Forum dyskusyjne

Sortuj:     Pokaż same tytuły wpisów w wątku
  • Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

    Autor: Andrzeyy   Data: 2018-04-03, 10:28:33               Odpowiedz

    Witam Was wszystkich smile
    Z tej strony Andrzej.

    Nigdy nie podejrzewałem, że napiszę taki post na forum jednak - cała sytuacja mnie przerasta..
    Nie mogę spać, mam bóle brzucha...

    Tekst będzie dość długi - jednak bardzo dziękuje każdemu, kto go przeczyta - i coś poradzi/doradzi.
    Mogą w nim być błędy, słaba składnia - starałem się pisać jak najlepiej, lecz w moim obecnym stanie jest to trudne..

    Mam 28 lat. Przez 3 lata byłem w związku z kobietą. Dzisiaj - mogę powiedzieć, że "dziecinnym związku". Nie mieszkaliśmy razem, mieszkamy obok siebie - widywaliśmy się kilka razy w tygodniu, wakacje, wyjazdy - było dobrze. Pokazałem Ewie wiele rzeczy, ona mi. Czuliśmy się szczęśliwi. Miałem w jej oparcie, były kłótnie - jednak ciągle ona była przy mnie.



    Październik 2017
    Wszystko zaczęło się w październiku.
    Straciłem pracę, bez perspektyw na lepsze jutro. Doszły kolejne kłótnie z moją dziewczyna - nazwijmy ją EWĄ.
    Mieliśmy dogadane wakacje, jednak ze względu na moją niepewną sytuację życiową. brakiem pomysłu na siebie.. straciłem pewność siebie... i.. zrezygnowałem z wyjazdu na wakacje.
    Wybrałem najłatwiejsze wyjście: Z dnia na dzień spotkałem się z Ewą, powiedziałem, że to koniec. Że wszystko mnie przerosło, że mam tego wszystkiego dość. Załamałem się. Ona pojechała na wakacje, kontakt się urwał. Baaardzo mnie ciągnęło, żeby do niej napisać - ale nie...
    Tyle ją widziałem.. (Ona wie, że mam trudny charakter i jak ja powiem coś to.. tego się trzymam)...

    TAK - odreagowałem całe zło na niej. BEZ ROZMOWY, bez niczego. Po prostu - z dnia na dzień ją zostawiłem mówiąc, że odchodzę.


    Listopad 2017
    CISZA. Zero kontaktu. z mojej strony jak i z jej.


    Grudzień 2018
    Cisza. Zero kontaktu. Usunęła mnie z Facebooka - totalnie o niej zapomniałem.
    Ja w między czasie - ogarnąłem się. Mam stanowisko kierownicze, kupuje mieszkanie...
    Przez 2 miesiące gdy z nią nie byłem - mój świat obrócił się o 180 stopni - ku lepszemu.
    Spotykałem się z kobietami, nie ukrywam - doszło do zbliżeń z jakimiś poznanymi kobietami - jednak... zaczęło mnie gryźć coś w środku. Coś - czego nie umiałem opisać.
    Z końcem grudnia - zobaczyłem, że "moja" Ewa - spotyka się z kimś. No cóż - ma pełne prawo... nic mi do tego.


    Styczeń 2018
    W połowie stycznia - stwierdziłem, że muszę się zabrać za siebie.
    TAK - poszedłem do terapeuty. Powiedziałem mu - że gryzie mnie to, w jaki sposób zakończyłem związek.. że.. ja cały czas kocham moją Ewę...
    Z końcem stycznia - zadzwoniłem do niej. Spotkałem się. Przeprosiłem za wszystko, przyznałem się, że poszedłem do terapeuty, że moje życie się trochę pozmieniało... (NIE BYŁO TEMATU POWROTU DO SIEBIE). Powiedziałem, że popełniłem błąd, że ją skrzywdziłem...
    Ewa to doceniła, odpowiedziała, że rozumie, że jest jej szkoda tego wszystkiego...


    Luty 2018
    Tutaj zaczynają się dziwne rzeczy. W lutym - "zaatakowałem". Zaproponowałem jedno, drugie, trzecie spotkanie. Zgadzała się. Jakieś piwo, jakieś kino, kawa... Podczas rozmów powiedziała mi - że nie ma chłopaka, że spotyka się z jakimś gościem (3lata młodszym ode mnie) - którego poznała gdzieś tam - tylko, że mieszka ponad 100km od niej.
    Spotykają się weekendami, czasem w tygodniu. Zna jego rodziców, rodzinę bo tam spędza weekendy.

    Ogólnie powiedziała mi, że nie czuje - że on mieszka tak daleko bo widują się weekendami cały czas i zdarza się, że w tygodniu on do niej przyjedzie.
    Podczas kolejnego spotkania - w lutym - rzuciłem temat... że... chciałbym wiedzieć, czy ona widzi sens "naprawienia wszystkiego". Stwierdziła, że nie.. że nie chce krzywdzić swojego kolegi, że.. nie wie jakby to miało wyglądać, że go zostawi itp.

    W międzyczasie - moja Ewa, była na imprezie w moim mieście - u moich znajomych.
    Traf chciał - że nie miała jak wrócić w nocy - więc zapytała mnie o pomoc. Zgodziłem się.
    Spotkaliśmy się - ona była trochę pijana i.... stwierdziłem, że też się napije z nią.
    Posiedzieliśmy razem - i... mimo alkoholu - zbliżyliśmy się do siebie. Jakieś pocałunki, "zabawa" jednak bez seksu.
    Dało to mi to do myślenia - przecież, jakby to było coś na poważnie z tamtym facetem - to nie przyszła by do mnie, nie zadzwoniła... Co więcej - nie była AŻ tak pijana, żeby nie pamiętać nic wink
    Ewa - ZAWSZE była w 100% fair wobec mnie. Nigdy nie dawała mi powodów do zazdrości - a tu nagle taka sytuacja?
    Oczywiście - kolejne dni nie przynosiły nic. Zamieniła w żart - że już ze mną nie pije itp...
    Tak minął luty - jeszcze kilka spotkań.


    Marzec 2018
    Tutaj zaczyna się całe show.
    Kolejne spotkania - różnie to wychodzi, raz z mojej inicjatywy, raz z jej - jednak czuję dystans między nami - tworzony przez Ewę, co jest zrozumiałe.
    Postanowiłem, że jak minęło 1,5 miesiąca od momentu w którym się spotkaliśmy 1szy raz to "czas na konkrety".

    Z początkiem marca spotkałem się z Ewa - poruszyłem wiele tematów. Powiedziałem jej chyba wszystko. Wszystko płynęło z serca. Czuję się oczyszczony... mówiłem że m.in:

    - Nie wyobrażam sobie znajomości z nią - jak kolega. Chciałbym żeby się określiła, co dalej.. że tak to być nie może. Że ciągle zależy mi na niej. Że czegoś takiego nie czułem do żadnej kobiety. Że mimo tego jaki jestem, to czas pokazał - że muszę o nią walczyć.
    Dodałem również - że jak ma zamiar się mną bawić, czy ja koliduje w jej związku z "kolegą" to ma mi to powiedzieć - to zniknę. Z dnia na dzień, bo cała sytuacja jest dla mnie mega trudna, że nie śpie przez to, słabo jej bo ja... mam ją w głowie. Czuję wewnętrzną moc - żeby o nią walczyć. Wiem, że była szczęśliwa - a mi "odwaliło". Z perspektywy czasu wszystko jest już dla mnie jasne i wiem, że mógłbym z nią stworzyć szczęśliwy związek, a w perspektywie czasu - stworzyć rodzinę.
    Ewa unikała odpowiedzi na to... powiedziała, że nie wie "jakby to miało wyglądać nasz powrót", że musi się zastanowić, że to nie takie proste, że potrzebuje czasu...


    Kolejne spotkania - nic nowego nie przynosiły. Jak próbowałem ruszyć temat "nas", to odpowiadała - że ona wszystko wie, wszystko przyjęła do wiadomości ale.. nie wie co z tym zrobi.. że to nie jest prosta decyzja. Że mam ją nie cisnąć w tej kwestii, że mam jej normalnie dać myśleć.

    Oczywiście - spotykam się z nią dalej. Średnio 2-3x w tygodniu - idziemy na jakiś spacer czy coś.
    Próbuję się zbliżyć do niej - jakieś pocałunki, jednak tutaj mnie dystansuje. Niby odpycha, niby ten tego - ale... jak przychodzi do tego, że ją przytulę - pocałuje.. to nic nie mówi, tylko głową ucieka. Czuje tak - jakby robiła na siłę dystans. Przecież jakby czuła się nie komfortowo - to by powiedziała "słuchaj, nie rób czegoś takiego, nie próbuj mnie całować bo tak nie wypada bla bla bla".. Mimo tego, czuję, że sprawia jej to... przyjemność.
    Ostatnio ją delikatnie masowałem w aucie, w kinie bez problemu dała się przytulić, utrzymywać jakiś kontakt fizyczny.

    Teraz jest weekend świąteczny - wczoraj cały dzień ze mną spędziła, dziś go spędza z rodziną - a jutro.. pewnie jedzie do swojego "kolegi".

    Podczas ostatniej rozmowy, Ewa przyznała mi że: "Rozmawiała ze swoim kolegą, że ja się odezwałem i że spotyka się ze mną czasem". Zapytałem oczywiście co z tej rozmowy wyniknęło, to odpowiedziała "Ze mój kolega stwierdził, że to jest jej decyzja, że to ona ma wybrać"..

    Ewa wielokrotnie mi mówiła- że jestem w jej sercu, że nigdy nie będę dla niej obojętny.
    Tu wszystko mi koliduje. Dlatego postanowiłem napisać na forum - taki temat.

    W tej całej układance nic mi nie pasuje.
    Dziewczyna mówi mi, że gdyby nie była "z nim", to od razu by do mnie wróciła ale teraz spędza czas z "kolegą" to.. nie wie jak to ma wyglądać wszystko. Tak jakby chciała mieć i zjeść słynne ciastko.
    Byłem z nią 3 lata.. ona mnie zna.. wie, że mogę jej zapewnić wiele. Mam normalną rodzinę tylko.. w październiku.. przerosło mnie życie. Dopiero specjalista - terapeuta.. wyjaśnił mi wszystko. Ja jestem typem cżłowieka, który "trzyma" wszystko w sobie.
    Ja jestem blisko jej.. mogę i chcę być zawsze koło niej. Większość spotkań - ja proponuje, dostosowuję się do niej, ponieważ forma mojej pracy - w obecnej firmie daje mi pełną dyspozycyjność smile
    Kiedy pytałem jej prosto w oczy - czy jak "im" przeszkadzam, że koliduję w ich relację, a Ewa nie widzi sensu - to niech mi to powie teraz, a nie robiła nadziei - podczas kolejnych spotkań.
    Jesteśmy ludźmi - mi wystarczą słowa: słuchaj - jest za późno, miałeś swój czas - daj nam spokój albo ok.. dajmy sobie trochę czasu i tyle..." . Zrozumiem WSZYSTKO. TO JA ZEPSUŁEM, to ja jestem winny. WIEM o tym. Wiem, że ją skrzywdziłem ale... na ten moment ja od 2 miesięcy z Ewą jestem "w kontakcie" , a od miesiąca znacznie bliższym....
    Powiedziałem jej również, że nie mogę i nie wyobrażam sobie utrzymania innej relacji z nią niż podczas bycia razem. Nie mógłbym jej traktować jako "koleżanki", wiedząc, że ma kogoś gdzieś tam..

    Nie wiem - ile czasu ona potrzebuje jeszcze? Boję się, że każdy dzień, każde spotkanie - powoduje, że ja się wkręcam coraz bardziej - a ona... po prostu mnie oleje.

    Dlaczego ona nie była w stanie powiedzieć mi : Słuchaj, nic z tego nie będzie, miałeś szansę - nie wykorzystałeś jej ... NARA...


    WIEM, że to ja ją skrzywdziłem, ale.. ja czuje... że to moja kobieta... z perspektywy czasu - było mi z nią bardzo dobrze..., jej ze mną też...

    Codziennie rano wstaje - sprawdzam, czy nie wrzuciła na instagram/fb jakiś nowych zdjęć.. czy ktoś jej komentarzy nie pisze..
    Z tego wszystkiego - boli mnie tak brzuch, że wylądowałem w szpitalu...


    Podsumowując minęły prawie 3 tygodnie - od tego kiedy poinformowałem Ewę o moich zamiarach.
    Nie mam pojęcia - ile mam czekać. Nie wiem jak z nią rozmawiać, nie wiem jaki ona ma cel w tym wszystkim...
    Nie chce kolejny raz spotykać się z nią i rozmawiać "o nas"... ile można?
    Ile ja mogę żyć w takiej nieświadomości? Niepewności? Strachu?

    Przecież - jakby ona układała sobie życie z tym gościem, to... nie spotykałaby się ze mną, skoro wie - że ja atakuje, zbliżam się do niej.... i wie jakie mam zamiary..

    Nie chcę być jej kolegą, nie chcę być jej po prostu "byłym", z którym może spędzić miło czas.

    Albo wrócę do niej - albo.. urywamy kontakt ponownie. Za bardzo mnie to boli, za dużego kaca moralnego mam - wiedząc jaki błąd zrobiłem...

    Ile mam czekać? Czemu ona nie potrafi się określić?
    Jak mam podchodzić do niej teraz?
    Ona mnie czasem zaczepia na FB, wysyła jakieś obrazki, zdjęcia...


    Tak jak pisałem wyżej. Terapeuta mi dużo dał do myślenia. Zmienił we mnie "kąt widzenia" na kobiety, zauważyłem swoje błędy. Przyznałem jej się do tego...
    Wiem, że każdy dzień powoduje, że ona zbliża się "do swojego kolegi" który mieszka 100km od niej, a ja oddalam się mimo, że dzielą nas... 2km...

    Zrobiłbym wszystko - żeby ona odbudowała zaufanie we mnie....
    W tym momencie, zmienia mi się życie - przechodzę na swoje, mógłbym teraz dać z siebie znacznie więcej - niż wcześniej. Swoje 4ry kąty, intymność.. coś czego brakowało, czegoś... co zabrakło wcześniej...
    Czuje, że mimo tego wszystkiego - Ewa jest.. kobietą mojego życia... (miałem okazję w życiu poznać wiele kobiet, a Ewa jest moją drugą kobietą, z którą bylem w związku)..


    Dziękuje za przeczytanie tekstu - napisanego przez "zdesperowanego" faceta, jednak był pisany w wielkich emocjach... Nie jest to dla mnie łatwe, więc przepraszam, za literówki, błędy lub składnie smile

    PS: Po przeczytaniu wyglądam na zdesperowanego faceta - kurczę, z jednej strony tak - ale z drugiej strony - to ja zepsułem, to ja muszę naprawić, to ja chce żeby było tak jak dawniej, a nawet lepiej. TAK - to ja ją skrzywdziłem ALE.... czemu ona mi daje takie znaki?? To wszystko się sobie zaprzecza i.. niszczy mi głowę :(

    PS2: W ostatnim tygodniu, widzialem sie z Ewa 5/7 dni. W weekend - pewnie byla u swojego kolegi - a dzis umowilismy sie na spacer. Nie wiem jak mam z nia rozmawiac. Czy grac na czas, udawac ze jest ok, czy cisnac ja, wywierac presje?
    Nie wiem co mam robic..
    To wszystko mnie boli... i mam ogromnego kaca moralnego - ze ja stracilem i boje sie ze nie odzyskam :(
    Tylko - po co ona czas ze mna chce spedzac? :(



    • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

      Autor: znajoma   Data: 2018-04-03, 13:19:28               Odpowiedz

      Po co chce spędzać czas z Tobą?
      Bo i Ty i ten drugi, zwany kolegą, jesteście na tyle jej odpowiadający, że nie może zdecydować się, którego wybrać.
      Może przestań na jakiś czas widywać się z nią, może zatęskni i w końcu określi się? A jeśli nie, to znaczy, że jednak kolega bardziej jej pasuje.Stara zasada mówi - puść wolno, jeśli kocha powróci, nie wróci - znaczy nigdy nie kochała.



      • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

        Autor: Andrzeyy   Data: 2018-04-03, 14:42:20               Odpowiedz

        No właśnie - o to chodzi.

        Nie wiem czemu ona się spotyka ze mną. Jakby nie chciała, to by tego nie robiła :)

        Nie wiem też na jakim etapie jest z "kolegą", który mieszka 100km od niej. Co to za związek?

        Wiem, że jest powiedzenie - że jeśli kocha to wróci, ale tutaj czas działa na moją niekorzyść.

        Każdy dzień - to zastanawianie się, walka z samym sobą.

        My spędzamy czas normalnie - czuje się jak wcześniej.

        Nie chce też naciskać - bo to różnie może być - a z drugiej strony, takie siedzenie w ciszy też nic dobrego nie przyniesie.

        Ta kobieta daje mi bardzo sprzeczne znaki. Nasz kontakt trwa już 2 miesiące, w tym od 2-3 tygodni jest poinformowana "jakie mam zamiary".

        Nie - nie jest to kobieta, która zmienia facetów jak zapałki...
        Na tyle ją poznałem.
        SERCE - mówi mi, że mam walczyć i nie odpuszczać.
        Nie wiem jednak JAK mam walczyć....



    • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

      Autor: fatum   Data: 2018-04-03, 15:04:27               Odpowiedz

      Moim zdaniem warto poinformować swojego terapeutę (wydrukuj tego posta i weź ze sobą)o pisaniu na Forum.
      Jest to moim zdaniem uczciwe.Masz tendencje do ucieczek,a więc tym bardziej warto teraz mówić prawdę.
      Terapeuta lepiej Ciebie zna niż anonimowe Osoby z Forum.
      To z nim będziesz przerabiał trudne problemy życiowe.
      Tak,czy inaczej polecam rozmowę/y ze swoim specjalistą.
      W przypadku,gdy terapeuta powie Tobie,że nie widzi żadnego problemu,abyś rozmawiał tutaj, to tak zrobisz.
      Pozdrawiam.



      • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

        Autor: Adamos325   Data: 2018-04-03, 16:41:03               Odpowiedz

        A moim zdaniem, ta kobieta trochę Cię lubi i trochę Cię kocha - ale obawia się teraz trochę Tobie zaufać, sama nie wie co ma zrobić, skoro raz ją zawiodłeś, opuściłeś w trudnym momencie - trudne momenty też budują, gruntują nasze związki. Teraz potrzebuje trochę czasu - i dowodów z Twojej strony, że jednak można Ci zaufać, to było jednorazowe. Bo... jeśli znów będziesz uciekał w trudnych momentach, to jak pisze Fatum, Ty masz problem - potrzebna rozmowa z terapeutą. Bo... Ewa chyba nie spotyka się z Tobą z sentymentu, albo żeby Ciebie pocieszać ;), tak myślę.
        Może i ma kogoś, ale to jeszcze nic pewnego - w tej chwili bardziej bada teren, na ile sprawdzisz się jak mężczyzna. Czy masz jaja! :)



    • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

      Autor: Adamos325   Data: 2018-04-03, 16:49:31               Odpowiedz

      Ps. Teren jest trochę delikatny i wyważony, tak, może warto za bardzo nie odpuszczać, choć też za bardzo nie naciskać, badać ją :) - bo jeśli stwierdzi że jesteś zwykłym dudkiem-d.upkiem, to stworzy związek z tamtym mężczyzną. Ale na razie masz jeszcze szansę, tak myślę :)



      • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

        Autor: Andrzeyy   Data: 2018-04-03, 17:41:03               Odpowiedz

        Bardzo dziękuje Wam za rady i sugestie.

        Umówiłem się dzisiaj z nią. Idziemy na spacer..
        Nie zamierzam rozmawiać o nas, pytać czy coś postanowiła.
        Wiem, że potrzebuje czasu...


        Zdaje sobie sprawę z tego - jak ciężko będzie jej zaufać mi.
        Co więcej - za miesiąc lub półtora... ja odbieram od dewelopera mieszkanie.
        Moja "kobieta" mieszka z rodzicami. Bardzo żałuję tego, że kiedy byłem z Ewą, to - ja mogłem ją ugościć w pokoju "obok" sypialni ojca..

        Teraz jestem w stanie zapewnić jej intymność, bycie sam na sam. Poznać się jeszcze lepiej, a tak bardzo nam tego brakowało - co uważam, że było z jednej strony powodem "mojego" zostania..

        Wracając do tematu Ewy i jej stosunku do mnie. Dużo masz racji w tym co piszesz Adamos325.
        Wiem, że ona się boi.

        Powiedziałem dosadnie jej - że nie zamierzam być jej przyjacielem ani kolegą. Taki scenariusz nie wchodzi w grę. I że moje spotkania ją, to wszystko dookoła jest tylko po to - żeby ona zaufała mi ponownie. Żeby przekonała się do tego - bo po tym wszystkim, nie chciałbym jej stracić drugi raz - i przeżywać tego samego co przeżyłem do tej pory.
        Zdałem sobie sprawę z tego ile ona dla mnie znaczy.




        • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

          Autor: Andrzeyy   Data: 2018-04-03, 17:45:13               Odpowiedz

          (przepraszam ale nie widzę opcji edycji postu).

          Chciałem jeszcze dodać jedną ważną rzecz.


          Ewa przyznała mi się tydzień temu (od tego czasu spotkaliśmy się kilkukrotnie - i nie rozmawialiśmy ani o koledze, ani o nas", przyznała do tego że:

          - Rozmawiałam ze swoim "kolegą" o tym, że odezwałeś się (ja), że spotykamy się...

          - Zapytałem więc - co on na to?

          - Ewa odparła, że on jej powiedział, że on to rozumie, że on kiedyś też przez to przechodził i mu się nie udało, ale to jest jej decyzja i zrobi z tym co chce. Ponoć wszystko na spokojnie przyjął.


          Mnie się niestety nie udało wyciągnąć więcej informacji o tym.

          Zastanawia mnie jednak - dlaczego ona z nim o tym rozmawiała?
          Żeby mieć czyste sumienie?
          Żeby zobaczyć jego reakcję i moją?
          Przecież mogła to ukrywać, bo jakby "nie myślała o mnie", to byłbym jednym z wielu jej kolegów, znajomych.. nikim istotnym.



      • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

        Autor: Andrzeyy   Data: 2018-04-04, 12:22:54               Odpowiedz

        Hej - mała aktualizacja.

        Wczoraj spotkałem się z Ewą.
        Kiedyś przegrałem zakład - wisiałem jej zajebiste ciasto, tak więc - wyciągnałem o 22 na spacer i w parku, przy super niebie - jedliśmy ciasto - śmiejąc się, że jednak pamiętałem :D

        Pogadaliśmy, no i... wróciłem do tematu nas.

        Powiedziałem jej, że za miesiąc zmieniam życie - kupuje mieszkanie i chciałbym (w pełni świadomie) poinformować ją, że nie mam problemu, żeby się OD RAZU wprowadziła.
        Że do tej pory nasz związek był dziecinny i.. że dopiero teraz jestem w stanie jej zaoferować bezpieczeństwo, prywatność i intymność.

        Że zależy mi na niej, że ja nie będę dłużej czekał - bo ta gra, świadome "bycie w trójkącie" nie może trwać w nieskończoność.
        Powiedziałem jej ponownie - że jestem gotowy na każdą jej decyzję ale - jak mam zniknąć z jej życia to chce wiedzieć teraz, już...
        Nie umiała odpowiedzieć.

        Kazała postawić mi się w jej sytuacji. Odpowiedziałem - że jest to bardzo proste, jednemu z nas musi powiedzieć "to nie ma sensu", - ze najbliżej jestem Ja - i taka wersję też mogę przyjąc na klatę. Nie zrobiła tego. Zaczęła płakać.
        Przytuliłem ją, delikatnie pocałowałem.

        Powiedziała, że nie wie co robić, że stara się o tym nie myśleć (WTF?).

        Na pożegnanie - przytuliliśmy się, lekki buziak i .. tekst z ust: "No to co? To będę się odzywała"...

        Tak więc - czekam.

        Dam jej 2-3 dni czasu wolnego, w piątek zaatakuję i zaproponuje spotkanie..



        • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

          Autor: fatum   Data: 2018-04-04, 13:05:07               Odpowiedz

          Pięknie.Kusisz ją mieszkaniem.A potem jak z Tobą zamieszka to jej powiesz tak:nic nie wniosłaś to teraz mi gotuj,sprzątaj,pierz i inne zlecone przez Ciebie zadania wykonuj.A co sobie księżniczko myślałaś?Moje mieszkanie?,moje zasady.Miłość moja droga jest przereklamowana.Ważniejsze są od niej *(miłości) rzeczy itd.Powiesz jej tak?-:*)A co zatem jej powiesz mój drogi?^^^



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Andrzeyy   Data: 2018-04-04, 16:43:19               Odpowiedz

            Co po zamieszkaniu razem?

            Cieszenie się wspólnymi chwilami. Własna intymność, prywatność...

            Nie - ja nie z tych co wypominają. Nie jestem dobry w kuchni - ale wolalbym Z NIA razem cos gotowac niz kazac i patrzec jak sie męczy..


            Ja na prawde nie mam złych intencji...

            Wiem, jak trudno jej mi zaufać...



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: fatum   Data: 2018-04-04, 16:53:46               Odpowiedz

            A więc będziesz z nią razem gotował?Pięknie.A co jeszcze zrobisz dla niej,by się nie przemęczała?Oczywiście w ramach dobrych intencji.*P.S. napisz też jak mógłbyś skutecznie zniechęcić ją do Twojego rywala.Chyba ten rywal nie jest taki groźny.Prawdziwy facet jednym zdaniem potrafi "uziemić" rywala.Serio.



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Adamos325   Data: 2018-04-04, 18:57:44               Odpowiedz

            Zgadzam się ;)

            Z tym wpisem - z poprzednim trochę mniej :)



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: fatum   Data: 2018-04-05, 17:10:16               Odpowiedz

            Zgadzasz się?Zapomniałeś Adam podać w jakim procencie?Przecież lubisz procenty i nimi określać ludzi.Siebie nie umiesz,bo byś musiał zostać zbanowanym,by coś zrozumieć.-:)



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Iga112   Data: 2018-04-05, 17:50:53               Odpowiedz

            Andrzej chyba Twoja Ewa gra na dwa fronty. Przykro mi, ale tak to wygląda. Kręci ją to, że tak się starasz.
            Gdyby mi zależało na chłopaku, to nie potrzebne żadne kwiatki, a jeśli nie - to i bukiet na 40 róż by mnie nie przekonał.
            Tak Cię zwodzi i tak się z Tobą bawi. To Nie jest w porządku.



        • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

          Autor: Adamos325   Data: 2018-04-04, 18:53:46               Odpowiedz

          Nie do końca umiesz grać z kobietami - potrzeba Ci jeszcze trochę lub sporo nauki... Bardziej myślisz o swoim ego. Ale być może się mylę - być może terapia wstrząsowa się sprawdzi, czasami w przypadku młodych kobiet to działa :)



    • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

      Autor: Andrzeyy   Data: 2018-04-04, 19:28:31               Odpowiedz

      Dziękuje za Wasze opinie :)

      Sytuacja jest.. dla mnie poważna..

      Kocham moją kobietę, jak się widzimy - jest tak blisko, a jak wraca do domu - to aż tak daleko.

      W głowie siedzi myśl - że już w weekend spotka się z "kolegą".

      Nie rozumiem tego wszystko.
      To mnie przerasta.
      TAK - ja dałem ciała.
      Tak - ja się przyznałem do tego. Przeprosiłem, od 2 miesięcy spotykamy się, a od 2-3 tygodni zna moje zamiary.
      Mimo tego - dalej się umawiamy.


      Przecież jakbym ją tak bardzo zranił, to by się nie odzywała do mnie. Nie chciałaby się spotykać.

      Dlaczego - kiedy zapytałem wprost - czy mam odejść, dać im święty spokój - to nie określiła się.
      Jaki jest problem powiedzieć: "Andrzej, miałeś swoją chwile - nie udało się, bez sensu to kontynować?"
      To takie proste, a ja.. zyje w niewiedzy...


      Co więcej - w jaki sposób mam być lepszy od jej kolegi, który mieszka 100km od niej?
      Co to za związek, skoro Ewa, od jakiegoś czasu ze mną się spotyka, delikatne pocałunki, przytulenia - na tym się nie buduję nowego związku, spotykając się z byłym.

      Żadna część układanki mi tutaj nie pasuje.

      Z jednej strony - ja nawet codziennie mógłbym się z nią widywać ale z drugiej - nie chce jej osaczać i naciskać.
      Wiem, że każdy dzień "bez kontaktu" mnie od niej oddala, przybliżając kolegę...

      Nie wiem ile ale.. będę walczył o nią.
      Tak mi mówi serce..

      Chciałbym po prostu wejść z nią na inny, wyższy etap związku, życia. Coś - co nie było nam dane przez 3 lata.



      Nie dawno - Ewa sama przyznała, że zauważyła, że się zmieniłem. Jestem bardziej stonowany, lepiej wyglądam.
      Że żałuje tego jak to się stało.
      Że jakby była sama - to by wróciła od razu, bo jestem w jej sercu - ale w obecnej sytuacji - ma dylemat i problem..

      Nie wiem - nie będę jej przekonywał... czas pokaże co i jak..

      Wycziluję trochę, odpocznę - jutro lub po jutrze, po kilku dniach ciszy odezwę się.




      • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

        Autor: fatum   Data: 2018-04-04, 19:54:03               Odpowiedz

        Ciekawie się zapowiada.I wątek się rozwija.Brawo.Z drugiej strony patrząc to skoro Twoja potencjalna wybranka ma na imię Ewa to będzie dobrze.Pierwsza Rajska Ewa też kusiła i kusiła.I do dziś Ewy kuszą.-:^*



      • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

        Autor: marconi   Data: 2018-04-04, 21:42:28               Odpowiedz

        Andrzeyy >>> Wkurzyła Cię kiedyś ta Ewka?



        • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

          Autor: Andrzeyy   Data: 2018-04-04, 23:47:46               Odpowiedz

          Czy mnie wkurzała?
          Hmm... rzadko... mam w głowie z 1-2 kłótnie takie mocniejsze... ale zwykle nie spinaliśmy się za bardzo.


          Jeżeli macie ochotę - to mogę Was informować jak się rozwija sytuacja.

          Na tą chwilę - po zakończeniu wczorajszego wieczoru i wymianie jednego SMS w dniu wczorajszym, jest cisza w eterze. Z obu stron. Ja uważam, że w zeszłym tygodniu za dużo czasu jej zabrałem. Teraz się ograniczam - daje jej się zająć sobą. Może jutro lub w piątek rano się odezwę.
          Kilka dni ciszy - dobrze zrobi.

          Ciekawe jakie ma plany na weekend? Jedzie 100 km do swojego kolegi? ;)))


          Boje się jednak, że brak kontaktu - to efekt wczorajszej "ciężkiej rozmowy", a raczej monologu z mojej strony, w której Ewa mnie słuchała i jedyną jej reakcją była informacja: "że ona nie wie co zrobić, że mam się postawić w jej sytuacji i to nie jest takie łatwe. Z jednej strony zna mnie, wie czego się spodziewać ale też spotyka się z tym kolegą. Ona zapytała też, jakby to miało wszystko wyglądać. Po zasugerowaniu z mojej strony - że jeżeli przeszkadzam jej w jakiś relacjach to ma mi powiedzieć szczerze, prosto z serca - to zniknę i nie będę przeszkadzał, jednak jestem pewny, że te dwa miesiące spotykania się, nie są bez przyczyny i będę chciał być sobą i udowodnić, że dojrzałem do pewnych decyzji życiowych. Co więcej, życie mi się zmienia, przechodzę na swoje - i chciałbym z nią żyć z pełną świadomością tego, bo ciągle ją kocham."... bla bla bla...


          Niszczy mnie wewnętrznie ta niepewność. Wiem, że to nie jest decyzja z dnia na dzień ale - wewnętrzne poczucie niepokoju, jest nie do opisania.
          Dlaczego ona się nie określi i nie przekreśli tego wszystkiego...

          Jak długo jeszcze? ;))))



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Adamos325   Data: 2018-04-05, 09:45:31               Odpowiedz

            Cierpliwości trochę... - i słuchaj też trochę swojej kobiety, kobiety to lubią, a nie tylko ona Ciebie ;) Wiem że młodość i decyzje w Tobie buzują - ale spokojnie. Jak dobrze to rozegrasz, to będzie jeszcze Twoja :)



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Adamos325   Data: 2018-04-05, 09:50:15               Odpowiedz

            Ps. Daj nam tu teraz Ewę - niech ona się wypowie co myśli o Tobie i o Waszym związku... Wtedy dokładniej ocenimy jakie są Twoje szanse ;)



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Andrzeyy   Data: 2018-04-05, 10:19:58               Odpowiedz

            Nie, nie ma szans - aby Ewa tutaj napisała :)

            Ja sam walczę z tym wszystkim, z milionem myśli. Dziękuje Wam za wszystkie słowa - ale sytuacja jest trudna dla mnie.
            Bardzo mnie to niszczy - ta cała gra, te zwodzenie i udawanie, że jest ok, jak nie jest ok.


            Porozmawiałem z nią dzisiaj chwilę przez telefon - umówiliśmy się na wieczór. Albo idziemy na spacer, albo gdzieś do kawiarni.


            Podpytałem o weekend, to stwierdziła, że sobotę spędza z siostra, a w niedziele "będzie poza domem". Nie wiem gdzie - pewnie u swojego kolegi.


            Zastanawiam się czy dzisiaj - nie kupić jej jakiegoś małego kwiatka? Czy to nie będzie zbyt ofensywne?



            Słabe jest to - że każdy dzień się tak ciągnie, myślę o niej, tworze sobie w głowie różne scenariusze.
            Chciałbym, żeby ona wróciła do mnie - ale.. nie wiem jak mogę ją skłonić do siebie i jak wiele wody w wiśle musi upłynąć, żeby coś się ruszyło...




          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: chellunia   Data: 2018-04-05, 10:53:26               Odpowiedz

            Zawiódł ją i taki ma ambaras. A dziewczyna ma już inny, może bardziej przewidywalny świat i nie chce już żyć na huśtawce. Może tylko trudno jej wyrwać go z serca.

            https://www.youtube.com/watch?v=hnrcCSiADfM

            I choćbyś z pistoletem zaszedł mi drogę...powrotów nie będzie.



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Andrzeyy   Data: 2018-04-05, 11:19:47               Odpowiedz

            Właśnie - ile osób tyle opini.

            Skoro nie ma powrotów - to po co to wszystko?

            Nie wiem - bez przyczyny nie spotyka się ze mną, nie bez przyczyny widujemy się. Nie bez przyczyny rozmawiamy.

            Wiem, że nie ma powrotów - ale to był szczęsliwy zwiazek - tylko ja zawaliłem i zrobie wiele, żeby to odbudować.

            Wiem, ze jej "kolega" to mój rywal. To ja jestem na straconej pozycji..
            To ja muszę odzyskać jej zaufanie - ale coś mi w środku mówi, że nic nie dzieje się bez przyczyny, że ona mnie kocha - ale muszę jej pokazać że.. jestem dobry, a nawet lepszy..

            Widzimy się dzisiaj - kupie jej kwiatka małego, pospacerujemy przytuleni.. zobaczymy :)


            Ja widzę po niej jak się śmieje, jak się uśmiecha...


            Ja również jestem przeciwnikiem powrotów - do czasu, kiedy serce mi nie powiedziało, że ja Kocham swoją Ewę...

            Trudne to bardzo dla mnie.



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: fatum   Data: 2018-04-05, 12:41:01               Odpowiedz

            Czy ta obecnie ubóstwiana Ewa jest też na kierowniczym stanowisku jak i Ty?A Ewa teatr lubi?,czy woli bardziej kino?A jakie ma hobby ta Ewa?Tak chcę Ciebie czytać.I o Ewie też.Miłego dnia Andrzeyy.P.S. ciesz się,że masz trudny chwilowo czas.To bardzo rozwija świadomościowo.



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: znajoma   Data: 2018-04-05, 13:00:40               Odpowiedz

            Zastanawiałeś się może Andrzeju, jak ta Twoja Ewunia Tobą manipuluje? To umawia się, to nie ma czasu, to sobota z siostrą, niedziela z kolegą, a w tygodniu Ty. Uśmiecha się, robi dobrą minę, a Ty to wszystko łykasz i zastanawiasz się, czy to miłość z jej strony. Ja myślę, że zwykłe wyrachowanie. Kolega też trzyma ją w szachu, nie określa się, więc ona nie wie co robić i przecież tego nie ukrywa przed Tobą, mówi Ci to wprost.Jeśli chcesz znosić taką huśtawkę emocjonalną, Twoja sprawa. Dziewczyna raczej nie cierpi, przeciwnie - jest mocno podbudowana, bo aż 2 mężczyzn ją adoruje.Świetnie bawi się i Twoim kosztem i według mnie, także kosztem tamtego.



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Lotka2018   Data: 2018-04-05, 13:10:12               Odpowiedz

            A ja na miejscu Ewy chciałabym, żebyś zrobił dla mnie coś spektakularnego. Nie jakiś tam mały kwiatek ale coś co ja przekona jak bardzo Ci na niej zależy i i le dla Ciebie znaczy. Postaraj się bardziej. Nie myśl, ze wizją nowego mieszkania sama w sobie załatwi Ci sprawę. Dlaczego kurcze jakiś marny kwiatek uznales za cos odpowiedniego a nie ogromny bukiet ..... (tu wpisz kwiaty, które lubi) ? Pokaż jej, ze znasz jej oczekiwania i weź ja tam gdzie chciałaby chciałaby znaleźć, zaskocz pomysłem takim, żeby wiedziała, ze kosztowało Cię to wiele wysiłku ale dla nie jesteś na to gotowy. Szampan na wiezy widokowej, super kolacja ze specjalnym menu (to co ona lubi), serce ulozone z podgrzewaczy (te male plaskie ,,swieczuszki ") na rynku w miescie z jej imieniem...... Myśl, myśl ! Bo jak narazie to tylko deklarujesz a g. .... robisz. Słodkie pierdzenie na spacerach jak 14 latek. Omdlewanie z niepokoju jak pensjonarka też nic nie da.



    • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

      Autor: Andrzeyy   Data: 2018-04-05, 14:00:57               Odpowiedz

      Krok po kroku.

      Przez dwa miesiące - a 3 tygodnie "świadomego" spotykania się - spędziliśmy fajnie czas.

      Kina, escape roomy, spacery, kolacje. Byliśmy ostatnio na meczu - w sali Golden VIP - widzialem, ze jej sie mega podobalo. Wypiliśmy troche alkoholu, widzieliśmy znanych ludzi :)

      Czy ja wiem czy manipuluje?
      Może trochę - jednak jak tylko mi mówi, że nie ma czasu bo coś robi - to wychodzi z innym terminem spotkania.
      Ostatnio nie mówi mi nic - że jedzie do swojego kolegi. Po prostu mówi "że ma plany" :))))


      Ok - dzisiaj zamiast kwiatka - będzie wielki bukiet :)


      Nie wiem co więcej na ten moment napisać - bo chwile porozmawialiśmy przez facebooka (ona jest w pracy) - i oczywiście, normalna rozmowa, żarty - trochę zboczonych podtekstów.
      Ogoólnie widzę, że rozmawia ze mną jakby nigdy nic.

      Czy mam pytać o tego jego kolegę? Czy uznawać go, za osobę która nie istnieje?

      Tak samo boję się, że - lada moment majówka, potem wakacje - mam obawy, że ten kolega mnie wyprzedzi - a jak w tej kwestii wyprzedzi - to będę pewny, że straciłem ją na dobre.

      Mam tak mało czasu - a nie chce wywierać na niej presji..

      Boli mnie to, że ją przytulam, próbuje ją pocałować - to... niby się daje - ale widzę, że to nie jest to..
      Muszę walczyć.

      Dam znać wieczorem - jak ułoży się spotkanie.

      Wszystkim osobą z forum - które zarówno mnie zrównują do parteru - jak i tym, którzy mnie zachęcają - bardzo dziękuje.
      Jest to dla mnie ważne.
      Jak już temat będzie zakończony - to... jestem zobowiązany do wysłania Wam wina/szampana :D





      • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

        Autor: fatum   Data: 2018-04-05, 14:06:27               Odpowiedz

        Kto Ci wskazał to Forum?P.S. fajnie piszesz.I zaciekawiasz swoją historią.



        • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

          Autor: Andrzeyy   Data: 2018-04-05, 16:59:52               Odpowiedz

          Spotkanie umówione na 20:00 w centrum ;)
          Jak ją odwiozę to dam jej kwiaty na pożegnanie i zakończenie wieczoru..

          Nikt mi nie polecił forum. Szukałem, czytałem - i znalazłem się tutaj.
          Z jednej strony dużo mi dają Wasze sugestie i rady.

          Dzisiaj - w sumie przed chwilą, trochę się zdołowałem, bo gdzieś tam w odmętach facebooka, znalazlem "ich" komentarz i jakiejś wyprowadzce mojej Ewy wlasnie do jej "kolegi".
          Było to pisane w żartach, czytajac pozostale komentarze.

          Dało mi to do myślenia. Może ona jest z nim w związku i nie chce mi się przyznać?
          Daje mi to odpowiedź na pytanie: czemu moja Ewa we wtorek powiedziała, że pojawiłem się w najgorszym dla niej możliwym momencie.


          Nie wiem już nic. Im więcej myślę, tym bardziej jestem zagubiony. Za bardzo mi na niej zależy..
          Nie umiem Wam tego opisać.

          Jak już pisałem wcześniej - dam znać po spotkaniu.



    • Koleżeństwo jak w przedszkolu...

      Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-05, 23:19:06               Odpowiedz

      Ciekawe czy kolega wie, że jest kolega...
      Ciekawe czy kolega wie jak Wy się kolegujecie...
      Ciekawe jak używa się pojęć i słów ...ciekawe co znaczy słowo kolega.
      Ja się nie macam z kolegami..ale może dziwna jestem.
      Razi mnie obłuda...i zakłamanie.
      Ty też nie masz jaj i się dajesz...ustawiać w roli kolegi.
      Jak dla mnie przedszkola ciąg dalszy..sorry.



      • PS Koleżeństwo jak w przedszkolu...

        Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-05, 23:34:52               Odpowiedz

        Tak sobie pomyślałam, że szkoda mi tego człowieka który jest oszukiwany przez Was. Ciekawe czy wie jak jest.
        I czego słucha.
        Smutne to jest, że tak używacie do swoich gierek tego człowieka.
        Dalej: Zrobiłeś co zrobiłeś. Nie znam szczegółów.
        Jednak ona robi to co robi z Tobą i opowiada o koleżeństwie.
        To jest żenada.
        Ty czekasz aż się namyśli OK.
        Ale uczestniczysz w tym i też jesteś kolegą/dziwna ta gra.
        Ona niewątpliwie nie wie czego chce i ciągnie na dwa fronty.
        Tyle.
        Sypia z drugim kolegą?



        • RE: PS Koleżeństwo jak w przedszkolu...

          Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-05, 23:53:43               Odpowiedz

          Mi kiedyś facet powiedział: mnie mama nie znalazła na śmietniku i albo w lewo albo w prawo.
          I wiesz-zdobył mój szacunek.
          Sam siebie nie szanujesz. Ona nie szanuje Ciebie (wiedząc co czujesz).I siebie też. I nie szanujecie tego drugiego kolegi...
          Zabawy w kolegów i koleżanki -tak to widzę.

          Szacunek dla siebie. Pomyśl o tym.
          Jeżeli poczułeś sie zaatakowany to przepraszam. Nie miałam zamiaru takiego- po prostu śmierdzi mi to takim brakiem szacunku, że aż śmierdzi...
          Szacunek to coś ważnego dla mnie.
          Pozdrawiam serdecznie.



          • RE: PS Koleżeństwo jak w przedszkolu...

            Autor: chellunia   Data: 2018-04-06, 10:04:21               Odpowiedz

            Mirabelko, jednym zdaniem, chociażby najbardziej logicznym nie wymieciesz z serca.
            To są dwa światy w człowieku. Serce i rozum.

            Przedszkole mówisz? A Ty zawsze byłaś pewna tego co robisz? Nigdy nie miałaś dylematów?
            Wymiatasz z serca, bo nie dostrzegasz sensu. Poznajesz kogoś. Nie czujesz jeszcze nic. Ale dobrze się z człowiekiem czujesz. Jest dobry, miły. Poznajesz... Coś układasz ale nie jesteś pewna.
            I nagle w drzwiach pojawia się Jędruś. I tak kocha. I tak kocha. I tak kocha... jak nigdy dotąd. Każe wybierać:)

            Zdecydowanie porzucił.
            Wrócił zdecydowany.
            Zdecydowanie pyta.
            I te kwiaty...na pożegnanie.
            Nie wiadomo co mu do głowy strzeli za miesiąc.



          • W miłości wszystkie chwyty są dozwolone...........

            Autor: fatum   Data: 2018-04-06, 11:04:52               Odpowiedz

            Mirabellko pozdrawiam Ciebie serdecznie.Cieszę się,że jesteś i piszesz.Lubię Twój styl pisania i Ciebie też lubię.Nie byłaś nigdy moim wrogiem.Jesteś taka ciepła i zarazem logiczna.Lubisz swoje życie obecne Mirabelle?Tylko szczerze powiedz mi.-:)*^*



          • RE: W miłości wszystkie chwyty są dozwolone...........

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-06, 18:16:08               Odpowiedz

            Fatum.
            Myślę o tym wszystkim i wniosek jeden:
            Tam gdzie są różni ludzie są różne fermentacje...;)
            Jak moje życie? No emocje nie są już na pierwszym miejscu. Na pierwszym jest byt. Myślę o wylocie do Norwegii się odkuć (zarobki mam tutaj srednie).Lata lecą.
            Odnośnie facetów-naprawdę przestalam się nimi tak przejmować i przeżywać. Jest dobrze to ok. Wielkie emocje chyba już za mną.

            Odnośnie tego czy nie rozumiem. Rozumiem.
            Rozum wróci kiedyś. Znając życie będzie jej później wypominał. Ale to pieśń przyszłości. Gonienie króliczka jest ciekawsze niż posiadanie go. Taka natura ludzka.
            Emocje emocje.
            Ale czy w takich sytuacjach wszystkie chwyty dozwolone?
            Emocje emocjami ale smród może zostać. Cały czas mi w głowie siedzi, że ten facet co jest daleko może słyszy coś innego.
            I wkurza mnie tekst że żeby go nie urazić to udaje że z nim jestem (daję nadzieję) a kręcę lody gdzie indziej.
            To jest fałsz.
            Ale w sumie nie wiadomo co tam w tej relacji pada.
            Nie uslyszałam czy sypiają po koleżeńsku.
            Więc to nie moja broszka.
            Co prawda ciekawa jestem co by zrobił Autor wątku, gdyby się okazało, że ten kolega to narzeczony...albo że kolega jest z łóżkiem. Czy nie poczułby się oszukany...
            Ale nie wiadomo co sam wywinął swego czasu-więc może wet za wet.
            Nie wnikam. Rozumiem. Polałam zimną wodą-jak widać bez sensu.
            Rozum przyjdzie później;)))
            Warto pamiętać jednak o byciu przyzwoitym ,.



    • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

      Autor: Andrzeyy   Data: 2018-04-06, 08:45:27               Odpowiedz

      Cześć :)

      Byłem wczoraj na spotkaniu z Ewą.
      Pogadaliśmy - wyskoczyłem z pomysłem wypadu na weekend.
      Powiedziała - że nie, bo "nie".
      Podpytywałem dlaczego nie - to stwierdziła, że spotyka się z kimś i .. nie może jechać.
      Pociągnąłem temat dalej - w czym przeszkadza to, że się spotyka z kimś? Czy jest z nim w związku? - odpowiedziała, że nie.
      Zapytałem więc - w jaki sposób możemy odbudować nasze relacje, skoro - nie chce, i że kolejny raz pytam - czy
      przeszkadzam w jej układance - oczekiwałem prostej odpowiedzi - tak lub nie.

      Dalej jej nie uzyskałem. Milczała i widziałem jak "świecą jej się oczy" do płaczu.
      Ona coś ukrywa - a nie chce mi powiedzieć. Czuje to. Że ona też ma mix w głowie - bo jak przyznała - NIE WIEDZIAŁA i nie brała pod uwagę możliwości, że ja się do niej odezwę.
      Tym, że się spotykamy - zniszczyłem jej cały plan.

      Widzę w jej oczach, że się mnie trochę boi - podkreśliła, to co wcześniej - że potrzebuje czasu, że nie wie co ma robić.
      Robiłem wszystko, żeby mi powiedziała - że mam spadać, bo mnie i ją ta sytuacja przerasta, a ona doskonale wie - że
      pałeczka jest po jej stronie.


      Co do szacunku do drugiej osoby - tego "kolegi".
      Dochodzę do wrażenia (mocnego wrażenia), że ten kolega to taki temat zastępczy. Ja zniknąłem, ona poczuła się samotna
      więc na siłę poszukała "faceta" w necie. Zgadzałoby mi się to, bo jak poznać kolesia 100 km od niej?
      Co więcej - chce ona do mnie wrócić ale - chyba trochę za daleko zaszła w relacji z kolegą (tak mi się wydaje) i nie bardzo
      ona ma pomysł co zrobić dalej.
      Podkreśliłem jej, że to wszystko działa na niekorzyść każdego.
      Z jednej strony - jeszcze trochę i pewnie jej "kolega" dojdzie do wniosku, że Ewa dalej się ze mną spotyka, Ewe i mnie to będzie gryzło, siędza nam myśli w głowie.
      Wczoraj na prawde robiłem wiele - żeby Ewa się określiła lub nawet "skróciła moje cierpienie", bo przyznałem, że jestem gotowy w tym momencie - poznać prawdę.
      Mówiłem, że jesteśmy ludźmi, że wystarczy mi SZCZERE słowo, przeciez to nic takiego. Ja zrozumiem wszystko. Cisza...
      Dodałem również, że nie ma dla mnie przyjemności spotykać się z nią - jako kolega z koleżanką, żeby wybiła sobie z głowy, że ona będzie miała chłopaka gdzieś tam, a ja będę w wolnych chwilach wypełniał jej czas.
      Uświadomiłem ją też - że decyzję, co dalej musi podjąć na dniach.
      Zapytała się jak?
      Odpowiedziałem, że rozwiązanie jest bardzo proste:

      - Piszesz/dzwonisz - albo do mnie z tekstem : To nie ma sensu, przemyślałam to i .. nie wrócimy do siebie
      - lub dzwonisz do swojego kolegi i mówisz: że po zastanowieniu sie, taki związek na odległość nie ma sensu i .... tyle.

      Co w tym trudnego?
      SZCZEROŚĆ, SZCZEROŚĆ.

      Niby tylko słowa - a sam miałem z tym problem w Październiku - jak rozstałem się z Ewą. Teraz - wiem więcej.
      Dałbym wiele, by mieć taką wiedzę jak mam teraz - jeszcze 5 miesięcy temu.


      Zapytałem się też- ile mam czekać? Aż mi powie, że jest w nim w ciąży? Że przeprowadza się do niego? Że są w "oficjalnym związku?"
      Powiedziałem też, że jakbym miał ochotę się nią "pobawić" to nie marnowałbym mojego i jej czasu, że biorę to na poważnie i ...

      Finalnie - im dłużej spacerowaliśmy tym.. ona była bliżej mnie.

      Usiedliśmy na ławce - zaczeliśmy się całować.
      Dostała odemnie na pożegnanie bukiet kwiatów - przytuliła się, dała buziaka - pożegnaliśmy się z usmiechem na twarzy.
      Po spotkaniu - zero kontaktu, ani sms ani telefon.
      Ja też odpuszczam znowu... czekam :)
      W weekend do niego pewnie jedzie - zobaczymy co przyniesie kilka najbliższych dni.


      Mirabelle - tutaj sytuacja jest inna. TO JA ZAWALIŁEM, To ja muszę ją przekonać do siebie. Wiem, że to dziecinne - ale na prawde, daje z siebie wszystko.



      • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

        Autor: chellunia   Data: 2018-04-06, 09:40:50               Odpowiedz

        Tak jak pisałam. Może jesteś w jej sercu a rozum kazał jej iść dalej.

        To jest bardzo trudne. Nie życzę nikomu mierzyć się z taka sytuacją. Rozumiem i ją i Ciebie. Byłam po obu stronach.
        Może ona piekielnie przeżyła rozstanie, czekała.
        Teraz Ty czekasz, bo coś się już wydarzyło po drodze.



      • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

        Autor: Lotka2018   Data: 2018-04-06, 09:54:37               Odpowiedz

        W moim odczuciu ona nie gra zimno na dwa fronty. Też dużo ja kosztuje ta sytuacja, miota się. Może jest tak, ze przeżyła wasze rozstanie bardziej iż myślisz i byla tak zraniona, ze planowała coś w rodzaju zemsty emocjonalnej. Szybko kogoś poznała (internet) jej zdjęcia z wakacji z nim, szczęśliwej i usmiechniejtej miały się pojawić na fb a Ty miałeś się skręcać z żalu i zazdrości. Po czym być może szybko by się z nim rozstala. Stąd jej słowa, ze przeszkodziles jej w planach, w jakimś tam najgorszym momencie się odezwałeś. Może już ukladala plany wakacyjne (majówka?). Myślę, ze ten drugi nie jest ważny ale ona nie chce zbyt ,,latwo" wrócić do Ciebie ,,bo Ty tak chcesz". Bo Ci się teraz odmieniło i i ona nie chce być kimś, kto do Ciebie przyleci na ,,kiwniecie palcem" po tak brutalnym porzucenie bez wyjaśnień i bez powodu. Jej poziom żalu do Ciebie a jednocześnie tęsknota i uczucie to ambiwalentne uczucia, które dają mieszankę trudna do ogarnięcia.
        Jeśli masz jeszcze trochę siły daj jej czas ale odzywaj się. Mogłeś napisać po wczorajszym wspólnym wieczorze ile dla Ciebie znaczyl czas spędzony z nia. Wierz mi oczekiwała tego. Nie bój się, ze ja osaczasz, jeśli nie powiedziała nie to daje Ci pole do ,,popisu". Przekonaj ją . :)



        • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

          Autor: Adamos325   Data: 2018-04-06, 10:22:46               Odpowiedz

          Zgadzam się z Tobą Lotka2018 - myślę podobnie.

          A do Andrzeyy - normalnie wychodzi z tego scenariusz filmowy... ;))

          Ale Fatum ma rację też - wnosisz trochę młodości, radości i świeżego spojrzenia na miłość i na to forum :)

          PS. A Chelluni myśli są trochę zawiłe - ja nie przechodziłem przez to, więc nie mogę za dużo powiedzieć ;)



      • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

        Autor: fatum   Data: 2018-04-06, 10:11:37               Odpowiedz

        Andrzeyy,ale Ty ciekawie piszesz i nie mogę przestać czytać.Będziesz dalej pisał "romansidło".Super.Wydawca się znajdzie.-:)*Forum Ci znajdzie wydawcę,a co.Dajesz radość to czymś się Forum Tobie odwdzięczy.Serio.



        • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

          Autor: fatum   Data: 2018-04-06, 10:46:17               Odpowiedz

          Trzymam za Ciebie kciuki za dobre rozwiązanie po trudach i "przejściach".Też dałam szansę kiedyś mojemu mężowi.Dziś jest dobrze.I Tobie tego samego życzę.P.S. Adam nadal mam żal do Ciebie.Przykro mi.



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Adamos325   Data: 2018-04-06, 10:56:25               Odpowiedz

            A ja mam żal do Ciebie - bo "pojawiasz się i znikasz..." - i jeszcze robisz mi wymówki. Myślałem, że wszystko miedzy nami skończone - pozostała tylko stopa koleżeńska - a Ty mówisz trochę tak jak Andrzeyy ;)) Ps. Mi się teraz Lotka podoba :))



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: fatum   Data: 2018-04-06, 11:11:36               Odpowiedz

            Nie dziwię się,że teraz się Tobie Lottka podoba.-:)Nie zmienia to faktu,że zawiodłam się na Tobie.Wziąłeś udział w paleniu mnie na stosie i to jest fakt!!!Przyjaciele tak nie robią.Tak uważam.Cóż piszmy nie przeszkadzając sobie.Pozdrawiam.



      • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

        Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-06, 18:27:01               Odpowiedz

        Andrzeju.
        Wiem, że może ostro tutaj do Ciebie mówię.
        Wiem. Uważam, że po prostu uczestniczysz w jakiejś grze.
        Czy wiesz co słyszy ten facet i czy nie to samo co Ty?
        Wersje mogą być różne.
        Zrobiłeś co zrobiłeś (nie wiem co-może zdrada i ona teraz się odgryza). Ale czy chciałbyś być w takiej sytuacji jak on?
        Wiesz że nie jesteś?
        Wina winą- ale postawa ciągnięcia dwóch relacji jest karą? czym jest?
        A co on zawinił?
        Sytuacja jest chora. Jak byś się poczuł gdybyś uslyszal, że jest w ciąży?
        Pomyśl.
        Jeżeli ona z nim sypia to spotykanie z Tobą jest czym?
        Mówi że nie jest w związku. Z Tobą też nie jest.
        Czym to się różni?
        Powiem tak-ja bym nie chciala być z facetem który oszukuje inną kobietę a ze mną ma ochotę skakać na buziaki i miziaki.
        Ale Ty ją kochasz. To zmienia perspektywę widzenia



    • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

      Autor: Andrzeyy   Data: 2018-04-06, 11:06:26               Odpowiedz

      Dziękuje :)

      Napisałem na tym forum - bo.. liczyłem na pomoc "osób" z zewnątrz. Nie znających mnie ani Ewy.

      Takie spojrzenie - osób z boku. Jest to dla mnie ważne - bo może ja sam sobie kreuje w głowie jakąś wizję - która jest możliwa do spełnienia tylko przez moją głowę, a nie głowę Ewy.


      Dzisiaj - z Ewą, w sumie przed chwilą pogadałem na "facebooku", pośmialiśmy się ze wczorajszych żartów. Może dziś - wieczorem się spotkamy na "fajkę" ;)

      W weekend - jej nie ma, jedzie do swojego kolegi z tego co mi wiadomo, wiec - przez weekend dam jej czas dla siebie.



      Cały czas - siedzi mi w głowie, że te całe nerwy, stresy, które mi towarzyszą od 2 miesięcy, a od miesiąca - kiedy się określiłem co do zamiarów - to mnie wyniszczają od środka.
      Obiecałem sobie - i poczekam.
      Boję się tylko, że im dłużej będę czekał - tym bardziej ona się oddali i w końcu wyskoczy mi wróbel z garści.

      Wiem, też - że jest możliwość, w której Ewa nie chce wypaść na taką, że jak tylko się pojawiłem - to z otwartymi rękami przybiegnie do mnie. Powiedziałem jej o tym, że tak nie będzie - ale dla mnie ważne jest określenie się - czy widzi możliwość odbudowy tego wszystkiego, czy mam dać jej spokój.
      Każdy dzień - to kolejne 24h niepewności i niespokoju.

      Jedyną jej odpowiedzią jest to że: nie wie, potrzebuje czasu i że.. już mi kiedyś powiedziała, że nie wie jakby to miało wyglądać.
      Ciągle te same kółko.
      Ona planów na majówkę, z kolegą JESZCZE nie ma... :)

      Czas pokaże.
      Ja tutaj już nie spamuje - bo nic nowego nie wymyślę.
      Odezwę sie po weekendzie, chyba, że wydarzy się coś nieprzewidzianego...








      • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

        Autor: feelka   Data: 2018-04-06, 11:17:06               Odpowiedz

        "Im dłużej będę czekał tym bardziej się oddali"
        Pewnie tak.Ale skoro wymuszasz na niej szybką deklarację "powiedz że nie chcesz to odejdę" - to też bierzesz pod uwagę rozstanie czyli oddalenie? Czy gadasz to tak sobie w powietrze?

        Nie odzywalabym się że 3 miesiące. Niech zadecyduje jako WOLNY człowiek. Co z tego że swoją obecnością amorami i mieszkaniem wymusisz decyzję powrotu? Satysfakcjonuje cię to? Na zasadzie: wygrałem? Czy chcesz mieć żonę co po nocach nie myśli: może z tamtym byłoby mi lepiej...?- bo wybrała w sposób niewymuszony.



        • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

          Autor: fatum   Data: 2018-04-06, 11:24:05               Odpowiedz

          Feelka,ale Ty go przyciskasz do ściany.Jeszcze ściany w tej jego chalupie popękają i nie będzie miał dla wybranki na czas mieszkania.Feeluś bądź milsza dla pisarza.Proszę.P.S. w nagrodę ześlę na Ciebie feelka ciekawe sny.-:)*Pa.



        • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

          Autor: feelka   Data: 2018-04-06, 11:27:27               Odpowiedz

          Coś pokrecilam na końcu. JA wolałabym by określiła się bez nacisku. Wiedząc tylko ,że na nią czekam. A nie pod wpływem wczorajszego pocałunku :)

          Ale ty młody, u was inne kryteria, nie te co dobrze rokują na życie ;)

          Myślę, że on jest twoim przeciwieństwem, ty taki niespokojny duch, szybki bill, trochę szalony, trochę narcyz... Jeśli on wprost przeciwnie - to to może być zagwozdka dla dziewczyny:) W dodatku do ciebie przywiązana czasem i prawem pierwszych połączeń jak sądzę



    • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

      Autor: feelka   Data: 2018-04-06, 11:07:54               Odpowiedz

      Przeczytałam pobieżnie, ale nie na tyle, by nie zauważyć, że fafnascie razy powtarzasz i nam i jej: powiedz że nie chcesz, powiedz że wolisz jego...to odejdę. No powiedz to wreszcie, no dlaczego nie powiesz przecież to proste.

      Ależ jesteś rękojmią uczucia,he he, tylko rzeknij to - a w każdej chwili odejdę.
      Może tamten jest stabilniejszy,nie drepcze z nogi na nogę: szybciej szybciej. Szybciej bo co? mleko kipi?

      Może ja staroświecka, ale chciałbym mieć pewność, że facet tak mnie kocha, tak czeka w milczeniu, bez spotkań, bez poganiania.. że po prostu wiem że CZEKA bo jestem ważna. A nie bo pociąg mu odjeżdża.



      • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

        Autor: Andrzeyy   Data: 2018-04-06, 11:36:59               Odpowiedz

        Na chłopski rozum - bez ciśnień - powtórzyłem jej to kilka razy - ale nie w sensie - stawiania warunków. Po prostu między wersami - aby jej ułatwić decyzję jeżeli się waha.
        Już sam w pewnym momencie się pogubiłem.
        Z jednej strony wyglądała na taką, jakby nie umiała tego z siebie wydusić, a z drugiej strony - podkreślałem, że relacje przyjacielskie nie wchodzą w grę. Ona to wie - tym bardziej jest to dla niej trudniejsze.

        Ciągle stałem przy swoim - że jestem i będę blisko niej, że chciałbym żeby uwierzyła we mnie - bo... ja nie czuje tego, że ją straciłem.. jak się widzimy - ja od razu mam uśmiech na twarzy. Ona to widzi..

        Czekam, czekam na rozwój sytuacji.
        Dzisiaj - rozmowa normalna - jakby wczoraj nie było nic. Żadnych rozmów.

        To wszystko mnie zbija z tropu, że już się sam w tym gubię.

        Pozdrawiam Was wszystkich - i dam znać po weekendzie co u mnie :)
        Ciąg dalszy książki :)



        • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

          Autor: feelka   Data: 2018-04-06, 11:40:59               Odpowiedz

          Nie "relacje przyjacielskie" - tylko ŻADNYCH relacji przez trzy miesiące. Chyba, że ona zadzwoni - no to rozmowa.

          Ale do kogo ja to piszę :))



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Andrzeyy   Data: 2018-04-06, 11:48:40               Odpowiedz

            Sugerujesz - że mam teraz JA ponownie zniknąć?
            Po tych 2 miesiącach "spotykania się"?
            To trochę jak strzał w kolano.
            Mówię - że będę miał więcej czasu dla niej, spotykam się z nią i nagle - odmiana? Bo co? Bo stwierdziłem, że mi się nie chce? :)

            To nie będzie dobrze wyglądać. Może dojść do wniosku, że - znudziło mi się bieganie za nią.. i że moje słowa to słowa rzucone na wiatr, co utrwali ją w przekonaniu, że cisza z mojej strony oznacza jedno..



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Lotka2018   Data: 2018-04-06, 12:27:51               Odpowiedz

            Absolutnie nie robiłam bym czegoś takiego jak 3 mies przerwa. Tak jak mówisz, strzał w kolano. Przestrzeń dla tego drugiego. Masz tą przewagę Andrzej, ze emocjonalnie nadal jesteś jej bliższy niż ten nowy. Tamten jest w sferze rozumu, jest plastrem na ranę ale jeszcze nie głęboko w emocjach. I też mi tu trochę zgrzyta ta Twoja ,,polityczna poprawnosc" : - ,,nie chce naciskać, powiedz słowo a odejde, dałem jej spokój już wieczorem po spotkaniu". Nie, nie tego ona chce teraz. Chce widzieć jak walczysz. Może ona po powrocie do domu pomyślała ->> no tak, spacer, kwiaty , 2 godz razem i teraz pewnie siedzi i gra lub ogląda film bo splacil ,,rate" swojej winy a następna będzie po weekendzie. A w tym czasie on zajmie się czymś zupełnie innym.<<
            Tak to widzę (może piszę trochę ze swojego podwórka bo byłam w takiej sytuacji). Nie mówi do Ciebie -nie pisz, nie dzwoń, nie przeszkadzaj, daj mi odpocząć. Owszem, prosi o czas ale to nie ma być pusty czas. Walcz nie dając jej zbytnio czasu ,,na myslenie", zaskakuj, pisz coś miłego, przyślij kolejne kwiaty do domu wraz z płytą z piękną muzyką. Nie zakładaj rak. :)



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Andrzeyy   Data: 2018-04-06, 12:48:58               Odpowiedz

            Lotka - dziekuje za twoj post.

            Tak robie. Jestem z nia w kontakcie, tylko... postaw sie w mojej sytuacji.

            Nie jest to dla mnie komfortowe. Rozmawiam z nia, wszystko super - wiem ze zbliza sie weekend, ona jedzie do swojego "kolegi". Wroci w niedziele wieczorem, pogadamy - ja bede udawal, ze wszystko jest ok, ze akceptuje to i... co?

            Dlugo tak jeszcze?
            Bog wie - co oni robia, jak beda razem...

            Meczy mnie ta mysl strasznie.

            Watpie by ona w niedziele - powiedziala, ze sie rozstaje z kolega i wraca do mnie.
            Szczerze - to nie ma takiej mozliwosci wedlug mnie.
            Caly czas Ewa - gra na czas.
            Nie mam pojecia jak dlugo to ma potrwac... juz nie wiem jak sie zachowywac...



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Lotka2018   Data: 2018-04-06, 13:00:22               Odpowiedz

            Rozumiem. Nie jest łatwo. Ale ona musi mieć pewność, ze nie wywiniesz jej znów takiego numeru. Myślę, ze ona też wie, ze wiecznie to trwać nie może. Może ten weekend będzie decydujacy. Myśl - ,,co ni tam robia" jest dolująca, na pewno. Może dla niej to czas ostatniej szansy dla tamtego. Nie wiem.
            Trzymam kciuki. ;)



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: chellunia   Data: 2018-04-06, 13:06:45               Odpowiedz

            Ty w końcu wiesz czego chcesz Jędruś?
            To czekaj na to czego chcesz:(

            Adaś,co w moich wpisach jest zawiłego?

            Największy jest ambaras,żeby dwoje chciało na raz:( To raz:)
            Nigdy nie byłeś porzuconym?
            Nigdy nie porzucałeś?
            Stałam po obu stronach.
            I było tak, że nie widziałam czego chcę.
            Innym razem wiedziałam czego chcę.
            Ale chcieć muszą dwie osoby z równą siłą.
            Zdarza się to ludziom:)







          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Andrzeyy   Data: 2018-04-06, 13:45:48               Odpowiedz

            Oczywiście, że wiem czego chce!

            Chcę, żeby ona to wszystko rzuciła w pi*du, wrociła do mnie.

            Byliśmy razem 3,5 roku. Spędziliśmy najlepsze lata życia.
            Osobno byliśmy 3 miesiące, a 2 miesiące się spotykamy.
            Wiem, że ona tęskni i walczy ze sobą, chociaż - finał może być różny. Nie koniecznie dobry dla mnie - a wtedy.. chyba się załamie...


            Wiem, chce żeby było jak w filmie lub jak w bajce.

            Wiem, że się uda.
            Właśnie teraz - tak nagle napisala mi sms:

            "Andrzejkuu... co ja mam z toba zrobic...?"...


            Odpuscilem.. - odpisalem, ze ona juz wszystko wie...


            Czekam na rozwoj sytuacji po weekendzie..



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Adamos325   Data: 2018-04-06, 17:28:13               Odpowiedz

            Ok Chellunia - wolę porzucać, z bycie porzucanym bywa trudniej..., tzn. i dłużej ;)



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: fatum   Data: 2018-04-06, 14:16:46               Odpowiedz

            Mnie zastanawiają Twoje zranienia i swobodne z nich wyjścia.Tak jak już tutaj wspominał marconi nie czuć w Tobie żadnych uczuć.Ja ich nie czuję w każdym razie.Dlaczego?Są pewnie zamrożone.Ale o uczuciach zamrożonych to wie lepiej feelka.Może napisze.Nie wiem.Ale wiem,że ona wie.-:*^



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Andrzeyy   Data: 2018-04-06, 14:32:36               Odpowiedz

            Moje uczucia sa zamrozone?

            Hmmm... raczej nie...

            Ona wie co do niej czuje, co prawda jednak jestem facetem - i z tym "pokazywaniem" uczuc - jest srednio, jednak - przez te 2 miesiace - wiele sie zmienilo i ... od pierwszego spotkania z koncem lutego "bylem" juz nowa osoba.

            Tak - zrozumialem bledy, moje uchybienia.
            Ewa tez wie, ze nie byla swieta w tym wszystkim jednak - uwazam, ze ciagle cos czuje..
            Jakby tak nie bylo to... bysmy sie nie spotykali.

            Czas pokaze. Na ten moment - nie wiem juz nic wiecej do napisania, bo... nic nowego nie wiem.

            Odpisalem na w/w sms'a z tekstem "Andrzejku.. co mam z toba zrobic"... to odpisalem, ze: "Wszystko juz wczoraj powiedzialem... i... ze moge tylko ja utwierdzic w tym przekonaniu, ze wszystko robie swiadomie i pelna odpowiedzialnoscia bo... ja kocham i chce dla niej jaknajlepiej".
            Odpisala "wiem... rozumiem..."


            Pozostaje mi czekac.


            Pozdrawiam!



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Adamos325   Data: 2018-04-06, 17:22:53               Odpowiedz

            Andrzeyy, a może Ewa chce Cię postawić trochę w takiej niepewności jakiej ona była, jakiej Ty ją postawiłeś - żebyś trochę poczuł co ona czuła - a nie że wróciłeś, zrozumiałeś, i znów ją masz - ale głębiej tego nie poczułeś..., tzn. poczułeś ale tylko ze swojej strony. Trochę teraz kalkulujemy :)

            Ps. Fatum, całej Cię nie spaliłem... - tylko uszy ;)
            Spokój jest potrzebny forum i merytoryczność - i w imię drugiej reguły też musimy się przystosować do zasad - no przecież Cię chronię, dla Twojego dobra, nie czujesz tego? :)



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: fatum   Data: 2018-04-06, 18:19:09               Odpowiedz

            Mam wierzyć w taką troskliwość?(....).Nie mam takiej potrzeby słuchania tego,co masz do przekazania.Pisz Ty sensownie i kulturalnie i na temat.Forum będzie ci wdzięczne.Zwłaszcza jak kreujesz się na literata na psychologicznym forum.Są chyba literackie fora?Po co się męczyć na tym Forum?Tylko merytorycznie i z zasadami.



          • PS

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-06, 20:43:50               Odpowiedz

            Już wiem co mnie tak tutaj porusza.
            Nie chciałabym być dla kogoś zabawką. Nie całowałabym faceta, który całuje inną (niby bo mu jej żal albo coś innego- na każdej kupce można położyć kwiatek ze słow ale smród pozostaje i tak).
            Nie chciałabym być w podwójnej sytuacji i słuchać słów jak on jedzie do innej koleżanki. Nie mogłabym go całować wiedząc że te usta są dostępne dla innych koleżanek.
            Jak ja to ja.
            Nie ma innej. I nie ważne co by on gadał. Nawet bym nie słuchała. A ta inna co ona slyszy Bóg jeden wie...jaka jest wersja dla niej.
            Nigdy nie zadawałam się z facetami co narzekają na żony pozostając w związku. Albo lewo albo prawo.
            Jestem zwolennikiem bardzo jasnych sytuacji i nie lubię podwójności-bez względu na to jaka bym nie była okropna.
            Dla mnie zdrada to jest zdrada.
            Kręcenie loda to kręcenie loda.
            Ja bym w takiej sytuacji nie chciała być. Ale może nikogo nie kochałam. To też możliwe. Wiem, że dla mnie to jest niewyobrażalne. Ale Cię nie krytykuję-chcesz w tym trwać-masz do tego prawo. Sam wiesz jak jest i jaka ona jest.
            To twoje życie. Może jeżeli się kocha to się wszystko zniesie. Ja takiej miłości w sobie nie miałam. A miłość ponoć zniesie wszystko...i wszystko wybaczy i we wszystkim pokłada nadzieję. I jak słucham Ody do miłości to brzmi pięknie.
            Jestem może zbyt upośledzona;)



          • RE: PS

            Autor: marconi   Data: 2018-04-06, 21:16:26               Odpowiedz

            Mirabelle >>> A wiesz może dlaczego pragniesz wyłączności, skąd się to bierze?



          • RE: PS

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-06, 21:29:23               Odpowiedz

            Marconi:
            1/ nie szanuję ludzi którzy nie szanują mnie (dla mnie to że facet pitoli coś o kimś typu ona taka biedna to muszę ją pocieszać i calować -a nie wiem czy Ciebie chcę ale może sobie wezmę pocałunek bo mi pasuje - to dla mnie głodny kawałek i tyle...)
            Uznaję, że można się z kimś przespać. Ale jeżeli ja bym się przespała z kimś to nie mogłabym patrzeć w oczy facetowi co mi mówi kocham Cię i wciskać mu głodne kawałki o kolegach. Nie ma takiej opcji. Ponoszę całkowitą odpowiedzialność i mówię mu prawdę bo na to zasługuje...
            2/ nie mogłabym kogoś całować kto za chwilę mizia się z kimś innym. Czułabym się zeszmacona. Upokorzona jako kobieta.
            Gdybym kogoś kochała. Jak nie-nie interesuje mnie ile pochw zalicza i go nie rozliczam. Jego życie i jego seks.
            Ale słowo kocham Cię jest dla mnie bardzo duże.
            Oznacza wyłączność. Właśnie kocham Cię.
            Nie koleżeństwa czy inne.

            Nie wierzę w koleżeństwo z kimś z kim dopiero zerwałam długi związek. Nie ma opcji. Może kiedyś.

            Chciałbyś calować kobietę która Ci wciska kity o kolegach. Ty jesteś kolega (wyznajesz jej miłość) i ona bierze od Ciebie twoje uczucia pocałunki i na weekend jedzie do kolegi z noclegiem? Chciałbyś czekać i trwać w takiej sytuacji???
            Czekać na co?



          • Mirabelle robisz sobie żarty?-:)*

            Autor: fatum   Data: 2018-04-06, 21:49:49               Odpowiedz

            Nie interresuje Ciebie,ile pochw zalicza,bo tylko interesuje Ciebie,że powiedział,że Ciebie kocha.Dobrze zrozumiałam Twój wpis?Popraw mnie,jeśli coś pokręciłam.Po drugie mam wrażenie,że tak bardzo osobiście przeżywasz historię Ewy.Mogę się mylić,ale tak odczułam.Mirabelle to nie jest Twoja,osobista historia.Spasuj.Dobranoc.P.S.sorki,że tak napisałam do Ciebie,ale miałam taką,a nie inną potrzebę i ją zrealizowałam.-:)*



          • RE: PS

            Autor: marconi   Data: 2018-04-06, 21:51:34               Odpowiedz

            Mirabelle >>> Zapytałem "skąd się to bierze" a Ty odpowiadasz:
            1. "nie szanuję ludzi..."
            2. "nie mogłabym..."

            To są tylko objawy, a nie przyczyna.



          • RE: PS

            Autor: Iga112   Data: 2018-04-06, 22:03:00               Odpowiedz

            Ja odpowiem skąd to się bierze i skąd powinno się brać. A właśnie z miłości własnej (o której tak lubisz ostatnio pisać). Że nikt nie chachmęci za plecami, nie wciska kitu tylko traktuje (tu akurat Andrzeja) poważnie i z szacunkiem i jak człowieka który zasłużył też na swoje szczęście.
            Nie chce go? To niech gra w otwarte karty, wtedy chłopak poszuka sobie inną.



          • RE: PS

            Autor: feelka   Data: 2018-04-06, 22:16:53               Odpowiedz

            Ona nie wie czy nie chce. Zainwestowała już w innego. A on wrócił i wróciły wspomnienia, i ją nimi uwodzi.
            Ja jej nie usprawiedliwiam, bo też nie umiałabym na dwa fronty, nawet bez pocałunków :)

            Ale to nie nią się mamy zajmować, bo nawet nie wiemy czy to jest prawda z tamtym kolegą, bo sam autor czasem wątpi.

            Za to Autor powinien wziąć sprawy w swoje ręce i nie pozwolić na dziwaczną grę. Nie chodziło mi Andrzej byś się odsunął bez słowa, tylko byś powiedział, że czekasz z boku, na jej decyzję. Ale jeśli rajcuje cię walka kogutów - to walcz:), ludzie są różni.



          • RE: PS

            Autor: Iga112   Data: 2018-04-06, 22:26:25               Odpowiedz

            Nie wie czy go chce i nie wie, czy go nie chce. A chłopak cierpi. I ile tak ma czekać? Myślę, że powinien się zagrać i powiedzieć "Nie mogę juz dłużej czekać, no to czesć," Co ona wtedy na to?



          • RE: PS

            Autor: Iga112   Data: 2018-04-06, 22:31:54               Odpowiedz

            Lotka a jeżeli mu nie ufa - to i tak nie będzie to udany związek. Tu nie chodzi o zaufanie. Fajny jest jeden i fajny jest drugi. Ja to tak odbieram.



          • Hm...dyskusja wrze;)))

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-06, 23:07:24               Odpowiedz

            Fatum.
            Dziękuję, że mi przypominasz, że to nie moja historia choć też trochę moja bo byłam jednym wielkim niezdecydowaniem kiedyś i chyba tej cechy bardzo w sobie nie lubiłam.
            Furteczki dla lawirowania to ja znam;)
            Pochwy faceci zaliczają. O faceta który mnie interesuje z poziomu penis lub fajnie się rozerwać -ale nic więcej to co mam go rozliczać jak go nie chcę na nic więcej?
            przykladowo.
            Skoro on dla mnie jest tylko narzędziem uciechy to jakie mam prawo go z czegoś rozliczać? nawet by mnie to nie interesowało-poza testami na HIV.


            Ktoś napisał fajny jest jeden i drugi- ale jeden mówi kocham. To coś oznacza. Jestem mu coś winna-uczciwość.
            Moze drugi też mówi kocham.
            Czy to znaczy, że mi wolno raz z tym raz z tym?
            To jak ja ich traktuję i ich słowa? Miłe połechtanie dla Ego i do niczego mnie to nie zobowiązuje?
            Naprawdę do niczego skoro wiem, że ktoś mnie kocha a ja nie wiem nawet co do niego czuję...

            Felka mówi o walce: ok. Walcz ale z klasą. A nie wyciągasz jak dzieciak pocałunki i czekasz na telefon.
            Przyznaję się do winy. Mogę ponieść karę czy konsekwencje. Konsekwencje mają być takie, że mam patrzeć jak się ktoś kogo kocham prowadza z kimś innym? a potem mnie caluje...
            Ktoś by chciał być całowany przez kogoś kogo kochacie-a potem macie świadomość, że weekend z kolegą czy koleżanką?
            Naprawdę chcielibyście się całować w takiej sytuacji?


            Nie rozumiem autora i co on chce osiągnąć. Każdy pocałunek to jego plecak z kolejnym kamieniem przywiązania do kogoś kto za chwilę skoczy do innego/innej.
            Co to za przyjemność?
            Ja bym powiedziała: czekam , ale nie pozwalała na to by ktoś się mną zabawiał. I umilał sobie życie.

            Dla mnie po prostu jak się kogoś szanuje to się nim nie gra w gierki. Ale trzeba być świadomym a nie wymyślać usprawiedliwienia dla własnych zachowań (mechanizm unikania odpowiedzialności: bo ten drugi taki biedny-co to za tłumaczenie?).

            Jest wina-ok. Czym jest kara?
            Cierp i myśl czy Cię jeszcze zechcę? a ja sobie popatrzę jak Ci ciężko?
            Cóż-można i tak. Ale Autor się na to zgadza. Chce ponosić swoją karę. Ok. Jego życie-jego wola.
            Jak słusznie zauważyła Fatum-każdy z nas ma swój bajzelek do ogarnięcia. A Andrzej sam decyduje na co się zgadza a na co nie.
            Miłej nocki ludziska;) I powodzenia tam gdzie jesteście i z czym się borykacie.



          • RE: Hm...dyskusja wrze;)))

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-06, 23:29:08               Odpowiedz

            Żona Ryszarda Kuklińskiego z filmu : Jack Strong powiedziała fajne zdanie: Mogę znieść to, że mnie nie kochasz (nie wiesz czy mnie kochasz- w domyśle nie masz na to wplywu co czujesz i czego nie czujesz) ale nie zniosę tego, że mnie nie szanujesz (o zachowaniu swoim już decydujesz).
            I to by było moje podsumowanie zapożyczone;)
            DObrej nocki!



          • Marconi

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-06, 23:34:39               Odpowiedz

            To nie jest zadrość o kogoś innego. To chodzi o szacunek do mnie. Jeżeli facet kręci lody z inną to nie szanuje mnie i mojego kocham wciskając mi jeszcze bajki o koleżankach.
            Jeżeli mnie nie kochasz-ok. Masz prawo.
            Ale powiedz jasno i nie dawaj mi ochłapów. Nie baw się mną. Ustaw granice-nie wykorzystuj moich uczuć do Ciebie.
            Człowieka na emocjach można wykorzystać lub nie.
            Nawet jak się go nie kocha. Można mu okazać szacunek i nim nie pogrywać.
            To nie ma nic wspólnego z zazdrością.
            Ma prawo wybrać inną/innego. Nie musi mnie tylko dlatego, że ja kocham. Ma prawo mnie nie kochać.
            To nie zazdrość. To szacunek dla serca.



          • RE: Marconi

            Autor: marconi   Data: 2018-04-06, 23:45:33               Odpowiedz

            Mirabelle >>> Moim zdaniem osoby które wymagają szacunku od innych, same siebie nie szanują. Potrzebują dawki szacunku z zewnątrz by podreperować swój wizerunek.



          • RE: Marconi

            Autor: Iga112   Data: 2018-04-07, 07:48:17               Odpowiedz

            Tak Marconi to prawda, co piszesz. Ale jest ale...

            Ktoś, kto ma miłość własną potrafi rozpoznać, kto go szanuje, a kto nie. Zgodzisz się? A jeśli rozpozna takiego, co go nie szanuje, to co wtedy? nie wchodzi w relacje z taką osobą. Zgodzisz się? A co robi nasz Andrzej? Czołga się u stóp dziewczyny z kwiatkami, a ona zasłaniając się swoim cierpieniem rani i jednego i drugiego. Tak, to wygląda.

            Piszemy o konkretnej sytuacji, a nie hipotetycznie.
            Każdy, kto tu wchodzi nie ma takiej świadomości, jak Ty Marconi;) Oczekuje prostego przekazu. Pyta "Co ja mam zrobić, co byście wy zrobili?".
            Ktoś zapyta, a co może ta biedna dziewczyna? A ja wiem, co może. Niech uda się na pustynię (bez Andrzeja i bez kolegi) i wtedy zdecyduje którego woli. A całując się po kątach raz z jednym, raz z drugim - nie jest w stanie dobrze i świadomie wybrać.



          • Szacunek i miłość.

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-07, 09:08:41               Odpowiedz

            Marconi:
            Szacunek do siebie to początek. To prawda, że najpierw szanuję siebie i siebie nie stawiam w sytuacjach w ktorych czuję się nie szanowana. Jeżeli ktoś mnie nie szanuje-to niekoniecznie muszę wymagać szacunku-skoro ktoś go dla mnie przykładowo nie ma, ale mam wybór czy w takiej sytuacji trwam.Chronię siebie przed trwaniem w sytuacji dla mnie dyskomfortowej. Niektorym l;udziom można pluć w twarz a oni na to, że deszcz pada...i mają swoją perspektywę i źle się nie czują w tej sytuacji.
            Co dla kogo jest przejawem braku szacunku i w czym mu niewygodnie to inna sprawa.
            Jeżeli komuś jakieś zachowanie nie przeszkadza to nie przeszkadza.
            Dla kogoś problemem może być spotykanie się z kimś innym (po związku i słowach typu kocham Cię) -dla innego może nie jest to tak uciążliwe-widzi w tym walkę o kogoś. Inna perspektywa spojrzenia.

            Chelunia napisala, że miłość i związek nie kończy się szybko. Żal po stracie (jeżeli była strata trwa) . Też ludzie różnie sobie radzą -czasami szukają plasterka na rany w postaci innego człowieka.
            Mój ex narzeczony hajtnął się po 1,5 roku od zerwania a powtarzał w związku że mnie kocha. Dla mnie to było dziwne, że ten który mówi o kochaniu (ja nie mówiłam) hajta się za moment z kimś innym. Ja miałam depresję. leczyłam się.
            Więc te słowa też ludzie wypowiadają na emocjach...a czym jest kochanie i jak szybko się kończy i jak łatwo się zmienia obiekt kochania? To chyba też zależy od głębi tego uczucia.
            Ale to inny wątek.
            Mówimy o związku który został przerwany-nie wiadomo do konca dlaczego...po niedługim czasie jest proba odbudowy po jednej stronie. Miłość jest. Po drugiej stronie jest nie wiem. Ok.
            Ale jest też ktoś trzeci.
            Ja sobie nie wyobrażam, że spotykam się z kimś z kim byłam i kogo kochałam po niedługim czasie i jestem w sytuacji, że ta osoba spotyka się z kimś innym.
            Byłam w takiej. Kazałam wybierać. I wybrał. Ją.
            Miał prawo. Nie wyobrażam sobie, że lata na randki a ja siedzę i czekam aż się namyśli może na mnie. Dokopię się swojej kolejki.
            Dla mnie to byłoby zbyt raniące. Dla samej siebie zerwałam.

            Tyle.
            To ja.
            Andrzej jest kimś innym. Nie wnikam. Może zbyt osobiscie potraktowałam wątek faktycznie. Dziękuję Fatum, że mi to uswiadomiłaś.



          • PS

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-07, 09:26:23               Odpowiedz

            Iga
            Pięknie napisałaś. Ja też widzę, że się czołga ...bo walczy ponoć. Dla mnie też się czołga.
            Ona nie wie, ok. Ma prawo nie wiedzieć. Ale czy to uzasadnia to, że jednemu i drugiemu (prawdopodobnie) robi nadzieję?
            Jeżeli to kolega to ok.
            Ale jeżeli to ktoś z kim byłam i mówi mi, że mnie kocha...to czy to jest ok, że ja go całuję dziś a jutro lecę pocieszać innego kolegę co nie mogę z nim zerwać by mu nie było przykro? Co to za zasłona dymna?
            do śmierdzącego zachowania dokłada kwiatki ze słów.
            Ładne kwiatki -tylko zapach kupy i tak jest.
            Tez bym zalecała być może pobyć z sama sobą i pomyśleć co chcę. A latanie i obściskiwanie po kątach =to właśnie też odczuwam jako przedszkole.
            W czasach liceum bywały takie akcje. Słowa kocham też padało może na prawo i lewo...
            ale co znaczy kocham Cię?
            Coś znaczy?
            Miło mi z Tobą? ale miło też z innym fajnym kolegą?
            Co znaczy słowo kocham Cię? Jest w tym jakaś postawa wobec kogoś? Dbanie o jego uczucia ?
            Ma to jakąś wartość usłyszeć od kogoś kocham Cię?
            Czy to do niczego nie zobowiązuje?
            To chyba zależy jak kto te słowa rozumie, odbiera i jakie mają one znaczenie dla konkretnej osoby...
            Nie wnikam. Sama dużo o tym kiedyś myślałam. I dla mnie to bardzo duże słowa. Warte szacunku. Nawet jak się kogoś nie kocha.



          • Lotka

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-07, 09:29:15               Odpowiedz

            napisałaś, że ona sobie pójdzie jak on nie zawalczy...jak nie będzie się bił jak kogut.
            Męska logika to fakt.
            Dla mnie jak nie przyjdzie bo nie wybijam zębów komuś innemu -i dlatego ma przyjść bo ja wygrałem tę walkę -to jakieś malo satysfakcjonujące.Wybiłam zęba rywalce to jestem lepsza?
            Zasłużyłam na milość?
            Ja wolałabym być wybrana przez kogoś ..ale jestem kobietą;)



          • RE: Szacunek i miłość.

            Autor: fatum   Data: 2018-04-07, 09:31:33               Odpowiedz

            Mirabelle,czy dzisiaj na chłodno umiesz już powiedzieć co te dziewczyny (w oczach Twojego ex narzeczonego miały innego od Ciebie)?To ważne i trudne pytanie,ale sporo mówi o kondycji psychicznej osób,które przeżyły porażkę/utratę.Jak uda się Tobie to wypowiedzieć to i inne rzeczy będą łatwiejsze.Często takie wgłębianie się w siebie samą jest nie do wytrzymania,ale jest potrzebne.Sams2 umie to robić i przemyca takie trudne treści.Jednak ją czasem ponosi,że czytający nie rozumie wszystkiego od razu.A tu wymaga się cierpliwości najbardziej dla siebie.Mirabelle fajnie,że się nieco otworzyłaś.Będzie Ci zdecydowanie lżej.Kiedy siebie lepiej rozumiemy to i inni nie są w stanie zepsuć nam naszego komfortu (zbudowanego czasem na zgliszczach).Miłej soboty.Buziak.



          • RE: Szacunek i miłość.

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-07, 09:42:30               Odpowiedz

            Fatum. Dziękuję.
            Nie wiem co miała-na oczy jej nie widziałam. Mój narzeczony po prostu zaczął chodzić na randki zaraz po zerwaniu.
            Dzieliło nas wtedy 300km. Ja miałam depresję. On chodził na randki z Panią powiedzmy Ewą.
            Ok.
            Nie pojechałam jej wybijać zębów. Nie miałam siły.

            Czy jest lepsza? Nie wiem. Jedno wiem-on chciał czegoś i sobie wziął. Nie u mnie to gdzie indziej.
            Życie.
            Taka to byla Wielka miłość.



          • RE: Szacunek i miłość.

            Autor: fatum   Data: 2018-04-07, 12:51:14               Odpowiedz

            Mirabelko.Wybacz,ale chcę to powiedzieć.Ta Wielka Miłość była jednostronna.Ta przykra choroba (depresja)też miała swoje za uszami.Tak uważam.A dzisiaj jak się czujesz (mam na myśli depresję)?To ważne.



          • RE: Szacunek i miłość.

            Autor: chellunia   Data: 2018-04-07, 10:06:48               Odpowiedz

            Mój ex narzeczony hajtnął się po 1,5 roku od zerwania a powtarzał w związku że mnie kocha. Dla mnie to było dziwne, że ten który mówi o kochaniu (ja nie mówiłam) hajta się za moment z kimś innym. Ja miałam depresję. leczyłam się.

            Mirabrlko. Nie mowiłaś:( Nie wiedział:(

            Znalazł kogoś kto odwzajemnił uczucie. Był w stanie mówic o tym. Poczuł, że jest dla kogos waznym, usłyszał.








          • RE: Marconi

            Autor: Lotka2018   Data: 2018-04-07, 09:24:59               Odpowiedz

            Iga, trudno odmówić Ci racji i logiki..... i w idealnym świecie zgodzilabym się z Tobą. ;)

            Ale życie i uczucia są bardziej skomplikowane. Ja pisze do Andrzeja jak strateg. W moim przekonaniu gdyby grzecznie czekal z boku to przegrały z kretesem z wciaz obecnym przy niej kolega. To walka samców (może i kogutów, wszystko jedno) i trzeba pokazać pazur. Owszem jest granica (czas, zdarzenie), którą powinien sobie Andrzej wyznaczyć. Granica, po przekroczeniu,której miałby już tylko żal do dziewczyny nawet gdyby wróciła. I tego ona też powinna być świadoma. Ale on przede wszystkim.



          • RE: Marconi

            Autor: marconi   Data: 2018-04-07, 16:04:14               Odpowiedz

            Iga >>> Każdy z nas powinien być świadomy wchodzenia w relację i szacunek jest jednym z kryteriów - tu się zgadzamy.

            W tej konkretnej sytuacji Andrzeyy ma wolną rękę. Nie widzę żadnych czynników które miały bo go motywować do podejmowania szybkich decyzji. Uczy się życia - to wszystko. Nie dostrzegam żadnych zagrożeń więc nie będę nic "doradzał". ? Mogę ewentualnie napisać co ja bym zrobił na jego miejscu ale to mało istotne :)



          • RE: Marconi

            Autor: fatum   Data: 2018-04-07, 22:09:44               Odpowiedz

            "ale to mało istotne:)",trele morele.Aż Ciebie skręca,żeby to napisać.-:)*Nie martw się,że Twój wpis będzie źle odebrany.Tak nie będzie.Już umiesz wzbudzać ciekawość i inne...().Biegamy za Tobą.Możesz być dumny z siebie.Ty jeden i forumowe zołzy.Wspaniała mieszanka wedlowska.P.S. też czekam na Autora wątku,bo warto.Pisze ciekawie i dawkuje nieźle.



          • RE:Fatum

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-07, 22:57:29               Odpowiedz

            Dziękuję za twoją troskę. Miłe-choć to internet. Czasami zapominam że za znakami są ludzie którzy mają emocje, twarze, uczucia, historie życia. Ty pamiętasz o tym.
            Wiesz-odnośnie depresji-brałam leki po tym rozstaniu. Spotykałam się z kimś kto był chyba tak samo chory jak ja.
            Na szczęście otrząsnęłam się z tego- przestałam odwracać uwagę od siebie samej (popadanie w znajomości bez przyszłości i sensu).
            Jestem sama. Tak czuję. Choć jest ktoś. Ale to jest spokojne bardzo i chyba się wspieramy bardziej niż przeżywamy emocje.
            Mój ex jest mężem, zawsze chciał nim być. Żona była potrzebna;)))
            Nie mam depresji chyba. Stałam się inna. Jestem innym człowiekiem niż przed. Zupełnie inaczej czuję, myślę i jestem kimś niemal innym.
            Dziękuję za troskę. Fatum. Życzę Ci byś czuła się dobrze w swoim życiu i wypełniała je tym co ważne dla Ciebie.
            Pozdrawiam serdecznie.



          • RE:Fatum

            Autor: fatum   Data: 2018-04-08, 09:48:27               Odpowiedz

            A porównujesz do ex męża tego kogoś,kto obecnie wspiera Ciebie (ale ma kłopoty z przeżywaniem emocji)?Pytam,bo nie kumam tego.Skoro wspiera Ciebie to odbiera Twoje emocje i je przeżywa moim zdaniem.Mirabelle Ty coś kręcisz-:)*moja droga.Powiedz mi jak to ma prawidłowo wyglądać z tym przeżywaniem emocji?Jest jakaś "tajemnicza" reguła ich przeżywania,czy jak?Teraz chyba zacznę się zastanawiać Mirabellko,czy ja "prawidłowo" przeżywam/wyrażam emocje.Ale zagwozdkę tutaj wkręciłaś.Idę myśleć,a Ciebie proszę o odpowiedź.Odpowiedzi innych też mile widziane.Miłej niedzieli.



          • RE:Fatum

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-08, 23:35:17               Odpowiedz

            Fatum.
            1 poważny związek- narzeczeństwo..do małżeństwa nie doszło-
            mało kiedy były wyrazane negatywne emocje...(tlumienie)
            2 związek z kimś kto był chory na zaburzenia emocjonalne-ja też miałam (depresja)
            3 związek -osoba która jest moim przyjacielem..po prostu czuję że jest mi bliska i w tej relacji nie ma zadnych problemów z wyrażaniem emocji-w tym również gniewu...

            Odnośnie emocji-ich samych nie wybieramy. One są w naszym układzie nerwowym. Jego też nie wybieramy (jak temperamentu). Ale możemy wpływać na emocje poprzez myśli (co myślimy), czyny-jak je wyrazimy...
            Nie mówiłam, że coś złego jest w przeżywaniu emocji...
            Tylko jak kimś kierują (jak alkoholikem na przykład) to jest kiepsko....Traci dystans...



          • Ps Emocje emocje

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-08, 23:39:19               Odpowiedz

            Ludzie czasami mylą potrzebę bycia z kimś z kochaniem (lęk przed samotnością).
            Czasami mylą z pociągiem seksualnym.
            Czasami mylą miłość z przeżywaniem emocji...a nie postawą wobec kogoś kto jakiś jest (inny nie będzie) i taki jaki jest -jest albo kochany albo nie.
            Z tymi emocjami to chodziło mi o słowa Kocham Cię.



          • RE:Fatum Mirabelle

            Autor: fatum   Data: 2018-04-09, 12:16:08               Odpowiedz

            To z Przyjacielem uprawiasz miłość?Tego nie rozumiem.Jak do tej chwili rozumiałam,tak teraz zupełnie się pogubiłam.Jeśli masz ochotę to mi wyjaśnij.Jeśli to Ciebie złości to też zrozumiem to.Jestem elastyczna.-:)*



          • RE: Marconi

            Autor: marconi   Data: 2018-04-08, 14:42:41               Odpowiedz

            fatum >>> Ciebie skręca żeby usłyszeć to ode mnie :D Dla mnie historia Andrzeyy'a jest trochę fejkowa, przez to nie angażuję się zbytnio - mogę się mylić - nie mając pewności nabrałem dystansu.

            Na forum są też inni panowie na szczęście więc nie muszę czuć się rodzynkiem :) a na liczbę zołz nie narzekam, bo jest ich mało :)



          • RE: Marconi

            Autor: feelka   Data: 2018-04-07, 09:45:13               Odpowiedz

            Nie, Marconi.To, że mam swój własny szacunek do siebie - nie znaczy, że nie potrzebuję go od innych. Gdy inni nie będą mnie szanować - swój szacunek do siebie mogę stracić. Ale nie dlatego, że mnie nie szanują, tylko dlatego że POZWOLIŁEM siebie nie szanować.

            Jeśli mnie zwiążą i oplują i pohańbią - ja swojego szacunku do siebie nie tracę. Ale gdy co dzień, dobrowolnie, idę tam gdzie mnie plują i wyzywają...- to stracę, a tak właściwie to go i tak nie miałam - skoro narazam się na przykrość zamiast sobie współczuć. Miłość własna to współczucie dla siebie. Szanuję siebie - tylko z powodu współodczuwania że sobą.



          • RE: Marconi

            Autor: feelka   Data: 2018-04-07, 10:02:43               Odpowiedz

            Mówisz, że miłość własna nie powoduje zazdrości. Czy to ma oznaczać, że: "żono, ja sam kocham siebie, to ty już nie musisz"? chyba jednak ta dodatkowa jej miłość by ci się przydała? :)
            A jak się nawet uprzesz, że miłość to ty masz swoją.... - to jednak przydałby ci się jej poświęcony czas, jej uwaga dla ciebie, jej gest czuły, jej ciało ( w sumie składniki miłości). Jeśli da to komuś innemu - urodzi się zazdrość, mimo że sam siebie kochasz.?
            No chyba że jej nie kochasz, nie potrzebujesz jej uwagi i czasu... Wtedy- teoretycznie- niech robi co chce. Pod warunkiem, że nie nosisz miana męża i nie obsewujesz tego na co dzień mieszkając gdzieś indziej.



          • RE: Marconi

            Autor: feelka   Data: 2018-04-07, 10:10:23               Odpowiedz

            Nad ostatnim zdaniem pomyślę, bo wiem, że jest głównie kulturowe, jak by rzekła Sams.
            To głównieównie w oczach ludzi odbierany by był ci szacunek jako rogaczowi; ty sam - nie kochajac jej - mógłbyś patrzeć na zdrady we wspólnym mieszkaniu i nazywając się mężem, bo by ci to wisiało. Teoretycznie.Jako oswieconemu.
            :)



          • RE: Marconi

            Autor: chellunia   Data: 2018-04-07, 11:35:11               Odpowiedz

            Tak,tak.

            Teroretycznie oswieceni są już tak ogrzani, że nie czują ani złości, ani zazdrości ani... miłości?

            Nędzne to oświecenie, skoro daje wcisnąć sobie, że możemy panować nad uczuciami.
            Myslę,że ludzie po wielkim bólu, boja się nowego. Nie o miłości rozmawiamy,tylko o EGO. Pozbawiamy się najpiękniejszego.
            Czy ktoś z Was czuł się przy drugim człowieku szczęśliwy?
            Ja tak. Zapomniałam o EGO. Chole.ra zdarzyło mi się cos takiego:):)



          • RE: Marconi

            Autor: marconi   Data: 2018-04-07, 16:28:03               Odpowiedz

            chellunia >>> Tak, w miarę poznawania mechanizmów własnych obdziera się poszczególne elementy z woalu tajemniczości i romantyzmu. Myślę że teraz nie zakochał bym się jak kiedyś - bez pamięci, zapominając o bożym świecie - już minęło. Nie dlatego że nie wyszło i mam uraz. Dlatego poznałem dużo lepiej siebie.

            Nie wiem co ma się kryć pod określeniem "oświecenie" - czy chodzi o pogląd gdzie np. Sams jest liderką ? :)



          • RE: Marconi

            Autor: chellunia   Data: 2018-04-07, 17:30:54               Odpowiedz

            Marconi ale... czy miłość= utrata głowy?

            Własnie dlatego, że straciłeś tę głowe, nie wyszło.
            Dlaczego ludzie myslą,że miłość to szaleństwo?

            Myslę,że dobrze byłoby poczytać mądrego Tołstoja. Miał w tej kwestii dużo do powiedzenia.



          • RE: Marconi

            Autor: marconi   Data: 2018-04-08, 14:26:56               Odpowiedz

            chellunia >>> Generalnie staram się unikać słowa "miłość" - zbyt wiele nieporozumień wynika z jego używania, ponieważ każdy co innego do niego wkłada.



          • RE: Marconi

            Autor: chellunia   Data: 2018-04-08, 17:31:55               Odpowiedz

            Tak postępowałam jak miałam w wieku 17-21 lat.
            Nie ufałam sobie. Swoim uczuciom. Nie umiałam nazywać uczuć.

            Jak koleżanki wychodziły za mąż, bo były zakochane, robiłam wielkie oczy.

            Zawsze zachowywałam się fer ale nie w stosunku do siebie. Nie ufałam swoim uczuciom, nie umiałam nazwać, nie umiałam okazać.

            Warto myślę dobrze identyfikowac ten stan i nie mylić z innymi uczuciami. Dobrze być pewnym. To wiele porządkuje w życiu człowieka.



          • RE: Marconi

            Autor: marconi   Data: 2018-04-07, 16:18:35               Odpowiedz

            feelka >>> "To głównieównie w oczach ludzi odbierany by był ci szacunek jako rogaczowi" - może faktycznie "ludzie" tak to pojmują ale to totalne nieporozumienie.

            Szacunek jest sprawą indywidualną. Np. do konkretnego nauczyciela w szkole jedni uczniowie mają szacunek inni nie. Podałem taki przekład bo relacja uczeń-nauczyciel jest dość neutralna i podobna dla większości uczniów.



          • RE: Marconi

            Autor: feelka   Data: 2018-04-07, 21:17:40               Odpowiedz

            "Szacunek jest sprawą indywidualną" -
            no tak, mówiłam że szacunek INNYCH ludzi to sprawa kulturowa (inne cechy zasługują na szacunek w oczach subkultury więzienia, czy w wojsku nazistowskim, a inne w klasztorze buddyjskim; więc i nauczyciel dostaje szacunek wg kryteriów oczu i serca patrzącego...Zatem szacunek od innych nie jest decydujący- nie decyduje o moim szacunku do siebie - o to ci chodzi? Zgoda.)

            Ale szacunek SWÓJ do siebie? oparty na współczuciu/miłości?
            Szanuję w sobie to, że współczując sobie - nie wystawiam się na KRZYWDZENIE siebie (i innych tym samym też).

            I tu trzeba mieć dobry kontakt z duszą, żeby poczuć co JĄ krzywdzi.
            ?
            Szacunek od INNYCH, np. nazistów - może skrzywdzić moją duszę (jeśli nie chce być jak oni). Nie chcę ich szacunku. (przynajmniej w pewnych obszarach).

            Ale też: brak szacunku od INNYCH, np. od sąsiadów za bycie "rogaczem" - też może skrzywdzić moją duszę (mimo że sie rogaczem nie czuję) - jeśli owa dusza tęskni za wspólnotą sąsiedzką, pogaduszkami w ogródku działkowym, żartami przy piwie... :) Więc dopóki nie zadbam o jakieś uregulowanie sytuacji "rogaczostwa" - moja dusza kwili/jest krzywdzona? W tym przykładzie - nie dbając o szacunek innych - nie szanuję się sam? Szanując siebie co prawda w sensie swoich wartości - nie szanuję siebie , w sensie zadania sobie krzywdy w relacjach społecznych? Wybór należy do Ciebie/ do duszy :)

            Tak sobie głośno myślę; ale już więcej nie mącę.



          • RE: Marconi

            Autor: marconi   Data: 2018-04-08, 14:32:26               Odpowiedz

            feelka >>> Spodobał mi się Twój wpis. Ogólnie Twoje podejście do uczuć i emocji jest mi bliskie :) Pozdrawiam!



          • RE: Marconi feelka ładnie i psychologicznie.....

            Autor: fatum   Data: 2018-04-07, 13:24:06               Odpowiedz

            "Miłość własna to współczucie dla siebie.Szanuję siebie-tylko z powodu współodczuwania ze sobą".P.S. tak pisać może Osoba,która to rozumie tak uważam.Inaczej to sensu nie ma.Teoria i praktyka w tym przypadku są "razem".Inaczej to też sensu nie ma.Pozdrawiam.



          • RE: Marconi

            Autor: marconi   Data: 2018-04-07, 16:09:27               Odpowiedz

            feelka >>> "Gdy inni nie będą mnie szanować - swój szacunek do siebie mogę stracić." U mnie nastąpił by raczej odwrotny mechanizm.

            Co do drugiego akapitu - pełna zgoda :)

            Pozdrawiam feelka



          • RE: Marconi

            Autor: chellunia   Data: 2018-04-07, 01:01:57               Odpowiedz

            Jeżeli mnie nie kochasz-ok. Masz prawo.
            Ale powiedz jasno i nie dawaj mi ochłapów. Nie baw się mną. Ustaw granice-nie wykorzystuj moich uczuć do Ciebie.
            Człowieka na emocjach można wykorzystać lub nie.
            Nawet jak się go nie kocha. Można mu okazać szacunek i nim nie pogrywać

            Tak sie myśli, jak sie przerobiło nieszczęsną miłość. Jak się przerabia jest inaczej.

            Domyślam sie Mirabellko,że masz już to za sobą, dlatego jesteś tak kategoryczna. Podpiuję sie pod tym co napisałaś.

            Andrzej normalna kobieta,jeżeli kochała,to po trzech miesiącach nadal kocha. Nie mozna sobie tego uczucia tak na pstryknięcie zresetować, niestety.

            Inna sprawa to szacunek do samej sebie,gdy taki kochany już wie:(



          • RE: Hm...dyskusja wrze;)))

            Autor: fatum   Data: 2018-04-06, 23:36:11               Odpowiedz

            Mirabelle z przyjemnością przeczytałam Twoje posty (te teraz).Erotycznych snów Ci życzę.-:)*



          • RE: PS

            Autor: Lotka2018   Data: 2018-04-06, 22:19:56               Odpowiedz

            Ech Iga, gdyby wszystko było takie proste... ;)

            Pewnie, ta gra nie może trwać długo. Dlatego też ja na jego miejscu zrobilabym wszystko żeby odzyskać utracone zaufanie i (i wiele innych silnych negatywnych uczuć, które pojawiły się u niej po porzuceniu) . Ale też dałabym sobie(!) czas na działanie. Po tym czasie, trudno, zaliczam porażkę i już. :(



          • RE: PS

            Autor: marconi   Data: 2018-04-06, 22:51:17               Odpowiedz

            Iga >>> Miłość własna nie powoduje zazdrości, wręczona ją redukuje.

            U kobiety chęć wyłączności pojawia się gdy planuje potomstwo z danym osobnikiem, dlatego że ma on zapewnić swe wszystkie dostępne zasoby energetyczne czy materialne. Wszystkie, czyli nie wchodzi w grę dzielenie się tymi zasobami z innymi samicami.

            Uważam że warto zdawać sobie z tego sprawę, ponieważ w przypadku gdy nie planuje się potomstwa to wtedy ta zazdrość jest patologiczna, na zasadzie nie bo nie :)



          • RE: PS

            Autor: Iga112   Data: 2018-04-06, 23:05:10               Odpowiedz

            Nie zgodzie się z tym. Może być zazdrość patologiczna (i może ja tak mam). Ale tu nie chodzi o zazdrość tylko o szacunek do samego siebie.
            A miłość własna pozwala Tobie dzielić się żoną z innymi?
            I patologiczna zazdrość, to też nie jest nie bo nie. To bardziej głębokie od nie bo nie.



          • RE: PS

            Autor: marconi   Data: 2018-04-06, 23:21:55               Odpowiedz

            Iga >>> Miłość własna (która u mnie raczkuje :) nie pozwala na budowanie mojej wartości przez fakt że mam Żonę na wyłączność. Na zasadzie że jestem super skoro nie szuka kogoś innego - na tym buduję swoją wartość. Bo jak tylko spojrzy na kogoś innego to cała ta wartość pryśnie - domek w kart się rozsypie i mnie przygniecie.

            Facet ma inne motywy zazdrości. Facet nie chce poświęcać swoich zasobów na wychowywanie nie swojego dziecka.



          • RE: PS

            Autor: Iga112   Data: 2018-04-06, 21:32:15               Odpowiedz

            Ja podpisuje się pod tym, co pisze Mirabel. Albo w lewo, albo w prawo. Dziewczyna nie jest w porządku ani wobec Andrzeja, ani wobec kolegi. Nie sądzę że kalkyluje na zimno, ale jej niezdecydowanie krzywdzi i jednego i drugiego.



    • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

      Autor: Andrzeyy   Data: 2018-04-08, 17:02:47               Odpowiedz

      Hej - nie było mnie tutaj dwa dni - i widzę, kilkanaście nowych postów.


      Dziękuje Wam - bo przeczytałem wszystko od deski do deski.

      Co u mnie?

      Nic - dalej tkwię w maraźmie.
      Nie wiem co robić.

      Po piątkowym spotkaniu, spacerze - kontakt mocno się ograniczył.
      Wczoraj moja Ewa - spędzała dzień z rodziną, a dziś - pojechała pewnie do swojego kolegi. Jak zapytałem - jakie ma plany na niedziele - odpowiedziała, że "Wybywa z domu na cały dzień".


      W sobotę - nie rozmawialiśmy przez telefon.
      Gdzieś tam na komunikatorze, na FB - popisaliśmy trochę.
      Cały czas z humorem, jakby nigdy nic.
      W pewnej chwili wróciliśmy PONOWNIE do tematu "nas".

      Ewa poinformowała mnie: "Mam się nie spinać, to ona jest w gorszej sytuacji niż ja. To ona ma milion myśli na głowie i nie jest jej łatwo. Co więcej, napisała mi - że mam wyczilować, bo nie będę czekał w nieskończoność.
      Do tego napisała mi, że ona ma obawy - że nigdy nie zacznie ze mną od początku, że zawsze będzie miała w głowie pewne sytuacje i doświadczenia".
      Pogadaliśmy chwilę i się pożegnaliśmy.

      Od wczoraj - zero kontaktu, dziś jedynie napisała mi sms "Dzień dobry" - na zaczepkę.



      To wszystko mnie przerasta.
      Nie wiem co mam myśleć o tym. Kolejny tydzień mija, kolejne spotkania, rozmowy - i nic.
      Dochodzi mi myśl - że nic z tego nie będzie.
      Ewa chyba nie do końca wie - jak bardzo mi zależy i ... jak ja się czuję w tym wszystkim.

      Ciągle nie usłyszałem od niej - że mam dać jej spokój - mimo, iż pytałem i uświadamiałem jej - że jeżeli nie widzi sensu - to niech da znać.

      Nie wiem czemu trzyma mnie w takiej niepewności..
      Wie przecież - że ja się zdeklarowałem, że nie chcę utrzymywać relacji przyjacielskich z nią.

      TOTALNIE NIE WIEM CO ROBIĆ..

      Po prostu - wegetuje z dnia na dzień, myśląc o niej i ... czekam chyba na wyrok..




      • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

        Autor: chellunia   Data: 2018-04-08, 17:44:37               Odpowiedz

        Nie chcialabym nigdy być w jej skórze. Ja jej współczuje.
        taki porzucany człowiek nie wie, jak postępować. Przyjąć czy wyrzucić. Żyć z poczuciem,że w każdej chwili taka osoba moze z nami się znowu zabawić:(

        Rozumiem budowanie stabilizacji. To rozumiem, ale mogłeś jej o tym powiedzieć. Nie uważam, że to jest powód do zerwania.

        Książę przypływów z Ciebie. Jak będzie coś nie tak z finansami albo ze zdrowiem to tez odpłyniesz? Potem przypływ Ciebie przyniesie?

        I tak bez konca?



        • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

          Autor: Lotka2018   Data: 2018-04-08, 18:52:25               Odpowiedz

          Tak Andrzej, musisz liczyć się z tym, ze Ewa w koncu powie ,,nie".

          Mówisz, ze napisała Ci, ze pewne sytuacje ma wciąż w głowie....
          Hmmm.... wiesz, przeczytałam jeszcze raz Twój pierwszy wpis. Teraz baczniej zwróciłam uwagę (co też i Chellunia wylowila) w jakich okolicznościach ja zostawiles. ,,Bo sobie nie poradziles z sytuacja w pracy ". Bo były ,,KOLEJNE kłótnie z Ewa". Przkresliles w związku z tym wyjazd na wakacje z ukochaną. ,,ona wie, ze mam trudny charakter".
          No nie za ciekawa mieszanka. Masakra.
          A ona sobie pojechała na te wakacje i miała czas na spokojnie przemyśleć całą wasza relację . Najwidoczniej nie było tak, ze do zerwanie wszystko cacy i nagle szok. Coś zgrzytalo a to głupie zerwanie na dobre podkopalo jej zaufanie do Ciebie i poczucie bezpieczeństwa.
          Może będę brutalna ale przyszło mi do głowy, ze odpoczywajac od Ciebie mogla nawet poczuć w pewnym sensie, w pewnych obszarach emocjonalnych ulge. (Miałam tak kiedyś z jednym facetem który bardzo o mnie zabiegał ale miał bardzo meczacy charakter i po zakonczeniu znajomości odetchnelam choć wcześniej naprawdę sobie tego nie uswiadamialam, ze czułam się przy nim jakoś zduszona. ... trudno mi to nawet okreslic).

          Ok napisała wyluzuj to wyluzuj. Oczywiście w sensie dzialan, bo przecież emocje kipia po pokrywką.
          Napisała, ze nie będzie to trwało wiecznie to znaczy, ze jest bliską podjęcia decyzji.



      • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

        Autor: fatum   Data: 2018-04-08, 22:02:26               Odpowiedz

        Andrzeyy co jeszcze pożytecznego robisz oprócz tkwienia w maraźmie?Napisz raczej obszernie,bo ten marazm jest nieco smutny i chcę coś pozytywnego przeczytać.Da się to zrobić?Dzięki.



        • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

          Autor: bezogonka   Data: 2018-04-08, 22:20:33               Odpowiedz

          Tak się zastanawiam.. Analizując sytuację pełną uczuć i emocji, skomplikowaną bardzo (choć można dołożyć jeszcze jedną osobę ,NIBYkoleżankę ;P Andrzeja do tej układanki, gdyby istniała ) ,jak to wszystko wpłynie na tych Troje młodych ludzi?! Tworząc dziś ,wyniszczające trójkąciki emocjonalne(choćby tylko dwojga z nich) , co zdarzy się kiedyś, gdy do "gry" będzie dopuszczona cała ferajna uzależnionych od siebie emocjonalnie osób? W różnym wieku i z różnymi doświadczeniami? Powiem szczerze.. uważam, że takie relacje powinno się jak najszybciej ucinać, choćbyśmy cierpieli bardzo. Przepraszam za tak radykalną opinię ale tak uważam. Ucieczka jest czasem rozsądnym wyjściem.



    • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

      Autor: Andrzeyy   Data: 2018-04-08, 22:37:37               Odpowiedz

      Ktoś mnie pytał co robię w tym całym maraźmie.

      Żyje, chodzę do pracy. Gram w tenisa, jeżdżę na motocyklu, widuje się ze znajomymi. Ciągle jednak mam takie poczucie braku, braku Ewy, z którą dzieliłem emocje. Ciągle mi jest gdzieś jej brak.

      To, że Ewa napisała, że potrzebuje jeszcze trochę czasu - może oznaczać, że "dostane kopa w tyłek", jednak najdziwniejsze jest to, że ona chce utrzymywać kontakt. Przecież jakby nie chciała, jakbym nie pasował do tego wszystkiego to by ograniczyła kontakt, zdawkowo by informowała mnie o tym co robi, a ja de facto - jestem na bieżąco z jej życiem prywatnym, oprócz tego - co robi z "kolegą".
      My na spotkaniach - obejmuję ją, przytulamy się - "Z lekkim dystansem" ale.. przez śmiechy się pozwala zbliżyć. Spotkania są mega - czuje się, jakbym poznawał nową kobietę - a my przecież tak dobrze się znamy. Rozmawiamy, śmiejemy się - jednak, gdzieś jest ta blokada u niej.

      Wracając do "kolegi", to Ewa stwierdziła kiedyś podczas rozmowy, że ona nie odczuwa, że on mieszka tak daleko, bo widują się w weekendy, a w tygodniu, w miarę możliwości on do niej przyjeżdża. Jest to dziwne, bo odkąd JA pojawiłem się, w jej życiu - to, to że ona widuję się z "kolegą" było kilkukrotnie - w ciągu 2 miesięcy..
      Coś mi tu bardzo nie pasuje. Jeszcze ten dystans...

      Oczywiście Ewa może stwierdzić, że mimo wszystko woli budować coś nowego, bez historii, jednak - dlaczego to tyle trwa? Takie decyzje wie się od razu.

      Gdybym ja był w osobie Ewy - to OD RAZU BYM ZGASIŁ TEMAT, nie pozwalając mu się rozwinąć - bo w przeciwnym razie byłoby tak jak to ma teraz miejsce i wszyscy odczuwamy tego efekt. Pytanie - co w tym wszystkim robi jej "kolega"? Jak wyglądają ich spotkania? Ewa ciągle trzyma się wersji, że "nie są razem ale się spotykają". :))

      Dzisiaj, (jak to ona powiedziała), wybyła z domu, wrzuciła kilka zdjęć (sama) na facebooka i tyle. Jakby moja Ewa - znowu przeniosła się na chwilę do innego świata - po czym od początku nowego tygodnia - ja znowu ją przesiedlę do swojego "świata"....



      • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

        Autor: chellunia   Data: 2018-04-08, 22:53:46               Odpowiedz

        Takie decyzje wie się od razu

        Głupio robi,że z Toba tak gra. Bo uważam,że to gra.

        Myślę,że szarpią nia sprzeczności. I chciałaby powrotu i boi się,że nie jesteś przewidywalny.





        • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

          Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-08, 23:54:30               Odpowiedz

          Chellunia.
          Kobieta którą nszarpia emocje nie ciuma się i nie lata do drugiego kolegi. Ona się dobrze bawi a nie cierpi.
          Wysyłanie pytania typu: Andrzejku co ja mam robić? Do faceta w takiej sytuacji? jakoś mnie to cierpienie nie przekonuje. Ale nie wnikam. Dla mnie to jakieś gry i zabawy...



          • Ps Emocje emocje szarpią nią

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-08, 23:58:44               Odpowiedz

            Człowiek szarpany emocjami inaczej się zachowuje.
            Odnośnie jeszcze tego:
            "boi się,że nie jesteś przewidywalny."

            Nikt nie jest w pełni przewidywalny.



          • Andrzej

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-09, 00:42:14               Odpowiedz

            "Oczywiście Ewa może stwierdzić, że mimo wszystko woli budować coś nowego, bez historii, jednak - dlaczego to tyle trwa? Takie decyzje wie się od razu."

            Nie wie się. Ale niekoniecznie się lata do innego.
            Ewa może sprawdzać co będzie z kolega a jak nie wypali to dobrze mieć Ciebie w rezerwie...
            Może również chcieć się odgryźć za to rozstanie i celowo Cię karać -brak odpowiedzi i satysfakcja, gdy się na nią ślinisz...i napalasz a potem ona Cię odsuwa (jaki dystans-mizianie się z byłym Ty nazywasz dystansem?)
            Może też cieszy się wolnością..po prostu. I chce sobie popoznawać Was obu (to znaczy kolegę a z Tobą też być koleżanka)...
            Może jest jakiś inny motyw powód...Jej nie znamy.
            Co ona Myśli nie wiemy-jej tu nie ma.

            To na co masz wpływ to:
            Ale ile Ty zechcesz spędzić czasu na czekaniu?
            Trzy miesiące? Pół roku? Rok? Ile czasu dajesz Ty?
            I jakie są granice ? Zgadzasz się na mizianie, a na coś więcej w tej sytuacji też?

            Gdyby dziś poszła z Tobą do łożka a jutro pojechala do kolegi to by Ci było lepiej?
            Dystans właśnie byłby wskazany...ale nie ma sensu do Ciebie gadać bo i tak jesteś na takiej fazie że mało słyszysz.
            Dobrej nocy.c



          • RE: Andrzej

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-09, 00:58:59               Odpowiedz

            Jeszcze jedno: Ewa może wcale na tych wakacjach nie płakała tylko poznała nowego kolegę.
            Lotka pisała, że się zastanowiła. Gdyby tak było to dziś by nie bylo Andrzeja...bo by zdecydowała, że otwiera sie na nowe...Ona nic nie zdecydowala ani nie przemyślała...\możemy tylko gdybać-nie znamy ani powodów kłótni ani rozstania..możemy tylko spekulować bez sensu.

            Ja zadałabym inne pytanie: Czy Ewa kocha Andrzeja?
            I tu chyba jest to co warto by było przemyśleć.



          • RE: Andrzej

            Autor: feelka   Data: 2018-04-09, 08:05:36               Odpowiedz

            I czy Andrzej kocha Ewę :)

            Czy kocha huśtawkę emocji przy gonieniu króliczka, jak tu ktoś powiedział.

            Jeśli się trzymać Twojej def. miłości jako postawy wobec kogoś - to właśnie myślałam o tym odsunięciu się od niej - jako postawie, jako stabilnym: "ja czekam", z boku; "moje uczucie jest stałe". "Ja poganiam, ja wymuszam"- to dla mnie fiu bxdziu, to dla mnie: spiesz sie Ewka zanim mi przejdzie... ;)
            No ale to dla mnie; każda z nas jest inna.



          • RE: Andrzej

            Autor: feelka   Data: 2018-04-09, 08:32:29               Odpowiedz

            Miłosna biegunka :) Sorry. Czasem piszesz, że boli cię brzuch.



      • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

        Autor: fatum   Data: 2018-04-09, 09:44:06               Odpowiedz

        Nie zapamiętujesz nicków,z którymi piszesz?Ten ktoś,kto ciebie pytał co jeszcze robisz w tym maraźmie ma nick i jest prawdziwą Kobietą.Zapamiętasz.Zdziwiłam się bardzo,że ktoś (Andrzeyy)grający w tenisa ma taką słabą pamięć.Tenis taki szlachetny sport moim zdaniem mówi wiele o człowieku,który go uprawia.Ty tylko grasz?Ale to też zobowiązuje i wyrabia wartościowe cechy osobowościowe.Coś o tym wiem.Pozdrawiam.



    • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

      Autor: Andrzeyy   Data: 2018-04-09, 08:28:13               Odpowiedz

      Pół nocy leżałem i rozmyślałem.

      To wszystko się kupy nie trzyma.

      Nie wiem ile czasu ja tak jeszcze mogę wytrzymać.
      Za chwilę będzie 3ci miesiąc tej całej zabawy.
      Grania na 2 fronty....


      Zrobiłem sobie mały bilans:


      Dlaczego EWA NIE WRÓCI:

      - Poznała kogoś, spotyka się z nim.
      - Gdyby go nie poznała - jak sama stwierdziła - wróciłaby do mnie.. a tak to jest problem.
      - Gra na czas, zwodzi mnie - czeka na coś? Aż ten kolega powie, że chce być z nią w związku? Wtedy automatycznie Ewa mi powie: "Andrzej, jestem w związku"
      - To ja ją skrzywdziłem, to ja ją zostawiłem. Staram się być najlepsza wersją siebie - ona tego chyba nie widzi
      - Boi się, że znowu ją skrzywdzę
      - Zwodzi mnie - mówiąc, że musi to przemyśleć.
      - Nie chce mi powiedzieć wprost, że mam dać sobie spokój - bo jej to jest na rękę "bym był ich przyjacielem".




      Dlaczego EWA Wróci?

      - Chce się spotykać
      - Zaczepia mnie sms/wiadomościami
      - Zgadza się ZAWSZE na spotkanie
      - Zbliżyliśmy się - trochę na siłe - ale jednak jestem blisko - przytulam ją, całuję.
      - Poinformowała "kolege" o mnie
      - "Kolega" mieszka 100 km od niej...widują się sporadycznie
      - Jak dałem jej wszysko na tacy - by mnie kilkukrotnie "odpaliła" z kwitkiem - nie zrobiła tego...


      Dlaczego to tak wygląda?
      Jaki jest problem - powiedzieć szczerze jak wygląda sytuacja.
      Ja to zrozumiem przecież. Powtarzałem Ewie - kilka razy.. że ma być szczera ze mną.
      Ja dałem jej całego siebie - ona wszystko wie. Tak - zero atrakcyjności z mojej strony, zero bycia interesującym facetem - wszystko jej dałem do ręki, a ona - nie wie czy to wziąć czy.. odstawić obok.

      Wczoraj cały dzień była z kolegą, wrzucała zdjęcia (sama) - i zero kontaktu od soboty..

      Przerasta mnie to - ta nieświadomość, niewiedza.

      Mózg mi mówi - Andrzej - daj spokój, daj na luz - jakby chciała to by wróciła.
      Serce mi mówi - że mam nie patrzeć na to wszystko, spotykać się - robić swoje...



      • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

        Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-09, 08:41:29               Odpowiedz

        Dlaczego przerwanie związku nazywasz krzywdą?
        Co tam się stało, że masz poczucie winy? Skoczyłeś do łóżka z inną? Przyznaj sie.
        Odnośnie Ewy.
        Nie zastanawiasz się nad samym sobą. Jak mantrę powtarzasz Ewa to Ewa tamto...Sam nie myślisz jak zadbać o siebie.
        Jak możesz zadbać o siebie?

        Kompletne bzdety piszesz:"Gdyby go nie poznała - jak sama stwierdziła - wróciłaby do mnie.. a tak to jest problem."
        Ty byłeś z nią 3,5 roku i poznała kolegę i jest ogromny problem w powrocie bo ma kolegę?????
        Halo.
        Czytasz co piszesz?



        • Ps.

          Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-09, 08:46:16               Odpowiedz

          Kolejna kompletna bzdura:"- Nie chce mi powiedzieć wprost, że mam dać sobie spokój - bo jej to jest na rękę "bym był ich przyjacielem"
          Przyjacielem? Co to w ogóle znaczy?
          Mizianie i obściskiwanie aż nie powie Pan X Ewa jesteś ze mną więc się nie obściskuj z byłym???
          Halo Halo tu Ziemia.



          • Andrzej

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-09, 08:52:48               Odpowiedz

            Gdyby to był związek 17latków to rozumiałabym.
            Kolega koleżanka
            Przyjaciel przyjaciółka...i inne plaszczyki nazewnicze.Kim jest przyjaciel? Obściskujesz się z każdą przyjaciółką czy koleżanką?
            Dla mnie te słowa to przykrywki...
            Istotne jest co ktoś robi a nie jakie słowa (czasami bzdury) produkuje.
            Dla mnie sam się zastanów co to znaczy być kolegą.
            Co to znaczy być przyjacielem po byciu razem 3,5 roku...
            Obściskiwanie po kątach to przyjacielskość ?
            Z dwoma na raz...Rozumiem jakby to byłó etap poszukiwań partnera...ale Ty byleś z nią w związku...3,5 roku...
            To chyba coś znaczy...a może nic?



    • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

      Autor: Andrzeyy   Data: 2018-04-09, 08:50:08               Odpowiedz

      Tak - czytam co piszę.

      Nie - nie zdradziłem Ewy, nie spotykałem się z żadną kobietą będąc z nią w związku.

      Ja - zostawiłem ją z dnia na dzień - tak jak pisałem wyżej odreagowałem, zerwałem kontakt na 3 miesiące, po czym - NAGLE SIĘ POJAWIŁEM.


      Zapytałem ostatnio - czy ma jakieś plany na majówkę, powiedziała - że nie. To odpowiedziałem, że już ma - bo ją wyciągam gdzieś.

      Odpowiedziała - że nie pojedzie bo.. SPOTYKA SIĘ Z kimś.
      Jak odpowiedziałem - że spotykanie się to nie bycie razem - to nie odpowiedziała nic, oprócz tego, że nigdzie nie pojedzie...



      Czemu mi tak na Ewie zależy? Bo dopiero po czasie - zrozumiałem, ile dla mnie znaczy - jak mi dobrze z nią było, ile ja dla niej robiłem mimo wszystko i ile ona dla mnie.
      Jak sama powiedziała : gdyby nie kolega, to by od razu wróciła do mnie...

      Nie rozumiem tego..



      • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

        Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-09, 09:02:43               Odpowiedz

        Jeszcze jedno: ok. Odszedłeś z dnia na dzień.
        Była przerwa.
        Wróciłeś.
        Ona ma ogromny problem bo poznała jakiegoś kolegę.
        Nie widzisz w tym bzdury?
        Gdy się kocha to się jakiś czas płacze po rozstaniu...
        Myśli o kimś.
        Cierpi.

        A nie skacze się na innego konia.
        NIe wiem. Mnie ta historia nie przekonuje.

        W tym 3,5 letnim związku byliście kolegami? Przyjaciółmi czy kim?

        Andrzej. Naprawdę nie zastanawia Cię to że tak ważny stał się przygodnie poznany facet kolega???
        Tak ważny, że ona ma problem...

        Ile ona ma lat?
        Ty masz prawie 30 a ona?



      • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

        Autor: bezogonka   Data: 2018-04-09, 09:26:59               Odpowiedz

        Dlaczego tak bardzo boisz się podjęcia ostatecznej(?) decyzji?
        Dlaczego chcesz, by zrobiła to EWA? Co zmieni to w Twoim przekonaniu ? Czy wiesz?
        Szkodzisz swojemu dojrzewaniu rozumem. Nie uczuciami. Skupiasz się na uczuciach ale to przykrywka. Miłość jest poszukiwaniem miłości.


        "Nie - nie zdradziłem Ewy, nie spotykałem się z żadną kobietą będąc z nią w związku." (?)



    • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

      Autor: Andrzeyyy   Data: 2018-04-09, 09:42:10               Odpowiedz

      Hej - musiałem założyć nowe konto - nie wiem dlaczego - dostałem BANA za wulgaryzmy - gdzie NIGDZIE nie napisałem nic takiego..


      Wracając do tematu:

      Ja mam 28 lat, Ewa ma 25 lat, a jej kolega - 24.


      Przez 3,5 roku mieliśmy "dziecinny" związek.
      Spotykaliśmy się u mnie lub u niej - przy rodzicach.
      Nie mieliśmy prywatności, nie byliśmy sami.

      Podczas weekendowych wypadów lub na wakacje - wtedy Cieszyliśmy się sobą. Było fajnie - ale trwało to krótko - bo wakacji nie ma całe życie :)

      Ja przez ostatnie 3 miesiące - zostałem kierownikiem firmy, kupuje mieszkanie - czuje to w sercu, że teraz mam wszystko - oprócz mojej kobiety.
      Wcześniej tego nie miałem.
      Nie wiem - po prostu nie byłem do końca sobą w związku...
      Miałem chyba za dobrze i ... zbyt pewnie się czułem.
      Nie doceniałem Ewy.

      Chciałbym z nią zamieszkać, pokazać jej więcej - niż do tej pory. Wiem, że to mi się uda, że jest szansa.
      Czuje w sobie olbrzymią moc - ponieważ Kocham ją, ponieważ wiem - że jest szansa...
      Ona też mi wiele zawdzięcza - pokazałem jej wiele rzeczy.

      Poznałem przez ten czas inne kobiety, nie mam problemu z tym - jednak, nie umiem się przełamać - ponieważ ciągle Ewa jest w mojej głowie.







      • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

        Autor: bezogonka   Data: 2018-04-09, 10:23:40               Odpowiedz

        "Ja przez ostatnie 3 miesiące - zostałem kierownikiem firmy, kupuje mieszkanie - czuje to w sercu, że teraz mam wszystko - oprócz mojej kobiety." Znamienne,prawda?



        • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

          Autor: Andrzeyyy   Data: 2018-04-09, 11:03:17               Odpowiedz

          Tak - znamienne.

          Szkoda - że jestem facetem i wszystko rozumiem po czasie.

          Ja na prawdę nie mam złych zamiarów - chcę dla mnie i dla niej i DLA NAS - jak najlepiej.

          Taki bodziec - to wszystko co się stało spowodowało wielką chęć zmian - z mojej strony.

          Spotkania z terapeutą, rozmowy z rodzicami - tego brakło mi wcześniej. Uważałem się za pępek świata - który ma wszystko i .. zjadłem sam siebie.

          Te 3 miesiące - dały mi dużo do myślenia. Jakbym miał Ewę gdzieś - to nigdy by nie przyszła mi myśl, żebym do niej wrócił... ale - to jest miłość, to jest to czego nie znałem.

          JA NIGDY Do żadnej kobiety nie powiedziałem "Kocham cię". To było zarezerwowane do rodziców, do dziadków - którym wiele zawdzięczam.

          Dopiero po rozstaniu - 3 tygodnie temu - przyznałem Ewie - że ją ciągle kocham. Że byłem na tyle zapatrzony w sobie - że.. nie widziałem tego... nie dostrzegałem tego ile ona znaczy w moim życiu..



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-09, 17:26:07               Odpowiedz

            Hm...piszesz jaki byłeś niedobry...nie wiem.
            Ja nie jestem Tobą i nie wiem dlaczego zdecydowałeś się zerwać (coś widać nie grało w tej laurkowej znajomości).Coś spowodowało, że doszło do rozstania. Były klótnie.
            Nie zdradziłeś jej. Zająłeś się pracą i ok.
            Przemyślałeś swoje zachowanie. Ok. To dobrze. Ona poznała innego i teraz stał się tak samo ważny jak Ty. Ale nie wnikam.

            W sumie to jeżeli chcesz czekać to czekaj.
            Masz prawo. To twoja decyzja. DECYZJA o czekaniu.
            Jak długo? Sam siebie zapytaj i powiedz sobie ile chcesz czekać. Póki co zadbaj o siebie by nie zwariować.
            Ustal granice kontaktu i zastanów się czy obściskiwanie po kątach to dobra strategia -na ewentualną jej decyzję o braku chęci do ponownego wejścia w związek.
            Póki co ma ochotę na tyle. I nie wiadomo czy będzie cos więcej.
            Zadbaj o to by wyjść z tego z twarzą w razie porażki byś potem nie miał żalów do niej.
            Pozdrawiam i powodzenia!



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: marconi   Data: 2018-04-09, 19:19:26               Odpowiedz

            "obściskiwanie po kątach" hehe :D



    • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

      Autor: Andrzeyyy   Data: 2018-04-10, 09:00:57               Odpowiedz

      Hej - widzicie - macie rację.

      Ja to już kiedyś zaobserwowałem - odnośnie, że BYŁEM strasznie zapatrzony w siebie.
      Nie zawsze - ale zdarzało się. To była moja wada, z która walczyłem i ją pokonałem.
      Od jakiegoś czasu totalnie zmieniłem pogląd na świat..

      Wiem - że to był jeden z moich błędów - do których się przyznałem.


      Dzisiaj nastąpiła przełomowa chwila:

      - Zebrałem się w sobie, napisałem 13 stron listu do Ewy.
      Dziś rano podjechałem do niej pod dom i zostawiłem na wycieraczce...

      Rozpisałem się o wszystkim. Poruszyłem wszystkie kwestie i...

      Dostałem dzisiaj rano sms:

      " Właśnie przeczytałam od ciebie list.... doceniam, bo pewnie kosztowało cię to dużo wysiłku i pracy :) :) ..
      Zrobię to co powinnam i dam znać o wnioskach... miłego dnia.. :) "


      No to mam sprawę jasną. Wszystko co chciałem jej przekazać, przeprosić, wyjaśnić i wytłumaczyć - wszystko zostało napisane.

      Nie wiem jak rozumieć - jej odpowiedź, ale.. nastawiłem się na najgorsze :)

      Trudno...



      • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

        Autor: fatum   Data: 2018-04-10, 09:23:15               Odpowiedz

        "Szacunek okazujemy również,gdy bierzemy pod uwagę odmienne zapatrywania drugiego człowieka.Nie oczekujemy przy tym,by się zmienił np.dostosowując się do naszego sposobu bycia,czy do naszych poglądów".P.S. ta Ewa to rozumie.Teraz czas na Twoje zrozumienie.Z tym listem 13 stronicowym to niezły pomysł.Pisanie jest w zasadzie dla nas,mimo,że piszemy do kogoś.To,że nastawiłeś się na najgorsze to znów pachnie przesadą,ale cóż Ty taki jesteś.Narcyz i to bardzo kochający wszystkie Ewy.-:)*



        • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

          Autor: Andrzeyyy   Data: 2018-04-10, 09:35:58               Odpowiedz

          Pewnie że tak - ale jak widzicie - ile czasu mogę żyć w takiej niepewności?
          W świadomym trójkącie?
          Gdyby to był tydzień... a tutaj sytuacja się rozwija już prawie 2,5 miesiąca. Jak tak długo?

          Napisałem list - napisałem wszystko tam, co chciałem.
          Wszystkie oczywiście z mojej perspektywy. Dodałem tam - że mnie to boli, że to tak długo trwa - ale że poczekam, jednak nie na takich zasadach jak teraz... bo za bardzo się męczę.
          Uświadomiłem ją - że każdy dzień czekania - to krok do tego, by każda decyzja była jeszcze trudniejsza.

          Opisałem siebie - przeprosiłem za moje zachowanie, wypunktowałem to - kiedy się źle zachowywałem, kiedy coś źle zrobiłem. Mam tego świadomość.

          Jeżeli nie uda mi się z Ewą - to moja przyszła, kolejna kobieta - będzie miała wzorowego faceta.
          Chciałbym jednak - żeby tą przyszłą kobietą - była Ewa.

          Mimo, że napisałem jej list, który dzisiaj rano przeczytała - dalej każe mi czekać.
          Po co? Jaki w tym cel? Przecież - dostała tam wszystko czarne na białym - wystarczyło powiedzieć / napisać, opcję nr 1 lub 2 - dałem jej dwa wyjścia z sytuacji. Jedno to "danie" mi kosza, a drugie "wytlumaczenie koledze, ze jednak to nie to".

          Jakby jej zależało, żeby mnie "odstrzelić" - to po co znowu te zwodzenie, że "WYCIĄGNIE WNIOSKI, że musi ZROBIĆ TO CO MIAŁA ZROBIĆ" i że da znać...

          Nie rozumiem. Co miała zrobić wcześniej?

          Każdy dzień przynosi - kolejne pytania....



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: fatum   Data: 2018-04-10, 09:51:05               Odpowiedz

            Mówią,że Kobiety należy kochać,a nie rozumieć.Taki żarcik.Jesteś niecierpliwy i może idź grać w tenisa.Nie myśl tak intensywnie,bo jeszcze głowa Ci odmówi posłuszeństwa.Też nie wiem co Ewa przerabia w swojej głowie.Czekam razem z Tobą,bo się wciągnęłam w tą historię.-:^*)



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Andrzeyyy   Data: 2018-04-10, 11:11:08               Odpowiedz

            Z mojej strony wszystko jasne.

            Zrobiłem rachunek sumienia, przez te 2,5 miesiąca - byłem z siebie zadowolony. Uśmiech na mojej twarzy, uśmiech na mojej twarzy, dużo wspólnych emocji, wypadów. Dużo czasu spędziliśmy razem. Było zupełnie inaczej - niż kiedy byliśmy razem w związku....


            Ja nie mogę dłużej czekać - bo mnie to zjada, dlatego napisałem list.

            Ona go przeczytała.

            Nie rozumiem kobiet - i nie wiem czy chce zrozumieć.. to trudne...


            Zastanawia mnie fakt - tego przeciągania?
            Skoro dziś rano wszystko było dla niej jasne - to dlaczego od razu nie napisała "Andrzej, nie wyobrażaj sobie za dużo i tyle.."

            Po co te słowa, że ona "musi zrobić to co powinna, wyciągnie wnioski i da znać" - tego totalnie nie rozumiem...


            Ktoś ma jakiś pomysł co to może znaczyć? :)




          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: chellunia   Data: 2018-04-10, 12:13:15               Odpowiedz

            Gdyby to był tydzień...

            dobreee:(



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Daliasea   Data: 2018-04-10, 15:26:30               Odpowiedz

            Wydaję mi się, że ona chce Cię tym czekaniem "ukarać". Może tak naprawdę od dawna wie co zamierza zrobić tylko zwleka i tym sposobem się na Tobie odgrywa? W szczególności teraz, gdy widzi z Twojej strony ultimatum, i że ta "gra" niedługo musi się skończyć, więc do samego końca w to brnie żebyś czasem nie poczuł się zbyt pewnie. Czyli jednym słowem wciąż ma do Ciebie żal jednak nie bardzo potrafi się z nim zmierzyć? Ty wróciłeś zmieniony i chcesz jej to zrekompensować, Ewa to z pewnością widzi i ciągnie ją do Ciebie (skoro nie ma nic przeciwko chociażby przytulaniu) z drugiej strony w środku nadal czuje żal i złość.
            A tak poza tym, ciekawi mnie czy Ewa jest asertywną osobą?
            Czy kiedykolwiek Ci powiedziała co tak naprawdę czuje albo co czuła w związku z Twoim odejściem?



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Andrzeyyy   Data: 2018-04-10, 15:56:59               Odpowiedz

            Podczas rozmów - ona nie bardzo mówiła o tym co czuła. Wspominała, że ją to bolało, że była zaskoczona i liczyła - że ja się odezwę. Powiedziała w prost, że to ja ją zostawiłem i to w mojej gestii było. Nie zrobiłem tego od razu - dopiero po 3 miesiącach.

            Wiem od "wspólnych" znajomych, że chodziła przygnębiona, że nie wierzyła w co się stało...


            Mi nie było łatwo z tym, ale.. odciąłem się. Totalnie. Ciężko było - ale ja mam trochę trudny charakter. Jak coś postanowię - to robię to. Zarówno w przypadku porzucenia jej, jak i w zdobyciu.

            Mam kaca moralnego - ponieważ, czuje - że za długo czekałem. Z drugiej strony jestem pewny - że wcześniej nie mógłbym się odezwać - bo nie byłem na to gotowy...



            Tak jak już wspominałem, napisałem jej list na kilkanaście stron w którym napisałem chyba wszystko..

            Ona zaskoczyła mnie trochę swoją odpowiedzią, bo nie wiem jak mam ją rozumieć: ,,Dziękuje za list, doceniam [...]. Zrobię co powinnam i dam znać o wnioskach :) "



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-10, 20:47:03               Odpowiedz

            Hm..Zastanawia mnie o co były kłótnie przed rozstaniem o których mówiłeś.
            Dlaczego zdecydowałeś się odejść?
            Co miało sie stać w związku z napisaniem listu? Napisałeś -ale po co?



          • PS

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-11, 00:07:20               Odpowiedz

            Jeżeli napisałeś list po to by coś zyskać i ją zmanipulować (wróć do mnie bo ja się zmienilem i teraz jestem idealny) to po prostu jest kolejne zagranie by coś zyskać. Wygrać.
            Mnie to nie przekonuje-kochaj mnie bo ja tak chcę.
            Nie ma miejsca na wybór i wolną wolę.
            Ale ja jestem uczulona na manipulacje -nawet narzucanie komuś swojej miłości i zmuszanie do wzajemności.
            Jest jak jest. Ona robi to co robi. Tyle czasu ile potrzebuje.
            Jest taka jaka jest.
            Ty albo czekasz (bo kochasz i chcesz czekać) albo nie...
            Opisujesz jak piszesz listy i jak próbujesz na niej wymusić by Ciebie wybrała...Tak to widzę.
            Ale ona ma swój wlasny proces.
            Nie rozumiem po co Ci wymuszona wzajemność. Takich rzeczy się nie wymusza.Albo ktoś chce albo nie chce. Albo kocha albo nie kocha-i na to nie masz wplywu...

            Ty jesteś Ty, Ona to Ona.
            Albo się spotkacie w tym czego chcecie-albo nie.
            Każdy ma swoją decyzję do podjęcia.
            DObranoc.



    • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

      Autor: Andrzeyyy   Data: 2018-04-11, 00:16:20               Odpowiedz

      Nie jestem w stanie odpowiedzieć na pytanie - dlaczego odszedłem.

      Tak zareagowałem - odreagowałem... na mojej kobiecie.

      O co były kłótnie? - to były sprzeczki. Nie mieszkaliśmy razem, widząc się kilka godzin, co kilka dni - nie ma czasu na takie rzeczy...

      Nie chce tutaj wybielać sytuacji - ale na prawdę. Nie wiem czemu tak to się potoczyło... to ze mną coś było nie tak ze mną. Nie wiem czy to stres, nie jestem w stanie tego opisać.

      Odciąłem się od znajomych, skupiłem się na sobie..
      Chwilowo zrobiłem sobie dobrze, a teraz - odczuwam tego konsekwencje..

      Na dzień dzisiejszy jestem mądrzejszy.
      Na dzień dzisiejszy zrozumiałem wiele rzeczy.
      Tak bardzo bym chciał cofnąć czas..

      Dzisiaj - to pierwszy dzień bez kontaktu "po liście".
      Ciągle nie wiem, co oznaczają jej słowa... które mi napisała.
      "Muszę zrobić to co powinna i dam znać o wnioskach".

      Mam się listu spodziewać? Mam się spodziewać najgorszego?
      Mam się nie odzywać?
      Kurde.. nie wiem co robić.

      Człowiek 28 lat, a czuje się jak dziecko..



    • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

      Autor: Andrzeyyy   Data: 2018-04-11, 00:22:24               Odpowiedz

      Mirabelle - nie, nie napisałem listu żeby zmanipulować.

      Napisałem tam - że każde spotkanie powoduje u mnie wzrost uczuć, tęsknoty. Napisałem, że czekam aż to wszystko sobie poukłada, że ja poczekam lecz nie na takich zasadach jak teraz bo mnie to boli.

      Wyjaśniłem jej wszystko w tym liście. Czuje, że napisałem wszystko to, co chciałem żeby ona wiedziała. Czas leci, to wszystko za daleko zaszło.

      Nie wywieram presji, po tygodniu lub dwóch tygodniach znajomości - weź to pod uwagę. Jak długo można takie podwójne życie pełne niepewności prowadzić?
      Odpocznę chwilę od niej - zagadam za jakiś czas - tydzień? Czas pokaże jak się rozwinie sytuacja.

      Nie wiem - co ona planuje, ale przygotowuję się na kopa w tyłek ;)



      • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

        Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-11, 00:40:10               Odpowiedz

        Andrzej.
        jeżeli Cię kocha to wróci.
        Jeżeli Cię nie kocha ...może być różnie.
        Cieszę się, że nie napisałeś tego tylko po to by coś zyskać.
        Miałam kiedyś tak, że facet mówił kocham Cię a potem mnie obwinial, że nie mówię mu: Ja też.
        To to samo.
        Człowiek sam w sobie musi chcieć i kochać.
        Ile czasu i na co ona potrzebuje nie wie nikt.
        Ja uważam, że sam fakt że się odsunąłeś nie jest taki straszny...Ja zwykle w związkach zrywałam i to nie raz...
        Potem była faza powrotu lub nie było.
        Ja tego nie postrzegam jako winę, ale jako potrzebę .

        Mnie tylko mierzi te glupie tłumaczenie się kolegami czy innymi bzdurami. Gdyby powiedziała : potrzebuję czasu, nie wiem ile...ale nie byloby gadania o koledze to chyba bym się tak nie czepiała...
        Daj jej czas. Jak wróci to kocha. Jak nie wróci-widać nie kocha Cię Andrzeju...



      • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

        Autor: fatum   Data: 2018-04-11, 08:58:00               Odpowiedz

        "Napisałem,że czekam aż to wszystko sobie poukłada,że ja poczekam lecz nie na takich zasadach jak teraz bo mnie to boli".Kurczę znów jej wciskasz,że ma być na twoich zasadach (tak to wygląda stary,serio).Cały czas było na twoich zasadach i nadal będzie.Powiem krótko.Andrzej ty nie kochasz Ewy.Ty chcesz mieć Ewę.Ty serio widzisz u siebie jakieś zmiany?Wolne żarty.Piszesz tylko płaczliwie,by efekt współczucia wyłudzić,ale ja współczuję Ewie.Nie tobie.To na razie tyle.I piszesz w kółko to samo.Przynudzasz.Spodziewałam się więcej po tym wątku.Niestety jest nudny.Zwykłe marudzenie bez prawdziwego wnikania w siebie.Może i ostro napisałam,ale tak czuję.Mnie też boli,że ciągle zmieniasz zasady.Pod siebie.



    • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

      Autor: Andrzeyyy   Data: 2018-04-11, 07:53:06               Odpowiedz

      Tak!!
      Jeżeli kocha to wróci..
      Prawda...


      Boję się, że się spóźniłem, że jej kolega już jest na pierwszym miejscu..
      Boję się że ja długo byłem liderem ale przez to, że za długo czekałem - moja szansa przepadła.

      Totalnie nie wiem jak się teraz zachować. Czy milczeć, czekać na rozwój sytuacji?
      Zastanawiam się czy jest jeszcze coś co spowoduje że mógłbym jakoś poprawić swoją sytuację?

      Strasznie mocno gniota mnie jej ostatnie słowa, które napisała mi po otrzymaniu listu: "zrobię co powinnam i dam znać o wnioskach"..

      Co powinna zrobić? Dać mi kosza? Wytłumaczyć mi że to nie to? Odpisać mi na list? Spotkać się z kolegą i mu wyjaśnić?

      Po napisaniu listu miało być lepiej, miało mi ulżyć. Zamiast tego - kolejny dzień milczenia. Nie wiem czy i kiedy się odezwać. Nie wiem czy udawać że nic się nie dzieje? Nie woem czy totalnie nie odciąć się i czekać?

      Jestem jak pies we mgle..
      Totalnie. Nie poznaje się..



      • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

        Autor: Andrzeyyy   Data: 2018-04-11, 11:51:33               Odpowiedz

        Fatum - dlaczego przynudzam?

        Dlaczego uważasz, że ja robię to pod siebie?

        Kocham Ewę - przez to chcę ją mieć - tak jak to było wcześniej. Kiedy byliśmy razem. Chciałbym do tego wrócić.
        Chciałbym ją mieć blisko, cieszyć się sobą. To coś złego w tym? Coś złego, że chce ją mieć? Ona kiedyś też mnie bardzo chciała i trzymała mnie - do czasu, aż "nie odwaliłem" i nie rzuciłem tym wszystkim. Nie mam co płakać nad rozlanym mlekiem. Chce być dla niej lepszy, dlatego tyle czasu walczę i nie poddaję się.


        Uważasz, że robię wszystko pod siebie - bo mówię jej jak to wygląda z mojej perspektywy? Wiesz - jeżeli ona nie ma pomysłu, to facet musi chyba pokierować. Tak mi się wydaję. To ja zawiniłem - więc to ja mam w głowię jakąś wyimaginowaną postać siebie - który musi to naprawić, bo chce, bo czuję taką potrzebę. Świadomą potrzebę. Mówiłem Ewie - że jeżeli to za duzo - to ma mi powiedzieć, to normalna rozmowa - słowa, zdania..

        Ona nie jest zdecydowana. Ja jej w tym trochę pomagam, a trochę jej mieszam. Co pozostaje mi innego?

        Ile razy pytałem się jej, rozmawiałem - co ona o tym sądzi? Ona się tylko błąka, jak taka zagubiona owieczka.
        Z jednej strony bardzo chce, a z drugiej - nic nie wiadomo.


        Aktualnie - nie ma czego się spodziewać więcej po tym wątku - bo... czekam... na rozwój sytuacji.


        Uważasz, że nie wnikam w siebie? Uważasz, że cisnę Ewę, że wymuszam, że robię presję?
        Jesteś w częściowym błędzie. Pokazuje jej, że zależy mi na niej, spędziliśmy fajnie wiele wieczorów, czuje ją blisko siebie i chciałbym dla niej jak najlepiej - a wszystko po to - żeby odbudowała zaufanie do mnie...


        Nic więcej nie mam do dodania.
        Po przeczytaniu listu przez Ewę - otrzymałem wiadomość "Zrobię co powinnam i dam znać o wnioskach"....

        Pozostaje mi czekać....




        • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

          Autor: fatum   Data: 2018-04-11, 17:59:49               Odpowiedz

          Na wszystkie pytania daję odpowiedź:tak!Robisz to!I w dodatku obniżyłeś loty.Skoro ja jestem w częściowym błędzie to pomyśl w jakim Ty jesteś błędzie (kosmicznym chyba)!?I mało piszesz co robisz w wolnym czasie,gdy nie zajmujesz się Ewą?Tyle.



    • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

      Autor: Andrzeyyy   Data: 2018-04-13, 08:17:30               Odpowiedz

      Hej.
      To chyba ostatni mój post w tym temacie :)

      Przed wczoraj - moja Ewa (z tego co mi wiadomo) spotkała się z tym swoim kolegą.
      Wczoraj - Ewa zaproponowała mi spotkanie - na przyszły tydzień.

      Chce "porozmawiać".
      Nie wiem czego się spodziewać - wiem, na pewno, że podjęła decyzje co dalej.

      Zastanawiam się nad tym. Jakby chciała mi dać kosza, to zależało by jej spotkać się jak najszybciej. Teraz ona przeciąga spotkanie - dlaczego? Chce wrócić i... głupio jej to zrobić z dnia na dzień?

      Znowu mam milion myśli...

      Jak tylko spotkam się z Ewa - to dam znać jaki jest finał mojej historii.


      Dziekuje WSZYSTKIM Za niezliczone rady, sugestie, wsparcie i krytykę ;)



      • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

        Autor: Madziuleczka   Data: 2018-04-13, 08:45:49               Odpowiedz

        "To chyba ostatni mój post w tym temacie :)............
        ......................
        Jak tylko spotkam się z Ewa - to dam znać jaki jest finał mojej historii...."

        Hej, hej , hej - kup se klej:))))
        Andrzeyyy, jak Ty, tak komunikujesz z Ewa, to sie nie dziw ze Ewa nie wie o co chodzi....

        Pomine juz, ze nie wiem po co te zachody, podchody, mieszanie i platanie.
        Nie jest prosciej "wykrzyczec" Ewie co serce czuje i na koncu zapytac sie "hej, Ewka i jak? Wyjdziesz za mnie?" :)))
        I obojetnie jakabedzie odpowiedz Ewy, Ty ja uszanuj z SZACUNKU do siebie i Ewy.
        Wszystkie rozmyslania i analizowania jakis slowek, gestow....milczenia nawet, to spekulacje bardzo niewygodne dla duszy Twej i duszy Ewy:)
        Ja wiem ze fajne sa takie "dramaty milosne", takie "glebie uczuc".....noooo ale, to zabawa uczuciami i emocjami.
        A te uczucia i emocje, to nie rozumieja zasad gry, bo nie maja rozumu i moga sie nakrecac i nakrecac ....wywolywac stany jak cpanie kleju:)))






      • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

        Autor: fatum   Data: 2018-04-13, 10:53:44               Odpowiedz

        "Znowu mam milion myśli..."Każdy tak ma,jeśli ma delematy podobne do Twoich.Nie wiem jak to ująć,ale złapałam się na tym,że nieco zaczynam Tobie współczuć.Dlaczego?Cóż.Chyba chcę,by ta Ewa mimo wszystko zerknęła na Ciebie cieplejszym wzrokiem.Ten kolega chyba odpadnie,bo nie miał Twoich doświadczeń i to może być Twoją przewagą.Kurczę.Świetna historia,mimo,że irytująca momentami.Nie jestem Ewą,ale rozumiem ją i chcę dla niej jak najlepiej.Ty poradzisz sobie moim zdaniem lepiej niż o tym piszesz.Zresztą,czy to ważne w Twojej sytuacji?Co o tym myślisz?Tylko "głębiej" wniknij w siebie i dopiero odpowiadaj,ok?



        • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

          Autor: Andrzeyyy   Data: 2018-04-13, 11:31:48               Odpowiedz

          Nie wiem co będzie. Zgubiłem się już w tym...

          A co o mnie? Ja jestem normalnym facetem. Pracuje, mam liczne hobby - sporty, motocykle, czasem lubię poczilować w domu i... pograć na konsoli ;)
          Trochę podróżuję - trochę Ewie pokazałem świata.

          Nie wiem - stres jest we mnie - czekam na decyzję jak na wyrok sądu.
          Z jednej strony - Ewa podchodzi na luzie do tego - bo ona już zadecydowała. Nie wiem co.
          Przez 2,5 miesiąca dałem z siebie 100%... byłem normalny, czułem się dobrze.
          Boje się - że mimo wszystko powie mi, że nie.. że przemyślała i .. musimy odpuścić...

          Nie wiem co wtedy - trochę mi się świat zawali, mimo iż podchodzę już do tego tak - że jak wróci to będzie wielka nagroda, a jak nie wróci - to.. w sumie nic się nie zmieni, bo i tak jej nie mam, jednak... będę miał wielkie poczucie straty :(

          Nie jestem w stanie tego opisać.
          Rozmowy z Ewą - czy to przez telefon czy na facebooku - są ciągle śmieszne, żarciki, uśmiech... boje się - że to tylko taka gra i że w najbliższym czasie - zderzę się ze ścianą...

          Podpytam dzisiaj - czy widzimy się dzisiaj - czy w przyszłym tygodniu...

          Trzymajcie kciuki.
          Ewa sama powiedziała - że chce się na "dłużej" spotkać bo chce porozmawiać - brzmi strasznie...



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: fatum   Data: 2018-04-13, 11:42:43               Odpowiedz

            Pracujesz?Wcześniej pisałeś,że utraciłeś pracę.Masz czas na hobby (liczne)?Coś mi tu nie pasuje.Owszem lepiej piszesz i to widać gołym okiem.Trzymam kciuki cokolwiek się zdarzy.Ważne,że historia trzyma w napięciu cokolwiek to znaczy.*



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-13, 13:29:00               Odpowiedz

            Hm. Spójrz na to z innej perspektywy. Jak Cię nie kocha to chyba lepiej wiedzieć już niż ma się to ciągnąć latami miesiącami...Będziesz wiedział na czym stoisz. Czekałeś na ten moment. Nieważne co się dowiesz-ważne, że będziesz wiedział.
            Dziwi mnie raczej, ze skoro ona już wie-czemu to przeciąga... No ale-może istnieją jakieś obiektywne zewnętrzne powody -albo chce Cię przytrzymać w niepewności-co by sugerowało, że sama nie wie do końca...lub chce Cię ukarać (czyli ma w sobie jeszcze jakiś żal do Ciebie).
            Jakkolwiek by nie bylo-czekasz na jasność i prawdę.
            Skoro długa rozmowa to chyba dobry znak- zrywa się dość szybko..Bo co jest do powiedzenie przy zrywaniu...Przecież nie będzie dwie godziny wyjaśniać dlaczego.
            Dłuższa rozmowa raczej jest znakiem, że zamierza coś negocjować-może kształt nowego związku...
            Ale wszystko to tylko domysły...
            Powodzenia w uczeniu się cierpliwości;))
            Potraktuj to jako lekcję cierpliwości.
            Pozdrawiam i powodzenia!



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-13, 13:33:08               Odpowiedz

            O-cos ruszyło w międzyczasie.
            Okaże się. Moim zdaniem to dobry znak bo chyba po nie chcę Cię nie planuje się wspolnego picia.
            Nie chcę Cię-to dość krótka piłka. I raczej bez ucztowania.
            Tak mi się zdaje.



    • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

      Autor: Andrzeyyy   Data: 2018-04-13, 13:18:35               Odpowiedz

      Hej - tak utraciłem pracę, potem rozstałem się z Ewą.

      Od Grudnia - zostałem kierownikiem oddziału firmy, dlatego też zdecydowałem się zmienić swoje życie.
      Zakupiłem mieszkanie, stać mnie teraz - na lepsze życie.
      Co z tego jak bez Ewy?

      Na prawde - przez kilka miesięcy zrobiłem wielki krok na przód.

      Chciałbym żyć z Ewą.. Byłbym szczęśliwy.. czuje.. że ona ze mną też.



      AKTUALIZACJA: Właśnie napisała do mnie Ewa - że jak mam wolny wieczór, to mam przyjechać do niej pogadać.
      Zaznaczyła jednak, że mam nie przyjeżdżać autem - ale uberem lub taxi.

      Chce się ze mną napić? :)
      Ostatni szampan pożegnalny, czy wino - na nasz dobry początek nowego życia? :)


      Czekajcie na ostatni rozdział mojej historii - już dzisiaj wieczorem.. ;)



      • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

        Autor: fatum   Data: 2018-04-13, 13:27:52               Odpowiedz

        Tylko nie pij za dużo.Żart.Alkoholowe umizgi są do bani.Trzeźwość to Moc i kapitał Kierowniku oddziału firmy.Ale jazda.Do wieczora z mojej strony.



      • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

        Autor: marconi   Data: 2018-04-13, 17:53:10               Odpowiedz

        Andrzeyyy >>> "Czekajcie na ostatni rozdział mojej historii - już dzisiaj wieczorem.. ;)" - jedyna nadzieja w Ewie że historia będzie miała dalszy ciąg. Wiesz ile trwała Moda Na Sukces? Ta Ty co, 10 dni i wszystko? Wyobrażasz sobie miny zawiedzionych Dam? :D



    • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

      Autor: Andrzeyyy   Data: 2018-04-14, 10:30:05               Odpowiedz

      Hej
      Wczoraj się spotkaliśmy i zgadnijcie - NIC SIE NIE WYDARZYŁO. Byłem pewny - ze to ten dzien, w ktorym sie wszystko wyjasni... a jednak nie..


      Porozmawialiśmy w plenerze, wypilismy wino.

      Ewa powiedziala mi ze bardzo mysli o tym wszystkim, ze nie jest jej łatwo. W sumie - standardowe teksty.
      Opowiadala mi ze duzo myslala o mnie, ze mysli co i jak.
      Rozmawialismy o tym co bylo, jak bylo - ze ma obawy co do tego, bo... jakos ciezko jest jej zapomniec o tym co sie wydarzylo i zaczac na nowo...
      Widzialem w jej oczach - zagubienie, obawy a z drugiej strony - wykazywala zainteresowanie mna, pytala.. rozmawialismy - w sumie jakby nigdy nic..

      Powiedziala mi - ze na chwile obecna... predzej mi powie ze mam "spadac" z powodu ze naciskam... a nie, ze rozwija sie jej znajomosc z "kolega".

      Podkreslila mi rowniez - ze potrzebuje spokoju i troche czasu.

      Przytulilismy sie - calowalismy sie...

      Dziwne to wszystko. Zapytalem sie tez - co ma sie wydarzyc, jaki ma byc impuls/bodziec do czegokolwiek, do skretu w lewo lub w prawo. To nie trwa tydzien... zaraz to beda 3 miesiace...

      Dzisiaj - spedza czas z rodzina - a jutro jedzie do "kolegi"....

      Ja jestem totalnie zagubiony w tym...

      Podkreslila mi - ze potrzebuje czasu - to ja jej go dam...

      Tak wiec - na chwile znikam z forum.
      Jak tylko cos nowego sie wydarzy - dam znac i podziele sie z wami moimi przezyciami.


      Na prawde - niszczy mnie to wewnetrzenie. Ona jest tak blisko.. a zarazem tak daleko.
      Boli mnie brzuch, mysle o niej...

      Jak tylko ja widze - wracaja endorfiny, "motyle" w brzuchu.. ciesze sie.. :)



      • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

        Autor: Andrzeyyy   Data: 2018-04-14, 10:34:23               Odpowiedz

        Co wiecej - podczas rozmowy powiedziała, ze mam nie bawić sie w jasnowidza - bo ona sama nie wie jaka podejmie decyzje....



        • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

          Autor: chellunia   Data: 2018-04-14, 10:52:12               Odpowiedz

          https://www.youtube.com/watch?v=i8WoZOdin-k

          Dopadło,co?



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: chellunia   Data: 2018-04-14, 14:01:24               Odpowiedz

            To się nazywa-masa krytyczna. Przekłądając to na prosty język: miarka się przebrała.
            Masz w sobie taki imperatyw,żeby byc ze "swoją" Ewą?
            Podobno masz.Tak ją nazywasz: moja.

            Wiele razy wypowiadałeś się tak, jakbys miał do niej prawo.

            Wzywa Ciebie i odsuwa. Poddaje Ciebie tresurze.
            A Ty, który podobno pokazywałes jej świat, tego nie widzisz?
            No cóż, u kogoś pod lasem, a u siebie pod nosem.






          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-14, 15:23:27               Odpowiedz

            chellunia - proszę rozwiń swoją myśl. Bardzo mnie tym zaciekawiłaś.

            Poddaje tresurze - co masz na myśli? To forma kary? Rewanżu, że ją zostawiłem? Napisałem jej o tym w liście - że jeżeli to jest kara - to ma ją zakończyć od razu bo już się dość nacierpiałem... i że więcej mamy się nie spotykać. Mimo tego - zainicjowała spotkanie wczoraj.. z którego i tak nic nie wynikło..

            Za każdym razem ona mi podkreśla, że o wszystkim wie, że jest świadoma i potrzebuje spokoju.


            Postaw się proszę w mojej sytuacji. Co mam dalej robić? Jak się zachowywać? Mam też ją zdystansować od siebie? Wczoraj ją o to zapytałem, czy mam odpuścić - i dać jej sygnał do tego - że może wybrać kolegę, to odpowiedziała mi: ze ona sama nie wie jaka będzie decyzja i mam się nie bawić we wróżbitę.
            Rozmawialiśmy, pozwalała się dotykać, pocałować byliśmy blisko popijając wino i rozmawialiśmy o ciężkich tematach.

            chellunia - Jeżeli jesteś ciekawa o czym rozmawialiśmy to wylaliśmy trochę żalu, jakieś błędy za czasów wspólnych, pomyśleliśmy co mogło być inaczej. Pośmialiśmy się też z tych lepszych chwil. Ogólnie było przyjemnie ale.. ciągle w powietrzu czułem coś dziwnego, że ona wie o wiele więcej, jednak nie chce mi powiedzieć... Dziwne uczucie.
            Ona ma wielkie chęci wrócić, mówiła że tęskni za mną, że wraca często do chwil i myśli o mnie - ale nie wie jak się ma zachować teraz, kiedy ma kolegę obok. Mówiła, że potrzebuje czasu, że to wszystko jest trudne. Kurde - jakiego czasu? Na co? Przecież.. to się czuje w sobie.. czy można z kimś być - zaufać mu ponownie... Mam czekać aż stwierdzi, że ten jej kolega to nie to, czy aż on zachcę z Ewą być?

            Nie rozumiem tego - nie wiem totalnie, dlaczego Ewa nie jest w stanie mi odpowiedzieć na najprostsze pytanie: Czy da mi drugą szansę, czy da NAM drugą szans' - Jak długo można o tym myśleć? Zaraz wybiją 2 miesiące od kiedy Ewa jest świadoma, że chce do niej wrócić.
            Co się musi wydarzyć? Co muszę zrobić? Co mam jej jeszcze powiedzieć? Ona wie już wszystko..


            Podczas rozmowy mi mówi cały czas, że mam wyluzować w sensie takim, żebym nie naciskał, nie rozmawiał ciągle o jednym.

            To też nie jest tak, że przyjeżdżam do niej, przytulam i mówię: 'dzień dobry, wrócisz do mnie?'
            Spotkania są na prawdę zajebiste, jest bliskość, śmiech, fajnie się rozmawia, a jak nagle przyjdzie temat 'nas' to.. zaczyna się cisza. Żadnych konkretów.

            Ostatnio nawet wysłałem jej mały bukiet kwiatów do pracy, pocztą. Wczoraj na spotkaniu do tego się odniosła, że wszystkie koleżanki były zazdrosne i że bardzo ją to zaskoczyło i że docenia gest..

            Przerasta mnie to psychicznie.
            Jest super pogoda, a ja.. zamiast pośmigać na moto, pojechać ze znajomymi gdzieś.. to zamulam w domu, przed TV i komputerem.
            Zaczynam coraz bardziej odczuwać brak Ewy..
            Mogę wyjść z koleżankami na kawę, do kina - ale.. nie chce mi się bo.. w głowie mam Ewe. Też taki dziwny efekt..
            Zaczynam odczuwać chyba skutki tego wszystko... to już za długo trwa..


            PS: coś jest nie tak z forum. Dostałem bana za wulgaryzmy - a żadnego nie użyłem..



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: chellunia   Data: 2018-04-14, 15:50:17               Odpowiedz

            Ja odbieram to jako tresurkę. Takie układanie Ciebie pod siebie:)

            Kolegi się nie porzuca. Kolega to kolega.
            Tęskni za Tobą, tak? Masz wyluzwać? I prosi o spotkanie?

            Wyluzować to moża właśnie wobec kolegi. Można go lubić, ale tęsknota występuje wobec osób, które się kocha.

            Poza tym nie chciałabym z kolegą spedzać czasu, gdybym miała perspektywę spedzenia czasu z mężczyzną, którego kocham.

            Nie wszystko jest takie proste czasem. Kochamy ale musimy odpuścić.

            Tak niestety czasem jest. I pytanie czy nie powinieneś odpuścić? Spróbować się odmotać?

            Może nie wchodzi się kolejny raz do tej samej rzeki? Bo my nie tacy jak dawniej i woda już nie taka sama.




          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: fatum   Data: 2018-04-14, 16:00:28               Odpowiedz

            Zachęcona twoim ciągłym powtarzaniem się też powtórzę pytanie.Słuchałeś scenariusza o.A.Sz?Jakieś refleksje masz?Fajnie jest,gdy mamy osobiste refleksje.To wyjaśnia jaki mamy stosunek do Rzeczywistości (swojej,innych).P S. umiesz na pół godziny wejść w skórę Ewy?A umiesz taki stan euforyczny opisać?Jeśli to umiesz to umiesz przewidzieć konkretne ruchy (jak na szachownicy)!Ewy (mojej bohaterki).-:*)^:



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Lotka2018   Data: 2018-04-14, 16:19:36               Odpowiedz

            Mnie też już zaczyna przerastac zachowanie Ewy. Kiedy próbuje wejść w jej skórę to z jednej strony rozumiem być może świeże jeszcze blizny po po rzuceniu ,ale z drugiej strony na twoim miejscu też bym się męczyła trwajac w takim zawieszeniu. Skoro są przytulank i pocalunki to dałabym szansę nam obojgu. Nie dowie się jak jej będzie z Tobą po powrocie jeśli..... nie wróci. A ja mam wrażenie, że ona chce zdobyć jakąś pewność, ze teraz to już jesteś jej na całe życie i wieczność. Tego się NIGDY nie wie. Przecież jeśli stwierdzi, ze powrót nie miał sensu i to już nigdy nie będzie ,,to" , to kazde pójdzie w swoją stronę tym razem już na zawsze. :(



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: chellunia   Data: 2018-04-14, 16:34:34               Odpowiedz

            To wołanie i odsyłanie jest nierokujące.

            Wiesz Lotka,ja myślę,że będzie go tak długo trzymała w dystansie, jak on ją trzymał. Myslę,że tu o to chodzi.

            Ech współczuję obojgu,to jest męka.
            Jak bym chciała spokoju,to bym faceta nie przywoływała.









          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: chellunia   Data: 2018-04-14, 16:50:15               Odpowiedz


            Ja bym...ja bym... TO moje słowa,które kazały mi sie zastanowić nad tym, jak to w moim przypadku. GADAM ZE SWOJA GŁOWĄ. DZIĘKI SAMS.
            Nigdy nie wiemy,jak postąpimy. Zycie nas sprawdza codziennie.



          • Hm..

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-14, 16:24:14               Odpowiedz

            Czyli ciąg dalszy...
            Ty do niej: całuski, rozmowy...do kontaktu nie wnosisz innych skrywanych emocji... żalu czy zagubienia...nie wiem gdzie jest twoja złość...ja bym się wściekła...gdyby ktoś mnie zaprosił na rozmowę (odpowiedź na list) i dostałabym nic...ale ja bym się nie całowała...i nie robila dobrej miny do złej gry...
            Zastanawia mnie twoja emocjonalność.
            Ujawniana w relacji z Ewą. Te całuski...buziaczki..
            a tu żal, zmęczenie...i chyba rozczarowanie?
            Nie wiem co czujesz tak naprawdę.

            Ale nie o tym.
            Ujawnialiście złość w relacjach? Mówileś o klótniach...więc wydaje się że umiesz okazywać złość.
            No nie wiem co Ci powiedzieć.

            Wiem jedno: na to pytanie się nie myśli/.
            Na to pytanie co jej zadałeś-się czuje...albo się czuje albo się nie czuje.
            Dziwne, bo faktycznie się z Tobą całuje (więc okazuje miłość) a jednocześnie potrzebuje być w dystansie (nie wiem nie wiem) i potrzebuje się spotykać z kolegą.
            Dla mnie to jest dziwne. Po prostu.
            Kiedy się kocha to się kocha. Całuje. Chce być.
            A ona niby ma to dla Ciebie -pocałunki, czas...
            A nie wie,.,nie wiem czego ona nie wie szczerze mówiąc.

            I ten kolega...utrzymywany. Może nieprawdziwy?
            Nie wiem. Kupy to się nie trzyma.



          • RE: Hm..

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-14, 17:05:13               Odpowiedz

            Kolega jest prawdziwy.
            Ma na instagramie dwa zdjęcia z nim z 2017 roku. W tym roku nic nie wrzucają razem. On czasem jej skomentuje jakiś post.

            Właśnie - nic tu się kupy nie trzyma. O to w tym chodzi. Dlatego piszę z Wami.

            Ktoś mnie zapytał o emocje. Moje emocje są w środku ale jak widzę Ewę to mi wszystko przechodzi. Jestem szczęśliwy przy niej. Nie wiem jak to opisać. Po prostu jest mi z nią dobrze.
            Dla mnie całowanie się to też jest coś innego, bo nie z każdym się rozmawia.

            Wczorajszą rozmowa przy winie - też nic nie wniosła. Mam ochotę zapytać się jaki był cel tej rozmowy.
            Myślałem że czegoś się dowiem, a nie dowiedziałem się niczego.
            To tymbardziej mnie boli. Jak byliśmy razem to Ewa interesowała się mnie, liczne sms, telefony jak dzień, jak w pracy, wiecxorem. Teraz tego nie ma. Czasem na Facebooku mnie zaczepi i spotykamy się w tygodniu.

            Myślałem że po napisaniu listu te spotkanie będzie finalne... A jednak nie.


            Nie wiem czy po prostu nie złożyć broni. Ja nie woem na co ona czeka?

            Czemu wczoraj też nie dała mi kosza jak się o to prosiłem ttlko jakieś zwodzenie, omijanie tematów.

            Widzę, że jej jest dobrze jak jest. W tygodniu jestem ja - w weekendy kolega.
            Ona ma świadomość że nie będę jej kolega, a ona w to Brnie tylko że jesteśmy blisko.

            Chciałbym wiedzieć jak mogę odbudować zaufanie w niej, bo mi na niej zależy. Czuję i wiem po sobie ze jakby nie moje zerwanie.. To ciągle bylibyśmy razem....

            Na prawdę - nie wiem jaka strategie uznać. Czy milczeć i nie naciskać tak jak ona mnoe prosi.. Czy pokazywać ciągle delikatne zainteresowanie?

            Na co ona potrzebuje czasu!?

            :(



          • RE: Hm..

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-14, 17:23:39               Odpowiedz

            Czy ona chce mnie trzymać tak długo w niepewności jak ja ją? Nie wiem - czyli co? 3 miesiące? Miałaby siły na taki układ?
            Szczególnie że oboje facetów (ja i kolega) o sobie wiemy..

            Bez sensu to.
            Gra na wytrzymałość?

            Jutro jej nie ma - jedzie chyba do niego... w tygodniu pracuje do wieczora (ma zmianę po południową)... dziwne to wszystko...

            Myślałem - że wczoraj się dowiem wszystkiego.
            No coż..

            Wiecie co?
            Jak będę miał możliwość, to spotkam się z nią, nawet odprowadzając ją do domu - powiem, że jestem zły na to, że w piątek zrobiła mi nadzieję tym - że się czegoś dowiem, że się coś wyklaruje. Szczególnie, że w liście napisałem - że nie chce się spotykać tak o.. po przyjacielsku i że.. ma mój nr telefonu i jak przemyśli to po prostu ma się odezwać...

            Nic tu się z niczym nie pokrywa.

            Dodała mi również, że jak dostała kwiaty ode mnie, to nawet jej mama się zainteresowała od kogo to i zaczęła podejrzewać, że Ewa się ze mną spotyka ponownie.

            Nie chce jej gnieść, nie chce jej atakować, naciskać - ale z każdym spotkaniem - na którym rozmawiamy "o nas" czuje, że zaczynamy od nowa walić głową w ścianę.

            Czemu Ewa mi się nie określi co ma się wydarzyć, żeby się ze mną ułożyło?
            Czemu też nie chce mnie "odpalić na bok"....



          • RE: Hm..

            Autor: Iga112   Data: 2018-04-14, 17:24:25               Odpowiedz

            Andrzej tak mi się wydaje, że kolega jest fajny, przystojny i dobrze całuje;)
            Jak tu zostawić takiego fajnego kolegę? No i właściwie po co, jak Andrzej i tak wiernie czeka, to sobie jeszcze poczeka.

            No i jak tu powiedzieć koledze, że się całuje po kątach ze swoim byłym.... A pewno tyle naopowiadała jaki to ten były był okropny, jak ją zostawił. Kolega pocieszył, zrozumiał...

            Niektórzy tu pisali jaka biedna ta Ewa, taka rozdarta, nie wie, co zrobić. No i tak długo pewno jeszcze będzie się upajać swoim "cierpieniem".

            P.S. Andrzej a swoją drogą, to jak Ty to człowieku wytrzymujesz, że TWOJA Ewa znów jedzie do kolegi. A powiedz jej, że już TWOJA w takim razie nie jest. Trudne co??
            Współczuję.



          • na co potrzebuje czasu?Ewa?, oto jest pytanie.....

            Autor: fatum   Data: 2018-04-14, 17:30:59               Odpowiedz

            Ewę olśniło i bawi się w grę (nie chodzi o to,by złapać króliczka,ale aby go gonić).Mnie też olśniło,że robisz sobie jaja i masz niezły ubaw.Ale koniec z tym.Dobrej,króliczej zabawy.Pozdrów Ewę.To super babka.Wierzę,że przed Ewą dobry czas.Tyle ode mnie.Logiki w tym poście brak.Cóż.



          • RE: na co potrzebuje czasu?Ewa?, oto jest pytanie.....

            Autor: fatum   Data: 2018-04-14, 17:41:36               Odpowiedz

            P.S. i znów czwarte " y ",moim zdaniem wskazuje,że nie przestrzegasz Regulaminu forum.Wniosek.Trollujesz.Pa.



          • RE: na co potrzebuje czasu?Ewa?, oto jest pytanie.....

            Autor: Iga112   Data: 2018-04-14, 17:58:59               Odpowiedz

            ;))) Fatum
            Nie mów, że Ty też masz problem z "trollami"(czyt. wrogami).

            Ma niezły ubaw? Jeśli ma to... sam z siebie. A więc śmieje się,jak głupi do sera (czyt. do komputera).

            P.S. Andrzej sorry za ten spam.
            Gdybyś umiał rozmawiać z ludźmi, to jeszcze coś bym Tobie napisała, ale my swoje, a Ty swoje. Ble, ble, ble...:))



    • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

      Autor: Zeberka   Data: 2018-04-14, 17:56:41               Odpowiedz

      Andrzeju:)
      Nie wydaje Ci się, że zrobiłeś wystarczająco dużo,a może nawet zdecydowanie zbyt dużo? Wczoraj przeczytałam niemal cały wątek i jeszcze dziś rano spodziewałam się, że kobieta miała Ci do powiedzenia coś ważnego - jakąś istotną przyczynę tego, dlaczego nie może wrócić; coś, o czym nie miałeś pojęcia. A tu klops:)
      Będę okrutna, ale jej na Tobie nie zależy. Z jakiegoś powodu trzyma Cię w odwodzie.
      Najwyższa pora na zmianę strategii, czyli nicnierobienie.:)



      • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

        Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-14, 20:04:41               Odpowiedz

        Hej.

        Po pierwsze - nie trolluje. Nie wiem dlaczego - ale piszę długie posty i pojawiają mi się komunikaty o "Blokadzie konta" - a że dobrze mi się z Wami rozmawia to chciałbym kontynuować wątek.

        Po wczorajszym spotkaniu - jedyne co wiem, to - to, że mam nie naciskać, mam wcielić w życie plan wyluzowania, jak to ona powiedziała.

        FATUM: "Mnie też olśniło,że robisz sobie jaja i masz niezły ubaw" - Ja mam niezły ubaw? Z czego? Ja jestem załamany, czuje ciągły stres w środku, a wszystko przez tą niepewność..

        Iga112: "P.S. Andrzej sorry za ten spam.
        Gdybyś umiał rozmawiać z ludźmi, to jeszcze coś bym Tobie napisała, ale my swoje, a Ty swoje. Ble, ble, ble...:))"

        - dlaczego nie umiem rozmawiać z ludźmi?

        Jest to dla mnie trudne, zastanawiam się co robi, jak spędza czas. W piątek było fajnie, cieszyłem się - a dzisiaj znowu sinusoida i.. upadek emocji do zera...



        Zeberka: "spodziewałam się, że kobieta miała Ci do powiedzenia coś ważnego - jakąś istotną przyczynę tego, dlaczego nie może wrócić; coś, o czym nie miałeś pojęcia. A tu klops:)"

        - pytałem jej wczoraj - czy to koniec, czy mam dać sobie spokój... - brak odpowiedzi i tylko przytulenie i .. brak słów.. Chciałem już wczoraj wstać i iść i zapytałem się czy mam tak postąpić bo mi niewiele potrzeba - to odpowiedziała , że nie...



        Powiedźcie mi proszę ostatnią rzecz - WALCZYĆ czy odpuścić totalnie? :(
        Dać jej jakieś ultimatum? Chociaż to.. nie fajne zagranie, nie w moim stylu..




        • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

          Autor: feelka   Data: 2018-04-14, 21:06:37               Odpowiedz

          Ona czeka na twoje oświadczyny. :)

          Ten chłopak to kolega. Matka nie pytała by "od kogo", myślami idąc w twoją stronę, gdyby był ten inny kawaler.

          Ty lubisz się bujać, nie walczysz nie odpuszczasz. Walka - jako problem spotkać się z tamtym i zapytać co jest grane z jego strony? Odpuszczenie - jaki problem, poza tym, że nie jesteś panem samego siebie i nie przetrwasz dwóch dni...jak to bezwolny, uzależniony człowiek...



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: feelka   Data: 2018-04-14, 21:24:55               Odpowiedz

            Uzależniony od bujania się, od stanu chaosu wewnętrznego.

            (Tam miało być: walka - jaki to problem skontaktować się z kolegą...)

            I znowu teksty: dlaczego mnie nie odstawi, czy mam odpuścić?... Wielka miłość, he he; nie może doczekać się wolności, z kolegami ( tak jakby teraz nie można było spędzać czasu z kolegami). Zobaczycie, za dwa tygodnie, będąc z inną - napiszę: uff jak mi teraz dobrze, ulga.. :)



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: feelka   Data: 2018-04-14, 21:31:39               Odpowiedz

            Zakładam, że dziewczyna zna twoją chlopiecą emocjonalność..., że trudno będzie liczyć na "ostoję" życiową...
            no chyba że... pan się oświadczy. Znaczy się - kandydat. A nie bujaciel.
            :) Sorry, za garść reminiscencji.



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-14, 22:16:16               Odpowiedz

            Właśnie, mama by nie pytała, bo zaczęła podejrzewać. Ewa mi o tym powiedziała.

            Zastanawiam się czy nie skontaktować się z jej mamą - zadzwonić, umówić się na spotkanie z nią, i pogadać...
            Ona mieszka z Ewą, wiec jest na bieżąco. Przedstawie sytuację, od początku - i zapytam się jej co mam robić?






            "Ty lubisz się bujać, nie walczysz nie odpuszczasz. Walka - jako problem spotkać się z tamtym i zapytać co jest grane z jego strony?" - To byłaby chyba przesada..., Ewa chyba by to bardzo źle odebrała, a ja - mógłbym sobie strzelić w kolano takim ruchem...


            Feelka - Ja nie będę za dwa tygodnie z inną, bo nie chcę.
            Nie czerpie przyjemności ze spotkaniami z innymi kobietami bo.. ja ciągle wierzę, że mi (nam) się uda. Dlatego też pisze tutaj na forum, bo przez to "odciążam" się psychicznie i jak czytam Wasze posty to jakoś to składam w całość.


            Utkwiłem w martwym punkcie. Miał być już finał, a dalej stoję w miejscu, tylko usłyszałem że potrzebny jest spokój. Do czego?

            Dopóki nie powie mi, że mam się odwalić - to będę walczył.
            Nie wiem jednak jaką formę walki wybrać. Zaufać jej i czasu czy nie pozwalać jej o mnie zapomnieć i rozmawiać?



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: chellunia   Data: 2018-04-14, 23:08:53               Odpowiedz

            Nie wciągaj nigdy nikogo do swoich spraw. Skoro dwoje dorosłych ludzi nie wie,czy im zależy na sobie czy nie,to nie ma co angażować rodziny ani znajomych.

            Poza tym, ile masz lat? Do kobiety musisz znaleźć sam drogę.
            Jestem ogromnym przeciwnikiem wywierania na partnera presję przez rodzinkę.









          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-14, 23:16:06               Odpowiedz

            Ok, pewnie. Nie będę ingerował osób trzecich.


            Nie zdajecie sobie sprawy jak bardzo za nią tęsknie..
            Jak bardzo chciałbym żeby wróciła do mnie...

            W piątek jeszcze tak fajnie była przytulona do mnie, jak siedzieliśmy i piliśmy wino, czułem jej bliskość, zapach włosów - a dziś jak za odjęciem czarodziejskiej różdżki - zero kontaktu bo.. jest z kolegą. (tak podejrzewam) dlatego może jutro wieczorem ona będzie miała czas jak mi to napisała..

            Mam nadzieje, że znajdzie kwadrans w niedziele.
            Zapytam może ją o relację z Kolegą...
            Co ona chce z tym zrobić..

            Uderzyć mocniej i zasugerować, że ja mogę podpytać jej kolegi o co chodzi, skoro ona nie umie mi tego wytłumaczyć?



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: chellunia   Data: 2018-04-14, 23:21:12               Odpowiedz

            Zapytam może ją o relację z Kolegą...
            Co ona chce z tym zrobić..

            Uderzyć mocniej i zasugerować, że ja mogę podpytać jej kolegi o co chodzi, skoro ona nie umie mi tego wytłumaczyć?

            No żartujesz chyba? To sprawa miedzy Tobą a nią. Tylko Was dwoje to dotyczy!



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-14, 23:22:17               Odpowiedz

            Witaj.
            Jak słusznie zauważyłeś Ewa ma się dobrze w tej podwójności. Dobrze jej z tym, że i z Tobą i z kolegą robi to co robi.
            Pasuje jej ten stan.
            Tobie nie pasuje.
            Co możesz:
            1. czekać aż ona to przerwie...podejmie jakąś decyzję.
            2. Ty to przerwiesz -postawisz ją pod ścianą.
            Innej opcji nie widzę.



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-14, 23:25:42               Odpowiedz

            Ta sprawa dotyczy trzech osób.
            Moim zdaniem. ja nie widzę przeciwwskazań by poznać kolegę;)
            W końcu już jest trójkąt.



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Zeberka   Data: 2018-04-15, 03:12:50               Odpowiedz


            "Utkwiłem w martwym punkcie. Miał być już finał, a dalej stoję w miejscu, tylko usłyszałem że potrzebny jest spokój. Do czego?"

            Do poprawnego spojrzenia i poukładane myśli. Człowieku, jeśli nie usiądzie na tyłku, nie odpuścisz, nie odetchniesz głęboko, nie poskładać sam wszystkiego w - mówiąc brzydko - kupę, to niechybnie zwariujesz;))
            Przestań czytać komentarze, bo Ci tylko mącą w głowie. Sam myśl, sam decyduj, sam ponoś konsekwencje.



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-15, 07:41:37               Odpowiedz

            Dobrze napisane. Cokolwiek tutaj nie napiszemy i tak Ty jesteś odpowiedzialny.
            Dostałeś dużo perspektyw. Wystarczająco dużo.
            Piszesz, że tkwisz w martwym punkcie-bo Ty chcesz zmiany zachowania u niej. Ona ma zmienić byś Ty wyszedł z martwego punktu. Ale ten punkt i tkwienie w nim to twój wybór.
            Wybrałeś czekanie na jej decyzję. Ok. To czekaj.
            I jeżeli Ci z tym niewygodnie to zmień SWOJE zachowanie.
            To tkwienie to twój wybór. Wybrałeś czekanie i walczenie, które polega na spotykaniu się i mizianiu...Wyłapywaniu momentów jej ochoty na Ciebie. Czekasz na swoją kolej (jak ona nie jest z kolegą). Ona nie chce wybierać. Mówi, że nie może ...że tak teraz chce. Być raz z Tobą raz z nim.
            Ona to wybrała.
            Ty wybrałeś czekanie i "walczenie" -takie jakie wybrałeś.
            To twój wybór.

            Ja byłam bardzo ciekawa jaka jest wersja dla kolegi. Co on wie. Czy on wie- że ona się z Tobą mizia po kątach. Czy on jest świadomy, że wylądował w pewnym sensie w trójkącie.
            Czy on tego nie wie.

            Nie wiem-ale mi się wydaje, że jak facet się szanuje i nie jest z nią związany bylym 3,5 letnim związkiem to by na to nie poszedł. Ale w sumie -gdyby on się uświadomił w czym siedzi i zmienił swoje zachowanie-to on by zadecydował o zmianie.
            Znów nie Ty.

            Czekasz na nasze zdania. Tylko co Ci to daje?
            Musisz zbudować własne zdanie i podjąć własną decyzję.
            Albo o trwaniu w tym- i wtedy nie marudź że jesteś w martwym punkcie-sam go tworzysz. Lub podejmij jakieś działanie. Napisaliśmy już jakie masz opcje:
            1. jej postawić granice-nie zgadzam się na tą podwójną grę.
            2. porozmawiać z kolegą -ale wtedy ona Cię może ukarać za to, że go uświadomiłeś. Jeżeli on by zechciał z tym zerwać -będzie na Ciebie. Jednak to też jakiś ruch.Tylko jego ruch.
            Sam musisz zadecydować co chcesz.

            Mi po prostu się wydaje, że facet nie ma pojęcia że siedzi w trójkącie.


            Pozdrawiam.Też już sobie odpuszczam komentowanie- bo już napisałam. Pamiętaj-to Ty wybierasz w czym siedzisz,

            Myślę, że już swoją karę za grzech zerwania już przeżyłeś.
            Przestań się karać (tkwienie w martwym punkcie).



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: fatum   Data: 2018-04-15, 09:13:43               Odpowiedz

            "Przestań czytać komentarze.....().Ty Zeberka nie zabraniaj Człowiekowi czytać komentarzy.To po pierwsze.Skąd taką masz pewność,że czytanie komentarzy mąci jemu w głowie?Bo Ty tak powiedziałaś.Zabawne masz myślenie i kategoryczne stwierdzenia.Ty nie czytaj wątku Zeberka,ok?W podobnych sytuacjach do Autora wątku może się wiele osób odnaleźć.Warto się pochylić nad tą sprawą.Przeczytałam ponownie treści wątku i sądzę,że Andrzeyyyy faktycznie chce pomocy,ale nie umie o tym po prostu pisać.Nie jest chyba pisarzem.-:)*),ale jasno komunikuje,że nie wie tego,tamtego i jeszcze czegoś innego.Doszłam do wniosku,że może nie wiedzieć i może prosić o pomoc (robi to niezdarnie i nieporadnie,ale to szczegół).Pomagając Andrzeyyyy tak w zasadzie sobie pomagamy.Zauważyłam np.u siebie zniecierpliwienie,że Andrzeyyyy jest taki jaki jest i dałam temu wyraz w pisaniu.A za chwilę



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: fatum   Data: 2018-04-15, 09:23:23               Odpowiedz

            "objęła" mnie moja pieszczocha refleksja i skorygowałam swoje myślenie i tym samym pisanie.I jak sams2 mówi dalej będę rozmawiała ze swoją głową pisząc do Andrzeyyyy.Czy warto?Oto jest pytanie.Otwarte.



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Zeberka   Data: 2018-04-15, 09:56:42               Odpowiedz

            "Ty nie czytaj wątku Zeberka,ok?"

            Ok;)



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: fatum   Data: 2018-04-15, 10:19:14               Odpowiedz

            Teraz to zachowałaś się dziecinnie.Zeberka zostawiłam Ci wiadomość w Twoim wątku:Czy macie czasem poczucie...?(100).Lubię Ciebie Zeberka.Miłego dnia.



    • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

      Autor: Iga112   Data: 2018-04-15, 08:43:37               Odpowiedz

      No dobrze. Sprostowanie - zacząłeś z nami rozmawiać. Wcześniej nie odnosiłeś się do naszych postów i miałam wrażenie, że w ogóle nie czytasz.

      Wciąż pytasz, co masz zrobić a dostałeś już od nas odpowiedzi. Każdy z nas zachowałby się inaczej, każdy ma inne, swoje doświadczenia.
      Ja mówię, że nie chciałabym tkwić w takim trójkącie (ale to JA). Słusznie Mirabel zauważyła, że Ty w tym tkwisz, bo to jest Twoja kara.
      Dlaczego nie możesz sobie odpuścić i wtedy możesz zyskać więcej, niż myślisz. Ale to Ty znasz Ewę i to tylko Ty możesz ocenić sytuację. My nie znamy szczegółów i nie znamy Ewy (czy jest przebiegła, czy narcystyczna, czy nadwrażliwa, czy imprezowiczka, czy kapryśna itd.)

      I też tak myślę, jak Mirabel (już o tym pisałam, ale nie czytałeś;)), że Kolega nic nie wie o waszych spotkaniach.



    • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

      Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-15, 09:24:02               Odpowiedz

      Dzień dobry.
      Kolejna słaba noc. Nie mogę spać, budzę się w nocy. Sprawdzam telefon czy aby Ewa nie napisała do mnie..

      Ja się w to wkręcilem.
      Ewa nie umie się określić, nie odzywa się od piątku a ja mam milion myśli w głowie co robi, jak spędza czas.

      To nie może tak wyglądać.
      Umowie się z nią dzisiaj lub jutro wieczorem.

      Zmienię postawę. Zamiast być miłym przytylasem - będę bardziej męski. Postawie sprawę na ostrzu noża. Zapytam się co ona zamierza zrobić, po co jej ten czas?
      Jaki cel w tym ma. Porusza temat kolegi, zapytam się czy ona z nim rozmawia i wie w jakim bagnie siedzi od 2 miesięcy.
      Może Ewa się wystraszy, jak zasugeruje że odezwę się do jej kolegi.


      Jeżeli Ewa noe jest w stanie się określić, ona karze mnie grając na czas to.. Ja muszę podjąć rękawice.

      Nie umiem więcej czekać, a najgorsze jest to - że ja nie usłyszałem od Ewy NIE.

      To jest takie bez sensu że dochodzę do wniosku że nic do stracenia nie mam. Przez 2,5 miesiąca byłem najlepsza wersja siebie. Kurde, tyle czasu ile ona zna swojego kolegę...

      Mam nadzieję ze dziś lub jutro zakończę ten film...



      • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

        Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-15, 09:47:34               Odpowiedz

        Jestem kobieta.
        Powiem Ci coś jako kobieta.Ja nie jestem Ewa. Ale...myślę ze kobiety nie lubią ciepłych kluchów i facetów co nie maja swojego zdania. Wbrew pozorom lubimy mężczyzn z charakterem.
        I ta twoja najlepsza wersja siebie nie wygląda zachęcająco.

        Tak wygląda jak facet co się nie szanuje i daje sobie wleźć na głowę. Dlaczego zakładasz ze to jest zachwycające, skoro stawiasz sam siebie w pozycji +nie mam swojego zdania i nie umiem zadbać o siebie samego...

        ja tu superwersji faceta nie widzę.
        Wybacz szczerość.



        • PS..

          Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-15, 10:00:06               Odpowiedz

          Powiem coś jeszcze. Wywołujesz we mnie instynkt opiekuńczy (czyli płynie mi to z matki-wobec dziecka które wymaga opieki bo sobie nie radzi).
          Ale jako facet mnie nie przekonujesz( jęczy jęczy i sam tkwi w chorej sytuacji, nie umie tupnąć nogą, wybacz szczerość).
          Nie jesteś atrakcyjny w tej superwersji.
          Zachowujesz się jak dzieciak.
          Gdzie jest mężczyzna?
          Dajesz sobie włazić na głowę.
          Chyba, że interesuje Cię tak naprawdę mizianie i tego chcesz od Ewy. Wtedy korzystaj i bierz.I ciesz się, że ona ma na to ochotę by Ci to dawać.

          Powiem więcej- nie chciałabym kogoś kto mnie traktuje jak misia do przytulania ale ma w nosie moje emocje i uczucia.
          Nie szanuje moich uczuć.I oficjalnie kręci lody z innym gościem (nie wierzę, że on wie-chyba, że od Ewy chce tylko miziania i ciumania -ale nie traktuje jej poważnie).

          Ja bym też tej Ewy nie chciała..

          Przepraszam jeżeli Cię uraziłam. Ale może zobaczysz, ze ten twój pomysł na supersiebie to nic ciekawego.



      • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

        Autor: chellunia   Data: 2018-04-15, 10:00:20               Odpowiedz

        Porusza temat kolegi, zapytam się czy ona z nim rozmawia i wie w jakim bagnie siedzi od 2 miesięcy.
        Może Ewa się wystraszy, jak zasugeruje że odezwę się do jej kolegi.

        Przeczytaj jeszcze raz co napisałałeś Andrzej. Według mnie jestes opowiedzialny za tę sytucję. To Ty dziewczynę zostawiłeś i chcesz ją jeszcze straszyć? Wymówki o "jej bagnie" czynić?

        Trochę konsekwencji. Trochę jaj. Może to jest własnie moment, żebyś dostrzegł fakt ,że w związku trzeba mieć jaja czyli wiedzieć czego się chce. Tak,teraz wiesz. Dopiero teraz,jak wszystko możesz stracić.

        Albo się uczciwie z kimś jest, albo sajonara.

        I tego doswiadczania uczy Ciebie dzisiaj ta "biedna" Ewa.
        Guzik ona tam kogoś ma. Ale może myśli tak;
        Jak mam mieć takiego co nie wie czy mnie chce,to niech sie przekona. Niech przezyje i się utwierdzi.

        Nigdy nie możemy być do końca pewni,czy ktoś nas nie zdradza, czy ktoś nie żyje podwójnym życiem ale:

        Jak ktoś,kto mnie zostawił może stawiać warunki?
        Jak ktoś kto mnie zostawił może mnie starszyć!
        Jak ktoś kto mnie zostawił może dopytywać u kolegów?

        Napisałeś: jak byłem w związku z Ewa to jej nie zdradałem. Odszedłeś i miałeś kogoś? Moze Ewa o tym wie:(



        • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

          Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-15, 10:04:55               Odpowiedz

          Chellunia.
          A od kiedy odejście od kogoś to wina. Tego nie rozumiem.
          Miał potrzebę odejść odszedł.
          Ona raczej nie plakała za nim tylko znalazła sobie pocieszyciela.
          Dość szybko.

          Więc co to za wina?
          Ja tu winy strasznej nie widzę. Odszedł. Widać mial powody.
          Chce wrócić. Albo ona też chce-albo nie chce (zawiódł ją).
          A ona udaje cierpiętnicę.
          Ona biedna. On biedny.
          Kto biedniejszy?

          Nikt nie jest niestety dorosły i odpowiedzialny.
          Każdy gra swoją biednością.



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-15, 10:11:46               Odpowiedz

            Moim zdaniem Andrzej uciekł ze związku pod wpływem kłótni. Wycofał się- typ unikowy. Zwiał. Od czegoś.
            Potem podkulił ogon i się łasi...
            A Ewunia zraniona pocieszała się w ramionach kolegi...i tak jej dobrze że nie potrafi się zdecydować kogo całować.
            I cierpi.
            Tak to widzę. Sorry



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-15, 10:16:16               Odpowiedz

            Andrzej.
            Zarzucasz Ewie, że nie może się zdecydować na ruch.
            Ale kto ma się zdecydować- ona skoro jej tak dobrze?
            A Ty co?
            Robisz dokładnie to samo.
            Gadasz jak cierpisz. Ona też gada.
            ale oboje wybieracie mizianie się po kątach -do przerwy z kolegą. Dla mnie oboje utrzymujecie ten taniec.
            Ty czekasz na jej ruch.
            Ona może na twój czeka. Albo jej wygodnie w tym układzie.
            Ja już nic nie napiszę. Chyba powiedziałam już wszystko.
            Nie chciałam Cię urazić. Po prostu słucham tego twojego jęczenia i nie wiem czy mnie wkurzasz (momentami) czy Ci współczuję...
            Ale mnie nie pociągasz taki. Nie wiem jakich facetów lubi Ewa.



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..Mirabelle

            Autor: fatum   Data: 2018-04-15, 10:27:46               Odpowiedz

            Ty byś chciała być miziana.Zazdrośnica.-:)*Jesteś taka zabawna jak się złościsz Mirabelko.Nie uciekaj z wątku,bo wiele stracisz.Chyba.*Na zazdrość daję Ci buziaka.Wiem od Andrzeyyyy byłby słodszy.Cóż.*



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: chellunia   Data: 2018-04-15, 10:22:17               Odpowiedz


            "A od kiedy odejście od kogoś to wina. Tego nie rozumiem.
            Miał potrzebę odejść odszedł.
            Ona raczej nie plakała za nim tylko znalazła sobie pocieszyciela.
            Dość szybko."

            To wasza wersja. Moja od poczatku jest inna. To mówisz, że można dowolnie odchodzić i wracać i pretensje mieć do porzuconej? Odszedł i ponosi konsekwencje.

            "Ona biedna. On biedny.
            Kto biedniejszy?
            Nikt nie jest niestety dorosły i odpowiedzialny.
            Każdy gra swoją biednością."

            Ja "biedna" napisałam w cudzysłowie. Ja widze inną kobietę,wy widzicie inną. Wy widzicie kobietę mściwą,pogrywającą. A ja widzę kobietę porzuconą, która przezyłą bardzo te rozstanie i dzisiaj daje czas facetowi na przemyslenie.

            Ty byś go przyjęła i byłą szczęśliwa, że Pan wrócił po namysle? Jednak Ciebie "chcem" Mirabelko. Zastanowiłem się!
            Ja Mirbelka jestem dorosła, więc witaj w moich ramionach?:(

            Mirabelko, projektujesz:(
            Ja też niestety:(



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-15, 10:30:05               Odpowiedz

            Przyjmowałam,
            do czasu. Potem się zmęczyłam. Ja zadecydowałam, ze już nie chcę trwać w tym tańcu.
            On zrobił to jeden raz chyba a nie robił w kółko.
            Zrobił raz.
            Cierpiąca kobieta leci w ramiona następnego- od razu?



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: chellunia   Data: 2018-04-15, 10:45:42               Odpowiedz

            A, i nie uważam, że jeśli zgrzeszył, zostawił, to teraz ma za to być podnóżkiem księżniczki do końca życia; to nie o łajanie się chodzi, tylko na ile człowiek jest dla nas ważny

            Tu się z Tobą zgadzam,felko. Ten argument jest bardzo istotny. Jak ktoś przestaje być dla nas ważny, łatwiej być zdecydowaną.

            Może Andrzej już nie jest taki ważny?

            No cóż, zostawił, miał wiele kobiet a jednak się "nawrócił".
            A dzisiaj ma prawo do stawiania waruków?

            Odszedł, bo miał potrzebę. Gdzie tu mozna mówić o winie?:(

            Chyba muszę jeszcze coś przerobić,bo nie rozumiem.
            Masz potrzebę odejść o.k.
            Ale nie mniej pretensji,że nie jestes przyjmowany z otwartymi ramionami!



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-15, 11:07:08               Odpowiedz

            Chellunia.
            Jakby ta kobieta miała do niego żal to by się z nim po kątach nie miziala. Okazywalaby żal, wsciekłość, złamane serce...
            Okazywałaby cierpienie.
            A co my tu widzimy...nie wiem. Oj nie wiem.
            Idę ciumnąć kolegę na pocieszenie-poczekaj aż ja zdecyduję kogo mam ciumać. Jestem taka biedna-nie wiem co mam robić!
            Pociesz mnie Andrzeju. Pociesz mnie kolego...
            Cierpię!

            ;)



        • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

          Autor: feelka   Data: 2018-04-15, 10:13:47               Odpowiedz

          Przecież miał niejedną, Chellunia, pisał o tym w pierwszym poście. Ale co to ma do rzeczy? rozstali się.
          Pytanie - czy ona chce z nim jeszcze być. A ona nie wie. Ma prawo nie wiedzieć. ( W istnienie drugiego kandydata nie wierzę, mówiłam już: matka zapytała by "te kwiaty od Piotra?" A zapytała: "wrócił Andrzej?")
          Andrzej tak z Ewą rozmawia jak i z nami; dobrze Iga zauważyłaś ;)
          Mówi że dopiero ją zapyta o tego chłopaka...:))

          A, i nie uważam, że jeśli zgrzeszył, zostawił, to teraz ma za to być podnóżkiem księżniczki do końca życia; to nie o łajanie się chodzi, tylko na ile człowiek jest dla nas ważny



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: feelka   Data: 2018-04-15, 10:27:42               Odpowiedz

            "Postawię sprawę na ostrzu noża. Zapytam się co ona zamierza zrobić, po co jej ten czas?"

            Czy widzicie to ostrze noża po 3 miesiącach? On się dopiero zapyta po co jej ten czas.... :)

            "Zapytam się czy ona z nim rozmawia i czy on wie w jakim bagnie siedzi"
            On się dopiero zapyta. Kalendarz baba to już dawno bym to wiedziała.

            Nie wiem jak to nazwać, ten rodzaj komunikacji. Lęk? Przed wyjaśnieniem czegokolwiek?



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: feelka   Data: 2018-04-15, 10:32:28               Odpowiedz

            "Jakem baba to dawno bym to wiedziała", sorry, nie mogę swojej "irytacji" na Andrzeja w pełni rozwinąć za pomocą komórki ;)



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Iga112   Data: 2018-04-15, 10:38:19               Odpowiedz

            Zraniona kobieta cierpi w samotnosci, a nie leci do innego. Ja też tak myśle.

            Dojrzała kobieta albo wybacza i przyjmuje (i żadnych kar nie wyznacza), albo nie wybacza i od razu mowi "żegnaj".



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: chellunia   Data: 2018-04-15, 11:09:48               Odpowiedz

            Dojrzała kobieta albo wybacza i przyjmuje (i żadnych kar nie wyznacza), albo nie wybacza i od razu mowi "żegnaj".

            Noz kurna,a co Ciebie gnębi od roku? Co rostrzygasz?

            A jak dojrzała kobietę zycie spawdzi,to wszystkie te teorie szlag trafi. Najpierw będzie szok, potem ból, potem miotanie, rozstrzyganie sprzeczności, potem dopiero w cięzkich bólach urodzi się zdecydowanie. Tego nie rozstrzyga w ciągu trzech miesięcy,zapewniam:( w lata się ciągnie czasem Igo,prawda?

            I ten czas dziewczynie daje. Dlatego ją rozumiem.
            paradosalnie to ja wystawiłam walizki, gdy odkryłam zdrady męża.
            Jakże ja byłąm dojrzała!:(

            Iga,prosze Cię. Co robi dojrzała kobieta,która nie kocha swojego męża? Cudzymi rękoma mozna rozgrzane węgle mieszać.

            Widzisz,ja tu łatwo decyduje,bo Twojego męża nie kocham i nie jest dla mnie wazny. Jakie to proste, bo obojętne.



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: feelka   Data: 2018-04-15, 11:16:36               Odpowiedz

            Ale Iga wybaczyła i przyjęła, "przyjęła" na ile mogła ( jako że jej mąż o przyjęcie nie zabiega; to jest inna sytuacja, to jak ślub "jednostronny"? :)



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: chellunia   Data: 2018-04-15, 11:25:10               Odpowiedz

            Przepraszam,nie chciałam być złośliwa.

            Jak się stwierdza jednoznacznie,że się męża nie kocha...to po co nam takie wybaczenie.

            W zwiazku trzeba żyć, kochać, być w dobrym i kiepskim.
            Nie chce kogoś,komu jestem obojetna, bo moje uczcia mu będą obojętne. Bo moje starania będą dla niego obojetne,bo moje zycie będzie dla niego obojetne.

            Doopa nie wybaczenie!:)



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: feelka   Data: 2018-04-15, 11:34:44               Odpowiedz

            Nie zauważyłam wpisu, że Iga nie kocha. Natomiast kilka razy- że nie wierzy w miłość.

            Ja to rozumiem, że można nie wierzyć w idealną, bajkową, wieczną; w wichry namiętności. Ale przyzwyczajenie, potrzeba czyjejś obecności obok -
            to , według mnie, jest lub może być rodzaj miłości. Dla "niewierzących" w miłość.



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: feelka   Data: 2018-04-15, 11:40:36               Odpowiedz

            "Moje życie będzie dla niego obojętne"-
            masz rację, smutne i długo tak się nie da. Ale co znaczy długo i dla kogo. Dla Andrzeja jeden dzień jest za długo. Moje życie jest obojętne dla wszystkich mężczyzn świata. Długo. I żyć się da. Bo to moje życie, a nie ich :)



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: feelka   Data: 2018-04-15, 11:48:33               Odpowiedz

            Ok, napisałam trochę nie na temat, bo ty pisałaś o "związku". Ale po prostu gdy kocham kogoś bez wzajemności - moje życie jest dla niego obojętne, ale żyję :) Natomiast faktycznie gdybym we własnym domu miała minutę po minucie tę obojętność - odkochalabym się szybko z irytacji ;) A może zwykła obecność i spółka s.a. by mnie satysfakcjonowały? przy świadomości że nie ma innych pań?



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Iga112   Data: 2018-04-15, 11:53:16               Odpowiedz

            No i nie chciałam o sobie, a muszę.
            Chelunia, co miałam wybaczyć mężowi? Chciał odejść i miał takie prawo, skoro nie czuł się dobrze w związku (nie miał kochanki, nie miał innej kobiety). Powiedział że zostaje i został, ale.... wciąż mówi że nie akceptuje mojej zazdrości i że mi nie wybaczył. A ja wciąż chcę być dla niego ważna, chociaż czasami mówię, że nie chcę. Patrzę w lustro i mam dla siebie najgorsze słowa, bo wciąż myślę, że zostaję = kocham, chcę z tobą być. Nieprawda!!! W tym wypadku zostaję = tak będzie lepiej, przynajmniej na razie.

            A ja chciałabym tak, jak On. Żyć sama dl siebie, być ważna sama dla siebie i przestać liczyć na coś, czego i tak nie dostanę. Jak tą głupotę sobie z głowy wybić? Nie wiem;(



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: feelka   Data: 2018-04-15, 12:08:41               Odpowiedz

            Iga, ja to miałam na myśli, że wybaczylaś mu urażajace cię "pomysły".



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Iga112   Data: 2018-04-15, 12:22:41               Odpowiedz

            I pomysly i wszystko inne zostawiłam w gabinecie psychologa i już tego nie ma. Ale jest moja zazdrość w krora niestety nie uwierzył psycholog. A sama tego nie potrafie pokonac



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: chellunia   Data: 2018-04-15, 12:33:38               Odpowiedz

            Iga.
            Widzisz jak się miotasz? Innej się dziwsz. Tyle tylko chciałam zaznaczyć.

            Zostać to nie znaczy kochać. Można zostać na swoim terytorium, żeby wszystko było po staremu, bo tak będzie wygodniej. Bo życie na własny rachunek jest bardzo trudne, prawda?

            Poza tym chciałam zaakcentować to świete oburzenie na dziewczynę, gdy same często mamy dylematy:)

            Chcesz powiedzieć,że nie całujesz męża? Ze nie otworzyłaś ramion? A uprawiaz z nim tylko sex. Miziasz się czyli?

            Wybaczyłaś? Nie! Tylko ostałaś. Nie kochasz go a jestes zazdrosna. Za chwilkę czytam,że jednak go kochasz.

            I co?Jesteś dojrzała?

            Jesteś, bo rozstrzygasz sprzeczności. Dlatego nie oceniam Ewy. Ja daje prawo naszej Ewie rostrzygnąć sprzeczności, które ja miotają. To nie dzieje się od razu.

            Takie łątwe cięcia dokonują ludzie obojetni. Nie nasz guz nie nasz ból.




          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: chellunia   Data: 2018-04-15, 11:19:57               Odpowiedz

            Chellunia.
            Jakby ta kobieta miała do niego żal to by się z nim po kątach nie miziala

            Tak? Nie po kątach a na ławce w parku::):)

            Ale może kobieta sama nie wie co ma zrobić z tym Andrzejkiem? Ona nie ma nikogo. Ona tylko nie wie czy może temu zerwanemu z łańcucha zaufać. Może go kocha? Może nie wie?

            A czemu mówisz, że pocałunki to jakieś "mizianie"?
            Tez popełnia błędy,bo się "mizia":( Oezu,jak to brzmi?



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-15, 12:01:16               Odpowiedz

            Chellunia.
            A czy do faceta który chce z nią być i mówi, że kocha-pisze się sms: Misiu-co ja mam robić? Andrzejku co ja mam robić?
            Potem leci na spotkanie z następnym Misiem-Andrzejkiem czy Michałkiem.

            Co to ma być?

            Ja rozumiem, że może stracić zaufanie. Nie wiedzieć co robić-tylko po co się z nim spotyka na mizianie?
            Po co?

            tego wybacz nie rozumiem. Nie rozumiem jak można mieć wobec kogoś żal i bać się nawiązywania kontaktu (by mnie znowu nie zranił) i lecieć na wieczór z winem i całuskami.

            Dla mnie to jednak niezrozumiale. Emocjonalnie.
            jak bym miała żala to bym wyrażała żal i gniew.
            A nie pisała sms w stylu: Andrzejku co ja mam (biedna) robić..ach nie wiem nie wiem. Choć się poprzytulamy. Tak mnie zraniłeś...cierpię.

            Widzisz to?



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-15, 12:09:12               Odpowiedz

            Dla mnie ona używa jego poczucia winy do swojej gry.,..
            Co to za gra i co ona ma na celu-nie wiem.
            Ale dla mnie nie jest tutaj osobą pokrzywdzoną bardzo.
            Dobrze się bawi.



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: chellunia   Data: 2018-04-15, 12:44:41               Odpowiedz

            "jak bym miała żala to bym wyrażała żal i gniew."

            Mirabelko, wybacz ale nawiążę do tego co przeczytałąm w Twoich postach. Na naszych przykładach najlepiej widać.

            Przed przepracowaniem też tak było? Umiałas wyrazić wszystkie te uczucia?przeciez nie umiałaś powiedzieć -kocham:(

            Teraz może rozumiesz? Ale nadal nie rozumiesz, że ludzie mogą postępować w takich momentach nieracjonalnie. Zazwyczaj nieracjonalnie.

            Mówimy: miłość jest szalona.
            Bo my z boku możemy się naet z tego smiać ale jak nas dopadnie, to już nie jest nam do śmiechu.



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Iga112   Data: 2018-04-15, 12:53:36               Odpowiedz

            Dla mnie tak jak i dla Andrzeja jest czysta karta. Dla mojego meża, tak jak i dla Ewy jest wciąż przeszłość. I do tego nie wiadomo, czy nie widziana w krzywym zwierciadle.
            A zazdrość miekonieczmie ozmacza miłość. I mi do dojrzałości baaardzo daleko. A motać sie sama z sobą i osob trzecich w to nie mieszam.



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-15, 13:01:14               Odpowiedz

            Hm..może i źle oceniłam Ewę. To prawda.
            Przecież jej nie znam. Nie mam pojęcia. Mogę snuć domysły.

            Może być tak, że wcale nie czuje się tak zraniona, ale utrzymuje taką postawę bo dostaje (wreszcie) miłość i uwagę.
            Jak była -to nie dostawała.
            A teraz dostaje. I dlatego utrzymuje tą sytuację bo dostaje w tym ukladzie to czego nie dostawała w związku?

            Hipotez może być wiele-co do Ewy,ale jej tu nie ma.
            Nie wiemy.

            Mamy marudzącego Andrzeja.
            Czasami wkurzającego tym marudzeniem. Hm.
            Masz rację Chellunia. Nie wiem nic o Ewie. Wiem, że coś z tego ma, że utrzymuje tę sytuację. Nie znam motywów jej zachowania.
            Faktycznie nie powinnam jej oceniać.
            Dziękuję.
            Cóż- nic dodać nic ująć.

            Andrzej musi wypić to piwo co sam sobie naważył. I kiedyś się wyjaśni...
            Kiedy? to zależy od niego i od Ewy.
            Pozdrawiam serdecznie.



          • PS Chellunia

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-15, 13:05:21               Odpowiedz

            Z wyrażaniem złości i gniewu nie mam problemu żadnego.
            Faktem jest, że nie bardzo potrafię poczuć w sobie taką płomienną miłość i pewność w stanie kocham. Tutaj mój deficyt.
            Ja nie mówię-bo nigdy nie czułam w sobie silnej jednoznacznej pewności, że mam ochotę to powiedzieć i jutro mi się nie odmieni (jak mnie ktoś porządnie wku*wi). Przechodzi mi.
            Więc nie chodzi o wyrażanie-ale o stałość. Jak jestem zła to jestem bardzo zła i wtedy nie czuję że kocham. Czuję, że mam kogoś dosyć. Nie wiem czy to normalne;)



          • RE: PS Chellunia

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-15, 13:11:48               Odpowiedz

            Może dlatego nie czuję Ewy, bo dla mnie to niezrozumiałe jak można cierpieć z powodu kogoś i umawiać się na wino i mizianie.
            Ja bym się nie dała dotknąć. Albo ewentualnie dala w łep;)
            Słowami. Gdybym była zraniona. Wiem, ze nie byłoby mowy o wspólnych wieczorach i wypisywaniu sms typu: Andrzejku co ja mam zrobić. Dla mnie to niepojęte.
            Ale to ja. Nie jestem Ewa.



          • RE: PS Chellunia

            Autor: chellunia   Data: 2018-04-15, 13:41:00               Odpowiedz

            Ja bym się nie dała dotknąć. Albo ewentualnie dala w łep;)

            Ale Ty nie kochasz Andrzeja. Tego zdrajcy i huncwota:)
            A co ja bym zrobiła? Nie wiem. Kiedyś wiedziałam. Dzisiaj nie wiem:(

            Myśle,że w tej dyskusji namądrzej napisała Fela:
            wszystko zależy od tego jak ważnym jest dla nas ten człowiek.




          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: chellunia   Data: 2018-04-15, 13:23:51               Odpowiedz

            "Dla mnie tak jak i dla Andrzeja jest czysta karta. Dla mojego meża, tak jak i dla Ewy jest wciąż przeszłość. I do tego nie wiadomo, czy nie widziana w krzywym zwierciadle.
            A zazdrość miekonieczmie ozmacza miłość. I mi do dojrzałości baaardzo daleko. A motać sie sama z sobą i osob trzecich w to nie mieszam.
            "
            Mogę prosić o przypis, bo nic z tego nie rozumiem.

            A co to jest dojrzałość? Czy to jest totalne zobojetnienie? Bo tylko wówczas jestesmy racjonalni do bólu.

            Jak Ciebie dopadnie miłość w wieku 50+, będzie tylko nieco dojrzalsza od poprzedniej. Nadal będzie 100 pytań. Nadal będziesz nudzic jak tu nudziłas i nudził Andrzej. Jak tu ja nudziłam.



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: chellunia   Data: 2018-04-15, 13:28:51               Odpowiedz

            W kazdym watku cokolwiek napisze, to Ty Chelunia przypinasz to do mojego życia i wciąż mi coś wypominasz. Ja wiem co robie w życiu żle, a że nie potrafie tego zmienić do inna sprawa. Dość już cierpie, żeby mi ktoś wciaż to przypominał.

            Chce dobrze dla Andrzeja, bo widze w nim siebie.

            A ja chciałabym,żebyś zobaczya tez i emocje drugiej strony.
            To nic osobistego. Z Mirabelką rozmawiam i ona nie czuje,że ją atakuję.
            Ty widzisz w Andrzeju siebie a ja w Tobie Ciebie.



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Madziuleczka   Data: 2018-04-15, 13:43:37               Odpowiedz

            "...nie potrafie tego zmienić do inna sprawa...."

            Nie.
            To jest "ta sprawa".
            Dajac komus rady jak ma wysc z czarnej doopy, siedzac samemu w czarnej doopw i nie znajac wyjscia, jest sie calkowicie nie godnym zaufania ....ze tak delikatnie napisze.
            Po co to robisz, Iga?



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Madziuleczka   Data: 2018-04-15, 14:07:24               Odpowiedz

            "Ja wiem co robie w życiu żle, a że nie potrafie tego zmienić do inna sprawa. Dość już cierpie, żeby mi ktoś wciaż to przypominał. "

            Kurcze blade, ale mnie bulersuje to zdanie:))

            Wiec tak, wszystkie zdradzane kobiety wiedza dlaczego cierpia, wszystkie bite kobiety wiedza dlaczego cierpia itp itd.
            Ot, jak Ida wie, wiedza tez one!!
            Zmienic one moga wiele, jako i Ida moze.
            A chiec to moc, no nie?
            Nie, bo niektorzy doszli do perfekcji oszukiwania samych siebie i finalnie stwierdzaja ze "nie potrafia nic zmienic".
            Ale, jakze chetnie widza zblo w oku innych kobiet i jakie skore sa do wydawanie opini i rzucaniem "dobrych rad".:))
            A skwitowane to wszystko jest jeszcze pretensja ze ktos rzekomo nie wie co dla niego dobre - a wszelakie Idy wiedza;)
            I jak sie zwroci takim Ida uwage, to lanenz "olaboga nie wytykaj"...
            To niech i Idy nie wytykaja....tylko sie ucza, ot niech impulsem do refleksji bedzie czyjas historia.
            A nie impulsem do wyparcia.

            A i jeszcze cos.
            Nie, nie ten chlop co bije i pije jest winny ze kobieta sie zle z nicz czuje i cierpi.
            ... I ta "moc" trzyma niektore kobiety przy buraku, jak lancuch trzyma Burka przy budzie.
            Chlopek moczymorda, czy tez artysta co to nie wie co ma z kuska zrobic zeby sie spelnic....jest winny tylko wlasnego cierpienia.

            Dwie dziurki w nosie skonczylo sie:))



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: bezogonka   Data: 2018-04-15, 13:44:37               Odpowiedz

            "Ja rozumiem, że może stracić zaufanie. Nie wiedzieć co robić-tylko po co się z nim spotyka na mizianie?
            Po co?"
            Bo nie jest Tobą, Mirabelle :)
            Wiecie..mam taką własną "teorię dyferencjału". Kiedy w relacji, w tym wypadku związku dwojga, dochodzi do rozstania, to ważne jest na jakim etapie znajdują się uczucia obojga. Sądzę, że u Andrzeja te głębokie uczucia pozostawały nierozwinięte. Dziś, byc może pod wpływem pracy z psychologiem, zrobił podsumowanie i doszedł do wniosku, że lepsze zło znane niż nieznane :P(telegraficzny skrót)(..) . Wybacz, Andrzeju , ale wciąż uważam, że Twoja postawa jest skrajnie egoistyczna, pomimo całego tego procesu uświadamiania. Są pewne mechanizmy i ich oznaki(widome), że ego nie stara się zwyciężyć..Otóż, pojawia się spokój i cierpliwość. W Twojej postawie taka sytuacja nadal nie ma miejsca.
            Jeśli zaś chodzi o Ewę.. Jej uczucia trwały w momencie rozstania w punkcie idealistycznym, czyli ogarnęły poletko fizyczne (bliskość cielesna ,uzależnienie) i zabrały to na teren "ideału", czyli tworzyły połączenia fizys i psyche.
            To spora różnica. Mechanizm różnicowy polega na tym, że "Ewa" spadła" z "wysokiego konia" i się potłukła a Andrzej wspina się na konia i się obija raz po raz, nigdy zbyt dotkliwie. "Ewie" nie w smak spadać po raz kolejny,bo nie wie co znaczy ból obijania się raz po raz. Robi jednak wszystko, by się dowiedzieć.
            Podsumowując : Andrzej chce być zdolny do uczuć tzw.wyższych a "Ewa" chce zracjonalizować uczucia. Znów są w "dyferencjale poznawczym" .
            Nie ma znaczenia, czy wróca do siebie, czy nie.
            Będą tworzyć takie właśnie związki. Z dużymi róznicami potencjałów.
            (chyba, że przeczytają mój post ..to żart ,oczywiście :), bo to nie ma znaczenia )
            Być może..wielkie BYĆ MOŻE..że kiedyś nauczą się cierpliwości i spokoju :)..takiego luziku ;) od ego.



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Iga112   Data: 2018-04-15, 13:55:55               Odpowiedz

            Dziewczyny ( Chelunia, Magda) ok nie wiedziałam, że jak ktoś ma problemy, to nie wolno mu pisać. Macie rację. Żegnajcie



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: chellunia   Data: 2018-04-15, 14:08:37               Odpowiedz

            Dziewczyny ( Chelunia, Magda) ok nie wiedziałam, że jak ktoś ma problemy, to nie wolno mu pisać. Macie rację. Żegnajcie

            Czytaj ze zrozumieniem Iga. Ciągle czytasz wybiórczo.
            A fochy przerabiałaś na trerapii?
            A pamiętm, obraziłaś się na terapeutę i trzasnęłaś drzwiami:)
            Nie rób scen. Czekamy na Twoje aregumenty a nie na fochy.



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Madziuleczka   Data: 2018-04-15, 14:13:20               Odpowiedz

            "Dziewczyny ( Chelunia, Magda) ok nie wiedziałam, że jak ktoś ma problemy, to nie wolno mu pisać. Macie rację. Żegnajcie"

            Ida, lecisz teraz na zagrywkach, ojjjjj nie ladnie;)

            Pisz, ale staraj sie wiarygodnie i z odrobina pokory "pisemnie" wtykaj nos w czyjes sprawy:)
            Bo, teoretyczne madrosci maja podobne wlasciwosci jak te powtarzane - NIE MAJA wartosci.
            Skoro same nie umiemy, to nie wypada pouczac innych, ale rozmawiac, wymieniac poglady to zawsze warto!



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: bezogonka   Data: 2018-04-15, 14:15:03               Odpowiedz

            Igo :) Jeśli nie usunęłaś konta, to wróć i pisz,proszę.
            Nie ma znaczenia czy Cię zrozumiemy w sposób poprawny (tak jakbyś chciała..intencjonalny ) ale ma znaczenie, byś rozmawiała tak jak możesz i chcesz. Dawać rady?! Ojej! Każdy to robi i nawet lubi :) choćby sam nic nie zrobił we własnym życiu mądrego. Każdy,powtarzam ,Igo :) chociażby bardzo ale to bardzo starał się tego nie robić. Komunikowanie się z drugim człowiekiem..daje,niestety,takie konsekwencje, czasem absolutnie nie zamierzone.
            :)



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Madziuleczka   Data: 2018-04-15, 14:21:39               Odpowiedz

            "A i jeszcze cos.
            Nie, nie ten chlop co bije i pije jest winny ze kobieta sie zle z nicz czuje i cierpi.
            ... I ta "moc" trzyma niektore kobiety przy buraku, jak lancuch trzyma Burka przy budzie.
            Chlopek moczymorda, czy tez artysta co to nie wie co ma z kuska zrobic zeby sie spelnic....jest winny tylko wlasnego cierpienia."

            Tu cos mi sie nie zgadza.
            Nie wstukalo mi ze "moca" nazwalam kompleksy, strach i brak wlasnej milosci, nooo oszacunku do siebie to nawet nie wspamne.
            To jest winne ze trwaja niektorzy w tosycznych zwiazkacz i zamiast czerpac przyjemnosc z bycia z kims...czerpie sie cierpienie.
            A nie zaden chlopek bez jaj:)



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Iga112   Data: 2018-04-15, 14:30:50               Odpowiedz

            Chciałam tylko poradzić Andrzejowi jak ma postąpić żeby było dla niego z korzyścią, a nie o swoim życiu. A Wy wciąż mi wskakujecie na plecy, a ja nie wiem dlaczego i po co. Mój mąż nie pije, nie bije. Jedyne co robi, to ogania się ode mnie jak od muchy ( jak i kiedyś moja mama, taka jestem natrętna i wkurwiają..). To wszystko. Więcej już o sobie pisać nie będę. Dlatego "Żegnajcie"

            Andrzej
            Gdy mąż chciał odejść ode mnie, tak samo zachowywałam się, jak Ty. Prosiłam go i błagałam, a on grał na zwłokę i mówił, a może odejdę, a może nie odejdę.
            Kiedy w końcu powiedziałam "To idź w chole..". To postanowił zostać. Ale nie wiem, co Ty nawywijałeś. Więc już nic nie piszę. Koniec



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Madziuleczka   Data: 2018-04-15, 14:44:17               Odpowiedz

            Przepraszam, ale bede teraz na maksa zlosliwa i mega beszczelna:))

            Och, te "korzysci"...
            No coz, to pojecie wzgledne, bo jak ktos lubi sobie "pocierpiec", to korzystnym bedzie dla niego zwiazek z erotomanem, co to chcialby wtykac to i owo tu i mam....dla ktorego jest sie albo bokiem do trojkata albo wkur..jaca mucha..:)


            "Mój mąż nie pije, nie bije. Jedyne co robi, to ogania się ode mnie jak od muchy"

            Nooo to super maz...
            #Tylko co dla kogo jest super, to znow pojecie wzgledne.
            Ja bym wolala byc muzom dla artysty, ksiezniczka a chocby dla mojego chlopka roztropka czy tez wolalabym byc klepana po pupie kura domowa niz mucha natretna...;)
            A co woli jedrek?
            Znasz, Ida, z jakich korzyci on satysfakcje bedzie czerpal...lub cierpial?
            Moze ma inne od Twych oczekiwania, pragnienia....
            Mosze chce zeby go przytulano, miziano i ciagle za nim latano....ale nie z lapka na muchy...!
            A kazde odganianie go, jak muchy, bedzie dla niego powodem do...ODEJSCIA!
            I pamietaj, ze muchy ciagna do gow..a;)



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: feelka   Data: 2018-04-15, 19:48:13               Odpowiedz

            "Dziewczyny, ok nie wiedziałam, że jak ktoś ma problemy, to nie wolno mu pisać. Macie rację"

            Nie mają :) Pisz.

            Daj spokój, też nie rozumiem dlaczego jesteś "przymuszana" gwałtem do rozwodu .., dlaczego akurat ty, z tylu watków na forum; musiałam gdzieś przeoczyć "źródło" dyskomfortu ;)

            Podjęłas decyzję, taką jaką w tej chwili uznałaś za najlepszą, i tyle. Z czego się masz tłumaczyć?
            (zwłaszcza, że decyzja konsultowana z psychologiem; to chyba więcej niż na forum?)

            Ze swojego życia nie musisz się tłumaczyć, jeśli nie masz ochoty. A pisać każdy tu może. Jeśli ma ochotę :)



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Madziuleczka   Data: 2018-04-15, 19:58:30               Odpowiedz

            "Nie mają :) "

            A ja jestem ciekawa, z czym to zekomo mamy race wedlug Idy, a z czym nie mamy racji?
            Zabraniamy jej pisac?
            Nie, to ona mi zabrania o jej problemie pisac;))

            Zwrocilam tylko uwage ze slepy chce niewidomego prowadzic i to jeszcze w przepasc, bo...tak korzystniej.

            Wiec, feelko, sedzino Wesolowska, a kto kogo do rozwodu przymusza????
            Ciekawy watek;)

            Jak ma ktos znalesc slonia, jak jest w du..e slonia....?
            I choc kazdy to wie, to pitu piu cala geba;)



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: feelka   Data: 2018-04-15, 20:10:36               Odpowiedz

            Tak, zabroniłaś:
            "Dajac komus rady jak ma wysc z czarnej doopy, siedzac samemu w czarnej doopw i nie znajac wyjscia, jest sie calkowicie nie godnym zaufania ....ze tak delikatnie napisze.Po co to robisz, Iga?"

            Ja siedze od lat w czarnej... i mimo to daję tu rady. To nie jest ok, ale tak życie wygląda: że u innych coś tam widzimy, a u siebie gorzej. Ale to normalne.
            Choć nieidealne :)



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: feelka   Data: 2018-04-15, 20:15:37               Odpowiedz

            "a kto kogo do rozwodu przymusza????"

            Ty w zasadzie nie, bo Cię długo nie było, ale Chellunia w każdym wejściu (do Igi wejściu).

            A Twoje Magda tutaj, o kobietach?:
            "Zmienic one moga wiele, jako i Ida moze.
            A chiec to moc, no nie?
            Nie, bo niektorzy doszli do perfekcji oszukiwania samych siebie i finalnie stwierdzaja ze "nie potrafia nic zmienic""

            A cózby to Iga miała zmienić jak nie rozwód-separacja.

            Ale to dramatyczny wątek Andrzeja, już się nie wcinam.




          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: chellunia   Data: 2018-04-15, 21:02:20               Odpowiedz

            "Dojrzała kobieta albo wybacza i przyjmuje (i żadnych kar nie wyznacza), albo nie wybacza i od razu mowi "żegnaj".

            Od tego się zaczęła polemika. A ja napisałam, że zycie nas sprawdza. I nie ma to nic wspólnego z dojrzałością.

            "Dziewczyny, ok nie wiedziałam, że jak ktoś ma problemy, to nie wolno mu pisać. Macie rację"
            Nie mają :) Pisz"

            A w czym Felko mamy rację bądź jej nie mam? Gdzie napisałam; nie pisz! Rozwiedź się.
            Pisałam w mojej ocenie, na podstawie moich doświadczeń!!Dzieliłam się, bo mi jest jej żal.Jasne,że zycie nie bliźniacze ale podobne.

            Prosiłam, żeby się zastanowiła nad zero-jedynkowa odpowiedzią do naszego autora. Zeby przeanalizowała swoje decyzje i podałam kilka argumentów.
            I foch,jak u psychoterapeuty.

            Oczywiście,że kiedyś napisałam jej,że w mojej ocenie, będzie musiała wcześniej czy później podjąć decyzje. Jak facet jest agresorem, manipulantem. Jak opędza się od niej jak od natrętnej muchy, jak wymusza trójkąty.
            Jeżeli czytam, że on jej nie kocha, ani Ona go nie kocha,to wczesniej czy później domek z kart się rozsypie.

            Będzie miała 50+ i podejmie decyzje jeżeli do tej pory nie zwariuje!
            Nie jestem w stanie sprostać jakimkolwiek propozycjom. Wpakowały się choroby i już nie mam siły.Myslałm,że to chwilowe ale jednak nie. To efekt wieloletniej harówy i zycia w stresie! Co tu było przeciwo Idze?



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Madziuleczka   Data: 2018-04-15, 21:15:38               Odpowiedz

            "A cózby to Iga miała zmienić jak nie rozwód-separacja."

            Ja widze wiecej opcji.
            I nawet je opisze, bo jak to mawiala BN "wolno mi":))
            Ale nie teraz.

            Czasami wystarczy chocby podniesc swoja samoocene, by stac sie i byc dla partnera wartosciowa osoba a nie natretna mucha.
            I wiele innych rzeczy mozna zmienic...
            A zaczac owsze mozna od WYOBEAZENIA sobie rozstania....ze to czasami korzysc jest;)
            Ale, tu chodzi o pozbycie sie tego "bez niego nie moge zyc" itp.

            Wiec, hej Wesolowska, nie badz taka hop do przodu w czytaniu w myslach;)))



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Madziuleczka   Data: 2018-04-15, 21:26:54               Odpowiedz

            "...to przecież nie jest sugerowana ci "obojętność""

            Wiec, co jak co, ale ja obojetnosci nie sugerowalam;)
            Bardziej biernosc i sklonnosci do zatracania siebie...dla "dobra" zwiazku.
            Ciagly strach, nachalnosc i nawet tu na forum "napady paniki" w stylu "zostawcie mnie"...sugeruja wrecz cos przeciwnego do obojetnosci.
            Rozpacz i pragnienie zeby bylo....nawet byle jak, ale bylo.
            Ta obijetnosc to co najwyzej maska.



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: feelka   Data: 2018-04-15, 21:30:08               Odpowiedz

            "Wyobrażenie rozstania.." - wielka i pożyteczna sprawa. Ale ona nie potrafi...sobie wyobrazić, choć CHCE, bo pisała tu niżej/wyżej, że pragnie zobaczyć tą swoją niezależność w głowie:

            "A ja chciałabym tak, jak On. Żyć sama dl siebie, być ważna sama dla siebie i przestać liczyć na coś, czego i tak nie dostanę. Jak tą głupotę sobie z głowy wybić? Nie wiem;("

            Opisz, opisz, dla mnie jak podniesć samoocenę zwłaszcza.. :) Lepiej czytać kazanka, niż w myślach komuś czytać. O lesie poczytałam, i że:
            "oczekujemy ze zaden jelen nam tego "raju" nie zdemoluje....
            A jak zdemoluje, to w czarnej d...ie jestesmy:)
            A swiat, milosc, szczescie i jelen ma w nosie nasze oczekiwania:))"



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Madziuleczka   Data: 2018-04-15, 21:37:44               Odpowiedz

            ""oczekujemy ze zaden jelen nam tego "raju" nie zdemoluje....
            A jak zdemoluje, to w czarnej d...ie jestesmy:)
            A swiat, milosc, szczescie i jelen ma w nosie nasze oczekiwania:))"

            Dokladnie :))
            Tak sobie powinna wyobrazic Iga wizje rozstania.:))
            Powtarzam WIZJE, ot zeby wlasnie podniesc swa samoocene.
            I nawet jak czasami w zwiazku jest jak w mym ogrodzie po wizycie jelenia, to mozna szkody odzalowac, jelenioodporne roslinki posadzic i dalej cieszyc sie ogrodem:))

            Kurcze odganiana jestem od kompa.

            lece:))




          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Madziuleczka   Data: 2018-04-15, 21:53:11               Odpowiedz

            "I nawet jak czasami w zwiazku jest jak w mym ogrodzie po wizycie jelenia, to mozna szkody odzalowac, jelenioodporne roslinki posadzic i dalej cieszyc sie ogrodem:))"

            Musze cos dopisac.
            Nie, po demolce jelenia, nie trzeba opuszczac ogrodu...
            Choc, gdybym mieszkala gdzie lwy do ogrodu przychodza, to owszem opuscilabym ogrod;)
            Wiec, jesli dalej sie czujemy w ogrodzie szczesliwi, bezpieczni i jak pani na wlosciach - to szkody naprawiamy, dekoracje zmieniamy i cieszymy sie.
            Ale, jak caly czas zyjemy w strachu i w stresie ze lwy przyjda i naz zezra i nie wychodzimy z ogrodu, to znaczy ze mamy problem nie ze lwami tylko z soba.
            Tylko jak odroznic kto zrobil demolke w naszym ogrodzie i sercu...czy lew czy jelen?
            Tu wystarczy posluchac serca i duszy.
            One wiedza, czy dziewczyna w lustrze ma w oczach smutek, strach i panike czy radosc i ochote na kwiaty z ogrodu...

            Dobra, teraz lece na pewno:))



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: feelka   Data: 2018-04-15, 21:14:35               Odpowiedz

            Jeszcze "mącnę". Że może chodzi o emocjonalność. Chellunia wyznajesz zasadę: "kochaj (gorąco) albo rzuć"? Nie kocha gorąco ("jest obojętna, zimna") i nie rzuca ( nie wystawia z hukiem walizek) - to może to wydaje się straszne, nie do pojęcia, fałszywe?
            Magda też emocjonalna.
            Ja nie. Więc mi życie Igi "styka" :) nie mam z tym problemów. Można kochać leciutko i można bać się/lub zwyczajnie nie życzyć sobie - być samej.

            (A emocjonalność nie jest do kupienia na wagę, niestety)

            Aha, i nie wiem czy Iga nie jesteś emocjonalna, żeby nie było. Bo te wymioty, bo zazdrośc, bo bezsennośc - to przecież nie jest sugerowana ci "obojętność"



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: chellunia   Data: 2018-04-15, 14:01:46               Odpowiedz

            Bezogonko.
            Być może..wielkie BYĆ MOŻE..że kiedyś nauczą się cierpliwości i spokoju :)..takiego luziku ;) od ego.

            A to też jest fajne. Dzięki Bezogonko:) Tak na margiesie: fajny nick:):)


            Madziu.
            Rozmawiamy. Dzielimy się swoimi doświadczeniami,
            przemysleniami. Ktoś może coś wziąć,ktoś pójdzie i nie zauważy,bo myśli,że to jego nie dotyczy.

            A po czasie iluminacja: kurde, jak bardzo mnie to dotyczy!!!



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: bezogonka   Data: 2018-04-15, 14:06:41               Odpowiedz

            chellunia :)
            ..ale z małej : bezogonka.
            Nie , żebym się czepiała :)ale tak bym wolała :)))



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: chellunia   Data: 2018-04-15, 14:12:28               Odpowiedz

            chellunia :)
            ..ale z małej : bezogonka.
            Nie , żebym się czepiała :)ale tak bym wolała :)))

            O.k. bezogonko:)



    • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

      Autor: Iga112   Data: 2018-04-15, 09:48:06               Odpowiedz

      Andrzej, Andrzej!!!!
      Czy Ty umiesz sluchać podczas rozmowy, czy tylko gadasz i gadasz???

      Mnie też ta sprawa wkreciła, bo jest nieco irytująca a jeszcze bardziej Ewa, ktora niby nie wie czego chce, a wie bardzo dobrze.
      Andrzej piszes, ze jestes teraz najlepsza wersja siebie. Albo zupełnie w siebie nie wierzysz i tak głośno siebie przekonujes,albo jesteś narcystyczny. Jak jest naprawde?



      • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

        Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-15, 09:57:20               Odpowiedz

        Te moje zachowanie można odbierać na dwa sposoby.

        Z jednej strony jestem ciągle obecny, blisko niej. Akceptuję sytuację i czekam grzecznie na rozwój sytuacji.
        Pokazuje jej ze się zmieniłem, że mam czasu wolnego więcej - jednak wiem, że to też działa na moją niekorzyść.
        Kobiety lubią być zdobywane.

        Jak teraz zmienię taktykę na bycie zimnym daniem to Ewa może pomyśleć że udaje? Że to mój popis aktorski?

        Nie znam Ewy z tej strony by robiła krzywdę i byka złośliwa
        W związku tego nie pokazywała.

        Zagubiony jestem i zmieszany.
        Chciałbym mieć czysta kartkę, świeży pogląd na sprawę, a nie umiem


        Tak - czytam wasze posty. Są dla mnie ciekawe i dużo z nich wyciągam.
        Postaram się dzisiaj spotksc z Ewa wieczorem, chociaż na kwadrans..
        Nie rozumiem tego - ona mi mówi że o wsystkim wie, że jest świadoma ale potrzebuje czasu. Kurde, na co czasu? A ja biedny Andrzej stoję jak za szyba i się przyglądam.. Jak czas u ucieka..



    • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

      Autor: Iga112   Data: 2018-04-15, 10:57:07               Odpowiedz

      No i właśnie, jak Ewa ma problem z wybaczaniem, to niech sobie odpuści i zostanie z kolegą. Potem całe życie będzie Andrzejowi wypominać, co zrobił.



    • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

      Autor: Iga112   Data: 2018-04-15, 13:16:54               Odpowiedz

      W kazdym watku cokolwiek napisze, to Ty Chelunia przypinasz to do mojego życia i wciąż mi coś wypominasz. Ja wiem co robie w życiu żle, a że nie potrafie tego zmienić do inna sprawa. Dość już cierpie, żeby mi ktoś wciaż to przypominał.

      Chce dobrze dla Andrzeja, bo widze w nim siebie.



      • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

        Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-15, 14:46:06               Odpowiedz

        Cały czas targają mną dziwne nastroje. Najpierw przychodzą myśli, że mam się do niej odezwać, umówić na dzisiaj - jutro, żeby chociaż chwile z nią spędzić, a za chwile zastanawiam się czy nie odpuścić...

        Z dnia na dzień jest mi ciężej. Ciężko to określić. Wylewam tutaj swoje żale, czekam z nadzieją, aż Ewa nagle powie: "ok wracam". To wszystko coraz bardziej przypomina mi jakaś dziwną "urojoną myśl". Zaczynam czuć jakbym wpadł w jakiś amok, że tylko Ewa, że chciałbym na już wszystko. Z drugiej strony, nie trwa to dzień, ani tydzień. W takiej huśtawce emocjonalnej tkwię na pełnej parze od prawie dwóch miesięcy i zaczyna mnie to już wykańczać.

        Jest weekend - ona pewnie się świetnie bawi (w ogóle się nie odzywa od piątkowego spotkania przy winie). Ciekawe czemu? De facto - na tym spotkaniu nie wynikło nic, oprócz tego, że mam nie cisnąc, wyluzować bo ona nie wie co i jak. Czyli ciąg dalszy gierki.

        Bardzo bym chciał ją dzisiaj zobaczyć - chociaż na chwile, dopowiedzieć to - czego nie powiedziałem w piątek i... poczekać. Z drugiej strony mam świadomość, że będzie od razu po "powrocie od kolegi", bo jestem pewny, że właśnie z nim jest, a musi wrócić ponad 100 km od niego.

        Dzisiaj spotkałem się z zaufaną osobą, która ma nawet dobry kontakt z Ewą, jednak to jest "mój człowiek". Dostałem informacje, że jakieś dwa tygodnie temu rozmawiali. (dlaczego nie chciałem wcześniej tego wiedzieć - prosiłem, żeby nikt się nie mieszał w "nas").
        Dowiedziałem się, że Ewa bardzo wspomina ten czas jak byliśmy razem, że bardzo by chciała wrócić do mnie, że tęskni lecz trochę się boi tego - że poznała "KOLEGĘ" z którym się spotyka, a nie chce go zostawić tak - jak ja to zrobiłem Ewie, czyli z dnia na dzień i.. dlatego nie chce podjąć decyzji..


        ka ta stro fa....

        mam dość.. idę spać...



        • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

          Autor: chellunia   Data: 2018-04-15, 14:59:58               Odpowiedz

          Kolegi się sie porzuca! Nie czytasz tego co się do ciebie pisze!

          Kolega
          kolega: &#171; np. jako potoczne określenie bratniej duszy &#187;
          bliski, brach, brat łata, bratnia dusza, druh, kamrat, koleś, koleżka, komiliton, kompan, kum, kumoter, kumpel, partner, pobratymiec, powiernik, przyjaciel, rogatnik, równy gość, super brat, swój chłop, towarzysz, współtowarzysz, ziom, ziomek,



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Iga112   Data: 2018-04-15, 15:16:37               Odpowiedz

            Magda
            Kto Ciebie prosi o to, żebyś wciąż roztrząsała moje życie. Nie życzę sobie tego!!!
            Jesteś w wątku Andrzeja, to pisz do Andrzeja a nie do mnie. Mówię "Żegnaj", już prościej nie mogę. I zachowaj swoje wulgaryzmy dla siebie.



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Madziuleczka   Data: 2018-04-15, 15:32:42               Odpowiedz

            "Kto Ciebie prosi o to, żebyś wciąż roztrząsała moje życie. Nie życzę sobie tego!!! "

            Przykro mi, ale jestesmy na otwartym forum.
            I dokladnie na tym otwartym forum opisalas swoje problemy, wie nawiazywanie do nich jest calkowicie ok.
            Zegnaj sie zegnaj:)
            Ja bede pisac co uwazam za stosowne.....czy sobie zyczysz czy tez nie.

            Jakie wulgaryzmy?
            Chodzi pewnie o to ze napisalam ze muchy siadaja na goowno?
            Noooo, bo to dla nich korzystne.

            P.S. tez uzylas wulgaryzmi, a dokladnie "wkur..ac" i co?
            To dla nas? Bo dla siebie nie zachowalas?

            Ida, wybacz, ale tak latwo nie ma...z tymi belkami w oku czy tez zblem w mym oku;)))



        • Wnioskując z wypowiedzi

          Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-15, 15:00:03               Odpowiedz

          czyli między Ewą a kolegą jest taki związek jak między Tobą a Nią wtedy (związek co trwał 3,5 roku)
          Czyli ona jest w związku z tym facetem?



          • RE: Wnioskując z wypowiedzi

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-15, 15:02:50               Odpowiedz

            chellunia - ale ja tego faceta nazywam "kolegą". Ona nie mówi mi o nim, że to kolega. Mówi że "poznała kogoś - o imieniu X i spotykają się. Nie są razem, mają wspólnych jakiś tam znajomych u niego w mieście i spędzam tam weekendy, a czasem w tygodniu on do niej przyjedzie.

            Cały czas podkreśla mi "że spotykają się, ale nie są parą".
            Bez sensu to jest.



          • RE: Wnioskując z wypowiedzi

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-15, 15:05:21               Odpowiedz

            Andrzej.
            Zrywa się w związku ...wtedy można mówić o zrywaniu.



          • RE: Wnioskując z wypowiedzi

            Autor: chellunia   Data: 2018-04-15, 15:14:34               Odpowiedz

            A nie jest tak,że jak dowiedziałeś się,że kogoś ma,( masz "swoich ludzi") zaprgnąłeś powrotu?






          • RE: Wnioskując z wypowiedzi

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-15, 15:27:07               Odpowiedz

            Ja rozstałem się z nią w październiku, w listopadzie - sam zauważyłem, że wrzuciła dwa zdjęcia "z tym kolegą". Od tego czasu - pracowałem nad sobą i .. w styczniu się odezwałem. Od listopada i momentu mojego kontaktu- nie wrzuciła żadnego zdjęcia z nim.
            Zastanawia mnie to. Ona "nieco" aktywnie żyje w życiu społecznym "internetowym".

            Zawsze kiedy jest ze mną, nie dodaje żadnych informacji.
            Może faktycznie ten jej "kolega" o mnie nie wie? A jedynie rzuciła mu delikatną informacje. Nie ma świadomości o innych spotkaniach i zbliżeniach? Jak mam się zachować - podczas wszystkich naszych rozmów - omijałem ten punkt, nie rozmawialiśmy o nim. A może tutaj warto przycisnąć Ewę? Może poczuje, że ja też jestem zdolny, żeby z jego "kolega" porozmawiać i wyjaśnić nieporozumienia, skoro Ewa nie umie? To jednak - może mi przekreślić wszystko.

            Chciałbym się spotkać dzisiaj z Ewą - wieczorem, po jej powrocie "od kolegi". Myślę, czy nie być stanowczy i zapytać się jaki ma plan na to wszystko skoro potrzebuje czasu...
            Dla mnie to jeden wielki bullshit.

            Jedno mi się nie pokrywa z drugim. Niby nie są razem. Może faktycznie pojechać do niej i zapytać, że skoro nie są w związku - to ja chce do niej wrócić. Już, dzisiaj teraz. Chce otrzymać drugą szansę. Że nie będę czekał, że ona doskonale wie co zrobić i ma to zrobić teraz.

            Tak na prawdę na co ona czeka? Ona jest inteligentna, zna skutki takiej gry.. długofalowej... Zdaje sobie sprawę, że to nie może być w nieskończoność...



          • RE: Wnioskując z wypowiedzi

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-15, 15:31:15               Odpowiedz

            Przestań pisać, że to kolega.
            To Facet.
            Kolega to trochę nie -facet;)
            Więc nie oszukuj siebie Andrzej. Pisz Pan X. Cokolwiek.
            Skoncz z zaciemnianiem tego co jest.
            Ona jeżdzi 100 km do faceta. Na spotkania z nim.
            Ona jeździ. To coś znaczy.

            Ja do swojego faceta nie jeździłam z reguły-tylko on do mnie,
            Ja rzadko.
            Więc to facet do którego jeździ 100km w jedną stronę.
            A Ty tu zaciemniasz jakimiś kolegami. Wygodnie.



          • RE: Wnioskując z wypowiedzi

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-15, 15:38:07               Odpowiedz

            Powiem tak; ja bym zapytała tego faceta czy jest z Ewą.
            Tyle.
            Ja bym zapytała i tylko tyle chciałabym wiedzieć. Ale nie podpuszczam Ciebie. Zrobisz jak uwazasz.



          • PS

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-15, 15:40:22               Odpowiedz

            Ewa już Ci swoją wersję sprzedała.
            Jej nie ma sensu pytać.



          • RE: PS

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-15, 15:48:22               Odpowiedz

            Andrzej.
            A czemu ten związek z Ewą się rozpadł.
            Napisz uczciwie co na to się złożyło. Dlatego odszedłeś.
            O co się kłóciliście. Czego komu brakowało w tym związku?
            Czy odszedłeś w ramiona innej?



          • RE: PS

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-15, 15:59:13               Odpowiedz

            Czemu się związek rozpadł?

            Nie wiem, jakoś dużo czynników do tego się przyczyniło.
            Ja tutaj widzę swoją winę - bo to ja tym rzuciłem, to ja powiedziałem koniec. Jakby nie mój impuls - to cały czas bylibyśmy razem..


            Dlatego Ewa podkreśla - że chętnie do mnie wróci - ale ten "kolega" i nie wie jak mu powiedzieć nie.
            Może ja muszę im w tym pomóc.
            Nie rozumiem sytuacji.

            Od poniedziałku - do piątku Ewa normalnie rozmawia ze mną, jest weekend - cisza.

            I myśli...



          • RE: PS

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-15, 16:01:24               Odpowiedz

            Jak potrzebuje pomocy w zerwaniu to jej pomóż;)))
            Jaki to problem?



          • RE: PS

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-15, 16:08:23               Odpowiedz

            Kolejna ściema.
            Wystarczyłoby (podejrzewam), ze opowiedziałbyś koledze (Panu X) o tym co Ewa z Tobą wyrabia i ma załatwione zerwanie przez niego a nie przez nią. Ona by tego pewnie nie musiała zrobić.
            Kolejna ściema. Sorry.
            Ona nie klamie. Kłamie. Twoja Ewa kłamie -tylko kogo bardziej?
            Siebie? Ciebie? Pana X?
            Jest tu niezły bajzel.

            Ale nikt nie jest idealny:)

            Ona chce twojej pomocy w zerwaniu? Czy "nie może" bo nie chce?

            Pytałam o źródła konfliktów bo próbuję zrozumieć czemu ona tkwi w tej sytuacji i nie wraca... Czy po prostu były to poważne konflikty o wszystko. Czy w związku byłeś wibec niej obojętny i w tej sytuacji dostaje to czego nie miała w związku z Tobą...i boi się, że wróci na stare tory.
            Ale to tylko moje fantazje.
            Coś powoduje, że ona nie chce wrócić. I nie wiem czy to tylko to, że odszedłeś w kryzysie (brak kasy, dół, załamanie).
            Nie wiem- mnie to nie przekonuje, że to jedyny powód.



          • RE: PS

            Autor: weronika502   Data: 2018-04-15, 16:39:57               Odpowiedz

            Mnie się wydaje, że jak tylko do Ciebie wróci, to całe to napięcie z Ciebie zejdzie, i natychmiast się odkochasz. Teraz żyjesz wyobrażeniami, wspomnieniami, nadziejami, niczym realnym. Chcesz ją, bo nie możesz jej mieć. Jak tylko dostaniesz ją spowrotem, zobaczysz w codziennej sytuacji, w wyciągniętym podkoszulku, z pryszczem na czole, stwierdzisz że czegoś brakuje Ci w tym związku i znowu odejdziesz. Może Ewa to przeczuwa i dlatego tak lawiruje. Szczwana babka. Tak się powymądrzałam. Pozdrawiam.



          • RE: PS

            Autor: chellunia   Data: 2018-04-15, 16:49:38               Odpowiedz

            Trzeba dać czasowi, czas.

            A jak nie, to grzecznie podziękować i się pożegnać.
            Trudne to jak diabli, wiem:(



          • RE: PS

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-15, 16:55:30               Odpowiedz

            To z innej bajki powiem. Lubię Kasię Miller. Ona zajmuje się też terapią par. I związkami po zdradzie.
            Jedno jest ważne- jeżeli dojdzie do powrotu to warto zastanowić się jak każde z Was niszczyło tamten związek i z czego musiscie oboje zrezygnować by się to udało.
            Jak ja zatruwałam/łem związek.
            I pamiętać, że to NOWY związek. Nie przenosić tego co doprowadziło do jego końca.
            Bo coś się stało Andrzej o czym Ty nie chcesz powiedzieć (może nie widzisz). Tez się zastanawiam czy teraz nie idealizujesz Ewy (Ewa nie kłamie), bo ją straciłeś. I teraz masz fazę idealizacji...a jak dojdzie do codzienności i rozczarowania (nie ma ideałów) znowu Ci się nie odmieni...tak też może być.
            Ale to tylko wrażenie, że widzisz ją teraz przez różowe okulary...i jesteś na fazie.
            Emocje.

            Nie widzisz co zniszczyło tamten związek. Nie jesteś świadomy.
            Ja uważam, że on nie rozpadł się od tak.
            Pozdrawiam.



          • RE: Wnioskując z wypowiedzi

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-15, 15:22:28               Odpowiedz

            Ciekawe czy Pan Iks wie, że "Cały czas podkreśla mi "że spotykają się, ale nie są parą"...
            Czy on wie, że nie jest w związku.



          • RE: Wnioskując z wypowiedzi

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-15, 15:35:09               Odpowiedz

            ooo - BINGO.

            To będzie strzał. Zapytam ją o to wprost, że skoro ona mi mówi, że "się spotykają" to zapytam czy Pan X ma tą samą wersję.
            Może mnie kłamie, może tu odkryję o co chodzi. Może Ewa jak dojdzie do wniosku, że pali się jej grunt pod stopami to.. - stwierdzi, że czas podjąć decyzję. Tylko po co to wszystko? Nigdy Ewa mnie nie kłamała..

            Ciekawe czy pan X jest ciekawy tego jak Ewa spędza z nami czas...



        • Przed zaśnięciem napisz,że Nas Wszystkie kochasz..

          Autor: fatum   Data: 2018-04-15, 15:31:38               Odpowiedz

          A Mirabelle to byś chętnie "całował".-:)*Andrzejku serio Kobiet nie trzeba rozumieć.Kobiety trzeba kochać.Kochasz Nas Wszystkie?Ja Ciebie kocham.Duchowych snów życzę i przepraszam,że posądzałam Ciebie o trollowanie.Moje emocje są niekiedy silniejsze ode mnie i się "łotrzyce" nie słuchają się mnie.Ale z drugiej strony to bez emocji umieram i paradoksalnie źle się czuję.Andrzejku śpij.Andrzejku śnij.Pa.



          • RE: Przed zaśnięciem napisz,że Nas Wszystkie kochasz..

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-15, 17:15:50               Odpowiedz

            Co zniszczyła związek?
            Ja.
            Czy idealizuje Ewę pod wpływem emocji - nie. Jestem świadomy
            Powiedziałem jej o tym.

            Co Ewa mi więcej powiedziała w piątek podczas spotkania?

            Że boi się tego, że jak wróci to ja znowu zostawię. Ze boi się tego i że czasem denerwowalo ja to że nie byłem dostępny. Taka miałem pracę, a ona za mną strasznie biegala..
            Chciałaby wrócić do tego co było ale ma problem połączyć to z teraźniejszością bo poznała kolegę i spędza tam czas w weekendy z "nim" i jakimiś nowymi znajomymi tam... Których poznała dzięki niemu.



          • RE: Przed zaśnięciem napisz,że Nas Wszystkie kochasz..

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-15, 17:30:57               Odpowiedz

            Prawdziwa przyczyna jest wewnątrz. A nie na zewnątrz.
            Ona kłamie. Możliwe, że siebie też (czyli nie świadomie).
            Pozdrawiam.



          • RE: Przed zaśnięciem napisz,że Nas Wszystkie kochasz..

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-15, 17:55:27               Odpowiedz

            Kogoś na pewno kłamie. Jaki ma w tym cel?
            Zastanawiałem się co zrobić.
            Zaraz zaproponuje jej spotkanie. Koniecznie dziś. Chcę to rozwiązać.
            Dam znać wieczorem co i jak... Pozdrawiam.

            Nie chce już czekać.
            Stawiam all in. Zapytam ja jaka jest prawda bo zacznę ja jej dociekać w inny sposób...



          • RE: Przed zaśnięciem napisz,że Nas Wszystkie kochasz..

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-15, 18:39:04               Odpowiedz

            Ok - Ewa potwierdziła spotkanie na dzisiaj.
            Jakby nigdy nic - na moją propozycję odpisała "w porządku dam znać o której bede w domu :) " <- mimo, że w piątek powiedziała, ze mam odpuścić i nie naciskać.

            Jeden podpunkt załatwiony.
            Drugi - dobrze dziś z nią zagadać. Ciekawe czemu tak chętnie i w późnych godzinach się spotka - może coś "ustaliła" z kolegą dzisiaj? Czuję, że żyje fantazjami. Że dziś będzie kolejny wieczór, w którym przespacerujemy się chwile, ja z nią pogadam i.. rozjedziemy się do domu.

            Od jutra będę czekał. Nie będę naciskał. Odetnę się od tego.


            Ktoś napisał - że jak Ewa do mnie wróci, to wszystko wróci do normy. Nie prawda. Wiem to i czuje po sobie, że tak nie jest.
            Ta cała energia i siła - nie jest nadaremno zużywana prze mnie...


            Dzisiaj, tak jak napisałem wcześniej. Zamierzam dodać kilka słów do piątkowej rozmowy, bo z powodu wina zapomniałem poruszyć kilka tematów, zapytam - po co tak na prawdę ten czas, co zamierza ugrać. Że ma nie kłamać co do "kolegi" bo chce znać prawdę. Nie chce dłużej tak żyć.
            Czekam, aż się określi.

            Wróce na forum wieczorem.
            Pozdrawiam Was!!


            Dziękuje za czas poświęcony mi w tym temacie..



          • RE:Pzn,żnwk ..i ..?!

            Autor: bezogonka   Data: 2018-04-15, 21:31:12               Odpowiedz

            ..nie zapomnij o mizianiu,całowaniu itp.,:P
            A potem wróć i dmuchaj :) na ogarek.. Może dziewczyny miast siedzieć z Tobą..zajrzą w końcu do swej alkowy i zmysły nakarmią :D ku obopólnej uciesze :)

            ps.zaczynam mieć wyrzuty sumienia, że się nie przejęłam :P ;) Ale rozgrzeszam się,bo pusta alkowa :D hi hi



          • RE:Pzn,żnwk ..i ..?!

            Autor: fatum   Data: 2018-04-15, 22:07:40               Odpowiedz

            Mówisz,że masz pustą alkowę?Bądź cierpliwa.Ewa nie przyjmie Andrzeja,to Andrzej wprosi się do bezogonka alkowy.Jest zaradny.Przed Ewą nie stronił od Kobiet.Potrafi je miziać,całować i pisać o nich na Forum ku uciesze niedopieszczonych właścicielek zmysłów (przekarmionych,całkowicie głodnych i inne).Oj!, baby,baby jakie Wy jesteście zmienne.I urocze i kochane i zołzy i....)(.Nie dokończę,bo i po co?



          • Czy moje szare oczy dobrze widzą????

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-15, 23:10:16               Odpowiedz

            "Od jutra będę czekał. Nie będę naciskał. Odetnę się od tego.|"

            Andrzeju! Podjąłeś jakąś decyzję!
            Cieszę się.
            Coś sam zadecydowałeś -żeby chronić siebie.
            Nie wierzę, że się emocjonalnie odetniesz (zwłaszcza, że jesteś na spotkaniu) ale coś zadecydowałeś.
            I nie marudź, że ona też się będzie decydować Bóg wie ile;)
            Ważne, że coś dla siebie postanowiłeś.
            Myślę, że brak bezpośredniego kontaktu może Ci pomóc wyjść z amoka w jakim przebywasz.
            Przemyśl w tej ciszy czego chcesz od związku, kobiety, siebie i co dla siebie. I potem pomyśl czy Ewa do tego pasuje.
            Jak nawet odejdzie to i tak będziesz do przodu bo będziesz wiedział czego szukasz.
            Powodzenia!



          • Żart na dobranoc;)

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-15, 23:11:48               Odpowiedz

            https://www.youtube.com/watch?v=XhNSRdOmG4s

            :)



          • RE: Żart na dobranoc;)

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-16, 00:30:27               Odpowiedz

            Dobry wieczór.
            To będzie dość długi post na "zakończenie mojego życiowego filmu". Mam nadzieję, że wrócimy jeszcze do napisów, ale do rzeczy..

            Właśnie wróciłem ze spotkania z Ewą.
            Przytuliliśmy się, poszliśmy niedaleko do parku, usiedliśmy na ławce. Objąłem ją i normalnym tonem zacząłem rozmowę.

            Zapytałem jak minął weekend, porozmawialiśmy i poruszyłem temat tego - co dalej, jak ona to dalej widzi, czego się boi. Jak z tym "kolegą" na prawdę wygląda.

            Po ponad 1,5h rozmowy uzyskałem wiele ciekawych informacji:


            - Ewa boi się tego - jak zareagują jej rodzice i znajomi - że ja wróciłem. Oni wiedzą, jak Ewa przeżyła nasze rozstanie, jaki to był cios dla niej, a teraz poznała "kolegę". Jakby to miało wyglądać, że nagle Andrzej wrócił.

            - Ewa stwierdziła, że nie chce mnie skrzywdzić. (odpowiedziałem, że jak nie chce mnie krzywdzić - to ma teraz zakończyć moje cierpienia - i powiedzieć mi - że nic z tego dalej, bo to będzie najlepsza opcja dla mnie. Ulży mi, będę wiedział na czym stoję. Pewnie - będzie to bolało, ale chce to jak najszybciej usłyszeć, skoro ona nie wie co dalej. Z drugiej strony - przyjechałem dzisiaj TYLKO PO TO - BY MI POWIEDZIAŁA - CZY MAM DAĆ SOBIE SPOKÓJ CZY DOSTANĘ DRUGĄ SZANSĘ. To był motyw przewodni spotkania. Jak to powiedziałem - zakręciła nam się łza w oku. On to ukrywała. Ewa odpowiedziała - że to nie takie proste, że ona nie chce zrobić pochopnej decyzji. Że jakbym miał sobie pójść - to by mi to powiedziała, a z drugiej strony - może mi powiedzieć "że wraca, że daje drugą szansę", a tak na prawdę nie będzie to do końca szczere - bo ona boi się, że może nie być tą samą Ewą którą ja znam.
            Był to ciężki argument, jednak stwierdziłem, że po trzech miesiącach nie można zapomnieć o tym jak było, że można się wspierać, że ja jestem w stanie teraz - swoim postępowaniem dać jej znacznie więcej niż do tej pory, bo znam swoje błędy. Ewa odparła - że ona swoje też i że żałuje ich.

            - Dowiedziałem się też, że "jej kolega" wie o mnie. Nie chciała mi powiedzieć czy wie na "jakim poziomie" są te spotkania, jednak jak siedzieliśmy w parku - kilkukrotnie on do niej dzwonił, a ona nie odbierała (Pewnie brała prysznic :D )

            - Istotnie jest to - że Ewa powiedziała, że jakby w styczniu wiedziała, że tak potoczy się nasza relacja to.. by się nie spotkała ze mną. Że pogubiła się w tym. Jak odpowiedziałem co mógłbym zrobić - stwierdziła - żebym cofnął czas do momentu rozstania. Odparłem, że nie mogę go cofnąć, a jak przestawię wskazówki i datownik na zegarku, nie wiele to da - a mogę jej jedynie przestawić myślenie, na takie - żeby raz w życiu zaryzykowała i dała nam szansę - na lepsze jutro, niż na przeszłość...

            - Ewa powiedziała, że ma problem z tym - że ja mam pewne cechy których on nie ma i odwrotnie. Że ciężko zadecydować i ... podjąć słuszną decyzję - bo "poznała nowych znajomych", a z drugiej brakuje jej przeszłości...

            - Ewa poprosiła mnie o to, żebym dał jej trochę czasu. Chce przemyśleć to i podjąć jakąś decyzję i .. mam wyluzować.


            To chyba najważniejsze podpunkty. Tak więc - daje na luz, czekam na rozwój sytuacji. Pogadaliśmy jeszcze o planach na weekend, zaproponowałem jej coś - zobaczymy czy się odezwie. Ma punkt zaczepienia. Teraz pozostaje mi czekać... czekać... czekać.

            Nic innego mi nie pozostaje. Uważam, że przez tyle czasu - przez 2,5 miesiąca - dałem z siebie dużo, na tyle - że więcej nie jestem. (oprócz kupna pierścionka zaręczynowego :D ) . A tak na poważnie - to Ewa podkreśliła, że wszystko wie, że potrzebuje czasu...




          • RE: Żart na dobranoc;)

            Autor: Lotka2018   Data: 2018-04-16, 06:11:19               Odpowiedz

            Eeee. ... A ja myślałam, ze to naprawdę będzie już zakończenie historii, na tak lub na nie. A tu guzik.
            Rzeczywiście ,,zart" jak w tytule Twojego prosta (choć przypadkowo).

            Ale coś zrozumiałam. Ewa po rozstaniu z Tobą, żeby znieść żal, wyciszyć emocje, ukoić ból, mówiła otoczeniu, (mamie, kolezankom, nowi znajomi kolegi) jaki jesteś lajdak (cokolwiek to znaczy) wyciągając najgorsze chwile waszego związku jako potwierdzenie, ze na nią i tak nie zaslugiwales, zle traktowales, miała z Tobą problemy, kłótnie i nie czuła się szczęśliwa. Jeden wielki toksyczny związek. I choć bardzo to przeżywa to dobrze, ze sobie poszedles bo ona by nie miała siły tego zakończyć. (Mogła mówić to wszystko wbrew sobie, zaklinajac rzeczywistość ).
            Oni poklepali ja po plecach, mówiąc ;-ach no widzisz, dobrze w sumie, ze się rozstaliscie bo on do Ciebie nie pasował. Wiecznie bys miala klotnie. Uwolnilas się od lajdaka. Znajdziesz sobie kogoś lepszego i będziesz szczesliwsza.
            Po krotkim czasie....
            Ona na to - Tak , już nalazlam i ten nowy wydaje się być o niebo lepszy niż ten lajdak. Chcę jak najszybciej o nim zapomniec bo życie z nim to był koszmar, jak moglam tkwic w takim toksycznym zwiazku.....
            Aż tu nagle ten Pan z koszmaru się zjawia. Zonk. :(
            Rozum swoje a emocje swoje. No i jak wyjść z twarzą przed znajomymi....?

            Ps. Sorry za tę kolokwializmy i uproszczenia, chciałam prosto i szybko odpisać ;)



          • RE: Żart na dobranoc;)

            Autor: chellunia   Data: 2018-04-16, 07:36:21               Odpowiedz

            No patrz Lotka. Nie zakładałam, że z niego taki Łobuz. Tak tu nam pięknie płakał,he,he

            A mamusia i tatuś nie lubią Andrzeja. Wolą drugiego, bo tu im córeczka opowiedziała jaki to dobry człowiek. Nie będzie guuupio,jak się okaże łobuzem?

            Tak. Komuś się trzeba wygadać.
            Jędruś wygadał się nam i przynajmniej nie musi się nikomu tłumaczyć. Jak będzie chciał,to będzie c.d.

            Ech, każdy z nas ma jakies dylematy. Podobno ci, którzy sobie radzą, nie wypisują na forach o swoich problmach kardiologicznych.

            A okazało się,że jednak tu jest bezpeczniej skanalizować płacz:)

            I co teraz zrobi Jędruś-zdrajca, łobuz, filut z cicha pęk....?:):):)
            Może teraz trzeba będzie mamusię przekonać i tatusia Ewusi. Tak,tak,nie ma co Ewy męczyć. Starych trzeba urobić. Nas urobił.

            "...miłośc wszystko zwycięża.
            Wszystko znosi,
            wszystkiemu wierzy..."

            Tak nam wkładano do głowy.

            Dosyć zartów przy porannej kawusi. Miłego dnia.






          • RE: Żart na dobranoc;)

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-16, 07:49:27               Odpowiedz

            Hm. też mam wrażenie że po stronie Ewy nic się nie zmieniło.
            Jak tkwila w punkcie myślenia:
            -jak zachować twarz przed ludźmi (coś nagadała w złości niefajnego-jak każdy z reguły i pokazała nowy nabytek który jest z pewnością przedstawiony jako super super);
            -nie chcę Cię skrzywdzić? -ale trwam...gadanie typowe w takich sytuacjach..chcemy ale wyszlo jak zawsze...
            -z kolegą jak jest zostało ukryte (jest coś do ukrywania);
            -porównywanie Andrzeja z kolegą: czyli toksyczny sposób tworzenia związku (ten taki tamten owaki-ale po takim czasie bez żałoby po związku co się dziwić);
            -DAJ MI CZAS
            czyli nic nowego, nowe słowa. Stare zachowania (spotykajmy się ukradkiem).

            Andrzej-koniec kontaktu! ale poszla propozycja spotkania-czyli pomimo DECYZJI znowu stare zachowania...

            Oboje nie trzymacie się tego co mówicie.

            Andrzej-jesteś w tym samym punkcie i pytanie czy zmienisz coś w SWOIM zachowaniu czy będziesz utrzymywał (wyszedłeś z propozycją) stare zachowania.

            Moze nie chcesz zmiany tak naprawdę.
            Moze boisz się, że ją calkiem stracisz i wolisz okruchy niż nic.
            Nie oceniam.
            Po prostu nic się nie zmieniło...ale to rozumiem.
            Tylko miej tego świadomość,
            Pozdrawiam.



          • RE: Żart na dobranoc;)

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-16, 08:16:16               Odpowiedz

            Jeżeli ona nie wraca bo się wstydzi przed ludźmi i to jest jedyny powód emocjonalny (rozumowe argumenty są wytlumaczeniem, a prawda jest w emocjach)..to jest smutne, że to jest przyczyna.
            Smutne.

            Pozdrawiam i powodzenia.



          • RE: Żart na dobranoc;)

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-16, 08:39:11               Odpowiedz

            Prawdopodobnie tak było.

            Ja zostawiłem Ewę, a ona - zrobiła ze mnie najgorszego, żeby tylko być "na czysto" z rodziną i przyjaciółmi.

            Odpuszczam.. poczekam..
            Jak będzie chciała to przemyśli, może się uda. Moje szanse oceniam na 10%...

            Nie chce już o tym myśleć, już dość się napłakałem.
            Obawiam się - że nie jestem w stanie NIC zrobić, żeby ona zmieniła podejście. Ona nie myśli logicznie, tylko walczy między strachem a rozumem.

            Powiedziałem Ewie - że jestem w stanie nawet spotkać się z jej rodzicami, pogadać - nie miałbym z tym problemu.
            Chciałbym usiąść z nimi i pogadać - ale nie ma chyba sensu.

            Poszła propozycja z mojej strony - bo chciałem, żeby zauważyła - że dając mi czas, możliwości - jestem w stanie jej pokazać, że jestem "nowym" Andrzejem, że przemyślałem swoje zachowanie...



            "Moze nie chcesz zmiany tak naprawdę.
            Moze boisz się, że ją calkiem stracisz i wolisz okruchy niż nic.
            Nie oceniam."

            - ja już zmieniłem po rozstaniu - i wróciło to do mnie, że kocham Ewę i że to wszystko za szybko się podziało...


            Mirabelle - tak właśnie jest...

            Co dalej? Odpuścić? Czekać? Na co...

            Dlaczego znowu wczoraj nie poddała mnie eutanazji i nie pomogła NAM - kończąc to wszystko?
            Na co ona liczy?



          • RE: Żart na dobranoc;)

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-16, 08:57:38               Odpowiedz

            Andrzej- to, że ona się z Tobą spotyka pokazuje, ze się nie rozstała..
            To, że porównuje Ciebie i nowego chłopa pokazuje, że się nie rozstała z Tobą
            To, że się z Tobą całuje po kątach pokazuje, że się nie rozstała z Tobą (w emocjach).

            Miałam poczucie, że ona pogrywa by Cię ukarać. Takie znęcanie się. Za karę.
            Ale widzę, że chyba jest po prostu tchórzem.
            Boi się ludzi, ocen, komentarzy.,..

            I tkwi w rozkroku.
            Czeka na co?
            Na to, że się samo rozwiąze i nie będzie ona musiala decydować.
            Możliwe, że nie potrafi podjąć żadnej decyzji...bo nie ma oparcia w sobie.

            Nie ma nowego Andrzeja. Też fantazjujesz że jesteś inny.
            Nie jesteś. Ale coś zmieniło się w twoim zachowaniu z pewnoscią. NIekoniecznie ten stary Andrzej taki potwór skoro ona wraca do Ciebie by za chwilę znowu uciec.
            Smutne.

            Po prostu nie ma swojego zdania...



          • PS

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-16, 09:01:48               Odpowiedz

            Pamiętam jak umawiałam się z facetem wytatuowanym. Recydywa.
            Ale dla mnie był fajny:)
            I pamiętam jak się chowałam po kątach:)
            Jak się matka dowiedziała-Boże. Ile było walk.
            Trzeba się było postawić. Byłam zakochana. Postawiłam się.
            I jestem z tego dumna, że umiem się postawić.

            Ona -mogła zmienić zdanie. Jak każdy.
            Ale nie umie tego unieść. Tego, co pomyślą o niej inni.
            Nie potrafi może zrobić z siebie wariata- bo kocha...
            Na to trzeba mieć odwagę. Kochać to trzeba mieć odwagę czasem zrobić z siebie wariata:)Czy być sobą po prostu.
            Ale to nie jest łatwe.



          • RE: PS

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-16, 09:07:20               Odpowiedz

            https://www.youtube.com/watch?v=eLYS03DeyCA

            :)
            Mam fazę;)

            Trzymaj się tam.



          • RE: PS

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-16, 09:13:12               Odpowiedz

            "Intelekt jest jak cela ciasnego więzienia"



          • A możesz napisać scenariusz pierwszego miesiąca po

            Autor: fatum   Data: 2018-04-16, 09:35:15               Odpowiedz

            powrocie Ewy do Ciebie Andrzeyyyy?To moim zdaniem jest ciekawe zadanie i może faktycznie lepiej przybliżyć problem Twoich trudności "pożycia" z Ewą.Spróbuj napisać krótko lub długo.Nie będzie to czas stracony.Uwierz mi.



          • RE: A możesz napisać scenariusz pierwszego miesiąca po

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-16, 10:16:07               Odpowiedz

            Wszystkie znaki na niebie - pokazują, że Ewa ma problem z decyzją.

            Kiedy byliśmy razem - to ja inicjowałem wszystko, sugerowałem, planowałem - Ewa się zgadzała, jednak rzadko kiedy miała swoje pomysły. Zazwyczaj było tak - ze ja byłem organizatorem naszego wspólnego czasu.
            Znam ją - i ciężko jest jej podjąć decyzje - która pociągnie za sobą pewne konsekwencje, których boi się sprostać Ewa.

            Widzę to po niej...
            Jest to dla mnie ciężkie, ponieważ - dzięki swojemu podejściu do niej, mojemu zachowaniu - to ona ma pistolet w ręku, a nie wie jak go użyć.

            Boje się, że Ewa zagra na czas - pozwoli po prostu na to, aby czas zadecydował co dalej, bo sama nie podejmie decyzji.

            Nie wiem - co muszę jeszcze zrobić, jak się zachować - Ewa o wszystkim Wie. Sama powiedziała, że musi sobie to poukładać - chociaż wiem, że nic z tego myślenia nie wyjdzie.


            Chciałbym - BARDZO BYM CHCIAŁ pokazać jej - że warto zaryzykować, próbowałem jej powiedzieć - że te problemy są w jej głowie, że przyjaciół ma - i przecież... zaakceptują każdą decyzję - bo to EWA ma być szczęśliwa...

            Skoro ją to gryzie - to czemu mnie wczoraj nie zastrzeliła, skoro - nawet jej ten pistolet naładowałem?


            - Wracając do mnie. Czy jestem czy nie jestem inny.
            Po swoim zachowaniu widzę, że tak. Szczególnie, że po rozstaniu z Ewą - spotykałem się ze starszymi ode mnie kobietami. Różnica wieku to 3-5 lat i.. te kobiety pokazały mi trochę inne spojrzenie na płeć przeciwną.
            Umiem się uczyć, umiem wyciągać wnioski - dlatego też - chciałem z Ewą spróbować jeszcze raz - znając karty, znając moje winy - i wiem, że częściowo moje zachowanie wpływało na Ewę. Też miałem czasem dni - że nie chciało mi się z nikim gadać, że byłem jak skała. Wtedy odczuwałem pierwsze symptomy tego, że mi się życie psuje. A ja zamiast - ROZMAWIAĆ - chowałem głowę w piasek. Teraz - wiedząc i widząc skutki tego - już wcześniej zacząłbym rozmawiać z Ewą, a tak to wszystko dusiłem w sobie i dusiłem aż.. wybuchłem i skończyłem wszystko.

            Wiem - że ja nie byłem ideałem przez 3 lata i nigdy nie byłem - jednak Ewa ciągle była przy mnie.
            Teraz - kiedy pozwoliłem "papudze" uciec z klatki - i poznać "świat" beze mnie - który sam jej pokazałem - czuję, że będzie mi ciężko - żeby moja papuga wróciła do klatki...

            Przeraża mnie to - jednak, ciągle myślę - że... jakaś szansa jest..





          • RE: A możesz napisać scenariusz pierwszego miesiąca po

            Autor: mimbla1   Data: 2018-04-16, 11:06:25               Odpowiedz

            "Wszystkie znaki na niebie - pokazują, że Ewa ma problem z decyzją."

            Normalnie odkrycie Ameryki! Od początku wątku wiadomo, że utknęła w rozdwojeniu. Co gorsza zaś problem z podjęciem decyzji Ty Andrzeju też masz. Aż się chce zanucić starą piosenkę śpiewaną przez Danutę Rinn "Gdzie te chłopy".
            Tobie też ciężko podjąć decyzję, która będzie miała konsekwencje. I tak się dzieci kolebiecie aż czas i /lub przypadek coś zmieni. Albo ten trzeci okaże się być "chłopem z jajami" i za was to rozwiąże.



          • RE: A możesz napisać scenariusz pierwszego miesiąca po

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-16, 11:25:27               Odpowiedz

            Wiem, że Ameryki nie odkryłem.

            Nie wiem jednak co robić - poczekam grzecznie, dam jej trochę czasu. Zobaczymy jak się sytuacja rozwinie za tydzień...

            Co mam zrobić innego? Wczoraj w pewnym momencie wstałem i powiedziałem - że odchodzę, to ona mnie złapała i powiedziała - że mam nie stwarzać i nie obrażać się - że mam wyluzować i po prostu.. poczekać i dać jej czas...



            Najwyżej spotkam się z nią jeszcze raz, jak za tydzień lub półtora nic się nie zmieni i powiem.. że odchodzę, a przy okazji - z ciekawości podpytam, czy jej "kolega" wie - jak dotychczas nasze relacje wyglądały...


            Jaki ja mam problem z podjęciem decyzji? Zależy mi na niej... dlatego mam taki problem z decyzją. Walczę o nią ale.. ile mogę jeszcze walczyć? Czekać?

            Jak ten "trzeci" może być facetem z jajami?
            Co on niby takiego może zrobić?



          • ?

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-16, 11:34:50               Odpowiedz

            Nie wiesz? Czy udajesz wariata?

            Zerwać z babą co się po kątach z byłym obściskuje;)))
            Po co mu ktoś taki.
            Sądzę, że jak się chłop szanuje to by zerwał lub ją zmusił do czegoś (albo ja albo on).
            Zrobiłby to czego Ty nie potrafisz.



          • RE: A możesz napisać scenariusz pierwszego miesiąca po

            Autor: fatum   Data: 2018-04-16, 11:49:22               Odpowiedz

            Może tak rozkochać Ewę w sobie,że Ewa zapomni o całym Bożym Świecie.Są tacy mężczyźni.Kobieta przy takim mężczyźnie nie nudzi się.A w związku nuda jest zabójcza.Mężczyzna,który umie zaciekawiać sobą,umie być w rozmowie porywający,zachłanny i niezobowiązująco opiekuńczy rozkocha każdy głaz.Jestem Kobietą i wiem o czym mówię.Nie obraź się,ale zaczynam lubić tego Kolegę Ewy.Musi coś mieć ekstra,czego Ty bracie nie masz.A co to jest?Potrzebujesz detektywa?,czy sam to odkryjesz?Jestem ciekawa.Psychika to delikatny materiał do zrozumienia dla obojga płci.P.S. co wiesz na temat nudy ogólnie?Andrzeju?*



          • RE: A możesz napisać scenariusz pierwszego miesiąca po

            Autor: chellunia   Data: 2018-04-16, 11:46:47               Odpowiedz

            Wiem - że ja nie byłem ideałem przez 3 lata i nigdy nie byłem - jednak Ewa ciągle była przy mnie.
            Teraz - kiedy pozwoliłem "papudze" uciec z klatki - i poznać "świat" beze mnie - który sam jej pokazałem - czuję, że będzie mi ciężko - żeby moja papuga wróciła do klatki...

            "Lepszy na wolności kąsek byle jaki,
            niźli w niewoli przysmaki"

            Żaden związek papugi z ornitologiem nigdy nie wypalił:):):)



          • RE: A możesz napisać scenariusz pierwszego miesiąca po

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-16, 12:04:25               Odpowiedz

            Ciekawe, że napisałeś o niej jak o kimś bez woli.
            A związek nazwałeś klatką.
            Czyli ona była w klatce. A ten związek był klatką?
            To dobrze, że uleciała..i ma wybór.
            A nie jest zmuszona w tym być...



          • RE: A możesz napisać scenariusz pierwszego miesiąca po

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-16, 12:04:55               Odpowiedz

            Sam już nie wiem - jak mam to odbierać.

            Kurdę - chciałbym postawić wszystko na jedną kartę - ale mam obawy, że cały ten trud pójdzie w piach...
            Nie chce ułatwić Ewie decyzji.. chciałbym żeby to ona podjęła - jednak po tym co widzę, nie zrobi tego bo nie wie jak.

            Mi się też już pomysły kończą.
            Nie wiem co ma jej kolega, czego ja nie mam...


            Walczę z myślami - czy nie odpuścić totalnie...

            A co do jej "kolegi"? On chyba o niczym nie wie... nie ma pojęcia pewnie jak nasze spotkania wyglądają. Jak się do niego odezwę - to.. spalę wszystko...




          • RE: A możesz napisać scenariusz pierwszego miesiąca po

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-16, 12:11:04               Odpowiedz

            Nie wiem dlaczego - ale odnoszę wrażenie - że przez ten cały okres - swoje szczęście uzależniłem w Ewie..
            Kurde... jakbym mógł tylko cofnąć czas...



          • RE: A możesz napisać scenariusz pierwszego miesiąca po

            Autor: fatum   Data: 2018-04-16, 12:30:52               Odpowiedz

            Po prostu zachowaj się jak prawdziwy mężczyzna i spotkaj się z tym "lepszym" kolegą i tyle.
            Pisać to każdy może,ale spotkać się z rywalem to już trzeba mieć jaja.
            Jak byś był moim kolegą to...().
            A tak to możesz bez końca zrzucać swoje "braki" na kolegę.
            A może warto z psychologiem omówić swój problem jeszcze raz?
            Twoja decyzja.
            Twój wybór.
            Twoja satysfakcja.
            .



          • RE: A możesz napisać scenariusz pierwszego miesiąca po

            Autor: fatum   Data: 2018-04-16, 12:40:41               Odpowiedz

            P.S.
            Mężczyzna,który umie zaciekawiać sobą,umie być w rozmowie porywający,zachłanny i niezobowiązująco opiekuńczy rozkocha każdy głaz.Kobieta.
            .



          • RE: A możesz napisać scenariusz pierwszego miesiąca po

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-16, 12:56:32               Odpowiedz

            Fatum - spotkanie z "kolegą" to ostateczność.
            Jeżeli nie uzyskam żadnych informacji na dniach to.. tak zrobię...

            Dam znać Ewie, że jeżeli ona nie jest w stanie mi powiedzieć jaka jest prawda, jak to wygląda - to sam będę chciał to wyjaśnić.

            Nie - tu nie chodzi o to, że ja nie umiem zaciekawić Ewy. Ona mi powtarza - że brakuje jej mi, ale że - nie wie jakby mogła wrócić.

            Wydaje mi się, że po rozstaniu - zrobiła ze mnie potwora, wyimaginowanego pośród znajomych - a tak na prawdę to nie było to szczere. Teraz wróciłem - i Ewa ma problem z samą sobą, jak to wszystko poukładać. Zaskoczyło ją to...

            Robi mi nadzieję, szansę - a tak na prawdę gra na zwłokę.
            Czekam... od wczorajszego spotkania - wprowadzam element "ciszy"...



          • RE: A możesz napisać scenariusz pierwszego miesiąca po

            Autor: fatum   Data: 2018-04-16, 13:00:57               Odpowiedz

            Przykro mi.Mnie nie zaciekawiasz.
            Nawet mam podejrzenie,że jesteś 17latkiem.
            Ale cóż.
            .



          • RE: A możesz napisać scenariusz pierwszego miesiąca po

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-16, 13:28:12               Odpowiedz

            Fatum - ja na prawdę uważam, się za ciekawego i atrakcyjnego faceta...
            Mam do siebie żal - że postąpiłem tak nerwowo, tak nagle i tak mocno - że się rozstałem z Ewą. Że ją porzuciłem.

            Czym ja ciebie mogę przekonać? Nie wiem - pochodzę z normalnej rodziny, mam zainteresowania - lubię sporty, jeżdżę na motocyklu (uwielbiałem z Ewą jeździć na plecaku..) - ona też to lubiła.

            Co dwa miesiące - spędzaliśmy razem weekend gdzieś w górach... było fajnie i ciekawie. Jasne - miałem swoje "odpały" czasem zamykałem się w sobie, zamiast z Ewą - siedziałem u kolegów - bo oprócz pracy - prowadzę jeszcze z kolegą grupę wyjazdową i organizujemy wyjazdy za granicę - raz w roku, zbierając randomowych ludzi z internetu.

            Teraz zauważam fakt - że.. zamiast zarabiać na tym pieniądze... zostawiałem Ewę w domu..
            Raz na trzy wyjazdy pojechała ze mną - to miała pretensje, że nie poświęcam jej na tyle czasu - na ile by chciała (mimo, że pojechała za darmo na wyjazd, nie była w stanie zrozumieć - że to moja praca, że nie napiję się wina - bo muszę prowadzić auto i ludzi wozić).
            Próbowałem jej wytłumaczyć to - ale z perspektywy czasu widzę, że to był też mój błąd.

            Przyznałem się do tego - jestem tylko facetem, a chciałbym i chce dla niej jak najlepiej...

            Teraz po tych wszystkich doświadczeniach - analizie mojego związku wiem - że kilka rzeczy bym poprawił na przyszłość. Mówiłem o tym Ewie i powiedziałem - że... będę czekał na jej krok, wie - że ja chcę spędzać z nią czas, że chce jej pokazać - że jest inaczej niż było bo zrozumiałem pewne złe zachowania z mojej strony.
            Dodałem również - że jeżeli ona nie znajdzie wolnego czasu - to ja nie będę w stanie jej tego udowodnić, mile spędzić czas. Odpowiedziała - że musi to przemyśleć, że mam nie naciskać - ale ma w głowie strach, że dawna Ewa już nie powróci - że ona też się zmieniła i że może tyle nie dać - ile wcześniej mi dawała...

            Szkoda, że dowiaduje się o tym teraz.
            Tym bardziej - jeżeli nie jest pewna, czy ona sama da radę - to dlaczego od razu nie powie, że to nie ma sensu?

            Chce mieć ciastko i zjeść ciastko..



          • RE: A możesz napisać scenariusz pierwszego miesiąca po

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-16, 13:46:24               Odpowiedz

            Nie chce już dalej użalać się nad sobą i zastanawiać.

            Po wczorajszym dniu obiecałem sobie - że wyluzuje. Poczekam na nią.. na jej krok... ruch.. cokolwiek...



          • RE: A możesz napisać scenariusz pierwszego miesiąca po

            Autor: chellunia   Data: 2018-04-16, 14:23:33               Odpowiedz

            Po wczorajszym dniu obiecałem sobie - że wyluzuje

            Popracuj nad sobą jeszcze troszeczkę. Przerób z terapeutą.
            Partner to nie rzecz, którą można dowolnie porzucać i wracać, kiedy się chce.
            Partner to nie papuga, co zawsze druga.
            Partnera nie da się trzymać w klatce.
            Jak chcesz z nią żyć to się dziel a nie nauczaj.




          • RE: A możesz napisać scenariusz pierwszego miesiąca po

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-16, 14:30:45               Odpowiedz

            chellunia - JA BARDZO tęsknie za dzieleniem wspólnych chwil z Ewą.
            Wracałem do tego - podczas rozmowy, dlatego - teraz w "samotności" mam z tym problem.

            Mam problem żeby samemu cieszyć się z życia - ponieważ, nie ma Ewy przy mnie, kiedy zrozumiałem ile dla mnie znaczy. Zauważyłem, że ona będąc przy mnie - kreowała tą radość, której sam nie jestem w stanie wytworzyć.

            Rozstałem się z nią. Pracowałem nad sobą. Wiem - że to nie rzecz - że to istota z emocjami, uczuciami - ale jak widzę, że druga osoba jest w martwym punkcie - to zamiast odpuszczać, chciałbym wystawić rękę i jej pomóc...


            Nie chce jej trzymać w klatce - ale ona sama - przez 3 lata, dobrowolnie w niej siedziała, bo było jej dobrze..
            Nigdy nie pokłóciliśmy się, żeby "się rozstać"... ani, żeby pojawiły się takie tematy. Zawsze była przy mnie, czułem jej wsparcie - ale.. coś we mnie pękło w połowie zeszłego roku co doprowadziło, że olałem tą reklacje.

            Zastanawiam się - Może mi było w życiu za dobrze? Zawsze mi wszystko wychodziło, byłem pewny, że mam "dobrze i będzie mi dobrze". To jest mój problem, główny problem - oczywiście.. przyznałem to Ewie, że teraz cierpię, przez swoje zachowanie i ... chciałbym to naprawić bo.. kocham ją...


            Ciężko mi jest - im więcej myślę, tym jest mi trudniej.
            Suma sumarum - na ten moment, już nic nie zrobię.
            Nie napisze do niej i nie zadzwonie - bo.. nie chcę się narzucać.

            Z tego co mi wiadomo, to pracuje w tym tygodniu od 14-22, więc - przez cały tydzień nie znajdzie czasu, żeby spotkać się "z kolegą"... a ja.. pewnie znalazłbym chwilę - chociaż zeby odprowadzić ją do domu z pracy - jednak nie mogę. Nie naciskam.. czekam..

            Przypomnę się za parę dni do niej.. albo.. po weekendzie...



          • RE: A możesz napisać scenariusz pierwszego miesiąca po

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-16, 14:44:47               Odpowiedz

            Wiesz Andrzej.
            Jest takie powiedzenie: Do tańca trzeba dwojga.
            Do związku też. Nowego czy starego na nowych zasadach (skoro tamten był do bani i się rozpadł) można razem dojść.
            Nauczyć się siebie na nowo. Tamtego już nie ma.
            Ale Ewa musi chcieć ( mieć chęci i nie szukać czegoś innego)
            i Ty musisz chcieć. Ty chcesz. Ona nie wie.
            I tyle.
            Albo ona się namyśli. Albo Ty się w końcu rozmyślisz z czekania/ coś się kiedyś zdarzy.
            Jest tu jeszcze figura Pana X. On też ma swój udział w tworzeniu tej sytuacji-i też może mieć ochotę z tego wyjść jak się dowie.
            Myślisz, że Ewa by wróciła gdyby on się zdecydował z nią zerwać?



          • RE: A możesz napisać scenariusz pierwszego miesiąca po

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-16, 14:50:57               Odpowiedz

            Ewa mi powiedziała - że jakby nie było "kolegi" to by do mnie wróciła...

            Nie wiem co ona z nim planuje. Pytałem - czy zamierza się przeprowadzić, czy on do niej - odpowiedziała, że nie. Nie ruszają się i spotykają się weekendami i w miarę możliwości w tygodniu....


            Wiem, że do tańca potrzeba dwojga...
            Ja bardzo chcę, nawet trzymam ją za ręce na parkiecie ale ona boi się wykonać pierwszy ruch i krok.
            Jestem pewny, że jakby zrobiła ten pierwszy krok - to ja już poprowadziłbym ją w tym tańcu. Widzę to po niej, czuję to od niej ale... jest ten Pan "X". Wiem, że jak do niego napiszę, odezwę się - to Ewa to źle odbierze..

            Zastanawiam się jak mógłbym ten temat poruszyć za jakiś czas...



          • RE: A możesz napisać scenariusz pierwszego miesiąca po

            Autor: fatum   Data: 2018-04-16, 16:09:33               Odpowiedz

            Random to, ty dla Ewy teraz jesteś?Kapewu?Baj.



          • RE: A możesz napisać scenariusz pierwszego miesiąca po

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-16, 16:45:46               Odpowiedz

            Jeżeli to jest prawdziwy powód tego, że ona nie wraca-to sprawa jest bardzo prosta.
            Zaproponuj jej, że Ty to załatwisz.
            Po prostu mu powiesz prawdę -myślę, że wystarczy by facet sam zrezygnował. Ona nie będzie musiała tego robić.
            W zasadzie to bylaby przysługa dla niego-bo myślę, że on jest największym jeleniem w tym układzie i jest kompletnie nieświadomy tego co jest (dlatego Ewa tak się boi tego kontaktu twojego z nim-i dlatego wiesz dobrze, że ona nie chce twojego kontaktu. Ukrywa Cię).

            Swoją drogą zachowuje się nie fair wobec tego faceta-bardzo.
            Postaw sie na jego miejscu-gdybyś dowiedział się co ona robi, co mówi do byłego...Chciałbyś być z taką kobietą na jego miejscu?
            Ja bym nie chciała.

            DLatego uważam, że to jest bardzo proste-pod warunkiem, że Ewa podaje prawdziwy powód (w co niespecjalnie wierzę).
            Pozdrawiam.



          • RE: A możesz napisać scenariusz pierwszego miesiąca po

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-16, 17:00:14               Odpowiedz

            W tej historii to chyba najbardziej współczuję nieświadomemu niczego facetowi który jest z kobietą która go nie chce-ale się wstydzi odejść i kręci lody po kątach z byłym.
            Zdradza go.
            A Ty w tym uczestniczysz z wyboru.
            On niekoniecznie.
            Nie wierzę, że on wie co się stało...



          • RE: A możesz napisać scenariusz pierwszego miesiąca po

            Autor: fatum   Data: 2018-04-16, 17:36:59               Odpowiedz

            Random.Ty też jesteś random Mirabelle,ale jeszczd tego nie widzisz.Może kiedyś lub wkrótce.**))



          • RE: A możesz napisać scenariusz pierwszego miesiąca po

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-16, 18:01:10               Odpowiedz

            Co to znaczy Random?



          • RE: A możesz napisać scenariusz pierwszego miesiąca po

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-16, 19:19:21               Odpowiedz

            Wiecie co? Wracałem z pracy, słuchałem delikatniej muzyki i zastanawiałem się.
            Zahaczyłem po drodze do mojego kolegi i pogadaliśmy.

            Powiem Wam tak:


            - Powód że "jest kolega i nie chce go skrzywdzić, zrobić tego samego co ja Ewie" - do mnie nie przemawia. Nawet mój "kontakt" potwierdził, że dostał te same informacje iż: "Andrzej się pojawił ale.. jest "kolega" i ona nie chce go w taki sam sposób zostawić".

            - Po drugie - jak można budować relacje z kimś, spędzać z nim czas - a tak na prawdę spotykać się z byłym, zbliżać się do siebie, a po alkoholu - robić inne rzeczy ;)

            - Wydaje mi się, że cała ta historia trochę za mocno się rozwinęła - i sama Ewa się pogubiła w tym wszystkim..

            - Aczkolwiek z drugiej strony - ona ukrywa nasz kontakt. Nie udostępnia nic w internecie jak jest ze mną, nie informuje nikogo :)
            Chciałbym jakoś dać znać "koledze", że ja też "działam" - lecz nie chce robić tego w sposób bezpośredni pisząc do niego. Czasem napisze Ewie, jakiś komentarz - jak wrzuci jakieś nowe zdjęcie. Innych pomysłów nie mam.. a jakbym miał napisać do niego na przykład na Facebooku - to co niby miałbym napisać? "Słuchaj, szybkie pytanie: "jesteś z Ewą w związku?". Podejrzewam, że on by dał znać Ewie, że się odezwałem, a wtedy przekreśliłbym wszelkie szanse.

            - Mam też żal do siebie - że w żaden konkretny sposób nie uświadomiłem Ewy - że mogę pogadać z jej "kolegą", ponieważ - teraz wprowadziłem tryb "offline" - czyli czekam na jej ruch.

            - Na zakończenie dodam - że to co przyniosą gwiazdy - tak będzie. To jest gdzieś zapisane. Albo mi da szansę i będziemy szczęśliwi - albo to nie była ta kobieta...


            W tym wszystkim - żadne klocki mi do siebie nie pasują..



          • RE: A możesz napisać scenariusz pierwszego miesiąca po

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-16, 19:27:56               Odpowiedz

            No ale jeśli się pogubiła - to na co liczy?
            Że mi się znudzi i zapomnę?

            Dlaczego od razu nie powie, że to koniec?

            Że jak będę "jej bliskim kolegą" to.. wszystko będzie w tajemnicy?

            Przecież - ona powinna mieć świadomość, że w każdej chwili "jej kolega może się dowiedzieć"...



          • RE: A możesz napisać scenariusz pierwszego miesiąca po

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-16, 19:41:12               Odpowiedz

            Andrzej-tworzysz trójkąt...
            Nie oszukuj siebie, że to kolega...
            To facet. Jak myślisz co nocami w weekendy u niego robi?
            Oglądają filmy?
            Dobrze wiesz jak jest i zaciemniasz.Ona jest z nim już w jakimś związku...i tyle.
            Uczestniczysz w czymś co jest zdradą i oszukiwaniem kogoś.
            I Ewa i Ty o tym wiecie.
            Ciekawe, że nie masz z tym żadnego problemu...ani twoja Ewa.
            NIe wnikam.
            To już się stało.



          • RE: A możesz napisać scenariusz pierwszego miesiąca po

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-16, 19:49:53               Odpowiedz

            Ok - więc co proponujesz zrobić?
            Poczekać aż Ewa się odezwie?
            Aż stwierdzi, że to koniec?

            Czy mam ja zrobić jakiś pierwszy krok za jakiś czas i napisać do tego kolegi?



          • RE: A możesz napisać scenariusz pierwszego miesiąca po

            Autor: feelka   Data: 2018-04-16, 19:56:01               Odpowiedz

            Dlaczego nie uczestniczysz już w terapii? Masz problemy z komunikacją, serio. Trzy miesiące rozmów, długi list "decydujący" wielostronicowy - i... nikt nic nie wie. Ani ty o niej, ani ty o nim, ani Ewa o twoich emocjach, śmiem twierdzić. Powtarzasz znowu to, co było przyczyną rozstania: brak komunikacji. Nie mówiłeś jej na bieżąco co i jak, co myślisz, co ci przeszkadza, aż wybuchnąłeś ostatecznie, raz a dobrze? To przecież klasyka gatunku: nieumiejętność wyrażania uczuć, potrzeb - a potem wybuch. Teraz robisz to samo: nie jesteś zazdrosny, nie jesteś wkurzony; o czym miesiącami tam nawijasz, skoro nie powiedziałeś co czujesz, co myślisz, co cie irytuje, czego się obawiasz. Ty się boisz jej zadać najprostsze KONKRETNE pytanie?... boisz się USŁYSZEĆ odpowiedź.

            (Poza tym budujesz jakąś ..pułapkę, sugerując jej że teraz to już będziesz taki czasowy dla niej. Nie będziesz, no chyba że jesteś na emeryturze. To po co ta iluzja?)

            Idź ty rozmawiaj o tym wszystkim z psychologiem, ok? to by była jakaś korzyść z tej przygody.



          • RE: A możesz napisać scenariusz pierwszego miesiąca po

            Autor: feelka   Data: 2018-04-16, 20:28:51               Odpowiedz

            Hm, ale żeby się komunikować trzeba wiedzieć czego się CHCE samemu?

            - chcę jej dać czas czy nie chcę?
            Andrzej nie wie.

            - na czym ma polegać danie jej czasu? (na nieodzywaniu się pierwszemu i nie uleganiu propozycji spotkań? na kontynuowaiu stanu dzisiejszego?)
            Andrzej nie wie.

            - chcę wiedzieć co z tamtym chłopakiem czy nie chcę?
            Andrzej nie wie. (Już bym jej dziurę wywierciła w brzuchu pytaniami o niego. I trzy razy jej zakomunikowała: Ewka, bo sam go zapytam...) Ale jeśli podświadomie nie chcę wiedzieć...

            - chcę by do mnie wróciła czy nie chcę? (świadomie chcę, ale podświadomość nie darmo powtarza 3 miesiące: daj mi kosza, no wreszcie daj mi kosza)



          • RE: A możesz napisać scenariusz pierwszego miesiąca po

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-16, 20:48:33               Odpowiedz

            Coś w tym jest Felka.
            Ludzie się dobierają w pary nieprzypadkowo.
            Ona nie wie, on nie wie, a przy okazji robią coś paskudnego komuś -co oboje wygodnie wypierają.
            Kolega.
            Fajna zmylająca nazwa.
            Tylko to człowiek. Który też się angażuje. Ma swoje emocje.\gdyby Andrzej trafil na mojego jednego exa to ja bym dostała reprymendę i zerwanie ale on dostały tak, ze by się nie pozbierał...a on udaje, że to tylko kolega.Wypiera to, że uczestniczy w jakiejś formie zdrady-dopiero to do mnie dotarło, bo uległam słowom kolega).
            I jeszcze dalej ją zaprasza na spotkania.
            I ten obraz cudownego nowego siebie i cudownej Ewy.
            Ladny obrazek. Tylko nie widać na nim, że tam jest ktoś jeszcze-człowiek.
            I dalej jakby go nie było. Najwyżej poskarżyć jemu.
            Tylko po co?
            Bo Ewa nie chce mu zrobić krzywdy...
            No tak. Nie zrobiła?



          • RE: A możesz napisać scenariusz pierwszego miesiąca po

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-17, 00:03:25               Odpowiedz

            Tak, częściowo macie rację. MIAŁEM problem z komunikacją.
            Dlatego wybuchnąłem, dlatego poszedłem "do terapeuty". Przemyślałem to i zmieniłem się nawet w stosunku do najbliższych. Zauważyli nawet oni tą "zmianę" i myślę, że jest ona permanentna i czuję się tak lepiej. Nigdy wcześniej nie pisałem na takim forum. Nie miałem takiej potrzeby.
            Ta sytuacja mnie niszczy wewnętrznie - dlatego zależy mi na Waszej opinii.

            Czy mam TERAZ problem z komunikacją? Ja na pewno nie. Ewa o wszystkim wie. Byłem z nią szczery jak nigdy, jestem z nią szczery. Jest świadoma wszystkiego - lecz wychodzi na to, że teraz ona ma problem z byciem szczerą, chociaż nigdy taka nie była.

            Nic mi się tutaj nie układa w całość.
            Serce i rozum mówią mi, że mam się uspokoić, że mam spokojnie poczekać na rozwój sytuacji. Może ona faktycznie przemyśli i przyzna się i porozmawia z "kolegą". Doszedłem do wniosku, że co ma być to będzie. Poczekam. Naciskałem, proponowałem. Z drugiej strony - może wyjść ciemna strona Ewy, której nie znam - że wdała się w ponowną relację ze mną i nie opanowała sytuacji i pozwoliła się jej rozwinąć - jak dla mnie to nie bez powodu...

            Jeżeli nie będzie się odzywała, to za jakiś tydzień - zaproponuje spotkanie, zapytam się czy zastanowiła się nad czymkolwiek bo jak nie - to ja bezpośrednio zapytam się jej "kolegi" jak to wygląda, bo ja nie zamierzam uczestniczyć w takich "zdradach" jak ona to robi ze mną i że zawiodłem się na niej, skoro nie może być szczera.

            Ja zrobiłem to co mogłem, chcę dalej to robić - poczekam. Może zatęskni za tym, pomyśli i przeanalizuje.

            Nie mam nic do stracenia. Ewa nie jest ze mną, uświadomiłem to sobie. Nie mam po co zadawać sobie niezliczonych pytań bo i tak nie będę wiedział dopóki się nie przekonam.


            Dlaczego piszecie, że ja nie wiem czego chcę?
            Ja tylko nie wiem - jak długo dawać "jej możliwość namysłu".
            Przecież podczas rozmowy i w pamiętnym liście napisałem że:
            Albo powie mi, że mam nie robić sobie nadziei na związek, albo powiedzieć "koledze" o wszystkim i odpuścić - a jak nie chce się przyznać do wszystkiego to może w dowolny inny sposób zakończyć relację.
            Ewa boi się podjąć decyzję ale ona czuje - że zaczyna się jej palić grunt i decyzja musi nastąpić wkrótce.

            Nie wiem czy to wyda się "złe" i "samolubne" ale.. jakbym podczas rozmowy z Ewą poruszył temat - że sam mogę dowiedzieć się od "kolegi" jak wygląda ich status relacji to... nogi by jej zmiękły...
            Nie chce na niej wymuszać decyzji - w taki sposób, bo to bezczelnie nieco (według mnie). Takie ultimatum - które spowoduje milion myśli w głowie Ewy - "a co będzie jak...".
            Zastanawiam się czy ona zdaje sobie sprawę z konsekwencji - naszej relacji.
            Ja się trzymam wersji "że nie są razem - bo usłyszałem taką wersje z jej ust". Jeżeli byliby razem - to zmieniłoby postać rzeczy w moim zachowaniu. (Ja też jestem wolny i mogę się spotykać z kim chce, kto mi zabroni, a przy okazji walczyć o Ewę)...
            Nie o to jednak chyba w tym wszystkim chodzi, bo tutaj decydują inne emocje - miłość, wspomnienia, danie sobie drugiej szansy.

            Ewa to nie kobieta z którą byłem miesiąc czy dwa. Nie zdradziłem jej, nie zrobiłem nic złego co mogło rzutować na nasz związek. Nie spotykałem się z inną. Po prostu - pod wpływem emocji, żalu i ogólnie skrywanych emocji - skończyłem tą relację, a z perspektywy czasu.. żałuję jej...

            Dlatego mam do siebie pretensje i czuje - jakieś wewnętrzne potrzeby odbudowania tego, bo to rozstanie to był mój kaprys? Głupota? Sam nie wiem jak to nazwać. Ewa daje/dawała mi wszystkie sygnały, że może być coś z tego. Fizycznie - była blisko, a mentalnie - podczas rozmów zachowywała delikatny dystans.

            Ciekawe jaka jest prawda...

            Idę spać. Dobranoc :)
            Jutro pewnie nic się nowego nie wydarzy - kilka dni spokoju przede mną.
            Pozdrawiam :)





          • RE: A możesz napisać scenariusz pierwszego miesiąca po

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-17, 09:53:06               Odpowiedz

            "sam mogę dowiedzieć się od "kolegi" jak wygląda ich status relacji to... nogi by jej zmiękły."

            Dlaczego?


            Dlaczego skoro:
            1. chce być z Tobą; a z nim nie-tylko coś tam;
            2. nie umie sama zerwać
            3. tkwi w cierpieniu...(ponoć jest bardzo pogubiona).

            Czemu się tak boi twojego kontaktu z tym facetem?



          • RE: A możesz napisać scenariusz pierwszego miesiąca po

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-17, 10:18:20               Odpowiedz

            Mirabelle - jakbym to wiedział, to bym nie pisał postów na tym forum. Zadałaś mi pytanie, które mnie trapi.

            Dlaczego z nim jest? - bo ja mam oficjalna wersje: Że ona nie chce zostawić go tak, jak ja zostawiłem Ewę. Że nie chce tego samego zrobić.

            1) Czy chce ze mną być? Niby chce - ale niby boi się rodziców, reakcji znajomych

            2) Nie umie sama zerwać - ONA NIC NIE UMIE SAMA... dlatego.. to mnie wykańcza, ten brak zdecydowania. Nie umie skończyć ze mną, nie umie skończyć z nim - więc ponawiam pytanie - na co jej ten czas o którym mówi? Czeka aż kolega da jej pretekst do zerwania? Czeka, aż mi się znudzi i odpuszczę?

            3) Tkwi w cierpieniu, ja tkwię w cierpieniu - a ona .. "nie chce popełnić pochopnie błędu, zrobić kroku"... - to też jest sprzeczne z tym wszystkim.

            Ta cała historia się kupy nie trzyma.
            Czekam - poczekam do przyszłego tygodnia, jak się nie odezwie - sam zaproponuje spotkanie i powiem, że sam dojdę do prawdy w tym wszystkim - i że jak ona nie umie - to ja sam się dowiem prawdy od jej "kolegi".



          • RE: A możesz napisać scenariusz pierwszego miesiąca po

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-17, 10:41:53               Odpowiedz

            Ja Ci zadałam całkiem inne pytanie:
            Czemu się tak boi twojego kontaktu z tym facetem?

            A nie czemu ONA Z NIM JEST.



          • RE: A możesz napisać scenariusz pierwszego miesiąca po

            Autor: fatum   Data: 2018-04-17, 10:43:03               Odpowiedz

            To powinieneś przerabiać z psychologem i taka prawda.Tutaj dostajesz sprzeczne ze sobą komunikaty,a to nie jest dla ciebie dobre.Trzymaj się specjalisty.



          • RE: A możesz napisać scenariusz pierwszego miesiąca po

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-17, 11:19:21               Odpowiedz

            Fatum - nie, nie bede z psychologiem rozmawial o obecnej sytuacji z Ewa. To jest.. moja sprawa.

            Ja chcialem do tej pory wiedziec - co bylo zle w moim zachowaniu dotychczas, co robilem zle, w jakich kwestiach sie zle zachowywalem.

            Teraz to rozumiem i bardzo bym chcial poprawic swoje bledy.


            Mirabelle- "Ja Ci zadałam całkiem inne pytanie:
            Czemu się tak boi twojego kontaktu z tym facetem?

            A nie czemu ONA Z NIM JEST."

            Czemu sie boi? Uwazam, ze Ewa w styczniu - po pierwszej probie kontaktu - niepotrzebnie spotkala sie drugi, trzeci i kolejny. Nie zapanowala nad tym - zblizylismy sie raz, drugi - pozniej po alkoholu doszlo do malego "epizodu"... i pozniej - wystraszyla sie, ze robi cos zlego, co ja przeroslo.
            Tak to widze - z mojej perspektywy, z mojej znajomosci jej.

            Boi sie - ze moze to wyjsc, ze jednak cos "ze mna dziala" w sprzecznosci do tego, co ona mowila na moj temat. Boi sie tez ze prawda wyjdzie na jaw.


            Ja tutaj dostaje sprzeczne komunikaty - ale.. rozdzielam sobie to. Wasze opinie - sugestie, sa bardzo dla mnie wazne.

            Dzisiaj - jest drugi dzien bez kontaktu...
            Ewa pojawia sie online, znika...
            Ja jestem smutny - doluje sie, bo ogladam stare zdjecia, stare rozmowy - i widze.. ile w nich bledow, mojej obojetnosci i wiem, ze to bylo zle.

            Odpoczywam tez - z mysla, ze ona nie wroci. Wole sie mile zaskoczyc niz pozniej rozczarowac.
            Poczekam jeszcze kilka dni.. zobacze co i jak.. a nastepnie zrobie inne kroki..



          • RE: A możesz napisać scenariusz pierwszego miesiąca po

            Autor: fatum   Data: 2018-04-17, 12:32:26               Odpowiedz

            Nie dziwi mnie to,że jesteś "wystraszony" rozmową z psychologiem.Musiałbyś przyznać się,że ten mały "epizodzik" ktoś kompetentny mógłby uznać nawet za gwałt.A za gwałty są niezłe kary.I dobrze,że są.Chwała Panu.Ile płaciłeś specjaliście za jedną sesję?Właśnie.Tutaj nic nie płacisz.



          • RE: A możesz napisać scenariusz pierwszego miesiąca po

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-17, 12:48:56               Odpowiedz

            Jaki gwałt? O czym ty mówisz?
            Przecież nikt nikogo nie zgwałcił. To było pierwsze "zbliżenie" po alkoholu, a później ograniczaliśmy się do pocałunków...

            Jakby wtedy stwierdziła, że to było za dużo - to by wtedy się wycofała, a ona brnęła w to.. aż do teraz.

            Skoro Ewa mówi - że potrzebuje czasu - to nie będę naciskał.
            Poczekam grzecznie, pokaże jej - że umiem dostosować się do tego co mówi i że ją słucham.

            Moje wizyty u specjalisty - nie były po to, by POPRAWIĆ RELACJĘ Z EWĄ, wrócić do niej - tutaj tyczyło się to tylko i wyłącznie - tematu - MOJEGO ZACHOWANIA w relacjach damsko/męskich, tym jakim BYŁEM FACETEM, moich małych błędów - które dzięki specjaliście sobie wyjaśniłem.

            Dlatego mam energie, chęci i od prawie 3 miesięcy walczę o nią... bo wiem, że się da.. i jestem w stanie pokonać wszystkie przeciwności..





          • RE: A możesz napisać scenariusz pierwszego miesiąca po

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-17, 13:19:26               Odpowiedz

            Cóż-mam nadzieję, że ją zdobędziesz...
            I ten Pan X nie będzie żył nieświadomie w trójkącie.
            Naprawdę Ci tego życzę. Szkoda mi tego chłopa.
            Powodzenia.



          • RE: A możesz napisać scenariusz pierwszego miesiąca po

            Autor: fatum   Data: 2018-04-17, 13:47:51               Odpowiedz

            Nareszcie mówisz jak prawdziwy facet.Tak.Pokonasz wszystkie przeciwności,bo prawdziwie kochasz.A tamtego zostawimy Mirabelle,bo on do niej pasuje.-:)*P.S. cieszę się,że zdecydowałeś się wyjść na prostą.Pozdrów swojego Specjalistę.Mądry gościu skoro Tobie pomógł.Może go znam.Żartuję.-:*/^



          • RE: A możesz napisać scenariusz pierwszego miesiąca po

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-17, 14:41:41               Odpowiedz

            Tak, chciałbym i chcę pokonać przeciwności.

            Wiem, że jak się czegoś pragnie i dąży do tego - to jest duża szansa, żeby się udało.

            Ja w relacji z Ewą - zrobiłem chyba wszystko. Pozostaje mi czekać, delikatnie przypominać o sobie. Jeżeli Ewa będzie chciała - nawiąże kontakt, zaproponuje coś.
            Jeżeli nie - to... sprawa będzie dla mnie jasna. Albo jest nieszczera, albo kłamie - a wtedy ja odezwę się do "kolegi" i po swojemu sobie to wyjaśnię - zapewne paląc wszystkie mosty i nadzieje.

            Oczywiście chciałbym i pragnę żeby poszło to po mojej myśli, jednak po tych wszystkich rozmowach, zachowaniach i "gierkach" - ja totalnie nie mam pojęcia jaki może być tego efekt i wynik.

            Wszystko mi mówi, że nic z tego bo jest za późno, bo nie wykorzystałem swojej szansy - a z drugiej serce i "chemia" mi mówi, że jest jeszcze coś między nami tylko.. musi się Ewa przekonać.. (Może dlatego potrzebuje czasu?)


            Nic innego mi nie pozostaje :)
            Pozdrawiam Was :)




          • RE: A możesz napisać scenariusz pierwszego miesiąca po

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-17, 19:03:12               Odpowiedz

            Naprawdę tego Ci zyczę.
            Choć zrobiłeś razem ze swoją Ewą świństwo temu facetowi (nazwijmy rzeczy po imieniu) i "nie rób drugiemu co Tobie niemiłe" -okazuje się, że nie zadziałało (solidarność męska).
            Zrobiliście coś paskudnego.
            Ale fakt faktem gdyby Ewa była zakochana to raczej by się z Tobą nie obściskiwała i miała by Ciebie w poważaniu głębokim.
            Miałaby w nosie co Ty chcesz.
            A nie ma. Umawia się. I robi to też dla samej siebie (ma z tego jakąś radość). Oszukuje faceta który póki co był wobec niej w porządku. Wiec coś ją do Ciebie ciągnie...
            Emocje. Na pewno nie rozum.
            Uczucia i emocje.

            Ale czas włączyć rozum. I coś zdecydować.
            I mam nadzieję, że zrobi to co naprawdę chce. A nie to co wypada i tak dalej (te wszystkie bzdury i tłumaczenia nie wiadomo jakie bo się kupy nie trzymające).
            Powodzenia.



          • RE: A możesz napisać scenariusz pierwszego miesiąca po

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-18, 08:33:54               Odpowiedz

            Mirabelle - tak ale to czy Ewa wróci to jest jej w głowie.
            Nie wiem czy ona czerpie przyjemność z takiej relacji, czy planuje coś więcej.
            Wiem tylko, że potrzebuje czasu i od kilka dni jest "cisza", tzn od niedzielnego wieczornego spotkania. Skoro chciała spokoju, odpocząć - to go ma.


            Jutro zamierzam zapytać czy ma plany na sobotę.
            Jeżeli znajdzie czas - to super, jeżeli nie - to wątpliwości jeszcze bardziej urosną...


            Napisałaś - że emocje ciągną, a nie rozum.
            Coś w tym jest i mam obawy, żeby rozum nie wygrał w jej przypadku ale.. to chyba nieco za daleko zaszło, ta nasza relacja, dlatego jestem całkowicie zmieszany tym.


            Tak jak pisałem już wcześniej - nic nowego w tym momencie na forum nie napiszę.
            Czekam na jakiś jej krok, ruch - a jak nie to jutro pytam o weekend :)



          • RE: A możesz napisać scenariusz pierwszego miesiąca po

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-18, 15:18:08               Odpowiedz

            No i.. długo nie musiałem czekać.
            Po 2 dniach ciszy - Ewa dzisiaj się odezwała. Co prawda przez Facebook - no ale zapytala co u mnie, jak leci.

            Nie rozmawiałem długo, jedynie odpisałem, że mam delegację i nie bardzo mam dużo czasu.

            Podpytałem - czy coś wie na temat soboty - bo mieliśmy jechać do Kielc na mecz siatkówki. Odpowiedziała: "mam dużo rzeczy do załatwiania, wiec.. chyba odpada". Powiedziałem, że rozumiem i że do jutra musze mieć potwierdzenie - to odparła że "ok.. jeszcze jakoś pomyśli".

            Czyzby znowu gra? Że nie jest taka łatwa, że nie wszystko od razu?
            No cóż - jutro się przekonam.
            Plus jest taki - że w sobote nie jedzie do kolegi, a w tym tygodniu pracuje do 22....

            Ciekawe to wszystko... ciekawe jak to sie potoczy..



          • RE: A możesz napisać scenariusz pierwszego miesiąca po

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-18, 15:57:57               Odpowiedz

            A spotykacie się jako kto? Kolega koleżanka? Te spotkania na mecz to po co razem?
            Jak chcesz czekać na jej odpowiedź-zanim do niej dojdzie?
            Masz jakiś pomysl na to czekanie?



          • RE: A możesz napisać scenariusz pierwszego miesiąca po

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-19, 00:27:46               Odpowiedz

            Zastanawiałem się nad tym jak można nazwać nasze spotkania. Nie wiem - wszystko wskazuje na to, że to ja jestem tym co walczy o jej względy od 1,5 miesiąca, a ona się temu przygląda. Nie robi nic ani w jednym ani drugim kierunku - oprócz tego, że mówi, iż mam nie naciskać i wyluzować.

            Czekam cierpliwie na jutrzejszy dzień. Jeżeli odrzuci propozycję spotkania na mecz, to będzie jasny sygnał, że nie jest zainteresowana - bo jakby chciała to by znalazła kilka godzin.

            Nie mam pojęcia jak mam czekać na jej odpowiedź. Nie wiem ILE mam czekać na jej odpowiedź...
            Pytanie - czy w ogóle dojdzie do tej odpowiedzi, czy Ewa pozwoli umrzeć śmiercią naturalną? Może ewentualne odrzucenie tej propozycji to będzie chęć wygaszenia relacji? Po tych wszystkich ciężkich rozmowach w zeszły weekend?

            Zapisane jest to w gwiazdach. Robię co mogę... :)
            Chciałbym, żeby do mnie wróciła i dała drugą szansę.
            Szkoda, że Ewa nie czyta tego forum :)



          • RE: A możesz napisać scenariusz pierwszego miesiąca po

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-19, 06:25:32               Odpowiedz

            Boże,

            użycz mi pogody ducha,

            abym godził się z tym,

            czego nie mogę zmienić.

            Odwagi, abym zmieniał to,

            co mogę zmienić.

            I mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego.

            To fragment modlitwy. Chodzi mi o to, że o pewnych rzeczach możesz decydować i masz na nie wpływ: jak czekam, co robię (ja), ile czekam, na co sobie pozwalam (na co się zgadzam) na co nie...itp.
            Na proces decyzyjny: kogo zechce Ewa i na co ona się zdecyduje- nie masz wpływu (ona sama musi chcieć).
            Ty możesz chronić też siebie i swoje emocje.
            Mam wciąż wrazenie, że próbujesz mieć wpływ na jej decyzję.
            Takie wrażenie. Z boku.
            Pozdrawiam.



          • RE: A możesz napisać scenariusz pierwszego miesiąca po

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-19, 09:23:37               Odpowiedz

            Tak - czuje wewnątrz, że chciałbym jakoś wpłynąć na decyzję Ewy. Czy to coś złego? Chciałbym ją przekonać do tego, żeby mi dała drugą szansę... spróbowała... zaryzykowała...


            Chciałbym żeby mi zaufała, ale z drugiej strony - coraz bardziej świadomy jestem tego, że... ona tego "kolegi" po prostu tak nie zostawi... z dnia na dzień :(

            Dlatego mnie to tak wszystko boli i zjada od środka. Na każdą wiadomość czekam, na jakiś sygnał - od Ewy.
            Z jednej strony widuje się ze mną, a z drugiej strony - ona ciągle ma "kolegę".

            Nie wiem co muszę zrobić, co ma się stać, żeby Ewa dała mi drugą szansę. Póki co każe mi czekać i wyluzować...

            Fragment modlitwy - bardzo mądry...

            Dzisiaj - zadzwonię do Ewy. Zapytam czy wybierze się ze mną na ten mecz w sobotę. Boje się że go odrzuci..
            Boję się - że nic z tej ponownej relacji nie będzie...
            Nawet nie wiecie - jakie mam w sobie POCZUCIE STRATY, KACA MORALNEGO i ...poczucie WINY - za to, co zrobiłem w październiku - zostawiając ją :(

            Mam w sobie taką siłę - i chęć odbudowy tego, potrzebę... Nie wiem jak to opisać...
            Kocham ją po prostu, czuję coś do niej.... a... w głowie mam to, że ona już się z kimś spotyka i że... prawdopodobnie nie wróci :(




          • RE: A możesz napisać scenariusz pierwszego miesiąca po

            Autor: fatum   Data: 2018-04-19, 10:07:32               Odpowiedz

            Jak będziesz z nią rozmawiał to powiedz jej,że dla niej założyłeś wątek na Forum i byłbyś szczęśliwy gdyby przeczytała go w całości.Jeśli powie tak,to chyba wiesz jak się kopiuje i prześlesz jej linka z Twoją pisaną do niej miłością.Piszę serio.Znam Kobiety i wiem,że lubią teksty do nich i o nich pisane.Takie jesteśmy.Ewa (jak będziesz czytała już to proszę daj mu szansę,ok?).I załóż swój wątek Ewo i super tutaj będzie.Pozdrawiam i Ewo czekam tutaj na Ciebie.Pozdrawiam.



          • RE: A możesz napisać scenariusz pierwszego miesiąca po

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-19, 11:35:40               Odpowiedz

            Chętnie bym jej dał linka - ale... to by było za dużo...

            Dowiedziałaby się za dużo i.. nie pomogłoby mi to. Z resztą wyglądałoby to na to, że jestem mega zdesperowany (a jestem..)

            Strasznie się stresuje dzisiaj - czekam, na lepszą godzinę - żeby zadzwonić do niej i zapytać/zagadać - co z weekendem, lub czy dzisiaj wieczorem znalazłaby chwilę na spacer...


            Bardzo mocno walczę z myślą, że ten cały czas, cały mój trud - może pójść w niepamięć.
            Zastanawiam się - czemu Ewa mimo możliwości, nie dała mi kosza wcześniej, tylko czeka, zwodzi...
            Przerasta mnie ta myśl..

            Jestem zapętlony.. emocje siedzą mi w głowie związane z Ewą. Niepokój, niepewność, strach i lęk..
            Jak tylko widzę Ewę - to wszystko przechodzi.. znika... :(

            Jak ona odejdzie, to obawiam się - że już nigdy nie będę szczęśliwy. Ostatnio jeszcze spotkałem się z koleżanką moją dobra - to od razu zauważyła, że jestem jakiś przytłumiony.

            A ja po prostu walczę z tymi emocjami, wyrzutami sumienia, ze scenariuszami - które tworzę sobie w głowie - ponieważ... nie znam prawdy...



          • Jak myślisz..

            Autor: bezogonka   Data: 2018-04-19, 12:00:28               Odpowiedz

            "Andrzej"..
            Żyjesz jedną dobę. Jakbyś ją spędził ?



          • RE: Jak myślisz..

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-19, 12:27:54               Odpowiedz

            Żyjąc jedną dobę?

            Biorę auto, zabieram Ewę, jadę z nią gdzieś - nad morze, nad wodę, w góry - spędzam z nią ostatnie chwile - pijąc wino, ciesząc się.. i leżąc w przytuleniu - blisko siebie. tego mi brakuje - brakuje mi JEJ OBOK. Jej spojrzenia, jej zachowania, jej wyrazu twarzy.. jej uśmiechu - który pojawia się jak się widzimy, a znika jak rozchodzimy się do domów.


            Na chwile obecną niczego mi nie brakuje.
            Mam super pracę, mieszkanie, auto, motocykl, podróżuje - ale... mam BRAK Ewy obok.. czuję się źle.

            O to chodzi, że ... ja się bardzo wkręciłem w to i uwierzyłem - że Ewa może wrócić.
            Czuję lęk przed niepowodzeniem. Boję się znowu spotkać z twardym gruntem..

            Teraz - sam nie wiem jak się zachowywać. Nie chce jej cisnąc, ale jej brak kontaktu - zastanawia mnie.
            Nie wiem czy to forma gry, zemsty czy faktycznie Ewa myśli o mnie - dlatego prosi o spokój?

            Jeżeli odpuszczę teraz - to.. pomyśli, że mi się znudziło, że zapał mi się skończył.. - to byłoby za proste. To nie mój charakter. Ja walczę zawsze do końca - ale w tym przypadku emocje i więzi są tak silne, że... boję się...

            Najgorsze jest to w tym wszystkim, że ja byłem w 2 związkach (po 3 lata), Ewa tak samo.
            Ona jak się "złapie" faceta to się go trzyma bardzo mocno. Nie wiem dlaczego spędzała ze mną 2 miesiące, nie wiem dlaczego się zbliżyła - a za chwilę znowu oddaliła.
            Nie pasuje mi to. Już sam nie wiem jak mam się zachowywać - żeby nie cisnąc Ewy, a z drugiej strony - nie chcę żeby o mnie zapomniała...

            Dzwoniłem teraz - żeby zapytać się o sobotę - nie odbiera, mimo że jest online.

            Nie wiem jak długo to ma trwać? Co mam robić? Coraz bardziej mózg mi podpowiada, że mam zrobić coś wbrew sobie - i to po prostu olać. Ona zostanie z "kolega", ja zamknę rozdział i będę nieszczęśliwy...

            Bez sensu - tracę sens życia - od tej niepewności.
            Gdzie jestem ja? Pewny siebie facet? Przez tą kobietę - i tą sytuację stałem się kłębkiem emocji, a przez 2 miesiące zrzuciłem ponad 6 kg wagi :(



          • RE: Jak myślisz..

            Autor: bezogonka   Data: 2018-04-19, 12:38:03               Odpowiedz

            ..i tak dowodząc swego zaangażowania..żyjąc jedną dobę..zostawiłbyś "Ewę" ? "Andrzeju" ?



          • RE: Jak myślisz..

            Autor: fatum   Data: 2018-04-19, 13:08:17               Odpowiedz

            A to bardzo ważna informacja (byłem w 2 związkach po 3lata).Moim zdaniem o tym powinieneś "wałować" temat z terapeutą.Nie wychodzą Tobie związki i taka prawda.Zastanów się nad tym przez chwilę.Może Ty musisz być sam?Takie rzeczy się zdarzają.Mi nie podoba się,że wszystko przed Ewą ukrywasz.Niby chciałbyś jej więcej o sobie powiedzieć,ale jak zasugerowałam linka dla Ewy to nie zgodziłeś się.Pewnie wiele rzeczy jej nie mówisz.To błąd.I czuję,że się teraz przechwalasz,że schudłeś.Chcesz mnie przekonać,że chudniesz z żalu,bólu itd.Jakoś Ci nie wierzę.Może inni Ci uwierzą.-:*)



          • RE: Jak myślisz..

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-19, 15:03:08               Odpowiedz

            Czy zostawiłbym Ewę na ten jeden dzień?
            Hm... Nie. W obecnej niej sytuacji na pewno nie. Chciałbym z nią wspólnie się cieszyć.

            Skontaktowałem się z nią dzisiaj. Może wyskoczymy na spacer. Co do sobotniego meczu - raczej nie pójdzie..

            Przytłacza mnie ta sytuacja. Z jednej chciałbym z nią być, a z dr UV iej nie wiem czy się nie poddać.. Nie wiem czy ona tęskni, czy mnie na poważnie bierze...

            A co do terapeuty?
            Nie wychodzą mi związki? Jeden związek to licealny związek. 3 lata, potem 2 lata pauze i potem z Ewa 3 lata. Brakuje mi jej.

            Czuję że im bardziej się staram, piszę.. Załaduje tym.. Ona pewniej się czuje. Nie wiem gdzie jest ta granicą.
            Nie wiem jak ja traktować.
            Zobaczymy dzisiaj - czy dojdzie do spotkania...
            Zobaczyny co będzie i oczym będziemy rozmawiać..
            Odezwę się wieczorem...



          • RE: Jak myślisz..

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-19, 15:49:20               Odpowiedz

            Napiszę jeszcze takiego posta "na chłopski rozum":

            - Byłem w związku z Ewą - 3 lata. To ja, ją zostawiłem - ROZUMIEM

            - Ewa ma do mnie pewnie wielki żal - ROZUMIEM

            - Ewie trudno jest mi zaufać ponownie - ROZUMIEM

            - Ewa wie, że te nasze 3 lata nie były idealne ale byliśmy razem - ROZUMIEM

            - Ewa pewnie miała milion myśli o tym wszystkim, cierpiała, bolało ją to - ROZUMIEM

            - Skrzywdziłem mocno Ewę - ROZUMIEM



            Jednak najgorsze jest w tym wszystkim że:

            - Dlaczego Ewa nie jest w stanie powiedzieć mi, że mam sobie nie robić nadziei? - NIE ROZUMIEM

            - Dlaczego Ewa dystansuje się i zbliża do mnie? - NIE ROZUMIEM

            - Dlaczego wszystkie rozmowy z Ewą są luźne, śmieszne, jakby nigdy nic się nie stało, a jak zaczynamy rozmawiać "o nas" to ona nic nie wie, nie określi się - NIE ROZUMIEM

            - Dlaczego przez te 2 miesiące Ewa zbliżyła się do mnie "fizycznie" - a mimo to, dalej spotyka się ze mną i kolegą (jeździ do niego ponad 100km, a nie wiem kiedy on do niej)..? - NIE ROZUMIEM

            - Dlaczego początkowo Ewa stwierdziła, że nie chce wchodzić dwa razy do tej samej rzeki, a mimo to brnęła w naszą relację. Później było bliżej i bliżej.. po czym teraz słyszę: "że potrzebuje czasu, bo nie wie jaka decyzję podjąć". Czy spotkania ze mną czy wyjazdy do "kolegi" jej w tym pomogą? - NIE ROZUMIEM

            - I najważniejsze pytanie: DLACZEGO ONA CIĄGLE PROWADZI TEN TRÓJKĄT? DLACZEGO NIE ROBI NIC W KIERUNKU TEGO - żeby jednemu albo drugiemu powiedzieć: "cześć"? TA SWIADOMOŚĆ, że poświęcam bardzo dużo uczuć, serca, chęci i nadziei - powoduje OLBRZYMI STRACH, że może mi się nie udać.
            Czuję ciągle "zaciśnięty brzuch", który robi się normalny kiedy ją widzę na żywo, a zaciska się z powrotem - kiedy jesteśmy z dala od siebie.

            To już bardzo długo trwa...
            Za chwile wakacje, wypady i wyjazdy..
            Chciałbym to spędzić z Ewą.... a ona pewnie zaczyna planować z "kolegą"... nie wiem - nie wiem sam co robić bo mnie to przerasta...



          • RE: Jak myślisz..

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-19, 16:08:44               Odpowiedz

            PYTANIE - Czy ona w ogóle bierze pod uwagę żeby do mnie wrócić? Żeby być ze mną z powrotem? Czemu NIGDY mi nie powiedziała w tej kwestii nic "dla mnie pozytywnego", tylko ciągle albo jest przeciwko albo neutralna (bo kolega)?? A czemu ciągle się spotykamy?? Ona sama sobie zaprzecza, zachowaniem, mową.... - a ja NIE CHCE zmarnować sobie pół roku życia.. na coś - co może być bez produktywne... ale ja ją tak kocham.. :(



          • RE: Jak myślisz..

            Autor: feelka   Data: 2018-04-19, 16:59:12               Odpowiedz

            Czy ty siebie słyszysz? wielce "zakochany" Andrzeju?

            "ja NIE CHCE zmarnować sobie pół roku życia... na coś- co może być bezproduktywne..."

            Chyba jestem z innego świata, ale mnie to jakoś obraża (jako Ewę :) Piszę o tym czwarty raz chyba. Ty nie rozumiesz w czym rzecz, ale może ktoś inny powie mi czy przesadzam?

            Czekanie na wybrankę, zbyt długie (pojęcie względne) - jest marnowaniem czasu, ZGODA - ale tylko w przypadku gdy w tle jest: "nie będzie ta to będzie inna..." Więc dla mnie irytujące jest wmawianie nam wielkiej miłości aż do bólu brzucha. Choć teraz zastanawiam się, czy użyłeś tu słowo "miłość"; bo jeśli nie, to niepotrzebnie się czepiam.



          • RE: Jak myślisz..

            Autor: weronika502   Data: 2018-04-19, 17:32:53               Odpowiedz

            Moim zdaniem dobrze Ci się wydaje Feelka. Ta miłość to nie miłość tylko taki ból brzucha. Takie "miałem, ale teraz nie mam", poczucie straty, trochę lęk że może mieć ktoś inny. Tak mi wychodzi z wpisów Andrzeja, to wyczuwam między wierszami. Andrzej się nie zgodzi i ma do tego prawo. W każdym razie ten wątek ma perspektywę dobić do 1000, tylko w połowie wszyscy się znudzą, no bo ile można o jednym i tym samym.



          • RE: Jak myślisz..

            Autor: weronika502   Data: 2018-04-19, 17:47:18               Odpowiedz

            Już wiem z czym mi się kojarzy historia Andrzeja. Miałam kiedyś takich znajomych. Wielka miłość. Mieli jakiś tam kryzys. Ona na jakimś etapie znalazła sobie "kolegę". On na wieść o tym, co wieczór z pełną powagą pytał czy ona sądzi, że on powinien spotkać się z tym kolegą i dać mu po mordzie. Nie sądziła. Zgadniecie jak ta miłość się skończyła?

            Andrzej bądź facetem, trochę szacunku do siebie. Imię Andrzej zobowiązuje. Ona nie umie, ty to przerwij to. Wygrasz tym wszystko lub przegrasz. W każdym razie od bólu brzucha się nie umiera.



          • RE: Jak myślisz..

            Autor: bezogonka   Data: 2018-04-19, 20:11:26               Odpowiedz

            Wybrałeś już jak spędziłbyś swój jedyny dzień życia, "Andrzeju".

            A teraz..

            Gdybyś został na Ziemi tylko Ty w Europie i Margaret w Nowym Jorku. Margaret jest czarna i boi się wyjść z domu.
            Co zrobisz?



          • RE: A możesz napisać scenariusz pierwszego miesiąca po

            Autor: weronika502   Data: 2018-04-19, 16:02:36               Odpowiedz

            Chcesz ją mieć dla siebie, jako dopełnienie siebie i dopełnienie tego idealnego życia, które teraz ponoć prowadzisz. Chodzi tylko o Ciebie. Gdzie w tym wszystkim miejsce dla Ewy? Jakbym była Ewą i czytała to forum to w życiu bym nie wróciła. Nikt nie lubi być zniewolony.



          • RE: A możesz napisać scenariusz pierwszego miesiąca po

            Autor: lovesalsa   Data: 2018-04-19, 16:12:31               Odpowiedz

            i zyjesz dalej. ja tez bym do Ciebie nie wrocila. chcesz aby wszystko bylo pod Twoje dyktando. Ludzie nie beda chodzic jak w zegarku, ktory nastawisz.



          • RE: A możesz napisać scenariusz pierwszego miesiąca po

            Autor: weronika502   Data: 2018-04-19, 16:31:31               Odpowiedz

            Mam propozycję, w imię Twojej miłości do niej. Spotkaj się z nią i powiedz żeby spróbowała szczęścia w miłości z "kolegą", że może to on ją uszczęśliwi bardziej. W przypadku kiedy im się nie uda ty ją przyjmiesz z otwartymi ramionami. Przecież ją kochasz. Jeśli się na to zdobędziesz to wtedy uwierzę w tę Twoją miłość. Myślę, że Ewa także. Jak na razie to chodzi tylko i wyłącznie o Ciebie, Twoje ego, chęć posiadania, samczą dumę i ten szczególny skręt kiszek kiedy myślisz o niej. Czy to jest miłość? Nie sądzę.



          • RE: A możesz napisać scenariusz pierwszego miesiąca po

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-19, 16:36:53               Odpowiedz

            Dopełnienie siebie? - Nie bierzcie cząstkowych informacji z ostatnich postów.
            Gdzie w tym wszystkim miejsce dla EWY? PRZY MNIE! ZE MNĄ!. Tak abyśmy razem mogli czuć z tego przyjemność. Czuje to po sobie - jakby nie było miejsca dla niej - to bym nie biegał za nią, nie walczył - przecież mógłbym mieć inna kobietę.

            Nie dla mnie - nie pod moje dyktando. ZDECYDOWANIE NIE. Jakby było - to bym od 2,5 miesiąca nie spotykał się z nią, a od 1,5 miesiąca świadomie bym się w to nie pchał. Rozumiesz?


            W skrócie - na tyle moje życie się zmieniło przez ostatni czas - że dopiero teraz wiem, po licznych rozmowach, doświadczeniach - zrozumiałem jak dużo straciłem i jak głupi to był ruch aby "rzucić" Ewę. Żałuję tej decyzji. Nie wiem - w jaki sposób mogę zrobić coś - aby Ewa wróciła.

            Nie chodzi o to by było po mojemu, by było tak jak ja chcę i jak mi pasuje. DOPIERO TERAZ - jestem świadomy jak wiele błędów mniejszych lub większych popełniłem.
            Chciałbym to naprawić, pokazuję jej od jakiegoś czasu "ze jestem inny", zauważa to jednak progresu w tym wszystkim brak...




          • RE: A możesz napisać scenariusz pierwszego miesiąca po

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-19, 16:40:51               Odpowiedz

            weronika502 - chyba nie czytasz postów, a raczej przeczytałaś dwa ostatnie.

            Zdajesz sobie sprawę - że spotykam się z nią, a ona ze swoim kolegą równolegle od ponad 2 miesięcy? Od miesiąca Ewa wie, że mam takie, a nie inne zamiary.
            Mimo tego - świadomie - kontynuuje znajomość.
            Przypadek?
            A może zagubienie?
            Czy ja ją łapie za rękę i chowam w bagażniku?
            Ja tylko pokazuje, jej - że przemyślałem pewne sprawy, że umiem i chcę wrócić.
            W jej przypadku - widzę tylko grę na czas i..brak zdecydowania - który nie wiem ile może trwać...



          • RE: A możesz napisać scenariusz pierwszego miesiąca po

            Autor: chellunia   Data: 2018-04-19, 16:46:22               Odpowiedz

            może jest już za późno:(

            Co Ty teraz możesz pokazywać? Niewczesny żal?:(



          • RE: A możesz napisać scenariusz pierwszego miesiąca po

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-19, 16:49:30               Odpowiedz

            chellunia - WŁAŚNIE !!
            PYTAŁEM SIĘ JEJ czy jest za późno - czy co.. czy mam dać sobie spokój, a Ewa mi odpowiedziała:

            - Mogłem się wcześniej do niej odezwać, a teraz ona sama nie wie co ma zrobić bo poznała kolegę.

            - Na SZCZERE PYTANIE - prosto w oczy - czy mam znowu zniknąć i nie robić sobie nadziei - to słyszę, że: "mam poczekać, ona to musi przemyśleć bo nie chce popełnić pochopnej decyzji".
            A co ona za fundamenty stawia z "kolegą" jak od 2 miesięcy spotyka się ze mną i można to nazwać zdradą?

            TEGO NIE ROZUMIEM - dlaczego tak jest, przez te 2 miesiące...



          • RE: A możesz napisać scenariusz pierwszego miesiąca po

            Autor: weronika502   Data: 2018-04-19, 17:11:54               Odpowiedz

            No to przestań jej się pytać czy masz odejść. Powiedz, że widzisz że się miota i cierpi, że usuwasz się w cień, że może ułożyć sobie życie z kim zechce., np. z tym kolegą. Jak im nie wyjdzie, to może wrócić do Ciebie. Za rok, za dwa miesiace, za dwa lata. Kiedy zechce. Nie bedziesz miał żalu. Możesz zaczekać ile chce. Kochasz ją przecież.

            Zrób tak, bądź konsekwentny, urwij kontakt. Może coś to da. Na razie Twoja strategia jest wybacz za wyrażenie d...powata i mało skuteczna. Poza tym jojczysz i jesteś męczący, daj jej odetchnąć. Też bym uciekała.



          • RE: A możesz napisać scenariusz pierwszego miesiąca po

            Autor: lovesalsa   Data: 2018-04-19, 19:08:10               Odpowiedz

            dobra Andrzej, ja Cie nawet rozumiem. Zalezy Ci na niej i ok. Tylko nie rozumiem - skoro ona jest rownolegle z nim od takiego czasu to ...Bedziesz sie nia dzielil z innym mezczyzna? Czas najwyzszy wyjasnic ta sytuacje. Jak poprosi o czas, powiedz, ze cierpisz i chcesz aby dokonala decyzji Ty czy On w najblizszy weekend. Tyle.



          • RE: A możesz napisać scenariusz pierwszego miesiąca po

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-19, 19:56:11               Odpowiedz

            lovesalsa - była o tym rozmowa tydzień temu.. dwa tygodnie temu..
            "Ona potrzebuje czasu". "Mam sobie sam odpowiedziec na pytanie czy ona wróci - bo ona nie wie". "Mam nie naciskać". "Ona nie chce popełnić błędu". "potrzebuje spokoju". "spotykamy sie". "widujemy sie". "zblizamy sie delikatnie".

            - Prochu juz nie wymysle. Poczekam - czekam...
            Jeszcze tydzien.. dwa wytrzymam... a potem finał :)



          • RE: A możesz napisać scenariusz pierwszego miesiąca po

            Autor: lovesalsa   Data: 2018-04-19, 20:51:13               Odpowiedz

            ok. to moze wyznacz sobie termin (konkretnie - tydzien, dwa) kiedy czekasz. skoro ona juz wie, ze ma podjac decyzje to teraz daj jej fizycznie ten czas. po prostu ogranicz kontakt. Jesli bedzie dzwonila sama i sie wdzieczyla, pamietaj - czekasz na decyzje wiec traktuj z rezerwa to zachowanie. Zapytaj - czy podjelas juz decyzje? Jesli ona bedzie przeciagac, wyznacz granice. Przepros grzecznie i powiedz, ze czekasz na nia i chciałbyś wiedziec co postanowila. Oczywiscie nie musze Cie uczyc abys w tym czasie sie z nia nie widywal, nie dzwonil, nie smsowa. Jesli napisze - absolutnie nie ignoruj, ale daj jasno znac, ze porozmawiacie jesli już będzie wiedziała którego z Was wybrała.



          • RE: 2

            Autor: lovesalsa   Data: 2018-04-19, 21:04:16               Odpowiedz

            wiesz, finalnie kogos wybierze. mozliwosci sa nastepujace 1/jego 2/ Ciebie 3/zadnego z Was 4/nagle pojawi sie ktos nowy - uwierz, bywa! Czyli Twoje szanse 1/4. I teraz wiem, ze najgorsze jest to zawieszenie kiedy chcesz byc z ukochana. Scenariuszy tutaj moze byc tez tysiace, moze sie rozstac z kazdym z Was, Wy mozecie zdecydowac, ze jej Nie chcecie. Potem. Wiec, szczerze. Nie wiem. Tez czesto czekam aż ktos zdecyduje za mnie, albo zycie samo to zrobi. Myśle, ze tak ma wiekszosc ludzi.



          • RE: 2

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-19, 23:13:05               Odpowiedz

            Opowiedz o swoim poprzednim 3 letnim związku. Jak przebiegał, jak się zaczął, ile mieliście lat, jak się zakończył i dlaczego- jak przezyłeś rozstanie...



          • RE: 2

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-20, 08:26:16               Odpowiedz

            Hej.

            Mam dzisiaj trochę informacji.

            Mirabelle - mój poprzedni związek? Klasa licealna, matura - studniówka.
            Dziewczyna całkiem ok - byliśmy 3 lata. Miałem wtedy 18 lat. Byłem z nią aż do 21 lat. Potem 2-3 lata pauzy, i od wieku 24-27 lat miałem Ewę.. Wiesz - pierwsza miłość, pierwsze doświadczenia. Jak się rozstaliśmy? Normalnie - w rozmowie. Do dzisiaj mamy kontakt - ona wzięła ślub niedawno, chodzimy czasem pograć w tenisa. Patrzę na nią jak na była dziewczynę - ale.. bez sentymentu. Po prostu ją znam. Było ok - ale tak jak mówiłem - to było 10 lat temu.. dopiero początki dorosłego życia.

            Z obecną/ostatnią - kobieta - Ewą - było inaczej. Dużo jej pokazałem, dużo zawdzięczam - i czuje coś w środku, za każdym razem jak ją widzę. Totalnie coś innego. Totalne poczucie pustki bez Ewy i brak jej bliskości. Czułem coś przy niej i dawała mi coś - czego nie dawały żadne inne kobiety.


            Słuchajcie - wczoraj się spotkałem z Ewą - na spacer. Z mojej inicjatywy. Przeszliśmy się - po czym zasugerowała, że by się piwa napiła. Poszliśmy do marketu - a potem do naszego ulubionego parku.
            Ewa narzekała na ból głowy i gardła. Trochę chora była, jednak siedzieliśmy obok siebie. Cały czas utrzymywałem JEDNOSTRONNY kontakt fizyczny. Smyrałem po plecach, przytulałem - rozmawialiśmy. Śmialiśmy się. Nagle - pojawił się ponownie temat "NAS". Usłyszałem - "ze obiecałem, że nie będę do tego wracał, bo mam wyluzować". Odpowiedziałem - że jest to ciężkie i nawet nie zrobiłem tego umyślnie, bo ja nie chce być znajomymi - po czym ona mnie dość mocno zgasiła: "Ale to ty chciałeś się spotkać".... :)
            Pocałowałem ją kilka razy, przytuliłem - jednak dystans był większy niż zwykle.
            Zaproponowałem - że może byśmy zaplanowali jakiś weekend razem, żeby gdzieś skoczyć - odpowiedziala, NIE - bo wiem czemu..

            Pogadaliśmy dalej, chociaż czułem, że jest w niej mniej chęci i energii niż wcześniej. Odprowadziłem ją pod dom, otworzyłem jej drzwi, trochę po gentelmeńsku i Ewa powiedziała mi na zakończenie w formie żartu: "Bo wy wszyscy tacy sami. Miesiąc im się chce, a potem wychodzi wszystko". Co więcej - powiedziała, że da znać odnośnie soboty - czy pojedzie ze mną na mecz.

            Tak więc - wracam do taktyki. Milczę, jestem cicho i czekam na jej ruch. Może musi zatęsknić? Może muszę pozwolić jej trochę odetchnąć i żeby emocje pozwoliły jej działać? Będzie chciała to się spotka... nie będzie chciała to nie będzie się odzywała...

            Boję się jednak, że z każdym dniem/tygodniem - ona jest bliżej "kolegi" niż mnie, dlatego ta myśl mnie przytłacza



          • RE: 2

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-20, 17:27:05               Odpowiedz

            Andrzej. Kończę dyskusję, bo po prostu dochodzę do wniosku, że z wariatami nie gadam;)
            Jesteś zakochany i twoja logika jest dla mnie dostępna;)
            Nie ma sensu gadać.
            Wyślę Tobie też ciekawostkę na temat miłości, która mnie wstrząsnęła (nie słyszałam o tym) i dochodzę do wniosku, że miłość chyba mnie przeraża...
            Jednak. Nie wiem czy chcę to próbować zrozumieć.
            Pozdrawiam.

            https://video.wp.pl/i,ci-chlopcy-prosili-sie-o-smierc-wyznanie-zony-trynkiewicza,mid,1883064,cid,5050,klip.html



          • RE: 2

            Autor: chellunia   Data: 2018-04-20, 17:53:00               Odpowiedz

            Andrzej a może troszkę oddalenia?
            Miałeś siły 3,5 miesiąca ,to moze znaudi na kolejne trzy. Wiele się wówczas zweryfikuje.Jak bedzie Twoje to do Ciebie wróci.

            Zajmij sie swoim życiem, praca i przeżyj to co nie wyszło.



          • RE: 2

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-20, 21:23:40               Odpowiedz

            Też uważam , że chorą obsesją wiele nie ugrasz.
            Ale ja nienawidzę manipulacji i prób urabiania. Jestem uczulona. Dla mnie facet w stanie obsesji jest nieatrakcyjny i odpychający. Ale nie jestem Ewą.
            Pozdrawiam.



          • RE: 2

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-21, 10:07:41               Odpowiedz

            Manipulacja? Urabianie?
            Ja tego nie robię... po prostu.. chciałbym, żeby Ewa była ze mną szczera i... tyle.

            Chciałbym żeby dała mi szansę.
            W czwartek widzieliśmy się "ostatni" raz. Powiedziała, że da mi znać odnośnie dzisiejszego dnia - póki co milczy. Tak więc poczekam jeszcze kilka godzin.

            Jak się nie odezwie to i ja odpuszczam...


            Czy ja mam obsesję? hmm... może trochę tak... Może właśnie tym.. wszystko zepsułem?
            Już sam nie wiem..



          • RE: 2

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-21, 11:03:17               Odpowiedz

            Chodziło mi o to byś nie był natarczywy.
            Ty musisz pociągać Ewę a nie wymuszać -pokazywać, że dasz się doprowadzić do poziomu -cokolwiek zrobisz ja czekam...możesz mnie nawet opluć. Błagam błagam wróć. Kocham Kocham...daj mi szansę. Daj -bo ja tak chcę!.
            Nie wiem jak to wyjaśnić.
            Powiem tak-mi bylo duszno. Dusił mnie po prostu.
            Jak się trochę odsunął i zrobił więcej przestrzeni dla mnie-mi to pomogło. Mogłam się skupić na sobie i na tym CO JA CHCĘ a nie co on chce ode mnie.
            I to było mi potrzebne.

            Odnośnie Ciebie-Ty sam musisz uwzględniać siebie w tym- obszar kiedy dla Ciebie zaczyna się krzywda i upodlenie. Upokorzenie.
            Sam ustanowić granicę. W momencie gdy tak zaczniesz się czuć w tej relacji (czekam proszę błagam-czuję się upokorzony, manipulowany, niechciany) -sam o siebie zadbać.

            Ewa sama musi się określić.Skupiła się na sobie.
            Może na koledze. To już jej wybór.

            Mam wrażenie, że ona sama nie wie co ona chce.
            I sama musi sobie z tym poradzić.



          • Kim jest Ewa?

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-21, 11:32:40               Odpowiedz

            Zastanawia mnie jej stosunek do świata.
            Żeby "kolegi" nie skrzywdzić umawia się z nim, sypia, jest-ale kocha Ciebie i postanowila się umartwiać bo coś zaczęła z kolegą i coś mu tam obiecała...
            Zeby Ciebie "nie skrzywdzić" opowiada, że bardzo by chciała ale nie może bo jest kolega-tym samym Cię nie odrzuca tylko nie może (ale by chciała gdyby go nie było).
            Jakie motywy Ewą kierują naprawdę ?
            Na pewno coś z tego sama ma. Od tego kolegi coś ma-czego nie chce zostawić.
            Od Ciebie też coś ma -co powoduje, że wchodziła w kontakt.

            Lub udaje przed sobą samą Anioła i stara się światu nie robić krzywdy_ani jednemu ani drugiemu -i kręci się ...krzywdząc i jednego i drugiego.

            Kim jest Ewa naprawdę?
            Co ona chce?
            Czy ona wie kim jest i czego szuka w relacji z mężczyzną?
            Co jest dla niej ważne w związku?
            Gdyby to miala poukładane to byłoby łatwiej nie tańczyć tego błędnego tańca.
            I gdyby sobie uświadamiała, że tak tańcząc nikomu dobra nie czyni....


            Pozdrawiam.
            Już się zamykam Andrzej, bo naprawdę ja miłości chyba nie rozumiem:)
            I przeszła mi ochota rozkminiać o co tutaj chodzi.
            Mam nadzieję, że coś dla siebie wziąłeś.
            Trzymaj się tam!



          • Ewa dobrze wie czego ona chce,a tylko oceniacze je

            Autor: fatum   Data: 2018-04-21, 11:40:20               Odpowiedz

            jej nie rozumieją i wkładają swoje projekcje (oczywiście,że mogą to robić-:))w Ewę.Moim zdaniem Ewa wie,ale Andrzeyyyy jej kompletnie nie rozumie i pisze co pisze.A pisać każdy może jak i czytać.-:^)Zabawny jest ten wątek,bo nie będzie rozwiązania na które oczekujący czekali i się nie doczekali.Tra la la.Tra....la.



          • RE: Ewa dobrze wie czego ona chce,a tylko oceniacze je

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-21, 12:21:17               Odpowiedz

            Masz rację Fatum. Wymyślamy Ewę i jej postać. Jej motywy (na postawie skojarzeń i słów). W zasadzie zupełnie bez sensu bo jej tu nie ma.
            Mamy Andrzeja co go oświeciło, że chce Ewę i szuka sposobu by dostać to co chce i chce się poradzić jak to zrobić ...
            Ewentualnie znaleźć lepszą metodę:)
            Ech.
            Fakt. W zależności jak postrzegamy Ewę i Andrzeja (czasami zauważamy też postać kolegi jako OSOBY a nie dodatku do obiadu) też się uruchamiają inne emocje i inne oceny sytuacji czy osób.
            Miraż wyobrażeń.
            A prawda jest w realu:)
            Buźka :)



          • RE: Ewa dobrze wie czego ona chce,a tylko oceniacze je

            Autor: fatum   Data: 2018-04-21, 12:27:31               Odpowiedz

            Mirabellko teraz napisałaś moim językiem i to mnie cieszy.Buziaki.Ciepłego słońca na dziś.-:*)A jutro się pomyśli.-:)*



          • RE: Ewa dobrze wie czego ona chce,a tylko oceniacze je

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-21, 12:53:17               Odpowiedz

            Hej - faktycznie, chyba prochu nie wymyślimy.

            2 dni ciszy - dzisiaj Ewa zagadała sama - czy wyjście na mecz aktualne.
            Tak więc wieczorem się z nią widzę. TOTALNIE nie będę poruszał tematu "NAS".
            Będę neutralny ale blisko niej.

            Zobaczymy.
            Po spotkaniu - znowu wprowadzę ciszę w eterze. Niech Ewa myśli.
            Poczekam jeszcze....



          • RE: Ewa dobrze wie czego ona chce,a tylko oceniacze je

            Autor: chellunia   Data: 2018-04-21, 14:16:10               Odpowiedz

            Inna metoda?Jest tylko jedna.

            Przecież dwoje musi chcieć.
            Wówczas mogą rozmawiać o związku
            I nie ograniczyć do chwilowego zapału
            Myślę, że tu o to chodzi.
            Nigdy nie możemy być pewni.




          • RE: Ewa dobrze wie czego ona chce,a tylko oceniacze je

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-21, 15:03:27               Odpowiedz

            No właśnie - oboje ludzi musi chcieć.

            Mi Ewa dała tyle znaków - że już sam nie wiem.

            Wiem jedno - ciągle chce mieć kontakt ze mną.
            Pójdę z nią na mecz i .. od wieczora wprowadzam znowu ciszę w eterze. Może przemyśli pewne sprawy.. może sama zatęskni?

            Ja nie będę już jej cisnął, nie będę napierał.

            Dam znać wieczorem jak się spotkanie zakończyło..


            Pozdrawiam Was :)



          • RE: Ewa dobrze wie czego ona chce,a tylko oceniacze je

            Autor: Adamos325   Data: 2018-04-21, 15:56:56               Odpowiedz

            Zgadzam się Fatum z Twoim przedostatnim wpisem... ;) To mi zaczyna zakrawać trochę na obsesję, jak czytam :) Spokój, tylko spokój, może Cię Andrzeyy dalej zaprowadzić... - spotykaj się z nią, umawiaj, ale zbyt nie naciskaj, delikatniej - daj jej też oddychać i myśleć. A może o to Ci chodzi żeby nie myślała? ;) Osaczyłeś ją swoimi myślami - ale jak widać za bardzo do przodu Cię to nie posuwa - tzn. może posuwa, w mniemaniu Ewy, ale nie w Twoim. Ty byś chciał żeby owoc dojrzał natychmiast, w ciągu tygodnia, ale dopiero wczoraj posadziłeś drzewo. To mi się kojarzy bardziej z namiętnością niż z miłością. No fakt, wiosna napędza ducha ;))



          • RE: Ewa dobrze wie czego ona chce,a tylko oceniacze je

            Autor: fatum   Data: 2018-04-21, 20:32:56               Odpowiedz

            Adam,a czego oczekujesz w zamian za fakt zgadzania się ze mną?Nie sądzę,że zrobiłeś to bezinteresownie.Serio.



          • RE: Ewa dobrze wie czego ona chce,a tylko oceniacze je

            Autor: Adamos325   Data: 2018-04-21, 20:51:33               Odpowiedz

            Spodziewam się, że spędzisz ze mną namiętną noc... ;))



          • RE: Ewa dobrze wie czego ona chce,a tylko oceniacze je

            Autor: fatum   Data: 2018-04-21, 21:48:58               Odpowiedz

            Żart niskiego lotu,ale co się dziwić skoro fabryka spełnionych życzeń u Adama jest zamknięta.Namiętną noc spełnię,bo lubię i jestem zdolna.P.S. nadal mam żal do Ciebie i to jest chwilowo niezmienne.Ból żąda,by go czuć.



          • RE: Ewa dobrze wie czego ona chce,a tylko oceniacze je

            Autor: Adamos325   Data: 2018-04-21, 22:00:31               Odpowiedz

            Na całkiem nie mądre pytanie - niemądra odpowiedź ;) Aż tak Cię rozczarowałem?



          • RE: Ewa dobrze wie czego ona chce,a tylko oceniacze je

            Autor: Adamos325   Data: 2018-04-21, 22:15:44               Odpowiedz

            W ramach małej rekompensaty, jeśli można to tak nazwać - zwierzę Ci się na ucho :) - że mam już wózek, chodzi SUPER - i wśród Piękna wiosny, romansów, namiętności i melodii przejechałem na nim już ponad 200 km :)) Na razie kocham go miłością namiętną ;))



          • RE: Ewa dobrze wie czego ona chce,a tylko oceniacze je

            Autor: fatum   Data: 2018-04-21, 22:42:22               Odpowiedz

            Ból żąda,by go czuć.



          • RE: Ewa dobrze wie czego ona chce,a tylko oceniacze je

            Autor: Adamos325   Data: 2018-04-21, 23:13:58               Odpowiedz

            Mówisz, powtarzasz, pytasz - jak Elizabeth Taylor Richarda Burtona - "czy ty mnie już przestałeś kochać?" Ok - rozumiem.



          • RE: Ewa dobrze wie czego ona chce,a tylko oceniacze je

            Autor: Adamos325   Data: 2018-04-21, 23:36:07               Odpowiedz

            Fatum, ale przecież nas łączyła miłość duchowa, metafizyczna - a z czasem miłość duchowa jest w stanie ból pokonać... :)



          • RE: Ewa dobrze wie czego ona chce,a tylko oceniacze je

            Autor: fatum   Data: 2018-04-22, 21:57:13               Odpowiedz

            Ok.Adam daję Ci oficjalnie drugą szansę.Nie spapraj tego.Zainteresuj mnie na nowo sobą.Stary Adam umarł.Nowy dostał szansę.Pokaż na co stać Nowego Adama.



          • RE: Ewa dobrze wie czego ona chce,a tylko oceniacze je

            Autor: Adamos325   Data: 2018-04-22, 23:00:52               Odpowiedz

            Trochę boję się odpowiedzialności... - ale ok, mogę spróbować, lubię wyzwania, lubię też rozmowy - i coraz bardziej lubię też być sobą, oczywiście cały czas też się uczę, poznaję - ale kiedyś bardziej ukrywałem siebie, teraz jestem bardziej szczery i doceniam też swoje zalety, osiągnięcia - mam nadzieję że jeszcze bez zarozumialstwa, bo tego bym też nie chciał, cały czas pokorę też w sobie zauważam - tzn. otwartość. Stary Adam całkiem nie umarł... - ale ok, może być i tak.

            Ps. Dzięki za zaufanie i nową szansę. Jeszcze coś napiszę - dzięki nowemu wózkowi i teraz możliwości zwiększonych kontaktów z innymi, tzn. z wybranym, stymulującym środowiskiem - też się zmieniam, kiedyś nie wiedziałem, że tak może być. Na szczęście mam już chyba ugruntowaną swoją postawę - ale zawsze mała kontrola jest potrzebna ;)

            Do usłyszenia.



          • RE: Ewa dobrze wie czego ona chce,a tylko oceniacze je

            Autor: fatum   Data: 2018-04-23, 08:18:52               Odpowiedz

            Wybrane, stymulujące środowisko to chyba Kosmici.



          • RE: Ewa dobrze wie czego ona chce,a tylko oceniacze je

            Autor: Adamos325   Data: 2018-04-23, 10:28:01               Odpowiedz

            Poniekąd - ale czasami wśród tych kosmitów można coś znaleźć, odkryć... ;) Przecież Ty Fatum też jesteś trochę kosmitką :) Wśród mnogości słów wystarczy tylko wyłapywać te odpowiednie - choć też trzeba mieć odpowiednio naprogramowany i wyczulony zmysł :)

            No to ruszam w poszukiwaniu kosmitów (i kosmosu) - podzielę się wrażeniami.

            Ps. Jeszcze dodam - z kosmosem jest łatwiej, ze mną byś ten kosmos odkryła Fatum zaraz za domem, czasami za ścianą, czasami na polu, w galerii itp. Fakt, z kosmitami jest trochę gorzej :)



          • RE: Ewa dobrze wie czego ona chce,a tylko oceniacze je

            Autor: fatum   Data: 2018-04-23, 13:40:40               Odpowiedz

            Adam wątek opuściłam.Jak chcesz mnie "rozkochać" na nowo to pisz w "naszych" wątkach.Będziemy ten Kosmos odkrywali używając wyczulonych zmysłów i Wyobraźni.I jeszcze inne...)).



    • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

      Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-22, 14:45:14               Odpowiedz

      Cześć :)

      Jestem już po wczorajszym spotkaniu - i wspólnym wypadzie na mecz.
      Pojechaliśmy na stadion, na loży było super. Trochę wina, trochę piwa - dużo żartów z ludźmi dookoła.
      Widziałem, że Ewie się bardzo podoba.
      Ja byłem sobą, byłem koło Ewy. Na trybunie siedziałem i obejmowałem ją, ona też wykonywała delikatne zbliżenia do mnie. Pozwalała się dotykać, żebym był blisko.
      Świetnie się bawiliśmy, jednak po zakończeniu meczu, Ewa wyciągnęła telefon i odpisała coś swojemu "koledze", po czym schowała telefon do torebki.

      Odwiozłem ją pod dom, jednak stwierdziła, że koleżanka do niej przyjdzie i że możemy w aucie jeszcze posiedzieć i pogadać.
      Ewa sama od z siebie rozpięła pasy, podniosła podłokietnik i - położyła mi się na nogach. Zaczęła dotykać mnie po twarzy, zaczepiać. Zachowywała się tak, jak "za dobrych czasów".. Było bardzo fajnie, ona była uśmiechnięta, pocałowaliśmy się kilka razy. Czas szybko zleciał, koleżanka przyszła, Ewa wysiadła z auta i poszła z nią do domu.
      Napisała mi później sms, że dziękuje za wieczór. Odpisałem jej, że ja też dziękuje. Od wczorajszego wieczora - zero kontaktu.
      Jej koleżanka zapewne wie, że ja się z nią spotykam.

      Wieczór oceniam - na bardzo dobry. Czułem to po Ewie, że jej się też podobało ALE - żeby nie było tak kolorowo:

      - Nie wiem jak dzisiaj spędza dzień. Czy "on" do niej przyjeżdża czy ona do niego jedzie? Myślę o niej. Przecież ona z kolegą nie widziała się na pewno z tydzień...

      - Cały czas mam w głowie "kolegę". Ewa dzisiaj wrzuciła zdjęcie na facebooka, a jej "kolega" skomentował to zdjęcie w stylu "my love <3", a ona to "polajkowała". Daje mi to do myślenia.

      - Wiem, że normalny facet (Nie ja) - już dawno by odpuścił, postawił sprawę jasno, a u mnie to wszystko wygląda tak, jakbym biegał za króliczkiem. Ewa rozdaje karty, a ciągle wyciąga ASA z napisem: "potrzebuje czasu" albo "ja wszystko rozumiem, nie ciśnij"...
      Może WY WSZYSCY MACIE RACJĘ - że mam po prostu zdystansować się? Poczekać na jej ruch? Odpuścić trochę? Ja uwielbiam samochody - to tak jakbym miał Maserati, mógłbym go dotykać, wsiadać, bawić się - a nie mógł go odpalić i przejechać się. Mam to na każdym spotkaniu z Ewą.
      Nie wiem - nie poznaje jej taką. Nigdy taka nie była. Nie wiem w jaki sposób - co mam zrobić, o co zapytać, jak się zachowywać - żeby ona mi dała drugą szansę. WIEM - że jej relację z kolegą, z rodzicami - są zaawansowane, że dla Ewy jest to trudne i... ONA SIĘ BOI PRAWDY, BOI SIĘ BYĆ SZCZERA. Jak ja mam żyć, skoro nie wiem - jak mam sobie planować przyszłość? Jakby nie patrząc, za chwilę to będą 4ry miesiące "kontaktu", a 2 miesiące świadomego życia z 2ma facetami.. Fakt - ja nie uprawiam z nią seksu. Nie wiem jak "kolega". To przecież coraz większe emocje, uczucia.. dlaczego Ewa nie chce/nie umie/nie może się określić jak to dalej ma tak wyglądać? Na co ona czeka? Czy ona w ogóle zastanawia się jak to ma dalej wyglądać?

      - Zaczynam obawiać się, że to jest jakaś gra.. ze strony Ewy... Dlaczego ona tak ukrywa naszą relację? Testuje mnie? Sprawdza? Myślę nad tym CZY ONA W OGÓLE ROBI W KIERUNKU TAKIM - ŻEBY POZBYĆ SIĘ KTÓREGOŚ Z NAS? Co ma się stać żeby to się wydarzyło???

      Te oczekiwanie mnie wykańcza...



      • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

        Autor: bezogonka   Data: 2018-04-22, 16:00:09               Odpowiedz

        Wyrównywanie emocji a manipulacja (nawet mimowolna,bo pasyjna,w afekcie) utrwala błędne koła.
        Nie radzicie sobie z tą sytuacją. Oboje. Przykro jest czytać.
        Wybaczcie , "Andrzeju" i "Ewo", moje postrzeganie.



        • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

          Autor: lovesalsa   Data: 2018-04-22, 18:15:46               Odpowiedz

          bo to jakas telenowela jest. czlowieku ogarnij sie, bo mam wrazenie, ze jestes z tych osob, ktore gdy sa kochane to nie chca byc w zwiazku. A jak przestaja byc, to nagle przychodzi im ochota. Nie sypiasz z nia, miales chociaz odwage zapytac czy sypia z tamtym mezczyzna?



      • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

        Autor: Amelia55   Data: 2018-04-22, 18:50:51               Odpowiedz

        Autorze, czy Ty się ekscytujesz tym, że ktoś czyta Twoje opowieści? Bo wyraźnie się delektujesz ich snuciem :-)))



        • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

          Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-22, 19:07:39               Odpowiedz

          bezogonka - Tak, nie radziMY sobie w sytuacji...
          Ja wiem co Ewa ma zrobić, wiem co chciałbym żeby zrobiła. Od samego początku od 1,5 miesiąca, kiedy Ewa wie, że chce dowrócić.
          Chcę żeby określiła się, jak to ma dalej wyglądać. To nie jest z męskiego punktu widzenia atrakcyjne... ale nie łączy nas relacja tygodniowa. Ja jestem gotowy by przyjąć na klatę to - żeby usłyszeć, że mam dać sobie spokój.
          Nie usłyszałem tego oprócz słów: że mam nie naciskać, że mam wyluzować....
          Nie wiem co zrobić, jak zadziałać - żeby cokolwiek poruszyć..


          lovesalsa - to jest masakryczna telenowela. Jak mam się ogarnąć? Nie nie sypiam z nią. Zbliżyliśmy się jakieś 1,5 miesiące temu... od tamtej pory - regularny kontakt.. ale brak konkretów..
          Ona działa na dwa fronty, ukrywa mnie, jego (też), oprócz insynuacji - że wyjeżdża (wrzuca miejsca logowania, zdjęcia bez niego).
          Nie nie pytałem czy spała z nim, ona twierdzi, że się z nim spotyka - ale oczywiście, pewnie tak :)


          Amelia55 - czy ja się ekscytuje? Nie - ta sytuacja mnie pokonuje, zarówno pod względem fizycznym jak i psychicznym.
          Jestem w jakimś AMOKU, która ona wytworzyła i trzyma mnie w nim na siłę i nie pozwala uciec. Zarówno mentalnie jak i fizycznie. Pociąga mnie, jest blisko - czuje ją obok siebie.. wracają wspomnienia, chęci... a ona.. nie umie się określić...


          TAK - potwierdzam, dzisiaj pojechała "do swojego kolegi". Zapewne wróci wieczorem... i pewnie za kilka dni się do mnie odezwie..
          Ja będę milczał.
          Ktoś ma pomysł co dalej robić? Chciałbym jej dać do zrozumienia, że ja już nie mogę tyle czekać...




          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-22, 22:28:49               Odpowiedz

            Andrzej.
            Już wiele padło. Pomysłów.Zacznij czytać ze zrozumieniem.
            Mam wrażenie że piszesz, ale nie czytasz.

            Mam pytanie., Co byś zrobił jakbyś był w związku a twoja kobieta by po kątach obściskiwała się z byłym w ukryciu?



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-22, 22:56:37               Odpowiedz

            PS. Tak sobie myślę, że skoro w związku było źle, a tak jest Wam oboje lepiej...macie emocje, ekscytacje i tak dalej...więc chyba każdy ma korzyść z trwania w tym związku.
            Z wyjątkiem jej aktualnego faceta.



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: fatum   Data: 2018-04-22, 22:58:10               Odpowiedz

            Mirabelle poszedł by do Ciebie,bo Ty już żyć bez Andrzeyyyy nie umiesz.-:*)Tak się wkręcić to faktycznie jest komedia.Ale z drugiej strony to każda epopeja ma swój koniec.Pa.



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-22, 23:09:47               Odpowiedz

            NIe wiem i nie rozumiem jakie potrzeby zaspokaja Andrzej-trwając obok, wyrywając emocje i spotkania z byłą kobietą z którą nie wypalił związek- ale kosztem innego aktualnego faceta. Z jednej strony widać tu, że pasuje mu rola dodatka do rozrywki (obiadu-ekscytacja, zabawa i powrót na łono związku) czyli kochanka można by rzec.
            Zakłada powrót do związku..przy czym kobieta aktualnie z nim zdradza swojego faceta (więc jest zdolna do skoków w bok i kłamstw i oszustw) i jeszcze widzi ją niemal jak ideał kobiety;)
            Nie wiem czy to co czytam jest fantazją tworzoną przez młodzież nudzącą się...czy to faktycznie pisze realny face co ma prawie 30stkę na karku i chce poważnego związku tak zaczynając związek.
            Kurde-moja głowa nie ogarnia.Zastanowię się Fatum czemu tak szukam zrozumienia. W zasadzie nie potrzebuję tego rozumieć.
            Nie wiem czemu nadal próbuję. Pomyślę.\
            Buźka.



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-22, 23:31:49               Odpowiedz

            NIe wiem i nie rozumiem jakie potrzeby zaspokaja Andrzej-trwając obok, wyrywając emocje i spotkania z byłą kobietą z którą nie wypalił związek- ale kosztem innego aktualnego faceta. Z jednej strony widać tu, że pasuje mu rola dodatka do rozrywki (obiadu-ekscytacja, zabawa i powrót na łono związku) czyli kochanka można by rzec.
            Zakłada powrót do związku..przy czym kobieta aktualnie z nim zdradza swojego faceta (więc jest zdolna do skoków w bok i kłamstw i oszustw) i jeszcze widzi ją niemal jak ideał kobiety;)
            Nie wiem czy to co czytam jest fantazją tworzoną przez młodzież nudzącą się...czy to faktycznie pisze realny face co ma prawie 30stkę na karku i chce poważnego związku tak zaczynając związek.
            Kurde-moja głowa nie ogarnia.Zastanowię się Fatum czemu tak szukam zrozumienia. W zasadzie nie potrzebuję tego rozumieć.
            Nie wiem czemu nadal próbuję. Pomyślę.\
            Buźka.



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: fatum   Data: 2018-04-22, 23:37:45               Odpowiedz

            A co złego napisałaś,że wątek (wyżej)Twój usunięto?



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-22, 23:44:11               Odpowiedz

            Hm..nie wiem o czym mówisz. Jaki mój wątek? Ja póki co się tylko udzielam głową i nic nie zakładam sama:)
            Nie wiem o jakim wątku mowa?



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: fatum   Data: 2018-04-23, 08:09:33               Odpowiedz

            Mam na myśli Twój wpis o 23:09:47 w tym wątku.Już jaśniej.Chciałam go przeczytać,ale nie wyświetla się.Sama zresztą sprawdź.Miłego dnia z udziałem głowy Mirabellko.



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-23, 08:22:07               Odpowiedz

            Drogie Panie - tak, mam prawie 30stke na karku i tak, biegam z Ewą.
            Wiem - że każda historia ma swój koniec.
            Ja również chciałbym dotrzeć już do końca.

            Czy Ewa zdradza swojego kolegę ze mną? Myślę, że tak. Myślę, że jest to spowodowane tym, że ją ciągnie do mnie.
            Tym, że mimo tego co się stało - zależy jej na mnie.

            Problem jest w tym, że Ewa nie chce "zostawić" swojego kolegi. Nie wiem dlaczego? Nie wiem dlaczego ciągle w to brnie. Tutaj mi nic nie pasuje w tym.

            Ja wiem jedno - poczekam kilka dni, w ciszy, w spokoju i pojadę do niej na finalną rozmowę - co dalej, bo.. to nie ma sensu. Jeżeli sama nie potrafi się określić, to zasugeruje, że ja to mogę wyjaśnić sobie - jeżeli ona ma z tym problem.

            Boje się, że ją stracę, że zamknę drzwi sobie przed nosem - aczkolwiek - na prawdę, nie mam pomysłu co dalej.
            Nie wiem dlaczego Ewa się tak zachowuje...


            Proszę - zasugerujcie mi ostatni raz - co mam zrobić? Jestem jak dziecko we mgle. Niby jest super, niby jest fajnie - a mimo wszystko... Ewa gra na czas.
            Jak znowu się z nią spotkam - to nie będzie chciała rozmawiać o nas, bo stwierdzi, że prosiła o czas, o to, żebym wyluzował...



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: fatum   Data: 2018-04-23, 08:43:42               Odpowiedz

            Chłopie zasuwaj do psychiatry.Masz poważne zaburzenia psychiczne.Nie przyjmujesz do wiadomości,że Ewa Ciebie nie chce.Możliwe,że to Ewa Ciebie opuściła (bardzo prawdopodobne,gdyż Twoje sugestie,źe Ty Ewę opuściłeś nie trzymają się ze sobą spójnie).Nie jesteś w stanie przeżyć porażki i konfabulujesz ostro.Pogadaj z psychiatrą,bo chyba wpadłeś w paranoję.Zero odpowiedzi normalnych.Zero argumentów normalnych.Wymagasz lekarza i lekarstw.I zostaw to Forum.Zadbaj o zdrowie.Ewa pewnie wie o Twojej chorobie i dlatego taka jest opiekuńcza w stosunku do Ciebie.Pewnie też wysyłała Ciebie do lekarza,ale ją zignorowałeś prawdopodobnie.Ewa to mądra Dziewczyna.Tak pisałam od początku.Uważam,że masz problem natury psychicznej.



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-23, 09:15:04               Odpowiedz

            Fatum - dlaczego jesteś aż tak skrajna?
            Nie było nigdy wcześniej tematu - żebyśmy się rozstali, żebyśmy nie byli razem. TO JA Z DNIA NA DZIEŃ tak zareagowałem. Teraz w perspektywie czasu - to widzę i żałuję tego.
            Dlatego - przez prawie 3 miesiące spotykam się z nią, walczę o nią. Ona to widzi i wykorzystuje.
            Ja zniżam się do poziomu kolan - akceptując to, że jest jeszcze jakiś facet między nami.

            Ewa ciągle w to brnie, ciągle zaczepia, spotykamy się.
            To jest SPRZECZNE SAMO W SOBIE.

            Czy nie jestem w stanie przeżyć porażki? Oczywiście, że jestem - ale ona mi nie chce tego powiedzieć, ciągle piłka jest w grze i mecz się nie zakończył.
            Ja jestem uparty, gram do końca - dlatego to wszystko.

            Jakby mi 2-3-4 tygodnie temu powiedziała, że nic z tego to... bym odpuścił, a tak to czekam... czekam... czekam...

            Nie - Nie było żadnego tematu lekarza wcześniej, ani sugestii Ewy. To była moja dobra wola, chęć zastanowienia się nad sobą.


            Fatum zrozum - nasze spotkania wyglądają tak - jakbyśmy byli razem, jakbyśmy wrócili do naszych starych relacji, czuje bliskość- a tak naprawdę dzielę emocje między dwie osoby..



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: feelka   Data: 2018-04-23, 10:05:52               Odpowiedz

            "Ewa powiedziała mi na zakończenie w formie żartu: "Bo wy wszyscy tacy sami. Miesiąc im się chce, a potem wychodzi wszystko"-

            I co, i nie drążyłeś tych słów? wiesz o co chodzi? co jej tam "wychodzi"? (ja bym wtedy tego zdania nie odpuściła, wierciłabym dziurę o wyjaśnienia. Ale - ty masz problem z komunikacją :)

            Mi wychodzi , że ona z tych księżniczek, co trzeba je zabawiać z dużą częstotliwością? A każdy mężczyzna, (bo "wszyscy tacy sami") - czyli tak ty jak i tamten - ochłodliście nieco...?

            i ona jeszcze bardziej nie wie co ma myśleć i czuć :) Tak, ona może myśleć, że za miesiąc to któryś już mniej wytrwały odpadnie od ściany. Ona poczeka.

            Czyli - ona tylko sprawdza - "kto da więcej"?

            do tego jest jej tamten potrzebny, do porównywania?

            Położy ci głowę na kolana by zdwoić twoje starania?
            Może ją krzywdzę, bo to wszystko domysły. Ale dziewczyna niedojrzała (to nie zarzut, to wiek), niezakochana (jak i ty zresztą)- no jakie ma kryteria ... chodzenia ze sobą? (bo chyba nie związku - typu wstęp do małżeństwa i dzieci? pytałeś o jej najbliższe plany?) Ma kryterium: <niech mnie któryś przekona jak bardzo jestem ważna>?

            Ale jeśli zdecydujesz się ją przekonać - wpadniesz w swoje sidła. Nie można kogoś przekonywać "zabiegami" nieustannie. Mówiłam już, gdy wróci do ciebie - i tak przyjdzie dzień, że wsiądziesz sam na motor, że wyjedziesz z kolegami; to normalne i dorosłe osoby już o tym wiedzą. Ale Ewa nie wie, i może mieć pretensje: udawałeś tylko że ci na mnie zależy, po co udawałeś; tamtemu może faktycznie zależało, zabawiał by mnie i zabawiał, i nie zostawiałby mnie samej...

            Gotowy jesteś na to? Rozmawialiście o tym?

            Taa, jasne.



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-23, 10:44:00               Odpowiedz

            feelka - cały problem polega na tym - że ona MNIE UKRYWA. Nie chwali się, że spędza czas ze mną - jedynie jedna lub dwie jej przyjaciółki wiedzą.
            To że jej "kolega" o mnie wie - też podejrzewam, za mało realne.

            Ta cała relacja - to takie podwójne życie. Będąc ze mną jest super, cieszymy się sobą.
            Jak wraca do domu - przed "komputer" relacja się ochładza.

            Przerasta mnie to, ponieważ nie wiem jaki ona ma cel w tym. Sprawdza mnie? Mści się?
            Nie wiem czy ona szczerze chce? Nie wiem czy jest szczera...
            Dlaczego ma takie obawy? Wiem, że pojawiłem się i zaburzyłem jej wszystko - ALE DLACZEGO MA TAKI PROBLEM zadecydować i określić się?

            Uważasz - że poinformowanie jej - że jestem w stanie sam dociec prawdy - i zapytać się "kolegi" jak to wygląda może ją ruszyć? Może spowodować, że coś się zmieni? Jak dla mnie - to byłby armageddon.. i koniec wszystkiego.


            Pytałem ją jakie ma plany na przyszłość - powiedziała, że chciałby być szczęśliwa, że nawet by wróciła do mnie ale jest "KOLEGA" i ona nie chce zostawić go i zrobić mu krzywdy (tak.. ale mi może ją robić?). To jest chore, totalnie zagubione.

            Ja również zastanawiałem się nad tym wszystkim - i wiem, że jestem PRZEKONANY po tym wszystkim, po wszystkich sytuacjach, ze EWA - to jest kobieta, z która chciałbym spędzić życie. TAK, mówie to w 100% świadomie - z drugiej strony, ta cała sytuacja jest dla mnie dziwna i podejrzana... co jeśli ja bym był kiedyś na miejscu "kolegi"? Nie znam jej z takiej strony...


            Totalnie nie wiem co dalej podziać. Miałem plan na ostatni dni, kolacja, mecz.. itp itd.
            Teraz nie mam nic - oprócz planu czekania i czekania na jej reakcje, kontakt.
            A co jeśli to nie nastąpi?

            A co jeśli ona liczy, że czas sam wyklaruje sytuację?
            Ile mogę czekać i to akceptować?



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Adamos325   Data: 2018-04-23, 11:03:04               Odpowiedz

            A może jest zbyt wrażliwa... - i teraz szkoda jej któregokolwiek z Was zostawić, skrzywdzić w jej mniemaniu? ;) No ale Andrzej to też konsekwencje Twoich decyzji. Zemsta też wchodzi w rachubę - manipulacja Tobą, ale to by znów świadczyło o jej wyrafinowaniu lub bólu, który jej zadałeś. Sam znasz ją lepiej - do którego kierunku jej bliżej? Choć też kobiety nigdy do końca nie odkryje - mężczyznę prędzej, jest prostolinijny - kobieta to labirynt ;) Żartuję - potrzebne tylko odpowiednie oprogramowanie i czułość (detektora) ;))



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: chellunia   Data: 2018-04-23, 11:23:52               Odpowiedz

            Choć też kobiety nigdy do końca nie odkryje - mężczyznę prędzej, jest prostolinijny - kobieta to labirynt ;) Żartuję - potrzebne tylko odpowiednie oprogramowanie i czułość (detektora) ;))

            Tak,tak,tak:):)
            Do zbioru labiryntu należą i kobiety i mężczyźni.
            Do zbioru prostej linii należą i kobiety i mężczyźni.
            Tak to widzę. Adaś, troszkę mnie poznałeś:)



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: feelka   Data: 2018-04-23, 11:17:05               Odpowiedz

            Nie zrozumiałeś mnie :(

            " problem polega na tym - że ona MNIE UKRYWA"
            "To że jej "kolega" o mnie wie - też podejrzewam, za mało realne" -
            a co ma do tego o czym ja pisałam - kolega i jego ukrywanie?..

            "Bo wy wszyscy tacy sami. Miesiąc im się chce, a potem wychodzi wszystko" -
            ja pytałam, co miała na myśli, że "po miesiącu wychodzi wszystko", CO jej wychodzi po miesiącu? jakie wnioski ona ma?

            Chyba się nie porozumiemy :)

            "Uważasz - że poinformowanie jej - że jestem w stanie sam dociec prawdy - i zapytać się "kolegi" jak to wygląda może ją ruszyć? Może spowodować, że coś się zmieni? Jak dla mnie - to byłby armageddon.. i koniec wszystkiego" -

            tak, tak uważam, że zmieni. Zmieni w armagedon :) i da ci wreszcie jasność. Ale potem nigdy sobie tego "popsucia relacji" nie wybaczysz, bo nie masz odwagi spojrzeć prawdzie w oczy. więc nie namawiam.

            "Pytałem ją jakie ma plany na przyszłość - powiedziała, że chciałby być szczęśliwa, że nawet by wróciła do mnie ale jest "KOLEGA" i ona nie chce zostawić go i zrobić mu krzywdy (tak.. ale mi może ją robić?). To jest chore, totalnie zagubione"

            Tak, to jest chore. Taka rozmowa jest chora. Dziewczyna 28 lat - i plany "być szczęśliwa" i "nawet by wróciła". A ty nie dopytujesz o szczegóły. Nie wierzę, że nie jest w stanie powiedzieć: wiesz, nie myślę jeszcze o dziecku, za wcześnie; wiesz nie myślę o stałym związku, o ślubie, nie zależy mi/ lub zależy. Wiesz, chciałabym tylko spróbować jeszcze raz z tobą, przymierzyć się, a jak nam nie wyjdzie - odejdę. bez żalu.

            Wymiękam. To nie mój świat. Świat, w którym się nic nie mówi. O nic nie pyta. Niczego nie drąży. Poprzestaje na pojedynczym rzuconym mimochodem zdanku. Zwłaszcza jeśli deklarujesz "chcę spędzić z nią życie".( Mówiłeś jej to?)

            "Przerasta mnie to, ponieważ nie wiem jaki ona ma cel w tym. Sprawdza mnie? Mści się?"

            Masz język? Pytasz się : czy ty się Ewa mścisz za tamto porzucenie? i nie poprzestajesz na byle zdanku:" nie nie...skąd..." Pytasz się : jaki masz Ewa w tym cel? czy ten czas potrzebny jest ci na porównanie, który z nas się bardziej stara? czy Ewa czekasz, który z nas zadeklaruje więcej?...

            Ale coż, pytania nic nie pomogą. Jeśli nie drąży się odpowiedzi. Na przykład pytasz teraz:

            "A co jeśli ona liczy, że czas sam wyklaruje sytuację?"
            A przecież przed minutą napisałam : "tak, czeka aż któryś pierwszy odpadnie od ściany", wspinaczkowej, rozumiesz? aż podda się któryś.

            Do Ciebie się mówi, ale Ty nie słyszysz.



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: feelka   Data: 2018-04-23, 11:43:22               Odpowiedz

            Ja cię nie namawiam na "drążenie" zagadnień, jeśli to ci zupełnie nie leży; bo przecież masz być sobą, przede wszystkim sobą.

            Ale nie powinno się chyba "być sobą" jednakowym - całe życie? Bo widzisz do czego to prowadzi, do zastoju. Ona jest sobą i ty sobą, już 3 miesiące w impasie.
            Człowiek ma się rozwijać, dlatego radziłam ci rozmawiać o tym z psychologiem; nie stał byś może w miejscu.

            Nie jest elegancko pytać "sypiasz z nim?", "oświadczył ci się?"... Można i z liścia za to dostać, hm. Ale jeśli to jest wyraz szczerego niepokoju, szczerej zazdrości, szczerego zniecierpliwienia? ja doceniłabym szczerość emocji, że tego mojego faceta coś boli, coś rusza, coś wk...

            A nie że stoi jak kukła, boi się nawet zapytać: słuchaj, a ten kolega to o mnie wie? co wie? (Bo takie pytanie to grzech wielki, kurcze.)

            No nie rozumiem.

            Ale nie pytaj jej. Żeby nie było na mnie, jak cię pogoni. :)

            Ale tam, pogoni. Ona też stoi niewyraźna w miejscu.
            Może się i dobrze dobraliście. Niewyraźni. Tylko scorbolamidu nie bierzcie ;)



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Adamos325   Data: 2018-04-23, 10:45:31               Odpowiedz

            A co do Andrzeja - ja Ci radzę, zostaw na razie to tak jak jest, daj Ewie wybrać - na razie ma was dwóch, ale poniekąd sam tego chciałeś, więc teraz za bardzo nie narzekaj. Fakt, Ewa ma was dwóch teraz trochę w garści - jesteście zdani na jej wybór i jej manipulacje, jej widzi mi się. Ale poprzednio Ty więcej kierowałeś - więc teraz Ewa :) Jak będziesz za bardzo naciskał - to możesz ją stracić - choć też taka zdecydowana decyzja pewnie bardziej należy do Twojej osobowości, typowo męska :), wybór należy do Ciebie - a potem zyski lub straty. Obydwoje jesteście jeszcze trochę niedojrzali - no ale jesteście jeszcze młodzi, więc Wam wolno - błędy też są wliczane w życie, czasami należne życiu.

            Ps. Ewie na razie widać, że dobrze z dwojgiem adoratorów - w tym się odnalazła :) Ale przychodzi też taki czas, że kobieta podejmuje radykalną decyzję.



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-23, 11:14:37               Odpowiedz

            Adamos - tak o to chodzi...

            Jednak oprócz "wyboru" są też inne kwestie, z którymi EWA ma problem - rodzina, znajomi...
            Co powiedzą rodzice, że wróciłem? Co powiedzą, że zostawiła "kolegę"?

            Pewnie zrobiła ze mnie tego najgorszego, a teraz widzi - że jednak tak nie jest/było..


            Dziękuje za twoją opinie.
            Ewa prosiła o czas, żebym nie naciskał - posłucham jej. Dam jej ten czas. Poczekam.
            Poczekam jeszcze kilka dni, a następnie spotkam się z nią na finalne spotkanie.
            Daje sobie czasu do końca kwietnia...
            Tydzień wytrzymam....

            Myślisz Adamos - że "zagrożenie" tudzież "zasugerowanie", że samemu mogę wyjaśnić sprawę i poznać prawdę poprzez kontakt - z kolega, może zostać źle odebrany? Jako szantaż? Jako zagrożenie? Co mi pozostaje innego, skoro zwodzi mnie, gra na czas?

            Pytasz - do której rzeczy jej bliżej - czy do zemsty, manipulacji czy bólu?

            Wiesz co - na chwilę obecną to bardziej ból. Strach tego co zrobiłem. Myślę, że aż tak wyrafinowana nie jest, ponieważ zna konsekwencje tego, że spotykamy się już jakiś czas, że "zdradza" go ze mną. Tylko pytanie - co to za zdrada "skoro z nim nie jest w związku?"..


            Prosiła o czas - dam jej go. Poczekam kilka dni...



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: fatum   Data: 2018-04-23, 12:55:34               Odpowiedz

            ... "nasze spotkania wyglądają tak-jakbyśmy byli razem......)"To Ty tak sądzisz.Ewa wie,że coś jest nie tak z Tobą i zwyczajnie boi się to Tobie powiedzieć.Nie chce przykładać ręki do Twojej choroby.Fakt powinna o tym powiedzieć,ale ma też problemy z komunikacją (tak wynika z Twoich wpisów na jej temat).Znajomi i rodzina wiedzą o Twoich zaburzeniach i Ewa boi się im powiedzieć.Ewa nawet sugerowała Tobie psychologa,ale Ty wiesz wszystko lepiej.Moim zdaniem należysz do facetów,którzy uwielbiają mieć rację.To ją sobie miej,a Ewa puść wolno.Już wystarczająco jej namieszałeś w życiu.Dlaczego boisz się psychiatry?Uzna Ciebie za chorego?Skąd to wiesz skoro unikasz specjalisty?Twoja rodzina wie jak potraktowałeś Ewę?I co pogłaskała Ciebie po głowie?Wszyscy zdrowi?



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-23, 13:17:22               Odpowiedz

            Fatum - nie, nigdy Ewa nie mówiła, że mam iść do lekarza.
            Nigdy nie było takiego tematu. SAM OD SIEBIE poszedłem.
            Co rodzice na to? Oni nie decydują za mnie - oni chcą bym był szczęśliwy. Jasne - że sugerowali mi, żebym czasem odpuścił itp itd a ja robiłem swoje.

            Teraz - po rozmowie z psychologiem, wiem - ile błędów zrobiłem..

            Teraz - Ewa sama się odezwała - co u mnie, jak leci...

            Wykorzystam sytuację - spotkam się z nią. Przejdę do finalnej rozmowy dziś lub jutro.
            Nie mam ochoty już dalej czekać... to za długo... za ciężkie to jest.. :(






          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: fatum   Data: 2018-04-23, 13:31:26               Odpowiedz

            Bierzesz pod uwagę rozmowę z psychiatrą?A może nawet psychoterapię weź pod rozwagę.Przerobisz problem nienawiści do siebie samego.Tak kolego nienawidzisz siebie.To trzeba rozpracować i zrozumieć mechanizmy nienawiści do siebie samego.To zaburzenie zniszczyło Ciebie i nadal niszczy.Ewa to przykrywka Twojej choroby.Spotkaj się z psychiatrą i poproś o skierowanie na terapię.Opuszczam wątek,bo tylko Tobie szkodzę,a nie jest to moim zamiarem.Pozdrawiam i powodzenia w odzyskaniu siebie.



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-23, 14:05:28               Odpowiedz

            Fatum - pewnie, że biorę pod uwagę rozmowę z psychoterapeutą. Pytanie tylko po co? Słuchaj - ja nie mam problemu z relacjami, ja nie mam problemu z kolegami i koleżankami.
            Prowadzę aktywne życie.

            Nie wiem jak ci mam wytłumaczyć - że nie czuję się chory. CZUŁEM SIĘ TYLKO - że zrobiłem coś złego - rozstając się z Ewą.

            O jakich mechanizmach nienawiści mówisz? Ja nie mam problemu z sobą. Po prostu - relacja z Ewą - mnie przerosła, za dużo rzeczy się nałożyło wtedy. Strata pracy, stresy, śmierć zwierzaka, problemy z wyjazdem na wakacje i... przerosło mnie to. Pisałem o tym w pierwszym poście.

            Suma sumarum - wyciągnąłem wnioski, nauczyłem się być inny, podchodzić inaczej do pewnych spraw.
            Ja wiem - że zmieniłem się. Nie wiem czy Ewa to wie. Nawet jak wie - to nie wiem czy jest za późno z tym "kolegą"...


            Dzisiaj umówiłem się na spotkanie - miałem jej nie cisnąć i dać czas - ale... ja nie umiem. Po prostu nie umiem. Kolejne tygodnie lecą. Zabija mnie te czekanie, ta niepewność.
            Wolę usłyszeć dzisiaj - że nic z tego, niż czekać kolejne dni, tygodnie.

            Mam ambitne plany - chciałbym żeby ona rzuciła wszystko, żeby zaufała mi DRUGI i ostatni raz.
            Nie chcę jej zmuszać do tego - bo to ma być szczere, ale też nie chcę - by robiła ze mnie chłopaka, który będzie biegał za nią. Chciałbym jej pomóc w tym, pomóc pokonać przeciwności ale... potrzebuje kredytu zaufania do tego..
            Odrobinę...




          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: chellunia   Data: 2018-04-23, 15:35:22               Odpowiedz

            Andrzeyyyyyyyy :):)

            Banują czy co? Dobra:)

            "Mam ambitne plany - chciałbym żeby ona rzuciła wszystko, żeby zaufała mi DRUGI i ostatni raz"

            Chyba jednak masz obsesję? :)
            Po porzuceniu...ma tak- pstryk zaufać, RZUCIĆ WSZYSTKO, bo przypomniało się Tobie, że kochasz?

            Zaufanie się buduje długo a w jednej chwili można je zmiażdżyć. I Ty to zrobiłeś.







          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-23, 18:02:44               Odpowiedz

            Hahah, nie - nie banują ;)
            Sam siebie banuję ponieważ "niby" wpisuje wulgaryzmy w tekście... Tylko, że ja ich nie widzę ;)


            Trzymajcie kciuki. Dzisiaj spotkanie z Ewą. Kończę ta relacje, odcinam się od tego. Nie jestem w stanie przyglądać się temu, że jestem w takiej relacji i.. Ze po prostu jak przemysli to ma dać znać. Oczywiście nie za rok, półtora. Bo ja sam nie wiem na ile sił mi starczy czekać... Kocham ją a to bardzo boli..

            Nie mam specjalnego planu co jej powiem, bo mam milion myśli...
            Wiem, że nie może być po mojemu, wiem że na to wszystko potrzeba czasu, że Ewa nie rzuci wszystkiego i nie przyleci do mnie. NAJGORSZE JEST TO ZE JA NIE WIEM CO MAM TAK NA PRAWDE ROBIC I MYŚLEĆ. Czekać? Czy nie czekać?
            Na tą chwilę przeżyłem kwartał życia swojego na nieświadomości z obawami przed przyszłością. Czekać? Szukać szczęścia w innej kobiecie? Na siłę? Mając w głowie Ewę?
            Nie chce.. nie wiem co Ewa do mnie czuję w tym momencie. Czy to gra? Zemsta? Gra na zwłokę? Czy faktycznie walczy z emocjami ale.. Boi się prawdy? Boi się reakcji ludzi i BOI SIE SZCZEREJ ROZMOWY....

            No ale.. Dzisiaj na spokojnie podejdę do tematu i rozmowy..



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-23, 18:48:21               Odpowiedz

            Ja nie kochałam i nie kocham. A czekałam/czekam.
            Już 1,5 roku. I po prostu tak jest, bo sie zdecydowalam.
            *facet ma coś czego chcę w związku (nie byliśmy razem).
            To nieważne.
            Nie chodzi o wielkie słowa kocham i pewności deklarowane.

            Wiesz co mnie uderza?
            Gra na dwa fronty. Ty nie jesteś tym oszukiwanym-i takiej Ewy nie znasz, a przecież znasz bo w tym bierzesz udział.
            Wypierasz niewygodne informacje.

            Poza tym -możesz czekać i 10 lat jak masz ochotę. To nie chodzi o czas. Dla mnie rzucają mi się w oczy kłamstwa, oszustwa i robienie z kogoś jelenia...To mnie uderza.
            I te puste słowa o "niekrzywdzeniu nikogo",
            Co za ściema.
            To jest dla mnie najbardziej uderzające. Ten fałsz.
            Ale jak chcesz brać udział w takiej grze...to twój wolny wybór. Nie jesteś na miejscu kolegi na razie...i obyś się nie znalazł. Pozdrawiam.



          • PS

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-23, 18:54:06               Odpowiedz

            Ty też zakłamujesz rzeczywistość nazywając kolegą jej aktualnego faceta. Tak chyba wygodniej niż nazwać go jej facetem - używasz kłamstw na swój użytek.
            Tak jak Ewa opowiada o tym, że nie chce krzywdzić nikogo a robi co robi...To samo. Ten sam wybieg.,
            Jego też nazywa do Ciebie kolegą? Facetem? Kim?
            Przecież jest z nim.



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-23, 18:37:15               Odpowiedz

            Masz plany by ona zrobiła tak jak chcesz.
            To JEJ plan-i zrobi to co zechce. Ty nie możesz za nią planować.
            Widzę, że jesteś w klatce własnych zachowań.
            Propozycje wyjścia dostałeś. Robisz to co chcesz. Chcesz w tym trwać-trwasz.
            Ewa ma swoje plany...i je realizuje.
            Pozdrawiam.



          • RE:Chellunia

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-23, 18:41:30               Odpowiedz

            Po czym Ty rozpoznajesz w zachowaniu Ewy, że ona się czuje pokrzywdzona?/?????
            Wciąż podkreślasz winę i krzywdę jaką Andrzej uczynił...
            A ja nie widzę w jej zachowaniu osoby czującej krzywdę i żal...\Ty to wciąż podkreślasz. Gdzie widzisz w JEJ zachowaniu poczucie krzywdy i żalu?



          • RE:Chellunia

            Autor: chellunia   Data: 2018-04-23, 18:58:02               Odpowiedz

            Mirabelko
            Czytalas?
            Kiedy ona rzuci wszystko?

            Nie rzuci.Rzucić można dla kogoś komu się ufa.
            A Andrzej rzucił? Najpierw zadbał o swoją sytuację. Ja rzucił.

            I ona się boi,ze zrobi to samo za każdym razem,jak cos nie tak będzie w ich życiu.



          • RE:Chellunia

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-23, 19:22:15               Odpowiedz

            On stracił pracę, umarł pies, nie było go stać na wakacje. Ona pojechała... Teraz ma kasę i pracę. Jest na górce.
            Kłotnie? Brak kasy. Może mu było wstyd przyznać się, że go nie stać na wakacje...Nie wiem.
            Ja nie wnikam.
            Bez względu na to -ona jest z kimś. I to jest ważne.
            Co robi? Jelenia z kogoś.
            Jak sobie na to zasłużył? Kto komu robi krzywdę.
            Nie ma załamania nerwowego.



          • RE:Chellunia

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-23, 19:33:46               Odpowiedz

            Wiesz- w sumie to nie moje sumienie. Nie ja robię swiadomie z kogoś głupka. Nie ja ..ale nie widzę by ktokolwiek miał z tym problem, że tam jest też "kolega" oszukiwany. I to mnie uderza, że jest wygodnie nazywany kolegą.
            Gdyby się na to decydował i chciał brać w tym udział-to on też by wybrał tę sytuację.
            Jednak na świecie jesteśmy oszukiwani na każdym kroku. W końcu cel uścięca środki. A miłość to przecież wielki cel i można wszystko. Amen. Niech żyje Miłość!



          • RE:Chellunia

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-23, 19:55:28               Odpowiedz

            Już wiem skąd takie emocje:) Byłam "koleżanką". Zakochaną pierwszy raz w życiu tak mocno. I cóż. Okazało się, że jest była narzeczona. NIeważne.
            Nareszcie wiem czemu się tak wkurzam:)



          • RE:Chellunia

            Autor: chellunia   Data: 2018-04-23, 19:58:31               Odpowiedz

            JA uważam, że tam nie ma zadnego kolegi.
            Nikt nie jest oszukiwany.Ale to moje.
            ona jeszcze się nie wyleczyła.Nadal ja facet i pociąga i odpycha.



          • RE:Chellunia

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-23, 20:00:57               Odpowiedz

            Jak nie ma "kolegi" do którego jeździ w weekendy i zaprasza do siebie...to OK>
            To dla mnie sprawa jest czysta. I w zasadzie nie mam uwag:)
            To dobrze jeżeli ona nie robi komuś wody z mózgu i nie rani...(bo była zraniona przecież-więc ma prawo).
            Miejmy nadzieję, że z tym kolegą to ściema. Tez dziwne, ze po prostu nie powie-teraz nie mam ochoty. Nie chcę na razie i tyle. Po co wymyślać kolegę?



          • RE:Chellunia

            Autor: chellunia   Data: 2018-04-23, 20:16:22               Odpowiedz


            Ludzie to tez klamczuchy.Czemu to robią?
            Kłamią w żywe oczy. Nawet brewka im nie pyknie:):)

            I kobiety Mirabelko prowadzą swoje gierki i faceci.

            Tłumaczysz Andrzeja załamaniem
            A kiedy to wyszlo?

            Gdy coś tracimy,kogoś, chcemy być trochę sami ale też potrzebujemy drugiej osoby. A tu: mam deprechę to sajonara!



          • RE:Chellunia

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-23, 20:39:56               Odpowiedz

            Drogie Panie - kolega istnieje na pewno. Miesiąc po rozstaniu wrzucila z nim wspólne zdjęcia :)
            Tak więc kolega istnieje.

            Jadę właśnie na spotkanie - powiedzieć że dsje jej czas, że nie dla mnie taki trójkąt. Ze ma sobie przemyśleć.. I jak nie będzie za późno - to wrócimy do tematu :)

            Tak było - było mi wstyd przyznać że noe mam kasy, że dziewczyna ma ki płacić. No cóż.. Trudniejszy okres w życiu.
            Teraz wyszedłem na prostą i jeztem pewny co do sukcesu.

            Ważne jest to aby do przodu. A przez 3 miesiące biegam za Ewa w głowie. Żyjąc z dnia na dzień. Tak nie może by

            Dam znsc po spotkaniu.. Trzymajcie kciuki



          • RE:Chellunia

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-23, 20:55:00               Odpowiedz

            Obstawiam, że wrócisz-znów sobie pogadacie poobściskujecie się i będzie dokładnie ta sama sytuacja. Chętnie bym się założyła na jakąś kwotę. Miałabym pewniaka:)



          • RE:Chellunia

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-23, 21:07:46               Odpowiedz

            Znam faceta co u jego żony wykryli jakiś nowotwór mózgu. Paraliż połowy ciała. Nie wiadomo czy wyjdzie z tego. To trwa kilka lat...On jej nie zostawił dla innej.
            Mają po 30 lat!
            Ja jestem w szoku, że facet nie zwiał i jej nie zostawił.
            Prawdziwa miłość.
            A Ty zwiałeś bo się bałeś Ewie powiedzieć, że nie masz kasy na wakacje i nie masz kasy...Udawałeś Bohatera.
            czemu nie pokazałeś jej swojej sytuacji?
            Bałeś się, że sobie pójdzie czy co?



          • RE:Chellunia

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-23, 20:47:38               Odpowiedz

            Dużo zależy od reakcji na depresję. Czasami tą reakcją jest agresja (kłótnie): weź się w garść. Co z Ciebie za chłop. Ciapa. Itp. Bywają różne.
            Ale nie będziemy snuć źródeł. Andrzej wyrzucił co niewygodne i pamiętać nie chce (ma ciekawy mechanizm usuwania niewygodnych informacji) -tym bardziej nie ma sensu tu snuć fantazji...
            NIe tłumaczę Andrzeja. Rozumiem potrzebę przestrzeni...
            Ale po co te zaproszenia na spotkania i obściskiwanie się. To chyba nie pasuje do potrzeby odsunięcia?
            Wysyłanie sms. Zaczepki.
            Więc Ty masz wizję Ewy...ale Ewę wymyślasz...
            Ja zresztą też.



          • RE:Chellunia

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-23, 23:54:05               Odpowiedz

            Cześć!
            Dopiero wróciłem ze spotkania.

            Na początku chciałem podziękować WSZYSTKIM - którzy włożyli chociaż ziarenko wiary i chęci by mi doradzić i zasugerować. Skrytykować jak i pocieszyć :)

            Dzisiaj mogę oficjalnie stwierdzić, że to jest koniec "telenoweli".
            Zanim jednak opowiem co się wydarzyło odpiszę Mirabelle na posta.


            Postaw się proszę w mojej sytuacji. Jest 2017 rok, zaczął sie jako tako - Ewa miała studia, ja pracowałem. Widywaliśmy się, spędzaliśmy czas. Było w porządku.
            Przyszedł czerwiec/maj - jej obrona pracy mgr, stresy, nerwy, pisanie pracy - a u mnie - utrata pracy, bankructwo firmy, brak wyplat - odszkowania. Sprawy z syndykiem itp itd.
            Ja miałem co robić - ona miała co robić. Ja potrzebowałem wsparcia w swoich sprawach, ona w swoich. Było ciężko, potem znalazłem na szybko inną prace - gdzie pracowałem po 10h, to już zupełnie
            nie pomagało w relacjach. Potem nadszedł czas wylotu na wakacje, na który - nie byłem gotowy. Miałem dość wszystkiego i ODREAGOWAŁEM NA EWIE.
            Oczywiście w pierwszej chwili po zerwaniu myślałem "czy to dobra decyzja? czy to tak miało wyglądać? Moze popełniłem blad?". Nie wazne - meska duma mówi - zrobiłes to sie tego trzymaj.
            No i tak się trzymałem, że nie rozmawiałem z nią 3 miesiące. W tym czasie poznałem nowych ludzi, nowe otoczenie i zacząłem myśleć, po licznych rozmowach, weekendach, moich wyjazdach - że.. coś jest nie tak.
            Poszedłem do specjalisty, zacząłem więcej z rodziną rozmawiać. Oni sami zobaczyli, że się otworzyłem. Tak minął czas - i nagle w styczniu Andrzej się obudził nad ranem (ktoś lub coś spowodowało), że poczułem
            skurcz w żołądku i umysł mi powiedział: "Dzwoń do Ewy". Spotkałem się z nią i tak zaczął się film, który chyba właśnię kończy... :)

            Warto zauważyć - że ja przez całe życie byłem postrzegany jako osoba, której wszystko się udaje, że ma złotą rekę. Czego nie dotknę to zamienia się w sztabki. Nie miałem problemów w życiu.
            Wszystko szło jak po sznurku. Miałem BARDZO DOBRZE - teraz już wiem - że za dobrze, bo straciłem czujność w sytuacji kryzysu.
            Teraz jestem bogatszy o nowe doświadczenia. Kto wie - co by było jakbym wczesniej zaczął się zastanawiać co można zrobić inaczej. Dopiero dzisiaj mam na to odpowiedź ponieważ:


            - Spotkałem się z Ewą. Deszcz padał, usiedliśmy w aucie. Oczywiście jak wcześniej - klimat "luźny", bez nerwów.
            Rozmowa trwała z 40 min, chociaż liczyłem że załatwię to w 5min.

            Na wstępie powiedziałem jej, że chciałem się spotkać dzisiaj - ponieważ odebrałem klucze z mieszkania. TAK - wyprowadzam się od rodziców, zmieniam życie. Dlaczego jej o tym mówie? Ponieważ
            od stycznia, a później od marca - WIE, że mieszkanie to ważny punkt "planu". Myślałem - że do tego czasu będę wiedzial na czym stoję. Taki dałem sobie deadline. Chciałbym wybrać z nią fabry, meble.. po prostu - żeby mi doradziła jako kobieta/partnerka - kobieta z którą bym był razem.
            Tak się jednak nie stało - dalej nie wiem na czym stoję w związku z tym - daje jej to o co prosiła - CZAS. Ja się skupie w tym czasie na swoim życiu. Wszystko co mogłem zrobić to zrobiłem, a
            nie zamierzam działać WBREW SOBIE.

            - uświadomiłem Ewę, że nie chcę być w trójkącie, że nie chcę sie na niej zawieść - bo jest nie fair wobec siebie i dwóch innych osób. Że to nie powinno tak wyglądać i że nie chcę brać w tym udziału.

            - Że jeżeli ma problem z rodzicami, kolegami, czy "kolegą" to może na mnie liczyć w każdym aspekcie :)

            - Powiedziała, że najchętniej to by rzuciła mnie, kolege, odcieła się od znajomych bo .. też w pracy ma dużo steresu, z rodzicami ćos tam coś tam i ogólnie chciała by zniknąć i mieć świety spokój :) Mówiła to z uśmiechem na twarzy... :)


            - Powiedziałem jej, że mam nadzieję, że wie - że ze mną spotyka się 3 miesiące, tyle - ile z kolegą. Mnie zna 3,5 roku i zapytałem z czym ma problem? Jaką trudność? Skoro nas obu "na nowo" znasz tyle samo to czemu nie podejmiesz decyzji teraz?
            Przecież to proste. W dłużej perspektywie to bez sensu (oczywiście, w takim tonie i nastawieniu żeby Ewa nie odebrała tego za atak albo wymuszenie - tak to brzmi tylko jak czytam :) ).

            - Ciekawą rzeczą jest to, że ją "Zagiąłem" w pewnym momencie. Powiedziała, że ona musi POZNAC NA NOWO i POODRKYWAĆ części charakteru. Odpowiedziałem więc: Jak chce na nowo poodkrywać te części, skoro nie będzie to możliwe - jak nie będziemy się spotykać.
            Zapytałem jak ona jest w stanie dzielić emocje i uczucia między dwie osoby. Trochę sie tutaj "DELIKATNIE" uniosłem, bo powiedziałem jej w prost, że oszukuje samą siebie - a takiej jej nie znam. I nie chce wierzyć, że ona jest zdolna do takich rzeczy.

            - Jeśli chodzi o mowę ciała - to... chciała być blisko, szukała kontaktu, zaczepienia za rękę dotyku czy spojrzenia. Widziałem po niej - że bardzo chce ALE NIE WIE CO I JAK MA ZROBIĆ.
            Trudno - ja nic więcej nie jestem w stanie jeśli ona nie chce.

            Oczywiście dalej rozmawialiśmy normalnie.
            Na pożegnanie powiedziała że: "Jest to trudna sytuacja ALE PROSI - ŻE ONA CHCE PODJĄĆ TĄ DECYZJĘ BEZ NACISKU i wpływu np. mnie". Przytuliła sie, dała buziaka i poszła.


            Tak więc - na ten moment to TYLE. Chętnie pocztam Waszę opinie dalsze i refleksje.
            JA CZEKAM - nie będę pisał postów na forum - poczekam tydzień? Dwa tygodnie?
            Bóg wie ile - jak Ewa jest mi pisana to wróci.
            Zrobiłem co mogłem zrobić..
            Jestem zadowolony z tego i wiem - że chce i moge więcej - TYLKO EWA MUSI DAC MI DRUGA SZANSE.



          • Andrzej Dobranoc

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-24, 00:59:07               Odpowiedz

            https://www.youtube.com/watch?v=W1jIuwYGIrU



          • RE: Andrzej Dobranoc

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-24, 01:03:38               Odpowiedz

            To jest... ulubiona piosenka Ewy...

            dobranoc...



          • RE: Andrzej Dobranoc

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-24, 01:13:16               Odpowiedz

            mirabelle - jak już tak siedzisz e głowie Ewy, że znasz jej piosenki...
            To powiedz proszę:

            - Ewa wróci, da mi szansę? Przemysli, wyciągnie wnioski że związek na odległość to zły pomysł i da mi druga szansę?

            - Czy Ewa zagra na czas, ja nie będę się odzywał i.. Znajomość umrze śmiercią naturalną?


            Dobranoc :)



    • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

      Autor: karteczka987   Data: 2018-04-24, 15:40:50               Odpowiedz

      Autorze, jako zona z 10 letnim stażem napisze Ci, ze jeśli kobieta " działa na 2 fronty" to niestety ale nie jest wiele warta. Ja sobie nie wyobrażam zebym miała faceta ( tego którego Ewa poznala po waszym zerwaniu) i spotykala się z bylym... dla mnie jako osoby to ZDRADA. Ona zdradza Ciebie i tego drugiego gościa tez.
      Co tej Twojej trudnej syytuacji związanej z utrata pracy... Mój maz po miesiącu kiedy mnie poznal dowiedzial się, ze mam guza na przysadce mózgowej i będę musiala być operowana. Lekarze mówili mi, ze nie będę miała dzieci a on dalej trwal. Operacji nie musiałam mieć bo guza wypedzilam lekami , dzieci mam ale do czego zmierzam... Wy obydwoje nie dojrzeliście do zycia do związku ani nie daj Boze do rodziny. Jstescie jeszcze dziecmi. Na dodatek ta Ewa jest nie fair i to najbardziej mnie uderzylo w tej historii.



      • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

        Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-24, 16:41:48               Odpowiedz

        Karteczka - widzisz, zdaję sobie z tego sprawę.
        Cały sęk polega na tym - że ONI NIE SĄ RAZEM.
        Dlatego podejrzewam, że skoro nie są "razem", to Ewa może robić co chce.
        Nie są w związku, więc spotyka się ze mną.
        Co prawda - nie pozwala sobie na dużo - bo ograniczamy się do pocałunków, a "zbliżenie" miało miejsce 1,5 miesiąca temu.

        Tak to sobie w głowie tłumaczę, ponieważ nic innego - mając jej "obraz" w głowie nie przychodzi mi do głowy.
        Tak czy siak - dzisiaj spotkałem się przypadkowo z jej koleżanką.
        Pogadaliśmy chwile - prosiłem o dyskrecje. Koleżanka jest w szoku, bo EWA jej w ogóle nie powiedziała, że się widuje ze mną. TOTALNE ukrywanie. Oczywiscie kolezanka powiedziala, że Ewa ma jakiegos "kolegę" z daleka - ale wg niej - to nie ma racji bytu, taki związek na odległość.

        Dzisiaj wieczorem jadę do niej - bo mnie zaprosiła na kawę. Zrobiło jej się mnie żal - bo bardzo mnie lubiła.
        Ona jutro umówiona jest z Ewą na drinka.
        Obiecała mi ta kolezanka, że zrobi małe śledztwo... :)

        Zobaczymy - dziś pierwszy dzień bez kontaktu z Ewą. Sprawdzam messanger, sprawdzam telefon - facebooka - kusi... ale WIEM, ŻE MUSZE być konsekwentny w tym co robie.. i nie moge sie do niej odezwac..

        boli... bardzo boli to wszsytko..



        • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

          Autor: chellunia   Data: 2018-04-24, 16:54:12               Odpowiedz

          Koleżanka podwójny szpieg:)



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Adamos325   Data: 2018-04-24, 17:52:16               Odpowiedz

            W tej grze zaczyna być gęsto lub nadmiar podwójnych graczy. 3 graczy i każdy ma podwójne powiązania :) Andrzej, zresetuj zasady ;)



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: chellunia   Data: 2018-04-24, 17:56:12               Odpowiedz

            Rozgrywają cwaniaka dziewczyny.Tylko po co?



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-24, 17:59:31               Odpowiedz

            Jak nie są razem -TO NIE MA NIKOGO DO ZOSTAWIANIA I PORZUCENIA.Kolega jest problemem skoro nie są razem?
            Co Ty znowu za ściemę puszczasz.
            Co jest ściemą: są razem i dlatego nie chce go zostawiać?
            Nie są razem to co jest do zostawiania?
            Brniesz w swoich wymysłach...

            NIe jestem Ewą i nie mam pojęcia co ma w głowie..
            Piosenkę wysłałam bo jest w niej motyw o byciu razem w trudnych chwilach...nie tylko jak jest miło...
            Ale może jak przeżyjesz taki związek to zrozumiesz wartość związku...

            Miałeś w życiu dobrze więc nie wiesz czym jest prawdziwe cierpienie...i prawdziwe kryzysy...
            Czy ten związek jest na kryzysy...To się okaże.
            Pozdrawiam.



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: chellunia   Data: 2018-04-24, 18:07:52               Odpowiedz

            Mirabelko a jaka to sztuka być na dobre?
            Sztuka być jak się pierniczy.
            Kochający stara się rozwikłać problemy z kobietą a chłopiec na pogodę, wieje:)

            Ech jestem,jak to mówi Felka idealistką:)




          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-24, 18:22:08               Odpowiedz

            PO co związek tylko na pogodę? To sobie można uprawiać przyjaźń z bonusem łóżkowym..Po co się wiązać?

            Ten związek nie przetrwał próby...Ona nawet nie starała się zrozumieć, zastanowić-tylko poleciała na wakacje i nowe znajomości...dla mnie taki partner jest do kitu.
            Dla mnie.,

            Ale możliwe, że Ewa jest piękną fizycznie kobietą. I pociąg jest po prostu motorem do podejmowania zdobywania.
            Wtedy logika nie ma sensu bo nie o logikę tu chodzi, ale o zdobycie bramki. Mnie taka miłość nie kręci. Ale każdy ma swoje potrzeby...
            Buziaki.



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: chellunia   Data: 2018-04-24, 18:35:14               Odpowiedz

            Nie czytasz.
            Przyjaźń z bonusem łóżkowym jest dla starych a nie dla mlodych.

            A tak poza tym to napisałam podobnie



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-24, 18:36:46               Odpowiedz

            Moja pierwsza "miłość" (ta od narzeczonej) jest już w 3-cium związku...Jedno małżeństwo (dziecko), drugi nieformalny (dziecko) trzeci aktualny z młodą 20stką.
            Wciąż opowiadał jakie ma piękne kobiety...
            i czytał wiersze...
            No ale...życiowo jest jak jest.
            Bogu dzięki za tę narzeczoną (co potem była 1szą żoną).
            Facet na pogodę/.Jak niepogoda-rozwód.



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-24, 18:41:09               Odpowiedz

            I po co tym babom opowiada o miłości.
            Ale jest jak jest.Jest zachwycający jak chce...ale jak jest problem to baba nagle do niczego...
            To typ na pogodę. Taka pogodynka.
            Ja uważam, że miłość to się po kryzysie zaczyna dopiero.

            Przyjaźń z bonusem łóżkowym wśród młodych bardziej popularna/.



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-24, 23:21:58               Odpowiedz

            Hej :)

            Drogie Panie - nikt chyba z nas nie wie - dlaczego ja ją zostawiłem, dlaczego ona "tak szybko znalazła sobie pocieszyciela". Dlaczego jest tak jak jest. Przecież takich pytań można zadawać sobie miliony. Sam jestem ciekawy - bardzo ciekawy odpowiedzi na kilka z nich. Czy ona mnie kocha? Czy faktycznie potrzebuje czasu? Czy to jest gra na czas? Ja nawet nie wiem kiedy oni się widują. To moje domysły - które ona mi daje poprzez "aktywność" w sieci i komentarze. Tak utrzymują kontakt - ale domyślam się, że widują się RAZ w tygodniu, może DWA.
            Zrobiłem po męsku, po tym wszystkim - przeprosiłem, dałem z siebie 100%, jestem zadowolony ze siebie, za czas z nią spędzony "na nowo". Jasno przekazałem jej moje zamiary i plany oraz cele. Byłem szczery we wszystkim co robiłem. Jeżeli jest mądra (a wierzę w to), to uda nam się. Jeżeli nie - będę miał trochę pretensji do siebie ale.. życie będzie się toczyło dalej. Miałem swoją szansę ale.. boję się końca gry..
            Jest to trudne - sprzeczne ze wszystkimi "normami". Nigdy nie zdradziłem kobiety, mam 28 lat, pochodzę z normalnej rodziny, znam savuir vivre ;) Boli mnie to, że moja kobieta po tym wszystkim pokazuje mi to, że zaczynają mi się kumulować myśli, że moja kobieta może faktycznie jest nie dojrzała do pewnych relacji i związków? Ja po tym wszystkim - uważam, że Ja JESTEM. Wystarczy mi tych doświadczeń w życiu. Chciałbym być szczęśliwy jak rodzice, dziadkowie, rodzina. Po prostu. Ewa mi to dawała, a ja .. mam jakoś pretensje do siebie - PRZEZ TO - że ja to zakończyłem..


            A zmieniając i wracając do tematu to:

            Dzisiaj byłem u znajomych - którzy znają Ewę.
            Jutro będę miał więcej informacji, ponieważ Oni są akurat umówieni. Zszokowani są też całą sytuacją i spróbują wydobyć jakieś informacje na temat "jej relacji". Oczywiście - taki mały spisek, bo Ewa nie ma pojęcia, że my moglibyśmy się 'ustawić'. Ciekawy jestem - tak, po prostu, żeby uspokoić samego siebie, ponieważ BARDZO CHCĘ poznać opinie Ewy ponieważ sama mi nie może o tym powiedzieć. Będę miał jasną sytuację. A to mnie tak bardzo boli - że żyję w niewiedzy.

            Dzisiaj dowiedziałem się też, że Ewa ma problem z mamą. Że ona ma duży wpływ na decyzję Ewy, bo wiedzą, że to jest kobieta, która "rządzi" domem, a Ewa w nim mieszka. Ja będąc z Ewą - poznałem "smak" dyscypliny jej mamy.

            Jutro dam więcej informacji po ich spotkaniu... :)





          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-25, 15:48:42               Odpowiedz

            To moje domysły - które ona mi daje poprzez "aktywność" w sieci i komentarze.
            -kontrola

            Jutro będę miał więcej informacji, ponieważ Oni są akurat umówieni. Zszokowani są też całą sytuacją i spróbują wydobyć jakieś informacje na temat "jej relacji".

            kontrola

            Dzisiaj dowiedziałem się też, że Ewa ma problem z mamą. Że ona ma duży wpływ na decyzję Ewy, bo wiedzą, że to jest kobieta, która "rządzi" domem, a Ewa w nim mieszka. Ja będąc z Ewą - poznałem "smak" dyscypliny jej mamy.

            Złość, że ktoś kontroluje (a ja nie mam wpływu)-Zazdrość o wpływ przez matkę na jej decyzje-bo ja bym chcial mieć wplyw na jej decyzję.

            Wxiaż próbujesz wpłynąć na decyzje Ewy i do tego zazdrościsz innym, że jakiś wpływ mają ( w twoim mniemaniu).
            Dziewczyna jest śledzona ...w pewnym sensie.

            W sumie ja jej życzę by sama decydowała o sobie i swoim życiu. To jest dorosłość.



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: chellunia   Data: 2018-04-25, 12:28:39               Odpowiedz

            Przyjaźń z bonusem łóżkowym wśród młodych bardziej popularna/.


            Może? Ale Wy( w sensie młodzi) od życia jeszcze chcecie wszystkiego. Męża, dzieci, domu. I tu nie powinno być zgody na połowiczność:)

            Większe potrzeby niż u starych, po przejściach:)



          • Moja piosenka..

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-25, 21:55:31               Odpowiedz

            o miłości:)

            https://www.youtube.com/watch?v=bQ1Jo3caCHA



          • RE: Moja piosenka..

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-26, 11:36:38               Odpowiedz

            Hej...

            Kolejny dzień mija.. już czwartek...
            Od poniedziałku - od naszej "ostatniej" rozmowy - zero kontaktu i zainteresowania z jej strony.

            Zupełnie nic - cisza w eterze...

            Nie wiem czy czekać... czy napisać do niej za tydzień czy po prostu... odpuścić? :(

            Ciężkie to...



          • RE: Moja piosenka..

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-26, 12:01:38               Odpowiedz

            Po co pisać do Niej?
            Co to znaczy w twoim słowniku "odpuścić"?



          • RE: Moja piosenka..

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-26, 13:23:09               Odpowiedz

            W poniedziałek na rozmowie - powiedziałem, że zrobię to - o co mnie prosiła. Czyli - wycziluje, i dam jej trochę czasu i spokoju o co mnie prosiła.
            Odezwę się za tydzień na spotkanie.
            Jeżeli za tydzień / 10 dni - dalej będę słyszał, że "ona potrzebuje czasu" - to... lekko się zdenerwuje. Jeżeli nawet mi nie powie "Andrzej - to koniec" i będzie dalej przeciągała to w czasie, to wezmę sprawy w swoje ręce i sam się dowiem prawdy (czytaj. Odezwę się do tego kolegi).

            Może do tego czasu sama zagada?
            Chyba sam sobie tworze scenariusze - a prawda jest chyba nieco inna - Ewa.. dość dobrze się bawiła przez ten czas.. i .. będę totalnie zawiedziony, jeżeli to jest/była jakaś gierka..


            Co znaczy "odpuścić"?
            Po prostu - zerwać kontakt, usunąć znajomość w internecie itp - żeby nic.. mi o niej nie przypominało...



          • RE: Moja piosenka..

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-26, 14:40:08               Odpowiedz

            Hm..
            Plan jakiś w końcu jest.
            Pytanie: Co chcesz wiedzieć od kolegi?
            Jaką prawdę chcesz poznać?
            Dlaczego zakładasz, że on Tobie powie prawdę?
            Po co Ci ta prawda?



          • RE: Moja piosenka..

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-26, 14:49:44               Odpowiedz

            hmmmm po co mi ta prawda? I po co mi wiedziec?

            DLA - swojego sumienia - żeby wiedzieć, że to EWA jest nie FAIR. Że to Ewa sobie pogrywa. Że wszystko to jedno wielkie kłamstwo.

            Chciałbym się rozczarować miło, jednak biorąc pod uwagę to wszystko to.... już nie wiem sam co myśleć. Po prostu czekam z nadzieją - że Ewa się odezwie...

            Mam wyrzuty sumienia, mam sobie za złe - że przez ponad 3 miesiące jestem uwikłany w jakąś plątaninę i grę - nie znam prawdy.

            Chciałbym napisać do Ewy, spotkać się z nią - ale jak widzę, że nie bardzo odzywa się do mnie od poniedziałku że nie bardzo wykazuje zainteresowanie - to śmiem myśleć - że to wszystko jedna wielka bujda...



          • RE: Moja piosenka..

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-26, 19:56:02               Odpowiedz

            W końcu Ci wraca rozum. To dobrze.
            Odnośnie prawdy...co za różnica jaka jest prawda czy wytłumaczenie.
            Co to zmienia czy Ewa Cię oszukiwała czy nie... Po pierwsze wątpię by Ci się facet chciał spowiadać...z jakiej okazji...
            I też nie wiem czy nawet jak się dowiesz, że jemu gadala co innego (co podejrzewam) to co to zmieni?
            Będziesz mógł poradzić sobie lepiej z emocjami poprzez złoszczenie się na nią...i ok.
            Łatwiej Ci będzie z samym sobą jak trochę winy na nią zrzucisz-ok. Ale Ty wybierałeś co robisz.Dobrze wiesz, że to nie jest zwykły kolega...

            Ewa się odcina ...może się zastanowi co zrobić i nie działa pod wpływem chwili...To dobrze-bo przemyślana decyzja nie będzie tworzyć huśtawki na jakiej się huśtała -raz z Tobą raz z kolegą..



          • RE: Moja piosenka..

            Autor: weronika502   Data: 2018-04-26, 20:12:41               Odpowiedz

            Tak więc (nie zaczyna się zdania od tak więc) miesiąc i pięćset wpisów później wielka, szalona miłość ulega unicestwieniu. Strasznie szybko jak na tak wielką i szaloną. Pozdrawiam i powodzenia.



          • Moje skojarzenie...

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-26, 23:01:33               Odpowiedz

            Ona i On. Wielka Szalona Miłość...do czasu.
            Dziecka, obowiązków wspólnych, płacenia rachunków i innych przyziemnych zobowiązań.
            Dziś od 4 lat słyszę od niego-jaka to ona nieodpowiedzialna i okropna, zła matka, nie tak się zachowuje, za mało sprząta itp. itd.
            Od niej: jaki on beznadziejny. NIe sprawdza się jako facet. I inne nietakości.
            Było pięknie. Kwiatki, słowa..miłość.
            Do czasu prawdziwych kryzysów i zobowiązań.Wtedy okazało się, że życie to nie bajka. I bywają problemy...

            Miłość wg mnie zaczyna się dopiero po pokonaniu pewnych schodów wspólnie-gdzie pomimo rozczarowań i wychodzenia różnych kwiatków ludzie nadal chcą siebie i szukają rozwiązań a nie winnych...



          • RE: Moje skojarzenie...Mirabelle....

            Autor: fatum   Data: 2018-04-26, 23:13:03               Odpowiedz

            Związki są po to,byśmy pozbywali się naszego egoizmu.Wtedy jest i miłość moim zdaniem.Egoizm utrudnia życie w związku i wypędza miłość.Podziwiam Ciebie za wytrwałość w Twoich poglądach.Dobrej nocy.Pa.



          • RE: Moje skojarzenie...

            Autor: Adamos325   Data: 2018-04-26, 23:35:50               Odpowiedz

            A ja myślę - że teraz prawdziwej miłości jest coraz mniej... - bo ona wymaga poszukiwania, rozważania, rozmawiania, odkrywania drugiej osoby - też poznawania siebie w relacji z drugą osobą, czytania, pytania, zachwycania sie zwykłością i niezwykłością. A ludzie lubią-wolą łatwiznę, ucieczkę i podryw - a nie szarą codzienność. Dziś mamy społeczeństwo konsumpcyjno-kapitalistyczno-materialne - a nie twórcze i idealistyczne. Ludziom szczęście daje pospolitość, szmira a nie sztuka :) Tylko jednostki "woli mocy", "dusze kulturowe" wznoszą się na ponad przeciętność. Ale to też dzieje ewolucji, cywilizacja przemysłowa i demokratyzacja życia, a nie wybór naszego pokolenia



          • RE: Moje skojarzenie...

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-27, 06:45:16               Odpowiedz

            Bez rozmowy (nie mylić z gadaniem o wszystkim tylko nie o tym co ważne w związku-pomiędzy ludźmi) wogóle trudno mówić o kochaniu człowieka.
            Ludzie nadużywają słów.
            Gotowość do wyjścia poza Ego-to wogóle zdolność do tworzenia MY a nie JA MÓj MOje
            Moja żona czy Mój Mąż-czasami przypomina Mój mebel...
            Ale nie o tym.
            Jednak mam wątpliwość z tym idealizmem. Znałam kogoś kto piękne grał na fortepianie i pisał wiersze, które mi pokazywał (swoje-jakby dla mnie, potem nie tylko). Tylko ja myślę o momencie, gdy trzeba zakasać rękawa bo trzeba zarobić na pieluchy. I tu też nie każdy zdaje egzamin z dojrzałości...
            Idealizm bywa pięknym snem ale kiepsko przekłądającym się na prawdziwe progi życia.
            Mnie już nie cieszą wiersze jak wiem, że gdy nie mam za co zaplacić rachunku za wodę- muszę liczyć sama na siebie i martwić się sama czy mnie jutro nie wyleją z mieszkania...
            Ten typ idealizmu i fiołki w głowie...jakoś mnie nie przekonują...Idealna miłość...ja cenię zwykłą miłość, gdy po prostu w sytuacjach trudnych wiem, że mogę liczyć na kogoś i mi pomoże, będzie przy mnie, a nie pójdzie szukać muzy innej, bo życie go przerosło...(kryzys).



          • : Moje skojarzenie.Mirabelle..jaka to jest zwykła.

            Autor: fatum   Data: 2018-04-27, 10:22:43               Odpowiedz

            miłość?Mi możesz powiedzieć.-:)*Adamosowi325 nie mów,bo to jakiś idealista jest.Nie zrozumie.-:)*P.S. post,który teraz napisałaś jest bardzo szczery i przemawia do mnie.Dzięki.



          • RE: : Moje skojarzenie.Mirabelle..jaka to jest zwykła.

            Autor: Adamos325   Data: 2018-04-27, 10:34:35               Odpowiedz

            DO mnie on tez przemowil... - a Ty jak zwykle czarujesz Fatum i wyciągasz czarne z worka... ;)) I ja mam Cię kochać?? - musze sie coraz bardziej zastanawiac, gdzie Ty masz atrakcyjne punkty i czarujące słowa?

            Ps. W zwiazku z tym, dzis nalewam Ci herbarty, zamiast kawy ;))

            Idealista nie jestem, moze bardziej romantykiem? - ale realista tez - i caly czas odkrywam zycie, jego historie, codziennosc, cel - i rozrywkę :) Masz racje w jednym - moze stawiam wysokie progi? - ale niskie tez rozumiem lub staram sie rozumiec, MILOSC wszystko ogarnia!! :)



          • RE: : Moje skojarzenie.Mirabelle..jaka to jest zwykła.

            Autor: fatum   Data: 2018-04-27, 11:24:28               Odpowiedz

            Zostawiłam taką paskudną herbatę i teraz idę zakupić jeszcze wstrętniejszą kawę,którą Ci juto Ci podam.:*)w tej filiżance,którą jestem.Do jutra.Nieźle czasem radzisz.Tak na moje oko jakieś 20procent "mądrości"przekazujesz.Ja to rozumiem.Moje mądrości,które ogólnie przekazuję/podaję oscylują w granicach 99,9%.Kiedy mnie Adasieńku dogonisz?-:)*



          • RE: : Moje skojarzenie.Mirabelle..jaka to jest zwykła.

            Autor: Adamos325   Data: 2018-04-27, 11:28:36               Odpowiedz

            :))) W przyszłym życiu... ;) :*



          • RE: : Moje skojarzenie.Mirabelle..jaka to jest zwykła.

            Autor: fatum   Data: 2018-04-27, 11:34:04               Odpowiedz

            A to spoko.Masz mnóstwo czasu.Pozdrawiam.



          • RE: Moje skojarzenie...

            Autor: Adamos325   Data: 2018-04-27, 10:24:33               Odpowiedz

            Wiem, rozumiem Mirabelle, ze szara rzeczywistosc czasami nas dopada, czesto nas dopada - masz racje, ona tak na prawde sprawdza nasza milosc!! - ze milosc, zwiazek to nie tylko poezja i kwiaty.... - ale czasami tez wzajemne noszenie na rekach, stanie obok, gdy ja, partner juz nie ma sily, jest zmeczony. Ale czasami wyobraznia, odskocznia wspolne wyjscie - tez jest potrzebne, zeby dodalo, zebysmy mieli tez pozniej wiecej sil w tej codziennosci. Mnie tez codziennosc czasami dopada, moje trudnosci - ale dzieki temu, ze wiem, ze cos dobrego-ciekawego mnie spotkalo i jeszcze spotka, do czego warto wracac - dzieki temu mam tez sily-znajduje do pokonywania tych trudnosci i codziennosc. No bo jesli wiem, ze juz nie ma nadziei, juz nic nas nie czeka - to wtedy nawet kazda godzina moze stac sie wiecznoscia i obszarem nie do przeskoczenia, ponad nasze sily, wtedy tylko monotonia i pustka. A jesli jest nadzieja, cel, radosc - to wtedy rok staje sie dniem, a bezkresnosc, droga ktora mozemy przeskoczyc jednym skokiem. Mowie to troche skrotowo ;) - ale wiem, rozumiem, ze codziennosc moze byc trudna, sprawdza nas najbardziej - ale MILOSC, nadzieja i wiara jest SIŁĄ - i bóg też to wie... I czasami nie wystarcza tylko slowa - ale rzeczywista realnosc, dotyk, spojrzenie, poczucie - "bierzcie i jedzcie to..." - lub pocałuj ją, daj jej odpocząć, pokaż jej coś nowego ;) :) :D



          • RE: Moje skojarzenie...

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-27, 12:51:30               Odpowiedz

            Dbanie o związek. To właśnie nie traktowanie kogoś jako mebla który już kupilem/kupiłam i ma być.
            To oczywiste.
            Oczywiście, ze trzeba razem coś zrobić fajnego raz na czas, wyrwać się z miasta , pójść do lasu:)
            I takie tam... Dbanie o kogoś , o związek-ma rożne przejawy.

            Tutaj brakuje ufności, wzajemności( wsparcia), zawierzenia (kontrola i szukanie kontroli) Różnych rzeczy-dla mnie PODSTAWOWYCH.
            Ale to ja...



          • RE: Moja piosenka..

            Autor: chellunia   Data: 2018-04-26, 19:57:38               Odpowiedz

            Trzeba wziąć na klatę i pięknie podziękować.



          • RE: Moja piosenka..

            Autor: chellunia   Data: 2018-04-26, 20:39:08               Odpowiedz

            Trzeba wziąć na klatę i pięknie podziękować.



          • RE: Moja piosenka..

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-27, 10:29:35               Odpowiedz

            Cześć!

            Dzisiaj Ewa się odezwała - pogadaliśmy 2 minuty przez telefon, ponieważ "jestem zajęty".
            Powiedziała, że jest mega chora, że w weekend robi przyjęcie urodzinowe dla mamy.

            Tak czy siak - zapytałem czy po weekendzie będzie miała czas w jakiś dzień. Odpowiedziała - że zobaczy jak się będzie czuła i że da znać...

            Poczekam grzecznie - zabiorę ją na wycieczkę, może jakiś piknik - i ... powiem, że chce wiedzieć jak dalej z naszą znajomością. Niestety - rozmawiamy o tym średnio co 1,5 tygodnia - ale ileż można..

            Ja się już nastawiłem, że nic z tego nie będzie - jednak - dla samego siebie - dla lepszego poczucia :)


            Co więcej - wczoraj - widziałem się z siostrą od Ewy. Mamy bardzo dobry kontakt. Porozmawialiśmy szczerze. Oczywiście zapewniła mi dyskrecję i powiedziała - że jestem mega świetnym facetem, dojrzałym i że.. jest w szoku że jej "siostra" zachowuje się dziecinnie. Co prawda dzieli je ponad 10 lat różnicy.
            Dostałem info: Ze Ewa - "nie chwali się" kolegą. Nie był u nich na święta, nie poznała go. Sporadycznie przyjeżdża do niej. Co więcej nie powiedziała nikomu - by to był jej chłopak.
            Jeśli chodzi o rady siostry - to powiedziała, że faktycznie mam uzbroić się w cierpliwość bo.. coś jest na rzeczy tylko.. ona sama do końca nie wie co.
            Powiedziała mi, że Ewa chyba nie wie co traci, że ona postara się jakoś wybadać grunt - bo bardzo mnie lubi i była w szoku, że się rozstaliśmy.
            Co więcej - nie powiedziała złego słowa na mnie - po rozstaniu.

            Ta cała historia - robi się coraz bardziej śmieszna i dziecinna... :)
            Co ma być to będzie. Nic nowego nie odkryjemy - a mi... już powoli przechodzi cała ta niepewność... :)



          • RE: Moja piosenka..

            Autor: Adamos325   Data: 2018-04-27, 10:40:21               Odpowiedz

            Fakt Andrzej, troche to wszystko tajemnicze..., to zachowanie, postepowanie Ewy - no ale jak jest mega chora, to raczej szybko nie wyzdrowieje... ;), tez zaczynam miec troche watpliwosci, teraz cala Twoja nadzieja w siostrze :) :o



          • Napisz coś o matce Ewy.Jaka to jest Kobieta?......

            Autor: fatum   Data: 2018-04-27, 13:02:13               Odpowiedz

            Pytam z oczywistego powodu,że kiedy będziesz znów z Ewą to nie unikniesz kontaktu fizycznego z jej matką.-:)*Napisz wyczerpująco,jeśli to nie jest dla Ciebie problem.A wynika,że poradzisz sobie z napisaniem tych 17zdań o Mamie Ewy.P.S. Mirabelle mnie zainspirowała do ponownego odezwania się tutaj.Tak to prawda.Jestem Kobietą zmienną.Sorki.A teraz pisz Andrzeyyyy.



          • RE: Moja piosenka..

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-27, 19:42:21               Odpowiedz

            Faktycznie dziwne, że siostra nie wie że zerwaliście.
            Niewiele wie.
            Nie wie też o jej aktualnym kimś, kimkolwiek jest...

            Ewidentnie chroni swoją prywatność przed rodziną/
            więc co ma "zbadać" siostra jak Ewa jej się nie zwierza...

            Po co ją nasyłasz?



          • RE: Moja piosenka..

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-27, 19:59:50               Odpowiedz

            Dobry wieczór w ten piątkowy dzień :)
            Zamiast iść na imprezę - oglądam filmy i zamulam - ponieważ Ewa zagadała dzisiaj do mnie na 2 minuty i po kilku dniach spokoju - znowu wraca mi mętlik w głowie..
            Przeraża mnie to, co jedna kobieta może zrobić mi z mózgiem. Kobieta która kocham, która chyba nie bardzo do tego na serio podchodzi.

            Mirabelle - NIE WYMUSZAM i NIE NASYŁAM. Chciałem TYLKO I WYŁĄCZNIE dowiedzieć się, czy Ewa jest w związku - czy ukrywa to też przed rodziną czy nie. Tyle. Miałbym już punkt zaczepienia ale.. go nie mam. To ciągle "znajomy, kolega". Tak więc - dalej nie mam powodu by odpuścić.. - po prostu nie umiem :(

            Czy ktoś może mi odpowiedzieć NA JEDNO JEDYNE PYTANIE - dlaczego ona ciągle "utrzymuje kontakt, dystansuje się - przez ostatni dni cisza" a mimo tego - podczas spotkania i PRAWDZIWEJ ROZMOWY - Ona "nic nie wie?".

            Jak mogę do kobiety dotrzeć? Jak mogę wyprosić/wybłagać/pociągnąć za język - tylko informacje czy dajemy sobie szansę czy nie? Przecież - to takie proste...
            Moje życie stoi w miejscu. Od lutego - czekam jak piesek na Ewę.. Kolejny miesiąc...

            Kilka dni temu - w poniedziałek rozmawialiśmy. 5 dni spokoju - i dzisiaj na nowo mix w głowie.
            Zaproponował o spotkanie. Ewa "sprawdzi dni i da znać".
            Co mam robić?
            Jak to zakończyć? Skoro sam z siebie nie umiem - bo chce usłyszeć słowa - że mam dać sobie spokój z jej ust? Sam nie odejdę.. nie teraz... nie po tym wszystkim.

            PRZERAZA MNIE TA WIZJA, ZE EWA MI NIE DA PREDKO ZNAC, a co za tym idzie - ucierpi na tym moje zdrowie.
            W pracy mysle, zastanawiam sie co robi... :(
            Nie umiem się skupić w pracy - a jak jest Ewa to wszystko znika jak za pomocą czarodziejskiej róźdżki...



          • RE: Moja piosenka..

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-27, 20:08:08               Odpowiedz

            NAiwnie wierzysz w słowa.
            Mechanizmy myślenia podlegają emocjom. Nie ważne co ktoś mówi i jak się tłumaczy czy unika nawet tłumaczeń (nie wiem-unik).
            Ważne co ktoś robi i czuje...
            Tylko to ma znaczenie tak naprawdę.

            Ty musisz wszystko rozumieć, wiedzieć , kontrolować.

            Ona albo czuje coś i Cię chce -albo nie...
            I co za różnica jak to wyjaśni, wytlumaczy czy jak ubierze w słowa...Ważne to? Do czego Ci to potrzebne?



          • RE: Moja piosenka..

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-27, 20:15:33               Odpowiedz

            Mirabelle - dla mnie to jest oczywiste. Tak naiwnie wierzę w słowa bo co mi pozostało? Nic mi się ze sobą nie zgadza.
            PS: siostra wie, że się rozstaliśmy ale Ewa nic nie mówiła dlaczego itp.

            Co więcej:

            Zadałem jej pytanie: "czy ona coś czuje, czy coś chce, czy mam dać spokój".

            Ona mi odpowiada "Że mnie KOCHAŁA, że spotyka się z "kolega" i jakby go nie było to by nie miała trudności wrócić - a teraz.. "ona nie wie co zrobić". Jak to ładnie ubrała w słowa:
            - Nie wie czy wybrać stary sprawdzony samochód i wiedzieć, że mimo, że jest stary to dojedzie do celu - czy kupić nowy uzywany i dopiero go sprawdzić"..
            Mam nie naciskać, czekać. Ona sama chce zadecydować.


            Dlatego piszę na tym forum. Nie rozumiem, nie pojmuję tego.
            Taka gra emocjami mnie niszczy i wykańcza fizycznie i psychicznie.
            Mi do szczęścia, wolności potrzebne jest słowo - TAK lub NIE.
            Nic więcej.
            Po prostu nie wiem w jaki sposób mogę usłyszeć te słowa od niej. Chcę zamknąć rozdział i przejść do następnego ale bez tych słów - nie jestem w stanie.



          • RE: Moja piosenka..

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-27, 20:20:51               Odpowiedz

            To nie gra...to osiołkowi w żłobie dano w jednym trawę w drugim siano...(jakoś tak to było).

            Powiem tak: gdy się kogoś kocha jako człowieka to nie ma takiego dylematu.

            Ona nie wie bo chyba Cię nie kocha.
            Tak mi się zdaje.
            Ja miałam takie dylematy jak mi się podobało dwóch facetów i każdy mial inne atuty.
            Ale nie kochałam (na takim etapie) żadnego z nich.

            Więc ona nie czuje tego tak jak Ty.
            Ty nie masz dylematu.

            I co Ci poradzić?
            Nie zmusisz nikogo by Cię kochał czy chciał...Możesz kupić czasem jego obecność. Ale uczuć się nie kupi...



          • PS..

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-27, 20:27:52               Odpowiedz

            Byłam z dwoma facetami, których jednak nie kochałam.
            Wiele lat.
            Byłam lojalna. Podobali mi się. jeden miał inne atuty i wady, drugi inne.Słuchałam głowy.

            Teraz jestem blisko kogoś kto nie jest dla mnie obiektywnie najlepszą opcją ( odległość, czas- jeszcze długo będę oddzielnie) ale mimo że wiem, że nie warto patrząc na fakty po prostu nie chcę nikogo innego.
            I czekam.
            To zupełnie nielogiczne.
            Zrywałam tysiąc razy gdy mnie logika dopadała.
            Ale emocje są jakie są. Jak go widzę to wiem, że gdybym nawet z kimś znowu coś namodziła to on się pojawi i mało prawdopodobne, że ja za nim nie pójdę.Zawsze wracam jak bumerang. Od dawna. Nie mówię, żebyś brał ze mnie przykład. Ogólnie odradzam na rozum.

            Uczucia to coś co niekoniecznie idzie za rozumem.

            Jeżeli ona na rozum analizuje, to widać że z emocjami chyba ma problem. Bo gdyby czuła coś silnego-nie byłoby problemu do rozwiązywania.

            Poradzisz sobie z tym, że ona być może nigdy nie odpowie takimi emocjami jak Ty?
            Myślisz, że będziesz umial to zaakceptować?
            Zamiast ją obwiniać.
            Jesteś w stanie?



          • RE: PS..

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-27, 20:38:44               Odpowiedz

            "Poradzisz sobie z tym, że ona być może nigdy nie odpowie takimi emocjami jak Ty?
            Myślisz, że będziesz umial to zaakceptować?"

            - NIE, NIE JESTEM W STANIE. O tym mówię. Nie umiem tego zaakceptować. Za dużo się wydarzyło już przez te 3 miesiące..
            Nie będę żył w domysłach, że odpuściłem relację (bo może jednak warto poczekać i powalczyć?) Nie. Póki piłka w grze to każdy wynik może być.

            Ja po prostu - już nie mogę dłużej tak czekać.. tydzień za tygodniem. Co spotkanie - od 2 tygodni, za każdym razem rozmawiamy o nas. Jest fajnie, miło spędzamy czas, podoba się nam - ale.. brak konkretów.
            Za chwile minie MIESIĄC od założenia tematu - a ja co? Dalej z niczym, milionem myśli, tysiącem opinii. Dziękuje Wam za to :)
            To jest ważne - ponieważ poznaję Wasz punkt widzenia.

            Ewa zdecydowanie ma problem z emocjami ale.. nigdy go nie miała. Nie wiem jak do niej dotrzeć...

            Ja zaakceptuje KAŻDĄ PRAWDĘ...
            Tylko potrzebuje słowa tak/nie.
            Czy aż tyle wymagam?

            Dlaczego ona ma tyle możliwości i nie powie tego słowa NIE?
            To najprostrze wyjście...



          • RE: PS..

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-27, 20:45:37               Odpowiedz

            Może jesteś dobrym kandydatem na głowę.
            Rodzice zaakceptowali. Rodzina. Masz kasę. jesteś "dobry\" patrząc w różne kryteria rozumowe...
            Ale pytanie co ona czuje...to musi wiedzieć.

            Można się z kimś nawet hajtnąć bo to dobry kandydat...a lepszy się nie trafił. I tak też ludzie żyją...Wielu ludzi żyje w związkach bo nadszedł czas i trzeba było coś stworzyć.
            Niekoniecznie kochają...
            Może kochanie to luksus. Może wyzwanie.

            Ja powiem, że jak dla mnie nawet szaleństwo:)
            Ale to szaleństwo nadal we mnie wygrywa. NIe wiem czy to dobrze czy źle:)


            Ja kiedyś się zastanawiałam jak czuje się ktoś kto nie dostaje miłości a ją daje...I niestety nie może dostać takiej milości z serca. Choć dostaje wierność, lojalność, różne rzeczy-ale nie ma tej energii, która jest w miłości.
            Jak nie ma to nie ma...co poradzić?



          • RE: PS..

            Autor: Amelia55   Data: 2018-04-27, 20:56:14               Odpowiedz

            A o co chcesz walczyć? Jak ktoś nie kocha to nie kocha i nic na to nie poradzisz.
            Czasem rozstanie pomaga, że porzucający dopiero wtedy doceni porzuconą osobę, gdy ją straci. Ale to docenienie może przyjść za kilka tygodni, a może za kilka lat dopiero.
            Poza tym porzucona osoba nigdy o tym nie zapomni. Z upływem czasu, nawet jeśli ona pokocha Ciebie, Ty możesz się w niej odkochać.
            Przychylam się do stwierdzenia, że "Powrót do starej miłości to powrót po klęskę".



          • RE: PS..

            Autor: Iga112   Data: 2018-04-27, 21:02:32               Odpowiedz

            Andrzej jaki paradoks? Ja myślę, że ona tak Ciebie trzyma "w razie czego" jakby nie wyszło z kolegą. Przykre:(

            Nawet jak Ona kiedyś będzie z Tobą, bo tak się jej uczepisz, że w końcu się zgodzi... To nigdy nie będziesz wiedział, czy wróciła, bo cię kocha, czy wróciła bo wyżebrałeś.
            Dlatego moja rada: 0DPUŚĆ I DAJ JEJ WYBRAĆ



          • RE: PS..

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-27, 20:39:51               Odpowiedz

            Pamiętaj o jednym: to, że kogoś kochasz wcale nie oznacza, że on Cię pokocha z tego powodu, że jest kochany.

            Więc jeżeli ona nie przyjdzie to może jakoś wymusisz to że przyjdzie...może wymanipulujesz.
            Ale to wcale nie oznacza, że będzie Cię kochać.

            Można żyć z kimś kto nas nie kocha. Jednak powiem Ci, że jednak brakuje zawsze czegoś. W takim związku.
            Ale można.Wiele lat nawet.
            Nie wiem co Ci poradzić więcej....



          • RE: PS..

            Autor: Iga112   Data: 2018-04-27, 20:50:21               Odpowiedz

            Andrzej Mirabel madrze pisze. Nie jest łatwo żyć z kimś kto nie kocha. Nie można nikogo zmusić do miłości. Też myśle że Ewa nie kocha, bo nie wie. Dlatego od poczatku radziłam Tobie, abyś odpuścił. Nie naciskał. Zawsze potem bedziesz miał ten sam dylemat - chce czy nie chce? Żałuje czy nie żałuje.
            Czy chcesz spedzic życie z kimś, kto nie wie czy cie chce?



          • RE: PS..

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-27, 21:04:57               Odpowiedz

            Iga ja wiem co mówię bo żyłam 7 lat w takim związku.
            Ja nie wiedziałam. Wszyscy byli zadowoleni (dobry kandydat, zna pięc języków, wykształcony, obiektywnie fajny facet-co z tego? jak ja czasami zasypiałam i śnił mi się ktoś inny-nieodpowiedni kandydat...bez kasy. gorszy rozumowo-ale mi się śnił. Nigdy nie zdradziłam mojego kogoś, ale co z tego? Męczyłam i siebie i jego...licząc że go pokocham naprzemiennie z poczuciem winy, że śni mi się ktoś inny...).
            Wierzyłam, że w końcu go pokocham. Bardzo chciałam. I co z tego?)



          • RE: PS..

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-27, 21:11:08               Odpowiedz

            Słuchałam wszystkich mądrzejszych tylko nie umiałam usłyszeć siebie samej...I skończyłam w takim stanie że szkoda gadać.
            DLatego uważam, że próby wymuszenia mogą tylko spowodować, że Ewa może i w koncu się namyśli...tylko co z tego jak to nie będzie jej uczucie tylko jakieś argumenty przyjęte z zewnątrz w dodatku...



          • RE: PS..

            Autor: Iga112   Data: 2018-04-27, 21:16:05               Odpowiedz

            No to ja Mirabel z drugiej strony. byłam na takim zakręcie życiowym, jak poznałam męża że bardzo chciałam kogoś mieć, nie chciałam być sama. Zakochałam się i myślałam, że to wystarczy. Mąż od początku mówił mi, że mnie nie kocha, że "leci" na moją urodę (tylko i wyłącznie). Dla wszystko było ok. Najważniejsze, że był. Ale z czasem zaczęło mnie wszystko w nim denerwować, a głównie to, że mnie nie kocha. zaczęłam domagać się miłości. A im bardziej się domagałam, tym bardziej się odsuwał.

            Teraz jestem już na innym etapie świadomości. Wybaczyłam, odpuściłam, zajęłam się sobą.

            Andrzejowi się nie przegada. Niestety. Każdy sam musi się sparzyć i przeżyć swoje życie.



          • RE: PS..

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-27, 21:26:35               Odpowiedz

            Słusznie.
            Bardzo słusznie. Nie przegadamy, bo mówimy też o sobie. Swoich życiach.
            Moja koleżanka wyszła za maż za faceta który się trafił. DObry kandydat. Innego kochała ale jej nie chciał.
            Potem wyszła za mąż.
            Żyje z nim do dziś. Mają dwoje dzieci. Miał ostatnio udar. Opiekowała się nim. Była przy nim. Ale wiem, że czasami nadal myśli o tamtym. Zyje z mężem. Czy go kocha?
            Kocha jak umie. Stara się. Jest dobrą żoną.
            Więc trudno w zasadzie się odzywać.



          • RE: PS..

            Autor: Iga112   Data: 2018-04-27, 21:35:24               Odpowiedz

            "Innego kochała, który jej nie chciał"
            A czy czasami nie jest też tak, że nie potrafimy docenić, to co mamy, tylko myślimy, że ktoś (ten który nas nie chciał) byłby inny, lepszy, że z nim by się wszystko udało?




          • RE: PS..

            Autor: Iga112   Data: 2018-04-27, 21:40:34               Odpowiedz

            Ja takich dylematów nigdy nie miałam - ten czy tamten. Zawsze uciekałam od tych, którzy byli dostępni, a kochałam się w tych, którzy nawet nie wiedzieli o moim istnieniu (takich, których znałam z widzenia np.). Wtedy byłam najbardziej zakochana. A jak chłopak chciał się zapoznać, umówić, to od razu brałam nogi za pas i uciekałam.



          • RE: PS..

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-27, 21:50:10               Odpowiedz

            Iga
            Ja nie mówię o "lepszy" czy "gorszy".
            Ja mówię o takich którzy poruszają serce. przy nich czujesz jak energia w twoim ciele wibruje i jesteś na innym poziomie energetycznym. Czujesz siebie inaczej,
            Nie mówię nawet o podnieceniu. To coś innego. To taka radość z serca....żart polega na tym, że on wcale nie musi być ani lepszy ani gorszy. To poza kategorią rozumu.,
            Mi się ktoś śnił. Znałam go. Tylko miałam faceta-więc nie móiłam nic. Czasem tylko pozwalałam sobie przy nim pobyć.
            Poczuć tą radość.
            I dlaczego czułam przy nim radość?>
            Był brzydki, bez kasy, zwariowany, radosny...i potrafił być bardzo odpowiedzialny...Chłopak z nikąd. Nikt. Budowlaniec:)
            Ale miał w sobie coś.

            Ja nie uciekłam. Ja uważałam.,że kiepski kandydat na związek. I mam "lepszego" faceta.
            Tylko tej radości nie czułam z moim facetem.
            nie mówię, że to byla miłość. NIe wiem. Czułam niesamowitą radość jak zaczynał się uśmiechać i piękniał w tym uśmiechu.
            Całkiem nielogiczne:) A jak byś zobaczyła go to na pewno byś nie padła-żaden amant:)
            Miał to coś. Dla mnie.

            Ale zostawmy wątek Andrzeja:)



          • RE: PS..

            Autor: Iga112   Data: 2018-04-27, 22:00:00               Odpowiedz

            No to może to jest właśnie miłość. Gdy rozum mówi nie, a serce tak.
            Kurcze, czy ja tak potrafię?

            Mi nie wiele trzeba, żeby ktoś mi się śnił, ale na krótko:))



          • Iga

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-27, 22:05:34               Odpowiedz

            kochałam się w tych, którzy nawet nie wiedzieli o moim istnieniu (takich, których znałam z widzenia np.). Wtedy byłam najbardziej zakochana. A jak chłopak chciał się zapoznać, umówić, to od razu brałam nogi za pas i uciekałam.

            Czyli boisz się intensywnych uczuć? Czy rozczarowania? Życie z kimś rozczarowuje. Łatwiej się fantazjuje o kimś:)Fantazja nie rozczaruje.
            \ciekawe że uciekałaś od facetów którzy Cię pociągali, fascynowali/
            Może boisz się wyzwań?;)
            Używacie formy: docenić. To rozum.
            DOcenić można- ja doceniałam ..doceniam. Dziwię się, że ktoś wytrzymał ze mną. Doceniam.
            Ale to nie to samo co budzi radość serca....To nie to samo.

            Choć nigdy nie wiadomo co dla kogo pisane i najlepsze.
            Jednym dobrze w dobrych związkach w których doceniają partnera. Inni muszą czuć tego partnera a nie doceniać (rozum:))\jakie to wszystko skomplikowane...miliony słów i dalej nie mamy jasności co lepsze...
            Bo każdy inny:)



          • RE: Iga

            Autor: Iga112   Data: 2018-04-27, 22:21:57               Odpowiedz

            Mirabel u mnie wszystko było skomplikowane. Gdy zaczęłam dorastać mój tata odganiał ode mnie chłopców. Na początku czułam złość, ale potem już nie.

            czy bałam się rozczarowań? Może tak było. A może bałam, się że jak ktoś będzie blisko, to odkryje, że jestem mało interesująca, mało ciekawa, inna niż wszyscy, "nienormalna". Nie wiem z czego wynikał ten lęk.

            I czy się zakochałam w mężu? Możliwe, że też nie. To znów strach kazał mi brnąć w ten związek i rozpaczliwie krzyczeć "kochaj mnie, bo umrę".
            Ale dopiero teraz to wiem (chyba wiem, że tak było).

            Tak masz rację, że u mnie jest rozum (docenić, zastanowić się z którym lepiej), ale i zupełny brak rozumu. Brnęłam w związek ( jestem w nim do dziś, dużo się zdarzyło i dużo się zmieniło), gdy chłopak mi mówił "nie kocham cię".

            Ale ja znów o sobie... ech



          • RE: Iga

            Autor: marconi   Data: 2018-04-27, 22:29:04               Odpowiedz

            Iga112 >>> świetnie mi się Ciebie czyta, nie to co kiedyś :D Pozdrawiam!



          • RE: Iga

            Autor: feelka   Data: 2018-04-27, 22:54:52               Odpowiedz

            To Andrzej, w tym tekście o wybieraniu samochodów widzisz miłość? :)

            A z drugiej strony - dlaczego odmawiasz jej prawa do "przymierzania" się? Ty przymierzyłeś się do innych pań (starszych, obrotniejszych, zdecydowanych - o ile kojarzę) i dzięki temu stwierdziłeś, że wolisz taką Ewę. A Ewa jeszcze nie jest pewna czy woli ciebie, co ci wyraźnie powiedziała ( że nie rozpoznała jeszcze zalet nowego samochodu :) Nie masz nic do zrobienia, dopóki nie rozpozna? Ale dlaczego w tym czasie oczekiwania zawiesiłem życie na kołki, swoje życie, to nie wiem. Imprezy są zakazane?



          • RE: Iga

            Autor: feelka   Data: 2018-04-27, 23:07:22               Odpowiedz

            Iga, staranie się o względy osób niedostępnych, niezainteresowanych - to zwyczajne próby "odczarowania" dzieciństwa: jeśli on zwróci na mnie uwagę...to tak jakby rodzic na mnie spojrzał z uwagą, jakby niedostępna mama stała się dostępna; jakby został mi dodany brakujący łyk miłości z dzieciństwa.
            Nie nadaje się do tych "czarów" ktoś, kto z miejsca karmi miłością- bo przecież nie przypomina w żaden sposób niedostępnego rodzica, nie przypomina nikogo WAŻNEGO. Więc jego względy są nam zbedne



          • RE: Iga

            Autor: Iga112   Data: 2018-04-27, 23:14:54               Odpowiedz

            Felka nie myślałam nigdy o tym, w ten sposób, to znaczy nie wiedziałam. Myślę, że możesz mieć rację.



          • Felka

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-27, 23:19:03               Odpowiedz

            A Ty myślisz, że miłość można odnaleźć za pomocą głowy i analizy?
            Czy można znaleźć docenienie i wartość.
            Czy to tożsame z miłością? dokładnie takie same?



          • RE: Felka

            Autor: feelka   Data: 2018-04-27, 23:25:05               Odpowiedz

            To do mnie pytanie? Ja dwa razy co najmniej pisałam, że ani Ewa go nie kocha ani on jej ( moim zdaniem). Więc nie zajmuję się miłością:)



          • RE: Felka

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-28, 00:06:22               Odpowiedz

            No nie będę Cię manipulować do wypowiedzenia się na temat miłości do kogoś. Byłam ciekawa.,to wszystko.
            Jakoś przemawia do mnie to co czasami przeczytam twojego.
            A ja się zajmuję bo to dla mnie ciekawe :)
            Buźka:)



          • RE: Iga

            Autor: Iga112   Data: 2018-04-27, 23:08:24               Odpowiedz

            Marconi a co było kiedyś? No nie przesadzaj:)



          • RE: Iga

            Autor: marconi   Data: 2018-04-27, 23:32:04               Odpowiedz

            Iga >>> Poważnie! Wykonałaś masę pracy nad sobą, do stanu poprzedniego już nie wrócisz a kolejne stany przed Tobą :)

            Jesteś żywym przykładem na to że można rozwinąć wgląd i zmienić postrzeganie. Każdy musi dobić do swojego dna aby odnaleźć motywację do zmiany (to z klubu AA :)



          • Mirabel

            Autor: Iga112   Data: 2018-04-27, 23:43:40               Odpowiedz

            Myślę, że słowa też mi były potrzebne (nawet jeśli nie byłyby zgodne z prawdą). Wtedy mogłabym sobie stworzyć iluzję, że mnie kocha, że jestem mu potrzebna. Ale mój mąż zawsze był i jest szczery do bólu i bezpośredni.



          • Iga

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-28, 00:03:15               Odpowiedz

            Zaraz padnę. Powiedz mi po jaki gwint wychodziłaś za faceta co Ci dawał do zrozumienia że Cię nie kocha, nie pragnie i nawet nie potrzebuje do niczego?
            Po co ?


            Andrzej.
            Ty wciąż o tym, że coś chcesz a nie dostajesz (frustracja) i pytasz dlaczego?
            Bo nie zawsze dostajemy to co chcemy dostać.
            Dojrzałość to umiejętność znoszenia frustracji. Stan frustracji spowodował, że odszedłeś. (porzuciłeś Ewę czego żałujesz).
            Naucz się z nim żyć. Może potraktuj to jako lekcję. Do nauczenia?



          • RE: Iga

            Autor: Iga112   Data: 2018-04-28, 08:33:46               Odpowiedz

            Mirabel już mówiłam - zupełny brak rozumu i logiki. Może jest tak, jak mówi Felka, że chciałam odczarować dzieciństwo. A może po prostu chciałam z kimś być, nie ważne, czy kocha, czy nie. Straciłam rodziców i bałam się świata. A on jednak był, chociaż bez wielkich słów. Mówił, że nie kocha, bo nie wierzy w miłość, w wierność. Mówił zawsze "Bądźmy dopóki będzie nam z sobą dobrze, bez obietnic na przyszłość". Do dziś nie wiem dlaczego wziął ze mną ślub (bo już wtedy dobrze nie było) i dlaczego jest do dnia dzisiejszego. Jednak coś go przy mnie trzymało i trzyma.

            Ale tak, jak mówiłam dziś jestem zupełnie na innym etapie świadomości po krótkiej i ekspresowej terapii. Dziś już nie domagam się miłości i widzę, że jest zupełnie inny, niż był jeszcze niedawno. Terapia dała mi to przede wszystkim, że zaczęłam się przyglądać sobie, a nie innym.
            No i łatwiej się żyje, jeśli wytłumaczysz sobie psychologicznie swoje decyzje życiowe, a nie po prostu głupotą. Więc Ty możesz paść;)) a ja już patrzę na to inaczej.
            Pozdrawiam

            P.S Do Andrzeja już nic nie piszę, bo on i tak czyta tylko Twoje posty i nikogo więcej. No i jest w takim "amoku" jak ja kiedyś, więc i tak nic do niego nie dotrze.



          • RE: Iga

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-28, 09:18:41               Odpowiedz

            Wczoraj padałam...ze zmęczenia.
            Hm...Nie pytam tylko się czasami zastanawiam jak ktoś tak się domaga słów typu kocham Cię (bywa że ludzie się tak domagają by to usłyszeć) to jakie to ma znaczenie.
            Po co tego słuchać? Mnie osobiście to drażni to ględzenie typu kocham Cię , ach kocham Cię.
            Nie wiem po co o tym gadać. Jakby słowa miały jakieś znaczenie...Ja mogę gadać tylko co to oznacza ...
            Dla mnie bywa to formą manipulacji później to szantażowania-przecież mówiłaś że mnie kochasz więc...(a czegoś nie robisz, a jako, że mówiłaś że kochasz to ...szantaż).
            Jakoś to gadanie typu kocham Cię mnie nie przekonuje.
            Co innego odczuwać jakiś niedosyt w relacji- poza słowami...
            To co tutaj załatwią słowa kocham Cię.
            Nic.

            Takie tam ..Już nie zaczepiam.

            Ja mam wrażenie, że Andrzej odpowiada może mi (bo ja dużo piszę) ale czy słucha i czyta ze zrozumieniem?
            Mam wrażenie, że jest na fazie i tylko mówi i powtarza to co czuje i przeżywa...Niekoniecznie słucha czy słyszy...
            Buźka.



          • RE: Iga

            Autor: Iga112   Data: 2018-04-28, 09:36:17               Odpowiedz

            A ja myślę, że słowa też są ważne. Masz tu przykład Andrzeja - zawodzi komunikacja. Nie zawsze "kocham cię" może posłużyć do manipulacji, dlaczego? Można przecież zwyczajnie, prosto z serca to powiedzieć.

            Tak myślę, że dużo ludzie boi się takich słów. Dlaczego? Tu odpowiedzi może być dużo
            - Jak on kocha, to ja też muszę
            - Jak mówi, że kocha - to czegoś ode mnie chce
            - Jak kocha, to będzie mnie chciał na zawsze itd.

            P.S Jak słyszysz "nie kocham cię", to już nie potrafisz ocenić czy miłość jest czy jej nie ma. Po prostu wierzysz w słowa. Tak myślę. Ludzie komunikują się za pomocą słów.



          • RE: Iga

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-28, 09:59:34               Odpowiedz

            Iguś.
            Za pomocą słów typu: a mówiłaś że mnie kochasz-można wymuszać różne rzeczy...
            Skoro mówiłaś to teraz...i tutaj zaczyna się budowanie oczekiwań...różnych.
            Chyba trafiłaś w setno. Ja słyszałam i czułam, że jestem coś winna (bo jak ja mogę się tak zachowywać skoro on mnie tak kocha i w związku z tym ja powinnam...manipulacja. Jestem zła niedobra bo nie odpowiadam tym samym. Czułam się parszywie przez te słowa. Możliwe, że po prostu dziś mam odruch wymiotny na te słowa bo mnie wkurzają...tak jakby trzeba przestać być sobą bo ktoś Cię kocha i coś wymusza),.
            Buźka./
            Dziękuję.



          • RE: Iga

            Autor: Iga112   Data: 2018-04-28, 10:09:32               Odpowiedz

            No to w Twoim przypadku
            "kocham cię" nie oznaczało "kocham cię"
            ale "kochaj mnie".
            A to już nie miłość a neurotyczna potrzeba miłości (chora). Jak wybaczysz temu "neurotykowi", to dopiero zaczniesz wierzyć znów w słowa "kocham cię". Tak myślę.
            Pozdrawiam



          • RE: Iga

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-28, 16:03:46               Odpowiedz

            Żeby było ciekawiej zależało mi na nim. Nawet bardzo.
            Ale tak mnie dręczył tym "mało" mało, mało, że czułam się w pewnym momencie jak jakiś SADYSTA. Jakbym go dręczyła czy gnębiła...tym, że nie dam mu więcej...
            Tak mnie podduszał tym kocham Cię, że w pewnym momencie czułam się już takim potworem (przenośnia), że dałam sobie spokój.
            Ale ogólnie zanim do tego doszło-samo ze mnie płynęło...
            Ale cóż-tak mnie męczył w pewnym momecie, że stwierdziłam, że mu potrzebna kobieta co lubi wiersze i lubi te achy i ochy..i te misie i skarbeczki...i te inne dyrdymały...
            I odpuściłam,

            Mam nadzieję, że jest szczęśliwy z kimś. Ze mną nie umiał.



          • RE: Iga

            Autor: Iga112   Data: 2018-04-28, 19:26:03               Odpowiedz

            Mirabell
            Myślę, że każdy jest taki jaki potrafi być.

            Nie sądzę, że Cię dręczył, bo tak sobie wymyślił, ale że to płynęło z jego cierpienia. Ale postąpiłaś słusznie, że odeszłaś i zadbałaś o siebie.

            Nic chyba nie można zrobić lepszego w życiu, jak odpowiednio zadbać o siebie.

            P.S. Tak filozoficznie mi się napisało:))



          • RE: Iga

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-28, 22:12:13               Odpowiedz

            Iguś.
            Nie miałam wyjścia. Jakbym została to bym go uszkodziła w koncu;) Po prostu nie mogłam znieść tego, że jemu ciągle nie tak. Za mało mówię kocham. Nie odpowiadam tak jak trzeba. Za rzadko chcę ...Po prostu czułam się jak jakiś potwór.
            Było mi przykro. Bolało mnie to, że on ciągle niezadowolony.
            I w tym sensie zadbałam o siebie.
            Wiem, ze czasami ludzie mają po prostu inne potrzeby...i się nie spotykają w tym czego pragną. Mimo to nadal uważam, że może być szczęśliwy tyle, że z młodą kobietą co jest bardzo romantyczna i uwielbia mowić 3 razy dziennie kocham Cię.Dla mnie to było tak wkurzające że niestety nerwowo nie wytrzymałam.
            Ja chyba zimny chów:)
            Jest jak jest.
            Buziaki.
            Dziękuję za rozmowę Iga:)



          • Fatum

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-28, 22:16:25               Odpowiedz

            Ja nie piszę miłosnych listów i nie znoszę słowa pisanego:)
            Tak poza tym myślę, że Andrzej jest zakochany i nie rozumiem po co piszesz to co piszesz.
            Ale ok.
            Nie muszę rozumieć.
            Pozdrawiam



          • RE: Fatum Mirabelle

            Autor: fatum   Data: 2018-04-28, 22:27:12               Odpowiedz

            Nawet nie spróbowałaś coś o miłości napisać,ale już wiesz,że tego nie lubisz.Dla mnie dziwne to jest.Wiele rzeczy nie znosisz i nie lubisz i to też mnie dziwi.Może skorzystaj z terapii moja droga.Serio mówię/piszę.I słowa kocham też nie lubisz no weź Kobieto przestań.Tylko ktoś przeżywający na bieżąco miłość jest wiarygodny dla Andrzeyyyy moim zdaniem.Innej opcji nie widzę.Pa.



          • RE: Fatum

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-29, 21:39:46               Odpowiedz

            Jeden taki zachęcał mnie do czytania Byrona.
            Nie poczułam tego. Jakoś mnie klecenie słów nie kręci bo nie wierzę w słowa.
            Patrzę jak Andrzej się męczy i w zasadzie przeraża mnie jego emocjonalna zależność. Serio. I chyba bym tak nie chciala.
            Buźka:)



          • RE: Fatum Mirabelle

            Autor: fatum   Data: 2018-04-29, 22:54:43               Odpowiedz

            Chciałabyś,chciała,ale Andrzeyyyy Ciebie nie chce.-:)*Po drugie to raczej Ty się męczysz,bo zmęczona nadal nabijasz jego wątek.Przemyśl to.I powiedz mi,czy obraziłam Ciebie tym,że polecałam Tobie psychologa.Powiedz szczerze.



          • RE: Fatum

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-30, 11:04:55               Odpowiedz

            Fatum. Nie bardzo rozumiem o co Ci chodzi. 1. Dlaczego miałoby mnie urazić to, że Andrzej mnie nie chce- trochę dziwaczne stwierdzenie w kontekście klikania w necie i prowadzenia rozmów o Ewie- więc nijak nie rozumiem o co Ci chodzi.
            Ja nic do Andrzeja nie mam. Trochę mi było go szkoda. Może niepotrzebnie tutaj wypisuję. W zasadzie jest maj i mam ciekawsze rzeczy do robienia - więc tutaj masz nawet rację, ze klikanie i gadanie "apiat" o tym samym sensu nie ma.
            2.Wysyłasz mnie na terapię z uporem maniaka:)
            Ok. Tylko nie rozumiem dlaczego (wiem czemu mogłabym pójśc ale na pewno nie ma to związku z tym wątkiem żadnego- a z czym mam problem nie zamierzam opisywać bo to nie ten wątek).
            NIe obrażasz mnie, bo wiem jakie mam deficyty.
            I naprawdę akurat nie chciałabym znajdować sie w takim stanie jak Andrzej. Kiedyś byłam i wystarczy. Bardzo się cieszę że to już za mną i się nie uzależniam od nikogo.
            Mnie to akurat cieszy i nie zamierzam się z tego terapeutyzować:)
            Buźka. Trzymaj się i udanej majówki.



          • Mirabelle i deficyty.

            Autor: fatum   Data: 2018-04-30, 15:14:13               Odpowiedz

            Kochana to załóż wątek o swoich deficytach i ufam,że Forum Ci pomoże Mirabelko.Wygadasz się anonimowo i ulży Ci na Duszy i potem na ciele fizycznym.Jesteś taka słodka,że warto Ci pomóc moim zdaniem.Podejmij decyzję i pozdrawiam miłośnie.-:)*



          • RE: Mirabelle i deficyty.

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-30, 20:44:43               Odpowiedz

            Fatum. Jak będę miała taką potrzebę na pewno będę pamiętać o twojej propozycji. Ogólnie nie uwiera mnie to zbytnio i mam swoje strategie . Dziękuję za troskę.



          • RE: Iga

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-27, 22:52:16               Odpowiedz

            Iguś:)
            Bo nie kocha się za to, że ktoś kocha. Kocha się bo nie wiadomo co:)
            Docenia się za coś.
            Myślę, że kieował Tobą deficyt -brak poczucia bycia kochaną...
            Chciałaś być kochana. To nic złego. Czemu się upierałaś by dostać to tam gdzie ktoś nie mógł Ci tego dać (bo tego dla Ciebie nie miał) ?
            Coś miał-był. Ale nie to co chcialaś.
            Ogólnie to , że ktoś powie kocham czy nie kocham uważam za przereklamowane:)
            Czegoś nie dostawałaś i chyba nie chodziło o same słowa.
            Tylko o poczucie bycia kochaną..chcianą.
            Można przecież kochać kogoś kto nie kocha nas...To tak bywa.
            Gorzej jak chcemy dostać to czego ktoś nie może nam dać i się złościmy że nam nie daje...a my się tak staramy.
            Jakby można bylo się wystarać o kochanie.
            Można się wystarać by byc docenionym. Chcianym nawet.
            Dał Ci obecność. Był z Tobą.
            Ale co miał poradzić, że nie czuł czegoś silnego.
            Pytanie do czego Ci to było potrzebne skoro z Tobą był?
            Co chciałaś dostać tak naprawdę?
            Musisz to przemyśleć i może dojdziesz o co Ci chodziło.

            Mojemu chodziło o brak zaangażowania energetycznego. Jak on mnie popchnął to zrobiłam. W zasadzie nigdy sama z siebie nie robiłam nic co oznacza czułość ku niemu.
            Bo takiej potrzeby nie miałam. Choć z nim byłam . starałam się.
            Byłam też w związku gdzie ja się darłam o to by być kochaną...też mnie nie kochał i o tym wiedziałam. Też go nie kochałam i nie wiem czemu tak bardzo chciałam dostać.

            Myślę, że ktoś sam z siebie albo nam da albo nie da.
            I nie mamy na to wpływu.

            Czasami się zastanawiam czy by mi wystarczało, że ktoś mnie docenia...Ceni. Ale nie czuję tej energii czułości samej z siebie. Czy to mi takie potrzebne...Czy to w ogóle potrzebne...i do czego.
            Mam fazę filozofowania czyli ględzę. Czas spać. Dobranoc:)



          • RE: PS..

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-27, 20:53:02               Odpowiedz

            Mirabelle - nie widzisz tutaj paradoksu?

            - Nie chce Ewa wrocić
            - Nie jest pewna
            - Nie wie co zrobić
            - Nie mówi nie
            - Nie chce nikogo zranić

            Ale z drugiej strony:

            - Mam nie naciskać
            - Mam być sobą, mam wyczilować
            - Mam nie rozmawiać ciągle o jednym
            - Mam dać jej świadomie podjąć decyzje
            - Spotyka się ze mna, ma ten czas dla mnie


            DLACZEGO biorąc za i przeciw Ewa nie jest w stanie mi powiedzieć, że mam sobie nie robić nadziei?
            Według ciebie - jeśli by mnie nie kochała, nie czuła... to by to wcześniej powiedziała.
            A tak co mam o tym myśleć? :(

            Więc o co chodzi? Ukrywanie mnie? Sprawdzanie? Karanie?
            Nie mam pojęcia..



          • RE: PS..

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-27, 21:00:57               Odpowiedz

            Andrzej.
            ja nie wiem bo nie jestem Ewą.
            Widzę że za nią wiele osób próbuje myśleć. Mogę zrozumieć, że ona naprawdę nie ma pojęcia co ona chce (matka rządzaca, potem Ty który myślisz za nią).

            Ona sama musi ten dylemat rozwiązać.
            Nie wiem czy Cię kocha...czy nie.
            Nie wiem co nią powoduje, że szuka kontaktu. Coś powoduje. Czy rozum (np. ma kasę, ustawiony, obrotny, dobry kandydat)
            czy serce ( nie chcę go stracić, ale boję się czegoś).

            Nie wiem.

            Ona musi sama.
            Jak Cię kocha to sama przyjdzie. Tak sądzę i wydaje mi się, że tak będzie.Jak się kocha to się kogoś chce-nawet jak wszyscy mówią, że to nie taki odpowiedni...inny lepszy.

            Nie wiem co ona. Nikt z nas jej nie zna.
            Wiem, że naciskiem nie spowodujesz, że będzie chciała i że będzie Cię kochała...a chyba o to Ci chodzi, by wiedziała co czuje i sama wybrała...
            Ty możesz tylko chronić siebie.
            Masz obowiązek chronić siebie.
            Jak będzie chciała to Cię znajdzie i powie, że Cię pragnie..sama z siebie.



          • RE: PS..

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-27, 21:15:44               Odpowiedz

            Nie wiem co czuje Ewa.
            Ona chyba też nie wie co czuje. Ale gdyby czuła miłość to by wiedziała.,.. Teraz tego nie czuje...choć coś czuje...Albo boi się stracić "dobra partia" i warto mieć w zanadrzu jakby co...
            Nie wiem.
            Pojęcia nie mam co czuje Ewa,.Ona sama musi to odkryć.
            A gadanina to gadanina.
            Słowa to słowa.

            Ja jestem dobra w słowach i to tak dobra, że sama sobie wszystko umiem wytłumaczyć. Tylko co z tego?
            Ważniejsze w takich kwestiach jest to co się czuje...i to trzeba odkryć. Ty tego za nią nie zrobisz.



          • RE: PS..

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-27, 23:36:03               Odpowiedz

            Ja niestety też nie wiem.
            Bardzo bym chciał poznać prawdę i jej plany wobec wszystkiego.

            Bardzo mi smutno, że podczas "każdej poważnej" rozmowy o nas to.. słyszę brak konkretów.

            Boli mnie takie oczekiwanie, jak na wyrok.
            Z dnia na dzień. Nie chcę na siłę szukać ukojenia w rękach innego kobiety, a życie ucieka mi..
            Kwartał "nic nierobienia" za mną. Ile jeszcze każe mi Ewa czekać? I jak to będzie wyglądało?

            Mam nadzieję, że za parę dni spotkamy się znowu.
            Zadam jej pytanie: "czy przez tydzień zmieniło się coś. Jak mam traktować naszą relację?"..
            Usłyszę pewnie, że.. nie.. i że dalej nie wie co robić..

            Przecież to już staje głupie i nudne..
            Ja nie wiem jak się mam zachowywać przy niej. Być blisko? Traktować z dystansem? Zachowywać się jakby nigdy nic?
            Zaczynam się w tym gubić...



          • RE: PS..

            Autor: feelka   Data: 2018-04-28, 00:04:17               Odpowiedz

            O losie... "Nie chcę na siłę szukać ukojenia w rękach innej kobiety, a życie ucieka mi..."

            To żeby żyć, cieszyć się życiem, to trzeba zaraz czym prędzej wleźć w ramiona innej kobiety?...

            W sumie zamiast irytować się, to powinnam się ucieszyć, bo wydawało mi się, że to tylko kobiety tak mają, że bez chłopa, bez portek, to życie g.. warte. Miło słyszeć, że i chłopy tak mają... Miło w cudzysłowie.



          • RE: PS..

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-28, 00:17:05               Odpowiedz

            Mi mój moje..Moje życie, moje chcenie...Ja ja ja.
            \a ona potrzebuje czasu i nie zabrania Ci żyć/
            Żyj:)



          • RE: PS..

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-28, 09:33:47               Odpowiedz

            "To żeby żyć, cieszyć się życiem, to trzeba zaraz czym prędzej wleźć w ramiona innej kobiety?..."


            -- Powiedzmy sobie... że tak. Mam z tym problem.
            Po prostu - mam tak EWĘ w głowie - że żyję nadzieją, że wróci do mnie..

            Bardzo lubię dzielić się emocjami, doświadczeniami.
            Lubie sprawiać komuś przyjemność, widzieć uśmiech na twarzy innych osób..

            Mimo swojego wieku - dość dużo przeżyłem.
            Nie wiem nie lubię podróżować samemu, ze znajomymi.
            Chciałbym mieć kobietę obok z która mógłbym to realizwować.

            Piszecie - że Ewa odstawia mnie na "bok" - jako opcję nr dwa.
            Możliwe - ale jak długo to może trwać i żyć w podwójnym życiem?
            Co jak co - mimo iż ja też spotykałem się z kimś - nie żyłem w taki sposób i nie zachowywałem się.

            No coż.
            Czekam..
            Zaproponuje Ewie spotkanie...
            Zobaczymy..



          • RE: PS..

            Autor: chellunia   Data: 2018-04-28, 09:46:37               Odpowiedz

            Tak ty miałeś komfort, bo odszedles ż dnia na dzien? Bo tak.
            Wzgledy inne.
            Teraz piszesz, że były inne kobiety ale okazało się, że to nie to.

            Ewa to wie?






          • RE: PS..

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-28, 10:02:16               Odpowiedz

            Tak.
            Powiedziałem jej to prosto - że od rozstania spotkałem się z innymi kobietami.
            Że nie czuje tego, nie umiem być normalny - bo.. mam w głowie Ewę.

            Ja jestem we wszystkim - w każdej kwestii otwarty na 100%.

            Może jutro lub w poniedziałek się z nią spotkam.

            Zobaczymy... :)
            dam znać..



          • RE: PS..

            Autor: chellunia   Data: 2018-04-28, 10:20:12               Odpowiedz


            Jak doszła informacja, ze Ewa kogos ma nagle ból?
            A ty przez trzy miesiace zdarzyles poprawic sytuacie finansowa i dokonać tylu podbojów?
            ;);););)A i zaliczyc terapie ?



          • RE: Chellunia

            Autor: Amelia55   Data: 2018-04-28, 12:04:58               Odpowiedz

            Zobacz co Iga pisze:
            "Terapia dała mi to przede wszystkim, że zaczęłam się przyglądać sobie, a nie innym.
            No i łatwiej się żyje, jeśli wytłumaczysz sobie psychologicznie swoje decyzje życiowe, a nie po prostu głupotą."

            To jest to czego ja potrzebuję - psychologiczne uzasadnienie - żeby ostatecznie zamknąć temat rozwodu i rozbitej rodziny.
            Miłego weekendu <3



          • RE: Chellunia

            Autor: chellunia   Data: 2018-04-28, 17:39:39               Odpowiedz


            Ja nie wierzyłam w siebie. Byłam dzielna, dobrze się uczyłam, nigdy w życiu nie ryzykowałam. Nie stwarzałam problemow. Nigdy nie przezyłam okresu buntu a pomimo to bylam głuuuipia.

            Nie miałam odwagi ustać po swojej stronie. Myslalam zawsze
            Jestem wciąż nie dość. Zawsze ktoś miał większe potrzeby od moich.
            Zawsze ktoś bezczelniej popyszczyl. Zawsze ktoś krzykiem bluzgami,wyegzekwowal swoje.
            Zawsze się balam, że coś się znowu rozpier...

            Zmierzyłam się z tym. Nie rozpaczam nad moim "małżeństwem".
            Taka była moja droga do wolności. Jestem z sobie dumna Amelko.

            Moje dzieci maja ze mna niewymuszony
            Kontakt. Pracują maja swoje katy.

            Najbardziej dumna jestem teraz ż córki. Rogacizna ż niej byla jak diabli. Ma fajnego chłopaka. I nareszcie widzę, że bardzo kogoś kocha ż wzajemnością.
            A nawet ja mam fenomenalne bonusy bo starają się zrobić mi zawsze jakas niespodziankę. Dostałam dzisiaj Van Gogha (cegla).Podrzucaja mi filmy,książki. Mogę ż ni sobie zawsze podyskutować;)Nie narzucam się.Żyją swoim życiem.
            Juz nareszcie na nikogo nie łoże ale Spłacam długi; (

            A Ty Amelko zwialas spod kindersztuby. Uciekłas od tresury w ręce kogoś niewymagającego od siebie.
            Ale to było nie na Twoja dziewczyno miarę. Bo jesteś wybitna,czy chcesz czy nie.

            Iga wiele zyska czytając Ciebie. Tak jak ja zyskałam.

            Zeberka,cicho wiem.Ale musiałam.











          • RE: PS..

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-04-30, 13:29:20               Odpowiedz

            Czasami się zastanawiam czy nie jesteś trollem Andrzej.
            Ciężko uwierzyć, że kobieta po 3,5 latach związku musi na kartce robić bilanse czy Cię chce czy nie chce.
            Dla mnie to jest niewyobrażalne.
            Nie rozumiem Cię-co powoduje, że TY chcesz być w takiej sytuacji? Nie czujesz się upokorzony?
            Ja Ciebie nie ogarniam:)



          • Zagłaskać miłosnymi słowami!!!!

            Autor: fatum   Data: 2018-04-28, 10:32:33               Odpowiedz

            Ewa nie otrzymała od Ciebie za dużo miłosnych słów.Weź to pod uwagę.Są faceci tak brzydcy,tak niepoukładani,ale słowa miłosne terkoczą całe godziny.Moja kochana Ewuniu ja świata już nie widzę tylko Ciebie.Byłaś moim ......itd.Poproś Mirabellkę to ona Ci wysmaruje taki miłosny list,że Forum łzami się zaleje z radości i szczęścia czytając tekst miłosny.Chłopie słowa,aż tak dużo nie kosztują (miłosne też),a Ty żałujesz Ewie miłosnych słów.Poczytaj miłosne wiersze i skopiuj w swojej pamięci i recytuj na zdrowie.Kocham Cię Ewo moja pani.Kocham Ciebie Ewunia skarbie nad skarbami...)*)Kurczę nie umiesz improwizować?Skandale to są skandale panie.:)*-^



    • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

      Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-30, 10:57:59               Odpowiedz

      Cześć!
      Wczoraj spotkałem się z Ewą.

      Sytuacja dosc napieta - poniewaz zablokowala mnie na facebooku, wrzucila "zdjecie z kolega".

      Ruszylo mnie to. Od razu do niej zadzwonilem.

      Spotkalem sie z Ewa - wczoraj. Z zamyslem - ze nie bedzie juz ze mnie robila frajera, goscia, ktory biega jak pies.

      Podczas rozmowy - zapytalem sie czy cos chce mi powiedziec? Odpowiedziala ze nie.

      WYLALEM WSZYSTKO - CALY SWOJ ZAL.
      Powiedziala mi, ze usunela mnie przypadkowo, ze robila jakies porzadku, ze nie tylko mnie usunela, ze od razu mnie dodala.
      Dlaczego wrzucila zdjecie z kolega? Bo przyjechali do niej znajomi, wlasnie z "kolega".

      Zwał jak zwal - wczoraj na spotkaniu powiedzialem jej prosto w oczy:

      Masz 3 opcje:

      - Dasz mi druga szanse
      - Nie dasz mi drugiej szansy i konczymy znajomosc
      - Nie mowisz mi nic - i sam dojde i wyjasnie prawde.

      Ewa byla troche w szoku, ze zmienilem styl wypowiedzi, stosunek do niej.
      Rozmawialismy 2h, o wszystkim.

      Finalnie powiedziala mi, ze robila sobie bilans - zyskow i strat, ze po pierwszej "stronie" jestem na minusie, ale... jeszcze jest druga kartka - i ona potrzebuje TYDZIEN, zeby mi powiedziec co i jak. SAMA sie odezwie po dlugim weekendzie, prosi - zebym daj jej ten spokoj, aby sama mogla sobie poukladac to.

      Ona wie - ze grunt sie jej pali.

      Wczesniej - w polowie rozmowy powiedziala mi ze "Moze wroci, ze powie mi "wstepnie" tak, ale potrzebuje miesiac".
      Powiedzialem, ze nie ma takiej mozliwosci.

      Jezeli NA WCZORAJ chcialem decyzje to - jest "RACZEJ NA NIE", ale... nie skresla mnie - bo jak jej dam czas - to decyzja moze byc rozna.

      Zgodzilem sie - stwierdzilem, ze walcze o nia, i jak prosi o tydzien - to wytrzymam.
      Nie wiem co planuje, nie wiem co zamierza robic. Nie wiem czy to kolejna gierka, czy za tydzien mi powie NIE, czy da szanse?
      Ciekawe to jest... bardzo ciekawe.

      Powiedziala mi rowniez - ze to decyzja zyciowa, ze zdaje sobie sprawe z konsekwencji, ze... chcialby wrocic do mnie, ale.. chce i prosi o ten tydzien..

      To jest tak skomplikowane - ze juz sam nie wiem.

      Co mi pozostaje? Czekac.... :)



      • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

        Autor: chellunia   Data: 2018-04-30, 11:17:27               Odpowiedz

        "chcialby wrocic do mnie, ale.. chce i prosi o ten tydzien.."

        A niby po co?
        Co się zmieni, przekona, przyciągnie...?



        • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

          Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-04-30, 11:57:38               Odpowiedz

          Ona jest zagubiona.
          Widzę po niej, że by chciała wrócić...
          Nie wiem co będzie za tydzień.

          Powiedziała mi, że musi dokończyć ten "bilans" zysków i strat.

          Może szuka pretekstu - albo siły zeby do "kolegi" napisac?
          Nie mam pojecia.

          Powiedziala mi prosto wczoraj w oczy - ONA SIE ODEZWIE PO DLUGIM WEEKENDZIE - i ze ja MAM nie myslec jaka bedzie decyzja, bo ona jeszcze tego nie poukładała sobie tego...


          Czas pokaze - tydzien czekam.

          Napisze do Was za tydzien :)

          Dziekuje Wam !!! :)



      • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

        Autor: lilakowa   Data: 2018-05-07, 09:44:07               Odpowiedz


        Witaj Andrzeyy,
        Podczytuję Twój wątek, ale się wcześniej nie wypowiadałam. Chciałam przekonać się, że rzeczywiście zachowanie Ewy wpisuje się w to, co podejrzewam. Jeśli tak jest to dzisiaj, po długim weekendzie da Ci kolejną, niesprecyzowaną odpowiedź po której nie będziesz wiedział co robić. Wtedy się wypowiem.
        pozdrawiam i czekam na rezultat:)



        • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

          Autor: fatum   Data: 2018-05-07, 09:55:26               Odpowiedz

          Wiesz lilakowa może się zdarzyć dosłownie wszystko.Mi pasuje,że zajrzałaś na to Boskie Forum.-:)*Mi z kolei Twój wpis wpisuje się-:)*w to co nie podejrzewam i chętnie poczytam Ciebie nawet wtedy,gdy Andrzeyyyy nic nie napisze do czego ma święte prawo.Ty nie idź za jego przykładem.Pozdrawiam.P.S. wniosłaś coś fajnego.Dzięki.



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: lilakowa   Data: 2018-05-07, 18:29:43               Odpowiedz

            :)Dzięki fatum za miłe przyjęcie. Nie wiem czy coś wniosę, ale Andrzey się wypowiedział i tak jak podejrzewałam z "decyzji" Ewy nic nie wynika..



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: fatum   Data: 2018-05-07, 20:35:29               Odpowiedz

            Lilakowa ja kibicuję od początku Ewie.Rozumiem Ewę i jej zachowanie.Została źle potraktowana i nie chce się drugi raz pakować w taki niedojrzały związek.Ja osobiście bym nie chciała Andrzeyyyy.Ale to ja.Wątek jest o tyle ciekawy,że nie będzie zakończenia.A Czytelnicy bardzo chcą zakończenia.Ale zakończenia nie miało być i Ty to słusznie lilakowa zauważyłaś.Inni też przeczuwali,że wątek jest nieco naciągany,ale udawali,że wszystko będzie ok.Nie będzie.Bo to ma być negatywny wątek.Koniec i kropka.-:)*



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: fatum   Data: 2018-05-08, 10:24:07               Odpowiedz

            Bo to ma być/jest wątek,aby pomagający utwierdził się,że pisze niepotrzebnie.Ale w sumie takie wątki też uczą czegoś nas o sobie.Np.tego,że ufamy,jesteśmy naiwni,uzależniamy się,itd.(można wpisać według swoich wyobrażeń,potrzeb).Ewa bohaterko tego dziwnego wątku,bądź szczęśliwa.Zasługujesz na wszystko o czym marzysz.Powodzenia.Napisz kiedyś.-:)*Pozdrawiam.



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: lilakowa   Data: 2018-05-08, 15:17:22               Odpowiedz

            "Rozumiem Ewę i jej zachowanie.Została źle potraktowana i nie chce się drugi raz pakować w taki niedojrzały związek"

            - to dlaczego nie odpowie Andrzejowi: "NIE"?



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: fatum   Data: 2018-05-08, 15:31:04               Odpowiedz

            Zróbmy lilakowa tak.Ja podam swoją wersję,a Ty w ślad za tym podasz swoją?,ok?Moja wersja.Ewa została tak zraniona,że zrobi wszystko,by ten Andrzeyyyy odczuł na swojej skórze jak wygląda odrzucenie.Byłaś kiedyś odrzucona lilakowa?Wybaczyłaś?Gratulacje.Czekam na Twoją wersję.Miłego.



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: lilakowa   Data: 2018-05-08, 18:18:41               Odpowiedz

            Fatum, ok teraz rozumiem, że chodzi Ci o to, że prawdopodobnie Ewa się mści. Nie przyszło mi to do głowy, bo ja mściłabym się inaczej i nie skojarzyłam :) Co więcej to czy ja zostałam zraniona i czy wybaczyłam nie ma chyba tutaj nic do rzeczy, bo ja w Ewie nie widzę siebie.

            Co do mojej wersji, jeśli o nią pytasz to wydaje mi się, że Ewie schlebia zainteresowanie jakie okazuje jej Andrzeyy i dlatego nie chce się go pozbyć. W dodatku być może jest zbyt "miła" i "dyplomatyczna" by cokolwiek z własnej inicjatywy drastycznie postanowić i chce aby on zawsze gdzieś tam w pobliżu niej był. Mogę się oczywiście mylić, ale połikendowa odpowiedź Ewy była dokładnie taka, jak sądziłam, że będzie. Podejrzewam, że Andrzeyy nigdy nie usłyszy konkretów.



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Zeberka   Data: 2018-05-08, 18:25:45               Odpowiedz

            Się może nie znam... ;) ale wydaje mi się, że aby mścić się w taki sposób trzeba mieć osobowość z lekka psychopatyczną;))



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: fatum   Data: 2018-05-08, 21:40:33               Odpowiedz

            Zeberka,czy Andrzeyyyy Ci imponuje?A to ciekawie brzmi.Dlaczego trzymasz stronę osoby,która rani?Odpowiesz szczerze?,czy raczej tak,aby Polska nie zginęła?



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: fatum   Data: 2018-05-08, 23:41:26               Odpowiedz

            ....."to czy ja zostałam zraniona i czy wybaczyłam nie ma chyba tutaj nic do rzeczy,bo ja w Ewie nie widzę siebie"....Moim zdaniem ma,mimo,że nie jesteś Ewą.Wątek jest o zranieniach i nic nie stoi na przeszkodzie by odnieść się też i do swoich.Chyba,że sądzisz inaczej to spoko.Psychologia będzie istniała dalej.Pozdrawiam.



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: lilakowa   Data: 2018-05-09, 00:50:58               Odpowiedz

            ....."to czy ja zostałam zraniona i czy wybaczyłam nie ma chyba tutaj nic do rzeczy,bo ja w Ewie nie widzę siebie"....Moim zdaniem ma,mimo,że nie jesteś Ewą.Wątek jest o zranieniach i nic nie stoi na przeszkodzie by odnieść się też i do swoich.Chyba,że sądzisz inaczej to spoko.Psychologia będzie istniała dalej."

            Ja nie widzę żadnego związku między moimi zranieniami a sytuacją z Andrzeja z Ewą dlatego nie widzę sensu by i nich pisać.



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: fatum   Data: 2018-05-09, 11:39:34               Odpowiedz

            Widzisz tylko nie chcesz widzieć.A to jest zasadnicza różnica.Pozdrawiam.



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: lilakowa   Data: 2018-05-09, 13:53:29               Odpowiedz

            Fatum,
            w Ewie widzę moją znajomą, która notorycznie karmiła złudzeniami facetów latających koło niej jak baloniki. Miesiącami. Sama miała chłopaka oddalonego o kilkaset kilometrów z którym to "lada dzień miała zerwać":) to tak w skrócie.
            W Andrzeju widzę mojego kolegę, który swego czasu również dał się na to nabrać i pamiętam, że jego tok myślenia był podobny do andrzejowego.
            Czy to mnie w jakiś sposób zraniło? Nie. Działo się koło mnie, bo koleżanka była jedną z moich współlokatorek i poznałam trochę wersje obu stron: jej i mojego kolegi. Uważałam, że koleżanka nie zachowuje się fair, ale to nie był mój problem. Po prostu to obserwowałam.
            Nie wiem dlaczego wciąż mi wmawiasz, że w historii Ewy i Andrzeja przeżywam swoje krzywdy, ale obawiam się, że naprawdę jest to nietrafione. Zresztą jaki jest sens dla Ciebie byś to robiła?



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: fatum   Data: 2018-05-09, 23:18:25               Odpowiedz

            Widzisz ja od początku rozumiałam Ewę i pisałam w takim tonie.Ty z kolei miałaś takie rewelacyjne informacje,ale nie chciałaś się nimi podzielić.Teraz podzieliłaś się,ale to moim zdaniem jest inna sprawa niż ta zapisana w wątku.Ty bronisz kolegi,bo tak lubisz.Koleżankę potępiłaś,bo tak lubisz.Tutaj też trzymasz stronę Andrzeyyyy mimo,że zranił Ewę w sposób mało elegancki.Wiele jest trafione jak np.to,że wspólokatorki nie lubiłaś,a kolegę lubiłaś.I taka jest "obiektywna" prawda.Twoja.Koleżankę obserwowałaś mimo,że to nie był Twój problem.Ale z koleżanką nie rozmawiałaś głębiej.A z kolegą głęboko rozmawiałaś?Dobrze się zastanów.Może coś pomożesz Andrzeyyyy poprzez opowieść o klęsce/porażce kolegi,który się dał nabrać na umizgi "Ewy" (innej rzecz jasna).To może być i dla Ciebie ciekawe przeżycie po analizie całości (wątek ten i opowieść Twoja



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Amelia55   Data: 2018-05-10, 10:29:18               Odpowiedz

            Fatum, przyznaję się, że nie przeczytałam całego wątku, ale litości, jest za długi.
            Rozumiem, że to może być wina Andrzeja i że Ty dlatego bronisz Ewę, lecz i bez rozstrzygania kto ma rację widzę, że Andrzej się uwiesił i nie chce tego puścić. Skoro dziewczyna najwyraźniej nie chce z nim być, to po co ją nagabywać?
            Myślę że to jest dobry komentarz do Andrzejowego postępowania:
            "Efekt utopionych kosztów to takie zjawisko, że jeśli ponieśliśmy na poczet czegoś spore koszty (czas, pieniądze, emocje, wysiłek - natura kosztu jest drugorzędna) to będziemy się potem tego czegoś kurczowo trzymać i próbować to ratować, nawet jeśli obiektywnie popełniliśmy błąd i całe przedsięwzięcie nie ma sensu. To zachowanie nielogiczne, nieintuicyjne i sprzeczne z ekonomią." (Andrzej Tucholski).



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: fatum   Data: 2018-05-10, 11:58:34               Odpowiedz

            I rację pewnie ma ten A.Tucholski zwłaszcza,że prawdopodobnie pisze/pisał z własnego ogródka.-:)*A własne doświadczenie jest bezcenne.Prawda Amelciu.-:)*P.S. skąd wytrzasnęłaś tego zacnego Ekonomistę Amelio?Przez Ciebie będę musiała doczytać więcej o nim,a wcale nie zamierzałam.-:)*Ok.Zrobię to.Pa.



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: fatum   Data: 2018-05-10, 13:45:22               Odpowiedz

            Amelka ten psycholog biznesu A.T. wszystko ma zastrzeżone,ale może nie wsadzi mnie do celi więziennej za jeden tylko tytuł jego książki (z jego 75książek biznesowych).Ta książka jest o mnie,więc siłą rzeczy skusiłam się i podaję jej tytuł: Jak uwierzyć w siebie- żelazna pewność siebie,raz na zawsze.Polecam Tobie Amelio.Jednak pamiętaj,że ta książka jest "tylko" o mnie.-:)*Całuję.Ciebie i A.T.-:).



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Amelia55   Data: 2018-05-10, 16:01:25               Odpowiedz

            Fatum, niewątpliwie czytanie jest moją pasją, czytanie wszystkiego, od Wojny i Pokoju po etykietkę na słoiku z dżemem :-)))
            Latam więc sobie jak ten ptaszek i tu zauważę jakieś ździebełko do podścielenia pod dupcię, a tam robaczka tłustego co pisklakom się przyda - i znoszę tutaj na forum jak do gniazdka, hahaha
            Bardzo się cieszę, że Cię "zmusiłam" :-))))) Ty mnie też zmuszaj pliz. Tylko sprostuję, że to nie książki a artykuły.



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: fatum   Data: 2018-05-10, 16:26:58               Odpowiedz

            Jesteś pewna?-:)Sprawdzę.Jeśli to będą artykuły to zadam sobie "karę" i coś przeczytam stamtąd.P.S. kiedy wracasz do Polski Amelio?Może się spotkamy?-:)*Kto to może wiedzieć?-:^



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Amelia55   Data: 2018-05-10, 16:39:05               Odpowiedz

            Jestem pewna, jest młody, nie dałby rady napisać 75 książek :-) Kiedy wracam to pytanie otwarte. Urlop zaplanowałam na wrzesień i przylot do Krakowa :-)



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: fatum   Data: 2018-05-11, 10:24:54               Odpowiedz

            W tym miejscu w którym czytałam tak zostało napisane (75książek).Tego jestem pewna.We wrześniu podasz mi e-maila i się spikniemy.-:)*Miłego.



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: feelka   Data: 2018-05-10, 10:33:36               Odpowiedz

            A ja nie mogę rozstrzygnąć, czy coś jest kwestią kompleksów czy megalomanii. I co lepsze :)
            To odnośnie "krzywdy" Ewy, której nie mogę poczuć. Odnośnie tego, że ją zostawił i przymierzał się (za dokładnie, he he) do innych.
            Ja, jako Ewa z kompleksami - gdy wraca skruszony - ucieszyłabym się: ok, sprawdziłeś jak ci z innymi i JEDNAK JA?..., super, cieszę się. Nie tylko z tego, że wygrywam, ale też z tego, że mój facet poznał trochę świat, włączył porównanie, wybiera teraz świadomie ( a nie z "przyzwyczajenia"). Daje mi to szansę, że w ewentualnym wspólnym życiu, gdy prędzej czy później polecą mu oczy za inną - przypomni sobie: spokojnie, Andrzej, nie wszystko złoto co świeci - pamiętasz jak było?..., więc wyluzuj.

            Dlatego z megalomanią kojarzy mi się, gdy młody chłopak bez doświadczeń o ile pamiętam - "ma być zawsze ze mną, kropka, nie ma prawa się wahnąć i cofnąć, bo ja jestem jego całym światem, więc nie miał prawa mnie zranić"

            Zranił, fakt, ale miał "prawo"? jak każdy wolny człowiek z wolną wolą? A ja jako kobieta z wolną wolą - jeśli rana moja jest ogromna i nadal krwawi - mam prawo go teraz odrzucić. Jak nie na pierwszej to na drugiej randce, gdy widzę, że się nie mogę przełamać i nie mogę zapomnieć.

            (A to co się tu z Ewą dzieje - to jeszcze jakaś inna bajka, której nie znamy)



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: chellunia   Data: 2018-05-10, 10:59:08               Odpowiedz

            Kocham kogoś.
            Ktoś zaczyna o mnie zabiegać.
            Jestem zainteresowana?
            A Andrzej szukał,a twierdził,że kochał.
            Nie potępiam. Byłam młoda i też nie zawsze wiedziałam czego chcę.
            Życze im dobrego,pomimo,że mi z boku to nie rokuje.

            Żebym w swojej sprawie mogła być prorokiem:)



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: lilakowa   Data: 2018-05-10, 23:34:37               Odpowiedz

            "Widzisz ja od początku rozumiałam Ewę i pisałam w takim tonie."

            Fatum, a skąd wiesz czy ją dobrze rozumiesz? Tylko dlatego, że uparcie widzisz siebie w historii o niej nie znaczy, że rozumiesz jej motywy. Twój pogląd może być zabarwiony emocjonalnie i fałszywy. Podejrzenia o Twej omylności wywnioskowałam z Twego wpisu i analizy mojej osoby, moich myśli i przeszłości. Są one naciągane i niezgodne z prawdą żeby nie powiedzieć momentami bzdurne. Piszesz np. że z koleżanką nie prowadziłam głębokich rozmów - a skąd Ty to w ogóle wiesz? A może prowadziłam i wyniku tego jej nie lubię, bo okazało się, że jest fałszywą osobą. Albo ją polubiłam, bo okazała się w rezultacie bardzo w porządku i jest matką chrzestną moich dzieci. I co? Skąd Ty wzięłaś jakieś wyimaginowane rewelacje na temat moich relacji ze znajomymi? I jeszcze na koniec piszesz, że to "obiektywna" prawda. Skoro używasz cudzysłowu to w końcu obiektywna czy nie obiektywna? A jeśli nie obiektywna to jak może być prawdą?


            "Ty bronisz kolegi,bo tak lubisz.Koleżankę potępiłaś,bo tak lubisz."

            Nie, fatum, zrobiłam to wszystko bo robię tylko to czego nie lubię :)))
            A tak na poważnie, abstrahując od kolejnych kłamliwych wniosków na temat tego kogo potępiam a kogo bronię... zastanawiam się czy nawet jeśli tak jest to Ty tak na poważnie uważasz, że przestanę robić, to co lubię w wyniku Twojej sugestii?


            "Tutaj też trzymasz stronę Andrzeyyyy mimo,że zranił Ewę w sposób mało elegancki."

            Po pierwsze napisałam autorowi wątku co uważam w jego sprawie. Gdyby napisała Ewa też bym to zrobiła. Natomiast zauważam, że przez sam fakt, że jawnie nie atakuję Andrzeyya uważasz, że go bronię. Co więcej przeżywasz swoje własne zadawnione zranienia w historii Ewy i odnoszę wrażenie, że według Ciebie powinnam Ewy bronić i jej współczuć.
            Otóz nie zrobię tego ponieważ niczego takiego nie czuję. Szkoda, że nie przeżyłaś jeszcze własnego zranienia, ale nie rozumiem dlaczego ja mam zmieniać zdanie, tylko dlatego, że nie potrafisz poradzić sobie z własną przeszłością.



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: fatum   Data: 2018-05-11, 10:09:41               Odpowiedz

            Bomba.Wszystko to co pisałaś o mnie także i Ciebie dotyczy,he,he,he.Zranienia są dla wszystkich bolesne,ale warto o nich mówić.Ty nie mówisz.Czujesz się lepszą,bo w Twoim przekonaniu nie miałaś żadnych zranień.Po co jesteś na Forum?Wiesz?



    • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

      Autor: Iga112   Data: 2018-04-30, 13:11:42               Odpowiedz

      Andrzej
      No niestety. Ja to widzę tak, że jesteś ten drugi (w zapasie).
      Ewa zakochała się w Koledze, ale Kolega chyba w niej nie bardzo. Która dziewczyna jeździ do kolegi 100 km jak jest tylko kolegą, a nie obiektem westchnień????

      A więc Twoja Ewa wyczekuje, co ten Kolega zrobi, co zaproponuje, czy będzie kimś więcej dla niego jak tylko koleżanką. Wtedy od razu by ci powiedziała "żegnaj". Ale kolega skory do miłości nie jest, więc Ewa trzyma sobie Ciebie w zapasie. Jak nie wyjdzie z kolegą, to zawsze ma Ciebie. Przykre. Ale tak mi się wydaje, że tak jest.

      I musisz Andrzej wiedzieć, że zawsze będziesz ten "zapasowy".
      Ale rozumiem, że nie dopuszczasz tej myśli do siebie.
      Żal mi cię, serio;(



      • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

        Autor: chellunia   Data: 2018-04-30, 13:16:07               Odpowiedz

        I musisz Andrzej wiedzieć, że zawsze będziesz ten "zapasowy".
        Ale rozumiem, że nie dopuszczasz tej myśli do siebie.
        Żal mi cię, serio;(

        Projektujesz oczywiście?:)

        Jasne,że takich dwoje na huśtawce nie rokuje. I trzeba huśtawkę zatrzymać, bo zemdli. Kto to zrobi?



        • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

          Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-05-03, 17:11:59               Odpowiedz

          Hej :)

          Dzisiaj jest czwarty dzień jak nie kontaktuje się z Ewa, a ona ze mną.
          Zero zainteresowania z obu stron.
          To po tej niedzielnej rozmowie, z której wynikło że Ewa odezwie się po długim weekendzie.

          Czekam. Jest ciężko, myślę co robi, co będzie po weekendzie.

          Dzisiaj z nudów robiłem porządki na skrzynce email.
          Znalazłem jedna wiadomość na emailu od Ewy. Nie korzystaliśmy nigdy z tej formy "pisania".
          Dostałem w tej wiadomości zdjęcia urodzinowe - nasze wspólne.
          Było to w 2016 roku.
          Z ciekawości, odpisałem Ewie, zalaczajac zdjęcia, że chciałbym to powtórzyć i że przypominam aby to wzięła pod uwagę w "bilansie" ;)

          Nie liczyłem na odpowiedź, bo byłem.pewny, że to jakieś stare konto.
          Po godzinie otrzymałem wiadomość zwrotną:
          "Drogi Panie Prezesie.
          Nie można grzebać w starych mailach ;) mój mózg nie proznuje podczas długiego weekendu. ;) proszę trzymać się zasad. :)"

          Śmieszne to. Całkowicie nie wiem co to jest za "gra". Czyżby załatwiala "tematy z kolegą"? Czy znowu gra na czas - licząc że mi się znudzi? :) czy myśli jak dsc mi spokój, a zarazem trzymać za ogon?

          Jeszcze tylko kilka dni.. Nowe tydzień.. Spotksnie z Ewa.... Ehhh oraz więcej stresu :)



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: fatum   Data: 2018-05-03, 22:34:40               Odpowiedz

            Chcę wiedzieć,czy nie potrafisz być sam ze sobą i czy prawdziwie nie odpowiada ci to towarzystwo?P.S. obietnice naszych wrogów składane są po to,żeby je złamać.



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: chellunia   Data: 2018-05-03, 23:58:43               Odpowiedz

            Te teksty nie wskazują na kogoś, kto nie wie co robi:(



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-05-04, 11:18:39               Odpowiedz

            Dzisiaj już piątek...

            Zostały 3 dni.. gdzie będę czekał na info od Ewy :)

            Pewnie - ja doskonale WIEM - że ona WIE CO ROBI.
            Nie wiem tylko po co i w jakim celu...


            Co więcej - wczoraj wrzuciła zdjęcie na facebook. Ewa jest sama, z podpisem: "Co powiedza o NAS znajomi?"

            Ciekawe - totalnie dziecinne - no ale... poki co - czuje, ze to jest skierowane do mnie. Ten jej "kolega" nie dal lajka u niej na zdjeciu (jeszcze) - wiec podejrzewam... ze cos jest na rzeczy....

            Czas pokaze...
            Az sam ciekawy jestem :)



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: chellunia   Data: 2018-05-04, 13:17:28               Odpowiedz

            Pewnie - ja doskonale WIEM - że ona WIE CO ROBI.
            Nie wiem tylko po co i w jakim celu...

            Jeszcze nie wiesz? :(



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: weronika502   Data: 2018-05-04, 13:44:42               Odpowiedz

            Mnie się wydaje, że nawet jeśli wygrasz ten casting, to wasz związek zakończy się maks po pół roku. Do zobaczenia przy 1000 wpisie.



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-05-07, 11:37:15               Odpowiedz

            Hej - dziś poniedziałek.

            "koniec banicji".

            Odezwała się Ewa - zapytała co tam u mnie, jak weekend.

            Pogadaliśmy chwile - napisała tak:

            "mam się nie spinać, ona chce porozmawiać ze mna. Dzis jest dlugo w pracy - ALE PAMIETA i da znac i zgadamy sie na rozmowe w tym tygodniu w jakis dzien, ktory bedzie nam pasowal..."

            Nie bedzie dobrze... ja to juz wiem :(
            Mam mega obawy, stres jeszcze wiekszy...

            Ona totalnie to na luzie odbiera...
            ehh...



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-05-07, 19:39:37               Odpowiedz

            Andrzej.
            Ty chcesz by Ewa z Tobą była nawet jeżeli jej specjalnie na Tobie już nie zależy?
            Mimo to-chcesz z nią być?



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: lilakowa   Data: 2018-05-07, 19:49:25               Odpowiedz

            Andrzej,

            Jak pisałam wcześniej zaintrygował mnie ten wątek, bo mam wrażenie, że w Ewie widzę kogoś, kogo znam.

            Po pierwsze jakoś mi przykro, że naprawdę sądzisz, że ona spędza długi weekend na rozmyślaniu nad Waszym bilansem...

            I jak się podziewałam, dzisiaj rzuciła Ci jakiś ochłap, co byś nie zgłodniał, ale i nie uciekł, z tym że niczego treściwego nie dostaniesz. Odpowiedź miała być "za tydzień" który dzisiaj mija, a ona zapowiada, że dopiero w tygodniu się z Tobą umówi na tą właśnie rozmowę...Andrzej...decyzja miała być dzisiaj, prawda?I Ty nadal będziesz czekał, prawda?:)

            Niech zgadnę: umówicie się, ale tak, żeby się nie spotkać w tym tygodniu tylko w następnym, bo pewnie dziwnym trafem nic jej nie będzie pasowało, a jak będzie pasowało to niczego się od niej nowego nie dowiesz. A w przyszłym tygodniu coś się stanie, że nie będzie mogła, albo coś się zmieni, albo to i tamto. To jest jak dostać 9 przystawek przed obiadem, którego nigdy nie otrzymasz. I gdzie ten "tydzień", który jej dałeś? Pytam retorycznie abyś zrozumiał.

            Zadajesz sobie bardzo dużo pytań o to, co niby Ewa planuje, co myśli, jak to rozegra i co zrobi. Co myśli za fasadą swoich dwuznacznych odpowiedzi i skomplikowanych szarad. Natomiast według mnie ona NIC nie planuje, niczego nie rozegra i nic jednoznacznego nie zrobi. Dlaczego? Dlatego, że wszystkie jej ruchy są wykonywane w kierunku niepodejmowania ŻADNEJ konkretnej decyzji. Dopóki to łykasz, dopóty tym będzie Cię karmić.

            CDN



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: lilakowa   Data: 2018-05-07, 19:53:10               Odpowiedz

            CD...
            To, co widzę, że się odbywa i będzie nadal to są zabiegi w celu utrzymania Ciebie jak balonika z helem na sznurku, abyś jak długo to możliwe satelitował wokół niej i nigdy nie odleciał ani nie wylądował. Pozwala na masaże, nie pozwala na dotykanie, ani na pocałunki, a tu odwraca głowę, a tam się przysuwa, nie bierze Cię na imprezę, ale prosi byś ją odwiózł, a po pijaku trochę tak, a na trzeźwo trochę nie, a tu ok, a tu nie ok, a trochę poluzuje sznureczek balonikowi, a trochę nie.

            I założę się, że większość waszych rozmów to śmiechy, chichy z podtekstami, z których nigdy nic nie wyniknie, aluzje niedopowiedzenia, domysły i spekulacje, nic nie jest \"tak\" i nic nie jest \"nie\", wszystko się rozmywa i nic nie jest wiadome. A Ty siedzisz w domu i rozwiązujesz te jej niby słowne zagadki i odbierasz każdy ruch jak kolejny poziom sudoku do rozwiązania. Ale to co, ona robi, nie zawiera żadnego komunikatu i ma nie zawierać. Wszystko służy tylko temu byś nie widział co się dzieje i nadal satelitował uczepiony na sznureczku. Bo czy naprawdę jej kolegę nazywasz \"kolegą\" bo sądzisz, że są tylko znajomymi? Czy nie widzisz tego, że oni funkcjonują jako PARA w pełnym tego słowa znaczeniu? Poza tym zastanów się jak musiała Cię przedstawić skoro tamten nawet nie poczuł się zagrożony...

            Na domiar złego, jestem przekonana, że w głębi serca dobrze o tym wiesz, że ganiasz jak pies i być może powoli zaczynasz tracić do siebie szacunek. Bo jak to jest, że zadajesz jej pytania, na które ona nie odpowiada, stawiasz granice, które ona przekracza, ustalasz terminy, których ona nie respektuje a Ty dalej CZEKASZ?

            Jedynym sposobem, żebyś zdobył Ewę (o ile to możliwe) jest urwanie się z tego sznureczka. Nie sądzę jednak, że jest to jedyna i najlepsza motywacja by zerwać się z niego, ale w tym momencie może Ci posłużyć.



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-05-08, 00:39:29               Odpowiedz

            lilakowa - dziękuje! Super czyta mi się twój post.

            Ewa OBIECAŁA - ŻE NA PEWNO w tym tygodniu się spotkamy i POROZMAWIAMY. Nie chciała tego robić dzisiaj - z powodu pracy. Czekam na jej ruch.
            Każda godzina oczekiwania - jest jak na wyrok.
            Bardzo się boję tego jak JA zareaguje, jak Ewa powie mi, że nic z tego. Nie wiem co mam jej wtedy odpowiedzieć, jak zareagować i się zachować.
            Z drugiej strony - jak da mi szansę to będę najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Nic jednak nie wskazuje jednak by tak było...

            Wiem - że nie mam nic do stracenia, bo przecież Ewa nie jest ze mną. Spotykamy się, utrzymujemy kontakt - i nie wiem co w razie nie powodzenia. Mnie tak bardzo do tej kobiety ciągnie :(

            Zdaje sobie sprawę z błędów, pisałem o tym wyżej.
            Na ten moment - czuję, że sytuacja jest bliska finału, ze świadomością, że STRACIłEM ponad 3 miesiące życia. Skupiłem się w tym czasie 100% na niej..

            Cały czas żyję nadzieją, że dostanę szansę. Wyobrażam sobie jak to będzie jak będziemy razem. Mam dużo planów wobec niej ale jak facet - boję się też klęski.. utraty..
            Czuje, że należy mi się druga szansa.. chciałbym tego bardzo mocno.

            Nie wiem jak Ewa odbiera to wszystko. JESTEM BALONIKIEM, na lince. Zauważyłem to, powiedziałem Ewie - że to wygląda jak gonienie i uciekanie przed króliczkiem. To jest niepoważne, nie w tym wieku, nie z takim stażem i doświadczeniem.

            CO JEST TRUDNE POWIEDZIEĆ: Andrzej, nie rób sobie nadzei. Miałeś swój czas i tyle. Możemy być kumplami.
            A ona nic mi nie powie - bo ona nie wie, zastanawia się, myśli.. że nie chce popełnić błędu.. [bla bla bla].
            Ona nie wie jakie mogą być konsekwencji utrzywania TAKIEJ relacji jak obecenie ze mna w perspektywie "zwiazku z kolega?"...
            Bez sensu to..



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-05-08, 00:44:33               Odpowiedz

            CD:

            Odpowiadając na Twoje pytania.

            - Ona też traci szacunek do siebie, spotykając się ze mną na takim "poziomie".

            - Fakt - ona trzyma balonik, ale nie zdaje sobie sprawy, z tego - że on może kiedyś pęc i co się wtedy stanie?

            - Jeżeli wytłumaczyła się - że ma pracę (a miała ponoc cięzki weekend :) ) - to rozumiem to. Wiem jak pracuje, i że ma długie dniówki.
            Czekam, aż się odezwie i zaproponuje spotkanie.

            - Nie wiem jak MNIE przedstawiła koledze. Tylko tyle, że odezwalem się i spotykamy się. Śmiem wątpić w to. Nie wiem nic, tylko tyle co ona mi powiedziała. Co więcej - "wspólni" nasi znajomi, nic nie wiedzą, że ja od kilku miesięcy się z nią spotykam... ukrywa mnie..

            - Co ewa mi powie na najbliższym spotkaniu? Nie wiem - boje się klęski... po tym wszystkim... :(



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: chellunia   Data: 2018-05-08, 11:21:29               Odpowiedz

            - Co ewa mi powie na najbliższym spotkaniu? Nie wiem - boje się klęski... po tym wszystkim... :(

            A ja uważam,że po "klęsce" pójdziesz dalej:)



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Amelia55   Data: 2018-05-08, 10:21:59               Odpowiedz

            3 miesiące Andrzeju? Ja straciłam 18 miesięcy na niepewność. I też nie raczył nawet powiedzieć, że koniec, ulotnił się po angielsku, bo znalazł sobie lepszą ode mnie. Sama się miałam domyśleć że to oznacza nasze rozstanie. A po bodajże pół roku się odezwał czy możemy zacząć wszystko od nowa, bo był głupi, że mnie zostawił. Najwyraźniej mu nie wyszło z tą drugą, to sobie przypomniał o mnie. Tyle że ja drugich szans nie daję.



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-05-08, 12:02:08               Odpowiedz

            Ja uważam siebie za dojrzałego faceta. Mimo swojego wieku - 27 lat, wiem czego chcę od życia.

            Mam wszystko poukładane. Pracę, mieszkanie, samochód, hobby, znajomych...

            Bardzo mnie to boli, że Ewa traktuje mnie jak ten balonik.
            Nie wiem ile jeszcze mam czekać, nie wiem kiedy mi się to znudzi.

            Ogromny strach mam przed oczami - że jednak nic z tego nie będzie. Po tym całym moim zaangażowaniu.

            Dzisiaj - jest wtorek, Ewa jest dostępna na Facebooku - ale nie odzywa się. Od rana jest w pracy. Pewnie kończy dziś koło 14-15 i co?
            I mimo tego - nie jest w stanie zorganizować spotkania. Nie wiem - nie odzywa się.

            Wiem, że nie zmuszę jej do miłości, do uczucia i poświęcenia się - nie rozumiem jednak, dlaczego mimo tego ciągle trzyma mnie w niepewności.

            Te rozwiązanie - o którym pisze koleżanka wcześniej - że mam odpuścić, dać sobie spokój - to może być strzał w kolano - ponieważ JA NIE CHCE dawać sobie spokoju z Ewą. Chce otrzymać drugą szansę.

            Zupełnie nie wiem - co może wyniknąc na najbliższym spotkaniu. Skoro Ewa powiedziała, że da znać i że na pewno w tygodniu się złapiemy to... pozostaje mi czekać... stresować się, analizować i zastanawiać...



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-05-08, 13:14:38               Odpowiedz

            Andrzej.
            Zapytałam Cię czy chcesz być z kobietą, która Cię niespecjalnie chce-lub chce jak nie wyjdzie gdzie indziej-na zasadzie "zapchaj dziury"?
            Nawet wtedy chcesz być z kimś kto ma takie do Ciebie podejście?
            Bez względu na wszystko?



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-05-08, 13:41:15               Odpowiedz

            To ciekawe pytanie - czy chce być z taką kobietą..

            Z jednej strony bardzo chce - ponieważ, zależy mi na niej.
            Znam ją dobrze, znam jej charakter, cechy. Te wszystkie oznaki, zachowania z jej strony podczas wspólnego czasu powodują - że nie patrze na to przez pryzmat "kolegi".
            Powiedziałem Ewie - że.. nigdy w życiu nie wrócę do tego rozdziału jak tylko da mi drugą szansę.
            Zaczniemy z czystą kartką. Dla mnie nie ma problemu "odciąć" się od przeszłości.

            ŚWIADOMIE wszedłem miedzy nią, a "kolegę".
            Świadomie od 3 miesięcy czekam, spotykam się.
            Z mojej chęci - mam te wszystkie problemy, bo normalny facet by dawno odpuścił i miał ją w tyłku.
            Wiem, że ona się z nim spotyka - i NAJGORSZE JEST TO - że ja nie wiem jak ona to odbiera wszystko. Boli mnie to, że mimo znajomości ponad 3 letniej ona ciągle ma dylemat i ciągle się zastanawia co dalej...
            Boli mnie to też - że nie jest SZCZERA ze mną, mimo że ją o to proszę.

            Z drugiej strony wiem - że to ja skrzywdziłem Ewę, to ja ją zostawiłem. To ja podjąłem decyzję o rozstaniu.
            Wiem, bo zdaje sobie sprawę - że odzyskanie zaufania to długofalowy proces.
            Jeszcze kilka dni wytrzymam.
            Zobaczymy co będzie na spotkaniu - rozmowie, jak do niej dojdzie....


            Wbijam sobie do głowy - takie "podświadome" wytłumaczenia, że Ewa - jest zagubiona, bo jakby faktycznie nie chciała mnie - to by dawno mnie odpaliła.

            Może być też tak - że Ewie wymsknęły się z ręki pewne zdarzenia - jak zbliżenie się do ciebie, całowanie... spotkania - i trochę ma obawy co będzie kiedy "wybierze" jednego z nas.
            Z jednej strony ja, a z drugiej "kolega" i Ewy nowe towarzystwo, z miasta 100km dalej...

            Nie wierzę w znajomość na odległość, nie wierzę w takie relacje. To jest dobre na moment.
            Z tego co ja wiem - to Ewa nie zamierza się wyprowadzać, kolega nie zamierza też opuszczać swojego miejsca zamieszkania - więc ciągle.. szukam i znajduje delikatnych punktów zaczepienia. Oczywiście - pałeczka jest w dłoniach Ewy - i tego co ona zadecyduje już na dniach...


            Drogie Panie - macie może pomysł jak odpowiedzieć na pytanie:

            Dlaczego EWA znowu CZEKA ZE SPOTKANIEM? Mielismy się "spotkać" po długim weekendzie, mija kolejny dzień - w którym jest "cisza". Ewa zapewniła mnie - że na 100% da znać w tym tygodniu i się spotkamy...
            Czemu znowu taki przestój?
            Ile my czasu potrzebujemy na rozmowe? 30? 60 minut?
            Co mi powie? "Ze nic z tego"? - i tyle trzeba się przygotowywać?



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-05-08, 15:29:05               Odpowiedz

            Forum to nie Ewa.
            Koncepcje już padły-dlaczego i tak dalej.
            Na te pytania w różnych wersjach odpowiedzi już dostałeś.
            Przeczytaj może jeszcze raz.

            A Ewa -kiedy i dlaczego..Pytaj jej.
            Pozdrawiam.



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-05-08, 15:34:51               Odpowiedz

            Wiem - zdaje sobie sprawę, że NIKT z WAS nie powie mi - jak na prawdę jest.
            Można powiedzieć - że dzięki WAM - ja mam w głowie coraz więcej scenariuszy - ale który jest ten prawdziwy?
            Nie mam pojęcia..

            Czas pokaże...
            Mam nadzieje że dziś.. jutro lub w czwartek dojdzie do spotkania...

            Nie chce się wpychać - obiecała, że się odezwie i spotkamy - to tak robię...

            Dam Wam znać - co wyszło po spotkaniu, co dalej.. i co u mnie..

            Strach mam w gardle.. na prawdę..
            Nie polecam takiego uczucia nikomu...



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-05-11, 10:52:53               Odpowiedz

            Hej...
            Dzisiaj rano - po kolejnych dniach ciszy - zagadałem do EWY.

            Zapytałem się jak leci długi weekend, bo mieliśmy się spotkać po majówce - a jakby nie było.. kolejny tydzień mija.

            Ewa odpowiedziała - że cały tydzień ma na drugą zmianę, że ma ciężko się spotkać ALE - DZISIAJ - musi załatwić jedna rzecz, ze potrzebuje jeszcze jeden dzień żeby coś tam załatwić - i potem od razu się spotkamy. Prawdopodobnie jutro albo.. w niedziele..

            Coraz bliżej końca :)

            Nie wiem tylko - co ona ma na myśli mówiąc: "że musi coś załątwić jeszcze, bo inaczej nie spotkamy się"...



          • Rozmowa głuchego z niemową.

            Autor: fatum   Data: 2018-05-11, 14:33:18               Odpowiedz

            Warto ustalić kto jest niemową,a kto głuchym.Po ustaleniu pisać do końca dni swoich.Ciekawi Czytelnicy się znajdą.Taka natura ludzka.Nie dotykaj,bo się sparzysz Ewuniu.A Ewa i tak rączunię do ognia wkłada.-:)*Andrzejku daj sobie już spokój z tą Ewą,a Andrzejek jest głuchy jak pień na takie gadanie.-:)*I bajka trwa dalej.Psychologicznie i poprawnie.Ideał.



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: lilakowa   Data: 2018-05-12, 09:59:16               Odpowiedz

            I jak Andrzeyy, umówiliście się wreszcie?



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Adamos325   Data: 2018-05-12, 10:36:44               Odpowiedz

            lilakowa (witaj) - czytaj ze zrozumieniem - oni są stale umówieni ;)

            Ja to już właściwie czekam tylko na finał w "tym związku", jaki on będzie - na nic innego! :) Choć właściwie wcale tak dużo czasu nie minęło..., od rozpoczęcia działalności Andrzeyyy, pewnie ponad miesiąc? - choć z jego punktu widzenia, jego analiz, "tekstów i książek" - to już pewnie minęło całe wieki... ;) Co ta miłość robi z człowiekiem? - szanuj kobietę jak ją masz! :) - bo... potem "goń wiatr" ;)



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: chellunia   Data: 2018-05-12, 11:42:44               Odpowiedz

            "Goń wiatr"-kupuję:)



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: lilakowa   Data: 2018-05-12, 16:46:41               Odpowiedz

            I jak Andrzeyy, umówiliście się wreszcie?



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-05-13, 11:48:08               Odpowiedz

            Cześć :)

            Tak, umówiliśmy się na dzisiejszy wieczór...
            Czekam na spotkanie.
            Totalnie nie wiem co może z niego wyniknąć..

            Trochę się boję a czas z każdą godzina zwalnia....



          • Tak przeczuwam

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-05-13, 13:41:45               Odpowiedz

            1.80% dojdzie do spotkania i nic z niego nie wyniknie
            2. 19% nie dojdzie do spotkania bo ją zacznie boleć ząb lub coś
            3. 1% dojdzie do spotkania i dojdzie do jakiejś decyzji


            A co zrobisz Andrzej jak się zdarzy opcja 1 lub 2?

            Ty coś zadecydujesz sam?
            Czy czekasz dalej?



          • RE: Tak przeczuwam

            Autor: fatum   Data: 2018-05-13, 15:36:54               Odpowiedz

            A od 100-200% to patologiczna prokrastynacja,którą Andrzeyyyy ukrywał od początku,a o której wie Ewa.



          • Andrzej

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-05-14, 11:14:48               Odpowiedz

            I co z tego wynikło?
            Jak się czujesz?



          • RE: Andrzej

            Autor: Adamos325   Data: 2018-05-16, 12:43:22               Odpowiedz

            Eh - Andrzej gdzieś ze swoją kobietą odpłyną... - lub nie poszło po jego myśli ;) Teraz nie chce się przyznać. No Andrzej - przyznaj się do zwycięstwa lub porażki, bądź mężczyzną!! :) Czy dalej trwasz w zawieszeniu? - tzn. Ewa Cię trzyma na sznurze ;)


            PS. A moze czarne mysli, dół i depresja...



          • RE: Andrzej i imaginacja-:)*

            Autor: fatum   Data: 2018-05-16, 13:32:31               Odpowiedz

            To imaginacja była przyczyną,która "zmuszała" Andrzeyyyy,by robił to,co nie powinien robić.W głowie miał tylko jedno.Ja Andrzeyyyy robię to co trzeba.P.S. a nasza Forumowa Amelia55 napisała tak:"im większa różnica między ludźmi tym lepsze geny do rozmnażania".Oczywiście Amelia55 żadnego przykładu nie podała negatywnego i stąd potem biorą się taaaakie Andrzeyyyy.-:)*(Za wszelką cenę dążą do rozmnażania się.-:)^To wina Amelki55.Wstydź się Amelio.Pozdrawiam.



          • RE: Andrzej i imaginacja-:)*

            Autor: Amelia55   Data: 2018-05-16, 15:09:49               Odpowiedz

            Przykro mię, ale nie poczuwam się do żadnej winy w temacie Andrzeja :-D



          • RE: Andrzej i imaginacja-:)*

            Autor: fatum   Data: 2018-05-16, 15:54:33               Odpowiedz

            I to już wszystko?Amelko?Szkoda.



    • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

      Autor: vioqo2   Data: 2018-05-16, 15:58:48               Odpowiedz

      Andrzeju, Andrzeju. Jest mi Ciebie bardzo szkoda. Zachowujesz się jak jakiś kochaś. Zakończyłeś związek - bywa. Miałeś trudny okres + coś innego musiało być na rzeczy. Porzuciłeś swoją zabawkę, a kiedy zobaczyłeś że obraca ją ktoś inny to włączył Ci się obraz tej jedynej. To c teraz robisz jest dla mnie totalnie nieatraycyjne. Gdzie Ty masz jaja?! Latasz przy niej jak przy księżniczce. Ona jest zachwycona, bo ma bolca w weekendy i latającego za nią kochasia w tygodniu. Żyć nie umierać. Dla niej teraz jesteś popychadłem - opcją B, a może i nawet Z. Zrozum, że jeśli chciałaby być teraz z Tobą, mimo Twojego przewinienia z przeszłości to by była. A tak jesteś dla niej opcją awaryjną, taką typową zapchajdziurą. Obudź się chłopie i zachowaj resztki godności. Przestań się z nią spotykać, pisać do niej to może coś ją ruszy. Jak nie to mówi się trudno i żyje się dalej. Tak w życiu bywa. Ale jak lubisz sobie fundować emocjonalną jazdę bez trzymanki to lataj za nią :) Może gdzieś tam znajdziesz w sobie choć trochę mężczyzny - chociaż wątpie... Powodzenia



      • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

        Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-05-21, 14:00:15               Odpowiedz

        Heeej :)

        Andrzej nie przepadł...
        Andrzej dość mocno się uspokoił.

        Nie było mnie .. tydzień - i już widzę, że część osób się za mną stęskniła :)


        Nie wiem od czego zacząć. Może od tego, że:

        - Tydzień temu w niedziele - po prawie 2 tygodniach spotkałem się z Ewą.
        Ktoś tam dawał procenty - i wyszło z tego, że "kolega" jest, ja jestem i ogólnie... Ewa może ze mną się spotykać "na nowo" ale.. była szczera ze mną, że nie wie jak ma postąpić z kolegą.

        Ok - wziąłem to na klatę i odpuściłem.

        W poniedziałek rano - z "desperacji? Z własnej chęci, ciekawości?" - założyłem fikcyjne konto na Facebooku i.. napisałem do jej "kolegi".

        Udawałem dziewczynę - on po 3 godzinach rozmowy SAM ZAPROPONOWAŁ mi spotkanie BEZ ZOBOWIĄZAŃ, powiedział, że jest w związku - TAK więc Ewa mnie "kłamała mówiąc, że nie ma chłopaka".
        Pogadałem z nim chwile (jako kobieta) i umówiłem się na randkę pod hotelem, 40 km od miejsca zamieszkania. :)

        Jej kolega oficjalnie mi napisał - że jeżeli dochowam tajemnicy i będę umiała utrzymać sekret - to on jest chętny na takie spotkanie bez zobowiązań.


        Tego samego dnia - pojechałem do Ewy i przyznałem się. Powiedziałem - że napisałem do kolegi, że zrobiłem to świadomie. Nigdzie nie napisałem o mnie, o Ewie. Moja rozmowa - była totalnie nie związana z nikim.
        Pokazałem rozmowę, która skończyła się na tym, że miałem potwierdzić spotkanie z "kolegą".

        Oczywiście powiedziałem - że nie mam nic złego w planach, że na pewno nie mam zamiaru zniszczyć ich związku - ale.. jeżeli FACET (kolega) jest tak dwulicowy - to.. ja jako jej były facet - chce ją ostrzec przed nim i uświadomić, że takie relacje na odległość nie mają sensu.

        Ewa to przeczytała, całą rozmowę. - powiedziała, że jak najbardziej chce się spotkać z "nim". Że mam mu potwierdzić spotkanie.
        Pojechała - co się okazało?

        "Kolega" był, czekał pod hotelem na nową "wybrankę" - Skończyło się to tak, że "kolega" został złapany na gorącym uczynku, Ewa napisała mu, że nie chce utrzymać kontaktu z nim itp itd.
        Poblokowała go wszędzie gdzie możliwe...

        No cóż - od tego spotkania, Ewa - zmieniła się. Na plus - widzę, że przemyślała sobie, że wzięła pod uwagę to co się dzieje od kilku miesięcy między nami. Szczególnie, że jeszcze z moimi znajomymi się spotkała..

        Na ten moment - wyluzowałem, nie mam poczucia zazdrości.
        Nie wiem - czy jej kolega próbuje się skontaktować z Ewą, czy widują się. Nic nie wiem.
        Wiem tylko tyle - że w ciągu tygodnia, kilkukrotnie się spotkałem z Ewą i spędzaliśmy fajnie dni..

        Czas pokaże...
        Ja dalej walczę o nią.. bo.. kocham ją i.. mimo że wydaje się to głupie i zdesperowane.. ciągle mam nadzieje, że się uda :)





        • L. Cohen.

          Autor: fatum   Data: 2018-05-21, 17:44:11               Odpowiedz

          We wszystkim są pęknięcia/jest pęknięcie.W ten sposób światło dostaje się do środka.L.Cohen.



        • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

          Autor: Mirabelle   Data: 2018-05-21, 21:34:29               Odpowiedz

          Fajnie że napisałeś. Przynajmniej wiadomo że u Ciebie ok. To dobrze. Cóż miałeś fazę na manipulacje ale jeżeli to coś uporządkuje w twoim życiu to dobrze. Cóż Ewa wie kim jest ten kolega jakim jest człowiekiem. Niskiej jakości. Cóż. Dużo tu dziwnych pogmatwanych sytuacji. Wykosiles konkurencję więc argument nie wiem co zrobić z kolegą stracił na mocy...nie ma już tej przeszkody. Oby było warto. Pozdrawiam i powodzenia Andrzeju. Szczere. Trzymaj się .



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: chellunia   Data: 2018-05-22, 16:35:10               Odpowiedz

            Właśnie w taki sposób trzeba walczyć o miłość.
            Popełniłeś błąd ale i wykazałeś determinację,żeby coś naprawić.

            Wiesz czego chcesz,a to połowa sukcesu:)Bądź szczęśliwy i nie spieprz kolejny raz.



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-05-22, 20:21:32               Odpowiedz

            Chellunia.
            Wszystkie chwyty dozwolone?
            Wciąż się przekonuję, że chyba faktycznie nikogo nie kochałam. Bo nigdy bym się do pewnych rzeczy nie posunęła...
            Dziwne.
            Czyli czym jest walka o miłość. Czy o miłość się walczy..czy ona jest lub jej nie ma.
            Zawsze myślałam, że to jest albo nie jest i to nie jest nic do walczenia....Hm.
            To ciekawe. Bo ja mam to zupełnie inaczej poukładane...
            No ale mam jak mam:)



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: chellunia   Data: 2018-05-22, 22:01:06               Odpowiedz

            Obserwując moje otoczenie,śmiem twierdzić, że się walczy. Przecież czesto otwarte, cierpliwe, uczciwe, myslące,delikatne osoby są samotne.



          • Uczciwość, nieuczciwość.

            Autor: fatum   Data: 2018-05-22, 22:29:28               Odpowiedz

            "Uczciwość może być naprawdę trudna do osiągnięcia,szczególnie w społeczeństwie,w którym panuje powszechna gonitwa za sławą,pieniądzem i wpływami.Chcąc być wyjątkiem od tej reguły,będziesz musiał dać z siebie więcej niż możesz przypuszczać".



          • RE: Uczciwość, nieuczciwość.

            Autor: fatum   Data: 2018-05-22, 22:34:54               Odpowiedz

            "Jeśli nie dostrzegasz nieuczciwości w swoim postępowaniu i wypowiedziach,nie będziesz mógł nic z tym zrobić.To jakby ślepcowi kazać zerwać czerwony kwiat na łące.Niewykonalne,prawda?".



          • RE: Uczciwość, nieuczciwość.

            Autor: Adamos325   Data: 2018-05-23, 10:59:16               Odpowiedz

            Fatum, jak zawsze mądrze to uchwyciłaś - i sedno uwypukliłaś ;)

            A co do Andrzeja - zatoczył koło, dużo nakomplikował - ale jak widać, zaangażowanie, i konkretna praca popłaca - przekonywanie o swojej miłości i pomysłowość ;) Tylko Andrzej, o tej pomysłowości to pamiętaj już zawsze - teraz jak jesteś, będziesz już z Ewą, to niezapominaj... - wtedy Wasz związek przemieni się w ogród :))



          • RE: Uczciwość, nieuczciwość.

            Autor: fatum   Data: 2018-05-23, 11:12:21               Odpowiedz

            Zatem Adaś zapraszam Ciebie już do tego ogrodu i wypijemy tam razem kawkę i zjemy pyszne ciasteczka Ty,ja.Andrzeyyyy i Ewa bohaterka wątku.Najważniejsza Osoba.Adam przygotuj naręcze kwiatów dla sympatycznej Ewy,dzięki której mieliśmy możliwość wymądrzania się i nie tylko.Pozdrawiam serdecznie i jeśli jeszcze ktoś ma ochotę dołączyć to zapraszam w imieniu Ewy.-:)*,której kibicowałam od początku wątku do końca.Ewa z Raju to potężna Osoba.My Kobiety mamy coś z Rajskiej Ewy.Co to jest to już same to odkryć musimy.To nie jest takie trudne.Serio.



          • RE: Uczciwość, nieuczciwość.

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-05-23, 11:12:52               Odpowiedz

            Walka o co?
            Żeby mnie ktoś kochał. Właśnie tutaj widzę zonka. Bo miłość to stan umysłu-uczucie do kogoś. Jak go nie ma i kogoś się nie chce-to czy ta osoba może to wywalczyć (stosując niskie chwyty i pokazując jakąś dwulicowość, fałsz, manipulację?)
            Mnie szczerze mówiąc odpycha od ludzi którzy mają takie cechy.
            Nie lubię ludzi zakłamanych i manipulujących. Dla mnie to jest coś co powoduje, że miłości ode mnie nie dostaną.
            Ja się tym nie umiem zachwycać.
            Ale to ja.
            Dlatego jakoś nie czuję tego rodzaju walki.
            Rozumiem, że jak się ludzie kochają to walczą o różne rzeczy: byt, pieniądze, pozycję i tak dalej. Walczą o soebie wzajemnie-o to, żeby było im dobrze razem. To ok.
            Ale to co robi Andrzej mnie nie przekonuje. Ja bym była wściekła, że ktoś robi inwigilację moich znajomych, mojego aktualnego faceta, podkłada takie świnie.
            Andrzej nie budzi mojego zaufania jako człowiek.
            To wszystko.
            Ale nie jestem tu by go oceniać i nie jestem Ewą.



          • RE: Uczciwość, nieuczciwość.

            Autor: fatum   Data: 2018-05-23, 11:22:54               Odpowiedz

            Walka to pojemne słowo.Moim zdaniem to na początek trzeba sobie wyjaśnić to pojęcie.O jakiego rodzaju walce mówimy.Przykładowo.Ktoś ma raka i podejmuje walkę z chorobą.Ktoś inny poddaje się i liczy tylko na śmierć.Tak walka to pojemne słowo i do worka z napisem walka pewnie każdy wrzuci zupełnie coś innego.Mirabelle pozdrawiam Ciebie.



          • RE: Uczciwość, nieuczciwość.

            Autor: fatum   Data: 2018-05-23, 11:26:16               Odpowiedz

            Walka to pojemne słowo.Moim zdaniem to na początek trzeba sobie wyjaśnić to pojęcie.O jakiego rodzaju walce mówimy.Przykładowo.Ktoś ma raka i podejmuje walkę z chorobą.Ktoś inny poddaje się i liczy tylko na śmierć.Tak walka to pojemne słowo i do worka z napisem walka pewnie każdy wrzuci zupełnie coś innego.Mirabelle pozdrawiam Ciebie.



          • RE: Uczciwość, nieuczciwość.

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-05-23, 14:15:53               Odpowiedz

            Hej :)


            Nie wiem czy jestem osobą manipulującą, czy natrętną.

            Ciężko mi powiedzieć.
            Na ten moment - relacja z Ewą - delikatnie pnie się w górę.
            Ten tydzień mamy trochę zajęty.

            Umówiliśmy się wstępnie na weekend, może na sobotę.

            Spotkamy się - i porozmawiam z nią - co dalej :)


            Podchodzę do tego na luzie. Nie wiem co Ewa myśli, nie wiem co planuje. Jest trochę tajemnicza w swoim zachowaniu, trzyma dystans, który wyczuwam.

            Nie jest powiedziane, że jak teraz "nie ma kolegi", to Ewa jest moja.
            Nie chodzi o to...

            Ciekawy jestem jak to wszystko się zakończy..
            Odezwę się na forum.



          • RE: Uczciwość, nieuczciwość.

            Autor: chellunia   Data: 2018-05-23, 14:30:59               Odpowiedz

            Ewa jest moja.
            Może zmień myślenie na: Ewa jest ze mną:)

            Hmmm??



          • RE: Uczciwość, nieuczciwość.

            Autor: Adamos325   Data: 2018-05-23, 17:09:57               Odpowiedz

            No, pewnie Andrzej Ewa wyczuła że niezłe z Ciebie ziółko... - i teraz myśli z drugiej strony, czy się z Tobą wiązać? ;))

            Mirabelle - właściwie to w pewnych momentach myślałem trochę jak Ty, że Andrzej stosuje różne chwyty, aby dojść tylko do celu - i teraz też mówi, jak to zauważyła już Chellunia, "Ewa jest moja" - to może być strategia, ale też na krótką metę. Po jakiś czasie, ludzie zaczynają się czasami takich ludzi bać... Na razie ja widać, jego działanie było skuteczne. Miałem to napisać, więc dodam, choć teraz jakby trochę nie pasuje - to może my jesteśmy czasami zbyt uczciwi...? Choć brzmi to trochę dwuznacznie - najlepiej pewnie pozostać sobą! - nawet jak przyjdzie nam dłużej walczyć, zbiegać - ale przez to też nasze związki będą bardziej trwałe. Tak myślę - choć gdybym się zakochał, poczuł żar, to sam nie wiem jakbym się zachował, czy nie szukałbym wszelkich sposobów - nawet następując wbrew sobie. Na chłodno i bez konkretnej osoby ciężko to ocenić :)

            Jest taki aforyzm - "zazdrosny kocha więcej, ufny kocha lepiej" - zawsze musimy wybierać. A Ty Mirabelle jaką miłość byś wybrała, gorącą czy ufną? ;)



          • RE: Uczciwość, nieuczciwość.

            Autor: chellunia   Data: 2018-05-23, 17:18:32               Odpowiedz

            "Tak myślę - choć gdybym się zakochał, poczuł żar, to sam nie wiem jakbym się zachował, czy nie szukałbym wszelkich sposobów - nawet następując wbrew sobie. Na chłodno i bez konkretnej osoby ciężko to ocenić "

            No własnie Adamie!

            Złego słowa użyłam. Walczyć to nie iść w bój, ale trwac przy swoim. Tylko, że on mógł i trwać i trwać i trwać...do końca świata.
            A Ewa nie widziałaby kogo wybrać.
            Ziółko z niego jest,to fakt. Ewa tez nie wiedziała czego chce,bo wiedziała,że kocha ziólko. A może miała nadzieję, że ten drugi to tzw. dobry chłop. A tu lipka.

            Nooo! Musze to wkleić Madzi. Niech mnie oświeci:)



          • RE: Uczciwość, nieuczciwość.

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-05-23, 22:30:55               Odpowiedz

            Gdyby Ewa kochala Andrzeja -kolega by się nie zdarzył.
            Więc czy Andrzej wymusi walką miłość?
            Moim zdaniem tego się nie da wywalczyć.Albo jest albo nie ma. To jest serce. Nie wierzę w to, że można u kogoś wywalczyć miłość. To tylko moje zdanie.
            Pozdrawiam.



          • RE: Uczciwość, nieuczciwość.

            Autor: Iga112   Data: 2018-05-23, 23:23:13               Odpowiedz

            Myśle tak samo, jak Mirabell. Mnie wymeczyła walka o miłość. Zupełnie bez sensu.



          • Iga

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-05-24, 21:26:44               Odpowiedz

            Ja też kiedyś walczyłam (starałam się bardzo) o to by ktoś poczuł to co ja...i niestety...
            Potem się nie starałam. Moje doświadczenie jest takie, że jak ktoś chce to chce...i daje znać że chce.
            To widać słychać i czuć...
            Czy chce czy nie...
            Tutaj nie widzę by Ewa chciała...
            Wymysla wymówki, nawiązała relację z innym facetem...jeżdziła do niego...To wiele mówi...
            Andrzej był tylko na zastapstwo jakby z tamtym nie wyszło..
            Nie wyszło...(facet zrobił to samo co Ewa zresztą- okoliczności inne ale czyny podobne, więc nie wiem co ona taka obrażona).
            I ciekawe czy gdy argument Kolega odpadnie to się nie pojawi nowy argument. ..Jak się pojawi to widać jak bardzo chce...
            Ale to nie moja broszka.
            Pozdrawiam



          • RE: Iga

            Autor: chellunia   Data: 2018-05-25, 12:38:54               Odpowiedz

            Mirabellko. Myślę,że każdy kiedyś kochał nieszczęśliwie i był nieszczęśliwie kochany.
            To jest życiowe szczęście znaleźć wzajemność i jej nie spiernikować. Na czas poczuć. Niestety do ludzi po czasie dociera,że mogliby być szczęśliwi a gnali za jakąś ułudą.

            Byłam po dwóch stronach barykady. Nie wiedziałam czego chcę a potem wiedziałam czego chcę, ale niestety nikogo do miłości nie zmusisz. To jasne.

            Zgadzam się,że jak się kocha kogoś, to świat nie istnieje.
            I przez trzy miesiące nowe się nie ma szansy urodzić. Ale czasem życie zaskakuje.







          • RE: Iga

            Autor: Iga112   Data: 2018-05-25, 17:22:04               Odpowiedz

            A ja nie potrafie przestać. Tak bardzo chce być ważna dla meża, jakby zależało od tego moje życie. Dużo już sobie uświadomiłam, ale tej walki nie potrafie przerwać. Dlatego pisze, że ta walka mnie wykończyła. Ale nie wierze w miłość, jako "miłość" czyli nie wiadomo co. Wierze, że wszystko można wyjaśnić logicznie, każdy stan (moj i Andrzeja też). Wszystko przecież dzieje sie w głowie. Serce tylko rozprowadza krew do organizmu;)



          • RE: Iga

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-05-25, 19:25:14               Odpowiedz

            Hm...Iga -nie wiem, bo nie znam twojej historii, ale zastanawiam się co to znaczy, że "walczysz" o miłość męża (który zadecydował byś była jego żoną -więc co tu do walczenia?)
            jak to się przejawia
            jaki jest efekt
            co by się stało gdybyś nie walczyła?
            Zastanawiałaś się?



          • RE: Iga

            Autor: Iga112   Data: 2018-05-25, 22:40:56               Odpowiedz

            Czesto Mirabell piszesz, że słowa nie sa ważne. A dla mnie sa bardzo ważne. Chyba właśnie czekam i walcze o słowa. Moze zabrakło mi słow w dziecinstwie. Czekałam na słowa, ktorych mama nie wypowiedziała nigdy, że akcrptuje mnie taka jaka jestem. Czekałam na słowa uznania, gdy miałam sukcesy. I czekałam na zwyczajne "co u ciebie", " czy wszystko w porzadku". Moj maz tez nie ma tego w zwyczaju. Ale za to, gdy jest zdenerwowany wypowiada mase negatywnych słow. Nie wiem, co mysli naprawde, bo nie ma rozmowy. Rok temu chciał odejść, ale też nie wiem, czy chciał, czy tylko tak mnie straszył. Nie wiem, czy coś dla niego znacze, czy nie. I dlaczego właściwie został. I myśle, że mogłoby być wszystko dobrze. Po prostu toczyłby sie dzien za dniem, gdyby nie moje chorobliwe wołanie o miłość i moj paniczny strach przed odrzuceniem.



          • RE: Iga

            Autor: Iga112   Data: 2018-05-26, 10:45:34               Odpowiedz

            I jeszcze jedno Mirabell. Mysle, że tak sie szarpie sama ze soba. I w tym cały problem. Ale wszystko jest na dobrej drodze. Wiec już nie zaśmiecam watku Andzeja. Andrzej też może kiedyś pomyśli o tym dlaczego goni niedoścignione.
            Miłego weekendu



          • RE: Iga i miłość ufna i gorąca.

            Autor: fatum   Data: 2018-05-26, 11:58:19               Odpowiedz

            Wybrałaś miłość ufną i gorącą to szarpiesz się i szarpiesz.-:)*Wybierz życie bez miłości i może wtedy będziesz szczęśliwa?Aczkolwiek nie jest to pewne.Bo w życiu jest istotne,by mieć zdolność rozróżniania i umiejętność decydowania,co jest pożyteczne i właściwe,a co zbyteczne i szkodliwe dla naszego dobra.Osobiście to przerabiałam i dlatego o tym napisałam.Pozdrawiam.I,jeśli takie słowa kogoś zabolą,to musi się obrazić na prawidła psychologiczne,a nie bezpośrednio na mnie.



          • RE: Iga i miłość ufna i gorąca.

            Autor: Iga112   Data: 2018-05-26, 14:23:40               Odpowiedz

            Mnie te słowa nie zabolały. Wiem, ze masz racje co do umiejetności wybor&#242;w. Cała mądrość właśnie w tym tkwi.

            Ja jestem na dobrej drodze, co nie znaczy, że planuje odejść od meża. A wprost przeciwnie. Chce dalej budować i odbudować. Mojemu meżowi odeszła tamta głupota (wiesz o czym mowie). Wiedziałam, że to minie. Znam go nie od dziś.

            Dla mnie ważne jest też to, że terapeutka mi uwierzyła. I teraz na terapii zajmujemy sie mna i moimi emocjami, a nie moim meżem. Dobrze zrobiłam, że odeszłam z tamtej terapii. Moze nie potrafiłam sie otworzyć do końca przed meżczyzną.
            Pozdrawiam, wszystkiego dobrego
            Lece świetowac dzisiejszy dzień z moimi dziećmi.



          • RE: Iga i miłość ufna i gorąca.

            Autor: fatum   Data: 2018-05-27, 22:10:50               Odpowiedz

            Iguś napisz jak poszło Tobie to całe świętowanie Dnia Matki,na które tak biegłaś?Może jeszcze pamiętasz jak dawniej wyglądał taki Dzień Matki,kiedy jeszcze żyła Twoja mama? Widzisz jakieś podobieństwa i w Twoim domu w czasie tego święta?Od razu zaznaczam.Jeżeli to jest niewygodne pytanie to rezygnuję z niego.Wiem,że w czasie procesu terapeutycznego jesteś bardziej wrażliwa na przeszłość,która ma wpływ na teraźniejszość.Wieczorowo pozdrawiam.



          • RE: Iga i miłość ufna i gorąca.

            Autor: Iga112   Data: 2018-05-27, 22:49:23               Odpowiedz

            Fatum od poczatku jak tylko pojawiły sie dzieci na świecie - poświecam im tyle czasu ile moge. Bo wiem jakie to ważne dla dziecka. Nigdy nie wysyłałam dzieci do przedszkola gdy sama miałam wolne. Dlatego też corke mam taka uwieszoną u nogi;) Nigdy nie meczyły mnie moje dzieci. U mnie w domu było inaczej. Też byłam uwieszona u nogi, ale taty. Nie pamietam jak i czy w ogole był swietowany Dzien Matki. Mało sie u mnie świetowało, mama lubiła spokoj. Myśle o niej teraz czesciej niż kiedyś. Przecież nie chciała dla mnie żle. Po prostu taka była.

            A mnie dzieci wyciągneły do aqa parku, potem na lody i festyn na ktorym moja corka zamieniła sie w pieska (malowanie twarzy). No i oczywiście dostałam laurke od małej artystki a od syna kwiatki. Pozdrawiam też wieczorowo i sennie
            Pa



          • RE: Iga

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-05-26, 18:23:08               Odpowiedz

            Iga.Strasznie to smutne co napisałaś. Że nie wiesz czy coś dla niego znaczysz. Nie rozumiem. Ale jakby co nie wypytuje. Tylko nie rozumiem bo jest twoim mężem więc wybrał Ciebie.dalej. słowa. Mnie akurat wkurzają. I to bardzo. Nie znoszę klepania słów i produkowania (jak dla mnie zaznaczam) lania wody.. jak jeden ktoś mówił mi codziennie że mnie kocha to ja już odbierałam to jak na obiad jadłam kurczaka. Wkurzał mnie tym gadaniem. Ogólnie gadanie to moja praca. Jestem kimś od słów. Więc wolę czyny. Z wielu powodów. Więc może twój mąż też tak ma po prostu. Wkurza go gadanie i powtarzanie i lanie wody słów. W czynach widzisz czy nic nie ma. Mówić na siłę kocham Cię jest męczące bardzo. Męczy mówienie kiedy to nie płynie jako potrzeba samo. Naprawdę to niefajne zmuszać się do słów. Wracając do Ciebie to zastanawiam się czy w tym co jest i czynach widzisz że mu zależy , to też jest ważne. Można klepać słowa.. jest masa gości co powiedzą wszystko by dostać to co chcą... Więc do czego Ci te słowa.. zastanawiam się skąd Ty budujesz przekonanie że nie czujesz się ważna. To te słowa... Czy coś więcej. Nie wnikam ale smutne to co napisałaś bardzo..



          • RE: Iga

            Autor: Iga112   Data: 2018-05-26, 20:00:08               Odpowiedz

            Mirabell ja już nie czuje smutku. To co czuje, to raczej niepokoj. Zostawiłam wiele za soba, nie mam żalu o nic. Ale żeby być z nim, to potrzebuje usłyszec "przepraszam" i "chce z toba być". Nie usłyszałam tego. Został, ale jakby z łaski. Wiem, że nigdy nie przyzna sie do błedu, że nigdy nie przeprosi. Mam czasami taki metlik w głowie. Ta cała walka jest bez sensu. Nic mi to nie da. Ktoś musi przestac walczyć, ale kazdy walczy ze swoimi demonami.



          • RE: Iga

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-05-27, 15:59:45               Odpowiedz

            Naprawdę wierzysz, że samo to, że on to powie coś uleczy?
            Ja to mogę powiedzieć za niego (pokazuję bezsens produkowania słów bez pokrycia).
            Same słowa nic nie tworzą.
            Słowa to słowa.

            Ty potem co prawda możesz mu wypomnieć jeżeli to powiedział i nie zrobił. Możesz wejść w pozycję ofiary, poszkodowanej, bo ktoś obiecał i nie dotrzymał słów.
            I tyle.
            Same słowa to słowa.

            Naprawdę tego nie widzisz?



          • RE: Iga

            Autor: Iga112   Data: 2018-05-27, 16:38:37               Odpowiedz

            Mozesz mieć racje, ale mnie słowa zawsze bolały (te negatywne) i cieszyły (te pozytywne) i bolał brak słow. Mam tak od dzieciństwa. Poza tym jeśli nie ma rownowagi. Jeśli dostajesz od kogos tylko te negatywne (jak zawinisz) i nic (jak nie zawinisz). To jednak fajne to nie jest. Ale żeby było jasne. Ja niczego nie prowokuje celowo. To sa już moje przemyslenia i odpowiedź na pytanie dlaczego mam napady paniki, dlaczego mam nerwobole itd.

            Chodze na terapie właśnie po to, aby zrozumieć i przestać to czuć.
            Dziekuje za rozmowe.
            Pozdrawiam



          • RE: Iga

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-05-27, 17:58:40               Odpowiedz

            Jak facet po Tobie 'jedzie' to zmienia postać rzeczy.
            Skoro Cię rani. To już czyn. Świadome ranienie kogoś.
            nie mówienie czegoś to co innego.
            Obiecywanie. Produkowanie słow w stylu kocham Cię bez pokrycia w czynach.
            Ale ...mówienie mając świadomość, że komuś chce się dopiec to już czyn.
            Ech.
            Czyli kochasz kogoś kto wybiera słowa które Cię ranią?



          • RE: Iga

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-05-27, 18:03:18               Odpowiedz

            Zawsze się zastanawiałam jak facet np. bije kobietę, wyzywa, a ona z nim jest bo go kocha. Przyznaję, że nie rozumiem tego.
            Kiedyś bylam w raniącym słowami związku/. Ale odeszłam.
            Nie kochałam go. Jednak. Ale też mi bylo trudno odejść bo się do niego przywiązałam. I były dobre momenty.
            Jednak nie wiem co to znaczy. Kochać kogoś kto Cię nawet nie szanuje...Nie wiem co napisać Iga;(



          • RE: Iga

            Autor: Amelia55   Data: 2018-05-27, 18:49:39               Odpowiedz

            Mirabelle, Ja wiem jak to jest. To znaczy, że obecność tego faceta w moim życiu jest dla mnie ważniejsza niż samo życie i niż ja sama. Nie brzmi zdrowo, co?
            To gadanie o tym że kocham to takie mydlenie oczu samej siebie, żeby jakoś uwznioślić swoją głupotę i destrukcję. Przede wszystkim przed sobą, bo świata to nie obchodzi że jakaś kobieta na własne życzenie marnuje sobie życie.

            Ludzie mają na to proste ale jakże pełne głębi psychologicznej porzekadło: "Niechby pił i bił, ale był."!



          • RE: Iga

            Autor: Iga112   Data: 2018-05-27, 19:10:25               Odpowiedz

            Dziewczyny Mirabell, Amelia a czy ja mowie, ze go kocham? Ja już serio nic nie czuje, ale przeciez nie wezme dzieci na kolana i nie powiem "a mamusia teraz chce byc szczesliwa" i nie odejde w sina dal. Wiem, ze bedziecie zaprzeczać, ale dzieci czuja sie szcześliwe w tej rodzinie. Gdy maż wyjeżdża, to corka biegnie i woła " tatusiu wracaj szybko", a syn co chwile dzwoni do niego. Nie wiem. Może jestem nadwrażliwa. Moze inna nawet by nie zauważyła tych słow. Mnie bola, a jednocześnie sama czasami prowokuje kłotnie i znow dostaje te słowa. Taki schemat. Może kiedys odejde, gdy dzieci dorosna, nie wiem. Narazie chce wzmocnic poczucie własnej wartości, wtedy może te słowa nic mi nie beda robiły. Ale terapeutka mi mowi, że nie jest to łatwe.

            P.S. No i nie jest tak, że wciaz siedze i placze. Nie. Zycie sie toczy i miewam naprawde radosne dni:)



          • RE: Iga

            Autor: weronika502   Data: 2018-05-27, 20:06:30               Odpowiedz

            Wypowiem się w imieniu dzieci, jako byłe dziecko z dysfunkcyjnego domu. Nie ryzykowałbym stwierdzenia, że dzieci są szczęśliwe. Tego nie wiesz, bo Ci nie powiedzą prawdy. Dzieci świetnie wyczuwają atmosferę związku, nastrój rodziców, aktualne trendy kto, kogo i za co nie lubi. Wyczuwają i wchodzą w tę grę. Kochają Mamę i Tatę, ale wiedzą że rodzice siebie nie kochają, no i cierpią. Czy to "Tatusiu wracaj szybko" i ciagle dzwonienie, to nie jest odbicie Twojego lęku że mąż odejdzie? Ten Twój lęk, ten mętlik w głowie, ten Twój niepokój im się udziela. Nie są przecież głupie. To jest okropne musieć żyć lękiem i smutkiem matki.

            Ponoć jedyną rzeczą jaką matka może zrobić dla dzieci to mocno kochać ich ojca. I vice versae. Myślę, że Twoje dzieci robią to co niegdyś ja - udają, trochę kłamią. Dzieci to dobrzy aktorzy. Na szczęście kiedyś dorosną i będą mieć resztę życia żeby wyzdrowieć z dzieciństwa.

            Piszę na podstawie moich doświadczeń, tego co ja czułam w dzieciństwie. Może to tylko moje było, może byłam hiperwrażliwa i dlatego tak miałam. Co do reszty problematyki, oszczędzę Ci moich mądrości, bo się nie znam i niezbyt mnie to na obecnym etapie interesuje.





          • RE: Iga

            Autor: Amelia55   Data: 2018-05-27, 20:12:19               Odpowiedz

            Iga, moja odpowiedź była do Mirabelle, a jej pytanie było natury ogólnej, także tego, nie czuj się wywołana do tablicy.
            Byłam tam gdzie Ty i doskonale rozumiem, że chcesz zachować constant. Jak się ma dzieci, to inaczej się myśli.


            Może być tak jak w tej radzie filozofa - cokolwiek zrobisz, będziesz żałować :-)
            Ktoś powiedział, że najważniejsze w małżeństwie jest przetrwanie. Że to jest główny cel i wartość małżeństwa. Nie miłość, ale to że związek przetrwał aż do śmierci...
            (No, czasem niestety nie da się wytrwać.)

            Nic Ci nie doradzam, bo tylko Ty wiesz jak Ci jest w tym układzie. Tylko Ty wiesz, co jest dla Ciebie w życiu najważniejsze. I Ty poniesiesz konsekwencje swojej decyzji, więc Ty musisz ją podjąć.
            My tutaj możemy sobie mówić co myślimy, ale to Ty będziesz musiała sobie każdego ranka spojrzeć w oczy w lustrze.
            I Ty jesteś matką, z mężem możesz się rozstać, z dziećmi nie - więc oczywiste, że bierzesz je pod uwagę w podejmowaniu decyzji.



          • RE: Iga

            Autor: Iga112   Data: 2018-05-27, 20:37:44               Odpowiedz

            Nikogo do tablicy nie wywołuje, mam dziś wolne;)

            Weroniko oczywiscie, że masz racje, że przenosze swoje lęki na dzieci. Najlepsze co dzis moge dla nich zrobić to pojść na terapie. I to zrobiłam.



          • RE: Iga

            Autor: weronika502   Data: 2018-05-27, 20:47:35               Odpowiedz

            I słusznie. Powodzenia.



          • RE: Iga

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-05-28, 13:18:04               Odpowiedz

            NIe rozumiem.
            Skoro go nie kochasz to co za różnica czy on Ci mówi kocham Cię czy jest ciepły i tak dalej...
            Do czego Ci to potrzebne?



          • RE: Iga

            Autor: feelka   Data: 2018-05-28, 13:37:38               Odpowiedz

            Pozwolę się wtrącić, jak ja to widzę.
            "Nie kocham", bo doprawdy nie mam za co, bo mam już dość, bo to bez sensu. Ale... Czuję, że gdyby był dobry, miły szczerze, gdyby powiedział co chcę usłyszeć..., gdyby przytulił - pokochałabym. Odtajałaby moja zamrożona miłość, przywiązanie.

            Odeszłabym, przynajmniej duchowo, gdybym miała PEWNOŚĆ , że on nic nie czuje, że mnie nie lubi, nie ceni; że już przepadło. Ale on milczy. A gdy mówi, to tak, że mu nie całkiem wierzę. Bo może robi to "nie na prawdę", na złość...?
            Bo tak bardzo chcę by to było "nie na prawdę"?
            Bo on określa mój byt (poza rolą matki i pedagoga- całą resztę ), wciąż jeszcze on, mój dawny książe, mój bóg


            "Takie są me oczy, taka moich oczu treść
            One gasną już, gasną jak płomyki świec

            On wróci nad ranem i będzie się śmiać
            Że ja przy tej ścianie wciąż muszę tak trwać
            On nic nie zrozumie, bo znowu dziś pił
            Że tam, gdzie ten mur, przecież on kiedyś był
            Mój anioł, mój amant, mój książę, mój bóg
            To nic, to nieważne i tak szkoda słów..."

            :)

            Iga, nie walcz z tym co jest. Czujesz to co czujesz, w danej chwili; czucia nie zmienisz. Psychologia prosi: nie stawiaj uczuciom, myślom - OPORU. Bo tylko podwójnie cierpisz. Raz przeżywając emocję, a drugi raz - przeżywając to, że "przecież nie chcesz tego przeżywać". Obserwuj te uczucia i emocje, to zmęczenie materiału, ale i lęk przed utratą, ale i nadzieję- że będzie dobrze. To samo musi ewoluować. W coś nowego, nikt jeszcze nie wie w co. ( wewnętrznie - to w miłość własną większą, a zewnętrznie - się okaże). Dobrze, że rozmawiasz o tym na terapii, to też jest obserwowanie



          • RE: Iga

            Autor: feelka   Data: 2018-05-28, 13:52:09               Odpowiedz

            No wiem, że nie był takim znów księciem i bogiem dla ciebie; ale Ty nie tego potrzebowałaś, nie ekscytacji.?

            Uznania, potwierdzenia, akceptacji, bezpieczeństwa.
            Ja się na związkach nie znam, ale to chyba niezbędne?
            Tylko może o % chodzi? Bo czy te 4 potrzeby - w 100% zapewnić mamy sobie sami?

            ("Tak bardzo chce być ważna dla meża, jakby zależało od tego moje życie. Dużo już sobie uświadomiłam, ale tej walki nie potrafie przerwać") Żeby "życie aż zależało" - no to przesada :), ale coś może jednak?

            Fatum wkleiła tu gdzieś taki fragment: "Albowiem jego rzeczą (przyjaciela) jest zadośćuczynić twym potrzebom, ale nie pustce"

            Dobre to jest, zdanie. Tylko jak to w praniu wygląda: mam sobie pustkę ( akceptację, ważność, bezpieczeństwo) tak na 100% zapewnić sama , i dopiero z tym do ludzi? do męża?



          • feelko sprostowanie (małe)

            Autor: fatum   Data: 2018-05-28, 17:40:47               Odpowiedz

            Nie przypominam sobie tego fragmentu (albowiem jego rzeczą (przyjaciela)jest zadośćuczynić twym potrzebom,ale nie pustce).Chyba mnie z kimś innym pomyliłaś feelka.Ale skoro mnie zaczepiłaś to podam Ci myśl św.Augustyna.Oto i ona.Ten,który cię stworzył wie również,co ma z tobą zrobić.Myśli św.Augustyna.P.S. feelka i proszę dokładniej sprawdzaj co mojego cytujesz.Dzięki.Pa.



          • RE: feelko sprostowanie (małe)

            Autor: feelka   Data: 2018-05-29, 07:19:18               Odpowiedz

            "feelka i proszę dokładniej sprawdzaj co mojego cytujesz.Dzięki.Pa"

            http://www.psychologia.net.pl/forum.php?level=420561&post=420577&sortuj=2
            trzecia linijka od końca



          • RE: Iga

            Autor: Iga112   Data: 2018-05-28, 15:39:01               Odpowiedz

            Feelko dokładnie tak jest. Nie wiem, czy wierzyć czy nie wierzyć. Mowi, że jestem mu obojetna, a na drugi dzien pomaga mi w czymś choć o to nie prosiłam. Z drugiej strony nie rozumiem jak mozna wciaż prowadzić gre, a tak to czasami wyglada. Nie powie "przepraszam" jakby wtedy ta gra miala stracić sens. Nie wiem, ale chyba to na co godziłam sie kiedyś, dziś już nie moge. I to jeszcze bardziej mnie meczy. Kiedyś robiłam coś dla "świetego spokoju", dzis juz nie. No i w konsekwencji dostaje, to co dostaje, bo on nie lubi sprzeciwu. Ale jest wciaż nadzieja, że kiedyś skonczy te gre i wtedy ja bede go mogła nawet kochac.

            Walcze z tym co czuje, bo on walczy. Bo nie zachowam tego dla siebie. Bo musze mowić to co czuje i mowie. A on sie robi zły bo chce mieć komfort.

            Teudne to wszystko. Moje realcje tez nie sa prawidłowe



          • RE: Iga

            Autor: Iga112   Data: 2018-05-28, 15:43:00               Odpowiedz

            Miało być:
            Trudne to wszystko. Moje reakcje też nie sa prawidłowe.

            No właśnie.. Zarowno ja jak i on z zaburzona osobowościa i z bagażem (balast) z dziecinstwa i tak to wyglada.



          • RE: Iga

            Autor: Amelia55   Data: 2018-05-28, 16:22:05               Odpowiedz

            Iga, a gdyby np. on był z domu, z rodziny, w której żyły bardzo podobne do siebie w dodatku spolegliwe osobniki, wobec tego on też nie miałby pojęcia jak się skutecznie komunikować, jak zachować gdy druga osoba chce czego innego, jak rozwiązać konflikt gdy się pojawi itp.
            Czyż nie są to wszystko umiejętności, których można się nauczyć? Gdy się tego chce, oczywiście. Terapia par? Jakieś weekendowe tematyczne warsztaty dla par, jeśli nie ma mowy żeby poszedł na terapię?



          • RE: Iga

            Autor: Iga112   Data: 2018-05-28, 16:45:00               Odpowiedz

            Na terapie nie pojdzie. Proponowałam nie raz. Mi też zabraniał chodzić. Teraz już przestał z tym walczyć, bo widzi ze nie ma sensu.

            Dziś w nocy wtulił sie we mnie jak dziecko i mowił, ze coś go boli. Wiec instynkt macierzyński kazał mi pogłaskać go po głowie i powiedzieć ze wszystko bedzie ok (moze poczuł sie odrzucony po mojej kolejnej odmowie seksu). Ale rano gdy wyciagnełam reke i powiedziałam zeby zostawić wszystko za soba i zaczać od nowa - to znow zacieta mina i odpowiedz "ja nie mam sobie nic do zarzucenia, to wszystko twoja wina".
            Wiem ze miał ciezkie dziecinstwo ale jest dorosły i powinien brać odpowiedzialność za swoje czyny. Eh, i tak to wszystko wyglada.



          • RE: Iga i dręczenie wzajemne.

            Autor: fatum   Data: 2018-05-28, 17:17:05               Odpowiedz

            Tak miłość znajdzie człowieka wszędzie.To moim zdaniem prawda niepodważalna.Ale,jeśli w związku jest tylko dręczenie siebie wzajemne to dla miłości już nie ma miejsca.Po prostu zadręczycie się Oboje na śmierć.A miłości i tak nie znajdziecie.Terapia dla dwojga i to bez zbędnego gadania.Działać,działać.A nie tylko usprawiedliwiać się zaburzoną osobowością i balastem z dzieciństwa.Żyjemy tu i teraz.A śmierć się kręci codziennie i musi wykonywać swoją pracę.-:)*A my nie róbmy jej przyjemności by po nas zawitała,bo niszczymy własne zdrowie i częste i cudze.Stop trzeba powiedzieć stanowczo.Stop.Wybieram życie i zdrowie.



          • RE: Iga i dręczenie wzajemne.

            Autor: Iga112   Data: 2018-05-28, 18:00:09               Odpowiedz

            A powiedz mi Fatum dlaczego myslisz ze ja go drecze i czym. Nie mam złości na Ciebie, po prostu chce wiedziec. Jeśli chodzi o seks. To nie chce robić cos wbrew sobie. Mogłam zgodzić sie dla świetego spokoju, ale tak nie chce. Jesli mowi mi, ze zostal tylko i wyłacznie ze wzgledu na dzieci, a potem jakby nigdy nic chce seksu, to ja tak nie chce. Ale moze w inny sposob go drecze. Moja zazdrość to podobno całe zło i tylko o to chodzi wg niego.Ja nie mowie, ze ja jestem w porzadku i nie usprawiedliwiam sie. Bo po co chodze na terapie jedna, druga? Chce naprawic relacje miedzy nami, ale czy tylko moja terapia wystarczy, to nie wiem.



          • RE: Iga i dręczenie wzajemne.

            Autor: fatum   Data: 2018-05-28, 18:10:46               Odpowiedz

            Iguś.Wiem,że zrozumiałaś mój wpis.Tylko tak dla zasady dopytujesz się.Nie mogę być Twoim terapeutą.Nie czuję się kompetentna.Czasem coś Ci wrzucę.Jak zechcesz weźmiesz ze sobą.Jak zechcesz przerobisz to na terapii.Tyle.Pa.



          • RE: Iga i dręczenie wzajemne.

            Autor: Iga112   Data: 2018-05-28, 18:22:09               Odpowiedz

            Ok, zostawmy to zreszta



          • RE: Iga i dręczenie wzajemne.

            Autor: Iga112   Data: 2018-05-28, 23:40:48               Odpowiedz

            A wlaściwie Fatum to masz racje, ze go drecze. Tak. Drecze go i wierce dziure w brzuchu, żeby sie określił. A on milczy tak, jak Ewa. Chciałabym wiedzieć. W prawo albo w lewo. Skoro w złości mowi mi, ze nic dla niego nie znacze i ze nie mam zalet, to ja z kimś kto mi tak mowi nie chce być. Ale gdy złośc mija, to wtedy "chodz do łożka". A tamtych słow ani nie potwierdza ani nie zaprzecza. Moja proozycja jest jasna - ustalmy cos. Chcemy być razem czy nie chcemy. Zostawmy wszystko za soba i zacznijmy od nowa. Ale on mowi - nie. Nie, bo on nigdy nie wybacza, wiec niech jest tak jak teraz. Czyli jak? Czyli wojna? Ale mi ta wojna nie słuzy i szkodzi mojemu zdrowiu. Wiec bede go dalej dreczyc, bo chce wiedziec co mam dalej robic.
            No i teraz to już koniec. Mam nadzieje ze dziś zasne.



          • RE: Iga i dręczenie wzajemne.

            Autor: feelka   Data: 2018-05-29, 07:38:08               Odpowiedz

            "Wierzyć czy nie wierzyć, kocha czy nie kocha ..
            Moja proozycja jest jasna - ustalmy cos. Chcemy być razem czy nie chcemy"

            Sama musisz to ustalić, i wtedy będzie prościej (nie znaczy że już dobrze, ale prościej w twoim środku duszy? bo kompasem będzie to, co Ty chcesz; a wtedy sama "zaczniesz od nowa", bo na niego, na jego "ustalenia" raczej nie licz; umiesz liczyć licz na siebie, tyle że jeszcze liczyć nie umiesz ;)
            Bo "Tak bardzo chce być ważna dla meża, jakby zależało od tego moje życie.
            Gdy przyjdzie czas, że staniesz się wystarczająco ważna dla siebie, gdy Twoje Zycie nie będzie już od niego aż tak zależało... sama zadecydujesz. (np.Czy ON NADAL jest ważny. A jeśli tak - sama będziesz wiedziała co i jak robić, kiedy przytulić, i korona ci z głowy przy tym spadała nie będzie. tak sądzę. )

            "nie rozumiem jak mozna wciaż prowadzić gre, a tak to czasami wyglada"
            To nie gra, to urażona (za utratę pozycji) duma, co inaczej reagować nie umie, tylko tak po dziecięcemu. moim zdaniem.
            Teraz obydwoje pilnujecie swoich koron. Taki etap. Chyba konieczny.

            " Moja zazdrość to podobno całe zło i tylko o to chodzi wg niego"
            ?? nic tu się nie przewija o przejawach twojej zazdrości, albo przeoczyłam. Jeśli jednak "tylko o to" chodzi... - to rozmawiasz o tej zazdrości z psychologiem? (tutaj nie musisz, bo strach .. ;))



          • RE: Iga i dręczenie wzajemne.

            Autor: fatum   Data: 2018-05-29, 10:31:45               Odpowiedz

            W swoim mężu widzisz albo matkę,albo ojca (do ustalenia jeszcze)i odgrywasz swoją dziecięcą rolę.A mąż to akceptuje,bo widocznie robi to samo z Tobą.Też z Tobą odgrywa swoją rolę z ojcem lub matką.No,trafiliście na siebie jak na igłę w stogu.To jest niesamowite.Oboje chyba macie nie rozwiązane konflikty (wybaczenie)ze swoimi rodzicami.I faktycznie mąż wydaje się,że ma większe urazy do rodziców.Jakieś cząstki rodzica widzi w Tobie itd.Feelka Ci to lepiej wyjaśni (bardziej "naukowo").Wasz taniec chocholi już za długo trwa.Dzieci są zmęczone,ale co mają zrobić.Wychowują się bez miłości tak jak kiedyś Ty i prawdopodobnie Twój mąż.Czekanie,aż dzieci zaczną mówić,że nie kochacie się nasi rodzice może długo potrwać.Ale nastąpi.Tego jestem pewna.Wtedy wyrywanie sobie włosów już będzie bez znaczenia.Ty pomyślisz:kurczę robiłam tak samo jak mama lub tata.A przecież miałam większą wiedzę (psycholog,Forum).I co z tym zrobiłam???



          • RE: Iga i dręczenie wzajemne.

            Autor: Iga112   Data: 2018-05-29, 18:03:19               Odpowiedz

            Feelko o zazdrosci pisałam nie raz. Poszłam przecież na pierwsza terapie i powiedziałam, ze moja zazdrość zniszczyła nasz zwiazek. Ale terapeuta mnie od tego odwiodł.
            Potem znow w to uwierzyłam i znow poszłam do psychologa. Teraz, gdy zaczełam sie temu przygladać i zapisywac swoje mysli, słowa, to mysle, ze wcale nic takuego nie robie, aby dostawac po głowie. Chyba po prostu znudziłam sie mezowi i ta "zazdrosc" jest dobrym pretekstem zeby mi nawrzucać. Mozna mi włozyc na plecy cały ciezar kryzysu i nieudanego zwiazku. Wiele razy podkresla, ze on jest ok i nie ma sobie nic do zarzucenia. Ja uwazam inaczej. Ja mu wybaczyłam wiele, ale nie moge godzic sie na bluzgi ktorymi potrafi mnie obrzucic. Już teraz po terapii nie godze sie na to.

            Wiem Fatum ze on odgrywa role z dziecinstwa. Zreszta ma matke ktora kiedys wygnał z naszego domu a ona na drugi dzien lepiła dla synka pierozki, bo taki nerwowy. A jaka ja role odgrywam? Moze walcze po prostu o swoja godnosc, no i o miłosc ktorej nie ma.

            Mirabell chyba ma racje.



          • RE: Iga i dręczenie wzajemne.

            Autor: fatum   Data: 2018-05-29, 18:21:13               Odpowiedz

            Iguś,Iguś.Ty raczej nie wiesz co to godność,więc tym samym nie możesz o nią walczyć.Godność,szacunek do siebie nie pozwala,aby ktoś nas wyzywał,nie kochał,nie chciał,ranił codziennie.To jest patologia.Poczytaj na temat godności (wrzuć w Google:godność) i zobaczysz,że myślałaś o godności.Skoryguj swoją wiedzę.Pozdrawiam.I tylko dzieci żal.



          • RE: Iga i dręczenie wzajemne.

            Autor: fatum   Data: 2018-05-29, 20:01:10               Odpowiedz

            P.S. zjadłam słowo: n i e.Powinno być: i zobaczysz,że nie myślałaś o godności.Zapamiętaj,czym jest g o d n o ś ć.



          • RE: Iga i dręczenie wzajemne.

            Autor: Iga112   Data: 2018-05-30, 00:29:22               Odpowiedz

            Wiesz Fatum, ...siedzac przed komputerem i czytajac to naprawde łatwo tak sie mowi. A czy ty wiesz Iga co to jest godnosc? Wiem. Ale co proponujesz? Mam odejsc? Gdzie? Mam sie z nim sadzić o dom? A jaka wine mam mu udowodnić? Nie pije, nie bije, kochanki nie ma. A co jak go zdenerwuje na tyle, ze zacznie wojne na calego.
            Moja kolezanka od roku nie moze sie rozwiezc, bo jej maz wciaż sie odwołuje i chce udowodnić jej wine. Jest dziś wrakiem czlowieka. I co, jej dziecko jest szcześliwe?
            Nie zyjemy na pustyni. Sa dzieci, ktore, wiem ze bardzo by przezyly nasze rozstanie, jest tesciowa, ktora niemal zawału nie dostała gdy rok temu nie pojechałam na wielkanoc, bo tak było miedzy nami zle.
            Ja wiem, co mam robić. Przy dzieciach mnie nie obraża. Odkłada to w czasie. Nie! Nie zamierzam sie na to godzic. Ale mam badzieke, ze zrozumie. Widzisz, jednak syna nauczył, ze mamie należa sie kwiatg, gdy ma swieto. Nie jest potworem. U niego w domu wszyscy rzucali bluzgami i bylo ok. Ja tego nie znałam.



          • RE: Iga i dręczenie wzajemne.

            Autor: Iga112   Data: 2018-05-30, 00:42:45               Odpowiedz

            Robie co moge. Nic wiecej na dzien dzisiejszy nie moge.
            Prosze skonczmy juz o mnie i oddajmy Andrzejowi watek.

            Znasz szcześliwe małzenstwo? To super, bo ja nie znam. Mezowie moich kolezanek albo maja kochanki albo chca rozdawac karty w małżenstwie, tak jak moj maż. Nie wazne. I tak mnie nie zrozumiesz siedzac przed komputerem. Niedawno pisałas ze go drecze, teraz ze nie wiem co to jest godnosc. I tak mozna kazde słowo interpretowac, ale zycie to nie słowa ani nie rzadek literek. Pa



          • RE: Iga i dręczenie wzajemne.

            Autor: Iga112   Data: 2018-05-30, 01:17:00               Odpowiedz

            I jeszcze jedno. Mam nadzieje, ze jak nie bede tak rozpaczliwie pragnać uczucia, uwagi, akceptacji, to bedzie lepiej, a moze zupełnie dobrze. Bo on mi nic nie moze dac, bo moze sam nie ma.
            No i nie jest tez tak, ze wciaz obrzuca mnie bluzgami. Zrobił to teraz całkiem niedawno, nie wiem, może z bezsilnosci, ze ja znow zaczełam rozmowe.
            Ok juz koniec o mnie.
            Ja wiem co mam robić



          • RE: Iga i dręczenie wzajemne.

            Autor: Adamos325   Data: 2018-05-30, 06:58:36               Odpowiedz

            Iga dobrze mówi! - wymądrzanie jest najprostsze... - a realia idą swoją drogą. Czasami do zmiany świadomości potrzeba czasu, pracy - a czasami lepiej zostawić niektóre rzeczy tak jak są. Tylko najtrudniej, znaleźć właściwą granicę, jak to podzielić? ;)
            Pewnie odpowiedź leży w tym, czego nie możemy już dłużej znieść, tolerować... - co nas najbardziej boli, doskwiera.



          • RE: Iga i dręczenie wzajemne.

            Autor: fatum   Data: 2018-05-30, 10:00:41               Odpowiedz

            Oświadczam,że jestem pewna,że gdy ukończysz 3letnią terapię to mi tutaj serdecznie podziękujesz.Jeszcze będę tutaj.-:)*Ale,czy Ty dokończysz terapię?Jeśli o mnie chodzi,to nie żałuję ani jednej literki,którą Tobie ofiarowałam.Wiem,że tego nie czujesz,ale nieszkodzi.Pozdrawiam i powodzenia.Cieszę się,że moje słowa nie są dla Ciebie obojętne.Zapamiętujesz je i to jest dla mnie wiadome.Uściski.



          • RE: Iga i dręczenie wzajemne.

            Autor: fatum   Data: 2018-05-30, 11:33:07               Odpowiedz

            Sorki oczywiście nie szkodzi powinno być,ale mam takie emocje,że hej.-:)*P.S.Adam takich nie ma,bo jest zimny jak głaz.-:^



          • RE: Iga

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-05-30, 14:33:12               Odpowiedz

            http://www.styl.pl/magazyn/news-najgorsza-jest-przemoc-psychiczna,nId,2160956
            http://ohme.pl/psychologia/siniaki-na-duszy-rany-w-psychice-jak-rozpoznac-przemoc-psychiczna/

            Nie wiem -ale tak to wygląda z boku...



          • Podsumowanie -Iga

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-05-29, 13:07:42               Odpowiedz

            Drecze go i wierce dziure w brzuchu, żeby sie określił. A on milczy tak, jak Ewa. Chciałabym wiedzieć. W prawo albo w lewo. Skoro w złości mowi mi, ze nic dla niego nie znacze i ze nie mam zalet, to ja z kimś kto mi tak mowi nie chce być. Ale gdy złośc mija, to wtedy "chodz do łożka". A tamtych słow ani nie potwierdza ani nie zaprzecza. Moja proozycja jest jasna - ustalmy cos. Chcemy być razem czy nie chcemy. Zostawmy wszystko za soba i zacznijmy od nowa. Ale on mowi - nie. Nie, bo on nigdy nie wybacza, wiec niech jest tak jak teraz.

            czyli:
            do łóżka jesteś ok i jest chętny
            a do uczuć ustaleń bycia ze sobą-jesteś bee i do niczego..

            I co Ty chcesz tu ustalać. Facet się jasno określił.
            Nie rozumiem.



          • RE: Iga Mirabelle

            Autor: fatum   Data: 2018-05-28, 14:09:59               Odpowiedz

            "Do czego Ci to potrzebne?".Ważne,mądre pytanie.Ale na odpowiedź trzeba czekać.Iga jest w procesie terapeutycznym i dziś moim zdaniem nie jest przygotowana do odpowiedzi.Natomiast Ty Mirabeele możesz coś jej podać na tacy.Zrozumiałego,przeżytego na samej sobie.Kiedyś byłam przeciwnikiem "podawania na tacy".Dziś myślę inaczej.Jednak mimo wszystko uwielbiam jak ktoś samodzielnie coś odkryje.Jest to ważne,bo nigdy tego samodzielnego odkrycia nie zapomni.A czyjąś wypowiedź może zapomnieć.Swoją,odkrytą w bólu i w znoju zapamięta.Prawda feeluniu?-:)*Tobie się to przydarzyło przecież.Cenię to bardzo.Pa Dziewczyny.Idę z Adamem (Adamosem325)na prawdziwe plotki,he,he.Sama.Bez Was.Przykro mi.-:*)^^^



    • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

      Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-05-30, 09:13:59               Odpowiedz

      Cześć!
      Nie było mnie na forum trochę dni...
      Chciałbym napisać post i podzielić się z Wami moimi doświadczeniami.

      Moja "Ewa", trochę przeze mnie - świadomie, rozstała się z "kolegą". Był to mój mały spisek, o którym poinformowałem Ewę.
      Napisałem do "kolegi" jako "fajna wirtualna dziewczyna", zaproponowałem "koledze" spotkanie bez zobowiązań - na które przystał. Pokazałem Ewie rozmowę, przyznałem się - że to ja pisałem. Ewa stwierdziła, że chce się spotkać, nakryła swojego "kolegę" - że przyjechał na randkę na gorącym uczynku.
      Powiedziałem Ewie - że nie robię tego specjalnie, tylko chce ją obronić przed "związkiem na odległość, w którym i tak jej "kolega" robi ją w kulki..."...

      Z tego co mi wiadomo - zerwała z nim kontakt.


      To było 2 tygodnie temu.
      Od tego czasu widzieliśmy się 2-3 razy.
      Na jednym ze spotkań, u mnie w domu - doszło do zbliżenia..
      Kochaliśmy się, jak wcześniej... było super.

      W dniu wczorajszym - widzieliśmy się ponownie.
      Nie chciałem naciskać Ewy - ale zapytałem się wprost, jak dziecko z podstawówki: Ewa, będziesz moją dziewczyną? Nie wiem jak zapytać inaczej, bo po prostu - nie wiem na czym stoję. Super od kilku miesięcy się nam dogaduje.
      Zapytałem się - czy wrócimy do siebie, czy KROK PO KROKU, delikatnie zaczniemy odbudowywać naszą relację, nie oczekuje od niej, że będziemy sobie zdjęcia wspólne wrzucać do sieci, czy też coś innego. Zależy mi na tym - by wiedzieć, że Ewa chce.. skupić się na mnie, ja na niej - i działać, centymetr po centymetrze.

      Ewa odpowiedziała mi: że... nie wie. Że ona się boi, że nie jest taką samą kobietą jak wcześniej, że nie wie czy moje oczekiwania nie są za duże. Powiedziała - że ma w głowie jakieś myślenie, że ją zostawiłem, że ona nie chce być z kimś - byle być.
      Zapytałem więc - czy mam rozumieć, że dostaję kosza od niej i mam odejść i dać sobie spokój?
      Ewa na to: że nie, że nie dostaje kosza, że nie chce bym odchodził, że jak będzie miała czas wolny - to chętnie się zobaczy ze mną, że przyjedzie do mnie itp. Powiedziała, że ona NIE CHCE NIE LUBIĆ, Że nie chce być znajomymi ale.. ona nie wie jak w swojej głowie zmienić myślenie i nastawienie...
      Ciągle te obawy.

      Ja na ten moment nie wiem co robić.
      Czy faktycznie odpuścić... po tym wszystkim.. czy grzecznie czekać - aż Ewa zaproponuje spotkanie, spędzać z nią czas - boje się jednak, że za miesiąc mi powie - że kogoś poznała i że... to koniec..

      Z drugiej strony - ona jest "sama", nic jej nie przeszkadza wrócić do mnie, a jednak ma obawy.
      Nie wiem - czy Ona potrzebuje czasu, żeby mi zaufać, żeby mi na nowo dać szansę, czy po prostu - to jest gra na zwłokę i Ewa nie wie jak mi powiedzieć bym dał sobie spokój?

      Teraz - jestem tym bardziej w kropce.

      Nie mam pojęcia jak się zachowywać...
      Rozmawiamy / piszemy praktycznie codziennie, śmiejemy się, przytulamy ale... no właśnie - jest coś w głowie Ewy co ją blokuje. Nie wiem czy to wirutalna blokada, żeby mi pokazać, że nie może być mi za łatwo, jakiś test, czy po prostu Ewa - chce korzystać i dobrze się bawić nie licząc na nic więcej?

      Jak mam się zachowywać? Przez 2 tygodnie, w ogóle nie rozmawialiśmy o nas, nie było tematów. Wczoraj Ewa mi to samo powiedziała, że było super, spoko - a znowu wracam do ciężkich tematów...



      • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

        Autor: fatum   Data: 2018-05-30, 10:12:26               Odpowiedz

        Andrzeyyy zaproponuj Ewie i sobie terapię przedmałżeńską.Bez terapii będziesz pisał jeszcze tysiąc postów i o tym samym.Zauważ,że sprawa nie przesunęła się do przodu ani o przysłowiowy centymetr.Chyba,że wliczymy w to to ostatnie zbliżenie erotyczne.Ale stosunki płciowe to nie miłość.Tyle.



        • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

          Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-05-30, 14:21:46               Odpowiedz

          Hej :)

          Poruszyłem ostatnio ten temat - wczoraj wieczorem :)


          Ewa mi powiedziała (cytując): "Jakbyśmy byli w związku to byśmy mogli pomyśleć, na ten moment NIE JESTEŚMY RAZEM.... albo JESZCZE Nie jesteśmy razem.. lub nie będziemy razem" :)


          Mówie Wam - to skomplikowane, ta relacja z Ewą.
          Podejrzewam, że to może być celowe, ponieważ - 2 tygodnie temu rozstała się z "kolegą", dużo się wydarzyło i może dlatego.. Ewa nie chce pokazywać mi, że to wszystko bedzie takie proste i łatwe? To jedna z moich tez, przecież - ona musi być mnie pewna, pewna tego, że nie odwalę znowu takiego numeru. Ja to rozumiem, tak sobie tym tłumaczę.

          Dzisiaj Ewa się odezwała i powiedziała, że do wieczora da mi znać, kiedy "przyjedzie do mnie na randkę" :) Bo ją zaprosiłem...

          Odezwę się do Was za kilka dni..
          Czekam cierpliwie, jestem ciągle sobą...



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: weronika502   Data: 2018-05-30, 15:52:05               Odpowiedz

            Andrzej, panta rhei. Po prostu Twoja Ewa nie jest już twoja:) Może nigdy tak naprawdę nie była. Nie wiem czemu, ale fakt ten bawi mnie tak jakby Ewa zrobiła psikusa wszystkim panom i władcom tej ziemi :D Do zobaczenia za 287 wpisów.



          • Kobiety

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-05-30, 15:57:55               Odpowiedz

            Facet przyjął stanowisko: czekam ...
            Liczy na jej powrót. Ok.
            Ma prawo.
            Kto z nas wie czy Ewa się namyśli czy nie...
            Nie wszystkie związki powstają na płomiennej miłości...czasami można sobie związek "wyczekać" czy "wychodzić". Zdarzają się takie przypadki.
            Widać że Ewa płomiennej miłości nie czuje. Ważne że on to rozumie i oby tego od niej nie oczekiwał.
            Chce czekać,
            Ok.
            Czemu się jakoś mam wrażenie "złościcie" że on tak decyduje.
            Jego życie:)

            Ja też nie wierzę w te wywody Ewy. Ale moze nikt się nie trafi 'lepszy" to Andrzej będzie dobry...wystarczająco...
            I jakoś bedzie.

            Byle by nie oczekiwał więcej niż jest.
            Pozdrawiam:)



          • RE: Kobiety

            Autor: chellunia   Data: 2018-05-30, 16:15:00               Odpowiedz



            "Ja też nie wierzę w te wywody Ewy. Ale moze nikt się nie trafi 'lepszy" to Andrzej będzie dobry...wystarczająco...
            I jakoś bedzie.

            Byle by nie oczekiwał więcej niż jest."

            A co jest?;) Wiesz Mirabellko?
            A co znaczy według Ciebie lepszy?





          • RE: Kobiety

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-05-30, 16:42:07               Odpowiedz

            Co jest?
            Dobre pytanie; ni to przyjaźń ni to miłość.
            Pytanie do Ewy.
            Co jest.
            Kolega może kolejny?

            Lepszy- znaczy bardziej chciany.
            Ale jak się nie trafi to przecież bywa, że nikt się nie trafił to się bierze co jest.
            Nie oszukujmy się- masa małżeństw tak powstaje.
            Do pewnego wieku na miłość (chciany i upragniony) się nie trafiło to "się bierze' kogos kto chce za mnie. I jest to w miarę przyjazny i wygodny układ. Może bez miłości jakiejś wielkiej-ale się nie jest samemu.
            W tym sensie "nikt lepszy".
            Pozdrawiam

            Kategorie mogą być też takie: miły, grzeczny, rodzinie pasuje, dobrze zarabia, ma mieszkanie i samochód...może szału nie ma (emocje) ale jakieś w miarę poczucie bezpieczeństwa jest. Nie pije nie bije nie zdradza...i tak jakoś się kręci.



          • RE: Kobiety

            Autor: Iga112   Data: 2018-05-31, 10:59:39               Odpowiedz

            "Nie pije, nie bije, nie zdradza i jakoś się kręci".
            No właśnie u mnie tak właśnie się kręciło, aż pękło rok temu, bo mógł zacząć zradzać. Ale nie zdradza, więc właściwie mogłoby wszystko znów wejść na ten tor "nie pije, nie bije, nie zdradza i jakoś się kręci", ale jakoś nie może.

            Ewa dręczy Andrzeja, jak i mój mąż mnie - dziecinną postawą "zobacz, mi nie zależy, ty się staraj, ty walcz, bo masz o co walczyć, bo beze mnie będziesz mieć gorzej". Z tą różnicą, że Andrzej walczy, a już nie chcę. Mi już korona z głowy spadnie (jak pisze Feelka), a ja bym chciała, żeby zauważył to dręczenie, żeby przestał, żeby tą dumę schował do kieszeni. Ale wiem, że jedyną drogą do tego, aby znów wskoczyć na tor "nie pije, nie bije, nie zdradza i jakoś się kręci" - to przestać oczekiwać cokolwiek od człowieka, który nic nie może dać. Wbić to sobie do głowy i tyle. Ale we mnie odżyły jakieś demony z przeszłości i nie mogę sobie z nimi poradzić sama. Ale mam pomoc, więc wszystko będzie ok i tego muszę się trzymać;))


            Dziękuję dziewczyny za rozmowę, Mirabell, Felka (tak bez oceniania mojej osoby, to się nazywa profesjonalizm:)), i dziękuję Fatum - prosto z mostu (niech i tak będzie).

            Miłego dnia



          • RE: Kobiety

            Autor: chellunia   Data: 2018-05-31, 11:07:38               Odpowiedz

            "to przestać oczekiwać cokolwiek od człowieka, który nic nie może dać. Wbić to sobie do głowy i tyle. Ale we mnie odżyły jakieś demony z przeszłości i nie mogę sobie z nimi poradzić sama. Ale mam pomoc, więc wszystko będzie ok i tego muszę się trzymać;))"

            A ja Tobie mówie-erzac-cholera nie zycie:) Jednak pod warunkiem,że go kochasz. Kiedy dajesz tyle samo,przyjmujesz jego postawę, to może być:(



          • Iga

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-05-31, 12:57:00               Odpowiedz

            Jak coś moje gadanie pomogło Tobie to się bardzo cieszę:)\
            Odnośnie Ciebie jeszcze jedno. Wciskany produkt jest mniej atrakcyjny niz ten co się trzeba narobić by to mieć.
            Dalej: Łatwo przyszło łatwo poszło.
            I tak dalej.
            Im bardziej Ty się starasz tym bardziej moim zdaniem możesz być postrzegana jako mało atrakcyjna bo niejako się wciskasz na siłę.
            Może jest inaczej.
            Zastanawiam się jak by twój mąż zareagowal gdybyś spotkała się z jakimś kolegą dobrym i bliskim i wróciła uchachana...
            Czy byłby zazdrosny choć trochę...
            Czasami właśnie jak czujemy, że możemy coś stracić-doceniamy wartość...a tak nie czujemy wartości tego co jest nam niejako wciskane na siłę (czyli tak się staram).
            Nie mówie że Ty tak robisz.
            Andrzej tak robi.
            Pozdrawiam



          • RE: Iga

            Autor: Iga112   Data: 2018-06-02, 11:15:28               Odpowiedz

            Mirabell
            "wciskany produkt jest mniej atrakcyjny"
            Trochę inaczej to u mnie wygląda. Mój mąż potrzebuje wciąż komplementów, chwalenia, głaskania po głowie, zachwytu itp. Na początku związku weszłam w taka rolę, ale gdy urodził się syn całą uwagę poświęcałam dziecku. Stałam się złą żoną. Gdy rok temu chciał odejść, to między innymi usłyszałam, że jestem złą żoną, bo nie robię mu kanapek. No, w życiu bym nie wpadła na to, że dorosły człowiek, który ma dwie zdrowe ręce nie może sobie zrobić kanapek. Poza tym wykrzykiwał, że ma koleżanki, które go UWIELBIAJĄ.

            Ja takim Andrzejem byłam na początku związku i było ok, ale gdy przestałam, to stałam się ZŁĄ ŻONĄ. Dlatego wiem w co się pakuje Andrzej. Księżniczce nigdy się nie dogodzi. Może Ewa jest inna, ale mojemu mężowi ciągle mało, mało i mało. A ja szybko przestałam dawać, gdy nie brałam nic w zamian.


            "Zastanawiam się jak by twój mąż zareagował gdybyś spotkała się z jakimś kolegą dobrym i bliskim i wróciła uchachana..."
            No i tutaj też jest problem. Proponował mi "nowoczesne małżeństwo" czyli ja mogę mieć kochanka i on kochankę. Długo to trwało zanim zrozumiał, że ja na nic takiego się nie zgodzę. Gdybym zrobiła coś takiego jak Ty proponujesz, to tym samym otworzyłabym furtkę, a ja właśnie bardzo dbam o to, aby furtki były zamknięte.

            Może po prostu czasami jestem zmęczona "rozgrywaniem" życia, zamiast po prostu żyć.

            Ale nie narzekam. Wszystko ok. POzdrawiam



          • RE: Iga

            Autor: Iga112   Data: 2018-06-02, 11:56:31               Odpowiedz

            No i jeszcze dodam, bo nie sprecyzowałam.

            Gdy chciał odejść, to oczywiście wpadłam w panikę, że może rzeczywiście jestem złą żoną i zaczęłam go prosić i błagać, żeby został a ja już się poprawię i przyjęłam całą winę na siebie. Ta wina tak mnie przygniotła, że musiałam skorzystać z pomocy psychologa. Psycholog zdjął mi ten ciężar, za co jestem mu wdzięczna. Ale dalej mam mętlik w głowie i dalej miewam dni, że szarpię się sama ze sobą. Czasami mam wrażenie, że mój mąż oczekuje ode mnie, że będę taka, jaką sobie wymyślił. A ja jestem po prostu sobą. Nie zapędzi mnie do kuchni, bo po prostu tego nie lubię robić. Gotuję obiady, bo muszę, bo dzieci muszą coś jeść, ale nie chodzę za mężem i nie pytam "kochanie co byś zjadła?", a on by tak chciał.

            Chyba po prostu nie dobraliśmy się i tyle. On potrzebuje matki, która gotuje i dogadza kulinarnie, po za tym dopieści i zachwyci się nad każdym słowem.

            Ja lubię zajmować się też sobą (nie tylko domem i dziećmi i mężem), lubię wyskoczyć na basen, na rower, mam swoje sprawy. Do tego potrzebuję uczucia (pewno jak każdy, a może bardziej) a on tego dać mi nie może, bo wciąż skupia się na sobie i wciąż chce brać i brać i brać.
            Tak to wygląda.
            Ale jak pisałam, wszystko ok. Jest dobrze.



          • RE: Iga

            Autor: Amelia55   Data: 2018-06-02, 12:41:04               Odpowiedz

            Iga, to też by nie pomogło, gdybyś się taką stała.
            Taki człowiek jak Twój mąż czy mój eks jest jak dziurawe wiadro, ile byś tam troski i miłości nie wlała, to za chwile będzie puste i woła więcej. A w końcu ja byłam wyczerpana (dzieciom też coś przecież musiałam dać), a on zaczął traktować dzieci jak rywali, że jemu wszystko pierwszemu się należy, a dzieciom jak ewentualnie zostanie.
            Ja starałam się dostosować, wygotowywałam, wypiekałam, obiad był zawsze dwudaniowy z deserem, kanapeczki do pracy i gorące kolacje, a on się coraz gorzej zachowywał i na coraz więcej sobie pozwalał. Na trójkąt nie chciałam się zgodzić, to też zła żona byłam, znalazł sobie w końcu coś poza małżeństwem.
            Stawiaj granice póki czas! Mój błąd był taki, że byłam zakochana i chciałam dogadzać, byłam wyrozumiała itd.
            W końcu i tak musiałam się rozwieść i żałuję że nie zrobiłam tego w momencie gdy on był zaangażowany poza małżeństwem i sam mi rozwód zaproponował. Mnie się wydawało, że trzeba ratować, że dzieci, że jak się postaram bardziej...
            W większości przypadków niestety w małżeństwie dzieje się tylko gorzej i gorzej, równia pochyła. Nieliczne przypadki, którym po zdradzie czy innych kłopotach udało się przetrwać a nawet umocniły więzi i wyszły zwycięsko - to te małżeństwa, w których OBOJE chcieli ratować związek, a nie tylko jedna strona.



          • RE: Iga

            Autor: Madziuleczka   Data: 2018-06-02, 12:47:42               Odpowiedz

            "Gotuję obiady, bo muszę, bo dzieci muszą coś jeść, ale nie chodzę za mężem i nie pytam "kochanie co byś zjadła?", a on by tak chciał."

            A co Ci zalezy, ot zwracaj sie do niego jak do kobiety.
            Mialam kumpla co tez byl "nowoczesny" i jak zakladal sukienki to chcial zeby do niego zwracac sie jak do kobiety.

            ;)



          • RE: Iga

            Autor: Iga112   Data: 2018-06-02, 15:14:35               Odpowiedz

            Magda przyczepiłas sie do literowki? I co? To jest śmieszne? A Ty jak zupełnie ortografii nie znasz, to jest dobrze?

            Amelia ja postawiłam granice i akurat w tym temacie wygrałam. Teraz już to wydaje mi sie bardzo odległe, a było zaledwie rok temu. Trudno jednak jest zaufać i trudno budować związek bez zaufania. Teraz odeszła mu ta głupota i rzucił sie w wir pracy i rożnych innych zajeć.



          • RE: Iga

            Autor: chellunia   Data: 2018-06-02, 15:39:24               Odpowiedz

            Poczytaj o pyrrusowym zwycięstwie:(
            Wiem...nie komentuj:(



          • RE: Iga

            Autor: Madziuleczka   Data: 2018-06-02, 15:49:20               Odpowiedz

            "Magda przyczepiłas sie do literowki? I co? To jest śmieszne? A Ty jak zupełnie ortografii nie znasz, to jest dobrze?"

            I to jak smieszne:))
            Szczegolnie jest to smieszne, bo jakby nie bylo, to z Twego pc piszesz tez jako Twoj maz, ba chyba nawet jako syn tez tu pisalas o tych "glupotach":))
            Ino czekac jak tu Twoja ciotka i babcia wpadna:)

            A to ze nie znam ortografi, to nie dobrze, ba bardzo nie dobrze;)



          • RE: Iga

            Autor: Iga112   Data: 2018-06-02, 19:43:06               Odpowiedz

            Magda bardzo mnie to dziwi, że inteligentna osoba nie może zrozumieć prostego przekazu. Tyle razy tłumaczyłam, jak to było. Tym bardziej mi przykro, że mieszasz jeszcze w to mojego syna.
            Sprawiasz mi przykrość swoimi wpisami, a tyle razy prosiłam, żebyś tego nie robiła.

            Niepotrzebnie dałam się wciągnąć w rozmowę, ale dziękuję Mirabell. Lubię z Tobą porozmawiać. Na razie nie będę pisać i czytać tego forum, bo szkodzi to mojemu zdrowiu. Walczę w realu z napadami paniki, a przez niektóre osoby tutaj też tego doświadczam.
            Miłego dnia wszystkim życzliwym.



          • RE: Iga

            Autor: feelka   Data: 2018-06-02, 20:11:55               Odpowiedz

            No "wciskanie dziecka w brzuch" może być irytujące.
            Jedyny sposób - nie włączać opcji "Pokaż treść wszystkich wpisów w wątku", sprawdzone ;)



          • RE: Iga

            Autor: feelka   Data: 2018-06-02, 20:53:08               Odpowiedz

            Sorry, Magda, nie żebym ja Twoich treści nie czytała :)
            z rąk twoich przełykam wszystko (prawie ;) , no bo wiesz, te zapałki od Ciebie zbieram...

            ( no i nie mam problemu, bo to co do mnie jest pochwalne, he he, a to co do innych... cóż, tak nie boli, mnie nie boli. Ale Igę rozumiem, bo tłumaczyła i kajała się tu ze trzy razy...; dla mnie oczywiste jest, że jak widzę wpisy swojego męża, to - choćby przez zaskoczenie - mogę podjąć zabawę, jako zabawę. A nie zaraz oszustwo. Ale wiem, że każdy odbiera po swojemu, nie ma rady, i tłumaczenie nie pomoże :) Stąd moja porada - nie czytać. Choć to wydłuża czas czytania, bo trzeba klikać w wyłowione nicki zamiast ciurkiem jak leci)



          • RE: Iga feelka

            Autor: fatum   Data: 2018-06-02, 21:17:46               Odpowiedz

            Sedno w tym,że uczymy się wzajemnie:ja od Ciebie,Ty ode mnie.Iga też.Uciekanie nic nie da.Problem jest nadal z nami/w nas.W nocy i w dzień.Ucieczka przed sobą nic nie daje.Siła bierze się z różnorodności doświadczeń (miłych,niemiłych).Takie jest życie.Doświadczać musimy lub idziemy do klasztoru.-:)*,pustelni,na pustynię.Życia nie da się oszukać.Życie trzeba kochać.I siebie.Po prostu.



          • RE: Iga urodziła się do miłości...................

            Autor: fatum   Data: 2018-06-02, 20:26:06               Odpowiedz

            Urodziliśmy się do miłości (życzliwi i nieżyczliwi).Miłość partnerska jest ludzką potrzebą,jednym z trzech podstawowych popędów,jakie wyewoluowały w ludzkim mózgu miliony lat temu.Miłość może być wieczna,może przynieść śmiech i przygodę,spełnienie seksualne,fascynujące rozmowy,ciepło przebywania z dziećmi,bliskimi i przyjaciółmi oraz trwałą namiętność i poczucie jedności z partnerem.Ale trzeba wybrać odpowiednią osobę!



          • RE: Iga

            Autor: fatum   Data: 2018-06-02, 17:55:24               Odpowiedz

            Co oczy nie widzą to serce nie boli (wir pracy i różne inne zajęcia).I oby mi tylko zszedł z moich błękitnych oczu.-:)*Super wykombinował.I wszyscy szczęśliwi.To po co Ci terapia Iguś?Tak sobie pytam/myślę głośno i nie czekam na odpowiedź.Znam ją.Pa.



          • Amelka szuka idealnego faceta-:)

            Autor: fatum   Data: 2018-06-02, 14:30:08               Odpowiedz

            A takich na Forum nie ma niestety.-:)*P.S. Amelciu jak dziś musiałby zachowywać się facet,którego wpuścisz do łóżka?Może jak ten osobnik o którym tutaj napisała Madziuleczka (lubi zakładać sukienki)?Napisz jakim ma być facetem ten Twój wybranek?Pomożemy Ci jakby co.-:*)Idze pomagamy to i Tobie też pomożemy z tym wyborem mężczyzny do łóżka i do gotowania Tobie smacznych obiadków.Ty będziesz Księżniczką,a co tylko Iga może być?-:)*



          • RE: Iga

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-06-04, 13:49:07               Odpowiedz

            Chyba po prostu nie dobraliśmy się i tyle. On potrzebuje matki, która gotuje i dogadza kulinarnie, po za tym dopieści i zachwyci się nad każdym słowem.

            Obraz twojego męża dla mnie jest bliski Narcyza ze skłonnościami do przemocy.
            Narcyzm to problem z osobowością. Raczej nieuleczalny.
            Nie ma empatii. Nie ma głębszego zainteresowania nikim poza sobą. Więc jeżeli to Narcyz to po prostu niemożliwe jest byś dostała coś innego niż dostajesz.
            To król manipulacji.
            Nie ma co się złościć-tylko trzeba zrozumieć z kim masz do czynienia i więcej nie dostaniesz-bo on niezdolny do niczego więcej.
            Możesz skupić się na sobie i wzmocnić siebie. By nie reagować paniką na zmiany. Myślę, że jeżeli masz tak silne lęki i zaburzenia -to nie możesz nic zrobić więcej niż możesz.
            Musisz najpierw stanąć na nogi by w ogóle mieć jakiś wybór.
            Czuć z twoich wypowiedzi, że chcialabyś czegoś innego, ale paraliżuje Cię lęk przed zmianą.
            Masz opcję: przystosować się do tego co jest i przestać oczekiwać więcej...i nie brać tego do siebie, że nie dostajesz (to moja wina). Po prostu musisz zrozumieć, że tu nie ma winnych. On jest taki jaki jest.
            Ty jesteś taka jaka jesteś.

            Możesz zmieniać siebie by móc cokolwiek zmienić w swoim życiu...Siebie Iga.,
            Ściskam !



          • Kobiety Iguś,a czytałaś profesjonalne podpowiedzi

            Autor: fatum   Data: 2018-05-31, 13:51:49               Odpowiedz

            od Mirabelle (wspaniały link podrzuciła tutaj lub w innym wątku dokładnie nie zapamiętałam,który to wątek).Moim zdaniem powinnaś czytać codziennie,aż się Tobie utrwali.Jest pomocny i na czasie.Wyjaśnia nasze mechanizmy obronne i służy konkretną pomocą osobom z rodzin przemocowych.Ty Iguś tkwisz w związku przemocowym,więc czytaj i wzmacniaj się w wiarę w swoje możliwości,które są w Tobie chwilowo uśpione/zamknięte.Ten link także skopiowałam do wątku:Facet furiat (51).Autorka tego wątku pewnie go przeczyta lub może go już wcześniej czytała.Jest dobry.Pozdrawiam.P.S. pisz kiedy masz tylko ochotę i nastrój.Będzie dobrze jak tylko tego dobra zapragniesz.Pa.



      • Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

        Autor: Mirabelle   Data: 2018-05-30, 14:21:15               Odpowiedz

        Andrzej.
        Czyli wszystko po staremu tylko argumenty się zmieniły...
        Ona nie chce poważnego związku z Tobą ,
        Ty chcesz czekać aż się namyśli
        i jest to dla Ciebie momentami frustrujące (złość) a momentami fajne (seks).

        Wyjście 1.
        Zerwać kontakt
        Wyjście 2:
        Czekać na jej decyzję.

        Wszystko zależy co Ty chcesz zrobić wobec takich a nie innych opcji.
        Pozdrawiam.



        • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

          Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-05-30, 15:16:13               Odpowiedz

          Mirabelle - jasne.. wiem, że są dwa wyjścia.

          1) Nie urwę kontaktu.. bo.. ona nie pozwoli na to. Będzie pisała, odzywała się....

          2) Czekanie - czekam od stycznia... poczekam jeszcze.
          Z jednej strony ją rozumiem - przecież 2 tygodnie temu, ona zostawiła swojego "chłopako-kolegę", a teraz ja naciskam.

          Może faktycznie - teraz ona potrzebuje spokoju, żeby ułożyć sobie wszystko. Ewa się chcę ze mną spotykać, organizuje pracę...

          Wiem, że seks to nie wszystko, że to nie jest wyznacznik miłości ale.. uważam, że nie "bzyka się" z byłym, który ma jasne chęci i tym bardziej by Ewa w to nie brnęła.

          Wszystkie znaki - znowu kolidują ze sobą, znowu dostaje sprzeczne informacje ale.. chyba nie mam nic lepszego na ten moment do zrobienia..

          Muszę być sobą, muszę pokazać Ewie, że ma we mnie wsparcie.. i że.. faktycznie.. umiem być lepszy.. normalniejszy...

          Jak tylko dostane info o tym, kiedy przyjedzie "do mnie na randkę" i jak będzie po tym - to dam znać :)



    • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

      Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-06-04, 08:36:49               Odpowiedz

      Cześć!
      Liczyłem - że dłużej mnie tutaj nie będzie, że dłużej będę się cieszył tym, że relacja z Ewą wróciła częściowo do normy.

      Niestety - to wszystko jest/było pisane palcem po wodzie.

      3 tygodnie temu, Ewa "pokłóciła" się z kolegą.
      Od tego czasu - to ja wróciłem na czołówkę. Czułem, że pisze do mnie, zaczepia mnie, rozmawiamy, widujemy się. Zbliżyliśmy się.

      W piątek, trzy dni temu spotkałem się znowu z Ewą. Przyjechała do mnie, obejrzeliśmy film, pogadaliśmy. Totalnie na luzie i totalnie bez "przekraczania granic".

      W weekend - okazało się, że Ewa ma trochę spraw do pozałatwiania i że.. pojechała do miasta skąd jest "jej kolega".
      W sobote - późnym wieczorem zauważyłem, że jej kolega wrócił do znajomych na portalu internetowym.

      Zapaliła mi się "żarówka" w głowie.
      Wczoraj zadzwoniłem do niej - powiedziała, że JEJ MAMA zaprosiła jej kolege na obiad, żeby porozmawiali.
      Zapytałem się- czy wrocili do siebie, odpowiedziała, że nie.
      Po chwili rozmowy - umówiliśmy się na dzisiaj na spotkanie.

      Najgorsze jest to - że wczoraj.. widziałem moją Ewę, z kolegą za rękę jak spacerowali po mieście.

      Wychodzi na to, że Ewa mnie kłamie, że ona gra na dwa fronty w perfidny sposób.

      To, że to koniec - to dotarło już do mnie.
      To, że w taki sposób Ewa mnie kłamie - pozostaje moim punktem zaczepienia.

      Jak się dzisiaj na spotkaniu zachowywać?
      Udawać, że nic nie dzieje się?
      Że jest ok?



      • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

        Autor: bezogonka   Data: 2018-06-04, 10:19:31               Odpowiedz

        Ja bym na spotkanie nie poszła.
        Napisałabym krótkiego sms,nawet nie dzwoniąc,po tych wszystkich zdarzeniach, rozmowach i listach.
        Nie chciałabym tworzyć związku z kimś tak labilnym(zwłaszcza poważnego). Uznałabym, że kocham zbyt mocno( to moje zdanie od początku) osobę,która nie darzy mnie podobnym uczuciem.
        Przeszłabym okres żałoby i wróciła do życia jako wolny człowiek.
        Ona dokonała wyboru już dawno ,tylko Ty nie mogłeś tego zaakceptować. Nadszedł czas, by dać jej odpocząć od siebie.
        Zupełnie odciąć się na czas żałoby.
        Przykre to, że nie spełniło się Twoje życzenie a walka była sprawdzianem Twoich możliwości.
        ..ale to ja a Ty zrobisz to co uznasz za stosowne.



      • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

        Autor: fatum   Data: 2018-06-04, 10:51:52               Odpowiedz

        Skoro pytasz to odpowiem.Ewa robi teraz teatr dla Ciebie.Jeśli przetrzymasz jej dziecinadę (mądre Kobiety czasem wybierają taką opcję,by zmylić przeciwnika nie znającego kompletnie kobiecej psychiki)to masz szansę.Jej ból (z powodu twojego zachowania w tamtym czasie) wolno wygasa i stąd jej zasłanianie się tym bez jaj kolegą.Bądź teraz jak wierny pies.Bądź z nią po prostu (nie ma w tym żadnej logiki,bo miłość nie jest logiczna).Nie pytaj dlaczego trzymała go za rękę.Nie pytaj,czy obiadek jemu smakował.Bądź z nią mimo,że kłamie.Chcesz trudnej miłości?To walcz o uporządkowanie,ale swoich myśli.Wygrasz przegrywając.Wiem,że tego teraz nie kapujesz,ale nie szkodzi.Bądź wierny jak pies.Kochasz psy?



        • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

          Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-06-04, 11:12:41               Odpowiedz

          Fatum - dziękuje za twój wpis.
          Jak widzisz - podzieleni jesteśmy na 2 drużyny.
          Jedna każe uciekać, olać to.. a druga - każe walczyć.


          W nawiązaniu do tego co ja napisałem, i co wy napisałyście.


          Wczoraj - jak się okazało, nie tylko ja widziałem Ewę z "kolegą" za rękę. Spotkała naszą koleżankę jeszcze, po czym dostalem "cynk" że.. Ewa napisała do niej sms "O nic nie pytaj, to temat do wyjaśnienia. Proszę, nic nie mów Andrzejowi że nas widziałas, z nim jest Grubo".


          Do teraz - Ewa nie wie, że ja ją też widziałem.

          Dzisiaj - idziemy RAZEM NA KOLACJE.

          Pytanie do was - porozmawiać z nią szczerze, powiedzieć, że wiem o co chodzi, że wiem że była z kolegą, itp itd.. czy udawać że o niczym nie wiem, że wszystko jest ok i że normalnie spotykamy się dalej?

          Powiniennem zapytać się jej jak to jest z "kolegą"?
          Czuje i wiem, że ja tez maczałem w tym palce - dlatego uważam, że mi tez nalezy się trochę informacji?

          Z drugiej strony - nie jestesmy w zwiazku wiec nie oczekuje od niej takich informacji.. jednak.. czesciowo mnie to dotyczy...



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: fatum   Data: 2018-06-04, 11:20:04               Odpowiedz

            Wierny pies o nic nie pyta.Kocha.Bądź po prostu psem.Fajne przeżyjesz doświadczenie.Uwierz mi.Poznasz siebie głębiej i lepiej niż po 10latach terapii.Fajnie jest być kimś,kim nie chcą być inni.Nie stracisz swoich marzeń tylko je szybciej odzyskasz.Bądź wierny.Jak pies.Powodzenia.Przeżyj to sam.



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-06-04, 11:43:16               Odpowiedz

            Tak.. jestem tym wiernym psem od pół roku.
            Od pół roku walczę, akceptuje to co Ewa robi.
            Moja samoocena spada po równi pochyłej.

            Ewa robi co chce, wykorzystuje sytuację, mówi mi jedno, a robi drugie..

            Mi taka pozycja ODPOWIADA - pod warunkiem, że robię coś z sensem, z założeniem - że mogę coś wygrać, coś zdobyć.

            Moim celem jest Ewa.
            Biorąc pod uwagę to wszystko, co się dzieje dookoła, te gierki, ukrywanie siebie nawzajem... to trudne.
            Każdy kto przygląda mi się z przyjaciół twierdzi - że mam odpuścić ale.. ja nie chce.

            Nie usłyszałem od Ewy, że mam sobie dać spokój - ale wszystkie jej gesty - mówią, że mam dać luz i odpuścić.

            To bardzo boli, bo jeszcze 2 tygodnie temu cieszyłem się, że wygrałem bitwę, że już mogę podnieść sztandar - a wczoraj.. jak się okazało przegrałem Wojnę.

            Dziś na kolacji - będę normalny, pojedziemy później do mnie na mieszkanie i.. podpytam - o kwestie które wie, podpytam też o kolegę - mimo, że JAK PIES - NIE POWINIENNEM tego robić - to chciałbym wiedzieć. Czuje, że przede mną - kolejna ciężka rozmowa - ale znając zycie - niczego sie nie dowiem i... bede dalej czekał - ale.. ja juz nie chce czekac...

            Nie po tym co widziałem...



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: chellunia   Data: 2018-06-04, 11:54:54               Odpowiedz

            Okazuje się ,że ta zabawa jest skuteczna,bo świrujesz:(
            Największy ambaras, żeby dwoje chciało na raz:(






          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-06-04, 12:16:16               Odpowiedz

            Tak świruje.. bo od tego wszystkiego zaczynam zastanawiać się nad sobą, nad miłością i nad sensem tego wszystkiego.

            Nad sensem - czy miłość istnieje, czy ROZMOWA, czy bycie SZCZERYM - jest w dzisiejszym świecie ważne?

            Dlaczego kobieta, z którą byłem ponad 3 lata.. robi mi takie rzeczy?
            Dlaczego przeciąga? Dlaczego gra? Dlaczego oszukuje mnie, SWOICH ZNAJOMYCH?
            Dlaczego jej mama ma taki wpływ na działanie Ewy?

            Pozostaje mi milion pytań - ale.. nie chce znać prawdy.

            Dzisiaj - to ja przejmę pałeczkę. To ja wiem więcej niż ona się może domyślać i ... to już dzisiaj chce zakończyć albo.. pójść do przodu...


            Dam znać Wam wieczorem - co się wydarzyło...

            Pozdrawiam Was serdecznie :)



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: fatum   Data: 2018-06-04, 12:38:58               Odpowiedz

            Przed lustrem tak na wszelki wypadek przećwicz dwie wersje Twojego zachowania się na kolacji z Ewą.Pierwsza,czyli przewidywalna.Pytasz,bo chcesz wiedzieć itd.,nie potrafisz się powstrzymać od pytań.Schematyczne zachowanie.Druga wersja.Pełny luzik.Komplementy szczere,albo żadne.Słuchanie tylko Ewy i Twoje wymowne milczenie.Wierność bijąca z Twoich oczu i znów więcej milczenia i słuchania Ewy.Przećwicz te opcje i jeśli się dobrze poczujesz z jedną z nich to ją zastosuj w Realnym.Lustro nie kłamie.Patrz sobie cały czas w oczy podczas ćwiczeń.Oczy nie kłamią.Moje.-:^)*A Twoje?



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-06-04, 12:54:32               Odpowiedz

            Obie wersje zastosuje :)

            1- sza - KOLACJA, pełen luz, komplementy.. bede zachowywał sie jakby nigdy nic.. Przeciez nic nie wiem :)

            2 - po kolacji pojedziemy do mnie.. usiadziemy.. i zapytam sie jej.. co i jak.. + potem wyciagne asy z rekawa :)

            Napisze Wam wieczorem... co i jak poszlo :)



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: fatum   Data: 2018-06-04, 13:19:29               Odpowiedz

            Andrzeju proszę pozdrów Ewę ode mnie.Poprzez czytanie jej historii czuję,że ją na tyle poznałam,że mogę ją pozdrowić.Serdecznie uściskaj Ewę.Bardzo proszę.Zależy mi na tym.Do wieczora.



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-06-04, 13:08:11               Odpowiedz

            mam odpuścić ale.. ja nie chce.

            bede dalej czekał - ale.. ja juz nie chce czekac.

            Sam sobie zaprzeczasz. Raz chcesz raz nie chcesz.
            Już trudno się połapać.
            Kochasz Ewę -tą która jest...która kłamie i manipuluje?
            To też Ewa.
            Czy wybrałeś sobie ładne kawałki z niej-te które chcesz kochać a takiej Ewy nie chcesz (manipulującej-jak Ty).
            Wybierasz sobie obraz w głowie cudownej Ewy.
            Tak jak i Ty sam-nagle cudowny facet.
            Dla mnie to jakieś przejawy idealizacji.
            Nie radzisz sobie z prawdą i na temat Ewy i na temat swój.
            Ale to inny wątek.
            Zdecyduj się sam co chcesz. Nikt tego za Ciebie nie zrobi.
            Ewa jest taka jaka jest.
            Kochasz ją taką jaka jest?
            Co chcesz od niej takiej jaka jest?
            Co możesz dostać od tej Ewy?
            Przeanalizuj.
            Wyciągnij wnioski. Jak potrafisz. Sam.



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-06-04, 13:28:32               Odpowiedz

            Andrzej.
            Prowadzisz gierki z Ewą.
            Ewa prowadzi gierki z Tobą.
            Jesteście bardzo podobni.
            Złościsz się na Ewę że kłamie manipuluje...a Ty też masz swoje gierki tylko inne.

            Mnie tylko uderza słowo kocham.
            Mam wrażenie, że nie masz pojęcia co ono oznacza Andrzej.
            Niestety.

            I Ewy nie kochasz. Ewę sobie wymyślasz i to co Ci pasuje to kochasz. A potem zły, że jest jaka jest.
            Żart polega na tym, że Ty sam zachowujesz się podobnie.
            Grasz. Kombinujesz.
            Motywy masz inne: chce Ewę.
            Ona inne: nie chcę Andrzeja (być może teraz nie chcę ale może kiedyś zechcę albo i nie).
            Na pewno ciągnie mnie do kolegi. TYlko nie wiem po co trzyma Cię na smyczy w celach rezerwowych. To nie jest ok.
            Ale Ty też stosujesz gry i gierki...

            I tak się będziecie bawić ...aż komuś się znudzi.
            I nic się nie zmieni na tej kolacji bo Ty nadal mentalnie tkwisz w tym samym punkcie.
            Ewa wymyśli kolejne argumenty dla siebie (by utrzymać sytuację w tym samym punkcie).
            I tak sie kręci...



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-06-04, 13:47:21               Odpowiedz

            Wiecie - to jest ciekawy temat.

            Od kilku miesięcy - IDEALIZUJE Ewę.

            Tak, mimo całego mojego cierpienia, całego bólu, czasu - tak, dalej chce Ewę.
            Tak dalej chcę ją taką jaką jest. Przy mnie jest dobra, kiedy nie ma jej obok - wraca obojętność.

            Chciałbym mieć ją obok, przy sobie. Tak, chciałbym być egoistą - schować ją do pokoju i nie wypuszczać. TO JEST TO - o co przez 3 lata EWA MIAŁA PRETENSJE DO MNIE - ze ja mam czas na wiele rzeczy - a nie dla niej.
            Od pół roku - robię praktycznie to co chciała i widzę, że to też nie działa do końca tak jak powinno...

            Nie wiem czemu idealizuję Ewę. Nie wiem czemu mam problem "rozmawiać i spotykać" się z innymi kobietami. Mam problem - bo na wszystkie kobiety patrzę przez pryzmat Ewy, tego jaka była i cały ten czas powoduje, że z każdym dniem doceniam jej "stratę" z mojego życia...

            Nie wiem - co ma na myśli, nie wiem dlaczego wybaczyła "koledze" praktycznie zdradę na gorącym uczynku...
            Nie wiem co nią kieruję.

            Wyciągam TYLKO JEDEN JEDYNY WNIOSEK - jakby Ewa chciała, to by wróciła do mnie, teraz, tydzień temu, miesiąc temu.
            Widocznie Ewa nie chce - gra ze mną w grę.

            Ja nie chce już grać, wyrosłem z tego. Czuje się jak w szkole...
            Dla mnie rozmowa - jest najważniejsza. Ustawić sobie priorytety, cele.

            Moim celem jest Ewa. Tak - mimo wszystko, dalej jej ufam, dalej mogę zbierać na klatę te wszystkie ataki - byle tylko.. Ewa mi powiedziała co dalej.

            Wiem, że to jest głupie, że totalnie wypadam z ram FACETA.
            Powiedziałem jej to. Powiedziałem, że dopóki nie dostane info, że to koniec.. to będę utrzymywał kontakt. To chyba podbudowało Ewę, bo wie - że bedzie mogła czerpać "korzyści" ze mnie...
            Boli mnie to - że nie jest szczera ze mną, że ukrywa...

            No cóż - chyba dzisiejszy dzień - to taki, w którym wszystko się skończy.
            Postawię przed faktem dokonanym...
            Pół roku "Straciłem?" na walce.. na udowadnianiu Ewie, że jednak... chciałbym no ale.. jest już za późno...



            Fakt - patrząc z boku - widzicie facet w desperacji, który łapie się nieczystych zagrywek - ale z tym się nie zgadzam.
            Ewa też ma swoje za uszami w stosunku do kolegi i to wszystko - przez pryzmat mojego doświadczenia i znajomości Ewy nie pokrywa mi się.

            Nie wiem dlaczego ona trzymać chce mnie jako rezerwowego? Jestem święcie przekonany - że to... mama Ewy ma wielki wpływ na nią...



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-06-04, 14:01:55               Odpowiedz

            Andrzej.
            Chcesz czekać na Ewę. Ok.
            Twierdzisz, że Ewa utrzymuje kontakt z kolegą bo mama Ewy jej kazała..Ok.
            Myśl co chcesz. To twoje wymysły na tłumaczenie sytuacji.
            NIeważne jak bezsensowne (jak dla mnie "pleciesz jak potłuczony z tą mamą").
            Ale nie wnikam.
            Ważne byś robił to co czujesz że chcesz i tyle.
            Chcesz czekać-czekaj.
            Nie chcesz -nie czekaj.

            To naprawdę twoje życie.



          • RE: Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

            Autor: fatum   Data: 2018-06-04, 15:56:02               Odpowiedz

            Andrzej już pytałam Ciebie jaka jest ta Kobieta,mama Ewy.Nie dałeś mi żadnej odpowiedzi.Teraz napisz kilka słów o tej demonicznej Kobiecie.Możesz?To proszę.Zrób to teraz.



          • RE: Powrót do kobiety... to ściema....

            Autor: weronika502   Data: 2018-06-04, 21:50:47               Odpowiedz

            Mam atak paranoi. Zaraziłam się od Chelluni. Doszłam do wniosku, że ten wątek to jedna wielka ściema. Ktoś ma niezły ubaw z ciągnięciem tej bajki. Prawdopodobnie kobieta, jakaś nastolatka. Przecież doszliśmy już do etapu telenoweli brazylijskiej. Czekam aż Ewa straci pamięć na skutek wypadku, a "Andrzej" odnajdzie ją pracującą w klubie go go.



          • RE: Powrót do kobiety... to ściema....

            Autor: fatum   Data: 2018-06-04, 22:06:28               Odpowiedz

            Weronika pękam ze śmiechu z Twojej wizji.Musimy czekać.Taka sytuacja się porobiła jaka się porobiła i serio będzie zakończenie tego jestem pewna.Ja czekam.Ty jak chcesz to też bądź cierpliwa.Cierpliwość to cnota.-:*)Fajnych snów dla Ciebie weronka.Andrzej nie śpi wcale i też żyje.I to całkiem dobrze.-:)



          • RE: Powrót do kobiety... to ściema....

            Autor: chellunia   Data: 2018-06-04, 23:46:28               Odpowiedz


            To spoko. Będziesz żyć.
            Gorzej jak się zarazisz od fatum i zaczniesz te paranoje pisać:)



          • RE: Powrót do kobiety... to ściema....

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-06-05, 09:15:44               Odpowiedz

            Hej :)

            Jestem już po spotkaniu wczorajszym :)

            Zacznę od początku.

            Jaka jest mama Ewy? Ewa ma 25 lat, jej mama ma 65... ojciec podobnie. Jest najmłodsza z 3 córek. Najstarsza jest po 40stce.
            Ewa - została w domu z mamą i tatą, a reszta sióstr - już dawno wyszły za mąż. Ona siedzi w domu, pomaga rodzicom, wozi ich na zakupy itp itd.

            Mama Ewy - jest idealna "kobietą" do rozmów, uśmiecha się, porozmawia z tobą, jednak za plecami robi drugie, wychodzi szatan. Nie raz słyszałem, jak Ewa z mamą krzyczą po sobie bo.. są nerwowe obie. Mama kieruje się stereotypami, schematami - wszystko co obce jest złe. To że ja mam delikatny tatuaż od razu przekreślało ją u mnie.. i zawsze miała jakieś ale..


            Wracając do tematu. Wczoraj spotkałem się z Ewą.
            Na początku zaczęła mi opowiadać o swoim weekendzie, o tym jak dobrze bawiła się z koleżanką w niedzielny wieczór (mimo, że ją widziałem z kolegą za rękę), pytała się co u mnie, jak leci. Nic nie powiedziała, że była jeszcze z "kolegą".
            Spotkanie przebiegało fajnie, zjedliśmy kolacje, pojechaliśmy do mnie.

            Zapytałem Ewę o to - dlaczego jej "kolega" wrócił w kręgi znajomych skoro jeszcze 3 tygodnie temu mówiła, że skreśla go z życia, że nie chce z nim być, że nie zaufa mu. Odpowiedziała mi - że przyjechał do niej w niedziele, na zaproszenie mamy, że porozmawiali - że będą utrzymywać kontakt - ale nie będą razem, bo on już jej nadszarpnął zaufanie. On tłumaczył się ponoć, że to była ustawka - że on umówił się z tą dziewczyna z internetu, że był świadomy. Ewa powiedziała - że to rozumiem, ale.. niestety nie będzie nic więcej.

            Dlaczego są znajomymi? Bo on jest mechanikiem, auto od taty Ewy naprawiał - dlatego dostał zaproszenie na obiad, dlatego przyjechał i dlatego na nowo nawiązali kontakt - bo mama naciskała. Jeszcze nie skończył go naprawiać, więc Ewa mi oznajmiła, że będą się widywać, że będą czas spędzać bo on ma jeszcze kilka rzeczy do zrobienia.

            Powiedziałem jej - że czuje, że mnie kłamie, że nie jest ze mną szczera. Skoro nie są razem - to jakim cudem trzymali się za ręce na koncercie? Powiedziałem, że ją widziałem - to ona odpowiedziała na to, że to tylko "tak o" trzymała go za rękę, bo byli ze znajomymi i akurat wyłapałem taki moment ;)

            No coż... przymknąłem oko i przełknąłem kłamstwo..

            Zebraliśmy się z kolacji i pojechaliśmy do mnie.
            U mnie w domu - przeprowadziliśmy chyba najszczerszą rozmowę jaką mieliśmy przez ten cały okres walki o nią.
            Powiedziała mi, że od stycznia walczy z myślą, by wrócić do mnie, nawet teraz - jak rozstała się z kolegą, nie jest to proste i łatwe ponieważ ona nie wie jakby to miało być.

            Oczywiście rzuciłem ripostę - że jakim cudem, ona od stycznia może myśleć o mnie, skoro cały czas - nie zrobiła nic, ciągle się spotykała z kolegą, że ciągle dzieliła czas między mną, a jego. Odpowiedziała "że ONA TAK UMIE, że cały czas myśli, czy to w pracy, czy jak jest w domu... ale.. nie potrafi wymazać jakiejś myśli z głowy, że się rozstaliśmy. Powiedziała mi, że myślała, że skoro w styczniu nie rzuciła mi się w ramiona to - rzuciłaby mi się z czasem. 5 miesięcy minęło, a w niej nie zaiskrzyło na nowo...

            Ewa chce się spotykać ze mną, chce żebym nie znikał, chciałaby żebyśmy nie tracili kontaktu jednak - ona nie jest w stanie przywrócić w głowie myślenia, żeby dać mi drugą szansę i zaufać mi - znając jaki jestem.

            Mówiła, że obserwowała mnie przez te kilka miesięcy i .. nie zauważyła zmiany. To znaczy zauważyła - że mi teraz zależy, tak jak kiedyś jej na mnie - ale w niej coś wygasło i .. mimo, że jest przywiązana, że czuje coś do mnie - to z tyłu głowy ma coś, co powoduje, że nie jest w stanie wrócić do mnie. Dlatego ona chce być fair wobec mnie.

            Zasugerowałem jej - że skoro nie ma faceta, jak sama mówi, nie spotyka się już z kolegą, to DLACZEGO nie da mi szansy? Skoro nie ma zobowiązań, skoro nie ma nic do stracenia - to dlaczego nie spróbujemy?
            Odpowiedziała - że bardzo by chciała, ale WIE, że ona nie da tyle z siebie ile bym oczekiwał i że póki ona nie zmieni myślenia to.. jest to bez sensu bo wie - że za miesiąc by się to posypało...

            Na pożegnanie - przytuliła się mocno do mnie, podotykała mnie. Powiedziała mi, że mam nie płakać, że jej nie jest łatwo, że na prawdę nie wie dlaczego tak jest, że dużo mi zawdzięcza ale.. jakieś "stare rzeczy" są w jej głowie, które powodują, że co bym nie zrobił - ona mnie tak dobrze zna, że wiem jak się zachowam, co zrobię, jak zareaguje i.. po prostu - mimo całego przywiązania - ona nie umie pokonać w głowie tego myślenia.


            Suma sumarum, pozostają 2 opcje, które biorę pod uwagę:

            1) Ewa faktycznie rozstała się z kolegą, ma tam jakieś sprawy do pozałatwiania i zakończenia. Ja odpuszczę temat, może zatęskni, może coś się wydarzy, że jeszcze będziemy rozmawiać. Może faktycznie ona potrzebuje czasu - żeby ułożyć sobie w głowie jakieś sprawy itp.


            2) Ewa - kłamie mnie. Kłamie w żywe oczy na temat "kolegi" . Robi zasłonę dymną ale za jakiś czas będą razem lecz Ewa po prostu nie chce mnie skrzywdzić. Boi mi się powiedzieć prawdy, boi się że zniknę już na zawsze...


            Tak więc - temat mogę uważać za zakończony.
            Kilkaset postów, kilkadziesiąt osób mi sugerowało, pomagało - DZIĘKUJE BARDZO :))

            Co zrobić teraz? Żyć... szukać innej kobiety....




          • RE: Powrót do kobiety... to ściema....

            Autor: fatum   Data: 2018-06-05, 10:08:48               Odpowiedz

            Teraz to opisz swój charakterek niby zmieniony.Jaki dziś jesteś?Napisz coś o swojej mamie.Jest podobna do mamy Ewy?A jaki masz kontakt ze swoim biologicznym tatą?Pytasz,czy masz szukać innej Kobiety to na początek daj się poznać od tej ciemnej strony (ciemna strona jak pamiętasz zraniła Ewę).Daj się lepiej poznać.Zastanowimy się,czy Ty w ogóle możesz mieć Kobietę?,czy raczej być sam.



          • RE: Powrót do kobiety... to ściema....

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-06-05, 10:37:43               Odpowiedz

            Hej.

            Gdzieś kiedyś czytałem, że człowiek co kilka lat 4-6 lat zmienia podejście do świata, zmienia swój charakter, osobowość.

            Moja mama? Jest mi bardzo blisko, wspiera mnie, rozmawiamy bardzo dużo. Z tatą - też nie mam problemów, jest normalny. Zajęty pracą, ale kiedy trzeba - to porozmawia ze mną, jednak z mamą się lepiej dogaduje.

            Kiedyś taką zmianę przechodziłem w liceum - kiedy po studniówce, przed studiami - rozstałem się z moją pierwszą dziewczyna. Byłem z nią 2 lata.
            Wtedy poszedłem na studia, zainteresowałem się wyjazdami za granicę, znalazłem nowe hobby - jakim jest jazda na motocyklu. Stwierdziłem - że całe życie przede mną i .. jako młody facet - nie potrzebuje związku.

            Po 2 latach spotkań z kobietami, poznałem Ewę - przez
            internet.

            Nie - nie spotkałem jej nigdzie, po prostu - w wolnej chwili napisałem do niej, spotkałem się z nią. Spotkaliśmy się parę razy, zaiskrzyło i...
            3 lata byliśmy razem.

            Ja byłem na etapie - dziecka - to znaczy - miałem wszystko co chciałem.
            Mieszkałem z rodzicami, na brak kasy nie narzekałem, pracowałem, Ewa była przy mnie zawsze. Dając najmniejszy wkład - wiedziałem, że ona przyjedzie, że będzie przy mnie.

            Mogę powiedzieć - że miałem za dużo w tyłku.
            Oczywiście - ja od siebie też dużo dawałem - organizowałem wypady ze znajomymi, spędzałem czasem z Ewą - jeżdżąc na moto, spotykając się - jednak priorytetem dla mnie była praca, inne zainteresowania - a Ewa - była bo była.
            Wiele razy mi mówiła - że wiele dla niej znaczę, że jak ją zostawię to jej świat się zawali.
            To wszystko powodowało, że moja pewność została uśpiona..

            Tak jak pisałem na samym początku - 2017 rok - to rok moich kryzysów. Strata pracy, moja mama wyjechała za granice do pracy, zostałem z ojcem. Zmarł mi psiak, miałem problemy - żeby skupić się na Ewie. Były sprzeczki, spiny.. w końcu tym rzuciłem. Rozstałem się w październiku z nią.

            Po rozstaniu - spotkałem się ze STARSZYMI kobietami ode mnie, które spowodowały, że otworzyłem oczy. Że nagle - dostrzegłem to, czego moja Ewa nie była w stanie zrobić.
            Dostrzegłem to - ile dla mnie znaczyła, jak ważną osoba była w moim życiu.

            Dlatego w styczniu - pewnego ranka wstałem i stwierdziłem: Rzucam wszystko, walczę o Ewę...
            No i ta walka trwa.. trwałą do wczoraj.


            Ewa mi powiedziała - że przez 3 lata, ona czuła się tak, jak ja teraz przez te parę miesięcy. Że coś w niej wygasło i, że mimo, że nie jestem jej obojętny, że nie jestem byle kim to.. nie jest w stanie zmienić swojego myślenia z tyłu głowy, że... nie potrafi raz jeszcze dać mi szansy, mimo, że bardzo by chciała, mimo, że NIE MA TERAZ NIKOGO...


            Pytasz mnie - jaki jestem dzisiaj.
            Dzisiaj jestem taki - że nauczyłem się doceniać każdą chwilę spędzoną z drugą osobą. Podczas spotkań z Ewą - uśmiechałem się, byłem zadowolony, byłem aktywny, nie narzekałem na nudę, nie poganiałem nikogo, nie spieszyłem się. Rozmawiałem z nią - próbowałem być w kontakcie, próbowałem.

            Nie jestem w stanie tego opisać. CZUJE OGROMNE POCZUCIE WINY, Że przez 3 lata (może nie całe, ale na pewno ostatni rok), nie był taki - w którym dawałem 100% siebie..
            Było mi to trochę obojętne bo nie miałem perspektyw.
            Miałem Ewę, ale nie miałem nic dookoła. Po rozstaniu - wyrowadziłem się, kupiłem mieszkanie, zrobilem remont. Mieszkam sam - licząc, że to wpłynie jakoś na Ewę - że dojrzałem.

            Powiedziałem jej o tym wszystkim - to co pisze Wam - powiedziałem Ewie..

            Niestety....
            Ona nie jest w stanie zmienić swojego myślenia...



          • RE: Powrót do kobiety... to ściema....

            Autor: fatum   Data: 2018-06-05, 12:05:02               Odpowiedz

            Bardzo ciekawi mnie stosunek Twojej mamy do Ewy.Ojca podejrzewam,że miał dobre zdanie o Ewie.O mamie powiedz Ty sam.Tata taki raczej pracoholik? i mimo tego mama musiała wyjechać za pracą za granicę?Coś mi tu nie pasuje.I ta strata Twojej pracy chyba nie została przez Ciebie przepracowana.To utrata duża.I żałoba powinna być podobna.Duża.Co wiesz o żałobie po utracie pracy,narzeczonej?



          • RE: Powrót do kobiety... to ściema....

            Autor: bezogonka   Data: 2018-06-05, 12:10:25               Odpowiedz

            Ludzkie uczucia,przywiązanie nie są prościutkie i łatwe.
            Pięknie pisze o tym Andy w innym wątku. Czytam go tak: kocham ją lecz jej nie lubię(zespołu nieakceptowalnych zachowań ).
            Ten stan uczuć, zdaje się nie być możliwy do utrzymania na dłuższą metę dla racjonalnie;) myślącego człowieka ale okazuje się, że ten stan uczuć jest typowy dla wielu ludzi i w wielu związkach.
            Z jakiegoś modelu on też wynika.. Sądzę, że u Andiego wynika z silnego przekonania(wychowania), że mężczyzna jest mądrzejszy od kobiety. Taki model myślenia powoduje, że zderzenie się z emocjonalnymi zachowaniami kobiety(przez lata wypełniania ról na 100% ;) ) ,obojętnie czy jest ona prawidłowa i to kwestia jej temperamentu i ekspresji lub czy jest nośnikiem wadliwie skonstruowanej rodziny, z której pochodzi, rodzi w mężczyźnie niechęć do emocjonalności a przez to w jakiś sposób do uczuć. A przecież ją kochał szalenie...i kocha jednak..
            Andy wybrnął z tego "toksycznego związku" ,odgradzając się asertywnie i uwalniając jednocześnie emocjonalność swojej żony. Zrobił to co powinien zrobić "mądrzejszy mężczyzna";)
            Dlatego też potrafi zobaczyć ten słoneczny dzień.

            Jaką daje mu satysfakcję? Jak dalece czuje się szczęśliwy?
            Jak dalece zmienia jego obraz rzeczywistości, gdy pisze: z każdą kobietą byłoby tak samo( może niedokładnie cytuję ale sens został zachowany) Znamienne jest to ostatnie zdanie. Dla mnie. Mówi mi wszystko co chcę wiedzieć.

            Szacunek do drugiego człowieka oznacza właśnie dopuszczenie do swego rodzaju rozdwojenia uczuć. Nie ma takiej możliwości, byśmy akceptowali wszystkie zachowania drugiego i wszystkie możliwe emocjonalności. Części z nich..po prostu nie lubimy i nie zaakceptujemy.

            Wielu młodych mężczyzn, na początku swojej drogi styka się z taką sytuacją albo , gdy sami jej doświadczają ,albo jeśli dotyka ich taki stan uczuć od młodej kobiety, z którą pragną się związać. Owa sytuacja jest tylko pozornie podobna do związku Andiego. Nie rodziła się w czasie i na skutek doświadczeń w wypełnianiu ról.
            Ale punkt wyjścia nie jest inny..a tym punktem jest sposób myślenia mężczyzny i kobiety. Uwolnienie się od niego prawdopodobnie nie jest możliwe.

            No, cóż..
            Przekonanie, że jestem mądrzejszy, choćby najbardziej zawoalowane , można dostrzec.
            Być może fakt, że to dopiero początek drogi, zmienia sytuację i doprowadzi do prawidłowości Andiego, czyli otwarcia się na żonę i uwolnienia jej emocjonalności, już na początku.. ale hm..niebezpieczeństwo jest i to ogromne.(czai się w przyszłości ;) wypełniania ról lecz nie będę w nią się zanurzać.. )

            Od początku tego wątku, stoję na stanowisku, że ta para- Andrzeyyy i Ewa, należy do przeszłości. Nawet, jeśli będą wychowywać dzieci i budować dom, to nie będą ze sobą tak szczęśliwi jak powinni być ludzie, którzy siebie wzajem oddają na całe życie. Mogą być nawet i fajną parą ale pozostają niespełnieni w najważniejszym aspekcie,pełnej harmonii z drugim człowiekiem, dokładnie takim samym, bo równie mądrym i skutecznym, i równie dobrze wiedzącym czego chce.

            Tylko pozornie jedna mądrość i druga mądrość są tożsame,
            lecz skutkują albo wewnętrzną harmonią obojga ,albo zwyczajnie asertywną akceptacją drugiego(jedno i drugie jest miłością,tak...hm.. ale.. )









          • RE: Powrót do kobiety... to ściema....

            Autor: fatum   Data: 2018-06-05, 12:36:55               Odpowiedz

            Mam inne zdanie.-:)Czekam na rozwój samoświadomości u Andrzeja.Teraz jemu kibicuję.Ewa ma chwilę oddechu.Mi są znane przypadki tego typu i może dlatego widzę więcej?Bezogonka jak tam Twój młodzieniec?Był już w Twoim domku?Rozumiem.Za wysokie progi?-:)*Biedaczek.Mogę się mylić?-:^)*bezogonka?



          • RE: Powrót do kobiety... to ściema....

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-06-05, 14:11:50               Odpowiedz

            Nie wiem czy będzie ciąg dalszy...
            Wydaje mi się, że nie.

            Jeżeli dałem z siebie wszystko, jeżeli staram się - a słyszę wczoraj z ust Ewy że: "Ona mnie obserwuje od x miesięcy, że myśli - ale nie widzi zmian (to znaczy widzi - że ja jestem Ewą w związku, a Ewa mną - kiedy byliśmy jeszcze razem)... A najgorsze jest w tym, że Ewa nie umie być "tą starą" Ewą, z którą byłem. Trochę mi to koliduje ze sobą, ponieważ... ja nie odczuwam by Ewa była inna...

            Ja odpocznę od tego... muszę odpocząć..

            Od wczoraj - przelałem jak facet.. milion łez.
            Oglądam nasze stare zdjęcia, czytam nasze stare rozmowy.
            Dlaczego wcześniej byłem taki ślepy?
            Dlaczego nikt wcześniej nie pomógł mi, nie wskazał dobrej drogi?
            Dlaczego dopiero jak zostawiłem Ewę, zacząłem "żyć" z innymi ludźmi - oni mi nakreślili, przedstawili i pomogli - z tym żebym poprawił się.

            Nie rozmawiałem z mamą ani ojcem - na temat moich relacji z Ewą. Po prostu - uważałem, że wiem wszystko i nikt nie musi mi doradzać...
            Z resztą jak spotykałem się z Ewą - to w domu rodziców, więc oni ciągle byli blisko nas.

            Zrobiłem wszystko co mogłem przez te kilka miesięcy. Na prawdę - począwszy od rzeczy materialnych - kwiatki, upominki (czekoladki), po spędzanie czasu z nią - bycia blisko, rozmawiania, aż po bliskość fizyczną..

            Zastanawiam się - może jakbym na początku zmienił taktykę? Zamiast przyjść jako spłaszczony facet, który zrobił sobie żal za grzechy - pokazałbym się jako odmieniony facet, który OD CZASU DO CZASU będzie walczył o Ewę - wywoła w niej wspomnienia, emocje.. Przecież kobiety uwielbiają emocje.
            A ja - po prostu.. jako kapitan statku - oddałem stery Ewie, która poprowadziła prosto na kurs zderzeniowy z górą lodową.


            Nie wiem, nie umiem Wam tego opisać. Spotykałem się z różnymi kobietami, każda była inna. Dopiero teraz - widzę, że Ewa miała wszystko to.. co potrzebowałem... co potrzebuję.
            Nawet na jutro - zaprosiła mnie koleżanka do kina.
            Nie chce mi się iść.. chciałbym pójść z Ewą, chciałbym z nią poświrować, pośmiać się - znamy się przecież tak dobrze.. że.. brakuje mi tego :(


            Szukam sobie wytłumaczenia - dlaczego Ewa tak postąpiła, a nie inaczej.
            Przecież pomogłem jej, pozbyłem się "kolegi", dawałem jej najlepsze chwile jakie mogłem.. rozmawiałem, miała mnie blisko - a jednak... coś jest na rzeczy, co spowodowało albo co powoduje - że Ewa... dała mi po prostu kosza, i to nie oficjalnego kosza, bo ona ciągle chce utrzymywać kontakt.


            Zastanawiam się, gdzie popełniłem błąd...
            Dlaczego ciągle mam wrażenie, że Ewa nie jest szczera wobec mnie?
            Dlaczego kobieta, której oddałem najlepsze lata życia młodzieńcze (24-27) - nie jest w stanie być szczera ze mną?

            Najważniejsze pytanie - DLACZEGO ja tak idealizuję Ewę? Dlaczego mam jakieś ogromne poczucie winy, gryzie mnie sumienie.
            Nie zrobiłem nic złego - nie zdradziłem jej, po prostu czuję - że popełniłem błąd, rozstając się z nią...


            Wczoraj - też rozmawialiśmy i EWA TEŻ nie powiedziała mi prosto - że to koniec, też nie powiedziała mi, że mam odejść.
            Wręcz przeciwnie - mówiła, że mam być obok, nie znikać...
            że ona może potrzebuje czasu, że może będzie starą panną...
            Jednak - uważam, że to po prostu bzdury bo.. ona i tak coś ukrywa na temat "kolegi"...
            ale tego się już nie wiem...


            Mam problem z tym - że Ewa była bardzo podobna do mojej mamy. Ja wychowywałem się z matką głównie i jakoś ona mi wpoiła "czułość, bliskość, dotyk... dbanie o siebie", a Ewa mi to zapewniała. Wie - że mimo moich 2 metrów wzrostu, mimo ostrej mimiki twarzy - w środku mam kluskę, którą da się ujarzmić, poznać i zaakceptować..

            Czuje, że to ja przyczyniłem się do tego wszystkiego..
            Ewa - ani razu, przez 5 miesięcy nie powiedziała, że to moja wina, że tylko ja jestem winny - ale ja mam w środku takie poczucie - że to ja się głównie przyczyniłem...





          • RE: Powrót do kobiety... to ściema....

            Autor: chellunia   Data: 2018-06-05, 14:33:45               Odpowiedz

            https://www.youtube.com/watch?v=FR5TWxwBkLg




          • RE: Powrót do kobiety... to ściema....

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-06-05, 14:42:05               Odpowiedz

            Wracając do moich rodziców:

            Mam brata młodszego o 10 lat, mieszka z ojcem w domu.
            Mama pracuje praktycznie od zawsze 1,5 miesiąca w Polsce, 1,5 miesiąca w Niemczech. Zjeżdza tutaj i zajmuje sie domem.

            Rodzice maja normalne relacje. Rozmawiają na skypie, są w kontakcie.
            Nie mam problemów z rodzicami, nawet mam tutaj dziadków, z którymi też dużo rozmawiam.

            Oni wszyscy lubili Ewę. Nikt mi nic złego nie mówił, przecież oni nie mają wpływu na to kogo darzę szacunkiem, emocjami. Myślę, że nawet jakbym był Gejem, to by chcieli mnie wspierać i byliby ze mną.

            Tutaj nie szukałbym przyczyn.

            Przyczyn szukam w sobie - w swoim mózgu, który był.. zamknięty - ponieważ... jakoś w zeszłym roku - zamiast skupić się na związku, częściowo odczuwałem to jako kule u nogi, miałem wyimaginowany świat - w którym wszystko przychodzi tak prosto, w którym wszystko jest łatwe.. niestety... strata pracy (bankructwo firmy), śmierć psa, wyjazd jeszcze mojej mamy... ojciec w pracy.. i zostałem sam z Ewą.
            A ja - zamiast.. docenić to, że jest przy mnie - wyładowałem emocje.. odciąłem się od wszystkiego i zostałem sam.

            Zostałem sam, z przyjaciółmi, którzy.. nie dadzą mi tego, tej bliskości którą dawała mi Ewa.
            Nie chce żebyście też łapali mnie za słowa - że Ewa była/jest tylko do przytulenia, ale.. jakoś dojrzałem i zmieniłem patrzenie na świat..

            Może tak po prostu miało być?
            Może żeby się zmienić, żeby być lepszy - muszę zawsze zbierać kopniaki na tyłek?

            Nie znam motywów działania Ewy, przez te kilka miesięcy ale... podejrzewam, że... ja po prostu stworzyłem w głowie obraz Idealnej Ewy - ponieważ wkręciłem się w nią bardzo mocno, mam klapki na oczach i mój świat, moje szczęście uzależniłem od niej...


            Wczoraj jeszcze Ewa mi powiedziała, że nie chce abym odszedł, ale też nie jest pewna, czy jest sens żebym wrócił.
            Jak ona to powiedziała: "chciałaby żebym ja był gdzieś po środku..."
            Odpowiedziałem - że się tak nie da.. nie umiem, traktować jej i spotykać się z nią - bez myśli w głowie, że to spotkania takie bez przyszłości..
            Nie chce marnować czasu..
            Ja oczekiwałem wczoraj tylko... delikatnej inforamcji - że tak.. da mi szansę... ale.. nic z tego..



          • RE: Powrót do kobiety... to ściema....

            Autor: fatum   Data: 2018-06-05, 17:15:56               Odpowiedz

            Czy te Kobiety z którymi się spotykałeś były przewidziane tylko do seksu?A może coś tam jednak Ciebie nauczyły?I co to było?Ponawiam pytanie (mam wrażenie,że masz kiepską pamięć,może to nerwica jest)?odnośnie żałoby psychologicznej.Wiesz coś o niej?Zgadzasz się z teorią?Twoja mama,a Ewy mama to zupełnie różne osoby.Ewy mama nie jest moim zdaniem nadopiekuńcza.Oznacza to,że Ewę wychowywała w sposób raczej normalny.Masz inne zdanie?Napisz.



          • RE: Powrót do kobiety... to ściema....

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-06-06, 10:40:49               Odpowiedz

            Nie - ja nie jestem typem faceta, który "zalicza" kobiety.
            Jasne, że prędzej czy później - dochodziło do sportów lóżkowych jednak... ja nie jestem osoba, która zbiera punkty, tylko.. osobą.. która potrzebuje stabilności.

            Jestem facetem, ale.. kocham jak kobieta - czuje bliskość do mnie, czuje się potrzebna i ja się czuje potrzebny. Uwielbiam dotyk, przytulenie - jak na faceta NIE PRZYSTAŁO.

            Trochę mam w sobie kobiety - ale z zewnątrz jestem facetem. Kiedy trzeba też podniosę głos - jednak w granicach rozsądku,.

            Poprzednie związki/relacje - nie nauczyły mnie niczego. Dopiero po rozstaniu z Ewą, po spotkaniu PO EWIE - kilku kobiet - w ciągu 2-3 miesięcy przeszedłem przyspieszoną szkołę życia.

            Zauważyłem - że mi też lata lecą, że nie mam już 24 lat jak kiedyś, że też trzeba wziąć życie w swoje ręce.

            Po rozstaniu z Ewą, kupiłem mieszkanie, wyprowadziłem się od rodziców i... jestem sam.
            Samotny.. ile można z kolegami czasu przebywać?

            Kobiety (2), które poznałem po Ewie - w przeciągu tych 2-3 miesięcy były STARSZE odemnie, po 30stce..
            To też była dla mnie cenna lekcja, jak się zachowują kobiety, jak traktować starsze kobiety.
            Każda moja poprzednia - była młodsza, nie widziałem tego. To ja zazwyczaj uczyłem moje kobiety życia - a teraz.. to ja wyciągnąłem lekcje.

            Wracając do tematu Ewy i mnie...
            Dzisiaj otrzymałem wiadomość od Ewy, w której mnie przeprasza, w której tłumaczy, że próbowała rozpalić ogień na nowo w sobie, że ciągle walczy z myślami, że ciągle chce - ale bez iskry, której nie czuje - nie jest w stanie odpalić.
            Ewa nie wie czym to jest spowodowane. Prawdopodobnie tym, że naciskam, że jestem nachalny... i ze duzo rzeczy sie dzieje w jej zyciu...

            Napisała również, że nie chce bym zrywał kontakt z nią, i że OBIECUJE - ŻE JAK TYLKO COS SIE ZMIENI, JAK PRZESTANE JA OSACZAC, I ZE JAK EWA DOJDZIE DO WNIOSKU, ZE NA PRAWDE JEJ BRAKUJE MNIE, A NIE ZE CZUJE ZE TO TYLKO DLATEGO ZE JEJ KAZE I ZMUSZAM - TO WROCIMY DO TEMATU I NA PEWNO POROZMAWIAMY.. I ZE MAM SIE NIE MARTWIC O SPOTKANIE.. W PRZYSZLOSCI.. ZA JAKIS CZAS...


            ----

            Tak więc co? Dziękuje Wam wszystkim za te setki postów, za liczne wskazówki..

            Pozostaje mi czekać.. zając się własnym życiem...



          • RE: Powrót do kobiety... to ściema....

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-06-06, 10:56:44               Odpowiedz

            Fatum - jeszcze w nawiązaniu do twojego ostatniego posta. Tak, Moja mama, a mama Ewy to zupelnie dwa rozne charaktery, a przede wszystkim - 20 lat roznicy :) Mama Ewy - od zawsze kierowała nia. Nawet podczas wyboru studiow, Ewa poszla tam, gdzie mama zasugerowała. Kazdy nas czas - wyjazd wspolny, musial byc zatwierdzony przez jej mame itp .Sytuacji bylo wiele. Wracajac do pytania - czego nauczyly mnie "inne kobiety"? - Te starsze przede wszystkim, szacunku do drugiej osoby, doceniania bycia, otwartosci - na rozmowy na rozne tematy a przede wszystkim - tego, ze znalezienie normalnej, madrej, kobiety, ktora umie dazyc uczuciem, bliskoscia i czuloscia - taka jaka Ewa mi dawala przez 3 lata... jest ciezko w obecnych czasach. Dlatego tymbardziej PO STRACIE Ewy - doceniłem to.. ile rzeczy wnosila do mojego zycia, a ja tego nie dostrzegalem... i traktowalem cos, jako cos nomralnego, a nie docenialem jej staran..



          • RE: Powrót do kobiety... to ściema....

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-06-06, 11:43:39               Odpowiedz

            I ostatnia wiadomość od Ewy:

            "Andrzej, trwalo to długo.. bo chciałam inaczej.. ale nie wyszlo.. w sumie nic nie wyszlo... . Tak mysle, ze nam by się pewnie udało, ale nie wiem czy to byłoby na takiej jakości jakiej JA bym chciała żeby było... a nie mogę być pod czyjes zasady. Nie uważasz ze do pewnych rzeczy ja SAMA powinnam dojść? Bez zmuszania? Ty SAM doszedles do punktu w którym jesteś teraz i nikt cie nie zmuszal. Może ja tez chce SAMA. Duzo rzeczy pokazales mi od stycznia.. ale.. napisałam ci w meilu w czym jest problem... I proszę.. nie odchodz... Zrozum proszę to co napisałam.. zaakceptuj to... Może się jeszcze dużo rzeczy zmienić...NA TEN CZAS i NAJBLIZSZY - nie dam rady. Jestem zmeczona już tym wszystkim. Na siebie i na wszystko inne. JA chciałabym zebys na razie odpuscil.. trochę za mocno się kreciles i.. czuje się ograniczona.. w razie czego.. jesteśmy w kontakcie.. nie bądź zly..Widzialem, ze walczyles od stycznia.. ale ja walczyłam przez 3 lata.. Nie potrafie tego zmienić... albo cos czuje więcej albo nie.. Jest tak jak mowie, przeczytaj meila.. obiecuje ze jak cos się zmieni.. zatesknie czy... dojdzie do mnie, ze tez jesteś wazy to.. wrócimy do rozmowy"



          • RE: Powrót do kobiety... to ściema....

            Autor: fatum   Data: 2018-06-06, 12:09:13               Odpowiedz

            Moim zdaniem to Ewa jest teraz na wysokim poziomie samoświadomości.Skoro miała taką mamę,jaką miała (zakładam,że opis prawdziwy),to jeśli podejmuje samodzielne decyzje to należy się jej wielki szacun.Kobieta tak zdominowana przez mamę ma trudności w podejmowaniu własnych decyzji.Skoro to próbuje robić to jest mądrą Kobietą i cieszę się,że są jeszcze takie Kobiety.Twoja matka Andrzeju też Ciebie zdominowała,ale innym sposobem.Dała Ci za dużo wolności,bo nie miała dla Ciebie czasu i tym samym miłości.Teraz Ty musisz sam w sobie urodzić pokłady miłości,by ją dać Ewie i sobie.Przy okazji dowiesz się jaki jest poród trudny.-:*)P.S. chcesz być nadal z Ewą?



          • RE: Powrót do kobiety... to ściema....

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-06-06, 12:22:42               Odpowiedz

            Czy dalej chcę być z Ewą? Tak.. powiedziałem jej to. Że ufam jej, że walczę dalej o nią.

            Przeczytaj proszę jeszcze wiadomość wyżej..

            Dodałem również - że akceptuje jej decyzję, że ja nie zmuszę jej do niczego. Powiedziałem, że na siłę nie ma miłości ale.. nie uważam też, że w 100% ona spróbowała...

            Suma sumarum.. mam 2 wyjścia, 2 możliwości:

            1) Zrobić to, o co mnie prosiła - wyluzować, odpocząć od niej i dać jej zatęsknić. Może faktycznie - w jej życiu tyle się dzieję - że nie jest gotowa na związek? Może faktycznie musi z "kolegą" ułożyć kwestie, z "mamą" ułożyć grunt.. a potem wrócić do rozmowy i związku ze mną?

            2) Druga możliwość - to ta, najbardziej prawdopodobna. Julia czuje coś do mnie - sentyment, delikatne uczucie - jednak, z powodu wielu czynników - boi się, nie jest w stanie się przekonać do mnie. Nie chce mi powiedzieć oficjalnie "spadaj", tylko delikatnymi słowami, próbuje się wytłumaczyć i ... delikatnie zasugerować mi żebym nie robił sobie nadziei. Słowa, że "może kiedyś się odezwie", to chyba pozostawienie takiej furtki otwartej...
            Z doświadczenia wiem, że jak kobieta mówi, że się ją otacza, że potrzebuje wyluzować - znaczy jedno.. że chce uciec..



          • RE: Powrót do kobiety... to ściema....

            Autor: fatum   Data: 2018-06-06, 12:33:53               Odpowiedz

            Ty teraz wbij sobie do głowy,że Ewę trzeba kochać.Tylko,czy Ty umiesz kochać?I tutaj upatruję brak sukcesu.Kobieta kochana nie ucieka od faceta.Facet kochany to samo.Kto bardziej kocha?Kto ma więcej dóbr materialnych?Itd,itp.To są naiwne czasem pytania.Nie mówią o miłości.I jeszcze jedno.Cokolwiek postanowisz/zrobisz to będzie dobre.Pod warunkiem,że płynące z serca.Pracujesz dzisiaj?



          • RE: Powrót do kobiety... to ściema....

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-06-06, 12:48:00               Odpowiedz

            Tak pracuję...

            - Pytasz - kto ma/miał - więcej uczuć? Zdecydowanie Ewa. Zdecydowanie ona tutaj była "przewodnicząca", ja to trochę jestem "skałą" ale.. właśnie to jest to, o czym mówię, że się zmieniłem.
            Nigdy przez 3 lata - nie powiedziałem Ewie - że ją kocham. Zawsze dziękowałem, że jest, że jest obok, że doceniam to..
            Słowo Kocham było zarezerowane.. dla... no właśnie? Dla rodziców? I tak rzadko słyszałem od nich te słowa.
            Może tu jest był też ten problem z którym walczyłem?
            Czasem - mam problem z wyrażaniem swoich uczuć. W środku się gotuję ze złości, albo lata stado motyli ze szczęścia, a ja.. z zewnątrz jestem praktycznie taki sam.

            Chciałem to zmienić...
            Przez te kilka miesięcy - wielokrotnie mówiłem Ewie - że ją kocham. Że mimo, że nie jesteśmy razem - kocham ją, czuje coś do niej i że.. przepraszam, że wcześniej byłem taki zamknięty w sobie...
            Ewa mi powiedziała - że mnie kochała.. a teraz... no właśnie. (Patrz wyżej w wiadomości od niej)...

            - Kto ma więcej dóbr materialnych? Zdecydowanie ja. Ewa oprócz.. mieszkania z rodzicami, i auta od ojca.. nie ma nic.. Średnia praca, średnie zainteresowania - ale kocham ją jako całość... jako człowieka.. kobietę...


            Fatum - jak oceniasz to, co napisała mi Ewa wyżej w tych 2 wiadomościach?
            Myślisz, że która to możliwość?
            Ewa nie chce wrócić - a to, że "może kiedyś" się odezwie - to chyba po prostu.. zakrywanie ran... i zmniejszanie bólu... ale znowu.. tworzy iluzję nadzei...
            Bez sensu...




          • RE: Powrót do kobiety... to ściema....

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-06-06, 12:51:38               Odpowiedz

            A tutaj całość.. wiadomości i listu od Ewy...z dzisiaj:


            Ewa:

            Co do naszych relacji... Wyjaśniałam ci to wiele razy. To, że zamknęłam pewny etap w moim życiu i nie czuje żadnej na tyle mocnej siły, która pchała by mnie z powrotem do punktu, z którego ciężko było mi wtedy wyjść. Ty to nazywales wypaleniem, wypaliłam się i nie czuje zeby wszystkie dawne i obecne dobre rzeczy pomagały mi w rozpaleniu tego z powrotem. I nie mówię o wielkich rzeczach, które pojawialyby się z czasem, bo to te najmniejsze powinny to juz dawno sprawić. Nie chcę robić tego na sile, z litości, z konieczności, z postawienia mnie pod ścianą i nie dania mi innego wyboru tylko po to żeby CIEBIE uczynić szczęśliwym... Nie czułabym się z tym dobrze ani fair wobec siebie i Ciebie. Dużo o tym myślałam... Na tyle długo i na tyle dużo, żeby być świadoma w pełni podejmowanej decyzji, konsekwencji jej podjecia i dalszych wydarzeń bez wpływu jakichkolwiek czynników z zewnątrz. Jestes bliska mi osoba, tworzyłes moje życie przez kilka lat, miałeś wpływ na mój charakter, na moje zachowania, na moją wiedzę i doświadczenia. To z tego powodu mam do ciebie szacunek i sympatię. Ale nadal nie wpływa to na ogień, którego nie ma, a który powinien się pojawić... Czuję się zobowiązana do...dawania Ci wsparcia i pomocy i robiłabym to bezinteresownie ze względu na przeszłość, a raczej nie na obecny... Poziom moich uczuć ktore powinnam miec w sobie. Jesteś wyjątkowy to nie podlega dyskusji, tworzylismy swój świat i on ciągle jest i nie zniknie, ale nie jestem w stanie dalej go rozwinac, głównie uczuciowo. ty poczułeś to wszystko dopiero teraz, ja czułam to przez te kilka lat i jestem pewna, że nigdy więcej nie poczuje tego samego ani niczego lepszego. A nic "w zamian" za tamto mnie nie uszczęśliwi... Jestem pewna sama za siebie i za to, że to byloby raczej jak marną podróbka z aliexpress niż wyrąbisty oryginał. Przykro mi z tego powodu, liczyłam na to, że od środka zupełnie inaczej na to spojrze z biegiem czasu... A czuje, właściwie nie czuję, nic innego, nic z mocy która miałam kiedyś. Dodatkowo czuję wyrzuty sumienia związane z tym że nic z tego nie wycisnę, złość, że ty naciskasz a ja nic nie mogę zrobić bo więcej we mnie teraz zrozumienia i współczucia niż czystego \\\'podjarania\\\' i właśnie to nie jest fair. ;) Doceniam wszystko co dla mnie zrobiłeś do obecnej chwili, sprawiłeś mi wiele razy dużo radosci, chociaż częściowo trochę mnie wystraszyłes i zapędziłes w kozi róg. Z czasem zamiast zmienić się w lekka przyjemna myśl i uśmiech zamieniło się to trochę w trudna i ciężka dla mnie rzecz... Nie wiem co powinnam jeszcze napisać, boli mnie kiedy widzę że się starasz i nie mogę patrzeć kiedy płaczesz... Ale bycie z kimś wbrew sobie chyba jest gorsze.. Mam nadzieję, że rozumiesz, że nie masz mi tego za złe...
            Tak jak wspomniałam.. potrzebuje czasu i spokoju. Potrzebuje byś sie na jakis czas.. oddalil ode mnie. Może zatesknie? Moze przemysle? Może poczuje twoj brak i OBIECUJE ze wrocimy do rozmowy ale.. na ten moment - i na najblizszy czas musze odpoczac od wszystkiego.



          • RE: Powrót do kobiety... to ściema....

            Autor: feelka   Data: 2018-06-06, 13:24:54               Odpowiedz

            Andrzej, myślisz że to ok, publikować czyjeś intymne listy?

            Tudzież szczegóły o rodzinie, tylko dlatego, że ktoś za język ciągnie?



          • RE: Powrót do kobiety... to ściema....

            Autor: feelka   Data: 2018-06-06, 13:38:36               Odpowiedz

            Poza tym - ona czeka na motylki ("podjaranie"?), na "moc uczucia, taką jak kiedyś". Nie wie, że po 3-4 latach ( a tyle się znacie)- tego już nie będzie? (Zazwyczaj już nie ma, choć pewnie są indywidualne wyjątki).

            Musi więc jeszcze poganiać za motylkami, nic nie poradzisz.
            Jak ich nie poszuka i nie przekona się - że znowu miną... - to będzie cię kiedyś nie lubiła, że zamknąłeś jej świat i że te "tajemne moce" , porywy uczuć do ewentualnych innych mężczyzn - przez ciebie utraciła.

            Jesteś bardzo szczery chłopak, kandydat na przyjaciela w małżeństwie (chyba :), co jest rzadkością, ale ona tego jeszcze nie wie, nie docenia. Musi pójść najpierw swoją drogą.
            Tak myślę.



          • RE: Powrót do kobiety... to ściema....

            Autor: fatum   Data: 2018-06-06, 13:30:14               Odpowiedz

            Robimy przerwę.Przesadziłeś.Podajesz dane osobowe dziewczyny.Nie do pomyślenia.Prosiłam o takie detale?Nie do pomyślenia.Przerwa jest bezwzględnie wskazana.Dla Wszystkich.



          • RE: Powrót do kobiety... to ściema....

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-06-06, 13:38:25               Odpowiedz

            Dlaczego taki nagły atak na mnie?

            Nikt przecież nie wie - kim jest Ewa, nikt nie wie nawet kim ja jestem - Andrzej...


            Wkleiłem to tylko po to - byście mogli/mogły - czytając słowo w słowo to co Ewa mi przekazuje - zinterpretować i podzielić się ze mną Waszymi opiniami.

            Ja jestem w tym zagubiony.. jestem w labiryncie, bez nici i bez świadomości gdzie jest wyjście...


            Oczekujecie ode mnie szczerości - staram się...



          • RE: Powrót do kobiety... to ściema....

            Autor: feelka   Data: 2018-06-06, 13:42:10               Odpowiedz

            To, że ktoś oczekuje szczerości, to jeszcze nie znaczy, że masz to dać. A instynkt samozachowawczy? :)

            Co innego jak opisujesz tekst, a co innego jak cytujesz.
            Ewa by chciała?...



          • RE: Powrót do kobiety... to ściema....

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-06-06, 13:49:23               Odpowiedz

            Tak, EWA by chciała to przeczytać wszystko..

            Nie wyśle jej linku ale..

            chciałbym żeby wiedziała - co i jak o niej pisze...




            Ok... czyli rozumiem, że zgadzacie się ze mną i moją intuicją.
            Nic z tego nie będzie. Jakby Ewa chciała - to by powalczyła ze mną, o mnie, o nas.. o naszą przyszłość.

            Czas pokaże...
            Ja wracam do życia i ... będę walczył z myślą, że.. to koniec.
            Może kiedyś się pozytywnie zaskoczę...



          • RE: Powrót do kobiety... to ściema....

            Autor: feelka   Data: 2018-06-06, 13:56:36               Odpowiedz

            "Tak, EWA by chciała to przeczytać wszystko.
            (..) - co i jak o niej pisze..."

            Co o niej piszesz, to może by chciała, przeczytać.
            Ale CO ONA pisze?...

            Poddaję się, jeśli nie widzisz różnicy; znowu dziwaczę pewnie, ale jeśli ja piszę do bliskiego człowieka list... to nie żeby go oceniały panie w internecie.

            Ja nie mówię, że już z Was pary nie będzie. Ale najpierw ona musi trochę dojrzeć, czyli doświadczyć.

            Zresztą... pisałam to już w pierwszym czy drugim poście, sto lat temu :) Czytaj jeszcze raz ten Twój wątek, gdy będziesz miał czas.



          • RE: Powrót do kobiety... to ściema....

            Autor: fatum   Data: 2018-06-06, 14:19:52               Odpowiedz

            Nie moja to wina,że ludzie mylą chamstwo ze szczerością.A szczerym trzeba umieć być.Umieć być!



          • RE: Powrót do kobiety... to ściema....

            Autor: feelka   Data: 2018-06-06, 14:28:50               Odpowiedz

            "Nieprzewidywalna" osoba ma prawo wypytywać o rodziny, a za chwilę krzyczeć za odpowiedź; spoko.



          • RE: Powrót do kobiety... to ściema....

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-06-06, 14:52:29               Odpowiedz

            Skoro już wkleiłeś list do Ciebie do oceniania to powiem, że nie wiem co Ty tu chcesz oceniać.Też uważam że osobisty list do Ciebie to list do Ciebie a nie do oceniania w internecie przez osoby obce. Ale już to zrobiłeś
            List jasny, wyraźny..NIe chce wracać do Ciebie.
            Może kiedyś tak, może nie...Ale póki co nie chce.
            Masz jasność.

            Odnośnie szukania-też dla mnie jasne jest, że wielkie emocje w związku ze stażem to raczej rzadkość.
            Nieznane pociąga bo jest nieznane.
            Silne emocje towarzyszą niepewności.
            Polecam lekturę Inteligencji Erotycznej Perel.
            Tam też ciekawie jest opisane jak namiętność znika wraz z przyjacielskością w miarę trwania związku.
            Inny związek na początku.
            Inny ze stażem.
            Jak ktoś szuka wrażeń to szuka nowego...co potem będzie znane i emocje sie zmieniają.
            Felka nazwała to dojrzewaniem.

            Dziwne też, że faktycznie jak ktoś najpierw o coś pyta (nie wczytywałam się kto pyta) to potem nie jojczy na to że dostał odpowiedź,.
            Ale Ty decydujesz co chcesz napisać a co nie.
            Masz ochotę pisać piszesz. Nie chcesz nie piszesz.
            Pozdro.



          • Powrót do kobiety... feelka przeczytaj o sobie...

            Autor: fatum   Data: 2018-06-06, 15:23:19               Odpowiedz

            Bezogonka bez pudła dobrze Ciebie scharakteryzowała.Poczytaj o sobie w wolnej chwili.Polecam.-:*)



          • RE: Powrót do kobiety... feelka przeczytaj o sobie...

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-06-07, 09:03:06               Odpowiedz

            Wkleiłem list - ponieważ, to ostatnia "wiadomość" od Ewy, która jest napisana czarno na białym.

            Nawet podczas wielu rozmów - nie dowiedziałem się tylu rzeczy co w tym liście.

            Wczorajsza noc - była bardzo ciężka.
            Nie spałem, płakałem, zastanawiałem się co źle zrobiłem, co mogłem inaczej zrobić.


            Z jednej strony - mam w głowie nasze super chwile, wspólne wyjazdy, doświadczenia, wspólne spędzanie czasu, imprezy, przyjęcia... to jak często Ewa doceniała mnie, że pokazuję i uczę jej nowych rzeczy.
            Mam jej obraz jako "mojej młodszej siostry", która zawsze była przy mnie, która mimo, że "starszy brat" był zły, nerwowy, krzyczał, był czasem humorzasty - Ewa brnęła przy mnie.

            Przez 3 lata związku, bardzo dużo się nauczyliśmy, bardzo dużo przeżyliśmy wspólnie...
            Dlaczego Ewa nie chce do tego wrócić?
            Czy tylko ja w głowie mam taką idealną wizję?
            Czy było mi za dobrze przy niej, a Ewa przez te 3 lata się męczyła ze mną?
            Czy byłem egoistą? Czemu dopiero teraz, po stracie Ewy widzę pewne kwestie, których wcześniej nie widziałem?
            Czy to doświadczenie? Dojrzałość do pewnych relacji?


            Z drugiej strony - nie akceptuję, nie dochodzą do mnie logiczne myśli - w których ona też miała swoje za uszami, w których ona mnie też słownie prowokowała, robiła na złość..
            Też nie mogę powiedzieć, że Ewa była zawsze ideałem.. i perfekcyjną kobietą... ale.. było mi z nią dobrze...

            Mam w głowie walkę dobra ze złem.

            Z perspektywy czasu - zastanawiam się, czy jej zachowanie było spowodowane moim, czy ona po prostu taka jest, a to - że w październiku się z nią rozstałem - to był dobry ruch?

            Może Ewa - bardziej logicznie myśli ode mnie? Może faktycznie jej decyzja, jest bardziej słuszna niż moja..

            Siedzę w pracy, czytam to forum, czytam Wasze posty. Mam szklane oczy, najchętniej to bym się popłakał.


            Miewam OGROMNE wahania nastrojów.
            2 tygodnie temu cieszyłem się, że znowu się przespaliśmy, że jesteśmy blisko, że "kolega" odpadł. Byłem zadowolony, że wygrałem wojnę. Że zwycięstwo jest tuż tuż.
            Kilka dni temu - pstryk... okazało się, że pomimo wygranej bitwy - wojna nie została rozstrzygnięta na moją korzyść.

            Co mam robić? Jak o tym wszystkim zapomnieć?

            Ciągle chce walczyć o nią... ciągle chcę z nią być... ale.. chyba już nic nie da się zrobić...
            Chyba już Ewę straciłem na zawsze... :(




          • RE: Powrót do kobiety... feelka przeczytaj o sobie...

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-06-07, 09:37:34               Odpowiedz

            No i.. ostatnie pytanie...

            DLACZEGO - Ewa twierdzi, że z "kolegą" ograniczyła kontakt, zeszła kilka poziomów w dól.. jest WOLNA... a mimo tego - nie da mi tej drugiej szansy?

            Dlaczego ona nie chce spróbować, przekonać się.. zaryzykować... - przecież nie mamy nic do stracenia.. oprócz czasu.

            Czemu - (z tego co pisała), ona już z góry założyła, że nie da rady wrócić do mnie? Dlaczego pisze, ze od kilku miesięcy myśli o mnie, skoro ... przez ten cały czas - spotykała się z kolegą?

            Jak można dzielić emocje na 2 facetów - a jeszcze mówić w oczy, że się zastanawia "kogo wybrać"?...

            Nie rozumiem tego.


            Dlaczego przez te 5 miesięcy - dawałem z siebie wszystko, pisałem, dzwoniłem, interesowałem się i dostałem kopa w tyłek?
            Czy na prawdę, świat jest taki zły - że trzeba być chamem, patrzeć tylko na siebie, być egoistą.
            Częściowo taki byłem - przez 3 lata z Ewą, a ona był ZAWSZE przy mnie. To ona naciskała, to ona bardzo się mną interesowała..

            Teraz - ja zmieniłem się rolami, Teraz ja naciskałem Ewę, ona miała bardziej pasywne stanowisko - i... nie udało sie...



          • RE: Powrót do kobiety... feelka przeczytaj o sobie...

            Autor: fatum   Data: 2018-06-07, 10:31:26               Odpowiedz

            Robiłeś już test na depresję?To zrób.A potem udaj się do lekarza,który zna się na takich chorobach i zacznij się leczyć.Sądzę,że masz powód na doły depresyjne,totalny smutek,płacz.To także są objawy deprechy.Tutaj też jak klikniesz na Stronę główną to po prawej stronie są testy.Także na depresję.Oczywiście są to testy takie raczej przesiewowe,ale wiele mówią i warto je nawet i poważnie potraktować.Tak uważam.Zajmij się swoim obniżonym na maksa nastrojem,smutkiem,płaczem.W Polsce jest masę chorób,ale najgorsza jest depresja.Wejdź np.na Forum o depresji i pogadasz sobie z osobami wyleczonymi lub leczącymi się aktualnie.Może nawet poznasz tam "lepszą"Ewę?Życie jest nieprzewidywalne,ale piękne.Tylko w fazie smutku nie widzimy ani słońca,ani nic dobrego.Tak to już jest.Przemyśl co Ci teraz napisałam i pomóż sobie od zaraz.Pisz,bo Ci to pomaga.Widzę to.



          • RE: Powrót do kobiety... feelka przeczytaj o sobie...

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-06-07, 11:59:12               Odpowiedz

            Cześć!
            Nie - nie robiłem testu na depresję.

            Nie wiem czy mogę zmagać się z depresją, nie wiem czy może mnie to dotyczyć...

            Ja po prostu jestem facetem, który jest bardzo empatyczny i wrażliwy.
            Mam miękkie serducho, nie lubię odmawiać, nie lubię robić krzywdy...
            Bardzo często wczuwam się w drugą osobę i kosztem siebie - czasem chciałbym pomagać innym.

            Tak jest w wypadku Ewy.
            Nie wiem dlaczego tak mi się to w głowie uroiło.
            Przez 2 miesiące od rozstania - NIC - totalnie, w ogóle mnie do niej nie ciągnęło. Czułem ulgę, czułem się wolny - bo nikt mi nie siedział na głowie, nikt mnie nie atakował, nikt nie wymuszał kontaktu. Byłem sam, byłem spokojny. Nic mi nawet do głowy nie mówiło, abym wrócił do niej. Usunęła mnie ze znajomych, nie widywaliśmy się, nie kontaktowaliśmy się ze sobą.

            Od stycznia, od pierwszego ponownego spotkania - coś mną dość mocno ruszyło.
            Od tamtej pory - coś jest ze mną nie tak.

            Nie mam apetytu, przez 5 miesięcy zrzuciłem już ponad 9kg wagi..
            Z 99kg, waże ledwo 90kg...

            Myślę, zastanawiam się.. analizuję - co zrobiłem źle, co mógłbym zrobić inaczej, co mogłoby być lepsze z mojej strony.

            Mam cały czas Ewę przed oczami - ale.. chyba pora pogodzić się z tym, że ona mnie nie ma ... nie ma mnie przed oczami, mimo, że miała przez 3 lata.

            Trudno i ciężko jest mi się z tym pogodzić. Może faktycznie miałem klapki na oczy i nie doceniałem kobiety, która tak wiele dla mnie robiła?
            Najgorsze jest to - że coraz bardziej zdaje sobie sprawę z tego - że jej nie ma i nie będzie już. Że wszystkie zdjęcia i wspomnienia.. przepadły bezpowrotnie...




          • RE: Powrót do kobiety... feelka przeczytaj o sobie...

            Autor: fatum   Data: 2018-06-07, 13:23:11               Odpowiedz

            Polecam to co wcześniej napisałam.Przy okazji jak zbada Ciebie specjalista to możliwe,że zaproponuje Ci terapię.W Twoim przypadku bez terapii nie dasz rady.Tyle ode mnie i tak za długo byłam z Tobą.-:)*Pozdrawiam i życzę powodzenia.



          • RE: Powrót do kobiety... feelka przeczytaj o sobie...

            Autor: chellunia   Data: 2018-06-07, 16:53:27               Odpowiedz

            "Z jednej strony - mam w głowie nasze super chwile, wspólne wyjazdy, doświadczenia, wspólne spędzanie czasu, imprezy, przyjęcia... to jak często Ewa doceniała mnie, że pokazuję i uczę jej nowych rzeczy.
            Mam jej obraz jako "mojej młodszej siostry", która zawsze była przy mnie, która mimo, że "starszy brat" był zły, nerwowy, krzyczał, był czasem humorzasty - Ewa brnęła przy mnie"

            Według mnie tu jest odpowiedź. Zaczynasz już gadać sam z sobą, dobry objaw:)

            Pokazywał i uczył nowych rzeczy??????????
            Był zły????????
            Krzyczał???????
            Był humorzasty????????

            Opisujesz te super chwile??????

            Według mnie tu jest odpowiedź. Zaczynasz już gadać sam z sobą, dobry objaw:)


            Traktowałeś ją jak głupka.



          • RE: Powrót do kobiety...

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-06-07, 21:54:52               Odpowiedz

            DLACZEGO - Ewa twierdzi, że z "kolegą" ograniczyła kontakt, zeszła kilka poziomów w dól.. jest WOLNA... a mimo tego - nie da mi tej drugiej szansy?

            A ma taki obowiązek?
            Nie chce to nie daje. Tyle.
            Jak ktoś nie chce to nie chce i tyle.
            Myślisz, że jak Ty chcesz to ona też musi. Nic nie musi.
            Rozumiem, że się rozżalasz.
            Ale ona ma swoje żale.
            I ma prawo je mieć i ma prawo nie chcieć wracać.



          • RE: Powrót do kobiety...

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-06-08, 09:29:47               Odpowiedz

            Mirabelle - Pewnie, że Ewa nie ma takiego obowiązku wrócić do mnie. Myślałem jednak, że powrót - uzależniony jest od "kolegi". Mówiła praktycznie o tym od początku "powrotu", od lutego słyszałem, że.. ona nie wiem jak, nie wie co ma zrobić, nie wie jak się ma zachować w stosunku do mnie jak i do niego. Jak widać - to nie był główny powód.
            Krótko mówiąc - dochodzi do mnie myśl, że zrobiłem chyba wszystko co mogłem..
            Przez te kilka miesięcy dawałem z siebie 100%, tylko po to, żeby Ewa dostrzegła, że się zmieniłem, że zrozumiałem pewne moje zachowania..
            Sama mi napisała w liście - że widzi moją zmianę, ale .. ona nie ma tego ognia, który miała wcześniej..
            Nie uważam jednak, że wszystko co złe, było powodowane przeze mnie..
            Ja lubię - w sytuacji nie powodzenia, zarzucać sobie winę, myśleć i analizować. Zarówno w sferze emocji, uczuć.. jak i nawet w sporcie, kiedy grając w piłkę - przegrywamy mecz.


            Chellunia - Nie nie opisuje super chwil. Takich momentów było wiele - zabrałem Ewę na wycieczkę po Europie, jeździliśmy na liczne eventy, spędzaliśmy czas - w taki sposób, w jaki Ewa nigdy wcześniej nie spędzała.
            To ja pokazałem jej pierwszy lot samolotem, pierwszy wyjazd za granice, pierwszą przejażdżkę na motocyklu..

            Może to tylko ja tak to wszystko idealizuję, może to ja na wszystko teraz patrzę jak przez różowe okulary ale po prostu.. zastanawiam się nad sobą, nad moim charakterem, podejściem do świata.

            Doskonale pamiętam, jak w zeszłym roku chodziły myśli w mojej głowie, że Ewa to nie jest to, że Ewa nie daje mi tego co potrzebuje, że Ewa ma cechy charakteru, które mnie odpychają.
            Myślę, że świadomie w październiku rozstałem się z nią - jednak.. zaczynam mieć wyrzuty sumienia, że zrobiłem to zbyt impulsywnie, zbyt szybko.. i zbyt prosto..
            Dlaczego? Nie wiem...
            Chciałbym wiedzieć..

            Chciałbym dostać drugą szansę od Ewy...



          • RE: Powrót do kobiety...

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-06-08, 09:37:42               Odpowiedz

            Drogie Panie - tak z Waszej perspektywy...

            Od poniedziałku - unikam kontaktu z Ewą.
            Oczywiście nie zablokowałem jej ani na facebooku, ani nigdzie indziej.

            Wrzuciłem sobie nawet zdjęcie na profil - który oczywiście Ewa polajkowała.

            Nie zamierzam dzwonić do niej, pisać.

            Zamierzam czekać. Tydzień... dwa...

            Powiedzcie mi proszę - Warto do niej napisać za jakiś czas? Zapytać się co u niej? Czy ma ochotę się spotkać?

            Czy najlepszym wyjściem będzie zniknięcie i danie jej spokoju?

            Czy uważacie, że z drugiej strony - jakby Ewa czuła potrzebę kontaktu - to by się skontaktowała ze mną?

            To samo mówiła mi kiedyś.. że jak ją zostawiłem w październiku - to nie odzywała się, bo uważała, że ja to mam zrobić.. dlatego czekała.. czekała.. i ... odpuściła..

            Znam ją trochę.. jest uparta.. lubi postawić na swoim...



          • Czy warto?

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-06-08, 12:21:29               Odpowiedz

            Po co chcesz pisać za jakiś czas?
            Po co?



          • RE: Czy warto?

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-06-08, 12:59:21               Odpowiedz

            Po co pisać do niej?

            No właśnie... żeby dalej smyrać moje pokłady nadziei, które dalej tkwią w mojej głowie..

            Nie umiem pogodzić się z myślą, że jakby Ewa chciała - to już kilkukrotnie by "nam" pomogła...

            Nie wiem.. po prostu czuję się - że byłem tak blisko... dotykałem już czubka wierzchołka góry, tylko po to.. by zaliczyć zjazd na sam dół...


            Obiecałem sobie - że dam jej z 2 tygodnie spokoju...

            Może.. napisze jej wiadomość za 2 tygodnie czy ma ochotę się zobaczyć albo wyjść na przejażdżkę na moto..
            jednak.. jakby chciała.. to przecież sama by napisała, a tak.. walczę z iluzją i fikcją powstała w mojej głowie..

            Nie polecam takiego uczucia.
            Uczucia... szansy, wyrzutów sumienia do tego co było, do tego co zrobiłem i do tego co nie udało mi się zrobić.
            Fakt jest jeden - nikogo do niczego nie zmuszę...



          • Wiesz juz po co..

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-06-08, 13:49:59               Odpowiedz

            Teraz pytanie: co Ty chcesz?
            Chcesz-czekać aż jej się odmieni? Może jej się odmieni-i czekać i żyć tą nadzieją?
            Czy chcesz się odciąć, uzdrowić , przeżyć stratę jej i pojść dalej?

            Zależy co Ty chcesz.



          • RE: Wiesz juz po co..

            Autor: bezogonka   Data: 2018-06-08, 14:06:49               Odpowiedz

            Ależ to oczywiste! Chce cierpieć. Po cierpieniu czeka go nagroda. Ten schemat jest najtrudniejszy do pokonania w schematycznym naszym myśleniu.



          • RE: Wiesz juz po co..

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-06-08, 14:55:41               Odpowiedz

            Ja sam nie wiem... nie mam pojęcia... na co czekam.. na co liczę?

            Jestem zagubiony.
            Bardzo dużo swojego szczęścia uzależniłem od Ewy.

            Teoretycznie - od stycznia, od kiedy walczę o Ewę - nic nie zyskałem i nic nie straciłem. Nie była ze mną, nie wróciła do mnie. Bilans jest na zero. Nie jestem w plecy.
            Mogę zaliczyć do plusów to - że kilkanaście razy się spotkaliśmy, spędziliśmy trochę czasu razem, przespaliśmy się, znowu chwilowo była blisko.. tylko po to.. żeby uciec...

            Nie wiem czego oczekuję dalej..

            Zatraciłem się w tym.
            Wszyscy mi piszecie - że mam odpuścić, nawet znajomi mi mówią - że mam odciąć się od tego, zapomnieć i skupić się na przyszłości.
            Trochę mają rację - bo ja od stycznia, biegam jak głupi - zapatrzony w Ewę.
            Moje dni wyglądają tak: Pobudka > Praca > telefon w ręku > czekanie aż Ewa napisze, wrzuci jakieś zdjęcie > sen...

            i tak od kilku miesięcy.
            Byłem już tak blisko i... nic się nie udało...




          • Każdy robi to co sam potrzebuje zrobić...

            Autor: Mirabelle   Data: 2018-06-08, 15:57:01               Odpowiedz

            Ludzie Ci radzą to co sobie by poradzili.
            Ale nikt nie jest Tobą.
            TY jesteś TY.
            Ty sam decydujesz co chcesz. I rób to co sam chcesz i potrzebujesz. Tylko się nie oszukuj i nie użalaj.
            Chcesz czekać to czekaj. Tylko potem nie oczekuj, że to coś zmieni w decyzji Ewy. Bo Ty nie masz wpływu na to czy Ewa chce czy nie chce...
            Ewa Ci jasno powiedziała jak jest.
            Ty sobie tworzysz, że może to się zmieni..i tego nie wie nikt.
            Wybór należy do Ciebie-wiec chyba bez sensu jest w kółko pytać co masz zrobić.
            Zrób to czego Ty chcesz. Dostałeś już tyle ile można było ci dać. Opinii innych osób-co one by zrobiły.
            Ale Ty to Ty.
            Inny człowiek to ktoś inny.
            Pozdrawiam.



          • RE: Każdy robi to co sam potrzebuje zrobić...

            Autor: Andrzeyyyy   Data: 2018-06-12, 15:46:19               Odpowiedz

            Witam Was :)

            Kolejne kilka dni minęło.
            Jest mi ciężko - ale.. trochę łatwiej niż wcześniej.

            Oczywiście - nie udało mi się Ewy wywalić z głowy.

            Ciągle żyję nadzieją, jednak - tą nadzieję trzymam w sobie, a nie mówię o tym Ewie.

            Od tygodnia - nie mamy kontaktu.
            Ani ja - ani ona nie napisaliśmy do siebie.

            Oczywiście "smyramy" się - lajkami w internecie :)

            Dzisiaj - miałem mały wypadek w pracy - nie wiem jak, nie wiem skąd - Ewa się dowiedziała i od razu napisała do mnie.
            Pogadaliśmy chwilę.. pośmialiśmy się - i nawiązałem do... randki - mieliśmy jechać kabrioletem nad jezioro...

            Ewa odpowiedziała "że pamięta o tym.. ale obiecałem jej - że nie będe naciskał i że sama się odezwie jak będzie miała wolny czas i chęci..." :)

            Nie ciągnałem tematu... napisałem, że rozumiem, że spoko, że zobaczymy jak to będzie z pogodą z jakiś czas.

            Pozostaje mi żyć... odzyskać wiarę w siebie i swoje umiejętności.

            Czas pokaże - a ja do Was jeszcze wróce tutaj na forum za kilka dni.. może za tydzień i dam znać - czy coś się rozwinęło.

            Na ten moment - moim stałym zadaniem jest pogodzenie się z sytuacją...



          • RE: Każdy robi to co sam potrzebuje zrobić...

            Autor: fatum   Data: 2018-06-12, 18:58:52               Odpowiedz

            Krocz lekko prze dni,które masz przed sobą,Nie zostawiając żadnej skazy na swym ego,Niech światło twego wnętrza zamknie każdy dzień.A gdy ten się skończy,usuń go ze swej pamięci,Jak bańkę mydlaną,która szybko pryska.Idź naprzód w przyszłość Nieskrępowany wspomnieniami błędów,porażek i sukcesów.Oto droga wiodąca do osiągnięcia spokoju.



          • RE: Każdy robi to co sam potrzebuje zrobić...

            Autor: Marcind93   Data: 2018-10-12, 22:05:59               Odpowiedz

            Witam wszystkich :)
            Chciałbym reaktywować to forum. Czy jest jeszcze tutaj Andrzej? Poczytałem cały temat, jestem w podobnej sytuacji i przed podjęciem ważnej drcyzji. Minęło parę miesięcy, ale może Andrzej wróci i opowie co tam u niego.
            Pozdrawiam.



          • RE: Każdy robi to co sam potrzebuje zrobić...

            Autor: Marcind93   Data: 2018-10-12, 22:27:50               Odpowiedz

            Witam wszystkich :)
            Chciałbym reaktywować to forum. Czy jest jeszcze tutaj Andrzej? Poczytałem cały temat, jestem w podobnej sytuacji i przed podjęciem ważnej drcyzji. Minęło parę miesięcy, ale może Andrzej wróci i opowie co tam u niego.
            Pozdrawiam. Marcin.