Forum dyskusyjne

Toksyczny związek

Autor: magda098   Data: 2018-03-18, 16:11:49               

Pierwszy raz wyrzucę wszystkie swoje uczucia ostatnich 6 lat. Nie mogłam nigdy otworzyć się z tym problemem przed nikim dlatego jestem tutaj. Jestem w związku od 6 lat. Z człowiekiem którego praca wiążę się niestety z wyjazdami, częstymi wyjazdami, bywaniem wśród różnych ludzi. Początkowo wszystko było wspaniale, a przynajmniej ja tak myślałam. Do czasu kiedy nie dowiedziałam się, że partner kilka razy spotkał się z byłą koleżanką, długo pisali aż w końcu się umówili i spotkali. Tak po prostu. On w związku ona w związku. Oboje zataili ten fakt. Ja zostałam okłamana cytując "wychodzę pobiegać". Dużo minęło czasu zanim sytuację sobie wyjaśniliśmy, ja wybaczyłam, zaufałam. Dwa lata temu oświadczył mi się. Ja o tym marzyłam zwłaszcza że wszystko wydawałoby się było okej. I nagle wszystko się posypało. Dosłownie. Mój narzeczony mając więcej pracy, coraz częściej wyjeżdżał, spędzaliśmy coraz mniej czasu razem (zaznaczam, że nie mieszkamy razem a dzieli nas 70 km). On zrobił się oschły, zimny, pokochał mieszkanie samemu, spędzanie czasu tylko dla siebie itd. Któregoś dnia mając bardzo złe przeczucia, sprawdziłam jego korespondencje i tą fcb i sms. Serce mi się chyba zatrzymało. Koleżanki, znajome widziane ten jeden raz, nieznajome poznane przez internet - wszystkie obsypywane rozmowami, zainteresowaniem, wszystkim czego mi brakowało w zwykłych rozmowach. Powiedziałam mu o tym. Po raz kolejny kilka tygodni o ile nie miesięcy naprawiania czegoś, przyznawanie się do błędów. Tylko, że takie sytuacje sa ciągle. Wyjazdy na drugi koniec Polski rozmowa ze mną a w tym samym czasie jak się później okazało umawianie się z koleżanką poznana przez internet na drinka w środku nocy. Kłamanie mnie, że idzie spać, że siedzi z kolegą itp. Kiedy wszystkiego się dowiedziałam oskarżenia w moją stronę że wpycham nos w nie swoje sprawy, kontroluje, nie ufam a on preciez nic zlego nie zrobił. Narzeczeństwo - po pieknych oświadczynach, nagle okazało się że dostałam je z litości bo przeciez o tym marzyłam ale ślubu nie bedzie. Bo on nie chce, bo nie chce byc za kogos odpowiedzialny, bo za bardzo kocha swoje samotne zycie, bo ktos w jego zyciu to tylko dodatkowy problem. Tyle usłyszałam. Przez te 2 ostatnie lata tak wmówił mi moją winę, że tak się własnie czułam. Przepraszałam za coś za co chyba nie powinnam, czułam się winna wszystkiemu, naprawiałam.. do dzisiaj, Bo chyba os we mnie pękło. Teraz on przebywa na zagranicznym kontrakcie 6 miesiecy. Róznica czasu, drugi koniec świata, rozmowy raz dziennie, maile moze dwa. Ja powtarzam ze kocham, tesknie, pytam jak sie ma a słysze, że to co mowie to narzekanie. Ze on nie bedzie mowil, pisal ze teskni, nie bedzie okazywal uczuc bo nie byłby wtedy soba. Slysze ze moze nie wroci, bo jemu tam jest dobrze, bo niczym i nikim sie nie musi przejmowac. To nie jest tak ze on nie kocha. Potrafi byc najspanialszym czlowiekiem na swiecie, zawsze kiedy potrzebowałam pomagal. Ale nie bez powodu pisze to na koncu, bylo tego zdecydowanie za malo. Czuje ze sie zatraciłam w tym wszystkim. Stracilam przyjaciol i nie dlatego ze z nich rezygnowalam dla niego. Wrecz przeciwnie. Dlatego ze oni nigdy nie rozumieli czemu chce tkwic w tak trudnym związku opartym na ciaglym czekaniu. Chcoiaz nigdy nie powiedzieli mi tego wprost, wiec woleli się odsunac. To wielki skrót wszystkiego. A ja nie umiem odejsc. Bo kocham, a ta miłość mnie powoli zabija od środka.

Odpowiedz


Sortuj:     Pokaż treść wszystkich wpisów w wątku