Forum dyskusyjne

RE: A możesz napisać scenariusz pierwszego miesiąca po

Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-17, 00:03:25               

Tak, częściowo macie rację. MIAŁEM problem z komunikacją.
Dlatego wybuchnąłem, dlatego poszedłem "do terapeuty". Przemyślałem to i zmieniłem się nawet w stosunku do najbliższych. Zauważyli nawet oni tą "zmianę" i myślę, że jest ona permanentna i czuję się tak lepiej. Nigdy wcześniej nie pisałem na takim forum. Nie miałem takiej potrzeby.
Ta sytuacja mnie niszczy wewnętrznie - dlatego zależy mi na Waszej opinii.

Czy mam TERAZ problem z komunikacją? Ja na pewno nie. Ewa o wszystkim wie. Byłem z nią szczery jak nigdy, jestem z nią szczery. Jest świadoma wszystkiego - lecz wychodzi na to, że teraz ona ma problem z byciem szczerą, chociaż nigdy taka nie była.

Nic mi się tutaj nie układa w całość.
Serce i rozum mówią mi, że mam się uspokoić, że mam spokojnie poczekać na rozwój sytuacji. Może ona faktycznie przemyśli i przyzna się i porozmawia z "kolegą". Doszedłem do wniosku, że co ma być to będzie. Poczekam. Naciskałem, proponowałem. Z drugiej strony - może wyjść ciemna strona Ewy, której nie znam - że wdała się w ponowną relację ze mną i nie opanowała sytuacji i pozwoliła się jej rozwinąć - jak dla mnie to nie bez powodu...

Jeżeli nie będzie się odzywała, to za jakiś tydzień - zaproponuje spotkanie, zapytam się czy zastanowiła się nad czymkolwiek bo jak nie - to ja bezpośrednio zapytam się jej "kolegi" jak to wygląda, bo ja nie zamierzam uczestniczyć w takich "zdradach" jak ona to robi ze mną i że zawiodłem się na niej, skoro nie może być szczera.

Ja zrobiłem to co mogłem, chcę dalej to robić - poczekam. Może zatęskni za tym, pomyśli i przeanalizuje.

Nie mam nic do stracenia. Ewa nie jest ze mną, uświadomiłem to sobie. Nie mam po co zadawać sobie niezliczonych pytań bo i tak nie będę wiedział dopóki się nie przekonam.


Dlaczego piszecie, że ja nie wiem czego chcę?
Ja tylko nie wiem - jak długo dawać "jej możliwość namysłu".
Przecież podczas rozmowy i w pamiętnym liście napisałem że:
Albo powie mi, że mam nie robić sobie nadziei na związek, albo powiedzieć "koledze" o wszystkim i odpuścić - a jak nie chce się przyznać do wszystkiego to może w dowolny inny sposób zakończyć relację.
Ewa boi się podjąć decyzję ale ona czuje - że zaczyna się jej palić grunt i decyzja musi nastąpić wkrótce.

Nie wiem czy to wyda się "złe" i "samolubne" ale.. jakbym podczas rozmowy z Ewą poruszył temat - że sam mogę dowiedzieć się od "kolegi" jak wygląda ich status relacji to... nogi by jej zmiękły...
Nie chce na niej wymuszać decyzji - w taki sposób, bo to bezczelnie nieco (według mnie). Takie ultimatum - które spowoduje milion myśli w głowie Ewy - "a co będzie jak...".
Zastanawiam się czy ona zdaje sobie sprawę z konsekwencji - naszej relacji.
Ja się trzymam wersji "że nie są razem - bo usłyszałem taką wersje z jej ust". Jeżeli byliby razem - to zmieniłoby postać rzeczy w moim zachowaniu. (Ja też jestem wolny i mogę się spotykać z kim chce, kto mi zabroni, a przy okazji walczyć o Ewę)...
Nie o to jednak chyba w tym wszystkim chodzi, bo tutaj decydują inne emocje - miłość, wspomnienia, danie sobie drugiej szansy.

Ewa to nie kobieta z którą byłem miesiąc czy dwa. Nie zdradziłem jej, nie zrobiłem nic złego co mogło rzutować na nasz związek. Nie spotykałem się z inną. Po prostu - pod wpływem emocji, żalu i ogólnie skrywanych emocji - skończyłem tą relację, a z perspektywy czasu.. żałuję jej...

Dlatego mam do siebie pretensje i czuje - jakieś wewnętrzne potrzeby odbudowania tego, bo to rozstanie to był mój kaprys? Głupota? Sam nie wiem jak to nazwać. Ewa daje/dawała mi wszystkie sygnały, że może być coś z tego. Fizycznie - była blisko, a mentalnie - podczas rozmów zachowywała delikatny dystans.

Ciekawe jaka jest prawda...

Idę spać. Dobranoc :)
Jutro pewnie nic się nowego nie wydarzy - kilka dni spokoju przede mną.
Pozdrawiam :)



Odpowiedz


Sortuj:     Pokaż treść wszystkich wpisów w wątku