Forum dyskusyjne

Czy to na pewno nerwica?

Autor: vfs124   Data: 2017-11-14, 00:45:12               

Dzień dobry, mam 20 lat, jestem studentem. Aby zrozumieć moją historię muszę napisać w kilka zdań o moim charakterze i osobie, gdyż być może dzięki temu ktoś z Was znajdzie jakiś element przyczynowo- skutkowy moich problemów w moim życiu. Dodam tylko, że moja doktor rodzinna stwierdziła u mnie nerwicę lękową, lęk społeczny i agarofobię, a wszystkie badania typu tarczyca, morfologia, jonogram zawsze miałem prawidłowe. Mam zaplanowaną wizytę u psychiatry i planuję zapisać się na terapię psychoterapeutyczną.

Moja historia dzieciństwa jest krótka, zawsze byłem osobą nieśmiałą i wycofaną w grupie jednak potrafiłem znaleźć sobie jakichś kolegów. W podstawówce miałem lekkie problemy z nauką i było to dla mnie stresujące, moja mama była lekko nadopiekuńcza i często krzykiem i siłą zmuszała mnie do nauki. W gimnazjum byłem osobą bojącą się wygłaszania przemówień publicznych, powodowało to u mnie podwyższony stres. Trwało to sobie tak do wiosny w 2 liceum kiedy miałem
17 lat.

Zaczęło się od narastającej sztywności karku z tygodnia na tydzień. Musiałem zginać głowę i prostować i kręcić na boki, żeby zmniejszyć napięcie mięśni szyi. Było to dość uciążliwe, gdyż bałem się reakcji innych ludzi- że pomyślą, że mam jakąś chorobę psychiczną, tiki nerwowe itd. Starałem się to oczywiście ograniczać w miejscach publicznych takich jak szkoła, czy kościół, bałem się, że ludzie pomyślą, że jestem nienormalny, powodowało to zwiększony stres. Pewnej niedzieli, w środku mszy dostałem ataku paniki-czułem się jakbym miał się przewrócić, brakowało powietrza, ale udało się wytrwać do końca mszy. Po wyjściu z kościoła powiedziałem o wszystkim mamie, tak naprawdę nie potrafiłem tego dokładnie wytłumaczyć, było to dla mnie nowe i dziwne. Szybko o tym zapomniałem. Jednak w następnym tygodniu w szkole zacząłem odczuwać podobny lęk, jakbym miał odlecieć, przewrócić się- ten stres powodował typowe objawy-zwiększona akcja serca, czułem jak się we mnie gotuje, pociłem się. Z tego powodu starałem się zajmować ostatnie miejsca w ławce, gdyż to ograniczało częściowo stres przed tym stanem i że zobaczą mnie w tym stanie moi znajomi. Jednak z tygodnia na tydzień lęk się zwiększał, kiedy byłem zmuszony siedzieć w pierwszej ławce, kiedy byłem daleko od okna i było duszno- znów pojawiały się te same objawy, jakbym miał się zapaść, odlecieć, brak tchu i walenie serca. Najgorsze jednak były apele i miejsca zamknięte z dużą ilością ludzi-kościół itp. Ten mój stan powodował, że zacząłem siebie uważać za innego człowieka niż inni, takie wyalienowanie. W 3 liceum rozpoczęły się przygotowania do matury. Z nauką nie miałem problemu, to czego nie udało mi się nauczyć w szkole-głównie z powodu napadów strachu i lęku, douczyłem się w domu. Wiadomo, że poziom stresu był wysoki w związku z przygotowaniami, ale ten stres... w 90 % spowodowany był tym, że dostanę ataku lęku w trakcie i nie zdam przez to matury, a nie z powodu strachu, że mam za mało wiedzy i przez jej brak nie zdam- przeciwnie, byłem bardzo do niej dobrze przygotowany, matury rozszerzone zdałem na około 90% (w trakcie matur jednak poziom stresu z powodu lęku był wysoki, na szczęście to przetrwałem, siedziałem blisko okna, dzięki czemu miałem świeże powietrze i jakoś dałem radę przetrwać i się wystarczająco skoncentrować). Po dostaniu się na studia nastąpiła zmiana otoczenia, nowi znajomi, nowe wyzwania w dużym mieście no i... wykłady. To było i jest straszne przeżycie. Od 1 wykładu po dzisiejszy odczuwam stan zwiększonego napięcia, stresu, lęku, momentami odrealnienie, strach, że coś mi się stanie, że inni ludzie mnie w tym stanie zobaczą i ocenią. Objawy nasilały się z roku na rok. Na wykładach i seminariach odczuwałem zwiększone napięcie mięśni nóg, moje ręce napinały się w nienaturalny sposób, brak tchu, zwiększone NAPIĘCIE MIĘŚNI KARKU. To jest teraz już taka prawidłowość, im bliżej stresującej sytuacji, to kark strasznie się spina, nie mogę nim zbytnio ruszać bo wydaje mi się jakby mi miała głowa odpaść. Dotarłem do 3 roku studiów, na którym jestem aktualnie, objawy się nie zmieniły, ba, nawet się zwiększyły. Podczas takich prozaicznych czynności jak przejście przez pasy, kiedy na uczelni mam zapisać coś na tablicy(czyli wtedy kiedy skierowany jest na mnie wzrok większej ilości osób)-nogi robią się z waty, nie mam pewności, że utrzymam równowagę i się przewrócę-to jest straszne. Na szczęście nie mam oporów takich, żeby wyjść z domu, jechać autobusem, czy tramwajem. Nie mam problemów by umówić się ze znajomymi(tzn. jest mały problem, ale o tym zaraz), pójść na siłownię. Jak na początku historii pisałem- zawsze miałem trudności w nawiązywaniu znajomości, czułem się zagubiony i przestraszony, i to od przedszkola, aż do teraz. Ale kiedy znałem osoby lub grupę dłużej zwiększałem swoją pewność siebie, i miałem naprawdę znajomych, którzy mnie lubili i lubiłem z nimi przebywać, uważali mnie i nadal uznają za osobę z poczuciem humoru i pozytywną. Jestem zapraszany na imprezy grupowe itd. Jednak te WSZYSTKIE sytuacje lękowe wcześniej opisane, spowodowały u mnie takie spięcie, że sama czynność mówienia mnie męczy-doznaję uczucia gorąca w gardle, i czuję, że muszę nabierać dużo powietrza, żeby móc dalej mówić, a kiedy mówię dłuższą chwilę głośno np. w klubie, głos mi się zdziera i nie mogę mówić(ale to nie jest astma, gdyż szybki marsz czy bieg nie powoduje u mnie zadyszki). Jest to stresujące i uciążliwe, gdyż nie mogę w spokoju wykonać tak prozaicznej czynności jaką jest mówienie. Spinam się i tak to się zaczyna. Boję się jechać samochodem, gdyż boję się, że zemdleję, boję się stać w korku.

To będzie koniec mojej historii, która mimo, że jest długa, nie pokazuje wszystkich aspektów moich doświadczeń lękowych, ale obrazuje mniej więcej na czym ów lęk na mojej osobie polega. Chciałbym podziękować za przeczytanie i bardzo bym chciał się od Was dowiedzieć co o tym myślicie i wiecie jak z tego wyjść? Pozdrawiam

Odpowiedz


Sortuj:     Pokaż treść wszystkich wpisów w wątku