Forum dyskusyjne

RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

Autor: Andrzeyy   Data: 2018-04-06, 08:45:27               

Cześć :)

Byłem wczoraj na spotkaniu z Ewą.
Pogadaliśmy - wyskoczyłem z pomysłem wypadu na weekend.
Powiedziała - że nie, bo "nie".
Podpytywałem dlaczego nie - to stwierdziła, że spotyka się z kimś i .. nie może jechać.
Pociągnąłem temat dalej - w czym przeszkadza to, że się spotyka z kimś? Czy jest z nim w związku? - odpowiedziała, że nie.
Zapytałem więc - w jaki sposób możemy odbudować nasze relacje, skoro - nie chce, i że kolejny raz pytam - czy
przeszkadzam w jej układance - oczekiwałem prostej odpowiedzi - tak lub nie.

Dalej jej nie uzyskałem. Milczała i widziałem jak "świecą jej się oczy" do płaczu.
Ona coś ukrywa - a nie chce mi powiedzieć. Czuje to. Że ona też ma mix w głowie - bo jak przyznała - NIE WIEDZIAŁA i nie brała pod uwagę możliwości, że ja się do niej odezwę.
Tym, że się spotykamy - zniszczyłem jej cały plan.

Widzę w jej oczach, że się mnie trochę boi - podkreśliła, to co wcześniej - że potrzebuje czasu, że nie wie co ma robić.
Robiłem wszystko, żeby mi powiedziała - że mam spadać, bo mnie i ją ta sytuacja przerasta, a ona doskonale wie - że
pałeczka jest po jej stronie.


Co do szacunku do drugiej osoby - tego "kolegi".
Dochodzę do wrażenia (mocnego wrażenia), że ten kolega to taki temat zastępczy. Ja zniknąłem, ona poczuła się samotna
więc na siłę poszukała "faceta" w necie. Zgadzałoby mi się to, bo jak poznać kolesia 100 km od niej?
Co więcej - chce ona do mnie wrócić ale - chyba trochę za daleko zaszła w relacji z kolegą (tak mi się wydaje) i nie bardzo
ona ma pomysł co zrobić dalej.
Podkreśliłem jej, że to wszystko działa na niekorzyść każdego.
Z jednej strony - jeszcze trochę i pewnie jej "kolega" dojdzie do wniosku, że Ewa dalej się ze mną spotyka, Ewe i mnie to będzie gryzło, siędza nam myśli w głowie.
Wczoraj na prawde robiłem wiele - żeby Ewa się określiła lub nawet "skróciła moje cierpienie", bo przyznałem, że jestem gotowy w tym momencie - poznać prawdę.
Mówiłem, że jesteśmy ludźmi, że wystarczy mi SZCZERE słowo, przeciez to nic takiego. Ja zrozumiem wszystko. Cisza...
Dodałem również, że nie ma dla mnie przyjemności spotykać się z nią - jako kolega z koleżanką, żeby wybiła sobie z głowy, że ona będzie miała chłopaka gdzieś tam, a ja będę w wolnych chwilach wypełniał jej czas.
Uświadomiłem ją też - że decyzję, co dalej musi podjąć na dniach.
Zapytała się jak?
Odpowiedziałem, że rozwiązanie jest bardzo proste:

- Piszesz/dzwonisz - albo do mnie z tekstem : To nie ma sensu, przemyślałam to i .. nie wrócimy do siebie
- lub dzwonisz do swojego kolegi i mówisz: że po zastanowieniu sie, taki związek na odległość nie ma sensu i .... tyle.

Co w tym trudnego?
SZCZEROŚĆ, SZCZEROŚĆ.

Niby tylko słowa - a sam miałem z tym problem w Październiku - jak rozstałem się z Ewą. Teraz - wiem więcej.
Dałbym wiele, by mieć taką wiedzę jak mam teraz - jeszcze 5 miesięcy temu.


Zapytałem się też- ile mam czekać? Aż mi powie, że jest w nim w ciąży? Że przeprowadza się do niego? Że są w "oficjalnym związku?"
Powiedziałem też, że jakbym miał ochotę się nią "pobawić" to nie marnowałbym mojego i jej czasu, że biorę to na poważnie i ...

Finalnie - im dłużej spacerowaliśmy tym.. ona była bliżej mnie.

Usiedliśmy na ławce - zaczeliśmy się całować.
Dostała odemnie na pożegnanie bukiet kwiatów - przytuliła się, dała buziaka - pożegnaliśmy się z usmiechem na twarzy.
Po spotkaniu - zero kontaktu, ani sms ani telefon.
Ja też odpuszczam znowu... czekam :)
W weekend do niego pewnie jedzie - zobaczymy co przyniesie kilka najbliższych dni.


Mirabelle - tutaj sytuacja jest inna. TO JA ZAWALIŁEM, To ja muszę ją przekonać do siebie. Wiem, że to dziecinne - ale na prawde, daje z siebie wszystko.

Odpowiedz


Sortuj:     Pokaż treść wszystkich wpisów w wątku