Forum dyskusyjne

Dzielę się swoją historią

Autor: Igorniestad   Data: 2019-06-25, 06:31:43               

Witam wszystkich, jestem tu nowy jak zapewne wielu coś mnie tknęło by założyć wątek i podzielić się totalnie obcym osobom swoimi przeżyciami i emocjami. Opiszę to w skrócie jeśli ktoś zechce zgłębić temat i porozmawiać chętnie podzielę szczegółami. Muszę przyznać że nie łatwo za to się zabrać i serce wali jak młot.
Do 6 roku życia mnie i mojego o rok młodszego brata wychowywała sama matka gdyż ojciec wyjechał za granicę i finansowo bardzo o nas dbał. Moja matka niestety przewalała całą kasę do tej pory nie wiedząc na co. Doprawdziło to wielu pożyczek a później oszustw przez co trafiła do więzienia. Ojciec musiał wrócić i się nami zająć co średnio mu szło w parze z pracą. Właściwie zajmowała się nami babcia.
Gdy matka wyszła z więzienia po 2 latach odebrała nas od ojca przez fałszywe zeznania iż źle nas traktuje itd. Znów mieszkaliśmy tylko z nią. Zaczęła się wojna w sądach, wizyty w poradniach itd. Ten okres pamiętam jak przez mgłę, jedynie poważne sytuacje takie jak zakupy ojca który nam przywoził a ona wyrzucała wszystko przez okno lub jej znikanie na kilka dni. Ojciec dalej przekazywał jej pieniądz byśmy mieli co jeść jednak ona to wszystko gdzieś wywalała bo były momenty gdy jedliśmy chleb z masłem i solą. Trwało to jakieś 2 lata.
W pewnym momencie okazało się iż załatwiała białorusinom fałszywe paszporty i wizy do usa. Niestety zrobiła to też pewnym ludziom którzy po tym jak odkryli te oszustwo zaprosili ją do siebie z nami i grozili że nas zabiorą. Do dziś pamiętam jak siedziałem z bratem na dywanie a na stole leżały pistolety. Ojciec musiał im zwrócić wszystie pieniądze. Dochodziło do sytuacji ze obcy ludzie zaczepiali mnie na osiedlu pytając kiedy moja matka odda to co pożyczyła. W końcu zapukała do nas policja i znów ją zabrali, powiedziała mi że zaraz wróci a ponownie trafiła do więzienia. Wtedy ojciec rozpoczął proces rozwodowy oraz pozbawienie praw rodzicelskich dla niej. Po wielu latach to wszystko sie udało i zostaliśmy z ojcem który za bardzo nie wiedział jak się zająć dwójką synów przyzwyczajonych do tego że robią co chcą.
Po jakimś czasie poznał kobietę z którą się ożenił. Zajmowałą się nami cały czas bo on znów wyjechał. Miała naprawde ciężko i bardzo długo się docieraliśmy. Było na tyle źle że gdy ojciec wylosował zielone karty dla całej rodziny uznali że odcinają nas od znajomych itd i jedziemy do stanów. Po pewnych perypetiach ja wróciłem do Polski i obiecałem że pójde na studia co zrobiłem, poznałem też dziewczynę, byliśmy bardzo zakochani i jakoś czułem ze się układa. Brat został w stanach tam poszedł do liceum i również poznał dziewczynę.
W wieku 18 lat mój młodszy się powiesił, znalazł go ojciec w pokoju.
Z początku byłem mega wściekły że to zrobił, że nie pomyślał o nas czułem że postąpił bardzo egoistycznie. Później dopadło mnie uczucie że to moja wina, że mogłem coś zrobić, zawsze się nim opiekowałem i czułem się za niego odpowiedzialny. Dzień przed tym gdy to zrobił rozmawialiśmy chwile na gadu-gadu ale ja szedłem spać i powiedziałem że jutro bedziemy rozmawiać. Mimo że mineło 11 lat nadal mam wyrzuty i bardzo za nim tęsknię.
Po jego śmierci miałem też pretensje do rodziców że go zabrali do stanów i też się do tego przyczynili. Oddalilem się od nich jeszcze bardziej, nigdy nie rozmawialiśmy o ciężkich sprawach i miałem wrażenie że się nie znamy. Przez to byłem bardzo związany ze swoją dziewczyną z którą się zaręczyłem po 9 latach, a niedługo po tym dowiedziałem się że mnie zdradzała. Ona zaprzeczała i to rozstanie było bardzo bolesne ale po czasie wiedziałem że dobrze zrobiłem. Po jakimś roku okazało że zdradzała mnie nie tylko z jednym facetem. Tutaj dochodzą jeszcze dodatkowe wątki ale widzę że miał być skrót a ja się rozpisałem.
Na koniec takie podsumowanie mojego stanu bo o to się rozbiega, bywają bardzo ciężkie dni gdy czuję że wszystko jest naprawdę bez sensu, nie bardzo wiem czy to chce robić uda mi się, mam wrażenie że to całe dzieciństwo, brak wsparcia rodziców, duży wstyd za to co robiła moja matka spowodowała jakiś brak wiary w swoje możliwości. Aczkolwiek miewam dobre stany gdzie w głębi mam świadomość że skoro dałem rade wczesniej w trudnych sytuacjach to poradzę sobie i teraz. Ta huśtawka jest jednak męcząca i trudno się nastawić cały czas na pozytywne myślenie. Brakuje w tym opisie jeszcze kilku faktów ale dodam je jeśli zajdzie taka potrzeba.
Nie wiem czy ktoś to przeczyta tutaj ale liczę że tak. Miałem ochotę tym się podzielić i jeśli ktoś zechce porozmawiać lub jest/był w podobnej sytuacji to zapraszam.
Pozdrawiam

Odpowiedz


Sortuj:     Pokaż treść wszystkich wpisów w wątku