Forum dyskusyjne

RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

Autor: Adamos325   Data: 2017-11-15, 11:19:56               

Czytam, czytam troche Wasze opowiesci, rozne punkty widzenia, dzielenie, tak Fatum ;) - i sie nad tym wszystkim zastanawiam, choc nic nie pisze na razie - ktora droga dla Igi byla by najlepsza? - jak to rozwiazac? - "zeby wilk byl syty i owca cała" ;) - sytuacja jest troche skomplikowana... Iga chcialby cos zmienic, zeby bylo lepiej, zeby byla bardziej rozumiana - tylko jeszcze nie wie do konca co..., jak przekazac to mezowi, zeby bylo lepiej, dobrze i jej i jemu. Widac, ze Idze zalezy na zwiazku - a przez to tez jej maz moze troche wykorzystywac sytuacje, bo... ją zna, jej emocje. Zresztą, pewnie on tez chce byc soba, realizowac siebie - ze swoimi pomyslami - i tu nastepuje konflikt, tez troche wartosci i osobowosci, tak mysle.
Co do terapii, to uwazam, ze zawsze mozna sprobowac... - do odwaznych swiat nalezy, ja tak myslalem, jak szedlem na swoja, choc wiekszosc mnie nie rozumiala, ale ja i tak wiedzialem o co mi chodzi ;) - z czasam sie przekonali, i teraz nawet o tym nie wspominaja. Zawsze tez mozna sie wycofac... - w trakcie tez, jesli nie bedzie cos nam odpowiadalo, nie bedzie nam sluzylo, bedzie jeszcze trudniej - terapeuta nie taki. Choc tez uwazam, ze najtrudniej jest na poczatku, otwarzyc sie, to trudne, bolesne, trzeba to przezyc, zrozumiec siebie i swoje zycie - jakby sie otworzyc i nawet troche upokorzyc przed innym, drugim czlowiekiem, to tak nie wiem, moze 3-5 spotkan - ale potem cos zaskakuje i zmienia sie nasze podejscie... - potem coraz lepiej rozumiemy siebie i swojeoczekiwania. Choc... tu tez jest troche inaczej, bo tu sa 2 osoby, terapia dla zwiazkow, wzajemne oddzialywanie - takiej nie przechodzilem, wiec za duzo nie moge powiedziec... Mysle, ze najlepiej jakby uczestniczyli obydwojga partnerzy, poznali siebie glebiej - choc w tym przypadku jak Iga pisze, jest chyba niemozliwe. Maz czuje sie na swoim miejscu

Jak na razie, najbardziej odpowiadaly mi chyba przemyslenia i porownania Feelki - choc tez moze nie wszystkie? - w ostatnim poscie Fatum ma troche racje :) Jak za duzo piszemy, mowimy, to juz sie troche zapedzamy, Feelka - refleksje nas pomalu opuszczaja ;), powstaja emocje. Ale np. to - mądre:

"Zmiana polega chyba na tym - na poczuciu że to JA mogę dawać tę miłość, (jak pierogi z Magdallenowej miski ) i mi nie ubędzie od tego dawania. Ja która daję... - jestem potrzebna, ważna; WAŻNEJ się nie zostawia; i ważna NIE BOI się zostawienia.
Terapia winna by dać (każdemu z nas?) poczucie: oto mam zawsze przy sobie pełną michę.
(A za zapachem tych pierogów ogonek głodnych..., z panem mężem na czele ;))
No chyba że jemu pachnie bardziej przygoda i ekscytacja niż miłość. Ale ja nie wiem czy to możliwe.)

A ta micha - to nic innego jak micha miłości własnej :)
Kto ją umie napełniać (stoliczku nakryj się) głodny chodził nie będzie bo sam zje najpierw, ot jak to kucharka.. ;); nie boi się też że rozda i jemu samemu zabraknie, szczodry jest. A ludzie szczodrych lubią, do szczodrych się garną"

I jeszcze tamte Twoje mysli Feelka :)

Pozdrawiam wszystkich dyskutantów!


Odpowiedz


Sortuj:     Pokaż treść wszystkich wpisów w wątku