Forum dyskusyjne

Toksyczna matka i problemy w dorosłym życiu

Autor: freeman   Data: 2018-03-09, 21:18:29               

Witajcie. Chciałbym opisać moją historię w możliwym skrócie i prosić o poradę co zrobić. Jestem facetem i mam obecnie 27 lat. Przez całe moje życie miałem i mam do dzisiaj pewne problemy w kontaktach z ludźmi, nazwijmy to przebojowością i nie umiem wykazywać inicjatywy plus inne problemy. Praktycznie od urodzenia miałem bardzo słaby kontakt z ojcem. Wychowywała mnie matka z babcią. Całe życie mnie rozpieszczały i były dla mnie bardzo kochane i mnie wyręczały we wszystkim. Ojciec nie mieszkał z nami na stałe, przyjeżdżał tylko na święta i wpadał jakoś raz na tydzień. Całkiem dobrze go wspominam (zmarł, gdy miałem 16 lat), ale moja mama i babcia były zawsze przeciwko niemu. Ojciec często był nerwowy, bo one obie mu często suszyły o coś głowę i miały o nim ogólne mniemanie, że nic nie potrafi zrobić porządnie, bo był artystą (rzeźbił) i np. zamiast zrobić coś w domu to mama musiała dzwonić po fachowców. Mama i babcia zawsze stały po jednej stronie i w pewien sposób obrzydziły mi obraz ojca, mimo że mi samemu nic złego nie zrobił. Mama jest osobą, która dużo mówi i głośno, jest nerwowa, przejmuje się dosłownie byle czym i nie lubi, gdy coś nie jest po jej myśli. Poza tym zawsze mnie mega rozpieszczała i ogólnie mieliśmy bliską relację. Ja sam zawsze miałem problemy z rówieśnikami. Bardzo dobrze się uczyłem, ale poza tym zawsze byłem ten słabszy, stojący na uboczu, nie potrafiłem się nikomu przeciwstawić, gdy ktoś atakował to szedłem po pomoc do mamy/wychowawczyni. W sumie to nawet na spotkaniach rodzinnych było tak, że to mama się odzywała dużo ,a ja w ogóle. Nikt mnie w podstawówce prawie nie lubił, bo każdy konflikt załatwiałem przez te osoby. Dopiero w gimnazjum zacząłem nawiązywać normalne znajomości, ale i tak czułem się wyobcowany w grupie i nie potrafiłem czerpać radości z życia, zawsze spięty, bałem się zwrócić na siebie uwagę. Zacząłem interesować się psychologią i powoli pracować nad sobą. W międzyczasie zmarł mój ojciec. Po jego śmierci zacząłem się zastanawiać nad tym czemu moje życie jest takie jakie jest i zrozumiałem, że np. nie interesuję się sportem, motoryzacją, nie potrafię takich typowo męskich rzeczy jak np. używać elektronarzędzi czy łowić ryby, bo ojca nie było. Zacząłem go obwiniać o to wszystko. Chyba wtedy matka powiedziała mi, że miała 30 lat gdy mnie rodziła i nie chciała być starą panną więc wyszła za ojca z rozsądku i go nie kochała, bo chciała mieć dziecko. Wtedy jeszcze nie rozumiałem tego, jaka ona jest. Do pierwszej "poważnej" pracy poszedłem po studiach, bo dla mamy było najważniejsze, żebym się wykształcił, bo ona się nie wykształciła i wszystko za mnie robiła, bylebym tylko się uczył. Obecnie minęło trochę czasu i włożyłem dużo pracy nad swoimi słabościami i można powiedzieć, że jestem "normalnym" facetem. Udało mi się poznać moją obecną narzeczoną i przeprowadziłem się do niej jakieś 6 miesięcy temu i jesteśmy bardzo szczęśliwi, ale naszym jedynym problemem jest moja matka. Dopiero moja narzeczona sprawiła, że przejrzałem na oczy w końcu kim jest moja matka. Ona te różne zachowania przejawiała wcześniej, ale byłem zbyt ślepy. Bardzo kontrolowała moje życie, robiła to co chciała, powtarzała się sto razy na jakiś temat aż w końcu przytaknąłem, że dobra niech będzie, traktowała mnie jak dziecko cały czas np., w wieku 22 lat potrafiła za każdym wyjściem gdzieś pytać się czy mi ciepło bo jak tak to mam się odpiąć, nie dało się jej wyznaczyć granic na zasadzie albo jest tak jak ona chce albo w ogóle. Jakąkolwiek naukę samodzielności sam musiałem wywalczyć (np., musiałem prosić, żeby nie zmieniała mi szczoteczki do zębów). Owszem miałem kilka obowiązków, ale to były te, które ona chciała żebym miał. A za każdym razem jak się buntowałem (bo często się kłóciliśmy przez jej zachowania) to wzbudzała we mnie poczucie winy, że "ty taki jesteś", "jesteś podobny do ojca", "ja dla ciebie wszystko poświęciłam, a ty znowu się drzesz na mnie". Potem szybko ją przepraszałem i tak w kółko się działo, nie docierało do niej, że robi źle i że nie życzę sobie pewnych zachować bo mi po prostu wstyd. Moja narzeczona zaczęła mi zwracać uwagę na pewne jej zachowania i dała mi artykuły na temat toksycznych rodziców i po prostu wszystko nagle zrozumiałem, że to nie była wina ojca, że moje życie było niepowodzeniem wcześniej, tylko matki, bo było dla niej najważniejsze, żebym był przy niej, a nie był samodzielny w życiu. Do dzisiaj mam problemy z podejmowaniem samodzielnych decyzji. Po wyprowadzce (najpierw na 3 miesiące do przyjaciela, byleby od niej uciec) zaczęła się masakra. Najpierw gadała, że już jej nie kocham bo uciekam od niej, potem niby gadka, że ona tylko żartuje itp. Dodatkowo zacząłem chodzić do psychologa i on też mi bardzo pomógł. Obecnie moja matka gra wiecznie męczęnnicę, szuka, a wręcz wymyśla preteksty do tego by stwierdzić, że moja narzeczona i jej mama są przeciwko niej, że ja teraz też jestem. Mówi, że się zmieniłem, ma wiecznie głos jakby się miała rozpłakać. Odbyłem z nią kilka rozmów odnośnie jej zachowania i wprost powiedziałem, że robi to wszystko by wzbudzić moje poczucie winy. Nie potrafiła nic na to odpowiedzieć. Przestałem dziwić się ojcu, że nie mieszkał z nami, nikt z moją matką by nie wytrzymał. Żadne rozmowy nic nie pomagają. My z narzeczoną mamy dosyć udawania, że jest wszystko dobrze (gdy ktoś jest w pobliżu mnie to matka stara się zachowywać normalnie). Matka całe życie udawała wieczną męczennicę ("wszyscy przeciwko mnie", "miałam ciężko w życiu"). Ze źródeł wynika, że jest osobą toksyczną tzn. kontrolerem, wieczną ofiarą i trochę też narcyzem. Z jednej strony mam wrażenie, że odczuwa niechęć do mojej narzeczonej i mojej teściowej (która jest mega spoko), bo mam z nimi dobry kontakt, a z drugiej np. daje pieniądze na pierścionek zaręczynowy, na nasz remont, mówi , że dla nas by wszystko zrobiła. Chciałbym zapytać, co ja mam w takiej sytuacji zrobić. Zrozumiałem już, że muszę zawsze stać po stronie mojej narzeczonej co by się nie działo i że na 99% nie ma szans, by odmienić chociaż trochę moją matkę na lepsze. Chciałbym po prostu dowiedzieć się w jaki sposób sprawić, by ten nasz kontakt był w miarę normalny (pomijając metody typu uciekaj jak najdalej lub wypuszczanie drugim uchem tego co mówi). Chciałbym też wiedzieć jak mogę pomóc sobie - radzę sobie dobrze w życiu, ale nie potrafię czerpać z niego w pełni radości, bo mam wrażenie że całe moje wcześniejsze życie było kłamstwem i bardzo dużo okazji przepuściłem (np. podejścia do dziewczyn, pierwsze wychodzenia z kumplami), bo byłem nieśmiały przez żerowanie mojej matki na mojej sile. Nadal przejawiam brak zdecydowania i gdy ktoś mi nie powie krok po kroku co zrobić, to czuję często straszny opór, żeby coś zrobić. Wybaczcie długi wpis, to i tak wycinek, ale chciałem w końcu gdzieś o tym napisać i się poradzić. Proszę bardzo o odpowiedzi.

Odpowiedz


Sortuj:     Pokaż treść wszystkich wpisów w wątku