Forum dyskusyjne

Trudna sytuacja w domu i zaborczy rodzic. Pomóżcie

Autor: Kuracjuszka   Data: 2018-03-08, 22:10:41               

Mam 28 lat. Cztery lata temu wróciłam po studiach do domu, bo mam niepełnosprawną siostrę i rodziców, którzy też podupadają na zdrowiu. Nie mam pracy, bo nie mogę żadnej podjąć, bo jak rodzice jadą do lekarza, to ktoś musi zostać z siostrą, a że jeżdżą często, to żadna praca nie wchodzi w grę.
Bardzo to się odbija na moim samopoczuciu, wierze w siebie, patrzeniu na przyszłość itp. Zauważam, że brakuje mi już na wszystko cierpliwości, robię się zgorzkniała i czuję, że życie mi ucieka przez palce, czuję się bardzo samotna, chciałabym ułożyć sobie z kimś życie, a nie mam nawet jak kogoś poznać, bo moje życie to dom na prowincji. Ludzi w moim wieku tu praktycznie nie ma, bo albo zostali po studiach w dużych miastach, albo wyjechali gdzieś za pracą. Gdyby nie to, że mam przyjaciółkę ze studiów, z którą raz w tygodniu rozmawiam przez telefon, jedynymi ludźmi z jakimi mam kontakt byliby rodzice i siostra.
Nie pracuję, więc nie mam pieniędzy. Jak idę na zakupy, to kupuję to, co jest potrzebne wszystkim. Ostatnio moja mama zauważyła, że nie mówiąc jej kupiłam takie mokre chusteczki do ścierania kurzu i powiedziała, że nie jest informowana o wszystkich zakupach, jakie robię. Chusteczki to bardzo wielki problem, bo moja mama uważa, że są beznadziejne i rozleniwiają ludzi, bo trzeba dokładnie sprzątać, a nie wyręczać się jakimiś wymysłami. Dodatkowo bardzo denerwują ją wszelkie zapachy. Wiem, że czasem od zbyt intensywnych boli ją głowa. Chusteczki mają zły zapach, ja jak użyję perfum, to też prawie zawsze komentarz, że za wcześnie na perfumy i ten zapach przeszkadza, albo za późno i ten zapach przeszkadza, albo w ogóle ten zapach jest zły. Zmywacza i lakieru do paznokci używam tylko w łazience, a i tak praktycznie zawsze usłyszę komentarz, że znowu śmierdzi tym świństwem. Ja wiem, że to śmierdzi chemią, ale nie robię tego codziennie, a jak już robię, to uciekam do łazienki, bo już odpowiedniejszego miejsca do tego w domu nie ma. Naczynia też źle myję, bo używam za dużo płynu, a płynu trzeba używać bardzo mało, albo nawet w ogóle, tylko trzeba porządnie myć. Za dużo też używam ręczników papierowych w kuchni. Wiadomo, że nigdy nic nie zrobię tak dobrze i dokładnie jak ona (szczególnie jeśli chodzi o sprzątnie), a na mój argument, że przez tyle lat na studiach dbałam o siebie sama, sama sprzątałam itp., odpowiada, że to żaden argument, bo miałam tam do ogarnięcia tylko swój pokój, a nie całe mieszkanie. Jak chce mi coś zreferować albo opowiedzieć, to muszę utrzymywać kontakt wzrokowy i odłożyć na bok komputer, książkę, czy cokolwiek mam, bo ją to denerwuję jak gdzieś zerkam, czuje się wtedy olewana. Rozumiem to, ale ja czuję się wtedy jak na uwięzi. Już nie mówiąc o tym, że prawie codziennie słyszę jak to studia mnie zmieniły na gorsze, bo wyrażam swoje zdanie na każdy temat i krytykuję to, co mi się nie podoba. Nie widzę nic złego w tym, że w swoim rodzinnym domu, wśród rodziców, skomentuję jakąś sprawę, o której mówią w tv, albo nazwę wieśniakiem i zwyrodnialcem kolesia, który skatował psa. No co, mam powiedzieć, że dobry z niego chłopak? Nie chodzę i nie bluzgam na ludzi, nikogo na ulicy nie wyzywam, paniom przy kasie w Biedronce zawsze mówię: "dzień dobry", "dziękuję" i "do widzenia" i nawet się do nich uśmiecham, bo po prostu taka jestem, nie robię tego sztucznie ani na pokaz. No, ale jak mówię to mojej mamie, albo podaję jej jakiś przykład sytuacji, kiedy komuś pomogłam, albo stanęłam w czyjejś obronie, to słyszę, że się wybielam i zasłaniam kilkoma dobrymi sytuacjami wszystkie złe, które robię. I tak w kółko. Ostatnio też dostałam kazanie za to, że powiedziałam, że się boję, że mam tutaj mniejsze szanse (żeby nie powiedzieć, że zerowe) na ułożenie sobie życia, bo tu nikt nie przyjedzie, wszyscy stąd uciekają. To moja mama wtedy mówi, że mogę kogoś poznać i w Biedronce. Wiadomo, że teoretycznie mogę, ale realistycznie na to wszystko patrząc, to średnio to wszystko wygląda. Na to z kolei słyszę, że za mało ufam Bogu itp. No, pewnie za mało. Na dobrą sprawę, to nie wiem, czy w niego wierzę. Ale słyszę dość często, że może to właśnie przez moje herezje i mój jad tak się od nas nieszczęścia i kłopoty nie chcą odczepić. W każdym razie wszystko sprowadza się do tego, że jestem zapiekła, podła, zionę jadem, plotę herezje, gardzę ludźmi i ciągle się usprawiedliwiam. Ciągle czuję się niedoskonała, żeby nie powiedzieć, że po prostu zła i widzę jak to się przekłada na moje relacje z ludźmi, a szczególnie z mężczyznami. Ciągle mi się wydaje, że choćbym sama, bez niczyjej pomocy, poleciała na Marsa i z powrotem, to zawsze będę gorsza od wszystkich innych. Dla każdego. Ja wiem, że moja mama nie chce źle, ale dobrze mi tym wszystkim też nie robi, a nawet wręcz przeciwnie. Jest dobrym człowiekiem, poświeciła swoje życie opiece nad siostrą. Często powtarza, że świat studiów zabrał mi dużo, że się o tym jeszcze przekonam, że nie jest dumna z tego, że skończyłam dwa kierunki studiów, że jej to przeszkadza. Nie wiem, co robić. Jest nam bardzo ciężko, podejrzewam, że wszyscy mamy zespół wypalenia opiekuna, ale oddanie mojej siostry do jakiegokolwiek ośrodka nie wchodzi w grę. Mam wrażenie, że moja mama jest wobec mnie bardzo wymagająca. Nie pamiętam kiedy powiedziała, że mam w czymś rację, o ile w ogóle to kiedyś powiedziała. Nie pamiętam kiedy powiedziała mi coś dobrego. Bardzo potrzebuję dobrego słowa. Czuję się nikim, chęci do życia maleją mi z każdym dniem. Nic mi się nie chce i nic mnie nie cieszy. Mam wrażenie, że nic mi się nie należy, że moim przeznaczeniem jest nieszczęście i cierpienie, że nie mogę mieć lepiej niż rodzice. Nie mogę w nocy spać, mam gonitwę myśli, często nie mogę powstrzymać płaczu, żal mi samej siebie i nie wiem jak sobie pomóc.
Czy to moja wina, że psychicznie nie mam już na to siły?
Nie umiem już niczego obiektywnie ocenić. Boję się, że się jej czepiam, ale ciężko mi z tym, że nie mogę sama decydować o tym, żeby ściąć włosy, a ubiór w jakiejś publiczne miejsca muszę ustalać. Nie czuję się dorosła. Jest mi bardzo z tym źle.
Poradźcie, co robić. Mam 28 lat, a czuję się, jakbym miała co najmniej 100.

Odpowiedz


Sortuj:     Pokaż treść wszystkich wpisów w wątku