Forum dyskusyjne

Problem z samooceną

Autor: Liilla   Data: 2018-02-01, 21:42:33               

Witam,

Założyłam konto na tym portalu aby anonimowo opisać swoją sytuację i uzyskać jakieś porady...

Mam dwadzieścia lat, studiuję, pracuję, udzielam się w różnych przedsięwzięciach, mam kochającą rodzinę i znajomych- myślę, że moje życie jest naprawdę udane. W teorii naprawdę nie mam na co narzekać i sama się sobie dziwię, że "doszukuję się problemów", a właściwie jednego- mam bardzo niską samoocenę, co powoduje, że nie potrafię cieszyć się życiem, ale od początku...

Już w dzieciństwie uważałam się za brzydką, przeciętną, nie chciałam oglądać swoich zdjęć. Koleżanki tylko mnie w tym przekonaniu utwierdzały- mówiły, że mam duże policzki, śmiały się z moich włosów i ubioru, a także tego co mówiłam. Dopiero jakiś czas temu (po rozmowie z dawną "koleżanką") zdałam sobie sprawę z tego, że było to spowodowane zazdrością- byłam bardzo zadbanym dzieckiem, nosiłam ładne (markowe) ciuchy, mama plotła mi codziennie ciekawe fryzury...wystarczyło.

W gimnazjum nie było lepiej, wciąż to samo towarzystwo (mała klasa, wiejska szkoła), w którym jako jedyna z nielicznych nie piłam, nie imprezowałam, nie przeklinałam- innymi słowy odstawałam. Początkowo 'zaprzyjaźniłam' się z kilkoma dziewczynami, ale po kłótni (nie będę wdawać się w szczegóły, powiem jedynie, że kosztowało mnie to wiele zdrowia i zaowocowało depresją) nasz kontakt się całkowicie urwał, a "koleżanki" stwierdziły, że jestem nikim i bez nich i tak nic nie osiągnę. Zostałam klasową "outsiderką"... Postanowiłam udowodnić im, że się mylą- wzięłam się poważnie za naukę, zdałam najlepiej testy gimnazjalne i dostałam się do jednej z najlepszych szkół średnich w dużym mieście.

W liceum poznałam wiele wspaniałych osób o zupełnie innych priorytetach niż moi dawni znajomi. Otworzyłam się na ludzi, zaczęłam z nimi rozmawiać i po raz pierwszy zauważyłam swój problem- zupełnie się nie doceniałam. Niestety trafiłam na jedną nauczycielkę, która bardzo mnie stresowała i dołowała. Wmawiała mi, że nic nie umiem, do niczego się nie nadaję, że powinnam zmienić szkołę, że tak będzie lepiej... Dla mnie, dla której nauka była jedyną rzeczą w której byłam dobra, była to prawdziwa porażka. Ciągle uczyłam się tego przedmiotu, nie miałam prawie wcale życia prywatnego- tylko nauka, nauka, nauka, z której nic nie przychodziło. Gdy przychodziłam na test okazywało się, że cała wiedza "wylatuje mi z głowy". Załamałam się, straciłam chęć do życia, byłam w fatalnym stanie psychicznym, w końcu trafiłam do szkolnej psycholog. Jakimś cudem zdałam przedmiot (matura była przy tym "pryszczem") i ukończyłam liceum.

Na studiach wszystko się zmieniło. Jestem jedną z najlepszych studentek, otrzymuję stypendium, mam wielu znajomych i ciekawe hobby, ale...no właśnie- wciąż jest ale... nie doceniam się. Gdy napiszę jakiś egzamin to czuję, że go nie zdałam- nawet gdy napiszę na 5 myślę, że poszło mi fatalnie. Posiadam irracjonalne przekonanie, że ludzie kolegują się ze mną dla notatek/korzyści- chociaż wiem, że nie jest to prawda to nie wiem jak mogliby lubić taką osobę jak ja. Nie potrafię spojrzeć na siebie obiektywnie- mam wrażenie, że jestem brzydka, a każda koleżanka jest ode mnie ładniejsza. Często (choć nie zawsze) gdy ładnie się ubiorę i ktoś się na mnie spojrzy mam wrażenie, że coś w mojej kreacji jest nie tak. Widzę wiele mankamentów w swoim wyglądzie- od wzrostu, przez twarz po włosy. Mam wrażenie, że jestem bezwartościowa. Czasem nie wiem co robię na studiach i nie mam pojęcia co będę robiła później. Pomimo tego, że wybrałam kierunek, który lubię i ma perspektywy, mam wrażenie, że jest on bezwartościowy, a znajomi studiują "poważniejsze rzeczy", które zapewnią im pracę. Na siłę też próbuję się przypodobać ludziom, dużo mówię o sobie i nie znoszę krytyki (chcę być "najlepsza"), obwiniam się za wszystko... i... nie wiem co mam z tym zrobić... a najlepsze jest to, że raczej nikt się tego nie domyśla. Przez ostatnie lata wytworzył się we mnie jakiś dziwny mechanizm, który powoduje, że przeżywam wszystko w środku, ale na zewnątrz tego nie widać. Myślę, że naprawdę trudno jest dostrzec po mnie niskiej samooceny (jedynie bliscy znajomi mogą to zauważyć)- jestem osobą otwartą, mam dużo znajomych, dobrze się uczę, mam ciekawe hobby, chodzę z "wysoko uniesioną głową", a na krytykę reaguję śmiechem...Tyle, że to nie zmienia tego, jak się czuję...

Przepraszam, że tak dużo napisałam, ale musiałam to w końcu z siebie wyrzucić... Będę bardzo wdzięczna za jakieś rady, komentarze.

Odpowiedz


Sortuj:     Pokaż treść wszystkich wpisów w wątku