Forum dyskusyjne

RE: Powrót do kobiety... feelka przeczytaj o sobie...

Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-06-07, 09:03:06               

Wkleiłem list - ponieważ, to ostatnia "wiadomość" od Ewy, która jest napisana czarno na białym.

Nawet podczas wielu rozmów - nie dowiedziałem się tylu rzeczy co w tym liście.

Wczorajsza noc - była bardzo ciężka.
Nie spałem, płakałem, zastanawiałem się co źle zrobiłem, co mogłem inaczej zrobić.


Z jednej strony - mam w głowie nasze super chwile, wspólne wyjazdy, doświadczenia, wspólne spędzanie czasu, imprezy, przyjęcia... to jak często Ewa doceniała mnie, że pokazuję i uczę jej nowych rzeczy.
Mam jej obraz jako "mojej młodszej siostry", która zawsze była przy mnie, która mimo, że "starszy brat" był zły, nerwowy, krzyczał, był czasem humorzasty - Ewa brnęła przy mnie.

Przez 3 lata związku, bardzo dużo się nauczyliśmy, bardzo dużo przeżyliśmy wspólnie...
Dlaczego Ewa nie chce do tego wrócić?
Czy tylko ja w głowie mam taką idealną wizję?
Czy było mi za dobrze przy niej, a Ewa przez te 3 lata się męczyła ze mną?
Czy byłem egoistą? Czemu dopiero teraz, po stracie Ewy widzę pewne kwestie, których wcześniej nie widziałem?
Czy to doświadczenie? Dojrzałość do pewnych relacji?


Z drugiej strony - nie akceptuję, nie dochodzą do mnie logiczne myśli - w których ona też miała swoje za uszami, w których ona mnie też słownie prowokowała, robiła na złość..
Też nie mogę powiedzieć, że Ewa była zawsze ideałem.. i perfekcyjną kobietą... ale.. było mi z nią dobrze...

Mam w głowie walkę dobra ze złem.

Z perspektywy czasu - zastanawiam się, czy jej zachowanie było spowodowane moim, czy ona po prostu taka jest, a to - że w październiku się z nią rozstałem - to był dobry ruch?

Może Ewa - bardziej logicznie myśli ode mnie? Może faktycznie jej decyzja, jest bardziej słuszna niż moja..

Siedzę w pracy, czytam to forum, czytam Wasze posty. Mam szklane oczy, najchętniej to bym się popłakał.


Miewam OGROMNE wahania nastrojów.
2 tygodnie temu cieszyłem się, że znowu się przespaliśmy, że jesteśmy blisko, że "kolega" odpadł. Byłem zadowolony, że wygrałem wojnę. Że zwycięstwo jest tuż tuż.
Kilka dni temu - pstryk... okazało się, że pomimo wygranej bitwy - wojna nie została rozstrzygnięta na moją korzyść.

Co mam robić? Jak o tym wszystkim zapomnieć?

Ciągle chce walczyć o nią... ciągle chcę z nią być... ale.. chyba już nic nie da się zrobić...
Chyba już Ewę straciłem na zawsze... :(


Odpowiedz


Sortuj:     Pokaż treść wszystkich wpisów w wątku