Forum dyskusyjne

Problemy osobiste

Autor: terefere   Data: 2018-09-26, 00:45:04               

Witam.
Mam 24 lata, skończone studia, żadnych problemów zarobkowych. Życie zawodowe świetne, życie prywatne - nie ma go.
To już raczej od początków zawsze mama w dosyć dużym stopniu mnie kontrolowała. Za całkiem małego dzieciaka jeszcze się chodziło do innych, ale będąc już nastolatkiem już zbytnio nie chodziłem, bo "tam pełno alkoholu". To prawda, w moich okolicach dużo nastolatków piło i rodzice mnie nie puszczali, bym nie szedł w złe towarzystwo.
Urodziny mam tylko wśród rodziny, do mnie nikt nie przychodzi, ja do nikogo na urodziny nie przychodzę. W pracy jak są jakieś uroczystości, święta czy inne, to raz czy dwa byłem i też już nie chodzę, bo na tematy luźne, o prywatnych zainteresowaniach nie umiem rozmawiać. Jak była impreza firmowa i były tańce (o mnie o tym można pomarzyć), siedziałem bite 5 godzin przy stole, milcząc, czasem coś przytakując, jak ktoś o coś zapytał. Podobnie jest na weselach (na następne będę próbował się wykręcać).
Mój dzień to praca, po pracy internet, YouTube i granie, a potem spanie.
W pracy jest ok (znam się dobrze na swoich obowiązkach i nie stwarzają mi one problemów), potem albo zatapiam się w graniu, albo pogrążam w chwilowych depresjach, że nie mam żadnych znajomych, o dziewczynie w ogóle nic nie wspominając - nigdy nie miałem jakichkolwiek bliższych relacji oprócz rodziny. Trzy razy rejestrowałem się na Tinderze i po 1 parze lub 2 na kilka tygodni i bezsensownej rozmowie (po pytaniach o szkołę i pracę wysiadałem, bo nic nie potrafiłem o zainteresowaniach powiedzieć), 3 razy usuwałem konto.
Ogólnie się pogodziłem, że nie stworzę z nikim żadnych relacji (jaka dziewczyna zainteresuje się chłopakiem, który nie ma znajomych i siedzi w domu?) chociaż w głębi duszy bardzo chciałbym mieć kogoś bliższego, dziewczyna to byłby po prostu rarytas, coś niemożliwego.
Nie widzę też żadnej perspektywy, by to zmienić i nie mam już na to energii. Znajomi (tak zwani ze szkół) porozjeżdżali się, ja też do jednej miejscowości do pracy wyjechałem, na studiach miałem tylko jedną koleżankę, wszystko się urwało, jak skończyłem.
Teraz to już tylko praca ma sens, a potem szara egzystencja w mieszkaniu. Biorę sporo nadgodzin, bo mam mnóstwo wolnego czasu, żadnych spotkań ze znajomymi, jest możliwość, to biorę sporo nadgodzin.
Ogólnie mam pracę siedzącą i w genach skłonność do tycia - w ciągu ostatniego roku sporo przytyłem i do tego mam rozstępy. Kilka pomniejszych problemów zdrowotnych (niepoważnych).
W chwilach takich jak np brak prądu i siedzenie samemu w 4 ścianach, zaczynam sporo rozmyślać i po prostu płakać, bierze mnie dołek, że mam życie bez sensu, bez żadnych znajomych, sama egzystencja zarobkowa. Następnego dnia po wstaniu mam jakąś energię. W pracy poprawię sobie humor, jak koleżanka poprosi o jakąś pomoc i jej udzielę.
Prawdę mówiąc, odnajduję się dobrze w sytuacjach zawodowych i wymykam się pobocznie, jak dyskusja schodzi na inne tematy.
Co mi radzicie będącemu w takiej sytuacji? Ja nie widzę sensownej drogi wyjścia.


Odpowiedz


Sortuj:     Pokaż treść wszystkich wpisów w wątku