Forum dyskusyjne

Mój mąż ma obsesję

Autor: wonka5   Data: 2018-10-30, 00:03:14               

Mój mąż ma obsesję.

Odkąd sięgam pamięcią, mój mąż zawsze o całe zło na świecie obarczał jedną osobę. Jest to jego szwagier, a także były szef, któremu zarzucał ciągłe nękanie, dyskryminację, wyrzucenie z pracy i pozbawienie środków do życia. Od dobrych piętnastu lat, na dźwięk samego jego nazwiska, bardzo się denerwował. Nigdy nie mieliśmy z owym szwagrem żadnych kontaktów, więc życie jakoś się toczyło, raz na jakiś czas tata dostawał "okresów", w których przelewał swoją nienawiść do ww. szwagra na nas, trzeba było mu wtedy zawsze schodzić z drogi, bo przez ten czas przestawał być człowiekiem racjonalnym. Poza tymi wyskokami, które z resztą kiedyś były rzadsze niż teraz, zawsze był dobrym tatą i mężem. Zawsze odbierał sobie co lepsze by dać dzieciom lub mnie. Zawsze służył dobrą radą, był moją podporą. Od pewnego czasu jednak było coraz gorzej. Miewał owe wyskoki coraz częściej. O WSZYSTKIE swoje niepowodzenia obwiniał każdego, tylko nie siebie. Przykładowo - zgubił kluczyki od samochodu. Szukał i szukał, aż z tego zdenerwowania dostał znów "okresu". Krzyczał, o zaginięcie owych kluczyków obwiniał oczywiście nas. Kiedy okazało się jednak, że to on zgubił kluczyki - włożył je do siatki z zakupami, zaczął mówić "oj bo mnie męczycie, całe życie przez was zmęczony chodzę bo nic nie checie pomóc" - jako usprawiedliwienie dla jego roztargnienia...
Punkt kulminacyjny nastąpił 2 dni temu, na pogrzebie mojego taty, który zawsze trzymał stronę szwagra, więc mój mąż też częściowo obwiniał go za wszystkie swoje życiowe niepowodzenia. Kiedy pierwszy raz od wielu lat zobaczył szwagra na żywo, właśnie na pogrzebie, kiedy odczytywał pogrzebową przemowę, to coś w niego wstąpiło. Zaczał wykrzykiwać, cytuję "ty śmieciu, usmażysz się w piekle", chciał się z nim bić - zaraz obok świeżo zasypanego grobu, na oczach całej rodziny, wszystkich znajomych. Chodził od jednej grupki do drugiej i mówił im jakim to "śmieciem" nie jest owy szwagier. Zachowywał się jak człowiek chory psychicznie. Nigdy nie widziałam go w podobnym stanie. Każdy się na niego patrzył, a naszej rodzinie było tak bardzo wstyd... My, nadal zszokowani, poszliśmy na stypę, a on wsiadł w samochód i chciał wjechać w samochód szwagra, zaczął na niego trąbić. Po tych popisach, udał się do domu. My wróciliśmy parę godzin później wraz z goścmi, rodziną, bo mieli u nas nocować. On, mimo że zawsze był duszą towarzystwa, zawsze dla gości, pierwszy raz, po prostu ich wystraszył. W ich obecności, podniesionym tonem zaczał się ze mną wykłocać, chociaż ja nie reagowałam. On uważał, że traktujemy go jak szmatę, bo w Kościele "nie zajęłam mu miejsca", "wolałam siąść ze szwagrem niż z nim", a ja jako najbliższa rodzina zmarłego po prostu siadłam w pierwszej ławce, przecież jako córka w żałobie nie będę go prowadzić jeszcze za rękę, sam mógł przyjść.. On siedzi teraz zamknięty w naszej sypialni, dał mi poduszkę i powiedział, żebym się wynosiła do dzieci, i tak trwamy od kilku dni. Nie dość, że nie doczekałam się wsparcia od niego w takich okolicznościach jak śmierć ojca, to on jeszcze zrobił coś takiego... W najgorszych koszmarach nie wyobrażałam sobie, że on byłby w stanie się tak zachować, ale wiem, że to wina jego choroby, jego ojciec też miewał podobne występki, ma częste wybuchy agresji, zdarzało się nawet, że uderzył swoją żonę, a jego matkę i od pewnego czasu przyjmuje leki.
Nie wiem jak z nim postąpić, jak zmusić go do podjęcia leczenia? On przez swoją nienawiść do tego jednego człowieka niszczy całą naszą rodzinę. Bardzo proszę o pomoc.

Odpowiedz


Sortuj:     Pokaż treść wszystkich wpisów w wątku