Forum dyskusyjne

Boję się żyć...

Autor: marines27   Data: 2019-07-07, 09:31:44               

Z wielkim trudem wszystko to piszę...
Mam już prawie 30 lat :(

Jako nastolatek zacząłem dostrzegać, że po prostu nie pasuję do reszty, nic mi się nie udawało, trudne wychowanie, ciężka sytuacja rodzinna, ciągłe kłótnie, brak samoakceptacji, częsta "dolina". Nienawidziłem siebie za wszystko, po co w ogóle jestem. Może gdybym "zniknął"- pewnie nawet nikt by nie zauważył. Choć nawet rwałem sobie włosy, brakowało mi odwagi, żeby skończyć z tym wszystkim. Potrafiłem tylko się okaleczyć, "tatuażem" ze swoim imieniem :( Czy kiedyś będzie lepiej? - myślałem. Stałem się ateistą, choć gdyby istniał jakikolwiek "bóg", chciałbym dosłownie wbić mu nóż w plecy. Za całą niesprawiedliwość na świecie...
Wymuszona zmiana- wyjazd za granicę- nie wiem czy tak naprawdę pomógł, czy nie. Może po prostu zapomniałem o tym wszystkim poprzez ciągłą pracę, kontakt z rówieśnikami i w głównej mierze dzięki "kurtynie", złożonej z używek... Przyjaciel- nowo poznany- pokazuje mi czym jest pozytywne myślenie.
Poznaję kogoś, choć to nie był związek, uczucie było trwałe, mocne, czułem, że mam wszystko, że sięgam wyżej niż inni. Nie z mojej winy, zostałem sam. Tak bardzo się starałem. Miała wybór, "Ja" czy były...
Minęło trochę czasu, znajomi się rozeszli- odnaleźli swoje drugie połówki. Ja znowu zostaje sam... Nie potrafię sam z sobą żyć. Samotność boli... Teraz już wiem, że całe to pozytywne myślenie to tylko mydlenie własnych oczu a tak naprawdę jest źle...
Postanawiam wrócić do kraju z myślami, uciekając przed samotnością.
Jestem w Polsce od 4 miesięcy. Myślałem, że wszystko będzie takie proste. Jest wręcz odwrotnie.
Nie znam nikogo prócz przyjaciela :( To chyba za mało...
Mam pracę ale ludzie w niej - choć są mili- są o wiele starsi i ciężko znaleźć wspólny temat...
Jestem introwertykiem, często oszukuję wszystkich, jak to czuję się świetnie.
Znowu jest gorzej...
Jestem sam w wynajętym mieszkaniu, wracam z pracy, nikt nie czeka, nikt nie pyta jak było. Nawet dobry obiad, smakuje nijak, gdy jem go sam :( Coraz to bardziej przestaję się starać, mniej mi zależy na wszystkim. Choć od trzech lat mam hobby i regularnie ćwiczę- jest to sport indywidualny. Najbardziej bolą mnie weekendy. Trochę wina i łzy same lecą...
Mam już prawie 30 lat...
Nie mam żadnej stabilizacji. Nie mam własnej rodziny, Nie wiem nawet co to prawdziwa miłość...
Myślę sobie, że gdyby istniała tabletka, którą mógłbym połknąć i już więcej nie patrzeć na to wszystko...
Od zawsze, odkąd pamiętam starałem się być dobrym człowiekiem, często słyszę: "Dobro wraca ze zdwojoną siłą". To nie prawda. To już nie działa. Często zadaję sobie pytanie, czemu to ja tak cierpię, jest tylu innych złych ludzi...
Tak ogromny... ból istnienia, że nie nadążam zamknąć powieki przed kolejną łzą, spływającą po policzku. Czemu nie mogę znaleźć odpowiedzi na pytanie: Czym zawiniłem, Gdzie popełniłem błąd w tym nieszczęsnym życiu, może to wszystko jest całkowitym nieporozumieniem czasu i przestrzeni.
Idę ulicą, nie rozumiem, czemu Oni wszyscy się cieszą :( nie umiem na nich nawet patrzeć, przykro mi.
Czemu zawsze ja... ? Tyle nie spokojnych wrażeń. Stresuję się własnym życiem, często budzę się w nocy. Ostatnim razem zastanawiałem się co napisałbym "ostatni raz".
Czemu zawsze mam pod górkę, odkąd pamiętam...?
Co mnie jeszcze trzyma? Tylko myśl, że może to wszystko się zmieni- choć chyba już w to nie wierzę.
A gdybym tak mógł zobaczyć siebie, chociażby za kilka lat i nadal byłoby źle to w tej chwili, teraz chciałbym już tak bardzo zasnąć...

Odpowiedz


Sortuj:     Pokaż treść wszystkich wpisów w wątku