Forum dyskusyjne

Zniszczona psychicznie

Autor: wioll   Data: 2017-11-10, 12:35:34               

Chciałabym tutaj opowiedzieć swoją historię. Nie mam z kim porozmawiać, gdzie wylać swoich emocji...
Piszac to łzy ciekna po policzkach...
Dzieciństwo- ojciec gdy byłam mała bił mnie i mamę. Przepijal wszystkie pieniądze. Komornicy, przeprowadzki z jednego wynajmowanego mieszkania do drugiego, życie na zasilacz. Mama niby chciała odejść, ale nigdy tego nie zrobiła... Pamiętam jeden dzień kiedy siedziałam na fotelu jako 4 letnia dziewczynka, a ojciec kazał mi zejść i się bawić. Siedziałam dalej, chwycił mnie za włosy, pociągnął tym samym wygrywając ich całą garść. Ze strachu i bólu zesikalam się w majtki. Dostałam za to jeszcze kilka uderzeń. Wróciła mama zobaczyła porozwalane zabawki, mnie płacząc i wyrwane włosy na podłodze. Wezwała policję, razem z policjantem pojechaliśmy na obdukcje. Pamiętam jak podawała lekarzowi garść moich wyrwanych wlosow w zamkniętym woreczku, które zebrała z podłogi w domu... Nie wiem co było dalej, wiem że ojciec nigdy nie został ukarany, a mama nie odeszła.
Wiele razy takie rzeczy miały miejsce. Nigdy nie słyszałam od ojca ani matki słów ,, kocham Cię''. Raz ojciec wziął mnie jako dziecko na kolana. Pamiętam do dziś jedyny przejaw ciepła od niego.
Z czasem mama zaszła w ciążę, urodził się mój brat. Rodzice dostali mieszkanie socjalne i ojciec dobra chociaż słabo płatna pracę. Wzięli na raty kilka rzeczy na wyposażenie mieszkania. Ojciec pił i bił ale znacznie rzadziej tzn. Wpadł w ciągi. Nie pił miesiąc, dwa, trzy a potem chodził pijany przez 2 tygodnie przepijajac większe sumy pieniędzy. Narobił długów, nie spałacal rat przez kilka miesięcy narobił zaległości z których już nie dało rady wyjść ze względu na brak kasy.
Ja chodziłam do gimnazjum, liceum. Znosiłam nabijanie się rówieśników że nie mam modnych ciuchów, nie kupuje nic w sklepiku, nie mam podręczników. Później liceum i to samo z tym że już było łatwiej bo chodziłam odrabiać sobie na polu a to zbierając kamienie a to wygrywając chwasty. Na podręczniki było. Ojciec przestał bić, były tylko wyzwiska ale jak bolące. Często płakałam modląc się żeby Bóg zesłał mi kogoś kto zabierze mnie z domu i obdarzy ciepłem i miłością.
Na urodzinach mojej koleżanki poznałam faceta. Okazało się że ma 32 lata ja wtedy 18. Zagadal, zaczęliśmy pisać. Długo zastanawiałam się czy ta różnica wieku nie jest za duża, ale był miły, wydawał się dojrzały i chcący stałego związku. Spotykaliśmy się. Za mieszkaliśmy razem. Poznawalam jego przeszłość. Często opowiadał o swoim poprzednim związku ze został zraniona i zdradzony. W młodości eksperymentowal z narkotykami, teraz poparła trawę jak to mówił od czasu do czasu żeby się wyluzowac. Ja głupia młoda zaakceptowała to. Pracował u ojca w firmie. Razem z ojcem miał ciężki kontakt. Często pojawiały się konflikty dotyczące firmy i pracy.
Często mówił jak bardzo chciałby założyć rodzinę, mieć dziecko. Postanowiliśmy się o nie postarać. Po pół roku zaszłam w ciążę. Odtąd zaczęły się problemy. Ja siedziałam w domu. Sprzątalam,gotowalam przygotowywalam się do porodu. On przychodził z pracy, piwko, zapalił lufke trawki i szedł spać. Zaczęłam czuć się samotna. Mówiłam że nie ma tyle pić i palić. Obiecywał że jak synek się urodzi przestanie- nie przestał. Wcześniej nie dostrzegalam tego ale dziś już wiem że ma poważny problem. Do tego wszystkiego dochodziły napady gniewu. A to że skarpetki źle dobrane w parę, a to że nie spakowałam jego klapek na wyjazd, a to w odkurzacz pękł jakiś plastik i ja go popsulam. Jego napady wyglądały tak że krzyczał, darl się na mnie, nie wyzywal mojej osoby ale zawsze padały wyzwiska typu- ja pier... Kur... Po co mi to. Czy nie można zrobić tego normalnie, czy tak ciężko, jak można tego nie wiedzieć.. Itp. Często wali w coś pięściami albo kopalni, rzucił czymś. Tak jest do teraz. Czuje się jak głupek, idiotka nie potrafiąca nic zrobić.
Urodził się synek, wszystko super, chłopak przeszczesliwy.
Wróciłam ze szpitala od razu musiałam posprzątać. Miałam nadzieję że chociaż ogarnie swoje rzeczy, wiedział że następnego dnia przyjdzie położna ale nie. Z balacym kroczem zbierałam jego rzeczy, porzadkowalam naczynia...
Dzień mijał za dniem, ja cały czas z dzieckiem. Sprzątanie, karmienie, usypianie, obiad... I tak dzień za dniem. Raz na jakiś czas przychodziła jego mama zająć się małym na 3 godzinki wtedy jechaliśmy na zakupy.
Z czasem mały podrosl. Ja nadal siedziałam z nim w domu bo do pracy nie miałam ani jak wrócić bo wcześniej pracowałam na umowę zlecenie, ani komu go zostawić by móc czegoś poszukać. A na żłobek średnio było nas stać. On nadal się przyczepial i robił afery że coś źle postawione, że coś popsulam, że coś źle użytkuje.
Oświadczył się niby z zamiarem wzięcia ślubu cywilnego. Minęły 2 lata ślubu nadal nie mamy. Obiecywał jeszcze jak byłam w ciąży że jego mama nam pomoże, że będziemy mogli czasem się wyrwać do kina, na kolacje. Nie pomaga. On sam wraca z pracy zje obiad i siedzi przed tv albo idzie spać. Nie potrafi nawet sprzątać po sobie talerza. Czy skarpetek które zdjął pod stołem, zanieść do kosza na pranie, leżą do póki ja nie zaniose. Wszystko, naprawdę wszystko w domu muszę robić ja. Jedynym jego obowiązkiem odkąd mały się urodził było wychodzenie przed i po jego pracy z psem. Teraz już wyzywa i jest to dla niego problemem. Muszę ja albo wyjść z psem albo zrobić mu śniadanie i bułki do pracy bo on nie ma na wszystko czasu. Ale żeby pooglądać telewizję przy śniadaniu czy wyjść na balkon zapalić trawę czas się zawsze znajdzie.Zaczęło się coraz bardziej psuć. Nie mam ochoty się z nim kochać. Przymuszam się raz na jakiś czas z obowiązku.
Ostatnio ciągle Awantury u niego w pracy z ojcem. Gdzie jestem pewna że większość wynika z jego zachowania bo to on czepia się zwykłych najprostszych Czynności. W związku z tym Zapadła decyzja o otwarciu własnej firmy. Firmę otworzyłam ja na siebie. Byłam zadowolona ze nie będę musiała prosić się urzędów o ubezpieczenie. Teraz to dla mnie masakra. Staram się ogarniać sprawy papierowe. Odbieram materiały z hurtowni ciągnąc ze sobą wszędzie synka. On pracuje nadal u ojca i czasem popołudniami w naszej firmie. Rozumiem że ma dużo pracy ale ja też już powoli nie daje rady. Dziecko, dom, firma, problemy. On mimo wszystko ma czas żeby w międzyczasie wyrwać się na godzinę z kolegami na piwo. Ja tutaj nie mam koleżanek. Wszystkie które dotychczas miałam olaly mnie bo przecież nie mogłam wychodzić się z nimi spotkać bo zawsze coś wypadało, a to musi w pracy dłużej zostać a to lekarz a to jakaś praca do wykonania. Jak mam chwilę dla siebie to raz na miesiac/trzy tygodnie na 3 godziny jak jego mama zechce zaopiekować się małym. Na moją mamę nie mogę zbytnio liczyć bo 3 lata temu urodziła mi się siostra. I mama zajmuje się nią a dodatkowo dorabia popołudniami. Przynajmniej wiem że ojciec się ogarnął i nie znęcanie się nad moim rodzeństwem więc tutaj mam spokój.
Czuje się strasznie samotna, siedzę w 4 ścianach, nie mam już nawet ochoty wychodzić na spacer. Jego albo nie ma albo przychodzi pijany i nacpany, albo wszczyna awanturę o byle pierdołe. Czasem mam myśli żeby wziąć jakąś garść tabletek i się nie obudzić ale bardzo szkoda mi synka. Często też łapie się na tym że krzyczę na niego z byle powodu. Jestem znerwicowana. Jak tylko zbliża się moment jego powrotu z pracy sprawdzam czy nie ma czegoś do czego mógłby się przyczepić. Nie mam już sił. On nie rozumie że mogę czuć się wyczerpana czy zmęczona bo przecież prowadzenie domu i opieka nad dzieckiem to nie praca. To on charuje żebym miała co jeść. Kiedy mówię że mógłby mi pomóc w domu i chociaż ogarnąć po sobie bo nic nie robi to obraża się że jak ja mogę mówić że on nic nie robi. Ale kiedy proszę by powiedział co on robi takiego to nie jest w stanie wymienić. A kiedy ja mówię że mam dość prania odkurzania itp. To zdawkowo mówi że pierze to pralka a nie ja a odkurzacz odkurzacz. Kiedy wspomnę że za dużo pije i pali twierdzi że to nie jest dobry moment na rozmowę na ten temat poza tym on musi się wyluzowac bo dużo pracuje. Z tym że prób podjęcia rozmowy było conajmiej kilkadziesiąt. Jak mówię że jest uzależniony to krzyczy na mnie ze jak mogę tak mówić. Wie o moim dzieciństwie i często twierdzi że mój ojciec to alkoholik a nie on bo on nie przepier... Wszystkich pieniędzy na alkohol. Z tym że picie codziennie conajmiej 2-3 piw to dla mnie nie jest normalne zachowanie. Czesto zdarza się nawet więcej...
Nie mam do kogo pójść. Gdzie się wyprowadzić. Jedyna moja nadzieja jest ze jak synek pójdzie w przyszłym roku do przedszkola będę mogła poszukać jakiejś pracy i stopniowo się usamodzielnic ale co do tego czasu będzie to nie wiem. Moje życie mnie przytłacza... Moja przeszłość mnie przytłacza... Trafiłam z deszczu pod rynne... I boję się przyszłości... Każdego dnia...

Odpowiedz


Sortuj:     Pokaż treść wszystkich wpisów w wątku