Forum dyskusyjne

RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

Autor: sams2   Data: 2017-11-15, 10:17:41               

Kilka skojarzeń co do Igi

"Chciał pójść teraz na podyplomowe studia, to poszedł nie pytając mnie o zdanie. Kilka lat wstecz ja zrobiłam to samo. Chodźimy swoimi ścieżkami."

I to jest związek, gdy nie ustala się wspólnie takich ważnych spraw? Kogo oszukujesz jak tak mówisz? Do kogo to mówisz, do jakiej swoje części?


"Ja tak chcę, bo uważam to za słuszne, bo chcę mieć rodzinę w całości, bo kocham męża"

Nie. To co powoduje że idzie się po pomoc to to,że twojej istocie, duszy jest źle. To nie musi być uświadomione. W trakcie terapii zresztą cel i powód zmieniają się.


"Ale czy jest kat, gdy nie ma ofiary? W żadnej kwestii ja się nie podporządkowałam. Oczywiście że ranią słowa i pewno o to chodzi, żeby sprawić mi przykrość. Czy to wystarczy żeby być ofiarą?"

Ofiary przemocy i agresji często nie czują, że są ofiarami. Bite kobiety twierdzą że się opierają, że nic sie nie dzieje, że to tylko taki wyskok etc.Ale jak ktoś się upiera, że chce być ze strachu z kimś kto intencjonalnie rani to już jest pozycja ofiary, przykro mi, bez względu jak ty to sobie nazwiesz.


"Poszłam na tą wizytę z chęci ratowania związku a nie ze swoimi lękami czy czymś innym."

Nie. Poszłaś bo chcesz naprawiać męża. Poszłaś dla niego nie dla siebie, jak słusznie pisze Basti. Dla niego się poświęcasz. Poświęcasz się dla swojego "dobrego imienia"- zrobiłam wszystko żeby go zatrzymać, nawet poszłam na terapię żeby sie obwiniać.

To są przykłady racjonalizacji, o których pisałam z Felką.

I dalej:
"ostatnio ma dziwne preferencje seksualne, które trafiają w moją godność, moją wartość i zachwiały moim poczuciem bezpieczeństwa."

Jeśli chodzi o seks to nie jest to sfera godności, wartości, uzgadniania, bycia razem etc ale szaleństwa, wyjścia poza ludzkie opowieści. Seks jest drogą do Tam. Skoro ty twierdzisz że u ciebie wszystko z rozumu to może po prostu jemu brakuje szaleństwa i próbuje je wymusić. Co do preferencji seksualnych to też jest nieświadome i nie podlega dyskusji. Twój mąż ma prawo mieć swoje preferencje które nie podlegają ocenie etycznej ani dyskusji. Jeśli tak chce, to tak chce. Chyba, że te preferencje są udawane, są częścią gry jaka jest podjęta, częścią wykorzystania twojego lęku do upokarzania ciebie. Ale każdy ma swoje preferencje, perwersje i ma do nich pełne prawo jako człowiek.


I jeszcze o terapii:
"Ale czy to w ogóle możliwe, że na terapii można wyłączyć człowiekowi emocje? Wydaje mi się to niemożliwe."

Wyłączają emocje nieuświadomione mechanizmy obronne przy traumie. Ale na terapii nie można zrobić niczego, można tylko poddać się procesowi. Nic nie jest wyborem, ani deklaracją, ani postanowieniem. To nie ten poziom pracy. Zmiana nie jest kwestią świadomości, świadomie to tylko na sesje można chodzić. Nie jest też tak, że terapia jest jakąś drogą do wiecznego szczęścia jak tu pisze Marconi. Są terapie i to chyba sporo, które kończą się brakiem zmiany, konfliktem, rozgoryczeniem, porażką. Ty uważasz terapeutę za agenta, za tego kto coś ci zrobi, pozbawi ciebie tego co teraz określasz "ja". On nic nie może ci zrobić, może tylko słuchać i zadawać pytania. Wcale nie jest łatwo przekroczyć swoją osobowość. A ty się już martwisz co będzie jak ci się zmieni i mąż cie opuści :). Nie ma się o co martwić, to tylko marnujące energię zbędne gry umysłu.

Odpowiedz


Sortuj:     Pokaż treść wszystkich wpisów w wątku