Forum dyskusyjne

RE: Żart na dobranoc;)

Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-16, 00:30:27               

Dobry wieczór.
To będzie dość długi post na "zakończenie mojego życiowego filmu". Mam nadzieję, że wrócimy jeszcze do napisów, ale do rzeczy..

Właśnie wróciłem ze spotkania z Ewą.
Przytuliliśmy się, poszliśmy niedaleko do parku, usiedliśmy na ławce. Objąłem ją i normalnym tonem zacząłem rozmowę.

Zapytałem jak minął weekend, porozmawialiśmy i poruszyłem temat tego - co dalej, jak ona to dalej widzi, czego się boi. Jak z tym "kolegą" na prawdę wygląda.

Po ponad 1,5h rozmowy uzyskałem wiele ciekawych informacji:


- Ewa boi się tego - jak zareagują jej rodzice i znajomi - że ja wróciłem. Oni wiedzą, jak Ewa przeżyła nasze rozstanie, jaki to był cios dla niej, a teraz poznała "kolegę". Jakby to miało wyglądać, że nagle Andrzej wrócił.

- Ewa stwierdziła, że nie chce mnie skrzywdzić. (odpowiedziałem, że jak nie chce mnie krzywdzić - to ma teraz zakończyć moje cierpienia - i powiedzieć mi - że nic z tego dalej, bo to będzie najlepsza opcja dla mnie. Ulży mi, będę wiedział na czym stoję. Pewnie - będzie to bolało, ale chce to jak najszybciej usłyszeć, skoro ona nie wie co dalej. Z drugiej strony - przyjechałem dzisiaj TYLKO PO TO - BY MI POWIEDZIAŁA - CZY MAM DAĆ SOBIE SPOKÓJ CZY DOSTANĘ DRUGĄ SZANSĘ. To był motyw przewodni spotkania. Jak to powiedziałem - zakręciła nam się łza w oku. On to ukrywała. Ewa odpowiedziała - że to nie takie proste, że ona nie chce zrobić pochopnej decyzji. Że jakbym miał sobie pójść - to by mi to powiedziała, a z drugiej strony - może mi powiedzieć "że wraca, że daje drugą szansę", a tak na prawdę nie będzie to do końca szczere - bo ona boi się, że może nie być tą samą Ewą którą ja znam.
Był to ciężki argument, jednak stwierdziłem, że po trzech miesiącach nie można zapomnieć o tym jak było, że można się wspierać, że ja jestem w stanie teraz - swoim postępowaniem dać jej znacznie więcej niż do tej pory, bo znam swoje błędy. Ewa odparła - że ona swoje też i że żałuje ich.

- Dowiedziałem się też, że "jej kolega" wie o mnie. Nie chciała mi powiedzieć czy wie na "jakim poziomie" są te spotkania, jednak jak siedzieliśmy w parku - kilkukrotnie on do niej dzwonił, a ona nie odbierała (Pewnie brała prysznic :D )

- Istotnie jest to - że Ewa powiedziała, że jakby w styczniu wiedziała, że tak potoczy się nasza relacja to.. by się nie spotkała ze mną. Że pogubiła się w tym. Jak odpowiedziałem co mógłbym zrobić - stwierdziła - żebym cofnął czas do momentu rozstania. Odparłem, że nie mogę go cofnąć, a jak przestawię wskazówki i datownik na zegarku, nie wiele to da - a mogę jej jedynie przestawić myślenie, na takie - żeby raz w życiu zaryzykowała i dała nam szansę - na lepsze jutro, niż na przeszłość...

- Ewa powiedziała, że ma problem z tym - że ja mam pewne cechy których on nie ma i odwrotnie. Że ciężko zadecydować i ... podjąć słuszną decyzję - bo "poznała nowych znajomych", a z drugiej brakuje jej przeszłości...

- Ewa poprosiła mnie o to, żebym dał jej trochę czasu. Chce przemyśleć to i podjąć jakąś decyzję i .. mam wyluzować.


To chyba najważniejsze podpunkty. Tak więc - daje na luz, czekam na rozwój sytuacji. Pogadaliśmy jeszcze o planach na weekend, zaproponowałem jej coś - zobaczymy czy się odezwie. Ma punkt zaczepienia. Teraz pozostaje mi czekać... czekać... czekać.

Nic innego mi nie pozostaje. Uważam, że przez tyle czasu - przez 2,5 miesiąca - dałem z siebie dużo, na tyle - że więcej nie jestem. (oprócz kupna pierścionka zaręczynowego :D ) . A tak na poważnie - to Ewa podkreśliła, że wszystko wie, że potrzebuje czasu...


Odpowiedz


Sortuj:     Pokaż treść wszystkich wpisów w wątku