Forum dyskusyjne

Proszę o receptę na ogarnięcie swojego życia

Autor: farbenka   Data: 2019-06-19, 00:27:20               

Witajcie, 

Dzisiaj jest ten dzień, w którym stwierdziłam, że nie daje sobie rady. Sama sobie nie daje rady. Wszystko dosłownie mi się wali. Zrobiłam sobie analizę życia niedalekiej przeszłości i doszłam do wniosku, że potrzebuję pomocy. 

Wszystko zaczęło się w grudniu ubiegłego roku. Bylam zmuszona zerwać z moim narzeczonym po ponad 7 letniego związku. Nie mogliśmy się dogadać dosłownie na każdej płaszczyźnie. Ten stan rzeczy sięgnął apogeum. Byly klotnie o nic. Ja w tym związku nie czułam sie kobieta, która powinna miec okazany szacunek. Byla to relacja bardziej przypominająca stopę przyjacielska. A mi brakowało u partnera uczciwości, oddania, bliskosci, empatii... To czego mozna doświadczyć w "normalnym" zwiazku. Wobec tego nie potrafilam juz tak żyć i podjęłam decyzję o rozstaniu. Dla niego byl to szok. Wiem, ze go zranilam, jednak próbowałam o tych problemach rozmawiać i zawsze kończyło sie to fiaskiem. 

Zylam sobie. Postanowiłam, ze poświęce ten czas dla siebie. Silownia, biegnie, podróże, poznawanie nowych ludzi. Poznałam jednego faceta. Bsrdzo mi imponowal, jednak nic z tego nie wyszlo. W późniejszym czasie poznałam kolejnego mężczyznę w internecie. 2 miesięce pisalismy. On pracuje w Niemczech w delegacji, wobec tego nie mogliśmy sie szybko spotkac. Spotkaliśmy sie. Spotkanie bylo jak z bajki. Dogadywalismy sie, rozmawialiśmy o wszystkim, jakbyśmy sie znali wiele lat. Po miesiacu bylo kolejne spotkaniu i tuz po nim owy mezczyzna stwierdził, ze nie czuje, abysmy mogli byc kiedykolwiek razem?!?! Dla mnie to był szok. Bo raz, ze sie nie nastawialam na zwiazek po dwóch spotkaniach, a dwa, że jak mozna to stwierdzić po tak krotkim czasie znajomości. Nie pytałam dlaczego. Sam powiedział "ze tak czuje". Oczywiście, uszanowalam to. Zamknął nam furtkę do dalszego poznawania sie, ale uszanowalam to. Bardzo mi zależało na nim. Dla mnie byl nietuzinkowym facetem. Chciałam go blizej poznać, ale nic nie mogę zrobić. 

Przyszedl maj. I to byl moment kulminacyjny w moim zyciu. Doznalam kontuzji stopy. Nie moglam trenowac i przygotowywać się do ważnych zawodów. Byl to cios w moje serce. Ponadto, stan zdrowia mojego taty bardzo sie pogorszyl (choruje na raka). Wystąpiły przerzuty i musi jeździć na chemioterapie. Psychicznie bardzo to odczulam. Nie potrafilam przestac płakać. Bałam sie przyszłości. I nadal się boję. Wtedy z pomocą przyszedl moj byly. "Prawdziwych przyjaciół poznaje sie w biedzie." - jak to prawdziwie brzmi... Pomogl mi slowem, wsparciem. Po prostu byl w tych dla mnie ciężkich chwilach. I poczułam, ze bardzo mo go brakuje... Poczułam, ze jaki błąd popelnilam zrywajac z nim. Powiedziałam mu o tym. Wiem, ze on mnie kocha. Jednak traktuje mnie bardzo oschle, dystansuje sie. Nie dziwię mu sie w ogóle, jednak powiedziałam mu czego mi brakowało w jego podejściu do mnie, do związku... On natomiast nie wie czy by chciał na nowo spróbować budować cos pięknego... 

Od tej pory czuję, ze zalamalam sie psychicznie... Nie potrafię sobie poradzic z tym wszystkim. Samotność bardzo mi doskwiera. Poza tym wzgledy finansowe takze mnie bardzo stresuja. Ledwo wiąże koniec z końcem. Nie wiem jak to wszystko sobie poukładać... Boję sie, ze naprawdę sie zalamie i nie będzie mi sie chcialo zyc. Piszę to ze łzami w oczach. Nie ma dnia, zebym nie płakała. Nie ma nocy, żebym cala przespala. 

Dziękuję, ze moglam to napisac. Cieszę się, ze jest takie cos jak internet i forum. 

Odpowiedz


Sortuj:     Pokaż treść wszystkich wpisów w wątku