Forum dyskusyjne

Sortuj:     Pokaż same tytuły wpisów w wątku
  • Potrzebuje rozsądnej rady

    Autor: zagubiona387   Data: 2011-02-10, 21:17:17               Odpowiedz

    Mam 37 lat, męża, dwoje dzieci i wydawało mi się dotychczas, ze ustabilizowana sytuacje rodzinna.
    Koszmar zaczął się w grudniu, kiedy moj mąż wybrał się ze swoja dawna współpracownica na wspólna imprezę firmową. Miałam tam zaproszenie, ale nie mogłam jechać, o tym, ze jestem zaproszona dowiedziałam się przypadkiem, od zapraszajacych (prywatnie naszych znajomych).
    Mąż twierdzi, ze nie miał pojęcia, ze jesteśmy zaproszeni razem, a koleżanka pojechała, bo on próbował ja ściągnąć do nowej firmy, była na rozmowach tego dnia, a towarzystwo na imprezie było związane z ta firma własnie.
    Mąż po imprezie został odwieziony przez naszych znajomych kompletnie pijany. Następnego dnia rano poleciał na weekend za granice do chorego ojca.
    Sytuacja dziwna, ale daje się wytłumaczyć rozsądnie.
    Zajrzalam w billing. Przez grudzień kontakt z tamta panią intensywny, po 8 smsow dziennie, po 1-2 rozmowy 20-minutowe. Do tego po 4 smsy w wigilię i w drugi dzień świat. Pory smsow - nie licząc tych świątecznych - służbowe.
    Wpadlam w szał, zrobiłam awanturę. twierdzi, ze nic nie ma, ze to tylko wspolpracownica. Do tego wygarnal mi nasze wspólne relacje w ostatnich latach, ze ma ze sobą problem, a ja nie jestem wsparciem. Ze był u psychologa i osiągnął równowagę a ja mu ja burze nieuzasadnionymi podejrzeniami.
    Teraz pracują razem, mąż wraca codziennie ok. 22. Ich pracodawca ma taki styl pracy (jak dzwonię czasem to słychać, ze jest w biurze). Przez caly dzien od 8 do 22 nie ma czasu do mnie sie odezwac. Do tego jest przemeczony i drażliwy. W weekendy tez pracuje i oczywiście w tajemnicy przede mną kontaktuje się z tamta. Tez się da wytlumaczac, zrobił coś, wysłał i zadzwonił. Pani jest stanu wolnego (36 lat) i maz nie ukrywa, ze ceni ja ze dyspozycyjnosc.
    Nie wiem, czy ich coś łączy. Maz zapewnia, ze nie, ale ja popadam w paranoję. Szczególnie, ze mieliśmy 10 lat temu bardzo podobna sytuacje i wyprowadził się na 8 miesięcy do tamtej. Dziś twierdzi, ze wtedy nabrał rozumu. I ma żal do mnie, ze mu nie ufam.
    A ja nie wiem czy powinnam ufać. Ale z drugiej strony, jeśli rzeczywiście to stres i praca, podejrzeniami zabije małżeństwo.
    Nie potrafię sobie z tym poradzić. Jestem na granicy obledu.




    • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

      Autor: bezendu   Data: 2011-02-10, 21:36:02               Odpowiedz

      My kobiety mamy niestety ( a może stety)... intuicję
      Taka sytuacja, racjonalnie, gdy ja sobie tłumaczysz niby jakoś wygląda (fakt pracuje, fakt, jest w biurze, a może sobie tylko ubzdurałam?)
      Jednak coś w głębi dręczy,że coś jest nie w porządku i niczym nie da się tego zagłuszyć.
      Dodatkowo mąż solennie zaprzecza.
      Wcale się nie dziwię ,że w takim "mixie", gdzie nie wiesz już co jest prawdą a co nie masz wrażenie,że ktoś tu zaraz zwariuje.

      Wiesz co jest Twoja najmocniejszą bronią w tym wszystkim?
      Że Ty na swoim sumieniu nie masz nic i masz święte prawo żądać takiej samej lojalności i miłości.
      Masz coś do ukrycia przed mężem?
      Możesz patrzeć mu prosto w oczy?
      Możesz.
      To potężna siła.

      Nikt dorosły nie śle sms-ów w Boże Narodzenie i Wigilię do osób, które są tylko partnerami w pracy.
      no chyba,że wysłał jeszcze kilkadziesiąt innych.
      Ale jeśli tylko do niej, to nie bądźmy naiwni.

      A wcześniej też tak "sumiennie" pracował do 22-giej, dzień w dzień?
      sama znasz tryb swojego życia i czujesz zmiany.

      Jak reaguje mąż na sugestie z Twojej strony, na Twoje domysły?

      Na spokojnie, ale stanowczo.
      W końcu masz prawo nie życzyć sobie takich zachowań.
      Żadnej ulgi w rozmowie, tylko jasno i stanowczo czego Ty chcesz.
      I kropka.







      • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

        Autor: fionaq   Data: 2012-01-24, 11:52:31               Odpowiedz

        moja rada jest taka udaj ze masz go gdzies bierz to co ci pasuje badz twarda nie rozpasczaj bo jak mowił moj 5 letni wnuk babia chłopcy kochają te wedne zołzy a nie te dobre nie nadskakuj niech on nad toba skaczej rzadaj tego jak nie masz zajecia hobby to znajdz go niech on zacznie ci pomagac itd bo co zakazane to kusi a ty odwroc to



    • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

      Autor: mada111   Data: 2011-02-10, 21:38:13               Odpowiedz

      Zawierzyłabym intuicji, tym bardziej, że miałaś już zdradę męża. Pomijam, że tylko niespełna rozumu człowiek, mając rodzinę, pracuje od 8-22. Masz tak naprawdę w domu lokatora, a nie męża i ojca dzieci.



      • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

        Autor: jadzia   Data: 2011-02-10, 21:55:47               Odpowiedz

        Jesteś strasznie wyrozumiała, ciągle jego tłumaczysz na głos a w głębi serca masz jakieś kosmate myśli. Postaw na swoim...Oni to chyba nigdy nie będą dorośli tylko pozostaną dzieciakami.On tupnie i ty mu wierzysz...Współczuję:( tyle siedzieć w pracy mając taką wspaniałą żonę, dwoje dzieci. Jak facet raz zdradzi to później nie ma co się łudzić że tego nie zrobi znów. Zrobił skok w bok i raczej nie było konsekwencji tylko podlizał się jak każdy facet bo my mamy za miękkie serce i jak kochamy to całą sobą, więc szybko wybaczamy. Faceci nie myślą głową. Postaw go przy ścianie i powiedz co Ci się nie podoba, że potrzebujesz go w domu, powiedz o swoich obawach i niech się za to nie focha bo nie ma powodu a ty masz prawo mówić co czujesz a nie dusić w sobie. Później może być gorzej. On tyle błędów popełnia i dalej się bawi....Przejmij ster, bo chyba on nie wie że ma rodzinę a to są też inne obowiązki niż tylko kasa.



        • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

          Autor: ktosia3   Data: 2011-02-10, 22:28:53               Odpowiedz

          zagubiona,
          zacznę od tego, że jestem jak najbardziej za zaufaniem..., ale pisałam to już kilka razy i powtórzę jeszcze, jeżeli coś już kiedyś było..., jeżeli coś burzy bezpieczeństwo... i jeżeli pojawia się coś co niepokoi..., w takim przypadku najlepszą formą zaufania jest kontrola (niestety)... zawsze powtarzałam mężowi, dzieciom, uczniom i wszystkim, za których przez jakiś okres czasu byłam odpowiedzialna, że ufam i wierzę i nie sprawdzam, ale jeżeli zdarzy się coś (mikroskopijnego), co mnie zaniepokoi to zaglądnę nawet do majtek...
          sprawdź, bo z rozmowy nic nie wyniknie... "a znasz takiego, który się przyzna?", a sposób na sprawdzenie znajdziesz... zastanów się też, czy naprawdę chcesz wiedzieć i co chciałabyś z tą wiedzą uczynić...
          pozdrawiam serdecznie...



          • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

            Autor: zagubiona387   Data: 2011-02-11, 18:19:39               Odpowiedz

            Ktosia3

            Sprawdzam. Bilingi, kwity, zapach na koszuli. Dzwonię wieczorem nasluchujac odglosow w tle. Wszystko to przemawia za tym, ze nie zdradza, nie fizycznie.
            Nie wysyła do niej smsow wieczorami.

            Ale boje się, ze to jest flirt, który go wyciągnie z domu. Szczególnie teraz, w czasie kryzysu :(



          • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

            Autor: dabljuu7   Data: 2011-07-16, 07:31:56               Odpowiedz

            nie tlumacz go, czlowiek zaslepiny nie widzi prawdy, zaslania ja, napisala ze sluchasz w tle czy jest w biurze, no pewnie ze nie bedzie sapal w sluchawke gdy bedzie to z nia robil...uwierz mi naprawde...to nie jest noralne...kiedys kilka lat temu robilam glupie rzeczy mozna powiedziec ze bylam ta"kochanka" przepraszam ze to pisze ale wierz mi ze to najprosciej ukryc a zony wierza we wszytsko..teraz bardzo zaluje tego jaka bylam popsulam wiele....ale za to teraz bardzo cierpie bo na to zasluguje!!!!
            otworz oczy sprawdz go jakos, jedz do firmy, pogdladnij cokolwiek zrob cos....moze on sie ocknie!!!!!!



    • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

      Autor: julka85   Data: 2011-02-10, 22:19:16               Odpowiedz

      zagubiona387

      Masz schizy bo pewnie miedzy Wami nie jest dobrze i nie chodzi mi o nową panienkę która wszystko psuje, ale o relacje między Tobą i Twoim mężem.
      Z drugiej strony takie wyjazdy "służbowe" to jakaś patologia. Mąż jest zapraszany osobno i zona osobno , każdy z własnym firmowym towarzystwem. Szkoda gadać, nie uznaję takich imprez "integracyjnych".




      • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

        Autor: deemi   Data: 2011-02-11, 08:35:38               Odpowiedz


        Witaj

        Czujesz ,że sie dzieje coś dziwnego i jesteś odsuwana na dalszy plan .

        Zadałabym w tej sytuacji dwa pytania

        1. czy potrzebujesz pomocy .

        2. Czy moja pomoc ma dla ciebie jakąś wartość ?

        Czy nie ma innego wyjścia i musi pracować od 8- 22 ? to przecież idzie kota dostać.



      • głowa do góry

        Autor: anetabarbeta   Data: 2011-07-07, 10:03:10               Odpowiedz

        posłuchaj czy ty masz swoją tożsamość jesteś kobietą , człowiekiem czy zwierzątkiem zaszczutym ? chyba nie!jesteś za dobra , on wie że ty za nim poszłabyś na koniec świata. Nie patrz na dzieci na niego , zadbaj o siebie , nie wiem czy pracujesz czy nie ?Jeśli cię stać zmień fryzurę , zacznij się malować bardziej , mocniej , zacznij ubierać się w modne ciuchy ,używaj perfum miłych, seksownych i zmieszaj z męskimi , lub wyjedż gdzieś sama bez dzieci . Żeby nie było cie dłużej. Zobaczysz co zrobi twój małżonek , stań się obojętna tak jak on. Ty za bardzo go kochasz i to jest problem , facet myśli członkiem i tyle , kobieta nie, ona przeżywa , emocjonuje się zbytnio. Dobrze ci radze , ja kiedyś tak zrobiłam i wtedy zmieniło się dużo uwierz mi , jak masz jakieś hobby tez poświęć się temu , stwórz sobie pasję która ci uświadomi że jest kimś kto poradzi sobie ze wszystkim. Głowa do góry !



    • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

      Autor: Nastusia   Data: 2011-02-11, 09:13:20               Odpowiedz

      Co zrobić? Sprawdzić treść sms-ów,będziesz wiedziała czy to tylko rozmowy służbowe,czy coś więcej. Jeśli posiadasz intuicję,czyli w przeszłości nie zawiodła Cię,bądź czujna.



      • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

        Autor: zagubiona387   Data: 2011-02-11, 14:36:29               Odpowiedz

        "Co zrobić? Sprawdzić treść sms-ów"

        Telefon jest zahaslowany. Dawno bym to zrobiła :(



        • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

          Autor: Nastusia   Data: 2011-02-11, 15:41:24               Odpowiedz

          W billingach nie ma treści rozmów? Chyba takie można otrzymać?
          Dziwi mnie jedno,na Twoje pytania o koleżankę,mąż mówi o Waszych problemach małżeńskich,czyli dla mnie wniosek jest jeden...bo co ma piernik do wiatraka<?>"przyjaciółeczka"rozumie Twojego męża,Ty nie. Zawsze rozbrajały mnie tego typu panie,bo skoro takie cudne,to dlaczego wciąż same? i zawsze do zajętych ich ciągnie,bo sprawdzeni...wyłowieni z oceanu pod tytułem "Mężczyźni"?



          • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

            Autor: zagubiona387   Data: 2011-02-11, 17:45:23               Odpowiedz

            Nie ma i nie można ich zdobyć nigdzie. Co do przyjacioleczki to tak własnie jest. Tzn, bywa, o ja resztkami sił mu wierze.



    • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

      Autor: manna1   Data: 2011-02-11, 09:47:51               Odpowiedz

      Witaj,
      po pierwsze - trzeba sprawdzić sytuację, delikatnie, tak, żeby mąż się nie zorientował, że to jest sprawdzanie.
      po drugie - czy ja dobrze rozumiem? Twój mąż pracuje 14 godzin dziennie - codziennie i jeszcze w każdy weekend?
      A kiedy bywa w domu? Samo to jest dziwne...



      • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

        Autor: burzka   Data: 2011-02-11, 10:38:01               Odpowiedz

        Mnie tu śmierdzi zdradą i tyle. Może nie zdradził Cię z nią fizycznie, ale cóż... wychodzi w skrócie na to, że spędza z nią dużo więcej czasu niż z Tobą i dziećmi. Facetowi się znudziło rodzinne życie i potrzebuje nowych wrażeń.
        Szlag mnie chce trafić na takich typków.
        Przyłączam się do wcześniejszych wypowiedzi: uważam, że jesteś rozsądna, nie wyciągasz pochopnych wniosków, ostrożnie oceniasz i nie przesadzasz w tej ocenie.
        Był czas, że ja też pracowałam po czternaście godzin. Trwało to rok. Miałam bardzo mało czasu na rodzinne życie. Nie miałam w pracy żadnego romansu i żaden facet nie był w kręgu moich zainteresowań. Ale moje małżeństwo mocno oberwało przez to, że po prostu nie było mnie z rodziną. Przychodziłam do domu, padałam ze zmęczenia, a rano wszystkich poganiałam. Relacje z mężem bardzo się popsuły. Syn .. szkoda gadać.. nic o nim nie wiedziałam!
        Nawet, jeśli z nią nie sypia, niekiedy taka więź emocjonalna, wspólne sprawy, samo przebywanie z kimś po tyle godzin, dzielenie trudnych spraw zawodowych, to zbliża. Tym bardziej, że prawdopodobnie mają się ku sobie. Te esemesy, telefony w święta... Jest mięta. Nie ma się co oszukiwać.
        Co masz zrobić?
        Zależy, czego chcesz.
        Czy chcesz ocalić małżeństwo, czy pogonić gada, czy przymknąć oko i przeczekać. Wszystko zależy od tego, co chcesz dalej zrobić ze swoim małżeństwem.
        Jeśli chcesz pogonić, to pewnie będziesz mieć wystarczająco dużo argumentów.
        Jeśli chcesz ratować, to dużo trudniejsza sprawa. Wymaga pracy, wybaczenia, rozmów, może mediatora, zaciskania zębów i łykania łez.. a przede wszystkim tego, żeby on zrozumiał, co może stracić.
        Trudne to wszystko.. Ja bym pewnie pogoniła :D Chociaż.. łatwo powiedzieć..
        Tak czy siak - trzymam kciuki. Żeby wszystko ułożyło się po Twojej myśli. Żeby było dobrze. Pozdrawiam Cię najcieplej!



        • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

          Autor: zagubiona387   Data: 2011-02-11, 14:50:27               Odpowiedz

          Burzka...

          "Nawet, jeśli z nią nie sypia, niekiedy taka więź emocjonalna, wspólne sprawy, samo przebywanie z kimś po tyle godzin, dzielenie trudnych spraw zawodowych, to zbliża. Tym bardziej, że prawdopodobnie mają się ku sobie. Te esemesy, telefony w święta... Jest mięta. Nie ma się co oszukiwać."

          Otóż to! Tak to zdaje sie wyglada.
          Chce ratować małżeństwo. Mąż ma pretensje, ze go nie wspieram w trudnym okresie. Ze on wraca zestresowany, a ja mu dokladam swoje urojone problemy.
          Tyle, ze moja intuicja podpowiada mi, ze to nie jest urojony problem (dziś zanim dojechał do firmy - 3 smsy).
          On jest pracoholikiem. Ona byłaby kobieta idealna, czyli mógłby ja mieć nie odrywajac sie od pracy. Tak to widzę.
          Chce o niego walczyć, ale sie pograzam. A on nie daje mi cienia dobrej woli. Po prostu dziś traktuje mnie jak zło konieczne. Zaczęłam rano rozmowę ze sie martwie o niego, skończyło sie awantura.
          On nie chce rozmawiać w ogóle.
          Powiedziałam ze boje sie ze ma w głowie już plan odejścia. Nie odpowiedział. Powiedział ze jest w fatalnym stanie psychicznym. Na granicy myśli samobojczych.
          Wiem ze to prawda. Ale wiem tez ze ta baba tez gdzieś w tym jest. I jej osoba ma wielki wpływ i na moje zachowanie, i na jego zachowanie.

          Licze ze wyhamuja go dzieci. I sama mam nadzieje chlodniej do tego podchodzić. Tylko czy wytrzymam konkurencje z ambitna, bezproblemowa i profesjonalna wieloletnia współpracownica.



    • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

      Autor: zagubiona387   Data: 2011-02-11, 14:53:28               Odpowiedz

      Dziękuje Wam za wpisy. Za rozsadne i wywazone. Będę odpowiadać sukcesywnie. Potrzebuje pomocy kogoś kto patrzy na to chłodnym okiem.



      • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

        Autor: impresja   Data: 2011-02-11, 17:11:13               Odpowiedz

        zagubiona386
        a kiedy byłaś w pracy u mężusia?,
        a dlaczego jeszcze w tej pracy nie byłaś?,
        a dlaczego nie raczyłaś poznać jego sympatycznej współpracownicy?
        Kobieto zacznij używać inteligencji i intuicji.
        Pozdrawiam.



    • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

      Autor: maja2662   Data: 2011-02-11, 16:42:01               Odpowiedz

      Dlaczego jest na skraju myśli samobójczych? Z resztą, jesteście małżeństwem więc to wasz wspólny problem. Jaka by nie była przyczyna, to odbija się na całej rodzinie, więc zaproponuj wspólną terapię, bo Ty też cierpisz przez jego stan psychiczny. To będzie sprawdzian swego rodzaju, bo jeżeli mu zależy na was to się zgodzi. Powiedz mu spokojnie jak ci trudno. Być może wcale takich myśli nie ma i manipuluje Tobą, żebyś dała mu spokój. Wyraźnie wpędza cię w poczucie winy, a to nie fair. Jeszcze coś. Niech pokaże ci odblokowany telefon. Kategorycznie. Masz prawo do spokoju. Wiem co mówię. Tak zrobiłam, znienacka,żeby nie wykasował. Ja akurat się pomyliłam, bo było całkiem inaczej i nie było telefonów i sms-ów.



      • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

        Autor: zagubiona387   Data: 2011-02-11, 17:38:38               Odpowiedz

        Maja2662

        Próbowałam z telefonem. Zachował się tak, jakby miał coś do ukrycia. Twierdzi, ze to dlatego, ze ma tam korespondencję z psychologiem (to chyba jest prawda).
        Zawsze miał zablokowany telefon, konta itp. Jego zachowanie wiec, chociaż dwuznaczne, nie musi oznaczać nieuczciwosci, chociaż pewnie smsy z tamta panią nie są do końca oficjalnie służbowe.



        • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

          Autor: maja2662   Data: 2011-02-11, 17:56:46               Odpowiedz

          ale Ty nie chcesz czytać korespondencji z psychologiem, tylko z innym numerem wytłumacz mu to. To jasne że ma coś do ukrycia, gdyby było inaczej to starał by się przynajmniej udowodnić ci to, że się mylisz.Zastanów się i zrób bilans:
          1. raz odszedł
          2. zdradza Cię, jeżeli nie z tą panią, to z pracą, poświęcenie całej uwagi komuś lub czemuś jest bolesne,
          3. manipuluje, jest nieczuły na twoje zaniepokojenie, nie stara się nawet.
          Dzieci niczego nie zmienią,niczego nie załatwią, nie sprawią, że nagle on sie zmieni i nie spowodują wybuchu uczuć. Odnoszę wrażenie, że Ty nie chcesz znać prawdy, boisz się że to będzie koniec, że teraz jeszcze jest, chociaż on raczej mieszka pod adresem. Można ratowć małżeństwo, trzeba, ale nie w kłamstwie, strachu, manipulacji i braku szacunku. Odwagi, z szacunku dla samej siebie, co ma być i tak będzie. Przepraszam że tak ostro, ale walcz a nie racjonalizuj jego zachowanie.



          • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

            Autor: zagubiona387   Data: 2011-02-11, 18:11:58               Odpowiedz

            Nie pokaże. Nie ma takiej możliwości. Wiem, ze to może być dowód jego nieuczciwosci. Ale nie jest na 100%. Na razie chce mu ufać. Innej drogi walki o niego nie widzę. Znam go trochę. To nie jest typ kretacza.



          • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

            Autor: maja2662   Data: 2011-02-11, 18:48:15               Odpowiedz

            Przeczytałam uważnie to co napisałaś wcześniej. Sama sobie zaprzeczasz. Czy nie jest krętactwem "niezauważenie" że jesteście gdzieś zaproszeni razem? Nie wiedziałaś że jedzie do ojca za granicę? nie chce pokazać telefonu. Nie oceniam go, być mało o nim napisałaś, więc wszyscy tu "gdybamy". Piszesz, że musisz mu ufać. Człowiek niewiele rzeczy w życiu musi, więcej może. Żeby móc ufać, musisz być pewna że wszystko jest w porządku.



    • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

      Autor: amnezja1   Data: 2011-02-11, 17:26:54               Odpowiedz

      Moj ziec tez tak zaczał pracowac do 21.oo i tez miał kolezanki ,a nawet do jednej jezdził na rowerze z dzieckiem w weekend ,corka powiedziała,ze kategorycznie sie nie zgadza aby tak długo pracował, nastepnego dnia wyszedł do pracy i wrocił po tygodniu po rzeczy.Zostawił corke z dwojka dzieci ,najmłodsze pol roku.Kolezanke ma nadal...

      Jesli zalezy Ci na małzenstwie ,poznaj jego prace i jego kolezanke z pracy ,porozmawiaj z nia,zapros ja na kolacje.Moze to zniecheci meza .
      A moze wyjasni co nieco.



      • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

        Autor: zagubiona387   Data: 2011-02-11, 17:42:01               Odpowiedz

        "Jesli zalezy Ci na małzenstwie ,poznaj jego prace i jego kolezanke z pracy ,porozmawiaj z nia,zapros ja na kolacje.Moze to zniecheci meza ."

        Odpada, on utrzymuje, ze to kontakt służbowy i takie moje zachowanie by go urazilo (jeśli to jest prawda). A jest spore prawdopodobieństwo, ze to prawda. Za mało zyskam, za dużo mogę stracić.

        Zięć to niezły gnojek swoja droga.



        • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

          Autor: sabina   Data: 2011-03-24, 19:23:08               Odpowiedz

          myslę, że szybko rozwiejesz wątpliwości jeśli:
          1. będziesz pewna siebie i przeświadczona, że bez względu na wynik śledztwa, jakie zaraz przeprowadzisz poradzisz sobie i zadbasz o siebie i dzieci bez narażania się na upokorzenie i zbędne (podkreślam "zbędne") emocje/awantury etc;
          2. zweryfikujesz wszelkimi dostępnymi drogami swoje podejrzenia: pokombinuj z dostępem do treści rozmów, sms-ów, pojaw się niespodziewanie w pracy późna porą, poznaj koleżankę bliżej, podpytaj innych czy coś wiedzą, poobserwuj męża bez jego wiedzy w różnych porach i sytuacjach.

          Zrób sobie (zahasłowaną) listę dróg, którymi możesz dojśc do prawdy, zbieraj dane i wyciągaj wnioski.
          NIe wybaczaj w razie kolejnej zdrady- sama widzisz, że to nie dziala.



      • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

        Autor: impresja   Data: 2011-02-11, 17:46:01               Odpowiedz

        amnezja1
        mogę się z Tobą założyć,że Ona tego nie zrobi.
        Autorka święci wierzy,że kochany mąż jest święty.
        Nawet do głowy Jej nie przyjdzie zabawić się samej w detektywa.
        Za darmo usługa ta jest.
        Ojej,Kobiety co z Wami jest.
        Facet zdradza,czy nie to bynajmniej kasę dużą niechaj przynosi,a Ty Autorko wątku chyba już będziesz wiedziała co z tą górą pieniędzy zrobić dla Siebie?
        Nie będziesz wiedziała?
        Masakra to jest jakaś.
        amnezja1



        • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

          Autor: ktosia3   Data: 2011-02-11, 21:42:16               Odpowiedz

          zagubiona, jest wiele sposobów na sprawdzenie męża, mam wrażenie, że świadomie wybierasz takie, które nic nie wnoszą..., chcesz mu wierzyć, boisz się tej "wiedzy", ale niepewność jest gorsza..., jak problem już jest zidentyfikowany łatwiej sobie z nim poradzić, na razie miotasz się "a czy jest tak, a czy tak" i sama nie wiesz co z tym zrobić..., dowiedz się, sprawdź skutecznie..., będziesz wtedy wiedziała, czy chcesz walczyć, zastanowisz się jakiej broni użyć..., a może się okazać, że nie potrzebna będzie żadna walka... Jako żona możesz udać się do psychologa, do którego chodzi mąż i dowiedzieć się o postępach terapii..., nie licz na to, że psycholog powie więcej niż może, ale jeżeli mąż ma myśli samobójcze to masz prawo sprawdzić, co o tym myśli psycholog...
          I tak na marginesie - treść smsów możesz uzyskać, gdy założysz sprawę rozwodową z orzeczeniem o winie, w postępowaniu dowodowym sieć komórkowa musi te treści udostępnić...



          • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

            Autor: seven   Data: 2011-02-11, 23:33:24               Odpowiedz

            Woow no z daleka pachnie zdradą. Ale czy Ty oby chcesz się dowiedzieć prawdy? a po co? co z nią zrobisz? zostawisz męża jeśli zdradza? a zdradza. tak myślę



          • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

            Autor: pasja   Data: 2011-02-12, 00:47:46               Odpowiedz

            Jesteś zagubiona i to mnie nie dziwi ale nie bądź naiwna jak ja, bo obudzisz się z ręką w nocniku... .
            Do rzeczy -nie tłumacz go bo kręci i to Ci wyżej koleżanki
            napisały... poza tym z psychologiem - pierwsze słyszę, żeby prowadzić korespondencje telefonicznie - sama korzystam z terapii i wiem, że do tego potrzebny jest kontakt osobisty a nie przez sms, no chyba że rolę "psychologa" pełni owa pani.
            Znam z autopsji wszelkie blokady telefonów, komputera i wszystkiego co możliwe, a prawda jest taka, że robi się to wtedy jak ma się coś do ukrycia. Klasycznie wrzuca Cię w poczucie winy i sprytnie manipuluje,obarcza, a Ty się w tym wszystkim miotasz. Współczuję Ci bo to wszystko przechodziłam.
            Rady - recepty jednoznacznej nie ma. Sama musisz ocenić czego tak naprawdę chcesz. Jedno wiem - unikanie tematu, strach przed poznaniem prawdy - ogólny paraliż nie rozwiąże problemu,
            a z kolei działanie jakiekolwiek podejmiesz niekoniecznie może przynieść rozwiązanie jakie oczekujesz - z tym też powinnaś się liczyć. Jeśli możesz zadbaj o TWARDE dowody - mogą Ci się przydać, bo jak przychodzi co do czego to druga strona zazwyczaj nie kieruje się zadnym ale to żadnym sentymentem. Wszystkiemu zaprzecza,wszystko przekręca, obarcza winą...., odziera z godności, poczuci bezpieczeństwa, pozbawia twarzy,
            niszczy poczucie wartości...
            Nie życzę Ci ani nikomu innemu uczucia szoku, zawodu, kiedy stoisz przecierasz oczy i nie wierzysz, ze robi to człowiek z którym dzieliłaś życie, komu ufałaś i wierzyłaś.
            Głęboko chcę wierzyć, że Ciebie scenariusz taki nie spotka.
            Pokaż swoją mądrość i siłę, nie poniżaj się, nie wieszaj się
            mu na siłę, nie oplotuj bo to tylko odstrasza.
            Polecam lekturę Dobsona - "Miłość potrzebuje stanowczości",
            może coś wyciągniesz z niej dla siebie.




          • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

            Autor: majunia:))   Data: 2011-02-12, 07:12:14               Odpowiedz

            Ale to schemat znany od wieków.Żona jest zła,koleżanka dobra,mentalnie zdradza zonę,może i fizycznie.Koleżanka jest powiernikiem,pomaga i odciąga skutecznie od żony.To co złego robi zona,ona robi fantastycznie.
            Esy w Święta,wtedy też pracują?Rozmowy z psychologiem przez esy?Nigdy o czymś takim nie słyszałam.
            Jeśli psycholog,to terapia dla Was,tylko wtedy będziesz miała pewność,że mężuś nie opowiada bajek,znam takie sytuacje.



          • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

            Autor: julka85   Data: 2011-02-12, 12:00:44               Odpowiedz

            majunia
            Skąd możesz wiedzieć z jakim problemem ten pan chodzi do psychologa? i że powinni razem:)



          • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

            Autor: nika22   Data: 2011-02-12, 12:23:46               Odpowiedz

            Najprostsze rozwiązanie,jeśli NAPEWNO chcesz znać prawdę,chcesz wiedzieć czy twój mąż cię zdradza to wynajmij detektywa.Zakładam że finansowo możesz sobie na to pozwolić,skoro mąż tak poświęca się pracy to przecież nie za minimum socjalne :)(swoją drogą jakie to pokręcone że mężczyźni często pracują na to aby być śledzonym).Pytanie tylko czy chcesz wiedzieć.Tutaj nikt ci nie powie na 100% czy zdradza,czy nie,skąd mamy to wiedzieć jeśli ty sama tego nie wiesz.Zachowanie twojego męża jakie tu opisujesz,budzi pewne wątpliwości...ale jak jest naprawdę niewiadomo.Nie chce dać ci sprawdzić telefonu,ale czy kiedykolwiek miałaś do niego dostęp?



          • RE: Potrzebuje rozsądnej rady+zagubiona387

            Autor: impresja   Data: 2011-02-12, 17:34:27               Odpowiedz

            zagubiona387
            jeśli sądzisz,że wystarczy wątek założyć i potem nie interesować się jego losami,to jesteś Naiwna.
            Do dobrego tonu należy śledzić swój wątek i reagować na treści.
            To nic nie boli,a świadczy o dobrym wychowaniu,wiesz?
            Napiszesz coś?



          • RE: Potrzebuje rozsądnej rady+zagubiona387

            Autor: julka85   Data: 2011-02-12, 17:42:01               Odpowiedz

            Impresjo
            O dobrym wychowaniu czy tez kulturze osobistej świadczy również wypowiadanie się w sposób taki aby czytający mógł zrozumieć treść. Jeśli nie zrozumiał i prosi o wyjaśnienie to należy postarać się wyjaśnić a nie kpić, że ma się w d. to czy przekaz dotarł :))))
            Używanie nadmiernie skrótów myślowych, nie poprawia komunikacji międzyludzkiej.



          • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

            Autor: impresja   Data: 2011-02-12, 22:39:09               Odpowiedz

            julka85
            to prawda,co piszesz,ale jak zrobić/wpłynąć na Wolę Człowieka,jeśli on nie chce?-:).
            Inteligencją?,
            obrażaniem się?,
            samoświadomością?,
            no nie mam pomysłu,podpowiedz mi proszę.



          • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

            Autor: julka85   Data: 2011-02-12, 23:35:09               Odpowiedz

            Impresjo
            To proste:), nie wpływać!
            Jeśli z kimś nie znajdujesz płaszczyzny do porozumienia to będąc zdrową na umyśle, odpuszczasz :)



          • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

            Autor: impresja   Data: 2011-02-13, 20:39:28               Odpowiedz

            julka85
            Mądre.
            Dziękuję.



          • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

            Autor: burzka   Data: 2011-02-14, 00:42:31               Odpowiedz

            Rozkręcił się wątek..
            Zagubiona, spróbowałam się postawić w Twojej sytuacji. I to w konkretnej sytuacji.
            I od razu nasunęło mi się jedno pytanie:
            Czy Ty się przypadkiem nie boisz tej kobiety?
            Gdybym ja miała iść za jedną z rad i zajrzeć do męża do pracy, poznać "koleżankę" i zaprosić ją do domu, dostałabym chyba wcześniej ataku paniki albo furii. Sama nie wiem czego, ale z całą pewnością zbyt wiele by mnie to kosztowało psychicznie.
            Jeśli mąż nie chce pokazać telefonu, jeśli ogólnie jest nieprzystępny, przede wszystkim NIE TROSZCZY SIĘ O CIEBIE, nie pyta, jak się czujesz, CO CZUJESZ, nie próbuje Ci wyjaśnieć, sam nie zaproponuje jakiegoś rozwiązania, to dla mnie oznacza, że ogólnie jest niechętny. Normalny, kochający, wierny mężczyzna uciąłby wszelkie Twoje spekulacje kilkoma prostymi ruchami. Chyba, że ma z Tobą regularne jazdy, bo jesteś chorobliie zazdrosna. Ale Twoje wypowiedzi raczej na to nie wskazują.
            Strach przed rywalką oznaczać może niską samoocenę. A skoro Ty siebie nie cenisz, nie szanujesz, to mężowi tym łatwiej tego nie robić.
            Życzę Ci odwagi i wiary w siebie.



          • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

            Autor: zagubiona387   Data: 2011-02-14, 19:14:28               Odpowiedz

            burzka

            Boje się tamtej kobiety odkąd pojawiła się u boku mojego męża. Czyli od 4 lat. Ale to był cichy lek, bez awantur, bez scen. Maz nie mial pojęcia o moich obawach.
            Ale wcześniej maz nie dawał mi powodów, chyba tych powodów nie było - maz przez 2 lata pracował z nia w innym mieście, niż mieszkaliśmy. Sam 3 lata temu ściągnął mnie i dzieci do stolicy.
            Problem zaczal się 2 miesiące temu, kiedy odkryłam, jak zazyle są to relacje. Jazdy zazdrości są od miesiąca, wiem, ze nie zachowuje sie rozsądnie ale to mnie przerasta.
            On oczekuje ode wiary w słowa i, jak to określił, "oceniaj mnie po tym co robię, a nie po tym co sobie wyobrazasz".
            Do tego on twierdzi, ze ma depresję. I chyba ma. Ale ma tez wykraczające poza normę relacje z tamta panią. I miedzy wierszami mówi o odejściu.
            Odwiedziny w pracy tylko zaognią sytuacje.

            Dzięki za dobre słowo. Strasznie to dla mnie trudne ...



          • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

            Autor: majunia:))   Data: 2011-02-14, 20:37:43               Odpowiedz

            Znam bardzo podobną historię z mężem w depresji w tle.
            Wiesz jak się skończyła?Marnotrawny mąż wypierał się jak mógł kontaktów poza pracą z koleżanką.Koleżanka(singielka) potrafiła go wysłuchać,doradzić,aż się przespali,raz,piąty,itd.
            Chodził do lekarza,opowiadał jaką ma złą żonę,nie zgadzał się na wspólną terapię.Wylądował w szpitalu,prawie umarł.Dopiero po tej sytuacji zaczęli chodzić wspólnie na terapię,są razem.On zmienił pracę,dotarło do niego,że to nie była przyjaciółka tylko babsztyl,który był nieszczęśliwy i chciał rozwalić ich małżeństwo.
            Sytuacje lubią się powtarzać.Gdyby mąż nic nie ukrywał,to zachowywałby się inaczej.Chyba nie zależy mu na Twoim spokoju.



    • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

      Autor: kropkanad   Data: 2011-02-14, 17:19:00               Odpowiedz

      Witam autorkę:)
      Jest ta cała historia bardzo smutna,iż jak to przedstawiałaś w swoim wątku,wszystko wskazuję na to,że twoje podejrzenia są bardzo prawdziwe.Dla nas czytających było by bardzo ważne dowiedzieć się jakie relacje między wami w spawach "łóżkowych",iż jest to też bardzo istotną rzeczą między kochającym się mężem a żoną,czy zauważyłaś jakieś zmiany w sexsie ,pieszczotach,częstotliwości odbywanych stosunków .



    • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

      Autor: prix   Data: 2011-02-14, 17:29:26               Odpowiedz

      Dzień dobry.
      Nie chcę być złym prorokiem ale Twój problem wydaje się być poważny. Twój mąż najprawdopodobniej się zakochał.

      Zapytaj go o to - masz prawo wiedzieć.

      Obym się mylił. Pozdrawiam



      • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

        Autor: zagubiona387   Data: 2011-02-14, 19:17:41               Odpowiedz

        Prix

        Pytałam. Zaprzecza.



        • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

          Autor: julka85   Data: 2011-02-14, 21:26:22               Odpowiedz

          Zagubiona
          Możliwe, że Twój maż prowadzi podwójne życie. Stąd depresja u niego. Poczekaj na koniec terapii, powinno się wyjaśnić. W tej chwili pewnie sam nie wie co zrobić. Myślę, że rozważa i odejście i zostanie z Tobą. Jeśli teraz zaczniesz cisnąć, to prędzej odejdzie.



          • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

            Autor: julka85   Data: 2011-02-14, 21:31:54               Odpowiedz

            I myślę , że nie ma sensu śledzenie go, po co Ci takie informacje szczegółowe ( chyba , że do rozwodu, jako dowody jego winy). To , że chodzi na terapię to bardzo dobrze i daje Wam tym samym szansę a Tobie nadzieje, że sie wszystko ułoży. Nie naciskaj bo jego nerwy są pewnie w strzępach i będzie chciał spokoju. Jak sobie ten spokój załatwi to wiadomo, może sie nawet wyprowadzić. Ty w tej sytuacji masz przerąbane i duzo zależy od tego czego chcesz i ile masz siły i determinacji.
            Pozdrawiam.



        • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

          Autor: maja2662   Data: 2011-02-14, 21:52:18               Odpowiedz

          Zagubiona
          podaję ci moj e-mail, wierz mi rozsypałam się na kawałki i TU NA TYM FORUM DOBRZY LUDZIE MI POMOGLI.



          • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

            Autor: maja2662   Data: 2011-02-14, 21:55:37               Odpowiedz

            przepraszm nie podałam adresu:gb.2662@gmail.com



          • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

            Autor: montana   Data: 2011-02-15, 18:59:17               Odpowiedz

            Chyba nigdy nie wyjde za maz..

            Zagubiona do dziela! Zreszta czy jest o co walczyc? Ja w takiej sytuacji chyba bym nie wytrzymala i kopnela gostka w zadek. Nie znioslabym takiej sytuacji.



          • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

            Autor: manna1   Data: 2011-02-15, 19:56:02               Odpowiedz

            Popieram to, co napisała Julka !!!!!!!!
            Pozdrawiam



    • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

      Autor: Nastusia   Data: 2011-02-15, 20:53:39               Odpowiedz

      Musisz wiedzieć na czym stoisz,chyba że lubisz aby ludzie śmiali się za Twoimi plecami. Można czekać,ale na co czekać...aż Cię np.czymś zarazi? A może aż dostaniesz pozew rozwodowy,a może gdy się dowiesz,że tamta jest w ciąży? Tak czy inaczej wiedzieć warto,wtedy można działać dalej-przebaczyć i budować związek od nowa <wskazana terapia> lub odejść. Oszukiwanie siebie nic nie da,dzieci wyczuwają chłód między rodzicami,uczą się wszystkiego od nich.
      Bądź silna.



      • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

        Autor: julka85   Data: 2011-02-15, 21:02:54               Odpowiedz

        Może ktoś ma w gdzieś to czy ludzie się śmieją czy nie. To najgorszy argument jakiego można uzyć, swiadczy wybitnie o niedowartościowaniu.
        Nastusia czas zweryfikować swoje podejscie :)



    • Moja wiara z każdym dniem tli sie coraz

      Autor: zagubiona387   Data: 2011-02-22, 19:14:13               Odpowiedz

      mniejszym swiatelkiem. :(

      Nie wiem, jak zebrać w sobie siły. Nie potrafię bez niego żyć.




      • RE: Moja wiara z każdym dniem tli sie coraz

        Autor: manna1   Data: 2011-02-22, 19:34:53               Odpowiedz

        jak wygląda sytuacja?



        • RE: Moja wiara z każdym dniem tli sie coraz

          Autor: zagubiona387   Data: 2011-02-23, 11:25:05               Odpowiedz

          Sytuacja wygląda tak, że go wczoraj o 20.30 wyciągnęłam z mieszkania panny. Idzie w zaparte - pił herbatę i rozmawiali o sprawach służbowych. Ma pretensje, że go śledzę. Nie ma i nie planuje romansu. Na pytanie, czy ona mu się podoba, odpowiedział, że nie jest jakoś zbytnio urodziwa (!), ale dwie nogi ma i może się podbać facetom.

          Jedno co mi tu nie pasuje do tej sprawy, to to, że on jest przesadnie honorowy i ma fioła na punkcie swojej uczciwości. Jeśli byłby to romans, to wg mnie powinien wyjść z domu i przenocowac chociażby w hotelu. Albo u niej. Nie zrobił tego.

          Sytuacja tak klarowna, że aż boli. I że aż dziwne.



          • RE: Moja wiara z każdym dniem tli sie coraz

            Autor: bezendu   Data: 2011-02-23, 12:46:07               Odpowiedz

            No tak...
            najlepsza metoda to zrobić z Ciebie durnia, tak abyś poczuła,że mówienie czegokolwiek na ten temat będzie przyjmowane z niesmakiem.

            A czy sprawy między Wami (takie damsko - męskie) są OK?
            "nie ma o czym mówić Kotku", "chodź się przytul"itp..

            Rozmawiacie ze sobą tak na luzie o różnych rzeczach, czy mąż jest non stop spięty i nie daje do siebie dostępu?

            Bo widzisz skoro nic między nimi nie ma, tylko "herbatka" to czuć w jego zachowaniu "czyste sumienie".

            A tak poza tym jest jakieś wzajemne zainteresowanie. Ze standardowym pracownikiem nie chodzi się po domach i herbatkach.

            A może ta Pani mocno "zacięła" się na Twojego męża. A on, męski przecież nie będzie zgrywał tchórza, nawet jeśli chodzi o żonę. Gra twardziela dla niej?

            Radziłabym na chłodno poczekać trochę (tak z miesiąc) i zobaczyć rozwój wydarzeń. Czasem bierność jest dobrą strategiczną taktyką. A potem mu powiesz "wiesz jakiś czas nie mieszałam się do Twoich spraw, ale widzę ,że jednak mogę już coś w tej sprawie powiedzieć"

            ech, chłopy, ile to oni krwi napsują.
            Najgorsze,że się nie wstydzi...



          • RE: Moja wiara z każdym dniem tli sie coraz

            Autor: zagubiona387   Data: 2011-02-28, 20:28:47               Odpowiedz

            W jego zachowaniu czuć niechec do mnie. Zero seksu, wypominanie mi spraw sprzed 7 lat, nakręcanie sie na to, co powiem.

            Zachowanie ewidentnie faceta, który ma inny pomysł na życie. Tylko co on jeszcze robi w domu? I to jest dziwne w tym wszystkim :(



          • RE: Moja wiara z każdym dniem tli sie coraz

            Autor: PaniS   Data: 2011-02-23, 12:46:40               Odpowiedz

            Zagubiona.
            Powiedz, po co Twój mąż wraca do domu na noc?. Całe dnie spędza z koleżanką, pija herbatki?...poświęca jej wolny czas.
            Pytam się gdzie jesteś Ty i Dzieci?
            Może on jeszcze nie jest pewny z którą chce być na dalsze życie.
            Twoje zachowanie pomaga mu na takie traktowanie Cibie. Wie, że Tobie bardzo zależy na tym związku i manipuluje Tobą.
            Będąc na Twoim miejscu kategorycznie zażądałabym by się zdecydował, z którą chce dalej żyć.
            Po opowiedzeniu się przez pana męża, postępowałabym zdecydowanie...jeśli by został ze mną, musiałby zmienić styl życia na taki, który by satysfakcjonował moją Rodzinę. Jeśli by odszedł...trudno.
            Musiałabym układać sobie życie na nowo.
            Wiem, że to boli, ale całe życie nie może być podporządkowane osobie, która rani. Współczuję.



      • RE: Moja wiara z każdym dniem tli sie coraz

        Autor: julka85   Data: 2011-02-22, 19:39:43               Odpowiedz

        Zorganizuj sobie czas. Idź na siłownie i ćwicz aż padniesz. Sport poprawia samopoczucie. Staraj się nie myśleć o jego problemie tylko myśl o sobie. Może wyjedź gdzieś na tydzień jeśli masz możliwość. Rozłóż siły na dłużej bo ten stan jeszcze długo potrwa. Może jakieś leki uspokajające jeśli będzie nie do wytrzymania, może terapeuta dla Ciebie?



      • RE: Moja wiara z każdym dniem tli sie coraz

        Autor: ankaw   Data: 2011-02-22, 19:45:25               Odpowiedz

        cytat "Nie potrafię bez niego żyć. "

        To jest główny Twój problem, a nie ewentualna zdrada i to na nim powinnaś się skupić , aby sobie pomóc.




    • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

      Autor: melodramat   Data: 2011-02-23, 13:00:36               Odpowiedz

      Zastanawia mnie czym ten człowiek się zajmuje, że pracuje tyle godzin? nie jest to normalne ani z pktu widzenia umysłowego, a też fizycznego, sił. Po takim ciężkim dniu pracy, który czasami zdarza się następnego dnia ledwo żyjemy, tak to wygląda. Podziwiam go za te siły i gdzie on ma jeszcze czas na myślenie o depresji? Trudno mi powiedzieć, czy zdradza, czy nie zdradza ale on i jego zachowanie w ogóle mi się nie podoba. Ta kobieta jest wolna więc może poświęcać się pracy dowoli i też szukać kontaktów zawodowych, czy też towarzyskich ale zachowanie Twojego Męża powinno wyglądać inaczej. Nie ona jest tu winna, tylko on.



      • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

        Autor: zagubiona387   Data: 2011-02-25, 17:20:45               Odpowiedz

        Mnie tez sie nie podoba, ale zabrnelismy w kozi róg, intuicyjnie wydaje mi sie, ze muszę zaakceptować go, czyli posrednio ten styl zycia, jeśli chce ratowac związek.
        Jeśli oczywiscie za tym stoi tamta kobieta, to pewnie za wiele ratowac sie nie da. Ale na przekreslenie wszystkiego mam czas.
        Nie chcę sie rozwodzić. Chcę zrobić wszystko by wyprostować atmosferę w domu. I wiem, ze moja historia to klasyczny schemat zdrady.
        No ale co, jeśli sie mylę? Jeśli to fatalne nieporozumienie?

        Kocham Go. Nie chce Go stracić :(



        • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

          Autor: bezendu   Data: 2011-02-25, 19:52:09               Odpowiedz

          Daj sama sobie czas i potraktuj siebie samą z miłością.
          Ty też nie możesz non stop bić się z myślami, bo tak to idzie zwariować.

          Problem jest ciężki i bolesny, szczególnie takie niewiadome.

          Aha, czy bardziej sztywno będziesz się starała zachować jego, małżeństwo, Wasze relacje tym może być trudniej.
          Kiedy się spinamy za bardzo, wcale efekty nie są lepsze, a czasem gorsze.

          Może niech mąż zobaczy,że aż tak baaardzo Ci na nim nie zależy, coś na zasadzie ,że odwrotności przyciągają ...
          pomyśl zanim zagrasz rolę kochanej biduli, która bez niego nie może żyć :-)))

          zrelaksuj się wbrew wszystkiemu

          pozdr.



        • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

          Autor: impresja   Data: 2011-02-25, 20:22:52               Odpowiedz

          Nie chcesz go stracić,czyli oznacza to,że zniesiesz wszystko co tylko Tobie zafunduje Pan i Władca.
          Rozumiem,że masz dzieci,ale to,że go usprawiedliwiasz,to mnie to osobiście mierzi i brzydzi.
          Facet może gnębić Kobietę jak widać na Twoim przykładzie na maksa,a Ona jeszcze jemu umyje nogi i wodę wypije.
          Masakra.
          No,ale jeśli tak lubisz........




          • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

            Autor: julka85   Data: 2011-02-25, 22:14:38               Odpowiedz

            Impresjo
            Nie dała byś mężowi swobody przebywania poza domem? :)
            A gdzie zaufanie? Brzydziło by Cie gdyby autorka pozwoliła swojemu mężowi pojechać na wyjazd integracyjny ma się rozumieć z koleżanką z pracy? :D

            No to pokazałaś jak bardzo jesteś wyluzowana w tym temacie.



          • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

            Autor: impresja   Data: 2011-02-25, 22:36:33               Odpowiedz

            Chętnie,ale On nie ma takiej potrzeby.
            A zaufanie droga julka85 mam,ale do pieniędzy._:).
            Pozdrawiam i czytam Ciebie z radością
            julka85



          • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

            Autor: julka85   Data: 2011-02-25, 22:55:57               Odpowiedz

            Pewnie chętnie go wyślesz dopóki on nie ma takiej potrzeby ;)



          • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

            Autor: impresja   Data: 2011-02-27, 13:29:24               Odpowiedz

            julka85
            moim zdaniem pięknie pisze burzka.
            julka85
            masz jakieś zdanie o Jej poście?
            Pozdrawiam w południe Niedzielne._:).



          • RE: Potrzebuje rozsądnej rady. Impresja.

            Autor: julka85   Data: 2011-02-27, 15:06:27               Odpowiedz

            Tak, burzke jestem w stanie czytać w przeciwieństwie do Twojego nadmiernie emocjonalnego "brzydzi".
            Również pozdrawiam:)



          • RE: Potrzebuje rozsądnej rady. julka85

            Autor: impresja   Data: 2011-02-28, 20:18:17               Odpowiedz

            Tak mi przychodzi do głowy,że Ty chyba jednak nie lubisz płci pięknej.
            Pewnie od adoratorów płci brzydkiej nie możesz się uwolnić.
            Zazdroszczę Ci.
            julka85
            jak Ty to robisz?



          • RE: Potrzebuje rozsądnej rady. Impresja.

            Autor: julka85   Data: 2011-02-28, 22:14:47               Odpowiedz

            Też mogę zgadywać, że lubisz czuć zazdrość.



          • RE: Potrzebuje rozsądnej rady. julka85

            Autor: impresja   Data: 2011-03-04, 18:07:03               Odpowiedz

            Jestem dumna,że mogę się do Ciebie odzywać.
            Pozdrawiam pięknie.



        • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

          Autor: burzka   Data: 2011-02-27, 00:39:44               Odpowiedz

          Dawno nie zaglądałam.
          Podziwiam Cię za chłodne, rozsądne podejście, za kontakt z uczuciami. Zastanawiam się, jak ja bym zareagowała na trzecią osobę w moim związku. Czy miałabym na tyle siły, by poskromić złość, bezradność, poczucie osamotnienia, zagrożenia, ogarnąć to wszystko i mieć jeszcze siłę na to, by analizować, realnie patrzeć, zachować dystans?.. Z pewnością nie. Nie dałabym rady. Miałabym niezłe jazdy i.. pewnie brakłoby mi odwagi, żeby odejść..
          Naprwdę trzymam kciuki za Twój związek.
          Myślę o tej jego depresji i.. jednak mi czegoś u niego bakuje.
          Jeśli mu choć trochę zależy na Tobie, na rodzinie, powinien poczuć chociaż odpowiedzialność. Nie czytałam wszystkich wypowiedzi, przyznaję. Ale piszę to, co mi przychodzi do głowy. Jeśli ma problem, to może zadziałaj jak anioł stróż. Sprawdzisz, czy potrafi to docenić. Może warto poszukać pomocy dla niego. Depresja to nie zabawa. Jeśli naprawdę cierpi na tę chorobę, to trudno mu racjonalnie wartościować. Ta kobieta może jest tylko sposobem na oderwanie się od codziennych problemów. Może niczym więcej. Sama doświadczyłam uczucia, kiedy opętały mnie myśli o porzuceniu męża. Bo jest za bardzo taki albo za mało taki. Po prostu druciki mi się przegrzały.
          Wszystko się zmienia, kiedy człowiek nabierze dystansu. Udało mi się docenić męża i zobaczyć to, czego wcześniej nie chciałam widzieć.
          Może wystarczy Wam dobry mediator, który pozwoli Wam nabrać dystansu.
          Jeśli on nie będzie chciał nic zrobić, to Ty sama niewiele zdziałasz.
          Jest takie mądre przysłowie: "Jeden mężczyzna może przyprowadzić konia nad rzekę, ale dwustu nie zdoła go zmusić, by napił się wody". Jeśli on podejmie temat, to macie szansę na naprawienie wielu rzeczy i spojrzenie z perspektywy. Daj mu może szansę. Wtedy będziesz pewna, że zrobiłaś wszystko, by ratować Wasze małżeństwo. Życie z dodatkową kobietą w związku to dla mnie nie jest związek i myślę, że nie musisz się na to godzić. Jako żona masz swoje prawa i należy Ci się od niego szacunek i wierność. Jeśli nie może Ci tego zapewnić, to niech sobie idzie do tamtej i niech tamta się z nim szarpie. Takie mam na dziś zdanie.
          Trzymam za Ciebie kciuki. Uważam, że postępujesz bardzo racjonalnie i rozważnie. Ja bym pewnie dawno trzepnęła drzwiami albo wlądowała w psychiatryku, nie potrafiąc poradzić sobie z tym wszytkim.
          Napisz, co u Ciebie.



          • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

            Autor: burzka   Data: 2011-02-27, 17:32:28               Odpowiedz

            O, doczytałam dziś trochę.
            Wyczytałam, że mąż chodzi na terapię. Jestem bardzo ciekawa jego spostrzeżeń. Hm.. jak patrzę na siebie, to mogę Ci z pełnym przekonaniem powiedzieć na własnym przykładzie, że pójście na terapię to dopiero sam początek. I tak naprawdę nie wiadomo, co z tego wyjdzie. Kiedy pierwszy raz trafiłam na terapię dda, po kilku miesiącach uciekłam od faceta, z którym byłam dwa lata, bo okazało się czarno na białym, że to był bardzo niekorzystny dla mnie związek. Terapia wywraca wszystko do góry nogami. Mam nadzieję, że u Was wywróci z powrotem głową u góry :)
            Pozdrawiam Cię najcieplej.



          • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

            Autor: zagubiona387   Data: 2011-02-28, 19:29:14               Odpowiedz

            Burzko, dziękuje za ciepłe słowa. Bardzo ich potrzebuje teraz.
            Nie wiem do czego to wszystko zmierza. Moj maz chodził na terapie. Teraz jego pani psycholog umiera, a on ... no własnie.

            Depresja czy cyniczne wpędzanie mnie w poczucie winy za rozpadajce sie małżeństwo z banalna do bólu zdrada w tle?

            Brakuje mi sił na to wszystko :(



          • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

            Autor: bezendu   Data: 2011-02-28, 19:40:59               Odpowiedz

            Witaj, śledzę Twój wątek od początku, nie powiem ,że z zainteresowaniem, bo co to za zainteresowanie czyjąś biedą?
            Raczej ze współczuciem.

            Chciałam tylko powiedzieć Ci : głowa do góry i uśmiechaj się mimo wszystko. Dla dzieciaków :-)))

            A facet, to tylko facet, my kobiety nie musimy się tak strasznie przez nich dołować.

            Znaj swoją wartość i ceń się wysoko, mąż jeśli robi coś niewłaściwego to się poważnie myli i nie musisz przed takim czymś chylić czoła.

            A przed kim mąż czuje faktyczny respekt? Mama, teść, czy ktoś ze znajomych?
            Przed kim by się naprawdę zawstydził?

            no głowa do góry! pozdr.



          • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

            Autor: zagubiona387   Data: 2011-02-28, 20:15:50               Odpowiedz

            "A przed kim mąż czuje faktyczny respekt? Mama, teść, czy ktoś ze znajomych?
            Przed kim by się naprawdę zawstydzil?"

            Przed ludźmi, z którymi współpracuje. Resztę ma w powazaniu. Niestety :(
            Wciaganie w nasze sprawy osób postronnych poglebi konflikt, tego jestem pewna.
            Pozostaje mi czekać na rozwój wypadków. I nie zwariować. A to jest dość trudne.

            Bezendu, oby Twoj nick nie okazał sie proroczy :)

            Ale dziękuje. Ciepłe zdecydowane słowa, nawet wypowiedziane przez anonimowe osoby dodają mi sił. A tych zaczyna mi dramatycznie brakować.
            Pozdrawiam.



          • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

            Autor: impresja   Data: 2011-02-28, 20:29:05               Odpowiedz

            http://www.psychorada.pl/news,50.html
            Trzymam kciuki i dużo siły dla Was Obojga życzę.
            zagubiona387



          • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

            Autor: bezendu   Data: 2011-02-28, 21:05:52               Odpowiedz

            "Bezendu, oby Twoj nick nie okazał sie proroczy :)"

            cóż... nie będzie bądź pewna, taki sobie wybrałam w odniesieniu do własnych problemów :-)))

            a tak poza tym..

            można elegancko i krótko porozmawiać z tamtą Panią, mówiąc jej tylko,że sobie nie życzysz osób trzecich w swoim małżeństwie.
            Oczywiście rada może ryzykowna i nie na teraz, ale jeśli pokażesz siłę wewnętrzną to tylko zyskasz.

            póki co pomyśl wyłącznie o sobie

            dobra książka, fryzjer, odwiedziny u koleżanki, ładny ubiór

            po prostu pokaż klasę :-)))



          • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

            Autor: PaniS   Data: 2011-03-09, 16:52:27               Odpowiedz

            Zagubiona.
            Co mówi Wasza córka. Myślę, że ona wie jaka sytuacja jest między Wami. Jak ona się zachowuje. Porusza ten temat?



          • PaniS

            Autor: zagubiona387   Data: 2011-03-09, 19:15:01               Odpowiedz

            Córka widzi, ze jest problem,słyszy kłótnie. I nie mówi nic.



          • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

            Autor: burzka   Data: 2011-03-01, 09:38:59               Odpowiedz

            Witaj, Impresjo.
            A co z jego terapeutą? Choruje? Umiera? Czyli rozumiem, że terapia w środku przerwana. To bardzo niedobrze.. To można porównać z operacją, w której lekarz nagle w trakcie wychodzi z sali i zrzuca z rąk zakrwawione rękawiczki, a pacjenta zostawia na stole operacyjnym z wyprutymi flakami za przeproszeniem. Jeśli mąż cierpi na jakieś zaburzenia, jeśli dręczy go depresja, to pozostawienie go w trakcie terapii samemu sobie może mieć przykre konsekwencje dla Was wszystkich. Sama doświadczyłam podobnej sytuacji, kiedy moja terapeutka poszła na urlop macierzyński. Niby uznała, że zakończyła pracę ze mną, ale było mi ciężko. (I nadal jest). Sama terapia to ciężki okres, nie tylko dla pacjenta, ale też dla rodziny. Różnie może być. Może warto by spróbować pogadać z nim o dalszej terapii?... Może jakiś nowy terapeuta/ psychiatra?...
            A jak Ty się ogólnie trzymasz? Nos w górze? Zimna krew. Tego Ci teraz życzę z całego serca. I trzymam kciuki!
            Dobrze dziewczyny pisały, że zachować poczucie własnej wartości, własną dumę w tej trudnej sytuacji to sprawa najwyższej wagi. Nie upokarzać się, nie płakać na jego oczach. Mam wrażenie że faceci są bezradni wobec babskich łez. A w tej sytuacji, kiedy ogólnie działasz na niego drażniąco, Twoje łzy mogą wywoływać u niego tylko niechęć i jeszcze większą irytację. Myślę, że zimna krew, własne sprawy, o których on nie wie, zadbanie o siebie, o relacje z innymi ludźmi, o dzieci i relacje z nimi, pokazanie mu, że Twój świat się na nim nie kończy, sprawią, że nie będzie się bardziej zniechęcał. Nie mówię, że od razu nabierze do Ciebie szacunku i zacznie Cię podziwiać, szanować i na powrót kochać. Tobie jednak zależy na zachowaniu małżeństwa, a przynajmniej - zanim złożysz broń - wypróbowaniu wszystkich sposobów.
            Dlatego dodatkowe mierżenie go swoją słabością byłoby według mnie złym posunięciem.
            Trzymaj fason i sama uświadom sobie, że świat się na nim nie kończy. A jeśli pozostało w nim coś z uczuć, jakie miał kiedyś dla Ciebie, spróbuje - prędzej czy później - coś z tym zrobić. A przynajmniej zastanowi się. Jeśli nie, to nie ma co trwać w takim stresie. Sama sobie daj może limit czasowy na to wszystko. Postanów sobie, że jeśli nie zechce nic zrobić do wtedy i wtedy (tu jakaś data albo okres), Ty podejmiesz radykalne kroki.
            Każdego dnia myślę o Tobie i Twoim mężu. Trzymam za Was kciuki. Niech wszystko się ułoży najlepiej dla Was wszystkich.
            Ale pamiętaj, że w pierwszej kolejności musisz zadbać o siebie.
            Ściskam!



          • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

            Autor: zagubiona387   Data: 2011-03-01, 11:56:23               Odpowiedz

            "A co z jego terapeutą? Choruje? Umiera?"

            Choruje i umiera, ostatnie stadium raka. Ponoć utrzymują kontakt mailowy, czyli de facto terapia jest pzrerwana. Z tego co mówi mąż, pani psycholog chyba sama ten kontakt traktuje jako terapię - sposób radzenia sobie z własnym problemem.

            "A jak Ty się ogólnie trzymasz? "

            Wcale. To chyba najlepsze określenie. Jestem zawieszona pomiędzy starym światem, a nową rzeczywistoscią. Bliska, najbliższa mi osoba z dnia na dzień jest ode mnie coraz dalej. Mam odruch - jak mi źle to idę do niego, łapię za telefon. A tam po drugiej stronie jest obca osoba, która wpada w furię na mój widok. I do tego utrzymuje co najmniej dwuznaczne relacje z inną kobietą. :(

            "Twoje łzy mogą wywoływać u niego tylko niechęć i jeszcze większą irytację."

            Tak własnie chyba jest. Tylko jak tu nie płakać? Staram się nad sobą pracować, ale to trudne. Staram się znaleźć jakiś własny sposób na obojętność. Na razie bez skutku.
            Wczoraj powiedział mi, że to wszystko bez sensu, że staramy się udawac, że wszystko jest w porzadku. Po czym przyznał sam, że się bez powodu na mnie /cytuje/ "wkur....ia"

            "Każdego dnia myślę o Tobie i Twoim mężu. Trzymam za Was kciuki. Niech wszystko się ułoży najlepiej dla Was wszystkich."

            Dziękuję.



          • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

            Autor: bezendu   Data: 2011-03-01, 12:06:29               Odpowiedz

            tamta Pani "przegina" ze swoim dobrym nastrojem w tym wszystkim

            co to za kobita?

            zapytaj wprost męża, czy chce rozwodu
            po prostu
            będziesz wiedziała na czym stoisz

            (to ,że zapytasz nie znaczy ,że mu go dasz, ma dzieci i zobowiązania, więc niech nie czuje się taki gościu)

            sposób na swoją obojętność?
            myślę,że nierealne..
            ale realny jest spokój , taki "w oku cyklonu"
            pomyśl o jakiejś tragedii życiowej kogoś z Twojego otoczenia i ciesz się ,że nie przytrafiło się to Tobie ( wiem marna pociecha)
            ale chodzi o odrobinę dystansu

            nie chodź i nie płacz, jesteś zdrowa, młoda, masz zdrowe dzieciaki, pracę, dom, a człowiek z którym żyjesz nie jest CAŁYM TWOIM ŚWIATEM tylko dodatkiem do Twojego indywidualnego życia.

            Trzymam kciuki, pamiętaj "nie takie żaby się łykało!"
            dasz radę !!!



          • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

            Autor: zagubiona387   Data: 2011-03-01, 12:20:23               Odpowiedz

            "zapytaj wprost męża, czy chce rozwodu
            po prostu
            będziesz wiedziała na czym stoisz"

            Pytałam. Odpowiedź męża: skoro tu (w domu) jest, to znaczy, źe chce tu być. Ale jesteśmy w spirali wzajemnego nakręcania się, a on nie widzi szansu przystopowania tego, więc zastanawia się, czy rozwód nie jest jedynym wyjściem. Zero konkretów, ale ja to odbieram jak przygotowywanie mnie do myśli o rozstaniu.
            Pytanie wprost o rozwód chyba nie jest najlepsze. Nie chcę dziś stawiać go pod ścianą. Za wcześnie.

            "co to za kobita?"

            36 lat, ambitna, samotna i mąż "ceni" ją merytorycznie. O niej samej mówi (na moje pytanie czy ona mu się podoba): nie jest jakoś szczególnie urodziwa, ale dwie nogi ma i może się podobać facetom.
            Nie widziałam jej, słyszałam tylko głos.
            Wg mojej oceny czarownica bez skrupułów dążąca do celu.



          • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

            Autor: burzka   Data: 2011-03-01, 13:44:46               Odpowiedz

            "Nie takie żaby się łykało" :D Podoba mi się!
            Zagubiona, a myślałaś o tym, żeby umówić się z mediatorem i iść samej? Przedstawić problem i poprosić o wspólną terapię z mężem? Prywatni terapeuci są bardziej dyspozycyjni (chodzi o długi czas pracy męża itp). Może spróbuj się umówić z terapeutą na jakiś dzień późnym popołudniem i zapowiedzieć mu, że tego a tego dnia jesteś umówiona z terapeutą w Waszej sprawie. I jeśli mu zależy, jeśli chce coś z tym wszystkim robić, to niech idzie z Tobą, a jeśli nie, to trudno - pójdziesz sama. Co Ty na to?

            Jeśli będzie chciał, to macie szansę na coś dobrego. Jeśli nie, to Ty i tak skorzystasz, bo na spotkaniach z terapeutą dostaniesz wsparcie i będziesz mogła realnie się wygadać, nie na forum :) (nie mam nic do forum!! :D))

            Jeśli powie, że nie ma czasu, że jest zajęty, to powiedz mu, żeby sam zdecydował, kiedy mu pasuje, a Ty Was umówisz. Jeśli będzie cokolwiek jeszcze mówił, powiedz mu, że macie wspólną rodzinę i że chcesz sprawdzić, co się dzieje. Po to jest mediator, żeby było się łatwiej dogadać, bez awantur i niedomówień. Profesjonalna rozmowa, konstruktywna, na poziomie, bez zranień i niepotrzebnego bicia piany. Jeśli mu to odpowiada, to ustalcie termin i spotkajcie się z terapeutą. Powiedz, że przecież chyba sam też czuje, że coś jest nie w porządku i chodzi o wyjaśnienie pewnych kwestii.

            Może to Wam jakoś poustawia relacje. Przynajmniej może dowiesz się, co w nim siedzi.

            Cały czas trzymam kciuki.
            Ps: Dziś masz chyba wyjątkowo podły nastrój, co?.....
            Napisz coś więcej, bo się martwię.
            Ściski!



          • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

            Autor: zagubiona387   Data: 2011-03-01, 16:38:04               Odpowiedz

            Burzko
            żeby wspólna terapia miała sens, obie strony muszą chcieć cokolwiek zmienić. Mój mąż twierdzi, że dziś potrzebuje świętego spokoju, a nie rozmów (cytuję: niekończacych sie) o problemie. Wraca codziennie po 21-ej i pewnie zupełnie obiektywnie jest zmęczony. Nie wiem, czy wraca bezpośrednio z pracy, czy od niej. Nawet nie wiem, czy przypadkiem święty spokój nie jest mu potrzebny do tego, by sobie nie psuć nastroju po udanym wieczorze z tamtą. Żałosne i smutne to :((((
            Przez ostatnie tygodnie nie byłam żoną idealną, robiłam sceny o tamtą babę. Czas pokaże, czy słusznie ... A on mnie prosił o sposój. Tyle, że do spokoju również potrzeba czystych intencji z obu stron - a mój mąż zachowywał się i wciąż zachowuje w sposób dwuznaczny i cyniczny. Skutek jest taki jaki jest, ja popadam w coraz wiekszą rozpacz, on się nakręca i atmosfera jest taka jaka jest. Jest tragicznie, bo to jest samonakręcająca się spirala emocji. Proponowanie w tym momencie wizyt u terapeuty przyniesie odwrotny skutek.

            Powinnam się wyciszyć i przeczekać. Jeśli jest szansa na poprawę - to to jedyny sposób. Jeśli nie ma - to takim zachowaniem uratuję swoje ja. Proste w teorii, gorzej w praktyce.

            Humor mam dziś kiepski, bo wieczór wczoraj był kiepski. Padły słowa o bezsensownym zachowywaniu pozorów i udawaniu, jakby wszystko było w porządku. Niestety to kolejne argumenty za tym, że on ma juz w głowie plan na dalsze życie bez nas. A w domu się tylko męczy. Być może czeka z decyzją do testów gimnazjalnych córki. Być może tamta strzela mu jakieś fochy a mój małżonek boi się podejmować radykalnych kroków.

            A być może ma ciężką depresję i powinnam go ratować, czyli on mówi prawdę, a ja go krzywdzę podejrzeniami o zdradę.



          • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

            Autor: majunia:))   Data: 2011-03-01, 20:36:59               Odpowiedz

            Zastanawiam się na co czekasz,chcesz wiedzieć to i owo i co robisz?Chcesz wiedzieć czy późno kończy pracę,czy jeździ do niej,sprawdź.Mam wrażenie,że niby chcesz,a nie chcesz i cala sytuacja nakręca się.Masz dowody i nie masz,chcesz i nie chcesz i stoisz w miejscu i szarpiesz sobie nerwy,marnujesz sobie życie.



          • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

            Autor: halna   Data: 2011-03-02, 10:47:25               Odpowiedz

            Zagubiona bardzo Ci współczuję. Około dwa lata temu znalazłam się w podobnej sytuacji w relacjach z moim chłopakiem. Różni nas to, że Ty masz dzieci i tworzycie już rodzinę. Mimo to jeżeli tylko mogę Ci jakoś pomóc, chciałabym podzielić się z Tobą moimi spostrzeżeniami w tym temacie.
            Mój chłopak zachowywał się bardzo podobnie. Jego "przyjaciółka" była wtedy w tym samym wieku co "przyjaciółka" Twojego męża. On dużo młodszy od niej. Nie wiem czego ta kobieta od niego chciała, czego oczekiwała. Bardzo mi na moim ukochanym zależało, tworzyliśmy szczęśliwy związek. Odkąd ona zjawiła się w jego życiu (pracował u niej jakiś czas) zmienił się nie do poznania. Stawał mi się zupełnie obcy. Nie zdradzał mnie z nią, ale było między nimi coś nieosiągalnego dla mnie. Męczyliśmy się w takim schemacie 3 miesiące. W końcu mnie zostawił jako przyczyny podając oczywiście zupełnie inne powody.
            Miałam identyczne wątpliwości jak Ty.
            Wiesz co bym teraz z perspektywy czasu i doświadczenia zmieniła w swoim postępowaniu? Poszłabym do tej kobiety, poinformowała grzecznie, że nie życzę sobie tak zażyłych kontaktów z moim mężczyzną i pokazała jej z jak silną kobietą ma do czynienia. Spokojnie, ale stanowczo.
            Ja zaczęłam szukać w sobie siły dopiero gdy mnie zostawił. Pomogła mi wiara, rodzina, przyjaciele, moje pasje. Ty zacznij szukać siły już teraz! Na pewno masz ją w sobie. Wierzę, że Pan Bóg nie zsyła na nas nic czego nie bylibyśmy w stanie udźwignąć.
            Świetne rady Ci tutaj wszyscy dają. Znajdź jakieś zajęcie w którym będziesz mogła odreagować i nabrać sił. Może to basen, może kurs tańca, siłownia, joga. Niech to będzie jakiś ruch fizyczny.
            To, że Twój mąż kończy pracę o 21 nie jest normalne! Co znaczy dla niego wasza rodzina? Czy naprawdę nie widzi, że wszyscy na tym cierpicie?
            Nie myślałaś o tym, by wyskoczyć na weekend w jakieś miejsce gdzie będziesz mogła spojrzeć na to z boku, nabrać sił, pospacerować, zdystansować się...?
            I nie myśl, że on jest całym światem. To zgubna postawa.
            Nie do końca wierzę w jego depresję. On ma plan i już teraz obmyśla swoją obronę i powody dla których postępuje tak a nie inaczej. A Ty musisz postępować tak byś nie straciła szacunku do samej siebie. Jesteś bardzo mądrą kobietą, szukaj w sobie siły.



          • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

            Autor: burzka   Data: 2011-03-03, 11:18:15               Odpowiedz

            Witaj, Zagubiona :)
            Co u Ciebie? Jak się trzymasz?
            Daj znać, jak się sytuacja rozwija. Jak Ci idzie przeczekiwanie.
            Myślę o tej depresji... Za mało się znam, żeby tu spekulować na temat czy Twój mąż ma depresję, czy tylko szuka wymówki.
            Ale myślę, że przy depresji wszystko być może. To ciężka choroba i przebiega w indywidualny sposób..
            Tyle, że - z tego co czytałam i sama doświadczyłam - depresja powoduje ogólnie stan permanentnego przemęczenia, zniechęcenia i spadek zainteresowania czymkolwiek.
            U niego jest to trochę wybiórcze. Spadło mu zainteresowanie rodziną i Waszymi sprawami, ale pracuje do późna i nie przestaje się interesować tamtą kobietą.
            Poza tym myślę, że jeśli ktoś naprawdę kocha, szanuje, to mimo depresji próbuje cokolwiek. Przynajmniej ma zaufanie i pozwala sobie pomóc. Tak na prosty rozum oczywiście, bo zawiłości życia bywają różne, wiadomo..
            Jak Ci idzie trzymanie nosa w górze? :)
            Daj znać.
            Pozdrawiam Cię w ten wietrzny dzień.
            a



          • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

            Autor: zagubiona387   Data: 2011-03-03, 14:38:21               Odpowiedz

            Burzko,
            Wczoraj przeżyłam wieczór w stanie równowagi i przeczekania. Było cieżko i boleśnie, ale się udało. Nos był, może nie w górze, ale skierowany przed siebie.

            Mój małżonek jest chyba mocno sfrustrowany pracą, to było po nim wyraźnie widać. I są obiektywne przesłanki. które na to wskazują. Niewiele chciał rozmawiać, ja też nie nalegałam.

            Co do depresji... To może nie jest typowa depresja, raczej może to być zły stan wywołany pracoholizmem i wypaleniem - on zawsze swoją pracę stawiał ponad wszystko. Kilka miesięcy temu miał bardzo ambitne plany zawodowe, niewiele z tego wyszlo, a dziś musi znosić fochy i styl pracy swojego szefa i przestawić się na nieco inny profil kontrahentów. I to raczej nie jest kwestia kasy, tylko samorealizacji w pracy zawodowej.

            Co do relacji z tamtą panią, to uparcie i konsekwentnie twierdzi, że to relacja służbowa. I używa do tego bardzo racjonalnych i rozsądnych argumentów. Troszkę spokorniał, zaczął rozmawiać. Powiedział, że coraz bardziej brak mu cierpliwości do wszystkiego, w tym do mnie i to go przeraża. Co więcej, przyznał, że jego pani psycholog nakłania go do formułowania względem mnie swoich oczekiwać a nie zamykania sie w sobie. To mały kroczek do przodu. Cyhba.
            Moja wiara w jego uczciwość nieco się podbudowała. Może on naprawdę ma problem, a ja zamiast go wspierać, skupiłam się na sobie? Wiesz ... jestem w strasznej rozterce :(.

            U mnie nie wieje. Chyba siedzimy w różnych miejscach :)

            Pozdrawiam również. Nawet nie wyobrażasz sobie, jak wiele mi dają Twoje słowa wsparcia.

            Może będę miała kiedyś okazję się odwdzięczyć.



          • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

            Autor: burzka   Data: 2011-03-04, 14:03:56               Odpowiedz

            Hej Zagubiona :)

            Dałaś radę :) Super! Przetrzymałaś. Nos przed siebie - może być jak na początek :)

            Praca... praca.. może wykończyć każdego..
            Ale pracoholizm to wcale nic pocieszającego. Wypalenie zawodowe, nieustający stres, a na dodatek przerost ambicji.. Dość niebezpieczna mieszanka.

            Psycholog go nakłania.. to ta chora terapeutka? Oni się komunikują przez net cały czas?
            Jeśli go nakłania do budowania jasnych komunikatów wyrażających oczekiwania, oznacza to może, że on czegoś od Ciebie oczekuje, a Ty nie spełniasz tych oczekiwań. Trudność w komunikacji teraz wszystkiego nie ułatwia...
            A myślałaś o tym, żeby napisać do niego list?
            Ja kiedyś napisałam. Efekt był zdumiewający, naprawdę. Mąż potem mi powiedział, że zupełnie inaczej wszystko widział. Że rozjaśniło mu się w głowie.
            Może taki list to dobry pomysł? Uniknęlibyście bezpośredniej konfrontacji, każde z Was miałoby czas na spokojne przemyślenie tego, co chcecie sobie powiedzieć.
            Nie pisz o tym, co on robi, tylko o swoich uczuciach.
            Powspominaj dobre czasy, przypomnij mu, kiedy czuł, jak bardzo Cię kocha. Przypomnij mu o dzieciach, zapewnij, że go kochasz (bo jestem raczej pewna, że tak i to bardzo!) i napisz, co Ci leży na wątrobie. Może poproś go, by Ci odpisał. Nie spiesz się z tym listem. Napisz szczerze i rozważnie.
            Jeśli facet nie chce z Tobą być, to żadne listy nie zrobią na nim większego wrażenia. Ale jeśli docenia to co ma, to może zatrzyma się nad tym wszystkim..
            Kobieta z pracy... Niepokoi mnie ta relacja. On sobie, a ja sobie. Wydaje mi się, że - nawet jeśli nie sypiają ze sobą - to łączą ich silne emocje. Że też takie baby chodzą po ziemi.. Ale w sumie.. nie można całej winy zwalać na nią. On też ma swój rozum. Nawet, jeśli teraz jest w ciężkiej sytuacji psychicznej. Tobie też nie lekko, a potrafisz myśleć racjonalnie i postępować rozważnie.
            Niestety często się zdarza, że w momencie pojawienia się problemów między małżonkami pojawia się ktoś trzeci..
            Ufaj i kontroluj. To mądre powiedzenie. Jeśli trochę zaufasz, będziesz spokojniejsza i łatwiej Ci będzie oddychać, przebywać w jego towarzystwie. Ale kontrola też wskazana, bo układ nie jest z pewnością do końca czysty. Można się lubić z koleżanką z pracy, można ją nawet uwielbiać, można się z nią przyjaźnić, spotykać, ale nie kosztem rodziny, żony. Gdyby to były dobre relacje, to chciałby, żebyście się poznały, żebyście się zaprzyjaźniły, zależałoby mu na tym, żebyś mu zaufała, żebyś była spokojna i pewna, że kocha tylko Ciebie. Nie musiałby się z niczym kryć i zamiast wysyłać na święta sms-y, po prostu by powiedział: Dzwonię do (tu imię) złożyć jej życzenia. Pozdrowię ją od Ciebie. No nie wiem. On ją chyba trochę chowa przed Tobą. Ale nie takie baby się przeganiało!
            Ja sama przyjaźnię się z dwoma facetami. Ale mój mąż wie o nich wszystko. Znaczy nie zdradzam jakichś ich sekretów które mi powierzają, ale mąż wie o ich żonach, dzieciach, o pracy, o tym, co robią, jak żyją, opowiadam mu, co i jak. Nie jest zazdrosny i ma pewność, że te relacje nie mają żadnego negatywnego wpływu na nasze małżeństwo. Obu zna, lubią się, wszystko dla ludzi.
            Jeśli natomiast łączą go z tą panią tylko relacje służbowe, to skąd ten szaleńczy niepokój u Ciebie? Nie bierze się znikąd.
            Myślę o tej jego terapeutce...
            Myślisz, że daje radę? On długo już z nią rozmawia?
            Trzymam kciuki cały czas. Dziś u nas piękne słońce, chociaż upałów jeszcze nie ma :)
            Pozdrawiam Cię i nos przed siebie!
            a



          • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

            Autor: anonim63   Data: 2011-03-04, 14:32:41               Odpowiedz

            Hej burzka
            Ladnie piszesz ,bardzo znajomo:)
            Ktore to juz twoje wcielenie?:)
            W



          • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

            Autor: burzka   Data: 2011-03-04, 14:40:51               Odpowiedz

            Hej, Anonimie.
            Pytasz o wcielenie na tym forum, czy w ogóle?
            Generalnie nie udzielam się zbytnio na forach. Bywam niekiedy na jednym chacie (ale ostatnio wcale). Tutaj od początku jestem burzką.
            Jeśli Ci się z kimś kojarzę, to chyba muszę Cię rozczarować :)
            Dzięki za zainteresowanie ;)



          • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

            Autor: julka85   Data: 2011-03-04, 14:59:27               Odpowiedz

            Nawet widać jak na dłoni reakcje na wdzięczność za pomoc:) To dla asi23.... bardzo charakterystyczne.
            Burzka
            za dużo przysłodziłaś i to cie zdradziło :D



          • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

            Autor: burzka   Data: 2011-03-04, 15:05:49               Odpowiedz

            Hej, Julko, to nie mój post i trochę mi niezręcznie rozgadywać się tu na mój temat.
            Nie zrozumiałam ani słowa z tego, co napisałaś :)
            Naprawdę jestem tu nowa. I nie zamierzam dalej ciągnąć tego tematu :)
            Pozdrawiam wszystkich i dziękuję za zainteresowanie :)
            ania



          • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

            Autor: julka85   Data: 2011-03-04, 15:13:54               Odpowiedz

            Zawsze jesteś nowa :)
            Liczę, że z uwagi na szacunek dla autorki tematu już mi nie odpiszesz :)



    • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

      Autor: anonim63   Data: 2011-03-04, 15:15:35               Odpowiedz

      Nieladnie nie przyznawac sie do znajomosci z nami:)
      A my cie tak lubimy:)
      Tylko nie denerwuj sie:)
      W



      • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

        Autor: burzka   Data: 2011-03-04, 15:21:55               Odpowiedz

        Zagubiona, przepraszam Cię najmocniej.. głupio wyszło.. ale muszę tu coś z Koleżeństwem wyjaśnić!

        Julko i Anonimie, bierzecie mnie za kogoś innego.
        Asiu, odezwij się, bo powiedzą że się podszywam!
        Nie będę się nikomu tłumaczyć oczywiście, bo nie mam z czego.
        Ale nigdy wcześniej na tym forum nie byłam i nigdy nie posługiwałam się imieniem Asia.
        Ale jaja :D Ubaw mam większy niż Wy, spiskowcy, zapewniam Was :)))
        pozdrawiam :))
        ania



        • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

          Autor: julka85   Data: 2011-03-04, 18:19:33               Odpowiedz

          Wiem, że się dobrze bawisz, jak zawsze ;) Ale tylko do czasu :)



          • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

            Autor: burzka   Data: 2011-03-04, 18:31:58               Odpowiedz

            Pani Nieomylna Julka..

            Ponieważ śledzę kilka interesujących mnie wątków, miałam okazję zauważyć, jak twardo wyrażasz, Julko, swoje poglądy i jak pewna jesteś zawsze swoich racji.

            W wielu poważnych kwestiach zgadzam się z Tobą w pełnej rozciągłości, choć nie zawsze podoba mi się sposób, w jaki się dzielisz swoimi spostrzeżeniami i w jaki oceniasz osoby, które Cię o to nie proszą (na przykład mnie).

            I oto.. w tak banalnej sprawie.. Pani Nieomylna i Pewna Siebie Julka... dała się nabrać :)

            Naprawdę świetnie się bawię, tym świetniej, że mam pewność tego, że im bardziej będę się wypierać bycia Asią, tym bardziej Ty będziesz próbowała mi udowodnić, że nią jestem :))

            No jazda jest niezła, słowo daję....

            Pani Nieomylna Julko, dostarczasz mi niebywałej rozrywki.
            Ale wybacz, nie będę już komentować Twoich zaczepek, bo nie po to tu przyszłam.
            Przyszłam podzielić się swoim problemem i pogadać z ludźmi, którzy sami mają problemy.

            Myślę, że już wystarczająco zkłóciłyśmy spokój tego wątku i wystarczająco nadwyrężyłyśmy cierpliwość Zagubionej.

            Dla Ciebie mogę być Asią. Nie ma sprawy :)
            Pozdrawiam
            ania :)



          • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

            Autor: julka85   Data: 2011-03-04, 19:07:37               Odpowiedz

            Liczysz , że pod tym nickiem uda ci się wreszcie panować nad sobą? Liczę na to i ja, chociaż wątpię:)
            I nie odpisuj już nie oczekuje tego, pani przemądrzała burzko.



          • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

            Autor: impresja   Data: 2011-03-04, 19:33:30               Odpowiedz

            burzka jest fajna i lubię ją.
            julka85
            znów zazdrość wzięła górę?
            Policz do stu.
            Pooddychaj spokojnie i śpij radośnie.



          • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

            Autor: julka85   Data: 2011-03-04, 19:49:14               Odpowiedz

            Ja tez siebie lubię ;)
            Chciałabym Ci napisać śpij spokojnie ale z tymi fantazjami swoimi chyba nie dasz rady :)



          • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

            Autor: burzka   Data: 2011-03-04, 23:26:52               Odpowiedz

            Impresjo, jestes tu jeszcze?
            Przepraszam Cię za to zamieszanie.. Czuję się winna i nie wiem, jak to wszystko odkręcić. Mam nadzieję, że odezwiesz się jeszcze i napiszesz, co u Ciebie, jak sobie radzisz.
            a



          • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

            Autor: burzka   Data: 2011-03-06, 20:51:41               Odpowiedz

            Hej, Zagubiona.
            Co u Ciebie? Jak się trzymasz?
            Napisz, co słychać.
            Mam nadzieję, że sytuacja się jakoś normuje. Daj znać, co i jak.

            Pozdrawiam Cię najcieplej.
            a



          • RE: Potrzebuje rozsądnej rady burzka

            Autor: impresja   Data: 2011-03-06, 21:00:26               Odpowiedz

            Miło,że pamiętasz.
            Jeśli o mnie chodzi,to wymyśliłam sobie,że będę zbawiała Nasz Świat.-:).
            Pozdrawiam.
            P.S.
            Wiem,że Kochasz Boga,ale Nie Wiem,Czy On także Kocha Ciebie.
            burzka_:).



          • RE: Potrzebuje rozsądnej rady burzka

            Autor: burzka   Data: 2011-03-07, 14:08:42               Odpowiedz

            Witaj, Impresjo.
            Nie zamierzam zbawiać świata, a jedynie czuję się niezręcznie jako sprawca, a raczej przyczyna zamieszania na wątku Zagubionej.
            Poza tym uważam, że jeśli ktoś podejmuje się rozmowy z drugim człowiekiem na poważny, życiowy temat, to nie może w pewnym momencie tak po prostu odwrócić się na pięcie i odejść bez słowa.
            Chcę sprawdzić, co u Zagubionej, zwyczajnie martwię się o Nią. Może niektórym trudno w to uwierzyć, ale po prostu tak jest.
            Jeśli chodzi o Boga to jestem ateistką. Nie wiem, dlaczego akurat poruszasz ten temat i w jakim kontekście.
            Z całą pewnością nie mogę się zaliczyć do osób wierzących. Może do poszukujących... to jednak z całą pewnością moja prywatna sprawa. Nie mam też pojęcia, co to ma wspólnego z wątkiem Zagubionej.

            Tak nawiasem:
            Zadziwiające zwyczaje panują na tym forum.
            Wyobraźmy sobie taką sytuację:
            Dwie osoby siedzą w publicznym miejscu, w kawiarni przy stoliku. Rozmawiają o swoich prywatnych sprawach, zdając sobie sprawę z tego, że są w miejscu publicznym i że ktoś może się zainteresować tematem, który poruszają.
            Nagle ni stąd i zowąd dosiada się do nich jakaś trzecia osoba i zaczyna mówić, bez pytania, na zupełnie inny temat, jest zdeterminowana, by narzucić własny temat rozmowy i przekierować ją na własne tory, chcąc - jak mniemam - zwrócić na siebie uwagę tłumu.
            Dla mnie to bardzo niezręczne sytuacje i nie wiem, jak mam się zachować.
            Nie chcę być niegrzeczna i nie odpowiadać osobom, które mnie zaczepiają na cudzych wątkach, jednocześnie nie chcę też zakłócać porządku na cudzym forum.
            Co o tym myślisz, Impresjo?
            Jesteś - zdaje mi się - weteranką na tym forum i z pewnością lepiej się orientujesz. Może da się założyć nowy wątek?...
            Dziękuję za radę.



          • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

            Autor: burzka   Data: 2011-03-07, 14:06:40               Odpowiedz

            ach właśnie!
            Tu - gapowe muszę płacić - przepraszałam oczywiście Zagubioną, Impresjo, mam nadzieję, że zrozumiałaś tę pomyłkę.
            Gapa, gapa i jeszcze raz gapa!

            Jeszcze raz:
            Zagubiona, przeprosiny skierowane są do Ciebie, nie do Impresji.
            Ciebie chcę przepraszać, bo to w Twój wątek wkradło się zamieszanie i to z mojego powodu.
            Obrzydliwe uczucie skrępowania i zakłopotania..
            Tym większe, że pomyliłam imiona...

            Jeszcze raz przepraszam.
            I pozdrawiam.



          • RE: Potrzebuje rozsądnej rady zaniepokojona burzka

            Autor: impresja   Data: 2011-03-07, 21:08:48               Odpowiedz

            burzka
            no nie zamartwiaj się aż tak.
            Po prostu pisz co uważasz i bądż szczęśliwa,mimo,że wkrótce także weteranka.-:).
            Dobrej Nocy.



          • RE: Potrzebuje rozsądnej rady zaniepokojona burzka

            Autor: ewelka85   Data: 2011-03-08, 00:00:52               Odpowiedz

            dziewczyny,,,,, ktos ma problem a wy dogryzacie sobie o jakąś głupotę, co za różnica kto jest kim, ważne że słowa pomagają zagubionej....



          • Burzko

            Autor: zagubiona387   Data: 2011-03-09, 14:24:34               Odpowiedz

            Nie obchodzą mnie forumowe gierki stałych bywalców.

            Moja sprawa wygląda tak, że mój mąż jeździ sobie do tamtej pani do domu, wraca codziennie o 21-22, w ciągu ostatnich 3 tygodni był na zakrapianej służbowej kolacji z NIA.

            W stosunku do mnnie jest arogancji i beszczelny (nie podoba Ci się to się ze mną rozwiedź, na co czekasz!?) i dziś zapowiedział, że się wyprowadzi po egzaminach córki. Czyli w połowie kwietnia.
            A ja do tego czasu mam być spokojna, zrównoważona i zachowywać się tak, żeby zapewnić dziecku komfort zdawania testów (!).

            Do tego jego genialna pani psycholog powiedziała mu, że moje lęki o przyszłość małżeństwa mogą brać się z tego, że zostawił mnie kochanek (!!!) i skierowałam całe emocje w stronę męza. Stąd awantury i moje nieobliczalne zachowanie.

            Dodam, że cała rozmowa odbyła się dziś, po wyciągnięciu rano męża z domu koleżanki, do której rano zajrzał, bo jeszce nie była gotowa do pracy (dopijała herbatkę), a jemu nie chciało się czekać w aucie pod blokiem. Dodam, że codziennie ja wodzi i odwozi do/z pracy.

            Jestem oczywiście podła i niewdzięczna, że sprawdzam i nie wierzę w dyrdymały o herbatkach i służbowych spotkaniach w przytulnym mieszkanku samotnej współpracownicy.

            I to wszystko dzieje się naprawdę :(



          • RE: Burzko

            Autor: manna1   Data: 2011-03-09, 14:35:31               Odpowiedz

            Zagubiona
            Jesteś dzielną, mądrą kobietą i wierzę, że dasz sobie radę. Coraz trzeźwiej patrzysz na sytuację.
            Nie mam pojęcia, co bym zrobiła w Twojej sytuacji, w grę wchodzą jeszcze sprawy finansowe, organizacyjne...
            Ale mocno trzymam kciuki za Twoje szczęście i spokój, bo czytając Twoje wpisy widzę wartościowego człowieka.
            Ps Mam znajomą, która była latami w podobnej sytuacji, przeczekała i teraz jest szczęśliwą niewolnicą Pana Męża, który całe życie się bawił, a ona czekała...
            Nie wiem, czy zrobiła słusznie.
            pozdrawiam



          • Manna1

            Autor: zagubiona387   Data: 2011-03-09, 14:51:25               Odpowiedz

            Patrzę trzeźwo z poziomu twardej zimnej podłogi. W grę wchodzi córka z problemami wychowawczymi już dziś, strach pomyśleć co będzie, jeśli on się wyprowadzi, szczegóolnie, ze to on ma na nią większy wpływ i ma u niej większy respekt.

            Zamierzam dziś odbyć chłodną rozmowę na ten temat i nie pozwolić sobie ma zrzucenie całego ciężaru konsekwencji jego odejscia na moje barki.

            "Ps Mam znajomą, która była latami w podobnej sytuacji, przeczekała i teraz jest szczęśliwą niewolnicą Pana Męża, który całe życie się bawił, a ona czekała...
            Nie wiem, czy zrobiła słusznie."

            To nie jest zachowanie zgodne z moją naturą. Nie potrafię udawać, że nie widzę. Nie znoszę gry pozorów.



          • RE: Potrzebuję rozsądnej rady

            Autor: manna1   Data: 2011-03-09, 15:26:40               Odpowiedz

            Gra pozorów, ale jeszcze coś. Utrata życia według mnie. Utrata szansy na przeżycie czegokolwiek, bo taka kobieta tkwi w domu i czeka, kiedy Pan Mąż raczy wrócić...
            A przecież żyjemy, aby przeżyć życie, a nie "przeczekać", aż sie skończy.
            Pozdrawiam serdecznie



          • RE: Burzko

            Autor: burzka   Data: 2011-03-09, 18:54:53               Odpowiedz

            Witaj, Zagubiona.
            Miałaś wyczuwę z tymi egzaminami...
            Myślę sobie nad tym wszystkim, czytam Twoje posty i widzę jedno:
            Stałaś się moim zdaniem - od czasu pierwszego wpisu - silniejsza.
            I wcale nie sobie ani nawet całemu forum nie przypisuję tu zasług, bynajmniej.
            Poznałaś wroga, ot co!
            Upewniłaś się, że to nie żadna depresja, tylko klasyczna zdrada, że to nie żadna choroba tylko chamskie odzywki, masz po prostu pewność, co się dzieje.
            Myślę, że to dobrze. Znasz wroga i wiesz, jak z nim walczyć.
            Pani psycholog.. no cóż.. bez komentarza pozostawiam.. chociaż trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że mąż przedstawia sytuację w zupełnie inny sposób. Kontaktuje się z panią psycholog "przez Ciebie", bo jesteś histeryczną babą, która wiecznie robi mu jazdy. Tak mi się wydaje. Ona zna Wasze problemy z całkiem innej perspektywy. Ciekawe, czy w ogóle powiedział jej o swojej pani.
            Jeśli chodzi o młodą, to faktycznie trzeba jej teraz spokoju. Facet nie ma skrupułów, że akurat teraz, przed samymi egzaminami, zafundował jej takie atrakcje.. To, że nerwy Ci puszczają, to zrozumiałe. Nie daj się wbić w poczucie winy, bo to jego sprawka, że córka ma trudne warunki, a nie Twoja. Warto, wiadoma sprawa, teraz "skierować na nią swoje emocje" ;) i otoczyć miłością i zrozumieniem, może Tobie też będzie dzięki temu łatwiej znieść całe rozstanie. Dziecko najważniejsze i basta.
            Tak sobie dumam nad tym wszystkim.. i myślę, że nic tu nie wywalczysz.. Facet się znudził i tyle..
            Nie wiem, słowo daję, czy warto walczyć o taki związek.. tym bardziej, że raz już mu się "przytrafiło". Ja bym raczej nie umiała ponownie zaufać tak na 100%.
            Odzywaj się, jak się sprawy rozwijają i nos do przodu oczywiście :)
            Pozdrawiam Cię i trzymam kciuki!
            a



          • RE: Burzko

            Autor: zagubiona387   Data: 2011-03-09, 19:20:41               Odpowiedz

            Poprosiłam dziś, zeby postaral sie wrócić wcześniej. Nawet nie odpowiedział na SMS, chyba czas sie pogodzić z tym, ze facet, który był całym moim światem stał sie moim wrogiem.

            Mimo wszystko chce porozmawiać z nim dziś. O tym,zeby nie podejmował radykalnych decyzji i o terapii wspólnej. Wątpię w powodzenie rozmowy, ale zawsze warto spróbować.



          • RE:

            Autor: majunia:))   Data: 2011-03-09, 20:28:41               Odpowiedz

            Czytając,co piszesz,ciśnie mi się tylko jedno-za wszelka cenę chcesz być z mężem.Nie potrzebujesz żadnej rady,chcesz się na forum jedynie wypłakać.Ratować małżeństwo?Jasne,jeżeli obie strony chcą.Z dzieckiem macie problemy?Dziecko widzi,że między Wami dzieje się źle-dom odbija się na dziecku.

            Zastanów się,nad swoim życiem i komu je marnujesz.



          • RE:

            Autor: zagubiona387   Data: 2011-03-09, 20:48:19               Odpowiedz

            Moja sytuacja od momentu założenia watku sie zmieniła. Zakładając go, potrzebowalam wiary w jego uczciwość i siły.

            Dziś płacze i dramatycznie potrzebuje siły. Wiem, dla kogo warto żyć. Przeżyłam z nim dobrych 16 lat, dziś sie pogubilismy. Ale to jeszcze za mało, by wyrzucic to wszystko na śmietnik.

            Nie wybaczylabym sobie, gdybym nie spróbowała.



          • RE:zagubiona387

            Autor: impresja   Data: 2011-03-09, 20:54:57               Odpowiedz

            To bardzo po chrześcijańsku,szkoda,że tylko Ty cierpisz.
            A powinien Pan mąż i tyle.
            ().



          • RE:zagubiona387

            Autor: julka85   Data: 2011-03-09, 22:15:29               Odpowiedz

            Przyjdzie i pora na cierpienia pana męża. Bez obaw :)



          • RE:

            Autor: ktosia3   Data: 2011-03-09, 21:02:13               Odpowiedz

            zagubiona,
            pamiętaj (bo w takich sytuacjach często o tym (niestety) zapominamy), że najważniejszy jest szacunek do samego siebie...



          • RE:

            Autor: manna1   Data: 2011-03-09, 21:03:47               Odpowiedz

            "Wiem, dla kogo warto żyć"
            dla kogo człowiek żyje ???????????????
            ja też trzymam kciuki



          • RE:

            Autor: majunia:))   Data: 2011-03-09, 21:16:15               Odpowiedz

            Jestem za próbą,wiem,że nie można jednym ruchem przekreślić wszystkiego.Gorzej jest gdy to wszystko co jest teraz,to tylko mrzonki.Źle jest kiedy na to wszystko patrzy dziecko.Wierzyć mi się nie chce,że wcześniej wszystko było cacy.Pamiętaj,że macie dziecko,pokazujecie jak ma wyglądać związek.Chcesz zrobić cokolwiek,to zrób,bo jak na razie to siedzisz i czekasz na cud.Zbierz dowody,może mężuś zacznie trząść tyłkiem ,i sam zrobi cokolwiek?
            Rozwiązania są trzy(?):
            - zmieni pracę,pójdziecie na wspólna terapię,będziesz pilnowała prawdy wypowiadanej przez niego-pójdziecie,zrozumiesz o czym mówię.
            - pan-małż nie zrozumie,zostaniesz z nim,stracisz siebie,dziecko i za kilka lat,kiedy dziecko odejdzie z domu będziesz sama jak palec w ciężkiej depresji.
            - odejdzie.



          • RE:

            Autor: julka85   Data: 2011-03-09, 22:13:48               Odpowiedz

            Majunia
            Ty tylko siedzisz na forum i radzisz. Nie naciskaj na ludzi, każdy ma swoje życie i sam najlepiej wie co dalej z nim robić. Wypłakać się na forum nie można?



          • RE:julka

            Autor: majunia:))   Data: 2011-03-10, 09:37:09               Odpowiedz

            Przynajmniej nie zmieniam się w co chwilę inną osobę i nie popieram swoich mądrości.

            Kiedy ktoś pisze,że potrzebuje rozsądnej rady,a jednocześnie nie chce zrozumieć,że siedzeniem i płaczem nic nie zdziała,to tak naprawdę chce czego?Sytuacja,w której się znalazła nie jest nadzwyczajna,znam całą masę podobnych i o dziwo do niej jest jeden klucz-musi pokazać,że jest silna.Ona nie walczy tylko z mężem,ona walczy z mężem i kochanką-mądrościami przyjaciółki.



          • RE:julka

            Autor: julka85   Data: 2011-03-10, 10:52:21               Odpowiedz

            majunia
            Dając radę nie oczekuj, że ktoś się zastosuje w do niej bo się wykończysz na tym forum i tych którym radzisz.
            Czasami łatwiej jest od innych wymagać żeby uporządkowali swoje życie niż uporządkować swoje własne.
            Jak uporządkujesz swoje sprawy to nic Cię nie ruszy tutaj na forum. Czy ktoś będzie Cie słuchał czy oleje.
            Pozdrawiam:)



          • RE:julka

            Autor: majunia:))   Data: 2011-03-10, 13:10:25               Odpowiedz

            Raczej Ciebie cokolwiek rusza,ja mogę doradzić,bo w wielu sprawach damsko-męskich pomagałam znajomym(działania w tego typu sprawach są jak zdania pisane przez kalkę).Gdyby mnie cokolwiek ruszało,nie wchodziłabym na psychologię.



          • RE: Burzko

            Autor: burzka   Data: 2011-03-09, 20:54:45               Odpowiedz

            Daj znać, jak poszła rozmowa.
            Trzymam kciuki!



          • RE: Burzko

            Autor: bezendu   Data: 2011-03-09, 21:12:53               Odpowiedz

            Czytam Burzkę i popieram!!!

            cenne rady i tak po ludzku serdeczne :-)

            Chciałam zwrócić uwagę na drugą stronę medalu.
            Ta "zawodowa fascynacja" wcale nie musi trwać i przeobrażać się w stały związek,. Nie sądzę,żeby pani "profesjonalna paniusia" miała aby ochotę prać Twojemu facetowi skarpetki :-)

            Poza tym widać ,że facet wymiękł jak mięczak na względy tej pani i je jej z ręki, co wcale nie musi się skończyć czymś trwałym.

            Tylko szkoda,że on przeżywa swój kryzys wieku średniego Waszym kosztem i jest przy tym wręcz bezczelny.

            Zagubiona jesteś mocniejsza niż on w tej historii uwierz.
            On się tylko rzuca i nie opanowuje swoich emocji (wpadanie do domku rano, bo paniusia jeszcze nie dopiła herbatki ;-P

            A w ogóle to nie ma podkradania mężów, wypadałoby dać tej Pani to do zrozumienia. Oni nie są na żadnych prawach i niech spadają, wielkie fascynacje ! Jakaś gówniarzeria!!!

            główka do góry Zagubiona, trzymam kciuki !



          • RE: Burzko

            Autor: anonim63   Data: 2011-03-09, 21:45:50               Odpowiedz

            "Czytam Burzkę i popieram!!!
            cenne rady i tak po ludzku serdeczne :-)"

            A burzka vel mizerna vel asia23 nasmiewa sie ze co niektorzy daja sei anbrac na jej "zyczliwe" posty.Porownajcie sobie styl pisania naszego trolla:))
            W





          • RE: Burzko

            Autor: bezendu   Data: 2011-03-09, 22:35:15               Odpowiedz

            Widzisz Anonimie63..

            1.ten wątek jest o Zagubionej i tego się trzymajmy :-)

            2. wyznajemy odmienne teorie przy obcowaniu z ludźmi.
            Ja raczej skłaniam się do traktowania na zasadzie "domniemanej niewinności", Ty raczej widzę wyżej cenisz teorie spiskowe :-)))

            3. jeśli tutaj wszyscy się podszywają pod kogoś innego, to dziwię się ,że Ty jesteś tu moderatorem (łyso, co?)

            4. wyluzuj
            5. pozdr.



          • RE: Burzko

            Autor: anonim63   Data: 2011-03-09, 22:54:46               Odpowiedz

            Gdzie Ty widzisz ze napisalem ze wszyscy?:)
            Dopoki nasz troll jest grzeczny niech sobie pisze jak tego potrzebuje .Ale jak zacznie swoje typowe zachowania zniknie:)
            Jak sie nie chce czegos widziec to nawet okulary nie pomoga:)
            Tylko dalem drobna uwage do porownania :)bo stylu pisania sie nie zmieni :)
            W



    • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

      Autor: majunia:))   Data: 2011-03-09, 21:21:00               Odpowiedz

      Do tego co przed chwilą napisałam-jest jeszcze jedno wyjście,znajdź sobie przyjaciela.Zobaczysz,mąż zrozumie,że małżeństwo zaczyna rozłazić się w obie strony.Sam zacznie skamleć o pomoc.To jest chwyt stary jak świat.Płaczem,siedzeniem,w miejscu i fochami nic nie zdziałasz.



    • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

      Autor: Margareta   Data: 2011-03-10, 14:00:11               Odpowiedz

      Myślę, że Twój mąż Cię zdradza niestety. Skąd to wiem? Bo byłam zdradzana i wszystko o czym piszesz przeżywałam.
      Nie możesz sprawdzić treści smsów? A dlaczegóż to? bo telefon jest "zahasłowany" jak to nazwałaś? A dlaczego? Bo nie ma w nim nic do ukrycia przed Tobą? Nie bądź naiwna. Mój mąż zrobił ze mnie osobę psychicznie chorą, przed znajomymi, rodziną, przyjaciółmi. Że niby jestem o niego tak zazdrosna... Sama zaczęłam tak o sobie myśleć. Zaczęłam się leczyć; psycholog, psychiatra, leki, terapie.. Kiedy już wydawać by się mogło że wszystko wraca do normy, zapomniał wyłączyć swój komputer i zostawił otwartą skrzynkę e-mail. Prawie dostałam zawału!! Byłam zdradzana nawet z żonami jego przyjaciól! Tymi samymi, którzy mi wspólczyli że jestem zazdrosna i chora psychicznie!! Tekst cyt; Tak mi ciebie brakuje, snuje się po kątach i tylko twoja bielizna i jej zapach przypomina mi ciebie" jest chyba dostatecznie jasny.
      Teraz jestem sama, radzę sobie, doszłam już chyba do siebie i tylko jak sobie przypomne, jaka byłam głupia...



      • Margareta

        Autor: zagubiona387   Data: 2011-03-10, 14:36:42               Odpowiedz

        On konsekwentnie twierdzi, że tak nie jest. To typ honorowego faceta, który nade wszystko lubi być eleagncki i porządny we własnym mniemaniu. To nie typ, który sypia z wszystkimi wokół. W to akurat wierzę.

        Obiektywnie myślę, że mnie fizycznie nie zdradził. Jest to (chyba) fascynacja tamtą osobą, na którą nałożyło się szereg innych okoliczności, o których tu już pisałam.

        Zamierzam tak do tego na razie podejść. Chcę ratować małżeństwo, bo wiem, że jeśli nie spróbuję - nie daruję sobie tego do końca życia.

        <b>Czy okażę się głupia i naiwna?</b>
        Czas pokaże. Obiecuję, że za parę miesiecy tu wejdę i napiszę jaki był finał. Dziś potrzebuję wyciszenia i siły do działań defensywnych, a nie ofensywy. Niemniej czytam i słycham takich opinii, jak Twoja. Ich wartość podnosi fakt, że są oparte na doswiadczeniach.
        Pozdrawiam.



      • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

        Autor: Nastusia   Data: 2011-03-10, 15:12:24               Odpowiedz

        Margareta,dobrze napisane,ale zagubiona nie chce widzieć,że w jej przypadku nie chodzi o tabun bab,a o jedną,która jest piąty kołem u wozu,piątym ale bardzo mocno ingerującym w jej małżeństwo.
        Gdyby chciała...nie stałaby w miejscu.Z dowodami można coś zrobić,można rozmawiać o tym co się widziało.Z domysłami można jedynie wpędzić się do grobu.
        Już kiedyś pisałam o schematach,identyczne i w jego,i w jej zachowaniu.On niczego nie musi,chcesz coś zmienić?Rusz do przodu,a zdziwisz się jakie to proste,choć można nic nie robić.Mąż <pozornie> wróci do Ciebie,żebyś za jakiś czas znowu zauważyła,że to tylko złudzenie.



    • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

      Autor: kredka   Data: 2011-03-10, 14:01:59               Odpowiedz

      hej,

      łatwo tak doradzać - wbrew pozorom. Z poziomu wygodnego fotela i domowego zacisza.. Tym samy dołączam do grona pseudo-psychologów :-)

      Będąc w ŚRODKU sytuacja się komplikuje. Rzuć go - walcz - dla dobra dziecka - pomyśl o sobie... Przy takiej ilości sprzecznych komunikatów można stracić głowę.

      Z autopsji wiem, że pokazanie cierpienia może działać na mężczyznę oczyszczająco i pozwolić budować związek. Ale uwaga! bywa i tak, że okazanie słabości może doprowadzić do zdeptania.

      Wszystko zależy od osoby, okoliczności. Twój przypadek jest smutny. Smutny, bo tracisz poczucie bezpieczeństwa, czujesz się obarczana odpowiedzialnością za rozpad związku. Masz resztki nadziei, że da się coś ocalić, a jednocześnie walczysz sama ze sobą - z godnością kobiety, przy której staje delikatność, czułość i głód miłości.

      Masz prawo do smutku, masz prawo do płaczu. Masz prawo do bycia kochaną i do kochania. Co z tym zrobisz, jak z tego skorzystasz zależy wyłącznie od Ciebie samej.

      Faktem jest, że na łamach tego wątku zmieniasz swoje nastawienie - z zagubionej do gotowej do walki.
      Pytanie tylko o związek, męża, czy siebie.

      Nie doradzę co masz zrobić, bo tego dowiesz się sama. Dowiesz się na bazie doświadczeń, które są Twoim udziałem, konsekwencji podjętych działań.

      Odetchnij, wyjedź (a miałam nie doradzać), nabierz dystansu. Pokaż, że sama potrafisz żyć (jemu i sobie). Niech facet wie, że ma do czynienia z silną, niezależną osobą - ale taką, która go kocha co najmniej przez wzgląd na to co było. Kochac nie znczy BYĆ razem. Możesz kochac i nie chcieć z nim byc jednocześnie..

      W moim przypadku pomogła mediacja. Wyglądało to tak, że znajoma osoba, którą OBOJE akceptujemy (to warunek konieczny) wysłuchała, pokazała jak sie zdystansować, dać sobie czas. I ten CZAS okazał się dobroczynny. Potrafiliśmy spojrzeć na problem chłodniejszym okiem i wspólnie podjąć decyzje co dalej.

      Ale ponieważ moje życie jest długie, to mam za sobą także doświadczenia, kiedy taka próba się nie powiodła (z mojej winy, jak teraz analizuję sytuację).

      Pomyśl o sobie; trochę zdrowego egoizmu. Czy to znaczy - walcz o męża, czy kopnij go w zadek - zależy wyłączie od Ciebie.



      • Kredko

        Autor: zagubiona387   Data: 2011-03-10, 14:42:46               Odpowiedz

        "Faktem jest, że na łamach tego wątku zmieniasz swoje nastawienie - z zagubionej do gotowej do walki.
        Pytanie tylko o związek, męża, czy siebie."

        Tak naprawdę to o siebie. Bo mi w tym związku było dobrze. I dlatego nie zamierzam się tak łatwo poddać.

        Twoja rada o tym, że potrzeba czasu i dystansu wydaje się najlepsza z możliwych. Tylko, że we mnie się gotuje i nie radzę sobie z emocjami, przez co, tak naprawdę postępuję dokładnie odwrotnie :(

        Mediator nie wchodzi w grę. Mój małżonek jest zbyt zamknięty w sobie i dumny, żeby wciagać w nasze problemy osoby trzecie.

        Zdrowy egoizm - ładnie napisane. Pozdrawiam.



        • RE: Kredko

          Autor: ktosia3   Data: 2011-03-11, 22:32:07               Odpowiedz

          Zagubiona, ale on już włączył osoby trzecie (współpracownicę)... więc gdzie ta duma...?



          • RE: Ktosia

            Autor: Nastusia   Data: 2011-03-12, 09:40:51               Odpowiedz

            Dokładnie tak,jednak zagubiona chce widzieć świat oczami dziecka-zamknie je,otworzy i będzie dobrze. Jeśli chce się coś osiągnąć należy mądrze walczyć. Czekaniem odsuwa go od siebie,a "przyjaciółeczka" może mieć różne zamiary,z takich "związków" też powstają nowe rodziny.



          • RE: Nastusia

            Autor: zagubiona387   Data: 2011-03-12, 11:30:28               Odpowiedz

            w dużej mierze z Toba sie zgadzam . Tylko, ze w krytyce mojego postępowania łatwo wskazujesz konkrety, ale w kwestii, co mam zrobić - czytam ogólnikowe stwierdzenie: trzeba walczyć mądrze.
            No własnie. Co powinnam zrobić?
            Szczególnie jeśli z mojego rozeznania nie doszło do fizycznej zdrady. On po prostu buduje sobie z tamta panią pozytywne relacje, służbowe i ... tu jest pies pogrzebany... te osobiste rownież. Świadomie albo podświadomie? Nie wiem. Być może to drugie.

            I co w tej sytuacji robić? Szczerze? Nie mam bladego pojęcia i tonę w huśtawkach nastrojów.
            Stad ten wątek i pewnie 142 wpisy świadczą o tym, ze tu nie ma prostej rady. :(((((



          • RE:

            Autor: Nastusia   Data: 2011-03-12, 12:18:42               Odpowiedz

            Czytając Ciebie mam wrażenie,że słyszę te same słowa,które wypowiadała moja znajoma,kropka w kropkę. Najgorsze co teraz możesz zrobić to użalać się nad swoim losem. Wierzę,że jest Ci ciężko,zwłaszcza,że cała sytuacja rzutuje również na Wasze dziecko.
            Czy zdradził fizycznie? A czy zdrada mentalna nie jest gorsza? Znalezienie bratniej duszy w kiś,kto nie jest Matką Teresą i kto w całej sytuacji "kręci swoje lody";być może Twój mąż jeszcze tego nie widzi,ale jeśli chcesz aby dostrzegł musisz działać.
            Moja znajoma <to najświeższy przykład,bo przez lata widziałam się różne cyrki> stwierdziła,że mąż w którymś momencie opamięta się <standard?>. I tak "szła" przez życie,zatruwając cały dom "nicnierobieniem",prócz ciągłych kłótni z mężem,który był bardzo dumnym człowiekiem,a jednocześnie przeczulonym na swoim punkcie <płacił za błędy wychowawcze swoich rodziców>. Gość bardzo ambitny,na stanowisku,wracający "z pracy" dobrze po 20. Nie muszę chyba pisać o noszeniu tel.przy tyłku i tym wszystkim,co ewidentnie wskazuje na zdradę taką czy siaką.
            I tak czekała,aż wepchnęła męża w jej ramiona,bo im gorsza żona,tym lepsza kochanka. Wszystko to czego nie robiła żona,robiła "przyjaciółka"-chwyt stary jak świat. Jego depresja,długie leczenie i wreszcie jej ruch-wyjechała sama na wakacje,poznała znajomych,po przyjeździe zaczęłam z nimi wychodzić nie mówiąc z kim i gdzie się umawia. Mąż zauważył,że nagle żona przestała się nim przejmować. Wszystko co jemu przeszkadzało <przede wszystkim znajoma była straszną bałaganiarą>,zmieniło się. Pamiętam,jak kiedyś pomogłyśmy jej sprzątać. Znajomi dzwonili do niej o późnych porach,zaczęła zachowywać się podobnie jak mąż,nosiła telefon przy tyłku,itp. Mąż zauważył potężne zmiany,zaczął rozmawiać,śledził ją. W jednym momencie wylądowali u psychologa. Stracił pracę,ale z jego wykształceniem znalazł inną,z tamta zakończył znajomość. Kupili dom,wyprowadzili się.
            I teraz z perspektywy czasu,kiedy spotykamy się w pracy i rozmawiamy jak jest,znajoma puka się w głowę,że tak długo zwlekała <czekała ze 4l.>. Nieświadomie wpychała go w jej ramiona,a tamta chciała być kimś więcej niż znajomą czy kochanką. Powiem Ci,że nawet kiedyś go śledziłyśmy <dzieci były chore,a on jechał po coś do kolegi,okazało się oczywiście,że od dzieci ważniejsza była ona i jakaś rodzinna impreza;znajoma z dziećmi w domu,zastanawiająca się czy jechać na pogotowie,a mąż balujący>.
            A on? Jeśli gdzieś się spotykamy jest inny,to widać,mniej butny,bardziej otwarty,ludzki. Przyznał się do zdrady od tego zaczęły się poważne rozmowy,terapia.
            I takich sytuacji jest cała masa,masz wyjście...czekać tylko na co? Aby wrócił,bo tak wypada,czy aby zrozumiał,że to już nie jest śmieszne,że związek to duet?



          • RE:

            Autor: zagubiona387   Data: 2011-03-12, 12:41:56               Odpowiedz

            Przykład Twojej znajomej jest b. podobny do mojej sytuacji. Rownież psycholog mi radzi, abym sie od niego odsunela i zajęła sobą.
            Tylko, ze to jest strasznie trudne. To nie pretensja do kogokolwiek, ale autorefleksja. Nie potrafię. Siedzę, czekam, płacze. I jak udaje mi sie czasem spojrzeć na siebie z boku, widzę swoje błędy w takim postepowaniu. I robię tak dalej.

            To chyba kwestia przestawienia sobie w mózgu klapki, niby proste, ale ...

            Metoda Twojej znajomej to chyba jedyny sposob. 11 lat temu tak uratowalam małżeństwo. Maz zobaczył, ze potrafię zupelnie niezle żyć bez niego i wtedy dopiero sie opamietal.

            Dziś musze wyjść z błędnego koła, wiem o tym doskonale. Ukladam to sobie w głowie. Z kiepskim skutkiem, ale moze w końcu sie uda.

            Pozdrawiam.



          • RE:

            Autor: Nastusia   Data: 2011-03-12, 13:11:24               Odpowiedz

            Umiesz,potrafisz już to zrobiłaś tylko czy jesteś pewna,że za kilka lat nie wywinie Tobie podobnego numeru? U mojej znajomej to był pierwszy raz,ma małe dzieci <ale ja nie wiem czy pierwszy i ostatni,choć zmiana w jej mężu rzuca się w oczy>,u Ciebie to się powtórzyło.
            Poproś kogoś o pomoc,wyjdźcie gdzieś razem,bądź dla niego zagadką. Los sam resztę ułoży i albo będziecie razem,albo...a nóż sama kogoś poznasz? Moja znajoma w pewnym momencie miała dylemat,bo ktoś się pojawił.
            I tak sobie myślę,że bardzo bolałaby mnie ta kure***a zażyłość z "idealną przyjaciółką" i dlatego tak bardzo motywowałyśmy znajomą do działania.Same podsunęłyśmy jej nr telefonu do pensjonatu nad morzem,jeszcze trochę,a sama spakowałybyśmy ją i wsadziły do pociągu.;o) Dobrze mieć kogoś obok,kogoś kto pomoże.



    • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

      Autor: manna1   Data: 2011-03-12, 10:58:56               Odpowiedz

      Zagubiona,
      ponieważ obserwowałam kawałek życia mojej znajomej, a Twoja sytuacja bardzo mi jej sytuację przypomina, dopiszę jeszcze coś.
      Najgorsze było nie to, że ją zdradzał, że go nie było w domu, że była sama i żyła w niepewności i niepokoju.
      Bawił się, wyjeżdżał...
      Najgorsze było to, że to wszystko rozgrywało się na jego warunkach. Ona czekała - przyjdzie, czy nie, spędzą razem święta, czy nie, można zaprosić rodzinę, czy nie itp. Wszystko było tak, jak chciał On. I nie mówił tego, tylko "dawał do zrozumienia".
      Identyczna sprawa z tą "elegancją, dumą" itp... To jest manipulacja. On ma prawo do wszystkiego, ona do niczego. Nie mogła rozmawiać o problemie z nikim. Powodowało to, że była zdana tylko na siebie, miała coraz mniejsze poczucie własnej wartości. A jemu właśnie o to chodziło.
      Ona rezygnowała po kolei ze wszystkiego, co lubiła, całe życie podporządkowała temu, żeby On był zadowolony i żeby nie odszedł...
      Dlatego najważniejszy jest szacunek do samej siebie i ustalenie jakiejś granicy, poniżej której nie zejdziesz.
      Bardzo mi leży na sercu los kobiet w takiej sytuacji.
      Pozdrawiam



      • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

        Autor: zagubiona387   Data: 2011-03-12, 11:46:39               Odpowiedz

        U mnie w domu dziś jest niestety podobnie. Dobrze jest na przykładzie innych uzmysłowić sobie pewne rzeczy.
        Nie wiem co robić ;(((
        Intuicyjnie staram sie wyciszyć atmosferę w domu, bo kłótnie (inicjowane przeze mnie niestety) do niczego nie prowadzą.
        Czuje sie fatalnie. Wiem, ze na dłuższa metę takie życie jest niemożliwe. Ale chce zrobić wszystko, by ratować małżeństwo. Uda sie - to dobrze, nie uda sie - nie będę sobie wyrzucać, ze nie probowalam.

        Być może moje postępowanie to tylko zaklinanie rzeczywistości...

        Ja go kocham, był do tej pory dobrym mężem i partnerem (nawet uwzględniając tamten epizod sprzed 11 lat). Nie chce go stracić.



        • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

          Autor: manna1   Data: 2011-03-12, 12:44:02               Odpowiedz

          Co bym zrobiła na Twoim miejscu... I na przykładzie mojej znajomej.....
          Wiesz, jak już pisałam, ważne jeszcze jest, co Ty robisz? Czy pracujesz? Czy poza pracą masz jakieś zainteresowania, przyjaciół?
          No i sprawy finansowe, czy jesteś od męża zależna finansowo?
          Bo te dwa elementy, oprócz miłości mogą mieć wpływ na Wasz związek i na Twoją postawę.
          No i dzieci, oczywiście !!!!!!!!!!!
          Każdy mężczyzna jest inny i na każdego jest inny sposób. Gdyby była jedna recepta, nie byłoby problemu.
          Awantury na pewno nie są wskazane. żaden nie lubi, będzie uciekał jak najdalej. Lubią spokój na ogół.
          Ważne jest poczucie własnej wartości, bo On widzi, na co moze sobie pozwolić w stosunku do Ciebie.
          Dobrze jest, jeśli kobieta nie w całości poświęca się mężowi i pracom domowym, jeśli ma kawałeczek swojego życia.
          Przykład: mąż nie wyjdzie na cały dzień, jeśli będzie miał stałe obowiążki wobec rodziny, np. zawieżć córkę na angielski, na basen......
          Musi czuć się potrzebny!!!!!
          Pomyśl, co spowodowało, że on się odsunął od rodziny, że, być może wolał być w pracy, niż w domu.
          Być może czegoś mu brakowało, czuł się źle..
          Może dałoby się naprawić błędy...
          Porozmawiać spokojnie, przeszłości i przyszłości.
          Czy to mozliwe??
          pozdrawiam!!!!



          • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

            Autor: burzka   Data: 2011-03-14, 19:02:35               Odpowiedz

            Zgadzam się z Manną.
            Spokój to podstawa. Dla wszystkich najważniejszy teraz spokój.
            Jeśli chcesz ratować Wasz związek, to musisz też trochę spojrzeć na własne zachowanie przez te lata i zastanowić się, co możesz w sobie poprawić. Poprawić przede wszystkim dla samej siebie. Zapanować nad nerwami, trochę się "odkleić" może od niego, bo jak piszesz, że go kochasz, to ciary mam po prostu, bo ja jedyne co mogłabym myśleć o facecie który mnie zdradza, to że go nienawidzę :D, myślę sobie zatem, że może też w jakiś sposób uzależniłaś się od niego, zdajesz się na niego w każdej chwili, pisałaś kiedyś, że Ci dziwnie, że jak Ci źle to masz odruch, żeby do niego dzwonić. A przyjaciele? Ja dzwonię często do przyjaciół jak coś się święci. Ogólnie jak na spokojnie się zastanowiłam nad Waszą sytuacją, to pokazało mi się, że on chce odejść, a Ty za wszelką cenę chcesz go zatrzymać.
            Dlaczego tak bardzo Ci zależy na facecie, który jest zimny, daleki, którego zachowanie nie wskazuje w najmniejszym stopniu na to, że Cię kocha, dlaczego chcesz być z mężczyzną, który nie ma dla Ciebie czułości, miłości, nie dzieli się z Tobą radościami, nie sprawia Ci przyjemności, nie słucha o Twoich problemach, nie planuje wspólnej przyszłości?
            Bardzo mnie teraz nurtuje to pytanie. Dlaczego tak bardzo chcesz z nim być?..
            Miłość. Oczywiście. Ale miłość nie bierze się znikąd. Jeśli ktoś mnie krzywdzi, to go nie będę kochać i już.
            Pisałaś, że ogólnie przechodzicie kryzys. Pytanie, czy kryzys się zaczął, kiedy pojawiła się koleżanka (a to już chyba ze cztery lata z tego co pamiętam!), czy też ona wskoczyła w jakąś lukę, która powstała między Tobą a mężem.
            Na moje oko - sytuacja jest krytyczna. Wszystko się wali i leci na łeb i na szyję.
            Ciekawa jestem, jak po Waszej rozmowie. Czy mąż dalej obstaje przy decyzji o wyprowadzce w połowie kwietnia?
            Jeśli tak, to może i dobrze. Ale uważam, że powinnaś od razu dać mu do zrozumienia, że wyprowadzka nie zwalnia go z obowiązku bycia ojcem.
            Napisz, jak się miewasz.
            Ściskam!
            a



    • Aniu, Burzko

      Autor: zagubiona387   Data: 2011-03-12, 11:33:26               Odpowiedz

      wierze Ci i zagladaj tu do mnie. Rozmowa z Toba mi pomaga utrzymać wiarę w siebie. A tego chyba dziś najbardziej potrzeba mi.



      • RE: Aniu, Burzko

        Autor: bezendu   Data: 2011-03-13, 13:06:11               Odpowiedz

        Witaj Zagubiona,

        piszę bo nie ma gorszej rzeczy niż otworzyć się i zostać samemu ze swoim bólem, frustracją, niepokojem, nerwami..

        Z Burzką było tak,że założyła wątek , w którym napisała o swoim rozczarowaniu,że jest sobą a ktoś zarzuca jej,że jest kimś innym z tego forum.

        Nie wnikam, ale wątek został usunięty i Burzka się chyba zdenerwowała ( czemu się nie dziwię)

        Wracając do Twoich problemów....
        Czy cieszy Cię słoneczko i wiosna???
        Jak przyjmujesz tak optymistyczną pogodę, czy cokolwiek jeszcze jest Cię w stanie rozweselić?

        chciałąm Ci powiedzieć żebyś się trzymała w tym wszystkim.
        Szkoda, wielka szkoda,że ten, który powinien zrozumieć ,że rani i ,że sprawia psychiczny, mocny ból jest w stanie jeszcze Tobie zarzucić,że masz jakąś w tym winę.

        Wiesz, pomyślałam,że może Twój mąż się zakochał?
        To niepoprawne uczucie, ale spojrzyj na niego jak na nieszczęśnika trafionego strzałą amora. Takie rzeczy się zdarzają.

        On sam nie wie co ma z tym zrobić.
        Spojrzyj na niego z boku.

        Nie chodzi abyś mu dała zielone światło, ale widzisz każdy ma swoją drogę życia i na tej drodze są różne niespodzianki.

        pozdr.



      • RE: Aniu, Burzko

        Autor: burzka   Data: 2011-03-13, 23:01:54               Odpowiedz

        Witaj, Zagubiona.
        Jestem, zaglądam, czytam.
        Napiszę na pewno więcej lada chwila. Pisz, co u Ciebie, bo jestem z Tobą i nie zapomniałam.
        Cały czas trzymam kciuki.
        Pozdrawiam Cię najcieplej.



    • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

      Autor: Dzika   Data: 2011-03-20, 15:24:16               Odpowiedz

      Chryste. Czytam i czytam i nie mogę uwierzyć. "Kocham go", "chcę ratować małżeństwo".
      Nie kochasz go zagubiona387 tylko jesteś uzależniona. Nie kochasz go, bo nie masz ani odrobiny miłości dla siebie. Pokazujesz wszystkim, że tak naprawdę Ty się nie liczysz, nie są ważne Twoje potrzeby ani uczucia. Więc jak można traktować Ciebie z szacunkiem. Nie ważne co zrobił tylko niech będzie. Współczujesz mężowi, godzisz się na lekceważenie, starasz się go zrozumieć, pozwalasz mu działać wg jego reguł, które ewidentnie ranią. Raz wybaczyłaś. Drugi raz też chcesz "wybaczyć". Potem pewnie znowu i znowu. Super perspektywa.
      To nie ta trzecia jest tu najbardziej winna - nie będzie ta to będzie inna, gdyż mąż się wcale z Tobą nie liczy.



      • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

        Autor: impresja   Data: 2011-03-20, 21:29:01               Odpowiedz

        Dzika
        ale pojechałaś po bandzie.
        Jednak chcesz pewnie dla Autorki dobrze.
        Cóż jednak z tego,jeśli to jest bardzo trudne.Pomyślenie o Sobie jest,uwierz mi bardzo trudne.Owszem jest możliwe i potrzebne,ale trudne.I w dodatku każdy zasługuje na ciekawe życie.Ale powiedz sama,czy faktycznie tylko wszystko od Nas Samych zależy?
        Odrzuć hipokryzję,bardzo proszę,albo jeszcze lepiej daj Swoje pieniądze na biednych.
        ().
        Dzika



        • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

          Autor: Dzika   Data: 2011-03-21, 09:01:17               Odpowiedz

          Impresja
          Szastasz etykietkami na lewo i prawo. Staraj się chociaż przypinać je właściwie. Bo właśnie najczęściej własna hipokryzja nie pozwala nam zobaczyć wszystkiego we właściwym świetle. No cóż to też ludzka cecha.
          Nie jestem teoretykiem - sama przeszłam podobną sytuację. I wcale nie twierdzę, że to jest łatwe. Ale życie wymaga odwagi. Także wobec siebie. I poświęcenia sobie trochę czasu na szczerą rozmowę ze sobą - aby przestać udawać, aby uświadomić sobie czego się naprawdę chce. I do czego się obie strony zobowiązały. I przekonać się czy się potrafi lubić i siebie i partnera mimo niedoskonałości. Bo tylko wtedy można zrozumieć czy godzę się na taki związek czy jednak oczekuję innych relacji. Na takie przemyślenia trzeba jednak przeznaczyć trochę serca i przestać myśleć w kategoriach zdrajca - ofiara. Bo nigdy nie jest tak, że całą odpowiedzialność można zrzucić na jedną osobę. Każdy jest człowiekiem i mimo zbliżania się do półmetka życia każdy osiągnął określony poziom dojrzałości. Tego się nie chce widzieć gdy wszystko idzie jako tako.
          Dla jasności - nie usprawiedliwiam zdrady. I nie akceptuję. Chociaż próbowałam - ale nie jest to zgodne z moimi wartościami. Jednak Autorka wątku ma swój system wartości i żadna rada nie może być adekwatna, bo tylko Ona wie czego naprawdę oczekuje. Forum może jej pomóc spojrzeć na siebie i - może także zrozumieć to zamieszanie. Ale niezależnie co wybierze konsekwentne postępowanie da jej trochę spokoju i wiary w siebie. Mnie się podoba to co napisała Nastusia jednak sama postawiłam sprawę na ostrzu noża. Wyjechałam z córką na weekend aby w tym czasie mąż mógł się spakować, zabrać co chce i opuścić mieszkanie, zostawiając tylko zobowiązanie co do wysokości alimentów. Wrócił po 2 miesiącach ale mimo prób z obu stron - nie udało się tego ponownie skleić. I w sumie dobrze się stało. Ale to mój przykład.
          Pozdrawiam



          • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

            Autor: impresja   Data: 2011-03-21, 21:55:34               Odpowiedz

            Dzika
            nie wiem dlaczego,ale nie wierzę w to co piszesz.
            Bardziej mi to pasuje na kopiowanie.
            A tak przy okazji,to pisać każdy może i czytać także.
            Pozdrawiam.



          • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

            Autor: Dzika   Data: 2011-03-22, 07:58:54               Odpowiedz

            Nie wiem w co można nie wierzyć w tym co napisałam. To jeden ze sposobów.
            To co odczuwasz to Twój problem.
            Pozdrawiam



          • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

            Autor: impresja   Data: 2011-03-22, 16:51:13               Odpowiedz

            Czyli będziemy oburzone na Siebie?,czy raczej zaciekawione Sobą?
            Co wybierasz?
            Dzika
            ().



    • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

      Autor: czarymary   Data: 2011-03-20, 22:55:44               Odpowiedz

      Cos wtym jest ze facet odsuwa sie od domu rodziny jak ktos wyzej madrze pisal..wkoncu nie znamy waszych codziennych reali..znamy tylko to od strony jednej, chociaz wspomnialas ze on wypomnial ci pewna sprawe z ktora sobie radzil u psychologa..Na ogul czlowiek wypomina by bronic swoja racje albo sam czuje sie winny. JEsli rzeczywiscie zbliza sie do tej kobiety z powodow roznych to jedyne wyjscie jakie ja znam to wprowadzic pewne zmiany z soba sama i w domu. Znalesc sobie cos do zajecia czasu moze cos co zaimponuje mezowi? moze silownia, nowa fryzurka? na wstep, by zauwazyl cos nowego i sie tym zainteresowal. Ja ogulnie sie dziwie kobietom ze ciagle chca ratowac cos, a gdzie faceci w tym? Czemu kobietom bardziej ma zalezec by ratowac zwiazek. Nigdy nie umialam, nie umiem i chyba nie bede umiala wybaczac takich rzeczy..jak facet ma gdzies indziej zainteresowanie to niech tam idzie bo ja nie lubie byc i nieumialabym byc na jedna z wyboru. W zyciu mialam wiele zwiazkow z ktorych sie uczylam pewne rzeczy. Pomimo ze ciezko bylo odchodzilam kiedy widzialam ze niema juz sensu ciagnac cos gdzie jestem nieszczesliwa:)2, 3 lata trudno kolejna lekcja i tyle. Jestem bardzo silna osoba ale to zasluga teg zycia brutalnego



      • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

        Autor: burzka   Data: 2011-03-20, 23:06:09               Odpowiedz

        Witaj, Zagubiona.
        Dawno Cię tu nie było.
        Daj znać, jak sobie radzisz.
        Ja ogólnie radzę sobie kiepsko i chętnie poczytałabym, że u Ciebie się układa, że zbierasz siły i ogarniasz sytuację.
        Wiadomo - koncert pobożnych życzeń :) Ale może akurat tak właśnie jest?..
        Napisz, jak u Ciebie.
        Pozdrawam wiosennie :)



    • W domu jest cicho i chłodno

      Autor: zagubiona387   Data: 2011-03-24, 17:40:41               Odpowiedz

      żyje z zupełnie obcym człowiekiem. Zapowiedział, ze chce sie wyprowadzić po testach córki, bo nie jest w stanie wytrzymać moich awantur. Od tego czasu zapanowała w domu cisza. Romansu konsekwentnie sie wypiera. Od jakiegos czasu nie odbiera telefonu od znajomych, którzy dzwonią i pytają mnie co sie dzieje.

      Nie wiem, co ze świętami, mieliśmy jechać do jego rodziny.

      Do tego chodzi zarosniety jak małpa trzytygodniowym zarostem

      Jestem załamana :(



      • RE: W domu jest cicho i chłodno

        Autor: julka85   Data: 2011-03-24, 17:50:14               Odpowiedz

        Skoro przestał dbać o siebie to znaczy, że nie czuje że ma dla kogo. To dla Ciebie w miarę dobry znak biorąc pod uwagę okoliczności.



        • RE: W domu jest cicho i chłodno

          Autor: anonim63   Data: 2011-03-24, 17:57:41               Odpowiedz

          Moze brode zapuszcza:)) A Ty juz ze nie dba o siebie.A moze jego kochanka lubi zeby mial taki zarost 3 tygodniowy .Nie broda ani nie ogolony:)
          W



      • RE: W domu jest cicho i chłodno

        Autor: burzka   Data: 2011-03-24, 20:39:36               Odpowiedz

        Hej, Zagubiona.
        Cicho, chłodno.. Całkowita zmiana.. Do niedawna było głośno i gorąco od emocji..
        Nie wiadomo, co gorsze..
        Wygląda na to, że facet ma dość.
        Wypiera się romansu.. Może szanuje Ciebie na tyle, by nie iść do łóżka z inną kobietą póki z Tobą mieszka pod jednym dachem. Nie bardzo chce mi się wierzyć w to, że odchodzi tylko po to, żeby się przeprowadzić do kawalerki i żyć jak pustelnik.
        Jakoś nie ufam mu do końca z tym romansem..
        Za dużo było tajemnicy wokół tej kobiety i za bardzo ją przed Tobą ukrywał.
        A jak dziewczynki na to wszystko reagują?
        Jak starsza się trzyma z tymi egzaminami?
        Pozdrawiam Cię i cieszę się, że dałaś znak życia. Napisz coś więcej, co u Ciebie.
        :)



        • RE: W domu jest cicho i chłodno

          Autor: czarymary   Data: 2011-03-29, 02:12:00               Odpowiedz

          moje mysli mi podpowiadaja ze jednak cos rozwijalo sie miedzy nim a ta kobieta..albo ona byla poprostu narzedziem pomocniczym w rostaniu sie..nie koniecznie powodem. Z boku podejzanie to wyglada a prawde zna tylko on..Na sile nic nie wychodzi, dwie osoby musza tego chciec a on sie zachowuje jakby mu nie zalezalo. Czas wytrze lzy, ukolysze twoje smutki do snu i przyniesie ci dzien w ktorym sie w koncu odnajdziesz...tego ci zycze



      • RE: W domu jest cicho i chłodno

        Autor: krzy12   Data: 2011-03-25, 13:51:42               Odpowiedz

        Zagubiona wejdź:
        www.kryzys.org/ - Uzdrowienie Małżeństwa :: Forum Pomocy SYCHAR
        www.sychar.org - Wspólnota Trudnych Małżeństw SYCHAR
        znajdziesz tam fachową pomoc

        pozdrawiam



      • RE: W domu jest cicho i chłodno

        Autor: violkass   Data: 2011-04-02, 16:24:43               Odpowiedz

        Witaj.
        Czytałam tylko Twoje odpowiedzi, bo strasznie dużo tego jest. Wnioskuję, że Twój mąż pracuje, a Ty zajmujesz się domem i dziećmi. Twoja córka jest już w ostatniej klasie gimnazjum, a o drugim dziecku nic nie przeczytałam, ale pewnie też już malutkie nie jest.
        Może poszukaj ogłoszeń z pracą dla siebie, udowodnisz mu, że nie jesteś wyłącznie uzależniona od niego, że potrafisz zająć się sama sobą. Przy okazji nie będziesz ciągle rozmyślać o całej tej sytuacji, jak również poznasz innych ludzi.
        Jeżeli nie, to zrób sobie dzień dla siebie, kosmetyczka fryzjer, zakupy. Umów się na babski wieczór z koleżankami, wyciągnij z szafy szpilki, albo co lepsza kup nowe, wystrój się, jakieś obcisłe rurki, top, marynarka... Zainwestuj też może w jakąś nową piżamkę, bieliznę.
        Bądź miła, powiedz, że jak już nie chce z Tobą być, to jest Ci bardzo przykro, ale masz dla kogo żyć (wspólne dzieci) i jesteś samowystarczalna.
        Bez sensu, żebyś całymi dniami przesiadywała w domu i się użalała nad sobą i tym związkiem.
        Wybierz się do kina czy teatru, na spacer czy rower. Zorganizuj wspólny weekend. A może wybierz się z nim do SPA, typu weekend we dwoje, fajna sprawa.
        Moja sąsiadka uratowała tak swój związek (jest nauczycielką), nie dała za wygraną, z koleżanką zaczęły jeździć rowerami czy na basen,zaczęła ćwiczyć. Pięknie schudła i odświeżyła garderobę. Teraz to jej mąż za nią lata i jest zazdrosny, bo mimo że ma 40 lat, to nie jedna 20 latka jej może pozazdrościć figury.
        Spróbuj, zacznij zmiany od siebie.



        • Violkass

          Autor: zagubiona387   Data: 2011-06-01, 08:56:12               Odpowiedz

          "Spróbuj, zacznij zmiany od siebie."

          Pracuję, mam własne życie i własnych znajomych, zaplanowałam już sobie urlop. Wyszłam z magicznego kręgu nakręcania własnych emocji.

          Skutek jest taki, że dotychczas pewny siebie pan małżonek jakby zwolnił i nieco zaniepokoił się, czy będzie miał dokąd wrócić. Ale brnie dalej, dalej celebruje znajomość z tamtą panią i chce się wyprowadzić. A ja zaczynam sie zastanawiać, czy chcę dalej być z kimś, kto tak dalece nie szanuje moich uczuć.

          Wiolka, wspólne weekendy w SPA są dobre, ale nie dla małżeństwa, w którym problemem jest ta trzecia (trzeci). Niestety.
          Moja pani psycholog poradziła mi oderwanie się od niego, własne życie, własne sprawy. I to jest jedyny chyba sposób na uratowanie małżeństwa w mojej sytuacji. Jedyny, ale bez gwarancji skuteczności.



    • Wyprowadza się

      Autor: zagubiona387   Data: 2011-05-31, 15:50:45               Odpowiedz

      wynajął mieszkanie, zupełnie przypadkowo niedaleko od panny (2 km), nieco dalej od nas (12 km), był widziany jak oglądał z nią meble.
      Wraca do domu o 18-ej, już nie ma potrzeby siedzenia do 22-23. W weekendy siedzi w domu. Przymila się do mnie, przytula, glaszcze i delikatnie oczekuje seksu. Zapewnia, że jestem najseksowniejszą i najpiękniejszą kobietą na swiecie i że za 10 lat będzie mnie tak samo mocno pożądał.

      Ale jednak się wyprowadzić zamierza. I idzie w zaparte, że nie ma z tamtą romansu. Nawet wspólne zakupy wytłumaczył beszczelnie, że ona też miała przy okazji coś do kupienia. Żeby było śmieszniej, ta dziwka na kartce spisała mu skrupulatnie wydatki - od mebli do domestosa. Przez przypadek wpadła mi karteczka w ręce. On nigdy takich rzeczy nie spisywał. Ba! Raczej nie wpadłby sam na pomysł zakupu domestosa i płynu do szyb. Nigdy nie byał do rąk szmaty ani odkurzacza.

      Ja za to nabrałam grubej skóry i chyba dzięki temu jeszcze nie zwariowałam.

      Tylko boję się przyszłości sama w obcym mieście ...



      • RE: Wyprowadza się

        Autor: czarymary   Data: 2011-05-31, 16:46:54               Odpowiedz

        Czy ja odczuwam ze szkoda ci ze sie wyprowadza bo jak piszesz ze jednak sie wyprowadza...albo ze idzie w zaparte ze nie ma romansu to tak jakbys szukala jakiegos potwierdzenia ze sie mylisz. MAsz czarno na bialym i czas pozucic ta pzreszlosc jaka on stanowi. Czas ruszyc dalej z zyciem, pozwolic sobie byc szczesliwa. Narazie sie boisz samotnosci bo ona ci sie zle kojarzy, ale kiedy zaczniesz dbac o ta smaotnosc, wypelniac ja pzreryznymi malymi i duzymi przyjemnosciami ona stanie sie przyjacielem:) Wyjdz z tego kola manipulacji, mile slowa i ze jestes sexy mow sobie sama! bo beda wtedy prawdziwe a nie puste. Zobaczysz jak kiedys bedziesz sie smiac z tego i bedziesz dziekowac naet ze sie wyprowadzil. Zaufaj ze znajdziesz szczescie ale narazie pomysl osobie i swoich potrzebach:) lato jest! dzieki temu masz wiecej mozliwosci by poznac zakamarki szczescia. Nie poddawaj sie, jestes silna a oni niech sobie zyja, ty jego nie potrzebujesz bo jestes ponad to.



        • RE: Wyprowadza się

          Autor: bezendu   Data: 2011-05-31, 18:43:26               Odpowiedz

          zagubiona....
          a jak powiem,że wiele razy myślałam o Tobie i Twojej sytuacji...

          widzisz...

          Ty nabrałaś "grubej skóry" jak piszesz...
          masz lęki, obawy przed nieznanym...

          ale widać ,że jesteś silna...

          wiesz...

          coś mi się zdaje ,że Twój mąż całkiem niedługo udławi się tamtą panią.... ale sam , na własne życzenie...

          jeśli będzie robił do Ciebie "podchody" , to niech jeszcze trochę czasu minie....

          jeśli coś ma się zdarzyć... to tylko na Twoich warunkach moja droga...

          masz asy w rękawach, chociaż wiem ile zdrowia Cie to kosztowało...

          czas, czas i jeszcze raz czas...

          to Twój sprzymierzeniec...

          masz się czego wstydzić? - nie! więc główka do góry!

          nie bierz poczucia winy i bezradności, która w nim sie rodzi na swoją głowę... to nie Twój problem,że on może mieć problem... nawarzyło się? no to trzeba wypić....

          czasami myślę,że jesteśmy z żelaza, my kobiety...



        • RE: Wyprowadza się

          Autor: zagubiona387   Data: 2011-06-01, 09:18:55               Odpowiedz

          czarymary

          Nie ukrywam, że całą tą sytuację uważam za swoją życiową porażkę, a odchodzenie męża z powodu innej kobiety - za wielką ranę na duszy.
          Chciałabym cofnąć czas, żeby to się nigdy nie wydarzyło. Chciałabym, żeby udział tej pani w rozpadzie mojej rodziny pozostał jedynie w sferze niesłusznych podejrzeń. Chciałabym wrócić do dawnych dobrych lat spedzonych wspólnie. Ale to staje coraz mniej realne.
          Boli jak cholera. Nie da się amputowac części swojego życia bezboeśnie :(



          • RE: Wyprowadza się

            Autor: czarymary   Data: 2011-06-01, 14:27:23               Odpowiedz

            Wiesz co mnie obrzydza?? facet ktory sie wyprowadza a jednoczesnie naklania do sexu....Facet ktory prawdopodobnie ma inna kobiete juz..a tobie mowi ze jestes najsexowniejsza..
            To wszystko jest sprzeczne same w sobie..i nie rozumiem gdzie tu sens wisi..Dlatego nie warto chciec nawet by co kolwiek wrocilo..bo juz znasz jego..poznalas. A jesli znasz juz jego taki jaki jest to znaczy ze wracajac do pzreszlosci bylabys wlasnie z takim czlowiekiem. ODkrylas prawde ktora ciebie boli i chec bycia w pzreszlosci kiedy maz jest kochany jest tylko iluzja. On nie jest tamtym czlowiekiem i dlatego nie ma co zalowac. To tak jakbys chciala ratowac cos co nigdy nie mialo miejsca...te momenty wspolnego pocalunku, mile slowa i zapach byly pokryte zardzewiaja pokrywka. Wtedy wydawaly sie prawdziwe, szczere, tamten czas pozwolil im byc i zyc.
            Czas wybyl w pozdroz i dzis te slowa obeszly rdza, wpsolny pocalunek zgnil, dlatego juz nie sa prawdziwe.

            Teraz smutek ciebie przywolal bys mu towarzyszyla...a ptaki za oknem zamiast spiewac to mlaskaja. Masz przed soba nowy cel! i od ciebie zalezy jak go potraktujesz. Nie pozwol sama siebie traktowac tak jak ciebie potraktowano. Zaslugujesz na szczescie i bedziesz je miec! Ten urywek lat ( dlugich) lat to tylko moment, jak porwany sen, jak pozdroz do okola swiata! Wrocilas z podruzy! zmeczona, obolala, pelna wrazen zlych i dobrych, walizek tylko jeszcze nie rospakowalas...jest wiele w nich pamiatek..Czas je rospakowac! wyzucic to co juz nie jest ci potrzebne.
            Jestes tu dzis i teraz, tamte lata zginely polkniete przez czas, zagubione w kosmosie. Dzis wyraz twarzy moze nie przekonuje ciebie do sczescia! ale szczescie przekona ciebie do usmiechu! Powiedz sobie ze bedziesz szczesliwa! powiedz to naglos! nie poddawaj sie! walcz ale nie juz o niego tylko o siebie!

            Bardzo cche bys byla szczesliwa! ty tego tez chcesz!



          • RE: Wyprowadza się

            Autor: burzka   Data: 2011-06-02, 10:32:29               Odpowiedz

            Zagubiona, fajnie, że napisałaś, co u Ciebie :)
            Wiesz, co mi przyszło o głowy? Taki gombrowiczowski widoczek: On się wyprowadza, ona go łapie i nie puszcza, a on, żeby utrzymać adrenalinę we krwi, zaczyna pisać Ci słodkie sms-sy i narzekać na "tamtą panią", że to jednak nie to :D
            Porąbało mnie chyba ;)
            Cieszę się jednak, że się wyprowadza. Że będziesz mogła nabrać trochę dystansu. A jak młodej poszły egzaminy?
            Pozdrawiam Cię!



    • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

      Autor: cytra   Data: 2011-06-03, 11:07:38               Odpowiedz

      czesto zauwazam, ze kobiety koniecznie chca "uratowac" lub "walczyc" o zwiazek... i nie rozumiem pewnego pojecia a mianowicie jak mozna za wsczelka cene chciec "uratowac zwiazek" walczac o to samej... Do tego potrzebna jest praca obydwojga ludzi. Kobiety czesto zatracaja sie i nie bacza na wlasne potrzeby, zdrowie ani na dobro wlasnych dzieci. Godza sie ze zlym traktowaniem siebie jakim jest zdrada partnera czy pozwalanie sobie na podprogowe manipulowanie soba (tutaj: ze partner ma/mial depresje jest bliski targniecia sie na swoje zycie - i komunikuje to w strone Ciebie, tak abys miala poczucie winy, czy tez wypowiedzi typu Twoje problemy sa wyolbrzymiane czy tez nie istotne wyssane z palca itp...). Jesli mialas przeczucie, ze maz Cie zdradzal/zdradza to na pewno tak jest a jak sama pisalas to juz taki incydent mial miejsce dawniej. A wiec szansa dla meza byla juz raz i on po prostu sie nauczyl, ze zawsze ja od Ciebie dostanie poniewaz juz raz mu sie upieklo. Apropos kontrolowania telefonu. Tak, nikomu nie sprawdzamy korespondencji, jednak jesli w zwiazku pojwia sie taki problem jaki opisujesz, to osoba, ktora jest tutaj Twoj maz powinien zrobic wszystko aby Twoje podejrzenia zostaly rozwiane. Jesli maz ma wszystko zahaslowane to nie mysle, ze jest to tylko bronienie swojej prywatnosci ot tak, moze tak byc ale nie musi... W wielu zwiazkach bywa tak, ze partnerzy nie maja zahaslowanych komputerow, telefonow itp... Nie zrozum mnie zle, ja rozumiem jakie katorgi wewnetrzne przechodzilas i nadal przechodzisz ale nie warto jest siebie ponizac. Szanse to mozna jemu dac i po prostu "puscic" go, wtedy moze sie poprawic czy naprawic ale juz sam. Ty go nie naprawisz. Ty tylko pokazujesz mu i potwierdzasz , ze na wszystko mu wolno. A to, ze dystkretnie daje Ci do zrozumienia, iz chcialby miec ochote na seks to pruboje Cie tylko "ujarzmic" i pokazac, ze w ten sposob ma nad toba kontrole, nie ma to nic do czynienia ze skrucha czy z tym, ze Cie szanuje czy kocha lub uwaza za najbardziej seksi. Wrecz przeciwnie, czlowiek ktory kocha i szanuje druga osobe odszedlby i probowalby sie sam naprawic a nie deptac uczucia zranionego partnera. Sama pisalas, ze maz przez tyle lat nawet szmaty do reki nie wzial aby posprzatac. Zawsze sie pytam jak to jest. Obydwoje mieszka razem to dlaczego tylko jedna osoba ma zajmowac sie domem (sprzatanie, pranie,prasowanie, gotowanie). Ale poniekad pozwalamy na to same, poniewaz nie przemyslamy tego, bo tak nam zostalo to kiedys narzucone. A potem dziwimy sie, ze ktos nas nie szanuje. Wiem, chcemy jak najlepiej ale mysle, ze najpierw trzeba zaczac od samej siebie i w koncu przestac walczyc z wiatrakami, bo to nic nie przyniesie wrecz przeciwnie w koncu postawi Cie na nogi i pozwoli Ci poczuc sie, ze jeses wartosciowa osoba, ktora zasluguje na szacunek i milosc (nie tylko wyrazana w pustych slowach).
      Nie rozumiem dlaczego jeszcze Twoj maz wogole przychodzi do Ciebie do domu i tam przesiaduje.... i robi Ci z mozgu "gabke" - przepraszam za porownanie - ale moim zdaniem po prostu zneca sie nad Toba. Mam nadzieje, ze nie odbierzesz tego negatywnie, zycze Ci naprawde wszystkiego dobrego i bol na pewno przejdzie ale nad tym sama musisz popracowac....Pozdrawiam



    • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

      Autor: Emocja   Data: 2011-06-05, 00:06:40               Odpowiedz

      Ja bym mu nie wierzyła, że nic go nie łączy z tą kobietą.
      Nie daj się okłamywać. Fakty świądczą ewidentnie, że coś jest na rzeczy, i to coś "grubego". Wymieniali smsy nawet w wigilię?! I to kilka?! Daj spokój, chyba nie wierzysz, że pisali na tematy służbowe?
      Utrzymują regularny kontakt i to dość intensywny, w dodatku te godziny pracy są jak dla mnie podejrzane, to raczej niemożliwe by pracował od 8:00 do 22:00, na pewno nie non stop. Jeśli tak to to jakiś pracoholik, co oznacza, że jedynie ucieka od jakichś problemów, które ma... i też nie najlepiej to wróży.
      Długo się to już ciągnie. Ja bym zastosowała jakieś radykalne środki, najpierw rozmowa, a jak nie poskutkuje to...
      Tym bardziej, że już kiedyś miał 8-miesięczny skok w bok...
      Podziwiam Cię i współczuję.
      Trzymaj się i nie daj sobie robić wody z mózgu.
      Niech zdecyduje co jest dla niego ważniejsze - rodzina czy kochanka i kariera.



    • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

      Autor: zagubiona387   Data: 2011-07-05, 12:16:56               Odpowiedz

      Mój wciąż jest w domu, chociaż zapowiedział wyprowadzkę kilka tygodni temu i nawet wynajął już sobie mieszkanie. To jest chyba depresja połaczona z fascynacją tamtą kobietą. Chociaż wszystko wskazuje na to, że tamta kobieta-współpracownica go wyprostowała w kwestii granicy ich wzajemnych relacji.
      Takie mam przypuszczenia, zaczął wracać normalnie do domu, normalnie się do mnie odzywa. Ale on jest ambitny. I brnie w złozone wcześniej deklaracje, być może woli zachować twarz przed tamtą panią niż ratować rodzinę.

      Wzięłam wszystko na spokój, zdystansowałam się i nasze wzajemne relacje, pół roku temu będące kompletną ruiną, dziś ewoluują w tajemniczym kierunku.

      Jakim - to się okaże.



      • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

        Autor: burzka   Data: 2011-07-15, 21:38:07               Odpowiedz

        Ech... wytrwałością i pracą....
        Podziwiam Cię, Zagubiona. Wiele zniosłaś, a Twoja mądrość i wyważenie mogą być wzorem do naśladowania.
        Czyli że co, dałaś mu szansę?..
        Jeśli tak, to życzę Wam, żeby umiał to docenić. A jeśli cierpi na depresję, to naprawdę wszystko się może zdarzyć.
        Pamiętaj tylko w tym wszystkim, żeby najpierw dbać o siebie. Trzymam kciuki.



        • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

          Autor: zagubiona387   Data: 2011-07-18, 14:15:10               Odpowiedz

          Burzko,
          daję mu szansę, ale nie mam żadnej pewności, że on chce ją wykorzystać. Jestem w rozkroku. Zaczynam się zastanawiać, czy ja chcę dalej ciągnąć ten związek.



          • RE: Potrzebuje rozsądnej rady

            Autor: PrinceSSka   Data: 2011-07-18, 14:35:43               Odpowiedz

            heeeee maz cie zdradzil a ty walczysz? o co? o to bys dalej plakala? dreczyla sie? i zyla w niepewnosci? powodzenia



    • Minęło 8 miesięcy

      Autor: zagubiona387   Data: 2011-10-18, 21:18:22               Odpowiedz

      moje życie wraca na stare tory.

      Niestety wyglada na to, ze tam nie wyszło, wiec wrócił tu... Bez słowa przepraszam, bez deklaracji, co dalej.

      Atmosfera w domu jest uprzejma, nawet miła, w ogóle sie nie klocimy.

      Na razie daje radę. Jak długo?



      • RE: Minęło 8 miesięcy

        Autor: wroclawiankaa   Data: 2011-10-19, 16:24:12               Odpowiedz

        Ile mieszkal poza domem?



        • RE: Minęło 8 miesięcy

          Autor: zagubiona387   Data: 2011-10-19, 19:21:05               Odpowiedz

          Wyprowadzał się, wyprowadzał i ... nie wyprowadził. Pomimo ze wynajął mieszkanie.



          • RE: Minęło 8 miesięcy

            Autor: bezendu   Data: 2011-10-19, 19:35:49               Odpowiedz

            czy widzisz jak mało zdecydowanym i zachowawczym człowiekiem jest Twój mąż?

            narozrabiał jak przysłowiowy zając w kapuście... ale co tam..

            najważniejsza rzecz dla Ciebie - za żadne skarby nie daj się mu wpuścić w poczucie winy !

            nigdy!

            bo odnowisz nie związek, ale otworzysz puszkę z pandorą...

            Teraz to Ty rządzisz i basta.

            jak dasz palec to urwie Ci rękę ... sama widzisz czy widac w nim jakąś skruchę.



          • RE: Minęło 8 miesięcy

            Autor: zagubiona387   Data: 2011-10-19, 22:24:55               Odpowiedz

            Bezendu...
            Widzę i to mnie przeraża. Dziś wszystko wraca i w sumie nie jest najgorzej, ale ... Jak będzie wglądało moje życie za kilka lat? Zadaję sobie to pytanie kilka razy dziennie. Bez odpowiedzi...



      • RE: Minęło 8 miesięcy

        Autor: chello10   Data: 2011-10-19, 19:50:18               Odpowiedz

        Nie mamy prawa mówić Ci co masz zrobić.Sama do tego dojdziesz.
        Według mnie on jest dwulicus i asekurant,dbający o własny tyłek.Tu nie ma miłości.
        Dostał kopa od kochanki a ty zbierasz to co mu z nosa spadło.
        Wrócił do Ciebie,bo ona go nie chciała. Wybacz mi proszę,jeżeli to cię obraża.Ja tymi słowami obrażam też sama siebie.Męczyłam się wiele lat ale powiedziałam dość.Czy jestem silna?Nie,jeszcze nie!
        Jak czytam Twoja historię to ciesze się,że byłam taka bezkompromisowa.Potem często myślałam. Może za ostro!Może trzeba było inaczej.Ale dziś widzę,że nic mądrzejszego nie mogłam zrobić.Nie umiałabym znieść takiego położenia.Jak nie ma miłości,która jest podstawą do wspólnego budowania to sajonara Jony.
        I jeżeli ten wyleniały kotek będzie chciał jeszcze raz zobaczyć w oczach innej kobiety dorodnego lwa to niech spada na cztery łapy.



        • RE: Minęło 8 miesięcy

          Autor: zagubiona387   Data: 2011-10-19, 22:30:04               Odpowiedz

          Chello. Nie obrażasz mnie, czytam, analizuję, myślę, waham się...
          Sęk w tym, że w moim małżeństwie nie było toksycznych relacji. Tylko czasem ten mój gdzieś się gubi. Gdzieś :/ U innej baby po prostu :(



          • RE: Minęło 8 miesięcy

            Autor: chello10   Data: 2011-10-20, 09:13:14               Odpowiedz

            Ja chyba nie umiem kochać.Nie byłoby mnie stać na taką postawę.Szanuje ludzi i chciałabym,żeby mnie szanowali.Jak kocham męża,haruje na dom,wychowuję jego dzieci, chiałabym,żeby mnie też kochał. A w takich relacjach mowy o szacunku byc nie może,o miłości tym bardziej.
            No cóż, może obyczaje arabskie już dawno rozstrzygęły ten problem.Facet ma kilka żon,bo to leży w jego naturze.A my ciagle 1000 lat za Arabami.I uzurpujemy sobie prawo,zeby im zmieniać świat.



          • RE: Minęło 8 miesięcy

            Autor: manna1   Data: 2011-10-20, 10:41:10               Odpowiedz

            Witaj Zagubiona,
            Mąż w domu, miły, ale nie skruszony... szczegóły znasz tylko Ty, czy angażuje się w domu, czy spędza czas z dziećmi, czy, przepraszam za słowo, jest "przydatny", czy jest dla Ciebie podporą, czy ciężarem, czy Ci z nim dobrze czy nie, jak przy nim się czujesz...czy lepiej się czujesz z nim, czy bez niego..
            To, że nie rozmawia... ale zachowaniem pokazuje swój stosunek do Ciebie, do dzieci, do domu..
            Tylko Ty możesz teraz podjąć decyzję o dalszym swoim położeniu i rzeczywiście dobrze jest popatrzeć naprzód, co będzie za kilka lat...
            pozdrawiam Cię!



          • RE: Minęło 8 miesięcy

            Autor: Magdallena   Data: 2011-10-21, 11:50:02               Odpowiedz

            Kochana Zagubiona!
            Minelo 8 miesiecy a ty dalej chcesz sie bawic w dom.
            W domku jest milo i akuratnie...tylko Ken teskni do innej Barbi...Wolalabym awanturki:))
            Z twego pisania da sie wyczuc, ze nie jestes szczesliwa ale z uporem maniaka chcesz sie w dom bawic.
            Moze zacznij sie bawic w co innego?



          • RE: Minęło 8 miesięcy

            Autor: manna1   Data: 2011-10-21, 12:22:43               Odpowiedz

            Mam takie dwie sytuacje obok mnie...
            Pierwsza - mąż zdradzał, wielokrotnie, chodził, gdzie chciał, ona czekała i czekała.... udawała, że wszystko ok.... zniosła wszystko cierpliwie, takie życie sobie wybrała, dlaczego? czy wybór był właściwy? nie wiem, czy można to ocenić i kiedy?
            Druga - po jednorazowej zdradzie mąż został usunięty natychmiast z życia...
            Szkoda, że nie ma recepty na życie... przepisu...



          • RE: Minęło 8 miesięcy

            Autor: Magdallena   Data: 2011-10-21, 12:54:43               Odpowiedz

            Oczywiscie ze jest recepta:))
            Dzialac zgodnie z czuciem!
            Nie, nie wierze ze mozna byc szczesliwym przy boku takiego mezczyzny, ktory mysli o innej.
            Nie, nie wierze ze mozna kochac tak zupelnie za nic.
            To chore uczucia i trzeba je leczyc:))
            Tolerowac wszystko, tylko po to zeby w domku nie zabraklo chlopa?
            No to ja dziekuje, przeciez to budel a nie dom!
            Jesli tak "kochamy" ze nas to niszczy, to problem lezy w nas a nie w facecie.
            Jestem pewna ze Zagubiona, tym "kocham go", tylko wymowki szuka......Wymowki przed czym, to nie wiem.
            Oczywiscie napewno sie myle, ale napewno wspolczuje takiego "kochania":))



          • RE: Minęło 8 miesięcy

            Autor: zagubiona387   Data: 2011-10-21, 21:19:02               Odpowiedz

            Magdalena,
            Nie toleruję innej. I nigdy tolerowac nie bede. Wyglada na to, że dziś tej innej juz nie ma. Pozdrawiam.



          • RE: Minęło 8 miesięcy

            Autor: zagubiona387   Data: 2011-10-21, 21:09:30               Odpowiedz

            Manna1
            Maz w tzw. sprawach codziennych spisuje sie bez zarzutu. Jest lepiej niz bylo. Chcę, żeby był w domu, dzieci tez, codziennie na niego czekają ...
            Owszem, można unieść sie ambicja. Można próbować układać sobie życie samej albo z kimś innym. Ale ja chcę spróbować. I trudno mówić, ze podjęłam decyzje, bo zawsze byłam tego pewna.
            Pozdrawiam rownież



          • RE: Minęło 8 miesięcy

            Autor: zagubiona387   Data: 2011-10-21, 21:15:19               Odpowiedz

            Chello1,
            Przeczytałam jakiś czas temu "Twój" wątek. Podziwiam Cie, ze po takich przejściach potrafisz pisać rozsądnie i wspierać odrywając sie od własnych doświadczeń.
            Moje małżeństwo nie było nigdy zle. Zdarzyły sie dwa tąpnięcia, wtedy wrócił na kolanach, teraz próbuje swoim zachowaniem nadrobić ostatnie zle miesiące. Moze on nas kocha, tylko gdzies sie pogubil? Mam nie dać szansy? To byłoby wbrew mnie samej... Wbrew moim uczuciom.
            Pozdrawiam cieplutko.



          • RE: Minęło 8 miesięcy

            Autor: chello10   Data: 2011-10-21, 22:51:21               Odpowiedz

            Każda z nas jest inna. Ty umiesz kochać bezwarunkowo.Ja nie.
            Jak kocham,chciałabym być kochana.To za wiele?Nie znalazłam w swoim związku miłości i szacunku i podjęłam bardzo radykalną decyzję.Koniec.Dawałam wiele szans.Może będę żałować. Miałam chwile zwątpienia.Teraz już jest lepiej.
            Ty postępuj zgodnie ze swoim sumieniem.Nikt za Ciebie życia nie przeżyje. Jesteśmy różne.Możemy się jednak od siebie wiele nauczyć.
            Mam dziś imieniny.Moja teściowa przesłała mi przez córkę imieninowy tort.Powiedziała jej,że nie ma odwagi do mnie dzwonić z życzeniami.Ma swój skarb na głowie.Może nareszcie coś do niej dotarło.Ale satysfakcji nie mam żadnej.Skorpion ze mnie przebrzydły.
            Właśnie tego chciałabym się od Ciebie nauczyć-wybaczania.Chce się radykalnie uwolnić od złości,nienawiści, chęci zemsty.Myślę,że ten stan osiągnęłam.Doświadczeni twierdzą jednak,że to tylko na chwilę.Że to powraca.



          • RE: Minęło 8 miesięcy

            Autor: Magdallena   Data: 2011-10-22, 12:52:36               Odpowiedz

            Wszystkiego najlepszego z okazji imienin, droga Chello:))
            To jest wlasnie postepowanie zgodne z czuciem!

            Zagubiona, ja jednak wyczuwam w twym pisaniu ze czegos ci do szczescia brakuje....
            Pozdrawiam was. Madzia:)



          • RE: Minęło 8 miesięcy

            Autor: chello10   Data: 2011-10-23, 14:41:49               Odpowiedz

            Ooooo! Do szczęścia to chyba każdej nam jeszcze wiele brakuje.
            Ale czym jest szczęście?Brakiem nieszczęścia?O tym też troszkę było na tym forum.Ale nikt nie otrzymał odpowiedzi.



          • RE: Minęło 8 miesięcy Chello

            Autor: kordi   Data: 2011-10-23, 14:50:09               Odpowiedz

            Tak myśle żę poczucie równowagi , bo sama euforią byśmy sie zanudzili więc i trochę smutnej melancholii nie zawadzi .
            Szacunek do siebie ,poczucie bezpieczeństwa i choć tę odrobinę szczęscia nie zawadzi ..



          • RE: Minęło 8 miesięcy

            Autor: zagubiona387   Data: 2011-10-23, 18:57:07               Odpowiedz

            Chello1
            Czasem szczęście dostrzegamy jak je utracimy. A czasem - patrząc na nieszczęście innych ...



          • RE: Minęło 8 miesięcy zagubiona387

            Autor: impresja   Data: 2011-10-23, 14:54:23               Odpowiedz

            http://www.barwyuczuc.pl.tl/POEZJA-SERCEM-PISANA.htm
            Proszę to dla Ciebie.
            Piękne są słowa i nie tylko.
            O szansie także tam jest._:).
            Pozdrawiam.



          • RE: Minęło 8 miesięcy

            Autor: manna1   Data: 2011-10-23, 18:32:43               Odpowiedz

            Zagubiona
            no to pozostaje teraz trzymać kciuki za Waszą wspólną przyszłość...
            Będę trzymać więc bardzo mocno!!!
            Pozdrawiam!!



          • RE: Minęło 8 miesięcy

            Autor: zagubiona387   Data: 2011-10-23, 19:13:55               Odpowiedz

            Manna, dzięki :)



          • RE: Minęło 8 miesięcy zagubiona387

            Autor: zagubiona387   Data: 2011-10-23, 18:57:46               Odpowiedz

            Impresjo... Poczytam.



    • Nie ma go w domu, wyjechał służbowo

      Autor: odnaleziona387   Data: 2012-01-23, 19:46:16               Odpowiedz

      niby dziś w nocy ma wrócić a ja ... się gubię w domysłach.

      W domu wszystko wróciło do normy, jest dobrze, nawet lepiej niż przed kryzysem. Tylko ja gdzieś głęboko w sobie mam wciąż tamten lęk :(

      Boję się, że zadzwoni zaraz i powie, że jednak nie wróci dziś. Moja wyobraźnia pracuje, budzą się demony. Jak się od tego uwolnić?



      • RE: Nie ma go w domu, wyjechał służbowo

        Autor: impresja   Data: 2012-01-23, 19:59:54               Odpowiedz

        odnaleziona387
        przygotuj karteczkę z pytaniami i zapamiętuj odpowiedzi.
        Seks będzie fajny,ale Ty pragniesz tylko samych odpowiedzi.
        A pytania przygotowałaś?
        No,to na co czekasz?
        Do roboty.
        Pisz.
        *



        • RE: Impresja

          Autor: odnaleziona387   Data: 2012-01-23, 20:06:59               Odpowiedz

          Nie rozumiem, możesz trochę jaśniej...? :)



          • RE: odnaleziona387 nie mogę jaśniej...............

            Autor: impresja   Data: 2012-01-23, 20:12:37               Odpowiedz

            Tylko tak mogę jak piszę.
            Skoro nie kumasz to nie moja branża.
            Powodzenia.
            *



          • RE: odnaleziona387 nie mogę jaśniej...............

            Autor: odnaleziona387   Data: 2012-01-23, 20:38:12               Odpowiedz

            Impresja, widzisz, tyle, że ja nie pytam. Tak sobie postanowiłam. On to wie, widzi, że nie pytam. Milczymy i milczeniem próbujemy odbudować to co jeszcze niedawno wyglądało jak zgliszcza. Tylko czasem On niby mimochodem sprawdza, czy mam w oczach łzy.
            Kocham Go, On mnie chyba też. Po co zadawać niepotrzebne pytania... Dobrze jest jak jest....

            http://youtu.be/heAoYboqe_g



      • RE: Nie ma go w domu, wyjechał służbowo

        Autor: kordygarda@onet.eu   Data: 2012-01-23, 20:09:17               Odpowiedz

        Za dużo przeszłaś żeby tak spłynęło jak po kaczce ,,brak zaufania,strach ma coraz większe oczy .A może pomyśl ty o spotkaniu z psychologiem , to nie boli a trochę poukłada ,,,,i zrobisz coś w końcu dla siebie ,,,,



        • RE: Nie ma go w domu, wyjechał służbowo

          Autor: odnaleziona387   Data: 2012-01-23, 20:23:06               Odpowiedz

          Byłam u psychologa w zeszły wtorek. Porozmawiałam, zrobiło mi się lżej. Potem stwierdziłam, że już jest lepiej i nie potrzebuję pomocy. Kiedy jestem na fali wznoszącej, wydaje mi się, że wizyty u psychologa to strata czasu, że i tak z nich nic nie będzie. A teraz znów mnie nachodzą złe myśli.

          Zadzwonił przed chwilą. Na szczęście wraca.



          • RE: Nie ma go w domu, wyjechał służbowo

            Autor: kordygarda@onet.eu   Data: 2012-01-23, 23:01:37               Odpowiedz

            Wcale mi się to nie podoba ,te na szczęście ,,ty się cieszysz że w ogóle wraca ,,,???
            Jakie to szczęscie ...



          • RE: Nie ma go w domu, wyjechał służbowo

            Autor: odnaleziona387   Data: 2012-01-23, 23:39:09               Odpowiedz

            To nie jest do konca tak. Na szczęście to znaczy, ze bedzie w nocy w domu i dzięki temu nie bede walczyć z własna wyobraźnią. Oczywiście tez cieszę sie, ze znow chce tu wracać.
            Szczęście nie polega na przebywaniu w tym samym pomieszczeniu.



          • RE: Nie ma go w domu, wyjechał służbowo

            Autor: BylaNerwolkaa   Data: 2012-01-29, 11:58:05               Odpowiedz

            Odnaleziona, rozumiem twoją frustrację i reakcję. Rozumiem też to, że za wszelką cenę chcesz zatrzymac dorastającą córkę przy sobie. Twoja historia wiele wyjaśnia, ale proszę cię, nie wyładowywuj swoich frustracji na mojej osobie w innym wątku. Córka... jedyne najważniejsze dla was obojga ogniwo które trzyma ten związek w kupie. Wszystko staje się dla mnie jasne. :)



          • RE: Nie ma go w domu, wyjechał służbowo

            Autor: odnaleziona387   Data: 2012-01-29, 13:20:02               Odpowiedz

            "Odnaleziona, rozumiem twoją frustrację i reakcję. Rozumiem też to, że za wszelką cenę chcesz zatrzymac dorastającą córkę przy sobie."

            To zrozumialaś zle, układając sobie story z własnych wymyslow, zamiast faktów, o których nie masz pojęcia. To ja namawiam córkę do studiowania za granicą. Moj związek wychodzi z kryzysu i jeśli coś mną targa to obawy a nie frustracje. Zresztą, z całym szacunkiem, ale Twoje doradztwo nie jest tu do niczego potrzebne.
            Nie jest moja intencją wyżywanie sie na kimkolwiek. To forum dyskusyjne i wolno chyba komentowac czyjes opinie? Niemniej jak sie zaczyna komuś doradzac, trzeba mieć w sobie trochę empatii, dystansu i kultury dyskutowania. A Ty nie masz ani jednego, ani drugiego, ani trzeciego. Masz za to pęd do gnojenia innych, zeby sama przed sobą udowodnić własną wartość. I dostajesz piany, jak trafisz na kogoś, kto sobie nie daje pluć do kaszy.





          • RE: Nie ma go w domu, wyjechał służbowo

            Autor: BylaNerwolkaa   Data: 2012-01-29, 14:32:55               Odpowiedz

            Ależ jesteś wściekła! :]
            Ja dostaję piany?
            Pytanie retoryczne, a twój związek prawie nie istnieje. Mąż robi co chce, a ty się na to godzisz bo zwyczajnie nie potrafisz być sama, nie jesteś w stanie znieść faktu, że mu nie wystarczasz. Swoją drogą jak niską musisz mieć samoocenę skoro tak bardzo jesteś uzależniona od mężczyzny, że wybaczasz mu skoki w bok, bo to nie była pierwsza taka historia. Nie masz szacunku do samej siebie za grosz, to jak możesz szanować innych?:)

            Ja gnoję ludzi, posiadam wszystko to co złe w człowieku wg ciebie i po raz kolejny mnie obrażasz. Dlaczego?
            Tak bardzo chcesz mnie wymieszać z błotem?
            Ślepa kobieto, wszystkie cechy które przypisujesz mojej osobie, tak na prawdę nosisz w sobie. Ja rozumiem twoją frustrację, bo jesteś w bardzo trudnej sytuacji życiowej, ale też wspólczuję twojemu mężowi, bo faktycznie z tego co widać to potrafisz umilić życie każdemu, a co dopiero mężczyznie który musi znosić cię na codzień. Miał racje mówiąc, że zmienisz jego życie w piekło, wierzę, że potrafisz to zrobić kiedy jesteś niezadowolona, kiedy coś idzie nie po twojej mysli.
            Na szczęście nie mam i nie będę miała z tobą przyjemności w życiu realnym. :>
            Nie wiem jak śmiałaś mnie oceniać, spójrz w lustro.



          • RE: Nie ma go w domu, wyjechał służbowo

            Autor: odnaleziona387   Data: 2012-01-29, 22:38:23               Odpowiedz

            "Na szczęście nie mam i nie będę miała z tobą przyjemności w życiu realnym. :> "

            W życiu wirtualnym rownież, ja nie z tych :)

            "posiadam wszystko to co złe w człowieku wg ciebie"

            Urojenie. Nigdy tak nie napisałam.

            BN, Godz. 12.10: "Powinnaś pójść na terapię, żeby znależć przyczynę tego, że za wszelką cenę tkwisz w niesatysfakcjonującym związku. Co ci to daje? Z tego co czytam spokoju ducha na pewno dawno nie zaznałaś, więc co? Może to, że łatwiej być niewiele znaczącą dla męża żoną niż kobietą zdradzoną i porzuconą dla innej? :/"

            BN, Godz. 14.39: "Nigdy tobie niczego nie doradzałam. Nie jestem na tym forum aby doradzać komukolwiek. :)"

            Aaaaa. I wypadałoby dać jakiś koment w wątku o Kubusiu. Moja ty mistrzyni trafnej diagnozy :) Jaj zabrakło przekupie na targu?



          • RE: Nie ma go w domu, wyjechał służbowo

            Autor: BylaNerwolkaa   Data: 2012-01-30, 00:37:43               Odpowiedz

            Wystarczy, że ty masz do kolan! :D



          • RE: Nie ma go w domu, wyjechał służbowo

            Autor: BylaNerwolkaa   Data: 2012-01-29, 14:39:42               Odpowiedz

            Nigdy tobie niczego nie doradzałam. Nie jestem na tym forum aby doradzać komukolwiek. :)



          • RE: Nie ma go w domu, wyjechał służbowo

            Autor: BylaNerwolkaa   Data: 2012-01-29, 12:10:55               Odpowiedz

            Byłam u psychologa w zeszły wtorek. Porozmawiałam, zrobiło mi się lżej. Potem stwierdziłam, że już jest lepiej i nie potrzebuję pomocy. Kiedy jestem na fali wznoszącej, wydaje mi się, że wizyty u psychologa to strata czasu, że i tak z nich nic nie będzie. A teraz znów mnie nachodzą złe myśli.


            Powinnaś pójść na terapię, żeby znależć przyczynę tego, że za wszelką cenę tkwisz w niesatysfakcjonującym związku. Co ci to daje? Z tego co czytam spokoju ducha na pewno dawno nie zaznałaś, więc co? Może to, że łatwiej być niewiele znaczącą dla męża żoną niż kobietą zdradzoną i porzuconą dla innej? :/