Forum dyskusyjne

Sortuj:     Pokaż same tytuły wpisów w wątku
  • Czy terapia w moim przypadku ma sens?

    Autor: Iga112   Data: 2017-11-13, 18:08:48               Odpowiedz

    Witajcie
    Postanowiłam założyć nowy wątek, żeby nie zaśmiecać innych swoimi przemyśleniami.
    Byłam dziś u terapeuty. Czego się dowiedziałam? Powiedział, że moje reakcje są jak najbardziej normalne. Są typową reakcją na zachowania mojego męża. Jak zwykle chciałam wziąć winę na siebie i prawie w to uwierzyłam. Ale też zawsze wiedziałam, że mąż jest trochę przemocowcem i wymusza na mnie to, co chce uzyskać.
    Znacie mnie wszyscy i wiecie trochę o moim życiu. Mieliście też okazję trochę poznać mojego męża. Erotyczne propozycje jakie miał dla mnie mój mąż musiały zostawić ślady. Terapeuta ładnie porównał to do wbijania gwoździ. Gwoździe można wyjąć ale dziury zostaną.
    Pytanie jest takie, czy potrzebna mi terapia, która bardziej potrzebna by była mojemu mężowi. Mąż nie pójdzie, bo myśli o sobie, że wszystko z nim w porządku.
    Co ja mogę zyskać a co stracić. Terapeuta chce zarobić więc zawsze będzie mnie namawiał. Powiedział, że można wzmocnić poczucie własnej wartości. Boję się, że przez te sesje podejmę np. decyzję o rozstaniu, a tego nie chcę.
    Co Wy o tym myślicie?



    • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

      Autor: Bastiaa   Data: 2017-11-13, 19:49:34               Odpowiedz

      Czy Ty poszlas na terapie, zeby postraszyc meza, ze jak bedziesz silniejsza to go zostawisz?



      • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

        Autor: Iga112   Data: 2017-11-13, 19:59:08               Odpowiedz

        Mąż nie wie, że poszłam. Wydawało mi się, że jest coś ze mną nie tak - napady płaczu, zazdrość. Terapeuta mówi, że to normalne reakcje po tym, co mąż do mnie mówi i jak się zachowuje.



        • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

          Autor: Bastiaa   Data: 2017-11-13, 20:07:36               Odpowiedz

          ale ja dalej nie zrozumialam, dlaczego Tobie potrzebna jest terapia? Co Tobie w zyciu przeszkadza?



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: Iga112   Data: 2017-11-13, 20:20:18               Odpowiedz

            Poszłam na pierwszą wizytę (konsultacyjną). Czy zacznę terapię? Nie wiem. Zastanawiam się. Chciałam żeby ktoś (psycholog) przyjrzał się z boku mojemu małżeństwu. Mieliśmy kryzys. Mój mąż mówi, że z mojego powodu, bo jestem zazdrosna. Miał i ma nadal dla mnie różne niemoralne propozycje na które ja się nie godzę. Niby mówi, że jak nie, to nie ma sprawy. Ale czasami mnie szantażuje, że odejdzie i ja sama sobie nie poradzę. Boję się tego, że nie dam rady psychicznie, gdy odejdzie. Paraliżuje mnie strach.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: fatum   Data: 2017-11-13, 20:45:09               Odpowiedz

            Iga112 już Ci pisałam,ze Twój mąż to beztalencie.Sama powiedz,czy Prawdziwy Muzyk niszczy Kobietę?A beztalencie niszczy wszystko co tylko stanie na jego drodze.Przeprowadź sondę o mężu w środowisku,gdzie często przebywa.Sądzisz,że ma dobrą opinię?Wątpię i to bardzo.Dopóki będziesz go broniła,dotąd on będzie górą.Taki szantażysta zrobi wszystko,by mieć koło siebie ofiarę.Tak,czy inaczej nie wygrasz z nim tak łatwo.Zapytaj psychologa,czy dobrze robisz,że nie informujesz męża,że będziesz chodziła do specjalisty.Moim zdaniem to ważne pytanie i odpowiedź również.Iga o kogo Ty masz być zazdrosna?Chyba nie o takiego niszczyciela Twojej psychiki?Ktoś kiedyś pisał Tobie,że rozwód Ciebie czeka wcześniej lub później.Nie chce mi się szukać,ale wydaje się mi,że to była Tulu.C.d.n.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: Bastiaa   Data: 2017-11-13, 20:46:33               Odpowiedz

            to chyba nawet lepiej by bylo jakby odszedl.
            To malzenstwo to jakis zart.
            Szantaze w zwiazku?



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: Iga112   Data: 2017-11-13, 20:57:56               Odpowiedz

            Wiem, jak to wygląda z boku. Myślicie o mnie, że jestem głupia, że chcę z nim być. Ale ten związek coś mi daje. Potrafi być miły. Myślałam że to moja wina, że bywa nieprzyjemny. Nie wiem co o tym myśleć. Ten terapeuta mówi, że nie ma w tym żadnej mojej winy a ja czuję że jest.
            Ludzie go lubią. Jest czarujący, kontaktowy, przebojowy. Sama byś go Fatum polubiła. Uwierz mi.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: fatum   Data: 2017-11-13, 21:08:58               Odpowiedz

            Mylisz się Iga.Nigdy nie lubiłam takich osób,które są czarujące,przebojowe,kontaktowe na zewnątrz.A jak zapytałam,czy szanuje żonę,której jakoś przy nim nie widzę,to takie bzdety gość popychał,że szkoda czasu na dalszą rozmowę z takim gostkiem.Iga Ty masz zaniżone poczucie swojej wartości i mąż to perfidnie wykorzystuje.Zniszczy Ciebie,jeśli nadal będziesz go uważała za zdrowego.Powiedz mu prosto w twarz,że jest chory i Ty nie będziesz dalej z chorym.Albo idzie na terapię,albo rozstanie definitywne.Tylko w to trzeba wierzyć.A słowa same popłyną.Uwierz mi Igusia.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: Iga112   Data: 2017-11-13, 21:21:31               Odpowiedz

            Zaproponowałam, że pójdziemy na terapię małżeńską ale on nie chce, mówi że to bzdury. Co jeszcze mogę zrobić? On wie, że ja nie chcę rozstania. Zresztą nie chcę go szantażować. Nie będę walczyć jego bronią. To głupie, ale myślę że to minie.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: chellunia   Data: 2017-11-13, 21:21:28               Odpowiedz

            Ludzie go lubią. Jest czarujący, kontaktowy, przebojowy.
            Czyżby? Mieliśmy tego próbkę:(

            Kochasz czy się boisz?



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: Iga112   Data: 2017-11-13, 21:28:47               Odpowiedz

            Chellunia na co dzień przecież nie opowiada o swoich preferencjach seksualnych, jak tu. Serio lubią go wszyscy, łącznie z moimi koleżankami. Kobiety lubią komplementy i czarujący uśmiech.
            Czy kocham czy się boję?
            Dlatego że kocham, to tak się boję, że odejdzie.
            Chociaż z drugiej strony wiem, że wcale nie chce odejść. Gdyby chciał, to by odszedł. Więc dlaczego nie mam w nosie tego, co mówi? No właśnie.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: chellunia   Data: 2017-11-13, 21:34:28               Odpowiedz

            Dlatego że kocham, to tak się boję, że odejdzie.

            A siebie Iguś kochasz?



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: Iga112   Data: 2017-11-13, 21:38:36               Odpowiedz

            Nie wiem. Trudne pytanie.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: fatum   Data: 2017-11-13, 21:41:54               Odpowiedz

            W środku masz deficyty i jeśli te deficyty zostaną wewnątrz wypełnione,to nie będziesz potrzebowała tak mocno męża,który wypełnia Twoje deficyty.Jak jest wypełnienie to nie ma miejsca na toksyczne wypełnienie (w Twoim przypadku bardzo toksycznym mężem i chorym erotycznie).Niezła mieszanka wybuchowa.Dużo pracy masz przed sobą Iguś.Przyjmij to do wiadomości.I czytaj troszkę w Internecie o toksyczności zaburzeniach erotycznych podobnych do Twojego męża.Nie unikaj wiedzy.C.d.n.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: Iga112   Data: 2017-11-13, 21:50:34               Odpowiedz

            Nie unikam wiedzy, czytam dużo. Chcę zrozumieć mojego męża. Chcę poznać przyczynę.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: chellunia   Data: 2017-11-13, 22:05:10               Odpowiedz


            Nie możemy zmienić drugiej osoby. Możemy zmienić tylko siebie:)



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: feelka   Data: 2017-11-13, 22:09:53               Odpowiedz

            Nic nie wiem o twoim mężu, o Was, nie śledziłam. Ale w tym już wątku widać, jak łatwo obrzydzić komuś męża więc słusznie chyba się obawiasz że po terapii możesz go już nie chcieć :)

            Chyba że terapia w ogóle miała by być nie o mężu (nie żadne "chcę zrozumieć mojego męża"), ale o Tobie, o osiągnięciu postawy: kocham go i chcę być z nim, ale nie będę się BAĆ że świat się skończy gdy odejdzie.
            Ale to trudne, zajmowanie się tylko sobą jest trudne?



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: feelka   Data: 2017-11-13, 22:15:00               Odpowiedz

            Postawy: nie narzucaj mi ..bo to ja odejdę. Teraz cię kocham. Ale...
            ("Nie poganiaj mnie bo tracę oddech, gubię rytm..." :)



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: sams2   Data: 2017-11-13, 22:19:31               Odpowiedz

            Iga,
            Inni nie pójdą na terapię za ciebie więc branie pod uwagę zdania innych jest zbędne. Piszesz, że boisz się że zostawisz męża po terapii- w pewien sposób czujesz moim zdaniem że powinnaś to zrobić (że jest taki kawałek ciebie który chce to zrobić). Z jakiegos powodu na konsultacje poszłaś i to juz coś mówi.

            To co mnie razi to to, że terapeuta już jakoś wydał wyrok a oni nie maja monopolu na wyroki co jest "normalne". Że ma jakis plan, żeby cię ustawić pod swoje widzi mi się. Ale może tylko mi sie wydaje.

            "Chcę zrozumieć mojego męża. Chcę poznać przyczynę."

            Ty jesteś przyczyną. Nie ma żadnej innej przyczyny. Tylko siebie trzeba zrozumieć. Zrozumienie siebie jest drogą do zrozumienia całej reszty. Nie męża masz ratować ale siebie. Żadnego męża nie ma - jest nauczyciel który pokazuje ci gdzie rany są i że trzeba je opatrzyć. Nie jest tak, że jest jakaś obiektywna prawda albo norma wg której trzeba  żyć i patrzeć czy odchylenie nie jest za duże. Są za to twoje oczekiwania, twoje marzenia, twoje plany, twoje rany, twoja twarz, twoje wszystko. Odpowiadasz przed samą sobą a nie "normami społecznymi". Przed swoją śmiercią odpowiadasz. Spójrz jej w twarz.

            Ale będzie konflikt- bo różne twoje kawałki będą mówiły co innego. Ale we wszystkie głosy warto sie wsłuchać. One wszystkie mądre.

            Ja tu niewiele pomogę, bo sama jestem w czarnej d.pie, kompletnie rozwalona na kolejnym progu więc w formie, ale powodzenia życzę, w terapii czy bez niej.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: feelka   Data: 2017-11-13, 22:38:43               Odpowiedz

            Iść na terapię by być w czarnej d.. - to ja bym nie szła (Ty Sams to co innego, ty dla przyjemności rozwoju jak domniemuję, ale Idze grozi rozwalenie domu z dziećmi małymi? to droga zabawa ( w "oczekiwania, plany marzenia.."?)). Ja bym poszła na terapię - jedynie aby ściśle trzymać się tematu: "czy rzeczywiście muszę się bać?" - bać, że to mąż trzyma wszystkie sznurki, zwłaszcza te wewnętrzne od lęków we mnie? to on decyduje o moich lękach? basta. To ja decyduję czego mam się bać a z czego tylko (czule lub mniej czule) śmiać.

            Ale racja , że to terapeuta czuwa nad przebiegiem terapii, a nie Iga ...

            bo ja to już sama bym sobie czuwała nad nim :)nad terapeutą.

            Albo tak mi się wydaje.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: sams2   Data: 2017-11-14, 10:16:23               Odpowiedz

            Dla przyjemności rozwoju :) to robi każdy.
            Ale nie tak prosto: nie można iść na terapię i poprosić" to mi proszę odkręcić a tego nie ruszamy". Psyche to kompleks, system, proces, nieświadomy, więc nie ma żadnego "ja decyduję".Przez ból, oczywiście. Tego się nie da uniknąć.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: feelka   Data: 2017-11-14, 10:49:45               Odpowiedz

            .."to mi proszę odkręcić a tego nie ruszamy"

            :) No tak, nie ma tak. Chodziło mi jednak o to, żeby nie tracić z oka celu głównego. (Igi i jej lęków. Bo sama mówisz jak łatwo zająć się tematem pobocznym. W tym przypadku jej mężem. Tym "jaki on jest". Bo to już poleciało w tym wątku i mnie właśnie ruszyło :), i jasne że to poleci najpierw z Igi na terapii, bo to "on" ją boli. A jeśli tylko to poleci, to on wyjdzie jako "be", lub be zagrażające, i po ptakach. A to chyba nie o to idzie. Każdy z nas zanalizowany dobrze w wątku .. wychodzi na "be" :))

            A kochać można i potwora, powtórzę swoje. Ale warunek jest taki - że źródło miłości jest we mnie, samorządnej i niezależnej (wewnętrznie). To JA OBDARZAM miłością. lub nie. Bo teraz to jest tak że mąż ma Igę obdarzać: no daj mi to..., bo on za mało miłości mi daje... on jest dawcą ja biorcą..., no daj... I licytacja kto da więcej kto mniej i dlaczego.

            Zmiana polega chyba na tym - na poczuciu że to JA mogę dawać tę miłość, (jak pierogi z Magdallenowej miski ) i mi nie ubędzie od tego dawania. Ja która daję... - jestem potrzebna, ważna; WAŻNEJ się nie zostawia; i ważna NIE BOI się zostawienia.
            Terapia winna by dać (każdemu z nas?) poczucie: oto mam zawsze przy sobie pełną michę.
            (A za zapachem tych pierogów ogonek głodnych..., z panem mężem na czele ;))
            No chyba że jemu pachnie bardziej przygoda i ekscytacja niż miłość. Ale ja nie wiem czy to możliwe.)

            Zresztą w ogóle nic nie wiem przecież. pa. :)



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: feelka   Data: 2017-11-14, 11:06:52               Odpowiedz

            "Terapia na dłuższą metę ZAWSZE polepsza relacje z otoczeniem" - Marconi

            Relacje z otoczeniem, ze światem - może i zawsze. Ale z konkretnymi osobami to chyba nie koniecznie? lub wprost przeciwnie? prawdą jest, że gdy my się zmieniamy - druga osoba musi też coś zmienić, ale czy to koniecznie wzmacnia relację?

            Tzn. zależy jak rozumieć "polepszenie" relacji: chłodny dystans , albo i rozwód, może być faktycznie "lepszy", w sensie zdrowszy - niż burzliwe miłosne zawirowania ;)

            Mi może za bardzo po głowie chodzi rodzina, dzieciaki o dobrym kontakcie z ojcem o ile kojarzę.. - by tak sobie beztrosko polepszać przez ...hm, rozwód? w następstwie obrzydzenia, obnażenia męża. Więc jeszcze raz - tak jak mówicie - orka na własnym gruncie a nie cudzym ugorze ;)



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: sams2   Data: 2017-11-14, 11:18:27               Odpowiedz

            i jasne że to poleci najpierw z Igi na terapii, bo to "on" ją boli.

            Tak. I tu rola terapeuty (mądrego) by to przekierować "a co ty na to pacjencie, co ciebie porusza". We właściwym momencie, jak się pacjent wygada.

            To JA OBDARZAM miłością. lub nie.

            Tak i nie. To co piszesz o Idze sensowne, jak myślę. Ale to obdarzanie jakieś takie z decyzji mi się wydaje a to jest raczej nieświadome. Tj to "czuję się mocno" "obdarzam" jest nieuświadomione, to jest, ale się o tym nie myśli ani nie dyskutuje. I wtedy jest mocne.
            Ale to połączenie "daję więc/bo jestem bogata, silna" jest bardzo dobre, dzięki.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: feelka   Data: 2017-11-14, 11:54:36               Odpowiedz

            "Obdarzanie z decyzji.."

            No obdarzanie idzie faktycznie z POSTAWY, nie z głowy. Postawa "kocham świat" :)) - więc obdarzam świat, wszystkich jak leci, ale...
            do momentu gdy poczuję - hola, tu sie pierogi zmarnują, tu ja się zmarnuję bo mnie wykorzystują..., więc stąd michę zabieram. I tu dopiero jest moment rozumowej decyzji.

            Dlatego Fatum mówię sloganowo, że kochać można i potwora. Ale - czasem tylko na odległość, bardziej zaocznie- by mnie nie skrzywdził. Bo najpierw kocham siebie.
            (A bliźniego jak siebie; nie bardziej niż siebie :))


            "Ja która daję... - jestem potrzebna, ważna; WAŻNEJ się nie zostawia; i ważna NIE BOI się zostawienia" - pisałam "nie boi" - nie w sensie że takiej to już nikt nie zostawi.., też ktoś może jej szczodrości ktoś nie chcieć. Ale nie boi się zostawienia - bo wie że nie zginie. Wszak sama produkuje pierogi, a drugi człowiek potrzebny "tylko" dla przyjemności obdarowywania (i bycia obdarowaną), i przyjemności wspólnego jedzenia.
            Kto michę nosi ten się tak bardzo nie prosi.

            A ta micha - to nic innego jak micha miłości własnej :)
            Kto ją umie napełniać (stoliczku nakryj się) głodny chodził nie będzie bo sam zje najpierw, ot jak to kucharka.. ;); nie boi się też że rozda i jemu samemu zabraknie, szczodry jest. A ludzie szczodrych lubią, do szczodrych się garną



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: sams2   Data: 2017-11-14, 12:22:01               Odpowiedz

            I tu dopiero jest moment rozumowej decyzji.

            Hmm, nie wiem czy rozumowej. Nie wiem jak inni ale ja mam zawsze wahanie w sobie, wiele warstw tej "rozumowej decyzji". Wiele definicji "własnej korzyści". Można sobie mówić "już dość", ale jednak się wraca, próbuje zrozumieć, bo znów nadzieja, bo może pomyłka, nieporozumienie. To nie takie proste. Oczywiście, natężenie szaleństwa jest różne: można dać się skopać można dać się tylko odepchnąć. Ten punkt "decyzji" też nie jest do końca świadomy.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: feelka   Data: 2017-11-14, 12:34:23               Odpowiedz

            "Ten punkt "decyzji" też nie jest do końca świadomy"

            Chyba nie jest.

            "A bliźniego jak siebie samego. Nie bardziej niż siebie :)"

            To też się z powyższym (.."wiele definicji własnej korzyści") - wiąże. Jesteśmy wolnymi ludźmi, i mimo świadomości że nasze pierogi ktoś zmarnuje - możemy go kochać bardziej niż siebie samego, nikt nam nie zabroni; w końcu ludzie oddają swoje życie za bliźniego, idą sobie na "niekorzyść" ? dobrze byłoby być świadomym swoich niekonsekwencji, po prostu. Nie działać na autopilocie?



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: sams2   Data: 2017-11-14, 12:40:48               Odpowiedz

            Nie działać na autopilocie?

            Tak. I zdawać sobie sprawę, że to co robimy , mówimy sobie, to racjonalizacje. Prawdziwa praca psyche jest nieznana, nieświadoma.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: feelka   Data: 2017-11-14, 12:50:20               Odpowiedz

            "I zdawać sobie sprawę, że to co robimy , mówimy sobie, to racjonalizacje"

            no nie wiem, to co mówimy sobie - może tak, ale to co robimy? robimy często pod wpływem uczuć, jak zabieram michę swoją bo mnie ktoś uderzył, bo boli, boli..., bo czuję krzywdzenie i mówię dość - to robię to chyba bez racjonalizacji,
            i robię to w warstwie .. powierzchniowej , zupełnie wystarczającej do życia ? (bez wnikania w podziemia pracy psyche :)



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: sams2   Data: 2017-11-14, 13:10:53               Odpowiedz

            Chodzi mi o takie tłumaczenie "a bo dzieci", "a bo wypada", "a bo jestem dobry człowiek", "a bo to on". Ja jestem zwolenniczką wersji, że wszystko jest w głowie :) ale co to nie wiemy, więc opowiadamy sobie bajki. Jak w eksperymencie Libeta.
            Z tym krzywdzeniem, im związek bliższy tym bardziej -kopnięci- kombinujemy, żeby to jakoś znieść, by utrzymać sobie bajkę o byciu kochanym. Więc Igę dobrze rozumiem.
            Jak ktoś czuje w brzuchu że dość tego i czuje ulgę oddalając się to ok,podziemia nie są potrzebne :). Ta ulga mówi, że o to właśnie psyche chodziło.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: fatum   Data: 2017-11-14, 13:55:08               Odpowiedz

            "Prawdziwa praca psyche jest nieznana,nieświadoma".Poznana często wskazuje,że w związku jesteśmy na przemian ofiarą i katem.Katem i ofiarą.Na trzeźwo (żart i nie jest związany z alko)!nie jesteśmy w stanie (bez głębokiego wglądu w siebie)znieść faktu,że też jesteśmy także katami.Słowo kat tak nas przeraża,że nawet o tym czytać nie chcemy.-:)*A życie pokazuje,że w związkach toksycznych zawsze jest i ofiara i kat.Kat i ofiara.P.S. prawda marconi?-:)



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: fatum   Data: 2017-11-14, 14:21:33               Odpowiedz

            Feelka wybacz,ale nikomu się jeszcze nie udało bez kochania siebie kochać inną osobę.Dobrze to znasz na swoim przykładzie.Na początek umiem kochać siebie i z tego "materiału" wydobywam kochanie innej osoby.Psychologia tak mówi i religia też jej wtóruje.Feelko pisz świadomie proszę.I nie obrażaj się na mnie,bo ja Ciebie kocham jak bliźniego swego.-:)



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: feelka   Data: 2017-11-15, 09:48:41               Odpowiedz

            "Feelka wybacz,ale nikomu się jeszcze nie udało bez kochania siebie kochać inną osobę. (...) Na początek umiem kochać siebie i z tego "materiału" wydobywam kochanie innej osoby"

            Chyba coś Fatum przeoczyłaś, wpis jakiś, i uczysz tatę dzieci robić.. ;)

            Pisałam:
            "A ta micha ( z pierogami ) - to nic innego jak micha miłości własnej :)"

            (Miłość własna = kochać siebie, jakby co)



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: Iga112   Data: 2017-11-13, 22:41:33               Odpowiedz

            Sams teraz się uczepię twojego zdania, że terapeuta już wydał wyrok i chce mnie urobić pod swoją modłę. No właśnie. A ja nie chcę być urobiona. Czego się obawiam? Że będzie mi pokazywał jaki mój mąż jest zły. Jaki jest to ja wiem najlepiej, bo to ja z nim żyję 14 lat. Jezu, nie chcę się z nim rozstać.
            Felka poszłam z nadzieją że znajdzie złoty środek na moje problemy. Myślałam że kluczowe jest to, że straciłam rodziców i w konsekwencji coś jest ze mną nie tak. On zupełnie pominął tą sprawę. Nie wiem, może zabrakło czasu. Badał czy mój mąż jest przemocowcem czy nie. Typowe pytania: Czy mam przyjaciółki, czy mąż zabrania mi z nimi kontaktu?
            Rozumiecie? Dążył do wydania wyroku. Ja jako ofiara, mąż jako kat.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: sams2   Data: 2017-11-14, 09:30:28               Odpowiedz

            Iga,
            Terapeuta ma obowiązek to sprawdzić. Widać powiedziałaś coś takiego co go zastanowiło. Ja też jestem czuła na taki temat i tego terapeutę rozumiem. Kobiety w związkach przem. mają na przykład tendencję do przyjmowania winy na siebie. Pytają "co ze mną nie tak" - tak jak ty.

            Co do urabiania. Nie ma takiej siły żeby urobić, bo jeśli by była terapia trwałaby 5 min i wyszłabyś na stałe urobiona. Ja raczej miałam na myśli to że on zadawałby pytania w tym kierunku opóźniając twój własny proces. Ja tak miałam gdy terapeutka ubzdurała sobie że jestem DDA. No, nie jestem, na każdej sesji było prostowanie za moją kasę. Ale jakieś tam presupozycje ma każdy terapeuta, tego nie da się uniknąć.

            Nie ma złotego środka, jest proces. Nie ma też odpowiedzi jednej ani jednego tematu do przerobienia. Ja myślę że to że straciłaś rodziców może powodować to, że bardzo boisz się utraty ale także to, że ktoś ten lęk wykorzysta naruszając twoją godność.

            To była jedna konsultacja (sprawdź terapeutę!). Terapia wygląda trochę inaczej, to kontakt o wiele głębszy. To są (powinny być) twoje tematy. Więc jak masz problem z rodzicami to właśnie o tym będziesz mówić. Z jednej strony pacjent pracuje w dużej mierze sam i musi chcieć pracować mimo bólu, z drugiej- jeśli nie czujesz że to ten terapeuta to może jest inny? Bo chęć "naprawienia związku" pewnie jest, skoro zdecydowałaś się na konsultacje. Tam się coś złego dzieje skoro pomocy szukasz.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: fatum   Data: 2017-11-14, 11:36:44               Odpowiedz

            Sams2 nie muszę,ale powiem.Ten Twój post jest taki ciepły.Taki jak lubię.Tutaj taka jesteś bardziej samsik prawdziwa.Tak uważam i tak czuję.Iga pewnie wiele skorzysta z tak życzliwego posta.Dzięki sams2.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: fatum   Data: 2017-11-13, 23:10:45               Odpowiedz

            Chcesz zrozumieć swojego męża?A przecież siebie kompletnie nie znasz.Nie wiesz jak będziesz się czuła jak mąż zamiast wiecznego straszenia,że Ciebie zostawi,zrobi to naprawdę!O takiej wiedzy mówię.Czytałaś np.o kacie i ofierze?Jeśli tak,to powiedz mi swoimi słowami kto w Twoim otoczeniu zasługuje na tą nazwę:kat i ofiara.Ja czytając takie zagadnienia lub inne umiem powiedzieć kto jest katem,a kto ofiarą w danym związku.Ty już piszesz,że w Twoim związku takich "nieczystości" nie ma.A za chwilę piszesz,że czytasz.Co więc czytasz?



    • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

      Autor: Iga112   Data: 2017-11-13, 23:05:03               Odpowiedz

      A może wolałabym usłyszeć, że to ze mną jest coś nie tak. Wtedy nasz los byłby w moich rękach. Wystarczyłoby pójść na terapię i wszystko już by było ok. Ale chyba tak nie jest.
      Dziękuję wszystkim za rozmowę.



      • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

        Autor: feelka   Data: 2017-11-13, 23:13:37               Odpowiedz

        Moim zdaniem z tobą jest "coś nie tak" np w tym sensie, że nie jesteś wewnętrznie wolna. Gdybyś się tak czuła - to on, mąż, bałby się że cię straci. (Choć robiłabyś wszystko co i teraz, ale promieniowałabyś niezależnością) .
        Tyle, że tak mówi teoria :) A do praktyki - kawałek. Nie wiem co Ci radzić.
        W każdym razie męża na terapii zostawiłabym w spokoju. Przemocowiec czy nie - to nie on na twoich sesjach ma być obrabiany. On ma zostać jaki jest. Takiego go zresztą kochasz? nie zmienionego, tylko takiego jaki jest teraz? no więc? :)



        • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

          Autor: fatum   Data: 2017-11-13, 23:41:10               Odpowiedz

          Feelka,ale kapitalnie to napisałaś.Tak mąż Iguni niech będzie dalej przemocowcem,ale "kochającym" inne Kobiety.Igi kochać nie musi,bo wystarczy,że Iga kocha go nadmiarowo (Kobiety kochające za bardzo).W necie mnóstwo jest informacji o Kobietach kochających za bardzo.Ale Iga takie treści omija szerokim łukiem.Ale pisze,że czyta.Faktycznie czyta.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: feelka   Data: 2017-11-13, 23:54:19               Odpowiedz

            Nie wiem , Fatum, co masz na myśli. Kochać można każdego i całym sercem, nie ma "za bardzo" jeśli jednocześnie jesteśmy wolni wewnętrznie. Niektórych lepiej całym sercem kochać na odległość. :) Ale to chyba nie ten przypadek.

            Podczytałam tam kawałek jakiegoś wątku.. o złości. Bez złości nie wejdziesz Iga na poziom dumy i odwagi :) a wtedy lęki dominują i nie ma tej wolności wewnetrznej?
            Złości, gniewu - nie musisz (chyba ) koniecznie wyrażać na zewnątrz - czyli wytrząsać nad mężem? ale masz sama przed sobą ją wypuszczać , patrzeć jak biega, dać jej uwagę, być każdego jej pojawiania się świadomą. Może zresztą jesteś, nie wiem.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: fatum   Data: 2017-11-14, 11:22:22               Odpowiedz

            Feluś miałam na myśli to,by po prostu poczytała o Kobietach kochających za bardzo.Ty też możesz.-:)*To jest cały dział o toksyczności.Trudny,ale możliwy do zrozumienia po kilku latach terapii.-:)P.S. tekst marconi mi odpowiada.Jest empatyczny.Jest męski.-:)



      • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

        Autor: marconi   Data: 2017-11-14, 00:02:35               Odpowiedz

        Iga112 >>> Terapia na dłuższą metę ZAWSZE polepsza relacje z otoczeniem przynajmniej w moim przypadku. Ocenianie działań męża na terapii nie ma najmniejszego sensu. Sens ma np. przytaczanie sporów i sposób ich rozwiązywania - wtedy wychodzą Twoje "niedoskonałości" i tematy do załatwienia. Mąż i otoczenie zmieni się wtedy gdy Ty będziesz inaczej reagować! Twoje nowe reakcje po przepracowaniu będą dla Ciebie tak samo naturalne jak teraz z tą różnicą że będziesz mieć poczucie działania w zgodzie z sobą.

        To że nie możesz męża zaciągnąć na wspólną terapię mnie nie dziwi - "oprawcy" nie widzą problemu :) Jak byłem na terapii grupowej to siedziało tam 10 osób - 10 ofiar. Ofiary też potrafią kąsać i to zdrowo. Są agresywne w sposób zakamuflowany, bo one przecież nie są tymi złymi. Każdy orze jak może. Tylko niemądry będzie orał nie swoje pole, więc orz (oraj :) swoje tak że wszyscy dookoła będą Ci zazdrościć plonów :D



    • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

      Autor: Iga112   Data: 2017-11-14, 17:18:38               Odpowiedz

      Dziewczyny moja miłość do męża urosła do gigantycznych rozmiarów;)) No nie wiem, zwyczajna jest to miłość jak każda inna.
      Mój mąż zawsze był taki przemocowy. Taki model wyniósł z domu i tak funkcjonuje, bo inaczej nie potrafi. Ale czy jest kat, gdy nie ma ofiary? W żadnej kwestii ja się nie podporządkowałam. Oczywiście że ranią słowa i pewno o to chodzi, żeby sprawić mi przykrość. Czy to wystarczy żeby być ofiarą? Nie boję się męża, nie o taki strach chodzi. Tak jak mówi Sams chodzi o strach, że znów coś stracę i co będzie ze mną. Finansowo sobie poradzę, organizacyjnie też ale psychicznie nie.
      Terapeuta sprawdzony (szukalam od lata), więc chyba będzie wiedział co robić i jak ze mną pracować. Powiedział zresztą, że podczas terapii nie będzie go interesowało czy ja zostanę z mężem czy nie, czy będę zgadzać się na jego propozycje, czy nie. Będziemy pracować nad moją osobą. No właśnie i tu mam wątpliwości, czy powinnam, czy ten strach, który jest prawidłową reakcją na taką sytuację w której się znajduję (brak poczucia bezpieczeństwa) jest wystarczający. Sama już też dużo sobie uświadomiłam, może to wystarczy a może nie.
      Marconi pisze, że zawsze terapia wpływa pozytywnie na relacje z innymi. Oby tak było. Znam męża kilkanaście lat i przez ten czas nauczyłam się z nim żyć i funkcjonować. On ze mną też. Jak będzie reagował gdy ja się zmienię? Właśnie tego się boję.



      • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

        Autor: fatum   Data: 2017-11-14, 19:24:57               Odpowiedz

        Iga nie da się zjeść ciastko i mieć ciastko.Posłuchaj feelki i sloganowo kochaj potwora.Feelka ładnie pisze (książki fajne ma pod ręką to ładne teksty wychodzą),ale to teoria.Doświadczenie jest trudniejsze do opisania,bo na początek trzeba to samemu przeżyć i uświadomić sobie,że mam coś podobnego u siebie lub w swoim Otoczeniu i przeanalizować to wszystko i dopiero pisać.A jeśli dajemy mądrą teorię to zaznaczyć.A,jeśli swoje lub cudze doświadczenie przemycamy to też o tym napisać.Wiarygodność takiego pisania wzrasta i budzi zaufanie.Iga112 stoisz w rozkroku.Dobre jest tylko to,że mniej nadajesz na terapeutę.Ciekawe jak długo to potrwa.Jestem zaciekawiona.



      • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

        Autor: marconi   Data: 2017-11-14, 20:40:16               Odpowiedz

        Iga >>> polepsza się w ten sposób że ja czuje się lepiej i pewniej w danej relacji. Rozwiewając niedomówienia: jest czasem tak że relacja ustaje ale dobrze mi z tym.



        • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

          Autor: Iga112   Data: 2017-11-14, 20:52:17               Odpowiedz

          Rozumiem Marconi co mówisz i wiem, nie powinnam mieć wątpliwości. Przecież o to chodzi, abym czuła się w tym związku lepiej. To czego ja się boję? I skąd wątpliwości? Może to poprostu nieumiejętność podejmowania decyzji. Zawsze mąż podejmuje ważne dla nas decyzje i dobrze mi z tym, że ja mam wszystko z głowy. Teraz nie mogę się jego poradzić, bo wiem co odpowie.
          No mieszam już teraz. Wiem;)



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: marconi   Data: 2017-11-14, 21:09:57               Odpowiedz

            Iga >>> Nie migaj się nieumiejętnością podejmowania decyzji. Podejmujesz wiele decyzji każdego dnia - prawda? Nawet odmowa mężowi jego zachcianek (szczegółów nie znam) też jest decyzją. Proszę napisz, kiedy owa nieumiejętność się objawia.

            Pisałaś że boisz odejścia męża. To naturalne. Po terapii może być tak, że sama będziesz chciała odejść. Ale nie na przekór sobie, tylko w zgodzie z sobą. To co wcześniej było nie do pomyślenia po przepracowaniu paru tematów staje się normą. Terapia to przygoda! poznawania siebie. Innych możesz poznać na tyle, na ile Ci pozwolą. Siebie możesz poznawać bez ograniczeń. U innych ludzi uwielbiam zagadki, ale u siebie nie akceptuję żadnych - też tak masz?



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: Iga112   Data: 2017-11-14, 22:34:58               Odpowiedz

            Też tak mam, że lubię zagadki;))
            Każdy chyba myśli że wie o sobie wszystko albo przynajmniej dużo.
            Czytałam kiedyś, że od razu po terapii nie powinno się podejmować ważnych życiowo decyzji. Utkwiło mi to zdanie. Myślę że może wtedy człowiek poczuje się jak "młody bóg", dostaje wiatru w żagle....a potem może czegoś żałować.

            Teraz wiem na pewno, że chcę być z moim mężem (pomijając strach). Był czas w moim życiu, że myślałam o tym, aby się z nim rozstać. Teraz wiem, że nie chcę. Poszłam na tą wizytę z chęci ratowania związku a nie ze swoimi lękami czy czymś innym. Dlatego nie wiem co mam zrobić dalej.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: Bastiaa   Data: 2017-11-14, 22:36:23               Odpowiedz

            Iga, Ty masz wygodne zycie, ale jeszcze ten "pajac" nie chce wykonywac co Tobie sie podoba.
            Dlatego chcesz go zmienic?



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: Iga112   Data: 2017-11-14, 22:51:56               Odpowiedz

            A dlaczego myślisz, że ja chcę go zmienić? Chciałam zmienić siebie.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: Bastiaa   Data: 2017-11-14, 22:56:29               Odpowiedz

            w jakim sensie?



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: Iga112   Data: 2017-11-14, 23:07:49               Odpowiedz

            Bastia Ty mnie tak podpuszczasz, abym sobie teraz coś uświadomiła. Że chcę się zmusić dla niego a nie dla siebie. Tak właśnie dla niego. Ale wszystko w granicach rozsądku. Ja zawsze kieruję się w życiu rozumem. Może sercem też ale nigdy nie wyłączam myślenia.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: Bastiaa   Data: 2017-11-14, 23:23:22               Odpowiedz

            pomysl jeszcze raz. Odpowiedz co najmniej dziwna. ;-)



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: Iga112   Data: 2017-11-14, 23:39:38               Odpowiedz

            Nie Bastia nie jest to dziwna odpowiedź. Mówisz mi że mam wygodne życie, tylko mąż nie chce robić tego, co ja chcę.
            Dlaczego tak mówisz?
            Ani ja nie czuję się niewolnikiem w związku ani mąż. Każde z nas jest wolne i robi, co chce. Chciał pójść teraz na podyplomowe studia, to poszedł nie pytając mnie o zdanie. Kilka lat wstecz ja zrobiłam to samo. Chodźimy swoimi ścieżkami.
            Ostatnio ma dziwne preferencje seksualne, które trafiają w moją godność, moją wartość i zachwiały moim poczuciem bezpieczeństwa. Pytam siebie dlaczego tak jest? Co jest w naszym związku nie tak, że poszło to w taką stronę? Co jest we mnie nie tak? Szukam odpowiedzi i chcę rozwiązać ten problem. Jestem matematykiem. Dla mnie nie ma nierozwiązanych zadań.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: marconi   Data: 2017-11-15, 00:29:56               Odpowiedz


            Jak partner nie wyprasuje mi czegoś to mogę sam albo dać do magla i jest to społecznie akceptowalne (SA).
            Jak partner nie ugotuje to mogę sam albo kupię coś na mieście jest SA.
            Jak partner nie sprząta to moge sam albo wynająć pomoc, jest to SA.
            Jak partner nie może zająć się dziećmi to mogę sam albo wynająć opiekunkę, jest to SA.
            Jak partner nie potrafi naprawić samochodu to mogę sam albo wynająć mechanika i to też jest SA.
            Jak partner nie chce zabawić się w łóżku to nie mogę wynająć prostytutki bo nie jest to SA.

            Widzisz regułę? WSZYSTKIE potrzeby można załatwić samemu lub je kupić poza tymi jednymi :) bo są społecznie nieakceptowalne. Dlatego nikt o zdrowych zmysłach nie będzie stawiał przyszłości związku na ostrzu noża z powodów które można sobie zalatwić samemu lub je kupić. Są potrzeby (nie tylko seksualne) które można zrealizować tylko z partnerem albo w ogole.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: Iga112   Data: 2017-11-15, 06:14:34               Odpowiedz

            Marconi. Jak jest źle w związku, to i słona zupa stawia związek na ostrzu noża. Nikt nie ma monopolu na prawdę. Kogo wolno kochać a kogo nie. Jaki powinien być związek a jaki nie powinien. Kto zasłużył na miłość a kto nie zasłużył. Kto jest potworem a kto nie itd. Ja chcę ratować swoje małżeństwo i "ratować" swojego męża, bo odbiło mu nieco ostatnio. I nikt mi tego nie zabroni i nikt też nie ma prawa mówić mi, że źle robię. Ja tak chcę, bo uważam to za słuszne, bo chcę mieć rodzinę w całości, bo kocham męża itd.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: fatum   Data: 2017-11-15, 09:11:22               Odpowiedz

            Mąż Igi wszystko czyta,co Iga tutaj wypisuje/pisze ze strachu (kocham męża itd).Facet kompletnie niedojrzały i nigdy nie pozwoli,by Iga poznała siebie samą.Czyta (w przeciwieństwie do żony)dużo na temat związków.Błędnie je pojmuje i w rezultacie gnębi rodzinę i siebie (na siłę forsuje spełnianie swoich potrzeb bez liczenia się z uczuciami innych osób).Nie wie co to jest szacunek do żony i do siebie samego.Czyta,ale nie pomaga tym sobie,bo nie zna tych wszystkich mechanizmów rządzących psyche,a które mógłby poznać na terapii.Dramat.Oboje nie chcą sobie pomóc,bo "kochają" się i kropka.A,że toksycznie to "banał",zwykłe czepialstwo,itp.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: feelka   Data: 2017-11-15, 09:26:10               Odpowiedz

            "Co jest w naszym związku nie tak, że poszło to w taką stronę? Co jest we mnie nie tak? Szukam odpowiedzi "

            Ok, ale liczysz się z tym, że może "nic nie jest w związku nie tak" i "nic nie jest w tobie nie tak" (co już, choć na wyrost, sugerował terapeuta)? co wtedy? wrócisz do punktu wyjścia, ale czy będziesz czuła się już spokojna i bezpieczna? chyba tak to powinno zadziałać?

            (I czy można stwierdzić że nic nie jest w związku nie tak - bez opinii drugiej strony? bez rozmów z parą?)

            Gdy w związku wszystko ok i z tobą ok - to zostanie już tylko "ratować męża" bo mu odbiło? no a jak ratować?

            I przecież nikt nie ma monopolu na seks (zgodnie z twoimi słowami) - "jaki powinien on być a jaki nie", więc?

            Myślę że przed terapią dobrze sobie wstępnie na to odpowiedzieć.
            Choć po terapii mogą odpowiedzi już być inne bo i Ty inna :)

            Z naciskiem na "mogą", być inne.
            Bo jakoś tak wszyscyśmy tu optymiści - "ach, bedziesz innym człowiekiem", ach świat słał ci się będzie do stóp"

            A przecież są i terapie nieskuteczne, i są połowicznie skuteczne, dające efekt w niektórych obszarach; są też przerwane..

            (Ja akurat - choć w dłuugim procesie wiele zmieniłam - to dużej miłości własnej i lekkości poruszania się w świecie i w relacjach - nie zdobyłam.

            Jeszcze. :)



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: feelka   Data: 2017-11-15, 09:43:36               Odpowiedz

            O co mi właściwie chodzi :)
            Jakoś "drażni" mnie to Twoje "pracować nad związkiem i mężem". Nad sobą tylko możesz, wszyscy Ci to mówiątyle razy. Mogłabyś jeszcze pracować nad relacją z przemocowcem (sama go tak już nazywasz), bo choć radzisz sobie tyle lat skutecznie - to może jakichś metod nie znasz.

            A poza tym - to praca jest tylko tu do zrobienia:
            "chodzi o strach, że znów coś stracę i co będzie ze mną (...)czy poradzę sobie psychicznie" Gdy będziesz już czuła że poradzisz sobie psychicznie z utratą - nie będziesz już ofiarą.
            A wtedy może on przestanie być katem. Może.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: sams2   Data: 2017-11-15, 10:22:14               Odpowiedz

            Felka :), niedługo utworzymy tu jedną jażń :)) Mam podobne zdanie.

            to dużej miłości własnej i lekkości poruszania się w świecie i w relacjach - nie zdobyłam.

            To skąd wiesz że ta miłość własna jest ważna? Dużo o tym piszesz- skąd wiesz?




          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: feelka   Data: 2017-11-15, 10:48:51               Odpowiedz

            Skąd wiem? czułam, wiele razy to czułam, niestety licząc czas czucia w sekundach.. Czułam to w czasach gdy jeszcze właściwie nic nie czułam. Dlatego to był i jest mój kompas. Czułam tę wolność - gdy kocha się siebie bezwarunkowo, czułam tę pewność, tę radość, ten spokój, to rozluźnienie mięśni..., jak łyk chłodnej wody w skwar, jak woda życia z baśni..., jak bezwarunkowa miłość Stwórcy; akceptacja siebie w której się kąpiesz, pluskasz.., i jednocześnie tarcza i siła z kórą wyruszasz w świat.
            Czułam czasem gdy o tym czytałam , czułam gdy "słuchałam" Magdalleny, jej "kazań o miłości" :), te moje poruszenia serca nie mogły mi kłamać :)

            No i wiem też z tego co osiągnęłam, dzieki stopniowemu polubianiu siebie - od nienawiści do siebie ( mającej wyraz w dysmorfofobii i fobii społecznej, oraz depresji ) - nie mam już depresji, fobii gdzieś jeszcze resztki; chyba już poziom przeciętny, zerowy, nie na minusie grubo poniżej zera (ale sukces he he, ludzie go mają za darmoszkę..., od rodziców). Więc wiem namacalnie że ten kierunek działa, uzdrawia, rozluźnia.

            Ale z poziomu zero, neutralnego - chcę się pławić w swojej własnej akceptacji siebie jak w ciepłych promieniach..., bo tylko taka - mam ochotę wyciągać ramiona do ludzi, zwierząt, przedmiotów, Boga. Czuję to. Na zaś.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: chellunia   Data: 2017-11-15, 11:01:53               Odpowiedz

            Felka.
            Słowacki i Norwid byliby z Ciebie dumni:):) A membrany z nich były niesamowite.

            Daj spokój po co ta licytacja? Wielokrotnie czułam Twoją empatię do piszących. Jak nie kochasz ludzi?! Jesteś życzliwa dla ludzi, nikomu nie ubliżasz, nie wynosisz się, nie przekraczasz granic. Dzielisz się wiedzą, swoimi spostrzeżeniami. Czujesz,co może ukłuć innego. Skąd wiem?
            Nigdy tu nikomu nie rzuciłaś granatem w ból.

            Często używasz genialnych argumentów aby dotrzeć do nas.
            To co to jest? Jak nie miłość do ludzi?







          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: feelka   Data: 2017-11-15, 11:24:13               Odpowiedz

            Dzięki za Wieszczów, no troche mnie poniosło ;)

            "Wielokrotnie czułam Twoją empatię do piszących. Jak nie kochasz ludzi?! Jesteś życzliwa dla ludzi, nikomu nie ubliżasz, nie wynosisz się, nie przekraczasz granic"

            A ja wielokrotnie pisałam, że empatia, życzliwość, nie przekraczanie granic - mogą być wyuczone, "wytresowane" wręcz. Choć rzadko to się zdarza (tak, jestem b. rzadkim przypadkiem :)- więc rozumiem że w głowie się innym nie mieści.

            Tak trudno zrozumiec - że dziecko miało, MUSIAŁO to mieć dla rodziców i sąsiadów ( empatię, zrozumienie, wspołczucie, życzliwość, szacunek itd) -
            ale przecież w maluszku pilnującym tych cnót dla rodziców, rodzeństwa i świata - w małym maluszku nie zmieściły się już te same uczucia dla siebie? jak roczne dziecko ma dbać o siebie i innych jednocześnie, jak dać jeden cukierek komuś i sobie? nie wymagajmy od niego sprytnych kompromisów oraz wybiegu: no dobra.., raz mi raz tobie... :)
            Jak TAM jest "wszystko" to TU, dla siebie, jest "nic". śmierć.

            No, coś za bardzo dziś daję się ciagnąć za język, a to wątek Igi. pa



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: sams2   Data: 2017-11-15, 11:34:51               Odpowiedz

            Felka,
            OK, bo trochę wystraszyłam się, że się naczytałaś. Jak tak nazywasz swój kompas, kierunek i to działa to ok.

            Ale z tą miłością bezwarunkową rodziców się nie zgodzę. Po pierwsze, nie mamy pamięci tego. Po drugie ta miłość jest kulturowa więc i warunkowa, nie bezwarunkowa. Miłośc bezwarunkowa nie istnieje w realu, to tylko nasze marzenie. Może tak jak piszesz- zakorzeniona w duszy pamięć źródła, boga?



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: feelka   Data: 2017-11-15, 11:55:22               Odpowiedz

            " ta miłość (rodziców) jest kulturowa więc i warunkowa, nie bezwarunkowa"

            Wiem, więc ja tam ostrożnie napisałam, że ludzie mają poziom "zero - neutralny" od rodziców - w miarę akceptujących i czułych; nie miałam odwagi napisac że są tacy co mają wielką miłość własną (bo poziom jej się stopniuje) od bezwarunkowo kochających rodziców . Bo nie spotkałam :)
            No chyba że ten pan co bez rąk i nóg a z żoną i dziećmi po świecie jeździ i wykłady prowadzi... nie pamietam nazwiska; on o swoich rodzicach mówi że nigdy nie zwątpili w niego ani w swoją miłość do niego, tak przynajmniej zrozumiałam; w każdym razie było "coś" co go Zbudowało. Ale to wszystko na odległość. Ja nie wiem przecież jak on się czuje w środku naprawdę, gdy zapada mrok, a wykłady skończą. czy kąpie się w ciepłych promieniach , tuli w dłoniach swoich.

            Raczej jeśli ktoś ma tego do syta - to ma to drogą oświecenia, olśnienia-iluminacji - w kościele np. czasem po śmierci klinicznej. Więc faktycznie jakby jednak "z góry.., z chmury świadomości i miłości ściągnięte ..
            Nie wiem czy w drodze ciężkiej pracy nad sobą, może będę pierwsza ;)



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: feelka   Data: 2017-11-15, 12:04:43               Odpowiedz

            " od rodziców - w miarę akceptujących i czułych" -
            a przede wszystkim - UWAŻNYCH, to powinnam podkreślać. Życzliwa uwaga , jak reflektor, co i raz na dziecko.
            (Czułość jak dla maskotki i akceptacja wszystkiego jak leci - to nie to oczywiście)

            Ono ją przejmie. Życzliwą swoją uważność nauczy się kierować na siebie. A to podstawa. Terapii również :)



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: sams2   Data: 2017-11-15, 12:07:11               Odpowiedz

            Nie wiem czy w drodze ciężkiej pracy nad sobą, może będę pierwsza ;)

            Nie, iluminacja czy nie, zawsze najpierw jest praca.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: Iga112   Data: 2017-11-15, 13:46:23               Odpowiedz

            Wszystko czytam co piszecie, myślę nad tym. Nim mnie nie zniechęca. Felki listy są dla mnie ciepłe jak i Adama.
            Felko drażni Ciebie jak piszesz, że ja uciekam od przepracowania swoich lęków a chcę się skupić na ratowaniu związku. Bo nie widzę związku między moimi lękami a sytuacją obecną w moim małżeństwie. Jeżeli terapeuta powiedziałby że jest, to dla mnie sprawa byłaby prosta.
            Nie wiem czy jestem gotowa przerabiać teraz swoje lęki, swoje jakieś tam poczucie winy. Że mogła ich zatrzymać (rodziców), że nie pojechałam, że skłamałam że muszę się uczyć. Dużo, naprawdę dużo sama sobie uświadomiłam. Dużo osiągnęłam. Kiedyś bałam się wysyłać syna do przedszkola, bo myślałam, że stanie się tam coś złego. Dziś już tego nie ma. Mój syn miał w październiku wypadek w szkole, rozciął kolano na w-fie. I nic rano nie wskazywało na to, że wydarzy się coś złego. Wiem, że pewne rzeczy wydarzą się bez mojego udziału, wpływu i nie da się ich uniknąć.

            Adam ja otworzyłam się przed terapeutą od razu, tak jak bym znała go całe życie.

            Sams, Felka, Fatum wiem jak to wygląda z boku. To prawda, że mój mąż ma przemocowy charakter. On się tak ze mną mocuje od początku, bo inaczej nie potrafi. Ale moja natura buntownicza nie pozwala mu "rozwinąć" się w swoich działaniach. Robię co chcę i jego gadanie spływa po mnie, jak po kaczce. Pomysły erotyczne mojego męża, które pojawiły się wiosną - tak trafiają w moją wartość, bo czuję się nieatrakcyjna. No i straciłam zupełnie poczucie bezpieczeństwa i jest mi z tym źle.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: fatum   Data: 2017-11-15, 14:44:06               Odpowiedz

            Iga112 piszesz i piszesz o tych pomysłach erotycznych męża i w zasadzie nic poza tym pisaniem nie robisz.Wniosek.Zniesiesz wszystko.Nawet potrójny gwałt.Z miłości do męża,którego bardzo kochasz.Już teraz trenuj mięśnie uda.Brzmi mocno?A zobaczysz jak to zabrzmi po potrójnej przygodzie z chorym mężem.Miłego dnia.Ćwicz.Ćwiczenia Ciebie uratują,a nie guuuupia terapia.Pa.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: feelka   Data: 2017-11-15, 23:04:43               Odpowiedz

            Nie rozumiemy się chyba

            "Felko drażni Ciebie jak piszesz, że ja uciekam od przepracowania swoich lęków a chcę się skupić na ratowaniu związku. Bo nie widzę związku między moimi lękami a sytuacją obecną w moim małżeństwie"
            No właśnie, nie widzisz. Lęku że on cię odrzuci, odejdzie, uzna za nieatrakcyjną; że sobie z tym psychicznie nie poradzisz - nie widzisz?

            Tu też niezrozumienie:
            "Ja pruderyjna nie jestem ale pod warunkiem, że obojgu to pasuje. No mi nie pasuje, we mnie to coś burzy i coś niszczy"

            A kto ci mówi że ma ci to pasować? że masz być bezpruderyjna? Ja tylko mówiłam, że jego upodobań/pomysłów w jego głowie czy w czymś - nie zmienisz - więc nie w Twojej mocy jest go przed nimi "ratować". Ty możesz jedynie mu zaimponować - tym, że zaczną te jego pomysły i oczekiwania ci wisieć i powiewać, ale tak szczerze (gdy już się przestaniesz bać utraty). Bo teraz - możesz tam sobie gadać co chcesz - ale Twoja mowa ciała cię zdradza: on widzi jak cię tym udręcza, porusza.. - i zwyczajnie , może nawet nieświadomie, wykorzystuje to swoje narzędzie ... do kontroli? zadawania bólu?...



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: fatum   Data: 2017-11-15, 10:39:48               Odpowiedz

            Albo chcesz dobrze dla Igi feelko,albo w nos sobie wsadź te cytowane słowa,które w piosence brzmią inaczej i inne niosą wibracje.Ty feelka urodziłaś się pesymistką i taką umrzesz moim zdaniem.Ale jeszcze bobków dużo zostawisz na tym Forum zniechęcając Igę zdaniem (nie będziesz innym człowiekiem po terapii).Jesteś zwykły bęcwał.Nie rozumiesz,że takie "genialne" zachęty to wyciskają w mózgu Igi totalny bałagan.Jak będzie tyle lat w terapii co Ty feelka to wtedy moźesz w ten sposób kochać bliźniego,ale nie na początku drogi.Pewnie za 100lat przyznasz mi rację!Ale to będzie za późno.Dla Ciebie też.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: feelka   Data: 2017-11-15, 10:53:49               Odpowiedz

            Zniechęcam Igę?... a ja myślałam, że tylko ukierunkowuję, kieruję na główny cel terapii :)
            (czyli jej psychiczne poczucie bezpieczeństwa. czyli większe oparcie w sobie. czyli ...miłość do siebie :))

            Ale masz rację. co tu mieszać.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: fatum   Data: 2017-11-15, 13:53:21               Odpowiedz

            Feelka nadal twierdzę,że nieco zniechęcasz Igę do terapii.Adam jak zwykle pociesza Ciebie feelko,bo on już tak ma.Zresztą to jest postawa wygodna,ale zachowawcza bardzo.Nic konkretów.A życie czasem wymaga więcej od nas tzw.konkretów!Twoje "felietony" są gładkie do czytania,ale nie wszystkie słowa są Twoje.I nie są przez to adekwatne do danych sytuacji życiowych.Feelka Ty chcesz dobrze,ale niekiedy za bardzo.I wtedy opierasz się tylko na teorii,a zapominasz o doświadczeniu swoim lub innych (jeśli pozwalają to możesz przytaczać).Iga o terapii i w ogóle o psychologii mało wie,to o tym pamiętaj.Pisz do niej jak do małej Igunii księżniczki.-:)Dobra wystarczy.Wiem,że wzięłaś sobie do serca to co ważne.Mi pasuje.Pa.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: Iga112   Data: 2017-11-15, 14:08:14               Odpowiedz

            Felko "nie ma monopolu na seks" zgodnie z tym co piszę. Oczywiście. Są związki luźne, otwarte. Ja pruderyjna nie jestem ale pod warunkiem, że obojgu to pasuje. No mi nie pasuje, we mnie to coś burzy i coś niszczy.

            Sams dlaczego wszystko w związku ma być przedyskutowane? No nie musi. Mi tak pasuje, mężowi pasuje, to jest ok. Tak jak pisałam, ktoś ma monopol na udany związek? Ważne żeby czuć się dobrze. Ja czułam się dobrze aż do teraz.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: sams2   Data: 2017-11-15, 14:30:03               Odpowiedz

            Sams dlaczego wszystko w związku ma być przedyskutowane?

            Ja tak nie twierdzę. Po prostu fakt podjęcia studiów wpływa jakoś na logistykę, czas wolny etc więc to moim zdaniem i logicznie rzecz ujmując powinna być jakoś wspólna decyzja.
            Ale za to ty chcesz przedyskutowywać seks. Nie da się. Da się pogadać o studiach, o seksie - nie. Więc skoro nie gadasz o studiach to czemu wymagasz, żeby mąż liczył się z tobą w seksie? Nie liczy się z tobą nawet w kwestii studiów a co dopiero w seksie.
            Skoro macie "wolność" to czemu się martwisz jego propozycjami seksualnymi? Niech idzie ze swoimi fantazjami gdzie indziej.

            Takie gadanie o wolności to jest ściema, tak myślę. W tym związku żadnej faktycznej wolności nie ma, to obrazek dla tych co z boku.

            A jeśli jesteś faktycznie nieatrakcyjna dla męża to co? Ten seks cię chyba jakoś najbardziej porusza? Seks coś mówi ale studia już nie- ciekawe. Omijasz problem nie uzgodnionych studiów a rusza cię coś naprawdę mocnego, dotykającego twojego ja. Ale schemat działania męża i twój- cięgle taki sam: on się z tobą nie liczy, ty to łykasz.
            To takie moje luźne skojarzenia, oczywiście.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: Iga112   Data: 2017-11-15, 14:44:14               Odpowiedz

            Nie Sams wolność w naszym związku, to nie ściema. Ale to co piszesz, dało mi do myślenia. Dzięki. Może właśnie takim torem myślenia poszedł mój mąż, jak wolność to wolność. No ale dla mnie są granice, dla mojego męża widać nie ma.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: Iga112   Data: 2017-11-15, 14:50:43               Odpowiedz

            Fatum rozbawiłaś mnie teraz. A od kiedy Tobie przeszkadza pisanie o seksie? Myślałam że lubisz ten temat.
            Chyba musiałabym zupełnie zwariować żeby zgodzić się na pomysły mojego męża.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: fatum   Data: 2017-11-15, 15:06:31               Odpowiedz

            Wiesz ja serio wzięłam sobie do serca Twoje problemy.Jednak czuję,że nie miałam racji.Ty nie potrzebujesz pomocy.Nie wiem w zasadzie czego potrzebujesz.I powiem szczerze,że cieszę się,że doszłam do takiego wniosku.Nie mój problem.Mam swoje rozwiązane i to mnie cieszy.Dla rozrywki będę tylko czytała,bo mi wolno.-:)Przez moment za bardzo się zaangażowałam i wyszłam na naiwną.Przeżyję jak zwykle.A doświadczenie wykorzystam w Realu (Rzywistość,która ogarnia równo i oddzielnie Wszystkich).



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: chellunia   Data: 2017-11-15, 16:00:10               Odpowiedz

            Mąż od wiosny ponawia propozycje trójkąta?

            Powiedziałaś,że się nie zgadzasz a on nadal się przy tym upiera?!!! A Ty go nadal bezgranicznie kochasz?

            Już i tak Ciebie zdominował. Nawet wlazł na to forum i prowadzi za Ciebie dyskusje. Masz jeszcze coś do powiedzenia w tym związku?

            Zwolniłaś się z myślenia. I on to wie. I on się z Tobą liczy?

            To przyprowadź mu boy-a,jak go tak kochasz.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: sams2   Data: 2017-11-15, 15:05:06               Odpowiedz

            No ale dla mnie są granice, dla mojego męża widać nie ma.

            Ja myslę, że to jest tak, że ty o tych granicach gadasz i je pilnujesz więc twój mąż nie musi. Być może on może "sie realizować" bo ktoś inny myśli za niego o jego granicach wolności. Jak nie będzie bariery to będzie sam musiał sobie ją postawić. Wolność oszałamia jak otchłań.

            I jeszcze jedno skojarzenie: kobiety z takich "związkach z przechyłem" budują sobie obraz taki "on jest zły, niedojrzały etc, etc" a ja? ja to anioł prawdziwy - na tym tle. Więc to tło (zły mąż) utrzymywane jest by czerpać (nieświadomie) zyski z tego że na ciemnym tle jest jasność- a ta jasność to ja, ja!:). Stąd gadanie w związkach przem. o "noszeniu krzyża", o "nierozerwalności małżeństwa" etc. Obie strony cos z tego układu mają i nie chcą go zmienić. Twój mąż może być spokojnie dzieckiem bez granic a ty być mamusią, co "ma granice" i jest taka dobra, przyzwoita, porządnicka, dojrzała i z zasadami. Tylko w którymś momencie to się zmieni- każdy z nas się zmienia co chwilę, z roku na rok, i taka kobieta dochodzi do muru, bo jej "ja" choć jasne i anielskie zaczyna mieć dość faktycznego nieistnienia.
            Nie wiem jak to u ciebie jest, ale ja tak kojarzę.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: Iga112   Data: 2017-11-15, 15:47:07               Odpowiedz

            Sams, mąż jest niedojrzały a ja "mamusia" pilnująca granic. Faktycznie tak jest. Zawsze "wiedziałam" że jest niedojrzały, duży chłopiec...ale czy ja taka święta, nosząca krzyż? No nie wiem. Ta jego niedojrzałość nic mi nie robiła dopóki nie zaczęła godzić w moją wartość. Czy to źle? Czy to nie jest normalne? No właśnie terapeuta mówi że moje reakcje są normalne. Straciłam poczucie bezpieczeństwa i stąd płacz, zazdrość, strach.

            Fatum mąż mnie nie gwałci, nie ciągnie za włosy, więc faktycznie pomocy nie potrzebuję;) Nigdy nie pisałam że tak było, to już Twoja wyobraźnia. Na drugie spotkanie raczej pójdę, ale tak, jak pisze Adam najlepszym rozwiązaniem byłaby terapia małżeńska.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: sams2   Data: 2017-11-15, 16:01:59               Odpowiedz

            "Ta jego niedojrzałość nic mi nie robiła dopóki nie zaczęła godzić w moją wartość. Czy to źle? Czy to nie jest normalne? No właśnie terapeuta mówi że moje reakcje są normalne."

            Zaraz, nie mieszajmy do tego zła/dobra ani norm. To jest ten moment o którym piszę- w którymś momencie przysypane "ja" zaczyna się budzić i ma dość. Ma dość bo zostało zignorowane- przez ciebie. Budzi sie gniew na pominięcie istoty, wartości, duszy. To co mówi (złością, smutkiem, lękiem) to niekoniecznie twoje świadome Ja. To coś puka i chce żeby mu otworzyć. Bo bez tego głosu żyć sie nie da, da się jedynie udawać, że się nic nie dzieje.

            Co do terapii małżeńskiej.
            Niekoniecznie. Rodzina to jest system. Zmienia sie jeden element, zmieniają sie inne. Dostosowują się. Może twojemu mężowi ciąży już rola chłoptasia i twoja ewolucja będzie dla niego wskazówką, impulsem. Zakładasz że ty jesteś zdolna do zmiany a on nie- to nieprawda, on też jest płynny a nie statyczny na wieki. On też się zmienia, dojrzewa.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: Adamos325   Data: 2017-11-15, 16:34:41               Odpowiedz

            Tak, mąż Igi dojrzewa ale w przeciwną stronę seksualną do tej co Iga, wyobraźnia mu podpowiada - bo tak też można... I tak będzie dopóki nie zrozumie Igi, jej wartości, nie pójdzie na terapię - lub nie dostanie mocno obuchem po głowie... Bo jemu tak dobrze, on się dobrze czuje, chce jeszcze czegoś nowego, urozmaicenia - więc po co ma coś zmieniać? Samo nic się nie dzieje - nie zmieni. A jeśli takie się zrodziły predyspozycje seksualne w jego głowie - to może mu też być coraz trudniej! - pogodzić siebie i bycie w dobrym, całościowym związku z Igą



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: Iga112   Data: 2017-11-15, 17:21:56               Odpowiedz

            Sams dziękuję. Przemyślę to wszystko. Coś spowodowało, że w taki związek weszłam i w nim jestem.

            Chellunia Twoja wyobraźnia podpowiada Ci że mnie zdominował. Tak, ma od wiosny różne propozycje. Wiem, Tobie nie mieści się w głowie że może tak być i że nie wyrzuciłam go jeszcze z domu. Raz wycofuje się z tego, raz do tego wraca. Raz mówi, że jak nie chcę, to nie. Innym razem oskarża mnie, że jestem zaściankowa. Taka jest prawda. Gdy już zaczynam czuć się bezpiecznie i mam nadzieję że to już koniec, to znów w złości wykrzykuje swoje. Zwariować można. Ale myślę, że mu przejdzie. Teraz od kilku dni spokój.
            Nie wiem. Tłumaczę Wam jak mogę na czym polega mój problem.

            Jest związek między moją zazdrością a jego oczekiwaniami. Dlatego chciałam pozbyć się zazdrości. Denerwuje mnie np.gdy pisze z koleżanką. Wtedy zaczyna swoje, że ja jestem taka, siaka i owaka, że takiej zazdrosnej żony to on nie chce...ale ma dla mnie propozycje, mam się cieszyć, że jeszcze się mną interesuje, po tylu latach.
            Ale jak nie ma mojej zazdrości, to jest ogólnie wszystko dobrze. Nie wiem. Może to taki szantaż.

            P.S. A kto powiedział że ja się nie znam na psychologii? Dużo ostatnio czytam, bardzo dużo.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: sams2   Data: 2017-11-15, 16:11:47               Odpowiedz

            Zawsze "wiedziałam" że jest niedojrzały, duży chłopiec...ale czy ja taka święta, nosząca krzyż? No nie wiem. Ta jego niedojrzałość nic mi nie robiła dopóki nie zaczęła godzić w moją wartość. ... Straciłam poczucie bezpieczeństwa i stąd płacz, zazdrość, strach.

            I jeszcze jedna myśl: że ta jego niedojrzałośc to był twój kawałek w nim umieszczony. Tj przeżywałaś swoją niedojrzałość (ja=świadoma matematyczka) przez niego, bo może ten kawałek swój gdzieś zgubiłaś- dlatego się z nim związałaś, bo on tego ma dużo. A teraz ten mechanizm przestał działać- nie dlatego, że on jest coraz bardziej zły ("niedojrzały) a dlatego, że odnalazłaś ten swój kawałek niedojrzałości/głupoty/niewiedzy/szaleństwa/nieokiełznanego/niepewności etc w sobie (piszesz: "straciłam poczucie bezpieczeństwa"). Więc ten brak poczucia bezpieczeństwa, bezradność, jest błogosławieństwem, bo możesz mu się przyjrzeć i uznać za swoje. Terapia nie prowadzi do "umocnienia", mocnego wycięcia czego się nie chce, ale do uznania wszystkiego co wewnątrz jest, łacznie z bólem, bezsiłą, szaleństwem, irracjonalnym - i to dopiero daje power.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: chellunia   Data: 2017-11-15, 16:31:04               Odpowiedz

            Fatum mówi,że Ty nic nie wiesz o psychologii. Dobreee:):)
            Zadajesz tak tendencyjne pytania, że mi się nie chce odpowiadać:)



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: Adamos325   Data: 2017-11-15, 11:19:56               Odpowiedz

            Czytam, czytam troche Wasze opowiesci, rozne punkty widzenia, dzielenie, tak Fatum ;) - i sie nad tym wszystkim zastanawiam, choc nic nie pisze na razie - ktora droga dla Igi byla by najlepsza? - jak to rozwiazac? - "zeby wilk byl syty i owca cała" ;) - sytuacja jest troche skomplikowana... Iga chcialby cos zmienic, zeby bylo lepiej, zeby byla bardziej rozumiana - tylko jeszcze nie wie do konca co..., jak przekazac to mezowi, zeby bylo lepiej, dobrze i jej i jemu. Widac, ze Idze zalezy na zwiazku - a przez to tez jej maz moze troche wykorzystywac sytuacje, bo... ją zna, jej emocje. Zresztą, pewnie on tez chce byc soba, realizowac siebie - ze swoimi pomyslami - i tu nastepuje konflikt, tez troche wartosci i osobowosci, tak mysle.
            Co do terapii, to uwazam, ze zawsze mozna sprobowac... - do odwaznych swiat nalezy, ja tak myslalem, jak szedlem na swoja, choc wiekszosc mnie nie rozumiala, ale ja i tak wiedzialem o co mi chodzi ;) - z czasam sie przekonali, i teraz nawet o tym nie wspominaja. Zawsze tez mozna sie wycofac... - w trakcie tez, jesli nie bedzie cos nam odpowiadalo, nie bedzie nam sluzylo, bedzie jeszcze trudniej - terapeuta nie taki. Choc tez uwazam, ze najtrudniej jest na poczatku, otwarzyc sie, to trudne, bolesne, trzeba to przezyc, zrozumiec siebie i swoje zycie - jakby sie otworzyc i nawet troche upokorzyc przed innym, drugim czlowiekiem, to tak nie wiem, moze 3-5 spotkan - ale potem cos zaskakuje i zmienia sie nasze podejscie... - potem coraz lepiej rozumiemy siebie i swojeoczekiwania. Choc... tu tez jest troche inaczej, bo tu sa 2 osoby, terapia dla zwiazkow, wzajemne oddzialywanie - takiej nie przechodzilem, wiec za duzo nie moge powiedziec... Mysle, ze najlepiej jakby uczestniczyli obydwojga partnerzy, poznali siebie glebiej - choc w tym przypadku jak Iga pisze, jest chyba niemozliwe. Maz czuje sie na swoim miejscu

            Jak na razie, najbardziej odpowiadaly mi chyba przemyslenia i porownania Feelki - choc tez moze nie wszystkie? - w ostatnim poscie Fatum ma troche racje :) Jak za duzo piszemy, mowimy, to juz sie troche zapedzamy, Feelka - refleksje nas pomalu opuszczaja ;), powstaja emocje. Ale np. to - mądre:

            "Zmiana polega chyba na tym - na poczuciu że to JA mogę dawać tę miłość, (jak pierogi z Magdallenowej miski ) i mi nie ubędzie od tego dawania. Ja która daję... - jestem potrzebna, ważna; WAŻNEJ się nie zostawia; i ważna NIE BOI się zostawienia.
            Terapia winna by dać (każdemu z nas?) poczucie: oto mam zawsze przy sobie pełną michę.
            (A za zapachem tych pierogów ogonek głodnych..., z panem mężem na czele ;))
            No chyba że jemu pachnie bardziej przygoda i ekscytacja niż miłość. Ale ja nie wiem czy to możliwe.)

            A ta micha - to nic innego jak micha miłości własnej :)
            Kto ją umie napełniać (stoliczku nakryj się) głodny chodził nie będzie bo sam zje najpierw, ot jak to kucharka.. ;); nie boi się też że rozda i jemu samemu zabraknie, szczodry jest. A ludzie szczodrych lubią, do szczodrych się garną"

            I jeszcze tamte Twoje mysli Feelka :)

            Pozdrawiam wszystkich dyskutantów!




          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: sams2   Data: 2017-11-15, 10:17:41               Odpowiedz

            Kilka skojarzeń co do Igi

            "Chciał pójść teraz na podyplomowe studia, to poszedł nie pytając mnie o zdanie. Kilka lat wstecz ja zrobiłam to samo. Chodźimy swoimi ścieżkami."

            I to jest związek, gdy nie ustala się wspólnie takich ważnych spraw? Kogo oszukujesz jak tak mówisz? Do kogo to mówisz, do jakiej swoje części?


            "Ja tak chcę, bo uważam to za słuszne, bo chcę mieć rodzinę w całości, bo kocham męża"

            Nie. To co powoduje że idzie się po pomoc to to,że twojej istocie, duszy jest źle. To nie musi być uświadomione. W trakcie terapii zresztą cel i powód zmieniają się.


            "Ale czy jest kat, gdy nie ma ofiary? W żadnej kwestii ja się nie podporządkowałam. Oczywiście że ranią słowa i pewno o to chodzi, żeby sprawić mi przykrość. Czy to wystarczy żeby być ofiarą?"

            Ofiary przemocy i agresji często nie czują, że są ofiarami. Bite kobiety twierdzą że się opierają, że nic sie nie dzieje, że to tylko taki wyskok etc.Ale jak ktoś się upiera, że chce być ze strachu z kimś kto intencjonalnie rani to już jest pozycja ofiary, przykro mi, bez względu jak ty to sobie nazwiesz.


            "Poszłam na tą wizytę z chęci ratowania związku a nie ze swoimi lękami czy czymś innym."

            Nie. Poszłaś bo chcesz naprawiać męża. Poszłaś dla niego nie dla siebie, jak słusznie pisze Basti. Dla niego się poświęcasz. Poświęcasz się dla swojego "dobrego imienia"- zrobiłam wszystko żeby go zatrzymać, nawet poszłam na terapię żeby sie obwiniać.

            To są przykłady racjonalizacji, o których pisałam z Felką.

            I dalej:
            "ostatnio ma dziwne preferencje seksualne, które trafiają w moją godność, moją wartość i zachwiały moim poczuciem bezpieczeństwa."

            Jeśli chodzi o seks to nie jest to sfera godności, wartości, uzgadniania, bycia razem etc ale szaleństwa, wyjścia poza ludzkie opowieści. Seks jest drogą do Tam. Skoro ty twierdzisz że u ciebie wszystko z rozumu to może po prostu jemu brakuje szaleństwa i próbuje je wymusić. Co do preferencji seksualnych to też jest nieświadome i nie podlega dyskusji. Twój mąż ma prawo mieć swoje preferencje które nie podlegają ocenie etycznej ani dyskusji. Jeśli tak chce, to tak chce. Chyba, że te preferencje są udawane, są częścią gry jaka jest podjęta, częścią wykorzystania twojego lęku do upokarzania ciebie. Ale każdy ma swoje preferencje, perwersje i ma do nich pełne prawo jako człowiek.


            I jeszcze o terapii:
            "Ale czy to w ogóle możliwe, że na terapii można wyłączyć człowiekowi emocje? Wydaje mi się to niemożliwe."

            Wyłączają emocje nieuświadomione mechanizmy obronne przy traumie. Ale na terapii nie można zrobić niczego, można tylko poddać się procesowi. Nic nie jest wyborem, ani deklaracją, ani postanowieniem. To nie ten poziom pracy. Zmiana nie jest kwestią świadomości, świadomie to tylko na sesje można chodzić. Nie jest też tak, że terapia jest jakąś drogą do wiecznego szczęścia jak tu pisze Marconi. Są terapie i to chyba sporo, które kończą się brakiem zmiany, konfliktem, rozgoryczeniem, porażką. Ty uważasz terapeutę za agenta, za tego kto coś ci zrobi, pozbawi ciebie tego co teraz określasz "ja". On nic nie może ci zrobić, może tylko słuchać i zadawać pytania. Wcale nie jest łatwo przekroczyć swoją osobowość. A ty się już martwisz co będzie jak ci się zmieni i mąż cie opuści :). Nie ma się o co martwić, to tylko marnujące energię zbędne gry umysłu.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: marconi   Data: 2017-11-27, 22:45:51               Odpowiedz

            sams2 >>> "Nie jest też tak, że terapia jest jakąś drogą do wiecznego szczęścia jak tu pisze Marconi."

            Nie wiem jakie są Twoje doświadczenia z terapią ale moje właśnie takie są jak napisałaś. Może to kwestia indywidualnej definicji szczęścia? Moje postrzeganie szczęścia w tym kontekście polega na tym, że poprzez terapię poznaję swoją historię kształtowania mnie, rozumiem dlaczego reaguję tak a nie inaczej w danych sytuacjach, co mnie gryzie i skąd to się bierze, rozumiem dlaczego ludzie reagują na mnie tak a nie inaczej plus poszukiwanie swojej wrodzonej natury - to daje mi większe poczucie samoświadomości, porzucenie męczących wzorców myślowych i emocjonalnych, życie w zgodzie z sobą, bez szarpaniny, większe zrozumienie ludzi w moim otoczeniu, można by długo pisać :)

            Czy Twoja terapia zakończyła się "brakiem zmiany, konfliktem, rozgoryczeniem, porażką"?



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: sams2   Data: 2017-11-28, 08:42:07               Odpowiedz

            "Nie jest też tak, że terapia jest jakąś drogą do wiecznego szczęścia jak tu pisze Marconi."

            To jest zdanie logicznie poprawne. Są terapie, które oceniane są pozytywnie (okresowo) i takie które kończą się porażką. Patrząc ogólnie, w masie. Niektórzy pacjenci są zadowoleni, inni nie. Nie każda terapia daje coś wartościowego i to jest także prawdą.
            Tak naprawdę nie wiem o co ci chodzi. Masz dobre doświadczenia,i ok, ale ja zauważam, że indywidualnych doświadczeń nie można generalizować. I tylko tyle.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: fatum   Data: 2017-11-28, 09:44:47               Odpowiedz

            Samsik,ale jesteś lodowata w wypowiedzi.-:)Nie odpowiedziałaś też marconi na pytania.Nie chcesz jednak z nim pisać.Szkoda.Od momentu swojego wejścia tutaj moim zdaniem marconi zmienił styl pisania (stał się powiedzmy,że łagodniejszy)i nie jest już taki arogancki.Sams2 może spróbuj traktować bliźniego mniej surowo.Powiedz sama,co Ci to szkodzi (zaszkodzi)?Aż tak dużo dyskutantów tutaj nie widzę.Rodzynki męskie są na wagę złota.-:)Dużo uśmiechu dla sams2,która nie tak dawno (kilka postów wstecz)!pisała,że jest w czarnej doooopie.P.S. oczy miłości widzą w każdym mężczyźnie bohatera.Samsik chyba nie widzi.-:*)*



          • RE:Kompatybilność

            Autor: Adamos325   Data: 2017-12-02, 17:38:34               Odpowiedz

            Iga, Twój wątek został chyba wyczerpany, przedyskutowany - ale napiszę Ci jeszcze taką myśl, przekaz (którą usłyszałem ostatnio od seksuologa) - "kompatybilność na poziomie emocjonalnym jest najważniejsza - nie atrakcyjność" :) Przekaż to dalej ;)



          • RE:Kompatybilność i powrót Igunii...............

            Autor: fatum   Data: 2017-12-02, 17:59:15               Odpowiedz

            Iga powróci,jak uzna za stosowne.Osobiście czekam z ciepłym słowem dla Igi.Pozdrawiam .Ściskam."Terapeutę" Igunii też.-:)*



          • RE:Kompatybilność i powrót Igunii...............

            Autor: Iga112   Data: 2017-12-02, 23:50:15               Odpowiedz

            Czekasz z ciepłym słowem Fatum.... No nie będzie się Tobie podobało to, co powiem. W piątek zadzwoniłam do terapeuty żeby zakończyć z nim współpracę. Namówił mnie na jeszcze jedną wizytę. Pójdę w poniedziałek na ostatnią wizytę. To co on mówi o moim mężu, wystraszyło mnie, zasiało we mnie niechęć do męża. Nie chcę iść w tym kierunku, bo czuję się samotna.
            Nie chcę już zanudzać swoimi przemyśleniami i ciągnąć tego wątku. Powiem tylko, że mam zamiar wziąć sobie do serca radę terapeuty, aby nie szukać w sobie ani przyczyn ani tym bardziej winy.

            P.S Adam żeby to było takie proste- powiedzieć coś i już. Wiem że trudno zrozumieć komukolwiek mojego męża. Nie chcę znów tłumaczyć w czym rzecz. Adam, mój mąż uważa mnie za bardzo atrakcyjną, wiele razy to mówił. Nawet gdy był wściekły na mnie, to zawsze podkreślał moją atrakcyjność.
            Wiem, że i Ty Adam i Fatum jesteście mi życzliwi. Dziękuję



          • RE:Kompatybilność i powrót Igunii...............

            Autor: fatum   Data: 2017-12-03, 09:13:13               Odpowiedz

            Wiesz taką podjęłaś decyzję i tyle.Póki Ciebie nie gwałci,to chyba zniesiesz wszystko.I masz rację,że skoro jedynym składnikiem waszego związku jest Twoja samotność i mąż ją Tobie zaspakaja to czego jeszcze chcieć?Pisz jeszcze.



          • RE:Kompatybilność i powrót Igunii...............

            Autor: marconi   Data: 2017-12-03, 09:43:37               Odpowiedz

            Iga112 >>> Jeśli na prawdę weźmiesz sobie do serca "nie szukać w sobie ani przyczyn ani tym bardziej winy" w czym będę Cię dopingował, to sprawy nabiorą nowego kierunku czy tego chcesz czy nie :)



          • RE:Kompatybilność i powrót Igunii...............

            Autor: Iga112   Data: 2017-12-03, 10:41:25               Odpowiedz

            Tak myślisz Marconi, czy to ironia?



          • RE:Kompatybilność i powrót Igunii...............

            Autor: marconi   Data: 2017-12-03, 10:49:39               Odpowiedz

            Sam przeżyłem i wiem co znaczy permanentne poczucie winy. Życzę Ci z całego serca żebyś się z tym uczuciem pożegnała. Oczywiście nie na zawsze, ale przynajmniej w tym "gorącym" temacie.



          • RE:Kompatybilność i powrót Igunii...............

            Autor: chellunia   Data: 2017-12-03, 10:54:45               Odpowiedz

            Obejrzyj sobie Iga film.

            cda.pl Moja miłość



          • RE:Kompatybilność i powrót Igunii...............

            Autor: fatum   Data: 2017-12-03, 11:00:07               Odpowiedz

            Iga,a co niby marconi takiego myśli?Wiesz?To mi powiedz.Ja nie wiem,co on takiego dobrego myśli.Pisać każdy może.-:)



          • RE:Kompatybilność i powrót Igunii...............

            Autor: sams2   Data: 2017-12-03, 17:57:28               Odpowiedz

            Praca terapeuty z takimi przemocowymi związkami i kobietami bez poczucia wartości to musi być orka na ugorze. Dlatego też uważam, że zmuszanie kobiet bez motywacji do polepszania swojej jakości życia to zwykła strata czasu. Najpierw motywacja, czyli dotknięcie dna, a potem uczciwa praca. Inaczej się chyba nie da...



          • RE:Kompatybilność i powrót Igunii...............

            Autor: fatum   Data: 2017-12-03, 21:22:08               Odpowiedz

            Tak sams2 myślę identycznie,ale Igunia jest taka słodka,delikatna,ładna,że tak trudno jej wprost napisać,że zrozumie coś niecoś kiedy wydarzy się coś "niebywałego".Tak Iga potrzebuje czasu.To co piszemy jest dla niej enigmą.Sams2 Iga nawet nie wie/nie zna terminu/określenia:"poprawa jakości życia".Rozumie to jako zakup samochodu,wymiana mebli,telewizora,itd.A przecież chodzi o stronę psychiczną (poczucie wartości,szacunek,umiejętność życia w samotności,itp.).Tak.Tak.Iga jest na innym etapie.Zamiotła wszystko pod dywan.Dywan wyniosła na strych!Koniec problemu.Odczepcie się.Mój mąż niech robi co chce ze mną.Jemu przysięgałam.A wy wiecie tyle co zjecie.



          • RE:Kompatybilność i powrót Igunii...............

            Autor: Iga112   Data: 2017-12-08, 14:32:47               Odpowiedz

            Fatum, Marconi odpowiadam....
            Tu nie chodzi o ciekawość, w sumie nawet nie wiem o czym mówicie. Nie wiem na czym miała polegać moja terapia ale nie na szukaniu przyczyn czy coś w tym stylu. Mieliśmy się skupić na tym, co tu i teraz. Nie pożegnałam się z psychologiem na zawsze. Obiecałam że zadzwonię i powiem, czy wszystko u mnie ok. Chyba tak po ludzku przejął się moim losem;) Nie wiem. Narazie czytam o gaslightingu - to lektura polecona przez psychologa. Obiecuję, że przeczytam książkę którą mi Fatum polecasz. Może masz rację że powinnam wrócić . Podobno tworzę iluzje, które pozwalają mi czuć się dobrze. Nie jestem gotowa na przyjęcie "prawdy" psychologa bo moja "prawda" jest inna. Wiem że może trudno to zrozumieć.



          • RE:Kompatybilność i powrót Igunii...............

            Autor: fatum   Data: 2017-12-08, 15:15:30               Odpowiedz

            Jeżeli przeczytasz ze zrozumieniem książkę,którą każda Kobieta moim zdaniem powinna przeczytać (zdrowa też)!,to będziesz przez tydzień płakała i płakała,ale to będzie płacz szczęścia.I koniecznie powiedz psychologowi,że ją czytasz.Cieszę się,że napisałaś.Buziaki.



          • RE:Kompatybilność i powrót Igunii...............

            Autor: marconi   Data: 2017-12-08, 18:37:04               Odpowiedz

            Iga >>> Nie wiem jak mam wyjaśnić inaczej tą ciekawość. Zastawiam się czy jeśli dzięki iluzji czuł bym się dobrze to czy szukał bym "prawdy"... chyba nie.



          • RE:Kompatybilność i powrót Igunii...............

            Autor: Iga112   Data: 2017-12-08, 20:12:13               Odpowiedz

            Marconi czuję się dobrze przez tydzień, a kolejny już źle. Ale nic już nie szukam.



          • RE:Kompatybilność i powrót Igunii...............

            Autor: fatum   Data: 2017-12-08, 20:54:34               Odpowiedz

            Dokładnie to jest opisane w tej książce (kobiety,które kochają za bardzo),że tydzień czujesz się dobrze,a potem już nie.Nie pisz,że nic już nie szukasz,bo to jest bardzo smutne.Bardzo.Sory,że odpowiedziałam za marconiego,ale znasz mnie jaka jestem "upierdliwa".-:)To się już nie powtórzy.-:)



          • RE:Kompatybilność i iluzja marconi....

            Autor: fatum   Data: 2017-12-08, 22:24:07               Odpowiedz

            Ty namawiasz "moją" Igunię,by żyła w iluzji?Ale z ciebie żmij!!!Doprawdy duży żmij.



          • RE:Kompatybilność i iluzja marconi....

            Autor: Iga112   Data: 2017-12-09, 08:42:21               Odpowiedz

            Marconi z moją iluzją jest jak z Twoim zaglądaniem do kieliszka (pisałeś że tak robisz). Przez chwilę jest lepiej prawda? Powiedzmy, że jest z nami podobnie jednego dnia wesoły humor drugiego smutek. Ale źródło Twojego smutku tkwi gdzieś daleko, głęboko w dzieciństwie. Mojego źródło tkwi w moim małżeństwie. Szukaj więc może coś znajdziesz. A jaką ja mam mieć ciekawość? Czego znów szukać? Nie chcę i nie będę. Przestałam szukać. Właśnie to szukanie było dla mnie ślepa uliczką.



          • RE:Kompatybilność i iluzja marconi....

            Autor: chellunia   Data: 2017-12-09, 10:14:36               Odpowiedz

            Ty Iga znasz prawdę ale nie masz odwagi się z nią zmierzyć.
            Przeżyłas ogromna traumę w młodości. Zostałaś sama i nie chcesz za nic w swiecie tego doświadczyć ponownie.

            Tobie świadomości nie brakuje, tylko odwagi. Twój mąz jest silniejszy od Ciebie. Wie, że może się daleko posunąć a Ty i tak nic nie zrobisz. Nie zrezygnujesz z bezpiecznej strefy komfortu.



          • RE:Kompatybilność i iluzja marconi....

            Autor: marconi   Data: 2017-12-09, 11:07:29               Odpowiedz

            Iga >>> Alkohol to całkiem dobry przykład, iluzja prawie doskonała. Ale rozsypała się w czasie gdy wypracowałem samoświadomość wewnętrznych procesów.

            Chellunia pisze, że w dzieciństwie nie miałaś jednak lekko. Być może masz pole do popisu żeby zmierzyć się z czymś w środku? Może brak Ci odwagi ale to skutek braku motywacji. Żeby zdobyć się na odwagę i góry przenosić trzeba mieć najpierw motywację. Skąd ją wziąć?



          • RE:Kompatybilność i iluzja marconi....

            Autor: Iga112   Data: 2017-12-09, 11:33:43               Odpowiedz

            Marconi źle zrozumiałeś Chellunie. W dzieciństwie miałam lekko, niczego mi nie brakowało. Gdy miałam 21 lat zginęli moi rodzice. Ale to było dawno, uporałam już się z tym. Teraz tkwię w takim a nie innym małżeństwie. Ale już mówiłam. Nie rozwalę domu dzieciom. Może Chellunia ma rację że boję się zostać sama. Więc co mi pozostaje? Przystosować się do tego co mam i tyle na ten temat. Szukanie czegoś w sobie, to nie dla mnie. Już nie dla mnie.



          • RE:Kompatybilność i iluzja marconi....

            Autor: chellunia   Data: 2017-12-09, 11:53:45               Odpowiedz

            Nie rozwalę domu dzieciom.

            Jak nie chcesz rozwalić,to śmigaj kochana na terapię i zrób wszystko co jest możliwe dla siebie i dla dzieci.

            Piernik i tak wszystko rozpiericzy. A jak Ciebie w wyniku tych przeżyć będzie trzeba zbierać z podłogi, to dzieci straca dom. Kapujesz?



          • RE:Kompatybilność i iluzja marconi....

            Autor: Iga112   Data: 2017-12-09, 12:03:33               Odpowiedz

            Chellunia panuję nad sytuacją. Wiem co jest dobre dla moich dzieci. A to że chciałabym być ważna, kochana i takie tam, to są niczemu nie służące bzdury które można sobie wybić z głowy. On wie co ja akceptuję a czego nie. Próbuje mi wmówić że jestem głupia ale ja wiem jaka jest prawda. Nikt mnie nie będzie zbierał z podłogi bo potrafię też o siebie zadbać. Do wszystkiego trzeba tylko podejść bez emocji i dyplomatycznie. I zaczęłam już swoją grę. Przykre, ale nie mogę być całe życie kochająca żoną.



          • RE:Kompatybilność i iluzja marconi....

            Autor: chellunia   Data: 2017-12-09, 12:14:18               Odpowiedz

            " I zaczęłam już swoją grę"

            Grę? To jest niedojrzałe.
            Masz być sobą, kobietą szanująca siebie, dbająca o siebie, o dzieci.



          • RE:Kompatybilność i iluzja marconi....

            Autor: chellunia   Data: 2017-12-09, 12:25:18               Odpowiedz

            "A to że chciałabym być ważna, kochana i takie tam, to są niczemu nie służące bzdury które można sobie wybić z głowy."

            To jest podstawa dobrego związku. I wybijanie tego sobie z głowy niczemu nie służy, tylko prowadzi do przerażającej obłomowszczyzny!
            Ludzie sobie zadają pytania, ma być miło czy ma być miłość. Ja nie mam wątpliwości. W Twoim przypadku nie ma nawet miło.

            Chcesz być martwa dla starego piernika? Taką ofiarę chcesz ponieść?





          • RE:Kompatybilność i iluzja marconi....

            Autor: chellunia   Data: 2017-12-09, 12:46:07               Odpowiedz

            Dbałość o dzieci to nie tylko ciepła zupa i czyste skarpetki, dach nad głową.

            To dbałość poprzez dobry przykład. A jaki przykład dasz, jak będziesz prowadziła gierki? Myślisz, że Twoje dzieci są ślepe i tego nie zauważą?
            A weź jeszcze pod uwagę,że możesz dawać dobry przykład a i tak pójdą na skróty w ślad za tatusiem, bo wybory tatusia łatwiejsze.
            No i teatr moze trwać jakiś czas, nawet jak aktorzy zdolni i zgodni. Ale przyjdzie moment to i tak taki domek z kart się rozpadnie.





          • RE:Kompatybilność i iluzja marconi....

            Autor: Iga112   Data: 2017-12-09, 12:49:50               Odpowiedz

            Może niedojrzałe, ale kręci mnie to, gdy teraz to ja mówię o swoich potrzebach a on wpada w panikę. Może ktoś powie, że to zemsta, ale ja mówię że to jedyna droga, aby się otrząsnął. W miłość już nie wierzę. Sorry.



          • RE:Kompatybilność i iluzja marconi....

            Autor: marconi   Data: 2017-12-09, 12:57:22               Odpowiedz

            Iga >>> Brawo!! Na miłość przyjdzie jeszcze czas.



          • RE:Kompatybilność i iluzja marconi....

            Autor: fatum   Data: 2017-12-09, 18:34:02               Odpowiedz

            Iguś teraz mi serio zaimponowałaś swoimi odpowiedziami.Były po prostu psychologiczne,a nie takie o pierogach (ulubiony temat....)).Brawo.Na miłość jest zawsze czas.I na prawdziwą miłość też jeszcze przyjdzie czas.Mi się podoba to,że Twój mąż już nie może być Ciebie pewny.Jak przeczytasz tą wiadomą nam książkę,to sama zauważysz,że obecnie dobrze robisz.I nie tylko to zauważysz.Tego jestem pewna.A czego nie jestem pewna,to o tym nie piszę.To moja dewiza.Iguś jak sypiasz w nocy?Budzisz się? (często,rzadko,wcale)?



          • RE:Kompatybilność i iluzja marconi....

            Autor: Iga112   Data: 2017-12-09, 19:23:49               Odpowiedz

            Może źle się wyraziłam z tą grą. Nie chcę manipulować mężem. Chcę się wyzwolić spod jego manipulacji. Jestem teraz wyczulona na to co mówi. Może mam teraz zamrożone uczucia, może to źle, ale na chłodno mogę ocenić co do mnie mówi. Fatum potrafię przez 2 tyg budzić się o 3 w nocy i leżeć do rana, potem znów odsypiać kolejne 2 tyg tak, że nie mogę wstać do pracy. Teraz od tygodnia śpię całą noc. Pozdrawiam i mogę ja z Tobą wypić zieloną herbatę (bo kawy nie piję);) Dzięki za wszystko



          • RE:Kompatybilność i iluzja marconi....

            Autor: fatum   Data: 2017-12-09, 20:00:45               Odpowiedz

            Zróbmy tak.Ty będziesz piła zieloną herbatę,a ja ulubioną kawusię.Ale rozwaliłaś mnie tym wspólnym piciem herbaty,kawy.P.S. miałam sen o Tobie,że masz deprechę taką do Berlina.-:)Wychodzi na to,że powinnaś się udać do psychiatry po lekarstwa na deprechę.Piszę teraz,że to był sen,ale i kula to też widziała u Ciebie.Wątek się rozwinął niebywale.Super.



          • RE:Kompatybilność i iluzja marconi....

            Autor: chellunia   Data: 2017-12-09, 13:19:27               Odpowiedz

            To bawcie się i zbawcie się:)



          • Iga powodzenia

            Autor: pasjaaa   Data: 2017-12-09, 13:02:04               Odpowiedz

            w takim razie cokolwiek się wydarzy.
            Wielce prawdopodobne, że Twój mąż poczytuje forum, a w nim Twoje stanowisko na ile prawdziwe jeden Bóg wie.
            Celowe to może.
            Ta gra to taki starszak na niego dla opamiętania żeby już wiedział, że nie będziesz stała w wierności może?
            Nie wiem tak mi przyszło do głowy.
            W każdym razie zapytałam dojrzałego faceta jak on widzi okiem mężczyzny sytuację kobiety w sytuacji takiej jak Twoja.

            Takie powtarzające się propozycje trójkąta z Twoim udziałem wg. niego świadczą o tym, że jest gotowy na zdradę ciebie o ile tego już nie robi. Twoja zgoda na trójkąt jest mu potrzebna do usankcjonowania tego żeby robić to z innymi za Twoja przecież zgodą. Problem Twój polega na tym, że cokolwiek fizycznego ze sobą nie zrobisz (wygląd) może nie mieć większego znaczenia bo tu o różnorodność, zmiany, adrenalinę, emocje z tym związane raczej chodzi.
            Rodzina, ty możecie być dla niego ważni dlatego jeszcze dobija się o Twoje przyzwolenie,
            żeby mieć ciastko i jeść ciastko, a nawet inne z różnych ciastkarni zachowując to wszystko, zagarniając egoistycznie w okół siebie to co chce nie uwzględniając w tym Twoich uczuć.
            Miedzy dwojgiem ludzi gdzie jest wzajemne uczucie i wzajemny szacunek jakakolwiek propozycja w aspekcie intymnym jeśli nie spotyka się ze zgodą z jakiś względów drugiej strony spada na pozycję nie tak ważną i absorbująca skoro jest bliskość i ważność siebie.

            Możesz ratować swój związek próbować różnych gier, sztuczek, metod i "pigułek" jak zwał tak zwał. Nie nasz problem ostatecznie i nie z nami ten problem.
            Problem możesz mieć przy tym sama ze sobą kiedy nachodzić będą dręczące myśli, To jak długo uda Ci się je wypierać, odpierać i jakimi metodami i z jakim skutkiem dla Ciebie i Twojego związku tego nie wiem - moge jedynie przypuszczać.

            Tutaj chyba dobrze byłoby skorzystać ze specjalisty dla dwojga i seksuologa ale on musi tego chcieć dopóki nie chce Twoja rola ma wpływ na związek ale wymaga odwagi i podjęcia ryzyka albo się uda albo rozstanie.

            Póki co wybierasz trwanie co w mojej ocenie nie daje Twojemu mężowi żadnego bodźca do zmiany bo i po co?




          • RE: Iga powodzenia

            Autor: Iga112   Data: 2017-12-09, 13:27:33               Odpowiedz

            Pasjaa on nie czyta forum, wiem to na pewno. Tak, chce mieć i rodzinę i kochanki. Dla usprawiedliwienia siebie mi proponuje zdrady, ale pod kontrolą. Boi się że ja się zakocham i to jest moja broń. Te 4 spotkania z psychologiem dały mi dużo i mam też świadomość że zawsze mogę wrócić, gdy zabraknie mi siły. Nie wierzę już w swoją winę i mam świadomość że próbuje mną manipulować. To dużo. Dzięki Pasjas i Marconi za dobre słowo



          • RE:Kompatybilność i iluzja marconi....

            Autor: weronika502   Data: 2017-12-09, 13:37:35               Odpowiedz

            Maskę stale
            Trzymała w szczupłej dłoni,

            Jakby zrośnięta z kamuflażem.

            Czyżby dłoń
            Maskę leciutko trzymając

            Nie drżała wcale?

            Czy może jednak

            Czasem przebiegło

            Dyskretne drżenie,

            Dygotu mgnienie,

            Musnęło cieniem

            Skrytą skroń?

            Latami głowiłem się, co też skrywa Ta maska -
            Płaska, nieżywa.

            Aż pomyślałem: basta!
            Niech będzie, co się zdarzy. Zajrzałem - a tam nie oczy, nie usta, Lecz pustka
            Zamiast twarzy.

            Znikła panienka. Została ręka,
            A w ręce - Śliczny obrazek.

            (autor nieznany) wzięte z "Porozumienia bez przemocy" M. Rosenberga



          • RE:Kompatybilność i iluzja marconi....

            Autor: Iga112   Data: 2017-12-09, 14:04:01               Odpowiedz

            Weronika piękny wiersz, ale ja zawsze miałam problem ze zrozumieniem wierszy... Nie nadaję na tych falach;)



          • RE:Kompatybilność i iluzja marconi....

            Autor: chellunia   Data: 2017-12-09, 14:15:12               Odpowiedz

            Jak masz problem ze zrozumieniem tekstu, to skąd wiesz czy jest piekny?
            Poezja ubiera w słowa istotną myśl. Na tym polega jej finezja. Maska często piękna zakrywa, to co prawdziwe.

            Cwana gapa? :(



          • RE:Kompatybilność i iluzja marconi....

            Autor: Iga112   Data: 2017-12-09, 14:22:00               Odpowiedz

            Moja maska? Co chcesz mi powiedzieć Chellunia? Czy maska męża? Mam znów zacząć w sobie szukać winy? Nie!!! Każdy zakłada gęby (jak pisze Gombrowicz), zależnie od sytuacji.



          • RE:Kompatybilność i iluzja marconi....

            Autor: chellunia   Data: 2017-12-09, 14:29:54               Odpowiedz

            Na zachowanie swojego męża wpływu nie masz. Jak sam nie zechce się zmienić, nic nie wskórasz.
            Sama nie zakładaj maski i nie niszcz tego co w Tobie piękne.
            I w końcu przestań udawać, że nie pojmujesz. Pojmujesz!



          • RE:Kompatybilność i iluzja marconi....

            Autor: Iga112   Data: 2017-12-09, 14:43:02               Odpowiedz

            Chellunia co Ty byś zrobiła na moim miejscu? Wzięłabyś dzieci za rękę, wynajęłabyś mieszkanie i żyła z dziećmi za nauczycielską pensję tak? A może przedzieliłabyś dom taśmą na pół? Na prawdę łatwo mówić, trudniej wykonać. Mam być aniołem i nie zakładać maski? I co mam jako anioł? No chyba nic.



          • RE:Kompatybilność i iluzja marconi....

            Autor: Iga112   Data: 2017-12-09, 15:01:25               Odpowiedz

            Poza tym Chellunia nie przesadzaj. Nie zamierzam się zmienić w potwora.



          • RE:Kompatybilność i iluzja marconi....

            Autor: chellunia   Data: 2017-12-09, 15:25:19               Odpowiedz

            No to mnie uspokoiłaś):):)Trzymaj gardę po prostu:)
            Nie krzywdź i nie daj się skrzywdzicć. Tylko tyle.



          • RE:Kompatybilność i iluzja marconi....

            Autor: marconi   Data: 2017-12-09, 15:28:25               Odpowiedz

            Iga >>> mówiąc Mężowi o swoich potrzebach właśnie zrzuciłaś maskę, maskę zadowolenia z niespełnionych oczekiwań.



          • RE:Kompatybilność i iluzja marconi....

            Autor: Iga112   Data: 2017-12-09, 16:00:50               Odpowiedz

            Dzięki Marconi. Tego uczą na terapii żeby mówić o swoich potrzebach prawda? A to że mąż zaczął panikować.... No cóż, nie robię mu krzywdy, ja tylko mówię co chcę. Nie wiem na ile starczy mi sił, bo nie jest z nim łatwo. Wczoraj już próbował swojej manipulacji i wpędzenia mnie w poczucie winy. Trochę się tłumaczyłam jak dziecko. Niepotrzebnie.



          • RE:Kompatybilność i iluzja marconi....

            Autor: marconi   Data: 2017-12-09, 16:45:46               Odpowiedz

            Iga >>> Mówić, prawda.

            "ale ja mówię że to jedyna droga, aby się otrząsnął" - to moim zdaniem główna zaleta tego że zaczęłaś mówić o swoich potrzebach. Jak po obu stronach będzie pewna pula oczekiwań to będzie pole ich zredukowania - na zasadzie Ty odpuszczasz to a ja to. A taki jest przecież cel, żeby zredukować oczekiwania Męża. Skutkiem ubocznym może być to, że część Twoich oczekiwań Mąż spełni.

            I nie daj sobie wmówić że nie masz wpływu na Męża - masz, poprzez swoją postawę.



          • RE:Kompatybilność i iluzja marconi....

            Autor: chellunia   Data: 2017-12-09, 16:57:23               Odpowiedz


            Marconi,a jaki wpływ ma postawa Twojej żony na Ciebie?
            Co mogłaby zrobić, żeby wasza miłość się odrodziła?
            Zeby dom się nie rozpadł? Jakby to było takie proste...?

            Czemu nie ratujesz swojego małżeństwa tylko patrzysz obojętnie jak sie rozpada? Masz wpływ przecież. Nie dasz sobie wmówić.
            Do tanga trzeba dwojga. I chociazbyś na głowie stanał,jak druga strona nie jest zainteresowana, nie uczynisz nic.




          • RE:Kompatybilność i iluzja marconi....

            Autor: Iga112   Data: 2017-12-09, 17:23:34               Odpowiedz

            Ja uważam że Marconi ma rację. Postawa jednego wpływa w jakiś sposób na postawę drugiego. Nikt nie mówi że to jest proste. I jak zareaguje mój mąż czy żona Marconiego nie wiadomo. Ale wiem że mój mąż też chce mieć rodzinę w całości i na tym już można zacząć coś budować.



          • RE:Kompatybilność i iluzja marconi....

            Autor: pasjaaa   Data: 2017-12-09, 17:38:21               Odpowiedz

            Chello,
            dokładnie o to samo chciałam zapytać kolegę ale mnie uprzedziłaś.
            Potocznie się czasami mówi, że mam wpływ na kogoś ale co to konkretnie znaczy?
            "Wpływ na kogoś" może być po prostu tym, że ktoś liczy sie z naszym zdaniem i bierze go pod uwagę podejmując potem swoją własną decyzję.
            Wpływ na kogoś ma niestety w dużej mierze negatywny wydźwięk i nie tylko wydźwięk
            bo często jest techniką oddziaływania na drugą osobę, na ludzi
            (grą słów i zachowań), manipulacją.

            Iga chodząc na terapię , poznając siebie, swoje potrzeby może się zmieniać i te zmiany mogą pociągnąć za nią jej męża (moga mieć na niego wpływ), choć niekoniecznie ale ten wpływ byłby konsekwencją jej pracy nad sobą, jej wewnetrznej zmiany z uważnościa skierowaną na nią i jej potrzeby nie tylko grą, manipulacją którą podejmuje w określonym celu na uzyskanie okrelonych korzyści. Taka zmiana wynikajaca nie z wnętrza, a z gry bywa krótkotrwała, frustrująca, ma krótkie najzwyczajniej nogi.



          • RE:Kompatybilność: Chellunia i Pasjaaa

            Autor: marconi   Data: 2017-12-09, 21:05:49               Odpowiedz

            Otaczają nas ludzie i non stop dochodzi do interakcji. Weźmy prostszy przykład od długoletniego związku.

            Stoi kolejka do okienka i mamy dwa scenariusze:

            1. Podchodzi gościu i ładnie prosi o wpuszczenie przed kolejkę.
            2. Wpada charyzmatyczny jegomość, zwięzłą gadką, zdecydowaną postawą i gestykulacją prosi o wpuszczenie przed kolejkę.

            Wiadomo który z nich ma większe szanse. Jeśli np. rok temu zachowywałem się raczej jak pan nr 1, a dziś zachowuję się raczej jak pan nr 2 oznacza to że mam większy wpływ na otoczenie. Teraz mogę łatwiej osiągnąć swoje cele.

            Czy można powiedzieć że pan nr 2 manipuluje? Moim zdaniem nie, on taki po prostu jest na co dzień.

            Ludzie manipulują na potęgę, najczęściej jednak nie zdając sobie z tego sprawy, naśladując schematy zapamiętane z dzieciństwa.

            Chellunia, dziękuję za pytanie "jaki wpływ ma postawa Twojej żony na Ciebie" - dało mi do myślenia...

            Co do pozostałych pytań to tak jak pisałem wcześniej i Pasjaaa to podsumowała, że mamy jakiś wpływ, nie zawsze taki jakbyśmy sobie tego życzyli.

            Z takich drobnych tematów to przypomniało mi się jak czasem w gorących rozmowach pojawiały się zwroty w stylu "Ty zawsze" albo "Ty nigdy". Wtedy druga osoba broniąc się mówiła "Wcale nie zawsze, bo wczoraj..." i argument już był ubity. A wystarczy powiedzieć "Ty bardzo często" albo "Ty prawie nigdy" i to już trudno ubić. Czyli nawet takie drobne niuanse w dyskusji mają wpływ na jej przebieg, a tym samym na "posiadanie racji" czego logicznym następstwem będzie zmiana zachowania drugiej strony.



          • RE:Kompatybilność: Chellunia i Pasjaaa

            Autor: chellunia   Data: 2017-12-09, 21:08:18               Odpowiedz

            Pan nr 1 jest dla mnie bardziej interesujący.



          • RE:Kompatybilność: Chellunia i Pasjaaa

            Autor: marconi   Data: 2017-12-09, 21:20:33               Odpowiedz

            Chellunia >>> rozczuliłaś mnie tym wpisem :) Napisz czy chociaż przekonałem Cię że możemy po wewnętrznej zmianie mieć inny wpływ na otoczenie.



          • marconi zaczynasz mnie zaciekawiać i to mówię seri

            Autor: fatum   Data: 2017-12-09, 21:42:58               Odpowiedz

            Serio.Tym pytaniem marketyngowo-psychologicznym stawiającym prawie,że pod ścianą "ofiarę"-:)to dałeś czadu.Odłożyłam nawet książkę tak mnie ciekawość odpowiedzi wzięła.Ale co się dziwić.Troll tak ma.-:)Dzięki marco za dobre pytania.



          • RE: marconi zaczynasz mnie zaciekawiać i to mówię seri

            Autor: fatum   Data: 2017-12-09, 21:49:07               Odpowiedz

            P.S. marketing,sorki.



          • RE:Kompatybilność: Chellunia i Pasjaaa

            Autor: chellunia   Data: 2017-12-10, 00:04:33               Odpowiedz

            hmmm...wiesz po wewnetrznej przemianie to wazne jest
            jak my się czujemy

            Paradokanie jak się ludziom nie narzucamy bardziej do nas ciągną. Im mniejszy wpływ chcemy mieć, tym większy mamy. Czasem nawet jak nie chcemy.



          • RE:Kompatybilność: Chellunia i Pasjaaa

            Autor: fatum   Data: 2017-12-10, 00:45:57               Odpowiedz

            Kompletnie nie na temat.Kompletnie!Żaden z ciebie mieszkaniec Edenu.Marco będzie zawiedziony taką odpowiedzią nie na temat.Zasoby chellunii są pod zdechłym azorkiem.



          • RE:Kompatybilność: Chellunia i Pasjaaa

            Autor: Iga112   Data: 2017-12-10, 08:35:27               Odpowiedz

            Chellunia krytykujesz każde moje zachowanie, ale nigdy nie powiedziałaś co mam zrobić.
            Ja przeszłam przez :
            1. Złość i mówienie "To wypierd...z domu" Błąd. Bo moja złość to jego wściekłość. Skutków chyba nie muszę tłumaczyć.
            2. Proszenie go i błaganie. Błąd, bo czuł się jeszcze bardziej pewnie.
            3. Zamknięcie się w sobie, smutek, nieprzespane noce, zawroty głowy itd. Błąd, bierna postawa do niczego też nie prowadzi.
            4. Teraz - Mówienie otwarcie o swoich potrzebach. On mi mówi " Ustaliłem że jesteśmy nowoczesnym związkiem i będę robił co chciał". Wtedy ja mówię bez żadnych emocji "To super, ja też będę robiła co chcę. Ja mam taką potrzebę, aby ktoś popatrzył mi w oczy, trzymał mnie za rękę, poszedł ze mną do kina. Mnie seks nie interesuje". I wtedy wpada w panikę bo on ustalił inne zasady, czyli seks bez żadnego romantyzmu. I żona zaczyna mu się wymykać spod kontroli na jego własne życzenie.
            Ale oczywiście nie wiem na ile starczy mi sił by tak bez emocji sobie z nim rozmawiać. Możliwe że za tydzień będę znów w punkcie 3 albo 1. Tego bym nie chciała.



          • RE:Kompatybilność: Chellunia i Pasjaaa

            Autor: marconi   Data: 2017-12-10, 11:06:37               Odpowiedz

            Iga >>> Napisałaś:
            "Chellunia krytykujesz każde moje zachowanie, ale nigdy nie powiedziałaś co mam zrobić."

            A wczoraj Chellunia napisała:

            "No to mnie uspokoiłaś):):)Trzymaj gardę po prostu:)
            Nie krzywdź i nie daj się skrzywdzić. Tylko tyle."

            Czyli jak z tym "każde"? - przecież wczoraj poparła Twoje zachowanie i powiedziała co robić. Chellunia może czuć się źle oceniona przez Ciebie, nieadekwatnie do faktów.

            Wystarczyło zamiast "każde" użyć "prawie każde" a "nigdy" zamienić na "w zasadzie nigdy" - pisałem o tym wczoraj. Jest wtedy mocny przekaz ale bez przekręcania faktów. To przekręcanie kieruje niepotrzebnie dyskusję na inne tematy a argumentującego sprowadza do defensywy.

            Iga, piszesz że nie wiesz czy znajdziesz siły by kontynuować obraną drogę, by uwolnić się z dawnych schematów. Twój proces przypomina mi mój proces rzucania palenia, też zastanawiałem się czy jutro będę na tyle silny.

            Wiesz co mi pomogło?

            To że cieszyłem się z każdej sekundy trwania w postanowieniu. Po tej sekundzie przychodziła kolejna i kolejna. I cieszyłem się z każdej - bo cel szczytny - tak jak u Ciebie. Sekundy potem zamieniły się w godziny, dni.

            Podoba mi się Twoja analiza w czterech punktach. Ten post powinien być zaszpilkowany na górze forum na długo.

            Pozdrawiam Cię ciepło!



          • RE:Kompatybilność: Chellunia i Pasjaaa

            Autor: chellunia   Data: 2017-12-10, 11:15:55               Odpowiedz

            Wielokrotnie pisałam, że Ciebie nie krytykuje. Szukam analogii do swojego zycia. Co mogłabym zrobić dla siebie,żeby kolejna relacja była zdrowsza? Ty czytasz wszystkie moje wpisy do Ciebie? Nie sadzę.
            Ale jak czytam taki tekst?

            "To super, ja też będę robiła co chcę. Ja mam taką potrzebę, aby ktoś popatrzył mi w oczy, trzymał mnie za rękę, poszedł ze mną do kina. Mnie seks nie interesuje".

            Jesteś prawdziwa? Tyle wpisów na temat miłości do męża. Tyle wpisów o tym "co by tu jeszcze"i takie cóś?

            To klejną prowokacją do dyskusji? Kazus?
            Dlaczego? Piszesz bardzo dojrzale, ze zajomością tematu i nagle taki wpis. To juz nie pierwszy raz, Iga:):)



          • RE:Kompatybilność: Chellunia i Pasjaaa

            Autor: marconi   Data: 2017-12-10, 11:32:06               Odpowiedz

            Fatum >>> Jak myślisz, dlaczego zdarza się że ludzie mówią nie na temat? Zgadzam się z Tobą, że Chellunia właśnie tak zrobiła ale co może być tego powodem? Czy aby "zasoby" o których piszesz niewybrednie to jedyny możliwy powód?



          • RE:Kompatybilność: Chellunia i Pasjaaa

            Autor: chellunia   Data: 2017-12-10, 11:39:31               Odpowiedz

            Marconi,to mi wyjaśnij czemu nie na temat? Ja też czasem czegoś nie rozumiem:) Po to tu jestem, żeby się czegos dowiedzieć:)
            Chętnie poczytam. Pomożesz?



          • RE:Kompatybilność: Chellunia i Pasjaaa

            Autor: Iga112   Data: 2017-12-10, 13:51:54               Odpowiedz

            Chellunia raz podważasz prawdziwość mojej historii, pisząc że wrzucam temat do dyskusji, raz do mnie piszesz jakby nigdy nic. Serio nie wiem jak mam się zachować.
            I proszę nie wmawiaj mi wielkiej miłości do męża, bo ja już nie wiem co czuję i raczej teraz nic nie czuję. Dość że on mi wmawia i miłość i jeszcze inne rzeczy.
            P.S. Marconi super że jeszcze są rycerze, ale bez obrazy jesteś tu za krótko, aby zrozumieć co ja piszę do Chellunii. Kto z Fatum ten niestety przeciwko Chellunii, ale ja mówię otwarcie, że lubię Fatum i lubią z nią pisać. I tyle w temacie.



          • RE:Kompatybilność: Chellunia i Pasjaaa

            Autor: chellunia   Data: 2017-12-10, 14:26:09               Odpowiedz

            "P.S. Marconi super że jeszcze są rycerze, ale bez obrazy jesteś tu za krótko, aby zrozumieć co ja piszę do Chellunii. Kto z Fatum ten niestety przeciwko Chellunii, ale ja mówię otwarcie, że lubię Fatum i lubią z nią pisać. I tyle w temacie."

            Nie odpowiadasz na pytania. Abstrachujesz od tematu.

            Nigdy nikomu nie mówiłam na tym forum kto ma się z kim trzymać, kogo czytać, kogo cenić. Odjechałaś troszkę..

            Nie kochasz męża? To fantastycznie!!! Jesteś już wobec tego uwolniona!!
            Ja Tobie miłości do męża nie wmawiam, tylko totalne uzależnienie.

            Poza tym, Ty wiesz dlaczego jestem nieufna. Zabawiłaś się naszym kosztem. Tego nie wie Marconi. Ale wie Pasja.
            Chciałam Tobie zaufać ale niestety nie umiem.

            "I tyle w temacie". Czyje to pospolite podsumowanie?





          • RE:Kompatybilność: Chellunia i Pasjaaa

            Autor: Iga112   Data: 2017-12-10, 14:39:45               Odpowiedz

            Chellunia jak mi nie ufasz, to ze mną nie pisz i proste. Ja do Ciebie nic nie mam i z nikim tu kłócić się nie będę bo to nie mój poziom.

            Zabawił się mój mąż, nie ja. Ale ok ja Iga biorę całą winę na siebie jak zwykle a mój mąż jest ze wszystkiego rozgrzeszony. Suuper
            I TYLE W TEMACIE



          • RE:Kompatybilność: Chellunia, Iga112, Fatum

            Autor: marconi   Data: 2017-12-10, 16:31:24               Odpowiedz

            Iga >>> Ja rycerz :) jestem krótko i czasem to jest zaleta, tak jak teraz. Zaobserwowałem jako żółtodziób że miedzy Wami dziewczynami jest wiele emocji które powodują m.i. błędy w komunikacji, na co zwróciłem uwagę ale bez echa. Zrobię sobie wolne.

            Fatum >>> Chciałem żebyś pomogła mi w rozmowie z Chellunią, szkoda że nie chcesz. Pociągnę ten temat bez Ciebie.

            Chellunia >>> Nie wiem czy pomogę ale postaram się :) W osobnym poście.
            Dalej myślę nad Twoim pytaniem o wpływ Żony i jest tak, że już od początku byłem strasznie w Nią zapatrzony, nie doszukiwałem się wad, niedogodności akceptowałem. Jak coś próbowałem przewalczyć - przegrywałem. Po latach zacząłem dostrzegać na czym to polega, gdzie jest nierównowaga. Obecny kryzys to wynik przerwania niszczących mnie schematów, które wypracowaliśmy wspólnie przez lata. Straciła kontrolę nade mną. Wcale nie robię teraz co chcę, robię dokładnie to samo co wcześniej dla dzieci i w domu. Chodzi o wolność od schematu rozwiązywania konfliktów, nie wchodzę w "grę" więc nie ma jedynego słusznego zwycięzcy. Nie wszystkim się to podoba ale mnie bardzo!



          • RE:Kompatybilność: Chellunia, Iga112, Fatum

            Autor: chellunia   Data: 2017-12-10, 18:15:26               Odpowiedz

            Czyli w tym związku zabrakło miejsca dla Ciebie?
            Zona uznała,że jesteś i tak musi być? Na jej warunkach?
            Myślisz,że Twoja zmiana coś jej uświadomi? Chciałbyś?






          • RE:Kompatybilność: Chellunia, Iga112, Fatum

            Autor: marconi   Data: 2017-12-10, 18:55:44               Odpowiedz

            Chellunia >>> Czy zabrakło miejsca, chyba nie. Mam dużą swobodę w działaniu. Musiał bym się rozpisać o Żonie a nie chcę bo pewnie by sobie tego nie życzyła.

            Generalnie teraz każdy wie lepiej co dla niego dobre, okopaliśmy się.

            Mam wrażenie że energia w tym związku przepływała głownie w kierunku ode mnie do Żony (zupełnie subiektywna ocena). Teraz skierowałem tą energię w moim kierunku i miedzy nami już niewiele przepływa. W sumie nie dziwię się sobie że władowałem się w taki układ 20 lat temu - byłem niczego nie świadomym DDA tzw. dziecko we mgle z prawie wszystkimi objawami. Teraz gdy od 10 lat "przebudowuję się" to nie szukam tego w Żonie czego szukałem wcześniej. Podobnie Ona nie znajduje już we mnie tego co miałem przed terapią. Rozpad wydaje się być nieunikniony. Nie potrafię rozstać się z dziećmi :(((



          • Iga też Ciebie lubię,bo pracujesz nad sobą i jeste

            Autor: fatum   Data: 2017-12-10, 22:28:37               Odpowiedz

            Jesteś taka słodka jak się ciągle tłumaczysz.A może spróbuj uprzejmie i z zasadami Etyki zapytać chellunię dlaczego ją mąż tak naprawdę zostawił?,dlaczego pomaga dzieciom dorosłym?,dlaczego mnie nie lubi?,a Ciebie lubi?,itd.Zacznij tej kobiecie zadawać pytania trudne (widzę,że już się w tym ćwiczysz)i wyciągać wnioski z jej odpowiedzi.Ona często powtarza,że na Forum przyszła po naukę,ale to nie jest prawda.Pewnie to już sama Iguś wiesz.To ciekawy przypadek ta chellunia.Bardzo ciekawy.Normalny biorca.Stały biorca.I tylko biorca.A,gdzie dawanie coś innym od siebie?Tylko brać i brać i brać?To jest egoizm.Tragizm.P.S. ale zresztą Iguś Ciebie i innych nie ma.Pamiętasz?Jestem tylko ja.Wielonikowiec.Chyba nie ma sensu tutaj już pisać.Koniec Forum.Jestem tylko ja fatum.-:)*^)).Tylko ja.-:*):*



          • RE: Iga też Ciebie lubię,bo pracujesz nad sobą

            Autor: Iga112   Data: 2017-12-10, 23:12:34               Odpowiedz

            Hehe Fatum jak ja byłabym Tobą, to często sobie rozmawiasz sama z sobą. Nie przejmuj się tym moderatorem. Taką nagonkę zrobił, dla mnie to jakaś żenada.

            Mówisz że słodka jestem, jak się tłumaczę? Ja to widzę inaczej. Czy Ty wiesz że ja tak wciąż tłumaczę się przed mężem jak małe dziecko? A tu przed Chellunia. A potem jestem zła na siebie, że znów się tłumaczyłam.
            Miłej nocy
            P.S U mnie dopiera dziś pada śnieg. Ty Fatum chyba góralką jesteś, bo już dawno pisałaś o śniegu.



          • RE: Iga też Ciebie lubię,bo pracujesz nad sobą

            Autor: fatum   Data: 2017-12-10, 23:25:02               Odpowiedz

            Nie Igusia,ja jestem Trollem anonimem63.-:)i dalej nie zamierzam się tłumaczyć.-:)Dobrych snów Igusia.Nie tłumacz się przypadkiem w czasie snu,bo się nie wyśpisz.A jutro marsz do pracy.Pa.



          • RE: Iga też Ciebie lubię,bo pracujesz nad sobą i jeste

            Autor: chellunia   Data: 2017-12-11, 00:10:13               Odpowiedz

            Chciałabyś być lubiana, szanowana?

            A za co mam Ciebie lubić? Za hejty? Za arogancję? Za przypisywanie swoich wad mojej osobie? Za nieopisaną zawiść? Za wyśmiewanie? Za nieszanowanie poglądów inych?

            Żadna terapia nie wyleczy Ciebie z egocentryzmu, narcyzmu i stawiania na swoim za wszelka cenę. To charakter, który niszczy wszystko wokół Ciebie. Zwykła Pycha.

            Nawet z ludzkich chorób się cieszysz. Potworne!
            Zaglądasz ludziom do kieszeni. Dyskredytujesz talenty, pozycje. Nie uznajesz autorytetów. Przeciez jestes okaleczona. Nie widzisz tego?A przecież to Ty przeszłaś terapię-nieskuteczną jak widać.

            A to że nie jesteś w stanie pojąć, że można kogoś kochać i odejść? Można. Nawet trzeba, bo nikogo nie zmusisz do miłości ani przyjaźni.

            Moje dzieci są już na swoim. Zdobyły wykształcenie i bardzo starały się usamodzielnić bez udziału ojca niestety:( Pracują.
            Spełniłam swoje powinności wobec rodziców, dzieci. Chorej na alzheimera matki nie oddałam, pracy nie straciłam.

            Znam swoja wartość. I żaden troll, chociażby dostawał nie wiem jakiej sraczki, mi tego nie odbierze.
            Może powiedz, co Ty dałaś swojej rodzinie? Siedzisz od dekady od rana do wieczora na forum. Co dałaś córce, małżonkowi? Zapewne to jego rolą była troska o dziecko i jego przyszłość.

            Na trudne pytania odpowiadam tylko tym, do których mam zaufanie. A o teraźniejszym źyciu nie powiem nic, bo byś się zatrolliła na śmierć :):)

            Iga, jeżli jest prawdziwa, wkracza na drogę poszanowania swojej godności. Nie jestem wrogiem prawdziwej Igi. Wiem, z czym będzie musiała się zmierzyć,jeżeli będzie chciała zawalczyć o siebie. Jeżli znajdzie siłę, bo to nie jest proste. Jeżeli rozstrzygnie sprzeczności, pójdzie dalej.

            Nie jest prawdą, że jej nie lubię. Współczuję, bo wiem jak sie żyje z przemocowcem, który wie lepiej i żąda dla siebie bezwzględnego posłuszeństwa bez poszanowania drugiego człowieka, bo mu tak wygodnie. Iga się jeszcze mota, tak jak ja się motałam. Wypiera oczywiste fakty.

            Mój przypadek Fatum jest dla Ciebie ciekawy, bo niepojęty. Myślę, że nie byłoby Ciebie stać na przejście takiej drogi.







          • RE: Iga też Ciebie lubię,bo pracujesz nad sobą i jeste

            Autor: fatum   Data: 2017-12-11, 10:19:26               Odpowiedz

            Zatem faktycznie nie powinnaś ze mną pisać,ale to robisz.Po co?Pożegnałaś się i siedzisz nadal jak kwoka.Czego Ty się chcesz nauczyć?I od kogo?Pokrętnie i ciągle tak samo piszesz.Zostaw to Forum.Szkodzi Tobie.Nie widzisz tego?A co zatem mądrego widzisz?Skończyłam.Sądzę,że wreszcie stać Ciebie na ignorowanie mnie.To jedyne,rozsądne zachowanie.Szpilki ,które wobec mnie stosujesz też wsadź sobie do poduszeczki.I powtarzam wbij sobie do makówki,że nie istnieję dla Ciebie,bo Ty miałaś taaaakie trudne życie,a ja nie miałam.Ot logika.Właśnie takie osoby z nieprzepracowaną zawiścią wobec osób,którym według ich logiki jest lepiej są przykładem na to,że tylko im dobrze wychodzi negatywne pisanie,które ich "leczy".Marconi nieźle Ciebie wyczuł.I przestraszyłaś się pisania z nim,bowWydobył by



          • RE: Iga też Ciebie lubię,bo pracujesz nad sobą i jeste

            Autor: fatum   Data: 2017-12-11, 10:33:28               Odpowiedz

            by wydobył z Ciebie coś,czym się karmisz tutaj na Forum od lat.Później piszesz,źe przyszłaś tutaj po naukę,której nie rozumiesz.Nie rozumiesz dlatego,bo nie przeszłaś terapii,która by dopiero Tobie wywróciła życie i zburzyła komforcik dobrego mniemania o sobie.Itd.,itd.Dalej pisać sensu nie ma,bo i tak nie pojmiesz.Trudna do przełknięcia jest prawda o sobie.Ty przed nią całe życie uciekasz.Ale dogoni Ciebie w momencie,gdy się jej najmniej spodziewasz.Może Ciebie nawet i wyzwoli.Nie jestem jednak tego ciekawa.Znam siebie.Znam swoją wartość i cieszę się,że Ty masz sporo pracy nad sobą.-:)



          • RE: Iga też Ciebie lubię,bo pracujesz nad sobą i jeste

            Autor: chellunia   Data: 2017-12-11, 12:00:10               Odpowiedz

            Psy szczekają...karawana idzie dalej.

            Każdy przychodzi tu z problemem. Ty przychodzisz tu bez tacy.
            Bez problemów, po to by mieszać.

            Marconi jest o.k., więc bez manipulacji:)



          • marconi na Moderatora,bo jest niezły w........

            Autor: fatum   Data: 2017-12-10, 12:03:59               Odpowiedz

            Manipulacji.Wymyślił teraz sobie,że mi mały komplemencik zaserwuje i ja dam prawidłową odpowiedź,bo znam i umiem,a on tylko potwierdzi i wyjdzie na bardzo mądrego i nie obrażającego chellunię swoim postem,bo ja to zrobię w jego Imieniu.Nie mój "kochany" tak nie będzie.Jak się ze mną zgadzasz (miłe,ale nie za bardzo)-:)to sam daj odpowiedź w moim imieniu.A ja tylko dodam,bo mam duże zasoby cokolwiek to znaczy.Jesteś nieco podobny do Porto,który też był odważny w swoim pisaniu tutaj.Ale wywalano jego posty i odszedł.Bardzo żałuję,że opuścił to Forum.Może wróci?



          • RE: marconi na Moderatora,bo jest niezły w........

            Autor: chellunia   Data: 2017-12-10, 12:45:12               Odpowiedz

            Prawda, że nie mam Twoich zasobów z dziedziny psychologii.

            Nigdy nie mówiłam, że jest inaczej. Jestem tu po naukę. A Ciebie wkurza, że nie wybrałąm Ciebie na mistrza.

            Kążdy ma jakąś profesjonalną wiedzę. W mojej zawodowej tematyce straciłabyś kopmetnie azymut. Nie umiałabys pokierować zespołem pomimo teorii w paluszku:( O merytoryce nie wspomnę.
            Dotykam tylko sfery zawodowej, prywatna pominę:(:(:(

            Korzystam z wiedzy każdego sensownego człowieka, który pisze na forum. Troszkę czytam.
            A Ty tej wiedzy wykorzystać dla dobra swego i innych jednak nie potrafisz. Wszędzie siejesz chaos. Każdego obrażasz, prowokujesz, mieszasz.
            To po czort mi Twoja wiedza? W buty ją sobie wsadź!
            I co Fatum po rozumie, gdy korzystać zeń nie umie?

            Moderatorem jest Anonim. Będzie nim zapewne tak długo jak zechce. Wiesz dlaczego?



          • RE: marconi na Moderatora,bo jest niezły w........

            Autor: fatum   Data: 2017-12-10, 13:52:18               Odpowiedz

            Tak wiem.O Tobie też dużo wiem i dlatego postanowiłam współczuć Tobie i od tej chwili to zrobię.Moje miłosierdzie jest nieprzebrane.Nieprzebrane.P.S. moderator to poważna funkcja.I tyle.



          • RE:Kompatybilność: Chellunia i Pasjaaa

            Autor: marconi   Data: 2017-12-10, 11:24:57               Odpowiedz

            Chellunia >>> Pisząc "wewnętrzna przemiana" mam na myśli działanie w zgodzie ze swoją hierarchią wartości co jest możliwe po porzuceniu wyuczonych schematów emocjonalnych.

            Miałaś tak że jak się oddalałaś to ktoś bardziej do Ciebie lgnął? Kto to był?



          • RE:Kompatybilność i iluzja marconi....

            Autor: fatum   Data: 2017-12-09, 19:38:14               Odpowiedz

            Nie martw się.Spotkasz jeszcze Siebie samą i wtedy ten wiersz,który jest ekstra od ręki zrozumiesz.Gwarantuję Ci to Iga.Jestem tego pewna.P.S. weronika ma talent pisałam o tym w jej wątku.-:)



    • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

      Autor: Iga112   Data: 2017-11-14, 19:10:51               Odpowiedz

      Coś mnie jeszcze zastanawia. Poszłam na tą wizytę z takim przekonaniem, że ja za bardzo wszystko przeżywam np.zazdrość. I ten terapeuta powiedział, że można "wyłączyć" emocje. Ale muszę sobie zdać sprawę jaką cenę za to zapłacę. Że wówczas są wyłączone wszystkie emocje, empatia też i to w stosunku do wszystkich (a więc i moich dzieci). No tak to ja nie chcę stać się robotem bez uczuć. Ale czy to w ogóle możliwe, że na terapii można wyłączyć człowiekowi emocje? Wydaje mi się to niemożliwe.



      • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

        Autor: fatum   Data: 2017-11-14, 19:32:05               Odpowiedz

        Iga lampka mi się zapala,że byłaś raz i już tyle zdążył Ci powiedzieć terapeuta?Nie wierzę Ci.Powoli zaczynam myśleć,czy Ty serio byłaś u terapeuty?Może tylko chcesz "wyłudzić" od Forumowiczów ich wiedzę i doświadczenie???To byłby....)(!



        • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

          Autor: Iga112   Data: 2017-11-14, 20:06:31               Odpowiedz

          Jasne Fatum chcę coś od Ciebie wyłudzić. Dobrze, że nie pieniądze;)
          Piszę co powiedział. Nie musisz wierzyć. No i mój mąż nie jest potworem (tak dla sprostowania).

          A Felke zrozumiałam inaczej niż Ty i podoba mi się to, co pisze.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: lukass   Data: 2017-11-15, 08:15:59               Odpowiedz

            "Może tylko chcesz "wyłudzić" od Forumowiczów ich wiedzę i doświadczenie???To byłby....)(!" to było by takie w stylu fatum ;]


            ale tak jest są metody wyłączania uczuć, może myli nazwa ale bardziej na zasadzie desensytyzacji lęków, zaczynasz odczuwać nieporządane emocje takie jak zazdrość o wiele łagodniej przez co nie prowadzi to do wybuchów ;)



      • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

        Autor: fatum   Data: 2017-11-14, 20:03:00               Odpowiedz

        Iga lampka mi się zapala,że byłaś raz i już tyle zdążył Ci powiedzieć terapeuta?Nie wierzę Ci.Powoli zaczynam myśleć,czy Ty serio byłaś u terapeuty?Może tylko chcesz "wyłudzić" od Forumowiczów ich wiedzę i doświadczenie???To byłby....)(!



    • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

      Autor: Iga112   Data: 2017-11-15, 18:52:57               Odpowiedz

      Ale to nie jest też tak, że tylko ma dla mnie erotyczne propozycje i nic więcej. Jakiś czas temu zapisał nas na kurs tańca, żebyśmy razem zaczęli spędzać czas. Więc też myśli o naprawie naszego związku. On nie jest ten zły a ja ta dobra.



      • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

        Autor: Bastiaa   Data: 2017-11-15, 19:58:32               Odpowiedz

        Iga, to zacznij pisac z kolegami i niech sie cieszy, ze jego od czasu do czasu dostrzegasz. ;-)



        • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

          Autor: chellunia   Data: 2017-11-15, 21:28:08               Odpowiedz

          Brawo Basti.

          "Ciesz się,że Ciebie chcę"?!

          Może i bym wyrzuciła takiego dziada na zbity pysk!? I guzik by mnie obchodził jego nieodparty urok, bo by mi zbrzydł.
          Ale to ja. Nigdy tego nikomu nie poradzę.

          Jednak, nigdy bym swojemu partnetowi, którego kocham tego nie powiedziała, bo bym wiedziała, jak bardzo bym go tym zraniła.
          Nigdy bym takich propozycji osobie, którą kocham nie złożyła i nie zniosła takich tekstów pod swoim adresem. Ten związek nie miałby dla mie sensu.
          Dlaczego nie sprowadzisz sobie faceta pod swój dach, skoro to nic zdrożnego?

          Jak Ty masz być zdrowa psychicznie dziewczyno? Nie uważasz, że mąż niszczy kobietę, która jest jego żoną i matką jego dzieci? I on kocha te dzieci, pomiatając tak ich matką?
          Rzeczy nazywaj po imieniu.

          Jasne,że możemy trafić na taki egemplarz. Jasne, że możemy być zdradzane. Ale wszystko do czasu, bo w tym nie ma miłości. Jest pogarda, szydzenie z człowieka. Brak szacunku.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: Adamos325   Data: 2017-11-15, 22:51:22               Odpowiedz

            Ja napiszę tak - masz rację Chellunia, ale Ty nie znasz świata muzykantów i artystów - i ich wyobraźni, to trochę inny świat, bo ja też tak mam ;), tylko inaczej - dla ich środowiska może to być normalne zachowanie..., w którym się otaczają + wyobraźnia. Dla męża Igi, to Iga jest trochę "dziwną" osobą - na początku jeszcze to nie wychodziło..., była miłość - a z czasem może być coraz gorzej... Właśnie jak pisze Iga, mówi jej mąż - że to ona jest "zaściankowa" - a on postępowy, nowoczesny, otwarty, stara się jeszcze próbuje, jak mówi Iga, ale gdy nie zmieni myślenia - może mu być coraz trudniej... Dzieci kocha, szanuje, bo są cząstką jego - a z Igą to idzie małymi kroczkami, zaczęło się wcześniej i ona też jako wrażliwa, uczuciowa kobieta pozwala mu na to..., szuka ugody, bliskości, porozumienia. Jest lepiej i gorzej, tak jak z "alkoholikiem" - a tu trzeba radykalnego działania! Przepraszam Iga - mam nadzieję że się mylę..., ale tak czuję - obydwoje może nawet chcecie dobrze, próbujecie - ale łatwo może nie być, dla Ciebie jeszcze trudniej. Zresztą mąż Igi uważa pewne zachowania dla siebie za normalne - ma szerokie kontakty, to dlaczego nie może pisać z innymi kobietami, które go adorują? - kontakty trzeba podtrzymywać, urozmaicać, walczyć z nudą - to Iga tego nie czuje i jest trochę dziwna... Ale ona żyje w innym środowisku i jest matematyczką ;) - w dodatku ma trochę inne wartości, wychowanie, potrzeby



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: feelka   Data: 2017-11-15, 23:12:06               Odpowiedz

            "Zresztą mąż Igi uważa pewne zachowania dla siebie za normalne - ma szerokie kontakty, to dlaczego nie może pisać z innymi kobietami, które go adorują? - kontakty trzeba podtrzymywać, urozmaicać, walczyć z nudą"

            Z nudą??.. niech gotuje obiady, prasuje, wyciera smarki i podłogi, nie będzie się nudził,

            Weź mnie Adam nie denerwuj.. , chyba Ty tak nie uważasz?...
            :)
            To po co artystyczne dusze stworzone do adoracji przez tłumy kobiet - się żenią?

            Jak to było Madzia? ... kij mu w oko, niech se idzie urozmaicać.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: chellunia   Data: 2017-11-15, 23:23:47               Odpowiedz

            Siostra w innym poscie napisała coś genialnie prostego i mądrego.

            " kochaj to co masz albo szukaj innego do kochania"



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: chellunia   Data: 2017-11-15, 23:28:47               Odpowiedz

            O i oberwało się Adasiowi za marzenia muzyknta;)



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: Bastiaa   Data: 2017-11-15, 23:45:39               Odpowiedz

            A mnie dalej interesuje, czy ten muzykant bylby taki zachwycony jakby zona miala podobne marzenia jak on? :)
            Duzo wielbicieli jej pieknosci i oczywiscie seks z mezem
            i pieknym adonisem. ;-)



    • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

      Autor: Iga112   Data: 2017-11-16, 17:56:31               Odpowiedz

      Felko rozumiem co piszesz, że po terapii pozbędę się strachu, że mogę zostać sama i sobie nie poradzę. A wówczas będę miała wybór czy zostać czy odejść i nie będzie to podyktowane strachem.

      Chellunia myśl już o mnie co chcesz, ale nie dam sobie wmówić że jestem zdominowana i zmanipulowana, bo w żadnym wypadku jeszcze się nie podporządkowałam gdy mi to nie pasowało. Myślę więc że przejdzie mężowi ta głupota, tylko skąd brać siły na to, aby robić dobrą minę do złej gry.
      Dlaczego mówisz do mnie "to sobie kogoś przyprowadź"? No mnie to nie kręci.

      Bastia zdrada kontrolowana polega na tym, że mąż zdradza żonę a żona męża i dalej żyją jakby nigdy nic. Taki układ. Ale na ile jest to gadanie dla samego gadania a na ile na serio. Już się w tym pogubiłam i raz cierpię a raz myślę sobie "olać to".



      • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

        Autor: chellunia   Data: 2017-11-18, 11:03:16               Odpowiedz

        No myślę właśnie,że rozumiesz doskonale ale zadajesz tendencyjne pytania.

        Odpowiedz sobie na pytanie:
        Co zrobić,żeby mąż mnie szanował!? Szanuj siebie!

        Nie wyraziłaś zgody na trójkąty. Przyjął do wiadomości? I co? powtarza z uporem maniaka nadal?
        Czasami musimy odejść. Nie ma wyjścia.Ale czas czasem płata figla.Czasem zabiegamy o szacunek,uwagę i nic. A jak nam przestaje zależeć okazuje się, że dostajemy to na czym nam już nie zależy.

        Potrafisz użyć rzeczowego argumentu w naszych rozmowach ale i potrafisz używać dziecinnych argumentów(i tu mi skrzypi).
        To użyj takiego argumentu wobec męża. Nie dziecinnego.

        Ja wiem,jak kogoś kochamy, jak nie chcemy kogoś stracić stajemy się czasem mniej asertywni. I to nie chodzi o niskie poczucie własnej wartości tylko.
        No zależy nam na kimś niezmiernie.jest mi bliski, pragniemy jego szczęścia. A jeżeli miłość jest, to brak zgody niczego nie zburzy. Jak jej nie ma, to nic nie zrobisz, chociażbyś przeszła samą siebie.
        Co prawda nie w relacji damsko męskiej ale w relacji matka dziecko niezmiernie się postawiłam. Jasne,że się zryczałam ale nie ustąpiłam. Uznałam,że mam prawo do wolności.











        • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

          Autor: Iga112   Data: 2017-11-18, 15:05:53               Odpowiedz

          Chellunia nie wiem kiedy używam dziecinnych argumentów a kiedy dojrzałych. Sama z sobą się często sprzeczam, nie tylko z Wami. Nie mogę przyjąć wszystkiego jak leci, co do mnie mówicie. Ja znam najlepiej mojego męża. Nie jest psychopatą, który założył sobie, że będzie niszczył żonę. Jest niedojrzały i z tego wszystko wynika. Wciąż miewa zwariowane pomysły i czasami to ja go sprowadzam na ziemię a czasami on sam coś przemyśli.
          Radzę sobie z nim już tak 14 lat i bywają naprawdę dobre chwile. Od tygodnia żyjemy jak najlepsze małżeństwo. Byliśmy razem na jazzowym koncercie, z dziećmi w kinie itd. Żadnych wyskokowych niespodzianek. Gdyby chciał mnie zdradzać to dawno już by mnie zdradził. Ja głupia też nie jestem i nie ukrył by przede mną tego.
          Poszłam do terapeuty ze swoją zazdrością. Powiedział mi, że nie jest to chorobliwa zazdrość i moje reakcje są prawidłowe. Powiedział mi też że mam zaniżone poczucie własnej wartości. No nie ja to wymyśliłam tylko specjalista.
          Dlatego zastanawiam się czy potrzebna mi terapia. Zawsze myślałam że znam swoją wartość. Ale może rzeczywiście strach o to że zostanę sama jest jakimś wyznacznikiem niskiego poczucie własnej wartości.
          No i może właśnie za bardzo na coś liczę, patrzę na każdy jego gest, każde słowo analizuję.
          To, co mówi Felka żeby żyć swoim życiem i mieć w nosie, to co mówi, bo nie to wyznacza moją wartość.

          P.S. Dziękuję za rozmowę. Gdy mam "dół" jest mi bardzo potrzebna



      • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

        Autor: fatum   Data: 2017-11-18, 14:51:46               Odpowiedz

        Wygra jedynka,czy dwójka? 1. Wybieram nową drogę,nie mogę już zawrócić! 2. Jedno się mówi,drugie się myśli. Jak sądzisz? Adamosie,marconi,inni.-:)* Pozdrawiam.



        • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

          Autor: Iga112   Data: 2017-11-18, 16:53:17               Odpowiedz

          Prasuję i tak myślę nad słowami Chelluni;)
          Mówisz wprost, że mąż mnie nie kocha. Tego nie możesz wiedzieć na pewno. Może kocha po swojemu a może nie potrafi inaczej. Nawet jeśli to prawda, to i tak wolę być z nim niż sama. Bo kto mi zagwarantuje że kiedyś spotkam miłość. No nikt prawda? Nawet raczej już bym nie szukała.

          Fatum Twoje punkty są mało logiczne jak dla mnie, ale może chłopcy zaskoczą o co chodzi.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: fatum   Data: 2017-11-18, 17:23:59               Odpowiedz

            Weź mnie nie rozbawiaj.Są logiczne,ale Ty ich nie kumasz.Mała podpowiedź.Weź ze sobą te mało logiczne punkty do terapeuty i może je przy nim/przy jego pomocy zrozumiesz?Życzę Ci tego.Zresztą tak na dobrą sprawę to jestem najbardziej zaangażowana w Twój problem (ale jako księżniczka takich wartości nie zauważasz,bo sądzisz,że Ci się one z urzędu należą).To tak nie jest.P.S. sądzę,że właśnie Adam i marconi są w stanie przetłumaczyć Ci z polskiego na polski znaczenie punktów (dwóch).Albo feelka,albo sams2,albo ktoś zupełnie jeszcze nie znany Tobie Iga.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: chellunia   Data: 2017-11-18, 17:41:18               Odpowiedz

            Tak Iguniu, ja to tak rozumiem. Jak pytasz, odpowiadam.
            W taki prosty sposób pojmuję miłość. Może nie zaznam wzajemności do końca życia, ale takiego erzacu bym nie chciała. I kochanemu człowiekowi bym tego nigdy nie zapropoowała. Dlatego zapytałam; chciałabyś przyprowadzić do sypialni obce ciało? Kochałabyś męża wówczas?
            Odwróciłam tylko sytuację;(








          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: Iga112   Data: 2017-11-18, 17:57:29               Odpowiedz

            Fatum strasznie dziś nerwowa jesteś. Niepotrzebnie;)
            Co do Twoich punktów:
            1) Nawet jak się wybierze nową drogę, to zawsze można zawrócić (ale ja nie biorę pod uwagę nowej drogi w żadnym wypadku)
            2)Przeciwieństwem do nowej drogi jest stara droga, która u mnie nie polega na tym, że coś innego mówię a coś innego myślę.
            P.S. No i taka ze mnie księżniczka, że niczego nie oczekuje od ludzi, ale jak dostanę to potrafię docenić.

            Chellunia każdy pojmuje miłość po swojemu. No i nie dla każdego w równym stopniu jest ważna. To prawda, że nie wygląda to z boku na bajkową, romantyczną miłość. Ale czas się z tym pogodzić.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: chellunia   Data: 2017-11-18, 18:06:41               Odpowiedz

            Bajkową?! Normalną, prostą! Tam gdzie człowiek jest dla człowieka najważniejszy.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: fatum   Data: 2017-11-18, 19:21:37               Odpowiedz

            Takich idiotyzmów to jeszcze nie czytałam (nawet jak się wybierze nową drogę,to zawsze można zawrócić).Kobieto nową drogę wybieram po to,bo stara droga mnie/Ciebie zniszczyła totalnie!U Ciebie jest to charakterystyczne,że co innego mówisz/piszesz,a co innego myślisz.Hipokrytka jesteś i tyle.P.S. serio nie wiem jak Ty rozumiesz miłość i czy rozumiesz?P.S. będziesz uczęszczała na zajęcia terapeutyczne,czy może wątek jest po to,byś miała poczucie zadowolenia z siebie,że nakręcasz ludzi jak chcesz?Tak taka wizja konkretnej korzyści (masz radochę z naiwniaków)jest podniecająca.Ale na krótką metę.I taka Twoja postawa zniechęca do poważnego traktowania Twojej historii.Chcesz się wygadać?Rozumiem.Ale innych Twoich "opisanych działań" nie rozumiem.Ale godzę się z tym.Natomiast nie godzę się na robienie piszących w trąbę.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: chellunia   Data: 2017-11-18, 18:01:59               Odpowiedz

            Ja Ciebe rozumiem. Wiem co chciałabyś usłyszeć. Ale niestety nie usłyszysz tego ode mnie. Może jakiś bardzo wyzwolony ktos powie: chellunia jest pyrytanką albo nie wie, że biologia swoje czyni. Wie. I wie, jak można z tym żyć, szanując i kochając drugą osobę. Człowiek jest dla mnie ważny a nie jego wacek tylko.

            Przypomniała mi sie hitoria Jędrusik i Dygata. Dygat przyrowadził Jędrusik pod swój dach, gdy mieszkał z żoną, córką i teściową, na dwóch pokojach.

            Potem bez ograniczeń Jędrusik przyprowadzała sobie pół Warszawy do ich wspólnego domu. A kochali się nadzwyczaj. Takie to bzdurne legendy krązyły po Warszawie. Pomyśl,co za oddanie? Ich cyrk i ich małpy. Ale niech nikt mi nie mówi, że miłość ich łączyła. jakaś quasi miłość-tak:(





    • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

      Autor: chellunia   Data: 2017-11-18, 18:18:41               Odpowiedz

      "Terapeuta chce zarobić"
      I zwraca Tobie uwagę na ten fakt na pierwszej sesji? Gdyby tak było dotarłoby to do Ciebie może za rok.

      Powiedział, że można wzmocnić poczucie własnej wartości.

      Boję się, że przez te sesje podejmę np. decyzję o rozstaniu, a tego nie chcę.
      Co Wy o tym myślicie?

      Ja myślę,że dobrze wiesz czym to się może skończyć.



      • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

        Autor: Iga112   Data: 2017-11-18, 18:47:36               Odpowiedz

        Chellunia do mnie wszystko już dawno dotarło. Sama sobie wszystko poukładałam w głowie. Nie jestem żoną ciemiężona przez męża która nie wie jak się nazywa.
        Ale jest TYLKO jego głupie gadanie. Nie ma czynów. Jak były by czyny, to zupełnie inna sprawa.

        Mam planować rozwód, gdy nie ma zdrady, nie ma kłótni, awantur, nie ma nic? Kłócimy się przez smsy, tak jest łatwiej dojść do porozumienia bez robienia cyrku w domu. Są jego kretyńskie propozycje, moje cierpienie z tym związane i moja zazdrość. Ale dla mnie to zbyt błahy powód, aby rozwalić dzieciom dom i poczucie bezpieczeństwa.



        • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

          Autor: chellunia   Data: 2017-11-18, 19:07:54               Odpowiedz

          Nawet boisz się własnemu mężowi, z którym masz dzieci, dom, którego nie chcesz rozwalić w twarz powiedzieć, że się z tym nie zgadzasz, tylko sms wysyłasz?

          Nie masz odwagi zaprotestować? Zrobi ci kawę i przejdziecie do porządku dziennego, a rankiem znowu sms od męża:(

          Rozumiem, bardziej niż myslisz. Ale to droga donikąd!






          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: Bastiaa   Data: 2017-11-18, 19:21:02               Odpowiedz

            Iga, dzieci nie sa glupie i wyczuwaja jak sie gniewaacie na siebie. Poza tym zdrowa klotnia jest dobra.
            Dzieci ucza sie kulturalnie sprzeczac. :)

            Iga, masz jakies hobby poza Twoim mezem?



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: Bastiaa   Data: 2017-11-18, 19:25:01               Odpowiedz

            Iga, dzieci nie sa glupie i wyczuwaja jak sie gniewacie na siebie. Poza tym zdrowa klotnia jest dobra.
            Dzieci ucza sie kulturalnie sprzeczac. :)

            Iga, masz jakies hobby poza Twoim mezem?



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: Iga112   Data: 2017-11-18, 19:33:54               Odpowiedz

            Nie o to chodzi, że boję się powiedzieć coś w twarz. Mówiłam wiele razy, ale nie chcę cyrku w domu.
            Nie boję się męża. On wie, że ja się nie zgadzam i nigdy nie zgodzę. Propozycje wciąż ma nowe, inne...

            Chellunia ja wiem, że ciężko to zrozumieć, ale można tak żyć. Nie muszę być kochana, trudno. Wiem, że mu przejdzie (mam nadzieje). Jeśli posunie się do czegoś, to wtedy będę myśleć. Nie mam już na to siły. Rozumiesz? Na taką swoją, wewnętrzną szarpaninę. Przykre to są dla mnie propozycje. Ale czasami też tak myślę, co by było gdybym się zgodziła. Proponuje np. zdrady kontrolowane. Wróciłabym pewnego dnia do domu i oświadczyła, że wzięłam sobie do serca jego propozycje i przed chwilą uprawiałam seks z kimś innym. Co wtedy, czy rzeczywiście by go to obeszło? Czy jednak poczułby ukłucie w serce. Może mówi tak, bo zna mnie i wie, że ja tego nie zrobię. I taki mętlik mam wciąż w głowie.
            Za bardzo wszystko przeżywam i analizuję.
            Mówisz że to droga donikąd. Skoro chcę z nim być, to jedynym rozsądnym rozwiązaniem jest uzbroić się w pancerz i niech mówi do ściany. Nic nie czuć, nie przejmować się i jednocześnie mieć oczy i uszy szeroko otwarte.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: Iga112   Data: 2017-11-18, 19:41:18               Odpowiedz

            Nie Bastia, nie mam hobby, ale mam pracę, dzieci i masę obowiązków... bo "gwiazda rocka" lubi zajmować się sobą i swoimi sprawami.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: fatum   Data: 2017-11-18, 20:10:09               Odpowiedz

            Iga112 też czekam w kolejce-:)na Twoją odpowiedź.Poproszę o sensowną.Jestem tego warta.Tyle na dziś ode mnie.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: mimbla1   Data: 2017-11-18, 20:11:17               Odpowiedz

            "...uzbroić się w pancerz i niech mówi do ściany. Nic nie czuć, nie przejmować się i jednocześnie mieć oczy i uszy szeroko otwarte."

            I tak tygodniami, miesiącami, latami... przerażające to "rozsądne rozwiązanie" i szczerze mówiąc mam wątpliwości, czy ono aby na pewno jest takie rozsądne.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: Iga112   Data: 2017-11-18, 20:21:49               Odpowiedz

            Fatum jakie jest Twoje pytanie? Odpowiem gdy będę znała pytanie.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: fatum   Data: 2017-11-18, 21:17:30               Odpowiedz

            Iga wiem,że jesteś nieco leniwa,ale powiem tak, w tym wątku są moje wypowiedzi wszystki(fatum)i wystarczy je po prostu przeczytać.Umiesz?Zaskoczyłaś mnie (pozytywnie).Daj odpowiedź i nie rób komedii.



    • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

      Autor: SiostrzyczkaDiesel   Data: 2017-11-19, 07:07:33               Odpowiedz

      Dlaczego w związkach w XXI wieku wciąż pokutuje przekonanie, że ktoś zawsze ponosi winę za małżeńskie nieporozumienie i najlepiej jest tą winą przerzucać się jak gorącym kartoflem. Kto się w końcu podda, ten winny. Winny oczywiście powierzchownie, bo w środku aż kipi frustracja i poczucie niesprawiedliwości.

      Piszesz, że mąż składa propozycje niemoralne, nie do przyjęcia dla Ciebie. I że Ty sobie z nimi nie radzisz emocjonalnie. Jak się domyślam, masz pewnie też problem z asertywną odmową, skoro propozycje wracają jak mantra. W konsekwencji bierzesz na siebie "winę" za niespełnienie jego amoralnych "zachcianek".

      Myślę jednak, że problem tkwi głębiej. Może się boisz odtrącenia z powodu nudy w łóżku? On, podziwiany i lubiany przez panie, na pewno sobie umiałby znaleźć chętną do różnych figli. Czy takie myśli w głowie nie zalegają?
      Jestem zaś przekonana, że w głowie nie zalega myśl, jakie ukryte potrzeby kierują mężem, który uzewnętrznia te potrzeby pragnieniem wyuzdanego seksu. Nie widzę bowiem myślenia: jest problem, trzeba szukać rozwiązania. Zastępuje je mentalność, o której pisałam wcześniej: jest niezręczna sytuacja, trzeba odeprzeć od siebie winę. Albo ją pozornie wziąć na siebie, de facto ustawiając się w wygodnej roszczeniowej pozycji. Czytaj: dojechać dziada.

      I tu rozmowa z psychologiem może mieć sens. Moze pomoc wydobyć z siebie poczucie własnej wartości i nauczyć rozmawiania o potrzebach. Tu jest niestety niewygodny niuans. Taką pracę wykonuje się sama z sobą, a nie ciągnąc na siłę męża na terapię z nadzieją, że facet się zmieni zgodnie z oczekiwaniami małżonki. Nie chodzi też o udowodnienie sobie, psychologowi i mężowi, że wina nie leży po Twojej stronie ani o wywołanie u ślubnego skruchy za niewłaściwe zachowanie (patrz: upokorzenie go), lecz o cos zupełnie innego, o czym w 125 wpisach Ci forumowicze napisali już.



      • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

        Autor: Iga112   Data: 2017-11-19, 09:26:49               Odpowiedz

        SiostrzyczkoDiesel
        Masz dużo racji w tym, co piszesz. Oczywiście że boję się odrzucenia i w łóżku i pod każdym innym względem. To chyba normalne, że chciałabym być atrakcyjna dla męża? Ale doszłam też do wniosku, że nic z tym nie zrobię w zakresie mojego wyglądu. Zawsze dbałam o swój wygląd i w zasadzie nie mogę już nic w tym zakresie zrobić. Pozostaje do zmiany charakter, zachowanie. Z taką myślą poszłam do psychologa. Serio spodziewałam się czegoś innego. Diagnozy w stylu: "U pani jest do zmiany to i tamto, a wtedy mąż będzie zadowolony". Nie chcę go też w żaden sposób "dojechać". Szukam przyczyny jego zachowań. Przeczytałam mnóstwo artykułów o kryzysie wieku średniego, potem o zdradach kontrolowanych (co o tym mówi psychologia). Mój mąż pokazywał mi fora, gdzie ludzie "polecają" taki styl życia mówiąc jak to zmieniło pozytywnie ich małżeństwo. Ale ja nie jestem głupia i nie przyjmuję wszystkiego jak leci. Dotarłam więc do zwierzeń kobiet z gabinetu psychologa, które posypały się po takiej przygodzie. Nie wiem czy to dotarło do mojego męża. Ale narazie od tamtej pory o tym nie mówi. Co nie znaczy, że za jakiś czas nie wymyśli coś nowego.
        Jutro poniedziałek. Jestem umówiona z psychologiem na kolejną wizytę. Nie wiem czy poddam się terapii, ale jutro jest mi potrzebna rozmowa, więc pójdę.

        P.S. Do Fatum
        Będziemy się bawić w kotka i myszkę? Serio nie wiem gdzie jest to pytanie. Chodzi o te punkty? Wybieram punkt 3 - swój własny.



        • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

          Autor: SiostrzyczkaDiesel   Data: 2017-11-19, 11:26:10               Odpowiedz

          Twój mąż dostrzegł Ciebie i pokochał taką jaka jesteś. Dlaczego więc wydaje Ci się, że powinnaś zmienić wygląd, charakter i zachowanie?

          Można i warto zmieniać nastawienie i przekonania. Należy wręcz poprawiać komunikację w rodzinie.

          Jak to się ma w praktyce?
          Pada konkretna propozycja trójkąta, bo on dojrzal w sobie taką potrzebę, propozycja jest wzmocniona opiniami internetowymi, że pogłębi to więzi. Jest od strony męża jasny i rzeczowy komunikat o potrzebach. Dostaje odmowę i jak reaguje? Nie wiemy, ale nic nie wskazuje na to, że ropieją mu rany po gwoździach. Raczej chłop nie ma obaw, że żonka wskoczy do łóżka jakiegoś nudziarza, który zaspokoi jej erotyczne potrzeby w konserwatywny romantyczny sposób. Mąż dalej jest sobą.

          Lecimy na drugą stronę małżeńskiego loża. Odmowa udziału w trojkącie pada mętnie (sądząc po ponownych próbach). Argumenty skupiają się na tym, co inni sądzą w internecie (chociaż małżonek dotarł do jeszcze innych, którym się podobało). Prawdziwa przyczyna odmowy jest starannie ukrywana (prawdziwa czyli ja i moje potrzeby), bo wiadomo, facetowi lepiej za dużo nie mowić. Zostają ropiejące dziurki i pozbawiony racjonalnych podstaw lęk o zdradę. Zaczyna się walka z niewidzialną rywalką. O wygląd, zmianę charakteru, zachowania itp. mimo że mąż zapewne kocha Cię taką jaka jesteś i nie chce Ciebie innej.

          Czemu zatem Ty siebie pokochać bezkrytycznie nie umiesz? Tu jest pole do pracy nad sobą.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: Iga112   Data: 2017-11-19, 11:54:49               Odpowiedz

            Dlaczego nie mogę pokochać bezkrytycznie siebie?
            Nie wiem. Zupełnie nie wiem.

            Dzięki za takie spojrzenie na tą sprawę.
            Jak reaguje mąż na odmowę?
            Prośbą, groźbą....różnie.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: fatum   Data: 2017-11-19, 14:42:55               Odpowiedz

            Iga nie może pokochać siebie bezkrytycznie,bo jeśli to zrobi,to stanie się inną Igą (taką osobą,która jest osobą w 100procentach asertywną i nie rezygnuje z dobra dla siebie).Jakie to jest dobro dla siebie samej to można poznać na terapii lub czytać w Internecie.Jedno jest pewne,że psychologiczne poznanie siebie często budzi lęki i strach.Dlatego nie każdy chce zrozumieć siebie,bo po pierwsze boi się nieznanego (nowej siebie)!,oraz boi się,że będzie musiał wziąć większą odpowiedzialność za nową siebie.Starą siebie zna (mimo,że starej siebie nie kocha,ale dobrze zna i nie ma lęków i strachu)!Stara Iga będzie czuła się komfortowo,bo nic nie musi ze sobą robić.Lepiej niech inni pracują nad sobą)!C.d.n.,o ile zauważę,że ta "zużyta" stara Iga pragnie być nową,bo czuje,że stara Iga jest ciągle w rozkroku i chyba warto to zmienić.Jednak strach,lęk i oszukiwanie siebie samej są codziennie górą.Nowa Iga może się narodzić,ale tylko wtedy,gdy zrujnuje starą Igę.Materiału o nowym człowieku,który zapragnął być nim (nowym)! w Internecie jest dużo.Niektóre treści są trudne do zrozumienia bez praktyki (doświadczania krok po kroku)!,ale pomóc może terapia grupowa lub indywidualna.Kto wkracza na nową drogę będzie innym człowiekiem.Jeśli się za pięć minut nie wycofa,co świadczy o tym,że chce tkwić w starych schematach,być po prostu starą Igą.Nowa Iga narodzi się tylko wtedy,gdy będzie do tego przymuszona.Moim zdaniem potrwa to jeszcze trochę czasu.Około pięć lat!Albo rok,gdy zechce być Nową Igą.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: feelka   Data: 2017-11-19, 16:09:17               Odpowiedz

            Tylko przypomnę, że aby stać się "nową" to trzeba chcieć najpierw być "starą", a więc zaakceptować i polubić starą, czyli taką jaką się jest (bo polubienie siebie jaką się jest teraz - to warunek miłości własnej; a szukanie tej "nowej" oznacza nienawiść lub tylko niechęć do starej. A nie da się nie lubiąc siebie teraz - polubić siebie teraz :))

            Bycie "nową" - to tylko efekt uboczny miłości własej, czyli efekt uboczny pokochania siebie takiej jaką się już teraz jest.
            Ale nie wiem czy ktoś mnie rozumie ;)

            Więc nie tyle chciej Iga być inną co ukochaj tę która już jest , taką jaką jest.
            Patrz na męża - dlaczego z Tobą wygrywa? (lub tak się wydaje). Bo on NIE MA ZAMIARU SIĘ ZMIENIAĆ, nie chce być inny, NOWY; uważa że jest z nim wszystko ok. I to mu daje siłę i przewagę.
            A Ty martwisz się że może jesteś jakaś nie taka, a to w tym miejscu nie taka... a może w tym miejscu... I nietakość cię osłabia.

            Siostra napisała, że nie chodzi o szukanie winnego (on czy Ty...?). Nikt nie jest winny. Chodzi może o to kto jest słabszy a kto silniejszy.lub równie silny. (Silniejszy jest ten kto czuje się w porządku. Ty się tak nie czujesz. )

            A raczej to on mógłby się tak nie czuć: umowa przy ślubie i po ślubie co do preferencji seksualnych była chyba inna? ... Pasowałaś mu inna, wybrał cię inną, prawda? A teraz zaszła zmiana, w nim, zmiana na którą się nie umawialiście, prawda? on zmienia reguły gry - on ma problem. Ale to ty "kupiłaś" jego problem i nim żyjesz... a on kiwa sobie palcem w bucie. Prawdopodobnie.

            Dlaczego Ty masz szukać przyczyn zmiany jego preferencji i zastanawiać się jakie potrzeby niespełnione nim kierują (Siostra tak zaleca, chyba). Niech on szuka i się zastanawia; niech sam ci powie. Ale szukasz ty i leczyć masz się ty , choć nie ty "chorujesz". Padł jeszcze zarzut nudy w łóżku. Ok, ale chyba co innego gdy Iga rozproszy tę małżeńską nudę we własnym małżeńskim zakresie...-
            tylko kurcze jemu wcale nie o to chodzi choć by na rzęsach stawała - bo chodzi o wpuszczenie ..świata całego do łoża. Za pomocą Igi. Choć nie ze światem brała ślub.

            Ale jeśli umówimy się że nikt nie jest winny, tylko ludzie się zmieniają - to znaczy że oni są niedopasowani seksualnie. Byli ale nie są. Żadne się dopasować nie zechce. I co tu terapia ma pomóc? na seks nie pomoże. Na to byś Iga - mimo wszystko - czuła się w porządku ... pomóc może. On bez terapii czuje się w porządku - że raz jeszcze powtórzę. To znaczy że po terapii, gdy Ty sama w swoich oczach uznasz że też jesteś w porządku - to ... będzie co będzie. :) Ale samopoczucie Twoje powinno ulec poprawie. Bo bez szukania dziur u siebie.

            (Po udanej terapii, hehe, a ulotka o skutkach ubocznych i niepowodzeniach już tu była)



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: Bastiaa   Data: 2017-11-19, 16:35:08               Odpowiedz

            "Serio spodziewałam się czegoś innego. Diagnozy w stylu: "U pani jest do zmiany to i tamto, a wtedy mąż będzie zadowolony"."

            Czym wiecej Twojego meza, tym mniej Ciebie.
            Iga naprawde tego chcesz?



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: chellunia   Data: 2017-11-19, 16:54:20               Odpowiedz

            Na tym etapie totalnego uzależnienia-chce.
            Jak to wyważy, może będzie lepiej.

            https://www.youtube.com/watch?v=qYUdE_d3Zpc



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: fatum   Data: 2017-11-19, 17:08:05               Odpowiedz

            Iga,czy ta konkretna moja wypowiedź o starej i nowej Igunii jest dla Ciebie zrozumiała?Pytam dlatego,bo np.feelka mnie nie zrozumiała.Może ja piszę od czapy?Iga daj mi odpowiedź,bo jeśli nie rozumiesz,a ja piszę to dla Ciebie to chyba rozumiesz,że mogę czuć niechęć dalszego pisania.Mam pisać sobie i muzom?Mi to nie odpowiada.Dlatego jeszcze pytam.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: Iga112   Data: 2017-11-19, 18:12:32               Odpowiedz

            Fatum
            Rozumiem że proponujesz zmianę, abym stała się inna niż jestem teraz - może bardziej stanowcza, może bardziej asertywna.

            Rozumiem też Felke, że trzeba pokochać siebie taką jaka jestem i zaakceptować.
            Fatum proponuje zmianę, Felka akceptację.
            Bastia natomiast mówi mi "Dziewczyno zajmij się sobą i swoimi sprawami i przestań wciąż zawracać sobie głowę mężem".
            Wszyscy macie rację po części. Ale Fatum czy ja teraz mogę dokonać zmian w sobie i naraz stać się inna? Myślę że mimo wszystko jestem silna, bo nie dałam się ani zdominować ani zmanipulować. Jestem oporna na jego pomysły. Znalazłam tą siłę w sobie gdy jego propozycje zaczęły kłócić się z moimi zasadami. Kiedyś dla świętego spokoju godziłam się niemal na wszystko, ale były to błahe sprawy: jaką kupić kanapę lub gdzie jechać na wakacje. Przyzwyczaił się że o wszystkim decyduje i że ja jestem spolegliwa. Dlatego teraz zaskoczył go mój opór. Narazie jest spokój. Może dotarło do niego, że ja na nic się nie zgodzę. Ale oczywiście zostaje brak zaufania, świadomość że jednak nie ma miłości, brak poczucia bezpieczeństwa. Ale też tak jak mówię - zaczyna mi wszystko obojętnieć. W tym tygodniu wyjechał na dwa dni. Jeszcze niedawno było by tak, że siedzę i myślę co robi, czy spotkał się z kimś czy nie. Teraz nie czułam nic, zupełnie mnie to nie obchodziło. Nie dzwoniłam, nie czekałam, nie pytałam o nic.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: Bastiaa   Data: 2017-11-19, 18:49:29               Odpowiedz

            Iga, przykro mi, ze u Ciebie sie zle dzieje.
            Czujesz sie zmeczona walka?

            Dla mnie wybor kanapy czy wakacje to nie sa blahe sprawy.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: Iga112   Data: 2017-11-19, 19:05:29               Odpowiedz

            Bastia czasami o coś walczyłam, czasami nie miało to dla mnie znaczenia. Uważałam go zawsze za mądrzejszego w wielu sprawach, więc po prostu ufałam mężów, że tak będzie dobrze. Ale teraz spadł z tego piedestału;( i to też go denerwuje. Weszłam w ten związek z raną w sercu, był dla mnie wszystkim. Nie miałam nikogo oprócz niego.

            Fatum w sumie masz rację. Mogę dokonać zmian w myśleniu. Zacząć myśleć o sobie inaczej i przez to będę "inna". O to chodzi?



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: chellunia   Data: 2017-11-19, 19:22:09               Odpowiedz

            Pytał Ciebie o zdanie? Byłaś partnerką czy wiedział lepiej?



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: Iga112   Data: 2017-11-19, 19:41:43               Odpowiedz

            Wiedział lepiej. Czasami pytał ale i tak sugerował odpowiedź.
            Wiem jak to wygląda;(
            Ale nie ograniczał mojej wolności w żaden sposób.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: Iga112   Data: 2017-11-19, 19:59:52               Odpowiedz

            Dziewczyny ja już tu przejdę terapię z Wami;)

            Fatum trudne pytania zadajesz i dlaczego mówisz, że teraz jest gorzej jeszcze ze mną?
            Od początku to ja go kochałam, dbałam o niego i doceniałam jego zalety, talenty... Zawsze czułam że mało mnie kocha ale nie robiłam z tego afery.
            W łóżku raczej czekałam na to, co mi da. Nie mówiłam nigdy co chcę i co mi pasuje. W ogóle rzadko się kochaliśmy. Ja często byłam zmęczona i zasypiałam z dziećmi. On często do późna grał na gitarze. Mijaliśmy się. Gdy zaczęło być lepiej, to zaczął psuć to swoimi propozycjami.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: Adamos325   Data: 2017-11-19, 20:15:00               Odpowiedz

            Wygląda na to, po ostatnim wpisie - ze miłość Igi wystarczała po części na ich dwoje... - ale że teraz mąż zmienił trochę swoje postępowanie, miał nowe pomysły - więc Idze zapaliła się czerwona lampka. Wcześniej Ci Iga wystarczała tylko jego bliskość - prawda? Byłaś trochę podporządkowana swojemu mężowi - a on wszystkim kierował. Aż do czerwonej lampki, kiedy zaczął mieć nowe pomysły. A teraz boisz się jego utraty, pustki, wypełnienia potrzeby emocjonalnej... I stąd takie zachowanie męża - to był powolny proces! Ale że powiedziałaś w końcu małe stop - to dobrze, może mąż sie nad tym zastanowi i coś zmieni, miejmy nadzieję :) Ciekawe tylko jeszcze ile ma dla Ciebie szacunku? - poza okazywaniem wolności... SAMA Iga go do tego przyzwyczaiłaś! G



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: Adamos325   Data: 2017-11-19, 20:18:14               Odpowiedz

            Gdybys inaczej postepowala, Twoj maz tez bylby inny... - zgadzasz sie z tym? ;)



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: Adamos325   Data: 2017-11-19, 20:53:32               Odpowiedz

            PS. Teraz chcesz się dla niego zmienić..., że coś z Tobą nie tak. Miałem podobna sąsiadkę - ale jest nadzieja, ich małżeństwo przetrwało :) Były wzloty i upadki - ale przetrwali ze sobą.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: fatum   Data: 2017-11-19, 21:13:17               Odpowiedz

            ...."ale przetrwali ze sobą".... Ale mieli chyba normalny seks.-:) Tego nie wiesz.I w ich domu nie było "muzykanta".Zdecyduj Adam,czy ten przykład z sąsiadką jest podobny do Igi? Nie śpiesz się.Pomyśl.Pocieszanie jest dobre,ale ma też skutki uboczne,gdy nieumyślnie zaciemnia się obraz (nawet w dobrej wierze).Powiedzmy to szczerze.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: Bastiaa   Data: 2017-11-19, 21:22:20               Odpowiedz

            Iga weszla w zwiazek juz poturbowana przez zycie.
            Do dzisiaj ma chyba jakis wymyslony dlug wdziecznosci?
            Jej maz zaspakajal swoje potrzeby od zawsze, ale Iga udaje,
            ze miala prawa wyboru. Nie miala, bo by maz sie obrazil.
            Moim zdaniem.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: Adamos325   Data: 2017-11-19, 22:24:17               Odpowiedz

            Nie napisałem że związek sąsiadki był taki sam! - tylko podobny - o seksie za dużo nie wiem - ale mogę iść zapytać ;)
            Też tak był że on miał kochanki, lubi kobiety, chętnie je zabierał i woził np. samochodem, jak jechał do pracy. I nawet jak tych kochanek nie miał - to mówił że ma, bo widział że to wywoła w niej uczucie zazdrości. On to swoją żonę nawet kochał, wszystko dla niej robił,jak coś było potrzeba - no ale inne kobiety też lubił! A wiedział że ona i tak wszystko przyjmie i mu wybaczy - dlatego tak mógł sobie zagrywać. I obydwoje byli bardzo inteligentni - tylko on trochę bardziej :) Ona potrzebowała jego uczuć - a on to wykorzystywał trochę, choć może nie całkiem perfidnie - bo jak piszę, Kochał swoją żonę, pomimo że miał inne kobiety.
            Mieli troje dzieci, 3 dziewczyny - i nawet dobrze je wychowali, one szanowały ojca.
            Ja ich nawet dobrze znałem, lubiłem, i nawet często tam bywałem - bo... korzystałem z ich usług, tzn. jego ;))) - on mnie często zabierał samochodem i podwoził do szkoły - a razem ze mną po drodze zabierał jeszcze chętnie inne kobiety ;) Oczywiście wszystko zachowywałem w dyskrecji - choć ją też lubiłem! Ona, uczuciowa, wrażliwa kobieta - a on inteligentny.
            Pasuje to Iga do Twojego małżeństwa? :) I ona też często po cichu płakała, a czasami nawet głośno, jak już nie dawała rady.
            Potem wyprowadzili dalej - ale zawsze pozostali moimi przyjaciółmi, najbliższymi sąsiadami - potem om dostał raka, w wieku 62 lat i zmarł, ona się nim opiekowała, on ją kochał - no ale teraz została sama, tzn. z córką i zięciem mieszka - i jego wspomina dobrze... Więc seks też musiał być trochę udany ;))



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: Iga112   Data: 2017-11-19, 22:46:29               Odpowiedz

            No Adam ten przykład nie pasuje do mnie, bo mój mąż nie miał kochanek (przynajmniej nic o tym nie wiem;)).
            Nie wiem czy wybaczyłabym zdradę i cicho lub głośno płakała w poduszkę. Wydaje mi się, że nie. No i nie mogłabym już go dotknąć, to na pewno.

            Z tymi potrzebami Fatum nie jest u mnie tak źle. Chodzę do fryzjera;). Nigdy mąż nie miał żadnego ale, gdy sobie coś kupiłam. Lubię nowe ciuchy nie od dziś. Nie żałuję sobie. Ale jeśli mowa o uczuciach, to fakt weszłam w taką rolę usłużnej i posłusznej żony. Teraz trochę na własne życzenie mam to co mam. Wiem jak to wygląda z boku i łatwo też powiedzieć "daj sobie z nim spokój". Ale ten związek coś mi daje. Nie jest tak, że tylko siedzę i płaczę.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: fatum   Data: 2017-11-19, 23:29:45               Odpowiedz

            Nadinteligentny Adamie,czy Ty może Igę pytasz o to,że Igi mąż jest inteligentniejszy od żony,która tylko jest uczuciowa,wrażliwa?Fakt to mało.Dziś warto być mądrzejszym od facetów.Taka statystyka.-:)* P.S. Kobiety jednak mówią sobie,że ich kolega,znajomy jest bydlakiem,itd. Ale to kwestia optyki i Wyższych Uczuć Adamosie325.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: Adamos325   Data: 2017-11-19, 23:40:57               Odpowiedz

            Zgadzam się Fatum - i rozumiem kobiety, tak to prawda, mają rację, nazywając facetów, niektórych bydlakami! Ale on był inaczej inteligentny - to była inteligencja od interesu ;)) - a jej była inteligencja od uczuć i prawdy.

            Ale ZGADZAM SIĘ z Tobą Fatum, tym razem w 100%!! :)



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: fatum   Data: 2017-11-20, 10:53:21               Odpowiedz

            Adam to miłe co napisałeś.Uznaję,że także jest szczere.Dzięki.P.S. ta "nasza" Igusia to jednak dostarcza adrenaliny,prawda?Nawet jakby rzecz była zmyślona to i tak dostarcza różnorakich wrażeń.P.S. Adam miałeś kłopoty z logowaniem się do systemu (portal psychologiczny),oraz z wysyłaniem postów przez dwa,trzy dni?Ja miałam.Chyba była jakaś awaria,przeciążenie serwerów? Pierwszy haker w historii marconi przewidział ten fakt,bo zwracał mi w poście ironicznie uwagę,że przeciążam serwery jak tak ciągle zaglądam na Forum.Dziwny zbieg okoliczności.-:) A tak się dobrze zapowiadał,ale pycha go zgubiła i niszczy nadal.Zupełnie go nie rozumiem,a nie ukrywam,że był momentami ciekawy w swoich poglądach i chciałabym je nadal czytać.A Ty Adasiu też byś chciał tego samego (tak doskonale rozumiesz Kobiety,mnie)?Wypijmy teraz awkę



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: Adamos325   Data: 2017-11-21, 09:34:03               Odpowiedz

            Dzien dobry. Fatum, dlaczego Ty troche zawsze watpisz w moja szczerosc...? To, ze jest troche Szalonych, szalenstwo tez jez potrzebne do pelniejszego zycia ;) - to nie znaczy, ze nie trzymam sie prawdy i jej nie cenie. Popraw sie troche Moja Kochana. Ty wszystko poddajesz w watpliwosci - duzo masz przyjacioł? :)

            Iga jest fajna - i ja ją rozumiem..., zmysloną czy niezmysloną . A jak kogos rozumiem, to zawsze mi do niego blisko. Troche zycie jej sie kreci - ale walczy, probuje i wierze ze wyjdzie na prosta... I prawda - swoimi doswiaczeniami ubogaca tez innych - choc sa to troche trudne doswiadczenia. Moze nie jest Idealna? - ale ja trzymam kciuki! ;)

            A Ty Fatum znow watpisz? ;)

            Tak, portal mi nie dzialal przez 3 dni - i bylem troche zly, nie moglem rozmawiac z Igą! ;)) - tylko tak sie jeszcze zastanawialem - ze najgorzej z Fatum to moze byc z Toba, jak Ty to przezyjesz - brak tej adrenaliny, przezyc i wrazen?? ;) Chyba zużyłaś całe opakowanie Ibupromu?! ;D No nie gniewaj sie - znasz juz troche moje szalenstwo... ;))

            Wiec mowisz mi Fatum, oswiadczasz, ze z Marconi to troche zmienny typ czlowieka i rodzaj osobowosci? - no to zgadzam sie z Toba! ;) Ale musze tez uwazac, ja sam - wiedze, ze pycha nie nalezy do Twoich ulubionych wartosci... ;) Wlasciwie to sie z Toba zgadzam - ale troche pownosci siebie jest tez w zyciu do kariery zawsze potrzebne ;) Znow mozemy polemizowac - o jaki typ kariery mi chodzi? - kariere wartosci czy karierę glorii i szumu?? :) No, ale dobra, przyznam Ci sie, przy tej pysznej kawce, niech strace ;) - ostatnio niektorzy mnie nazwali ze jestem troche celebrytą - ale dalej mnie lubią... :) Zgadzasz sie, jestem?? - tylko uwazaj na odpowiedz, bo... on moze zawazyc na dalszej przyszlosci naszego zwiazku i "intymnych relecji" ;)) Ale pisz SZCZERZE!! - nie WĄTP!!!

            PS. Licze na wyrozumialasc, dystans i powazne potraktowanie tematu - bo to wszystko tylko moja wyobraznia.... - zmieszana z realną oceną. Wyłów z tego co jest dla Ciebie ważne - reszte zapomnij i wyrzuc do kosza, do smieci! :)



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: Adamos325   Data: 2017-11-21, 09:37:25               Odpowiedz

            PS. A w tym wybieraniu dobrych rzeczy, tez z mojej osobowosci - licze na Twoja inteligencję ;))

            Do jutra. pa



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: fatum   Data: 2017-11-21, 10:57:18               Odpowiedz

            Adam,czy Ty przed wypadkiem pracowałeś w poważnej,celebryckiej instytucji?Mam wrażenie,że tak.Miałeś tamźe przyjaciół?Sądzę,że nie miałeś.I w to nie wątpię.Jak sam widzisz człowiek wątpiący jest bardziej interesujący.-:)*Co do Igi to dużo napisałam w jej sprawie.I teraz czekam na jej ruch.Nie rozumiem Ciebie w tym stwierdzeniu,że mam coś tam wyrzucać do śmieci,do kosza.Czuję tylko,że to jest ważne dla Ciebie.Dlatego napisz o tym.Co Ciebie gniecie Adamie,celebryto?O marconi już na dobre zakończyłam pisanie.Przerwa w pisaniu z powodu awarii na Forum dobrze mi zrobiła.Nadrobiłam zaległości w igraszkach miłosnych.-:)Przysłowie,które mówi,że nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło jest prawdziwe.Lubię sprawdzać na sobie rzetelne przysłowia.Adam jesteś bardziej drażliwy w ostatnim czasie.Odczuwam Twój brak radości i humoru.Piszesz jakby z obowiązku.Nie chcę tego.Ja piszę z radości,że mogę pisać i dzielić się sobą.To jest szczere i prawdziwe.Adam uśmiech



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: Adamos325   Data: 2017-11-21, 13:06:07               Odpowiedz

            No dobra, musze przyznac - daleko jestes, ale dobrze wyczuwasz moje nastroje... Nie zawsze jest tak jakbym chcial, jakby podpowiadala mi moja wyobraznia - ale ogolnie nie daje sie, troche robie i tak ogolnie moze byc - OGOLNIE!! ;)) Ale tego co bym chcial, tworczo - to i tak tego nie osiagne... :)

            "Igraszki miłosne" - zawsze jestem za... ;)), wiec widze ze dobrze wykorzystalas ten czas i go nie zmarnowalas - tez tworczo, tylko troche inaczej. Tak tez trzeba!! :))

            Ps. Reszte jutro dokoncze - bo mi mozg juz paruje i papieru nie starcza... ;)) - a i tez miesnie i stawy troche sztywnieja, czas na jogging :)

            ps. Niektorych, majacych tez troche wlasnej osobowosci - celebrytow lubie... .;)) Ale to tylko tak wybiorczo i pokątnie, sporadycznie :)

            Ps. Ostatnio polubilem tez dziennikarzy, to dla mnie samego troche zaskoczenie i nowe doswiadczenie - bo... zawsze myslalem, ze dziennikarz, to zawod do ktorego mi najdalej. Jak widac - dobre przyklady tez czlowieka zmieniaja i rzucaja nowe swiatlo mu na zycie :)



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: fatum   Data: 2017-11-21, 14:20:10               Odpowiedz

            http://www.psychologia.net.pl/forum.php?level=411716&post=411716&sortuj=0&cale=

            ------------------------------------------------------
            Adasieńku,abyś się nie męczył bieganiem po wątkach to wklejam wątek Constantine.
            Ta Dziewczyna mile mnie zaskakuje i chętnie o tym piszę.
            Gdyby Dziennikarze czytali teksty,które zaleca Constantine,to sądzę,że świat byłby nieco lepszy.
            A jeśli,by jeszcze wykorzystywali Pismo Święte w życiu publicznym to normalnie Raj na Ziemi.
            Jeśli tacy Dziennikarze Ciebie intrygują Adasiu,to jestem za.
            Dobry,prawy,szlachetny,sprawiedliwy,miłosierny,itd. Dziennikarz to prawdziwy Cud.
            Pozdrawiam serdecznie.
            P.S.
            pomodlę się za Ciebie Adaś.
            Pa.




          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: Iga112   Data: 2017-11-21, 18:28:48               Odpowiedz

            Fatum
            Mój mąż poza koncertami i imprezami też zajmuje się zarabianiem pieniądzy. Więc czasami wyjeżdża służbowo. Łatwo jest coś lub kogoś zaszufladkować. O mnie też każdy z Was ma tu swoje zdanie i swój własny obraz mojej osoby. Jeśli ktoś wątpi w prawdziwość mojej historii, to chyba nie ma sensu cokolwiek pisać. Nie taki mam cel, aby dostarczać adrenaliny. Głośno zastanawiam się nad sobą i swoim życiem i fajnie, że są osoby, które chcą ze mną porozmawiać.
            Wszystkim dziękuję za wyrażenie swojej opinii i za pomoc w ułożeniu sobie w głowie i tego, co już do mnie dotarło i tego, co może jeszcze dotrze...



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: fatum   Data: 2017-11-21, 18:54:06               Odpowiedz

            Iga mówisz,że mąż zarabia pieniądze?A to dobra wiadomość.Jeśli dużo zarabia,to mogłabyś częściej bywać na tych jego koncertach i imprezach.Dzieci podrzucisz komuś odpłatnie.Twoja przyjemność bycia z mężem chyba jest warta każdego wysiłku.Przy okazji pogadasz sobie z ludźmi co myślą o seksie,który Tobie mąż proponuje.Zapiszesz sobie w głowie odpowiedzi na korzyść męża i odpowiedzi na Twoją korzyść.Jeśli wyjdzie więcej na korzyść męża to uzyskasz informacje o Otoczeniu,w którym bytuje Twój mąż.Aprpos.Byłaś u terapeuty?A jaki masz cel pisania tutaj?Co jest dziwnego w tym,że ktoś tam ma swoje zdanie na Twój temat?,oraz swój obraz Twojej osoby?Mi się np.podoba,że zmieniasz się nawet o tym nie wiedząc.Tak Iga zmieniasz się.Tylko musimy zaczekać w którą to stronę pójdzie ta zmiana siebie samej.Chwilowo tego nie widać,nie czuć i nie słychać.-:)*



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: Iga112   Data: 2017-11-21, 19:31:38               Odpowiedz

            Nic dziwnego w tym, że każdy ma swój obraz mojej osoby. Po prostu stwierdziłam fakt. Każdy sobie układa wszystko po swojemu. I bardzo dobrze.
            Oczywiście, że byłam u terapeuty. Ustaliliśmy nad czym będziemy pracować.
            Po prostu Twoje słowa, że jestem być może zmyślona i moja historia.... Wybacz, ale już nie mam siły z tym walczyć.

            P.S. Niejeden raz byłam na koncercie. Nie trzyma mnie pod kluczem w piwnicy.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: Bastiaa   Data: 2017-11-21, 21:59:30               Odpowiedz

            Trzymam kciuki za udana terapie.
            Jak bedzie gorzej, to wyplacz nam sie w rekaw. ;-)
            Praca z wlasna psychika jest bardzo trudna.
            Ten wewnetrzny krytyk, ktory dominuje jest najgorszy.
            Jak go "pokonasz", to potem bedzie z gorki.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: fatum   Data: 2017-11-21, 22:23:35               Odpowiedz

            Będziecie pracować nad tym,że mąż nie jest jednak żadną świnią?-:)*Kobieto nie wymyślaj z tym,czy historia jest prawdziwa,czy nie jest prawdziwa tylko skup się na problemie.Nie marnuj energii swojej i mojej na przepychanki nic mądrego nie wnoszące.Cieszę się,że pracujesz z terapeutą.Masz kontrakt?Na jaki czas podpisany?Chyba nie na tydzień?-:)*



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: Iga112   Data: 2017-11-21, 22:49:18               Odpowiedz

            Bastia dziękuję.

            Fatum Twoje metody "obuchem w łeb" do mnie nie przemawiają. Nie podpisywałam kontraktu. Dobrze że mówisz, że coś takiego jest. Nie złość się na mnie że bronię męża. Nie będę go od dziś nazywać "świnią" i "bydlakiem" bo Ty tak chcesz. Ale dzięki za troskę.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: fatum   Data: 2017-11-22, 00:15:34               Odpowiedz

            Nie zabraniam Ci bronić męża.Możesz go nawet kochać.To Twój mąż.Ja mam swojego.-:)*Będę Ciebie wspierała moją metodą.Nic mi nie zrobisz.Przestaniesz mnie czytać.To faktycznie możesz.A pisać będę,bo lubię.Do jutra Iga.-:)



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: Iga112   Data: 2017-11-22, 14:19:11               Odpowiedz

            Dobrze Fatum wspieraj mnie po swojemu;) Wiem, że chcesz dobrze i to się dla mnie liczy.
            Zaufałam temu człowiekowi, bo gdy powiedziałam, że chcę zostać w związku, odpowiedział "ok rozumiem to i w żaden sposób nie będę próbował wpłynąć na zmianę tej decyzji". Będziemy więc pracować nad tym jak żyć i funkcjonować normalnie i nie "zwariować" będąc w takiej sytuacji jak ja. Jaki jest mój mąż, to ja wiem od dawna i nikt nie musi mi tego udowadniać. I to, że nie darzy mnie miłością czystą i piękną, to też wiem i nie zamierzam z tego powodu podciąć sobie żył.
            No i też powiedział mi, że mogę być z siebie dumna, że zachowałam w tym wszystkim swoją godność, nie jestem marionetką w rękach męża i że potrafię sobie wyważyć kiedy odpuścić a kiedy powiedzieć "nie". I tego się będę trzymać;))



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: chellunia   Data: 2017-11-22, 15:46:28               Odpowiedz

            No i też powiedział mi, że mogę być z siebie dumna, że zachowałam w tym wszystkim swoją godność, nie jestem marionetką w rękach męża i że potrafię sobie wyważyć kiedy odpuścić a kiedy powiedzieć "nie". I tego się będę trzymać;))

            A co Ty myślisz o jego godności,jeżeli już temat był delikatnie poruszony? Wie chociaż co to jest?







          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: Iga112   Data: 2017-11-22, 16:36:02               Odpowiedz

            Chellunia nie rozumiem o kogo godność pytasz. Terapeuta tak podsumował na koniec nasze spotkanie. Ok może ma gotowe formułki, ale tak powiedział. Nie mam powodu wątpić w coś co mówi, bo chyba nie o to chodzi.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: fatum   Data: 2017-11-22, 17:21:25               Odpowiedz

            Wiesz Iguś lepiej się rozmawia z osobami,które przeszły swoją terapię.Inaczej wychodzą z tego bzdety.I mało logiczne pytania.Pytania,które w ustach osób nie mających styczności z psychoterapeutami,psychologami,itd.,są faktycznie niezrozumiałe,bo inne być nie mogą.Zaspakajanie ciekawości (co Ci terapeuta zaleca),też jest w pewnym sensie niebezpieczne dla Ciebie Iga.Tutaj na Forum były wątki,czy można wynosić z gabinetu informacje w sumie poufne.Powinnaś się zastanowić,czy warto ten wątek kontynuować.Ja Ci nie doradzę,bo nie mogę tego zrobić.Wybór jest Twój.Owszem są osoby na Forum,które coś tam przekazywały o swoich sesjach terapeutycznych,ale tak same zadecydowały i pisały.Ty jesteś wrażliwą osobą i warto o tym pamiętać (stres może Ciebie dopaść z tytułu Twojej wrażliwości).



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: Iga112   Data: 2017-11-22, 17:58:10               Odpowiedz

            Ok Fatum masz rację. To głupie, nieodpowiedzialne i wręcz dziecinne pisać o tym, co dzieje się w gabinecie.
            Dziękowałam już wszystkim za rozmowę. Spotkamy się w innych wątkach;)) Dzięki za wszystko.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: chellunia   Data: 2017-11-22, 22:42:16               Odpowiedz

            Iga,trzymaj się dzielnie. Wykorzystaj swoją szansę na maxa.
            Pytanie dotyczyło twojego męża. Czy wie czym jest godność swojej rodziny. Ale nie odpowiadaj już.
            Jesteś pod opieką fachową i to jest najważniejsze. Bądź dobrej mysli.

            Bardziej ciebie rozumiem niż myslisz. Ale jedną, jedyną radę Tobie Tobie dam. Myśl o sobie z czułością. Nie oddawaj się dobrowolnie w jasyr.
            Daj ile chcesz dać, bez przymusu i presji. Pozdrawiam.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: Iga112   Data: 2017-11-23, 16:41:10               Odpowiedz

            Dziękuję Chellunia.
            Już czekam na poniedziałek, więc jest dobrze;) Sam fakt, że podjęłam decyzję o terapii już mi dodał sił.
            Pozdrawiam



          • Skoro cieszysz się na ten poniedziałek to dla Cieb

            Autor: fatum   Data: 2017-11-24, 13:37:46               Odpowiedz

            RE: Słówko do Adama Celebryty....
            Autor: fatum Data: 2017-11-23, 20:10:28 Odpowiedz

            Fatum nie widać i nie wychwyci to prawda.-:)* P.S. dla Igi tutaj,bo tak. Iga teraz w terapii będzie potrzebna Twoja dobra wola i Twoje zaangażowanie.Jeśli będziesz zdyscyplinowana to nauczysz się wyrażać swoje emocje.Mam podejrzenie,że w swoim rodzinnym domu bardzo skrywałaś swoje emocje.Może nawet nie mogłaś wcale okazywać uczuć,bo tak bywa w niektórych domach.Powiem Ci też,że podczas sesji (ale to gdzieś po roku czasu)!mogą zacząć wypływać z Ciebie zapomniane czy nieznane Tobie sprawy.Jedno jest pewne,gdy będziesz otwarta (rozmawiała otwarcie o swoich problemach),to poczujesz się lepiej.Po około roku terapii wreszcie poznasz swoje mocne strony i zaczniesz się też uczyć jak najlepiej je wykorzystać (swoje mocne strony,które poznasz w czasie procesu terapeutycznego i Twojej ciężkiej pracy nad sobą i nie przerwiesz terapii,kiedy stwierdzisz,że terapia jest


            RE: Słówko do Adama Celebryty....
            Autor: fatum Data: 2017-11-23, 20:36:29 Odpowiedz

            mało przyjemna.Tak się dzieje,że ludzie zarzucają terapię,bo nie chcą zmian.Ty Iga tak nie zobisz chyba?Nie polecam.Jak coś zaczynamy to i to kończymy.
            ______________________________________

            Iga pisałam do pasji,że jej pasją jest usuwanie,a moją wklejanie i taka zabawa w kotka i myszkę ze mną trwa.
            Może i fajna jest ta zabawa,ale to nie zmienia faktu,że nie możesz czytać tego co dla Ciebie piszę.
            Pojawiające się teksty i potem znikające to chyba nie jest mądra zabawa.
            Iga jak Bóg da to może teraz przeczytasz ten tekst.
            Tego nie wie nikt.
            Napisz,czy przeczytałaś.Może będziemy miały szczęście?-:)








          • RE: Skoro cieszysz się na ten poniedziałek to dla Cieb

            Autor: pasjaaa   Data: 2017-11-24, 14:57:04               Odpowiedz

            Mi po Twoim wyświetla 189, a po moim 190
            Wszystko fatum pasuje więc nie siej fermentu.
            Twój wpis do Igi nt terapii nadal jest na forum.



          • RE: Skoro cieszysz się na ten poniedziałek to dla Cieb

            Autor: fatum   Data: 2017-11-24, 15:12:22               Odpowiedz

            Zatem pasjaaa Bogu niech będą dzięki.Jestem zdyscyplinowaną forumowiczką,która przestrzega Regulaminu Forum.Pozdrawiam i dziękuję Ci bardzo za wyjaśnienie.To dla mnie jest ważne.Pa.



          • RE: Skoro cieszysz się na ten poniedziałek

            Autor: Iga112   Data: 2017-11-24, 16:05:34               Odpowiedz

            Fatum
            Przeczytałam wszystko. Czy się zmienię czy nie. Narazie tego nie wiem. Narazie wszystko jest dla mnie niewiadomą. Jak już chodzę to chcę skorzystać. Z drugiej strony nie łatwo czasami zmienić moje myślenie. Więc serio nie wiem co z tego wyjdzie.
            Czy u mnie w domu trzeba było skrywać uczucia? Hmm.. dużo rzeczy nie wypadało, to fakt.



          • RE: Skoro cieszysz się na ten poniedziałek

            Autor: fatum   Data: 2017-11-24, 16:52:17               Odpowiedz

            To jest ten trudny temat skrywania uczuć (Ty go nazywasz,że dużo rzeczy nie wypadało np.mówić tylko skrzętnie je ukrywać i dusić ból w sobie.Dużo pracy w tym obszarze.Sams2 ma więcej wiedzy o skrywanych uczuciach,ale nie ma jej tutaj.-:)P.S. każda niewiadoma kiedyś staje się wiadomą.-:)*Kwestia czasu,dyscypliny i pracy nad sobą.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: fatum   Data: 2017-11-19, 20:28:21               Odpowiedz

            Nie do końca,ale to dobry kierunek myślenia w polubieniu siebie.Drugi człowiek nie powinien być "całym" plastrem na nasz ból,cierpienie,smutek,itp.To także nasza praca (nad polubieniem siebie poprzez uzdrowienie naszych,osobistych ran).Właśnie w procesie terapeutycznym odczuwamy najbardziej nasze wszystkie (fajnie jest,gdy wszystkie)! skrywane rany i niezrozumienie prostego faktu,że i my za pewne stany dyskomfortowe odpowiadamy.Tutaj tkwi sens.Zrozumienie mechanizmów (znajomość naszej psyche),które nas niszczą jest naszym wybawieniem i nagrodą za całościową pracę nad sobą.Przykład.Znasz doskonale siebie i kochasz siebie to nie pozwolisz na to,by np. ktoś zarządzał Twoim samopoczuciem i nie martwił się nigdy o żadne Twoje potrzeby,mimo,że Ty doskonale zaspakajasz swoje pitrzeby



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: fatum   Data: 2017-11-19, 20:37:18               Odpowiedz

            Potrzeby.Pisałam kiedyś o potrzebach,które,jeśli je doskonale znamy i zaspakajamy to nie robimy sobie wymówek,że np.jesteśmy egoistami itd.tylko wiemy,że zaspakajanie potrzeb świadczy,że np.lubimy siebie,kochamy.Temat rzeka.W skład lubienia siebie wchodzi także sposób zaspakajania potrzeb.Ale także wiedza o potrzebach,lubieniu i kochaniu siebie i rozumieniu bycia na pierwszym lub ostatnim miejscu w związku.Temat rzeka.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: feelka   Data: 2017-11-19, 21:12:40               Odpowiedz

            "Pisałam kiedyś o potrzebach,które,jeśli je doskonale znamy i zaspakajamy to nie robimy sobie wymówek,że np.jesteśmy egoistami itd.tylko wiemy,że zaspakajanie potrzeb świadczy,że np.lubimy siebie,kochamy.Temat rzeka"

            O tak, temat rzeka.
            Bo akurat znakomita większość ludzi na świecie bez oporów zaspokaja swoje potrzeby. Co wcale nie znaczy że siebie kochają i że nie są egoistami, bo na ogół są :)
            Mąż Igi też ( "doskonale zna swoje potrzeby i pragnie zaspokoić").

            Ale to tak na marginesie, bo wiemy o co chodzi. Że "miłość siebie" ma na czole wypisane: nie krzywdź, współczuj, szanuj innych - bo ... jesteśmy "jedno" ?





          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: fatum   Data: 2017-11-19, 21:34:21               Odpowiedz

            Feeluniu ja piszę do Igi o zwyczajnych potrzebach.Podam przykład.Jak Iga lubi siebie to zwyczajnie zrobi wszystko,by raz w miesiącu pójść do fryzjera.Banalny przykład,ale wiele Kobiet nakłada sobie farbę same lub przy pomocy Koleżanki w domu.Wniosek.Nie jest godna,by coś miłego zrobić tylko dla siebie?(masaż głowy delikatny zwłaszcza jak fryzjer to robi,wiem o czym mówię-:)*Ty felu farbujesz już włosy?U fryzjera?-:)*z masażem (nieco drożej,ale skoro kochasz siebie to pozwolisz sobie na masaż głowy).Jeśli kochasz siebie to pójdziesz spać kiedy będziesz zmęczona i poprosisz o pomoc,gdyby to było niemożliwe.O takich zwykłych potrzebach narazie piszę.Jeśli Ty feelko piszesz o potrzebach wyższego rzędu (ściśle związane z Uczuciami Wyższymi)!,to proszę poprzyj ten fakt jakimś "wyższym",zrozumiałym przykładem.-:)*



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: feelka   Data: 2017-11-19, 21:52:35               Odpowiedz

            A to to tak. Ja akurat myślałam o tych co mają potrzebę sobie kogoś zgwałcić, abo coś ukraść, wydrapać na szybie... :)



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: feelka   Data: 2017-11-19, 22:01:09               Odpowiedz

            A co dowodzi że nie kochają siebie.
            Gdyż stają się ofiarami swoich potrzeb.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: chellunia   Data: 2017-11-19, 22:15:09               Odpowiedz

            A jeszcze gorzej cudzych potrzeb:(



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: fatum   Data: 2017-11-19, 23:00:27               Odpowiedz

            Na takie pytania feelko nie znam Twojej odpowiedzi.-:)*Znam swoją.-:)* Jednak zdecyduję się wspomnieć o takich mężczyznach,którzy jak stosują manipulację to jest ona 100procentowa.Dlatego mąż Igi wymyśla bzdety erotyczne,bo z góry wie,że Iga nie zgodzi się i tym samym zapewnia sobie alibi,by być często poza domem.A w gronie bydlaków i bydlaczek śmieje się do rozpuku z naiwności żony i razem bawią się dobrze w swoim manipulacyjnym towarzystwie.Feelka,czy Ty znasz wszystkie męskie triki,by nie zajmować się dziećmi,żoną,nudnymi obowiązkami?To dlaczego nie znasz?-:) Czekam na dobre usprawiedliwienie tego faktu,że nie znasz psychiki męskiej feelko.Jak tak można!-:)*



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: fatum   Data: 2017-11-19, 19:36:07               Odpowiedz

            Iga112,a seks miałaś z mężem taki powiedzmy normalny do kiedy?Byłaś zadowolona z tych igraszek miłosnych?Co takiego się stało,że nagle mąż nie ma już ochoty na taki zwyczajny małżeński seks?Ty się zmieniłaś,czy mąż zdziczał w gronie swoich przyjaciół dzikich i nie chce/nie umie dać Ci bliskości tylko patologiczny seks?Skąd się wziął taki chłód emocjonalny teraz?Czy ten chłód był emocjonalny już na początku waszego małżeństwa,ale Ty się tym nie przejmowałaś,bo sądziłaś,że tak musi być?Dzisiaj jest jeszcze gorzej i nadal tak samo myślisz,że tak powinno być.Męczęństwo pełną parą.Kto wyjdzie zdrowy z chorego układu?Kto policzy straty?



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: chellunia   Data: 2017-11-19, 12:33:42               Odpowiedz

            A może przyczyny są wyłącznie biologiczne?

            Gybyś było piękna jak łania, nic nie poradzisz. To nie o to chodzi. Wacław niestety nie budzi się tak często, jak kiedyś. Tu jest problem, jak do tego wrócić? A podnieca, to co nowe.

            A jak się wkręci żonę, żeby w tym uczestniczyła, to jaka to zdrada? Cwany, stary piernik. I żona i dzieci i dom-wszystko pozostanie po staremu. Zgodziła się przecież!
            I za każdym razem będziesz musiała zaakceptować inną panią.
            I ta zdrada kotrolowana? Dobreee.
            Może tu jest przyczyna. Po tylu latach to on już sypia z kumplem. Najładniejszy kupel się opatrzy.

            Jeżeli nie ma uczuć wyższych, tak to wygląda według mnie:(

            Czemu mam wrażenie, że to kazus na temat fantazji?
            "Fantazja jest od tego, żeby bawić się na całego"?

            I co? fajna zabawa,jeżeli faktycznie to przeżywasz!?



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: Iga112   Data: 2017-11-19, 13:04:26               Odpowiedz

            No jest w tym sporo racji Chellunia. Wiadomo że po kilkunastu latach nie ma już motyli w brzuchu ani dreszczy.

            Taki stary to on nie jest. W maju skończył 40 lat.
            Czytałam o zdradach kontrolowanych, jakie mogą być przyczyny. Albo sadyzm - odpada, albo silna chęć zdrady, ale z jakiejś przyczyny nierealizowana za plecami żony - myślę że to właśnie to.
            Fantazje?
            To, co pisał to były fantazje, że żona na dyskotece kręcącą tyłkiem przed innymi ( bo nie zdarzyło się to naprawdę). Ale boli. Jak mogę się czuć? Jak przedmiot i narzędzie do spełniania zachcianek.
            Skoro tak wszystko sobie poukładałam w głowie to myślę sobie "na chol... mi psycholog", ale chyba warto wzmocnić poczucie własnej wartości.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: chellunia   Data: 2017-11-19, 13:48:27               Odpowiedz

            "No jest w tym sporo racji Chellunia. Wiadomo że po kilkunastu latach nie ma już motyli w brzuchu ani dreszczy."

            Ale jest człowiek, którego chcesz przytulić, pomimo, że nie ma motyli ani dreszczy, prawda? To bliskość, która jest albo jej nie ma:(



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: Iga112   Data: 2017-11-19, 13:59:01               Odpowiedz

            Chellunia ja już chyba zaczynam obojętnieć na wszystko - kocha, nie kocha, szanuje, nie szanuje.
            Przeszłam przez złość, strach, smutek teraz chyba już zaczynam obojętnieć. Dopóki nie ma nowych rewelacji dla mnie, to zaczyna mi być wszystko jedno.



    • Słówko do Adama Celebryty....

      Autor: Iga112   Data: 2017-11-22, 20:09:41               Odpowiedz

      Adam właściwe to rozbawił mnie teraz Twój przykład o sąsiadce głupiej a wrażliwej i jej mężu mądrym a niewrażliwym. No możesz mieć trochę racji. To że jestem inteligentna to nie znaczy że nie bywam głupia;))

      P.S Rozumiem że będziemy Cię mogli oglądać w TV, ale jeśli lokalnej to lipa, bo mieszkasz w innym województwie. Tak czy siak gratuluję;)



      • RE: Słówko do Adama Celebryty....

        Autor: Adamos325   Data: 2017-11-23, 19:48:04               Odpowiedz

        Iga, ta sąsiadka to taka całkiem głupia nie jest - też jest inteligentna, tylko tutaj trochę mniej od męża ;) - zresztą on ją lubił też prowokować czasami - to wtedy też jest inna reakcja, jak ulegamy sugestii :) No a tak poza tym, więc się Iga zgadzamy,tak? ;)))

        A co do mnie - nie, to na razie nie telewizja, trzeba piąć się wytrwale i małymi kroczkami ;) - to na razie tylko gazeta, tak masz rację regionalna - więc o mnie chyba nie poczytasz, ale jak mi dasz swojego maila to mogę przesłać Ci artykuł ;d
        Dzięki - jakoś dziś Fatum nie widać, w ogóle forum puste - to może tego nie wychwyci ;)



        • RE: Słówko do Adama Celebryty....

          Autor: fatum   Data: 2017-11-23, 20:10:28               Odpowiedz

          Fatum nie widać i nie wychwyci to prawda.-:)* P.S. dla Igi tutaj,bo tak. Iga teraz w terapii będzie potrzebna Twoja dobra wola i Twoje zaangażowanie.Jeśli będziesz zdyscyplinowana to nauczysz się wyrażać swoje emocje.Mam podejrzenie,że w swoim rodzinnym domu bardzo skrywałaś swoje emocje.Może nawet nie mogłaś wcale okazywać uczuć,bo tak bywa w niektórych domach.Powiem Ci też,że podczas sesji (ale to gdzieś po roku czasu)!mogą zacząć wypływać z Ciebie zapomniane czy nieznane Tobie sprawy.Jedno jest pewne,gdy będziesz otwarta (rozmawiała otwarcie o swoich problemach),to poczujesz się lepiej.Po około roku terapii wreszcie poznasz swoje mocne strony i zaczniesz się też uczyć jak najlepiej je wykorzystać (swoje mocne strony,które poznasz w czasie procesu terapeutycznego i Twojej ciężkiej pracy nad sobą i nie przerwiesz terapii,kiedy stwierdzisz,że terapia jest



          • RE: Słówko do Adama Celebryty....

            Autor: fatum   Data: 2017-11-23, 20:36:29               Odpowiedz

            mało przyjemna.Tak się dzieje,że ludzie zarzucają terapię,bo nie chcą zmian.Ty Iga tak nie zobisz chyba?Nie polecam.Jak coś zaczynamy to i to kończymy.



      • RE: Słówko do Adama Celebryty....Iga112...........

        Autor: fatum   Data: 2017-11-24, 12:57:02               Odpowiedz

        Pisałam dla Ciebie o przyjemości lub nieprzyjemności terapii i nie wiem,czy ten tekst udaje się Tobie przeczytać.Napisz mi,czy możesz czytać/czytasz móje dwa wpisy o terapii.Chodzi o to,że jak wchodzę na ten wątek to pojawiają się te dwa wpisy,a za chwilkę już ich nie ma.Zresztą patrząc na licznik wpisów do Twojego wątku to jest ich (186),a razem z moimi dwoma to powinno być (188)!Mi zależy byś przeczytała to,co Ci napisałam.Nie pogwałciłam Regulaminu Forum,a jednak okazuje się,że przeczytać tekstu w sumie nie można.Nie zachęca to do pomagania.Pozdrawiam i daj mi odpowiedź.Dziękuję.



        • RE: Słówko do Adama Celebryty....Iga112...........

          Autor: fatum   Data: 2017-11-24, 13:03:51               Odpowiedz

          P.S. jak teraz pisałam do Ciebie to licznik wskazywał (186).A powinno być (188).Po tym wpisie licznik powinien już wyświetlić (189)!Nieco zagmatwane,ale piszę tak jak jest.Chcę wiedzieć,co jest przyczyną nie wyświetlania moich wpisów.Nie złamałam Regulaminu.



          • RE: Słówko do Adama Celebryty....Iga112...........

            Autor: Iga112   Data: 2017-11-24, 15:47:06               Odpowiedz

            Adam
            Tak właściwie to się z Tobą nie zgadzam. Nie w tym rzecz kto mądrzejszy, kto głupszy. Mam do siebie dystans, więc niech już tak zostanie. Każdy i tak myśli to, co myśli.
            Powiem tylko jedno. Ja przede wszystkim muszę myśleć o dzieciach, są dla mnie najważniejsze a nie mój komfort.
            Może ta sąsiadka też miała swoje powody.
            Ja bym tak nie oceniała ludzi. Łatwo oceniać będąc z boku, trudniej być w samym środku tego.
            Ale masz prawo myśleć tak, jak myślisz.
            Wszystko ok.



          • RE: Słówko do Adama Celebryty....Iga112...........

            Autor: Adamos325   Data: 2017-11-24, 17:43:48               Odpowiedz

            No dobra Iga, niech Ci będzie - trochę to skręciłem... Nie zachowałem dystansu i umiaru jak Ty to zrobiłaś ;)
            Też tak zazwyczaj mam - Ty przywołałaś mnie tylko do porządku :)

            A co do sąsiadki to się zgadzam - zresztą ja ich obydwoje lubię/lubiłem, z nimi rozmawiać - teraz jak nie ma już sąsiada, to chętnie spotykam się z sąsiadką ;) - tzn. do rozmowy. Ona mnie też lubi - to jest/była taka wzajemna relacja, tzn. trójkąt :)

            PS. No i widzisz dokąd Ty mnie Iga zaprowadziłaś... ;)) - ale bez podtekstów, samo tak wyszło. Sorry



          • RE: Słówko do Adama Celebryty....Iga112...........

            Autor: Iga112   Data: 2017-11-24, 18:07:11               Odpowiedz

            Adam może ja tak działam na facetów, że od razu mają ochotę na trójkąty;)) (geometrię zawsze lubiłam, więc może dlatego).
            P.S. Nie pozostaje mi nic innego, jak się z tego pośmiać. No cóż;(



          • RE: Słówko do Adama Celebryty....Iga112...........

            Autor: chellunia   Data: 2017-11-24, 18:19:47               Odpowiedz

            Bardzo sie dziwimy czasem: jak to mogło się stać,jak ja mogłam tak zbzikowac i zapomnieć o sobie.
            Gdy nas dopada to nieszczęście ślepej miłości myślimy: świat się kończy dla mnie.
            Nie, drzwi się zamykaja a wrota sie otwierają.

            Smiać się nie będziesz,jak sie z tym uporasz. Nie będzie z czego,jak sobie uświadomisz, że za Toba tyle spiernikowanych lat.



          • RE: Słówko do Adama Celebryty....Iga112...........

            Autor: Adamos325   Data: 2017-11-24, 18:37:06               Odpowiedz

            Chellunia wzięła to na poważnie - to ja też, tak Iga masz rację, życiem kieruje matematyka i zmysły - dzięki nim istniej ten świat - więc się rozumiemy albo doszliśmy do dobrego konsensusu :)

            Czasami można też się uśmiechnąć, tym bardziej jeśli nie od razu wszystkiemu można zaradzić, terapia musi potrwać... Chellunia ;) - inaczej byśmy zwariowali!!

            PS. Ja się śmiałem z Fatum lub z niej - i dobrze na tym raczej wyszedłem, teraz się dobrze rozumiemy ;)



          • RE: Słówko do Adama Celebryty....Iga112...........

            Autor: chellunia   Data: 2017-11-24, 20:23:25               Odpowiedz

            No poważnie:(



          • RE: Słówko do Adama Celebryty....Iga112...........

            Autor: Iga112   Data: 2017-11-24, 20:27:09               Odpowiedz

            Ale ja już nie wierzę w miłość, jak w wenezuelskim serialu. Zawsze mówię, że życie składa się z wyborów. Wybrałam takiego a nie innego męża. Nie liczę na lata mniej spierniczone u boku kogoś innego. Nie wierzę w rycerzy na białym koniu.



          • RE: Słówko do Adama Celebryty....Iga112...........

            Autor: chellunia   Data: 2017-11-24, 20:58:22               Odpowiedz

            Może masz rację. Ciekawe co na to Ada. Wpadnie tu i opiernikuje nas za pesymizm.
            Napiszesz Adam?



          • RE: Słówko do Adama Celebryty....Iga112...........

            Autor: Adamos325   Data: 2017-11-24, 21:09:47               Odpowiedz

            Faktycznie, świat jest coraz bardziej realny, a może zawsze taki był? - tylko my byliśmy inni... Okres romantyzmu może tylko trochę się wyróżnia - ale i tak na tym dobrze nie wyszliśmy.

            Iga, rycerze na białym koniu może się jeszcze zdarzają - ale fakt, jest ich coraz mniej. Nie rezygnuj całkiem ze swoich marzeń i swoich ideałów - może jeszcze na starość jakiś się pojawi? ;) A jak nie to ja wsiądę na konia i pojadę do Ciebie - nie wiem tylko w jakim kierunku jechać? ;))
            Ale też prawdziwy książę - zawsze znajdzie drogę do serca swojej Księżniczki :)
            W matematyce Iga całkiem tylko nie siedź ;) - choć ja też znam realia!! - ale nie daję się im, całkiem nie daję...

            I jak się bardzo chce - to cuda się zdarzają... Też to wiem, ktoś mi mówił, "Bóg nigdy się nie spieszy, czasami jest w ostatniej chwili, ale zawsze zdąży na czas"

            Walcz, żyj realnie - ale trochę też broń siebie i walcz o swoje marzenia :)

            PS. Ale Cię rozumiem! - tak, zawsze trzeba coś wybrać



          • RE: Słówko do Adama Celebryty....Iga112...........

            Autor: Iga112   Data: 2017-11-24, 21:31:10               Odpowiedz

            Sams zawsze cenię, to co piszesz, ale tym razem nie mogę się zgodzić. Moje dzieci maja dom, w którym jest mama i tata i czują się w tym domu bezpiecznie. Nie zniszczę tego, bo tatuś zwariował (mam wciąż nadzieję że to minie). Syn jest bardzo wrażliwym chłopcem i do tego bardzo związanym z ojcem. Co mam powiedzieć dzieciom? Bierzemy taśmę, dzielimy dom na pół, bo od dziś mamusia nie będzie już z tatusiem? Fajnie pisać o swojej niezależności, o robieniu czegoś dla siebie itd. ale nie chodzi chyba o egoizm. I jeszcze jedno: Nie jestem mamuśką która mówi, że poświęca się dla dzieci. JA SIĘ NIE POŚWIĘCAM. Ja tak wybrałam. Już mówiłam, że kieruję się w życiu rozumem i rozum mi tak podpowiada.



          • Słówko do Adama Celebryty....Iga112....fatum..

            Autor: fatum   Data: 2017-11-24, 21:38:27               Odpowiedz

            To prawda.Nauczyłam się Twojego Adamie pokrętnego humoru.To prawda.Teraz lubię jak piszesz z innymi,bo się z....ę troszeczkę....)(-:)* P.S. Iga cieszę się,że dajesz z siebie prawie wszystko.-:)* Pisz z tym celebrytą,bo więcej będzie humoru.A tak jak tylko ja z nim piszę,to cienki jest ten humor cokolwiek to znaczy.A uczyć się musimy Iga do końca świata (od różnych facetów)-:): Pozdrawiam Ciebie i Adasieńka.Do jutra.



          • RE: Słówko do Adama Celebryty....Iga112....fatum..

            Autor: Iga112   Data: 2017-11-24, 21:53:23               Odpowiedz

            Adam czy celebryci jeżdżą konno? Skoro mieszkasz niedaleko Warszawy, to kieruj się na północ a na pewno trafisz za głosem serca;)) Tylko nie mów mi, że w wieku 38 lat jestem stara. No wiesz! Jak mogłeś;))) Wytłumacz się teraz z tego.



          • RE: Słówko do Adama Celebryty....Iga112....fatum..

            Autor: Adamos325   Data: 2017-11-24, 22:07:58               Odpowiedz

            Ja wcale nie pisałem że jesteś stara!! - teraz jesteś Bardzo Młoda!! - takie kobiety mi się najbardziej podobają! ;))) Ja myślałem tylko o Twojej przyszłości, wiesz że mam wyobraźnię - miałem na myśli tylko to, że kiedyś będziesz stara..., wszyscy będziemy - ale to jeszcze sporo czasów Cię czeka, przeżyć i doświadczeń ;))

            Gdybyś była stara, tak bym z Tobą nie pisał - ja Cię wyczuwam telepatycznie ;)

            Ok, zimą kupuję konia - a ma wiosnę ruszam na północ :))) Tylko prosił bym gdzieś o jakieś malutkie wskazówki, sygnałki, żebym odnajdywał po drodze - jak w prawdziwej bajce, jeśli mamy ją grać ;)



          • RE: Słówko do Adama Celebryty....Iga112....fatum..

            Autor: Adamos325   Data: 2017-11-24, 22:15:35               Odpowiedz

            PS. A tam na północy są nawet fajne, sympatyczne dziewczyny - znam trochę ;)) No, takie ładne, uśmiechnięte i ciepłe są... :)



          • RE: Słówko do Adama Celebryty....Iga112....fatum..

            Autor: chellunia   Data: 2017-11-24, 22:12:04               Odpowiedz

            Iga, przecież Ty jestes stara jak piramidy.
            Ma rację Sams.
            Szczęście dzieci jest tak samo ważne jak Twoje.

            I proszę mi się tu nie wnerwiać:):)A czytać ze zrozumieniem:):)

            Iguś dzieci mają mieć silną, nie tylko w słowach ale w czynach matkę. Bo chociaz nie przyznaja tego, to jednak fajniej mieć matkę czuła i kochaną ale z charakterem niż doopę wołową, która przeprasza, że żyje.



          • RE: Słówko do Adama Celebryty....Iga112....fatum..

            Autor: chellunia   Data: 2017-11-24, 22:18:54               Odpowiedz

            No masz. Sama takie Eskimoski znam:):)



          • RE: Słówko do Adama Celebryty....Iga112....fatum..

            Autor: Iga112   Data: 2017-11-24, 22:27:43               Odpowiedz

            Adam Ty się nie martw o wskazówki. Chciałabyś pójść na łatwiznę. Nie ma tak lekko;)

            Chellunia no to żeby nie być du.. wołową poszłam na terapię tak? Zresztą wciąż tłumaczę że ja nie jestem w żaden sposób zdominowana. Jeśli mi coś nie pasuje, mówię "nie". Trochę osłabłam z sił, ale już się podnoszę i teraz już wiem, że dam radę. No i ustaliłyśmy, że nie ma rycerzy tak? Więc zostanę już przy boku tego nierycerza, bo innych nie ma, a Adam nawet jeszcze nie ma konia, no i miga się że ma za mało danych, żeby trafić;))

            Fatum ja poszłam, bo walczę a może przy okazji poznam siebie, tego nie wiem.



          • RE: Słówko do Adama Celebryty....Iga112....fatum..

            Autor: Iga112   Data: 2017-11-24, 22:31:30               Odpowiedz

            Tak Adam bingo. Trzecie igloo na prawo.



          • RE: Słówko do Adama Celebryty....Iga112....fatum..

            Autor: Adamos325   Data: 2017-11-24, 22:43:19               Odpowiedz

            Na razie to będę szukał Syreny wśród wód jezior - a nie wśród lodu ;) Nie zmylaj mnie choć ;))

            Co do terapii - tak, poznasz tam trochę siebie, tak jak ja to zrobiłem - choć na ile to Ci nie powiem, to jest indywidualne - ale coś na pewno wyniesiesz, zostanie!

            PS. Teraz idę stajnie budować ;)



          • RE: Słówko do Adama Celebryty....Iga112....fatum..

            Autor: chellunia   Data: 2017-11-24, 22:48:24               Odpowiedz

            hehe
            E tam,my o Tobie a nie o Twoim słoniu morskim. Zrób z nim o chcesz. Uduś, zapoluj na niego, puść wolno, oswój. Twoja wolność. Ja o sobie wiecej niż o Tobie.



          • RE: Słówko do Adama Celebryty....Iga112....fatum..

            Autor: Iga112   Data: 2017-11-24, 22:57:15               Odpowiedz

            Rycerz musi być nieustraszony, więc Adam nie ściemniaj tylko ruszaj w stronę Krainy Lodu. Zgarnęłam już szron z podłogi i czekam, a Ty dopiero stajnię budujesz? E tak, to ja idę spać. Do jutra;) Bawcie się dobrze.



          • RE: Słówko do Adama Celebryty....Iga112...........

            Autor: sams2   Data: 2017-11-24, 21:07:23               Odpowiedz

            Ja przede wszystkim muszę myśleć o dzieciach, są dla mnie najważniejsze a nie mój komfort.

            taka myśl: kolejna mamusia "poświęcająca się" (i zaraz żądająca wdzięczności). A dzieci patrzą jak matka nie dba o swój komfort i uczą się, że wszystko jest ważniejsze niż komfort. Potem same będą biegać po terapeutach nie mając kompletnie żadnego wzorca podmiotowości/niezależności oraz kobiecości/macierzyństwa oprócz lękowego, zaburzonego, skonfliktowanego z męskością (i jeszcze w tym konflikcie dopatrującego się "siły"). Zaburzone, nie dbające o kontakt ze sobą i swój komfort matki wychowują zaburzone dzieci.

            Ten watek to dla mnie przykład tego, że ludzie nie żyją wg siebie, wg swoich pragnień a po to, by podtrzymać narracje w jakie wierzą (np. macierzyństwo, rodzina, rzekome partnerstwo). Wcale nie dzieci są tu najważniejsze ale telenowele wg jakich układają życie. Bez tych narracji wydają się być za słabi by żyć. Gdyby dzieci były rzeczywiście ważne własnym przykładem rodzice pokazywaliby jak stawiać granice i dbać o siebie.



          • RE: Słówko do Adama Celebryty....Iga112...........

            Autor: Adamos325   Data: 2017-11-24, 21:19:59               Odpowiedz

            No, Sms2 ma trochę rację..., Twoje dzieci mogą na tym tracić - więc Twoje życie nie należy i tak już tylko do Ciebie... O siebie i o swoje dzieci, psychiczną równowagę - zawsze warto trochę walczyć...

            A jak Freud mówił, pisał - nasze życie seksualne też ma duży wpływ na naszą kondycję psychiczną! Więc to jest ważna sfera.



          • RE: Słówko do Adama Celebryty....Iga112...........

            Autor: Iga112   Data: 2017-11-24, 21:35:15               Odpowiedz

            Adam Ty mnie też nie denerwuj. Moje dzieci stracą, gdy się poddam, więc się nie zamierzam poddać tylko walczyć. Poszłam na tą terapię, bo walczę.



          • RE: Słówko do Adama Celebryty....Iga112...........

            Autor: fatum   Data: 2017-11-24, 22:06:02               Odpowiedz

            Po terapii możesz już nie chcieć brudnego seksu Iguniu.I to jest ta dobra wiadomość.Walczysz?,a ja sądziłam,że chcesz siebie zrozumieć,poznać głęboko jak to jest tylko możliwe.W terapii się nie walczy.To chodzi o zrozumienie siebie i pokochanie siebie.Temat rzeka.Feelki jeszcze brakuje do "zmieniania" Ciebie Iguś.-:)*



          • RE: Słówko do Adama Celebryty....Iga112...........

            Autor: feelka   Data: 2017-11-25, 10:11:07               Odpowiedz

            Mam nadzieję że nie upieram się dla zasady, ale słabo rozumiem:

            "Ten watek to dla mnie przykład tego, że ludzie nie żyją wg siebie, wg swoich pragnień a po to, by podtrzymać narracje w jakie wierzą (np. macierzyństwo, rodzina, rzekome partnerstwo)"

            Czy to oznacza że moim "pragnieniem, pragnieniem z głębi siebie i z poznania siebie" nie może być "macierzyństwo, rodzina, próba życia w partnerstwie"? to są tylko narracje?

            To jakim pragnieniem z głębi siebie ma żyć Iga, jakim Wy żyjecie? Podróżami wszyscy żyjecie, naprawdę tak pragniecie tego by z jednej przepakowywać się w drugą? Biznesem żyjecie? Polityką i władzą? Kupą znajomych żyjecie z głębi serca? Medytacją w mateczniku żyjecie? Dlaczego nie. Ale te powody nie są lepsze lecz co najwyżej równorzędne do <macierzyństwa, rodziny, partnerstwa> jak sądzę?

            "Potem (dzieci) same będą biegać po terapeutach nie mając kompletnie żadnego wzorca podmiotowości/niezależności oraz kobiecości/macierzyństwa oprócz lękowego, zaburzonego, skonfliktowanego z męskością"
            Niby tak, ale... O ile lękowe i skonfliktowane macierzyństwo jest kiepskie... to dzieci z wzorcem
            dumnie niezależnej i dbającej o swój komfort (głównie swój - swój BARDZIEJ niż innych, bardziej niż dzieci) -
            to takie dzieci też potrzebują terapii, nie czują się chyba w dzieciństwie dość ważne? a potem z tą swoją nieustępliwą dumną niezależnością ..rozwalą swoje relacje z ludźmi? ( ze zwykłymi niesterapeutyzowanymi ludźmi he he, co to nie mają obowiązku znać nauki o granicach?)



          • RE: Słówko do Adama Celebryty....Iga112...........

            Autor: sams2   Data: 2017-11-25, 16:23:24               Odpowiedz

            ref Felka

            A odnośnie jeszcze "życia według swoich pragnień"... to dlaczego nikt nie wierzy w pragnienie Igi: chcę z nim być, żyć. choć nie jest "prawidłowy".

            Bo to nie jest pragnienie. To jest oszukiwanie siebie, przymus narzucony przez lęk. I to widać. Gdyby było faktycznym pragnieniem z głębi istoty Iga nie zgłaszałaby żadnych problemów.

            No i właśnie dobre pytanie: dlaczego nikt nie wierzy choć Iga takie wygibasy tu robi? :)

            To jakim pragnieniem z głębi siebie ma żyć Iga, jakim Wy żyjecie?

            tego się sensownie opisać nie da. To sie słyszy lub nie. Odkrywa się samo przed jednostkową świadomoscią (lub nie), ale to głęboko subiektywne jest. U mnie to jest taki stan gdy wszystko co robię, czuję, współbrzmi ze światem. W zasadzie nic nie musisz robić bo robi sie samo, samo się gubi, samo znajduje, samo płynie. Reszta to opowieści. Nie chodzi też o dążenia, plany, samorealizację. Chodzi o czucie życia, energii a nie o sytuację życiową- bo można w pełni żyć, realizować swoje wewnętrzne pragnienie w złej sytuacji życiowej. Można działać w świecie ale w tym świecie - w jego opowieściach- nie tkwić, nie traktować ich jak rzeczywistość. I to jest bardzo fajna rzecz.
            I nie mam na mysli pragnień ego ani neurotycznego (czyli normalnego :) bo powszechnego) nieszczęścia. Tego co np. komunikuje Iga: tak bardzo chce mieć męża że pal licho co ze mną. To nie działa. Ludzie określają się przez nieszczęście, bo inaczej ego nie potrafi.
            To co wymieniasz to są opowieści ego a nie istota, wewnętrzne pragnienie.


            a potem z tą swoją nieustępliwą dumną niezależnością ..rozwalą swoje relacje z ludźmi?

            Konformizm jest fajny, savoir-vivre jest fajny - o ile służy twojej istocie. Jesli nie- to po co to robić? W imię czego- czyjejś satysfakcji? Czyjej: pracodawcy, rodziny, przechodnia? Uprzejmość ma służyć ale mi a nie komuś. Ja nie pisze o wymuszaniu i chamstwie. Brak podmiotowości produkuje kolejne osoby bez podmiotowości- posłusznych pracowników, zalęknionych obywateli, kochanków tkwiących w chorych związkach, ludzi jarających się swoim nieszczęściem.

            Co do działania.
            To co pisze odnosi się do wewnątrz. Jak sie słyszy swój głos to się samo robi. To nie jest kwestia wyboru opcji- wybór jest i tak zawsze nieświadomy, racjonalnie nikt niczego nie wybiera. Dlatego jak Iga usłyszy ten głos, to będzie wiedziała i nie będzie miała potrzeby pisania na forum.



          • RE: Słówko do Adama Celebryty....Iga112...........

            Autor: feelka   Data: 2017-11-25, 20:53:31               Odpowiedz

            No tak, znowu zapomniałam, że Ty Sams z innego poziomu piszesz, z zaawansowanego :)

            "U mnie to jest taki stan gdy wszystko co robię, czuję, współbrzmi ze światem" -

            ja tego nie znam :) I pewnie, że gdyby znać "pragnienia z głębi istoty" to wszystko byłoby inaczej ( w głębi istoty to może ja podróże lubię? a z powierzchni to lęki i niski poziom energii podepresyjnej psują mi to. Ale nie pojadę przecież w podróż dookoła świata w imię tego co może jest w głębi a może nie :) A Iga ma się rozwodzić w imię tego że może w głębi istoty to może ma go ona gdzieś? a tylko na powierzchni żal?

            "Piszesz o powierzchni (wyborach moralnych, normach, lęku, złym mężu), ale to w ogóle nie ma znaczenia wobec twojej istoty, środka"

            No tak, nam śmiertelnikom (mi i Idze? :) zostają wybory moralne i zły mąż... Bo pewności, że do "głębi istoty" dotrę przed śmiercią - nie mam żadnej.

            "Konformizm jest fajny, savoir-vivre jest fajny - o ile służy twojej istocie. Jesli nie- to po co to robić? W imię czego- czyjejś satysfakcji?"

            W imię swojej satysfakcji, że nie zostałam całkiem samotnym dzikim wilkiem? (no chyba że samotność jest pragnieniem czyjejś duszy ;))



          • RE: Słówko do Adama Celebryty....Iga112...........

            Autor: weronika502   Data: 2017-11-25, 21:28:23               Odpowiedz

            "Bo pewności, że do głębi istoty dotrę przed śmiercią - nie mam żadnej."

            Alternatywą jest życie na "jakoś leci" i kombinowanie jak by to wyłączyć emocje i dostosować myślenie, bo inaczej wywalą ze stada.



          • RE: Słówko do Adama Celebryty....Iga112...........

            Autor: sams2   Data: 2017-11-25, 21:36:40               Odpowiedz

            Felka
            Jakiego zaawansowanego? masz jakieś błędne wyobrażenie o mnie. Każdy tak ma jak ja, nie jestem wyjątkiem. Jestem przeciętną osobą. Każdy może mieć to o czym piszę.

            Dylematy moralne niczemu nie służą, tak samo jak rezygnacja z siebie dla jakiejś opowieści ego. Lepiej się zastanowić co ja, gdzie ja, na co mam ochotę, czego pragnę w głębi duszy (ładne wyrażenie). Tu nie chodzi o rozwód i plany ale o to czemu związałam sie właśnie z takim człowiekiem, co z tego mam, jakie potrzeby wypieram, etc, etc. Proste pytanie: czego chcę? Kim jestem? Takie jest moje doświadczenie i obserwacja, że to przynosi owoce. Brak lęku, cieszenie się życiem samym (a nie sytuacją życiową, rolą, nazwiskiem, pozycją). I nawet jak jest trudniejszy, depresyjny okres, to on wtedy jest krótszy, łatwiej sie z tego korzysta bo wiadomo już że nie zabija a wzmacnia. Ale trzeba byc uczciwym a nie gadać o złym mężu i zasłaniać sie dziećmi.

            "Bo pewności, że do "głębi istoty" dotrę przed śmiercią - nie mam żadnej."

            Jak dotrzesz, to będziesz pewna że dotarłaś. Nikt i nic ci tego nie zabierze.

            "W imię swojej satysfakcji, że nie zostałam całkiem samotnym dzikim wilkiem?"

            Z tą samotnością jak się czuje siebie to przereklamowane. Niczego nikomu nie zabierasz słuchając siebie. Ja jakoś nie jestem sama, związek na razie trwa mimo analizy i różnych moich stanów, w pracy nikt mnie nie wykorzystuje- bo nie ma takiej opcji. Mam znajomych, rodzinę. Po prostu pytam się siebie na co mam ochotę. I dusza mówi. I to robię. Nie wieszam się na tym co wokół mnie.

            Nie wiem jak to wyjaśnić. Kiedyś byłam na warsztatach i w grupie była jakaś babka po 40. Zaczęło sie od złej córki i złego męża. A potem był jej ogromny płacz z pytaniem "gdzie jest moje życie? "gdzie się ono podziało?" Bo pani służyła wszystkim i wszystkiemu tylko nie sobie. I nikt tego od niej nie wymagał - tylko ona sama miała dla siebie bat. Staram sie nie popełnić tego błędu. Na razie płynie:)

            Co do rozumienia, ja mam wrażenie, że pojmujesz bardzo dobrze ten kierunek, tylko nazywasz to "miłością własną". Iga niestety nawet jeszcze nie wie, że nie widzi. Żal mi jej, ale po prostu każdy ma swoją drogę. Jak mi mówili kiedyś że można inaczej żyć to też nie wierzyłam. Gadanie jej nic nie pomoże, musi sama iść.



          • RE: Słówko do Adama Celebryty....Iga112...........

            Autor: feelka   Data: 2017-11-25, 23:40:47               Odpowiedz

            Tak, ja to wiem, czyli "pojmuję bardzo dobrze ten kierunek". Chodzi zaś o to, że gdy i ja piszę o kierunku - docelowym - to wiem że piszę teorię ( jeśli o mnie chodzi :). Natomiast czasem wstępuje we mnie realizm - fakty na tu i teraz (jak w wątku Igi). I wtedy wydaje mi się, że my tu będziem o mrzonkach docelowych, luksusach istoty wewnętrznej gadać (co może się pojawią a może nie)- a w międzyczasie legnie w gruzach to co już jest (i może nie jest najgorsze).

            To tak jak z tą samotnością co piszesz: kochając siebie można się na ludziach nie wieszać, sami za tobą pójdą, owszem. Ale nie lubiąc siebie, i jeszcze dodatkowo nie wieszając się... no cóż, efekt wiadomy.

            Magdzie daję prawo pisać: gdy kochasz siebie i swoją miednicę... to jak magnes przyciągniesz odpowiedniego, kochającego, mądrego faceta; faceci przyjdą do ciebie nawet jak masz 80', i to tacy jak trzeba, również kochający siebie :)) i jasne że ciebie.

            Ale ja jeszcze nie kocham siebie. Więc wybacz - idiotycznie wygląda robienie z siebie księżniczki z pierogami gdy ręce puste. Iga też kocha siebie nie w pełni. Więc nie mówcie jej że za rogiem stoi i czeka "należyty" nowy facet...

            Czasem trzeba uszanować to co się ma, pokory trochę i wysiłku włożyć, bo nawet to "byle co" naprawdę nie musiało być nam dane. Tak myślę.



          • RE: Słówko do Adama Celebryty....Iga112...........

            Autor: sams2   Data: 2017-11-26, 08:37:15               Odpowiedz

            ref Felka

            a w międzyczasie legnie w gruzach to co już jest (i może nie jest najgorsze).

            Ja znów uważam, że to co ma lec legnie, prędzej czy później a głupie infantylne działanie tylko to przyspieszy i pogorszy. Jak sie jest w terapii i po nie robi się nic. Ja w ogóle nie postanawiam ale się samo dzieje. I nie piszę w tym wątku "rad dla żony", bo to znaczenia nie ma. Piszę o rozwoju własnym, co jest zawsze ważne, najważniejsze.To małżeństwo jest odbiciem niedorozwoju partnerów. Nie chodzi mi o działanie (co trzeba zrobić ze "złym" mężem) ale o rozwój wewnętrzny (czego uczy mnie ta sytuacja, jakie historie z przeszłości odtwarzam). Ja nie wierzę, jak ktoś pisze, że związek fajny tylko partner marzy o trójkącie i to psuje. Jeśli wymusza trójkąt a partnerka dostaje takiej histerii na jego fantazje że biegnie do kogoś obsadzonego w roli zbawcy/opłaconego kochanka/mędrca -to jest to symptom głębszego i długiego problemu. Zawsze wszystko trzeba odnieść do siebie. Pomysł, żeby zrezygnować z siebie, ze swoich marzeń i potrzeb dla pozorów związku (nie dla faktycznego związku) jest kuriozalny. To takie samo-uspokojenie: będę grzeczna to mnie nie zostawi. To się rozpadnie bardzo szybko, tak czy inaczej. Bo zostawi jeśli będzie chciał, zwłaszcza partnerkę, która nie potrafi uszanować intymnych fantazji, z której zdaniem sie kompletnie facet nie liczy,już ją dawno w myślach wymienił na nowszy model i trzyma jako kuchte i matkę swych dzieci.

            Inaczej: "naprawa złego faceta" (jak wytresować smoka?) sensu żadnego nie ma. Naprawa siebie- tak.


            kochając siebie można się na ludziach nie wieszać, sami za tobą pójdą, owszem.

            Problem w tym, że to czy pójdą czy nie przestaje mieć wtedy znaczenie. Są - ta fajnie, czeszę się tym. Nie ma- nie smuci mnie to. Ja nie piszę o ego, o popularności, o "posiadaniu faceta" (ten problem to Idze sen z powiek spędza, co będzie jak ludzie/dzieci się dowiedzą że facet ją zostawił i będzie "rozwódka" albo "samotna matka").


            Więc nie mówcie jej że za rogiem stoi i czeka "należyty" nowy facet...

            Ja nic takiego nie mówię. Bo kwestia faceta jest poboczna. Nowy czy stary- z takim napięciem i niepewnością nie da się w żadnym związku żyć. Najważniejsze to przepracować swój własny kawałek: to czemu ruch odśrodkowy partnera budzi aż takie emocje. Swiat jest nauczycielem, pokazuje nad czym trzeba sie pochylić by żyć szczęściem.



          • RE: Słówko do Adama Celebryty....Iga112...........

            Autor: Iga112   Data: 2017-11-26, 08:58:29               Odpowiedz

            Sams rozumiem już co mówisz. Na początku wątku szukałam przyczyny (a może to zazdrość?). Ale Ty mówisz o dotarciu głębiej i znalezieniu przyczyny zazdrości (jeżeli w ogóle o to chodzi). Masz rację, że psycholog to nie dentysta, który spojrzy i powie "górna szóstka do leczenia". Rozumiem, że sama muszę coś odkryć. Ale jak piszecie do mnie o latach terapii.....no tak długo to ja nie planuję w tym uczestniczyć, chociażby z powodów finansowych. Myślałam raczej o "skróconym kursie" odkrycia przyczyny i dokonania zmian;)) Tak wiem, tak to nie działa. Dlatego co ja wyniosę z tych spotkań? Może nic.

            Felko mam się cieszyć z tego co mam? Można i tak. Jest przystojny, utalentowany, operatywny, no i ma pieniądze (a dla mnie to też ważna potrzeba życiowa);))) he he Wiem o co Tobie chodzi, że czasami doceni się to co się straci? Ale ja go doceniam. Że zostanę sama? Ale ja nie szukałabym kogoś innego. On jest dla mnie ważny. Nie wyobrażam sobie życia bez niego, bo od zawsze jest. Nie chcę żadnej zmiany. Chcę żeby wszystko zostało jak teraz.



          • RE: Słówko do Adama Celebryty....Iga112...........

            Autor: Iga112   Data: 2017-11-26, 09:13:53               Odpowiedz

            Sams przecież ja szukam w sobie przyczyny. Od samego początku. Dlaczego mówisz że nie szukam i że chcę zmienić złego męża. Po to poszłam do specjalisty żeby odkryć w sobie przyczynę. Gdy o tym pisałam, to Ty na to, że żony przemocowca biorą na siebie winę. Jeżeli nie wezmę winy, to rzeczywiście nie będę szukać w sobie przyczyny, tylko będę gadać o złym mężu. Nie! Mój mąż nie jest zły. Ma taki okres w życiu, że bardzo interesuje się seksem. Obraca się w towarzystwie, gdzie luźne jest podejście do seksu. Może on po prostu też by tak chciał. Czy nigdy nie ma banalnej przyczyny, czy zawsze musi być głębia?



          • RE: Słówko do Adama Celebryty....Iga112...........

            Autor: sams2   Data: 2017-11-26, 10:45:11               Odpowiedz

            Iga,
            Mimo tego że ja głupio drążę to ty masz problem a nie ja. Ja - taka moja rola w świecie- staję zawsze po stronie niesłyszanej psyche nawet jeśli delikwentowi sie to nie podoba.

            Acha! To teraz mąż jest dobry a tylko jego środowisko złe :), bo interesuje sie seksem. A co złego w seksie znowu? :)

            Nie musisz mi się tłumaczyć. Ale ja nie piszę o winie, piszę o szukaniu siebie dla siebie. Nie dla męża, związku ratowania czy dzieci. Dla siebie. To jest taka ciekawość, która każe przyjść na sesję nawet gdy boli a terapeuta wydaje się największym wrogiem. Można sobie wmawiać że świat jest płaski i racjonalny, ale rzeczywistość jest inna. Wmawianie sobie nic nie pomoże. Mnie życie nauczyło, że na płasko nie będzie działało, na pewno nie trwale.

            Praca ze soba jest na lata, do końca życia. W terapii czy nie.

            Zamiast tu pisać po prostu przejdź sama swój kawałek-chyba że to pisanie tutaj to będzie twój kawałek pracy między sesjami. Samotne spacery najlepsze dla zdrowia :). Bo na razie gadasz z ludźmi z większym doświadczeniem i sie gubisz i to widać. Mnie jest trudno z tobą gadać, bo to nie jest kwestia komunikowalnej wiedzy jak matematyka a własnych subiektywnych odczuć. Ktoś je ma, gada się z nim i się wie, że on też to ma i rozumie. Ty łapiesz za słówka bo nie masz takiego doświadczenia. Nie nauczysz się żyć sama dla siebie z książek ani cudzych opowieści.

            Co do reszty. Męża, nikogo, nie można mieć. Nie można budować własnej samooceny w kimś innym, dawać komuś swojego kawałka do potrzymania, bo jak odejdzie to będzie taka panika jaką ty teraz robisz. I jeśli nie chcesz żadnej zmiany- to po ci terapia? Terapia jest właśnie otwarciem się na zmianę, rozszerzeniem postrzegania siebie i innych. Tobie sie myślenie magiczne włączyło- żeby terapeuta "unormalnił" ci męża i tobie w głowie lęk wyłączył. Tak nie ma. Przejście przez swoje trudne kawałki, progi to jest wielki ból, dużo czasu i energii.



          • RE: Słówko do Adama Celebryty....Iga112...........

            Autor: feelka   Data: 2017-11-25, 10:21:59               Odpowiedz

            "Gdyby dzieci były rzeczywiście ważne własnym przykładem rodzice pokazywaliby jak stawiać granice i dbać o siebie"

            Ogólnie - to podzielam. Ale w tym przypadku - nazwijmy rzecz po imieniu: stawienie granicy to
            1. separacja (i co? ciąganie za sobą zdziwionych dzieci? bo jak im wytłumaczyć co tatuś chce?... A potem powrót? do czego? jak on udowodni i jak ona uwierzy- że z głowy wszystko tamto już mu wypadło? :)
            2. rozwód

            Czy rozwód - oprócz tego że gdy już dzieci będą się znały na seksie to faktycznie zrozumieją o jakie granice chodziło i się ich nauczą -
            to czy wcześniej nie nauczą się po drodze rozpaczy, samotności, braku zaufania dla niepojętego świata, itp.?



          • RE: Słówko do Adama Celebryty....Iga112...........

            Autor: feelka   Data: 2017-11-25, 10:36:55               Odpowiedz

            A odnośnie jeszcze "życia według swoich pragnień"... to dlaczego nikt nie wierzy w pragnienie Igi: chcę z nim być, żyć. choć nie jest "prawidłowy".

            To jej pragnienie jest nieprawdziwe, z gruntu fałszywe? bo...? Bo każda z Was by nie chciała? :)

            (A ja bym nie chciała podróżować; to taka tułaczka, prowizorka i wycieranie cudzych kątów... Mam sobie nie wierzyć? oj chciałabyś felka chciała...?)



          • RE: Słówko do Adama Celebryty....Iga112...........

            Autor: chellunia   Data: 2017-11-25, 11:48:28               Odpowiedz

            To jej pragnienie jest nieprawdziwe, z gruntu fałszywe? bo...? Bo każda z Was by nie chciała? :)

            No czasem mi coś skrzypi, ale ja już tak mam i biorę na to poprawkę. Babka jest bystra, z poczuciem humoru, z pewnym zasobem wiedzy. Tekst jakby na zamówienie-pod dyskusję.

            No dobrze, ale ja o tym już nie chce pisać tylko zastanawiam się nad moimi wyborami, decyzjami lub brakiem decyzji w kotekście postów.

            Dzieci. No niestety, większość dzieci traktuję matke jak swoją własność. I o tym pisze Idze. Powiedziałam kilka razy nie. Popłakałam, ale uważam, że mam prawo do wolności. Troszkę to trwało.
            Dziękuję Tulu za mądre słowa:"Bez awanturki dobrze nie wychowasz".

            Mąż.
            Taka rezygnacja z siebie prowadzi do frustracji a nawet do chorób.
            Dlatego nie mówię rzuć. Nikomu nie powiem rzuć, trwaj, bo to inywidualna sprawa. Piernik dla mnie byłby nie do ugryzienia a dla niej jest nadal ciasteczkiem. Rozmawiamy.

            Wierzę w ludzi i w ich refleksję. Dzisiejsze "nie", nie oznacza jutrzejszego "nie". Także i "tak" może się zmienić, gdy przyjdzie nowa refleksja, nowa okoliczność





          • RE: Słówko do Adama Celebryty....Iga112...........

            Autor: chellunia   Data: 2017-11-25, 11:58:55               Odpowiedz

            I jezcze.

            Kiedyś wyczytałam, nie wiem gdzie,bo nie pamiętam,taki tekst.
            To chyba była jedna z żydowskich maksym.

            Drogi do choroby:
            Nie podejmuj sie pracy ponad swoje umiejetności.
            Nie żyj z człowiekiem, którego nie kochasz.

            Dzisiaj dodałabym.
            Nie żyj z człowiekiem, który Ciebie nie kocha.



          • do Felki, Chellunii, Fatum i wszystkch ...

            Autor: Iga112   Data: 2017-11-25, 13:16:03               Odpowiedz

            Felko czuję że mnie rozumiesz. Dziękuję, to dla mnie ważne.

            Ale też potrafię zrozumieć punkt widzenia i Sams i Chellunii i Fatum. Z boku to wygląda tak: Facet jest przemocowy do tego zboczony erotoman. Więc w chol..e z nim i po co ona z nim jest. Tylko, że ten przemocowy facet był od zawsze i nauczyłam sobie radzić z jego charakterem. I o tym też pisałam że "pochwalił" mnie terapeuta i powiedział, że super sobie z tym radzę. No cóż ludzie nie są idealni, mój mąż też nie jest i ja go akceptuję.
            Jego preferencje seksualne są nowością. Jak to ugryźć żeby był i wilk syty i owca cała. Potrzebuję wsparcia, bo ten temat niejako mnie trochę wyniszczył psychicznie. Do tego dochodzą jakieś moje stare lęki, więc poszukałam specjalisty.
            Fatum wciąż mówisz, że dokona się we mnie zmiana i zacznę chcieć czegoś innego. No nie wydaje mi się. Nie jestem ciemiężoną żoną, która przechodzi pranie mózgu i teraz fachowiec to odkręci.
            Chellunia to, co dla Ciebie jest nie do przełknięcia dla mnie może być całkiem zjadliwe. Były sytuacje, że poczułam niechęć do męża, ale była to chwila. Ogólnie myślę, że zwariował i że to minie. Jeśli zacznie mieć kochanki, no to już inna sprawa. Ale tak nie jest.
            Po spotkaniu z psychologiem czułam się trochę smutna i sprowokowałam rozmowę na temat zdrad. Powiedział mi, że dla niego seks to rodzaj zabawy i nie ma nic wspólnego z uczuciami. To że chce inne, to nie znaczy że jestem dla niego nieważna lub mało ważna. I zrobiło mi się po tej rozmowie lepiej. Więc nie wiesz Chellunia czy on mnie kocha czy nie. Może kocha po swojemu.
            P.S. Chellunia zawsze będzie ci ze mną coś nie pasować. Od początku mówiłaś że ja jestem wymyślona. To chyba taka reakcja obronna przed przyznaniem się do błędu (nie gniewaj się że tak myślę). Ale dzięki za bystrą babkę. Nooo jestem bystra od urodzenia, już tak mam;)



          • RE: do Felki, Chellunii, Fatum i wszystkch ...

            Autor: chellunia   Data: 2017-11-25, 14:11:05               Odpowiedz

            Powiedział mi, że dla niego seks to rodzaj zabawy i nie ma nic wspólnego z uczuciami. To że chce inne, to nie znaczy że jestem dla niego nieważna lub mało ważna.

            Jakież to oryginalne! Śpiewaj dalej,jak ci zagra:))



          • RE: do Felki, Chellunii, Fatum i wszystkch ...

            Autor: feelka   Data: 2017-11-25, 14:49:05               Odpowiedz

            No to Chellunia awansowałaś w moich oczach na idealistkę :)

            Tak tak, ja tez czytam że seks jest wyrazem uczuć..., bliskości, więzi, czułości, wzruszenia. W książkach. I czasem w życiu. Czasem nawet do końca życia! Czasem. I to jest, jak mówisz, oryginalne.
            Ale w życiowych, realnych związkach "masowych" - króluje typowy banał. Seks to seks, a "ważność" to ważność. (Zauważ że Iga nie pisze o miłości; mówiła że wie że ona "kocha bardziej". To co, ma tupać nóżką: kochaj mnie kochaj, mocno, prawidłowo, książkowo, psychologicznie..., albo strzelę focha i będę sama. patrzeć smętnie w ścianę. Aha, czekać na tego na białym koniu, prawidłowo psychologicznie rozwiniętego co do uczuć całkiem wyższych.

            Tylko Iga, ja też czekam, dość długo, całe życie, więc kolejka! ;))



          • RE: do Felki, Chellunii, Fatum i wszystkch ...

            Autor: Iga112   Data: 2017-11-25, 15:01:49               Odpowiedz

            Nie czekam i nie liczę ani na oryginalne słowa ani na bukiet czerwonych róż. Z tym co powiedział poczułam się lepiej i to mi wystarczy.

            P.S No Felko, to Adam już nie będzie wiedział w którą stronę ruszyć (jako jedyny rycerz na Ziemi).



          • RE: do Felki, Chellunii, Fatum i wszystkch ...

            Autor: Iga112   Data: 2017-11-25, 15:30:44               Odpowiedz

            Skoro chcę z nim być, to jedynym rozsądnym rozwiązaniem jest zaakceptowanie pewnych rzeczy. Chociażby tego, że nie kocha mnie jak Romeo. Tak myślę.



          • RE: do Felki, Chellunii, Fatum i wszystkch ...

            Autor: sams2   Data: 2017-11-25, 15:38:14               Odpowiedz

            ref Iga

            Nie moja sprawa jak sie komus życie toczy. Nawet nie chce mi się brać udziału w tym wątku bo ten polega na tym, że ty nie widzisz a inni piszą ci o kolorach. To sensu nie ma. Ale czytam jak naiwnie racjonalizujesz swoje nieszczęście. Ty nic nie wybierasz (nikt tego nie robi) bo nie ma czegoś takiego. Nasze wybory są funkcją nieświadomego i nieuświadomionych pragnień. Za Ciebie wybiera lęk i pozory, strach przed prawdą.

            Rozum podkreślasz, :)). Ale całkiem nieracjonalnie i z jakichś powodów lubisz związek w którym ty sie dumnie opierasz a ktoś inny gwałci. Gwałci się bo chce się prawdziwego kontaktu. Ktoś się opiera bo jedynie to stanowi jego wartość. Opór jest radością gwałciciela. A prawdziwego kontaktu nie ma bo ty nie jesteś w stanie obdarować miłością (więc miłość jest wymuszana -błędne koło). Ty tylko o tym, że boisz się utraty miłości męża. Piszesz że kochasz bo to ma go zmusić do wzajemności i to powinna robić "żona". To jest gadanie dziecka. Dorosły mówi "kocham cię, jesteś wolny, nie potrzebuję ciebie by żyć ale doceniam że jesteś -w swoim pieknie-obok mnie". Dobro osoby kochanej nie boli. Więc mi wychodzi, że albo ty nie kochasz albo nie jesteś kochana. W normalnym układzie miłości nikt się z nikim nie siłuje. Ale ta twoja gra daje przyjemność obu stronom, choć temu oczywiście zaprzeczysz. Masochista dużo czerpie z przemocy np. poczucie wartości, istnienia, siły etc. Nie wiem jakie wcześniejsze doświadczenia przez ten związek odtwarzasz ale może warto pomyśleć czemu tak bardzo chcesz innym mydlić oczy, że czarne jest białe i że tak naprawdę lubisz czerń.

            Może ten terapeuta nie nabierze się na twoje obrony i będzie mądry. Choć terapeuci na ogół mądrzy nie są, niestety. W każdym razie zauważam, że ufasz "normom", zdaniu "specjalisty", nauce psychologii i skali stenowej na jakiej określa się "normalną zazdrość" etc. Uśmiałam się: facet zajrzał ci w oczy i widząc cie po raz pierwszy określił "zazdrość w normie" :)) Gdzie jest w takim razie twój rozum jak kupujesz takie bajery? Tędy nie wiedzie droga do siebie, norma i ocena to są bzdety. Nawet to że mierzysz swoje życie psychiczne "normami" świadczy o twoim głębokim zagubieniu.

            Ten kawałek o dzieciach mnie poruszył, bo jedyną rzeczą jaką nauczyła mnie moja matka (tkwiąca z lęku w chorym związku) było to jak być perfekcyjnie nieszczęśliwą i świat wokół unieszczęśliwić -bo unieszczęśliwianie innych to jest radosna zemstą masochisty za zaniedbanie swojego wewnętrznego głosu. Całe szczęście wybrałam inną drogę. Są inne drogi niż zaprzeczanie sobie.



          • RE: do Felki, Chellunii, Fatum i wszystkch ...

            Autor: Iga112   Data: 2017-11-25, 16:24:35               Odpowiedz

            Sams serio nie wiem o czym Ty do mnie piszesz. Dlaczego jesteś przekonana o tym, że ja czemuś zaprzeczam. To co piszę, w to wierzę. W Twoim rozumieniu jestem ślepa, bo nie chcę przyjąć Twojego i innych punktu widzenia, że powinnam odejść? Każdy człowiek ma inne potrzeby. Może ja mam takie, swoje własne, inne od Twoich.
            Masz trochę racji że się trzymam norm, bo mój umysł ścisły tak mi podpowiada (może). Nie o to chodzi, że określił mi zazdrość w normie. Ale jest coś takiego, jak chorobliwa zazdrość prawda? Powiedział, że po takich tekstach męża jest to normalna reakcja. A to chyba różnica.
            Nie boję się utraty miłości, tylko boję się raczej rozpadu rodziny i reakcji dzieci. Już mówiłam tyle razy, że nie liczę na bukiet róż każdego dnia, bo w taką miłość nie wierzę.
            Nie jestem masochistka, nie chcę w tym związku cierpieć. Nie cierpiałam wcześniej. Zaczęłam cierpieć gdy runęło moje poczucie bezpieczeństwa.



          • RE: do Felki, Chellunii, Fatum i wszystkch ...

            Autor: sams2   Data: 2017-11-25, 17:14:44               Odpowiedz

            A ja się zastanawiam dlaczego nikt ci tutaj nie wierzy (w ten bajkowy obraz było pięknie, ale teraz jest mały feler) i dlaczego z takim uporem ciągle piszesz o tym? To wygląda tak, jakbyś nie nas (bo co my możemy wiedzieć) ale siebie chciałabyś do tego obrazu przekonać. Ktoś kto jest przekonany nie przekonuje - bo po co? po prostu wie. Po co przekonujesz nieprzekonanych?

            Jak określisz co jest normą, chorobą i zdrowiem to Nobla dostaniesz. Terapeuta mówi o normach by pacjent zaufał i pokazał swoją -jednostkową, prawdziwą- nienormalność, bo na niej sie pracuje. To jest taki chwyt na uspokojenie i budowę zaufania "tak, jesteś adekwatny, kochanie, ale teraz opowiedz mi o tym, co robisz jak nikt nie widzi". "Tak, jesteś Napoleonem, to cudownie, a teraz powiedz mi czy już przygotowałeś się do Waterloo". Każdy terapeuta to powie- i jeśli tylko to ma do powiedzenia to słabo. Mnie terapeutka kiedyś też tak opowiadała "pani reakcje są adekwatne", ale nie zastanawiała się czemu właśnie takie reakcje - a temu właśnie trzeba było sie przyjrzeć. No. ale była behawiorystką, od ludzkiej tresury :). "Adekwatność" na niektórych terapiach ma zamknąć sprawę. Ale na ogół w ludzkiej psyche nie zamyka, więc ja po pewnym czasie poszukałam kogoś mądrzejszego.

            Etykietka choroba/zdrowie oddala od nas sedno- że jest symptom, bardzo znaczące zjawisko, ważna reakcja której-nie oceniając czy ona normalna czy nie- trzeba się przyjrzeć.

            W Twoim rozumieniu jestem ślepa, bo nie chcę przyjąć Twojego i innych punktu widzenia

            Nie :) Mnie to obojętne, mnie tu nie ma. Jesteś ślepa, bo sama siebie nie widzisz i sama tego nie wiesz a inni widzą, że masz zasłonięte oczy. To czy odejdziesz czy nie mi jest obojętne i nie ma związku z tematem. Dla mnie tematem jest to, że kompletnie nie wiesz co się dzieje w twoim środku i dlaczego. Piszesz o powierzchni (wyborach moralnych, normach, lęku, złym mężu), ale to w ogóle nie ma znaczenia wobec twojej istoty, środka.


            To co piszę, w to wierzę.

            Tak :). Ale przeczytaj to po dwóch-trzech latach terapii (wcześniej nie :)). Wtedy zobaczysz swoje samo-oszustwo jak na dłoni. Ja ostatnio przejrzałam swoje pamiętniki sprzed kilku lat. Cudownie nie wiedziałam co piszę ale wierzyłam :).

            Tak, wiem, że nie wiesz o czym piszę. Ale twojej gry, jaką tu ciągniesz tak długo pt. "ja piszę bzdury w które chcę uwierzyć, a im bardziej nie wierzycie tym bardziej ja się chcę umocnić w wierze" nie podejmę, wybacz.



          • Runęło poczucie bezpieczeństwa u Igunii i ........

            Autor: fatum   Data: 2017-11-26, 11:18:48               Odpowiedz

            I właśnie to mnie zaciekawiło jak to się stało?Właściwie to nie wiem jak to u Ciebie Iguś wyglądało.Wstałaś jednego dnia aż tu nagle rozległ się taaaaaki huk, a Ty zobaczyłaś jak się rozwaliło na tysiące kawałków Twoje bezpieczeństwo.Powiedz mi moja Droga Igusiu z jakich to fundamentów (solidne,trwałe,odporne)było zbudowane to Twoje bezpieczeństwo?To jest też trudny temat na roczną terapię.Albo i dłużej.Gdybyś rozumiała to,co świetnie pisze sams2,to mogłabym Ci więcej napisać.Ale (bez obrazy)nie będziesz wiedziała o czym z kolei ja piszę do Ciebie.Ciężko jest się porozumieć,jeśli jesteśmy w innych miejscach świadomości ogólnie mówiąc.Dzisiaj lepiej rozumiem,co sams2 pisze.I tak będzie i z Tobą,ale za 2-3 lata lub później.Iguś Ty dopiero wkroczyłaś do "paszczy" lwa.-:)*Sams2,ja,inni opuścili lwią paszczę i cieszą się jak widzą poprzez Ciebie Igunia siebie i jak są już daleko w rozumie



          • RE: Runęło poczucie bezpieczeństwa Iguni ........

            Autor: Iga112   Data: 2017-11-26, 12:08:07               Odpowiedz

            Na wyżyny psychologii się nie wzniosę. Więc dyskusja ze mną może po prostu nie ma sensu.

            Kiedyś mój mąż był przeciętnym człowiekiem jak ja. Chodził do pracy, zarabiał pieniądze, w wolnych chwilach grał na gitarze. Ale teraz jest kimś zupełnie innym. Ma wolny zawód. Nie musi wstać rano, budzik nie dzwoni dla niego. Interesy kręcą się same. No nie do końca. Czasami musi wyjechać na 2,3 dni służbowo. Ma pieniądze, więc zaczął realizować swoje marzenia. Poczuł wiatr w żaglach. Dużo zajmuje się muzykowaniem. Gra wieczorami w klubie. I zaczął mieć inne potrzeby niż wcześniej. Przeszłam już przez różne propozycje: trójkąt, separacja (o której nikt nie będzie wiedział tylko my), luźny związek, zdrady kontrolowane, moje kuszenie facetów na dyskotece, a on sobie po trzy, czy ja sobie kogoś poderwę czy nie. Ja wciąż pytam: "Czy to są Twoje fantazje TYLKO?". Jeżeli tak, to dla mnie nie ma tematu. Ja to akceptuję. Sama mogę snuć takie opowiastki. Ale on raz mówi tak, raz mówi nie. Gdy jest zły straszy mnie, że odejdzie i znajdzie sobie inną, otwartą na propozycje. Gdy żartujemy, jest fajnie - mówi "jesteś dla mnie ważna, chciałabym mieć różne przygody, ale bez Twojej zgody nic nie zrobię". Za chwilę jednak pada konkretna propozycja. Miałabyś Fatum poczucie bezpieczeństwa w takim chaosie różnych komunikatów?



          • RE: Runęło poczucie bezpieczeństwa Iguni ........

            Autor: fatum   Data: 2017-11-26, 12:57:55               Odpowiedz

            Iga dyskusja z Tobą ma sens i przy tym pozostanę.A Ty pisz tak jak czujesz i tyle.Powiem to jeszcze raz ja bym z kimś takim jak Twój mąż nie mogła być.P.S. Iga zapytam Ciebie wprost.Kochacie się normalnie (we dwoje)!!!!!!!!!!!!!!!!???????



          • RE: Runęło poczucie bezpieczeństwa Iguni ........

            Autor: Iga112   Data: 2017-11-26, 14:00:29               Odpowiedz

            Ja piszę, bo potrzebuję rozmowy. Sams mówi "idź na samotny spacer". Ja tak w ogóle to chyba pomyliłam pojęcia. To że poszłam do terapeuty, to nie znaczy, że poszłam na terapię. Chyba o coś innego u mnie chodzi. Raczej porady, jak nie zwariować i jak się poczuć w tym całym chaosie lepiej.

            Tak Fatum mamy seks we dwoje, bez osób trzecich.



          • RE: Runęło poczucie bezpieczeństwa Iguni ........

            Autor: Bastiaa   Data: 2017-11-26, 14:38:41               Odpowiedz

            Iga, nie zrozumialam. Macie pieniadze, czy on ma?



          • RE: Runęło poczucie bezpieczeństwa Iguni ........

            Autor: fatum   Data: 2017-11-26, 14:41:27               Odpowiedz

            I wspaniale.Oczywiście nie przeszkadza Tobie,że mąż nie oddaje się Tobie cały?Nie przeszkadza Tobie,że na dwa trzy dni wyjeżdza sama,Tobie nigdy tego nie proponuje?Ty jesteś na uwięzi,bo masz tylko Ty dzieci,on ma dzieci,ale na papierze.Iga masz prawo,gdzieś sama wyjechać i basta!Nawet pobyć sama w jakimś hotelu.Bez męża i dzieci.Albo pojechać na dwa dni do SPA,bo jesteś tego warta.Czy ten Twój egoista sądzi,że Ty nie masz potrzeby odpocząć od dzieci i tej przy nich harówki?Cwany jest ten egoista.Chętnie bym mu solidnie skopała tyłek.Ale nie moimi łapkami,jeśli wiesz co mam na myśli.Przeszły by mu szybko te "urojenia" czworokątno-trójkątne!P.S. Iga masz problem,który powinnaś też zgłosić u seksuologa.Tym razem nie powiem co mam na myśli.Zalicz też seksuologa,bo nie dasz sama sobie rady.



          • RE: Runęło poczucie bezpieczeństwa Iguni ........

            Autor: Iga112   Data: 2017-11-26, 15:01:46               Odpowiedz

            My mamy pieniądze. Chodziło mi o to, że on zarabia konkretne pieniądze. Ile ja zarabiam w szkole, to chyba każdy wie.

            W wakacje wyjeżdżamy razem. Teraz ani ja nie mogę ani dzieci. Z seksuologiem to przesadzasz.



          • RE: Runęło poczucie bezpieczeństwa Iguni ........

            Autor: fatum   Data: 2017-11-26, 17:19:30               Odpowiedz

            Chcesz powiedzieć mi,że jeśli mąż zarabia konkretne pieniądze to Ty musisz wszystko znosić?A Twoja mama (wiem,że nie żyje)też pozwoliłaby sobie na takie traktowanie jak traktuje Ciebie mąż?P.S. poza tym kompletnie nie odpowiadasz na pytania.To i mi nie chce się już Ciebie pytać.



          • RE: Runęło poczucie bezpieczeństwa Iguni ........

            Autor: Iga112   Data: 2017-11-26, 17:39:37               Odpowiedz

            Fatum ta rozmowa nigdzie nie prowadzi. Nie chodzi o pieniądze i dobrze o tym wiesz (chyba że nie wiesz). Ja tak samo korzystam z tych pieniędzy jak i on. Nie mamy rozdzielności. A moi rodzice byli zgodnym małżeństwem. Mój tato miał duże poczucie humoru, był ciepły i serdeczny. Nie każda przyczyna musi tkwić w ojcu.
            Na jakie pytania nie odpowiadam? Jeśli o to chodzi, czy sama wyjeżdżam gdzieś dla rozrywki. To nie, nie wyjeżdżam.



          • RE: Runęło poczucie bezpieczeństwa Iguni ........

            Autor: Bastiaa   Data: 2017-11-26, 18:59:38               Odpowiedz

            Iga, tak sobie pomyslalam, ze chcesz Twoja terapie ukryc przed mezem. Jak macie duzo pieniedzy to nie widze przeszkod, zeby korzystac z terapii tak dlugo jak bedzie potrzeba.



          • RE: Runęło poczucie bezpieczeństwa Iguni ........

            Autor: Iga112   Data: 2017-11-26, 19:35:25               Odpowiedz

            Bastia dobrze pomyślałaś. Zaproponowałam terapię dla małżeństw (bo sądzę że przyniosłaby najlepsze efekty). Ale mąż uważa całą psychologię za bzdury, a terapeutów za oszustów bo się na niczym nie znają. O pierwszej mojej wizycie powiedziałam (po czasie). Był trochę zły, że zamierzam wyrzucać pieniądze. O dalszych wizytach narazie nie mówię. Ale gdy będę wybierać pieniądze z konta co tydzień, to zapyta na co. W sklepie płacę kartą, będzie wiedział że na zakupy nie. Gdy zaczną się te wizyty wydłużać to będę musiała powiedzieć.



          • RE: Runęło poczucie bezpieczeństwa Iguni ........

            Autor: sams2   Data: 2017-11-26, 19:40:14               Odpowiedz

            To że poszłam do terapeuty, to nie znaczy, że poszłam na terapię.

            Chyba tak. Jak dla mnie to też rodzaj odpłaty- ty marzysz o kochance a ja cię -symbolicznie - zdradzę za twoimi plecami. Ukrywasz terapię niczym faktyczną zdradę, prawda? Symbolicznie - używając terapeuty- odpłacasz mężowi za jego fantazje.
            Ale większość pacjentów zaczyna od myslenia życzeniowego, poważne podejście do pracy przychodzi z czasem. Ja myślę że świat ci pokazuje że czas na zmiany. Nie chodzi o zmiane na powierzchni (być/odejść, behawior) ale zmianę wewnętrzną, przebudowę postrzegania, rozszerzenie. Czy jesteś do tego gotowa, czas pokaże.

            Raczej porady, jak nie zwariować i jak się poczuć w tym całym chaosie lepiej.

            A cały czas twierdzisz że w sumie fajnie było i nic się strasznego nie dzieje :). AlAnon zaczyna od "przyznaję, że nie daję rady, że jestem bezsilny". Więc przyznaj się do bezsiły. Tak naprawdę to ogromny krok naprzód. Nie masz wpływu na fantazje swojego męża ani na to, czy cię zostawi.

            Facetom się wydaje że wiele partnerek świadczy o sile i wartości. Tak nie jest, ale może on potrzebuje dowartościowania. Facet koło 40 dojrzewa i stwierdza że seks to wyłączność i czułość. Odkrywa jakby punkt widzenia Animy. Ale musi do tego dojść sam. Jest też tantra, jest uważność w seksie. Może tego wam brakuje? Gdzie nie ma jakości i bliskości jest może marzenie o ilości?
            Jak dla mnie takie męskie fantazje świadczą o dystansie i niepewności wobec partnerki. Coś w stylu: niech ktoś inny wejdzie między nas, poczuję się pewniej. Pytanie też mi się nasuwa: kto patrzy na taki seks i kto ocenia? jak sadzisz- kto de facto jest odbiorcą takich wymarzonych wyczynów twojego męża? Dla kogo on to robi? Przed kim udowadnia męskość?

            Kiedyś słyszałam taki tekst alkoholika "kiedyś sypiałem z wieloma kobietami i nie wiedziałem co to seks, teraz sypiam z jedną i nareszcie wiem".

            Tak Fatum mamy seks we dwoje, bez osób trzecich.

            A zastanawiałaś się dlaczego tak właściwie propozycje męża cię drażnią? Co w nich tak bardzo cię boli? Dlaczego nie chcesz się zgodzić na to, żeby poeksperymentował -bez ciebie? Jakie jest dno twojej postawy? Tylko nie gadaj o zasadach, normach i zdradach. A czy mówisz mu o wzięciu kochanka, jeśli masz takie fantazje? I co on na to, gdybyś miała ochotę na seks z kimś innym? Masz takie fantazje? Chciałabyś? Dlaczego nie? Dlaczego tak?

            Oczywiście ja nic nie wiem, takie pytanie mi się nasuwają w związku z tym co piszesz.



          • RE: Runęło poczucie bezpieczeństwa Iguni ........

            Autor: Iga112   Data: 2017-11-26, 20:32:47               Odpowiedz

            Co mnie denerwuje? Chyba najbardziej flirt z koleżankami. Że "zwariował" na punkcie seksu, to wiem. Ale flirt - to też dla mnie rodzaj zdrady. Czuję się odrzucona, nieważna.

            Co mnie rani? Gdy mówi "Pójdziemy na dyskotekę. Wyjdziesz na parkiet i będziesz kusić facetów. Ja popatrzę jak cię podrywają". Czuję się wtedy jak narzędzie do spełniania zachcianek. Jest to dla mnie coś w rodzaju upokorzenia.

            Z kim ma być trójkąt? Najlepiej z kobietą. Ale może być też facet (to mój ma być wybór).

            Mąż też ma taką fantazję, że będzie oglądał jak ja robię to z kimś innym.



          • RE: Runęło poczucie bezpieczeństwa Iguni ........

            Autor: fatum   Data: 2017-11-26, 21:18:08               Odpowiedz

            "Wyjdziesz na parkiet i będziesz kusić facetów". No,kurczę to jest akurat norma.Kobiety sprawdzają jak ich wdzięki dziłają na innych mężczyzn.To naturalna kolej rzeczy.Prawda sams2?Już widzę Ciebie na parkiecie jak kusisz facetów.Zabraniam tylko Ci kusić męża Igi112.-:)*Potem by zabrał Ciebie do łóżka (marzy przecież filistyn o trójkącie i to najlepiej z Kobietą.Sams2,czy jesteś Kobietą?-:)Chcesz pomóc mężowi Igi?Może Ty feelka zgłosisz się na ochotnika.Bastię nie pytam,bo zakochana po uszy w swoim mężu.Bądźmy dobre dla zachcianek naszych bliźnich.-:)*Zostawmy te wielkie słowa:upokorzenia.



          • RE: Runęło poczucie bezpieczeństwa Iguni ........

            Autor: Bastiaa   Data: 2017-11-26, 21:37:11               Odpowiedz

            wielkie dzieki fatus. :) Ja moge wyjsc na parkiet.
            Ci zamezni sa czasami jak pajace. ;-)



          • RE: Runęło poczucie bezpieczeństwa Iguni ........

            Autor: Bastiaa   Data: 2017-11-26, 21:41:49               Odpowiedz

            upss



          • RE: Runęło poczucie bezpieczeństwa Iguni ........

            Autor: fatum   Data: 2017-11-26, 21:42:46               Odpowiedz

            Bastiaa to bądź taka dobra i zgłoś się do trójkąta Igi plus męża.-:)*Oszczędzi na terapii i nie będzie musiała się ukrywać przed dziwolągiem.Uściski Basti.



          • RE: Runęło poczucie bezpieczeństwa Iguni ........

            Autor: Bastiaa   Data: 2017-11-26, 22:09:43               Odpowiedz

            fatus, jestes wariatka :-P



          • RE: Runęło poczucie bezpieczeństwa Iguni ........

            Autor: fatum   Data: 2017-11-27, 11:24:29               Odpowiedz

            To prawda.Jestem też po wariacku kochana.To jest dopiero frajda.Basti i tak mnie lubisz.Wiem.-:)*



          • RE: Runęło poczucie bezpieczeństwa Iguni ........

            Autor: sams2   Data: 2017-11-26, 22:23:41               Odpowiedz

            Iga

            To ja mam duzo skojarzeń z tymi fantazjami. Np to, że facet się boi bliskości i traktuje cię jak marionetkę. Że boi się twojej zdrady do tego stopnia, że chce tę zdradę zobaczyć, by jej nie oczekiwać ciągle, by stała się namacalna. To on się poniża w tych fantazjach przecież. Że chce zbudować dystans, urzeczowić cię, ale i rozbudzić. W ogóle seks grupowy jest jakoś -jak to widzę- dla budowy dystansu, niszczy intymność- może się więc takiej intymności boi? Chce się przekonać ile jego własność jest warta na rynku. Że odbiorcą tych fantazji jest grono kolegów ("srodowisko") a nie ty- co znów przywodzi mi na myśl jakiś brak poczucia własnej męskości, niepewność co do tego, sprawdzenie się czy zajęcie miejsca w męskiej hierarchii.
            Reasumując: lęk, niepewność, strach przed bliskością. To wcale nie jest "eksperyment" ani "otwartość na seks" tylko ucieczka.

            Ciekawa jestem czy on jest o ciebie zazdrosny? Czy dajesz mu powody do zazdrości? czy masz swoich kolegów, swoje flirty etc? (nie chodzi mi o zemstę, ale o to czy sprawia ci frajdę to, że podobasz sie innym facetom niż twój mąż). Czy byłabyś zdolna powiedzieć: dobrze, znajdę sobie kochanka skoro mam twoje pozwolenie ale to będzie mój związek i ciebie w nim nie chcę? Będę się kochać z kimś innym ale ty nie będziesz patrzył. Jak sądzisz - jaka by była reakcja?

            To co piszesz to brzmi tak, jakbyś ty była z nim sklejona a on od tego sklejenia chciał uciec. Skoro jesteś do niego przyklejona to jak on może za tobą pójść?

            Padła tutaj propozycja konsultacji z seksuologiem. Oczywiście nie dla niego bo zaocznie mąż nic nie załatwi, ale może ty skorzystasz i zastanowisz się nad swoim podejściem do seksu. Albo inaczej- nad swoją wolnością, której chyba nie widzisz.

            Partnerzy w związku nie zdradzają się nie dlatego, że są odgórne zasady i normy. Fantazjują czasem o kims innym, ale wiedzą, że jest granica w realu, której nie przekroczą. Nie przekroczą bo nie chcą a nie dlatego, że partner zabrania. Jesli facet nie zdradza to dlatego że taki jest jego wewnętrzny wybór a nie dlatego, że z zewnątrz (sklejona) partnerka mu coś narzuca. Miłość opiera się na wolności: zdrada to twój wybór, ale jeśli zdradzisz może okazać się, że ja tego nie przebaczę- bo taka jest znów moja wolność. Miłość zasadza się na szacunku do cudzej wolności.

            "Czuję się wtedy jak narzędzie do spełniania zachcianek. Jest to dla mnie coś w rodzaju upokorzenia."

            Jasne, trochę tak jakbyś gadała z alfonsem, tak? Co byś powiedziała o kimś, kto stręczy swoją kobietę do nierządu? Że jest to -ja piszesz- "dobry człowiek"? Naprawdę?



          • RE: Runęło poczucie bezpieczeństwa Iguni ........

            Autor: Iga112   Data: 2017-11-26, 22:54:03               Odpowiedz

            Sams przede wszystkim dziękuję za taką rzeczową analizę. To coś dla mnie wnosi.

            Pytasz czy jest zazdrosny. Kiedyś był, dziś już nie sądzę. Gdy np.kolega z pracy podwiezie mnie do domu. Od razu zaczyna snuć fantazje, co ja mogłam mu zrobić w samochodzie. Mówi, że go to podnieca. Ale myślę, że dotknęłyby go to, gdybym związała się z kimś emocjonalnie. Zawsze "wmawia" mi wielką miłość do niego. Mówi "Ty mnie kochasz, uwielbiasz". Zawsze też mówi i podkreśla, że seks to zabawa i że nie ma to nic wspólnego z uczuciem.
            Czy daję powody do zazdrości? Jestem dość atrakcyjna, oglądają się za mną faceci. Ale nie wchodzę we flirty.

            Nie chcę rozpatrywać męża w kategorii dobry- zły. Ja tego tak nie widzę. Znam go od lat i mam argumenty że jest i dobry i zły zależnie od dnia i godziny.
            To, co mnie denerwuje jeszcze (a często złość zamieniam w smutek), to taki chaos jaki tworzy. Mówi coś, potem się z tego wycofuje albo twierdzi że ja go nie zrozumiałam (chodzi oczywiście o te propozycje). Raz mówi "od dawna cię nie kocham, nie podniecasz mnie". Raz "będę cię kochał jeśli...", raz "nie ma miłości, nie wiem co to jest", raz "kocham cię". I tak jest ze wszystkim. Mówi że odchodzi z domu, założył sobie oddzielne konto. Za kilka dni informuje mnie, że poczynił pewne inwestycje i będzie potrzebny mój podpis, bo to będzie nasze, a nie jego. Żyję w takim chaosie. I tak Sams mogę przyznać, że nie mam już siły.



          • RE: Runęło poczucie bezpieczeństwa Iguni ........

            Autor: chellunia   Data: 2017-11-27, 00:27:14               Odpowiedz

            Sams przede wszystkim dziękuję za taką rzeczową analizę. To coś dla mnie wnosi.
            Dlaczego byłam pewna,że tak odpowiesz?:)

            Ten alfons mi się spodobał. Tobie też?

            Raz mówi "od dawna cię nie kocham, nie podniecasz mnie". Raz "będę cię kochał jeśli...", raz "nie ma miłości, nie wiem co to jest", raz "kocham cię". I tak jest ze wszystkim. Mówi że odchodzi z domu, założył sobie oddzielne konto.
            Za kilka dni informuje mnie, że poczynił pewne inwestycje i będzie potrzebny mój podpis, bo to będzie nasze, a nie jego. Żyję w takim chaosie. I tak Sams mogę przyznać, że nie mam już siły.


            Ale może jest tak jak mi intuicja podpowiada?
            Cóż, nic tak nie rozkreci trupa jak kontrowersyjny temat.



          • RE: Runęło poczucie bezpieczeństwa Iguni ........

            Autor: sams2   Data: 2017-11-27, 08:47:37               Odpowiedz

            Iga,
            Analiza to już jest po twojej stronie, ja tylko piszę pytania jakie mi się nasuwają. Jest ich więcej ale nie chcę nadużywać cierpliwości, i tak mnie już tu za dużo.

            Ale coraz bardziej przeraża mnie to co piszesz.

            A o mechanizmie "nie kocham cię/kocham" tutaj : http://www.skuteczna-psychoterapia.pl/a_dobry-i-zly-gliniarz.php

            Pewnie stąd raz piszesz że nic się nie dzieje a ze chwilę między liniami stwierdzasz że twój mąż to alfons.

            "mówi coś, potem się z tego wycofuje albo twierdzi że ja go nie zrozumiałam" To też jest mechanizm perwersyjnej komunikacji (poszukaj w google pls: komunikacja perwersyjna, molestowanie moralne, kobiety które kochają za bardzo) jak manipulatorzy rozgrywają swoje ofiary tak że nie wiedzą gdzie dół a gdzie góra.

            Ten związek to koszmar, tragedia. Pewnie dlatego tak bardzo innym wmawiasz że "mąż w sumie fajny jest". Ja ni cholery nie wierzę.

            Pogadaj uczciwie dziś z terapeutą.
            Bezsilność to dobry start.



          • RE: Runęło poczucie bezpieczeństwa Iguni ........

            Autor: feelka   Data: 2017-11-27, 09:48:51               Odpowiedz

            Tak, Iga, bezsilność to dobry start. Teraz już możesz ryzykować wszystko. (pozwalam Ci :)
            Ja nabrałam się na Twoje hop do przodu; myślałam że ot czasem próbuje ci wkręcić swoje marzenie, trochę jak dzieciak. Czasem. Tymczasem on ciągle ..pogrywa tym małżeństwem. Pogrywa - bo czuje że nie jesteś wewnętrznie silna. Właśnie bezsilna.
            (to że sobie radzisz, jakoś, nieźle, to pochwalił cię terapeuta. Ale...JESZCZE sobie radzisz; a ekspansja męża rośnie.?)

            Sams, nie rozumiesz mnie.
            "Problem w tym, że to czy pójdą czy nie (ludzie za mną) przestaje mieć wtedy znaczenie. Są - ta fajnie, cieszę się tym. Nie ma- nie smuci mnie to"
            Nie rozumiemy się: ja doskonale rozumiem, że w tym stanie docelowym (miłości własnej, kontaktu z duszą, z jaźnią) to przestanie mieć znaczenie. Ale do licha - ja żyję już teraz, i nie jestem w tym błogosławionym stanie, i póki co ludzie są mi potrzebni, byli potrzebni dziesiątki lat. Tak bez przesady.. ;) ale potrzebni. Wiem że gdy umrę nie będzie miało znaczenia czy w kondukcie będzie szło 5 osób czy więcej. Ale teraz żyję i gdy o tym myślę -boli, i to ma znaczenie; dla mojego samopoczucia TERAZ. Mam olać swoje uczucia te które są TERAZ? bo są bezsensowne z punktu widzenia "kiedyś"? które to "kiedyś" nie wiadomo czy nastąpi?

            "nie mówcie jej że za rogiem stoi i czeka "należyty" nowy facet... " -Ja nic takiego nie mówię. Bo kwestia faceta jest poboczna"

            I znowu: "kwestia faceta poboczna". Jak dla kogo. I nie chodzi o pokazanie się z portkami, o seks. Są sytuacje że drugi człowiek w domu jest potrzebny. Gdy z trudem wstajesz z łóżka zawiezie cię do lekarza (ty nie masz prawa jazdy a innych ludzi też nie masz bo nigdy NAWET NIE UDAWAŁAŚ że ci na nich zależy, "są to fajnie, nie ma nie smuci", hej?...)Są sytuacje, że jego fantazje erotyczne masz już gdzieś, ale lepiej żeby on jeszcze był. Wiem, że to instrumentalne. Wiem, że umrzeć da się i samemu i bez szklanki wody. Ale zawsze to drugi człowiek , który nas zna. Dlatego dotyka mnie czasem ta Wasza ...duma "samowystarczalności" (gdy macie wokół tłum ludzi :)



          • RE: Runęło poczucie bezpieczeństwa Iguni ........

            Autor: sams2   Data: 2017-11-27, 11:00:24               Odpowiedz

            ref Felka

            Tak, oczywiście, że nie rozumiem. Ale ja ci przecież nic nie narzucam tylko piszę sama jak mam.Przecież nie jest to jedynie rozwiązanie. U mnie rezygnacja z siebie oznacza to że nie będzie działało, że gdzieś wypłynie złość, żal etc. Ja nie muszę udawać że mi zależy. Jak mi zależy to to komunikuję i dbam o relację nie niszcząc siebie, jak nie to nie utrzymuję kontaktu. Żadnej filozofii w tym nie ma większej.



          • RE: Runęło poczucie bezpieczeństwa Iguni ........

            Autor: feelka   Data: 2017-11-27, 12:14:20               Odpowiedz

            Sams, mój błąd, że szukam prawidłowości, "tej głównej" jakiejś prawidłowości - która może istnieje - ale w tym świecie "docelowym", skontaktowanych już z duszą ludzi :)
            A zapominam, że w świecie "kontaktujących się tylko czasem"... każdy orze jak może, i faktycznie nie ma tu "narzucania". A ja wciąż mieszam te światy, więc tym samym mnożę problemy :)

            "Ja nie muszę udawać że mi zależy. Jak mi zależy to to komunikuję i dbam o relację nie niszcząc siebie, jak nie to nie utrzymuję kontaktu. Żadnej filozofii .."

            Proste. U normalnych :). Znowu zapomniałam żem nienormalna - w depresji np na niczym ci nie "zależy", i nikim - ale nie stać cię na to by zerwać wszystkie kontakty, normalnie nie stać, więc nieco udajesz, zmuszasz się... no każdy orze jak może :) Nie mogę tu oczekiwać ogólnej nauki, sorry, he he; i dzięki za przypomnienie.

            Fatum, co ja tam moge radzić Idze, każdy orze jak może. Radzę kontynuować terapię, choćby z prostej przyczyny, że potrzebuje wsparcia i przeciwwagi. No i już nie boję się w jej imieniu "strat" poterapeutycznych ;)) bo poczułam jej udrękę, a takiej nie żal tracić jakby co.



          • RE: Runęło poczucie bezpieczeństwa Iguni ........

            Autor: sams2   Data: 2017-11-27, 12:34:47               Odpowiedz

            Felka

            Dlaczego sama się kopiesz? Normalni/nienormalni? Ma to sens? Nie ma żadnych "normalnych".
            To jakaś gra pt "udowodnij że jesteś nienormalna to pogramy w to kto bardziej"- ja niczego nie będę udowadniać i gra mnie nie bawi.



          • RE: Runęło poczucie bezpieczeństwa Iguni ........

            Autor: feelka   Data: 2017-11-27, 12:55:19               Odpowiedz

            Ja skończyłam.
            (Może i kopnęłam siebie, choć każda choroba i jej objawy są faktem a nie "grą"; chciałam tam wyjaśnić/uzasadnić mój tok myślenia- dlaczego zszedł na manowce. Nie było to zaproszenie do zabawy czy licytacji)



          • RE: Runęło poczucie bezpieczeństwa Iguni ........

            Autor: fatum   Data: 2017-11-27, 13:29:10               Odpowiedz

            Feluś ja cały czas czuję Twoją udrękę.Znam Twoją chorobę.I dlatego piszę do Ciebie feelka łagodnie.Ale prawda jest taka,że czasem mam ochotę sprać Ci tyłek.-:)*Za pisanie tekstów takich raczej książkowych i narzucanie tych treści jako dobre rozwiązanie.Dla kogo kochanie moje dobre?Dla czytelnika,czy dla Ciebie feelko?Warto pisać różnorodne treści,ale po uprzednim ich zrozumieniu i wyczuciu,że mogą (ale nie muszą i to zaznaczyć wężykiem-:))pomóc w danym przypadku.Sams2 już dużo podała osobistych wiadomości o sobie.Czy prawdziwe,to czytelnik decyduje o tym,że uważa je za fałszywe lub prawdziwe.Wiesz feelko wiem,że skoro miałaś w przeszłości problemy z wiarą w siebie i często odczuwałaś potrzebę chwalenia się własnymi osiągnięciami i nie miałaś takiej okazji,by taką potrzebę zaspokoić to robiłaś co mogłaś i pisałaś o rzekomej swojej skromności sądząc,że uda się Tobie przechytrzyć czytelnika,że jesteś taka niby skromna.A psychologia wywołuje Ciebie feluś do tablicy i mówi Ci tak."Osoby,którym brakuje pewności siebie zbyt często podkreślają własną skromność.Ciągłe wspominanie jak bardzo skromny/a jesteś to zawoalowany sposób na zwrócenie na siebie uwagi.Sprawia,że inni będą czuli się gorzej i stanowi próbę uczynienia siebie lepszym od innych.Chełpienie się własną skromnością zdradza osobę,której brak wiary w siebie itd.".Kocham psychologię.Odziera z nas fałsz,obłudę i inne paskudne cechy,które chcemy za wszelką cenę ukryć przed światem.Feelka korzystaj z psychologii ile jesteś w stanie,ale pamiętaj,żeby nie wrzucać innym swoich lęków.Swoje lęki lecz sama.Pa.



          • RE: Runęło poczucie bezpieczeństwa Iguni ........

            Autor: fatum   Data: 2017-11-27, 11:16:27               Odpowiedz

            Feelka,a możesz tak tylko dla mnie wyjaśnić,co konkretnie ma Iga robić,a czego ma nie robić.Moja śliczna feelko czytałam dokładnie to,co teraz piszesz i serio nie wszystko kumam.Proszę napisz mi po ludzku jak chłop krowie na rowie (najlepiej wytłumacz).Oczywiście,że sams2 pisze trudnym językiem,ale nasz problem co zrozumiemy.Zresztą często prosiłam sams2,by starała się także pisać jasnym językiem,ale pewnie nie umie,bo ma dużo wiedzy i pisze od ręki.Też mnie złościł język sams2,ale właśnie wytłumaczyłam sobie,że jak sama zechcę to zrobię wszystko i zrozumiem nawet i za 10lat.-:)*Ale Ciebie feelka proszę,byś mi tym razem nie kazała tak długo czekać.-")*



          • RE: Runęło poczucie bezpieczeństwa Iguni ........

            Autor: fatum   Data: 2017-11-26, 23:35:39               Odpowiedz

            Tak z tym alfonsem to świetny przykład.Zwłaszcza,że jest nim "dobry" człowiek.Sams2 to rewelacja.-:)* Iga jak na terapii powie,że jej mąż jest w pewnym (albo dużym)sensie alfonsem to terapeuta będzie zadowolony,że ma takie oryginalne pomysły i w dodatku możliwe.I tak Iga ma szczęście,że tak się udzielamy w jej wątku.Iga zadaj pytanie.Dlaczego to robimy?-:)* Odpowiedzi mogą być zaskakujące.



          • RE: do Felki, Chellunii, Fatum i wszystkch ...

            Autor: fatum   Data: 2017-11-25, 16:39:00               Odpowiedz

            Iga jestem durna jak stóg siana.Naiwnie sądzę,że skoro ja doszłam tak daleko w głębokim poznaniu siebie i dokonałam wielu zmian i udało mi się pozostać w związku to i Ty także możesz.Zapomniałam tylko o najważniejszym szczególe (brudnym,patologicznym seksie moim zdaniem)!U mnie taki numer by nie przeszedł.Szanuję swoje ciało i całą siebie i serio nie zniosłabym (wybacz,ale tak myślę)takiego zachowania męża.Moim skromnym zdaniem to żądanie trójkąta wbrew mojej woli jest przemocą i tyle.P.S. posty sams2 i feelki przypadły mi do gustu.Bardzo.



          • RE: do Felki, Chellunii, Fatum i wszystkch ...

            Autor: Iga112   Data: 2017-11-25, 16:50:14               Odpowiedz

            Sams i jeszcze jedno. Wręcz zarzucasz mi, że ufam specjaliście. Tak ufam, bo nie mam powodu nie ufać. Znam się na matematyce, więc uczę matematyki a nie historii. Ufam, że jak ktoś jest terapeutą to się na tym zna i tyle.

            Fatum byłaś u mnie w sypialni i widziałaś ten brudny seks? No proszę Cię.



          • RE: do Felki, Chellunii, Fatum i wszystkch ...

            Autor: chellunia   Data: 2017-11-25, 17:02:13               Odpowiedz

            "Fatum byłaś u mnie w sypialni i widziałaś ten brudny seks? No proszę Cię"

            2-1=1



          • RE: do Felki, Chellunii, Fatum i wszystkch ...

            Autor: sams2   Data: 2017-11-25, 17:38:28               Odpowiedz

            Iga, jesteś cudna :). Naprawdę uważasz, że twoja psyche jest jak matematyka, że jest obiektywna i komunikowalna? I że jest ktoś, jakiś spec od "igaizmu", co wie co się dzieje w twojej własnej głowie i ci to powie? tego nie wie nikt i nikt cię nigdy w pełni nie zrozumie. Terapeuta jest znawcą schematów i norm i na tym pracuje - tak, tu ma wiedzę. Więc i dobrze wie, że - w pewien sposób - "kłamiesz", ego kłamie, racjonalizuje, wypiera, broni się przed swoją prawdą etc. On jest od tego, by cię zranić pokazaniem prawdy jakiej nie chcesz zobaczyć (i to ma być zmianą) a nie od tego żeby się z toba zgadzał. To czego (dobra) terapia uczy to nie zaufanie do rzekomego speca (tego uczy tresura), ale zaufania do siebie samej(go). i umiejętności samo-zrozumienia, słyszenia siebie a nie rozumienia norm i cudzych oczekiwań. Oczywiście, na początku jest miesiąc miodowy (jest pani mądra, adekwatna, silna ple, ple, ile tego sie nasłuchałam) ale potem jest de facto samotna, trudna praca.
            Ja ci zarzucam"? Nie, może się trochę śmieję z tych twoich wygibasów. Bo np. skoro ciągle deklarujesz, że wiesz, wierzysz a my głupi nie rozumiemy i nie wiemy (może tak być) etc, etc, i tak jesteś przekonana do swojego, to po co ci jeszcze spec, zeby ci mówił że jesteś normalna? :)





          • RE: do Felki, Chellunii, Fatum i wszystkch ...

            Autor: chellunia   Data: 2017-11-25, 17:49:17               Odpowiedz

            Ja tylko nie jestem przekoana do argumentów:)

            Niechby pił,niechby bił ale żeby był.
            Niechby niszczył mi zdrowie ale kto to ma robić?



          • RE: do Felki, Chellunii, Fatum i wszystkch ...

            Autor: Bastiaa   Data: 2017-11-25, 20:48:45               Odpowiedz

            Iga,
            poszlas na terapie poniewaz..?
            Twoj maz chce zgody od Ciebie na bzykanko na boku?
            Moze juz ma tego duzo, tylko teraz szuka "winy" u Ciebie?



          • Do Igi 112.Wyszukałam dla Ciebie ciekawy wątek.

            Autor: fatum   Data: 2017-11-27, 20:01:27               Odpowiedz

            Jego tytuł brzmi: Obsesja seksualna? Jak się uwolnić?(28).Iga spokojnie sobie przeczytaj i powiedz coś o tym.Pozdrawiam.



          • RE: Słówko do Adama Celebryty....Iga112...........

            Autor: feelka   Data: 2017-11-25, 10:41:26               Odpowiedz

            "Gdyby dzieci były rzeczywiście ważne własnym przykładem rodzice pokazywaliby jak stawiać granice i dbać o siebie"

            gdy ojciec leje matkę - to ucieczka, policja, separacja, rozwód - jest natychmiastową nauką granic dla dzieci, zrozumiałą, oczyszczającą.

            Ale w sytuacji Igi - to dla dzieci abra kadabra salto mortale, czego się z tego nauczą.

            (No dobra, nie wiem ile mają lat :)



    • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

      Autor: Iga112   Data: 2017-12-10, 20:05:19               Odpowiedz

      Marconi czy żona też chce ratować małżeństwo? Jak ona to widzi? A może terapia małżeńska?

      P.S Ja już ochłonęłam z emocji;)) Chellunia wybacz ale drażni mnie to jak podważasz prawdziwość mojej historii. Swoją drogą to ciekawe zjawisko - ile emocji może przysporzyć anonimowy wpis anonimowej osoby w necie.
      Spróbuj mnie zrozumieć. Mam wiele trosk każdego dnia i jeszcze ktoś dokłada w necie.
      Mówisz że raz piszę o miłości do męża raz że chciałabym z innym patrzeć sobie w oczy. Tak właśnie mam chaos w głowie, bo to mi funduje mąż. Po smsach w których stwierdza że ma zamiar wymienić mnie na inną, potem wita mnie w domu ze słowami "witaj kochanie". I to u nas norma. Psycholog otworzył mi oczy na pewne sprawy i w konsekwencji już nie wiem co czuję.



      • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

        Autor: marconi   Data: 2017-12-10, 21:09:50               Odpowiedz

        Iga >>> Temat wspólnej terapii żył ale umarł. Żona też jest po terapii pewnie przez to nasze rzadkie rozmowy są technicznie doskonałe. Ale kompletnie bez uczucia. Skupiam się raczej na tym jak poradzę sobie bez dzieci bo nie widzę tego.



        • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

          Autor: Iga112   Data: 2017-12-10, 21:47:31               Odpowiedz

          Marconi Żona po terapii i Ty po terapii a jednak nie można się dogadać. Hmm to smutne. Czy Ty chociaż lubisz swoją żonę? Obserwuję małżeństwa gdzie mam wrażenie że nie lubią się wzajemnie. Docinki, złośliwości na codzien. Tak po prostu pewnego dnia stwierdziłeś że nie chcesz już z nią być? Może marzy ci się taka miłość jak była na początku, ale przecież po latach już nie ma motyli w brzuchu. Dlaczego poddaliście się i nie walczycie? Może zaproś gdzieś żonę, kup jej coś.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: marconi   Data: 2017-12-12, 01:22:45               Odpowiedz

            Iga >>> Żadne docinki czy złośliwości nie mają miejsca ponieważ z miejsca zostają wykryte i zidentyfikowane, przedyskutowane, przeproszone, przepracowane i wybaczone - obustronnie, książkowo, regulaminowo :)

            Twoja propozycja "Może zaproś gdzieś żonę, kup jej coś" rzuca nowe światło. Może to dobry sposób... dzięki Iga :)



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: Iga112   Data: 2017-12-12, 17:36:32               Odpowiedz

            Marconi mimo tego spamu odpisałeś? Ok
            W czym właściwie problem? Czy po terapii staliście się robotami pozbawionymi uczuć? No chyba nie. Marconi po tylu latach małżeństwa nie wiesz że można zaprosić gdzieś żonę? Oj coś kręcisz...;)))



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: marconi   Data: 2017-12-12, 22:42:15               Odpowiedz

            Iga >>> Oj wiem że można zaprosić, ale dla Żony zawsze ważniejsze są dzieci, ja od 8 lat jestem osobnikiem drugiej kategorii. Mam już tego serdecznie dość.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: Iga112   Data: 2017-12-12, 23:12:41               Odpowiedz

            Marconi czujesz się niekochany? Może głód uczucia z dzieciństwa sprawia że tak to odczuwasz? Miałeś ojca alkoholika, mój mąż też. Oczywiście Ty i On to dwie różne historie. Ale myślę że chęć bycia uwielbianym przez kobiety ( jak mój mąż), to też skutek niedowartościowania z dzieciństwa i może też niezaspokojone potrzeby miłości. Ale On poszedł w narcyzm, Ty w smutek. Oj Marconi smutno piszesz.....uśmiechnij się do mnie dziś;))



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: Iga112   Data: 2017-12-13, 13:21:18               Odpowiedz

            Nie dokończyłam wczorajszej myśli....

            ...i ciągle mało, mało i mało... Tak myślę, może źle. Marconi jesteś po terapii więc pewno wiesz w czym tkwi Twój problem. Nie tlumacz się oczywiście.

            No i miało być "uśmiechnij się" a nie "do mnie". Nie musisz przecież do mnie. Po prostu uśmiechnij się. Miłego



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: lukass   Data: 2017-12-13, 13:45:23               Odpowiedz

            a może to jednak żona przeniosła wszystkie uczucia na dzieci traktując go już jako niepotrzebny obiekt ? takie rzeczy się zdarzają.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: Iga112   Data: 2017-12-13, 14:02:37               Odpowiedz

            Takie rzeczy też się zdarzają Lukas. Wiem. A jaka jest prawda to wie Marconi;)



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: fatum   Data: 2017-12-13, 16:48:30               Odpowiedz

            Iga masz rację.Zwłaszcza,że ja razem z marconi oglądaliśmy film:Niebo istnieje naprawdę.-:)Film jest tak wzruszający,że aż dech mi zaparło i marconiemu też (z tym,że marconi nie potwierdzi tego faktu,bo jego żona może przeczytać).-:)P.S. Iga112 zachęcam Ciebie do zobaczenia tego fantastycznego filmu opartego na faktach.Nie będzie to czas zmarnowany.Tego jestem pewna.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: Iga112   Data: 2017-12-13, 18:01:14               Odpowiedz

            Nie rozumiem co ma wspólnego ten film (czytałam recenzje) z moimi wypowiedziami do Marconiego.
            Chyba nie chcesz mnie nawrócić;))) Oporna jestem w tym temacie.
            No i już mam jeden film polecony przez Chellunie i książkę przez Ciebie. A wszystko odłożone na święta.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: fatum   Data: 2017-12-13, 18:44:07               Odpowiedz

            Iga112 od przybytku głowa nie boli.Zatem proszę i mój polecany film zobacz już po świętach.Nie nawrócę Ciebie,bo to nie o to chodzi.Mi zależy,abyś dużo czytała,oglądała i na terapię "zasuwała".-:)P.S.i mam pytanie,czy jeśli piszesz z marconi to mam się nie wcinać?(do waszej rozmowy).Powiedz to prosto.Bez kręcenia.Ok?



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: Iga112   Data: 2017-12-13, 19:58:28               Odpowiedz

            To nie są prywatne rozmowy, tylko to jest forum. Więc pisz Fatum kiedy i o czym chcesz.

            Może i dobry jest ten film, ale nie widzę związku z tematem. Nie mogę obiecać że całe dnie będę czytać i oglądać, bo nie mam na to czasu. Ale dziękuję za troskę.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: fatum   Data: 2017-12-13, 20:53:41               Odpowiedz

            Iga byłaś na wątku: nie wierze w Boga (413)i poruszany był temat piekła i Nieba.I stwierdziłam,że powiem Ci o tym pięknym,rzetelnym filmie w Twoim wątku.Mogłam w tamtym wątku o tym filmie wspomnieć,ale wybacz,że chciałam tylko Tobie o nim powiedzieć.Taki miałam kaprys.-:).Miłego oglądania filmu.Pa.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: Iga112   Data: 2017-12-13, 21:23:00               Odpowiedz

            A nie mówiłam że chcesz mnie nawrócić:))) Ale spoko ze świadkami jehowy też czasami lubię podyskutować (taki żart, nie obrażaj się);))
            Fatum ja nie wierzę w niebo i piekło. Tak po prostu mam.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: fatum   Data: 2017-12-13, 21:38:58               Odpowiedz

            Jeśli mnie lubisz,to film obejrzysz.I dalej będziesz sobie niewierząca w Niebo i piekło.Co to za różnica obejrzeć film o ostrym seksie,czy polecany przeze mnie film.Jesteś niewierząca i normalnie oglądasz jak każdy inny film.Rozumiesz?Potraktuj ten film jak każdy inny film.Nie nastawiaj się,że to będzie ponad Twoje siły.Po prostu zrób Koleżance przyjemność (zobacz do końca film) za tyle przyjemności,których od niej doświadczyłaś na tym Forum.-:)To będzie w pewnym sensie podziękowanie od Ciebie dla mnie.Możliwe,że to mimo wszystko zechcesz uczynić.Iguś dobrze mi się z Tobą zawsze pisało.Ale już czas....)(.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: Iga112   Data: 2017-12-13, 22:56:56               Odpowiedz

            Przestań z tym już czas... Bo mi ciarki przeszły po plecach;))) Lubię czasami tak się z Tobą droczyć. Wszystko jest ok. Miłej nocy



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: fatum   Data: 2017-12-14, 13:11:59               Odpowiedz

            Iga112 zatem masz więcej kręgosłupa niż trzeba.Brałaś ten apekt "mądrości ciała" pod uwagę?Wyobraź sobie,że ja też nie brałam.Ty Iguś nie r&#242;b mojego błędu.I nie lekceważ mądrości swojego ciała.Więcej nie mogę Ci napisać,bo nie chcę Ciebie przestraszyć.Lubię Ciebie i liczę na Twoją mądrość i Intuicję.Miłego popołudnia Iguś.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: Iga112   Data: 2017-12-14, 19:03:23               Odpowiedz

            Fatum Twój post jest dla mnie enigmatyczny. Moja intuicja podpowiada mi że jesteś smutna, a ja nie lubię jeszcze komuś dokładać trosk. Jednak jak w coś nie wierzę to nie mogę powiedzieć że wierzę. Chyba to rozumiesz. Ale szanuję ludzi wierzących więc właściwie nie ma o czym dyskutować. Pozdrawiam



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: fatum   Data: 2017-12-14, 20:37:57               Odpowiedz

            Iguś nie ma o czym dyskutować (masz na myśli wiarę i ten film)?,czy w ogóle nie masz o czym ze mną dyskutować?-:)Zastanów się dobrze nad odpowiedzią.Znasz już mnie.-:)



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: Iga112   Data: 2017-12-14, 20:43:53               Odpowiedz

            Znam i dlatego nie chcę dyskutować na temat wiary;) Ale oczywiście są inne tematy do dyskusji.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: fatum   Data: 2017-12-14, 20:55:12               Odpowiedz

            Tak jest.Dobranoc Igo.



          • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

            Autor: marconi   Data: 2017-12-14, 21:00:56               Odpowiedz

            Iga >>> Cały czas szukam przyczyn, inaczej by mnie tu nie było. Czytam Wsze wypowiedzi i szukam punktu zaczepienia.

            Lukass >>> Coś w tym jest co napisałeś...

            Idą święta, nie lubię ich, czas pogrzebać i dowiedzieć się dlaczego.

            Pozdrawiam!



          • święta święta choinką pachnie dom...

            Autor: Iga112   Data: 2017-12-14, 22:43:36               Odpowiedz

            Marconi jak masz lubić święta jak masz taką atmosferę w domu. A z dzieciństwa też pewno nie masz miłych wspomnień? A może Ty za dużo myślisz i za dużo analizujesz?

            A ja bardzo lubię święta i całe to przedświąteczne zamieszanie. Pozdrawiam



          • RE: święta święta choinką pachnie dom...

            Autor: marconi   Data: 2017-12-15, 20:14:03               Odpowiedz

            Iga >>> nie lubiłem świąt odkąd pamiętam :( dogrzebałem się dlaczego. Odkopałem jedno z ostatnich świąt z tatusiem. Już mi trochę lepiej.

            Nie szukam za dużo moim zdaniem, tylko tam gdzie mi źle.

            Zazdroszczę Ci świątecznej radości.
            Pozdrawiam!



          • RE: święta święta choinką pachnie dom...

            Autor: Iga112   Data: 2017-12-15, 21:55:00               Odpowiedz

            Marconi świąteczną atmosferę tworzą ludzie. Ja mam miłe wspomnienia z dzieciństwa, ale potem był czas gdy byłam sama i już nie było tak fajnie.... Teraz mam rodzinę, dzieci. Mój mąż woli spędzać święta w garażu sam na sam ze swoim sprzętem muzycznym. I ja to szanuję. A ja spędzam święta po prostu ze swoimi dziećmi i nic mi więcej nie potrzeba. Marconi aby Twoje dzieci miały miłe wspomnienia związane ze świętami..... życzę Tobie abyś spędzał ten czas radośnie bez oglądania się wstecz. Myślę że dla dzieci ma duże znaczenie samopoczucie rodziców i ich chęć lub niechęć do wszystkiego. Pozdrawiam Cię serdecznie. Miło że piszesz;))



          • RE: święta święta choinką pachnie dom...

            Autor: marconi   Data: 2017-12-17, 12:48:33               Odpowiedz

            Iga >>> Masz rację że atmosferę tworzą ludzie i że na dzieci ma to duży wpływ - widzę po sobie. Dziękuję za życzenia. Tobie życzę kontynuowania zmian na lepsze :)

            Wesołych Świąt! - choć brzmi to dla mnie jak oksymoron.



          • RE: święta święta choinką pachnie dom...

            Autor: Iga112   Data: 2017-12-17, 18:03:05               Odpowiedz

            Życzysz mi Marconi kontynuowania zmian na lepsze? Oj, jak jeszcze niedawno mogłam zaśpiewać "mam tę moc...", to już dziś nie bardzo. Ale dziękuję i walczę...

            A może Twoje święta będą wesołe? Nie zarzekaj się. Ale nawet jak nie będą, to mogą być ciekawe, pomysłowe, spokojne itd. Jeszcze raz dziękuję za życzenia;)



          • RE: święta święta choinką pachnie dom...

            Autor: marconi   Data: 2017-12-18, 13:13:18               Odpowiedz

            Iga >>> Walcz! Nie poddawaj się! Kierunek masz dobry, może trzeba wprowadzić drobne korekty kursu i tyle.

            Czy zaobserwowałaś jakieś zmiany zachowania u Męża?



          • RE: święta święta choinką pachnie dom...

            Autor: Iga112   Data: 2017-12-18, 16:58:08               Odpowiedz

            Marconi moja walka jest mało skuteczna, dlatego brakuje mi sił, dlatego wróciłam do psychologa żeby wypłakać się komuś w rękaw.
            Dzięki za wsparcie



          • RE: święta święta choinką pachnie dom...

            Autor: fatum   Data: 2017-12-18, 17:59:59               Odpowiedz

            Iga112,a odważysz się powiedzieć psychologowi,że wyrażasz zgodę,by mąż święta B.N.spędzał w garażu ze sprzętem muzycznym,a Ty sama z dziećmi i z choinką była w domu?Odważysz się o tym masakrycznym zachowaniu mężu i Twoim potulnym przyzwoleniu na zachowania męża powiedzieć psychologowi?



          • RE: święta święta choinką pachnie dom...

            Autor: Iga112   Data: 2017-12-18, 19:24:09               Odpowiedz

            Powiedziałam o bardziej makabrycznym zachowaniu męża niż święta w garażu. Każdy spędza święta gdzie chce, tym bardziej jak nie wierzy w Boga.



          • RE: święta święta choinką pachnie dom...

            Autor: fatum   Data: 2017-12-18, 21:08:01               Odpowiedz

            I co psycholog załamał się?,czy może współczuł Tobie?Jeszcze nie zaczęliście nawet konfrontacji Twojej z Twoimi uczuciami i problemami i tak sobie lekko piszesz.Ale jak znam życie,to możesz i 5lat chodzić do psychologa i nie dojdzie do konfrontacji własnych uczuć ani problemów.Mechanizmy obronne na to mogą nie zezwolić.Moim zdaniem Ty Iga tak się już uzależniłaś od cierpienia,że chyba bez cierpienia to nie mogłabyś już żyć.Mąż nie odwzajemnia Twoich uczuć i do tego też się już przyzwyczaiłaś.To jest poważna choroba.Na szczęście jak to mówi sams2 nie moja.-:)



          • RE: święta święta choinką pachnie dom...

            Autor: fatum   Data: 2017-12-19, 17:25:43               Odpowiedz

            Iga,marconi co tak się nie odzywacie?Do Świąt jeszcze daleko.-:)Mówcie coś proszę.Np.o Waszych idealnych priorytetach.Macie swoje kochani priorytety w ogóle?-:)Tak.Mam idealne swoje priorytety,ale to już wiecie.Do Adama boję się odezwać,bo wiem,że ma słabą psychikę na to Forum.Wniosek.Wy oboje macie silniejszą psyche.Gratuluję.Miłego wieczoru.



          • RE: święta święta choinką pachnie dom...

            Autor: fatum   Data: 2017-12-30, 15:05:44               Odpowiedz

            Igunia mam dobrą wiadomość dla Ciebie.W tym jeszcze starym roku zadam Ci pytanie.Zrobiłaś już zdjęcie mężowi (ma być goły jak go Pan Bóg stworzył)?To nie jest głupi pomysł.To właściwa reakcja na jego brzydkie zachowania (pokazuje Twoje zdjęcia bez Twojego zezwolenia)!Pomyśl tylko jaka będzie reakcja Towarzystwa,jeśli go wreszcie obnażysz?Może on chce byś go gołego pokazała światu?Nie wiesz,co siedzi w jego łepetynie?A jak go obnażysz to się przekonasz co i jak.Tak uważam.I pamiętaj,że warto mówić,że to jest taki niewinny żart.Po prostu żart.Dasz radę Iguś?Tyle w starym roku.



          • RE: święta święta choinką pachnie dom...

            Autor: Iga112   Data: 2017-12-30, 15:57:43               Odpowiedz

            Fatum uśmiałam się do łez, ale nie zamierzam walczyć z nim jego bronią. Jeżeli mówię jasno i wyraźnie "Zakończmy tę rozmowę, bo mnie dręczysz lub znęcasz się nade mną itp." - to myślę że w jakimś stopniu go obnażam i to działa, bo przestaje mówić. Jego cel nie został osiągnięty więc wróci do tej rozmowy lub zacznie inną aby mnie podręczyć. Ale już dziś jestem mądrzejsza, bo przynajmniej nazywam rzeczy po imieniu i się tego nie boję.
            I mam nadzieję że rok 2018 będzie lepszy od 2017 i Tobie też tego Fatum życzę. Pozdrawiam



          • piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Iga112   Data: 2018-01-27, 19:47:35               Odpowiedz

            Marconi każdy ma jakieś demony. Nie boję się swoich demonów. Przeżywam czasami ciężkie chwile na terapii bo "wszystkie wspomnienia są ciut niewygodne".

            Fatum o nie! Ja mam dość trójkątów. Ja się nie dzielę z nikim;))



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: fatum   Data: 2018-01-27, 20:21:19               Odpowiedz

            Iga112 ten....Twój mąż nadal chce tego trójąta?Zatem ćwicz na marconim i nie kombinuj,ok?Ja tylko zajęłam jego taaakie męskie i władcze ramię.-:)*Jedno.Tobie zostawiłam dzielnie drugie.Ale Ty je opiszesz,ok?-:)*P.S. marconi sorki,że tak Ciebie wplątuję tu i tam.Dasz radę.Wiem to.Zmykam.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: marconi   Data: 2018-01-27, 21:00:46               Odpowiedz

            Iga, Fatum >>> Na co dzień kobiety tak do mnie nie lgną więc dziś mam małe święto :) Napompowałyście moje tyci ego do tego stopnia, że już planuję dodatkową terapię aby wrócić do równowagi :D



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: marconi   Data: 2018-01-27, 21:06:41               Odpowiedz

            Iga >>> Cieszę się że odświeżyłaś wątek, bo nawet ostatnio Ci to proponowałem - wtedy nie chciałaś.

            Co się zmieniło? I czym Cię tak nakręciłem? :)



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Iga112   Data: 2018-01-27, 21:18:47               Odpowiedz

            Fatum Mistrz już zrozumiał że nie dostanie to czego chce, ale nie zrozumiał jeszcze innych rzeczy i pewno nie zrozumie.

            Marconi a ja na co dzień nie lgnę do mężczyzn, więc dla mnie to też święto;)

            No nakręciłeś mnie demonami. Co się zmieniło? Ogólnie ja się zmieniam. "Schodzi" mi dużo z głowy (tak można to ująć).



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: marconi   Data: 2018-01-27, 21:54:16               Odpowiedz

            Iga >>> Demonami mówisz? Stawiałem na to że napisałem "[...] dla Ciebie Iga [...]" :)

            A po drugie pomyślałem że może próbujesz naprawić to że postanowiłem przestać tam pisać po Twoich uwagach, że zrobiło Ci się przykro i dlatego zostałem "prawdziwym facetem" i otworzyłaś dla mnie swój wątek. Tak mi przyszło do głowy, jest w tym coś?

            "'Schodzi' mi dużo z głowy" - znałaś to uczucie wcześniej? Czy ulga to za mało powiedziane?

            Miałem w terapii parę takich przełomowych momentów, mega pozytywów, właśnie kiedy "schodzi" z głowy coś co męczyło i nie było do niczego potrzebne, tylko przeszkadzało, pogarszało nastrój i relacje z otoczeniem. Tak skutecznie się z tymi pierdołami pożegnałem że w większości nawet nie pamiętam co to było :) Coś w rodzaju jak ktoś rzucił palenie ale jeszcze o tym myśli więc dokładnie pamięta datę tego ostatniego, a ten co rzucił naprawdę i na dobre już daty nie pamięta, bo go to nie interesuje. Tak samo mnie nie interesują głupoty które rządziły moim życiem.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Iga112   Data: 2018-01-27, 22:07:33               Odpowiedz

            Lubię jak Ktoś coś dla mnie;) więc to też... Ale demony mnie przekonały bardziej;) pomyślałam że jak chcesz wyciągać demony, to lepiej moje, bo ja już czuję się na siłach by się z tym zmierzyć.
            Nie chciałam robić Tobie przykrości, więc chyba nie zrobiłam?

            Właśnie coś w rodzaju ulgi. Dziwne i narazie niezrozumiałe dla mnie dlaczego tak się dzieje. Po sesji potrafię wrócić do domu i zwymiotować a potem przychodzi ulga. Ale są jeszcze tematy których nie można ze mną ruszyć i milczę jak zaklęta i chcę mówić a nie mogę.

            P.S. Tak Fatum ja tak wyrywam facetów niechcąco. Uśmiechnę się, przytulę się, bo mi zimno.. a potem otwieram szeroko oczy ze zdziwienia że facet coś sobie pomyślał i ubzdurał;)



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: fatum   Data: 2018-01-27, 22:34:35               Odpowiedz

            Iga.Komunikaty,które Kobiety wysyłają do mężczyzn są raczej jasne jak budowa cepa.I prawdę napisałaś.Niechcąco.Zachodzimy w ciążę.Niechcąco zakochujemy się do szaleństwa.Niechcąco rozwodzimy się.Niechcąco flirtujemy.Niechcąco.....)).Wystarczy tej edukacji dla "ubogich".Sorki Iga.Oglądam fajny film i myśli mi się rozbiegają (wiedza też,a to rozbieganie wiedzy,to wykrył dla mnie Adamos325).-:)*Do jutra.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: marconi   Data: 2018-01-27, 22:45:59               Odpowiedz

            Iga >>> Nie było mi przykro :) Dobrze że napisałaś co o tym myślisz, od tego jest to forum - dało mi też do myślenia.

            "Zwymiotować" dosłownie? Jeśli tak to mogę sobie tylko wyobrazić jak ciężkie tematy przerabiasz - szacun. Z tego co piszesz widzisz już pozytywy więc nie sądzę byś się teraz wycofała, widzę że jesteś zdeterminowana - super!

            Co do trudnych tematów. Daj sobie czas. Sam często musiałem dojrzeć do tego aby zacząć się spowiadać, z czasem szło coraz lepiej. No i warto podrążyć sobie przed zaśnięciem dlaczego trudno o tym mówić. Zapytać siebie samej i przyjąć odpowiedź jaka by nie była - nie zaprzeczać, nie racjonalizować (czasem tak było że odpowiedź miałem ale jej nie przyjmowałem bo... [jakiś powód się znalazł]).

            PS. Powiedziałaś terapeucie o tym że męczy Cię to że na początku źle go oceniłaś?

            PS2. Jeśli zauważę w Twoich wpisach ogonek jakiegoś demona to pociągnę za ten ogonek w tym wątku, którego nazwa poniekąd już się zdeaktualizowała :)



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: fatum   Data: 2018-01-28, 10:31:07               Odpowiedz

            Skoro się poniekąd zdeaktualuzowała to trzeba ogłosić konkurs na wymyślenie nowej nazwy.-:)Albo bez konkursu Iguś poda inną.Albo Ty marconi podasz swoją.Też mam cosi&#311; tam w głowie.Iga chcesz zmiany tytułu wątku?Śmiało napisz.Cenzura jeszcze śpi.-:)*



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: fatum   Data: 2018-01-27, 21:12:51               Odpowiedz

            To fajne tak nagle być "napompowanym" dobrą energią.To zasługa Księżniczki Igusi,bo ta bestyjka tylko taką myszkę udaje.A w rzeczywistości to wyrywa facetów,że hej!-:)W tych obszarach jestem zielona.Ale piszmy teraz o pomocy Idze.Szeroko rozumianej.Mi pasuje,że Iga już chwali sobie chodzenie na sesje pomocy psychologicznej.Ale z drugiej strony Iga też potrzebuje zwykłej rozmowy z mężczyzną (też lubię)i Ty jej to zapewniasz.Pozdrawiam.Wcinać się będę,ale z umiarem jak dam radę.-:)*



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: marconi   Data: 2018-01-27, 21:36:03               Odpowiedz

            Fatum >>> Z Twoją wiedzą mogła byś wyrywać do woli :) więc nie pisz że jesteś "zielona". Po krótkiej rozmowie z delikwentem wyłapałabyś między wierszami czego mu brakuje, a potem naobiecywałabyś że te braki załatasz i gotowe. Życie jest takie proste, sami sobie je komplikujemy :)



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: fatum   Data: 2018-01-27, 22:50:36               Odpowiedz

            Niczemu,ale to obsolutnie niczemu nie zaprzeczę.Ale napasłeś moje super Ego.Tak Geniuszu (nie obrażaj się tylko proszę)sami sobie komplikujemy życie.P.S. każdy człowiek jest potrzebny i na swój sposób ważny.Uczę się tego ciągle na nowo.Nadal robię błędy.Ale i cieszę się,że długą Drogę już przeszłam.I niczego nie żałuję.Niczego.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Iga112   Data: 2018-01-27, 23:05:26               Odpowiedz

            Tak, zwymiotować dosłownie. Ten cały syf ze mnie schodzi co siedzi w głowie.

            Odpowiedzi mi się rodzą różne od "co On sobie pomyśli", po "upokarza mnie mówienie o tym".

            Oceniłam Go nie znając. Gdy spojrzałam mu w oczy, to już wiedziałam że jest inaczej;). Nie, no coś Ty. Nic nie mówiłam.

            P.S. Dobrze przyznam się, że dla Ciebie odświeżyłam wątek. Też tak niechcąco;))



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: marconi   Data: 2018-01-28, 10:40:19               Odpowiedz

            Iga >>> Czy Ty nie boisz się że stracisz tego terapeutę jak mu o tym powiesz? Podobnie jak boisz się stracić Męża gdy postawisz na swoim?



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Iga112   Data: 2018-01-28, 11:23:39               Odpowiedz

            To może po prostu skasować słowo "czy" i zostanie : Terapia w moim przypadku ma sens!";))

            Marconi może w pewnym sensie, ale fizycznie go przecież nie stracę. To jest bardzo trudny temat i bolesny i upokarzający i chociaż mojej "winy" w tym nie ma, to jednak w jakiś sposób o mnie mówi. Druga sprawa to wypadek i mogę opowiadać jak zginął mi pies, gdy byłam mała i mieć łzy w oczach a o wypadku mówić nie mogę i nie chcę.



          • Terapia w moim przypadku ma sens.To prawda........

            Autor: fatum   Data: 2018-01-28, 11:49:33               Odpowiedz

            Piękny tytuł i na czasie.Gratulacje.Najbardziej cieszy mnie,że robisz coś tylko dla siebie.Czekam kiedy będziesz "nasza".-:)****^Iga.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: marconi   Data: 2018-01-28, 12:04:56               Odpowiedz

            Iga >>> Pisałem o możliwej stracie terapeuty który jest dla Ciebie ważny i pomocny, pisałem o możliwej stracie Męża którego kochasz, a Ty piszesz o prawdziwej stracie - psa którego kochałaś i był dla Ciebie ważny. To wszystko układa się w całość! Klucz w tym że ze stratą psa nie pogodziłaś się i emocje związane z tym wydarzeniem są żywe, nie zamknięte. Strata kojarzy Ci się z wieloletnim cierpieniem i dlatego jesteś w stanie zaprzeczyć nawet własnym potrzebom by nawet cień jakiejś innej straty nie pojawił się na horyzoncie.

            Zgadza się czy za dużo nazmyślałem? :)



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: fatum   Data: 2018-01-28, 12:11:06               Odpowiedz

            Ładnie i psychologicznie.Głowa do góry z tej dumy.-:)*



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Iga112   Data: 2018-01-28, 12:29:45               Odpowiedz

            Boję się stracić Kogoś i czasami coś. To prawda. A pies był ważny ale rodzice ważniejsi.
            Zaśpiewam jeszcze raz z Organkiem "wszystkie wspomnienia są ciut niewygodne"....i bolesne i czasami widziane w krzywym zwierciadle.
            Teraz to już zasmuciłam;)
            Uciekaj Marconi dziś ode mnie, bo serio uwieszę się Tobie na ramieniu i popłaczę sobie.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: fatum   Data: 2018-01-28, 14:12:15               Odpowiedz

            Tłumaczenie na nasz język.Marconi błagam Ciebie nigdy nie uciekaj ode mnie.Zawieszę się na Tobie.Na Twoim męskim ramieniu.Pobiorę od Ciebie wszystko to,czego mi brakuje.Ale pamięraj i wiedz o tym,że mi duuuuużoooo brakuje.Będziemy razem, aż do mojego wyleczenia.Bądź ze mną.Bądź przy mnie.Tobie jedynemu ufam.Tobie się chcę wypłakiwać.Popłaczę sobie tak długo,jak będę potrzebowała.Męża w to nie będę angażowała,bo on nic nie rozumie.To obcy facet już lepiej mnie zrozumie.Co za czasy.Bliski to wróg.Obcy to Przyjaciel-:).Resztę dopisze czas lub marconi lub inni.-:)*Moja vena śpi.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Iga112   Data: 2018-01-28, 15:22:40               Odpowiedz

            Tak Fatum męża drugi dzień nie ma w domu więc mi męskie ramię jest dziś potrzebne. Jutro to już dam radę, znajdę w szkole jakieś męskie ramiona, nie tylko jedno ramię ( bo drugie Ty podobno zajmujesz u Marconiego). A co na to Twój mąż? Też jest Twoim wrogiem?
            P.S. Taki żarcik. Już mi humor się poprawił



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: marconi   Data: 2018-01-28, 15:50:28               Odpowiedz

            Iga >>> Przepraszam że pominąłem wypadek Twoich rodziców, teraz pamiętam, pisałaś o tym w grudniu, miałaś wtedy 21 lat. Napisałaś wtedy że się z tym uporałaś, mam teraz jednak co do tego poważne wątpliwości.

            "Boję się stracić Kogoś i czasami coś." - i chyba wszyscy tak mamy, ja tak też mam. Z tą różnicą że Ty w życiu już dużo straciłaś, zbyt dużo by z Twoją wrażliwością przejść po tych wydarzeniach do porządku dziennego.

            Obawiasz się kolejnej straty, jesteś na nią przeczulona do tego stopnia że chuchasz i dmuchasz żeby nie stracić. Przez taką postawę tracisz jednak swoje zdanie, swoje pragnienia, swoją radość.

            Pisałaś że rodzice Cię kochali. Myślę że byliby nieszczęśliwi wiedząc że nie rozwijasz skrzydeł po tej tragedii. Rozwiń skrzydła przede wszystkim dla siebie ale i dla nich. Bo oni chcieli mieć radosną i szczęśliwą Córkę, latami na to pracowali. Z pewnością nie chcieliby byś wewnętrznie usychała. Spójrz na swoje dziecko, chcesz żeby było szczęśliwe prawda?

            Kiedyś wszyscy umrzemy, jedni prędzej, inni później - taka biologia. Póki jednak żyjemy cieszmy się z tych wszystkich możliwości które mamy.

            Trzymaj się ciepło Iga!

            PS. Może Fatum ma rację i warto było by się podzielić tym co przeżywasz z Mężem a nie z obcym facetem o włoskim imieniu?



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: fatum   Data: 2018-01-28, 16:07:07               Odpowiedz

            Marconi nie kombinuj.Nie sądzę byś mnie nie zrozumiał.Droczysz się.Dawaj swoje ramię i przeżywaj emocje Igi i tyle.Chciałeś pomagać?To teraz nie kombinuj.Póki co wszyscy jeszcze żyjemy i liczę na Ciebie "pomagaczu".-:)



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: marconi   Data: 2018-01-28, 16:42:20               Odpowiedz

            Fatum >>> Ty prowokujesz to ja kombinuję :) "Pomagaczu" :) pozastanawiam się nad tym...



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: fatum   Data: 2018-01-28, 17:03:34               Odpowiedz

            I taka postawa jest w porządku.Każdy prowokuje jak umie najlepiej.-:)*Sęk w tym,by to wcześniej uchwycić/wykryć/pojąć/zrozumieć.Prowokacje są spoko.Przyznaj to sam.Tylko nie myl z sams2,która umyślnie Ciebie ignoruje.Kiedyś jeszcze była gorsza.-:)*



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Iga112   Data: 2018-01-28, 17:42:14               Odpowiedz

            Jeśli chodzi o dzień wypadku to mieszają mi się wspomnienia. Nie chciałam tego ruszać bo bałam się że wrócą moje obawy i wrócą wyrzuty sumienia. Z jednym i drugim już sobie poradziłam. Kiedyś bardzo bałam się o synka gdy był mały. Potrafiłam rano wymiotować ze strachu że coś sobie zrobi w przedszkolu. I w końcu nie pójść do pracy żeby go nie wysyłać do przedszkola. Mąż musiał mnie wtedy przywołać do porządku. Zna temat na wylot.
            Od początku naszego związku miałam takie poczucie bezpieczeństwa przy nim. Wszystko wie, na wszystkim się zna, i wszystko będzie dobrze. Teraz trudno jest mi to wszystko ogarnąć i zrozumieć i przyjąć takie słowa "nie kocham cię i nie jesteś mi do niczego potrzebna". Ale jest ze mną pewno z litości bo zna mnie i moje obawy i moje demony. Więc jest.

            Dzięki Marconi



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: marconi   Data: 2018-01-28, 18:10:37               Odpowiedz

            Iga >>> Moje osobiste doświadczenie podpowiada co innego. Kiedyś jak myślałem o ojcu to też łzy mi się lały, pojawiały się w kółko te same emocje, raz mocniej, raz słabiej. Od momentu kiedy załatwiłem temat to już się nie pojawia, nawet jakbym się skupił to żadnej nieprzyjemnej emocji nie wycisnę.

            Dlatego mam podejrzenia że sprawę tamtego dramatu masz przyklepaną a nie rozwiązaną, bo pojawiają się u Ciebie silne reakcje emocjonalne i następstwa o których pisałem wcześniej. Po drugie nie chcesz o tym rozmawiać z terapeutą - ewidentnie nie rozwiązane.

            Iga, powiem krótko, moim zdaniem warto poruszyć to na terapii.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: marconi   Data: 2018-01-28, 18:14:26               Odpowiedz

            Fatum >>> Tak, są spoko :) Prowokacje są z pogranicza cynizmu, a dobrze doprawiony cynizm jest smaczny :)



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Iga112   Data: 2018-01-28, 19:57:01               Odpowiedz

            Tak, będę musiała się z tym zmierzyć. Ale najpierw teraźniejszość, bo dużo jest tematów o tu i teraz.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: marconi   Data: 2018-01-28, 21:14:43               Odpowiedz

            Iga >>> Sprawy raz odłożone, dalej odkładają się same - dlatego będę łaskaw Ci czasem przypominać o tym demonie, że trzeba go wyszarpać w korzeniami :)



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: marconi   Data: 2018-02-04, 23:00:33               Odpowiedz

            Iga >>> parę słów o Dorosłych Dzieciach Alkoholików, przekopiowałem z netu:

            Zacznijmy od tego, z czym DDA zazwyczaj sobie dobrze radzi. Bardzo często jest to osoba świetnie radząca sobie w życiu zawodowym, niezwykle pracowita i ambitna. Niejednokrotnie ludzie z najbliższego otoczenia nie mają pojęcia, że dany współpracownik lub podwładny jest DDA, ponieważ z punktu widzenia kolegi z pracy czy pracodawcy funkcjonuje jako wzorowy pracownik.


            Cechy DDA najmocniej ujawniają się w życiu osobistym i w najbliższych relacjach. Mówiąc obrazowo: DDA jest trudno z samym sobą, ale też bardzo ciężko żyje się z DDA. Przede wszystkim dlatego, że życie w rodzinie alkoholowej skutkuje najczęściej obniżonym poczuciem własnej wartości. Wyraża się to często obniżoną samooceną. Obniżone poczucie wartości może być skrywane przejawianym pozornym poczuciem wyższości, niedostępności. Taki człowiek, nadwrażliwy na krytykę, bardzo rani innych, nie mając takiej świadomości. Osoby te cechuje bardzo niski poziom zaufania do ludzi.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: fatum   Data: 2018-02-04, 23:06:55               Odpowiedz

            Marconi.Brawo.Przeczyta i bez terapii sobie poradzi.A może podpowie mężowi o terapii dla DDA?I będzie tak stanowcza jak i jest odważna,że zatruje życie mężowi i sam się zgłosi na terapię dla DDA.Amen.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Iga112   Data: 2018-02-04, 23:32:20               Odpowiedz

            A Wy tutaj?;))
            Marconi o DDA czytałam wiele razy. No coś tam można znaleźć co pasuje do mojego męża ale nie dużo. Ma zaufanie do siebie i do ludzi bo inaczej nie podejmowałby ryzyka. Lubi rządzić, decydować, mieć ostatnie zdanie dlatego był złym pracownikiem. Wykłócał się z pracodawcą. Teraz pracuje dla siebie i jest mu w tym dobrze.
            Oj wiem to temat rzeka. Ale właśnie terapeuta odwodzi mnie od tego wszystkiego. Mówi że wciąż go usprawiedliwiam albo biorę odpowiedzialność za jego zachowanie.

            Fatum wiesz dobrze że mój mąż nigdzie nie pójdzie na żadną terapię a całą psychologię uważa za stek bzdur. Koniec na dziś. Idę spać. Cały dzień dziś przy komórce;)



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: fatum   Data: 2018-02-05, 09:17:56               Odpowiedz

            Iga,a Ty też tak uważasz (odnoszę się do mądrych słów terapeuty),że ciągle usprawiedliwiasz męża i bierzesz odpowiedzialność za jego zachowanie?Jesteś w stanie przyznać się do tego,że tak właśnie robisz?Gdy to przyznasz sama przed sobą to będzie to prawie,że milowy krok do przodu w procesie leczenia się z współuzależnienia się od "cudownego" męźa.Ty nie masz Iga do czego się odnieść,bo o DDA mało wiesz w dalszym ciagu.Ty nie wierzysz po prostu jak czytasz o DDA,że to może dotyczyć Twojego "cudownego" męża.Nie jesteś kompletnie o tym przekonana.Kiedyś proponowałam Tobie ośmieszyć go (pokazać golasa mężusia)otoczeniu,któremu on pokazywał wbrew Tobie Twoje zdjęcia "odkryte" i uważał to za dobry żart.Miałaś się też podobnie zrelaksować żartując w sposób mało przyjemny dla męża,albo przyjemny,ale nie dowiedziałaś się.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: marconi   Data: 2018-02-05, 09:53:56               Odpowiedz

            Iga >>> Ładnie się ubierasz do tego terapeuty? Fryzura, makijaż? Chcesz dobrze wypaść? Pazurki zrobione?



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: fatum   Data: 2018-02-05, 10:36:05               Odpowiedz

            To pytanie nie jest uszczypliwe-:)*Płacisz jeszcze żonie za fryzjera,pazurki,makijaż,modne ciuchy?Dużo oszczędzasz,jeśli tego nie robisz.Prawda?Marku?



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: marconi   Data: 2018-02-05, 18:24:05               Odpowiedz

            "pytaj o co chcesz;)" więc pytam. A Żona pracuje, ma swoje pieniążki.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Iga112   Data: 2018-02-05, 18:57:01               Odpowiedz

            Marconi jestem trochę na Ciebie zła.
            Mogę odpowiedzieć złośliwie: Tak, stoję przed lustrem i wybieram najkrótszą kieckę.
            Albo zgodnie z prawdą: Jadę do niego zaraz po szkole. Więc w tym co i w szkole.
            A nie myślisz chyba że ja bez zrobionych pazurków? Pazurki to podstawa;)

            Fatum tak mam że przyjmuję to, co do mnie mówi. Więc tak. Wciąż tłumaczę męża i biorę odpowiedzialność za jego zachowanie. Ale idę w dobrym kierunku. Nie można wszystkiego tłumaczyć ciężkim dzieciństwem.
            A tak w ogóle to też jesteś złośliwa.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: fatum   Data: 2018-02-05, 19:42:26               Odpowiedz

            Iga,a Tobie ktoś zabrania być tym kim chcesz?Chcesz być złośliwa?To bądź.Chcesz być upokarzana?To bądź.Ja jestem sobą,mimo,że tego nie kumasz.Nikogo nie tłumaczę i to mnie różni od Ciebie.To mój plus.A Twój wielki minus.Lubię Twojego terapeutę.Facet ma do Ciebie cierpliwość.-:)(*



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: feelka   Data: 2018-02-05, 19:51:39               Odpowiedz

            Kultura, religia, etyka, moralność... czasem zabrania być tym kim "chcę". Ale nie przejmuj się, to tylko "narracje"... :) kulturowe.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Iga112   Data: 2018-02-05, 20:21:09               Odpowiedz

            W sumie jestem kim chcę. Tylko dlaczego taka chcę być. Skoro wszyscy mówią mi: Bądź inna. A ja sama też mam tęsknotę za czymś czego nie mam. Więc dlaczego nie potrafię być inna? Pytania retoryczne;)

            Fatum Twoje fochy mnie nie ruszają ale czasami obrażasz mnie między wierszami. Po co to robisz? Może nie ważne.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: feelka   Data: 2018-02-05, 20:34:23               Odpowiedz

            Dlaczego trudno być inną? Marconi ci odpowie: bo Cię w dzieciństwie skonfigurowano na taką a nie inną :)

            (Twoja wolna wola wyboru postawy - ma założone przez styl wychowania ograniczniki?)



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Iga112   Data: 2018-02-05, 20:53:55               Odpowiedz

            Felka to strasznie mądre co napisałaś. Myślę o tym, ale dlaczego mój terapeuta nie rusza tematu dzieciństwa? Skoro to dzieciństwo takie ważne.

            I dlaczego tak by mnie skonfigurowali?
            1.mało odważna, dużo lęków
            2.wybacza wszystko i każdemu
            3.ufa ludziom, nie ufa sobie
            Narazie to tyle.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: feelka   Data: 2018-02-05, 21:07:28               Odpowiedz

            A bo celem każdej terapii i tak jest zgoda na to jakim się jest, co się otrzymało, co się kiedyś wydarzyło. No to w sumie... czy takie konieczne jest rozgrzebywać od gdy nic specjalnie nie boli? życie co najwyżej boli? :)

            Inaczej- jeśli depresja lub fobie lub inne objawy boleśnie utrudniają życie - wtedy chyba już nie ma wyjścia.
            A Tobie o ile wiem tylko mąż utrudnia życie..;), człowiek z zewnątrz. To może i terapia bardziej zewnętrzna wystarczy?



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: feelka   Data: 2018-02-05, 21:17:06               Odpowiedz

            No właśnie, relacje z ludźmi. Ja miałam problem w relacji ze sobą.
            ( Niby wiadomo że relacje z ludźmi są pochodną relacji ze sobą..., ale Twoja relacja ze sobą nie jest jakaś ewidentnie pokrzywiona, żeby ewidentnie dzieciństwo rozgrzebywać?
            Zresztą- on widzi że nie jesteś gotowa, skoro rodzice poprzez wypadek to jeszcze temat tabu. No i dobrze, organizm wie na co jest gotowy a na co nie. Moim zdaniem.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: feelka   Data: 2018-02-05, 22:23:43               Odpowiedz

            Jeszcze tak patrzę...

            "I dlaczego tak by mnie skonfigurowali?
            1.mało odważna, dużo lęków
            2.wybacza wszystko i każdemu
            3.ufa ludziom, nie ufa sobie
            Narazie to tyle"

            No i z czego tu cię leczyć? jak tu same zalety :))
            No dobra - cechy - ale czy wady? czy aż tak utrudnia życie ta konfiguracja? Guzik. Gdyby mąż był bardziej oddany i kochający - czy czegoś by Idze do szczęścia brakowało?..no to z czego leczyć?

            Nie tyle z czego, a "do" czego?
            Do umiejętności oparcia w sobie, na sobie; do większej miłości dla samej siebie, do samoukojenia :) Do niezależności.( Tylko nie mylić z samotnością i samowystarczalnością)



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Iga112   Data: 2018-02-05, 22:46:50               Odpowiedz

            No chyba masz Felko rację (a może i na pewno). Boli życie (mąż), nie to co we mnie. Może gdybym miała innego męża to miałabym więcej wiary w siebie.

            To duży krok w przód że tak mówię.

            Fatum sąsiadka oczywiście umowna jako "ludzie" z którymi wchodzę w relacje. A więc co? A więc miła i uśmiechnięta Iga potrafi każdego wytłumaczyć i każdemu wybaczyć a tym samym nie potrafi zatroszczyć się o siebie.

            Marconi ja nie udaję przed terapeutą kogoś innego. Po co miałabym to robić? Ok może być tak że podświadomie ukrywamy coś przed drugim człowiekiem ale po co miałabym robić się na bóstwo gdybym na co dzień chodziła w rozciągniętym swetrze.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Bastiaa   Data: 2018-02-05, 22:56:33               Odpowiedz

            Iga, dobrze, ze nie masz depresji.
            Ale mowisz jak osoba wspoluzaleniona.
            Tak jak kobiety, ktore siedza z pijakami i mysla, ze swiat bylby piekny jakby on nie pil.
            Ja i przyklady. :)



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: feelka   Data: 2018-02-05, 23:07:00               Odpowiedz

            Ok, a co robią niewspoluzaleznione? (jeśli on nie chce się leczyć)
            - wykopią dziada
            - same odejdą
            (te wersje już pogadaliśmy, Iga nie chce)
            - same idą się leczyć ze współuzależnienia, i żyją z nim razem niezależne i samorządne, biorąc co się da dobrego, nie przyjmując od niego złego ( da się nie przyjąć, Fatum tu wzorem nie przyjmowania do siebie niczego co jej nie pasuje ;) No z alkoholikiem żyć trudno,bo zapach bełkot i brudno,



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: feelka   Data: 2018-02-05, 23:11:39               Odpowiedz

            ale mąż Igi pachnie i nie bełkocze.

            A Ty Basti którą wersję byś wybrała?

            A może jest czwarty podpunkt jakiś?



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Bastiaa   Data: 2018-02-05, 23:15:55               Odpowiedz

            przyklad z alko, to byl tylko przyklad.
            Ona jak grzeczna wspoluzalezniona zyje jego zyciem.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: feelka   Data: 2018-02-05, 23:26:11               Odpowiedz

            Użyłas słowa "grzeczna", może jest kluczowe, skoro tak widzi siebie w relacji z sąsiadką i z Fatum :) grzeczna, rozumiejąca, wyrozumiała-

            zwykle sugeruje za mało rozumienia siebie, wyrozumiałości i grzeczności dla siebie. Bo to zasada naczyń połączonych Iga, jak gdzieś za dużo to znaczy że u siebie za mało? w relacji ze światem



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: feelka   Data: 2018-02-05, 23:29:16               Odpowiedz

            No tak, spać nie może, bombardujemy jej podświadomość. dobranoc :)



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Bastiaa   Data: 2018-02-05, 23:30:53               Odpowiedz

            Dobranoc dziewczyny i chlopaki. :)



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Iga112   Data: 2018-02-05, 23:52:49               Odpowiedz

            No tak chciałam spać a Wy tu dziewczyny tyle o mnie;) no czy można być współuzależnioną jeśli mąż nie jest uzależniony ( no bo od czego?). Może można. Nie wiem.

            Czy lubię cierpieć? No chyba nikt nie lubi.

            Grzeczna Iga. No właśnie mąż tak mówi "Bądź grzeczna a wszystko będzie dobrze", no i niestety zaraz mi się przypomina mama. Ona też mi wciąż mówiła że mam być grzeczna. Ale akurat co do mamy to dobrze że tak mówiła, bo diabeł ze mnie był;)
            A czy ja użyłam w ogóle tego słowa? Może tak.
            Resztę jutro. Czas spać. Dzięki dziewczyny



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Iga112   Data: 2018-02-05, 23:55:53               Odpowiedz

            Jeszcze jedno. Można być grzecznym dla innych i jednocześnie umieć zatroszczyć się o siebie. Ja widocznie tego nie potrafię.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: fatum   Data: 2018-02-06, 09:32:35               Odpowiedz

            Iga przyszły do Ciebie feelka,Bastiaa,fatum (sąsiadki,które jak określił umownie Twój mądry terapeuta "podkradają" Ci pieniądze).Te flądry trzy trajkotały i trajkotały na różne tematy,ale najwięcej na Twojego męża nadawały.Ty jak zwykle broniłaś męża zaciekle.W najmniej spodziewanym momencie wszedł Twój mąż (długo podsłuchiwał pod drzwiami,więc nieco był zorientowany w czym rzecz)i po przywitaniu się z nami)z rozbrajającym,łobuzerskim uśmiechem powiedział.Moje miłe panie,wy macie rację.Iga już dawno powinna mnie zostawić.Doprawdy nie wiem,dlaczego jest jeszcze ze mną.Może panie to wiedzą,to proszę jej o tym powiedzieć.Zrobiłem prawie wszystko,by mnie zostawiła,ale to nie pomaga.Kocham inną.Znam ją jeszcze z lat młodzieńczych i nie tak dawno wpadliśmy na siebie i spotykamy się.Kocham ją.Drogie panie to cud,że panie tutaj przyszły.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: feelka   Data: 2018-02-06, 10:59:13               Odpowiedz

            Nie wiem czy to czytałaś Iga, tak gdzieś od połowy; i poradę

            http://www.psychologia.net.pl/porady.php?level=133



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: fatum   Data: 2018-02-06, 13:43:19               Odpowiedz

            Też sobie odświeżyłam artykuł Pana Bogusława Włodawca i nie zgadzam się z jednym zdaniem.P.B.Włodawiec napisał,że "wyobraźnia to przejaw wolnej woli".Nie zgadzam się z tym pomysłem.Moim zdaniem (mam fisia na punkcie Wolnej woli)to Wyobraźnia jest ponad wolną wolą.Wyobraźnia jest silniejsza od wolnej woli.Dlatego warto i o tym wiedzieć.P.S. feelka mąż Igi wyobraził sobie,że do tego trójkąta dołączy jego "Pani",a żona nic o tym wiedzieć nie będzie.I będą długo żyli i szczęśliwie.Będzie miał w swoim kręgu miłosnym żonę i Kobietę,którą kochał od zawsze.Przykre.Ale możliwe.Wyobraźnia to potęga.Wyobraźnia jest silniejsza od wolnej woli.Wyobraźnia jest ponad wolną wolą.Tak uważam.I nie przeszkadza mi,że inni mogą mieć inne zdanie.Mogą.-:)*



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Bastiaa   Data: 2018-02-05, 23:12:35               Odpowiedz

            zazwyczaj sie rozstaja, ale jak Iga nie chce i jej sie podoba tak dalej zyc, to nie moja sprawa. :)
            Moze jak Iga sie zmieni, to jej maz automatycznie tez?



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: feelka   Data: 2018-02-05, 23:18:27               Odpowiedz

            Może :)
            A może ona tak się zmieni że sobie nowego znajdzie?
            W każdym razie - każda zmiana czy decyzja ma doprowadzić do tego by nie cierpiała bezsensownie? Bo może czasem cierpienie ma sens, ale ma pewno nie jest sensowne to pochodzące od mężczyzny ;)



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Bastiaa   Data: 2018-02-05, 23:25:01               Odpowiedz

            A moze Iga lubi cierpiec?
            Moze ma to wyuczone?

            PS. Iga przychodz, bo rozmawiamy o Tobie ;-)



          • Fatum tu wzorem nieprzyjmowania do siebie co jej..

            Autor: fatum   Data: 2018-02-06, 15:05:09               Odpowiedz

            nie pasuje.Feelka jakie to urocze,mądre słowa.Nieco je skoryguję.Przyjmuję,przyjmuję,ale chowam ten fakt w głębokiej Tajemnicy przed sobą i przed Tobą feelka.P.S. ale mi posłodziłaś.Nigdy Ci tego nie zapomnę.-:)*



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: fatum   Data: 2018-02-06, 14:43:39               Odpowiedz

            Bo jesteś dobrze "ułożona" (wychowana społecznie)i pamiętasz,że do sklepu,Urzędu,terapeuty nie warto chodzić w rozciągniętym swetrze.Chyba,że to jest Twój jedyny,wyjściowy sweterek.Inne,piękne,modne ubrania "ukochany" mąż trzyma w swoim pokoju.-:*)Iga naprawdę Ciebie lubię.Jak Boga kocham.Lubię Ciebie Księżniczko.Lubię!



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Iga112   Data: 2018-02-06, 17:36:37               Odpowiedz

            Fatum no to tak: Mój mąż przede wszystkim przegnałby takie sąsiadki które wtykają nos w nie swoje sprawy. Po drugie on nie kocha żadnej kobiety, bo narcyz kocha tylko siebie. I dąży do zaspokojenia swoich potrzeb zapominając że ma obok ludzi. Teraz nie ma dla mnie żadnych propozycji. Dlaczego? Nie wiem. Może zrozumiał że ze mną nic nie wskóra. Może kontroluje się aby tym odwieść mnie od terapii. Jest bardzo zły że chodzę. Mówiąc o trójkącie - nie koniecznie miał na myśli kobietę. Ale to była tylko jedna z wielu propozycji.

            P.S co miał Marconi na myśli ze strojeniem się na terapię? Myślę że chodziło mu o coś innego niż udawanie kogoś innego. Mówiłam tyle razy że lubię dobrze wyglądać. Dla siebie. Nie dla mężczyzn których spotykam.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: fatum   Data: 2018-02-06, 18:05:13               Odpowiedz

            Iga to mówisz,że mężusiu jest zły,że chodzisz na terapię.Ale jednak nie zamyka Ciebie przed wyjściem.Dobre i to.Czy Ty rozmawiasz z mężem o tym,co się dzieje na sesjach?Terapeuta jest przeciwny?A Ty?P.S. czy kochasz się jeszcze z mężem w chwili obecnej?Mam wrażenie,że nie kochacie się.To jest białe małżeństwo.Ale nie z wyboru,tylko z przymusu.Trudno wytrzymać bez seksu ludziom.Ty jak sobie Iga radzisz?Pijesz colę zamiast?-:)*



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Iga112   Data: 2018-02-06, 20:31:25               Odpowiedz

            Felko tak czytałam tą wypowiedź już kiedyś. Ważne zdanie ( jak dla mnie), że zaufanie buduje się przez długi czas a można stracić w jednej chwili. A wybaczyć to nie to samo co zaufać. Właśnie. Mogę wybaczyć mężowi jego egoizm i głupotę i wybaczam wciąż ale nie wiem czy kiedykolwiek zaufam. Wiele razy mówił, że to już koniec a potem wszystko wracało.

            Fatum Twoje pytania są zbyt intymne. Nie uważasz?
            Jest zły - co oznacza że mówi " przestań tam chodzić" lub wpędza mnie w poczucie winy że marnuję pieniądze lub obraża mnie "latawica na pewno masz z nim romans". No ale już to też kiedyś mówiłam że jestem niepokorna i robię co chcę. A siły fizycznej nie używa, więc nie jest w stanie mnie zatrzymać.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: fatum   Data: 2018-02-06, 21:35:17               Odpowiedz

            To już przechodzi wszelkie pojęcie.Za latwicę się nie obraża,ale moje martwienie się o jej potrzeby intymne uważa za coś negatywnego.Iga wymiękam.Po prostu wymiękam.P.S. w zasadzie to chyba mąż jest Ci potrzebny,by Ciebie wciąż umniejszać.Jak się umniejszysz/zmniejszysz się do łebka szpilki to daj mi znać.Pa.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Iga112   Data: 2018-02-06, 22:31:00               Odpowiedz

            No ja też wymiękam



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Iga112   Data: 2018-02-06, 22:34:30               Odpowiedz

            No ja też wymiękam



          • Iga wątek pisany przez Ciebie o 22:31:00 został us

            Autor: fatum   Data: 2018-02-06, 23:21:42               Odpowiedz

            Usunięty.Pamiętasz co tam pisałaś?Napisz jeszcze,ale w taki sposób,by nie mógł być usunięty.Dasz radę?!



          • RE: Iga wątek pisany przez Ciebie

            Autor: Iga112   Data: 2018-02-07, 14:52:36               Odpowiedz

            Trzy razy pisałam to samo zdanie. I było usuwane? Myślałam że tnie mi się Net.



          • RE: Iga wątek pisany przez Ciebie

            Autor: fatum   Data: 2018-02-07, 16:13:58               Odpowiedz

            Tnie się to raczej mimbla1.-:)*Masz za dobrze i za wesoło na tym smutnym Forum i trzeba Cię ustawić do pionu.Kobiety górą.Kobiety dla Kobiet.Resztę domyśl się sama,bo tak trzeba.Iga112 bądź dobrej myśli.Pa.



          • RE: Iga112 dla jasności

            Autor: mimbla1   Data: 2018-02-07, 18:34:28               Odpowiedz

            Słowo honoru, że nawet nie wiem o czym piszesz. Nie jestem na forum bez przerwy. Nawet nie wszystkie wątki czytam, bo nie mam takiego obowiązku. Jak Ci coś wytnę to zapytana się przyznam, ale tym razem to nie ja.



          • RE: Iga112 dla jasności mimbla1 nie donosi do

            Autor: fatum   Data: 2018-02-07, 20:23:27               Odpowiedz

            Brukseli.To mądra decyzja.Wybiorę Ciebie mimbla1 na drugą kadencję szefowania tym Forum.I dodaję Ci także gratis mimbla1 moją,tajemniczą Energię.Pozdrawiam.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: feelka   Data: 2018-02-07, 19:06:53               Odpowiedz

            " Można być grzecznym dla innych i jednocześnie umieć zatroszczyć się o siebie. Ja widocznie tego nie potrafię"

            Można "jednocześnie" - jeśli grzeczności w naczyniach połączonych jest po równo. Ty "nie potrafisz" - bo tak jak mówiłam: za wiele grzeczności dla innych to za mało dla siebie. Umniejszenie porcji grzeczności dla ludzi - AUTOMATYCZNIE oznacza, że przybędzie jej dla ciebie, w twoim "naczyniu". I wtedy dopiero będzie po równo, i tu i tu.

            "Automatycznie", no bo co to znaczy "być mniej grzeczną dla innych"? w imię czego będziesz ich obdarzać mniejszą grzecznością? dla kaprysu? Nie! właśnie z postanowienia troski o siebie, na zasadzie: no dobra, tera JA!, ja też się liczę więc odbieram wam nieco dóbr - dla siebie, żeby było sprawiedliwie.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: feelka   Data: 2018-02-07, 19:40:23               Odpowiedz

            A z artykułu wzięłaś sobie jedno ważne zdanie, więc rozumiem, że reszta już jest jasna i "przetrawiona", np:

            --"Przyczyna jego fantazji leżała wyłącznie w nim, a nie w Pani" -
            bo o ile pamiętam na początku brałaś tu udział w obwinianiu siebie ( a może seks był nie taki, a może bielizna nie taka..; żartuję, ale tak się zwykle dyskusja toczy, zamiast jego problem zostawić w nim i jemu, bo to tylko jego..)

            -- "Wyobraźnia nie podlega ocenie moralnej, lecz czyny" - więc może łatwiej wybaczyć gdy na wyobraźnię nie ma on wpływu, nie wiem. Natomiast "czyny" podlegające ocenie moralnej - polegają na tym, że ci o tym gadał , opowiadał; i o to piłowanie można mieć żal i złość.
            (A asertywność: ..."że nie podoba się Pani ten pomysł i że nie chce Pani więcej wysłuchiwać jego fantazji")

            -- "Dręczą mnie ogromne wyrzuty sumienia, że jestem w stanie wyobrazić sobie życie bez niego." To bardzo dobrze, że jest Pani w stanie to sobie wyobrazić. Warto, by spróbowała Pani sobie możliwie dokładnie wyobrazić życie bez męża (...) z cała pewnością powinna Pani umieć sobie wyobrazić różne scenariusze swojego życia i umieć zdefiniować swoje interesy (nawet, jeśli nie zdecyduje się Pani nimi kierować)"

            ćwiczenia na "być w stanie sobie wyobrazić życie bez niego" - to ćwiczenia na to by nie być zależną, nie lękać się tak bardzo, być przy nim i z nim ale silną.

            Sorry, że teraz ja to piłuję... ;)) ale to ten artykuł-list mnie uruchomił; nie musisz komentować, tak się tylko upewniam czy zwróciłaś uwagę



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Iga112   Data: 2018-02-07, 22:45:16               Odpowiedz

            Felko nie muszę odpowiadać ale odpowiem;)

            - że wina leży w nim
            Już teraz to wiem. Czasami jeszcze zaczynam szukać w sobie, ale zabijam od razu taką myśl.

            - wyobraźnia nie podlega ocenie moralnej..
            Tak zgadzam się z tym, ale boli, że takie myśli miał (ma) i że mówi o tym tak bez mrugnięcia okiem. A najbardziej to, że chciałby mnie oglądać z innym. Jakbym była jego zabawką.
            I pracuję nad tym, aby mówić o tym, że nie chcę tego słuchać.

            - Nie potrafię wyobrazić sobie życia bez niego. Nie wiem do konca dlaczego. Chyba: Niskie poczucie bezpieczeństwa przy nim, ale jeszcze mniejsze bez niego.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: feelka   Data: 2018-02-07, 22:55:25               Odpowiedz

            "I pracuję nad tym, aby mówić o tym, że nie chcę tego słuchać"

            Bo to trzeba powiedzieć raz a dobrze. Ino raz! Ale tak by już nie śmiał się na ten temat nawet zająknąć.
            Mową ciała i spojrzenia - wbić w ziemię.

            :)) Asertywność która zamieszka w komórkach ciała... - ech, to troche wody musi upłynąć.

            "Nie potrafię wyobrazić sobie życia bez niego. Nie wiem do konca dlaczego"

            Bo jeszcze... nie potrafisz? ;)



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: feelka   Data: 2018-02-08, 15:13:26               Odpowiedz

            W sumie to nie padło najważniejsze:
            Kiedy mówimy komuś "ino raz", ale tak by pojął raz na zawsze? (głosem jak stal i asertywnością czerpaną z komórek organizmu?) Gdy za tym idzie , choćby w domyśle - .."bo"...

            Nie rób mi tego, bo..; nie mów tak nigdy więcej, bo...
            To się chyba nazywa "zasoby", bo "mam coś za sobą"
            (potocznie nazywa się groźbą, he he; potocznie to coś za sobą to może być nóż... Żart.)

            A co masz za sobą, Iga? co może dać Ci moc żyletki w głosie i ciele? (retoryczne pytanie)

            Jednym z zasobów jest zawsze: świat się na "nim" nie kończy; potrafię sobie wyobrazić życie bez niego; niech on sobie wyobrazi życie beze mnie.

            Jak widać asertywność idzie w parze z wewnętrzną wolnością?



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Iga112   Data: 2018-02-08, 18:22:42               Odpowiedz

            Felko niestety to są tylko słowa i nic za sobą nie mam. Dlatego wracają. To mąż coś za sobą ma, bo zawsze może mnie postraszyć że odejdzie. Chociaż wiem że jest mu wygodnie w domu i wcale nie ma ochoty nigdzie odejść, to jednak włącza mi się strach. I ten strach potrafi przyćmić rozum.

            Fatum mąż spędza czas z dziećmi. Jestem w stanie sobie wyobrazić taką sytuację, bo tak bywa.

            A Marconi to chyba się trochę obraził. Taki męski foch;)



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: marconi   Data: 2018-02-08, 19:16:10               Odpowiedz

            Iga >>> Focha nie mam ale za to mam teraz czas żeby coś napisać.

            Powiedz mi czy Twój Mąż wie, że jak Ci mówi że odejdzie, to Ty się boisz?



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Iga112   Data: 2018-02-08, 19:43:08               Odpowiedz

            Oczywiście że wie, dlatego to robi. Nawet jak mówię "no to odejdź", to wie że tego nie chcę i że się tego boję. Rozum mi podpowiada że nie chce odejść, ale gdy to mówi to potrafi być przekonujący. Niestety raz nawet wciągnął w to syna.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: marconi   Data: 2018-02-08, 19:47:04               Odpowiedz

            Czyli świadomie i celowo wywołuje w Tobie realny strach?



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Iga112   Data: 2018-02-08, 19:55:13               Odpowiedz

            Można tak powiedzieć. Robi to żeby pokazać kto tu rządzi. Mówi coś lub robi a ja mam to akceptować i nie odzywać się. Jeśli się odzywam (a nie powinnam) wtedy straszy mnie w taki lub inny sposób. Siły fizycznej nie używa ale znalazł sobie taki sposób.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: marconi   Data: 2018-02-08, 20:06:45               Odpowiedz

            O tym za chwilę.

            Co czujesz do Męża gdy Cię straszy?



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Iga112   Data: 2018-02-08, 20:13:51               Odpowiedz

            Nie wiem co czuję. Myślę tylko o tym co tu zrobić żeby przestał być taki zły i żeby nie odszedł.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: marconi   Data: 2018-02-08, 20:18:33               Odpowiedz

            Dobra Iga, już Cię nie męczę :)

            Jeśli osoba A straszy/grozi osobie B, to osoba B zwykle odczuwa strach przed osobą A.

            Moim zdaniem boisz się Męża, bo On Ci grozi. Ten strach niweczy Twój sprzeciw. Gra?



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Iga112   Data: 2018-02-08, 20:31:16               Odpowiedz

            Nie czuję strachu, że coś mi zrobi, bo wiem że nic mi nie zrobi. Ale może np.wciągać w to dzieci. Może odgrywać swój teatr że odchodzi, pakuje się itd. Nie lubię gdy jest zły bo dzieci patrzą na takiego ojca itd.

            Do niczego nie dojdziemy? Możliwe że nie;)

            A teraz powiedz, co to była za teoria, że ja pożyczam ciuchy od koleżanek i udaję przed terapeutą, że ze mnie strojnisia;))) Hmm? Tylko się nie wykręcaj



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: marconi   Data: 2018-02-08, 20:55:13               Odpowiedz

            Jeśli osoba A straszy/grozi osobie B, to osoba B zwykle odczuwa strach przed osobą A.

            Ale Ty się go nie boisz i wiesz że nie spełni swojej groźby. Tak więc tylko tak się przekomarzacie, taki wypracowaliście sposób komunikacji - spoko :)



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Iga112   Data: 2018-02-08, 21:47:42               Odpowiedz

            Marconi nie boję się męża jako osoby, która może mi zrobić fizyczną krzywdę (uderzyć). Nigdy tego nie zrobił i nie zrobi. Ale boję się konsekwencji swojego zachowania. Tak to można nazwać. Jeśli namawia mnie na trójkąt. Ja mówię "nie". Wtedy mówi mi że w takim razie 1.zacznie mnie zdradzać na prawo i lewo i mi nic do tego 2.odejdzie z domu itd. Nie myślę wówczas racjonalnie tylko czuję strach że rzeczywiście tak będzie i jednocześnie bezradność. Bo co mogę zrobić? A on brnie w te groźby. Zawołał kiedyś syna i zaczął opowiadać mu o rozwodzie. Syn dostał histerii. On po takim "teatrze" wychodzi na piwo. A ja zostaję z roztrzęsionym dzieckiem.
            Taki sposób komunikacji? Ok spoko;))



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Madziuleczka   Data: 2018-02-08, 22:05:28               Odpowiedz

            " Jeśli namawia mnie na trójkąt. Ja mówię "nie". Wtedy mówi mi że w takim razie 1.zacznie mnie zdradzać na prawo i lewo i mi nic do tego 2.odejdzie z domu itd. Nie myślę wówczas racjonalnie tylko czuję strach że rzeczywiście tak będzie i jednocześnie bezradność. Bo co mogę zrobić? A on brnie w te groźby. Zawołał kiedyś syna i zaczął opowiadać mu o rozwodzie. Syn dostał histerii. On po takim "teatrze" wychodzi na piwo. A ja zostaję z roztrzęsionym dzieckiem."

            I Ty, Iga, boisz sie tego "szczescia" rodzinnego utracic?
            Hmmmm....przeciez tu trzeba swieczke w kosciele zapalic, zeby uwolnic sie od takiego piekla rodzinnego;)

            A co sie stanie jak on wrescie pojdzie sie "spelniac" ....
            Wulkany wybuchna, asteroidy spadna na Ziemie, oceany sie wyleja z czar, umrzesz czy zwariujesz?
            Nie, zwariowac nie zwariujesz;)
            Sprobuj sobie wyobrazic co takiego moze sie stac....
            Zapewniam Cie, ze slonce znow na wschodzie zejdzie a na zachodzie zajdzie, ot odejdzie toksyczny bucyfal - nic wiecej.
            Owszem, bedzoie zal....zaloba za przeszloscia, lek przed nowym...
            Ale, wszystko co piekne rodzi sie w bolu;)



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Madziuleczka   Data: 2018-02-08, 22:16:54               Odpowiedz

            "Zawołał kiedyś syna i zaczął opowiadać mu o rozwodzie. Syn dostał histerii. On po takim "teatrze" wychodzi na piwo. A ja zostaję z roztrzęsionym dzieckiem."

            ato jakas ci..a a nie facet:)))))
            To on nie tylko znalazl sobie na zone "wieczna ofiare", ale tez z dziecka robi ofiare, znecajac sie psychicznie.

            Co jak co, ale na krzywdzenie dziecka, to Ty pozwolic nie powinnas!
            I co, tez chcesz syna na psychoterapie wyslac?????



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Madziuleczka   Data: 2018-02-08, 22:22:11               Odpowiedz

            I zeby nie bylo ze Ci meza obrazam.
            Dla Ciebie moze on byc panem, mistrzem, artysta, aniolem, bohaterem i calym swiatem!
            Dla mnie, na podstawie Twych opisow, to oblesniak cipkowaty:))



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: fatum   Data: 2018-02-08, 22:28:27               Odpowiedz

            Iga112 moim zdaniem Madziuleczka dobrze pisze.W tym wątku,żeby nie było.-:)*Pa.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: feelka   Data: 2018-02-08, 22:26:14               Odpowiedz

            Noo, ja tego nie widziałam :(
            Przecież to jest znęcanie się nad dzieckiem, pogrywanie dzieckiem, do zgłoszenia na policję



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: feelka   Data: 2018-02-08, 22:29:20               Odpowiedz

            I tu powinnaś uruchomić swoje "zasoby", na wk...niu, a nie jakiś tam lęk



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: fatum   Data: 2018-02-08, 22:43:15               Odpowiedz

            Feelka słusznie z tą policją.Jeszcze powinna mężowi założyć Niebieską Kartę.Podejrzewam,że Igi mąż upija się często i może ma już rozmiękanie mózgu?Iga nie wiem jak sobie radzi z ukrywaniem się przed dziećmi,że chodzi do psychologa.W małej miejscowości jak dziecko wygada się,że mama chodzi do psychologa to zrobią z Igi psychiczną.Polska to dziwny kraj.To,że mąż nauczycielki dręczy Rodzinę to nauczyciele też wiedzieć nie mogą.Z tego samego powodu,że ma psychicznego męża.Sytuacja nie do pozazdroszczenia.Iga powinna wyjechać z tej miejscowości sama lub z mężem i dziećmi.C.d.n.*



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Iga112   Data: 2018-02-08, 22:54:41               Odpowiedz

            Nie upija się często. Nie mieszkam w małej miejscowości.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: fatum   Data: 2018-02-09, 12:04:59               Odpowiedz

            Nie upija się często?Ale pije.A jak pije to i może mieć słabą głowę i może zostać alkoholikiem,o ile już nie jest.Kto normalny namawia żonę (na trójkąty erotyczne)?!Kto normalny wciąga dzieci w sprawy dorosłych?Kto normalny siedzi z nienormalnym mężem?P.S. ktoś z Twojej pracy wie,że chodzisz do psychologa?Na samym dole tego wątku też Ci piszę.Przeczytaj.Proszę.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Iga112   Data: 2018-02-08, 22:37:01               Odpowiedz

            No wiem jak to wygląda. Nic nie mam na swoją obronę. Dlaczego chcę z nim być. Może po prostu jestem głupia.

            Ale poszłam na terapię i chociaż znów straszy mnie, abym uległa i zrezygnowała, to wiem że tego nie zrobię. Mam dużo buntu w sobie.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: feelka   Data: 2018-02-08, 22:56:19               Odpowiedz

            Masz dużo buntu? to ja nie wiem co to bunt. Wyraża się wysunięciem brody? a może krzywym spojrzeniem na niego?sorry.

            W tobie nie ma prawdziwej złości Iga? takiej co zatrzęsie ciałem?
            To że chcesz z nim być to jedno, ale to że pogrywa rodziną i niszczy psychikę dzieciom jak chłystek jakiś a nie ojciec rodziny - to drugie. Gra , "gra" , może się odgrywać między wami, jak musi, ale od dzieci wara.
            Utulasz roztrzęsione dziecko zamiast z tłuczkiem za facetem wyskoczyć? To że chcę z tobą być nie upoważnia cię do sadystycznych zachowań człowieku...

            No, jeszcze tak nie radziłam. Ja też grzeczna, ale bez przesady



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Iga112   Data: 2018-02-08, 23:08:58               Odpowiedz

            Mówiąc bunt mam na myśli to, że robię na przekór. Mówi "nie idź" a ja idę. Ale to prawda że nie mam złości. Wiem, że to niedobrze. Jak ktoś mi robi krzywdę to powinnam czuć złość. Czegoś się uczę na tej terapii;)



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: marconi   Data: 2018-02-09, 07:57:08               Odpowiedz

            Iga >>> Zyskujesz w moich oczach :) jeśli mogę tak napisać. Bunt i upór to dobra motywacja do zmian. Szukasz w sobie, masz terapeutę - git. Nie trać wiary, zmiany myślenia/odczuwania wymagają trochę czasu.

            PS. Wciąganie Synka przez Męża w konflikt - masakra :((



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Madziuleczka   Data: 2018-02-09, 09:32:40               Odpowiedz

            "Mówiąc bunt mam na myśli to, że robię na przekór. Mówi "nie idź" a ja idę. "

            No nie wiem, czy robienie na przekor to jest dobra metoda.
            To jest tylko chwilowa kompresja buntu i prawdziwy problem zamiatany jest pod dywan, bo przeciez powinnas mu powiedziec DLACZEGO tam idziesz.
            I ze idzies , bo czujesz ze potrzebujesz pomocy.
            Ot, idziesz, bo CHCESZ i jesli on mowi "nie idz", to moze by tez raczyl powiedziec DLACZEGO masz nie isc.
            Moze to jest sprawa komunikacji.
            Metoda"na przekor"to w sumie prowokacja, ot cdn klotni.

            Zlosc, tak jak i inne emocje, po cos sa!
            Smutek, radosc, lek i masa innych emocji wspolgraja ze soba i przy tym "graniu" tworza harmonijna melodie....
            Brak zlosci, czy tez stlumiona zlosc, sprawia ze wychodzi kakofonia, czyli kocie kwiki.....od ktorych uszy puchna i chce sie wiac;)



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Madziuleczka   Data: 2018-02-09, 09:41:30               Odpowiedz

            Ale, wiesz...
            ja rozumiem ze nie oddzywa sie Twoja stlumiona zlosc, gdy Cie maz poniewiera, tlamsi, szantarzuje i presje wywiera.
            Ok, nad tym na psychoterapi popracjuj.
            Ale, jak on krzywdzi dziecko a Ta zamiast, jak to Felka pisala, go walkiem od ciasta po glupim lbie ino roz walnac, nie reagujesz.....
            To bardzo wyparta jest ta zlosc, bo zdolna jestes rzucis dziecko na pozarcie lwu, byle tylko lew nie odzedl....byle by zabawa w kotka i myszke dalej trwala.
            Normalnie kobiety jak lwice potrafia walczyc gdy dziecku sie krzywda dzieje.....

            Uwazaj Iga, tu igrasz nie tylko ze swym losem.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: sams2   Data: 2018-02-09, 14:11:46               Odpowiedz

            "Mówiąc bunt mam na myśli to, że robię na przekór."

            To nie jest bunt. To jest ciągle ten sam punkt odniesienia, czy to konflikt czy zbliżanie. Nienawiść czy miłość-obiekt jest ten sam i ta sama perwersja. Chodzi o to by nie było obiektu.
            Bunt to odejście od punktu odniesienia, tego obiektu.

            "Jak ktoś mi robi krzywdę to powinnam czuć złość."

            Nic nie powinnaś, Iga. To jest proces. Nic nie wymuszaj, bo będzie gorzej. Ja często nie czuję złości gdy ktoś mi robi krzywdę. Obojętność do tego człowieka, śmiech z jego głupoty, pobłażliwość, zaciekawienie też. Złość wiąże z agresorem a ja tego nie chcę, by agresor dla mnie jakoś zaistniał. Uwaga idzie też na mnie, na niwelowanie ewentualnego skutku (krzywdy). Tak tez można, nie dokopuj sobie. Nie ma schematów, nie jesteśmy robotami. Fajne są takie schematyczne post-terapeutyczne gadki "niedobrze, że nie czuję złości, ludzie czują złość, jestem jakaś zła, inna", ale to bzdura. Bądź dobra dla siebie.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: fatum   Data: 2018-02-09, 14:31:35               Odpowiedz

            "Bądź dobra dla siebie".Sams2 już zgrzytam zębami.Jak Iga ma to robić Twoim zdaniem?Zabraniasz Idze złościć się.Jesteś chyba sams2 z Innej Planety.Feelka,Madziuleczka,marconi,fatum chcą by się zezłościła.Niech zacznie od Ciebie i powie Tobie sams2,że popychasz ciemnotę.Sądzę,że "wywrotowy" post umyślnie tak napisałaś.Psychologia namawia do złości.Może Twoja sams2 jest inna,ale tego "uroczego",faktu to nie zaznaczyłaś komediantko sams2.Chcesz Idze namieszać w głowie,bo i Tobie namieszano?Zlituj się nad sobą.Zły Ciebie więzi mocno.Czułam to w modlitwie za Ciebie samsik.Zły wkrótce przejmie Ciebie na własność.Katastrofa.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: sams2   Data: 2018-02-09, 14:35:00               Odpowiedz

            Fatum, na twoje niezrozumienie mojego postu i próbę straszenia mnie diabłami nie czuję złości a rozbawienie :). Oj, biedna ty.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: fatum   Data: 2018-02-09, 14:48:27               Odpowiedz

            Super,że coś w ogóle czujesz.Mam smutną wiadomość dla Ciebie.Ja nie straszę.Ja piszę poważnie.Zły jest zainteresowany,abyś nigdy nie wymówiła słowa Jezus.Jest przebiegły i nie znosi ludzi wierzących w Jezusa i w Jego Matkę Maryję.Kiedyś w trudnym czasie jak będziesz czytała tego posta to zrozumiesz więcej.Odchodzę od dyskusji teraz z Tobą.Czytać będę też i innych.*



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: feelka   Data: 2018-02-09, 14:55:15               Odpowiedz

            Co do robienia na przekór - zgoda. Ale złość jest chyba jednym z naszych zasobów? jeśli nie najważniejszym. Bo kto się za mną ujmie, kto mnie obroni, kto postawi złoczyńcy granice, jak nie moja złość? ona jest jak ten nóż trzymany na zapleczu. albo i wyciągnięty.

            Obojętność, śmiech, pobłażliwość - to też nasze zasoby, owszem, ale jeśli nie udawane, autentyczne; co łatwiej uzyskać w stosunku do obcych ludzi, jak sądzę. Prawdziwa obojętność - tak, ale ta z zamrożonych uczuć niby-obojętność, to żałosna broń dziecka, z czasów dziecka nad którym górowano.

            "Nic nie powinnaś, Iga. To jest proces. Nic nie wymuszaj, bo będzie gorzej"

            Fakt, to proces, nie wymusisz, więc nie miej poczucia winy że tobą Iga nie telepło. Sama się zdziwiłam, że napisałam o złości która "targa ciałem", bo gdy przed laty zawitałam na to forum - przedstawiałam się jako ta bez uczuć, i taka byłam; na nadużycia reagowałam milczącym zdziwieniem (..."to i takie ludzie są?... co tak robią?...tak się zachowują?..hm..)

            Wydaje mi się że bez złości (tej wewnęrznej, niekoniecznie wyrażonej, ale koniecznie uświadomionej sobie, odczutej) - trudno o asertywność. Wczoraj napisałam że konieczna jest wewnętrzna wolność, do asertywności. Ale nie uzyskam wolności, samorządności, jeśli nie mam poczucia, że się obronię, będę bronić. A poczucie, że będę się umiała bronić - daje jednak złość?



          • RE: piszemy o demonach.... pytaj o co chcesz;)

            Autor: decontraction   Data: 2018-02-09, 15:04:55               Odpowiedz

            Piąteczka Felcia ;)))Znów o tym samym innymi słowy hehe



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: decontraction   Data: 2018-02-09, 15:15:10               Odpowiedz

            "Obojętność, śmiech, pobłażliwość - to też nasze zasoby, owszem, ale jeśli nie udawane, autentyczne; co łatwiej uzyskać w stosunku do obcych ludzi, jak sądzę. Prawdziwa obojętność - tak, ale ta z zamrożonych uczuć niby-obojętność, to żałosna broń dziecka, z czasów dziecka nad którym górowano."

            I to Fela moim zdaniem idealnie wpisuje się w wypieraną historię z dzieciństwa Sams ...i nic dziwnego ,że tak właśnie Sams myśli/radzi sobie z ta historią...



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: sams2   Data: 2018-02-09, 15:19:24               Odpowiedz

            Felka,
            Ja znów nie jestem zwolenniczką wpędzania w poczucie winy z powodu uczuć, choc znów nie sądzę, żeby na Igę jakakolwiek gadanina nasza miała wpływ. Ktos bardziej odczuwa złość ktoś inny mniej - kwestia biologiczna. Ja też odczuwam złość- bardzo szybko, ale lepiej mi sie nie "nakręcać". Szkoda serca.
            A zadawniona, ukryta złość (czy agresja) nie musi się pokazywać wprost. To może być też bierna agresja, "robienie na przekór", żart, przekąs etc, etc. Gdyby tak się przyjrzeć, to pewnie Iga często się złości na faceta i chce mu przykopać, ale nie wie, że to złość/agresja właśnie.

            Złość może sygnalizować naruszenie granic, ale tez i inne uczucia np. strach. Ciało mówi, co się dzieje.

            A poczucie, że będę się umiała bronić - daje jednak złość?

            Nie sądzę. Złość daje to, że twój organizm przygotowuje sie do fizycznej walki lub ucieczki. Tak, czasem trzeba, ale poczucie, że się obronisz pochodzi z tego, że się kiedyś obroniłaś i wyrzut endorfin był milutki. Lub z tego, że nie musisz wkładać w to dużo energii a jednak inni respektują twoje granice. Kwestia pewności siebie, odpowiedniej postawy, ciała, głosu etc a nie złości.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: decontraction   Data: 2018-02-09, 15:33:10               Odpowiedz

            "Nie sądzę. Złość daje to, że twój organizm przygotowuje sie do fizycznej walki lub ucieczki. Tak, czasem trzeba, ale poczucie, że się obronisz pochodzi z tego, że się kiedyś obroniłaś i wyrzut endorfin był milutki. Lub z tego, że nie musisz wkładać w to dużo energii a jednak inni respektują twoje granice. Kwestia pewności siebie, odpowiedniej postawy, ciała, głosu etc a nie złości."

            No właśnie to jest sedno ,bo każdy sądzi wg siebie ...hehe
            Nie przypominam sobie ,aby Iga miała w swej historii poczucie ,ze kiedykolwiek obroniła sie przed mężem ...
            ba wkładała zdaje się wiele wysiłku i energii aby w sposób "cywilizowany " mężowi wytłumaczyć/pokazać swoje granice ...
            bezskutecznie zdaje sie ...:(

            Iga po prostu nie ma tej pewności siebie i to jest proces do wypracowania na bazie złości w terapii ...
            to nie spada z nieba ...
            chyba ;)))



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: feelka   Data: 2018-02-09, 15:43:23               Odpowiedz

            "Złość daje to, że twój organizm przygotowuje sie do fizycznej walki lub ucieczki (.....) Kwestia pewności siebie, odpowiedniej postawy, ciała, głosu etc a nie złości."
            Sprzeczność jakaś.

            "Złość daje to, że twój organizm przygotowuje sie do fizycznej walki lub ucieczki" - no właśnie. A gdy się tak przygotuje - to czuje że ma zasoby (do walki lub ucieczki), więc rośnie pewność siebie? jeży się postawa ciała, głos jak stal..., komórki wszystkie mówią: stop, bo zawalczę!

            Fakt, "robienie na przekór" to złość która idzie bokiem, nie gra w otwarte karty. Ale to zaczęłabym na początek obserwować sobie siebie, ciało, w tym "buncie robienia na przekór".



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Madziuleczka   Data: 2018-02-09, 15:47:29               Odpowiedz

            ""Złość daje to, że twój organizm przygotowuje sie do fizycznej walki lub ucieczki......
            Kwestia pewności siebie, odpowiedniej postawy, ciała, głosu etc a nie złości."

            A tego to nie rozumiem.
            Zlosc to emocja, ktora wplywa na cialo tez.
            Wiec moze uczucie zlosci "odpowiednie i adekwatne" jest w pewnym sensie pewnoscia siebie.
            Ot, slucham swego ciala, swej duszy....i dzialam jak mi zle;)



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: decontraction   Data: 2018-02-09, 15:54:53               Odpowiedz

            To proste...
            jak Cie zbir fizycznie zaatakuje w ciemnej ulicy ,to nie bedziesz mu z pobłażliwościa tłumaczyła, czy też nie odwrócisz sie na piecie z pełnym wyższości lekceważeniem ,bo nawet jak ci sie to uda ,to dostaniesz w łeb...od tyłu
            po prostu



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: feelka   Data: 2018-02-09, 15:56:12               Odpowiedz

            "Złość daje to, że twój organizm przygotowuje sie do fizycznej walki lub ucieczki(.........)
            Kwestia pewności siebie, odpowiedniej postawy, ciała, głosu etc a nie złości."

            Bo to ja skróciłam początek i koniec akapitu Sams, z zaznaczeniem że wyszła sprzeczność, tych dwóch zdań.

            "Zlosc to emocja, ktora wplywa na cialo tez"
            Najpierw na ciało. I nadaje mu wyraz, ale też pewność siebie. (pewność siebie - pod warunkiem że jest świadoma!że ja ją sobie obserwuję. Bo jeśli ciało się zjeży i od razu walnie bo pracownik na stacji benzynowej za wolno podchodził.. to nie będzie wyrazem pewności siebie ale tylko wyrazem frustracji dziecka)



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Madziuleczka   Data: 2018-02-09, 16:03:00               Odpowiedz

            "Najpierw na ciało. I nadaje mu wyraz, ale też pewność siebie. (pewność siebie - pod warunkiem że jest świadoma!że ja ją sobie obserwuję. "

            Spoko, Felka.
            Ja wiedzialam o co Ci chodzi.
            Przeciez troche zdrowego rozsadku mam;)

            Dlatego pisalam o adekwatnej reakcji na uczucie zlosci.
            Roznie mozna zlosc wyrazic i nie odrazu trzeba z giwery ladowac w przeciwnika......
            Ja mysle ze o skrajnych przypadkach tu nie rozmawiamy, bo te to w kaftan:))

            Uczucie zlosci, tak jak i inne uczucia pokazuja nam stan rzeczy....co w nas hula....tanczy, czy placze.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: sams2   Data: 2018-02-09, 16:05:41               Odpowiedz

            "Złość daje to, że twój organizm przygotowuje sie do fizycznej walki lub ucieczki (.....) Kwestia pewności siebie, odpowiedniej postawy, ciała, głosu etc a nie złości."
            Sprzeczność jakaś.

            Nie, dlaczego? Złośc jest ostatnia deską ratunku. Tj mobilizujesz się, bo ktoś przekroczył twoje granice. A może po prostu nie zauważyłaś że sie do tych granic zbliżał? Nie zadbałaś by mu zakomunikować, że się zbliża? Złość to straszna strata energii, lepiej zapobiegać. Tj agresorowi nie powinno nawet przyjść do głowy że może cię skrzywdzić i że to będzie łatwe.

            A gdy się tak przygotuje - to czuje że ma zasoby (do walki lub ucieczki), więc rośnie pewność siebie? jeży się postawa ciała, głos jak stal..., komórki wszystkie mówią: stop, bo zawalczę!

            Niekoniecznie. Tj może tak być ale może sie tez włączyć w stresie mechanizm uciekam lub udaję że mnie nie ma. Zatyka po prostu, wbija w ziemię, złośc przychodzi po fakcie i jest stratą energii. Też można się palić od razu, ale jeśli nie masz umiejętności, nie wyjdzie. Tj spalisz się a efekt może być marny. Trzeba raczej ćwiczyć taką postawę zniechęcającą oraz spokojne, stanowcze komunikaty. Jasne, złość pomoże, bo przestaniesz myśleć "co o tobie pomyślą":), ale to nie jest wszystko. Agresora trzeba odstawić od siebie spokojem a nie nakręcić jeszcze dodatkową agresją.

            Inaczej: złość nie oznacza z automatu skuteczności.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Madziuleczka   Data: 2018-02-09, 16:10:06               Odpowiedz

            "Trzeba raczej ćwiczyć taką postawę zniechęcającą oraz spokojne, stanowcze komunikaty. Jasne, złość pomoże, bo przestaniesz myśleć "co o tobie pomyślą":)"

            A ja mysle, Sams, ze ty mylisz uczucie zlosci z wyrazaniem zlosci.
            Przeciez taka "zdrowa zlosc", mozna "zdrowo wyrazic".
            Zlosc moze sygnalizowac "ze cos nie tak", moze tez napedzac.
            Chyba ma wiecej funkcji niz tylko "ucieczka lub walka".



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Madziuleczka   Data: 2018-02-09, 16:13:57               Odpowiedz

            "Jasne, złość pomoże, bo przestaniesz myśleć "co o tobie pomyślą":)"

            Ty ciagle piszesz o jakies slepej zlosci....wrecz wscieklosci bez zadnej kontroli.
            A ja o zwyklej emocji, ktora jak kazda emocja, jest potrzebna.
            Nooooo, chyba ze Nirwane osiagniemy, to paszol won emocjo:))



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: sams2   Data: 2018-02-09, 16:23:21               Odpowiedz

            ty mylisz uczucie zlosci z wyrazaniem zlosci.

            może mylę, nie wiem. Ale piszemy w kontekście "co ta złość robi" więc nie chodzi tylko o uczucie. Zresztą e-mocja= wprawienie w ruch. Więc jakoś to uczucie w ruch ma wprawić, po to jest, byle ten ruch z sensem.

            W postawie "nie zbliżaj się, tu są moje granice" nie widzę ani złości ani agresji. To kompletnie inne rzeczy.

            Pod złością jest też lęk. Pies który sie boi strasznie szczeka. O to chodzi, by się nakręcać i szczekać? Ok, ale ja nie lubię i odradzam, bo męczące. Każdy na stres reaguje po swojemu, dlaczego akurat ta złość ma być potrzebna.Że niby wyzwala? To nieprawda. Nakręca do dalszej złości. Kiedyś był taki eksperyment, że pacjenci mogli sie bić piankowymi rurami albo rozwalać samochody. Niewiele to im pomagało. Można sport uprawiać do upadłego czy sie bić- ale czy to jest sensowne i skuteczne- nie.
            Pod złością jest zawsze coś innego (lęk, pragnienie kontaktu, pragnienie miłości, akceptacji etc). To "coś innego" trzeba poddać refleksji. Tak sądzę, choć każdy oczywiście ma swoją drogę.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: feelka   Data: 2018-02-09, 16:33:40               Odpowiedz

            "W postawie "nie zbliżaj się, tu są moje granice" nie widzę ani złości ani agresji. To kompletnie inne rzeczy"

            Dziwne. Może dla kogoś kto od urodzenia ma kontakt ze złością, kontakt nie zamrożony - jest to niewidoczne z powodu przyzwyczajenia, tak jak niewidoczne są rzeczy oczywiste.

            Nie słyszałaś nigdy "nie zbliżaj się" powiedzianego takim głosem, takim tonem, piskliwym, płaczu bliskim, niepewnym, że agresor może tylko śmiechem wybuchnąć? albo asertywności sztucznej, wyuczonych słów na kursie - bez pokrycia w ciele? Możesz powiedzieć - pokryciem w ciele, bazą do tej postawy nie jest złość ale pewność siebie. Ok, ja jednak cały czas o tym - że nie dojdzie nikt do pewności siebie, kto nie poczuł siły w mięśniach, oparcia w ciele - jakie daje złość.
            Pewność siebie jest może w głowie, ale musiała mieć bazę w ciele, w ugruntowaniu, we wparciu się w ziemię, w napięciu mięśni, w szybszym krążeniu krwi, w emocji.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: feelka   Data: 2018-02-09, 16:47:00               Odpowiedz

            "Pewność siebie jest może w głowie, ale musiała mieć bazę w ciele, w ugruntowaniu, we wparciu się w ziemię, w napięciu mięśni, w szybszym krążeniu krwi, w emocji"

            Powinnam była dodać, że pewność siebie MIĘDZY INNYMI musiała mieć bazę w ciele, w doświadczeniach złości. Bo oczywiście na pewność siebie składa się wiele innych naszych doświadczeń i cech.

            A najważniejsza z nich.... miłość ;)))



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: feelka   Data: 2018-02-09, 17:07:07               Odpowiedz

            Miałam się zamknąć, ale jeszcze się douczam :)

            "Zresztą e-mocja= wprawienie w ruch"
            Ruch - jako przepływający przez ciało impuls, szybsze bicie serca, krążenie krwi i hormonów ( przez te nieszczęsne komórki ;)

            "Pod złością jest zawsze coś innego (lęk, pragnienie kontaktu, pragnienie miłości, akceptacji etc). To "coś innego" trzeba poddać refleksji"

            Koniecznie, refleksji czyli świadomości.
            Ale temat zaczął się od obrony dziecka, syna. W tej konkretnej sytuacji to bym powiedziała, że pod złością jest tylko ... chęć obrony? bez szukania innych motywów i bez refleksji, bo nie ma czasu (refleksja to już potem?)

            Chociaż w sumie pod "chęcią obrony" jest lęk przed unicestwieniem. Ale złość taki lęk zamienia w odwagę, do walki.




          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Iga112   Data: 2018-02-09, 17:42:04               Odpowiedz

            Tak czytam i czytam...
            Napisałam że nie odczuwam złości a powinnam. Może słowo "powinnam" jest źle dobrane. Ale pomyślałam o pewnym konkretnym zdarzeniu. Nie poczułam złości bo wzięłam odpowiedzialność za jego czyn. I to źle.

            Ale rozumiem też co mówi Sams. Mąż często wkręca mnie w swoją "grę". I wtedy właśnie mogę ignorować jego zaczepki i robić swoje. Idę też w tym kierunku i już mi się to czasami udaje. Taka postawa "Nie interesuje mnie twoja gra".

            Tak też mi się skojarzyło, że na terapii ważne jest pytanie "Jak mi z tym?". Ma mi być z tym dobrze.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Madziuleczka   Data: 2018-02-09, 18:03:52               Odpowiedz

            " mogę ignorować jego zaczepki i robić swoje. Idę też w tym kierunku i już mi się to czasami udaje. Taka postawa "Nie interesuje mnie twoja gra". ..."

            To przy najmniej nie ignoruj krzywdy dziecka.
            Taka postawa ignoracji przyzwalasz zeby partner doprowadzal dziecko do rozpaczy, ktora opisywalas.
            Wiem ze sie zezloscis teraz (choc rzekomo nie umiesz odczuwac zlosci), ale musze napisac ze zal mni Twego syna:((

            Hmmmmm, mozna i tak zyc, tylko co to za zycie....



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: sams2   Data: 2018-02-09, 18:08:47               Odpowiedz

            Madziu,
            "nie interesuje mnie twoja gra" nie jest tożsame z "rób co chcesz z dzieckiem." To odmowa wejścia w czyjeś szaleństwo przy pozostaniu przy swoich priorytetach. Tak to widzę. Inaczej: nie dać sie oblepić cudzym szaleństwem, grą.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: sams2   Data: 2018-02-09, 18:04:59               Odpowiedz

            ref Iga
            Mnie uczyli tak i to fajny obrazek: nad ofiarą i agresorem wisi wstyd. Dziewczyna ten wstyd kupuje jak swój. Tak masz może z winą. Jest jakaś wina i ona wisi nad dwojgiem ludzi- kto ją sobie pierwszy weźmie? Albo tobie się wydaje że wisi i to bierzesz jak swoje. Łapiesz ręką i bierzesz jak ważkę.

            Iga, jak sie za mną nie zgadzasz to tego nie pisz. Nie musisz mnie jakoś usprawiedliwiać.:) Masz prawo do innego zdania i to mnie nie rani. Być może odreagowanie złości ( z dziecinstwa, na męża) na pewnym etapie pracy jest ok i to się pojawi. Ale ja zrozumiałam, że ty sie zmuszasz do złości bo "powinnaś" i się o to obwiniasz.

            Co do gry, ćwiczyłaś kiedyś krótkie komunikaty w stylu: "nie", "nie bo nie", "nie mam ochoty", "bo nie"- bez usprawiedliwienia? Po tym przerywasz kontakt i np. odchodzisz i zajmujesz się (ale autentycznie) swoim. Możesz tez nazwać sytuację "robisz to i to (np próbujesz mną manipulować, kłamiesz, nie mówisz prawdy, krzywdzisz nasze dziecko). Ja tego nie będę robić"- i przerywasz. Jasno, spokojnie, z kontaktem wzrokowym. Bo masz prawo nie bawić sie w to co cię niszczy. Natomiast myślenie, że złością zmanipulujesz męża i on będzie "nie myślał" to sorry, chyba to nie to. Nie zmienisz go, nie da rady.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Madziuleczka   Data: 2018-02-09, 18:16:51               Odpowiedz

            "Nie zmienisz go, nie da rady."

            No coz, to prawda.
            Ale, hmmmmm prawdy sa subiektywne;))

            Zmienic go nie zmienisz, czyli jego natury nie zmienisz, bo zachowanie owszem mozna zmienic, czyli ZADSAC szacunku.
            Bo, przede wszystkim ja tu widze brak szacunku do Twej osoby ze strony maza.
            Ja rozumie ze facio ma fantazje, ba rozumiem ze je wyraza i ze odwaznie potrafil sie nawet zapytac "a co Ty na to".
            Ale jak Ty na to "wal sie sam", to na tym powinno sie zakonczyc, a ten chlopek roztropek z gitara, uprawia PRZEMOC psychiczna na Tobie i dziecku.
            Wymusza, traktuje Cie przedmiotowo, bo jako dodatek do jego uciech, wiedzac ze Ciebie to rani.
            I nie wacha sie ranic tez dziecka.

            A Ty tu pobierasz nauki od Sams, jaka to Ty masz byc adekwatna, posagowa, niewzruszona i w ogole ponad.
            Sams, zapomniala ze taka Iga nie jest i zapomniala ze nie zmieni sie Igi!

            Ale, owszem natury swej nie zmienimy, ale udoskonalic mozemy;)
            A chocby miloscia do siebie, szacunkiem do siebie......



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Iga112   Data: 2018-02-09, 18:22:45               Odpowiedz

            Magda nigdy nie powiedziałam że mam zablokowaną złość. To teoria Fatum, może kogoś jeszcze. Nie godzę się na krzywdę dziecka. Nie patrzę jak zaczarowana gdy on krzywdzi dziecko. Ale z wałkiem za nim nie wybiegnę, bo to nie ja. Mówię "nie rób tego".
            Na początku tej całej historii wręcz wściekłam się i powiedziałam "spierd...j z domu". Chociaż na co dzień tak nie mówię. Ale skutek odwrotny. Moja złość, to jego wściekłość a zdolny jest wtedy do najgorszej głupoty np.zastawić się dzieckiem.

            Ale tłumaczę, że terapeuta mi mówi, że biorę odpowiedzialność za jego słowa i za jego czyny. Nie ma wtedy miejsca na "złość", bo tłumaczę go sobie...a bo nie wiedział, a bo nie chciał, a bo coś tam. I w tym sensie jest jakaś blokada, że nie dopuszczam prawdy a przez to złości.

            Ale tłumaczę też że ja nie muszę grać z nim w grę w stylu rozmawiamy o seksie i o tym, co on chce. Mogę przestać w to grać. I wtedy taka postawa o której pisała Sams.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Madziuleczka   Data: 2018-02-09, 18:34:33               Odpowiedz

            "Magda nigdy nie powiedziałam że mam zablokowaną złość"

            A to sa twoje slowa?:

            "Ale to prawda że nie mam złości. Wiem, że to niedobrze. Jak ktoś mi robi krzywdę to powinnam czuć złość. Czegoś się uczę na tej terapii;)"

            " Nie patrzę jak zaczarowana gdy on krzywdzi dziecko."

            Czyby?
            A to Twoje slowa:

            "Zawołał kiedyś syna i zaczął opowiadać mu o rozwodzie. Syn dostał histerii. On po takim "teatrze" wychodzi na piwo. A ja zostaję z roztrzęsionym dzieckiem."

            A Ty co drzalas i balas sie odezwac, bo moze odejsc?????

            Iga, nie, nie musisz byc tu szczera, ale na Boga, sprobuj z soba choc szczerosci.




          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: decontraction   Data: 2018-02-09, 18:41:27               Odpowiedz

            Madzia
            "Iga, nie, nie musisz byc tu szczera, ale na Boga, sprobuj z soba choc szczerosci."


            A to zdaje się jest właśnie największym problemem Igi :(



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: fatum   Data: 2018-02-09, 18:10:27               Odpowiedz

            Iga112 to słodkie,że posłodziłaś sams2.Ona jest parę ładnych metrów do przodu (to słowa feelki dla Madzi i słuszne)cokolwiek to znaczy.Sams2 potrafi (dla celów jej tylko znanych)być swoim przeciwieństwem i zaraz potem "sobą".-:)*Zmykam z wątku.Nic mi już nie przyjdzie do głowy.Powodzenia.I tak za dużo byłam w tym wątku.Oczywiście niczego nie żałuję,żeby nie było.*^



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: sams2   Data: 2018-02-09, 18:18:27               Odpowiedz

            Felka,
            ja ci nie zaprzeczam ale pokazuję inny aspekt złości :). Ja znów jestem wysoko reaktywna: szybko sie złoszczę, dośc długo i mocno i to wyrażałam. Moim zadaniem było złość uspokoić. To co robiłam pod wpływem złości było nieskuteczne. W moim przypadku złość była łatwa ale męcząca. I nie chroniła granic. Kiedyś terapeutka mi powiedziała "Nie bedzie pani musiała krzyczeć" I miała rację. Mówie jasno, raz i dobitnie i mam. Nie wiem jak to działa.

            Miewam oczywiście scysje, w które staram się nie wchodzić. Konfliktów nie mam- bo w nie wchodze w cudze gry. Ja jestem fajna do konfliktu, bo ludzie sie mnie trochę boją i zniszczenie mnie (symboliczne) biora za sukces. Ale ja mam swoje aikido :).

            Oczywiście masz rację, że wyzwolenie złości może pomóc. Np. walenie w poduchy z wrzaskiem, np wrzask na terapeutę. Ale cos za tym musi iśc dalej, to inaczej to będziesz wrzeszczeć bez przerwy aż się wszyscy przyzwyczają. Tak, to daje "poczucie mocy" ale to złudzenie. Mam koleżankę, która wrzeszczy, strofuje, gledzi, fuka i gada z przekąsem, z ataczkiem. A potem sie dziwi "nikt mnie tutaj nie słucha". I No jasne, że nie :).



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Madziuleczka   Data: 2018-02-09, 18:21:28               Odpowiedz

            "Kiedyś terapeutka mi powiedziała "Nie bedzie pani musiała krzyczeć" I miała rację. Mówie jasno, raz i dobitnie i mam. Nie wiem jak to działa. "

            Ty, dalej o wyrazaniu zlosci!
            A gdyby terapeutka powiedziala "prosze nie czuc zlosci" - to by byla zwyczajnie glupia:))
            Bo, nasze emocje sie pojawiaja i sobie sa!
            Calkowicie w nosie maja czy wolno im byc:))



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: sams2   Data: 2018-02-09, 18:31:02               Odpowiedz

            Madziu, ja nie umiem rozłączyć. E-mocja ma kilka komponentów, ja nie umiem destylować. :)
            Nie odczuwam złości jak mówię jasno. Nie ma złości we mnie. Po prostu czuję siebie i mówię. To nie wchodzenie w scysje jest też ze mnie. Po prostu zastanawiam się czy chcę. Stwierdzam, że mi sie nie chce, przekierowuję uwagę i tyle. W 90% przypadków działa. reszta to jeszcze 10% obrona ego ;)

            Co do "proszę nie czuć złości" to tak samo głupie jak "powinnam odczuwać" okraszone poczuciem winy. Jasne, że nie. Nie chodzi mi o to, zeby Iga nie odczuwała ale żeby nie obwiniała się lub zmuszała do odczuwania lub nieodczuwania.

            Ja wiem, że dla kobiet w patriarchacie złość jest czymś ważnym, tak samo jak w narracji terapeutycznej. Ale po złości i pod złościa jest wiele innych rzeczy.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Madziuleczka   Data: 2018-02-09, 18:42:53               Odpowiedz

            "Madziu, ja nie umiem rozłączyć. E-mocja ma kilka komponentów, ja nie umiem destylować. :)"

            Tu nie potrzebne sa zadne umiejetnosci, bo oczuwanie emocji jest po prostu czyms innym niz ich wyrazanie!
            Wyrazac mozna je na milion sposobow.
            A occzuwac mozna w roznnym stopniu nasilenia.
            Ot, roznica skali;)

            "Co do "proszę nie czuć złości" to tak samo głupie jak "powinnam odczuwać" okraszone poczuciem winy. "

            Zaczne od konca, czyli gdzie Ty widzisz tu jakies wplywy na poczucie winy??
            I znow musze Ci zaprzeczyc, bo jest ZASADNICZA roznica miedzy "prosze nie czuc" a "powinna odczuwac".
            Po pierwsze, "powinna", mozna interpretowac jako "dobrze by bylo".
            Po drugie, NATURALNYM stanem sa ROZNE emocje, prak jakies, jest w pewnym sensie duza wada, a wrecz uposledzeniem.
            Po trzecie, da sie na terapii choc poczuc namiastke roznych emocji, choc dowiedziec sie ze takie sa...
            A NIE CZUC czegos co sie czuje - NIE DA SIE.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Madziuleczka   Data: 2018-02-09, 18:50:09               Odpowiedz

            "Po trzecie, da sie na terapii choc poczuc namiastke roznych emocji, choc dowiedziec sie ze takie sa..."

            I dodam ze sa calkowicie czym naturalnym.
            Ze sa i juz, ze wyparcie ich TO SAMO ZLO:))

            A ze sie daje im czasami w zly sposob upust, to tez zle, no ale to dwie rozne rzeczy.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Madziuleczka   Data: 2018-02-09, 18:57:35               Odpowiedz

            "Ale po złości i pod złościa jest wiele innych rzeczy."

            I zeby one, wylazmy jak te przyslowiowe glizdy po deszczu, to nie wolno wypierac zlosci, tylko ja odpowiednio wyrazac czy wrecz ja po prostu odkryc w sobie.
            Co oczywiscie nie oznacza ze jak ta zlos odkryjemy to walimy w czacze meza walkiem, lub odstawiamy jakies niekontrolowane cyrki;)
            My tu mie o szalencach chyba gadami, co to nie potrafia panowac nad instynktami, emocjiami i nad wlasnym jescestwem...



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: decontraction   Data: 2018-02-09, 19:25:29               Odpowiedz

            Madzia
            "Tu nie potrzebne sa zadne umiejetnosci, bo oczuwanie emocji jest po prostu czyms innym niz ich wyrazanie!"

            A może Iga boi się czuć ?I to nie tylko złosci ...
            No wlaśnie w czym tak naprawdę tkwi problem Igi ?
            Dlaczego pozwala na to "oblepianie cudzym szaleństwem, grą." ?
            Może problem zasadza sie w lęku maskującym tę złość nie odczutą ?
            A może to strach przed odczuwaniem lęku ?

            No właśnie ...
            A czego Iga boi sie utracić najbardziej ?

            1. Wypadów rodzinnych na kajaki ? ;)))sorry;(
            2. Poczucia bezpieczeństwa ?
            3. Wypracowanego zewnętrznego wizerunku doskonałej rodzinki ...typu : co ludzie powiedzą ,jak sie dowiedzą ...
            prawdy ?
            4. Czy tez własnego wyimaginowanego wizerunku świata /rodziny w której żyje ?

            Nie łudźmy się i nie oszukujmy Igi ,ze jest łatwo ...
            bo nie jest łatwo ,pogodzić sie ze stratą ...
            i to już nie tyle ze stratą wyimaginowanego bezpieczeństwa ,czy też doskonałego faceta/męża//kochanka /opiekuna rodziny /ojca dzieciom /zarządcy/organizatora/bankomatu ;) itd itp, bo to pewnego rodzaju fikcja , którą Iga zaczyna dostrzegać ...
            co z pewną wizją, że moje dobre małżeństwo już się skończy(ło), ze już nie będzie/nie jest jak w bajce
            ,że zgodnie
            ,że do śmierci
            ,że to jedyna/prawdziwa miłość mojego życia itd itp

            Myslę,że stosunkowo łatwo zobaczyć, ze ten facet przy moim boku to agresor, manipulant i oszust, a nie tam żaden książę ... trudniej natomiast pogodzić się z utrata swoich marzeń o tym rycerzu na białym koniu ,czyz nie ?

            Myslę ,że chyba najtrudniej jest nam, pogodzić sie z utratą tego mitu ...

            :(który gdzieś tam, latami w sobie hodujemy,czy tez hołdujemy mu...
            utratą tej wizji raju/cudownego obrazu...( jak u Rubensa i Brueghla)szczęśliwego, zgodnego stadła ,aż po grób ... ;)

            ,poniewaz utratę tego wyobrażenia na temat swojego związku, utozsamiamy z życiową porażką ...

            i tu jest pies pogrzebany,czyz nie ? ;)

            Tylko mnie Madzia nie pytaj... czy pies miał i na co mu były te buty, ok ? ;)



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Iga112   Data: 2018-02-09, 19:58:40               Odpowiedz

            Nie wiem. To może boję się wyrażać złość. Bo moja złość to jego wściekłość, to jego głupota, to jego nieobliczalne zachowanie...
            Nie boję się odezwać, robię to wciąż chociaż wiem że spotka mnie za to "kara". Mój związek od zawsze był taki. Były inne problemy, ale były. Przez lata wypracowałam sobie metody radzenia sobie z nim. Dziś już mogę dopuścić taką prawdę o moim małżeństwie. Ale dopuścić prawdę a znaleźć w sobie siłę aby to przerwać to dwie różne rzeczy. Łatwiej wierzyć że wszystko się ułoży.
            Wciąż gram z nim w tą grę.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: mimbla1   Data: 2018-02-09, 20:12:45               Odpowiedz

            Zajrzyj do tego listu. Iga

            http://www.alkoholizm.jawnet.pl/list-do-mojej-zlosci-t1320.html



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: fatum   Data: 2018-02-09, 20:34:10               Odpowiedz

            Mimbla1 dobra robota.Też przeczytałam i szczerze powiem,że pierwszy raz czytam takie trafne informacje.Serio mimbla1 dobra robota.Bardzo.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: fatum   Data: 2018-02-09, 23:23:59               Odpowiedz

            ""Uprzytomiłam sobie,że ci którzy głoszą kazania o przebaczeniu i potępiają złość,sami mają głęboki problem z nierozpoznaną własną złością"".



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: decontraction   Data: 2018-02-09, 20:41:46               Odpowiedz

            Iga
            "Dziś już mogę dopuścić taką prawdę o moim małżeństwie. Ale dopuścić prawdę a znaleźć w sobie siłę aby to przerwać to dwie różne rzeczy. Łatwiej wierzyć że wszystko się ułoży.
            Wciąż gram z nim w tą grę."

            Doskonale Cię rozumiem Iga ...
            ale Ty już wiesz,że nic się samo nie ułoży ...
            ,że oszukujesz samą siebie,bo wiesz co bedzie na końcu tej gry ...
            ,bo to bardzo przewidywalne...
            dwoje przegranych ... ?:(((

            Ta droga będzie okupiona cierpieniem...
            ale to zrozumiałe ,ze potrzebujesz czasu...
            nie rezygnuj z terapii i pracuj wytrwale...

            Z perspektywy i od siebie mogę Ci tylko powiedzieć,że paradoksalnie nigdy w moim małżeństwie (no może jedynie na początku, kiedy mój ex bardzo się starał) nie czułam sie tak szczęśliwa jak obecnie, kiedy jestem sama ...:)))
            Wszystko to zawdzięczamy chyba naszym strasznym wyobrażeniom, jak to samemu jest źle na świecie ...
            , a guzik prawda ... ;)))

            Nigdy wcześniej nie miałam poczucia takiej wolności samostanowienia o sobie, takiego komfortu poświęcania sobie maksimum czasu, energii, uwagi ...
            No nareszcie mogę dopieszczać się maksymalnie i bezkarnie ,bez poczucia winy,że komuś, coś odbieram (mężowi ,dziecku , sąsiadowi hehe )

            I jeszcze coś... paradoksalnie ,kiedy dopieszczasz siebie, inni też chetnie i bez przymusu to robią ,wiec zadbaj Iga przede wszystkim o siebie ,ok ? :)))



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: decontraction   Data: 2018-02-09, 20:58:30               Odpowiedz

            PS
            Zdaje sobie sprawę ,że mi jest o tyle łatwiej ,ze mój pisklak juz dawno samodzielny i świetnie sobie radzi ,ale przecież posiadanie dzieci, nie musi generować tylko nieszczęścia i balastu na pozostałe dni Twojgo życia Iga ...
            ba ... na początkowym etapie osamotnienia po stracie, świadomość ,ze masz "dla kogo żyć", może Ci nawet ułatwić/pomóc ...a w późniejszym etapie nawet stanowić pewnego rodzaju "wsparcie w dzieciach "...
            i chociaż osobiście nie jestem zwolenniczką teorii "wymuszania"na potomkach wdzięczności i opieki ;) to wiem ,że na pewnym etapie i dla niektórych ludzi może to być niezaprzeczalną wartością w życiu .

            Najważniejsze jednak jest nauczenie sie życia dla samego siebie (to o czym tu Madziulla wielokrotnie nawijała,o tej mądrej miłości własnej:), bo nic w życiu nie jest w stanie zastapic Ci, tej wolności i radości z kochania samej siebie Powodzenia :)))



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Madziuleczka   Data: 2018-02-09, 21:21:56               Odpowiedz

            Pieknie to napisalas Luska:))
            WZRUSZYLAM sie!
            I jeszcze ten "list do zlosci"....choc mnie na chwilke "na mamuske" nakrecil, to na koniec tez wzruszyl.

            Biore do lozka zaraz jakis podrecznik naukowy, tak dla rownowagi zeby mi emocje opadly:))

            P.S. jestes piekna Luska. Piekna jak wsrodku tak na zewnatrz:))



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: decontraction   Data: 2018-02-09, 21:34:13               Odpowiedz

            "jestes piekna Luska. Piekna jak wsrodku tak na zewnatrz:))"

            Madziul przypomniał mi sie ten stary dowcip jak to facet mówi do swojej dziewczyny :
            -Masz w sobie coś pieknego ...
            -Ooo ,a co to takiego ? pyta ona
            A już nic,właśnie wyjąłem ;)))



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: sams2   Data: 2018-02-10, 07:23:55               Odpowiedz

            Iga,

            Przed tobą bardzo długa droga. Bo w każdym poście punktem odniesienia jest mąż.
            Więc jednak czujesz złość, ale boisz sie wyrażać, bo gracz silniejszy. Po prostu wyrzuć z tej układanki gracza. Przestanie cię wkurzać i "karać". "Karze" ktoś komu dajesz władzę nad tobą, nikt obojętny nie może cię ukarać. Byłby wtedy śmieszny w twoich oczach, przez chwilę.

            Nie wiem co tu bylo pisane wcześniej (bo nie czytałam wątku po twoim oświadczeniu, że rezygnujesz z terapii, to po prostu nie miało sensu), ale taki schemat: wypieram swoje, boje się wyrażać, boję się czyjejś złości, boje sie swojej złości, usprawiedliwiam innych i siebie to są schematy z dzieciństwa. To schemat :przekroczyłam tabu (np nie uważam męża za dobrego partnera) - musze się ukarać (poczucie winy, wyznanie winy)- lub ukarają mnie inni (on ma prawo mnie ukarać, wkurzyć się). To są oczywiste bzdety, bo w normalnym związku każdy może wyrazić uczucia i to nie narusza więzi i nie ma powodu do samo-karania. W ramach tego samo-karania jesteś w terapii być może, ale to akurat dobre. Nie wiem jak było u ciebie w domu, ale to tam jest klucz a nie w twoim mężu. On tylko wyzwala w tobie istniejące schematy. W jakiś sposób cię "uczy"- podsuwa ci twój problem pod nos, do rozwiązania. I będzie podsuwał tak długo aż ten problem rozwiążesz w sobie. Nie na zewnątrz. Szukaj analogii.

            Jesli chodzi o rękoczyny, wyzwiska i wrzaski, to po prostu to nagrywaj. W przypadku gdy czujesz zagrożenie np. mąż niszczy coś w domu, podchodzi za blisko, próbuje ciebie uderzyc, bije dziecko, wyżywa się na nim psychicznie, oczernia ciebie w jego oczach- nagrywaj wszystko, i jeśli trzeba wzywaj policję. Zapytaj też terapeutę jak sobie możesz pomóc w sytuacji gdy boisz się agresji męża. I zeby było jasne: to nie ty "prowokujesz", ale to, że w jakiś sposób ofiara zaczyna sie wymykać. A to budzi złość agresora, tak.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: feelka   Data: 2018-02-09, 21:18:58               Odpowiedz

            Sams: .."Mówie jasno, raz i dobitnie i mam. Nie wiem jak to działa."

            A ja wiem. :) I cały czas o tym mówię. Że tak to działa, że ( w złości której nie czujesz bo jest u ciebie częstym gościem, oczywistym) że twoje serce przyspieszyło, krew napłynęła, w tym do gardła, języka, oczu i karku... - i dała tę DOBITNOŚĆ :)

            I ta "dobitność" jest już wyzwoleniem/wyrażeniem złości. Więcej nie trzeba. Na ogół.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: feelka   Data: 2018-02-09, 21:26:45               Odpowiedz

            Sams: .."Mówie jasno, raz i dobitnie i mam. Nie wiem jak to działa."

            A ja wiem. :) I cały czas o tym mówię. Że tak to działa, że ( w złości której nie czujesz bo jest u ciebie częstym gościem, oczywistym) że twoje serce przyspieszyło, krew napłynęła, w tym do gardła, języka, oczu i karku... - i dała tę DOBITNOŚĆ :)

            I ta "dobitność" jest już wyzwoleniem/wyrażeniem złości. Więcej nie trzeba. Na ogół.


            Magda: a dlaczego emocje mają ci czym prędzej "opadać"? nie możesz pobyć z nimi?



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Madziuleczka   Data: 2018-02-09, 21:33:40               Odpowiedz

            "Magda: a dlaczego emocje mają ci czym prędzej "opadać"? nie możesz pobyć z nimi?"

            Ze wzgledow praktycznych, czyli powinnym jutro mimo soboty, wczesniej wstac, a szkoda bo czuje "ladne" emocje ....
            W takich emocjach najladniejsze kazania sadzilam:))

            Ale, wiesz przylapalas mnie na czyms.
            Zawsze slysze ze jestem za emocjonalna, wiec z automatu pomyslalam ze musze ochlonac.......
            A przeciez takie ladne emocje pasuja do ladnej poduszki:)

            Ale, widze ze Luska w kazaniach jest niczym ja, za dobrych czasow:))



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: decontraction   Data: 2018-02-09, 21:42:13               Odpowiedz


            "Ale, widze ze Luska w kazaniach jest niczym ja, za dobrych czasow:))"

            Twoje kazania nie poszły zatem w las ;)))



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: feelka   Data: 2018-02-09, 21:45:01               Odpowiedz

            Nie, nie myślałam o kazaniach.

            O technice uwalniania emocji przez ich odczucie, bycie z nimi aż odejdą. O przytuleniu i wysłuchaniu w sobie tych cisnących się emocji.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Madziuleczka   Data: 2018-02-09, 21:50:34               Odpowiedz

            "O technice uwalniania emocji przez ich odczucie, bycie z nimi aż odejdą. O przytuleniu i wysłuchaniu w sobie tych cisnących się emocji."

            Felka, ale u mnie zawsze kleska urodzaju....
            Zawsze mi sie cisna....nooooo, ale nie zawsze takie ladne jak Luska:))

            Technika uwalniania emocji?
            A o tym powinnam sie douczyc...

            Dobranoc !



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: feelka   Data: 2018-02-09, 21:59:52               Odpowiedz

            Zapomniałam, o klęsce.. ;) To w kolejce ustawiaj.
            (Bo ja to jednak nadal nie mam za bardzo co uwalniać, więc pomyślałam: dlaczego ona nie korzysta z takiej okazji..., że się coś pojawiło... Heh, jak to każdy ma swoje zagwozdki)

            A co do "nie takie ładne", to w końcu w tym liście pani przytula jak najlepszego przyjaciela tę nieładną złość.

            No i to w sumie żadna "technika", to kontakt z sercem i duszą?
            Ponoć im rzadziej się je ogląda, te emocje, to one tym bardziej duszą ;)



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Madziuleczka   Data: 2018-02-09, 22:05:24               Odpowiedz

            Jeszcze moment i spadam;)

            " I cały czas o tym mówię. Że tak to działa, że ( w złości której nie czujesz bo jest u ciebie częstym gościem, oczywistym) że twoje serce przyspieszyło, krew napłynęła, w tym do gardła, języka, oczu i karku... - i dała tę DOBITNOŚĆ :)"

            Hmmm...tu zaciera sie granicy roznicy miedzy wyrazaniem emocji a odczuwaniem, bo leci z automatu.
            Albo, moze nic nie jest tu zaburzone, ani odczuwanie ani wyrazania...
            Gdy jedno szwankuje, wtedy roznica sie powieksza miedzy wyrazaniem a odczuwaniem.
            Zdajsie ze wiem teraz co Sams, miala na mysli, piszac ze nie destyluje;)

            "A co do "nie takie ładne", to w końcu w tym liście pani przytula jak najlepszego przyjaciela tę nieładną złość."

            Ja bym wyszla ze zlosc moze byc ladna, bo potrzebna, a chocby do zrzucenia tych klapek na oczach, o ktorych ta pani na koncu pisze.
            Ladna jest zlosc, byle by w zlosci pieknie sie zloscic:))
            A nie tak jak to mowia ze "w zlosci nie ma litosci":(

            Buzka i lece do poduszki.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: feelka   Data: 2018-02-09, 22:21:49               Odpowiedz

            Leć leć :)

            "jak najlepszego przyjaciela tę nieładną złość" - oczywiście "nieładną" było napisane ironicznie.


            "Hmmm...tu zaciera sie granicy roznicy miedzy wyrazaniem emocji a odczuwaniem, bo leci z automatu"

            Ja tak nie uważam, że z automatu, bo to był przykład Sams poprzedzony słowami (terapeutki): "nie będzie pani musiała wrzeszczeć" czy jakoś tak. Więc "wrzask" to by był bliżej "wyrażania jak leci", a Sams chodziło o "dobitny ino raz komunikat". On też jest wyrażeniem złości ( a nie tylko jej odczuciem jeśli o to ci chodziło) - ale na pewno nie "jak leci" z automatu, tylko w ryzach wynikłych ze świadomości: co się zbliża (wrzask i wybuch), co zamiast tego zrobię i po co to robię.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: sams2   Data: 2018-02-10, 07:05:35               Odpowiedz

            Felka,

            że twoje serce przyspieszyło, krew napłynęła, w tym do gardła, języka, oczu i karku... - i dała tę DOBITNOŚĆ :)

            Nie Felka, obawiam się, że tutaj ogranicza cię wyobraźnia. Nic mi nie przyspiesza a mój poziom pobudzenia jest minimalny. Nie trzeba szarpać się ze światem ze złością. Wystarczy jasno powiedzieć światu co się chce. Złość broni ego, maski- czasem konieczne i nie twierdzę, że jestem aniołem bo się nigdy nie złoszczę. Czasem tak. Ale to są incydenty.

            Złość nie jest tożsama ze skutecznością. Zlość to walka w bezradności. Pewność siebie jest skuteczna i nie jest bezradna, ta wypływająca z wewnątrz, a nie pobudzenie złością, gdzie traci się kontakt z rzeczywistością, marnuje energię by nic nie osiągnąć a pobudzić przeciwnika. Przeczytaj co pisze Iga- jej złość pobudza złość męża. Nie tędy droga.

            Wiem, że tego nie pojmujesz, myślę że na razie, bo to proste jak budowa cepa. Dla ciebie złość to coś na piedestale, jak tam dojdziesz to zobaczysz że jest jeszcze coś i że złość to nie jest to żaden król.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: fatum   Data: 2018-02-10, 11:38:32               Odpowiedz

            Feelka pisze zrozumiale nie tylko dla siebie,ale i dla innych.Sams2 pisze dla siebie.Często to podkreśla w postach.Dlatego nie ma powodu,by się "złościć",że sams2 tak pisze o złości.Pisze dla siebie.Sams2 nie pojmuje do końca jak to jest naprawdę ze złością u niej samej,bo tak postanowiła.A pisać może co tylko jej głowa wymyśli.A tak naprawdę to takim pisaniem woła sams2 o uwagę i zainteresowanie jej osobą,która pisze dla siebie.Śledzę pisanie sams2 i wiem,że nie kocha siebie i to jest smutne.Boi się bliskości tak bardzo,że nawet miłe słowo w jej kierunku powoduje napięcie,że zaraz potem pisze tak do tej osoby,by ją odsunąć jak najszybciej od siebie.Są tutaj osoby,które próbowały zbliżyć się do sams2,ale przerażona nie pozwoliła na taką bliskość.I nadal lubi pisać dla siebie.Kiedy ta Kobieta zrozumie,że jej można pomóc.Kiedy?Złość jest przyjacielem sams2 i zaprzeczając faktom tylko się "nabijasz" sama z siebie.To nie jest takie dobre.Odsuwa Ciebie od siebie



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: decontraction   Data: 2018-02-10, 12:34:03               Odpowiedz

            Sams już Ci o tym pisałam ,ze moim zdaniem mylisz pojęcia ,mieszasz w tym garze i robisz Idze krecia robote :(
            Czy Iga boi sie wyrażać tą złość, czy boi sie odczuwać złość ,czy jedno i drugie ?

            Aha i żeby nie było Sams ,Twój ostatni post jest dla mnie ok i niemal w pełni mogę sie pod nim podpisać ,ale to :

            "Nie trzeba szarpać się ze światem ze złością. Wystarczy jasno powiedzieć światu co się chce. Złość broni ego, maski- czasem konieczne i nie twierdzę, że jestem aniołem bo się nigdy nie złoszczę. Czasem tak. Ale to są incydenty. "

            to wg mnie wręcz urąga załozeniom psychologii ...ale do rzeczy

            O czym Ty Sams ? Jakiej maski ? Ty po prostu aspirujesz do roli Anioła i Idze tez chcesz te skrzydełka przykleić żeby wzleciała ku słońcu ...tylko obawiam sie,że ona jak Ikar rąbnie wraz z nimi w dół ... bo to nie prawdziwe skrzydła,a jakaś posklejana fikcja jest :(((

            Wiesz co Sams to ,ze Ty tylko czasem i , że incydenty ...
            śwadczyć moze jedynie o tym, że tak samo jak Iga boisz sie swojej złości i to zarówno jej odczuwania jak i wyrażania .A dlaczego ?
            To proste ...
            poniewaz złość to jedno z podstawowych uczuć wyrażające nasze niezadowolenie i jest skierowana przeciwko temu co stoi nam na przeszkodzie do osiagnięcia zadowolenia .Wiec normalny człowiek będący w kontakcie ze swoimi uczuciami odczuwa złość bardzo często ,bo zwykła codzienność nastręcza nam mnóstwo okazji do niezadowolenia .

            Dlatego też nie da sie ominąć jej odczuwania i twierdzenie ,że robie to bardzo rzadko, to jak wypieranie sie swojej fizjologi np wypróżniania ...no można mieć zaparcia, tylko w dłuższej perspektywie prowadzi to do cieżkiej choroby ,nieprawdaz ?

            I tak, skoro nie czujesz frustracji z powodu oczywistego dyskomfortu, to znaczy ,ze maskujesz /wypierasz to uczucie i to jest SZKODLIWE ,bo lekcewazony gniew pozbawia Cie szansy na zadowolenie ,a to juz prosta droga do depresji i całkowitej niemocy ... :(dlatego poszłaś na terapię Sams ? ;)

            Juz Ci pisałam Twoja historia z molestowaniem w tle ,brakiem reakcji ,niejakim przyzwoleniem najbliższych dorosłych, śwetnie obrazuje Twój sposób radzenia sobie z tą emocją . Wg mnie wyuczyłaś się, nie czuć gniewu,omijać go ,nie wyrażać złości i uważasz ,że to najlepszy sposób i ok Twoja sprawa, ale czemu lansujesz ten sposób jako jedynie słuszny ? Czemu zagadujesz problem Igi milionem swoich teorii ?

            Sams rolą emocji w psychice człowieka jest dostarczanie mu informacji na temat stopnia zaspokojenia jego potrzeb ,a kwestionowanie tej "oczywistej oczywistości" jest niczym innym jak zaprzeczaniem podstawowym założeniom psychologii jako nauki.

            No i ok możesz sobie kwestionować rolę psychologii,ale czy Twoje równoczesne korzystanie z jej dobrodziejstw to nie jest swego rodzaju schizofrenia ?

            No nie dajmy się zwariować ...:)))

            Dlatego wg mnie Madzina nademocjonalnosć jest zdrowsza od Twojego Sams "niedoczucia "(mój autorski termin ;)

            PS
            Fati i dlatego własnie nieźle mnie wkurzyła Sams ... ale dałam upust mojej frustracji i już mi lepiej hehehe



          • "Czemu zagadujesz problem Igi milionem swoich teor

            Autor: fatum   Data: 2018-02-10, 13:40:58               Odpowiedz

            teorii?".Tak doskonałej myśli nie mogę zaprzeczyć.Warto było teraz tutaj zajrzeć.Tulu dzięki.Sams2 nie jest jedyną osobą,która "zagaduje" problemy (swoje,innych).Bolesne jest to,że ona nienawidzi psychologów,terapeutów.Czytając sams2 jak kiedyś nadawała na P.B.Włodawca zapaliła mi się już wtedy czerwona lampka,która świeci nadal.Często miałam uczucie,że sams2 jest umyślnie tutaj "dana".Z nikim nie zaprzyjaźniła się.Poniekąd wywyższa się.I tak do końca to nie wiadomo w jakim celu tutaj pisze.Niby pisze,że pisze dla siebie,ale nie przeszkadza jej to,by np.zaczepiać feelkę i kiedyś Igę,ale Iga jest jeszcze nieuformowana i można nią manipulować.Sams2 przechwalała się,że w realnym świecie ludzie się jej boją.To wiele wyjaśnia.Jej osobowość wymaga pomocy i to fachowej.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: weronika502   Data: 2018-02-10, 13:43:06               Odpowiedz

            Pozwolę sobie się wtrącić, bo czytam z zainteresowaniem. Odczuwanie złości, a sposób jej wyrażania to dwie różne sprawy. Jestem zła, pozwalam sobie na odczuwanie złości, nie blokuję złości, oddycham tą złością, wiem że jestem zła, ale to nie oznacza że muszę tę złość uzewnętrznić w sposób destrukcyjny. Mogę wciąż będąc złą włączyć mój wewnętrzny wentyl bezpieczeństwa i cofnąć rękę podniesiona na dziecko, przestać wydzierać się na otoczenie, zaprzestać karzącego milczenia. Można przeżywać emocje nie wchodząc w szkodliwą dla siebie sytuację. Widziałaś kiedyś wściekłego psa? Zaatakujesz to ugryzie. Złość daje siłę przede wszystkim do spokojnego, asertywnego przedstawienia swojego stanowiska, potrzeb, daje siłę do złożenia wniosku rozwodowego, do pójścia na terapie, do przerobienia sytuacji w której się znajduje i stwierdzenia że nie potrzebuję tego człowieka. Wchodzenie w konflikt, pyskówki to tylko bicie piany i strata energii.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: fatum   Data: 2018-02-10, 13:59:06               Odpowiedz

            To prawda.Nie można tylko zapomnieć,że tak naprawdę to jesteśmy chodzącymi stereotypami i by się z tego wyzwolić to możemy nawet postępować tak jak ten przysłowiowy wściekły pies.Życie to nie jest bajka.Jak pomaga postawa "wściekłego" psa to z niej korzystam nie oglądając się na nikogo.Na weronikę502 też nie!*P.S. może Tulu napisze Ci weroniko łagodniej.Ja jestem zwolenniczką raczej wściekłego psa.Pomaga i to jest istotne.To moje życie praktyczne,a nie tylko teoretyczne.Zresztą weroniko nie dałaś swojego życiowego przykładu to nieco umniejsza to co piszesz.To fakt!



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: weronika502   Data: 2018-02-10, 14:33:27               Odpowiedz

            Jestem ekspertką od złości. Można powiedzieć że prowadziłam prace badawcze w tym temacie. Moja Matka nosi w sobie demona wściekłości. Jest chora na złość, im więcej jej okazuje, tym więcej złości w sobie ma. Taka studnia bez dna. Żaden wybuch nie jest w stanie jej uleczyć. Jak w chocholim tańcu. Myśle, że złość ja kiedyś zabije. Stąd wiem, że metoda wściekłego psa po prostu zła. Dla mnie złość to energia, im pozytywniej ją spożytkuje, tym lepiej się czuję.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: feelka   Data: 2018-02-10, 14:51:40               Odpowiedz

            "chora na złość, im więcej jej okazuje, tym więcej złości w sobie ma. Taka studnia bez dna. Żaden wybuch nie jest w stanie jej uleczyć"

            To dowodzi, że wyrażanie złości nie jest metodą, gdy jest bezrefleksyjne.

            Uwalnianie złości - to co innego, jest świadomym objęciem złości uwagą (nie przeciwnika obejmuję uwagą tylko swoją złość); to to co opisałaś w "wyoddychaniu jej"?



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: weronika502   Data: 2018-02-10, 15:01:27               Odpowiedz

            Myślę, że Mama wyraża złość, ale jej nie odczuwa. Wybuchając odsuwa ją od siebie, jak coś niechcianego, pozbywa się jej na zewnątrz, a w środku zostaje pustka, której nie da się zapełnić. No chyba że kolejną porcją złości. Ja, niejako w opozycji staram się ją odczuwać, tak jak pisałaś wyoddychać, być w złości, być ze złością. Nie wyrzucać jej od razu. Trudne to, nie zawsze się udaje. Za to jak się uda, daje spokój.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: fatum   Data: 2018-02-10, 15:28:55               Odpowiedz

            Weronika502,Ty serio tak doskonale znasz swoją mamę?Jesteś jej psychologiem?Acyciekawe zjawisko.Sama już sobie radzisz ze złością,ale o mamy złości też już wszystko wiesz.Ciekawe.Bardzo ciekawe.Chodziłaś na terapię weroniko?I czujesz się uprawniona krytykować niedoskonałą mamę?A mieszkasz sama?Masz komfort i spokój?Napisz coś o tym.Możesz?



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: weronika502   Data: 2018-02-10, 16:19:49               Odpowiedz

            Złościsz się kiedy ktoś w Twoim mniemaniu krytykuje mamy. Dzieci do Ciebie dzwonią? Kocham Mamę, ale żyję z nią wiele lat, a z zewnątrz widać lepiej.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: fatum   Data: 2018-02-10, 17:17:45               Odpowiedz

            Masakra.Żyjesz z mamą?A powinnaś żyć z jakimś padalcem (płci męskiej naturalnie).Skoro żyjesz z mamą to jest tu coś nie hallo.Dzieci z dowodami osobistymi powinne żyć samodzielnie.Ale Ty wolisz siedzieć na łbie matki?,bo tak jest Ci wygodniej?Weronika502 idź Ty Kobieto na terapię.Serio.Matce daj święty,należny jej spokój.Mam dobry kontakt z córką,jeśli to chcesz wiedzieć.Ale nie było łatwo i to sobie cenię,że komunikacja nasza przechodziła różne stadia.Dziś komunikujemy się tak,by nikt nikogo nie ranił i nie był zaborczy o to lub tamto.Trudny proces,ale dałam radę.Dziś polecam znajomym odpępnienie się od zaborczych dzieci.Ty chyba zdajesz się być takim zaborczym dzieckiem weroniko?Nie dajesz swojej mamie przestrzeni do życia,takiego jaki jej pasuje/odpowiada?Masz dzieci?Powiedz prawdę



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Adamos325   Data: 2018-02-10, 18:29:01               Odpowiedz

            Jak czytam Was, czasami piszecie mądrze, właściwie, merytorycznie, można wyciągnąć coś dla siebie, rozwinąć swoje myśli - ale dochodzę też do jednego, innego wniosku, konkluzji - każdy powinien być na terapii lub iść na nią, kto jeszcze nie chodził ;) Chyba nie tędy droga, rozumiem, że jest to jakieś rozwiązanie , kto ma jakieś problemy - ale na terapii nie można się też trzymać, trzeba iść dalej. Inaczej cały świat by chodził na terapię - i tam odnajdywał siebie, źródło szczęścia i pełniejszego życia ;)

            PS. Dochodzę do jeszcze jednego wniosku - wszyscy przeszliśmy przez terapię ale pewne problemy w nas pozostały, są tylko "nasze" - to jest nasza osobowość, jesteśmy z nią zżyci.

            Ale lubię Was czytać i czasami czytam - bo sam mam, przechodziłem przez podobne problemy, zastanawiam się tylko czy to "nie jest zamknięte środowisko" - w ogóle, czy można być kimś innym niż się jest, jak ukształtowało nas życie? Sam siebie nie widzę - dlatego pytam :)



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Adamos325   Data: 2018-02-10, 18:32:29               Odpowiedz

            Errata - \"na terapii nie można się też zatrzymać...\"



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: decontraction   Data: 2018-02-11, 10:20:13               Odpowiedz

            "ale dochodzę też do jednego, innego wniosku, konkluzji - każdy powinien być na terapii lub iść na nią, kto jeszcze nie chodził ;) Chyba nie tędy droga, rozumiem, że jest to jakieś rozwiązanie , kto ma jakieś problemy - ale na terapii nie można się też trzymać, trzeba iść dalej. Inaczej cały świat by chodził na terapię - i tam odnajdywał siebie, źródło szczęścia i pełniejszego życia ;)"

            A w czym by Ci to przeszkadzało Adamie ? ;)))
            A na terapie "powinien" chodzić ten, kto czuje ,ze ma taką potrzebę ;)

            Spokojna Twoja główka Adamie , bo światu nie grozi ,ani powszechna , ani przymusowa, ani niekończąca sie terapia ...ale myślę ,że gdyby tak było, to ten świat jeśli nie odnalazłby siebie, źródła szczęścia i pełniejszego życia, to przynajmniej byłby bardziej zrozumiałym dla nas wszystkich :)))



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: fatum   Data: 2018-02-11, 14:01:43               Odpowiedz

            Tulu,ale Adam chodził do psychologa.Dlaczego przestał chodzić to nie wiem.Nie pisał tutaj o tym nigdy.Może teraz obdarzy czytających swoim zaufaniem i po prostu dopisze.Miłego dnia.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Adamos325   Data: 2018-02-13, 22:55:44               Odpowiedz

            Decontraction - o Tobie też nie zapomniałem, o miłości do Ciebie ;) Tylko nie bój się jak Fatum - bo to jest miłość taka szeroka ;))

            No zgadzam się z Tobą - jak ktoś czuje, że ma potrzebę, że pomoże mu ona - to niech chodzi na terapię, jestem jak najbardziej za!! Ja również jak to czułem - to chętnie skorzystałem, i dobrze mi z tym, moje życie teraz jest szersze, więcej o sobie wiem. Chodziło mi tylko o to, czy to nie jest środowisko zamknięte? - tzn. czy każdy kto chodził na terapię, nie ma teraz tendencji zaraz do wysyłania na nią innych? - Fatum uważam że ma, poniekąd ;)) Jestem za sugerowaniem terapii - ale po głębszym poznaniu danej osoby, jej problemów i jeśli ona sama tego chce, to musi wyjść najbardziej od niej samej!! Mnie nikt nie nakłaniał, sam chciałem! - i dlatego dobrze tam się czułem, dużo skorzystałem. Choć Fatum uważa że mało! - ale z nią to mało co mnie już dziwi ;)

            No dobra Tulu, przyznaję Ci rację w ostatnim zdaniu, ładnie to napisałaś i ujęłaś - "świat byłby bardziej zrozumiały dla nas wszystkich" - Ciebie też lubię :) Tylko nie pisz mi tak za często - bo... Cię pokocham ;)) Ale wiesz, może ten świat inni rozumieją? - to tylko my, mała grupka ludzi miała, ma z tym trudności? Choć znam też takich ludzi którzy nie wszystko w tym świecie rozumieją - ale dają sobie radę, nie ma, nie miało to na nich takiego wpływu. Zresztą, my też dajemy sobie radę!! :)) Im dłużej się żyje, tym wydaje się że ten świat jest coraz słabszy..., zwariowany ;) - choć Piękno też w nim jest! - ale Piękno też jest może takie, że trzeba umieć je odkrywać...? - to jest rozwój naszego umysłu.

            Wchodzę w trochę trudne zagadnienia - dlatego muszę kończyć ;) Jedna prośba - nie oceniajcie mnie tak jednoznacznie, bo ja jestem wielokierunkowy, trochę artystyczny :) Wiem, że może to być trudne - dlatego wszystko, tzn. prawie wszystko przyjmuję :)



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: fatum   Data: 2018-02-14, 13:18:04               Odpowiedz

            Adam już drugi lub trzeci raz użyłeś słowa,że jesteś trochę artystyczny.Na czym to ma polegać to trochę a?Nie wiem jak Tulu,a ja chcę więcej wiedzieć o tym (t.a.).Napisz.P.S. podtrzymuję,że mało skorzystałeś z terapii,ale teraz dojaśnię,że po terapii nadal pracujesz nad sobą,poznajesz siebie lepiej i podobnie jak inni pragniesz miłości,czułości,zrozumienia totalnego Ciebie,słońca w ciele i w Duszy,i....)).Może ktoś odgadnie i dopisze więcej?Jesteś już deczko na tym Forum.Może Iga112 coś dopisze o Tobie lub marconi?-:)*^^/



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: sams2   Data: 2018-02-11, 18:27:12               Odpowiedz

            ref Adamos
            każdy powinien być na terapii lub iść na nią, kto jeszcze nie chodził ;) Chyba nie tędy droga, rozumiem, że jest to jakieś rozwiązanie

            Jeśli ktos sobie radzi w życiu to tak, nie tędy droga. Ale autorka wyraźnie sobie nie radzi- żyje w związku z przemocowcem i zaprzecza temu niszcząc siebie i dziecko. Co więcej, jest nauczycielką- nie chciałabym, żeby w szkole pracowały osoby z tak zaburzoną osobowością.Terapia jest w takim przypadku konieczna i dla takiej osoby i dla otoczenia.

            Terapia nie jest życiem, jasne. Czasem jednak jest konieczna właśnie dla takich osób. Oczywiście to ich wybór, bo czasem terapia tylko drenuje kieszeń nie dając nic, są także osoby które "chodzą" (bo to modne) ale nie pracują poza terapią. Ale wydaje mi się że pisanie po forach (o terapii i zamiast terapii) jest o wiele gorsze, wręcz kontrproduktywne. Takie fora są fajne do pogaduszek, w poważniejszym problemie pomóc nie mogą, są zwykłą stratą czasu. Stąd sugestia terapii- jak delikwentka chce coś w swoim życiu poprawić, oczywiście. Niestety, bardzo trudna jest praca z takimi kobietami. I często też te kobiety "giną", poddają się, wieszają na terapii lub na kolejnym przemocowcu. Widać tak musi być. Nie każdy z terapii korzysta, nie każdy decyduje się na zmianę, nie każdy chce pozbyć się lęku- co by ego zrobiło bez lęku, konfliktu i "ważności" :) Zmiana funkcjonowania, przebudowa osobowości to duża rzecz, nie każdemu się to udaje. Więc uważam, że terapia powinna być dostępna, ale nikt do terapii zmuszać nie powinien. Chcesz- żyj, pracuj, nie chcesz- umieraj. Okrutne to, ale tak jest, nikt nikogo za włosy nie wyciągnie. Terapia czy nie- liczy się tylko praca własna.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: fatum   Data: 2018-02-11, 20:56:47               Odpowiedz

            Sams2 to,że tobie terapia nic nie dała nie oznacza jeszcze,że Idze nie pomoźe.Z tym stwierdzeniem,że ty byś nie chciała,by podobne do Igi nauczycielki nie pracowały to grubo przegięłaś.Tobie sams2 terapia nie wyszła,a prawdopodobnie jeszcze pracujesz.Tym samym powiedz sobie samej,że ty nie powinnaś pracować tam,gdzie pracujesz.Chyba,że Dobry Bóg wywali ciebie wreszcie na emeryturę za dwa po pięćset i ani grosza więcej.No,może te 24złote jeszcze jako dodatek na papier toaletowy lub odświeżacz powietrza.Skoro takie fora (twoim zdaniem)są zbyteczne,to po jakie licho piszesz na nich?Hipokryzja w czystej postaci.Wrrr....)(^



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: feelka   Data: 2018-02-12, 22:56:15               Odpowiedz

            "Co więcej, jest nauczycielką- nie chciałabym, żeby w szkole pracowały osoby z tak zaburzoną osobowością"

            To pojechałaś.. Może żyjesz na Antarktydzie, stąd dbałość o niezetknięcie się z "zaburzoną osobowością" :) W przeciwnym wypadku ocierasz się o "tak" ciężko zaburzone co krok, nawet nie co dwa. Dzieci również.

            Nauczyciel ma nauczyć. I być dobrym człowiekiem. Tyle.

            A jeśli masz na myśli "wzorzec postaw" czy coś.., to od tego są rodzice. (Nauczyciel jeśli też - to cudownie, ale to już chyba w bonusie).

            I jeszcze: " nie każdy chce pozbyć się lęku- co by ego zrobiło bez lęku.." Hm, nawet mdlejąc i wymiotując? albo nie wychodząc z domu w fobii społecznej - też nie chce? taka pewność?



          • Antarktyda i feelka-:)

            Autor: fatum   Data: 2018-02-12, 23:24:45               Odpowiedz

            Też super poleciałaś z tą Antarktydą feelka.Sedno.Po prostu sedno.*P.S. sams2 jednak Ciebie lubi to nic niemiłego od sams2 Ciebie feelka nie spotka.Chyba,że spotka-:).



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: sams2   Data: 2018-02-13, 12:07:06               Odpowiedz

            ref Felka
            Nauczyciel ma nauczyć. I być dobrym człowiekiem. Tyle.

            Takie są moje preferencje. Osoby pracujące z innymi nie powinny przenosić np. na dzieci swojego stresu. Przemoc domowa, rozwód jest ogromnym źródłem stresu, który odbija się na otoczeniu zawodowym. Nauczyciele powinni dbać o swój dobrostan tak jak terapeuci. To, że do zawodu dopuszczani są ludzie zaburzeni i sfrustrowaniu nie jest normą, choć rzeczywistość nas do tego przyzwyczaiła.


            Hm, nawet mdlejąc i wymiotując? albo nie wychodząc z domu w fobii społecznej - też nie chce? taka pewność?

            tak, taka pewność. Podświadomość wypowiada się przez symptom nie wolę, "chęć" z poziomu świadomego. Pacjenci nie chcą porzucić swoich symptomów, które ich określają, budują odrębność, "psychologiczną" tożsamość. Co nie znaczy że przy tym nie cierpią.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Iga112   Data: 2018-02-13, 13:05:10               Odpowiedz

            A ja bym nie chciała aby mój dzieci uczyły nauczycielki impulsywne i wybuchowe.
            Mam takie koleżanki w pracy, które ani nie przechodzą przez rozwód ani przez przemoc domową, a drą się że słychać je na korytarzu.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: sams2   Data: 2018-02-13, 13:23:16               Odpowiedz

            Mam takie koleżanki w pracy, które ani nie przechodzą przez rozwód ani przez przemoc domową, a drą się że słychać je na korytarzu.

            tak, właśnie. Dobrostan i zrównoważenie bardzo ważne są.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: fatum   Data: 2018-02-13, 13:59:00               Odpowiedz

            "Dobrostan i zrównoważenie bardzo ważne są".Mówią to chętnie osoby,które....)).Normalnie w białych rękawiczkach "udusi" moją Igusię.Fajna gra.Kto będzie zwycięzcą?Kto to odgadnie,ten nie upadnie....)).Iga trzymaj się.Ja wymiękam przy "białych rękawiczkach".Za wysokie progi na moje świetne nogi.Pa Iguś.Trzymaj się dzielnie Kobieto.Trzymaj się!



          • Iga,czy to Twój uczeń?**^)...

            Autor: fatum   Data: 2018-02-14, 16:49:32               Odpowiedz

            Jeśli jeden nauczyciel nie jest w stanie uczyć wszystkich przedmiotów,to jak można oczekiwać,że jeden uczeń nauczy się ze wszystkich przedmiotów?P.S.Iga spokojnego dnia Walentynkowego.



          • RE: O terapii - z Sms2

            Autor: Adamos325   Data: 2018-02-12, 23:49:24               Odpowiedz

            Sams2, ładnie piszesz i zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości - zrozumiale i treściwie, merytorycznie, dajesz punkty, wątki i uzasadniasz swoje wypowiedzi - masz trochę mój sposób myślenia ;) Może nie we wszystkim generalnie się z Tobą zgadzam, choć w wielu punktach tak - ale dyskutując nie musimy się od razu zgadzać, każdy przedstawia swoje stanowisko i potem go analizujemy, różne punkty widzenia, dyskusja jest przez to bogatsza - ale chodzi mi o styl, sposób, uzasadnianie, zrozumiale przedstawiasz siebie :)

            Mi chodziło akurat tu o "moją Kochaną Fatum" ;) - bo... ona się często irytuje czyimiś wypowiedziami, zwłaszcza nowych osób - i mówi zaraz "marsz na terapię" - nawet jak już ktoś na tej terapii był, potem się dowiaduje - to mówi, uzasadnia, że widocznie się nie przykładał :) Może ma rację? - ale uważam, że nie zawsze, tak jak Ty mówisz Sms2, terapia, nawet jak już ktoś pójdzie - to wszystkim nie pomoże, bo... właśnie podstawowa zasada, najpierw trzeba chcieć, coś tam uzyskać - a wiec inicjatywa musi wyjść od nas, a nie od Fatum! ;) Ktoś może tylko dać wskazówkę - a ona tak mówi, jakby tu nie było żadnego sprzeciwu :)
            Sorry Fatum - oberwało Ci się, ale sama chciałaś! :)
            W tym wątku też, podsumowałaś Weronikę, że ma kłopoty z matką, czy matka z nią - i ma szybko iść na terapię, bo... Weronika jest niemożliwa, nieregulowana - i jak można wytrzymać z taką córką! Może Weronika popełnia błędy? - ale jej matka też nie jest święta, drażni Weronikę, przyczyna zawsze leży z dwóch stron - i jeśli już tak mówisz, chcesz być sprawiedliwa, to powiedz, żeby obydwie poszły, matka i córka! A Ty sygnalizujesz tylko ze swojego punktu widzenia, tylko co Ty aktualnie odczuwasz. Ja jeśli by były jakieś kłopoty w rodzinie, niezrozumienie, kłótnie - to chcąc to dobrze naprawić, cała rodzina powinna iść na terapię! A nie jedna osoba - ta którą wskażą inni członkowie. Tego najsłabszego najszybciej się oskarża,a on nie zawsze potrafi się bronić, bo to już wcześniej zostało mu narzucone, był niezrozumiały - i teraz tylko czasami broniąc się jak umie, reaguje agresją, nerwami - ale gdzie jest inicjator tego? - agresor, burzyciel - wyżej siedzi, bo... to on nie potrafił zrozumieć swojego dziecka, i teraz to dziecko jest jakie jest. Owszem, dziecko powinno iść na terapię, jeśli tego chce, potrzebuje - ale po to, żeby bronić się same przed sobą, żeby siebie zrozumieć - a nie matkę, owszem, matkę też po części - ale nie dla niej, tylko żeby jemu było łatwiej żyć...
            Widać tu jaka jest hierarchia wartości - i jak bardzo każdy broni swojej racji..., matka jako matka, ojciec jako ojciec, dziecko jako dziecko, choć ino jeszcze najmniej zasłużyło - a nie potrafi spojrzeć obiektywnie, dystansu, wczuć się w rolę tego drugiego człowieka - bo tu potrzeba większej wiedzy, profesjonalizmu, wrażliwości, uczuć na wierzchu - a nie życia tylko jak świat nas ukształtował i co natura nam dała...

            No i kontynuując naszą rozmowę Sms2 - przecież Iga chodzi na terapię, sama ją wybrała, chciała - dzięki niej inaczej widzi niektóre sprawy, szerzej, pomaga jej ona, jak sama mówi - więc nie o nią mi chodziło, niech chodzi, korzysta, dokąd będzie chciała, i wszystko jest dobrze, w porządku! Tak, dobrze że jest taka możliwość! - żeby wyprostować swoje życie w tym co możliwe.

            Tak myślę, zastanawiam się - czy najczęściej z potrzeby terapii, wsparcia, to nie muszą korzystać te osoby, które były, są za bardzo wrażliwe?? - choć nie wiem czy mam rację...

            Drugie co się też Sms2 z Tobą bardzo zgadzam - to tak, sama terapia nie wystarczy!! - trzeba też samemu chcieć i ze sobą pracować - to jest proces, czasami długi proces...
            Zgadzam się też - na forum, to sobie można pogaduszyć po terapii ;) - ja tu jestem przykładem, tak robię :) Przed terapią, żadnych forów nie szukałem. Ale..., kto mądrze przeszedł przez terapię - ten zaraz nie proponuje jej wszystkim innym, kogo spotka ;)) Najpierw trzeba szerszego rozeznania, wczucia się w tą osobę - i tu też jest potrzebna wrażliwość!

            Mądrze piszesz Sms2 - i się rozumiemy ;) Choć mnie trochę zdziwiłaś - uśmieszki rzadko pojawiają się w Twoich tekstach - ale dziękuję, to świadczy też o tym, że trochę wczułaś się we mnie i mnie rozumiesz ;)
            Miło było Cię posłuchać i z Tobą porozmawiać.

            Koniec chwili szczerości :)



          • RE: O terapii - z Sms2

            Autor: fatum   Data: 2018-02-13, 09:28:28               Odpowiedz

            I świetnie Adasieńku (sorry,że po staremu tak piszę,że posłodziłeś sams2.Dzięki przypięciu się do myślenia sams2 pewnie sądzisz,że tym samym zyskałeś to,czego oczekiwałeś.Guzik prawda.Sams2 przeszła terapię,ale chyba książkową.-:)*Ty też Adam niewiele z terapii zyskałeś moim mądrym zdaniem.*Rodzina Twoja nie przeszła terapii,a powinna.Znajomi Twoi są przed terapią i nie umiesz się z nimi dogadać.Pleciesz o Idze,że sama zdecydowała o pójściu na terapię,ale umniejszasz moje "popychanie Igusi w tym kierunku.Chcesz zbierać nienależne Tobie laury?Wypraszam sobie takie zachowanie Adamie.Wiem,że Idze pomogłam i nie dam sobie wmówić,że było inaczej.Ty podpinaczu pod cudze sukcesy nie rozbawiaj mnie,że coś dobrego dla Igi zrobiłeś.Niewiele.A zachowujesz się jakbyś przetarł jej trudne ścieżki.Przystopuj.Miej tylko swoje zasługi i nimi się chwal.To,że Ciebie lubię nie zwalnia mnie od pisania prawdy o Tobie podpinaczu jeden.Nie martw się.Nie zostawię Ciebie.Pisz na luzie.Pisz tylko od S



          • RE: O terapii - z Sms2

            Autor: fatum   Data: 2018-02-13, 09:41:23               Odpowiedz

            Od siebie bardzo proszę.I zaznaczaj,że to jest Twoje zdanie,że to Ty tak sądzisz,itd.Tej mądrej reguły nie przestrzegasz,bo wygodniej jest Tobie pisać tak ogólnie,czyli bezbarwnie i bez brania odpowiedzialności za skutki Twojego pisania.Jak masz lęki i strach Ciebie dusi to,to napisz.Czytelnik zrozumie tego jestem pewna.Za jedno muszę Ciebie pochwalić,że chcesz być kimś innym i starasz się.A za samo staranie się ja osobiście stawiam plusy.Tobie wystawiam 7plusów (lubię siódemkę)-:)*^^*



          • RE: O terapii - z Sms2

            Autor: marconi   Data: 2018-02-13, 11:01:16               Odpowiedz

            Fatum >>> "Za jedno muszę Ciebie pochwalić,że chcesz być kimś innym i starasz się." - a to co?!



          • RE: O terapii - z Sms2

            Autor: fatum   Data: 2018-02-13, 11:07:46               Odpowiedz

            Nie pisałam do Ciebie marconi.Wybacz,ale nie czuję potrzeby,by odpowiedzieć akurat Tobie.Jest to logiczne?Jest to zrozumiałe?Przyjmij więc z pokorą.To są zalecenia (Adama bardzo pokornego w teorii)!Tobie marconi też się przyda P O K O R A.



          • RE: O terapii - z Sms2

            Autor: marconi   Data: 2018-02-13, 22:47:36               Odpowiedz

            Fatum >>> Sformułowanie "Jest to zrozumiałe?" może świadczyć o silnym pobudzeniu. Czym Cię tak pobudziłem Fatum? Zburzyłem jakiś misterny plan?



          • RE: O terapii - z Sms2

            Autor: sams2   Data: 2018-02-13, 11:58:47               Odpowiedz

            ref Adamos

            Każdy przedstawia tylko siebie i swój punkt widzenia :), nie ma inaczej.

            Wysyłanie na terapię jest formą przemocy i nie powinno się to zdarzać, oczywiście mnie się zdarza czasami choć pracuję nad tym, żeby sie nie zdarzało.

            Terapia, jak piszesz powinna być skoncentrowana tylko na pacjencie nie na poprawie otoczenia. Jasne też że obecność na sesji to bardzo mało, ważna jest praca między.

            "czy najczęściej z potrzeby terapii, wsparcia, to nie muszą korzystać te osoby, które były, są za bardzo wrażliwe?? "

            Myślę że robienie z osób chodzących na terapię jakiejś specjalnej grupy jest błędem. ":Wrażliwi", "słabi" "silni" etc- to nie ma sensu. Tak samo jak propagowanie terapii jako drogi do szczęścia czy zbawienia, czym z pewnością terapia nie jest. Powody dla jakich ludzie zgłaszają się na terapię są różnorodne, ale sprowadzają się -tak czy tak-do potrzeby miłości. Ani to wrażliwość ani bohaterstwo ani wyjątkowość. Raczej umycie zębów.

            Ja też dziękuję za chwilę szczerości :).



          • RE: O terapii - z Sms2 antykonformistka...........

            Autor: fatum   Data: 2018-02-13, 13:13:29               Odpowiedz

            I świetny powstał duet i piękna para.Adam jest konformistą.Sams2 antykonformistką i szafa gra.Ktoś sądzi inaczej.Proszę poprawić i dodać,że to wniosek jest "mój" (osoby z Ziemi).Są też Osoby z Marsa.To też proszę to zaznaczyć przy swojej wypowiedzi.Dziękuję.



          • RE: O terapii - z Sms2 antykonformistka...........

            Autor: Adamos325   Data: 2018-02-13, 14:22:45               Odpowiedz

            Fatum, przeczytalem Twoje wypowiedzi - mysle nad nimi... Na razie napisze tylko jedno - wedlug Ciebie na tym forum to sie tylko pary tworzą...? Jak napisze, lubie kogos - tzn. ze juz grozi nam branie w parę. Podejrzane w Tobie uczucia - proponuje Ci isc w tym kierunku na terapie :) - ze od razu wszedzie widzisz milosc, ktora byc moze Ciebie omija? ;)) I to dlatego...



          • RE: O terapii - z Sms2 antykonformistka...........

            Autor: fatum   Data: 2018-02-13, 15:23:18               Odpowiedz

            Tak fałszywa miłość rzeczywiście mnie omija dzięki Bogu.Ciebie nawet nie dotknęła i taki zjadliwy jesteś.To fakt niezaprzeczalny.Dziwi mnie jedno,że nagle jesteś przeciwko Idze112.To jest bardzo ciekawe.Bardzo.Moimi uczuciami gęby sobie nie wycieraj.Zadbaj wreszcie o swoje uczucia.I doskonale wiem w jakim kierunku zmierzasz.Zrób to i nie pytaj się,czy masz to zrobić.Miejsca jest dużo.Miałeś pisać raz na tydzień.Zmieniasz zdanie jak kameleon.Może pomyśl o terapii dla siebie.Chyba zazdrościsz innym,że radzą sobie dobrze i w zasadzie nie muszą czytać tego,czego nie zechcą.Często czytają sądząc,że może tym razem będzie lepiej.Jednak nie jest.Jest gorzej.No,cóż.Chyba jestem KKZB.Bywa i tak.I to dlatego.-:)*........



          • RE: O terapii - z Sms2 antykonformistka...........

            Autor: Adamos325   Data: 2018-02-13, 16:48:21               Odpowiedz

            Trochę Fatum nerwowa jesteś, emocjonalna - mimo wszystko dasz się Lubić ;) Nie lubisz zbytnich częstotliwości zbliżeń?? - ooo ;)) Nie szanujesz mojej weny twórczej, mojej energii - oo ;)

            A Igę cały czas LUBIĘ i mocno ją wspieram! - nawet jak inni mówią co innego... ;)



          • RE: O terapii - Adam o co chodzi?...))....

            Autor: fatum   Data: 2018-02-15, 10:07:12               Odpowiedz

            "Nie lubisz zbytnich częstotliwości zbliżeń??"A co na myśli masz Adasiu?Wiesz Kobiety inaczej postrzegają "zbliżenia".Domyślam się,że piszesz o zbliżeniach psychologicznych,tak?To faktycznie Idze pomóc możesz.Ale Iga nie odzywa się.Szkoda.Ty zaś Adam nie dajesz sobie rady z Kobietami z Forum.Zmyły Ci głowę i Ty odszedłeś.A dlaczego nie chcesz już z nimi rozmawiać?Są trudne w użyciu?Widzisz ja mam tak cały czas z nimi i mimo tego ciągle wierzę,że mogą się zmienić dla siebie.Mi ich zmiana nie jest aż tak bardzo potrzebna jak im.Tylko one są tak przyziemne,że tego nie kapują.Ale ja nadal wierzę w ich zmianę.Jestem naiwna.Tak.Jestem dobra.Tak.Jestem kochana.Tak.Adam teraz wiem dlaczego mnie tak lubisz.-:)*^



          • RE: O terapii - Adam o co chodzi?...))....

            Autor: Adamos325   Data: 2018-02-15, 11:24:09               Odpowiedz

            Kobiety za dużo odbierają mi siły - a ja potrzebuję ich siły... ;)
            Ty jesteś trochę szalona, zwariowana, a czasami merytoryczna i miła - dlatego Cię lubię i dodajesz mi sił... ;)

            Pasożyt trochę ze mnie - ale jak ktoś daje mi siłę, wtedy ja daję mi swoją - no i się zbliżamy i uzupełniamy - psychologicznie... ;)

            Kobiety są KOCHANE - ale wymagające! ;)

            Ps. A no i jeszcze jeden plus masz - nigdy się nie zniechęcasz!! - ani do dobrego, ani do złego ;) - emocjonalna jesteś ale silna! :) Czasami pomagasz nieudolnie, po omacku - no ale pomagasz! - inteligentna osoba zawsze potrafi coś z tego odnaleźć, wyciągnąć. A nawet jak nie wyciągnie, to się roześmieje, poprawi jej się humor :) Słabe osoby - szybko się irytują... ;)

            Dobrego dnia - uff, znów jestem na cenzurowanym ;) Ale cóż, samemu sobie zaprzeczać nie mogę :)



          • RE: O terapii - Adam o co chodzi?...))....

            Autor: fatum   Data: 2018-02-15, 12:07:03               Odpowiedz

            Piję kawę i nagle Twój post się pojawił.Tekst napisany jak na maturze,czyli na szóstkę-:*)Ze zdziwienia wręcz wyjść nie mogę jak to jest możliwe,że anonimowe Osoby mogą się tak bardzo zaprzyjaźnić (psychologicznie-:)*)).Ten Bóg to wiedział jak Nas Stwarzał Adasiu,że będzie Miał z Nas niezły ubaw.Ale Bogu wybaczam,bo Jest Mądry i zna mnie lepiej niż ja sama siebie.Kiedy potrzebuję Jego Podpowiedzi to ją otrzymuję poprzez książkę,film,Intuicję,trudne sprawy i inne (tych nie mogę wymienić,są zbyt intymne).Mam więc super.Zauważyłam nawet,że niedowiarki chętnie słuchają (jak to oni mówią bajek)tych dziwnych przekazów o Stwórcy.Udają,że to bzdury,bajki,ale słuchają.To mi daje wiel&#311;ą radość.Czy im też da?Adam zapewniam Ciebie,że jeśli tak będzie to możliwe,że i e-maila do Ciebie napiszę.-:)*^Chyba.Miłego dnia.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: weronika502   Data: 2018-02-10, 19:53:00               Odpowiedz

            :)))))))))) No właśnie to ważne, że komunikacja przeszła te różne etapy. O jakości związku matka - córka świadczy dzień dzisiejszy, a nie wczorajszy. Skoro żyjecie w dobrych relacjach i macie poprawne kontakty, to dlaczego tak boli Cię krytyka matek. Może boisz się, że któryś z wątków jest o Tobie. Powiedz prawdę.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Iga112   Data: 2018-02-10, 20:35:48               Odpowiedz

            Magda nie nęka co dzień dziecka. To nie tak. Na co dzień to ja jestem jego "ofiarą". To ja mam się zdenerwować, to ja mam się popłakać, to ja mam się zamknąć, to ja mam wiedzieć kto tu rządzi. Zaczepki są różne. I ja wchodziłam w to. A potem "kretynka, wariatka". Zaczepki raz, a wyrządzenie mi realnej krzywdy to dwa. I przyjmowanie przeze mnie tej "kary". Przykład z dzieckiem podałam Marconiemu, bo powiedział "taka komunikacja między wami - spoko". A dla mnie - nie jest spoko. Jak już dzieci wciągnięte, właśnie po to, abym zobaczyła, że posunie się do wszystkiego i mam być grzeczna i posłuszna - dla mnie bardzo nie spoko. Wiem co masz na myśli. Proste rozwiązanie - odejść. Ale to nie jest takie proste.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Madziuleczka   Data: 2018-02-10, 20:49:02               Odpowiedz

            "Wiem co masz na myśli. Proste rozwiązanie - odejść."

            Wiec, nie wiesz.
            A po co teraz opisalas ta gehenne, skoro TRWASZ w niej dobrowolnie?
            Taplasz sie i plawisz w tym "jaka ja biedna"?
            I w ten sposob stajesz sie gwiazda na forum, u sasiadow i kolezanek?

            Nie co dzien doprowadza dziecko do rozpaczy?
            Noooo, to rzeczywiscie trudno odejsc od takiej dobroci!

            Wk..wilas sie teraz na mnie?

            Wiec, ja Ci wcale nie mam na mysli zebys odeszla, bo jak ju to raczej zebys go za drzwi wyj..la;)
            Ale, nawet nie to mam na mysli piszac tu.
            Chodzi mi o to rzebys przestala byc OFIARA i wyrodna matka, co pozwala dziecko maltretowac.
            Bys, nie bala sie ze odejdzie, ze zabawa w dom sie skonczy...
            Gdy ten strach prysnie i inne leki....to swiat nie grozny.
            A jak swiat nie grozny, to zaden palant tez nie moze byc grozny;)



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Madziuleczka   Data: 2018-02-10, 20:52:10               Odpowiedz

            Napisalam "rzebys" - przeszlam sama siebie w bledach:))
            Bo, reszta to literowki, bo walilam w klawiature, jak oszalala:))



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Madziuleczka   Data: 2018-02-10, 20:56:46               Odpowiedz

            "Na co dzień to ja jestem jego "ofiarą"."

            A tak troche metoda "na glupa", zapytam sie cos.
            Czemu pozwalasz sobie sra..c na glowe?
            Bo odejdzie, jak dzien w dzien Ci nie walnie klocka na leb?
            Dlaczego odejscie nie jest proste?
            Bo, bez roli ofiary....zycie bedzie puste?

            Nie, nie wierze ze Ty tak powaznie.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Madziuleczka   Data: 2018-02-10, 21:14:45               Odpowiedz

            Mam jeszcze pare opcji;)

            Jestes masochistka i po prostu Cie to jara, bo ciagle te podteksty seksualne o trojkacie..
            Lub, tak jak wczesniej z Twego konta ....pisze napalony facet;)

            Oczywiscie, wymyslam te opcje, bo zwyczajnie mi sie w glowie nie miesci, ze Ty, Iga, ma watku co ma ponat 600 wpisow, ciagle glupa walisz, zeby ciagnac ta masochistyczna osobowosc.....

            A moze okresl, co nie jest takie proste w odejsciu czy tez w w yjb..u za drzwi OPRAWCY.
            Bedzie nuda pozniej, brak emocji i dreszczy?
            Czy hipoteka, czy tez co na to swiat?
            Bo, chyba nie dla dobra dziecka, trzymasz w domu kata dziecka!



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Madziuleczka   Data: 2018-02-10, 21:22:23               Odpowiedz

            Widzisz, ja tez kiedys bylam zona palanta i nawet mi do glowy nie przyszlo by odejsc....
            Tylko, ze ja wtedy tak wyparlam wszelkie emocje, ktore mi mowily "odejdz" czy wrecz "spier..j od niego czym predzej"......ze nawet plakalam jak sam odszedl.

            Ale, kochana, Ty, wiesz, czujesz i wrecz opisuje ze jestes w czarnej du..e!
            Ty nie wyparlas tego faktu, wrecz meczennica pierwsza klasa jestes i swiadoma jestes swego polzenia.....
            Jedynie co MOZE wypierasz, to zlosc, bo bez zlosci latwiej jest byc niewolnica Isaura:))))

            Dobra, ok, ostatnie zdanie jest w du..y wyjal - ale jakie ladne:))



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Iga112   Data: 2018-02-10, 21:26:06               Odpowiedz

            Nie pomożesz Magda waleniem w klawiaturę więc daj spokój. Gdy tu przyszłam byłam inna, teraz jestem inna. Nie będę się powtarzać nad czym pracuję na terapii. Daj już spokój. Mówię zero.
            Miłego wieczoru



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Madziuleczka   Data: 2018-02-10, 21:33:39               Odpowiedz

            Spokoj - to mozesz mowic do psa przy budzie.
            Noooo i do starego, jak akurat sie nad dzieckiem zneca.
            Bo jak nad Toba sie zneca, to chyba wolasz "tak mi dobrze tak mi rob";)

            To jest otwarte forum, wiec pisze do ogolu i sobie i muzom.
            Jesli tego nie widzisz, to jestes niedorozwinieta, a jak temu zaprzeczasz to klamiesz.
            A Ty rozwinieta jestes bardzoooo:)
            Wiec, co zabawe w "50 twarzy palanta" psuje tobie i palantowi?

            przykro mi, noooooo ale wyrazilam moj rozum i emocje:))



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: feelka   Data: 2018-02-10, 21:45:42               Odpowiedz

            Wyraziłaś, ale stojąc po drugiej stronie muru :)
            A Iga stoi przed murem, i mówi "nie moge nie moge nie wiem dlaczego ale nie mogę". I nie może, nie gotowa. Bo to jest proces.

            Kiedyś jej się to co napisałaś - przyda, te twoje emocje. Kiedyś.
            "Byś nie bala sie że odejdzie, że zabawa w dom sie skonczy...Gdy ten strach prysnie i inne lęki....to swiat nie grozny. A jak swiat nie grozny, to zaden palant tez nie moze byc grozny;)" - dla mnie to oddech i wolność , widzę wolność :) Ale ja nie stoję przed murem.

            A teraz Iga nawet słuchać nie chce, zatyka tam uszy, prosiła zresztą nie raz że już nie chce. (Ale widzisz, Iga, posucha na forum i nie ma lepszego wątku, który by tyle zagadnień i strun poruszał :)



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: marconi   Data: 2018-02-10, 22:01:33               Odpowiedz

            feelka >>> wg mnie jest tak jak piszesz. Iga nie raz zaskoczyła mnie pozytywnie. Zmierza w dobrym kierunku. Proces wymaga czasu, determinację już ma.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Madziuleczka   Data: 2018-02-10, 22:07:32               Odpowiedz

            "Wyraziłaś, ale stojąc po drugiej stronie muru :)"

            Bo, widzisz Felka, ja myslalam ze Iga na murze siedzi okrakiem....
            Ale, jak sie kaplam ze ona jest po drugiej stronie, to rzucalam pomidorami i wyrazalam sie zgilymi jajkami, ot to co mi sie WYDAJE.
            A Iga....wystarczylo ze by mi odpisla "a co Ty, Magda mozesz wiedziec co ja czuje, jakie mam motywacje itp"..
            Nie moge wiedzec, ot dlatego napisalam ze wyrazilam to co moj umysl mi interpretuje i moje emocje.
            Po Idze, za murem, powinno splynac to jak po kaczce...


            "A teraz Iga nawet słuchać nie chce, zatyka tam uszy, prosiła zresztą nie raz że już nie chce."

            Czyli mur nie jest "dzwiekoszczelny"......
            Dwieki poruszaja niewyobrazalna ilosc strun, wiec ja nie wyrocznia.

            Mnie zadziwia ciagla sprzecznosc w wypowiedziach Igi.
            Ale, moze to jest tylko miotanie sie i w sumie jest to ok, bo choc proponowano jej tu oswiecenie, to nooooo wiadomo co;)



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: feelka   Data: 2018-02-10, 22:35:13               Odpowiedz

            Ja myślę, że Igę wciąż reprezentuje to zdanie z pierwszego posta:
            "Boję się, że przez te sesje podejmę np. decyzję o rozstaniu, a tego nie chcę" -
            - z naciskiem na BOJĘ SIĘ.

            Człowiek w lęku jest zaciśnięty i nieskory do dyskusji.

            Ale w końcu napisała to zdanie w listopadzie, minęły ledwo dwa miesiące, więc spokojnie.
            I o ile pamiętam - terapia nie idzie w kierunku "zostaw dziada" tylko "wzmocnij siebie"- dla przetrwania w tym związku bez uszczerbków na ciele i duszy. I na tę wersję - to może się Iga zgodzić i rozluźnić, a na nasze "naciski" to tylko spiąć i uciekać. Tak to czuję :)



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Iga112   Data: 2018-02-10, 22:45:05               Odpowiedz

            Wybacz Magda nie chciałam Ciebie obrazić mówiąc "daj spokój".

            Ufam temu co na terapii i temu co mówi terapeuta. A mówi że zrobiłam duży krok naprzód dopuszczając do siebie prawdę o swoim życiu.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Adamos325   Data: 2018-02-10, 22:48:53               Odpowiedz

            Madzia, Ty jesteś Kochana, ale Ty jesteś inna - Ty buchasz emocjami - a Iga jest bardziej skryta, dwuwarstwowa, jej jest trudniej. Ty jesteś jednolita ;)

            Całe nasze życie się liczy, od dzieciństwa - dlatego niektóre rzeczy trudniej nam przyjąć i strawić, wdrożyć w życie



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Adamos325   Data: 2018-02-10, 22:39:49               Odpowiedz

            A ja napiszę jeszcze tak, w imieniu Igi - Madzia, nie bądź taki szybki Bill... - widać że dla Igi to trudne, ale stara się, działa, co może przyjmuje, co potrafi, co jest właściwe też w jej mniemaniu, z czym wie że sobie poradzi, co już rozumnie - życie w pojedynkę, w samotności, z barkiem tego dobrego co nam dała kiedyś dana osoba - też nie jest łatwe. Trzeba to przerobić, nawet związek z drugim człowiekiem - i każdy też jest inny, inaczej to czuje. Nie ma jednego antidotum, dla wszystkich - które by zadziałało, cudownego. Ja myślę też przeciwnie - uważam, że niektórzy przychodzą na ten wątek, piszą - żeby się karmić, dowartościować, czynić lepszym, sorry - dobrze, że każdy coś dorzuci, swoje myśli, czasami wartościowsze, czasami mniej, swoje doświadczenia - ale ostateczny wybór pozostawmy Idze. I patrzmy jak się pomału zmienia..., jak się stara, choć trochę, pozostawiając przy tym co dla niej ważne - też to doceńmy ;) Może Iga nie jest silną osobą - ale z nami czuje się silniejsza, jej mąż też to czuje :) Niektórzy tylko chcieli by szybciej - ale jest też przysłowie "co nagle to po diable". Ja się zmieniam już 40 lat - i jeszcze zostawiam sobie czas ;) Wszystko trzeba wyważać - zbytnia pewność siebie, też nie jest dobra, grozi izolacją



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: fatum   Data: 2018-02-10, 22:53:57               Odpowiedz

            "Może boisz się,że któryś z wątków jest o Tobie".Oczywiście,że umieram ze strachu.Powiem więcej.Wszystkie wątki są o mnie.Skoro już to o mnie wiesz (Wielka Tajemnica Ujawniona),to może teraz łaskawie daj mi odpowiedzi na moje wcześniejsze skierowane do Ciebie pytania.Brak odpowiedzi uznam,że miałam we wszystkim rację i bardzo,bardzo współczuję Twojej mamie.Krytyka matek boli mnie,ale mądra krytyka niekoniecznie.Twoja krytyka nie jest fajna.Za bardzo chcesz poniżyć swoją mamę,a siebie dać na piedestał.Masz też skłonności do zadawania pytań bez odpowiedzi na pytania skierowane do Ciebie.To jest mącenie i chachmęcenie cokolwiek to znaczy.Do wątku nic ciekawego nie wnosi.Chyba,że Ty sądzisz inaczej to podaj dobre argumenty.Czekam i nie obrażaj się przypadkiem na prawdę o sobie samej.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: weronika502   Data: 2018-02-10, 23:18:17               Odpowiedz

            Po prostu zastanawia mnie skąd w Tobie ten ból. Bronisz wszystkich matek, tak jakbyś broniła siebie w tej roli. Tylko winny się broni. Nie masz monopolu na zadawanie pytań i otrzymywanie odpowiedzi. Jak chcesz możesz mieć rację i współczuć. Za to ja zadam następne pytanie - czy córka mówi Ci, że Cię kocha? Ja swojej Mamie to mówię, mimo jej demonów i mojego dzieciństwa, bo ważne jest teraz, a nie wczoraj. To istotna rzecz usłyszeć takie słowa od córki. Nie musisz zresztą odpowiadać. W jednym masz racje, ta nasza dyskusja nic nie wnosi do tematu. Nie będę się dłużej nad Tobą znęcać. Także mam nadzieję, że nie obrazisz się na prawdę. Dobranoc.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: fatum   Data: 2018-02-11, 00:18:49               Odpowiedz

            Obie mówimy,że kochamy się.Zgadzam się,że dalsza dyskusja tylko Ciebie zezłości,bo odpowiadanie na trudne pytania (czy masz dzieci?,czy mieszkasz sama,dlaczego nadajesz na matkę,której mówisz,że ją kochasz,itp.)nie jest Twoją mocną stroną.Bywa.To,że nie umiesz ze mną akurat rozmawiać to niech to nie będzie powodem byś zaprzestała rozmawiać z innymi Forumowiczami.Pisz.Rozmawiaj.Ciesz się życiem.Pozdrawiam.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: decontraction   Data: 2018-02-10, 14:26:15               Odpowiedz

            "Widziałaś kiedyś wściekłego psa? Zaatakujesz to ugryzie. Złość daje siłę przede wszystkim do spokojnego, asertywnego przedstawienia swojego stanowiska"

            Taak Weroniko .Powiedz to np Putinowi ,albo Kim Dzong Unowi ....hehehe

            Co do adekwatności sposobu wyrażania złości ,do zaistniałej sytuacji ,już było tu wałkowane i nie o to chodzi .

            Twój przykład jest trochę nieprawdziwy, bo wściekły pies(tu mąż Igi ;) sam atakuje/gryzie, nie czeka na atak człowieka (Igi).

            Mówi Ci coś termin obrona konieczna ? Iga poddaje sie atakom męża, jest, czy tez raczej czuje sie wobec jego ataków bezbronna,wypiera złość, czekajac aż sprawa sama sie rozwiąże, a on kąsa już nie tylko ją ,ale i ich potomstwo .

            I nikt tu Idze nie każe wchodzić w pyskówki, a do " stwierdzenia że nie potrzebuję tego człowieka" Idze bardzo daleko i tu jest ten pies wściekły... nie pogrzebany jeszcze ...;(((
            Jak myślisz dlaczego ?
            I chyba w tym problem ,czyz nie ?



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: feelka   Data: 2018-02-10, 14:28:14               Odpowiedz

            "Złość daje siłę przede wszystkim do spokojnego, asertywnego przedstawienia swojego stanowiska, potrzeb"

            O to mi chodziło Weronika, gdy powtarzam o szybszym krążeniu krwi w komórkach ;), o tę siłę i dobitność dla asertywności.

            "nie blokuję złości, oddycham tą złością, wiem że jestem zła, ale to nie oznacza że muszę tę złość uzewnętrznić w sposób destrukcyjny" -
            a Magda to chyba jeszcze pytała - czy W OGÓLE muszę uzewnętrznić, nawet w asertywny sposób; czy też wystarczy skończyć na tym oddychaniu i świadomości?
            (pomijając, że czasem chyba MUSOWO skończyć :)



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: marconi   Data: 2018-02-10, 14:13:51               Odpowiedz

            Tulu fajne to co napisałaś. Wszystko się zgadza gdy ktoś dąży do zadowolenia, mogę sobie wobrazić jednak że ktoś nie dąży :)



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: decontraction   Data: 2018-02-10, 14:35:47               Odpowiedz

            "mogę sobie wobrazić jednak że ktoś nie dąży :)"

            A ja nie tylko mogę sobie to wyobrazić ,ale nawet widziałam na własne oczy takie osoby, ba sama bywałam w takich stanach ,ale to są stany depresyjne i dlatego nie za bardzo rozumiem ten Twój uśmiech na końcu ...

            Iga czuje niezadowolenie i chciałaby zadowolenia,ale myśli ,że sprawa sama sie rozwiąże ...:(((



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: marconi   Data: 2018-02-10, 15:34:11               Odpowiedz

            Tulu >>> Miałem na myśli to, że ktoś podąża drogą umartwiania się. Jeśli wynika to z choroby, to co innego :(

            To z resztą powszechne że ludzie znajdują zadowolenie w niezadowoleniu, np. zgorzknialcy.

            Ludzie szukają zadowolenia i szczęścia, pytanie czy to jedyna słuszna droga dla każdego?



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: decontraction   Data: 2018-02-10, 15:45:05               Odpowiedz


            "Ludzie szukają zadowolenia i szczęścia, pytanie czy to jedyna słuszna droga dla każdego?"

            Tak Marco ,bo nawet umartwianie sie/ niezadowolenie daje ascecie/"zgorzknialcowi" (ładne słówko hehe) zadowolenie/korzyść...
            lub choćby jego namiastke w postaci nadziei na życie wieczne ,czyz nie ? ;)))



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: feelka   Data: 2018-02-10, 14:40:28               Odpowiedz

            No właśnie, Marconi, Sams chyba to miała na myśli, mówiąc o maskach ego.

            Tulu: "I tak, skoro nie czujesz frustracji z powodu oczywistego dyskomfortu, to znaczy ,ze maskujesz /wypierasz to uczucie i to jest SZKODLIWE ,bo lekcewazony gniew pozbawia Cie szansy na zadowolenie "

            Tulu,słusznie, ja nie czułam złości i frustracji bo nie czułam potrzeb, wyparłam (zawsze mogłam sobie powiedzieć.."eee, to nie takie ważne... to co ja chcę") i to było szkodliwe.

            Ale podobnie jak Marconi potrafię sobie wyobrazić taki stan, stopień rozwoju?.. - polegający na zmniejszeniu ego, a tym samym zmniejszeniu potrzeb( wielu w sumie sztucznie wykreowanych? jak np potrzeba uznania? z ktorej Sams sobie tu pokpiwa ) Zmniejszenie potrzeb nie przez ich zaprzeczanie, ale poprzez faktyczne "niechcenie". ?

            No ale filozofuję chyba.



          • Czy terapia w moim przypadku ma sens

            Autor: decontraction   Data: 2018-02-10, 15:36:01               Odpowiedz

            Tak Felciu ,zgadzam sie ,że "poprzez niechcenie " to można sobie odpuścić tą złość, ale powtarzam do znudzenia ...

            Iga chce ...i to bardzo duzo chce ... tylko jakby nie potrafi ...

            Cała ta dyskusja juz zaczyna przypominać mi bicie piany ...

            bo chyba wszyscy jesteśmy zgodni ,co do tego ,że odpowiedź na pytanie zawarte w watku brzmi: Tak

            Chociaz niepomyślne wiatry czasem krzyżują nasze plany jak skoczkom dzisiaj, to zasadnicze pytanie jednak brzmi ,czy potrzeba uznania w ich przypadku jest zasadna /konieczna ?Czy, to fanaberia ? ;)))

            Czyz każdy z nas, juz choćby przez wzgląd na to,że jest człowiekiem, nie zasługuje na szacunek i uznanie ? :)

            To może kwestia filozoficzna i może zapedzic nas w kozi róg ,bo potrzeba uznania też moze mieć różny stopień nasycenia i całkiem przyziemny aspekt, jak uznanie "racji" Igi do zadowolenia, juz nie tyle przez jej meża ,co przez nia samą. No i nasuwa sie pytanie,czy mąż Igi nie ma prawa do zadowolenia ?
            Wszystko jest kwestią kosztów, czyz nie ?


            I tu Iga musi zdecydować sie na wybór ...bo niestety, w zyciu często nie można mieć wszystkiego ...

            No to spadam,w takim razie i miłego popołudnia Wszystkim,a i przypominam ,że dzisiaj sa ostatki :)))



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: sams2   Data: 2018-02-10, 17:37:51               Odpowiedz

            ref Felka
            polegający na zmniejszeniu ego, a tym samym zmniejszeniu potrzeb

            Tak, to właściwy trop. Nikt nie jest w stanie mnie zaatakować więc i nie ma czego bronić złością. To ten kierunek.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Iga112   Data: 2018-02-10, 18:40:38               Odpowiedz

            Wszyscy macie po części rację. Felka mówi, że "złość" napędzi do działania. A więc mam w sobie tę "złość" czy raczej dla mnie - niegodzenie się na to, co mam, bo poszłam na terapię. Były chwile zwątpienia, gdy usłyszałam prawdę o swoim życiu ( a ja nie chciałam jej znać), ale wróciłam żeby dokończyć to co zaczęłam, bo mi źle. Wiem że sama muszę działać, nikt za mnie tego nie zrobi. I chociaż mąż jest zły i straszy mnie i grozi i wpędza w poczucie winy, to teraz już nie zrezygnuję.

            Chciałabym tak, jak mówi Sams, odsunąć się od "obiektu". Jednak jeśli nęka mnie swoimi zaczepkami, to czasami trudno nie zareagować. Ale czasami już mi się to udaje. Właśnie taki komunikat niewerbalny "nie gram z tobą w tą grę".
            I ciągłe wpędzanie się w poczucie winy czyli branie odpowiedzialności za jego słowa i za jego czyny. Nad tym właśnie też pracuję. Jeśli nagadał coś dziecku - to on, to nie ja.
            Piszesz Sams analogia do dzieciństwa. Jest w tym jakaś prawda - kary, tłumaczenie się, poczucie winy.
            Dziękuję wszystkim za troskę, to dla mnie ważne.
            I muszę to powiedzieć... Dziękuję Decontraction za ciepły list. Ładnie to napisałaś, tak od serca.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Madziuleczka   Data: 2018-02-10, 19:49:25               Odpowiedz

            "Chciałabym tak, jak mówi Sams, odsunąć się od "obiektu". Jednak jeśli nęka mnie swoimi zaczepkami, to czasami trudno nie zareagować."

            A ja inaczej rozumie teraz Sams.
            Ot, Iga, masz sie przebudzic, oswiecic, stac sie nadczlowiekiem czy wyczlowieczniona by cie nie szczykalo co stary wyprawia:)

            A jednak powinno Cie szczykac, bo on krzywdzi dziecko!

            Ommmmmmmmm......



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: marconi   Data: 2018-02-10, 21:28:11               Odpowiedz

            Sams2 >>> A co jeśli spotykasz się z konstruktywną krytyką? Nie wysuwasz kontrargumentów bo nie ma czego bronić?



          • feelka to powiedz na swoim przykładzie jak wykorzy

            Autor: fatum   Data: 2018-02-09, 17:53:38               Odpowiedz

            Wykorzystałaś swoją złość i to nie musi być jakiś tragiczny przykład z życia tylko taki zrozumiały dla Czytającego Ciebie.Stłukłam kiedyś całą zastawę z przyjemnością.Dziś mam inną.To była lekcja poglądowa,że mogę to zrobić.Wcześniej mnie zachęcano (to zresztą była podpucha,czy mnie stać na taką drogą zabawę).Dziś nie słyszę takich "próśb".Minęło.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: feelka   Data: 2018-02-09, 16:18:15               Odpowiedz

            "Tj agresorowi nie powinno nawet przyjść do głowy że może cię skrzywdzić i że to będzie łatwe"

            Tak, ale co w tym celu zrobić? To dla Igi b. ważne; żeby mężowi pewne postawy do głowy nie przyszły.

            Tu chyba dajesz odpowiedź:
            "Trzeba raczej ćwiczyć taką postawę zniechęcającą oraz spokojne, stanowcze komunikaty"

            Jak ćwiczyć postawę zniechęcającą?

            Bo "spokojne, stanowcze komunikaty" bez złości w komórkach ciała - nijak stanowcze nie będą. O czym wie Iga, bo komunikuje mu "wciąż" co jej się nie podoba, a nie "ino raz". :)



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: sams2   Data: 2018-02-09, 16:28:30               Odpowiedz

            To dla Igi b. ważne; żeby mężowi pewne postawy do głowy nie przyszły.

            Mówimy o samoobronie i własnych granicach a nie manipulacji drugim. Jak dla mnie chodzi o to, by tego męża puścić w diabli z jego pomysłami do których ma prawo zresztą i nie "wisieć" na nim. Czy mnie obchodzą pomysły agresora- nie,interesuje mnie raczej mój potencjalny ból.

            Chcesz manipulować kimś złością- sorry, nie mój temat. Tego się nie da zrobić. To chyba głupia droga.

            Jak ćwiczyć postawę zniechęcającą?
            Np. tonem głosu. Umiesz mówić niskim głosem z brzucha? Albo wrzeszczeć? Albo mówić cicho i stanowczo wprost "proszę, żeby..." To można ćwiczyć, ale jak wypracujesz sobie taką postawę to przychodzi z automatu.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: feelka   Data: 2018-02-09, 16:42:49               Odpowiedz

            "Jak ćwiczyć postawę zniechęcającą?
            Np. tonem głosu. Umiesz mówić niskim głosem z brzucha? Albo wrzeszczeć? Albo mówić cicho i stanowczo wprost "proszę, żeby..." To można ćwiczyć, ale jak wypracujesz sobie taką postawę to przychodzi z automatu"

            Właśnie o tym przed chwilą napisałam. Że bez złości nie umiem. Wrzeszczenie bez złości jest śmieszne, idiotyczne; że nie ma stanowczości bez złości ( złości w komórkach, kurcze, inaczej tłumaczyć nie umiem; w komórkach - nie znaczy w histerii, krzykach, waleniu po łbie)

            "Mówimy o samoobronie i własnych granicach a nie manipulacji drugim. (...) Czy mnie obchodzą pomysły agresora-"
            Toteż ja nie pytałam o pomysły, nie o cały ten seks, tylko o postawy złośliwe a więc i agresywne, sadystyczne- atakujące ją i dzieci ( "To dla Igi b. ważne; żeby mężowi pewne postawy do głowy nie przyszły", jak go zniechęcić do ataku a nie do pomyslów seksualnych, bo wiem że to inny temat)

            Ok, ja juz wiem co chciałam, zamykam się :)



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: fatum   Data: 2018-02-09, 16:39:04               Odpowiedz

            "złość nie oznacza z automatu skuteczności"...))Tego Iga nie wie,bo chwilowo nie korzysta z zasobów złości psychologicznej.*Jak raz się odważy poskarżyć się na męża w takim miejscu,gdzie mąż udaje kogoś kim nie jest i wyjdzie to Idze na dobre,to i następny krok zrobi moim zdaniem.I jej osobisty automat skuteczności (złość)!będzie jej sprzymierzeńcem i "przyjacielem".-:)*



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Madziuleczka   Data: 2018-02-09, 15:39:57               Odpowiedz

            Ale przeciez uczucie zlosci nie musi byc odrazu furia i wsciekloscia!
            Nazwe to moze troche dziwnie, ale mi chodzilo o "zdrowym uczuciu zlosci", czyli tak zwanym paliwem do dzialania.

            A jesli chodzi o upust zlosci, czyli ekspresje uczuc - to juz inny temat.

            No przepraszam, ale czlowiek ma sie prawo zezloscic, gdy slyszy ze jesli trojkat nie wypali to zegnaj Gienia!
            I ma pelne prawo do wku..nia na maxa, jesli przez potrzebe wtykania kawalka penisa gdzie popadnie, dziecko jest nawet straszone rozbiciem rodziny.

            I nie musi taka zlosc oznaczac w sumie nic...
            To znaczy ani ucieczki ani walki.
            Moze pomoc POSTAWIC GRANICE!



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: decontraction   Data: 2018-02-09, 15:47:02               Odpowiedz

            "Ale przeciez uczucie zlosci nie musi byc odrazu furia i wsciekloscia!"

            I kto to mówi ? hehe

            No nie musi Madziula, ale niekiedy dobrze jak jest ...:)))
            Czasami wroga możesz pokonać tylko jego własną bronią,nieprawdaż ? ;)))



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Madziuleczka   Data: 2018-02-09, 15:51:19               Odpowiedz

            "I kto to mówi ? hehe "

            No wlasnie Luska:))
            Ja nie umie "stosownie i adekwatnie" wyrazac zlosci...
            Co ja plete trzy po trzy!
            Ja zawsze wyrazam emocje za....emocjonalnie;)

            I nikomu tego nie proponuje, bo wiem jak czasami z tym ciezko;)



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: feelka   Data: 2018-02-09, 15:49:57               Odpowiedz

            No tak, ja w sumie też o złości trzymanej w odwodzie, jak ten nóż za plecami, co nie znaczy że namawiam do dziabnięcia. Tylko ten nóż złości trzymany w kieszeni - daje wiarygodność w oczach obserwatora ( a nie że a pogadaj se tam żonko... pogadaj...he he). A właścicielowi ciała w którym buzuje złość - ta złość daje informację: o , tu są moje granice, więcej nie zniosę, więc dalej mężu ani kroku!


            "Ale przeciez uczucie zlosci nie musi byc odrazu furia i wsciekloscia!
            Nazwe to moze troche dziwnie, ale mi chodzilo o "zdrowym uczuciu zlosci", czyli tak zwanym paliwem do dzialania"

            O.., to parę ładnych metrów do przodu jesteś Madzia ;))



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Madziuleczka   Data: 2018-02-09, 15:55:32               Odpowiedz

            "O.., to parę ładnych metrów do przodu jesteś Madzia ;))"

            W teorii:))

            Choc pamietam sytuacje, gdzie zlosc mi pomogla i wcale nie zwiazala mnie z ex, wiec to tez teoria, ze to tylko wiaze...
            Moze jakies plany zemsty, nie odpuszczenie, wewnetrzna ciagla zlosc i brak pozniejszego wybaczenia i zrozumienia - taka zlosc, to owszem wiaze, bo czlowiek nie umie sobie dac siana:)



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: decontraction   Data: 2018-02-09, 15:01:42               Odpowiedz

            "Nie ma schematów, nie jesteśmy robotami. Fajne są takie schematyczne post-terapeutyczne gadki "niedobrze, że nie czuję złości, ludzie czują złość, jestem jakaś zła, inna", ale to bzdura. Bądź dobra dla siebie."

            Moim zdaniem mylisz nieco pojęcia Sams i proponujesz Idze bardzo wyboistą droge na skróty ,na której może sie nieładnie (że tak to ujmę;) wypie... Iga

            Jakkolwiek zgadzam się z tym ,ze "Złość wiąże z agresorem a ja tego nie chcę, by agresor dla mnie jakoś zaistniał " to jednak jest zasadnicza różnica pomiedzy świadomym przepracowaniem złości ,a wypieraniem jej...

            z czym Iga jak wiemy, boryka się nie od dzisiaj .

            I róznica podstawowa jest w skutkach takich postaw ,ponieważ tłumiona złość często obraca się w autoagresję/depresję : (Iga bowiem moze sobie wmówić ,że agresor dla niej nie istnieje ... ale

            Czy to prawda obiektywna ?
            Czy on jej /jej dzieciom faktycznie nie zagraża ?

            Nie sądzisz ,że na tym etapie, gdy ona jeszcze ,ani fizycznie ,ani psychicznie ,nie uwolniła się od swojego agresora ,takie teorie moga byc wielce dla niej szkodliwe ?

            Iga musi zacząć działać,aby chronić siebie i dzieci, a stany depresyjne nie mobilizuja do działania ,które Idze teraz bedzie niezbędne ...
            to właśnie uczucie złości mobilizuje do zmian ... czyz nie ???



          • piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;) Tulu..

            Autor: fatum   Data: 2018-02-09, 16:03:01               Odpowiedz

            Niech Ciebie wyściskam w swoim i Igi Imieniu.Pięknie to napisałaś.Po prostu super.Duży buziak dla Ciebie złośnico.-:)*



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: marconi   Data: 2018-02-08, 22:06:00               Odpowiedz

            Czy ofiara ataku nożownika powie Ci że boi się konsekwencji wbicia noża? Raczej powie że boi się nożownika i uruchomi procedurę "uciekaj albo walcz".



          • Iga najwyższy czas,byś prawdę powiedziała o swojej

            Autor: fatum   Data: 2018-02-08, 21:18:53               Odpowiedz

            Mamie.Mam na myśli,czy Twój ojciec straszył Twoją mamę?,czy rzeczywiście nigdy jej nie uderzył?Dlaczego Ty nie mogłaś mieć swojego zdania i musiałaś być zawsze cicho?Czy przypadkiem nie przeniosłaś tego cichego przyzwolenia na dręczenie Ciebie do swojego związku?Dlaczego udajesz,że było dobrze Ci z rodzicami?Byłaś zastraszoną,małą księżniczką bez prawa głosu.To straszne.Wiele złych rzeczy widziałaś w domu,ale jako posłuszna dziewczynka siedziałaś cicho.Napisz w temacie.Może w czasie pisania strach z dzieciństwa (niewyleczony)!tym razem nie przyćmi Ci rozumu.Powinnaś sama o tym pogadać z terapeutą.Zobaczysz jak szybko będzie opuszczał Ciebie paraliżujący Ciebie lęk i strach.Ty serio nie znasz jego źródła.Terapia Ci pomoże.Tego jestem pewna.I nie mów mi,że rodzice umarli i nie będziesz o nich mówiła.To jawna jest głupota i nie tylko.



          • RE: Iga najwyższy czas,byś prawdę powiedzi o

            Autor: Iga112   Data: 2018-02-08, 23:01:50               Odpowiedz

            Nie było przemocy w moim domu. Tata nie straszył ani nie bił Mamy. Rozmawiałam raz z terapeutą o Mamie, ale ciężko szła ta rozmowa. Była trochę chłodna, trzymała się zasad. Dużo mi nie było wolno. Ale chyba najgorsza była tęsknota. Często jej nie było w domu.



          • RE: Iga najwyższy czas,byś prawdę powiedzi o

            Autor: fatum   Data: 2018-02-09, 10:39:39               Odpowiedz

            Widzisz Iga analogię do zachowań Twojego męża?Podobny jest chyba do Twojej mamy w zachowaniu.Też go często nie ma w domu,a jak jest to ma swoje dziwne zasady itd.Trzeba poszukiwać podobieństw Iga,bo one mówią dlaczego powielamy w swoim życiu dzieciństwo.Napisz konkretnie co to znaczy chłodna (jak to teraz widzisz ten chłód)i te jej zasady to co znaczą?Poszła by do łóżka jednocześnie z dwoma facetami,czy by nie poszła?Czemu jej często w domu nie było?Ty na przekór mamie zawsze jesteś w domu.Czego nie cierpiałaś u taty?Za czym tęskniłaś i tego nie dostałaś?Jak mamy nie było to jak tata sobie radził z prowadzeniem domu?O tym rozmawiaj z terapeutą mimo,że rozmowa będzie szła ciężko.Nic nie jest łatwe.Na początku.Jak by Ci Madziuleczka opowiedziała o swojej mamie,to byś się za głowę dopiero złapała.Ale Madziuleczka z terapii nie korzystała jeszcze.Wątpię,czy jest gotowa na taką przygodę,która jest pitrze



          • RE: Iga najwyższy czas,byś prawdę powiedzi o

            Autor: fatum   Data: 2018-02-09, 10:49:42               Odpowiedz

            potrzebna,gdy mamy żal do matek,ojców i kłopoty w związkach.Nie rozumiemy swoich zachowań i zachowań bliskich i dalszych osób.Mamy problemy z komunikacją i z niską samooceną.Nie znamy siebie,ani swoich potrzeb.Terapia pomaga nam w pracy nad sobą i poznaniem siebie,itd.Iga Ty już jesteś inna.To dobry znak.Bardzo dobry.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: fatum   Data: 2018-02-08, 00:12:32               Odpowiedz

            Iga112,a czy jesteś sobie w stanie wyobrazić moment, kiedy mąż wyjedzie sam z dziećmi bez Ciebie?Czas byś miała tylko dla siebie i tylko dla siebie.Czy taka sytuacja budzi w Tobie lęk?Tylko mi nie pisz,że mąż by nigdy nie pojechał sam z dziećmi.Po prostu wyobraź to sobie i opisz swoje uczucia.Zwykłe pytanie.Nic wielkiego.Ale ważne jako ćwiczenie.Taka sytuacja jest naturalna w związkach.Nie tęsknisz za chwilą totalnej samotności?(fizycznej bez granic).Jak nie masz ochoty to nie odpowiadaj.Pozdrawiam.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: fatum   Data: 2018-02-08, 00:31:43               Odpowiedz

            P.S. każdego faceta można przeżyć....()statystyka (zgonów) też jest po stronie Kobiet.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: fatum   Data: 2018-02-07, 21:53:04               Odpowiedz

            Feelka równa z Ciebie Babka.Zapytam Ciebie o coś takiego.Jesteś Igą112 (dla dobra dyskusji i jej zobrazowania cokolwiek to znaczy)i postanowiłaś zadbać o swój komfort psychiczny.Jednego dnia wyznaczyłaś dla rodziny obowiązki i pojechałaś sobie na cały dzień pociągiem w siną dal.Po powrocie miałaś taaaakie poczucie winy,że prawie się rozchorowałaś i......dopisz feelunia resztę,bo zabrakło mi veny.Chyba Idze nie dam rady pomóc.Idę dołożyć sobie dużo dóbr w ramach naturalnej troski o samą siebie.Nie umniejszę się i nikomu na to też nie pozwolę.Szpilka (jej łebek może spać spokojnie).Dobranoc.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: fatum   Data: 2018-02-05, 20:59:21               Odpowiedz

            Musisz Iga dociekać sama.Ja robię wiele rzeczy,ale innych to nie dotyka tylko Ciebie.Wiesz może dlaczego?Patrz jak marconi się przy mnie wyrobił.No,nie ten sam jest to teraz marconi.Miło popatrzeć.A Ty wciąż nie jesteś zadowolona z kontaktu ze mną.To można zmienić.Można się odpępnić.Wiele można.Pozdrów terapeutę.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: Iga112   Data: 2018-02-05, 21:06:09               Odpowiedz

            Nie Fatum. Inni wykłócają się z Tobą lub izolują od Ciebie gdy ich obrażasz, ja wciąż Tobie wybaczam, zapominam ( jakkolwiek to nazwać). Tak opisał terapeuta moje relacje z ludźmi, że zapraszam wciąż "sąsiadkę" mimo że podbiera mi pieniądze.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: fatum   Data: 2018-02-05, 21:21:24               Odpowiedz

            A to jakaś fajna jest ta sąsiadka.-:)*Ma charakter, co by nie powiedział.Robi co lubi.Śmieje się z Twojej naiwności.Mi się ona zaczyna podobać.-:)*A chcesz wiedzieć Iga,co ja bym zrobiła w takiej sytuacji?Masz kilka możliwości (chwalisz się,że mnie nieźle znasz)!by mi podać co bym zrobiła na Twoim miejscu.Pozwól sobie na spontan.Ja się nie obrażę.Zapewniam Ciebie solennie.Iguniu napisz mi,co ja bym zrobiła z tą sąsiadką.Pomocnicy w napisaniu (co ja bym zrobiła z tą/tej sąsiadce) mile widziani.Bardzo.Aż filmu nie mogę oglądać tak jestem ciekawa.Bardzo.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: feelka   Data: 2018-02-05, 21:33:30               Odpowiedz

            Ja odpowiem: nic byś nie zrobiła. Bo na wszystko co byś zrobiła ona, sąsiadka odpowie twoimi słowami:

            "Fatum,a Tobie ktoś zabrania być tym kim chcesz?Chcesz kraść? To też kradnij.Ja jestem sobą,sąsiadko Fatum, mimo,że tego nie kumasz.Robię co chcę i to mnie różni od Ciebie.To mój plus"

            Oczywiście ona może to pokrzykiwać kopiąc w Twoje zamknięte drzwi...., a co, nie wolno?buc sobą? :)



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: feelka   Data: 2018-02-05, 21:37:24               Odpowiedz

            .."być sobą", nie buc, sorry :)



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: fatum   Data: 2018-02-05, 21:45:59               Odpowiedz

            Feelka dzięki.Pękam ze śmiechu i nie mogę się uspokoić.Ty jesteś fenomenalna.Po prostu.Miłych snów w tle z Igą112 i troszeczkę z marconi.Ale błagam napisz co Ci feelka robili?Opowiedziany sen jest prawdopodobnie potem realny w realu.Pa.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: marconi   Data: 2018-02-05, 21:35:58               Odpowiedz

            Iga >>> denerwujesz się niepotrzebnie :)

            Chciałem Ci tylko powiedzieć że przed terapeutą dobrze jest wychodzić na taką jaką jesteś a nie na taką jak chcesz być (choć i to dla wprawnego terapeuty może być wskazówką).



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: fatum   Data: 2018-02-05, 21:59:51               Odpowiedz

            Ależ marconi nie bądź taki skromny.Nie tylko dla wprawnego terapeuty może być wskazówką.Dla Ciebie jest.Jestem o tym głęboko przekonana.-:)*Twoje wprawne oko i doświadczenie czynią Ciebie wprawnym we wskazówkach cokolwiek to znaczy.Czy Ty marconi mnie unikasz?Iga112 mi to zasugerowała i to przed moim snem.Wyobrażasz to sobie?Jak ja mam teraz zasnąć?Dzięki Ci Iga za wszystko,co mi dajesz/rozdajesz.Dłużna nie będę.Dobranoc Wszystkim.Do jutra.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: marconi   Data: 2018-02-07, 17:37:05               Odpowiedz

            Widzisz Fatum, Iga dużo już poczytała, dużo wie i generalnie jest wszystko ok, prócz jakiś szczegółów, typu wymioty po terapii, ale kto by się przejmował, jest OK.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: fatum   Data: 2018-01-28, 20:02:43               Odpowiedz

            "Trzeba iść na przekór niesprzyjającemu losowi,nie zrażać się przeszkodami".Nie zgadzaj się na porażkę.Zachowuj się tak jakby porażki nie było.Możliwe,że stanie się ona mało ważna.Jakby w ogóle nie istniała.Smacznego.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: feelka   Data: 2018-01-28, 20:05:55               Odpowiedz

            No cóż, o smakach się nie dyskutuje...

            :)

            Są różne gusta.



          • RE: piszemy o demonach... pytaj o co chcesz;)

            Autor: fatum   Data: 2018-01-28, 20:21:18               Odpowiedz

            Feelka,a Ty jaki masz gust?P.S. tekst w ogóle zrozumiałaś?Mam mieszane uczucia.-:)*Co się stało,że tutaj przywędrowałaś.Tęskniłaś za mną moje kochane dziecko?Ja za Tobą też.



          • Kafeteria Iga czeka na Ciebie i kobiety,które to r

            Autor: fatum   Data: 2018-02-08, 11:07:33               Odpowiedz

            Robią z przyjemnością.Te fora o tematyce jak to mąż lubi patrzeć jak kocham się z innym są dostępne całą dobę.Wypowiadające się mówią,że jest to rodzaj masochizmu psychicznego i próba jego przezwyciężenia.Poczytaj jak chcesz i potem wrzeszcz ile siły masz i krzycz i rycz do całkowitego wyczerpania się.Będzie to Twój katharsis i zaczniesz coś nowego.Muszę już iść.Pączki.....))*



    • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

      Autor: Iga112   Data: 2018-02-11, 09:24:20               Odpowiedz

      Napiszę jeszcze raz to, o czym rozmawiałam kilka miesięcy temu z Devikiem.
      Mąż zaczął otaczać się dziewczynami i zaczął mieć dla mnie erotyczne propozycje. Zrobiłam mu scenę zazdrości, a on się wściekł. Zaczął mi grozić, rozwalił mi na kawałki zegarek.
      Gdy emocje opadły, powiedział ze nie życzy sobie takiej żony i że wyjeżdża z kraju robić swoją karierę muzyczną. Wpadłam w panikę, zaczęłam przepraszać go i prosić, żeby został. Został, ale wciąż dochodziły nowe propozycje. Myślałam sobie to kryzys wieku średniego, to minie. Ale nie mijało, jeśli mijało to na chwilę. Przestałam jeść, gdy coś zjadłam - wymiotowałam. Na słowo "odchodzę" odczuwałam silny strach, potrafiłam zasłabnąć gdy o tym mówił. Przestałam radzić sobie ze swoim ciałem - wymiotowałam, mdlałam. Odpuścił. Powiedział, że to koniec wszystkiego. Ale gdy poprawił się mój stan zdrowia, znów zaczęło się wszystko od nowa. Zaproponowałam terapię małżeńską, ale nie chciał o tym słyszeć. Poszłam więc sama po poradę do psychologa, co robić, jak to przetrwać. Psycholog zorientował się, że to tylko czubek góry lodowej. Kręciliśmy się wokół tematu - przemocowy mąż, przedmiotowe traktowanie. Mówiłam "Nie, nie, nie!!. To nie moje życie". Odeszłam od psychologa. Ale opadałam z sił w walce z mężem. Zaczęło docierać do mnie to, co mówił psycholog. "Bądź grzeczna i posłuszna, a jak nie to kara" - to słowa męża. Wróciłam na terapię, bo już zdając sobie sprawę że coś nie halo w moim życiu wciąż boję się zostać sama, wciąż wymiotuję ze strachu, gdy o tym pomyślę. Teraz jest ok. Od jakiegoś czasu nie robi cyrków, że odejdzie. Nie wiem, czy odpuścił na chwilę, czy na zawsze, czy chce mnie odciągnąć różnymi metodami od terapii. Groził, ośmieszał, straszył, wpędzał w poczucie winy - nic to nie dało. Nie wiem co będzie dalej, nie mam pojęcia.
      Koniec



      • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

        Autor: decontraction   Data: 2018-02-11, 10:02:41               Odpowiedz

        Iga Twoj strach jest monstrualny i na nim postaraj się skupić w terapii . To zapewne ma powiązanie z utratą Twoich rodziców w bardzo młodym wieku . Objaw wymiotowania świadczy o tym ,że nie możesz znieść jakiejś sytuacji , że jest ona dla Ciebie nie do przyjęcia :( ale spoko, nie z takich problemów ludzie wychodzili :)
        Masz w sobie siłę, skoro potrafiłaś oprzeć się mężowi i trwasz w terapii .To atawistyczna siła przetrwania, a do Twojego męża w końcu dotrze,że nie może bezkarnie i nie ma prawa rządzić drugim człowiekiem, ale to Ty musisz mu to uświadomić,pokazać, nie poddajac się !

        Iga jesteś inteligentna i wykształconą kobietą, żyjesz w cywilizowanym kraju prawa i sprawiedliwości (z pewnym przekasem to mowię ;), masz dostep do psychoterapii, masz niemal nieograniczony dostep do wiedzy, masz do dyspozycji szereg instytucji broniących praw zarówno Twoich jak i Twoich dzieci .
        No i nie jesteś sama, więc dasz radę kobieto :)))



      • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

        Autor: feelka   Data: 2018-02-11, 11:04:41               Odpowiedz

        "Gdy emocje opadły, powiedział ze nie życzy sobie takiej żony i że wyjeżdża z kraju robić swoją karierę muzyczną. Wpadłam w panikę, zaczęłam przepraszać go i prosić, żeby został"

        Tu był moment zwrotny, a w każdym razie ważny: gdyby nie zobaczył jak bardzo się boisz utraty, jak bardzo ma cię w garści, jaka to sadystyczna perwersja tak kimś zależnym pogrywać ... nie rozkręcił by się w tej "zabawie" na całość.

        Ale wiem, że musiało tak się stać, bo panika , Twoja panika do omdlenia - to nie jest coś co można było zatrzymać (silą woli he he) i udać że tego nie ma. Pracuj więc spokojnie, "spokojnie":), nie nad mężem, tylko nad paniką, nad lękiem. A to praca na dłużej.

        W końcu... gdzie ci się spieszy?.. ;)



      • RE: Czy terapia w moim przypadku ma sens?

        Autor: fatum   Data: 2018-02-11, 12:25:26               Odpowiedz

        Iga wiesz co będzie.Tylko nie chcesz o tym myśleć.Pisałam,że męża nie masz.Jest tylko w Twojej głowie.Terapeuta jest,więc nie ma obawy,że za kilka lat będziesz sobą.Poproś terapeutę o drobne zadania związane z utratą.Tak mu dosłownie powiedz.On będzie wiedział w czym rzecz,a Ty szybko załapiesz,bo jak Dziewczyny słusznie piszą jest mądra,inteligentna i dasz się lubić.Ja Ciebie bardzo polubiłam Iga.Na razie sama pomyśl o jakim ćwiczeniu związanym z utratą i je przeżyj.Albo poszukaj w necie zanim o to poprosisz swojego terapeutę.Oswajanie się z lękiem,to godzenie się na utratę.Lęk często służy nam,byśmy w sumie nie musieli np.pracować nad sobą.Lęk osłania nas przed życiem,którego nie chcemy i chcemy.Poczytaj też o utracie jak sobie radzić.W sumie chwal siebie,bo to też oswaja nieco lęk.Widzisz siebie,że już coś możesz dla siebie zrobić (psycholog)to ten stan ducha podtrzymuj w sobie i często siebie chwal,bo tak naprawdę masz tylko skarbie siebie samą.Tulu ładnie o tym często pisze.