Forum dyskusyjne

Jest seks, brak czułości

Autor: dianowa   Data: 2018-10-17, 13:51:14               

Witam Wszystkich.
Mam dość duży problem w związku, i boję się, że ten problem go zakończy.
Mój facet nie potrafi okazywać mi czułości. Ot co, niby banalne.
Problem polega na tym, że jedyną czułość, jaką mi okazuję to wtedy, gdy on chce się kochać. Gdy mówię mu, że na seks nie mam ochoty, chcę tylko, aby się przytulił - odsuwa się ode mnie i (przeważnie) włącza swoją gierkę na telefonie.
Nie ma czegoś takiego u nas, że da mi buzi gdy wychodzi do pracy. A gdy z niej wraca, to jest tylko \"siema! zrób mi kawę\". Włącza konsolę, pije piwo, i tak egzystuje.
W ciągu dnia nie przytuli mnie praktycznie w ogóle, póki sama za nim nie przyjdę, a i tak wytrwa w uścisku tyle, ile małe dziecko z ADHD w jednym miejscu. Wiecznie wymówki: czekaj, bo ja muszę to, tamto...
Gdy oglądamy film, to zamiast się ładnie przytulić, nie wiem... Pogłaskać po głowie, nodze, gdziekolwiek - pcha się ze swoim sprzętem między nogi. Każda kobieta potrzebuje trochę gry wstępnej....
Jeśli chodzi o sprawy łóżkowe - dla mnie jest idealny, a ja dla niego. Tu nie mam do czego się przyczepić, zgraliśmy się. Ale jak mam uprawiać seks z facetem, który, mam wrażenie, liczy tylko na jedno?
W domu robię praktycznie wszystko, on nie kiwnie palcem. Czasem pójdzie do sklepu. Oboje pracujemy, także jeśli chodzi o podział obowiązków to... To go nie ma. Mimo moich próśb.
Oczywiście jak na początku związku bywa - tulił, buziaki dawał, komplementował, interesował się.
Do czasu.
Zaczęłam mieć problemy w pracy. Strasznie mnie to niszczyło od środka, bo działa się mi krzywda (mobbing), a nikt nie reagował. Tak więc, jak to w zdrowych związkach działa - mówiłam mu o tym. On tylko się irytował, i odwracał się ode mnie.
Nie jestem idealną osobą. Parę razy w nerwach powiedziałam mu, że za szybko mieszkaliśmy ze sobą. Raz, że go nienawidzę (potrafi mnie doprowadzić do rozstroju psychicznego, dobrze się przy tym bawiąc, na złość :/).
Jestem osobą dość szczerą, więc gdy spytał się mnie jednego dnia co mi jest, że nie mam humoru, odparłam - \"nie czuje się dobrze, kiedy ty z synem krzyczycie na siebie\".
Z biegiem czasu ta czułość zanikała coraz bardziej. Teraz nawet schylić się nie mogę, bo jemu tylko jedno w głowie.
Wiem, że jestem atrakcyjną osobą. W związku stosuję taką jedną, małą zasadę - nie jesteś w klatce, żyj własnym życiem, ale pokaż mi, że jestem dla ciebie ważną osobą. Przyjaźń jest dla mnie bardzo ważna w związku.
Jedna sytuacja mnie zbiła z nóg. Z racji tego, że mój ma syna z poprzedniego związku, tak zabiera go do siebie na weekendy. Miałam l4, zapalenie płuc. A akurat wypadł weekend z małym. No i co? Z 40 stopniową gorączką, ledwo chodzącą wysłał mnie do rodziców! Bo mały może się zarazić. Do domu rodzinnego mam 70 km. Tak więc na autobus poszłam, no jakże inaczej. Z dwoma przesiadkami i chyrlając jak gruźlik jakoś do domu dotarłam. Nie wróciłam, póki l4 się nie skończyło. On nie widział problemu.
Mam straszny mętlik w głowie, dla mnie cały ten związek zaczyna nie mieć sensu. Mój chłop to dobry człowiek, wiele razy mi pomógł, zaskoczył. Ale w kryzysowych sytuacjach (depresja, w sumie to chciałam skończyć ze sobą) potrafi mnie zgnoić, i odwrócić się ode mnie.
Wiele razy próbowałam nawiązać jakąś rozmowę, ale moje starania spełzły na niczym. Jak grochem o ścianę. On taki jest i tyle.
Uważam, że traktuje mnie z góry. Jakby \"stałe ru**anie\" i sprzątaczka w domu. Ah, i odciążenie go trochę finansowo.
Nie wiem, co mam robić.
Pewnego pięknego dnia zebrałam swoje rzeczy i się wyniosłam. To było po kolejnej próbie rozmowy, co mnie boli. Nie było mnie 3 tygodnie. No i jasne, \"kocham cię, wróć\" i takie inne, wszystkim znane bzdety.
Jest do bardzo odpowiedzialny, inteligentny, i dobry człowiek. Dorosły chłop z krwi i kości, nie jakiś \"hipster\", co od piersi nie potrafi się oderwać. Jest bardzo szczery, i nie patyczkuje się z nikim. Nie muszę się ani starać, by być dla niego dobra, ale myślę, że przez jego zachowanie moja kobiecość, samoocena, jak i chęć życia gdzieś się ulotniła, i pękła jak bańka mydlana.
Nie wiem, może ktoś doradzi, czy mam tego człowieka zostawić, czy nadal mieć złudną nadzieję na szczęśliwe życie z tym człowiekiem?

Odpowiedz


Sortuj:     Pokaż treść wszystkich wpisów w wątku