Forum dyskusyjne

Problemy w relacjach z mężczyznami.

Autor: Aggiez   Data: 2018-05-05, 12:01:24               

Jestem kobietą, mam 21 lat. Moje związki wyglądają zwykle tak, że szybko zaczynam sypiać z partnerem, ale nie jest to podyktowane nadmierną kochliwością i szybką potrzebą bliskości z nim, jest to prosta potrzeba seksu do którego nie potrzebne mi są uczucia. I na początku zależy mi właśnie na łóżku, zakładam, że ta relacja będzie trwała krótko, nie lubię kiedy partner deklaruje jakieś uczucia czy oczekiwania wobec mnie, staram się dystansować. Po pewnym czasie następuje przełom i zaczyna mi zależeć. Zaczynają mi przeszkadzać wszystkie wady partnera które wcześniej ignorowałam, bo przecież nie myślałam o nim poważnie. I wtedy wiem, że powinnam zakończyć relację bo nie nadaje się do stałego związku i niezależnie od tego jak silne uczucia zaczynam żywić do partnera, i tak silniejsze jest moje przerażenie na myśl o tym, że miałabym z tym człowiekiem być już na zawsze, wziać ślub i o zgrozo, może mieć dzieci. Nie umiem jednak zrezygnować i decyduję się nie myśleć o tym ile będzie trwała, ani czym jest ta relacja, tylko po prostu dalej być z nim. I wtedy szczerze okazuje już uczucia, oczekuje też tego w zamian, ale przychodzi mi to z trudnością. Nie umiem się w pełni otworzyć, trudno mi zaufać partnerowi, on mi zarzuca że nie zależy mi na nim. Ja staram się być szczera i przyznaje, że na początku może tak było ale od jakiegoś czasu jest dla mnie ważny. Jednak atmosfera w związku się pogarsza bo tak jak już pisałam, zaczynam przywiazywać wagę do wszystkich 'zgrzytów', przestaję ignorować sytuacje w których on traktuje mnie nie w porządku, zaczynają mnie one boleć... Jednocześnie sama nie umiem się do końca zaangażować, nie wyobrażam sobie wprowadzić go w krąg moich znajomych, zapoznać z rodziną i też sama nie wiem, nie potrafię okazywać bliskości, swobodnie czuję się uprawiając seks ale w sumie jest to dość mechaniczne. Samo przytulanie np już jest dla mnie jakieś niezręczne. W każdym razie związek się powoli rozpada, po zakończeniu z jednej strony odczuwam smutek, a z drugiej złość na całą sytuację. Wmawiam sobie, że czas spędzony z tym partnerem nic nie znaczył i szybko angażuję się w kolejny związek, żeby nie wiem... wypełnić pustkę, czas, żeby zapomnieć albo udowodnić sobie, że mnie to nie ruszyło? W każdym razie rozpoczynam tę nową relację zdystansowana emocjonalnie i cały schemat się powtarza niezależnie od tego jak bardzo wierzę, że tym razem będzie inaczej.


Ogólnie to jestem bałaganem i nie wiem jak przestać robić sobie i innym krzywdę.

Odpowiedz


Sortuj:     Pokaż treść wszystkich wpisów w wątku