Forum dyskusyjne

RE: Iga

Autor: feelka   Data: 2018-05-28, 13:37:38               

Pozwolę się wtrącić, jak ja to widzę.
"Nie kocham", bo doprawdy nie mam za co, bo mam już dość, bo to bez sensu. Ale... Czuję, że gdyby był dobry, miły szczerze, gdyby powiedział co chcę usłyszeć..., gdyby przytulił - pokochałabym. Odtajałaby moja zamrożona miłość, przywiązanie.

Odeszłabym, przynajmniej duchowo, gdybym miała PEWNOŚĆ , że on nic nie czuje, że mnie nie lubi, nie ceni; że już przepadło. Ale on milczy. A gdy mówi, to tak, że mu nie całkiem wierzę. Bo może robi to "nie na prawdę", na złość...?
Bo tak bardzo chcę by to było "nie na prawdę"?
Bo on określa mój byt (poza rolą matki i pedagoga- całą resztę ), wciąż jeszcze on, mój dawny książe, mój bóg


"Takie są me oczy, taka moich oczu treść
One gasną już, gasną jak płomyki świec

On wróci nad ranem i będzie się śmiać
Że ja przy tej ścianie wciąż muszę tak trwać
On nic nie zrozumie, bo znowu dziś pił
Że tam, gdzie ten mur, przecież on kiedyś był
Mój anioł, mój amant, mój książę, mój bóg
To nic, to nieważne i tak szkoda słów..."

:)

Iga, nie walcz z tym co jest. Czujesz to co czujesz, w danej chwili; czucia nie zmienisz. Psychologia prosi: nie stawiaj uczuciom, myślom - OPORU. Bo tylko podwójnie cierpisz. Raz przeżywając emocję, a drugi raz - przeżywając to, że "przecież nie chcesz tego przeżywać". Obserwuj te uczucia i emocje, to zmęczenie materiału, ale i lęk przed utratą, ale i nadzieję- że będzie dobrze. To samo musi ewoluować. W coś nowego, nikt jeszcze nie wie w co. ( wewnętrznie - to w miłość własną większą, a zewnętrznie - się okaże). Dobrze, że rozmawiasz o tym na terapii, to też jest obserwowanie

Odpowiedz


Sortuj:     Pokaż treść wszystkich wpisów w wątku