Forum dyskusyjne

RE: Słówko do Adama Celebryty....Iga112...........

Autor: sams2   Data: 2017-11-26, 08:37:15               

ref Felka

a w międzyczasie legnie w gruzach to co już jest (i może nie jest najgorsze).

Ja znów uważam, że to co ma lec legnie, prędzej czy później a głupie infantylne działanie tylko to przyspieszy i pogorszy. Jak sie jest w terapii i po nie robi się nic. Ja w ogóle nie postanawiam ale się samo dzieje. I nie piszę w tym wątku "rad dla żony", bo to znaczenia nie ma. Piszę o rozwoju własnym, co jest zawsze ważne, najważniejsze.To małżeństwo jest odbiciem niedorozwoju partnerów. Nie chodzi mi o działanie (co trzeba zrobić ze "złym" mężem) ale o rozwój wewnętrzny (czego uczy mnie ta sytuacja, jakie historie z przeszłości odtwarzam). Ja nie wierzę, jak ktoś pisze, że związek fajny tylko partner marzy o trójkącie i to psuje. Jeśli wymusza trójkąt a partnerka dostaje takiej histerii na jego fantazje że biegnie do kogoś obsadzonego w roli zbawcy/opłaconego kochanka/mędrca -to jest to symptom głębszego i długiego problemu. Zawsze wszystko trzeba odnieść do siebie. Pomysł, żeby zrezygnować z siebie, ze swoich marzeń i potrzeb dla pozorów związku (nie dla faktycznego związku) jest kuriozalny. To takie samo-uspokojenie: będę grzeczna to mnie nie zostawi. To się rozpadnie bardzo szybko, tak czy inaczej. Bo zostawi jeśli będzie chciał, zwłaszcza partnerkę, która nie potrafi uszanować intymnych fantazji, z której zdaniem sie kompletnie facet nie liczy,już ją dawno w myślach wymienił na nowszy model i trzyma jako kuchte i matkę swych dzieci.

Inaczej: "naprawa złego faceta" (jak wytresować smoka?) sensu żadnego nie ma. Naprawa siebie- tak.


kochając siebie można się na ludziach nie wieszać, sami za tobą pójdą, owszem.

Problem w tym, że to czy pójdą czy nie przestaje mieć wtedy znaczenie. Są - ta fajnie, czeszę się tym. Nie ma- nie smuci mnie to. Ja nie piszę o ego, o popularności, o "posiadaniu faceta" (ten problem to Idze sen z powiek spędza, co będzie jak ludzie/dzieci się dowiedzą że facet ją zostawił i będzie "rozwódka" albo "samotna matka").


Więc nie mówcie jej że za rogiem stoi i czeka "należyty" nowy facet...

Ja nic takiego nie mówię. Bo kwestia faceta jest poboczna. Nowy czy stary- z takim napięciem i niepewnością nie da się w żadnym związku żyć. Najważniejsze to przepracować swój własny kawałek: to czemu ruch odśrodkowy partnera budzi aż takie emocje. Swiat jest nauczycielem, pokazuje nad czym trzeba sie pochylić by żyć szczęściem.

Odpowiedz


Sortuj:     Pokaż treść wszystkich wpisów w wątku