygodniach zacząłem jednak czuć się całkiem inaczej. Do głowy wchodzą mi same porównania - jak to było kiedyś, jak kochałem kiedyś. ZAaczynam się zastanawiać czy na pewno kocham, bo kiedyś byłem w stanie oddać wszystko za spotkanie, przepraszać za własną opinię, kupować prezenty byle tylko zaspokoić żądania mojej ex. Ta dziewczyna jest wyjątkowa, bo nie ogranicza mnie i kocha mnie takiego jakim jestem (moje pasje także). Szukałem kogoś takiego od zawsze. Powiedzcie, dlaczego nie potrafię tego docenić, żyć tym co jest teraz? Co chwila w głowie pojawiają mi się myśli, które mnie stresują. Że to nie ma sensu, że to nie jest miłość. Kiedy myślę o spotkaniu zaczynam się stresować, jednak kiedy się spotykamy czuję się normalnie, cieszę się że z nią jestem, mam ochotę być blisko i tulić ją. Gdy jednak wracam do domu moją głowę znowu zajmują te myśli o bezsensowności. Fakt jest taki, czego jestem pewien - zależy mi na niej. Strasznie mi na niej zależy i wiem, że chcę się pozbyć tych myśli, być pewny uczuć. Boję się, że ją zranię, bo ona na to nie zasługuje. Nie wyobrażam sobie jej też z kimś innym, chcę by była ze mną, a ja chcę być dla niej jak najlepszy. To skąd te myśli? Proszę, pomóżcie mi. Wiem, że byłem w dosyć dziwnym związku, ale chciałbym, żeby teraz było inaczej. Zastanawiam się, czy ja tak naprawdę w ogóle czułem taką prawdziwą (prawdziwą, w sensie normalną, zwykłą) miłość, czy może byłem omotany przez dziewczynę, która szukała tylko kompana do zaspokojenia fizycznych potrzeb, kumpla do posmiania się i spędzania czasu. Proszę o pomoc, będę wdzięczny za jakieś słowo otuchy, bo jest mi z tym ciężko. Chcę z nią być, ale bez tych myśli, porównań. Dodam, że spotykamy się 3 miesiące. Nie wiem, może to kwestia czasu? Ale mam już dość tych myśli, które raz odstępują, a raz wracają. Pozdrawiam serdecznie,

Tomek

Odpowiedz


Sortuj:     Pokaż treść wszystkich wpisów w wątku