Forum dyskusyjne

RE: Mam nadzieje,że odbierzesz to ze spokojem

Autor: nullo   Data: 2016-05-10, 01:53:40               

Chyba odbiorę to ze spokojem - co innego czytać obcych mi ludzi z internetu niż czytać bliskich mi ludzi z internetu czy pewną część osób z reala.

Co do narzekania, to z dwiema osobami faktycznie tak trochę było. Jedną z nich wspomniałem. Dużo narzekałem, ale komu innemu miałem się wygadywać na bieżąco? Wkurzyło mnie, jak mówiła np. o dziewczynie, nad którą jakiś chłopak się znęca, a ta trwa w związku, albo o innej, która ponoć była gwałcona kiedyś przez ojca/ojczyma. Poczułem się wtedy gorszy. Bez słowa zerwała znajomość, ale jestem pewien, że oliwy do ognia dolały jej "przyjaciółki", które nic sobą nie reprezentują.

Prawie podobnie, ale tak samo było z przyjaciółką ze studiów. Szukałem u niej pomocy, często narzekałem, a potem ta mówiła, że "inni mają gorzej". Że mam ochotę jej wygarnąć w realu co o niej myślę. A ci tak zwani "inni" to nikt inny jak jakieś pierwsze lepsze przyjaciółki z fajnym życiem. Ale tutaj do niej nie czułem mięty.

A co do obecnych przyjaciółek... Tego narzekania jest po prostu znacznie mniej, ale wiedząc, że z żadną z nich nie będę w związku to te relacje są słodko-gorzkie. Gdzieś w środku marca po tym, jak druga z nich mi odmówiła, pomyślałem sobie: "mam dość, poddaję się, nie chcę nikogo". Zostaje mi się tylko modlić, bo zabawa w miłosne podchody zawsze doprowadza mnie do porażki. Ale pewne jest to, że im mniej narzekam niż tamtej dwójce, ale to nie zmniejszyło liczby powodów dla których narzekam. Po prostu mam dość takiego życia. Chcę to zmienić. Ale nie mam warunków.

Chyba nie przepracowałem tamtej "przygody" z internetem i że tak od razu wyskoczyłem Tobie z pretensjami. Pewne osoby z tamtego okresu tak na mnie wpłynęły. Był taki okres, że podejrzewałem u siebie PTSD, ale nawet tego mi nie wykryto.

Z większą niechęcią odnoszę się do ludzi. I to się nie stało w dzień czy w miesiąc. Zbyt wiele rzeczy na siebie się nałożyło i często odczuwam frustrację, najczęściej po prostu z powodu niesprawiedliwości. Ja wiem - też są osoby, które straciły jednego czy dwóch rodziców, ale ja najczęściej widzę samych szczęśliwców, co im się wszystko udaje. I nie powiedzą jak żyć i gdzie się udać, tylko zaraz wyciągną na zakrapianą imprezę, ponieważ dla nich alkohol jest dla tych ludzi jak woda święcona dla mocno wierzących, czyli zwyczajną świętością.

A doktor kiedyś mi mówiła, że niby mam te 20 parę lat, ale bywało, że brzmiałem jak 70-latek z depresją.

Odpowiedz


Sortuj:     Pokaż treść wszystkich wpisów w wątku