Forum dyskusyjne

Powrót do kobiety, którą zostawiłem..

Autor: Andrzeyy   Data: 2018-04-03, 10:28:33               

Witam Was wszystkich smile
Z tej strony Andrzej.

Nigdy nie podejrzewałem, że napiszę taki post na forum jednak - cała sytuacja mnie przerasta..
Nie mogę spać, mam bóle brzucha...

Tekst będzie dość długi - jednak bardzo dziękuje każdemu, kto go przeczyta - i coś poradzi/doradzi.
Mogą w nim być błędy, słaba składnia - starałem się pisać jak najlepiej, lecz w moim obecnym stanie jest to trudne..

Mam 28 lat. Przez 3 lata byłem w związku z kobietą. Dzisiaj - mogę powiedzieć, że "dziecinnym związku". Nie mieszkaliśmy razem, mieszkamy obok siebie - widywaliśmy się kilka razy w tygodniu, wakacje, wyjazdy - było dobrze. Pokazałem Ewie wiele rzeczy, ona mi. Czuliśmy się szczęśliwi. Miałem w jej oparcie, były kłótnie - jednak ciągle ona była przy mnie.



Październik 2017
Wszystko zaczęło się w październiku.
Straciłem pracę, bez perspektyw na lepsze jutro. Doszły kolejne kłótnie z moją dziewczyna - nazwijmy ją EWĄ.
Mieliśmy dogadane wakacje, jednak ze względu na moją niepewną sytuację życiową. brakiem pomysłu na siebie.. straciłem pewność siebie... i.. zrezygnowałem z wyjazdu na wakacje.
Wybrałem najłatwiejsze wyjście: Z dnia na dzień spotkałem się z Ewą, powiedziałem, że to koniec. Że wszystko mnie przerosło, że mam tego wszystkiego dość. Załamałem się. Ona pojechała na wakacje, kontakt się urwał. Baaardzo mnie ciągnęło, żeby do niej napisać - ale nie...
Tyle ją widziałem.. (Ona wie, że mam trudny charakter i jak ja powiem coś to.. tego się trzymam)...

TAK - odreagowałem całe zło na niej. BEZ ROZMOWY, bez niczego. Po prostu - z dnia na dzień ją zostawiłem mówiąc, że odchodzę.


Listopad 2017
CISZA. Zero kontaktu. z mojej strony jak i z jej.


Grudzień 2018
Cisza. Zero kontaktu. Usunęła mnie z Facebooka - totalnie o niej zapomniałem.
Ja w między czasie - ogarnąłem się. Mam stanowisko kierownicze, kupuje mieszkanie...
Przez 2 miesiące gdy z nią nie byłem - mój świat obrócił się o 180 stopni - ku lepszemu.
Spotykałem się z kobietami, nie ukrywam - doszło do zbliżeń z jakimiś poznanymi kobietami - jednak... zaczęło mnie gryźć coś w środku. Coś - czego nie umiałem opisać.
Z końcem grudnia - zobaczyłem, że "moja" Ewa - spotyka się z kimś. No cóż - ma pełne prawo... nic mi do tego.


Styczeń 2018
W połowie stycznia - stwierdziłem, że muszę się zabrać za siebie.
TAK - poszedłem do terapeuty. Powiedziałem mu - że gryzie mnie to, w jaki sposób zakończyłem związek.. że.. ja cały czas kocham moją Ewę...
Z końcem stycznia - zadzwoniłem do niej. Spotkałem się. Przeprosiłem za wszystko, przyznałem się, że poszedłem do terapeuty, że moje życie się trochę pozmieniało... (NIE BYŁO TEMATU POWROTU DO SIEBIE). Powiedziałem, że popełniłem błąd, że ją skrzywdziłem...
Ewa to doceniła, odpowiedziała, że rozumie, że jest jej szkoda tego wszystkiego...


Luty 2018
Tutaj zaczynają się dziwne rzeczy. W lutym - "zaatakowałem". Zaproponowałem jedno, drugie, trzecie spotkanie. Zgadzała się. Jakieś piwo, jakieś kino, kawa... Podczas rozmów powiedziała mi - że nie ma chłopaka, że spotyka się z jakimś gościem (3lata młodszym ode mnie) - którego poznała gdzieś tam - tylko, że mieszka ponad 100km od niej.
Spotykają się weekendami, czasem w tygodniu. Zna jego rodziców, rodzinę bo tam spędza weekendy.

Ogólnie powiedziała mi, że nie czuje - że on mieszka tak daleko bo widują się weekendami cały czas i zdarza się, że w tygodniu on do niej przyjedzie.
Podczas kolejnego spotkania - w lutym - rzuciłem temat... że... chciałbym wiedzieć, czy ona widzi sens "naprawienia wszystkiego". Stwierdziła, że nie.. że nie chce krzywdzić swojego kolegi, że.. nie wie jakby to miało wyglądać, że go zostawi itp.

W międzyczasie - moja Ewa, była na imprezie w moim mieście - u moich znajomych.
Traf chciał - że nie miała jak wrócić w nocy - więc zapytała mnie o pomoc. Zgodziłem się.
Spotkaliśmy się - ona była trochę pijana i.... stwierdziłem, że też się napije z nią.
Posiedzieliśmy razem - i... mimo alkoholu - zbliżyliśmy się do siebie. Jakieś pocałunki, "zabawa" jednak bez seksu.
Dało to mi to do myślenia - przecież, jakby to było coś na poważnie z tamtym facetem - to nie przyszła by do mnie, nie zadzwoniła... Co więcej - nie była AŻ tak pijana, żeby nie pamiętać nic wink
Ewa - ZAWSZE była w 100% fair wobec mnie. Nigdy nie dawała mi powodów do zazdrości - a tu nagle taka sytuacja?
Oczywiście - kolejne dni nie przynosiły nic. Zamieniła w żart - że już ze mną nie pije itp...
Tak minął luty - jeszcze kilka spotkań.


Marzec 2018
Tutaj zaczyna się całe show.
Kolejne spotkania - różnie to wychodzi, raz z mojej inicjatywy, raz z jej - jednak czuję dystans między nami - tworzony przez Ewę, co jest zrozumiałe.
Postanowiłem, że jak minęło 1,5 miesiąca od momentu w którym się spotkaliśmy 1szy raz to "czas na konkrety".

Z początkiem marca spotkałem się z Ewa - poruszyłem wiele tematów. Powiedziałem jej chyba wszystko. Wszystko płynęło z serca. Czuję się oczyszczony... mówiłem że m.in:

- Nie wyobrażam sobie znajomości z nią - jak kolega. Chciałbym żeby się określiła, co dalej.. że tak to być nie może. Że ciągle zależy mi na niej. Że czegoś takiego nie czułem do żadnej kobiety. Że mimo tego jaki jestem, to czas pokazał - że muszę o nią walczyć.
Dodałem również - że jak ma zamiar się mną bawić, czy ja koliduje w jej związku z "kolegą" to ma mi to powiedzieć - to zniknę. Z dnia na dzień, bo cała sytuacja jest dla mnie mega trudna, że nie śpie przez to, słabo jej bo ja... mam ją w głowie. Czuję wewnętrzną moc - żeby o nią walczyć. Wiem, że była szczęśliwa - a mi "odwaliło". Z perspektywy czasu wszystko jest już dla mnie jasne i wiem, że mógłbym z nią stworzyć szczęśliwy związek, a w perspektywie czasu - stworzyć rodzinę.
Ewa unikała odpowiedzi na to... powiedziała, że nie wie "jakby to miało wyglądać nasz powrót", że musi się zastanowić, że to nie takie proste, że potrzebuje czasu...


Kolejne spotkania - nic nowego nie przynosiły. Jak próbowałem ruszyć temat "nas", to odpowiadała - że ona wszystko wie, wszystko przyjęła do wiadomości ale.. nie wie co z tym zrobi.. że to nie jest prosta decyzja. Że mam ją nie cisnąć w tej kwestii, że mam jej normalnie dać myśleć.

Oczywiście - spotykam się z nią dalej. Średnio 2-3x w tygodniu - idziemy na jakiś spacer czy coś.
Próbuję się zbliżyć do niej - jakieś pocałunki, jednak tutaj mnie dystansuje. Niby odpycha, niby ten tego - ale... jak przychodzi do tego, że ją przytulę - pocałuje.. to nic nie mówi, tylko głową ucieka. Czuje tak - jakby robiła na siłę dystans. Przecież jakby czuła się nie komfortowo - to by powiedziała "słuchaj, nie rób czegoś takiego, nie próbuj mnie całować bo tak nie wypada bla bla bla".. Mimo tego, czuję, że sprawia jej to... przyjemność.
Ostatnio ją delikatnie masowałem w aucie, w kinie bez problemu dała się przytulić, utrzymywać jakiś kontakt fizyczny.

Teraz jest weekend świąteczny - wczoraj cały dzień ze mną spędziła, dziś go spędza z rodziną - a jutro.. pewnie jedzie do swojego "kolegi".

Podczas ostatniej rozmowy, Ewa przyznała mi że: "Rozmawiała ze swoim kolegą, że ja się odezwałem i że spotyka się ze mną czasem". Zapytałem oczywiście co z tej rozmowy wyniknęło, to odpowiedziała "Ze mój kolega stwierdził, że to jest jej decyzja, że to ona ma wybrać"..

Ewa wielokrotnie mi mówiła- że jestem w jej sercu, że nigdy nie będę dla niej obojętny.
Tu wszystko mi koliduje. Dlatego postanowiłem napisać na forum - taki temat.

W tej całej układance nic mi nie pasuje.
Dziewczyna mówi mi, że gdyby nie była "z nim", to od razu by do mnie wróciła ale teraz spędza czas z "kolegą" to.. nie wie jak to ma wyglądać wszystko. Tak jakby chciała mieć i zjeść słynne ciastko.
Byłem z nią 3 lata.. ona mnie zna.. wie, że mogę jej zapewnić wiele. Mam normalną rodzinę tylko.. w październiku.. przerosło mnie życie. Dopiero specjalista - terapeuta.. wyjaśnił mi wszystko. Ja jestem typem cżłowieka, który "trzyma" wszystko w sobie.
Ja jestem blisko jej.. mogę i chcę być zawsze koło niej. Większość spotkań - ja proponuje, dostosowuję się do niej, ponieważ forma mojej pracy - w obecnej firmie daje mi pełną dyspozycyjność smile
Kiedy pytałem jej prosto w oczy - czy jak "im" przeszkadzam, że koliduję w ich relację, a Ewa nie widzi sensu - to niech mi to powie teraz, a nie robiła nadziei - podczas kolejnych spotkań.
Jesteśmy ludźmi - mi wystarczą słowa: słuchaj - jest za późno, miałeś swój czas - daj nam spokój albo ok.. dajmy sobie trochę czasu i tyle..." . Zrozumiem WSZYSTKO. TO JA ZEPSUŁEM, to ja jestem winny. WIEM o tym. Wiem, że ją skrzywdziłem ale... na ten moment ja od 2 miesięcy z Ewą jestem "w kontakcie" , a od miesiąca znacznie bliższym....
Powiedziałem jej również, że nie mogę i nie wyobrażam sobie utrzymania innej relacji z nią niż podczas bycia razem. Nie mógłbym jej traktować jako "koleżanki", wiedząc, że ma kogoś gdzieś tam..

Nie wiem - ile czasu ona potrzebuje jeszcze? Boję się, że każdy dzień, każde spotkanie - powoduje, że ja się wkręcam coraz bardziej - a ona... po prostu mnie oleje.

Dlaczego ona nie była w stanie powiedzieć mi : Słuchaj, nic z tego nie będzie, miałeś szansę - nie wykorzystałeś jej ... NARA...


WIEM, że to ja ją skrzywdziłem, ale.. ja czuje... że to moja kobieta... z perspektywy czasu - było mi z nią bardzo dobrze..., jej ze mną też...

Codziennie rano wstaje - sprawdzam, czy nie wrzuciła na instagram/fb jakiś nowych zdjęć.. czy ktoś jej komentarzy nie pisze..
Z tego wszystkiego - boli mnie tak brzuch, że wylądowałem w szpitalu...


Podsumowując minęły prawie 3 tygodnie - od tego kiedy poinformowałem Ewę o moich zamiarach.
Nie mam pojęcia - ile mam czekać. Nie wiem jak z nią rozmawiać, nie wiem jaki ona ma cel w tym wszystkim...
Nie chce kolejny raz spotykać się z nią i rozmawiać "o nas"... ile można?
Ile ja mogę żyć w takiej nieświadomości? Niepewności? Strachu?

Przecież - jakby ona układała sobie życie z tym gościem, to... nie spotykałaby się ze mną, skoro wie - że ja atakuje, zbliżam się do niej.... i wie jakie mam zamiary..

Nie chcę być jej kolegą, nie chcę być jej po prostu "byłym", z którym może spędzić miło czas.

Albo wrócę do niej - albo.. urywamy kontakt ponownie. Za bardzo mnie to boli, za dużego kaca moralnego mam - wiedząc jaki błąd zrobiłem...

Ile mam czekać? Czemu ona nie potrafi się określić?
Jak mam podchodzić do niej teraz?
Ona mnie czasem zaczepia na FB, wysyła jakieś obrazki, zdjęcia...


Tak jak pisałem wyżej. Terapeuta mi dużo dał do myślenia. Zmienił we mnie "kąt widzenia" na kobiety, zauważyłem swoje błędy. Przyznałem jej się do tego...
Wiem, że każdy dzień powoduje, że ona zbliża się "do swojego kolegi" który mieszka 100km od niej, a ja oddalam się mimo, że dzielą nas... 2km...

Zrobiłbym wszystko - żeby ona odbudowała zaufanie we mnie....
W tym momencie, zmienia mi się życie - przechodzę na swoje, mógłbym teraz dać z siebie znacznie więcej - niż wcześniej. Swoje 4ry kąty, intymność.. coś czego brakowało, czegoś... co zabrakło wcześniej...
Czuje, że mimo tego wszystkiego - Ewa jest.. kobietą mojego życia... (miałem okazję w życiu poznać wiele kobiet, a Ewa jest moją drugą kobietą, z którą bylem w związku)..


Dziękuje za przeczytanie tekstu - napisanego przez "zdesperowanego" faceta, jednak był pisany w wielkich emocjach... Nie jest to dla mnie łatwe, więc przepraszam, za literówki, błędy lub składnie smile

PS: Po przeczytaniu wyglądam na zdesperowanego faceta - kurczę, z jednej strony tak - ale z drugiej strony - to ja zepsułem, to ja muszę naprawić, to ja chce żeby było tak jak dawniej, a nawet lepiej. TAK - to ja ją skrzywdziłem ALE.... czemu ona mi daje takie znaki?? To wszystko się sobie zaprzecza i.. niszczy mi głowę :(

PS2: W ostatnim tygodniu, widzialem sie z Ewa 5/7 dni. W weekend - pewnie byla u swojego kolegi - a dzis umowilismy sie na spacer. Nie wiem jak mam z nia rozmawiac. Czy grac na czas, udawac ze jest ok, czy cisnac ja, wywierac presje?
Nie wiem co mam robic..
To wszystko mnie boli... i mam ogromnego kaca moralnego - ze ja stracilem i boje sie ze nie odzyskam :(
Tylko - po co ona czas ze mna chce spedzac? :(

Odpowiedz


Sortuj:     Pokaż treść wszystkich wpisów w wątku