Forum dyskusyjne

RE: Żona, problemy, emocje, przyłszość

Autor: Haxiu   Data: 2019-04-08, 19:08:50               

A co można z moich słów wywnioskować, może się jeszcze czegoś dowiem o sobie, czego jeszcze nie wiem.
Nikt nie pytał o stosunek taty do mojej żony.
Początkowo był zadowolony, twierdził, że znalazłem sobie lepszą, niż moja poprzednia dziewczyna... (Kiedy to już było...)
Wszystko zaczęło się od zgrzytu, zaraz po ślubie kościelnym. Żona, wraz z teściową, chciały, aby dom moich rodziców został na mnie przepisany. Oni się nie zgodzili, tłumacząc, że to trochę tak nie na miejscu zaraz po ślubie i tak dalej. Generalnie, nie byli tym zachwyceni. Szczególnie tata, bo to on ma większe "gadane" od mamy. Stwierdzili, że możemy w tym domu mieszkać, ale bez zapisu, pomyślą nad tym później.
Żona i teściowa nie tego oczekiwały i na tym rozmowy się skończyły. Żona się na nich śmiertelnie obraziła, że właśnie zrujnowali jej życie, myślą tylko o sobie, a własnemu synowi nic nie chcą dać. (Ja tego tak nie odebrałem, bo zawsze mogę na nich liczyć).
Jednak to był początek końca pozytywnych relacji na linii mój tata->żona.
Zaczęło się od jednostkowych incydentów. Siostra zapytała mnie, czy nie dorzuciłbym się na prezent dla mamy na urodziny, ja powiedziałem, że spoko i tak dalej. Tak się złożyło, że żona przeczytała moje wiadomości na fb z siostrą i zdenerwowała się, że dla mamy mam pieniądze na "głupi" prezent, a dla żony nie mam. Wypisała mojej siostrze "litanię", i że ona poszuka coś tańszego, aby ona sama mogła kupić, nie angażując w to mnie.
Dotarło to do taty, że taka sytuacja miała miejsce, gdzie zaraz po tym była kolejna sytuacja, zwyzywała mojego brata od leniuchów, grubasów i nierobów, co także, dotarło do uszu mojego taty.
I pojawiły się kolejne ogniska konfliktu, że tak nie można wypisywać...
Kolejne aspekty to już sprawy wynikające z choroby, dała mi "rozkaz", że moi rodzice mają się do niej zwracać per Pani i nie dopytywać się o jej życie i co u niej słychać.
Przestała się pojawiać u rodziców prócz świąt i to nie zawsze.
Stała się jakby obcą osobą. Z którą nie rozmawiają.
Gdy pojawiła się faza choroby, tata zaczął mieć pretensje, że za dużo biorę sobie na głowę i powoli nie ogarniam wszystkiego, że jestem w tym sam jak palec, dlaczego żona mi nie pomaga itd.
Oczywiście pojawił się wątek choroby, że nie daje rady, że nie ma siły jest senna.
Gdy tata doradził, aby poszła do pracy i się zaktywizowała, to nastąpił wybuch wulkanu, że jak mój tata ma czelność składać takie propozycje, ona nie ma siły wstać, a on jej każe iść do pracy? Ona jest chora i nie ma siły, a praca ma ją wyleczyć? Tata tutaj mówił, że są osoby chore, które pracują i dają radę. Na to żona, że nie osoby z depresją...
I tak można powiedzieć, że relacje są martwe. Zero komunikacji. Skłócenie. A jeśli coś, to głuche telefony, przez moją osobę...
Życzę sobie dalszej rozmowy.

Odpowiedz


Sortuj:     Pokaż treść wszystkich wpisów w wątku