Forum dyskusyjne

Dorosłe życie, apatia

Autor: BlueAngel   Data: 2017-11-09, 21:09:13               

Nie będę pisać wiele o sobie, tylko od razu przejdę do powodu, dla którego się tu zarejestrowałam.
Zrobiłam to dlatego, by się wygadać, bo nikt mnie raczej nie wysłucha - mogę liczyć tylko na rzucone w twarz ""przesadzasz"" lub ""weź się w garść"". Mam więcej problemów niż tu przedstawiam, ale chciałam skupić się na jednej rzeczy.

Mam 22 lata, trzy lata temu skończyłam liceum i zdałam maturę. Ponad pół roku temu przeprowadziłam się z chłopakiem na wynajęte mieszkanie. Znalazłam pracę - miałam ich kilka, ale teraz w miarę stałą, chociaż za 1500 zł, bo bez studiów na więcej liczyć nie mogę. Mój chłopak zarabia więcej, trochę ponad 2 tys. Wszystko skupia się na ciągłym oszczędzaniu, bo przecież trzeba opłacić czynsz, prąd, wodę, a do tego jeść - nie wspomnę o innych rzeczach. Według mnie, żyjemy w biedzie. Chłopak ma inne zdanie, bo miał jeszcze gorszą sytuację domu, ale to chyba nie powinno być wyznacznikiem. Muszę kupować najtańsze rzeczy i ciągle się bać, czy nie przekroczę dziennego budżetu, bo to skutkowałoby jego gniewem. Raz nas wywalono przez pomówienie i skończyliśmy bez kasy na kaucję na nowe mieszkanie, więc teraz stał się w tym surowy. Nie odpowiada mi to, ale nie winię go.
To jedna z rzeczy. Drugą jest fakt, że kiedyś miałam mnóstwo energii, zainteresowań, a teraz? Nic mnie nie interesuje. Chciałabym może coś zrobić ze swoich pasji, ale to tylko myśli. Gdy wracam z pracy, siedzę głównie na necie. Nudę zabijam alkoholem (najtańszymi szczynami, bo budżet), papierosami (skręcane z taniego tytoniu), czasami masturbacją. Możnaby powiedzieć, że jestem leniwa i że powinnam po prostu się zmotywować. Jest to jednak niemożliwe. Ciągle jestem zmęczona, nie ma rady, bym się ruszyła i np., jak kiedyś, potańczyła. Ciągle zamulam i nie widzę sensu w życiu. Kiedyś chciałam iść na studia, teraz mnie to już nie obchodzi. W sumie nie wiem, kim chce być w życiu - najlepiej zaszyłabym się w pokoju i przeczekała życie. Albo - mój najnowszy pomysł - zabiłabym się i oddała jakiś organ małemu, choremu dziecku, który np. chce być astronautą albo strażakiem. Mam serio ochotę oddać swoje życie komuś, kto je spożytkuje. Dostałam cenny dar, a go marnuje i mam z tego powodu silne poczucie winy. Mówiąc szczerze - nie chcę umrzeć. Boję się panicznie śmierci. Ale życie też mnie nie przekonuje.
Nie pójdziemy do restauracji ani do kina ani na imprezę przez brak pieniędzy. Siedzimy ciągle w domu, oglądając głupie filmy na yt, a ja czuję się, jakbym marnowała życie, ale nie mam siły się podnieść i coś z tym zrobić. Pisałam o tym, że bez studiów nie będę mieć więcej pieniędzy - i ze studiami mogę nie mieć, tym bardziej, że najbradziej dochodowe kierunki w ogóle mnie nie interesują. Czuję, że czeka mnie harowanie za minimalną pensję do końca życia, bez hobby, bez celu, bez radości z takich rzeczy jak chociażby ładna pogoda - teraz i ona mnie nie zachwyca. Nic mnie nie zachwyca.
Pisałam na początku, że nikt mnie nie wysłucha. Bo nie wysłucha - przez nieśmiałość od wielu lat nie mam żadnych znajomych, a nowych mieć nie będę, bo nie umiem ich poznać. Surowi rodzice, glównie mama, mają mi za złe wyprowadzkę i każde spotkanie z nimi to pouczanie i nastawianie mnie przeciwko mojemu chłopakowi. Sam chłopak powie mi tylko, bym się wzięła w garść i nie narzekała. Czuję się samotna, bardziej niż kiedykolwiek. Nie mam nikogo, nie mam celu w życiu, nie mam siły na nic, nawet na to, co mi dawało tyle radości. Zauważyłam nawet, że bardzo rzadko płaczę, prawie w w ogóle, mimo takiego bólu, a kiedyś było to u mnie częste. To jakaś dziwna apatia. Nie wiem co robić.

Odpowiedz


Sortuj:     Pokaż treść wszystkich wpisów w wątku