Forum dyskusyjne

Dziwne zachowanie dziewczyny

Autor: Ciekawyprzypadek2002   Data: 2018-04-22, 19:15:48               

Witam
Od 7 lat żyję z dziewczyną, która raz na 3 tygodnie wybucha. Ale to tak, że nie da się tego powstrzymać (w sensie o cokolwiek się przyczepi). Wczoraj jak byliśmy w restauracji to przypadkowo pociągnąłem za obrus i zwaliłem jej sztućce na ziemię. Zaśmiałem się niewinnie i przeprosiłem, a ona rzuciła mi talerz na koszulkę (przy ludziach, kompletnie jej to nie przeszkadza, po prostu trans jakiś), zaczęła bić mnie rękami, mówić okropne rzeczy i wyzywać od ch*** itd . Teksty typu: jestem z tobą tylko dlatego bo jestem sama w tym mieście i nie mam pieniędzy żeby wynająć, zniszczyłeś mi życie, nienawidzę cie..,.. zachowujesz się jak moja matka (brak ojca, matka jej zniszczyła jej dzieciństwo m.in. alkohol, poniżanie przy innych itd). Wpada w histerię, w oczach ma taki szał. Zawsze po takich akcjach żałuje, że to robi, że to nieprawda. Ostatnio właśnie byłem w szoku bo sama siebie zatrzymała po 15 minutach kłótni (zwykle zmiana frontu następuje bo zrobieniu mi jakiejś krzywdy np zniszczenia okularów, butelki na głowie, komórki itd) : " dość tego kłamania, słuchaj to nie prawda co mówiłam.... nie wiem czemu tak się zachowuję, ja ciebie kocham, nie potrafię tego kontrolować, to samo ze mnie wychodzi" No i złość mi przechodzi we współczucie. Sam nie wiem. Jak jest dobrze między nami to ją kocham, śmiejemy się razem, bardzo podobne charaktery, patrze na nią i zawsze się rozczulam, ale podświadomie tylko czekam aż wybuchnie znowu i jestem wściekły na siebie i marzę o normalnym związku z normalną dziewczyną. Ma iść do psychiatry w czerwcu, zobaczymy, moje ultimatum. Ciężka dziewczyna ogólnie, ze skrajności w skrajność. Po za tym jak dziecko nieraz i manipulacje:budzi mnie i idź mi o 1 w nocy po czekoladę (albo papierosy czy kolę) bo mi się chce a ja się boje sama (nocny Marek z niej), ja bym ci poszła, nie możesz jakiejś rzeczy zrobić dla mnie?, zawieź i przywieź mnie z pracy (5 godzin pracuje tylko) bo podróże busami i pociągami mnie męczą... I tak sobie wegetuje z nią i w sumie ze sobą też bo mam stany depresyjne ogólnie. Jakbyśmy mieszkali u niej w mieście (ma z 500 km do domu i nikogo znajomego, z rodziną pokłócona) a nie u mnie to przyprowadziłbym jej matkę, żeby sobie ją zabrała i jakoś przełknąłbym rozstanie z zaciśniętymi zębami. A tak to histeria i wybieganie z mieszkanie niewiem gdzie i szukaj tu ją, a ona jest do wszystkiego zdolna. Ale tak jak mówię, ja sam nie potrafię z nią zerwać, bo przywiązanie i ciągła troska o nią ( ma jeszcze padaczkę, więc pilnuje też jej leków i ratuję z opresji w trakcie ataku w pracy czy na mieście - bardzo męczące, ciągłe urywanie się z pracy, już z dwóch wyleciałem za takie coś) jak o dziecko własne no i dużo nas łączy. Jakby moja matka nie robiła ze mnie małego synusia w trakcie wychowania za dzieciaka, dała więcej luzu w rozwijanie mojej osobowości i ciekawości świata, a ojciec nie miał mnie gdzieś i nauczył mnie szacunku do samego siebie, a nie olewał i darł się na mnie o wszystko to pewnie dziś byłbym innym człowiekiem z inną psychiką i nie zniszczył sobie życia (a oboje mamy po 30 lat). Nie raz, mam tego dość wszystkiego i w myślach skręcam linę i szukam najgrubszej gałęzi.
Trochę zboczyłem z tematu, ale może się to łączy, nie wiem. Wie ktoś co to może być za choroba?
Pozdrawiam

Odpowiedz


Sortuj:     Pokaż treść wszystkich wpisów w wątku