Forum dyskusyjne

Strasznie to porabane

Autor: Tad123   Data: 2019-04-13, 01:36:37               

Wiem ze to nie jest normalne i czesto sie to raczej nie zdarza, ale byc moze cos poradzic.
Mam szesnascie lat i od kilku lat bardzo sie angazuje i pomagam mamie z ktora mieszkam jak tylko moge. Mieszkamy razem i dajemy sobie rade choc nie jest dokladnie tak jakbysmy chcieli. Mysle ze jestem bardziej dojrzaly i dlatego chetniej sie angazuje. Po za tym naprawde ja doceniam i zaczynam sie dziwic jak ona sobie z tym wszystkim dawala rade, to znaczy ze mna i innymi pogmatwanymi sprawami dnia codziennego itp.
Do niedawna bylem typowym nastolatkiem ktory rozrabial itp. Mysle ze wiecie o co chodzi. Ale odkad dojrzalem zmienilem sie i naprawde doceniam to co mam.
W tym mojego super rodzica.
To bylaby super historia ze szczesliwym zakonczeniem i dlatego tym bardziej mnie to zastanawia. Widzicie, ja wiem ze wezmiecie to za zarty, tak jak pedagog do ktorej raz poszedlem i zaluje ze tak zrobilem, ale byc moze tu ktos pomoze.
Chodzi o to ze sie w niej zakochalem. Nie chodzi tu o milosc dziecko-rodzic, chodzi mi o cos glebszego. Oczywiscie kocham ja od zawsze, ale od dwoch lat jestem coraz mocniej zakochany w niej jako we wspanialej kobiecie.
Wiem ze to glupio brzmi ale naprawde to czuje, z kazdym dniej coraz mocniej. Na codzien nie ma zadnych problemow zebysmy normalnie rozmawiali itp, ale coraz bardziej spedza mi to sen z powiek, tym bardziej ze wiem ze taka rzecz jest bardziej prawdopodobna sie nie udac.
Na poczatku czulem sie bardzo zle ze soba ze takie cos czuje. Ale im dluzej o tym myslalem tym bardziej to akceptowalem. Chodzi o to ze to nie jest moja wina, ja tego nie wybralem. Nikt nie jest w stanie sie magicznie zakochac i odkochac, to po prostu niemozliwe! Druga sprawa, mimo ze instynktownie bylem nastawiony ze nie-nie-nie, nie ma mowy, za nic w swiecie, to im dluzej o tym mysle tym bardziej jestem przekonany ze tak naprawde nie ma w tym nic zlego...
Prosze nie zrozumcie mnie tutaj zle. Nie mam zamiaru jej skrzywdzic. Po prostu sobie myslalem... A jesli ona czuje to samo? Moze powinienem z nia o tym porozmawiac? Tylko ze z drugiej strony co ona na to powie? Nie chce jej stracic, nigdy nie mialem nikogo mi drozszego od niej. Jesli uzna ze robie sobie glupie zarty to straci do mnie szacunek i przestanie mnie brac na powaznie, albo gorzej, jeszcze mnie za to znienawidzi.
Ja wiem ze te scenariusze sa przerysowane ale nie zmienia to faktu ze sa mozliwe.
Ja nie wiem co teraz zrobic. Jesli ktos moglby mi podpowiedziec to bylbym niezmiernie wdzieczny.
Moja mysl to zeby z nia o tym zagadac i poprosic o pomoc ale nie wiem... Nie wiem czy potrafie zaryzykowac... A po za tym sam mam watpliwosci co do moich sprzecznych uczuc.
Dziekuje jesli ktos mi odpisze!

Odpowiedz


Sortuj:     Pokaż treść wszystkich wpisów w wątku