Forum dyskusyjne

RE:do Redwife

Autor: mimbla1   Data: 2018-04-17, 13:43:15               

Redwife, absolutnie JEST dla was szansa.
Każde uzależnienie (z wyjątkiem tego od narkotyków, tu jest różnie) ma swoje "źródełko" w psyche uzależnionej osoby. Ma jakąś głębszą, często nieuświadomioną przyczynę czy zespół przyczyn.
Mąż bezwzględnie i niezwłocznie powinien poszukać pomocy fachowego psychoterapeuty, specjalisty od tego rodzaju uzależnień/problemów i jak najszybciej podjąć terapię indywidualną. To jest warunek podstawowy i tu nie ma zmiłuj, im szybciej tym lepiej. I bez tego będzie tylko gorzej, bo "własnymi siłami" i z Twoja pomocą mąż nie dał rady. To już wiadomo i nie ma sensu powtarzanie tej próby. Tu musisz być bardzo twarda, aż do poziomu "terapia albo rozwód" - mam na myśli Twoje podejście, nie słowa które masz wypowiadać. Przy tym się uprzyj jak oślica Balaama.
Na razie z tego co piszesz problem męża nie doprowadził do totalnego rozpadu więzi, jest to na etapie , obrazowo rzecz ujmując, solidnego naruszania pewnej części fundamentów małżeństwa. Reszta się póki co trzyma. To co się dzieje nie stanowi bezpośredniego zagrożenia życia , zdrowia fizycznego ani podstaw materialnego bytu rodziny ani wielce szkodliwego uszkadzania psychiki dzieci czyli obecnie nie ma sytuacji uruchamiania instynktu samozachowawczego i zwiewania natychmiast, jak bywa w przypadku uzależnienia od hazardu czy alkoholizmu partnera.
Nie odbieraj tego jako minimalizacji problemu, staram się po prostu realistycznie to widzieć. Problem jest i jest duży i może doprowadzić całość do rozpadu ale nie jest to etap gdy ucieczka jest jedynym sensownym wyjściem.
Ty równolegle możesz i chyba powinnaś sięgnąć po pomoc dla siebie, ale nie żadną "dla współuzależnionych" tylko po prostu. Dla żony w trudnym małżeństwie. Jak jedno z małżonków idzie na terapię, drugiemu bywa bardzo trudno.

Odpowiedz


Sortuj:     Pokaż treść wszystkich wpisów w wątku